All language subtitles for Red.Soil.2020.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian Download
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Nour, co się stało?

Powiedz, co jej się stało. Nour!

Gotowi? Raz, dwa, trzy...

Każcie jej wyjść. Jest w szoku.

Kontynuuj. Przygotujcie się do intubacji.

Podłącz do monitora.

Słyszy mnie pani?

Nie odpowiada. Sprawdź parametry życiowe.

Nour!

Victorze, otwórz.

- Dzień dobry. - Miło cię poznać.

To Victor.

Nour, zgadza się?

ictor wyrobi ci kartę związkową.

- Nie wiem, czy chcę. - Co?

Żartuję!

Zrób nam zdjęcie.

- Tato, nie. - Dawaj!

Tam jest stołówka, szatnie... i biuro związku.

Cześć, Steph.

Patrz, kto tu jest.

Halo!

Daj buziaka! Jak się masz?

Dobrze, a ty?

Kadry. Cześć.

To księgowość. I gabinet dyrektora. Pan Perez?

Pani Hamadi, cudowne dziecko! Cieszę się.

- Dziękuję za pracę. - Podziękuj ojcu.

Mam nadzieję, że będziesz tu szczęśliwa. Rozgość się.

Będzie ci miło i spokojnie.

Proszę.

Pójdę już. Do zobaczenia na stołówce.

- Dobra. - Na razie.

Ale bałagan!

Muszę się urządzić.

Daj.

Myślałaś, że do śmierci będziesz w różowych crocsach podcierać stare tyłki?

Lubiłam pracę na ostrym dyżurze.

I miałam zielone crocsy.

Miło cię widzieć, siostrzyczko.

Cieszę się, że wróciłaś.

Tata przygotował kolację godną MasterChefa.

Nie zostawiaj mnie samej!

Może zagramy z Paulem? Jesteśmy gotowi.

Jeśli twój tata zechce.

Zależy od humoru.

Trzy, cztery numery.

Aż tyle?!

Potem damy spokój.

Zespół powinien grać pierwszy. A później...

Wy grajcie pierwsi.

Nie, przestań!

- Smakuje ci, pchełko? - Jest pyszne.

"Jesteś szczęśliwa, pchełko"?

A ty, kotku?

Przestań!

Kotku!

- To niespodzianka. - Pokażmy kawałek, proszę!

Dawajcie!

W porządku.

1, 2, 3.

Pięknie, skarbie.

Kotku, jesteś trochę sztywny.

Zamknij się!

Poprowadzisz?

Spróbuję.

Tata świetnie tańczy.

- Widzisz, Greg? - Slim wszystko robi!

Pięknie.

- Teraz ja prowadzę. - Nieprawda!

27, 28, 29, 30. Przestaję.

Ręka na czoło, odchylam głowę, otwieram usta i dmucham.

Gotowe.

Nakleiłam kartki na szafkach.

Powiedzieli, że przyjdą, ale nikt się nie zjawił.

Byli dla ciebie mili, ale mają gdzieś pierwszą pomoc.

Pracują na zmiany - nie stracą dnia dla manekina.

To po co tu jestem?

Następnym razem mi powiedz. Karteczki na szafkach!

Tato!

Maska!

Załóżcie maski.

Tato!

Tak?

- Mam więcej. - Przynieś je.

W ten sposób. Jeden obok drugiego.

- Ładnie. - Daj jeszcze jeden.

Ostrożnie.

Ekstra!

Walić faszystów!

Czy ta kolacja jest zbyt tandetna dla Donalda?

Co zamiast tego robi?

Siedzi w domu i je stek?

Tweetuje obelgi do Angeli Merkel?

Jedzą mu z ręki.

To nie wesele jego córki.

Wyluzuj, dla Sofii.

Widzisz, jaki jest spokojny?

Tak. Prawdziwa klasa.

Wygłosisz świetną przemowę, tato.

- Dzięki, kotku. - Wygląda jak ty.

Slimane Obama!

Pójść z tobą jutro?

Nie, w porządku.

Na pewno? Mogę wziąć wolne.

Nie przejmuj się.

Pchałam łóżko, kiedy wezwali mnie do dziecka po wypadku.

Jego życie było zagrożone. Wcisnęłam hamulec.

Pacjentka leżała.

Była zmęczona, ale mówiła normalnie.

Zostawiła ją tu pani samą?

Tak.

Według oceny lekarza, była w stanie stabilnym.

Zajęli się nią, kiedy nastąpiło pogorszenie.

Dwie godziny później. Bo zostawiono ją w korytarzu.

Mieliśmy pięć innych przypadków.

Pani Hamadi zajęła się sprawą priorytetową.

Przykro nam, ale brakuje nam pracowników.

Wymówki!

Mamy 50 nagłych wypadków!

Mój klient chce wiedzieć, czy popełniła błąd.

Zrobiłam, co mogłam.

Możesz się ubrać.

Poprzedni pielęgniarz robił ci badania?

Nie, ale był miły.

Macie tu relaksującą pracę. Nikt się nie przychrzania.

Nie jestem tu dla relaksu.

Od 15 lat nie byłeś u lekarza medycyny pracy!

"Ćwicz, nie pal, nie pij. Nie jedz chleba, cukru, tłuszczu.

Nie chcesz umrzeć, przestań żyć".

Ciężko ci się oddycha?

Mówiłem ci, że straciłem węch.

Chodzi o płuca. Boli po lewej stronie?

Nour, przestań!

Chciałem ci sprawić przyjemność. Przywykłem.

Zapiszę cię na czwartek do lekarza na 14.00.

Zrobi ci dodatkowe badania. Obiecaj, że pójdziesz.

- Jesteś wkurzająca. - Trzymaj.

Jak ojciec. Zawsze rozkazuje.

- Halo? - Tu Nour Hamadi.

Przejęłam twoją pracę w fabryce.

Jesteś córką Slima. Co słychać?

Świetnie. Dzwonię w sprawie Paula Gonçalvesa ze stołówki.

Od 2004 roku nie był przez nas badany.

Może. Nie zapisuję każdej wizyty.

Nawet w komputerze?

Nie umiem go używać, ale dane są aktualne. Muszę kończyć.

Ktoś się zmęczył.

Szlag.

Dupek.

Co to?

- Co to? - Co?

Nie zadzieraj ze mną.

A ty z nami! Rozklejasz plakaty Zielonych.

Pomogą nam przedłużyć zgodę na zrzuty odpadów?

Uratują nasze miejsca pracy?

Ciekawe, czy robotnicy znów cię wybiorą.

Dupek.

Mówicie tylko o listach wyborczych.

Po to się spotkaliśmy. Chcemy odświeżyć lokalną politykę.

Jesteśmy tu, by robić burzę mózgów, a nie wpisywać się na listę.

Musimy zacząć tworzyć listy wyborcze, aby lepiej reprezentować kolektyw.

Wspierając fabrykę Arkalu chronicie ludzi?

Słucham?

Arkalu spuszcza odpady do pobliskiego rezerwatu przyrody.

Czeka na przedłużenie prawa do zrzutów.

Podobne fabryki zatruwają Indie, Malezję i Węgry.

O czym pani mówi? Zajmujemy się tu inną sprawą.

Ktoś musi o tym powiedzieć.

Ratusz tego nie robi, a strona Arkalu jest niedostępna.

- Proszę pani... - Jeśli Arkalu truje,

mamy prawo o tym wiedzieć, Panie Ekologu!

Przyglądam się sprawie z bliska.

Pozwólmy komisji dokończyć kontrolę.

Jeśli prefektura postanowi przedłużyć zgodę, poprę tę decyzję.

Państwo chroni wielkie przedsiębiorstwa.

Nie. Wysuwa pani bezpodstawne wnioski. Mamy skrajną prawicę i lewicę.

Mamy być skrajnymi Zielonymi?

Cisza!

Niebezpieczeństwo trzeba powstrzymać.

Dość tych bzdur.

Przekracza pani granice.

To zakład chemiczny, nie domowe laboratorium.

Prowadzimy badania i spełniamy standardy. To nie Chiny ani Korea.

Mogę zobaczyć wyniki?

Jak panią wybiorą.

Jestem dziennikarką.

Z jakiej gazety?

- Jestem niezależna. - Kim są pani czytelnicy?

Oni nie potrzebują wykresów z analizami.

Będą zainteresowani politykami kupującymi głosy.

Nie pozwolę pani tak mówić.

Odpowiedz. Zakład truje czy nie?

Słuchajcie!

Pracuję tam od 29 lat. Właśnie zatrudnili moją córkę.

Ona i jej siostra dorastały w pobliżu fabryki.

Czy gdybym podejrzewał zagrożenie, siedziałbym cicho?

Mój ojciec też tam pracował.

Mamy dwustu czternastu pracowników i ich rodziny.

Do tego szkoły, biblioteki, sklepy.

Jeśli Arkalu spełnia kryteria, zgodę trzeba przedłużyć.

Brawo!

Jesteśmy obywatelami tego miasta. Mamy prawo wiedzieć.

Czy miasto można kupić?

Nie czas i miejsce na takie pytania.

Spokojnie. Kontynuujmy.

Panie Delhors, nie zostanie pan wybrany bez naszych ludzi.

Rozwieszamy plakaty, ale musi pan nas bronić.

Możesz na mnie liczyć.

Nie rozumiecie problemu.

Fabryce grozi niebezpieczeństwo. Wielu pracowników nie ufa Zielonym.

Ale ufają faszystom, którzy codziennie mamią ich pustymi obietnicami.

Nikt tu nie chce skrajnie prawicowego posła.

Chodźmy.

Przepuśćcie mnie.

- Co się stało? Jak masz na imię? - Karim.

Wszystko będzie dobrze, Karim. Oddychaj.

- Nałożę kompresy. - Mam sklejone oczy!

Pogotowie już jedzie.

Piecze!

Polewam ci rękę wodą. Boli, wiem. To normalne.

Nie bój się. To tylko woda. Oddychaj.

Unieś głowę. Zajmiemy się tobą.

Jak tam?

Byłaś tu cały dzień? Nie musisz tu siedzieć. Zajęli się nim.

Widziałaś go?

Usuwają mu skórę z przedramion.

Jest bardzo źle?

Ręce się uratują, ale coś wpadło mu do oczu.

Używał tanich plastikowych gogli.

- Mają je tymczasowi. - Powinniście być właściwie zabezpieczeni.

Długo będzie na zwolnieniu?

Spytaj lekarzy.

Na pewno ci powiedzieli. Jak długo?

Dwa do trzech miesięcy.

Dobrze.

Myślałem, że będzie gorzej.

Nie zgłosimy wypadku.

Co? To niemożliwe!

Kotku. Nie możemy mieć na karku medycyny pracy.

Wystarczy nam kontrola.

To nie w porządku. Nie zgadzam się.

A ja nie zgadzam się, żeby jeden robotnik zamknął zakład.

Ten wypadek nigdy się nie wydarzył. Zajmiemy się tym.

Zaopiekujesz się nim w domu. Policzymy ci to jako godziny pracy.

Kawy?

Przyniosę.

Gdyby oparzył się w szkole, nic byś nie powiedziała?

Nie zgłosiłabyś tego?

Ojciec pracuje tam od 30 lat. Zna się na swoich obowiązkach.

Ja też!

Co z tym facetem. Lepiej?

Wyjdzie z tego, ale nie w tym rzecz.

To w czym? Greg! Steph!

Inés czeka od dawna.

Zawsze olewają dziewczyny.

Wiem, że chcesz dobrze, ale dopiero co zaczęłaś tu pracę.

Niech oni się tym zajmą.

Cześć, jak się masz? Dzień dobry!

Wejdź.

- Jak oczy? - Lepiej.

Mniej pieką.

Zakraplam je.

Jeszcze tydzień i będzie z nimi dobrze.

- Pracujesz na stałe w zakładzie? - Tak.

Jeśli zobaczysz Silmane'a, podziękuj mu za pieniądze i wszystko.

Dobrze. Przekażę mu.

Był wspaniały.

Dał naszej córce prezent.

Obróć rękę. Dziękuję.

Cześć.

Wciąż piszesz jak kujon.

Odwiedziłam Karima.

Tymczasowego.

Co z nim?

Lepiej.

Dziękuje ci za pomoc.

Świetnie. Szybko poszło. Perez tym razem się spisał.

Jest pod presją.

Zwykle takie sprawy ciągną się w nieskończoność.

Zwykle?

Więc to standardowa procedura? Nie zgłaszacie wypadków?

Nie.

Perez to twój kumpel. Macie umowę?

Nie jest moim kumplem.

Pracujemy razem, ale nie przyjaźnimy się. A co?

To moja praca? Zamiatanie pod dywan?

- Przestań. - Co jeszcze mam wiedzieć?

- Próbuję zrozumieć. - Zrozumieć co?

Chcesz się zamienić? Weź moją pracę! Usiądź tu.

Szykuj się na kontrole, które mogą załatwić zakład.

Dbaj o pracowników, budżet, bezpieczeństwo.

- Wiem, że ci ciężko... - To dlaczego się czepiasz?

Nie cieszysz się, że załatwiłem ci pracę?

Nour!

Mogę?

Jak tam?

Przepraszam za kłótnię.

Cieszę się, że tu jesteś.

Dobrze mi to robi.

To nie. To tak...

- Nour! - Co?

Komisja!

Nasza pielęgniarka, pani Hamadi.

Personel medyczny monitoruje stan zdrowia pracowników

i planuje zapobieganie zagrożeniom.

Nie zajmujemy więcej czasu. Obejrzyjmy strefę załadunku.

Do widzenia.

Dziękuję.

Paulo?

Pani doktor!

Dlaczego nie poszedłeś na wizytę?

Daj spokój!

To ważne. Musisz pójść do lekarza.

Bez obaw.

- Nie dam ci spokoju. - Czepia się?

To córka Slima.

Jesteś córką Slima?

Czepiaj się też jego. Nigdy nie chodzi o lekarza.

Nie ufam konowałom.

Kiedy zamknęli jezioro, chcieli nas uznać za niezdolnych do pracy.

Żeby nas zwolnić.

Twój ojciec o nas walczył.

Zmusił ich, żeby nas tu przenieśli.

Też byłeś nad jeziorem?

Naiwna! Wszyscy tam byliśmy!

Abdou i Kader też. Teraz są sprzątaczami.

Twój ojciec zadbał o naszą przyszłość.

Kuchnia to nasza wczesna emerytura.

Mówi Nour Hamadi.

Dzwonię w sprawie Paula Gonçalvesa.

Czemu zaprzestano go badać? Stracił węch i ma trudności z oddychaniem.

Nie znam każdego przypadku na pamięć.

Wcześniej był corocznie badany.

Pracował poza fabryką, w miejscu zwanym Jezioro.

Tak, na dawnym wysypisku odpadów.

Jest zamknięte od lat. Teraz zajmują się tym tymczasowi.

Jeśli masz pytania, udaj się do ojca.

Nie, ja...

Nie mam twoich badań.

Czy agencja monitoruje wasze zdrowie?

Kto jest szefem zespołu?

- Był nim Karim. - Pracownik tymczasowy?

To nasz szef.

Dobrze, że się nim pani zajmuje.

Powinien był chronić oczy.

Chronił.

Złymi goglami. Rękawice też były niewłaściwe.

Takie nam dają.

Nie są praktyczne. Zakręcanie zaworów trwa dwa razy dłużej.

Kiedy z rury cieknie, liczy się czas.

Jeśli włączy się alarm, wszystko się blokuje, trzeba wołać inżyniera.

Jest afera i więcej cię nie zatrudniają.

Co wycieka z rur?

Nie wiem. Nie jesteśmy inżynierami.

Nie wiesz, co w nich jest?

Cokolwiek, co spuszczają, jest obojętne.

To znaczy, że nietoksyczne?

To znaczy obojętne.

- Pokażecie mi? - Nie możemy.

Pogadaj z dyrekcją. Ale teraz ma na głowie komisję.

Codziennie coś sprawdzają.

Na brzegach Dunaju, 60 km na północ od Budapesztu

składowanych jest ponad sześć milionów ton czerwonego błota.

Poprodukcyjne odpady z komunistycznej fabryki

zawierają toksyczne metale ciężkie.

Ekolodzy monitorują ewentualne skażenie wód.

Zgodę na przeprowadzenie eksperymentów z czerwonym błotem

otrzymała firma przerabiająca odpady...

Nour!

Pamiętaj, że jutro ustalamy menu na wesele Sofii.

To zakłady chemiczne. Wiadomo, że nie są bezpieczne.

Ale wszystko jest w obrębie normy.

Perez bardzo tego pilnuje.

Perez mówi, co mu pasuje.

- Byłeś kiedyś nad jeziorem? - 20 lat temu.

Wylewali tam toksyczne odpady?

Skąd. Robiono ekspertyzy.

A ranny pracownik?

Mylisz pojęcia. Poparzył się ługiem sodowym z odpadów.

Już tłumaczę.

Ług sodowy w reakcji z dwutlenkiem węgla tworzy obojętny proszek.

Nie ma tam nic więcej?

Nic. Zawiąż mi sznurówki.

- Serio? - Inaczej pęknie mi garnitur.

No dawaj!

Za bardzo się przejmujesz, Nour. To przez zebranie?

Druga stopa.

Zieloni nie rozumieją fabryki. Zamknięcie jej niczego nie zmieni.

Amerykanie nie zaczną jeździć na rowerach.

Rosjanie nie zaprzestaną odwiertów na Syberii.

My to pryszcz.

Zamknięcie nas niczego nie zmieni. Jasne?

I jak?

Świetnie.

Kiedy zostanę dyrektorem, zatrudnię cię do prasowania koszul.

Głupek!

Nour?

Emma.

Dziwne miejsce na spotkanie.

Nie chcę, żeby mnie z panią widziano.

Mów mi po imieniu.

Chciałaś o czymś porozmawiać?

Na zebraniu powiedziałaś, że w zakładzie jest problem.

Z odpadami. Na czym on polega?

Słucham?

Jakie masz informacje?

- Oni cię przysłali? - Nie.

Miła pielęgniarka na przeszpiegach.

- Nie. Skądże. - To co tu robisz?

Widziałam twoją stronę: artykuły i zdjęcia.

Dlatego zadzwoniłam.

Zastanawiam się, co się dzieje.

Jeśli trudno zdobyć informacje, to sprawa jest podejrzana.

Komisja ma dostęp do danych. Odkryłaby problem.

Nie. Kontrole to formalność.

Nawet jeśli coś znajdą, nigdy się nie dowiemy.

Właściciel Arkalu ma tuzin fabryk w regionie i znajomości.

Zgoda na zrzuty odpadów zostanie odnowiona.

Długo tam jesteś?

Dopiero zaczęłam, ale cała moja rodzina tam pracuje.

To wiele tłumaczy. Dobrze znasz fabrykę?

Może dowiesz się, dokąd wywożą odpady.

Wiemy tylko, że trafiają do kopalni odkrywkowych w rezerwacie.

Nie wiem. Nie mam tam wstępu.

Słyszałam jedynie o jeziorze.

Nigdy go nie widziałaś?

Jesteś pewna?

Bez obaw.

Co znaczy strefa chroniona?

Nic. Wieś opustoszała 15 lat temu.

Pamiętam, jak ojciec mówił: "Idę nad jezioro spotkać się z chłopakami".

Od ponad 50 lat spuszczają tu odpady.

Miejsce jest idealne.

Ukryte za drzewami, bez pobliskich dróg. Nikt się nie przejmuje.

Dostali zgodę?

Odpady są toksyczne. Widziałaś roślinność.

Może teraz jest lepiej i jest bezpiecznie.

Niczego nie zrobiono. W nic nie zainwestowano.

Dlaczego używają opuszczonych kopalni?

Kupili stare kamieniołomy za symboliczne jedno euro.

Zrzucają odpady na głębokość trzystu metrów.

Dlaczego nikt ich nie powstrzyma?

Bo to jak z azbestem.

To co innego.

Dokładnie to samo.

- Przykro mi. - Możemy jechać?

Soso, moja maleńka...

wychodzisz za mąż. Będziesz żyć już bez nas.

Zanim wyfruniesz, chcę ci powiedzieć, jak bardzo jestem z ciebie dumny.

A złodzieja, który mi cię kradnie, kocham jak syna.

Moja ukochana Sofio.

W twoich oczach widzę oczy matki.

Dałaś mi najlepszy prezent - moją wnuczkę, Zoé.

Pamiętam, jak trzymałem twoją małą rączkę.

Twój śmiech i humor koją mój gniew.

Moja droga Sofio, podziwiam bijącą od ciebie energię.

Pomogłaś mi przejść przez burzę, która niemal nas zniszczyła.

Wyszliśmy z niej jeszcze bardziej zjednoczeni.

Odchodzisz, a ja, z radością, mimo bólu, mówię ci, moja maleńka,

że bardzo cię kocham...

Gotowe.

Piękne.

Nauczę się teraz na pamięć.

Nie może pani zaczekać?

Chodzi o pracowników fabryki. Nie są badani od 2004 roku.

Występują u nich przypadki astmy

i chorób oddechowych.

12 infekcji płuc i dwa nowotwory.

Medycyna pracy to dla pani nowość.

Pracownicy fabryk są 10 razy bardziej narażeni na raka.

To smutna prawda.

Palą? Mieli przypadki raka w rodzinie?

Pleśń w piwnicy?

Wiem, że trudno określić przyczynę zgonu, ale to jasne, że...

Nic nie jest jasne.

Jest pani pielęgniarką, nie pulmonolożką.

Robotnicy chorują. Nie można udawać, że nic się nie dzieje.

W stołówce nie są na nic narażeni.

Nie możemy ich zmusić do badań.

Czy ci, którzy nadal pracują, mogą pilnie wykonać badania?

- Pilnie? - Tak.

Dobrze. Zajmę się tym.

Nour! Chodź do mnie!

- Możesz się zająć własnymi sprawami? - To moja praca.

Wszyscy, którzy pracowali nad jeziorem, są chorzy!

Czy to jest sklep jubilerski? Rozejrzyj się!

No i?

Choroby są tu normą?

Powinnam przymykać oko?

- Patrzeć, jak umieracie? - Bzdura! - Mówię poważnie.

Gdyby odpady były toksyczne, dawno byśmy nie żyli.

Nie gryź ręki, która cię karmi.

Nie jestem psem.

Pani Hamadi, kto pani płaci pensję?

Kto finansuje badania, o które pani prosi?

Odpowiadam za zdrowie pracowników.

Jeśli dotrze to do komisji, fabryka poniesie konsekwencje.

Sprawdziłam akta, zanim zleciłam badania.

Co pani sprawdziła? Nie ma pani kwalifikacji.

Moja żona chętnie nauczy panią czytać.

Przyszliśmy tu rozwiązać problem.

Bądźmy mili.

Wiem, co mówię. Mężczyźni, którzy pracowali nad jeziorem...

W latach '90.

Wszystko wiemy.

Przykro nam.

Wtedy panowały inne warunki pracy i robotnicy byli narażeni.

Pani nie było wtedy na świecie.

Teraz traktujecie odpady inaczej?

Nie mamy już problemów.

Dyrektor rezerwatu należy do naszej rady nadzorczej.

To panią uspokaja?

Zapomnijmy o nadgorliwości.

Pracownicy zostaną zbadani we właściwym czasie.

Proszę więcej nie popełniać takich błędów.

- Ale... - Dziękuję.

On kłamie! Kłamie!

Od 20 lat nic się nie zmieniło.

Zakład wciąż tak samo zatruwa przyrodę!

Zawsze narzekasz, że za mało inwestują.

Spójrz na swój strój. Miałeś go, kiedy chodziłam do liceum.

To co innego.

Dostają kupę forsy, ale niczego nie zmieniają.

Przestań.

Lecz zadrapania, wieszaj plakaty i nie sabotuj mojej pracy.

Wyjechaliśmy.

Zabraliśmy przyczepę, dzieci i wszystko, co mogliśmy.

Ale było za późno.

Minęło pół roku... i pochowałam męża.

Eksperci potwierdzili, że miało to związek z fabryką?

A z czym innym?

W wieku 29 lat tak agresywny rak się nie zdarza.

Nie mamy konkretnych dowodów.

Przeprowadzili szybkie pomiary w domach.

Proszę. Są idiotyczne.

Powiedzieli, że byliśmy narażeni tylko przez krótki czas.

- Badali was? - Rzadko.

Dwa lata temu pobrali mi krew z powodu głupiej infekcji.

Miałem problem z oddychaniem.

Na widok wyników lekarz spytał, czy pracowałem w przemyśle ciężkim.

Przemysł ciężki? Ja? Byłem leśnikiem!

Dlaczego tak szybko wyjechaliście?

Dostaliśmy pismo z ratusza: "Nie pijcie wody z kranu, unikajcie rzeki,

nie uprawiajcie nic w ogródku". Zero wyjaśnień.

Zaproponowali odszkodowanie?

Ani grosza. Nie przyznali się do skażenia.

Wieczorem chodzili od drzwi do drzwi, oferując różne sumy za wyjazd.

Niewielkie - byle tylko nas skłócić. Rada miasta nic nie zrobiła.

Nie pogodziliśmy się z tym i ich pozwaliśmy.

Musieliśmy się wszystkiego uczyć -

o prawie, chorobach, reakcjach chemicznych...

I co?

Nic.

Skończyły się pieniądze na prawników. Koniec historii.

Mój ojciec wie o wszystkim.

Niekoniecznie.

Wie.

- Traktuje te sprawy inaczej. - Czy on ich nie widzi?

Są niewidzialne?

Skrywa je wielki zakład.

Ty postrzegasz to inaczej.

Nie przyszłaś tu bez powodu.

Posłuchaj.

Nie zdradzasz kolegów, tylko im pomagasz.

Sprawa jest interesująca, ale nie ma dowodów.

Rannemu pracownikowi zapłacono. Chorych ukrywa się w stołówce.

Twoje źródło jest wiarygodne?

Właśnie czyta artykuł.

Opublikujemy go wieczorem.

Nie możemy milczeć!

Musisz przeformułować kilka rzeczy.

Opublikujemy to, czego jesteśmy pewni.

To nasze ostrzeżenie, nie potępienie.

Możesz dalej kopać?

Jasne. Wciąż wykorzystuję swoje źródło.

Gdy zbierzesz coś nowego, przygotujemy podcast.

Dobra, za dwie godziny wyślę ci tekst.

Przeczytałaś?

Skończyłaś mnie wykorzystywać?

To tylko wyrażenie.

Mówi wszystko.

Nie jestem na twoich usługach. Jest mi wystarczająco ciężko.

- Wiem. - Nie wiesz.

"Afera zdrowotna w Arkalu". Po co dopisek: "Pracownik przemówił"?

Dodaje artykułowi wiarygodności.

Domyślą się, że to ja.

Na pewno. Wszystko prowadzi do ciebie.

Nie dawaj podtytułu.

- To bez znaczenia. - Proszę.

Dobrze.

Dziękuję.

Artykuł jest świetny.

Zeznania, nagranie znad jeziora.

Dobra robota.

Pójdę już.

Nour, czekaj.

Dzięki za wszystko.

Kocham cię.

Masz ogień?

Nie chciałem robić afery. Inni jeszcze nie wiedzą.

Rano byłem u Pereza.

Spróbujemy ukryć gówno, które napisałyście.

Nie rozumiem cię.

Co miałam robić?

To ty powinieneś się tym zająć.

Walczyć o zdrowie współpracowników. O ich bezpieczeństwo.

Z Perezem i fabryką.

Wiedziałeś, co ich spotkało.

Patrzyłeś, jak ludzie nad jeziorem się truli.

Ta dziennikarka cię zmanipulowała. Zależało jej na temacie,

a ciebie ma gdzieś.

Tak jak nas.

Zamkną zakład, a ona zajmie się czymś innym.

Jak mogłaś mnie tak zdradzić?

- W dniu ślubu swojej siostry! - Idealnie.

Są tu wszyscy twoi koledzy. W komplecie.

Powiedz im: "Dzięki Slimowi macie pracę, ale umrzecie przed emeryturą.

Skoro zatrudniłem córkę, zakłady są bezpieczne".

Milcz! Nie wiesz, z czym walczę.

Cztery razy ratowaliśmy fabrykę.

Każdy chce nowych maszyn, dobrych filtrów, bezpiecznych odpadów.

Ale to tak nie działa. Dostajemy jedynie okruchy.

A teraz jakaś ekolożka chce uratować świstaki!

Ja ratuję kolegów, ich rodziny i miejsca pracy.

Udajesz twardą, ale jesteś naiwna.

- Nic nie rozumiesz. - Rozumiem.

I to bardzo dobrze. Okłamujesz nas.

Od lat.

Gardzę tą fabryką.

Walcz, żeby zachować swoją wejściówkę,

niską pensję i kosz prezentowy.

Niczego nie zmieniaj.

Pogadamy na pogrzebie Paula.

Jak możesz?

Nie byłaś taka mądra, kiedy zapomniałaś o staruszce na korytarzu.

Nie psuj wesela siostry.

To wszystko co mam. Wystarczy?

Mówisz: "Jestem silna, dokonuję radykalnych wyborów".

Ale straciłaś wiarę!

Walczę w inny sposób, żebym mogła spać w nocy!

Chcesz powtórzyć katastrofę w Seveso?

To nie ma z tym nic wspólnego.

Ci z Arkalu są jak dranie z Montedison.

Tylko że Korsykanie nie pisali artykułów. Wysadzili łódź. Koniec historii.

Artykuł mówi o wieloletnich zanieczyszczeniach.

Tak, jest wspaniały. Czytelnicy będą o nim rozmawiać, grając w bule.

Idiota!

Dlatego, że mam inne zdanie?

Zakład wciąż zabija. Artykuł tego nie zmieni. Trzeba działać.

Masz jakiś pomysł?

Czy trzeba powstrzymać zagrożenie? Tak.

Jest polityczne rozwiązanie? Nie.

Mówisz poważnie?

Uprawiasz rewolucję przed komputerem.

Wal się!

Nour, poznaj JB, ojca mojego dziecka.

Nour pracuje w Arkalu.

Świetnie.

Cholera.

- Przepraszam. - To moja wina.

Nie, jego. Przyszedł po rzeczy.

Herbaty?

Chętnie.

Spałaś coś?

Co to?

Artykuł.

I komentarze. To już wiral.

Dzięki tobie.

TATA

GDZIE JESTEŚ? POŻAR W ZAKŁADZIE.

Policja, proszę odjechać.

Tu nie wolno stać.

Jesteś tu?

Spędziłem noc w zakładzie.

Ten pożar to nie moja wina.

Wiem.

Nour, dokąd idziesz?

Cześć, Soso.

- Czego chcesz? - Mogę to wyjaśnić.

Co?

Widzisz, co zrobili twoi kumple?

Nie znam ich.

Rozumiesz, ile narobiłaś problemów?

- Przepraszam. - To na nic. Greg się wściekł.

Nic do niego nie dociera? Mówił ci kiedyś prawdę?

Gdziekolwiek się zjawisz, wszystko pieprzysz!

Szlag.

Trzech kolegów jest w szpitalu. Od początku spiskowałaś.

Zakład jest zamknięty na dwa dni. Zadowolona?

Wszyscy zabulą za twoją paplaninę. Wszyscy!

Wejdź.

Ołów czy arsen? Według naszych kolegów z Climax,

Arkalu wyrzuca je w dużej ilości w pobliskim rezerwacie przyrody.

Zakład jest obecnie kontrolowany. Wyniki zostaną wkrótce przedstawione.

Czy zezwolenie na zrzuty odpadów zostanie przedłużone?

Nikt nie przyznaje się do podłożenia ognia,

jednak grupy ekologów wystąpiły przeciwko Arkalu po publikacji Climaxu.

Prefektura w każdej chwili może przedłużyć zgodę.

Trzeba uderzyć wyżej.

Decyzja musi się stać polityczna, wyjść od ministra.

Możemy jedynie podjąć działanie,

jeśli będzie konkretny dowód na to, że kłamią w sprawie odpadów.

Od tygodni czytam analizy...

Nie pójdą na współpracę.

Sam się tym zajmij.

Odpal fajerwerki, jak w elektrowni jądrowej.

Nie chcesz?

Nic nie zrobicie?

Wszystko zależy od ciebie. Pracownicy rzadko donoszą.

Nie jestem kablem. To wasza działka.

Możemy działać jedynie, kiedy będzie konkretny dowód.

Pomożemy ci z logistyką.

Pytanie, czy możesz zdobyć próbki odpadów.

Mam je ukraść?

To nie będzie kradzież.

Jako pracownik, masz prawo zgłosić zagrożenie zdrowia publicznego.

To część twojej pracy.

Nie będę okradać zakładu.

Nie ma innego sposobu.

Mają rację. Bez dowodów się nie uda.

Wiem, ale to niemożliwe.

- Musi być sposób. - Odpady są niedostępne.

Sama bym poszła, gdybym nie była w ciąży.

W tej chwili tracę rodzinę.

To nie jest byle jaki zakład.

Ja nie szukam tematu dla gazety.

Myślisz, że chodzi mi o temat?

Że mam cię gdzieś?

Nie wiem, dlaczego to robisz. Tak nie zachowują się dziennikarze.

Tylko jak?

Jeśli nie my, nikt się tym nie zajmie.

Robię to dla mojego dziecka i twojego ojca.

On jest jak inni. Boi się reperkusji, bezrobocia.

Pożałujesz, jeśli nic nie zrobisz, a on umrze.

Tu jest torba wodoszczelna. Musisz się dostać do odpadów.

Pytanie, co tam znajdziesz.

Przestrzegaj procedur.

Zbieraj tak bezpiecznie jak się da.

Spróbuj wszystko zapełnić.

Ważne, by dokładnie zamknąć.

Patrz.

To lista chorych. Na 23 pracowników, dwóch miało raka.

Potworne.

Uda ci się pobrać próbki?

Po co?

Żeby dowiedzieć się, co to jest.

Czemu się przejmujesz?

Nie śpię po nocach.

Ojciec i szwagier tu pracują.

Spójrz na swoje ręce. Nie zastanawiasz się, czy nas trują?

- Nigdy tam nie wrócę. - Nikt cię o to nie prosi.

Więc?

Poproś któregoś z chłopaków.

Nie zaryzykują utraty pracy.

Gdzie inżynierowie pobierają próbki?

Tam są kamery. Musisz mieć wejściówkę.

Gdzie to jest?

Potrzeba siły, żeby odkręcić zawór.

Bez obaw. Gdzie?

Dobry wieczór wszystkim.

Dziękuję zespołowi do spraw komunikacji

za szybkie zorganizowanie tego cudownego wydarzenia.

To jest Arkalu.

Jesteśmy częścią światowego lidera Unicom.

To efekt waszej ciężkiej pracy i poświęcenia.

Gotowa?

Tak.

Dziękuję wam za obecność.

Razem będziemy walczyć o przyszłość zakładu.

Nawet w nocy, z gaśnicami i wiadrami z wodą.

A teraz powitajmy Vijaya Singha, prezesa Unicomu.

Vijay, słyszałem, że masz wspaniałe wieści.

Dzisiaj możemy oficjalnie ogłosić,

że fabryka otrzyma zezwolenie na zrzuty odpadów na kolejnych 10 lat.

Wczoraj na spotkaniu zarządu postanowiliśmy zainwestować w wasz zakład.

Życie wygrywa. Dzięki wam.

Dzięki pani Renzoni i panu Perezowi.

Dzięki naszym wysiłkom, wasz region będzie się rozrastał

i zmierzał ku świetlanej przyszłości.

Nareszcie dobre wieści.

Starania Arkalu przekonały prefekturę.

Zakład przetrwa. Nasze miasto przeżyje.

Bardzo dziękuję.

Chciałbym przemówić w imieniu wszystkich pracowników.

W ostatnich latach ponieśliśmy ogromne ofiary.

Dlatego chcę powiedzieć, że...

dobrze was tu dzisiaj widzieć.

Dziękuję. Rozumiemy.

Nour?

Stój!

Wracaj!

Wróć!

Jest ranna, nie dotykaj jej.

Jeff, co tam? Co?

Co tam robiła?

Byłem na konferencji.

Victorze, otwórz!

Silm!

Gdzie ona jest? Gdzie?

Nie rozumiem. Jak się dostała do składowiska odpadów?

Nie mam pojęcia. Też nie rozumiem.

Gdzie masz wejściówkę?

Twoja córka odpowie za to i za podpalenie.

- Nie miała z tym nic wspólnego. - Obudź się.

Miała zawodowy sprzęt do zbierania próbek.

To była zorganizowana akcja! Nie znasz własnej córki!

Codziennie walczę o uratowanie fabryki,

a ty zatrudniasz gówniarę, która się tu włamuje, żeby nas pogrążyć!

Ale z ciebie idiota!

Uspokój się. Puść go!

Pracuję tu od 30 lat. To mój dom! Mój dom!

To nie ty dniem i nocą zbierasz ziemię i wrzucasz ją do pieca.

Jest nas dwustu dwudziestu trzech!

Twoja córka ma poparzoną twarz. Zabrali ją do szpitala.

- Nie. - Tam jest moja córka! - Przykro mi.

- Moja córka... - Spokojnie.

- Dlaczego nie mogę wejść? - Taki mam rozkaz.

- Gdzie są lekarze? - Tam.

Zadowolona? Tego chciałaś, suko?

Proszę wyjść!

Przykro mi z powodu córki.

Masz swoją ofiarę i świetną historię!

Nour zrobiła to, co uważała za słuszne.

Według kogo? Płaci za winy twoich przyjaciół.

Nikt nie powinien płacić za fabrykę. Ani ona, ani pan, ani nikt.

Za siedem lat zakład zostanie sprzedany i przeniesiony.

Wszystko stracicie.

Za to wasz dom zostanie skażony na wieki.

To nasza wina?

Chcemy, by było bezpiecznie.

Historia zapamięta to inaczej.

Będzie pan wspólnikiem swoich szefów.

Starzy pracownicy boją się odejść.

Do powstrzymania skażenia potrzebni są politycy i pieniądze.

Trzeba naciskać na przywódców.

Należy działać.

Prawda musi wyjść na jaw.

Nour poszła jej szukać.

Zrobiła to, by ratować robotników i pana.

Pan ją okłamał.

Trzeba było jej powiedzieć prawdę.

Co mogłem zrobić?

Nie mamy prawa mówić.

OSZACOWANIE RYZYKA

Pracownik Arkalu przekazał prasie poufne dokumenty

potwierdzające toksyczność odpadów.

Zawartość metali ciężkich i radioaktywnoś znacznie przekraczają normy.

Anne Sylvain przygotowała raport.

Zeznania świadków są bardzo ważne. To czerwone błoto...

...to toksyczne odpady zawierające metale ciężkie...

Jeśli skażenie się potwierdzi, wybuchnie ogólnokrajowy skandal.

Za chwilę wystąpienie ministra ekologii.

FILM OPARTY NA FAKTACH

CZERWONA ZIEMIA

Tekst: Agnieszka Figlewicz

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.