Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
KRÓLESTWO WĘGIER, 1526 ROK
Za kilka godzin Imperium Osmańskie rozbije wojska Ludwika II Węgierskiego.
Uciekający przed nieuchronną klęską monarcha utonie w bagnie,
a królestwo Węgier utraci niepodległość na sto lat.
- Niemowa? - Stracił głos w dzieciństwie,
zatem to ja, Imre, prowadzę interesy parafii.
A więc do interesów.
Mam coś, co uczyni waszą parafię...
celem pielgrzymek z całych Węgier.
Kupiec... bez bajerów.
Nie przepadamy z Istvanem za grą wstępną.
W XI wieku Europejczycy zaczęli poszukiwać przedmiotów
związanych z ziemskim życiem Jezusa Chrystusa.
Przedmioty te dowodzą, że Bóg istnieje...
a przynajmniej istniał.
- Do najbardziej cenionych należą... - Co masz?
Coś...
co sprowadzi tu nie tylko lokalnych pielgrzymów,
ale i tych z Królestwa Polskiego, a może nawet i Wielkiego Księstwa.
Gwoździe?
- Korona cierniowa? - Nie.
Nic związanego z Pasją.
- Napletek? - Nie.
Mleczny ząb Zbawiciela.
Pokaż.
Nie mogę.
Jeśli otworzę szkatułkę,
ząb się utleni i rozpadnie w proch.
A prochu nie sprzedam.
Co mówi?
Że to fake.
Powiedz mu, że się myli.
Jak mamy ci zaufać?
Sami się przekonacie.
Pozwolę ci go dotknąć...
i umówimy się na spotkanie za tydzień. Jeśli w tym czasie spotka cię cud,
kupicie go.
Dotknąć wskazującym
- czy środkowym? - Jak chcesz.
- Co mówi? - Że środkowym będzie wygodniej.
Jest dłuższy, więc nie trzeba się tak wyciągać.
Jak długo mam go dotykać?
Wystarczy.
I...?
Czujesz coś?
Nie bardzo.
Gdy spotkamy się tu za tydzień, będę miał tylko jedno pytanie:
czy spotkał cię jakiś cud?
MOJE MYŚLI SĄ CICHE
FILM ANTONIO ŁUKICZA
Wadimie Aleksandrowiczu...
zabieg wstawienia implantów...
Przepraszam, wystarczy po prostu "Wadim".
Wadim... zabieg wstawienia implantów
będzie w twoim przypadku trochę droższy niż zwykle.
Ile?
750 dolarów.
Za wszystkie?
Za jeden. I to bez ubezpieczenia.
A dlaczego... tak drogo?
Wynika to ze skomplikowanej budowy twojej szczęki
i złożonej natury urazu.
- Źle się czujesz? - Czuję...
ścisk w gardle.
W okolicy grdyki.
Mam wrażenie, jakby mi tam utknęło jabłko.
Jakiej wielkości? Jak idared?
Raczej antonówka.
A gdy przełykam...
to jak ligol.
Tracisz głos?
Tylko podczas... seksu.
- Często? - Raz w miesiącu.
- Ja o głosie. - Ja też.
Iść z panem?
Wszystkie symptomy w naszym ciele to wołanie świadomości o pomoc.
Rozumiesz, o czym mówię?
Że siłą umysłu można uleczyć wszystko?
Wszystko. Oprócz próchnicy.
Spójrz...
niezdecydowanym klientom pokazuję takie coś.
Na górze jest zdrowy ząb, a na dole chory.
Oto, co się dzieje, gdy się go nie leczy.
Trzyma się, wczepia, próbuje wdrapać...
ale na końcu... wypada.
My, stomatolodzy, nazywamy to nieuchronnością.
Gotowy?
Śmiech starego człowieka z kaszlem, dubel 4.
- Gramy. - Nie mogę.
Dlaczego?
- Nie ma się z czego śmiać. - Nie?
Może spróbuję pana rozśmieszyć, dobrze?
"Żyd krzyczy 'Boże, co robić?', a Bóg na to 'Zaufaj mi i puść gałąź'.
Żyd krzyczy 'Jest tu jeszcze ktoś?'".
No...
- Śmiech! - Nie mogę.
A może pan zakaszleć?
Zakaszleć.
Kaszleć mogę, a śmiać się - nie.
- Co to? - Homerycki.
- A sardoniczny? - Następny.
Fajnie. A gdzie stary?
Nagrałem tylko... kaszel.
Nie przejmuj się. Dzięki za pracę. Przeleję kasę przez WebMoney.
Dziękuję.
- Możemy przejść na ukraiński? - Pewnie.
Chciałbym poćwiczyć. Nie będę super, ale to dla mnie ważne.
- Dobrze, Petrze Oleksiejiczu. - Petro.
Przepraszam.
Petro Oleksiejczu,
ma pan dla mnie jeszcze jakąś pracę?
Zwolniłem się z planu filmowego, ale mam kredyt do spłacenia.
- Mieszkaniowy? - Nie. Zrobiłem sobie zęby.
- A co ze starymi? - Uraz zawodowy.
Mam coś, ale czy dla ciebie? Jesteś chyba za dobry.
- Skąd zlecenie? - Z Kanady, a skąd?
Ze studia Jamiego Tkachuka.
Jamie Tkachuk? Serio?
Przeczytam ci brief. Kawy?
Jamie mówi, że potrzebuje dźwięków ukraińskiej fauny.
- Dzikiej i udomowionej. - Do czego?
Do gry wideo, tym się zajmujemy.
Płaci 25 dolarów kanadyjskich za nagranie.
- Ile to? - Z 20 prawdziwych.
Potrzebują świń, koni,
psów, owiec... Im więcej, tym lepiej.
- A papuga? - Jeśli mówi po ukraińsku, może być.
To Jamie Tkachuk, nasz człowiek!
Zależy mu, by zwierzęta mówiły językiem jego ojczyzny.
Świnie, konie, owce... Co to za gra?
"Arka Noego".
- Arka Noego? - Patrz. Przysłał nam demo.
Współczesna. Z głęboką muzyką. To trap czy cloud?
Nazywają to chrześcijańskim trapem.
Biblijne motywy przełożone na muzykę.
Posłuchaj tego...
To zwykły retrowave.
Masz. Przysłali referencyjny soundtrack.
Powiedziałem Jamiemu, że pochodzisz z Zakarpacia. To prawda?
- Tak. - Dzień dobry. - Dzień dobry.
Odleciał, bo w tamtych górach żyje Anas Trepidus.
- Kto? - Kaczka płochliwa.
Podobno bardzo rzadka.
Gatunek: kaczka płochliwa. Nazwa łacińska: Anas Trepidus.
Nazywana też od miejsca występowania kaczką rachowską,
po łacinie Anas Rachivus.
Oficjalnie posiada status gatunku na skraju wyginięcia.
Obiecuje dodatkowy 1000 dolców, jeśli nagrasz jej śpiew.
- Kanadyjskich? - Nie, prawdziwych, amerykańskich.
Ale ten 1000 to nic, bo jeśli to zrobisz,
Jamie znajdzie ci pracę w Kanadzie, legalną.
Może cię nawet zatrudni.
To nie komponowanie muzyki czy film, ale teraz zarabia się na tym.
Na grach.
Pan żartuje? To moje nowe marzenie.
- Mogę pana uściskać? - Nie! Później.
Los kaczki rachowskiej był jednym z tematów
XIII Światowego Kongresu Ornitologicznego,
który odbył się w sierpniu 1966 r.
w Pałacu Październikowym w Kijowie.
Jeden z raportów dowodził, że w ciągu trzech stuleci...
... liczebność kaczki rachowskiej dramatycznie spadła.
Przyczyną jest pióro kaczki o rzadkim fiołkowym odcieniu,
które długo stanowiło przedmiot pożądania
modnisiów z Mukaczewa i całej Europy Wschodniej.
Mówi się, że właśnie owemu zagrożeniu kaczka rachowska
zawdzięcza swoją drugą nazwę:
płochliwa.
Dziś jedynym miejscem występowania kaczki rachowskiej
jest niewielkie górskie jezioro nieopodal wioski Cichy Szelest
w rejonie rachowskim na Zakarpaciu.
Co ciekawe, jezioro położone jest na ukraińsko-rumuńskiej granicy
i w ciągu jednego dnia kaczka potrafi przekroczyć granicę sto razy,
w zależności od poziomu strachu.
W początku XX w. nad jezioro przybyła
wyprawa ornitologów z Drezna pod kierownictwem Otto Koeniga.
Ale nie interesował ich wygląd kaczki, ani nawet jej nazwa.
Badali ptasie głosy.
Wiadomo, że wszystkie kaczki kwaczą w zasadzie jednakowo:
kwa-kwa.
I to czyni kaczkę rachowską wyjątkową,
albowiem raz w roku naprawdę śpiewa.
Oto jej pieśń. Przyzywając inne,
kaczka rachowska śpiewa tak przenikliwie,
że porusza serca nie tylko zwykłych ludzi,
ale nawet niemieckich naukowców.
Śpiew kaczki rachowskiej
wraz z pieśniami kozackimi z Dniepropietrowszczyzny
zostały wpisane na listę dziedzictwa kultury niematerialnej UNESCO.
Poniżej widnieje jej zapis nutowy.
Herbata, kawa?
- Tiramisu? - Nie, dziękuję.
Widzisz? Przeszkadzało im, że biegasz, to będą słuchać, jak wyjesz.
Ucisz się, proszę.
Cicho bądź!
Nie wlecz się tak... No chodź już.
Wita pana sławny Użhorod, serce Zakarpacia.
- Dokąd? - Na Szachtę.
Proszę wsiadać i przygotować na niezapomniane wrażenia.
Jak pogoda w Kijowie?
Taka jak tu.
Może trochę cieplej.
- Nikt nie protestuje? - Nie.
W Kijowie jest super.
- Mogę zapalić? - Nie.
Podobno rzuciłaś taksówkę.
Bo rzuciłam.
- Ale zrobiło się smutno. - A dziadek?
- On miał mnie odebrać. - Wołodia nie może.
- Dlaczego? - Lekarze zabronili mu prowadzić.
Ja mogę cię zawieźć. Wzięłam parę dni wolnego.
Cieszysz się?
- Bardzo. - Serio?
Buty pasują?
Jak myślisz?
- Jaki to rozmiar? - 48.
To są za małe.
- Za małe czy firma nie ta? - Firma też słaba.
Znasz powiedzenie: "Nieważne w czym, jeśli w Paryżu"?
A ja myślę, że nieważne, po jakim chodzisz mieście,
jeśli masz na nich napisane North Face.
Zabraniam ci kupować rzeczy w secondhandzie. Noszenie cudzych...
W jakim secondhandzie, mamo!
- To się nazywa outlet. - Dobra...
Potrzymaj kierownicę.
Palisz?
- Nie. - Przepraszam.
Witaj, synku.
To nasz rytuał, żeby dziecko czuło energię taty.
- Kocham cię, pączku. - A ja ciebie.
I ciebie kocham.
I ciebie, ciociu Galu.
A my was, prawda?
Pewnie. Amen.
Amen.
No dobrze, na co czekamy?
Bierzcie parmezan, pomidory, pesto.
Bernardo przekazuje pozdrowienia z Włoch.
- Nawzajem. - Przekażę. Bierz rękami.
- Nie przekazał salami? - Może, ale dziś jest post.
A parmezan można?
O parmezanie każdy decyduje sam.
Nie chcesz, bierz grzybki.
Nie zepsute? Próbowałaś?
Nigdy sama nie próbuję. Daję rano Wołodii i jeśli nic mu nie jest, jem.
- Czemu są jakieś zielone? - Dodałam oliwy.
Oliwy dodała... oliwy...
Wołodia...
nie kłóć się, dziś nie wolno.
Dziś to zabronione.
Według jakiego prawa?
Cerkiewnego. Prawda, Pawlik? Dziś Archanioł Gabriel...
nawiedził Marię i powiedział jej, że będzie mamą Jezusa.
Zgadza się. Widzisz, Wadim...
jest święto zwane Zwiastowaniem.
W tym dniu nie wolno kopać kartofli, kosić trawnika...
zamiatać, używać brzydkich słów.
Ty też, Wołodia.
- Nie wolno się kłócić. - A strzyc?
Lepiej nie.
- Ciocia się ostrzygła? - Nie, chciałam później.
Bóg uchował.
Bóg uchował, co?
Mogę powiedzieć? Biorą go do Kanady.
Kogo? Jego?
- Z Kijowa wybrali tylko jego. - Niedługo wyjeżdżam
- Do Kanady? - Możesz zająć mój pokój.
- Pomyślcie: jedyny z Kijowa. - Super.
Na długo?
Nie myślałem o powrocie.
- Ekstra. - Jedyny z Kijowa, co?
- Ma bardzo specjalistyczną pracę. - Jaką?
On... słucha dźwięków...
- po czym je nagrywa. Słucha, nagrywa... - I płacą za to?
Tak!
On... Jak się nazywa ten zawód?
JEZIORO CZENDESZ, REJON RACHOWSKI
Mamo... mamo, obudź się.
Nie śpię.
Widzisz?
Patrz...
Aż się trochę boję.
Przywiozłam ci to z Watykanu.
Żebyś się nie bał.
- Co to? -"Ojcze nasz", po łacinie.
Od "Pater noster" do "wybaw nas ode złego".
Victoria Beckham ma taki sam. Czytałam w gazecie.
Skoro Victoria Beckham...
Vicktoria Beckham jest stylową kobietą, wzorową matką i żoną.
Wzorową? Dała synowi imię od dzielnicy, w której został poczęty.
Brooklyn. Brzmi pięknie.
Może w Kijowie nie ma ładnych nazw. Gdzie mieszkasz?
Na Syreci. A wcześniej na DWRZ.
Pojedziesz ze mną do term?
Mamo... znajdź sobie faceta i jego zabieraj do term. Serio.
Z facetami sobie radzę.
To prezent od Bernarda, więc nie pleć bzdur.
Zapomnij o Bernardzie. Ma 30 lat.
- Tobie potrzebna jest realna opcja. - Z Bernardem jest nam cudownie.
Jak w bajce. Rozmawiamy godzinami...
chodzimy do kawiarni, na wschody słońca.
Możesz sobie oglądać wschody, z kim chcesz,
ale chodzi o to, z kim będziesz się starzeć.
Dość o facetach.
Chcę pobyć z tobą. Ty jesteś moim najważniejszym facetem.
Mamo...
zrozum, nie mogę pojechać z tobą do term.
Mam zlecenie, to nie żarty.
Nagranie tego ptaka otworzyłoby przede mną życiową szansę.
Aż tak chcesz jechać do tej Kanady?
Tak. To moje nowe marzenie.
A my tu jak, bez ciebie?
Dla dziadka to będzie cios.
I tak mnie tu nie ma.
Kijów a Kanada to różnica.
Z Kijowa czasem przyjeżdżasz,
a z Kanady, o ile wiem, nikt nie wraca.
To jak? Idziemy?
Kurczę, zapomniałem kąpielówek.
No to idź w majtkach.
Lepiej posłucham muzyki w samochodzie.
Dobra, kupimy ci kąpielówki w środku. Jak się bawić, to się bawić.
Tam na pewno nie kupię.
- Będą trzy razy droższe. - Skąpy jesteś, jak twój ojciec.
Nie skąpy.
- Oszczędzam... dla sportu. - On też tak mówił.
Wiesz, jak trudno przychodzą mi te pieniądze?
Ile, kurwa, starców i gównianej muzyki muszę słuchać?
Czekaj.
Przysuń się, przyłożę ci za "kurwę".
Dobra. Przepraszam.
Będą dziewczyny?
Same dziewczyny.
Powiedzmy, że psuje się wabik na kaczki.
By nie nadwerężać strun głosowych myśliwych,
stosujemy tzw. metodę pierścienia i nakrętki.
Za pomocą mechanicznego kręcenia...
uzyskujemy krótki, jednostajny kwak.
Wiesz, po czym się zorientować, jak ktoś cię widzi?
- Nie wiem. - Poproś, żeby zrobił ci zdjęcie.
Naprawdę tak mnie widzisz?
Spójrz, jak ja ciebie sfotografowałam.
I porównaj.
- Nieźle... - Co robisz?
To Bernardo?
- Daj to. Daj. - Kogoś mi przypomina.
Dawaj.
Przystojniak, co?
Nie widzisz...?
Obudź mnie wcześnie.
O której?
O piątej.
Czemu aż tak?
Umówiłem się na rozmowę.
Dzień dobry.
- Bez mamy? - Pojechała zatankować.
- Jak się nazywa pani papuga? - Tolik.
Po moim byłym mężu.
- Jest gadatliwy? - Mąż?
Był.
Proszę wybaczyć.
Nie wiedziałem...
że on...
Czemu pani nie powiedziała?
Jakoś mu się...
Chyba jest zmęczony.
Szkoda. Nie można go jakoś zachęcić?
- Szkoda. - Czego?
Niczego.
Możemy porozmawiać?
Gdzie?
W korytarzu.
Dlaczego?
Tylko się nie śmiej. Tolik jest zazdrosny.
Niedawno odwiedził mnie znajomy. Miał wyczyścić filtr w pralce.
I zaczęliśmy oglądać film.
Jaki?
"Miłość nie zabawa".
I wyobraź sobie, że w trakcie filmu Wiktor Iwanowicz zasnął mi na ramieniu.
A Tolik do razu narobił rabanu.
Spróbujmy go tak sprowokować.
Mam pani zasnąć na ramieniu?
Milczy.
Słyszę.
Masz takie długie włosy....
może wziął cię za kobietę i nie zazdrości.
Czekaj...
Co to?
Czapka mojego byłego. Schowaj pod nią włosy.
Nie patrzy.
Wadik...
chodź.
Dokąd?
Zapomniałam powiedzieć,
że Wiktor Iwanowicz zasnął z dłonią na mojej piersi.
Może Tola zareagował na to?
Czasem mam wrażenie, że dusza mojego męża zamieszkała w nim.
W kim? W Wiktorze Iwanowiczu, hydrauliku?
W Toli! W papudze.
Poważnie?
Mam z panią flirtować?
Gdybyś mógł.
- Może rękę? - Spróbujmy.
- Przepraszam, mogę? - Proszę.
- Przepraszam... - Śmiało.
No dobrze.
Śmierdzi.
Nadal nie rozumiem...
czym różni się odgłos krowy na Ukrainie i w Kanadzie?
Czemu nie może sobie tego nagrać tam?
Jamie jest twórcą gry, jest reżyserem.
Mówi, że zwierzęta powinny być strwożone.
Twierdzi, że kanadyjskie brzmią spokojnie,
syto, szczęśliwie.
Są nudne. Niczego się nie boją.
- Nawet śmierci? - Właśnie.
W odróżnieniu od naszych, ukraińskich.
Nasze stworzenia wyczuwają nadejście... potopu.
Powodzi. Rozumiesz?
Stokrotka, mów: "Meee".
- Ty palisz? - Nie.
- Pokaż ręce. - Co?
Ręce!
Musimy poważnie porozmawiać.
Niedawno mnie okradli.
A wiesz, kto?
Dwa dresiki z Radwanki, zabrali 800 hrywien.
Dobrze, że nie pobili. Powiedzieli: "Masz szczęście, babcia".
Taka przykrość.
Nie, że zabrali osiem stów, choć to też pieniądz.
Ale...
jeszcze nazwali babcią.
A ja nawet wnuków nie mam.
I patrząc na ciebie zaczynam wątpić, czy się doczekam.
- Z męskością wszystko gra? - Tak.
Kiedy ostatnio uprawiałeś seks?
Głupio się czuję. To nie twoja sprawa.
- Moja... - Przestań.
Twój seks to sprawa rodzinna!
- Czym ty się zajmujesz? - Ja?
Pytasz mnie, czym się zajmuję? Jestem jednym z nielicznych w tym kraju,
którzy z powodzeniem zajmują się eksportem. Tak możesz mówić.
- Jakim eksportem? - Eksportuję na zachód
odgłosy naszych stworzeń.
Są dla mnie ważniejsze rzeczy od dzieci i wnuków.
Na przykład?
Na przykład to.
Tak zwana twórczość. Kojarzysz?
Bardzo się mylisz. Nic nie jest ważniejsze od dzieci.
Żadna muzyka, odgłosy nie są warte poświęcenia dla rodziny.
Według ciebie.
Głupek.
Nie głupek, muzyk.
Miksuję trap.
Unikam tego słowa, ale jestem twórcą.
Wadik, kiedy wreszcie zaczniesz normalnie żyć?
Przepraszam, co mówisz?
Pytam, kiedy zaczniesz normalnie żyć?
A co to znaczy "normalnie"?
Może ty mi pokażesz, jak żyć normalnie?
Jakbym wiedziała.
No śmiało, pokaż mi to normalne życie.
Popatrzę jak nim żyjesz i też zacznę.
Mogę ci tylko pokazać nienormalne.
Patrz na mnie i rób odwrotnie.
TWIN PEAKS
Dobry wieczór.
Poprosimy pokój dwuosobowy.
Państwa godność?
Rott. Galina i Wadim Rott.
Państwo Rott. Niestety, mamy wyłącznie pokoje z pojedynczymi łóżkami.
Przeżyjemy.
To mój syn, nie musimy razem spać.
Wszystko w porządku?
Mamo?
A już myślałam, że nie spytasz.
Strasznie mnie uciska w okolicy serca.
Może to zawał.
- Gdzie cię boli? - Tu...
Usta nie zsiniały?
Nie. Może trochę.
- A paznokcie? - Co? - Sine?
- Czerwone. - Czerwone?
Pod lakierem nie widać.
Wadik...
potrzebuję pilnej pomocy lekarskiej.
Dam ci nospę.
Zawieź mnie do lekarza, póki nie jest za późno.
Chcę żyć.
Nie umiem prowadzić. Umarłabyś ze strachu.
Siadaj za kierownicą.
Po co?
Gdybym znów się źle poczuła, musisz umieć prowadzić.
- Gotów? - Tak.
Wciśnij sprzęgło.
- Wciśnięte. - Zapal.
Jedynka.
Jedynka, nie trójka.
A teraz wciśnij gaz i lekko puść sprzęgło.
Nic nie rozumiem, jakoś nagle zgasł.
Zrób mi tu zdjęcie...
tak tu pięknie.
Co jest?
Nie ja powinienem je robić.
To kiedy mam się fotografować?
W mojej młodości aparaty były do bani.
Teraz są dobre...
a ja się starzeję.
Wkrótce będzie za późno.
Bierz koleżanki, niech ci robią. Proste.
Zapamiętaj: żeńskie przyjaźnie nie istnieją.
To kto ci zostaje?
Ty.
Mam ciebie.
Jesteś moim wszystkim.
Nie masz mnie, nie jestem twoją własnością.
Zachowujesz się jak wariatka.
Boję się, że czeka cię samotna starość.
Myślałam, że mam ciebie.
Już tak nie myślę.
Teraz naprawdę nie mam nikogo.
Mamo, przepraszam... Nie o to mi chodziło.
- Zrobię ci to zdjęcie. - Nie trzeba.
Nie rób mi zdjęcia, nie chcę!
Nagrywajmy twoje zwierzęta. Skoro mam być wariatką, to będę.
Samochód i dom zapiszę Pawlikowi i Leroczce,
a ty jedź do swojej Kanady.
Oddawaj obrączkę... pierścień.
- Powiedziałaś: obrączkę. - Ściągaj. - Proszę.
Żeby ci nic mamy nie przypominało.
Bierz.
Unieś rękę.
Łapy. Zabieraj łapy!
Co robisz?
Zostaw mnie.
Chcę pięknie umrzeć.
Niech mnie przejedzie jakieś zagraniczne auto i już.
Wyświadczę ci przysługę.
Nie będę ci ciążyć na sumieniu.
- Pojedziesz sobie do Kanady... - Wstań, samochód jedzie.
Nie chcę.
Nie zagraniczny.
A jaki?
Chyba Slavuta. Nie najnowsza.
Niech będzie Slavuta. Widocznie taki mój los.
Jest blisko, wstań.
Przepraszam.
Nikomu nie jestem potrzebna!
Nikomu!
Będę sama!
Sama!
- Co robisz? - Puść!
Zepsułeś skrzynię biegów!
- Czemu jej nie naprawiłaś? - Bo nie miałam za co!
- A gdzie pieniądze? - Pożyczyłam Bernardo!
- A gdzie Bernardo? - Zniknął!
Nie przyjechał po mnie!
Nie przyjechał.
Cały tydzień siedziałam we Włoszech sama...
nikomu niepotrzebna.
Nikt mnie nie potrzebuje.
Działa tylko wsteczny.
Nie wiem, co robić.
Do Rachowa zostało z 30 km.
Możemy tam podjechać do warsztatu.
RACHOW
Pokazalibyście mi, jak się tam dostać...
Pewnie.
I następnego dnia moglibyśmy się tam spotkać.
Może i masz rację.
Powinnam poszukać poważniejszej opcji.
Jeden facet znów do mnie napisał, nie chce się odczepić.
Pokaż.
Przystojnym nie można go nazwać, ale wygląda poważnie.
Zaprasza do siebie.
Dokąd?
Do Genk.
Genk? Gdzie to?
W Belgii.
Jak ma na imię?
Enzo.
Masz.
Mówisz, że jestem złą mamą. Ale z ciebie też marny synek.
Nigdy nie zapytasz, jak się czuję.
Czasem pytam.
Kiedy prawie umieram.
Pewnie nie wiesz, że jestem chora.
Co ci jest?
Lekarze mówią, że mam chroniczne zapalenie trzustki.
Wszystko boli, miesiącami jestem na diecie,
nie mogę spać, jeść.
Nic tłustego, nic słonego, nawet kawy. Co to za życie?
A kiedy mnie doprowadzasz, jak dziś, jeszcze się pogarsza.
Człowiek ma ochotę któregoś dnia...
zjeść grochówkę i niech się dzieje, co chce.
Pamiętasz, jak mnie spytałeś, czy jest pytanie,
na które najbardziej na świecie chciałabym znać odpowiedź?
Przypomniałam sobie.
Jak byłam mała, uwielbiałam bawić się przy krowach.
Jadły trawę i obserwowały świat.
Nie wtrącały się...
po prostu patrzyły.
A ja lubiłam patrzeć na nie.
I nigdy nie widziałam, by spoglądały w górę.
Kiedy na przykład przelatywał samolot albo dudnił grzmot.
Jakby było im wszystko jedno.
Wszystko działo się gdzieś.
Zawsze byłam ciekawa...
czy krowa potrafi spojrzeć w górę?
Mamo, czekaj...
nie jedz grochówki, nigdy. Proszę...
A gdyby ci się zachciało...
zadzwoń do mnie na Skypie, dobrze?
I ja ciebie odwiodę.
Nie, dziękuję.
Ja nie...
Mam swoją.
Z oliwą z oliwek.
Nie...
Pan weźmie. Pan sobie weźmie.
Ano, przechowaj to, co? Tak należy.
Dobrze.
- A co to? - Nie przejmuj się, będzie dobrze.
Dobra.
- Pochwalony, bombowcy. - Serwus, Jonczi. Ryża się okociła?
Czwórkę oddaliśmy, dwójkę utopiliśmy. Starczy tych kotów.
- Daj im Boże. - Daj Boże.
A co wy tak, w te i we wte po moim rewirze?
Jedziemy na Maramuresz, ziół nazbierać.
Ziół? Jasne.
A co to za blondyn? Spotkaliśmy się już?
- Może. - Gdzie?
- Jeśli bywasz w Użhorodzie... - Nie.
- Podejrzany jakiś. W oczy nie patrzy. - Przyjechał z Kijowa.
A po co ci taka armata, na zioła?
Jaka armata? To nie armata, tylko bom.
Bom? Co to za bełkot?
Mówi, że ten bom jest do nagrywania odgłosów,
ja tam nie wiem. Możesz normalnie wytłumaczyć?
To się nazywa "dead cat", pod nim jest zeppelin,
- do niego podłącza się... - Dobra, smarkaczu, wysiadka.
No już, bo cię rozpylę!
- To nie broń... - Ja ci zaraz dam broń.
- Wysiadaj, bo ci pojadę... - Co on mówi?
Ręce. Ręce.
- Chwileczkę, jakim prawem pan... - Stul pysk.
- A to co? - Może pan zobaczyć.
Chyba twoja matka. Co to?
- Mogę? - Spróbuj.
To pomadka do ust.
Jaka?
- Z ekstraktem z oliwek. - Pokaż.
- Podoba ci się? - Niech pan spróbuje.
- Poważnie? - Jonczi, to świetna pomadka, kup żonie.
- Co mówisz? - Że jest dobra, możesz kupić żonie.
Matka takiej użyła i twarz jej spuchła.
Nie można przesadzać. Trzeba odrobinkę.
Wiesz, że jest maksymalistką.
Michajło, spisz dane wszystkich: paszporty i tak dalej.
A od blondyna weź też pesel.
Podejrzany typ, rozumiesz?
Dobra, chłopaki, wiecie, że zbiór płonnika jest zabroniony?
- Jonczi... - Kategorycznie.
Sprawdzę każdego z was,
zwłaszcza tego długiego, bo mi się nie podoba.
- Dzięki, mam u ciebie dług. - Pewnie.
JEZIORO CZENDESZ
Ratunku!
Po kolei. Jak cię wołają?
- Proszę? - Imię, nazwisko.
Wadim Rott.
"Rot" jak "pysk"?
- Tak, tylko przez dwa T. - Pracujesz, uczysz się?
Pracuję.
Gdzie?
Jako freelancer.
Nie ma tak. Co konkretnie robisz?
Zajmuję się eksportem.
Biznesmen?
Eksportuję na Zachód odgłosy naszych stworzeń.
Misza, zrób nam herbaty, bo czuję, że to potrwa.
Zróbmy tak: póki robi herbatę,
odpuść sobie żarciki i opowiedz, co tam szpiegowałeś.
Nie szpiegowałem, słowo.
To co tu robisz?
- Powiem, jak jest. - Jasne.
Tu sami swoi, możesz opowiadać.
Próbowałem nagrać odgłos kaczki rachowskiej,
- Michajło Iwanowiczu. - Mów, jak jest, ale bez poufałości.
Michajło Iwanowicz to jestem dla Waśki, dla ciebie: tow. major.
Gdzie próbowałeś nagrać tak zwaną kaczkę rachowską?
Przepraszam, tow. majorze... próbowałem na jeziorze Czendesz.
Jezioro wyschło. To bagno, takie, w jakim się ubabrałeś.
Pokaż, co nagrałeś na granicy. Koniec żartów.
Widzi pan, że niczego nie ma.
Przyznaj się, bo inaczej Wasia obnaży cię w pełni.
- Mówię prawdę. - Wasia.
Nie mam na to czasu.
Podnieś dupę. Wstawaj.
Jeszcze w pracy.
I co tam? Sześć?
Mało. Jaką dałeś cenę?
Trzeba było opuścić.
Ja siedzę w robocie...
Nalep kartkę "promocja", nie wiem...
Przynajmniej do 10 litrów i będzie dobrze.
- Pokaż, co masz w ustach. - Nic.
Otwieraj.
Nie. Nie macie prawa.
Moje usta należą do mnie, nie możecie do nich włazić.
I musi się pan przedstawić, okazać dokumenty.
Michajło Iwanowiczu, znalazłem kartę 32 mega.
Takiego formatu nie znam.
Przepraszam...
Chłopcy, gotowi?
Zobaczmy, co tam ma. Puść od początku.
Dalej.
Dalej.
Tak myślałem.
Wszystko jasne.
Zobaczmy, co ma w aparacie.
- Jak się włącza? - Na górze jest przycisk.
Tu?
No i proszę.
- Skąd to? - Proszę pokazać.
To pod Mukaczewem.
Nie kojarzę tam czegoś takiego.
Ząb boli?
Otwórz usta.
Zaciśnij.
Trzymaj i słuchaj.
Albo kasujemy wszystkie pliki, dźwięk i obraz,
zapominamy o sytuacji i jutro wyjeżdżasz do Kijowa...
albo nadajemy bieg sprawie o szpiegostwo
i wysyłamy wszystkie pliki do ekspertyzy.
Wadim, tak szczerze...
lubisz miód?
Zależy jaki.
Lipowy.
Nie. Na lipowy jestem uczulony.
"Cześć, synku. Życzymy Ci z Enzo wesołych świąt
i przesyłamy życzenia z samego serca Flandrii,
z pięknego miasta Genk.
Nie jest to typowa Europa,
raczej coś pomiędzy Debreczynem a Donieckiem.
I szczerze mówiąc, nie jest to serce Flandrii, a raczej prawa nerka.
Deszcz, fabryki i czekoladowe fondue.
Bynajmniej nie Włochy.
Wybacz, że rzadko dzwonię, ale mam tu sporo problemów.
Enzo ma liczną rodzinę i miesiąc wybieraliśmy prezenty.
Dobrze, że nie zapomnieliśmy o tobie. Wybraliśmy prezent razem.
Enzo chciał kupić ci nowy mikrofon albo wycieczkę.
Ale w końcu namówiłam go na firmową puchówkę.
Tu wszyscy w takich chodzą.
Jest nie tylko modna, ale i zakrywa okolicę miednicy.
Wiesz, o co mi chodzi.
Wkrótce ma nas odwiedzić dziadek.
Enzo obiecał opłacić mu leczenie.
Gdybyś był w cerkwi, proszę, postaw za dziadka świeczkę.
Poproś, by operacja się udała.
Postaw świeczkę tam, gdzie podyktuje ci serce,
ale najlepiej blisko Św. Mikołaja.
A pamiętasz, jak mówiłam ci o krowach? Czy potrafią spojrzeć w górę?
W niedzielę wybieramy się z Enzo na farmę.
Zapewnia mnie, że belgijskie potrafią.
Wyrób paszport i przyjeżdżaj. Wszyscy bardzo chcą cię poznać.
Noś puchówkę na zdrowie, jest bardzo droga. Bardzo.
Ucałowania, Mama".
DLA WSZYSTKICH MATEK
Tekst: Michał Kwiatkowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.