Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W rolach głównych
KŁOPOTY Z FACETAMI
W pozostałych rolach
Muzyka
Zdjęcia
Scenariusz
Reżyseria
Spruance...
Panno Spruance, proszę mi pokazać,
gdzie tu jest napisane: "przeciągać"?
Bo ja tu nic takiego nie widzę.
Przepraszam, nie wiedziałam, że przeciągam.
Ponadto byłbym wielce zobowiązany,
gdyby zamiast ekstatycznego samouwielbienia
prezentowała pani choć minimalną dbałość o wydawanie właściwych dźwięków!
- Wcale nie przeciągałam. - Daruj mu.
Nie, mówię ci, on to robi specjalnie.
Od kiedy się wyprowadziłam, cały czas tak się zachowuje.
A teraz, jeżeli nasz słodki sopran przestanie na moment gdakać,
spróbujemy jeszcze raz.
- Mam cię gdzieś! - Słucham?
Powiedziałam: "Dobrze, spróbujmy jeszcze raz.".
Piąty takt.
Nigdy mi nie powiedział: "Skarbie, kocham cię,
świetnie sobie radzisz.".
Nie szanuje mnie jako osoby
i w ogóle nie odpowiada mi to, jak wygląda nasz związek.
Rozumiem.
Teraz popatrz na Harry'ego i powiedz mu, co czujesz.
Boli mnie, że on nie wczuwa się w moje potrzeby.
Nie docenia mnie.
- Widzi pan? - Zobaczmy, co on ma do powiedzenia.
Harry?
Co czujesz, gdy Adele o tym mówi?
Czuję, że... ona czepia się każdej najmniejszej rzeczy
i za każdym razem, kiedy próbuję z nią rozmawiać,
z jakiegoś powodu nie wierzy w żadne moje słowo.
To nieprawda!
Sam pan widzi.
Nie! Chce pan wiedzieć, skąd to się wzięło?
Harry przyszedł do mnie i wynajął mój budynek,
w którym teraz ma swoje biuro.
Przecież jego to nie interesuje, nie o to pytał.
Widzi pan? Ona wygrzebuje i wyciąga różne...
przeróżne rzeczy, które nie mają nic wspólnego ze sprawą.
Rozumiem, o co chodzi. Mów dalej, Harry.
Zgodziłem się na to spotkanie. W porządku.
Ale Iwo Jima jest do mnie na tyle uprzedzona, że...
O, nie! To właśnie jest kolejna rzecz!
Przepraszam, ale właśnie próbuję coś powiedzieć.
Tak, spróbujmy... wzajemnie się wysłuchać...
Mów dalej, Harry.
Nie pamiętam już, o co mi chodziło, ale...
To jest chore, kiedy ja go proszę, by mnie nazywał po imieniu,
a on to kompletnie ignoruje! Kompletnie!
Dobrze, dobrze. Rozumiem.
Rozumiem was oboje.
Całkiem nie źle nam idzie.
PSY OBRONNE
50 dolców za sesję,
żeby jakiś wymoczkowaty baran mówił mi, jak mam do ciebie trafić.
Najmilszy, chcesz, żeby z tego małżeństwa coś było, czy nie?
Rozumiem, co masz na myśli.
Ale może zaufałabyś mi chociaż trochę.
O nic więcej nie proszę.
Wsiadaj.
Czy na pewno nie zginęło pani nic cennego?
Nic.
Nie naraziła się pani komuś w jakiś sposób?
Nie.
Wygląda na to, że ktoś pani nie lubi, nieprawdaż?
Ale kto to może być?
Rozumiem, że nie jest pani zamężna.
Jest w trakcie rozwodu.
A on?
On?
Jest naszym dyrygentem, artystą i nigdy by...
Lewie? Nie, on nigdy by czegoś takiego nie zrobił.
- Jest tam kto? - W samą porę.
- Witaj, Joannie! - Przepraszam, to moja siostra.
Właśnie wróciłam z Hawajów i pomyślałam, że wpadnę.
Cholera, co tu się stało?
Andy, to raczej nieodpowiednia pora na odwiedziny.
Wczoraj ktoś się tu włamał.
To okropne!
Więc zadzwonię do ciebie później, dobrze?
Może dasz mi chociaż minutę.
Chciałam spytać, czy masz ten rękopis, który ci wysłałam.
A to kto?
Helen Dextra. Przecież ją znasz.
Tak?
- Dobra, przeczytałaś go? - Co? Nie wiem, o co ci chodzi.
Chodzi mi o książkę, którą napisałam o Redzie i o mnie.
Wysłałam ci ją. Czy to tak trudno zrozumieć?
O, nie! Napisałaś książkę o Redzie Laylsie?
No, nie tylko o nim.
On jest jednym z wielu epizodów w moim życiu, wiesz przecież.
- Masz wodę Perriera? - Ja przyniosę.
Nie! Nie mam Perriera!
Proszę cię, zadzwonię do ciebie później.
Nie będzie mnie w domu.
Najpierw idę do szpitala na usunięcie halluksa,
a potem lecę do Nowego Jorku na spotkanie z wydawcą.
Oczywiście w tajemnicy przed Redmonem "Gównianą Mordą" Laylsem.
Będziemy się zbierać.
- Nie! Poczekajcie! Musimy porozmawiać! - Wiesz, co on mi powiedział?
- Wiesz, co on mi powiedział? - Nie mam pojęcia.
Chciałam tylko spytać... Jeżeli rzeczywiście jest ktoś,
kto z jakiegoś nieznanego powodu bardzo mnie nie lubi,
to co, według pana, powinnam zrobić?
Mógłbym założyć kraty w oknach.
Nazywam się Malvenos. Proszę do mnie zadzwonić.
Jednak, wie pan...
To chyba niemożliwe, żeby to był ktoś znajomy.
- Może nie. - Ja przecież zawsze tak się staram
unikać konfliktowych sytuacji.
Mój prawnik mówi do mnie: "Nic nie mogą zrobić.".
A ja na to: "Tak, nic nie mogą zrobić, ale ja już tego nie wytrzymuję.".
On mi zbyt wiele nie pomoże. Boi się Reda jak ognia.
- Andy, czy ty mówisz poważnie? - Pewnie. Ma pietra, jak wszyscy.
Skoro mowa o prawnikach, to jeden wpadł na mnie, kiedy się opalałam.
Nie, naprawdę lecisz do Nowego Jorku?
Tak. Będę tam mieszkać w zacisznym i nikomu nie znanym miejscu.
Super. Może więc mogłabym zamieszkać u ciebie?
Więc przekaż gospodyni, żeby zostawiła klucze.
Poczekaj. Najpierw posłuchaj, co powiedział o mnie
Jego Nadęta Ekscelencja...
Przepraszam, ale wcale mnie to nie obchodzi.
Moje mieszkanie, jak sama widzisz, jest w kompletnej ruinie,
policjant właśnie mnie poinformował, że ktoś mnie nie lubi
i naprawdę nie chcę zostać tutaj sama!
W porządku. Możesz przecież zamieszkać u mnie.
KOLEJNA OFIARA MORDERCY Z WEST SIDE
Boli mnie twarz i ucho.
Ej, Xena...
Idź posprzątać u piesków.
Nawet nie zaczynaj.
Mam dosyć kłopotów z Iwo Jimą i jej narzekaniem.
Teraz nawet nie wierzy w to, że jesteś moją bratanicą.
Bo nie jestem.
Przecież nie o to chodzi.
Odbierz, dobrze?
I nie mów, że jestem, dopóki się nie dowiesz, kto dzwoni.
Tak, tak, tak...
Tak?
- Mówi Ferde. Jest Harry? - Przykro mi, ale chwilowo go nie ma.
- A kiedy będzie? - Może później.
- A z kim rozmawiam? - Z kim pan rozmawia?
- Z kim rozmawiam? - Z jego naczelną sprzątaczką.
Proszę posłuchać, pani sprzątaczko.
Harry zalega mi z dwiema ratami za samochód.
Albo zapłaci do jutra albo go zabieram.
- Przekażę mu. - Proszę się upewnić, że zrozumiał.
Na razie.
- Kto to był? - Ferde z Auto-Coś-Tam.
Chce, żebyś zapłacił do jutra za 2 miesiące albo zabiera samochód.
Gnojek!
Wiesz, co się stanie, jeżeli nie zapłacę tym hodowcom
i nie dostanę doświadczonych psów?
Całkiem niedługo parę ludków wyleci na bruk.
I tak mam już dosyć psich gówien.
Jak to możliwe, że wokół jest tyle bogactwa,
przestępczość wzrasta lawinowo, a ja nic nie zarabiam.
O, cholera!
To Lee. Powiedz mu, że pojechałem do Vegas
dostarczyć psy dla Wayne'go Newtona.
Duke! Fuss! I nie wiesz, kiedy wracam.
Socorro! Socorro!
Zaczekaj!
Przepraszam cię, Socorro, ale co się dzieje i dlaczego odjeżdżasz?
Nie wiem, proszę pani. Nie rozumiem.
Dokąd jedziesz?
To mój syn, Baltazar. Ty mówić, Balto, para mi.
Tak, tak. Co się dzieje? Kiedy ją przywieziesz?
W poniedziałek będzie z powrotem.
Ale ja nie mogę zostać tutaj sama do poniedziałku!
Tak, poniedziałek!
Byłam przekonana, że Socorro tutaj mieszka. Gdybym wiedziała, nie przyjeżdżałabym tu.
Ona też musi mieć czasem wolne, nie?
No, to pięknie!
KREW I POCAŁUNKI
Krew i pocałunki. Już w kinach.
Hej, Andy! To ja, Butch!
Chodź, przywitaj się ze starym kumplem.
A ty kim jesteś, kotku?
Andy wyjechała,
a cały dom jest pełen ludzi, którzy chcą spać.
A ty nie wyjdziesz się ze mną przywitać?
Proszę, niech pan sobie idzie!
Pokaż się chociaż!
Jeśli pan nie odejdzie, zadzwonię po ochronę.
Patrz na to, mała.
Mój Boże, skąd ona bierze takich ludzi?
Przecież próbuję być miły.
Andy się to podobało.
A z tobą co jest?
Duke! Kommen!
Sitz! Dobry Duke.
Zawsze najpierw imię, a potem komenda.
Najpierw imię, potem komenda.
Teraz jeśli chodzi o potraktowanie napastników,
pokażę pani, czego można się spodziewać po psie tej klasy.
Tutaj mamy, że się tak wyrażę, psi arsenał.
Zwierzę jest wyszkolone tak, by kąsać wybrane części ciała
aż do zmiażdżenia kości.
Jeżeli napastnik trzyma w ręku broń, jakiegokolwiek rodzaju,
czy jest to pistolet, nóż, kij, czy cokolwiek innego,
wtedy pies,
przepraszam za wyrażenie,
natychmiast zaatakuje jądra.
A co, jeśli nie zechcę, żeby to zrobił?
Zechce pani.
Nie, ja chcę tylko, żeby kogoś przestraszył.
Proszę mi wierzyć, że to go przestraszy, jak również obezwładni
w stopniu wykluczającym jakiekolwiek działania przeciwko pani.
Duke! Das ist alles, kommen!
Wie pan, w zasadzie to mam alergię na psy, więc może...
- Chciałbym zadać pani pytanie. - Tak?
Staram się dokładnie analizować sytuację każdego klienta.
Czy jest pani zamężna, stanu wolnego,
czy mieszka pani sama, czy w czyimś towarzystwie?
Jestem w trakcie rozwodu. Mieszkam tutaj,
ponieważ ktoś włamał się do mojego mieszkania.
Ale nie jestem zupełnie sama. Jest przecież gospodyni
i... kilkoro przyjaciół.
Ta okolica to raj dla włamywaczy.
Tam niedaleko, na Mulholland,
znaleziono ciało piątej ofiary mordercy z West Side.
Proszę, niech mi pan o tym nie mówi.
Proszę mi wierzyć, wiem, na co może być narażona
samotna i tak atrakcyjna kobieta, jak pani. Ale proszę się nie martwić.
Wszystkiemu zaradzimy i będzie się pani czuła
najbezpieczniej na świecie.
Zgoda.
A więc, co już umiemy?
"Ober", "platz", "geh am platz", "bringen", "kommen", "sitz", "fuss",
"fahrt" i "blieb".
Dobrze, a teraz niech pani wyda mu komendę: "Duke, wachen się".
Duke, wachen sie.
Trochę bardziej zdecydowanym tonem.
Duke, wachen sie.
Dobrze. Teraz pies wypatruje niebezpieczeństwa.
Ma pani tu całkiem ładny kawałek ziemi.
To dom mojej siostry.
Pani siostry? A gdzież ona jest?
Czy ja to robię właściwie? Czy nie powinnam się na coś przygotować?
Proszę nigdy nie patrzeć na psa.
Nigdy nie patrzeć na psa?
O, Boże!
June, miałaś nie okazywać strachu, dopóki ci nie powiem!
Joan, opanuj psa! Zatrzymaj go!
Próbuję! Dobry piesek...
Daj mu komendę, żeby się zatrzymał.
Zapomniałam! Niech pan mu powie!
Aus!
Bądź miły! Dobry piesek!
Duke, sihz!
O, mój Boże!
To było niesamowite! Uwielbiam tego psa!
Widział pan to?
Nie mogę uwierzyć, że on jest taki silny!
Wlókł mnie za sobą, jakbym była lalką!
Widzi pani?
- Dziękuję. - Dobry Duke!
Zazwyczaj nie wypożyczam Duke'a, nawet na krótko,
ponieważ to najlepszy pies obronny w kraju.
To pani siostra?
Tak.
A to?
To jej trzeci mąż, Eric Ellerman.
Zaraz, zaraz. A ten facet?
Czy to Red Layls?
- Tak... - Żartuje pani.
Pani siostra przyjaźni się z Redem Laylsem?
Przecież to jeden z najbogatszych ludzi w kraju.
Ma kontakty na całym świecie.
I to z nim jest pani siostra... Niewiarygodne.
Chciałbym go kiedyś poznać.
Co za figura...
Muszę przyznać, że pani siostra jest bardzo atrakcyjną kobietą.
To spory komplement. Przekażę jej.
Wpadnę do pani za dzień lub dwa, dobrze?
- Sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. - Dobrze.
Gdyby pani czegoś potrzebowała,
proszę do mnie dzwonić o każdej porze dnia i nocy.
To prawdziwa przyjemność pracować z panią.
Stary podrywacz!
Nie zaczynaj. To nie byle jaka klientka.
Wymaga specyficznego podejścia. Lepiej patrz i ucz się.
Zacznij wzorować się na osobach z wyższych sfer,
takich, jak ona.
Pieprzyć ją!
Nie pieprzy się tego typu kobiet.
Ty chętnie!
Do takiego właśnie stylu życia chcemy dążyć.
Nawet nie spytała, ile to kosztuje.
W mordę, to mi się podoba!
Mnie nie. I to nawet nie jest twój pies.
Joan, tu Lewie.
Nie odbierasz... Oszczędzasz głos, mam nadzieję.
Może powinnaś skupić się na muzyce. To ci poprawi nastrój.
Próba dziś wieczorem, punkt o 21.00.
Każdy Twój oddech
i każdy twój ruch,
każdą obietnicę
i każdy twój krok
śledzić będę pilnie.
Jesteś tam, Joan?
To ma brzmieć dziewiczo.
Więc po prostu... udawajcie.
- Nie rób tego! - Czego?
Nie wolno patrzeć mu w oczy.
Masz psa, któremu nie możesz popatrzeć w oczy?
To nie jest zwykły pies. To specjalnie szkolony pies obronny.
Nie musiałaś zadawać sobie tyle trudu.
Jeśli nie czujesz się bezpiecznie w domu siostry,
mówiłem ci już, że przyjadę i zamieszkam z tobą.
Nie.
Jesteś taka cholernie uparta.
Wcale nie jestem uparta. Jestem uległa aż do bólu.
Nie powiesz mi, co cię naprawdę gryzie?
Czemu już mi się nie zwierzasz?
- Ależ zwierzam się. - Wcale nie.
Dalej, powiedz mi.
- Chodźmy na drinka po próbie. - Eddy, lepiej chodź. Jest próba tenorów.
- Już idę. - Nie, dzisiaj nie.
To może jutro.
No, może.
Nie musisz udawać.
Cześć! Jak leci?
Chodzi o to, że do tego domu
jest się bardzo łatwo włamać.
Wiedziałam. Nigdy nie powinnam była tu mieszkać.
Proszę się nie martwić.
Pies zajmie się każdym, kto będzie próbował wejść do środka.
Co mam robić? Może przeniosę się do motelu albo gdzieś.
Proszę tego nie robić.
To tylko jakiś idiota, który chce panią nastraszyć.
No i udało mu się.
Nie powinna pani okazywać strachu, bo to tylko zachęca do agresji.
Nie zachęcałam go.
Na przykład, nie powinna pani przechadzać się
wdzięcznymi drobnymi kroczkami i wymachiwać chusteczką,
bo to zwraca uwagę.
A przechadzam się?
Zobaczmy.
Proszę przespacerować się tam i z powrotem tak, jak zwykle.
Zwykle nie chodzę tam i z powrotem.
Dobrze.
Nie potrafię tak chodzić, kiedy pan mnie obserwuje.
W porządku.
Proszę zwrócić uwagę, żeby pani postawa
wyrażała dużą pewność siebie i zdecydowanie.
Ale proszę również pamiętać, by nie zachowywać się po męsku,
bo to wygląda nieatrakcyjnie.
Ale ja myślałam, że właśnie o to chodzi, by nie wyglądać zbyt atrakcyjnie.
Nie, nie. Zawsze należy zachować odrobinę atrakcyjności.
Jej zupełny brak również może sprowokować.
To po prostu niemożliwe.
Stąd nie ma wyjścia.
Pewnie, że jest. To tylko kwestia podejścia.
No, bez takich, bez takich.
Przepraszam, ale to mnie naprawdę przerasta.
Wiesz co? Pozwól mi zabrać cię stąd, zaprosić na drinka.
Może dzięki temu oderwiesz się trochę od tych spraw.
To bardzo miło z twojej strony, Harry. Bardzo chętnie.
Więc od jak dawna jesteś rozwiedziony?
No, jakieś...
siedem czy osiem lat, jakoś tak.
Naprawdę?
A czy..., zakładając, że prowadzisz samotne życie...
Większości mężczyzn nie za bardzo to odpowiada,
jak czytałam.
Powiem ci prawdę.
Cały czas przyglądam się twoim dłoniom
i są po prostu rozkoszne.
Naprawdę?
Zapewne masz także piękny głos.
Chciałbym cię kiedyś usłyszeć.
Kiedy tylko zechcesz.
Lubisz muzykę poważną?
Ależ tak, do tego stopnia, że kiedy leci w radiu,
wyciągam wtyczkę.
Tak na serio, to czasami tak na mnie działa,
że nie nadążam z przełykaniem śliny.
Kolacja gotowa.
Wiesz, Harry, jesteś pełen niespodzianek.
Kto by pomyślał, że czytałeś "Boską Komedię" Dantego...
No, było to już jakiś czas temu, ale istotnie.
I niczym koło łagodnie sunące,
Porusza miłość umysł mój i zmysły.
Miłość, co wprawia w ruch gwiazdy i słońce.
Nie wiem dlaczego,
ale to jest takie wspaniałe, że zawsze się przy tym rozczulam.
Dziękuję.
Wiesz, to bardzo smutne...
Patrząc na moją siostrę i wszystkich jej mężów i kochanków,
nie wspominając już o swoim życiu,
myślę, że to naprawdę smutne i przygnębiające,
że kobieta i mężczyzna nie potrafią być przyjaciółmi.
To prawdziwa tragedia,
że seks jest tak często przeszkodą w przyjaźni.
Niekoniecznie.
Wiesz, że Dante i Beatrycze nigdy nie spali razem?
Naprawdę?
A, tak, zapomniałem o tej części.
Kurczę, nie powinnam była tyle pić. Nie jestem taka szybka.
Nie ma pośpiechu.
Więc myślisz, że kobieta i mężczyzna mogą zostać przyjaciółmi?
Jak najbardziej.
No, dalej.
Jaka ona jest?
To nie to, co myślisz.
To ktoś zupełnie wyjątkowy.
Przede wszystkim ma osobowość,
jak również urodę i ciało.
Czy nie mówiłeś tak już kiedyś o kelnerce z baru na rogu?
Nie, mówię ci, to coś zupełnie innego.
Powinnaś ją poznać.
Ona śpiewa w operze.
Ma dłonie jak anioł.
Jacyś ludzie chcą z tobą rozmawiać. Czekają.
Zaraz wracam.
Coś się wam poplątało z adresem.
Red Layls i ja zapewniamy, że w pana interesie jest mnie wysłuchać.
Nie, niech pan mnie posłucha.
Mam do niej wielki szacunek,
a być może w grę wchodzą również głębsze osobiste uczucia.
Poszukując informacji o panu, dowiedzieliśmy się,
że wcale nie nazywa się pan Harry Bliss.
Tak naprawdę nazywa się pan Eugene Earl Axlin...
- Zaraz, zaraz. - I że na skutek, jak rozumiem,
przeoczenia z pana strony, zarówno urząd skarbowy,
jak i pokaźna liczba wierzycieli z kilku miast wschodniego wybrzeża,
są bardzo zainteresowani miejscem, gdzie pan aktualnie przebywa.
Nie mogę tak po prostu okraść tej kobiety.
Chciałbym zauważyć, że dobre imię i reputacja Reda Laylsa
nie są własnością ani pani Ellerman, ani jej siostry, do której, jak się okazało,
został wysłany ten rękopis. Wie pan, co on zawiera?
W ohydny sposób szkaluje oblicze powszechnie poważanego człowieka.
I mam nadzieję, że będziemy mogli uniknąć jakichkolwiek nieprzyjemnych sytuacji.
Co pan ma na myśli?
To, że pan Layls nie zawaha się użyć wszelkich dostępnych środków,
by odzyskać rękopis. Jeśli zdecyduje się pan nam pomóc,
to znaczy odnaleźć rękopis i przekazać go mnie,
może pan się spodziewać hojnego wynagrodzenia.
Dopiero co ją poznałem.
Pożyczyłem jej tylko psa. Za kogo wy mnie uważacie?
Duke! Kommen!
Piękny pies. Och, jesteś taki miękki.
Nie! To nie jest miłe!
Sitz!
Sitz i zachowuj się.
Nie! Pies nie!
Rozmawiałem wczoraj z Helen i bardzo się martwię tą całą sytuacją.
Nie chcę, żebyś mieszkała tam sama.
Proszę cię. Czy nie czułabyś się bezpieczniej,
- gdybyś znowu zamieszkała w naszym domu? - Nie, nie chcę tego.
Obawiasz się, jakbyś się do mnie odnosiła? Dlaczego się opierasz?
Słuchaj, siedzę po uszy w śmierdzącym bagnie
- i naprawdę wolałabym... - Czy masz jakiekolwiek pojęcie,
jak ja to przeżywam?
Myślisz, że to takie łatwe przyznać, że chcę cię z powrotem?
Czy wobec tego nie mogłeś sobie darować?
Spotykasz się z kimś? Powiedz, że nie.
Powiedz. Nie jesteś typem abstynentki.
Proszę, nie oceniaj mnie przez pryzmat swojego krocza.
Wiem, że się z kimś spotykasz.
Czy ty mnie szpiegujesz?
Daj spokój, bądź ze mną szczera. Mnie możesz powiedzieć.
Dobrze, spotykam się z kimś. W porządku?
Nie wierzę ci.
Kim on jest?
Teraz popatrz na Harry'ego i powiedz mu, co czujesz.
Masz już nigdy nie nazywać mnie Iwo Jimą.
Jeżeli nie potrafisz mówić do mnie Adele, nie mów do mnie wcale.
To bardzo konkretna prośba, nieprawdaż?
Więc teraz, Harry, popatrz na Iwo Jimę i powiedz jej...
Nie, nie, wróć.
Weź ją za rękę, popatrz na nią.
Po prostu nawiąż kontakt.
Bardzo dobrze.
Bo między wami jest wiele miłości.
Następnym razem porozmawiamy o naszym życiu seksualnym.
- Po moim trupie, skarbie. - A właśnie, że tak.
Na pewno nie o moim.
Wiesz, głupio mi o tym mówić, ale mamy mały problem z Duke'm.
- Co? - No, on często staje na dwóch łapach
i próbuje dosiadać czyjeś nogi.
- Nie przejmuj się tym. - Najczęściej zdarza się to Socorro,
która nie mówi po angielsku, a co dopiero po niemiecku
i czasami musi chodzić z uwieszonym psem z pokoju do pokoju jak z odkurzaczem.
To raczej normalne u większości dorosłych samców.
Od czasu do czasu mogą próbować
wykonywać pewne ruchy w stosunku do kobiet
i wtedy trzeba w porę odpowiednio zareagować.
Ta muzyka nie działa na ciebie za mocno, prawda?
Nie. Jest bardzo ładna.
To Chopin. Nokturn...
Wiesz, co na mnie działa?
- To znaczy utwór nocny. - Ty.
Harry, myślę, że powinnam ci o czymś powiedzieć.
Nie przejmuj się tym.
- Właśnie, w tym problem... - Żaden problem.
Chcę być z tobą zupełnie szczera.
Niedawno uświadomiłam sobie jedną rzecz.
Chodzi o to, że w swoim życiu spałam z kilkoma mężczyznami
tylko dlatego, żeby mnie lubili.
Jednak sama nie lubiłam większości z nich aż tak bardzo,
więc nie wiem, dlaczego tak mi zależało, żeby oni mnie lubili.
Wiesz, ja nie jestem z tych facetów,
- co traktują kobietę jak przedmiot. - Ależ wiem. Nie to miałam na myśli.
Ja staram się wgłębić w jej istotę.
Chodzi mi o to, że...
nie wiem, czy teraz nie pójdę z tobą do łóżka
tylko dlatego, że nie chcę być sama.
Więc myślałam, że może moglibyśmy
spróbować pójść inną drogą.
Inną drogą?
Są inne formy bliskości,
o których ludzie nie mają pojęcia.
Co nie oznacza, że mnie nie pociągasz.
Nie chcesz dać mi szansy, bym cię przekonał?
Przekonał?
Inna droga może być.
Nie musisz być nieśmiała.
Boże, tak trudno jest wprowadzić tu coś nowego.
Cześć, tu Andy.
Jestem na przyjęciu.
Zostaw wiadomość po sygnale.
Joan? Joannie? Jesteś tam?
To ja, Andy.
Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że ci ludzie dają mi narkotyki.
Nie mam w pokoju telefonu, ani telewizora.
Musiałam zakraść się obok. Wygląda tu jak w celi,
a na łóżku leży w śpiączce nafaszerowany prochami czubek.
- Może lepiej odbiorę. - Ten oprawca trzyma mnie tutaj,
żeby mnie złamać i odebrać mi książkę.
Harry, przepraszam cię, ale to moja siostra.
- Joannie, pomocy! - Andy? Tu Joan.
- Jesteś! Dzięki Bogu. - Gdzie jesteś? W Nowym Jorku?
Nie, właśnie ci mówię. Poszłam do szpitala
- na zwykłe usunięcie halluksa. - Tak, pamiętam, mówiłaś mi.
- Gdzie jesteś? - Potem przewieźli mnie
bez mojej wiedzy w nieznane miejsce, gdzie zostałam odurzona lekami.
- Poczekaj. - Czy ty rozumiesz moją sytuację?
Nie mam nawet majtek i żadnej szansy ucieczki.
O, mój Boże! To ma związek z Redem, prawda?
Tak, to ma związek z Redem. To chyba oczywiste.
Ale jeżeli jemu i temu prawnikowi wydaje się, że...
Poczekaj! Chyba ktoś idzie.
- Co mam robić? - Dowiedz się, gdzie ona jest.
Andy! Andy! Musisz mi powiedzieć, gdzie jesteś.
Mówiłam już, że nie wiem. Ci dranie są cholernie sprytni.
Jestem na jakimś zadupiu w prywatnym psychiatryku
z cholerną siatką w oknach.
Dowiedz się, z którego szpitala ją zabrali.
Andy! Do którego szpitala poszłaś na zabieg?
Mount Haven w South Bay. Przestań już zadawać głupie pytania
i proszę, zrób coś.
- Powiedz, że ją znajdziemy. - Andy, znajdziemy cię.
Muszę spadać, ktoś idzie.
Andy! Och, co mam robić? Zadzwonić na policję?
Nie.
Jedźmy tam.
To znaczy... w tej chwili?
Antonia Ellerman. Przyjęta trzeciego
- i wypisana przez swojego lekarza. - Skąd pan wie, że to był jej lekarz?
Cholera, ja też mógłbym tu przyjść, powiedzieć, że jestem lekarzem
i kogoś wypisać.
Nawet jeśli to był lekarz, to nie oznacza, że był lekarzem mojej siostry.
Tutaj jest napisane, że była na obserwacji z podejrzeniem depresji...
To nieprawda! Do szpitala przyszła na operację,
następnie została odurzona lekami i wywieziona stąd wbrew swojej woli!
...i że została wypisana czwartego o 15:45.
Dobra, tracimy tylko czas. Gdzie jest ten facet... jak mu tam?
Nazywa się doktor Monroe Park. Nie jest napisane, gdzie jest.
Co to w ogóle jest za parszywy szpital, co?
Jeśli chcą państwo zadzwonić do biura informacji,
telefony są tam. Oni na pewno mają jego numer.
Nic. Nie mają takiego lekarza.
I jak ja mam go teraz znaleźć? Może podał fałszywe nazwisko?
A może w ogóle nie jest lekarzem?
Mam parę pomysłów.
Najpierw musimy skontaktować się z Redem Laylsem.
O, nie. Nie chcę mieć z nim nic do czynienia.
- Boję się go. - Wierz mi, że nie ma się czego bać.
Słyszałam już różne rzeczy:
o przekrętach w rządzie i o kokainie z Panamy.
Znam takich, jak on.
Bez swoich pieniędzy i wpływów są nikim.
Mówiłam jej, że nie powinna tego robić.
Nigdy nie rozumiałam jej obsesji na punkcie tego buca,
i to na tyle maniakalnej, żeby pisać o nim książkę.
Musimy coś zrobić!
Muszę iść na policję.
- Gdybym tylko znalazła ten rękopis... - Jeszcze z tym poczekajmy.
Pogadam z moim bliskim przyjacielem, który jest prywatnym detektywem.
Może uda mu się znaleźć tego lekarza.
To nie twój problem, Harry. Nie chcę cię w to wciągać.
Wcale mnie nie wciągasz.
Znajdziemy twoją siostrę.
Socorro, chciałabym cię o coś spytać.
Szukam książki mojej siostry.
Nie. To nie moje.
Nie, nie. La rękopiso mojej brat Andy.
Chodzę cały dom, wszędzie, i szukam, i szukam,
i nie być nigdzie.
Wie pani?
Nie wiem. Nie rozumiem.
DANTE: "BOSKA KOMEDIA"
Soco!
Soco, zostawiłem tam zegarek.
Idę go poszukać.
- OK! - Dzięki.
Duke! Sitz!
Harry, dziękuję ci za wszystko, co dla mnie zrobiłeś,
i za to, że jesteś w moim życiu.
Kocham cię. Joan.
Trzeba przyznać, że to bardzo widowiskowe kino,
ale czytałem, że jest pan wrażliwy na uwagi dotyczące nadmiaru nagości i przemocy.
W tego rodzaju filmach kobiety są znacznie atrakcyjniejszymi ofiarami
niż mężczyźni.
- Rozumiem. Ale czy nie uważa pan... - Dupek.
ZGŁOSZENIE ZAGINIĘCIA
Na przemocy wyrażonej w kreacji Mimi opiera się cały film.
Nie jest więc ona w żadnej mierze zbędna.
A ty, Mimi? Ta scena, w której cała poraniona
biegniesz nago przez Times Square... To musiało być dla ciebie straszne.
To było naprawdę okropne.
Jednak bardzo mi pomogło, że krótko przedtem
kręciliśmy scenę zbiorowego gwałtu w windzie.
- Chodź, odwiozę cię do domu. - Czekaj.
Dick ma wspaniały smak. Wiem, że wyreżyserował to artystycznie
i że jest w tym coś więcej niż tylko seks.
O, Boże!
Szybciej!
Odejdź! Zablokuj drzwi!
Uciekaj! Nie mogę!
Socorro!
Socorro! Duke!
Joan! Pomocy!
Dlaczego nie miałaś ze sobą psa? Po to jest.
Mówiłam ci już, pies był w domu.
No i co to pomogło? Masz go mieć zawsze ze sobą.
Nie mogę! Moje zatoki tego nie wytrzymują!
Czy nie mówiłem ci od początku, że to bardzo niebezpieczne
- zadzierać z takimi ludźmi jak Red Layls? - Nie! To ja mówiłam,
że on jest niebezpieczny. Ty mówiłeś, że nie jest!
To było zanim próbował rozwalić ci głowę toporem!
Poza tym nie wiem, czy to był on. Może to był ten facet z ciężarówki.
Zaraz, zaraz. Jak on wyglądał? 1,85 m., szpetna twarz...
Jeśli mogę...
Jezu!
Przepraszam.
Był mniej więcej twojego wzrostu.
- Nieprawda! Był znacznie wyższy. - Och, na litość boską,
- nie kłóćmy się o jego numer buta! - To nie mógł być ten sam gość,
który włamał się do mieszkania, bo to się stało, zanim tu przyszłam.
Daj spokój. Wiem, co to za jedni.
Przepraszam bardzo.
To nie jest robota dla amatora.
Joan, jeśli nie zadzwonisz na policję, nie zostanę tu ani chwili dłużej.
Tacy jak Red Layls mają swoich ludzi,
którzy wożą ich po mieście i robią za nich mokrą robotę.
Dzwonię po taksówkę.
Jutro rano mam spotkanie.
Wiesz co?
Myślę, że jest w tym jeszcze ktoś.
Nie ma w tym nikogo więcej.
Mówię ci, kto za tym stoi.
Tak, ale nie sądzę, by Red Layls kazał komuś nagrać szeptem tę wiadomość.
- To chyba nie w jego stylu. - Cholera, Joan!
O co chodzi? Nic już nie można ci powiedzieć, Harry.
Jesteś taki cholernie drażliwy.
Możesz mówić wszystko, co chcesz, skarbie.
Po prostu nie chcę, żebyś skończyła w parku sztywnych.
Tylko tyle.
A nie mógłbyś być choć trochę milszy?
Ta jest Andy.
Wyglądasz w niej super.
No, na mnie chyba trochę wisi, ale...
Leży wspaniale.
O co chodzi, Harry?
Harry! A ty gdzie, do cholery?
Właśnie dostałem telefon z Vegas, kochanie. Od jednego sławnego artysty,
- wybitnego piosenkarza. - Kto to? Paul Anka?
To wokalista rockowy. Nie znasz go.
W każdym razie muszę mu zawieźć dwa psy.
Wiesz, Harry, jeszcze trochę i będziesz mógł sobie wsadzić w dupę
ten cały gówniany związek!
Nie przesadzaj, Iwo.
Jeżeli wyjedziesz, biorę ślusarza i zmieniam zamki.
- Posłuchaj. To tylko parę dni. - Ming! Tippy! Bądźcie cicho!
- Cicho! - Ming! Tippy!
Mówię poważnie. Jeżeli wsiądziesz do tego samochodu,
zabieram twoje biuro i otwieram w nim salon kosmetyczny.
Proszę cię, kochanie. Nie dramatyzuj, dobrze?
Dobrze, kochanie.
Ming, Tippy. Pożegnajcie się z Harrym na dobre.
- Jest bardzo ładny, kochanie. - Podoba ci się?
Tak...
Coś, czego naprawdę potrzebowałem.
- Dziękuję. - Nie ma za co.
Pewnie się zastanawiasz, dlaczego się uśmiecham.
- Co? - Właśnie sobie myślałam,
że te twoje humory bardzo mi się podobają.
W zasadzie to, jeśli chcesz wiedzieć,
a widzę, że umierasz z ciekawości...
Szaleję za tobą, Harry.
Joan, jest coś, o czym muszę ci powiedzieć.
Dręczy mnie to od dłuższego czasu.
Może powinienem był już wcześniej opisać ci
tę wyjątkową sytuację, w jakiej się znalazłem.
Jaką sytuację?
Być może przypominasz sobie, jak mówiłem ci jakiś czas temu,
- o zakończeniu pewnego związku. - Proszę pani! Szybko!
- I to w gruncie rzeczy jest prawda... - Dom pani Andy jest w telewizji!
Co?
W nawiązaniu do ostatnich publikacji prasowych
zapowiadających wydanie książki pani Ellerman,
w której autorka opisuje wiele szczegółów dotyczących kontrowersyjnych interesów
Redmona Laylsa, jego adwokat, Lawrence Moncrief, zapytany,
czy obawia się ujawnienia zawartych w książce informacji, odpowiedział:
Nie wiem nic o tak zwanej książce pani Ellerman
ani o jej rzekomym zniknięciu.
Cała ta sprawa nosi wszelkie znamiona prowokacji medialnej.
- Słyszałeś? - Ostatnie wiadomości
o pogarszającym się stanie zdrowia Laylsa zostały zdementowane
przez jego osobistego lekarza doktora Park'a,
który w rozmowie telefonicznej powiedział, że nieuchwytny miliarder
cierpi jedynie na, cytuję, zwykłe przeziębienie.
- Tymczasem... - Widziałeś to?
Monroe Park! Tak się nazywał lekarz, który wypisał Andy ze szpitala.
- Nie jestem pewien. - Właśnie, że tak!
Mówiła Heidi Robles, Monroe Park Center, San Dimas.
Gdzie jest San Dimas?
Zadzwońmy do telewizji. Tam się dowiemy.
Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł.
Och, nie zaczynaj znowu.
Soco, idź i powiedz jej, że z tymi ludźmi lepiej nie zadzierać.
Najpierw mówisz mi, że chowam głowę w piasek,
a kiedy czuję, że mogłabym przenosić góry,
- ciągniesz mnie w dół. - Wierz mi, kochanie, nie jedziemy w góry.
- Nie prosiłam, żebyś się za mną wlókł. - To ty się wleczesz, nie ja.
- A to co ma znaczyć? - Po prostu prowadź.
Który to zjazd?
Co za różnica? I tak stoimy w miejscu.
Po prostu powiedz mi, gdzie mam zjechać.
- Zamieńmy się, co? - A dlaczegóż to?
Dlaczego? Bo jesteś kiepskim kierowcą.
Proszę, cóż za rozbrajająca szczerość.
Jedziesz tym samochodem jakbyś orała pole.
Pójdziesz z takim do łóżka i zaraz wydaje mu się,
że może ci rozkazywać.
- Może chociaż posłuchasz mojej rady? - Nie.
Dobra. Wpadnij tam głównym wejściem i zgrywaj bohaterkę.
Niech ci powie, że twojej siostry tam nie ma.
Ciekawe, co wtedy zrobisz? Rozpłaczesz się?
Dobrze. Co proponujesz?
Nie mogę uwierzyć, że dałam się na to namówić.
- Wyglądasz jak pomywaczka. - Nie teraz, kochanie.
- Nawet nie jak kelner. Jak pomywaczka. - Kochanie, proszę...
- Siostro? - Tak?
W której sali leży pani Andy Ellerman?
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz. - Sonya?
- Tak? - Kto to był?
Doktorze!
Doktorze, jedną chwileczkę.
- O co chodzi, skarbie? - Próbujemy skontaktować się
z doktorem Parkiem, aby potwierdzić pańskie upoważnienie.
Rozumie pan, obowiązują nas pewne zasady...
- Rozumiem doskonale. - A... gdzie pańska asystentka?
Musiała udać się w ustronne miejsce.
I jeśli ten gówniany super-prezes myśli, że wszystko ujdzie mu na sucho,
- niech poczeka i zobaczy, jak go urządzę. - Dobra. Załóż to.
Pamiętasz, jak byłam jego wtyką w rządzie,
- kiedy robił te przekręty na Jukatanie? - Nie za bardzo.
Pewnie, że pamiętasz. To było wtedy,
kiedy o mało nie umarłam na czarną ospę.
W czym pan się specjalizuje, doktorze?
Powiedziałbym, że głównie w problemach kobiecych.
Więc doktor Park podejrzewa kwestię ginekologiczną?
- Skłania się ku temu. - Sonya! Sonya!
Joan! Joan!
- Jeszcze tylko włosy. - Szybciej!
- To on? - Chodźmy.
Nie. To nie wygląda dobrze.
Spoko. Zaraz wracam.
Doktorze!
Doktorze!
Siostra przełożona chciałaby pana o coś prosić.
- Naturalnie. - Czy zechciałby pan
zaczekać w recepcji dopóki nie nadejdzie potwierdzenie?
- Z przyjemnością, siostro. - Dziękuję.
- Wiesz, co mi powiedział jego adwokat? - Nie.
Że jestem żałosną rozwydrzoną pindą,
która koniecznie chce mieć swoje pięć minut jego kosztem.
Wyobrażasz sobie?
- Załóż to. - Co za arogancja.
- Trzymaj. - Rozumiesz?
- Jak masz na imię? - Harry.
Joan! Joan! Jesteś tam?
Zamknęli mnie!
- To ty? - Tak, to ja.
Zamknęli mnie, Harry.
Mam małe trudności z wejściem do środka.
Wspaniale! W coś ty mnie wpakował?
Nie bój żaby. Panuję nad sytuacją.
- Harry, wydostań mnie stąd! - Poczekaj jeszcze chwilę.
Zaraz wracam.
Chciałbym porozmawiać z nią na osobności.
Czy mogłaby pani... Zostań na zewnątrz.
Pani Andy? Larry Moncrief.
Czy zechciałaby pani się podnieść? Chciałbym z panią porozmawiać.
Ty sukinsynu!
- Kto to powiedział? - A jak myślisz, do cholery?
Kochanie! Czy to ty?
A właśnie, że to ja.
Nie, nie zrezygnuję z tego.
Dobrze wiem, jakie szachrajstwa robiłeś na Jukatanie.
Z przykrością muszę panią zawiadomić, że wskutek nieoficjalnej wizyty
złożonej w pani domu zabezpieczyliśmy rękopis,
na którym pozwoliłem sobie nanieść pewne poprawki.
Prosiłbym, aby się pani z nimi zapoznała zanim przybędzie tutaj Red.
Dobrze wiem, co kombinowałeś z tymi Chińczykami,
i o lewych wieżach wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej.
Osobiście nie sądzę, by te zmiany w najmniejszej mierze zubożyły pani dzieło.
Zechciałaby pani spojrzeć?
W porządku, jeśli chce pani dalej bawić się w kotka i myszkę,
może to poskutkować podjęciem przez Reda niepomyślnych dla pani kroków.
A tego przecież nie chcemy, prawda?
Andy wyszła.
Tak, widzę, panno Spruance.
Czy zechciałaby pani powiedzieć mi, gdzie ona jest?
Tak się składa, że Andy jest w drodze na policję
w towarzystwie mojego bliskiego przyjaciela.
Kochanie! To znowu ja! Joan?
Harry! Nic nie mów!
- Muszę ci coś powiedzieć. - Nie jestem sama.
- A z kim? - Bierz Andy i jedźcie!
To właśnie próbuję ci powiedzieć!
Witam, panie Bliss!
- Zapraszam pana na górę. - Cholera!
Wie pan, jest mi trochę przykro, że nie dotrzymał pan naszej umowy.
Jakiej umowy?
Jakiej umowy!
Nie było żadnej umowy, kochanie. Ten facet próbował mnie przekupić,
żebym dla niego pracował, ale powiedziałem mu, że nic z tego.
Doprawdy? A ja myślałem, że nasza umowa
została zawarta w momencie, kiedy przyjął pan mój czek...
Chcesz swój czek?
Kochanie, nie wierz w nic, co ten facet mówi.
Ja jeden wiem, jak naprawdę było.
Miałem ci o tym powiedzieć, ale wypadło mi z głowy.
Widzisz? Widzisz?
Nie zrealizowałem go!
Do samochodu z nim!
Harry!
- Co ci zrobił ten drań? - Masz chusteczkę?
Wiesz, o co im chodzi? Chcą, żebyś podpisała jakiś papier, że...
Poczekaj. Wiesz, co on mi powiedział?
Że jestem w jego życiu jedyną kobietą, na której mu naprawdę zależało.
- Co? - I kiedy to mówił,
miał łzy w oczach.
Przepraszam, ale kiedy przyszedłem, drzwi były zamknięte.
Proszę mi przynieść coś zimnego do picia.
Mrożoną herbatę.
Andy, nie wiesz, co mówisz. Jesteś w jakimś szoku.
On jest dla mnie wyjątkowym mężczyzną i ty o tym dobrze wiesz, Joan.
To teraz już nie jest gównianą mordą ani żarłaczem ludojadem?
Ciii... Nie wiem, skąd ona to wzięła.
Kochanie.
Dobra! Co tu się dzieje?
- Kto to jest? - To ten trener psów.
Myślałem, że on pracuje dla nas.
No, wygląda na to, że jest tu pewna nieścisłość.
Podejdź no tu. Chcę z tobą porozmawiać.
Panie Layls, chciałem tylko powiedzieć,
że mimo iż podziwiam takich ludzi jak pan,
to w tej sprawie pańskie postępowanie jest dla mnie nie do przyjęcia.
Moja choroba nie pozwala mi podnieść głowy. Proszę usiąść.
Nie ma sprawy.
Ale pozwoli pan, że dokończę, ponieważ...
Wie pan, nie czuję się ostatnio najlepiej
i lekarz polecił mi unikać silnych emocji.
Więc jeśli chce pan mnie zdenerwować,
będę musiał polecić moim ludziom, by pana sprzątnęli.
Oprócz tego ten wrażliwy człowiek przez trzy tygodnie trzymał cię na prochach
- i teraz chce ci zabronić wydania książki. - Wiem, wiem,
powiedziałam mu, jak bardzo mnie tym wkurzył.
Czy ktoś mógłby mi podać moje ubranie?
- Sturge! - Jeszcze cukru.
Niech pan postawi się na miejscu kogoś, dla kogo jedynym celem w życiu
jest zostawić świat lepszym, niż go zastał,
gdy tymczasem jego zamiary zostają haniebnie zniweczone
przez kogoś, kogo kochał, wspierał i komu ufał.
Harry! Nie mogę uwierzyć,
że siedzisz tu i gadasz z tymi oszustami jak na jakiejś proszonej herbatce.
Nie gadam, kochanie, tylko słucham, co facet mówi.
Co to w ogóle jest za gość? Jakiś taki podejrzany.
Gdzieś ty go wynalazła? Lewie był może sztywniakiem, ale...
Mówisz o nim, że jest podejrzany, a sama zadajesz się
z tym szajbniętym ogrodnikiem, który trzepotał do mnie językiem
i potrząsał genitaliami o trzeciej nad ranem?
- Aaa, on... - On?! Nie wiem, czy to nie on
- rzucił się na mnie z toporem! - On jest taki niedojrzały...
Panno Spruance, czy ma pani ochotę na szklankę herbaty?
Nie, dzięki.
Nie wiem, jaki czar rzucił pan na moją siostrę,
ale nie działa on na mnie. Skontaktowałam się już z policją
- ...i zamierzam pana oskarżyć... - Kochanie, jego nie można denerwować...
...nie tylko o włamanie do mojego mieszkania i do domu Andy, ale również
- o nękanie i zastraszanie mnie. - Kochanie, może lepiej nie zaczynaj...
- Nie, do cholery! - Kochanie, on ma chorą szyję.
- Nie boję się tych szakali! - Słucham?
- Doktor Park na linii. - Niech poczeka.
Po pierwsze, nie mam absolutnie nic wspólnego
z pani rzekomymi nieszczęściami. W sprawie domu Andy,
nie muszę się tam włamywać, bo to mój dom.
- Ach, tak! Przed momentem on mówi, że... - Red, nic nie powiedziałem.
- Kłamca! - Młoda damo!
Nigdy pani specjalnie nie lubiłem i uważam pani wybuch gniewu
za niesympatyczny i niekobiecy.
- Zaraz, zaraz. Kimkolwiek pan jest... - Nie interesuje mnie pańskie zdanie...
- Proszę jej nie obrażać w mojej obecności. - ...i nie przyszłam tu rozliczać się
- z mojej atrakcyjności ani kobiecości! - Joan, czy mogłabyś przestać
wtrącać się w moje osobiste sprawy? Chcę po prostu wrócić na jacht
- i trochę się poopalać, to wszystko. - Wiesz, Andy, kobiety takie jak ty
- są niebezpieczne dla kobiet takich jak ja. - Znaleźliśmy.
Następnym razem, kiedy ty i twój chłopak pokłócicie się, nie dzwoń do mnie.
Jeżeli tak stawiasz sprawę, to na pewno nie zadzwonię.
Harry, gdzie moje ubranie?
- Mógłbyś je przynieść? - Nie popędzaj mnie, Monroe.
Nie musisz nic mówić, Harry. Twoje cele są dla mnie jasne.
- Od dnia, kiedy cię poznałem... - Muszę wiedzieć znacznie więcej,
zanim zaczniesz mnie kroić.
- Wierzysz mi? - Nie.
- Miała 35 lat i była zupełnie zdrowa. - Poczekaj. Mówiłem ci już, do cholery,
że nie chcę kobiecego serca!
- On nigdy nie miał serca, zbir jeden. - Inaczej mówiąc, nie ufasz mi.
- Czy mógłbyś przynieść mi moje ubranie? - Chciałbym tylko nadmienić,
że miałem przyjemność słyszeć panią na gali z okazji Święta Niepodległości.
Nie możesz mi powiedzieć, co to za kobieta?
I skoro była taka zdrowiutka, to czemu nie żyje?
Szczególnie wzruszająca była dla mnie pani interpretacja "Hymnu Republiki".
- Moje oczy ujrzały przyjście chwały Pana... - Do diabła z tym!
Powiedz jej: czy wydałem twoje pieniądze, czy pracowałem dla ciebie?
Powiedz jej prawdę, ty sukinsynu!
Dobrze. Zacznę może od tego,
że jest pan żonaty.
Jezu Chryste, co ty chcesz ze mną zrobić?
Kochanie, zaczekaj.
Wiesz, czyje serce chce mi wszczepić ten kretyn?
Kelnerki z jakiegoś baru! I takiego lekarza mi poleciłeś.
- Spadaj stąd. - Tak jest.
Zabijasz mnie, Monroe. Przypierasz do muru, cholera.
Joan!
Kochanie, mogę to bardzo łatwo wyjaśnić, jeśli mi pozwolisz.
Próbowałem ci o tym powiedzieć przy kolacji.
Proszę cię, posłuchaj mnie przez chwilę.
To dosyć skomplikowane.
Posłuchaj.
W życiu popełnia się wiele błędów.
Czasami można ożenić się dla obustronnych korzyści
czy ze względu na interesy, które nie idą, tak jak powinny.
I wydaje się, że nigdy nie spotka się tej jedynej właściwej osoby.
Nigdy w życiu nie wdałabym się w romans z żonatym mężczyzną.
Wiem.
- Dlatego właśnie próbowałem ci powiedzieć. - Nie chcę o tym rozmawiać.
I założę się, że Dantego też nie przeczytałeś.
I tu się mylisz w 75 procentach.
Wiesz, nie mogę uwierzyć, że mnie tak okłamałeś, Harry.
Dobrze. Okłamałem cię. Nigdy nie zdarzyło ci się skłamać?
Zaczekaj.
Czy mogę zadzwonić do ciebie jutro,
zapytać, jak się czujesz, co słychać?
Jutro mam próbę generalną a w piątek koncert
i tylko to mnie teraz obchodzi.
I nie chcę cię więcej widzieć.
Nie mów tak, proszę.
Proszę cię, daj mi szansę uporządkować swoje życie...
Nie. Nie po to uwolniłam się od jednego oszusta,
by wpaść prosto w szpony króla krętaczy.
Może i jestem skończonym sukinsynem i królem takim czy siakim,
ale to nie oznacza, że gdyby przyszło co do czego,
zawahałbym się nadstawić dla ciebie karku.
Nie widzę tego, Harry.
Idź, Duke.
DO WYNAJĘCIA
Harry?
Chcę mojego psa.
- Lee. Co u ciebie? - W porządku.
Właśnie wróciłem z Vegas. Zawiozłem dwa psy Paulowi Anka.
- Miałem do ciebie dzwonić. - Nie ośmieszaj siebie i mnie, Harry.
Oddaj psa i pozostańmy kumplami.
Lee, za dzień, dwa będę miał dla ciebie kasę.
Dobijam właśnie targu z Varkiem Zulethianem.
- Wiesz, tym z Zulethian Carpets. - Daj spokój, Harry.
Znam dobrze te twoje bajeczki. Potrzebuję go.
Ma grać w serialu.
I nie chcę już tych dziesięciu tysięcy. Tam może zarobić o wiele więcej.
Jeśli się nie mylę, umówiliśmy się,
że będę mógł go od ciebie odkupić.
Proszę cię tylko o dwa dni na zorganizowanie pożyczki.
Nie zmuszaj mnie, żebym szedł do sądu, Harry.
Sprzedałeś mi go, a ja z dobrego serca pozwoliłem ci go pożyczyć
dla jakiejś grubej ryby, która pewnie w ogóle nie istnieje.
Nie byłeś ze mną szczery.
Duke! Wsiadaj!
A może weźmiesz tego psa, Harry?
Jest zielony, ale może go czegoś nauczysz.
- Nie, nie chcę go. - Weź go.
Jak go nie chcesz, sprzedaj go.
Zarobisz parę groszy.
Przepraszam cię.
Zrób coś dla mnie.
Możesz mówić, że to twój pies.
Ale nie ty go trenowałeś, tylko ja.
Mam specjalnie przemalować samochód?
ZWIERZĘTA - WYNAJEM
Słyszeliście? Podobno złapali mordercę z West Side.
Joan, idziemy coś zjeść. Chcesz się przyłączyć?
Nie, dzięki. Nie jestem głodna.
Jak dojedziesz do domu?
- Taksówką? - O nie. Eddy!
- Czy mógłbyś zawieźć Joan do domu? - Pewnie.
- W porządku. Do zobaczenia jutro. - Na razie.
To twoje?
Tak.
Pamiętasz, kiedy byliśmy w Japonii na tournee w 1988 roku?
Wieczorem po koncercie w Osace?
O co konkretnie ci chodzi?
Wypiliśmy kilka drinków u ciebie w pokoju
i zbliżyliśmy się do siebie.
Kiedy wieczorem następnego dnia spytałem cię, czy mogę przyjść znowu,
pamiętasz, co powiedziałaś?
- Że jesteś zbyt zmęczona i śpiąca. - To było niezbyt miłe z mojej strony.
Ale to nie była prawda. Ponieważ godzinę później
poszłaś do pokoju Lewiego i zostałaś tam całą noc.
Byłam w nim wtedy zakochana, z czego ci się zwierzyłam,
- więc wiedziałeś o tym. - Nie o to chodzi.
Eddy, właśnie minąłeś drogę do mojego domu.
- Eddy? - Chcę tylko się trochę przejechać,
żebyśmy mogli porozmawiać.
Złaź ze mnie!
Wiesz, o ile dobrze pamiętam, tylko się całowaliśmy.
Jeśli to spowodowało, że poczułeś się zraniony,
przepraszam cię.
Wiesz, miałem o tobie bardzo wysokie mniemanie.
- Ale nie podoba mi się to, co widzę. - Eddy, nie wiem, o czym mówisz.
Jest we mnie tyle rzeczy, o których nie masz pojęcia.
Bo nie pytasz. Bo cię to nie interesuje.
- To nieprawda. - Wartościowych rzeczy i uczuć.
Wrażliwości, do której nikt inny w twoim życiu nie jest zdolny.
Eddy, możesz mi powiedzieć wszystko, co chcesz.
Wiesz o tym.
Nie.
Nie.
Po prostu posiedzimy tutaj w ciszy,
aż zorientuję się, co jest z tobą nie tak,
a potem mnie pocałujesz.
Dobrze.
Nie!
Kochanie! Co ty tu robisz z tym facetem?!
Pomocy!
Duke! Aus! Aus!
Biegnij do Harry'ego! Dalej! Biegnij!
Duke!
Czyś ty zwariowała?! Co ty tu robisz z takim facetem?!
Tu policja.
Co się tam dzieje?
Zwyrodnialcy!
Kłamcy!
Co się tam dzieje?
Posrańcy!
Podłe gadziny!
Czemu się na mnie wydzierasz?
Ten facet może być mordercą z West Side!
Och, mordercą z West Side.
- Właśnie, że tak! - Już go złapali,
a to jest mój przyjaciel!
- Ten facet jest twoim przyjacielem? - Tak myślałam,
ale żaden z was nie jest moim przyjacielem!
Nie będę już więcej merdać ogonkiem
- ani uśmiechać się na zawołanie! - Kochanie, chwila...
I gówno mnie obchodzi, czy mnie lubicie, czy nie!
Powtarzam. Tu policja.
- Stul pysk! - Nie słyszę.
Wal się!
Nie słyszę pani.
Czy ten mężczyzna panią niepokoi?
Wcale nie!
Ja ją kocham!
Kocham ją.
Nie ruszaj się i odłóż nóż.
Odłóż nóż, Harry.
Daj mi go.
Daj mi nóż, Harry. Widzicie?
On wcale mnie nie niepokoi. To mój przyjaciel.
- Wygląda mi to na kłótnię rodzinną. - Tak, zostańmy lepiej w pobliżu.
Nim właśnie jestem. Twoim przyjacielem.
Tak się właśnie czuję.
To właśnie przyszedłem ci powiedzieć, i znajduję cię tu z tym facetem.
Chciałem ci to powiedzieć moimi własnymi słowami.
Musisz wiedzieć o jeszcze jednej rzeczy o mnie,
bo nie chcę już nic przed tobą ukrywać.
Jakiej rzeczy?
O Boże, nie. Nie chcę wiedzieć.
Dobra, co to jest?
Nie mam na imię Harry,
tylko Eugene.
Eugene...
Uwielbiam to imię.
Uwielbiam je.
FIRMA LEE MACGREEVY ZWIERZĘTA - WYNAJEM
Napisy: Studio PRINTEL
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.