Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
KRÓLOWA PUSTYNI
tłumaczenie: foxx_x korekta: Brunsiaczek
-= P.O.L.I.S.H. TEAM =-
Synchro: Peterlin
Początek I Wojny Światowej przyspieszył rozpad Imperium Osmańskiego,
które sprawowało władzę nad Środkowym Wschodem przez 500 lat.
Kolonialne władze dzielą się łupami...
Zakładając, że Imperium Otomańskie zostanie zlikwidowane,
Rosja dostanie Dardanele z przyległymi terenami,
a Włochy wyspy.
- Francuzom to nie przeszkadza? - Im wszystko przeszkadza.
KAIR 1914 - To leży w ich naturze.
A większe terytoria?
Gdy przekazałem im kontrolę nad Syrią i Libanem poszło łatwiej.
Przejdź pan do rzeczy.
Panie Churchill, na pewno chce pan włączyć Liban do Imperium?
Panuje tam tysiącletni bałagan, którego nikomu nie uda się posprzątać.
Syria stanowi jeszcze większy problem.
Sunnici, Szyici, Alawici, Druzowie, Chrześcijanie - wszyscy się żrą ze sobą.
A na północy - Kurdowie. Niech Francuzi się nimi zajmą.
Albo raczej niech spróbują. I niech się na tym wyłożą.
Wiem, skąd ma pan te informacje.
Sugeruje pan, że... od niej?
- Od tej kobiety? - Małostkowe kłótnie dopiero po koktajlu.
Przejdźmy do nas.
Strefa B: nasz obszar wpływów.
Wywalczyłem u Francuzów Bagdad, Batsrę i Kuwejt.
Są pod naszą bezpośrednią kontrolą.
Jak nakreślimy granice?
- Później będzie na to czas. - Nie.
Trzeba to zrobić teraz.
Nasze tereny zaczynają się na południu.
Póki co, to tylko przerywana linia.
- Mamy problem z Ibn Saudem. - Z tym bandytą.
A właściwe dwa. Po pierwsze: chce dla siebie całej Arabii.
Sukinsyn.
Po drugie: chce elastycznej granicy.
Jedno z jego plemion wędruje na północ, do letnich pastwisk.
Tam nie ma pastwisk, tylko ten cholerny piach.
Chce, by granica była zależna od ruchu ludzi, nie od terytorium.
Wschód to nie latający owad. Kto najlepiej zna plemiona?
Ich rodowód, przynależność, wrogów?
Kto najlepiej zna beduińskie plemiona?
I kto będzie nad tym sprawował władzę?
Mówimy o przyszłych królach. Kto najlepiej zna kandydatów?
Ta kobieta. Gertrude.
Jaka Gertrude?
- Gertrude Bell. - To tępa suka.
Egzaltowany, zarozumiały, biadolący o pierdach, natchniony babochłop.
Obwoźna męczydupa, ględząca pipa.
2 LATA WCZEŚNIEJ
- Gertrude, spójrz na mnie. - Matko, dość. Nie ucz mnie manier.
Obawiam się, że jednak jej potrzebujesz.
- Masz się uśmiechać. - Tak, matko.
Nie strasz tych młodzieńców swoim intelektem.
Jak? Nie potrafię udawać głupiej.
Po prostu... z uśmiechem słuchaj tego, co mówią.
To nie będzie łatwe.
Cudnie.
Przecudnie.
Rounton Grange Posiadłość rodziny Lowthian Bell
- I cóż się działo potem? - Po lwie? Zastrzeliłem słonia.
- W południowym Sudanie? - Ma świta łowiecka dotarła aż do Kenii.
Ależ to było safari!
Zapewne na jednym słoniu się nie skończyło.
Najpierw nosorożec, potem lew, i w końcu dwa samce słonia.
Ostał się jeszcze w Afryce jakiś słoń?
Co masz na myśli, młoda damo?
Z wielką chęcią bym z tobą uciekł.
Dokąd? Do Paryża, Indii?
- Do piramid? - Do stodoły, na zewnątrz.
Na siano?
Na kilka minut, nikt nie zauważy.
- Sugerujesz pozamałżeński stosunek? - Jak najbardziej.
- Jak bydło na pastwisku? - Jak najbardziej.
Arnoldzie Runcie, ledwie cię znam.
- Poza tym, że lubisz krowy. - Jak najbardziej.
- Ile ich masz? - 800 sztuk rasy hereford w Newcastle.
I 2000 w Szkocji.
- Rasy angus? - Tak.
Czarny angus.
Panno Bell, to był prawdziwy zaszczyt.
Tutaj, panie Havenhurst.
- Jestem tutaj, po lewej. - Najmocniej przepraszam.
Boże święty...
Ześlij trzęsienie ziemi, błagam.
Nie zniosę tego dłużej. Czuję się udomowiona.
- Duszę się tutaj. - Nie wiem, co ci powiedzieć.
Ja wiem. Nie powinniśmy ci pozwolić na wyjazd do Oxfordu.
Jest jedną z czterech kobiet, która ukończyła tam studia z wyróżnieniem.
Młoda, niezamężna kobieta z dobrej rodzinny nie powinna...
... chodzić po ulicy bez przyzwoitki.
- Gertrude, możesz usiąść? - Nie mam ochoty.
Zawsze cię wspierałem. Patrzyłem, jak wspinasz się po stromych skałach.
Przez twoje łobuzerstwo nianie odchodziły od nas sznurem.
Było, minęło.
Pamiętasz, jak wspięłaś się na to wysokie drzewo w parku?
Miałaś ogromny cień od latarni na plecach.
- Pamiętam. - Miałaś tylko 5 lat, a już czytałaś.
Ktoś nieopatrznie pokazał ci szkicownik Leonarda Da Vinci.
- Pamiętam szkic spadochronu. - A komu potrzebny spadochron?
Każdy go potrzebuje.
Choć złamałaś kostkę, ja pewnie cierpiałem bardziej.
Nawet dziś mnie to boli, gdy o tym pomyślę.
Błagam, zabierzcie mnie stąd. Proszę.
Do Indii, Arabii, gdziekolwiek.
Choć cierpię, gdy nie mam cię w pobliżu,
będziemy musieli cię stąd wypuścić.
Dokąd?
Co powiesz na ambasadę w Teheranie?
MIESIĄC PÓŹNIEJ
Teheran, Ambasada Brytyjska - Przedstawię teraz Gertrude.
Czas, by ludzie cię poznali. Pożycz mi swój kieliszek.
Szanowni państwo! Proszę podejść!
Przedstawiam wam Gertrude Lowthian Bell,
genialną, młodą uczoną.
To dla mnie zaszczyt, że jest moją siostrzenicą.
Właściwie jest córką siostry mojej żony.
I kochamy ją.
Sprawcie, by jej pobyt u nas był dla niej wspaniałym przeżyciem.
Przechodząc zaś do powrotu mej drogiej żony...
Chłopcy, hulaszcze życie się skończyło.
Koniec z jazdą konną na oklep po jadalni.
Koniec z pijackimi orgiami na naszym pięknie przystrzyżonym trawniku.
Koniec z ratowaniem panien w potrzebie.
I koniec z publicznym okazywaniem
dzikiej pogardy dla miłościwie nam panującej Królowej Wiktorii.
Gdyby spędziła tu odrobinę czasu
porzuciłaby zaraz swą dumną wizję Pruderyjnego Imperium.
Za Imperium Brytyjskie!
I za Persję. Państwo poezji o pięć tysięcznej historii.
Dlaczego mój kieliszek jest pusty? Polewać szampana!
Ten zapach jest niewiarygodny.
- I te ptaki! - To słowik.
Gdy płaczę w nocy do poduszki, ona zawsze poprawia mi nastrój.
Ona? Chyba tylko samce śpiewają.
- Nie psuj mojej fantazji. - Wybacz, Flo...
Uszanowanie.
Nazywam się Henry Cadogan.
- Jestem... - Henry jest sekretarzem ambasady.
Tylko trzecim sekretarzem.
Panno Bell, witam w Ambasadzie Jej Wysokości Królowej.
Jej "Pruderyjnej" Wysokości.
Zostałem wyznaczony na pani opiekuna i towarzysza zabaw.
Jeśli będzie pani czegoś potrzebować, proszę dać mi znać.
Tak zrobię.
Henry, pokaż nam swoje bilardowe sztuczki.
Florence, przecież stół jest zajęty.
Proszę.
Nie rób ze mnie cyrkowca.
Zna dwa niesamowite uderzenia. Pokaż nam Księżycową Orbitę.
Florence, zawstydzasz mnie.
- Jak się nazywa drugie uderzenie? - Żabi Skok.
Albo pokaż nam swoje sztuczki karciane. Są najlepsze na świecie.
- Doprawdy? - Proszę.
Florence, to tylko głupia sztuczka. Nie.
Chodź.
Panno Bell, jeśli można coś zasugerować:
w rezydencji najlepiej umiejscowić łożę pod gołym niebem.
Uwielbiam rozgwieżdżone, nocne niebo.
Musiałbym jednak zainstalować moskitierę.
Moskity są okropne.
Panno Lascelles, zanudzamy panią?
Nie, ależ skąd!
- Florence? Podejdź, proszę. - Teraz?
Nowy włoski ambasador ma dla ciebie podarek.
Henry, niedługo wrócę.
Jak w Ogrodzie Bestii.
Idealny mariaż kwiatów i zmysłów.
- Zna pan może znaczenie tych inskrypcji? - Tak.
Są wyryte w średniowiecznym narzeczu języka Farsi.
Mógłby je pan odczytać?
"Niejedną na naukach strawiłem godzinę,
Niejedną miałem radość, iż z nauki słynę,
A oto jest, posłuchaj, treść zdobytej wiedzy:
Z prochu wziąłem początek i jak proch przeminę".
Zna pani poezję?
- Twórczość Omara Chajjama? - Tak.
Chcę się nauczyć jego języka.
Najdroższa matko,
wysyłam ten list korzystając z dzisiejszej poczty dyplomatycznej.
Pierwszy tydzień był niezwykły. Zaczęłam się uczyć Farsi,
by móc czytać poetów w ich oryginalnym języku.
Pomaga mi w tym pan Cadogan, który pracuje w ambasadzie.
Jest miły, inteligentny, oczytany.
Dba o mnie i Florence jak o cenny skarb.
Obdarzyłam go sympatią.
Zaprosił nas dziś na wspólną przejażdżkę.
- Henry, nie możesz jeździć. - Mogę.
Co, jeśli spadniesz?
- Zdarza się najlepszym. - Zranisz się, nie podoba mi się to.
- Może do nas dołączysz? - Boję się koni.
Do zobaczenia.
Panno Bell, to moje ulubione miejsce na tych terytoriach.
Po roztopach, gdy poziom wody jest bardzo wysoki,
pasterze przeprawiają tędy swoje stada na letni wypas.
Stada liczą niekiedy tysiące owiec.
Pasterze płyną wśród nich na nadmuchanych kozich skórach.
- Widziałam to. - Tak?
Na babilońskich płaskorzeźbach. Robili tak 4000 lat temu.
- I wciąż to robią. - Niesamowite.
Czasem wspinam się tam.
Wspinaczka mi nie obca, ale jak się pan tam dostał, na Boga?
Przyznam szczerze, że to całkiem proste.
Wystarczy podejść od tyłu i wspiąć się na górę.
Dlaczego pan tam wchodzi?
Wspinam się tam, gdy czuję się samotny.
A bywam bardzo samotny.
- Tak? - Mam list.
- Dla mnie? - Nie, dla Henry'ego.
- Dla pana Cadogana? - Tak, Henry'ego.
Przekaż mu go, proszę.
- Dlaczego sama mu go nie dasz? - Nie mogę.
Dlaczego?
Zwierzę ci się jak kobieta kobiecie. Nikomu nie powiesz?
- Nie powiem. - Nikomu?
Ani jednej osobie, obiecuję.
Od ostatniego roku... A dokładniej roku, 2 miesięcy i 11 dni...
Tak?
Darzę Henry'ego wielkim uczuciem.
Wspomniał o mnie dzisiaj?
Rozmawialiśmy tylko o pasterzach.
Dlaczego nie możesz dać panu Cadoganowi swojego listu?
Bo nie. Gdybym wysyłała je pocztą, doprowadziłoby to do plotek.
- Jest więcej listów? - Napisałam ich 202.
Co jest... straszne.
Nie mogę ich wysłać.
Florence, moja słodka. Wiesz, że zrobiłabym dla ciebie wszystko.
Ale nie mogę toczyć za ciebie bitw twojego serca.
Najdroższy ojcze,
nie wiem, od czego zacząć.
Orient jest jak przedłużający się sen.
Ciocia razem z innymi wspaniale się mną zajmują.
Pan Cadogan to wyborny przewodnik i opiekun.
Zajmuje się mną i Florence. Pokazuje nam piękne rzeczy na bazarach.
Zawsze jest przy nas, gdy go potrzebujemy.
Prędzej.
Dziękuję, że nas pan tu zabrał.
Zobacz. Oni zjadają głowy.
- Naprawdę? To ich delikatesy? - Owszem.
Ile tu kolorów. Przepięknie.
- To papryka, spróbuj. - Mogę?
Jak powiedzieć "dziękuję"?
Czyż tu nie jest cudownie, Florence?
Panno Bell.
Nie zmrużyłem oka mając nadzieję, że panią zastanę.
Nie przyszłam tu na partyjkę bilarda.
Zatem dlaczego?
Żeby zobaczyć pańskie karciane sztuczki.
Rozumiem.
Czyli sztuczki karciane.
Musi pani tu podejść.
Jak pani widzi, talia została już przetasowana.
Czerwone i czarne karty ułożone są przypadkowo.
Ta sztuczka to diabelski przekręt.
Od teraz nie będę dotykał kart.
- Pani zrobi to za mnie. - Ja?
Rzucę na panią urok.
I pod tymże urokiem, bez patrzenia,
będzie mogła pani określić kolor karty.
Bez patrzenia na karty?
Niemożliwe. Reguły prawdopodobieństwa temu przeczą.
Jednakże pod moim urokiem
nie ma żadnych reguł.
Proszę zaczynać.
- Bez przekładania talii. - Nie przekładam.
Jaki ma kolor?
Czarny.
Czarny.
Czerwony.
Czarny.
Czerwony.
Czarny, czarny.
Czerwony, czerwony, czerwony.
Przecież dotknął pan ponownie kart, gdy je pan przełożył.
Gertrude, jesteś bardzo bystra.
Tylko tobie udało się to zauważyć.
Nazwałeś mnie po imieniu, Henry?
Tak.
Czy ty również nazwałaś mnie po imieniu?
Sza. Ściany mają uszy.
Na czym naprawdę polega ta sztuczka?
Nie powiem ci.
Ale jesteś bardzo blisko.
Naprawdę?
Uwielbiam tutejsze ptactwo.
Dlatego tu przychodzę.
To Wieża Ciszy.
Na pewno chcesz wejść na samą górę?
Tak.
Mogą być tam kości,
czaszki
i sępy.
A jeśli rozgniewamy sępy?
Pewnie już nas usłyszały i odleciały.
To tu Zoroastrianie zostawiali zmarłych na pożarcie sępom.
Dla nich to były święte zwierzęta.
Boisz się?
Nie.
Gertrudo Lowthian Bell,
pragnę cię pocałować.
Ale może nie tutaj.
Biegiem, za mną.
Florence, przestań szlochać.
- Ojcze... - Frank!
- Nie frankuj mi tu. - To dziewczyna.
Mój stół to strefa wolna od płaczu.
- Najwyraźniej wolałbyś mieć syna. - Absolutnie nie!
Choćbyś powiła jednogarbnego wielbłąda, nie robiłby mi to różnicy.
Posłuchaj, słonko. Płakanie ma też pewną zaletę.
Gdy się porządnie wypłaczesz, nie musisz tyle siusiać.
Odpalmy po cygarku.
Chleb... Kawałek chleba.
Bochenek chleba.
Wino... Flasza wina.
Świetnie ci idzie.
- Naprawdę? - Tak.
"Chleba bochenek tam i flasza wina, Z wierszami książka, cienia odrobina
I Ty – i śpiew Twój przy mnie na pustkowiu, A rajem dla mnie ta pusta kraina".
Poczytaj mi więcej.
Spójrz na ten wers.
"Jak ptak w sidłach myśliwca, tak my w sidłach doli..."
- To Aleksander Wielki. - Tak.
Spogląda na ciebie 2.200 lat historii.
- Ta moneta jest dla mnie? - Nie.
Tylko jej połowa. Zleciłem złotnikowi, by przeciął ją na dwoje.
Połowa dla ciebie, połowa dla mnie.
Gdziekolwiek będziemy niech to dowodzi, że należymy do siebie.
Gdy jedno z nas umrze, drugie zatrzyma całą monetę.
Gertrudo Lowthian Bell.
Wyjdziesz za mnie?
- Czy dobrze cię usłyszałam? - Tak, wyjdź za mnie. Zrobisz to?
- Nie powinieneś być na klęczkach? - Niech to.
Taka gafa.
- Tak. - Naprawdę?
Teraz lepiej? Zostaniesz moją żoną?
Zostanę.
Henry?
Co ty wyprawiasz?
Jak minąłeś strażników nosząc drabinę?
Znam wszystkie przydatne sztuczki.
Przecież mogłeś upaść i się zabić.
Pewna tajemnica spędzała mi sen z powiek.
- Jaka tajemnicę? - Bo widzisz...
Jestem zakochany w twoim uśmiechu.
Lecz wielu mężczyzn zakochanych jedynie w uśmiechu
popełniło błąd żeniąc się z całą kobietą.
Oto cała ja.
Ciekawe, czemu ojciec mi nie odpisuje.
Nie martw się, opóźnienia to norma. Poczta jest sortowana w Londynie.
- Dwa dni temu nadałam telegram. - Z ambasady?
- Więc wszyscy o nas wiedzą? - Nie, pytałam tylko, czy mi odpisał.
Nie otrzymałam od niego żadnej odpowiedzi.
Martwię się.
Mogę w czymś pomóc?
Przysyła mnie poczta. Nie mam telegramu,
ale przyszedł do pani ten list.
Wiedziałem, że pani czeka. Zawsze przy pani czuwam.
- Oddałbym... - Co by pan oddał?
Oddałbym życie za taką kobietę, jak pani.
Pośpieszę do domu i rozmówię się z mym ojcem.
Miłości nie można trzymać w ryzach. Zostań.
- Jego osiągnięcia mi nie imponują. - Nie obchodzi mnie to.
Wiesz, jak mało zarabiają młodsi dyplomaci?
Z ukochanym mężczyzną mogłabym żyć i w namiocie.
- Wiem o nim coś, czego nie wiesz. - Wiem o nim wszystko.
Ten mężczyzna jest hazardzistą. Zebrał mu się niemały dług.
I ty zaczynałeś z długiem, gdy budowałeś swoją hutę.
- I tak się nie zgadzam. - Dlaczego?
Nie pobłogosławię swym przyzwoleniem tej... dziecinady.
"Pijany słowik pozyskał róży pąk - bo miał szczęście.
Lecz kolce...
...pokłuły mu ufne serce – to nieszczęście."
Ten list przybył właśnie z Teheranu.
"Moneta i ubrania pana Henrego Cadogana
zostały znalezione w stanie nienaruszony na skale przy rzece.
Zaś ciało pana Cadogana znaleziono następnego dnia na dnie klifu
po przeciwnym brzegu rzeki.
Ambasada łączy wyrazy współczucia w związku z tym nieszczęśliwym wypadkiem".
To nie był wypadek.
Jest też krótka wiadomość od Cadogana. Wahałem się, czy ci ją dać.
Zostawię cię samą.
"Objęcia wiecznej miłości odgonią wszelkie problemów ilości."
"Przyjemnie rozmyślać o owocach uczuć,
o tym, co łatwe i piękne było, lecz w życiu trudno mieć szczęście.
Poganiaczu wielbłądów, mój bagaż spadł, dzięki Bogu.
Wszelka podróż z tym brzemieniem bzdur – to samo nieszczęście.
Twarz moją i oczy pokrył drażniący kurz drogi.
Koło fortuny stanęło, zazdrosne krzyki poginęły w głuchym grobowcu - na szczęście.
Krągłolica królowa piękna zgnębiła Hafiza,
a jej gra perfidna oszukała go – na nieszczęście.
TRZY LATA PÓŹNIEJ
Po raz pierwszy w życiu wiem, kim jestem.
Moje serce należy teraz tylko do pustyni.
AMMAN 1906 KONSULAT BRYTYJSKI
Dlaczego samotna kobieta chce wyruszyć na pustynię w trakcie wojny?
- Czy kiedykolwiek doświadczył pan pustyni? - Co to ma do rzeczy?
Co panią tu sprowadza? Dlaczego opuściła pani Anglię "na dobre"?
Wątpiłam w siebie, lecz doznałam nagłego objawienia.
Pozwoli pani, że będę szczery. To brzmi żałośnie.
Co pani zamierza?
Chcę poprowadzić ekspedycję archeologiczną, która zbada Beduinów.
Beduinów? Na Boga...
Nie ma mowy.
Przypominam, że Beduini są pod turecką jurysdykcją.
- Poprosi ich pani o zgodę? - Nie, tak jak nie zamierzam prosić pana.
Proszę nie zapominać, że jesteśmy w trakcie przejmowania ich imperium.
Nie chcę, by zaprzepaściła pani te wysiłki
podjudzając do konfliktu z Turcją. Beduini mają własne wewnętrzne spory.
Pani mała eskapada nie przyniesie żadnych korzyści i jest niebezpieczna.
Nie posiada pan uprawnień, by mnie zatrzymać.
- Nigdzie pani nie jedzie. - Właśnie, że jadę.
Już tam byłam i zamierzam wrócić. Miłego dnia.
Jeśli będę musiał, poinformuję tureckie władze o pani planach,
a wtedy panią schwytają. Nie pozwolę na realizację tego idiotyzmu.
- Fattuh. - Panno Bell?
Wiecie, że możemy zostać aresztowani?
Jestem przygotowany.
- Nawet na to? - Fattuh jest zawsze przygotowany.
Wszyscy jesteście aresztowani!
Poruczniku, mogę panu w czymś pomóc?
Kto pozwolił pani wyruszyć w środku nocy bez stosownego upoważnienia?
- To jakieś nieporozumienie... - Oto upoważnienie.
- Kim jesteś? - Fattuh, sługa panny Bell.
Wiem, kim pani jest. Jesteście uzbrojeni?
Nie jesteśmy.
- Ten dokument pochodzi... - Bezpośrednio z ministerstwa w Istambule.
Proszę przyjąć moje przeprosiny. Otrzymałem rozkazy od dowództwa...
Zapewne nie zostali poinformowani przez rząd.
Biurokracja przypomina labirynt. W Londynie mamy tak samo.
- Naprawdę? - Tak.
Dziękuję, poruczniku. Pańskie konie wyglądają na spragnione.
Może zechce pan z nami odpocząć?
- Skąd wziąłeś upoważnienie? - Od jednego skryby z ammańskiego meczetu.
Za porcję dobrego bakchichu sfałszuje wszystko.
Poruczniku, przybywa pan z garnizonu przy kolei?
- Tak, pani. - Ilu jeźdźców tu stacjonuje?
Około 60, ale ich liczba maleje. W kwietniu mieliśmy 100.
- Artyleria? - Przepadła.
- Nie powinienem pani tego mówić. - Jestem tylko podróżniczką i badaczką.
Wszyscy wiedzą, że siły Imperium Osmańskiego słabną.
Gazety już o tym trąbią.
Mojego posterunku nie ma w gazetach.
- Poruczniku, co pan powie na zdjęcie? - Jest pani bardzo uprzejma.
- Pan i pańscy ludzie, zgoda? - Bardzo chętnie.
Nie chcę naruszać tajemnicy wojskowej, dlatego przekażę panu negatyw.
- Może pan go wywołać w Ammanie. - Dziękuję.
Proszę stanąć na samym środku.
Dokładnie. Jakie piękne światło.
Ptaszek leci.
Doskonale.
Drogi Pamiętniku,
Dotarliśmy do oazy - krainy z beduińskich baśni.
Samotność pustyni daje mi pociechę w mej własnej samotności.
Fattuh spytał mnie, dlaczego zawsze proszę o dwie szklanki herbaty.
Powiedzieć mu, że druga szklanka jest dla mężczyzny, mieszkającego w mym sercu?
Dzień w dzień poruszamy się naprzód.
Rozbijamy obóz w znajomej nam już rutynie.
Im głębiej zanurzamy się w pustynię, tym bardziej wszystko zdaje się być snem.
Czasem wędrujemy po terenach niemal nie do przejścia.
Jakby pod butami chrzęściła sól, albo kawałki stłuczonej porcelany.
Często nie podążam za mapą, a tam, gdzie mnie poniesie ciekawość.
Na wschód od Morza Martwego zwiedziłam ukryty wąwóz Wadi Mujib.
Nie sądziłam, że na pustyni znajdę tak czystą wodę.
Im głębiej wchodziłam w ten tajemniczy labirynt,
tym bardziej sama się poznawałam.
Tuż przy końcu wąwozu Fattuh znalazł coś osobliwego.
Był to neolityczny trzon włóczni. Miała przynajmniej 10.000 lat.
Założyłam, że w czasach prehistorycznych odbywały się tu działania wojenne,
a ten wąwóz był swoistą warownią. Ale Fattuh stwierdził: "To niemożliwe.
W dawnych czasach świat był rajem.
I znów nim będzie, o ile będziemy prowadzić prawe życie,
jak przewidział Prorok.
W raju nie istnieje czas, starość, ani przestrzeń.
Czeka na nas".
Te słowa zachęciły mnie, by bardziej zgłębić archeologię.
Nieopodal wąwozu znajdują się brytyjskie wykopaliska w Petrze.
Tego dnia podróż była trudna, ponieważ zaskoczył nas deszcz.
- Pozdrowienia. - Witam w naszym domu, panno Bell.
Jestem Campbell Thompson. To mój kolega, T.E. Lawrence.
Co oznaczają pańskie inicjały?
Thomas Edward. Oba imiona napawają mnie wstrętem.
- Proszę mówić mi Lawrence. - Jak sobie życzysz, Lawrence.
- Wiedzieliśmy, że pani przybywa. - Naprawdę? Nie wyprawiliśmy posłańców.
Gwiazdy widziały panią w nocy, a za dnia piasek ogłosił pani przybycie.
Proszę wybaczyć, zawsze tak gada.
- Co taki małolat robi w tym miejscu? - Ten małolat ma doktorat z archeologii.
Ze średniowiecznego garncarstwa.
Ciągnie się to za mną, jak pierd starej niewydymki.
Jakże bym chciał się go pozbyć.
Za mną.
To miejsce to dziura. Ciągle plądrują je złodzieje grobów.
- Utknęliśmy tu. - Lawrence liczył na hałdy złota.
Boże, ześlij nam chociaż bibliotekę babilońskich tablic.
Niemcy wykopali takie w Mezopotamii.
Nasze techniki wykopaliskowe nie mogą się im równać.
To prawda, kochanie.
"Kochanie"?
Popełniłem błąd zakładając ten pas.
Takie pasy noszą tu tylko kawalerzy.
I?
I tubylcy pracujący przy wykopaliskach próbowali znaleźć mi żonę.
Żona dla mnie. Okropność.
Usłyszeli o twoim przybyciu i wieść gminna doniosła, że jesteś moją narzeczoną
przysłaną z Anglii.
Twój wybranek chyba się jeszcze nie urodził.
Imperium Osmańskie wkrótce upadnie, a resztki Cesarstwa Rzymskiego wraz z nim.
Co według ciebie nastąpi?
Chaos.
Chaos i wojna.
- Imperium Brytyjskie przejmie władzę? - Nie sądzę.
Arabscy fundamentaliści będą sobie rościć prawo do władzy.
- Oni są przyszłością. - Być może.
Ale tak wielka zmiana może zająć całe wieki.
- Dojdzie do tego za naszego życia. - Dość o polityce.
- Albo za kilka dekad. - Jesteśmy archeologami.
- Jestem tylko podróżniczką. - Zatem za podóżników.
I za tych, którzy wykopują tajemnice spod powierzchni ziemi.
Wybacz, nie mamy szklanek.
Wiesz co, Gertrude? Nieważne, co inni mówią.
Patrząc na ciebie skąpaną w łagodnym blasku ogniska z gorzałą w ręku,
myślę, że byłabyś cudowną żoną.
Gertie!
Jadłaś śniadanie?
Mam kaca.
Mój ból głowy jest rozmiarów Cesarstwa Rzymskiego.
Gdyby tak teraz płonął Rzym,
przy akompaniamencie śpiewu Nerona. Podłożył ogień, bo miał taki kaprys.
- To były czasy. - Mów ciszej.
Gertie, nie możesz odejść.
Inaczej miejscowe kobiety znów zaczną szukać mi żony.
- Mam cię pocałować przed wszystkimi? - A jakże.
- Mój pocałunek cię wyzwoli. - Cudownie.
Gertie...
- Proszę, nie wychodź za mnie. - Nigdy w życiu.
TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
DAMASZEK BIURO KONSULA BRYTYJSKIEGO
Zapraszam. Panno Bell, pan konsul.
Witam z powrotem, panno Bell.
Zanim zaczniemy, gratuluję nawiązania dialogu z tureckimi władzami.
Miałam swego rodzaju upoważnienie.
- Jak je pani sfałszowała? - Zrobił to skryba z meczetu.
Jeden z najlepszych. Mój sługa się z nim skontaktował.
- W razie potrzeby, coś załatwimy. - Imperium gardzi takimi sztuczkami.
Oczywiście.
Nie licząc sfałszowania niemieckich i tureckich banknotów.
Proszę usiąść.
Zamierzam wybrać się do Dżabal al-Duruz.
- Nie mówi pani poważnie. - Bardzo poważnie.
- Nikt tam nie podróżował od dziesięcioleci. - Zatem najwyższy czas.
Brytyjskie wojsko pani nie wspomoże. Druzowie uznaliby to za prowokację.
- Jako żołnierz... - Major Królewskich Fizylierów.
- Znamy się już całkiem dobrze. - Majorze.
Proszę jedynie o pomoc, którą pan wcześniej łaskawie zaoferował.
Choćbym milczała przez parę miesięcy, proszę nikogo nie wysyłać.
- Druzowie wezmą panią za szpiega. - Może nim jestem.
Mogę być szpiegiem. Ale tylko dla samej siebie.
- Jestem żoną konsula. - Po co tak formalnie.
Proszę jej mówić Judith. Witamy.
Przyniosłam dla państwa prezenty.
- Jak miło. - Kupiłam na bazarze.
- Co się z tym robi? - Podziwia się.
Dobrze leży w dłoni. Nada się do krojenia cebuli.
Zapraszam.
Druzowie są pełni zaciekle niezależni i nienawidzą Turków.
- Tylko im udało się ich pokonać. - Dlatego są tacy interesujący.
Włączyli do swojej wspólnoty Chrześcijan, Gnostyków, Neoplatonistów.
- Jest ich tam więcej, niż Muzułmanów. - Proszę, nie mówmy o Platonie.
- Więcej kuskusu? - Nie mówimy o Platonie,
tylko o poważnym zagrożeniu, jakim jest wiara panny Bell.
Myślę, że warto.
Bądź ostrożna. Druzowie za nic mają moralne zasady.
Najeżdżają i wyżynają, nie oszczędzając nikogo.
Póki mają proch i siłę, by pociągnąć za spust,
- zabiją każdego, kogo napotkają. - Okropieństwo.
Przyjmij je.
Nie, to zbyt wiele.
Kochanie,
wielokrotnie wspominałeś, że nigdy nie oddasz tych pistoletów.
Cóż...
A jednak je oddaję.
Pani, panno Bell.
Mnie?
POŁUDNIOWA SYRIA TERYTORIUM DRUZÓW
Podróżując po niezmierzonych połaciach beduińskiej ziemi,
zaczęłam rozumieć złożoność ich plemiennych stosunków.
Fattuh mnie z nimi zaznajomił.
Powiedział, że największy konflikt trwa między Druzami a Beni Sakhr.
Martwię się o Omara.
Dopiero dziś rano dowiedziałam się, że należał do Beni Sakhr.
- Powinniśmy go zostawić? - Między nimi nie ma litości.
Kiedy Druz spotka Beni Sakhr, tylko jeden odejdzie żywy.
Panno Bell.
Tak?
Zdałem sobie sprawę, że Druzowie zdemaskują Omara po jego akcencie.
Nie pomyślałam o tym. Co zrobimy?
Spytaj Omara.
Omarze, odesłać cię, nim będzie za późno?
Omar nagle nam ogłuchł i stał się niemową.
- Kiedy? - Godzinę temu.
- Jesteście moimi więźniami, zgniecie. - Moje życie należy do waszego szejka.
Zabierz mnie do niego.
- Jest pani ranna. - To nic.
Drobnostka. Zabierz mnie do swojego szejka.
Natychmiast.
Do wejścia dla kobiet.
Ta kobieta zasiądzie razem z mężczyznami.
Usiądź.
Siadaj, kobieto.
Proszę.
Kim jesteś, że ośmielasz się tu przychodzić?
Gertrude Bell, poddana Imperium Brytyjskiego.
Dzięki Bogu, nie jesteś Niemką. Spocznij, proszę.
Każdego dnia mu za to dziękuję.
- Jesteś szpiegiem? - Nie, pisarką.
Opisuję piękno tego kraju i jego ludzi.
Więc jesteś poetką.
Poniekąd. Jednak nie opisuję rzeczy, które widzę.
Jedynie nazywam ich piękno.
Jak niegdyś Wergiliusz, rzymski poeta.
Tworzył eneidy.
Tak...
Proszę wybaczyć, ale skąd szejk Druzów wie o Wergiliuszu?
Podróżowałem... incognito.
Byłem w Damaszku, Bejrucie, Paryżu...
Rzeczywiście, on niczego nie opisuje. Nazywa piękno drzew, uli pszczelich
i życia jako takiego. Jest podobny do naszych poetów.
To prawda.
- Mogę przywołać zaufanego sługę? - Proszę bardzo.
Przynieś proszę moją drewnianą walizkę.
Mam nadzieję, że moi ludzie pani nie skrzywdzili.
To tylko powierzchowna rana. Jak to mówią - do wesela się zagoi.
Proszę im wybaczyć. Inaczej nie potrafią.
Przepraszam.
Przychodzę z darem.
Podarowano mi je, są dla mnie bardzo cenne. Teraz przekazuję je tobie.
Wspaniałe.
Zostań jako mój gość.
Jesteś pod ochroną naszego plemienia.
DAMASZEK TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ
Dobrze, że pani wróciła. Z bitewną raną, ale żywa.
To nic takiego. Ale muszę się do czegoś przyznać.
- Oddałam pańskie pistolety. - Należały do pani.
- Ale sprezentował je pan mnie. - W końcu się do czegoś przydały.
- Przepraszam. - Proszę przestać, w końcu coś się dzieje.
Naboje.
Mam nowy cel - Hail.
To środek arabskiej pustyni. Zamknięta strefa.
Mamy stamtąd tylko kilka raportów z 1850.
- Na Boga, dlaczego Hail? - To mityczne centrum arabskiego świata.
Chcę się spotkać z Emirem Ibnem Rashidem. To przywódca Arabii.
- Kto wyruszy z panią? - Fattuh i moi ludzie.
Co? Ufam im.
Przybyła pani za wcześnie.
- Mam wrócić później? - Nie, nie.
Co pan robi?
- Ten ogier jest dla pani. - Dla mnie?
Będzie pani potrzebny najlepszy wierzchowiec w Arabii.
Nigdy nie widziałam, żeby ktoś malował konia.
Cóż...
- Co? - Muszę się do czegoś przyznać.
Ukradłem go dla pani.
- Ukradł pan dla mnie konia? - Proszę zobaczyć, co potrafi.
Brawo, Salhadin.
Właściwie go nie ukradłem, a raczej przywłaszczyłem.
- Od kogo? - Od Turków.
- Czyli od wroga. - Jak?
Zrobiłem dwie rzeczy.
Zapłaciłem reporterowi lokalnej gazety, by napisał o chorobie wśród koni.
Później podszyłem się pod weterynarza.
W tureckim garnizonie oceniłem, że tego ogiera trzeba natychmiast zabrać
i poddałem go kwarantannie.
Zatem, wielmożny pan brytyjski konsul...
Ukradł dla pani konia.
- Wezwałem panią, ponieważ... - Nikt mnie nie wzywa.
Zaprosiłem panią.
- Ujdzie. - Przejdźmy zatem do sedna.
Wyruszyła pani w podróż, a ja nie byłem temu przychylny.
Delikatnie mówiąc.
W obliczu wzrastającego rozmiaru Wielkiej Wojny,
nasz kraj byłby niezmiernie wdzięczny,
gdyby pani ciekawość przybrała bardziej... systematyczną formę.
To znaczy?
Byłaby pani naszym jedynym szpiegiem na tych niezbadanych terenach.
W wielkim skrócie:
Nie.
- Tak po prostu? - Tak po prostu.
Nie pracuję dla nikogo.
Co panią tak przyciąga do tych Beduinów?
Coś, czego pański świat nigdy nie zrozumie.
Ich wolność. Ich godność.
Ich poezja życia.
Miłego dnia.
- Ależ panie Wylie! - Mów mi Richard.
Richardzie...
Nie jestem gotowa.
- Nigdy nie będę... - Z kim?
Już nigdy nie będę z mężczyzną.
Straciłam kogoś.
- Straciłaś? - Tak.
Jestem wdową.
Wdową?
Tak... To znaczy, nie.
Tak jakby.
- W takim razie idiota ze mnie. - Nie...
Wybaczysz mi?
Oczywiście.
- Czego jeszcze potrzebujemy? - Chininy i antidotum przeciwko skorpionom.
Antidotum odpada. Będziemy ostrożni.
Żaden Beduin nigdy nie został ukąszony.
Jak pani sobie życzy.
Na tym bazarze znajdziemy wszystko. Moskitierę, składane łóżko, wannę.
- To się przyda. - Ma pani dobre oko.
Zapewniam, że są najlepsze.
- Muszę coś wyznać. - Znowu?
Tak.
Koń był wspaniały, ale nie podołałby pustynnym wydmom.
Co zrobiłaś?
Wymieniłam. Fattuh wymienił go na targu za cztery najlepsze wielbłądy. Są tam.
Wybacz.
Gertrude, nie odchodź. Nie teraz.
Nie mam wyboru, Richardzie.
Moje serce nie jest gotowe.
Czuję to.
- Zostań chociaż parę tygodni. - To ostatnie dni grudnia.
Niedługo pustynia będzie niedostępna.
- Uschnę z tęsknoty. - Proszę, nie opowiadaj głupot.
- Bez ciebie będę samotny. - Masz żonę.
W nieszczęśliwym małżeństwie samotność doskwiera najbardziej.
Wystrzeliłeś z tym jak Filip z konopi. Jesteś żonaty, nigdy nie będę twoja.
Wszystko załatwię.
Będziesz do mnie pisać?
Z każdego posterunku pocztowego na pustyni.
Napiszę dla ciebie pamiętnik.
- Wiatr szuka schronienia. - Przed czym?
Przed piaskiem.
I burzą.
1 STYCZNIA 1915
ŚRODKOWA ARABIA MAŁY NEFUD
Pani pokaże, jak to zrobić?
- Ugotować jajko? - Pustynia nie zna jajek, ani kur.
- Gotuj przez pięć minut. - Pustynia nie zna minut.
- Tyle, ile trwa modlitwa. - Ma pani dar.
Richardzie,
To dziwne. Próbuję o tobie nie myśleć,
a jednak tu, na pustyni, nie potrafię o tobie zapomnieć.
Mój kucharz nie zna pojęcia czasu. Nigdy nie gotował jajka.
Ledwo wróciłam, a już czuję się swobodnie. Jakby pustynia była moim domem.
Cisza i samotność otaczają mnie, niczym nieprzenikniona zasłona.
Śpi się tu spokojniej, niż w cywilizacji.
Natomiast sama pustynia... wciąż pozostaje nieokiełznana.
Przed plemiennymi wojnami, to miejsce tętniło życiem.
Teraz mieszkają tu tylko duchy.
Co to jest?
Jakim cudem?
Są od konsula.
Posłaniec konsula musiał je wozić dzień i noc.
Zostańmy tu na noc.
Ukochana,
Jesteś poślubiona pustyni, lecz me serce należy do ciebie.
Gdybym był wolny, a noc byłaby idealna,
porwałbym cię w ramiona i skradł całusa.
Czuję się, jakby sam Bóg nam błogosławił.
Cóż za błogość!
Doświadczymy jej jeszcze, gdzieś na krańcu czasu.
Nie mogę spać... Nie mogę spać...
Jest pierwsza w nocy.
Powód mej bezsenności jeden - TY.
Mówiłeś, że płonę żywym ogniem, który strawia mnie w całości.
Głos, który próbuję odgonić, mówi: "Walcz o mnie, zdobądź mnie".
A jednak...
Richardzie,
Nie mam wątpliwości. Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.
Ochrzciła cię pustynia i tylko tam znajdziesz wybawienie.
Kiedy jesteśmy w drodze czuję, że podążają za nami jedynie nasze cienie.
Jakby przypominały nam o naszych poprzednich życiach.
Ikry pani nie brakuje. Zupełnie jak beduińskim mężczyznom.
- Zmierza pani do Hail? - Owszem.
Chcę się spotkać z Ibn Rashidem.
Więc mamy dużo do omówienia. Ma potężnych wrogów.
- Ibn Sauda? - I wielu innych.
- W Hail go pani nie znajdzie. - Gdzie zatem?
- Wojuje na południu. - Byłam przekonana, że trwa pokój.
Już nie. Proszę mieć się na baczności.
W Hail dochodzi do wielu zabójstw.
- Mam to zjeść? - Tak.
Proszę spocząć. Tak bezinteresownie mnie pan przyjął.
Bawił wspaniałymi opowieściami z pustyni.
Każdy Beduin jest bardem.
Dzięki panu wiem też więcej o plemionach i o Hail.
Proszę przyjąć wyrazy wdzięczności.
Chcę panu podarować moją lornetkę.
Widzę teraz jasno, już jej nie potrzebuję.
Dla pana.
Jestem pustynną włóczęgą, a jednak bogactw mam pod dostatkiem.
Dziękuję. Ahmed będzie pani przewodnikiem.
W drodze nie spotka pani nic złego, ale Hail to pułapka, z której nie ma wyjścia.
Inshallah. Wróć do nas - żywa.
Inshallah.
Widać z niej na bardzo duże odległości.
Nie wiem, po co wysłali niewolników, ale jednego jestem pewien - to zniewaga.
Tylko kobieta jest zaproszona. Mężczyźni zostają.
Jestem Ibrahim.
Jestem Fatima, ciotka Emira. To Turkia, dotrzyma ci towarzystwa.
Witaj w Hail. Zapewne jesteś Damą Pustyni.
- Plotki dotarły szybciej od twych wielbłądów. - Nazywam się Gertrude Bell.
Kto cię przysłał?
Nikt. Przyjechałam tu z własnej woli.
Z własnej woli?
Jestem obeznana ze światem. Pochodzę z Istambułu.
Byłam prezentem od Sułtana dla Emira Rashida.
Co zamierzasz?
Chcę się spotkać z Emirem Rashidem.
Emir Rashid opuścił Hail.
Razem ze swoimi kobietami i wojownikami z plemienia.
Mnie jednak zostawił.
- Był gościem Emira? - 6 lat temu u Emira Harruda.
Co się stało?
Ten pałac jest pełen spisków i morderstw.
- Co się stało Emirowi? - Został zamordowany.
Jego następcy też. Wszyscy, w ciągu kliku lat.
Eunuchów zabito razem z nimi, a harem przekazywano z ręki do ręki.
- Więc kto teraz rządzi? - Prawie cała jego rodzina nie żyje.
Jest młody i narwany. Plądruje północne stepy.
Jego ciotka, Fatima, jest teraz prawdziwym Emirem.
Piękne.
Jestem tu więźniem już o trzech tygodni.
Nie jesteś więźniem. Dobrze zajmujemy się twoimi ludźmi.
Zostaniesz tu, dopóki Emir nie podejmie decyzji.
- Jakiej decyzji? - O tym, czy cię tu zatrzymać.
W jakim charakterze?
Chciałabym, żebyś dołączyła do jego haremu.
Byłby zachwycony.
Fatima...
Nie chcę tego.
Kiedy wróci?
Wiesz to?
- Witam mojego gościa. - Chciał powiedzieć: "Witam nową żonę
- w moim haremie". - Dokładnie, moją żonę.
Emirze.
To zaszczyt cię poznać, jednak jestem już zamężna.
Należę do haremu brytyjskiego konsula.
Nasze małżeństwo mogłoby wywołać międzynarodowy skandal.
Powiedziano mi co innego.
"Zamężna kobieta jest nietykalna".
Tak nauczał Prorok, pokój z Nim.
Drogi Richardzie,
Po tym, co zobaczyłam jestem pewna, że dom Rashida zmierza ku upadkowi.
Teraz jaśniej świeci gwiazda Ibn Sauda.
Przyszłość Środkowej Arabii należy do niego.
Poinformuję o tym Brytyjsko-Arabskie Biuro.
Tereny, plemiona i rządy, które poznałam przez te kilka lat wędrówki,
składają się na wyjątkowy obraz, który tylko ja mogę namalować.
Czuję, że długi okres przygotowania na nieznane dobiegł końca.
Stoję teraz u progu nowego przeznaczenia.
Pozostaje mi tylko powrócić do ciebie.
DAMASZEK
Znajdźmy jakieś spokojne miejsce.
- Czytałem twój pamiętnik. - Napisałam go dla ciebie.
Świat się zmienia.
Będąc na pustyni nie zauważyłam nawet, że konflikt zmienił się w Wojnę Światową.
Trwa już w całej Europie.
Rosja, Japonia...
Ameryka również przyłączy się do walki.
Gertrude, muszę ci coś powiedzieć.
Zaciągnąłem się do czynnej służby.
Spodziewałam się tego.
Gdy wrócę z wojny, załatwię wszystko z Judith.
Wtedy będziemy wolni.
Już wolę kulkę w łeb niż żyć bez ciebie.
Dlaczego tak mówisz?
Gertrude...
Powinnaś wiedzieć, że Judith odgraża się samobójstwem, jeśli się z nią rozwiodę.
- Rozumiem. - Nie wierzę jej, ale...
Miłość jest okrutna. Nikogo nie oszczędza.
KAIR 1915 BIURO ARABSKO- BRYTYJSKIE
Gertie jako orientalna sekretarka. Moje gratulacje.
Odwrócisz to miejsce do góry nogami.
- Ci wszyscy ludzie to twój personel? - Owszem.
A ty zostałeś starszym doradcą. Stałeś się politycznym zwierzęciem.
- Powiedzmy, że cię lubię, ale... - Co?
Jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. A ty stałaś się swego rodzaju królową.
Jestem tylko kobietą, która tęskni za swym lubym.
Za oficerem, który mężnie walczy na wojnie.
Właśnie tak.
Panno Bell, proszę bliżej. Chcemy uchwycić piramidy.
- Panie Churchill, proszę się nie ruszać. - Czego pan oczekuje od konferencji?
Jednego, chłopcy: Nowego porządku w świecie arabskim.
Jak zainteresowanie Bliskim Wschodem wpłynie na Indie Brytyjskie?
Churchill sprzedaje to jako osiągnięcie Imperium Brytyjskiego.
- A nie jest tak? - Daj spokój. Pozbawiamy ich autonomii.
Arabowie stają się samoświadomi. To ich osiągnięcie.
Oczywiście.
Lwy Imperium Brytyjskiego.
Panie Lawrence, tutaj. Żeby piramidy były w tle.
Mamy dobre ujęcie. Trochę na lewo.
- Proszę się nie ruszać. - Sceneria jest fantastyczna.
Wybornie, macie to? Jeszcze jedna wywrotka, panie Churchill.
Moje cygaro... zgasło. Świat się kończy.
- Jeszcze raz, panie Churchill. - Wyglądacie znakomicie.
- Patrzy na was 4.000 lat historii! - Lawrence, przymknij się.
- Napoleon powiedział to przed tobą. - Wszyscy razem, doskonale.
Straty pod Gallipoli są druzgocące. 30.000 australijskich żołnierzy
- zginęło w ciągu jednego dnia. - Generale, to tajne.
Nie obchodzi mnie to. Do jutra świat będzie leżał w gruzach.
Atak poprowadził Doughty-Wylie. Już został odznaczony Krzyżem Wiktorii.
Richard? Richard Doughty-Wylie ?
- Z Królewskich Fizylierów. - Krzyż Wiktorii przyznaje się pośmiertnie.
Zgadza się. Szukał śmierci na polu bitwy.
Miał chyba jakieś problemy z żoną.
Miał.
Proszę mnie przepuścić.
Fattuh, cóż ja bez ciebie pocznę?
Poszedłbym za panią na sam kraniec świata.
Drogi pamiętniku,
Zwracam się do ciebie licząc, że ukoisz moje serce.
Czuję się, jakby moje życie się skończyło. Jakby miłość nie była mi pisana.
Jedynie moja misja trzyma mnie przy życiu.
Kair znów stał się jednym z centrów świata.
Zaczynam nowe życie. Życie polityka.
Książe Faisal chce się z tobą rozmówić.
Wszędzie go pełno. Jak trzeci syn Husseina radzi sobie z braćmi?
Jego braci interesują tylko wyścigi konne.
Gertrude, musimy grać w ich grę.
Faisal jest gburowaty, chytry i bezwzględny.
Na ten czas wydaje się być odpowiedni.
- Bądźmy szczerzy... - Dziś bycie szczerym to głupota.
Wkrótce Anglia będzie musiała odejść od polityki kolonialnej.
Gdy przypomnę sobie, że Bóg jest sprawiedliwy, drżę o mój kraj.
Czytaliśmy pani memorandum na temat wojny arabskiej.
Gratuluję. Dobrze nas pani rozumie.
Nikt na Zachodzie nie zna Beduinów lepiej, niż pani.
Beduini nazywają panią Al Khatun - Szlachetną Damą.
Jestem zaszczycona.
Słusznie nazywają też panią Matką Wiernych.
Tytuł ten nosiła żona Proroka, pokój z Nim.
W obliczu dwóch spadkobierców Proroka i ludzi pustyni
nie jestem warta tego zaszczytu.
Twój sokół wart jest królów.
Wkrótce nimi zostaniecie.
Kim będą nasi poddani?
Ludzie, których kocham.
Co sprawiło, że Angielka tak bardzo nas pokochała?
Mam zaufanego człowieka, pochodzi z Hims.
On...
Na pustyni ocalił mi życie. Wiele razy.
Ma starą matkę z pięciorgiem synów. Kiedy z nim rozmawia, zaczyna od:
"Fattuh, który mnie pochowasz".
A potem mówi o codziennych sprawach.
Za samo to moje serce zawsze będzie należeć do was.
A teraz, za waszym pozwoleniem, odejdę.
Idź w pokoju.
Skąd wie, że będziemy królami?
Ona tworzy królów.
Jest niekoronowaną królową pustyni.
Niedługo potem Faisal i Abdullah zostali królami Iraku i Jordanii.
Gertrude Bell wyznaczyła granice ich królestw.
Dzięki niej Brytyjczycy pomogli Ibn Saudowi przejąć władzę nad Arabią.
Gertrude Bell nigdy nie wyszła za mąż.
Zmarła w 1926 roku w Bagdadzie, gdzie została pochowana.
Beduińskie plemiona wciąż wspominają ją
jako cudzoziemkę, która rozumiała ich najlepiej.
tłumaczył: foxx_x poprawiła: Brunsiaczek
Wiersze Omara Chajjama w przekładzie E. Raczyńskiego i A. Gawrońskiego.
Fragmenty wierszy Hafeza w opracowaniu A. Ziółkowskiego... chyba.
Zapraszamy na: facebook.com/polishteam.web
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.