Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dziesięć lat w Peacock i Lee w Sydney. Ale jesteś z Melbourne.
Przeniosłam się do Sydney po ślubie, ale mój mąż
porzucił mnie dla starszej. Postanowiłam uciec przed traumą.
Wróciłem do Melbourne. To tymczasowy adres.
Wynajmuję pokój w Airbnb, póki się nie ogarnę. Ale to nieważne.
- Nie widzę referencji. - Nie?
Masz jakieś?
Nie.
Możesz je zdobyć?
Nie.
- To zawęża wybór. - Wezmę cokolwiek.
Prawo rodzinne.
Trochę liznęłam, ale nie mam doświadczenia w sądzie.
- I nie jestem zbyt towarzyska. - A zmarli?
- Nie przepadam. - Gruber i Gruber.
Mała kancelaria specjalizująca się w testamentach.
- Nie jestem wybredna. - Nie.
Tak ubierasz się do pracy?
Codziennie. Mam trzy takie same garsonki.
To oszczędność czasu i nie mam dylematów. Super.
Tak?
Możesz odszykować się na rozmowę.
Co tu można odszykować?
To odpuść chociaż festiwal brązów.
Wtapiasz się w krzesło niczym
kameleon.
Annabelle, omówmy przyszły tydzień.
Przepraszam. Nie zauważyłam pani.
KANCELARIA PRAWNA GRUBER I GRUBER
- Dziękuję. - Ładna garsonka.
Kojarzy mi się z serem.
- Śmiały kolor. Ray Gruber. - Helen Tudor-Fisk.
- Tudafish. Holenderskie nazwisko? - Fisk. Z "k" na końcu.
- Tak jak... - Sędzia Anthony Fisk.
- Tak, to mój tata. - Wielki człowiek.
- Na emeryturze, ale tak. - Zetknąłem się z nim.
Podoba mi się jego styl. To prawdziwy erudyta.
- Uwielbia anegdoty. - Co my tu mamy?
Peacock i Lee, dobra kancelaria. Są referencje?
Powinny tam być.
Agencja nie...? Zadzwonić do nich?
- Przyślą. - Nie trzeba.
Wiesz, dlaczego? Podoba mi się twoja twarz.
- Ta? - Bije z niej doświadczenie.
Pewność siebie i profesjonalizm.
Pracowitość. "Robię, co do mnie należy".
- Mam rację? - Tak. To ja.
Haruję jak wół.
Helen, śmierć to smutna okoliczność.
Potem robi się nudno. Jest dużo papierkowej roboty.
Ludzie wolą to załatwiać z bardziej dojrzałymi kobitkami.
Już tak nie można mówić, więc - paniami.
- Czy jak tam o sobie mówisz. - Zwykle - kobieta.
Właśnie kogoś takiego szukamy, droga Helen Tudor Fisk.
- A więc dostałam tę pracę? - Tak.
Wiekowo nawet się do ciebie nie zbliżają. Ile masz lat?
- Pięćdziesiąt pięć? - Czterdzieści siedem.
Wyglądasz starzej. I dobrze. Od poniedziałku?
- Jasne. Dziękuję. - Witaj na pokładzie.
- Uwielbiam żółć. - Świetnie, bo...
Żartuję. Do poniedziałku.
- Bez krzykliwości. - Dobrze.
Wielkie dzięki.
Bardzo proszę.
- Co to za chodzący banan? - Twoja następczyni.
- Nowa wersja ciebie. - Boi się, że potrąci ją samochód?
- A referencje? - Zapomnieli wysłać.
- Spokojnie, to Fisk. - Kto?
To córka sędziego Sądu Najwyższego.
Tego nam trzeba, Rosaline. Odrobiny klasy.
Świetnie.
Cześć, Juliana.
Dzwoniłaś do mnie milion razy. Co się stało?
Twoja babcia znów jest w mojej sypialni.
Ciągle tu przychodzi i sprząta.
Pewnie bałaganisz, bo tego nie lubi.
Ale wynajmuję ten dom.
Nie, to Airbnb.
- Bez różnicy. - Nie do końca.
W ogłoszeniu była mowa o całym domu, a twoja babcia
ma osobny pokój, więc...
Zgodziła się na psa. Powinnaś być jej wdzięczna.
Jestem wdzięczna, ale musi przestać go karmić.
Ja się tym zajmuję. Mnie też nie musi karmić.
Lodówka jest pełna jedzenia. Czemu mi je przynosi?
Narzekałaś, że kuchenka się zepsuła.
- Czego się spodziewałaś? - Że ją naprawi.
I jeszcze buty. Muszę...
- Juliana! Co tu robisz? - Moje buty...
Narzeka, że ciągle tu przychodzisz.
Wyjaśnisz jej zasady?
Powiedz jej, że buty mają być na zewnątrz.
Nie chcę tu brudu.
Tak, ale...
I nie opiekuje się psem.
Nie karmi go, jest zawsze głodny.
Trudno, zasady to zasady.
Wszyscy ich przestrzegajmy, dzięki.
Boże! Moje buty! Możecie oddać mi buty?
Tak.
Spójrz na liczby.
Nieźle, ale mogło być lepiej. Zawsze może być lepiej.
Cały Bevo.
Jakie zgranie w czasie. Jeff?
Jeff. Coś przerywa. Słyszysz mnie?
- Słyszysz mnie? - Wszyscy cię słyszymy.
Oddzwoń, kiedy będziesz mógł.
Cześć.
Przykro mi, ale musisz wyjść.
- Ja mam wyjść? - U nas się nie krzyczy.
- Nie krzyczałam. - Mówiłaś agresywnie.
Zachowywałaś się bardzo głośno.
Dobrze, ale głośne to jest to.
Siema, brachu!
Jestem ważnym biznesmenem. Biznes, biznes, biznes.
Liczby. Jestem ważny. To jest głośne.
Ale mój ton teraz i wcześniej
był absolutnie stosowny do kawiarni.
Możesz już iść? Krzyk jest dla nas nieznośny.
"Nieznośny". Jasne.
- Po co zdjęcia? - Na stronę.
Do zakładki "o nas". Jestem adminem.
- Chyba wystarczy. - Może być?
Boże, nie, jeszcze jedno.
- Może nałóż jakiś filtr? - Może.
Helen? Roz Gruber, kierowniczka biura. Poznałaś już George'a?
- Admin nadal robi zdjęcia. - To nasz specjalista od spadków.
- Konsultuj się z nim. - Dobrze.
Jesteś jedną z Gruberów?
Tak, siostrą Raymonda.
Ale nie jesteś prawniczką?
Straciła licencję.
Zostałam tymczasowo zawieszona.
Ale grozi ci...
- Zajmij się czymś. - Poprawię twarz Helen.
Dziękuję.
- Oprowadzę cię. - Świetnie.
- Powiesz, za co cię zawiesili? - Nie.
- To nie pytam. - Kuchnia.
Możesz się częstować wszystkim po tej stronie.
Batony, herbatniki, kubki, itd.
po tej stronie - tylko dla klientów.
Przynieś własny kubek, a krążki kukurydziane są moje.
- Nie ruszaj. - Dzień dobry.
- Dokumenty na początek. - Jestem gotowa.
- Właśnie ją oprowadzam. - To nie muzeum.
Nudzi się, odkąd straciła licencję.
Zostałam zawieszona. Nie straciłam licencji.
Wciąż ją to boli.
- Chodźmy dalej. - Już idę.
- Już. - Klucz do toalety wisi na haczyku
przy moim biurku, i zawsze należy go zwracać.
- Gdzie jest toaleta? - Tam, po lewej.
- Po co zamykać? - Wiem, co i jak.
Dzięki temu chłopcy są porządni.
Sprawdzasz po każdej wizycie?
Nie po każdej. Mam inne rzeczy do roboty.
Więc teoretycznie mogę zostać obwiniona
za czyjś nieporządek.
Ktoś nabrudzi, nie sprawdzisz,
potem ja wejdę, potem ty i będzie na mnie.
Słuchaj.
Klucz do toalety jest na haku.
- Rozumiesz, co mam na myśli? - Nie.
Krwisty, średnio wysmażony. Już po wycieczce?
Skończyłaś rozmawiać o toalecie?
Nie rozumiem, po co ją zamykać. Skończyłam.
Na razie posadzimy cię tutaj,
- a potem pomyślimy. - Świetnie.
Chodźmy. Uwaga na krawędź. Można rozbić kolano.
- Możemy? - Tak.
Helen, to Ruth O'Malley.
Ruth, zostawię cię z naszą nową pracowniczką.
A ty mi zostaw przepis na kurczaka w morelach.
Jasne, Roz.
Przepraszam, chwileczkę.
Roz, kim jest Ruth?
Twoją klientką.
Myślałam, że w pierwszym tygodniu poczytam akta
i zapoznam się z prawem spadkowym.
Klientka to dość spore wyzwanie jak na pierwszy dzień.
Przykro mi.
Nie podoba ci się ta praca?
Skąd. Bardzo mi się podoba.
Tak jest.
Wracam do klientki.
Właśnie.
- Ruth? Wal. - Słucham?
Mów. Co mogę dla ciebie zrobić?
- Mój ślubny zasugerował, żebym... - Mąż.
- Nie mów "ślubny". - To idzie do protokołu?
- Ma być formalnie? - Nie lubię tego słowa.
Tak już mam. Mów dalej.
- Niedawno zmarła mi matka. - Rozumiem.
- Moje kondolencje. - Dziękuję.
Jedną połowę majątku zapisała mnie,
a drugą mojemu bratu, Deanowi. Pod jednym warunkiem.
- Mogę zobaczyć testament? - Jasne.
Dziękuję.
- Jak widzisz... - Daj mi przeczytać.
Brat otrzyma spadek, jeśli podda się wazektomii.
- Tak. - Nie.
To niedopuszczalny warunek.
Ale ma pięcioro dzieci z pięcioma kobietami.
To przesada, ale nikogo nie można zmuszać do...
- To wiążący dokument. - Czyżby?
Kupiliśmy formularz na poczcie.
Ani twoja matka,
ani ty nie możecie zmusić brata do wazektomii.
Uprzedzając pytanie, poczta też nie.
To nie leży w ich kompetencjach.
Rozmawiałaś z Peacock i Lee, zanim zatrudniłaś Helen?
Nie. Sam podjąłem decyzję.
Jednak szkoda, że nie zadzwoniłeś.
- Wiedziałeś, że ją zwolnili? - Tak.
Nie wiedziałem.
Nie chodzi o pieniądze, tylko o zasady.
- Jasne. - Moim zdaniem to wstyd
wpędził moją matkę do grobu.
Według tych danych, wstyd i rak.
- Słucham? - Powinno się ją nadzorować.
- Ty nie możesz, jesteś zawieszona. - Wiem.
- Chyba nie... - Owszem.
Roz!
- Chciałabym, ale nie mogę. - Jestem po dużym obiedzie.
Jest akt zgonu? Nie widziałam.
Wszystko gra. Ciotki sobie gawędzą.
Twój brat pewnie się nie zgadza, bo inaczej by cię tu nie było.
Boi się, że to wpłynie na jego pracę.
Jest zawodowym dawcą spermy?
Jest penisowym malarzem.
W porządku. Nie oceniam. To też sztuka. Maluje penisy.
Nie, maluje penisem.
Ale jak...
Przepraszam, ale jak on to robi?
Nie chcę wchodzić w szczegóły.
Rozumiem, ale niestety muszę spisać protokół.
Więc jak on to robi?
Chodzi na imprezy i portretuje ludzi penisem.
To rodzaj rozrywki.
Nie zapisujesz?
Nazwijmy to po imieniu. Powiedzmy: fiut i płótno.
Czy mogę uzyskać nakaz sądowy,
by zmusić go do wazektomii?
Pozwól, że coś ci wyjaśnię.
Ta sprawa nigdy nie trafi do sądu,
więc musisz wybić to sobie z głowy.
Sądzę, że się mylisz i sędzia stanie po mojej stronie.
Wcale mnie nie słuchałaś.
Bo coś mamroczesz. To irytujące.
- Możesz mówić głośniej? - Dobrze.
Może to pomoże. Słyszysz mnie?
Ray! Raymond!
Nie można nikogo zmusić do wazektomii.
- To wbrew prawu. - Przestań.
Mówiła, że mnie nie słyszy.
Teraz na pewno cię słyszała.
Zgadniesz, co powiem?
Że nie można zmuszać do wazektomii?
Chciałam jej to uświadomić, ale nie słuchała.
Dlatego wyrzucili cię z pracy?
Skąd wiesz?
Ponoć zaatakowałeś klientkę.
Nie zaatakowałam jej. Krzyknęłam.
Może nazwałam ją głupią zdzirą...
- Jezu! - Nie jestem z tego dumna.
Dlatego o tym nie powiedziałam.
Ale miałam powód, bo wdała się w romans...
Może straciliśmy klientkę.
- Wiesz, kto to klient? - Potencjalny przyjaciel.
- Klient to pieniądze. - Ruth wróci jutro.
Powiedziałam, że Helen wzięła za dużo leków przeciwbólowych.
Dzięki, Roz.
"Głupia zdzira"?
Są okoliczności łagodzące.
Okazuje się, że ta zdzira miała romans z mężem Fisk.
Wiedziałam, że coś jest z nią nie tak.
Trzeba nią pokierować.
Chcesz, by została?
Nie mam siły na więcej rozmów kwalifikacyjnych.
Wypróbuj na niej swoje patenty mentorskie.
- Dobra. - Jesteś w tym dobra.
Wiem.
- Mogę prosić kawę z mlekiem? - Nie.
Nie twój interes.
Owszem, mój. Cały lokal.
Napij się kawy gdzie indziej.
Więc dzisiaj mam iść gdzie indziej,
ale jutro mogę tu wrócić? Nie?
Cześć, Roz. Mam kawę dla ciebie.
Na dole jest świetna kawiarnia.
Wolę tę kawę. Spróbuj.
- Ciekawy smak. - Dzień dobry!
- Kawa za dolara! - Tak.
- Jest twoja. - Jak im się to opłaca?
Pewnie kupują tańsze ziarna.
Wiesz, jak smakuje? Oszczędnie.
- Kupiłam to dla ciebie. - Zwrócić ci dolara?
To w podzięce za to, że mnie nie zwolniłeś.
Nie kupiłaś jej dla mnie?
Tobie też dziękuję, że mnie też nie zwolniłaś.
- Dzięki, Helen. - Adminie...
Można?
Chcesz najpierw zjeść swoją tłustą przekąskę?
Dali mi to gratis.
- Chcesz? - Też nie.
Nie do mojego kosza, zasmrodzi mi gabinet.
Raymond poprosił,
żebym popracowała nad twoim podejściem do ludzi.
- Świetny komplecik. - Dzięki.
- Gdzie kupiłaś? - Chyba Noni B.
- Widzisz, co robię? - Badanie rynku?
Nawiązuję więź.
Nasi klienci często tracą bliskich. Wiesz, czego im trzeba?
- Komplecików? - Przyjaciela.
Musisz nawiązać więź. Udawałam, że podoba mi się twój strój.
Jeśli ktoś lubi gotować, można poprosić o przepisy.
Jeśli chodzą do kościoła, wspomnij o Jezusie.
"Ciekawe, co zrobiłby Jezus?".
A jeśli to rolnik, zahacz o...
Siano. Krowy. Łajno? Pragnienie żony.
O pogodę.
To też przyszło mi do głowy.
Ale wybrałam łajno.
Dzień dobry.
Witaj.
Nie ściskam się, bo wciąż łupie mnie w krzyżu.
Zaczynajmy.
- Bo...? - Jezus by tak zrobił.
Bo w Gruber i Gruber się działa.
Jeszcze nie znałam tego sloganu.
Zostawiam cię w rękach Helen. George'a już poznałeś.
- Będzie notował. - Jestem adminem.
Specjalistą od spadków.
- Chodźmy. - Rusz się.
Powtórzę raz jeszcze.
Ruth, są tylko dwie możliwości.
Ta albo ta.
- Rozumiesz? - Nie.
Więc powtarzam. Ta opcja,
albo ta, jeśli się zdecydujesz.
Może zrób wykres kołowy? Będzie łatwiej zrozumieć.
Tak. Dobry pomysł. Dasz mi nóż?
Moment. To pomoże.
Wyobraź sobie, że krokiecik to pieniądze twojej matki.
Połowa dla ciebie, połowa dla twojego brata. Proste.
- Czy Dean podda się zabiegowi? - Nie.
- Odpada. - Spróbujmy jeszcze raz.
- Wyobraź sobie... - To plan pogrzebu mamy.
Wybacz, niechcący.
Krokiecik symbolizuje to pieniądze twojej matki.
Wolałabym, żeby symbolizował
penisa Deana, a to - wazektomię.
Raczej strasznie spartolone obrzezanie.
Jeśli pójdziesz tą drogą,
większość, jeśli nie cały spadek, pochłoną koszty prawne.
Jestem prawnikiem. Patrz, to koszty prawne.
Kolejne. Czy to spadek Ruth?
Pycha!
I po spadku.
Już go nie odzyskasz. Moment.
A może jednak.
Poszło. Zostanie ci tylko tyle.
Dean dostanie to i...
Będzie miał też to. Całego penisa.
- Chcę iść do sądu - Nie ma mowy.
- Stanę na podium... - Za pulpitem.
Wszystko wyjaśnię przysięgłym i posłuchają mnie.
Nie będzie przysięgłych.
To nie telewizja. Próbuję ci pomóc.
Potrzebuję innego prawnika.
Weź z serialu Prawo i porządek.
Nie poszło za dobrze.
Mogę gryza kosztów?
Jasne.
- Jak poszło? - Dobrze.
- Mamy tę sprawę? - Możliwe.
Zapomniała planu pogrzebu. Pójdę za nią.
Dopiero co wyszła. Dogonię ją i jeszcze zapytam.
Po co ten nóż?
Lubię gorącą.
Gorące mleko stłumi jej smak.
- Taką chcę! - Wynocha! I Masz zakaz.
- Wiem. Ruth... - To moja prawniczka.
Teraz to prawniczka. Ruth, chodźmy.
Znam lepsze miejsce. Na długo ten zakaz?
Tydzień? Miesiąc?
- Masz żałosny zarost. - Ty też.
To niegrzeczne.
Jest niewiarygodnie nieuprzejmy.
Przepraszam, że położyłam krokiecik na twojej mamie.
- Coś strasznego. - Nie szkodzi.
Mam bardzo ciężki okres.
Rozumiem, przez co przechodzisz.
- Naprawdę? - Tak, Ruth.
Co prawda nie mam brata, który maluje wackiem.
A kto ma?
Ale sama straciłam matkę, z którą byłam zżyta.
Wiem, jakie to trudne. Dasz się zaprosić na kawę?
Chodźmy do jakiejś miłej kafejki.
Dobrze.
To tajna perła Melbourne.
Cześć! Usiądźmy tam.
- Proszę. - Możemy tu usiąść?
Jasne. Jestem stałą klientką.
- Latte? - Poproszę.
Za dolara.
- Pyszna. - Super.
Wiem, że nie chcesz o tym mówić, ale muszę wiedzieć.
- Jak on maluje? - O Boże.
Nie umiem sobie tego wyobrazić.
Ma stronę internetową.
To on.
Naprawdę nim maluje.
Ale mocno wali. To nie boli?
Cześć.
Możecie udawać, że to kawiarnia i pić tę gównianą kawę,
ale nie oglądajcie pornosów. Wyłącz to.
- Serio? - Za dużo fiuta.
Jest naprawdę pyszna. Chcesz jeszcze?
- Czemu nie. - Przepraszam! Michael, tak?
Poproszę jeszcze dwie latte.
Wciśnij przycisk i sama się zrobi.
Samoobsługa.
O rany.
Dobra robota. Mamy sprawę O'Malley
i nikomu nie obetną fiuta.
Wazektomia to nie obcięcie fiuta.
Wyretuszowałem cię.
Niesamowite. Cała ja.
Dużo lepsza. Siedziałem nad tym 23 minuty.
- Dużo lepsza. Dzięki. - Nie ma sprawy.
O nie!
Jestem Dean. Brat Ruth.
Dobra. Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?
Adres dostałem w biurze,
a wpuściła mnie twoja piękna partnerka.
Moja partnerka? O Boże.
- To dla ciebie, Dean. Smacznego. -Cam on, piękna pani.
To znaczy "dziękuję".
Jest wspaniała. Ile w tym miłości.
- Nie jest moją partnerką - Nie oceniam.
Miłość to miłość.
Chcę coś dla ciebie zrobić.
Co?
Boże, nie. Dziękuję.
Pozwól. To wiele dla mnie znaczy.
- Spodoba ci się. - Nie, dzięki.
To wyjątkowa okazja.
Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
Umiesz malować ze zdjęcia?
- Dzień dobry, Fisk. - Cześć, Ray.
- Wielkie umysły myślą podobnie. - Tak, i mam coś.
Prezent do biura. Co ty na to?
Cholera. Podoba mi się. Dzieło sztuki. Klasa.
- To Ahn Doh? - O'Malley. Brat Ruth.
- Kutasso? - Tak.
Więc to wszystko sperma?
Nie, farba. Chyba.
- Super. - Tak.
A mój?
Wyślij mu swoje zdjęcie.
Wolę pozować.
- Wie, że on maluje fiutem? - Tak.
Pozowałaś już kiedyś?
Wiele razy.
Wiele razy.
- Archibaldowi i innym. - Naprawdę?
Patrz na mnie.
- Dobrze. - Jakich farb używasz?
Najchętniej akryli.
- Farby na bazie wody są najlepsze. - Oczywiście.
Nie możesz myć pędzla terpentyną.
I jeszcze.
Teraz namaluję oczy. Spójrz na mnie.
Jedno i drugie. Dobrze.
- Podpisać się? - Będę wdzięczna.
Masz dołek w brodzie? Nie.
- Nie. - Ale masz błysk w oku.
- Jak ci na drugie imię? - Joanne.
- Tak myślałem. - Naprawdę?
NAPISY: PAWEŁ SKŁADANOWSKI Iyuno
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.