Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Downloaded from RARBG
OBŁĄKANA
SPRZEDANE
Cześć.
Mam dla ciebie niespodziankę.
Nie.
O co wierciłaś mi dziurę w brzuchu?
Poważnie. Mam karuzelę na szminki.
Trafiłam na jarmarku. Przeprowadzka to był strzał w dychę.
Sprawdzę tylko silniczek, ale poza tym jest w idealnym stanie.
Prześlę ci zdjęcia.
Albo niech to będzie wymówka, żebyś zobaczyła wreszcie dom.
Nie wymigasz się.
Mówię ci, w tym domu jest coś, co mnie przyciąga.
Muszę lecieć. Zdjęcia później.
Cześć.
Podoba ci się nowy dom?
Mnie również.
Proszę pani!
Proszę nie wchodzić. Nie zabezpieczyłem podłogi.
O jakim horyzoncie czasowym mówimy? Bo mamy dziecko w drodze.
- Przyjechałaś? - Tak. Wydzwaniałam.
Wybacz, mamy tu...
mały kanalizacyjny Armagedon.
- Brzmi obiecująco. - Niezbyt.
- Jest źle? - Powiedzmy.
Osad kamienia pod podłogą jest duży.
Od lat coś tu przeciekało.
Inspekcja tego nie wykryła?
Jak widać. Trzeba wymienić rury.
Ale do oględzin podłogi przyda się inżynier.
Poleci pan kogoś?
Mogę podzwonić.
- Dzięki. - Pójdę już.
- I tak w kółko. - Proszę pani?
Znalazłem w odpływie.
Wiem, że dziewczyny przywiązują się do biżuterii.
- Nie moja. - Za to gość miły.
- Wracajmy. - Przebierz się.
Cześć, Lou.
To się w głowie nie mieści.
Gdy zreperujemy jedno, wybucha coś innego.
Zupełnie jakbym grał w...
- Jak się nazywa ta wbijanka? - "Walnij kreta"?
Czemu nic tu nie jest łatwe?
Ja jestem.
Dom się wali na głowę, a ty żartujesz.
Ma swoje lata.
Wiedzieliśmy, w co się pakujemy.
Gdy skończymy, będzie piękny.
Zobaczysz.
Damy radę.
Masz rację. Zawsze dajemy.
Lou?
Ona cię szuka.
Aleś mnie wystraszyła!
Raczej ty mnie. Chcesz wywołać poród?
Chodź, coś ci pokażę.
I jak?
Nieźle, profesorku.
Intelektualiści też potrafią majsterkować.
I spójrz na to.
Maluch TV, zwarte i gotowe.
Transmisja na żywo!
Czujnik ruchu plus mikrofon.
Sterowane bezprzewodowo.
- Fajne. - Prawda? Potrzymaj.
No co?
Zapomniałeś o czymś.
Faktycznie.
Wezmę szybki prysznic.
Ty pójdziesz w tym?
- Nie podoba się? - Przeciwnie.
- Mamy błysnąć. - Otóż to.
Pięknie wyglądasz.
Kogo mamy dziś oczarować?
Dziekana Whittiera.
- Tego z wąsami? - Tamten to Barkley.
Prezes.
Wszyscy wyglądają tak samo.
Marynarki do palenia i zarost.
Szukaj gościa z pieprzykiem.
Opowiedzcie, jak się poznaliście.
Dość staroświecko.
W knajpce.
Wyskoczyłam ze znajomymi na drinka,
a on siedział samotnie przy barze.
Świeżo po przeprowadzce.
W końcu się przełamał, podszedł i zaproponował drinka.
Jej i znajomym.
Wybieg taktyczny.
Powiedzmy, że odważnie zainwestowałem.
- Było warto. - Zdecydowanie.
- Byłem dziabnięty. - Zaczęliśmy rozmawiać.
Powiedziała mi o swoich antykach.
A on wspomniał o starym zegarku, który trzeba naprawić.
Zaproponowałam pomoc.
Tylko że oszukiwałem.
Nie było zegarka.
Szukałem pretekstu.
Przez kolejną dobę latałem po Manhattanie w poszukiwaniu zegarka.
W końcu kupiłem.
Podróbkę.
Nie popisałem się, niemniej zegarek działa do dziś.
A potem poszliśmy na randkę.
Dziękuję.
Tatar z tuńczyka?
Chciałabym, ale nie.
Uszy do góry.
Niedługo znowu będziesz wcinać.
Moją słabością był ser.
Gdzie się urządziliście?
W domu nad jeziorem.
Przecudna okolica.
Od lat chcemy się tam przenieść. Gdzie konkretnie?
Lakeview 8317.
No tak.
Znałam człowieka, który tam mieszkał.
Niestety jego żona zachorowała.
Pewnie cała jesteś w skowronkach. Wasze pierwsze?
Owszem.
Nowa praca i dziecko w drodze.
Macie co świętować.
Zdrowie.
Bartlett jest zachwycony moją pracą w komitecie doradczym.
Mówię ci, otwierają się nowe możliwości.
Jeśli dobrze to rozegram,
za pięć lat mogę kierować wydziałem.
Dobrze się czujesz?
- Tak. - Na pewno?
Od wyjścia prawie się nie odzywasz.
Powiedziałeś jej, że to nasze pierwsze.
A co miałem zrobić?
To była zwykła rozmowa na bankiecie.
Nie musiałeś kłamać.
Dałem prostą odpowiedź na proste pytanie.
Jasne.
Nie chcesz stawiać nowych przyjaciół w kłopotliwej sytuacji.
Jules, to nie tak.
W mojej poprzedniej pracy ludzie wiedzieli, przez co przeszliśmy.
Przeprowadzka miała być dla nas nowym rozdziałem.
Nową szansą.
Wolisz trzymać się kurczowo przeszłości?
To był twój syn.
- Zapominasz, że istniał. - A ty zapominasz, że umarł.
Jules, zaczekaj.
Porozmawiajmy.
- Ciśnienie? - 149 na 90.
USG i kroplówka. Który to tydzień?
Trzydziesty drugi.
Słyszy mnie pani?
Przyj, Julie.
Jeszcze raz.
Postaraj się.
Mam go.
Masaż serca.
- Czemu nie płacze? - Będzie dobrze.
Co się dzieje?
- Tylko spokojnie. - Dlaczego nie płacze?
- Jeszcze raz. - Co z maluchem?
Julie, bardzo mi przykro.
Jesteś w szpitalu.
Spadłaś ze schodów.
- A mała? - Nic jej nie jest.
Wszystko gra.
Doszło do częściowego odklejenia łożyska.
Co to oznacza?
Oddzieliło się punktowo od wyściółki macicy.
Czy to niebezpieczne?
Groźne są całkowite odklejenia.
Tutaj rozdarcie jest minimalne.
Sytuacja jest stabilna.
Krwotok ustał, a serce dziecka bije mocno.
Niemniej, doradzam wzmożoną ostrożność.
To znaczy?
Musi pani pozostać w łóżku.
I nie wstawać do końca ciąży.
Bez samochodu, dźwigania czy gotowania.
Może pani tylko się przejść do toalety.
Poza tym łóżko.
Mam przeleżeć osiem tygodni?
Nie będzie łatwo, ale nie warto ryzykować przedwczesnego porodu.
Rozwiązanie przed 37. tygodniem
może skutkować niedowagą dziecka i zaburzeniami oddychania.
Jesteśmy w trakcie remontu. Musimy go pilnować.
Radzę do porodu zawiesić wszelkie większe projekty.
Poproście kogoś o pomoc.
Jesteśmy tu nowi.
W razie czego szpital ma swoją ofertę.
Jakieś pytania?
Kiedy wrócę do domu?
Aby uniknąć przedwczesnego porodu, proszę przestrzegać zasad.
Po pierwsze, nie wstawać z łóżka.
Po drugie, wolno pójść do łazienki
i raz na trzy dni wziąć dziesięciominutową kąpiel.
I po trzecie, najważniejsze,
należy unikać stresu.
Jakiekolwiek skoki ciśnienia zagrażają dziecku
i mogą przywołać zaburzenia dysocjacyjne związane z poprzednią ciążą.
Moja rada? Delektować się urlopem.
Jesteśmy na miejscu.
Zaciągamy hamulec i wysiadamy.
Zdejmij płaszcz.
Gotowe.
Butom już dziękujemy.
A teraz ułożymy cię w łóżku.
- Dobrze? - Tak.
Pora na najlepsze.
Bo pomyślałem o wszystkim.
Zrobiłem ci zapas balsamów i witamin.
Zastanawiasz się, jak po nie sięgnąć?
Kupiłem chwytak. Wypróbuj.
Do tego świerszczyki, które tak uwielbiasz.
Czytaj na zdrowie. Jeszcze iPad, laptop...
i stylowe stare kino.
Dzięki uprzejmości graciarni wydziału anglistyki.
Możliwe, że to antyk.
Może jest coś wart?
Nie? W lodówce znajdziesz same pyszności.
Bo właśnie takim jestem mężem. A teraz deser.
- Krótkofalówki? - Właśnie.
Jedna dla ciebie. 18 kanałów, zasięg 40 kilometrów.
Już zawsze będziemy w kontakcie.
Wystarczyłyby SMS-y.
Ale gdzie tu frajda?
Wypróbuj.
Do jednostek...
Zmień kanał. Tamto się nie liczy.
Przerzuć na kolejny.
Masz?
Breko, breko! Tatusiek do Ostrej Mamuśki.
Jakieś życzenia?
Mam ochotę na herbatę, Tatuśku.
Dziesięć-cztery, Ostra Mamuśko. Herbata raz!
Bez odbioru.
- Powtórz. - Bez odbioru.
Elegancko!
Jeszcze jedno - nigdzie nie łaź.
DZIEŃ PIERWSZY
55 DNI DO PLANOWANEGO ROZWIĄZANIA
Mamusia się przesłyszała.
Możliwe porywy wiatru...
Nadciąga załamanie pogody.
Może odwołają wykłady i poleżysz tu ze mną?
Co ty na to?
Obejrzymy sobie Chirurgów?
Wcinając popcorn?
Słuchasz mnie?
Mieliśmy śmieszną sytuację na wydziale.
Komentuję dzisiejsze spotkanie.
"Ha, ha, LOL".
- Co się stało? - Gdzie?
Na spotkaniu.
Nie było cię tam. Bez kontekstu cię nie rozśmieszę.
- A to co? - Czyli?
Tamta paczka.
Zamówiłam coś wysyłkowo.
Chodziłaś po schodach?
Wiesz, co mówił lekarz.
- Nie możesz... - Uważałam.
Łamiesz zasady.
Miałaś nie wstawać i nie łazić.
A ty co, mój klawisz?
Siedzę tu jak pies w budzie.
Wstrzymaliśmy remont,
żebym się czegoś nie nawdychała i nie stresowała.
Przybycie kuriera było wydarzeniem.
To wszystko mnie...
wkurza.
Rozumiem cię.
Przepraszam.
Mówię szczerze.
Po prostu się martwię.
Rozumiesz?
Dziękuję.
Że tak się poświęcasz.
A tobie dziękuję,
że jesteś taka grzeczna.
Rodzice doceniają.
Kocham cię.
Dobranoc.
Dobranoc.
Obudź się.
Ktoś jest w szafie.
Psiakrew!
Wystraszyłaś mnie.
Dobrze się czujesz?
Jezu...
Pewnie coś ci się przyśniło.
Spróbujmy zasnąć.
DZIEŃ 13. 43 DNI DO PLANOWANEGO ROZWIĄZANIA
Dziewczyno, poślij tego faceta w cholerę.
Cześć!
W co się bawisz?
W chowanego?
Gdzie twoja mama?
https://discord.gg/2B9C72sn
WYKRYTO RUCH
Niech cię, Lou.
Złaź stamtąd.
Tak, zmykaj.
Tu 911, jak mogę pomóc?
Ktoś jest w moim domu.
Mogę prosić o adres?
Lakeview 8317. Pospieszcie się.
Wysyłam radiowóz. Ma pani gdzie się schować?
Jestem w sypialni.
- A gdzie był intruz? - Na korytarzu.
Zamknęła się pani na klucz?
Nie.
Dojdzie pani do drzwi?
- Proszę pani? - Tak.
Jules?
Żyjesz?
- Daniel Rivers. - Zastępca szeryfa Gates.
Coś wiadomo?
Nie namierzyliśmy intruza.
Przyjrzałaś mu się?
Dziecka też tu nie ma.
Dziecka?
Żona słyszała w domu dziecko.
Chyba mamy już wszystko.
W razie czego, proszę dzwonić.
Dziękuję, panie władzo.
Odprowadzę.
Śmiało, powiedz to.
Wiem, co myślisz.
- Mam się martwić? - Zaszło nieporozumienie.
Nie wierzysz mi?
A jak mam to sobie wytłumaczyć?
Dysocjacją psychiczną czy obsesją na punkcie dziecka?
- Coś widziałam. - Myliłaś się.
Sądziłem, że jesteśmy w dobrym punkcie.
Że zostawiamy za sobą przeszłość.
Chcę wiedzieć, czy masz nawroty.
Teraz jest inaczej.
Poproszę doktora Meadowsa, by ci kogoś przydzielił.
- Nie chcę niańki. - Nie chodzi o ciebie.
Tylko o małą.
Czy mogę się pobawić z siostrzyczką?
Andrew?
Andrew?
To ty, skarbie?
To ja, mamusia.
Możesz do mnie wrócić?
Słyszysz mnie?
Jules?
Trzasnęły drzwi. Wszystko gra?
Odpaliłam Facetime'a z koleżanką.
Ale się rwie.
Jasne.
DZIEŃ 23. 33 DNI DO PLANOWANEGO ROZWIĄZANIA
119 na 80. Bardzo dobrze.
Delmy. Oryginalne imię.
Ładne.
Po babci.
Dobre, germańskie - według mojego taty.
Pozwolisz?
Sto czterdzieści. Idealnie.
Jak sypiasz?
Średnio.
Ironia przymusowego leżakowania.
Mnóstwo wolnego czasu i kłopoty ze snem.
Ma pani dzieci?
Próbowaliśmy, ale moje ciało odmówiło współpracy.
Przepraszam, nie powinnam.
Szczerość jest dla mnie istotna.
Macierzyństwo może mieć wiele twarzy.
Pomogłam przyjść na świat niezliczonej rzeszy dzieci.
Daniel opowiedział mi o waszym synku.
I o szpitalu Oakview.
Długo tam byłaś?
Sześć tygodni.
Depresja poporodowa?
Poporodowa psychoza.
Widywałam syna.
Mój umysł nie chciał zapomnieć.
Wiem, że obca osoba w domu to niedogodność.
Ale zawsze będę cię wspierać.
Cokolwiek czujesz, czegokolwiek doświadczasz,
możesz mi zaufać.
Doceniam.
Wypoczywaj.
DZIEŃ 29. 27 DNI TO PLANOWANEGO ROZWIĄZANIA
Powolutku.
Gotowe.
Poradzę już sobie.
Dziękuję.
Jakby co, będę w pokoju obok.
Nareszcie. Myślałam, że nigdy nie wyjdzie.
Siostrzyczka wychodzi.
Delmy!
To pewnie skurcze Braxtona-Hicksa.
Mamy się bać?
Ciało szykuje się do porodu.
Małej nic nie dolega?
Jest zdrowa.
Bardziej martwię się o panią.
Rozumiem, że ma pani za sobą pewne...
doświadczenia.
Brak snu rzuca mi się na głowę.
Proszę opowiedzieć o chłopcu.
Ile miał lat?
Cztery, pięć.
Tyle miałby teraz wasz syn?
Może pani umysł nie chce się pogodzić ze stratą.
Mimo że upłynęło tyle lat.
Zostawicie nas na chwilę?
Nikt nie mówił, że leżenie będzie proste.
Bardzo często dolegliwości psychiczne są większe niż fizyczne.
Zwłaszcza u takich jak ja?
Mamy dwie opcje.
Pierwsza to szpital.
Aż do rozwiązania pozostanie pani pod opieką specjalistów.
Nie.
Żadnych szpitali.
Może też pani zostać w domu.
Ale będzie musiała powrócić do leków.
A dziecko?
Za panią 35. tydzień.
Lekarstwa nie będą miały wpływu na przebieg ciąży.
Jeżeli chce pani pomóc córce, proszę najpierw pomóc sobie.
I odpocząć.
Może to pojedynczy incydent.
A może zapowiedź poważniejszego kryzysu.
Wierzy, że widzi wasze zmarłe dziecko.
Leki powinny złagodzić objawy, ale jeśli tak się nie stanie,
może warto rozważyć oddanie jej do szpitala.
Dla twojego dobra.
Grzeczna dziewczynka.
DZIEŃ 38. 18 DNI DO PLANOWANEGO ROZWIĄZANIA
Lou?
Chcesz się pobawić?
Dobrze.
Gotowy?
Tak?
To łap.
Też go widzisz?
Andrew?
DZIEŃ 46. 10 DNI DO PLANOWANEGO ROZWIĄZANIA
Andrew?
Skarbie, jesteś tu?
Siostra chce cię zobaczyć.
Nie chcesz się pobawić?
Przyszedłeś do siostry?
Powinnaś stąd wyjechać.
Ale dlaczego?
Ona chce siostrzyczkę.
Ale kto? Kto chce siostrzyczkę?
Kończysz?
Jeszcze parę minut.
Zaczekaj.
Nie odchodź.
Powiedz, kto chce siostrzyczkę.
Na mojej warcie się nie odmoczysz.
Proszę.
Będzie ci cieplutko.
Musimy zadbać o dziecko.
Poczułaś?
Kopnęła mnie.
Prawie zapomniałam.
O tabletce.
Skąd ją wytrzasnąłeś?
Dali mi jej numer w szpitalu.
Sprawdziłeś jej referencje?
Wiemy, skąd się wzięła?
Meadows ją polecił, więc nie wnikałem.
Cud, że była dostępna.
- Ma się stąd wynieść. - Serio?
Tak.
Delmy jest wybawieniem.
- Nie ufam jej. - Dlaczego?
Bo nie.
Dzięki niej mogę chodzić do pracy
i nie zadręczać się myśleniem o tobie.
Jeżeli mam rozważyć podziękowanie jej za współpracę,
zasługuję na jakieś wyjaśnienie z twojej strony.
Zgoda.
Mów.
Chłopiec, którego widuję,
nie uroił mi się.
To znaczy?
Słyszę go przez kamerkę w pokoju dziecięcym.
Danielu,
- to nasz syn. - Przestań.
To Andrew.
Jakimś cudem próbuje nawiązać kontakt.
Ostrzega nas.
- Przed Delmy. - Co ty bredzisz?
Ona chce nasze dziecko. Dlatego się pojawił.
- Chroni nas. - Dosyć!
Nasz syn nie żyje.
Myślisz, że nie wiem?
Myślisz, że tego nie wiem?
Sądzisz, że ten fakt nie wypala mi codziennie dziury w sercu?
To ja go trzymałam.
Modliłam się, by zaczął oddychać.
Więc mi nie mów, że nie żyje.
Byłam tam.
- Wszystko dobrze? - Tak!
Nie teraz.
- Polubiliście się. - Czy przyjmujesz leki?
Powiedz.
Nie zwalaj wszystkiego na pieprzoną chemię.
Widujesz naszego martwego syna.
Zastanów się.
Jak to wygląda z mojej perspektywy?
Przecież wiem.
Wiem, co o mnie myślisz.
Słyszę szepty, widzę twoją minę.
Mieszankę litości i strachu.
Myślisz, że mi odbija.
Że wpadłam w jakiś hormonalny korkociąg,
ale to nieprawda.
Na twoim miejscu też rozważałabym oddanie mnie do zakładu.
Ale ja nie mam urojeń.
Nie mam.
Danielu.
Nasz syn...
próbuje się z nami porozumieć.
Chce przekazać wiadomość.
Dlatego zamiast osądzania przydałoby się twoje wsparcie.
Przykro mi, Jules.
Potrzebujesz czegoś więcej.
DZIEŃ 53. 3 DNI DO PLANOWANEGO ROZWIĄZANIA
Zdrowa jak ryba.
Zjedz coś.
Nie chce mi się.
Robimy, co dla ciebie najlepsze.
Straciłam moje pierwsze w 18. tygodniu.
Wszystko było pięknie,
aż tu nagle odeszły wody.
Niewydolność szyjki macicy.
Taka diagnoza.
Próbowałam jeszcze trzy razy, ale żadnego nie donosiłam.
Czułam się pusta w środku. Zadręczałam się pytaniem,
czym sobie na to zasłużyłam.
I przypomniałam sobie opowieść.
O rodzinie znad tego jeziora.
Troje dzieci, matka w ciąży z czwartym.
Razem z mężem
jechali na poród do szpitala,
gdy nagle auto wpadło w poślizg.
Uderzyło w drzewo.
W wypadku zginęło nienarodzone dziecko.
Kobieta była niepocieszona.
Co noc tak bardzo lamentowała nad stratą, że słychać ją było w całej okolicy.
Nie jadła, zaszyła się w domu.
Widok pozostałych dzieci
przypominał jej, że zawiodła jako matka.
Że nigdy nie potrafiła ich ochronić.
W końcu to ją przerosło.
Zabiła się?
Ta opowieść
przypomniała mi, że nie jestem sama.
Że matki dźwigają ciężar straty od zarania dziejów.
Ważne jest, w co go przekujesz.
Żałoba matki to potężna siła.
Okiełznaj ją albo pożre cię żywcem.
Jak się nazywała?
Ta matka.
Chyba Kinsey.
Melandra Kinsey.
A teraz odpocznij.
M. K.
- Archiwum Kuriera. - Witam.
Potrzebuję pomocy.
Szukam czegoś o wydarzeniu, które możliwe, że opisaliście.
W jakich latach?
Przełom 60. i 70.
Niestety, przechowujemy w cyfrze jedynie ostatnie dekady.
Chyba że to było coś dużego.
Czego szukamy?
Melandra Kinsey, kobieta stąd, popełniła samobójstwo.
Poproszę o pani maila. Rozejrzę się.
OSTATNI DZIEŃ
SKOŃCZYŁEM WYKŁADY, WRACAM
Andrew, skarbie.
Mam ważne pytanie.
Cześć, kochanie.
Osoba, która chce siostrzyczkę,
czy to Melandra Kinsey?
Andrew?
Gdzie jesteś?
Delmy! Pomóż mi.
Co tam? Masz skurcze?
Ile naliczyłaś?
Julie?
Ktoś tu był.
Od dawna?
Od pół minuty.
Zaczął się poród.
Będę cię monitorować.
Zaczekaj!
Przyniosę zestaw i się ubiorę.
Nie zostawiaj mnie.
Nie ma się czego bać.
Po prostu urodzisz dziecko.
Zaraz wrócę.
Znalazłem pewien artykuł...
TRAGICZNE MORDERSTWO
ZNALEZIONO CZTERY CIAŁA
PRZY LAKEVIEW 8317
FATALNA CZWARTA CIĄŻA
UTOPIŁA SWOJE DZIECI
O Boże!
Masz skurcze?
Jeśli się nasilą, jedziemy do szpitala.
Już wkrótce urodzisz.
Nadchodzi siostrzyczka.
W porządku?
Musimy uciekać.
Spokojnie, Jules.
Tu nie jest bezpiecznie.
- Puszczajcie mnie. - To bardzo ważne.
Nie ma czasu. Ona już tu jest.
- Kto? - Melandra Kinsey.
To tylko opowieść.
Nieprawda.
Ona tu mieszkała. Figuruje w papierach.
To jej bransoletka.
Zabiła siebie, a przedtem trójkę swoich dzieci.
Nie poradziła sobie z utratą czwartego.
- Utopiła je w wannie. - To było dawno temu!
Wiedziałeś?
Spodobał ci się dom.
Chciałem, żebyś była szczęśliwa. Chroniłem cię.
Oszukując?
Ukrywając prawdę?
Bo się bałem!
Wiesz, co czułem, gdy znalazłem cię w kałuży krwi?
Nie radziłaś sobie ze śmiercią Andrew,
a ja nie byłem w stanie...
ci pomóc.
W tym domu odzyskałaś uśmiech.
- Byłaś radosna. - Nie wierzyłeś mi.
Mówiłam, że z tym domem jest coś nie tak.
Nie słuchaliście mnie. Robiliście ze mnie wariatkę.
Ale nic mi się nie uroiło.
W tym domu jest Melandra Kinsey.
I chce nasze dziecko.
Co jest?
Chowajcie się. Idzie mama.
Bierz wózek i uciekajmy.
Ruszajmy.
Zostaw ją!
Uciekajmy.
Chodź.
Zaczekaj.
Danielu.
Kochanie?
Spierdalaj!
Halo?
Czy ktoś mnie słyszy?
Jestem Julie Rivers.
Mieszkam przy Lakeview Drive 8317.
Pomóżcie mi, rodzę.
Wybiła godzina, Julie.
Nie myśl i przyj.
Przyj z całych sił.
Jeszcze.
Mam go.
Cześć.
Już po wszystkim.
Tego dziecka nie dostaniesz.
Jules!
Podnieś się.
Przestań.
Weź ją.
I wynieś.
Uciekaj.
Wrócę tu.
Zostaw ją.
To moje dziecko!
Idź precz.
Danielu, żyjesz?
Pomóżcie mojej żonie.
Tu jestem.
Proszę się odsunąć.
- Jak się nazywa? - Julie.
Jak długo tak leży?
Od pięciu minut.
Nie wyczuwam pulsu. Reanimujemy.
Julie?
Wzywa cię.
Andrew.
Cześć, kochany.
Mamusia już tu jest.
Defibrylujemy. Uwaga!
Wyczuwam lekki puls. Reanimujemy.
Słyszysz mnie, Julie?
Nie odchodź.
Błagam, Jules.
Wróć do mnie.
Kocham cię.
Nad życie.
Julie.
Zajmiesz się nim?
Oczywiście.
Żegnaj, najdroższy.
Zaczeka na ciebie.
Nie odchodź.
Wyczuwam puls.
Defibrylujemy.
Uwaga!
To co, jeszcze raz?
Mamusia.
Czy ja też dostanę?
Jeden dla mamusi.
Też chcesz?
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.