Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Witaj, przekąseczko.
Po chwili namysłu...
9-1-1!
Policja! Ktoś z ochrony zwierząt! Szybko!
Morderstwo! Zdrada! Porwanie!
Nie, ptakobranie!
Łyżeczka czosnku, udeczko ptaszka.
Wypchajcie się, kulinarne znakomitości.
Czy więźniowie nie mają aby prawa do jednej rozmowy telefonicznej?
W twoim przypadku - nie.
Popołudniowe przekąski nie mają swobód obywatelskich.
Ale nie jestem pozbawiony serca.
Co powiesz na papieroska na uspokojenie?
Och, nie zrobię tego. Nie mogę!
Co za okropna śmierć dla ptaka! Nie chcę mieć raka dzioba.
Nie! Moje płuca są czarne!
Znowu się zaczyna. Cięcie! Przewińcie do początku.
- Pomocy... - Co ty robisz? Daniel...
Tego nie ma w skrypcie. Dlaczego to dodałeś?
- Chciałem skomentować sytuację. - Jaką sytuację?
Wpychanie papierocha w dziób Pudgiemu jest niemoralne.
To jest kreskówka, a nie wydanie specjalne Oprah Winfrey.
Tę kreskówkę oglądają miliony dzieci. A my im mówimy: ,,Zapalcie sobie,,.
Pudgie nie może mówić z zamkniętym dziobem.
To dubbing. Monolog wewnętrzny. Może nawet głos Boga.
Pudgie, nie pal.
- Aktorzy. - Co? Zapytajmy techników.
Czy promowanie palenia wśród amerykańskich dzieci jest słuszne?
- Są stronniczy. Proces nieważny. - Ta sesja kosztuje studio tysiące.
Jak chcesz dostać czek, trzymaj się skryptu.
A jak chcesz udawać Gandhiego, to rób to gdzie indziej.
W takim razie zrobię to, co muszę.
Bardzo zabawne. Gdzie ty idziesz, do cholery?
Spróbuj stąd wyjść, a nigdy tu nie wrócisz.
Nie będziesz mnie tu wodził za nos, kolego.
Używając słów Prosiaczka:
Spadaj, Lou.
- Jak poszedł test z historii? - Nie pytaj.
- Jak było dziś w szkole? - Namalowałam tęczę.
- Tata? - Tatuś!
Tatuś!
- Miałeś nas dziś nie odbierać. - Wyrwałem się wcześniej z pracy.
- Chcesz powiedzieć, że cię wylali? - Nie, odszedłem. Dla czystego sumienia.
Aktorzy.
Stary, gratulacje z okazji 12 urodzin. Mam dla ciebie niespodziankę.
- Striptizerkę? - O, proszę!
- Dwie striptizerki? - Hej, chłopcze!
- Przyjęcie? - Tak!
Nie. Żadnego przyjęcia.
Mama nie zgodziła się na przyjęcie z powodu twojego raportu szkolnego.
Mama wraca do domu dopiero za cztery godziny, tak?
Przygotujcie się... na dzikie królestwo.
DOMOWE ZOO NA KÓŁKACH
Zbliża się do mety. Jest. Wygrywa ten wyścig.
A teraz zsiadamy z niego.
Chcesz go nakarmić?
Sprawdź, czy ten chce.
Przepraszam.
Złaź stąd!
- Gregory, Henderson i Hillard. - Z Mirandą Hillard, proszę.
Rozumiem ideę malowideł ściennych, ale są chyba trochę za duże.
Polecałabym również stal zamiast drewna.
Ten orientalny chodnik zastąpimy dywanem.
- Więcej różowego niż czerwonego. - Dobry pomysł.
Union Square lnn. Już lepiej.
Więcej rękodzieł. Lampy, krzesła. Nie dajcie się uwieść perkalom.
Przepraszam, Mirando, mogę cię prosić na słowo?
- Tak. Proszę mi wybaczyć. - Oczywiście.
Jedna minutka.
Rozmawiałem właśnie ze Stuartem Dunmeyerem.
- Stuart Dunmeyer? - Powiedział, że się znacie.
Stuart Dunmeyer?
lnwestuje miliony w restaurację starej willi na Nob Hill.
- Ma to być ekskluzywny pensjonat. - Tak, czytałam o tym.
- Dobrze mu się powodzi. - To on.
Poprosił właśnie o ciebie, Mirando.
Naprawdę?
- Powiedziałem, że zadzwonisz do niego jutro rano. - Oczywiście.
Panno Hillard? Gloria Chaney chce z panią rozmawiać.
- Mówi, że to ważne. - Wybacz.
Gloria?
Gloria?
- O, mój Boże! - To pani dom?
Wstyd mi to przyznać, ale tak.
Trzymanie zwierząt gospodarczych w dzielnicy willowej jest nielegalne.
- A jeżeli jedno z nich to mój mąż? - Jestem tu też z powodu hałasu.
Zajmę się tym. Jest mi naprawdę przykro.
Zjadłaś moje begonie! Boże!
Z drogi!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJl URODZIN, CHRIS
Miranda! Co słychać?
Wróciłaś wcześniej, dziewczyno.
Urządziliśmy sobie w domu przyjęcie.
Co się tu, do diabła, dzieje?
Nie wściekaj się, skarbie. Posłuchaj.
Jesteś wcześniej. Miałem wszystko posprzątać przed twoim powrotem.
Skarbie... Czego szukasz?
Lepiej uważaj. Kucyk dużo wypił.
Przyjęcie skończone.
Przyjęcie skończone.
Ona do ciebie dzwoni, a ty rujnujesz przyjęcie. Świetnie!
Nie waż się robić ze mnie potwora!
Ty bawisz się z dziećmi, a dla mnie zostaje reszta.
- Wybrałaś karierę. - Nie miałam wyboru. Nie miałam wyboru!
Nawet kiedy chcę zrobić coś fajnego, ty musisz to zrobić znacznie lepiej!
Przyniosłam tort i prezenty. A ty sprowadziłeś całe cholerne zoo!
- A ja muszę to posprzątać! - To nie sątoksyczne odpady!
Dlaczego tylko ja uważam, że zasady są potrzebne?
Dlaczego zawsze robisz ze mnie stróża porządku?
Nie robię. Ty taka jesteś.
- Zawsze mnie w to wrabiasz. - Och, rozluźnij się w końcu!
Spędzasz za dużo czasu z tymi klonami, których kiedyś nienawidziłaś.
Spędzam za dużo czasu z tobą, Daniel. To już koniec!
To już koniec.
Przestań, Mirando. Mamy problemy, kto ich nie ma? Poradzimy sobie.
Próbujemy sobie z nimi poradzić od 14 lat.
Proszę, posłuchaj. Może potrzebujemy pomocy, co?
Może powinniśmy się zgłosić do poradni małżeńskiej.
Jest już na to za późno.
Wyjedźmy razem z dziećmi na wakacje. Odpoczniesz trochę od pracy.
Jesteś wtedy inną osobą. Jesteś wspaniała.
Nasze problemy będą na nas czekać po powrocie.
Więc wynieśmy się stąd, może problemy nas nie znajdą.
Daniel, przestań żartować.
Dobrze.
Nasze drogi się rozeszły. Zmieniliśmy się.
- Nic nas nie łączy. - Ależ tak. Kochamy się.
Przecież się kochamy, Mirando.
Prawda?
Chcę rozwodu.
Nie.
Nie możemy. Jesteśmy rodziną.
Tak mi przykro.
Tak mi przykro.
Tak, mamo, powiedział mi.
Tak, mamo. Słyszałem o tym.
- Tak, jest tutaj. - Nie.
Nie ma ochoty rozmawiać.
Tak, jest w dołku. Jego małżeństwo dobiega końca.
Moje małżeństwo nie dobiega końca. Mamy po prostu przerwę.
Nie chce do siebie tej myśli dopuścić.
Dobrze dbamy o twojego chłopca. O nic się nie martw, mamo.
- Cześć, Evelyn. Dzięki za dżem. - Mówi, że nie ma za co.
Kiedy dostaniemy więcej tego beżowego podkładu?
- W przyszłym tygodniu. - Słyszałaś, mamo?
Zaczekaj chwilę.
- Już wystarczy. To facet. - Skąd miałbyś wiedzieć?
Suka.
Nie, mamo, nie ty. Mówiłem o psie.
Posłuchaj, mamo. Ludzie z planu na nas czekają.
Mamy bogate życie. Miejsca do odwiedzenia, twarze do pomalowania.
Tak, powiem mu, mamo.
Nie martw się, powiem mu.
Tak. Zapytam go.
Chce wiedzieć, czy przeniesiesz się do niej.
- Nie ma mowy. - Mówi, że się zastanowi, mamo.
Tak, dobrze. Też cię kocham.
Do widzenia, mamo.
Posłuchaj, możesz u nas zostać jak długo chcesz.
Dzięki, ale nie ma takiej potrzeby. To tylko chwilowa sytuacja.
Znam Mirandę. To się rozejdzie po kościach.
Znam Mirandę. To się rozejdzie po kościach.
Chociaż w takich sytuacjach opiekę nad dziećmi otrzymuje zwykle matka,
to zdajemy sobie sprawę z tego, że pozbawienie dzieci
opieki kochającego ojca nie leży w ich najlepszym interesie.
Ponieważ w chwili obecnej pan Hillard nie ma ani mieszkania, ani pracy,
sąd postanawia przyznać całkowitą opiekę nad dziećmi pani Hillard.
- Gratuluję. - Nie.
Pan Hillard ma prawo widywania dzieci co sobotę.
- Proszę coś zrobić. - Sędzia podjął decyzję.
Czy nie mógłby pan zgłosić sprzeciwu?
Wysoki Sądzie, proszę.
Co sobotę? To tylko jeden dzień w tygodniu.
To niewiele.
Muszę być z moimi dziećmi. Muszę z nimi być. Proszę.
Jeden dzień to dla mnie za mało. Naprawdę.
Nie rozstawałem się z nimi na dłużej niż jeden dzień od dnia ich urodzenia.
- To postanowienie jest tymczasowe. - To dobrze.
Wyznaczę urzędnika sądowego, który zbada pańską sytuację.
Powtórne rozpatrzenie tej sprawy nastąpi za 90 dni.
- Daję panu trzy miesiące. - Dziękuję.
Ma pan w tym czasie znaleźć pracę, utrzymać ją i stworzyć odpowiedni dom.
Jeżeli to się panu uda,
rozważę możliwość wspólnej opieki. Sprawa zostaje odroczona.
Wygląda na to, że jeszcze nic straconego.
- To już wszystkie moje rzeczy. - To moja wina.
Boże, nie. Dlaczego tak myślisz?
Nie powinienem był mieć przyjęcia urodzinowego.
- Wtedy by do tego nie doszło. - Doszłoby.
To wisiało w powietrzu od dłuższego czasu.
To nie twoja wina. Rozumiesz?
Dobrze, przybij piątkę.
Ty jesteś tu teraz mężczyzną.
Nie bądź bałaganiarzem.
- Nie możesz teraz odejść. - Muszę, skarbie.
Jesteśmy w połowie ,,Sieci Karoliny,,. Kto ją dokończy czytać?
Babcia ci ją dokończy.
Nie jest tak dobra jak ty. Opuszcza fragmenty i nie mówi głosami.
Poza tym dziwnie pachnie.
To formaldehyd. Dlatego babcia jest tak dobrze zakonserwowana.
Hej, chodź do mnie.
Będzie tak jak zawsze. Tyle że będziemy się rzadziej widywać.
- Kocham cię. - Kocham cię.
Będę tęsknić. Sobota już za parę dni.
- Będę za tobątęsknić. - Ja za tobąteż.
Och, tato...
- Opiekuj się nią. - Dobrze.
Do widzenia.
Dziękuję, strażniku.
Do widzenia, tato.
Do widzenia, tato.
Z pozycji urzędnika sądowego interesują mnie dwie kwestie.
- Miejsce zamieszkania... - To raczej środowisko naturalne.
Będę przychodzić na inspekcje w poniedziałki i piątki wieczorem.
Wstawię na obiad kurczaka.
Druga kwestia to pańska praca.
Oto adres biura zatrudnienia. Pozwoliłam sobie umówić pana na rozmowę.
- Dziękuję. - Czy ma pan jakieś zdolności?
O, tak. Mam.
Naśladuję głosy.
Co pan przez to rozumie?
No, naśladuję głosy.
Tak!
Szukamy rozumnych istot. Oj, popełniliśmy błąd!
Cieszę się, że jestem w Ameryce. Proszę nie pytać o zieloną kartę.
Pragnę cię w najgorszy sposób.
To ,,ciężkie,, spotkanie. Nie idzie zgodnie z planem.
Hej, szefie, daj jej szansę. Już się zaczyna rozluźniać.
Spójrz na mnie, Moneypenny. Mam ochotę zdjąć muszkę i poznać cię lepiej.
Układ z tobąto wariactwo!
Nancy i ja wciąż szukamy drugiej połowy mojej głowy.
Oni to robią! Siedzę na żyle złota!
Prosisz się o klapsa, kochanie.
Robię dobrą parodię hot doga.
Czy uważa pan, że jest pan zabawny?
Już nie.
Kiedyś uważałem, że jestem zabawny.
Ale pani to dzisiaj zmieniła. Dziękuję.
Chodzi mi jedynie o to...
Muszę być z moimi dziećmi, zrobię wszystko, aby tak było.
Proszę mi powiedzieć, co mam zrobić.
STUDIA TELEWIZYJNE KTVU
- Przepraszam. Ty jesteś Tony? - Tak, to ja.
Cześć. Jestem Daniel Hillard, jestem aktorem.
Chodź za mną.
O, filmy! Czy będę je zapowiadał na antenie?
- Niezupełnie. - A co będę robił?
Pozbierasz wszystkie puszki. Powkładasz do pudełek i wyślesz.
Potem pozbierasz te puszki. I wyślesz. Potem nadejdą następne.
W pudełka i do wysyłki.
Jakieś pytania?
Co robię po włożeniu puszek do pudełek...?
Wysyłasz.
Powodzenia, mądralo.
Zyskałem przyjaciela.
Zyskałem przyjaciela.
- Miranda. - Stu!
Cześć, Mirando.
- Dawno się nie widzieliśmy. - Tak.
Pan Dunmeyer chciałby zobaczyć twoje szkice.
Chodźmy do sali konferencyjnej.
Jak zapewne wiesz, posiadłość została wzniesiona w 1876.
Te szkice mają odzwierciedlić pragnienie jej całkowitej restauracji.
Wyglądasz wspaniale.
Lobby ma przypominać salon muzyczny z Drugiego lmperium francuskiego.
Myślałam o fortepianie z siedemnastego wieku...
Śledzę rozwój twojej kariery od dwóch lat.
Ozdabiana sofa, flamandzkie arrasy, stół z brązu w stylu Regencji...
Chciałbym odnowić naszą znajomość.
Zegary na kominku.
Krzesła z obiciami, ciężkie zasłony.
Czy możemy porozmawiać? Może podczas kolacji?
Stuart, dziękuję. Ja...
Zaczynam właśnie sprawę rozwodową.
Nie wyszło nam.
- Och, Mirando, przykro mi. - Nie musisz tak mówić.
Nie, naprawdę. Nigdy nie żywiłem żadnej urazy. Chciałem tylko...
Miałem nadzieję, że będziesz szczęśliwa.
O, Boże, to takie miłe.
Bałem się jedynie, że moja wizyta odstraszy cię od projektu.
Nie, nie. Oczywiście, że nie...
Jestem profesjonalistką. Ja...
Pochlebia mi, że mimo tego, co zaszło, pomyślałeś o mnie.
Tak, mimo tego.
No cóż... Było, minęło.
Tak.
Jestem spóźniony. Mam spotkanie w banku.
Czy możemy porozmawiać kiedyś w tygodniu?
- Pewnie. - Dobrze.
Miło cię znowu widzieć.
Miło cię znowu widzieć.
Dobre, co?
Wiem, że mieszkanie nie wygląda na razie najlepiej, ale...
Postaram się. Jak się wam podoba?
- Fajne. - W porządku.
Ohydne.
Hej, daj mi trochę czasu.
Nie mogę się odnaleźć w tym nowym stylu życia.
My też nie.
Wiem, że jest wam ciężko, skarbie.
Nie mógłbyś przeprosić mamy?
Gdyby to tylko było możliwe.
Wiesz, problemy dorosłych...
Są trochę bardziej skomplikowane, Nattie.
Jak się miewa sekutnica?
- Wasza mama. - W porządku.
Miło to słyszeć.
Nie chciałbym, aby złapała amebową dyzenterię albo hemoroidy.
Co to jest amebowa dyzenteria?
To infekcja brzucha, rozwolnienie do końca życia.
- Rozwolnienie do końca życia? - Organizm się odwadnia i umierasz.
- Umierasz? - Nie przedstawiaj tego tak obrazowo.
- Czytałem o tym w książce do biologii. - Chciałbyś, żeby mama umarła?
Skarbie, nie chcę, żeby mama umarła.
To dlaczego tak powiedziałeś?
Tato, nie starasz się za bardzo.
Spotykamy się z tobątylko raz w tygodniu. To za mało.
Masz rację. Przepraszam. Zacznę się bardziej starać.
Nattie, odtąd będę miał dobre myśli, zgoda?
- O mamie? - Spróbuję. Przyrzekam.
- Będziesz ją nazywał księżniczką? - O, tak.
Już teraz czuję się jak ropuch.
Tatuś to ropuch.
- To mama. - Niemożliwe. Jest godzinę wcześniej.
Chodź, Nattie, musimy iść.
Nie, nie! Usiądźcie.
Siadajcie!
Nie musicie się zrywać na dźwięk jej klaksonu.
To jest mój czas z wami.
Do cholery, jesteście także moimi dziećmi!
No już.
Cześć.
Och, Daniel... Co za wystrój.
Dziękuję ci, Mirando. Chodziło mi o motyw uciekiniera.
Coś a la ucieczka z rodzinnego domu.
Ale przyjrzyjmy się tobie!
Motyw z ,,Tańczącego z wilkami,,. Jak masz na imię: Kupująca z pięściami?
- Czy moje dzieci są gotowe? - Nie, nasze dzieci nie są gotowe,
bo przyszłaś godzinę za wcześnie i spóźniłaś się przywożąc je tutaj.
Nie mam na to czasu. Muszę jechać do banku, do sklepu, do redakcji.
Do redakcji? Ogłoszenie w kolumnie samotnych serc?
,,Samotna pani 90/60/90, pozna pana z samochodem, bez nałogów.,'
Poszukuję gosposi.
Gosposia? Po co ci gosposia?
Chcę, aby ktoś zajął się dziećmi po szkole, aby sprzątał, gotował...
- lle będziesz jej płacić? - 300 dolarów tygodniowo. W porządku?
Mogę zobaczyć ogłoszenie?
- Mam jako ojciec prawo. Proszę. - Dobrze. Co jeszcze chcesz zobaczyć?
- Czy to oferta? - Już nie.
Nic nowego.
- Wszystko w porządku? - Tak, mamo. W porządku.
Mirando, pozwól mi się zająć dziećmi.
Będę je odbierał ze szkoły, spędzał z nimi parę godzin i odwoził do domu.
- Byłoby wspaniale! - Prosimy!
- Dzieci są zachwycone. - Mamo, prosimy!
Zastanowię się nad tym.
Do cholery, jesteśmy także jego dziećmi.
Dzieci mówią najdziwniejsze rzeczy.
Dziękuję. Czego jeszcze chcesz nauczyć naszą pięcioletnią córkę?
No dobrze, znajdźcie kurtki.
- Załóżcie je i wychodzimy stąd. - Dobrze, mamo.
Miałam zasugerować skorzystanie z toalety, ale to chyba zły pomysł.
POTRZEBNA NIEZAWODNA, NIEPALĄCA GOSPOSIA
Nie zapomnijcie niczego. Nie chciałabym się wracać.
No dobrze, idziemy.
- Do soboty. - Pożegnajcie się z ojcem.
Do widzenia, tato.
- Twoje ogłoszenie. - Wezmę torebkę.
Oczywiście.
Oczywiście.
Słucham. Dzwonisz w sprawie ogłoszenia?
- U kogo ostatnio pracowałaś? - Byłam członkiem zespołu rockowego.
- Zespół rockowy? - Chcę wiedzieć jedno.
Czy pani dzieci są grzeczne, czy też trzeba im czasem przetrzepać skórę?
- Skontaktuję się z tobą. - Nieźle!
Nazywam się llsa Himmelman. lle ma pani dzieci?
- Dwie dziewczynki i chłopca. - A, chłopca!
Nie pracuję z mężczyznami, bo sama kiedyś byłam facetem.
Obrzydliwość.
Słucham.
Leyla, wracaj do swojej celi! Jak nie, to poleję cię wodą z węża!
Halo?
Ja jestem praca.
- Mówisz po angielsku? - Ja jestem praca.
Przykro mi. Pozycja została obsadzona.
Co za koszmar!
A teraz do roboty.
Słucham?
Dzwonię w sprawie ogłoszenia, które przeczytałam w gazecie.
Tak. Czy mogłaby mi pani coś o sobie powiedzieć?
Oczywiście, złotko.
Przez ostatnie 15 lat pracowałam dla angielskiej rodziny Smythe'ów.
Smythe'ów, a nie Smithów, złotko.
Sprzątałam, gotowałam i troszczyłam się o czwórkę ich wspaniałych dzieci.
Bardzo się z nimizżyłam, ale dzieci,jak to dzieci, dorosły.
Dość już o mnie. Proszę mi teraz opowiedzieć o swoich pociechach.
- Mam dwie dziewczynki... - Dwa drogocenne klejnoty.
Są z pewnością oczkiem w głowie mamusi.
- I jednego chłopca. - Mały książę. Jak cudownie.
Z tą pozycjąwiąże się też trochę gotowania.
Nie mam nic przeciwko gotowaniu, złotko.
Ale mam jedną zasadę: dzieci jedzą zdrowe, pełnowartościowe jedzenie.
Jeżeli zaczynają grymasić, chodzą głodne.
To moja zasada. Mam nadzieję, że nie jest zbyt surowa.
Nie!
Czy zechciałaby się pani z nami spotkać? Może w poniedziałek o 19.30.
- Z przyjemnością, złotko. - Wspaniale.
Mieszkam pod numerem 2640 na Steiner Street.
Steiner. To wspaniale.
- Jak się pani nazywa? - Jak się nazywam?
Podałam już chyba swoje nazwisko.
Nie.
- Doubtfire. - Słucham?
Doubtfire, złotko. Pani Doubtfire.
- Z przyjemnością panią poznam. - Wspaniale. Wzajemnie, złotko.
- Do widzenia. - Do zobaczenia.
Czas na przedstawienie.
Czas na przedstawienie.
- Daniel, cześć. - Zrobisz ze mnie kobietę?
Skarbie, tak się cieszę!
- Och, chodź. - Wiedziałem, że zrozumiesz.
- Czy to będzie bolało? - Nie grymaś. Zrelaksuj się.
- Jesteś pewien? - Dla urody trzeba pocierpieć.
Weź głęboki oddech. Natychmiastowy lifting.
A tasiemki schowamy pod peruką.
- Martwię się tylko jego zarostem. - Dobra, zaczniemy od makijażu.
- Nie chcę depilacji woskiem. - Nie martw się. Położymy podkład.
- Czuję się jak Gloria Swanson. - Wyglądasz jak jej matka.
Jestem gotowa na zbliżenie, panie DeMille.
Dobra. Zaczynamy się modlić.
Mam nadzieję, że to Żywa Czerwień. Uwielbiam ten kolor.
- Pasuje do szminki. - Dzięki.
Czuję się cudownie, poznałam tego przystojnego Kubańczyka.
Każdej nocy odgrywamy Zatokę Świń.
Nie będę was okłamywać. Jest fantastyczny.
No, nie wiem. Dzieci mogą się tego przestraszyć.
Przejdziemy na następny poziom.
Lateks.
Oj, taki skandal.
Nie kupię już więcej napletki od mohela. Była taka łykowata.
- To nie to. - Nie martw się.
To tylko przymiarki. Mój brat nie będzie musiał się wstydzić.
- Niech cię Bóg błogosławi. - Musimy zrobić całątwarz.
Ale spójrzcie, co my tu mamy.
To nie to. Muszę wyglądać starzej.
Starzej? Tak jak Shelley Winters czy Shirley MacLaine?
- Jest jakaś różnica? - Taśma klejąca i czerwona farba do włosów.
- Co powiesz na Joan Collins? - To nie na moje nerwy.
Ale mam trochę gipsu.
Jestem podobny?
Jeszcze trochę i byłbyś mamą.
Jeszcze trochę i byłbyś mamą.
To obrzydliwe!
Nigdy nie widziałam czegoś tak ohydnego.
Super.
Co to jest? Wyłączcie to, dobrze?
Chodźcie. Chcę, abyśmy poznali razem tę panią.
Macie być dla niej mili, a potem... powiecie mi, co o niej sądzicie.
Ustawcie się tutaj i pomóżcie mi podjąć decyzję.
Dobry wieczór. Pani Hillard, jak sądzę.
Tak. Jestem Miranda Hillard.
Euphegenia Doubtfire.
Tak. Proszę wejść.
Dziękuję, złotko.
- A to zapewne twoje aniołki. - Tak.
- To jest Natalie. - Och, witaj, Natalie.
- Popsikała się pani sprayem od robaków? - Nattie!
Nic nie szkodzi. Bez obrazy. Trochę sobie pofolgowałam.
W moim wieku, to jak dobry ser. Wszystko ma swój własny zapach.
Podziwiam twoją szczerość, Nattie. To wspaniała zaleta. Nie strać jej.
Często znika ona z wiekiem lub wejściem na arenę polityczną.
I ta mała twarzyczka. Przypomina mi Stuarta Malutkiego,
jedną z najbardziej honorowych postaci w literaturze.
- Znasz tę książkę, ,,Stuart Malutki,,? - Tak! To jedna z moich ulubionych.
Moja też! Może ci ją kiedyś poczytam - jeżeli dostanę tę pozycję.
- Byłoby wspaniale. - Kim jest ten rosły młody człowiek?
- To jest Chris. - Dobry wieczór.
Dobry wieczór.
Jest pani duża jak na kobietę. Mogłaby pani grać w drużynie futbolowej.
Byłam kiedyś obrońcą. Mówię o futbolu europejskim.
- Piłka nożna? - Tak. Grasz w piłkę nożną?
- Tak! - Och, czyż to nie wspaniale?
Byłam kapitanem drużyny żeńskiej. Wygrałyśmy trzy mistrzostwa.
Ale to było dawno temu!
Byłam wtedy bardziej zdyscyplinowana. Przedkładałam naukę nad sport.
Ty pewnie jesteś taki sam i już dawno odrobiłeś lekcje.
- No, niezupełnie. - Doprawdy? A to szkoda.
Młodzi ludzie, którzy się nie uczą, tracą przez to na zabawie.
- A kim jest ta młoda dama? - To jest Lydia.
Dobry wieczór, Lydio.
To nie fair, mamo. Po co nam w ogóle gosposia?
- Tego mi tylko trzeba. - Tato to może robić.
Kochanie, kłótnia z matkąw obecności nieznajomej jest niestosowna.
Nie rozumiem, dlaczego nie możemy spędzić tego czasu z tatą.
Może ona ma rację. Może ich ojciec lepiej by się do tego nadawał.
Nie, nie sądzę.
To nie moja wina, skarbie. Gdyby znalazł pracę i porządne mieszkanie...
- On jest pokroju... - Przepraszam, złotko.
Zapewne chciałabyś, aby dzieci opuściły pokój,
zanim zaczniesz okładać inwektywami ich ojca. Co?
Gdybym to zrobiła, mogłabym ich już więcej nie zobaczyć.
- Przepraszam. Ma pani rację. - Nic się nie stało.
- Ma pani zupełną rację. - Widzę tylko to, co widzę.
ldźcie na górę. Zaraz do was przyjdę.
- Miło było was poznać. - Tak, wzajemnie.
Ciebie też, Lydio.
- Co za mocne charaktery. - Tak.
- Zwłaszcza Lydia. Jest zawzięta. - Wiem.
- Bardzo się na mnie gniewają. - To pewnie rozwód.
Skąd pani wiedziała?
Da się to wyczuć, złotko - sposób, w jaki mówiła o ojcu.
Z jej wypowiedzi wnoszę, że nie służy w marynarce. Musi być gdzieś blisko.
- Tak. - Och, to takie smutne.
- Napiłaby się pani herbaty? - Z przyjemnością.
- Kuchnia jest tutaj. - Co za przepiękny dom.
- Sama go urządziłaś? - Tak.
Co za gust! Wspaniały, złotko!
- Oto mój list motywacyjny. - A. Dziękuję.
- Nastawię herbatę. - Ja to zrobię, złotko.
Ty miałaś ciężki dzień. Usiądź sobie i zostaw to mnie.
Dziękuję. To bardzo miłe z pani strony.
To nic takiego, złotko.
- Co za wspaniały list motywacyjny. - Dziękuję, złotko.
,,Ekspert w pierwszej pomocy,,.
I w technice Heimlicha, złotko.
To konieczność, kiedy się ma pod opieką małe dzieci.
Mogą połknąć wszystko. Trzeba wiedzieć, jak im wtedy pomóc.
Co my tu mamy?
Co za idealnie zagospodarowana przestrzeń!
No proszę. Wszystko ma swoje miejsce i nalepkę z nazwą.
Co za precyzja! Wspaniale.
Mój mąż nigdy tego nie doceniał.
Och. Biedny głupiec.
Ale chyba nie dlatego się z nim rozwiodłaś, co?
Nie.
To takie smutne, małżeństwo może być błogosławieństwem.
Tak jak i rozwód.
Daniel jest trudny we współżyciu. Ale dzieci za nim szaleją.
Da się to wyczuć.
Czuje się pani w tej kuchni jak u siebie w domu!
To dlatego, że do wszystkiego jest łatwy dostęp. To twoja zasługa.
Dziwię się, że nie ma tu nalepki z napisem ,,łyżki,,.
Przypomina mi pani kogoś.
Doprawdy? Kogo?
Mam uczucie, jakbym panią znała od lat.
Może znałyśmy się w innym życiu.
Bardzo bym chciała, aby pani dla nas pracowała.
- Ja też. - Świetnie!
To dla mnie zaszczyt.
Za nas.
Za nas. Za początek naszych stosunków zawodowych.
Dobry wieczór, złotko.
Dobry wieczór.
Chłodna noc, nieprawdaż?
Tak, zgadza się.
Mam nadzieję, że czeka na panią w domu coś miłego i ciepłego.
Mój krzyż.
Jezu! Jak znajdę tego dupka, co wymyślił obcasy, to go zabiję.
Boże...!
Przepraszam.
Pani Sellner!
Czy my się znamy?
Nie. Ale Danny dużo mi o pani opowiadał.
Jestem jego siostrą.
Jego... znacznie starszą siostrą.
- Ma pani jego oczy. - Jeżeli wypełni kartę dawcy.
- Czy pani brat jest w domu? Byliśmy umówieni. - Doprawdy? Wspaniale.
Pójdę na górę i poproszę go, aby do pani zszedł.
- Wejdę z panią. - Nie.
- Tak. - Dlaczego?
Bo w poniedziałki i piątki wieczorem przychodzę sprawdzać jego mieszkanie.
Tak, wspominał coś o tym.
Jest pani pewna, złotko? To trzy piętra w górę.
- Jeśli pani podoła, to ja też. - Nie wątpię w to!
- Czy ma pani mocne serce? - Jak dzwon.
To dobrze! Nie chciałabym, żeby mi pani po drodze padła.
Cholerne drzwi.
Proszę wejść. Przepraszam za to.
Jesteśmy. Mieszkanie Daniela.
To moje, złotko. Jestem nieporządnym gościem.
Proszę się rozgościć. Zaraz wracam.
To znaczy, zawołam Danny'ego.
Proszę się nie obawiać. Będę obok. Danny!
Danny, gdzie jesteś? A, jest tutaj. Znalazłam go.
Danny, przyszła pani Sellner!
- Och, ona tu jest? - Tak, jest.
Pani Sellner, właśnie wyszedłem spod prysznica!
Będzie pani ze mnie zadowolona!
Przeszedłem parę interesujących zmian!
Staję się nowym człowiekiem i przykładnym ojcem!
Zaraz do pani przyjdzie. Tylko się przebierze.
Chcę panią poinformować o zmianach w mojej karierze!
Doszło do dwóch istotnych zmian! Zaczęto mnie w końcu doceniać!
Rzeczy nabierają kształtów, a ja się rozwijam! Naprawdę!
Na początku było ciężko, ale teraz wszystko gra!
Wyszedłem na swoje! O, tak!
Mam pracę, której mogę się poświęcić!
Zaraz do pani przyjdę, pani Sellner!
Jak dobrze, że nie muszę się więcej poniżać, pani Sellner!
Jak się pani miewa? Miło paniąwidzieć!
Jeżeli chciała pani sera, trzeba było powiedzieć.
Ucieszy się pani, jak powiem, że mam teraz dwie prace.
Jedną przy robieniu filmów edukacyjnych - wielka odpowiedzialność.
- A drugą? - Sprzątam domy. Oprócz mojego.
- Duża dziewczyna! - Pańska siostra jest Angielką?
Pół Angielką, pół Amerykanką.
To moja przyrodnia siostra. Co czyni z niej Angielkę w ósmej części.
Ojciec był Amerykaninem. W czasie wojny latał w angielskich siłach powietrznych.
Kiedy był w Londynie... spotkał pewną słodkąAngielkę.
Moja siostra jest owocem ich namiętności.
Przepraszam. To mojej siostry.
Nie jest z niej za dobra gosposia. Ale przyrządza wspaniałą herbatę.
Doprawdy? Z przyjemnością napiję się angielskiej herbaty.
Och! Ja też! Pójdę po nią.
Siostrzyczko! Siostrzyczko!
Jesteś tu, siostrzyczko?
Herbata? Filiżanka trotylu?
To chore. Mamo!
Moja twarz!
Muszę po nią zejść.
Jestem Normanem Batesem!
Panno Hillard?
- Tak, złotko? - Słodzę herbatę.
Och, pani herbata!
Zaraz podaję!
Za momencik, złotko! Cukier - jedna czy dwie kostki?
- Dwie, proszę! - Herbata, cukier, gorąca woda.
Już się robi. Zaraz ją podam!
Zaraz podaję!
Nie! Zatrzymaj się!
O, cholera!
- Czy mogę pani pomóc? - O, nie! Nie potrzebuję pomocy.
Potrzebna mi twarz.
- Jest pani pewna? - W stu procentach!
Nie jestem muzułmaninem. Potrzebna mi twarz. O, Boże!
Panno Hillard? Woda się gotuje.
Witam!
Przepraszam, że panią przestraszyłam. Wyglądam pewnie jak yeti.
To maseczka z białek na noc. Jeden z zabiegów upiększających.
Składa się z białka, śmietanki, cukru pudru, wanilii i odrobiny aluminium.
Proszę, złotko. Ma pani śmietankę i cukier. Herbatka a la cappuccino.
Jedną kapkę czy dwie? Jeszcze jedną?
Och! No i proszę!
Jak widać, nie mogę z panią zostać. Topię się jak śnieg na pustyni.
I znowu! Zawołam Danny'ego. Zaraz do pani przyjdzie.
- Danny! - Już idę, siostrzyczko!
- Miło było panią poznać! - Wzajemnie.
- Miło było panią poznać! - Wzajemnie.
- Miałem mały wypadek. - Bądź ostrożny. To stara kobieta.
Dlaczego nie mogłem być jedynym dzieckiem?
- Przepraszam. - Nie ma za co.
Gotowi? ldziemy.
Dobrze się bawiłaś?
- Co robiłaś? - Namalowałam króliczka.
Spodobał się pani nauczycielce.
Mam tu włosówza 1000 dolarów. Co ja z tym zrobię?
- Zastanawiałem się, czy... - Chceszjedną z nich?
Lepiej zrobię z nich palto dla żony.
No dobrze. Czas na rozwijanie intelektu.
- Czas na odrabianie lekcji. Zgoda? - Tak, ale... po tym programie.
Nie. Teraz.
Nie.
Zawsze oglądamy ,,Dicka Van Dyke'a,,.
Naprawdę? Już nie.
Odtąd będziecie oglądać jedynie wiadomości.
Wiem,
że dyscyplina jest wam obca.
Ale przy mnie się jej nauczycie.
W godzinach od trzeciej do siódmej po południu ja się wami zajmuję.
A kiedy ja się wami zajmuję, macie przestrzegać zasad.
Ci, co nie będą ich przestrzegać, zostaną ukarani.
- Ukarani? - Ona kłamie.
Nie ukarałaby nas.
Nie zaczynaj ze mną...
To jest wyzysk. To nie fair.
- Zamknij się, Lydia. - Tak. Ty nas w to wpakowałaś.
A, moje małe psiaczki.
Rozłam w szeregach?
Jesteście gotowi do lekcji czy chcecie kontynuować pracę fizyczną?
- Nie. Cokolwiek, byle nie to. - A więc na górę, moje małe kujony.
ldźcie. Uciekajcie przede mną!
Naprzód i w górę!
Powytężajcie swoje szare komórki.
Powiększcie objętość mózgów.
- Tęsknię za tatą. - Ja też.
Ja najbardziej.
Jestem tu, kochani.
W pewnej postaci.
Co dalej?
Aha. Szczypta bazylii.
Cholera!
Pomocy!
O, Boże! To zaraz wykipi!
Spokojnie.
Cholera. Spokojnie.
No już.
Jak to wygląda? O, mój Boże. Zwarzył się. O, Boże.
Ten sos śmierdzi jak palona guma.
Boże, jak tu gorąco.
Mój pierwszy dzień jako kobieta, a już mam uderzenia gorąca.
U VALENTIEGO - SMACZNE JEDZENIE W RESTAURACJl I NA WYNOS
- Oto pani jedzenie. - lle się należy?
- 135,27. - 135 dolarów?! To z pewnością...
I 27 centów.
Cztery obiady. 20 dolców ekstra za pośpiech.
Pośpiech? Za tę cenę mogłeś się bardziej postarać, złotko.
- Mam tu 140. Masz wydać? - Nie.
Tak też myślałam. Dziękuję bardzo.
Halo!
Halo! Czy ktoś tu jest?
- Gdzie byliście? - Na górze, odrabialiśmy lekcje.
Pani Doubtfire powiedziała, że musimy.
Tak powiedziała?
Odrabialiście lekcje. Wspaniale!
- Cześć. - Cześć, skarbie.
Dom wygląda wspaniale! Aż lśni czystością.
Podano do stołu.
Co za niespodzianka!
Pani Doubtfire?
Lydia, złotko. Wracaj do środka, bo zamarzniesz.
Ja... chciałam tylko przeprosić za swoje dzisiejsze zachowanie.
- Och, złotko, nic nie szkodzi. - Jest mi naprawdę przykro.
Ja tylko... Wciąż nie mogę dojść z tym wszystkim do ładu.
Jak my wszyscy, skarbie.
Co?
Chciałam powiedzieć, że rozumiem wasz ból.
Tak.
Chciałam też pani podziękować.
- Za co? - Za radość, jaką sprawiła pani mamie.
Nie była w takim dobrym humorze od... Nawet nie pamiętam od kiedy.
Ale to było dawno.
- Naprawdę? - Tak.
No cóż, muszę wracać, ale...
- ldź. - Dobrze. Dziękuję.
Nie ma za co.
Dobranoc.
Dziękuję.
O, nie.
O, nie.
Moja pani! Miło panią znowu widzieć!
Tak, wzajemnie.
Lubię śródziemnomorską urodę u kobiety.
Naturalna. Zdrowa.
Taka, jaką Bóg ją stworzył.
Kiedy mnie tworzył, zadrżała mu ręka. Jestem wyjątkowa.
Z pewnością.
Dziękuję.
Nie jestem kanciarzem.
,,Pocałowała Stuarta i podziękowała mu.,,
,,Jak tam było? - zapytał pan Malutki,
który lubił słuchać opowieści o miejscach, w których nigdy nie był.,,
,,W porządku - odpowiedział Stuart.,'
Odwal się, dupku!
Spadaj!
Gnojek, porwał mi torebkę.
Kochaś tu jest.
Nasz Don Juan ma piękny, mały samochodzik.
Co za szkoda!
Co za szkoda!
To było na studiach, wasza mama miała zaprojektować dużą platformę.
- Nie byłam taka młoda. - Poszedłem ją pocałować...
Wszędzie fruwały gumki. Uderzały nas po twarzach.
- To nieprawda! - Było jak na ,,Szczękach,,.
- Co za piękny widok! - Och. Pani Doubtfire.
Miranda. Co za miła niespodzianka, jesteś w domu tak wcześnie.
- A kim jest twój gość? - To jest Stu.
- Chciał poznać dzieci. - Och, doprawdy?
To musi być ta słynna pani Doubtfire.
Miło mi panią poznać.
Tak... Miranda mówi o pani bez przerwy.
- To dziwne. O tobie nigdy nie wspomniała. - Nie?
- Nie. - No cóż... miło panią poznać.
- Ciebie też. - Tak.
Mam w Londynie dom. Urodziłem się tam. Z której części Anglii pani pochodzi?
Stąd i zowąd, złotko. Zmieniałam miejsca zamieszkania.
- Akcent jest trochę... niewyraźny. - Doprawdy? Tak jak twoja opalenizna.
Czy możesz mi w czymś pomóc, złotko? Znalazłam to na zewnątrz.
Tak. To od mojego mercedesa.
Od twojego mercedesa? Ten duży, drogi samochód należy do ciebie?
Ojej. Podobno mężczyzna, który kupuje duży samochód,
rekompensuje sobie tym małe genitalia.
Ale nie w twoim przypadku, bo widzę, że z ciebie duży chłopiec, prawda?
- Miło było panią poznać. - Ciebie też, złotko.
- Czy mogłabym z panią porozmawiać? - Ach, oczywiście, złotko.
Czy zostałaby pani dziś z dziećmi trochę dłużej?
Stu. Brzmi bardziej jak gęsta zupa niż jak imię.
To zdrobnienie od Stuarta.
- Tak? - Jest moim klientem. I przyjacielem.
- Był przyjacielem. I jest. - Więc kim jest?
- Nie wiem, co się dzieje. - O co chodzi, złotko?
- Czyż on nie jest wspaniały? - Tak jakby, złotko.
Jeżeli lubisz ten typ oschłych przystojniaków.
Osobiście wolę niskich, włochatych i śmiesznych.
Zaprasza mnie tylko na drinka.
- Brzmi niewinnie, nie uważa pani? - Ależ skąd, złotko.
- Oni zawsze mają ukryte zamiary. - Tu chodzi głównie o sprawy zawodowe.
Zamówię wodę gazowaną i przejrzymy próbki tapet.
Droga Mirando. Przejrzyj na oczy, złotko.
Nie dostrzegasz pożądania w oczach tego mężczyzny?
Jest jeszcze za wcześnie.
Musisz ochłonąć po rozwodzie.
Pozwól ostygnąć pościeli, zanim wprowadzisz do niej kogoś innego.
Czy mogę pani zadać pytanie?
Oczywiście, złotko.
Jak długo po odejściu pana Doubtfire...
Winstona.
..poczuła pani pożądanie...
Nigdy.
Już nigdy.
Kiedy zabraknie ojca twoich dzieci,
jedynym rozwiązaniem jest życie w całkowitym celibacie.
- W celibacie? - Tak.
A jak pogwałcisz tę zasadę, niech ci niebiosa będąłaskawe.
Powodzenia.
Dziękuję.
Przeliteruj ,,przewaga,,.
Brawo. ,,Dyskryminować,,.
Bardzo dobrze. Wybacz mi na chwilę. Głos natury.
Popatrz na te. Zaraz wracam.
- O, Boże. - O, Boże!
- O, mój Boże! - Chris! Zaczekaj!
Lydia! Musimy wezwać gliny!
- Musimy zadzwonić pod 911! - Dlaczego?
Pani Doubtfire. On to ona, ona... on...!
Co?!
- On jest pół mężczyzną, pół kobietą! - Co?!
- No dobrze. Uspokójcie się. - Stój! Albo oberwiesz!
- Po jajach! - Tak!
- Ona je ma? - Ma wszystko.
Dobrze. Posłuchajcie.
Nie jestem... osobą, za którą mnie uważacie.
- Gówno prawda! - Uważaj, co mówisz, młody człowieku!
O, mój Boże.
- Tata? - Tak.
- Tata? - Tak, skarbie.
Nie lubisz chyba nosić tych rzeczy, co?
Część z nich jest wygodna... Nie!
To cholerna mordęga. To nie jest życie. To tylko praca.
Nie chodzę po pracy do barów dla staruszek, czy coś takiego.
To jedyny sposób, abym mógł was codziennie widywać.
- Kto to zrobił? - Wujek Frank i ciocia Jack.
To naprawdę ty.
Tak.
To tylko maska. A to kombinezon. Nie przeszedłem żadnych operacji.
- Dobra robota. - Tak.
Cześć.
- Przepraszam, że cię przestraszyłem. Chodź, Chris. - Nie. W porządku.
Rozumiem. Ja tylko... nie chcę cię obejmować.
- Jeszcze nie teraz. - Nie ma sprawy. To męska rzecz.
Tak.
Nie możecie o tym powiedzieć mamie, zgoda?
Bo jak się dowie, będę was mógł oglądać tylko przez kratki.
Nie możemy też powiedzieć Nattie, bo by mnie wydała.
Musicie obiecać, że to zostanie między nami. Zgoda?
- Obiecujecie? - Tak.
Nie bój się.
Dobrze? To nasz mały sekret.
Dobrze? To nasz mały sekret.
Większość dinozaurów była roślinożerna.
Ale ten oto Tyrannosaurus rex
jest mięsożerny.
Podobna do jaszczurki Saurischia
i ptakokształtna
Ornithischia.
A teraz przeniesiemy się tam,
gdzie żaden człowiek nigdy nie był.
O, nie.
Który z nich to dinozaur?
- Chyba ten w środku. - Myli się pan. Dinozaury wyginęły.
Że też jeszcze katujątym dzieci. To obłęd.
Trzeba wstawić dementi: ,,Oglądając program, odłóż ostre narzędzia,,.
To niesamowite.
Ten facet usypiał i mnie, kiedy byłem dzieckiem. To niewiarygodne.
Jest jak flaki z olejem. Pan Rogers wygląda przy nim jak Mick Jagger.
Co za idiota trzymał tego gościa na antenie przez 25 lat?
Ja.
Pan?
Jonathan Lundy.
Jonathan Lundy, dyrektor naczelny, właściciel?
Daniel Hillard, były pracownik.
Może.
To zabawne.
Nie chciałem krytykować. Ja tylko...
- Czasem miewam... - Krytykuj, ile chcesz. To okropny program.
Chcę go skasować. Cierpi na tym cały popołudniowy rozkład. Już go nie ma.
Wie pan, co by trzeba zrobić?
Zacząć od początku. Dodać... muzyczną oprawę.
- Mały tyranozaur wychodzi... - Hillard, rusz tyłek.
Ta partia materiału ma zdążyć na lot do LA o szóstej.
Tony, to jest pan Lundy.
- On mnie zna. - Tak.
Czy chciał pan kiedyś zatrzymać dany moment pańskiego dnia,
spojrzeć na niego i powiedzieć: ,,To nie jest moje życie,,?
Miranda. Co robisz w domu tak wcześnie?
Miałam umówione spotkanie. Och, dziękuję!
Z urzędnikiem sądowym. Z panią Sellner.
- Nie chce mi się wierzyć. - W co, złotko?
Podobno Daniel mieszka z kobietą, która udaje jego siostrę!
- Ale on nie ma siostry. - Pani Sellner pewnie się myli.
Pracuje dla opieki społecznej.
Poza tym, kto by mógł zająć twoje miejsce?
W tak krótkim czasie. Doprawdy!
Podobno jest starsza i wielce nieatrakcyjna.
Doprawdy?
Pani Doubtfire.
- Tak? - Czy pani i pan Doubtfire...
- Musieliście mieć problemy. - Każde małżeństwo przez nie przechodzi.
Ale ja zawsze powtarzam: złe chwile mijają,
a dobre zapadająw pamięć.
- Tak. Przepraszam. - Nic nie szkodzi.
To zimne mięso przypomina mi Winstona. Pokój jego duszy.
Kiedy on... odszedł?
W listopadzie minie osiem lat, złotko.
Jak to się stało?
- Lubił sobie wypić. - Aha.
- Alkohol go zabił. - To straszne.
- Był alkoholikiem? - Nie. Potrąciła go cysterna z piwem.
Faktycznie zabił go alkohol.
- Co za tragedia! - Tak.
Ale tak naprawdę był dobrym człowiekiem.
Pokój jego duszy.
I pomimo wielu wad, jakie miał, złotko,
ja zawsze powtarzam: mąż z wadami jest lepszy niż żaden.
- Po co mi mąż, kiedy mam panią? - Chyba tak nie myślisz, złotko?
- No cóż... - Och, to takie miłe!
Nawet sobie pani nie wyobraża, co znaczyło być żoną Daniela.
Opowiedz mi. Co było takiego strasznego w człowieku, z którym żyłaś 14 lat?
Na początku, nic.
Był taki... romantyczny.
- Namiętny. - Doprawdy?
Wychodzi na to, że to prawdziwy ogier.
Mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe, ale...
Jaki on był... no wiesz... na skali od 1 do 10?
No cóż. Ta część była zawsze...
w porządku.
Tylko w porządku?
W porównaniu do biednego Winstona był pewnie Casanovą.
- Co było złego z Winstonem? - Ojej.
W jego pojęciu gra wstępna to: ,,Effie, przygotuj się,,.
Oczarowały mnie jego spontaniczność i energia.
Doprawdy?
Moi pozostali znajomi byli skrupulatni, zorganizowani.
Chyba tak jak ja.
A Daniel był tak cudownie inny. I zabawny. Zawsze mnie rozśmieszał.
Zawsze powtarzam: kluczem do solidnego małżeństwa jest śmiech.
Ale po paru latach wszystko przestało być śmieszne.
- Dlaczego? - Cały czas pracowałam.
A on ciągle zmieniał pracę. Rzadko widywałam dzieci.
Kiedy wracałam wcześniej, aby z nimi pobyć, zawsze było coś nie tak.
Dom był jak po spaleniu, a ja musiałam go sprzątać.
Nigdy o tym nie wiedział, ale wiele nocy... płakałam w poduszkę.
Naprawdę?
Nie lubiłam osoby, którą byłam, kiedy byliśmy razem.
Zmieniłabym się w okropną kobietę.
Nie chciałam, aby moje dzieci dorastały z taką matką.
Kiedy nie jestem z Danielem, jestem lepszą osobą.
I... założę się, że jemu też to służy.
No cóż, nigdy nic...
To znaczy... Czy powiedziałaś mu o tym, złotko?
Daniel nie lubił rozmawiać na poważne tematy.
Sądziłam kiedyś, że Daniel potrafi wszystko. Oprócz bycia poważnym.
Ja z kolei byłam poważna za wszystkich.
Ja z kolei byłam poważna za wszystkich.
- Ale tu fajnie! - Co za ekskluzywne miejsce!
Przed wejściem do basenu sprawdzają pewnie stan konta.
- Niesamowite! - Och, Nattie.
Nie ma tu ani jednego naturalnego ciała. Spójrzcie tylko.
- Lydio... - Widzę Stu!
Gdzie? Och. Na trampolinie.
Czyż nie jest wspaniale zbudowany?
Spójrz, Nattie. To efekt odsysania tłuszczu.
Uderzył w wodę z taką siłą, mam nadzieję, że niczego nie stracił.
- Chodźmy się przywitać. - O tak, proszę.
- To miejsce jest niesamowite. - Oszałamiające.
- Cześć! Wyglądasz wspaniale! - Cześć.
Tak się cieszę, że przyszliście.
- Woda jest chyba bardzo zimna. - Tak, no cóż...
Masz inny brzuch niż mój tatuś.
Och, Nattie! Nie każdy ma swego prywatnego trenera.
- Macie kostiumy? ldziecie do wody? - Byłoby super!
- To dobrze! A pani, pani Doubtfire? - Och, ty niegodziwy mężczyzno!
Czyż nie ma tu dość ciał, którymi można nacieszyć wzrok?
- Ależ proszę się nie krępować. - Nie, połowy wielorybów są zakazane.
- To byłoby jak scena z Titanica. - Proszę, pani Doubtfire.
Och, nie. ldźcie. Ja posiedzę na słońcu i spalę się na raka.
Nie można chyba dostać udaru dwa razy w jednym roku?
Dobrze. Chodźcie, dzieci. Czas na pływanie.
- ldź, złotko. Nie martw się o mnie. - Ja wszystko funduję.
- Proszę zamawiać, co pani chce. - Dziękuję, złotko.
Dotknij mnie jeszcze raz, to cię utopię, gnoju.
Ja tu posiedzę i popatrzę, jak wkraczasz w życie mojej rodziny.
O, Boże. Co ja tu robię? To wykracza poza obsesję.
- Wszystko w porządku? - Fantastycznie, psia mać.
- Jeszcze jedno. - Oczywiście.
Świetnie.
Woda z cytryną, proszę.
- Na moje konto. - Nie, dziękuję.
Cztery mrożone herbaty, Todd.
Czyja to dziatwa?
Mirandy Hillard.
- Mirandy Hillard? - Kobiety, z którą się spotykam.
Żartujesz? Ty? Facet, który nie chce mieć dzieci?
Nie chce mieć z nimi nic wspólnego? Nie umówi się z dzieciatą kobietą?
Ludzie się zmieniają, Ron.
Zbliżam się do czterdziestki. Nie chcę spędzić reszty życia sam.
Ma niezły bagaż. Trójka dzieci.
Trójka wspaniałych dzieci. Szaleję za nimi. Zwłaszcza za małą Natalie.
Jest taka słodziutka.
Dzieci w tym wieku potrzebują ojca.
- A co z ich prawdziwym ojcem? - Ten facet to kompletna ofiara. Cześć.
Ofiara? Tak?
Och!
Wszystko widziałam! To był ktoś z kuchni. Nie dałeś im napiwku?
Och, terroryści! Rzucili granat i uciekli.
Zaraz ich złapię. Proszę się nie martwić.
Szkoda tylko soku.
Ofiara.
Na co się gapisz?
Na co się gapisz?
Witajcie, chłopcy i dziewczęta.
Porozmawiamy dziś o dinozaurach.
Aria dla dinosów!
Przywitajcie teraz... króla!
Jest pora obiadowa. Cześć! Skąd jesteś? Będziesz moim lunchem.
Dziękuję pięknie. Dziękuję! No dobrze!
Panie i panowie, łapy do oklasków!
Powitajmy... Jamesa Brontozaura!
Jem leśne poszycie
Smakuje mi znakomicie
Mięso - be, w gardło żre
Jem leśne poszycie
Och, ratunku! Nie mogę tak dłużej! Wymieram!
Dzięki, James. A teraz... czas na rapującego Raptora!
Jestem Raptor, gonię, co ucieka
Będę zjadał wszystko aż do nadejścia człowieka
Tak, tak, spójrzcie, żyję w podziemiach
Wrócę jako ropa po paru pokoleniach
lmponujący występ, panie Hillard!
- Myślałem, że nikt tego nie widzi. - Ja widziałem. Zabawne rzeczy.
- Dziękuję. - Spodobałoby się dzieciom.
- To zabawa i nauka w jednym. - O to mi głównie chodziło.
Nie trzeba im tego upraszczać, tylko uatrakcyjnić.
- Chciałbym poznać więcej pańskich pomysłów. - Moich pomysłów?
- Porozmawiamy przy kolacji? - Ojej. Dobrze.
W przyszły piątek. Restauracja Bridges. Punkt siódma.
Będę tam.
Macie pięć minut przerwy.
Albo pięć milionów lat. Wy nie żyjecie.
Albo pięć milionów lat. Wy nie żyjecie.
Zjedliśmy nasz pierwszy domowy obiad. Jestem udomowiony, co?
- Jedzenie jest wyśmienite, tato. - Chcesz jeszcze spaghetti?
- Nie, jestem pełny. - Chleba czosnkowego? Sam zrobiłem.
To znaczy nie zrobiłem go sam. Odgrzałem go. Pokroiłem.
Wystarczy, tato. Dzięki.
Mieszkanie wygląda świetnie. Jedzenie jest wspaniałe.
Jestem z ciebie dumna.
Tak. Ja też.
Ja też.
Zaraz wracam.
- Dziękuję, że zapukałaś. - Nie ma sprawy.
Proszę, proszę!
Widzę, że zatrudniłeś kogoś do sprzątania.
Nie.
- Cześć, gromadko. - Cześć, mamo.
- Są gotowi? - Nie. Nie jedli jeszcze deseru.
- Ugotowałeś obiad? - Tak. Gotuję, piekę, ceruję.
A wszystko dzięki domowemu kursowi Amiszów.
- Jestem pod wrażeniem. - Naprawdę?
Daj mi jeszcze jedną szansę. Pozwól mi mieć dzieci po szkole.
- Nie mogę zwolnić pani Doubtfire. Jest wspaniała. - Dlaczego nie?
Ona jest najlepszą rzeczą, jaka się nam przytrafiła.
Dzieciom idzie lepiej w szkole. Chris zdaje każdy przedmiot.
Ja przychodzę wcześniej do domu, żeby z nimi być. Świetnie nam idzie.
To musi być wyjątkowa kobieta. Aż trudno w to uwierzyć.
Bo jest.
- Mnie się podoba ta czarna. - Mnie też.
Sama nie wiem. Właściwie... pani Doubtfire!
- Tak? - Potrzebna nam kobieca opinia.
Och! Chętnie służę.
- Która? - Co to za okazja?
Moje urodziny.
Stu zabiera mnie na obiad.
Żadna.
Są zbyt wymowne, złotko. Obie aż krzyczą: ,,nierządnica,,.
Czerwony jest kolorem ulicznic.
A czarna jest za krótka. Mam nadzieję, że wydepilowałaś nogi.
Obie zdają się mówić: ,,jestem łatwa,,.
Na pierwszej randce trzeba być jak Kilimandżaro - niedostępną.
Po co kupować krowę, kiedy można mieć mleko za darmo?
Nie, znajdźmy coś bardziej stosownego.
Coś trochę mniej tandetnego.
Popatrzmy, co tu mamy.
Co powiesz na tę sukienkę? Gustowna, elegancka...
Nie sądzisz?
I stara. Miałam ją na sobie na pogrzebie mojej ciotki w 1976 r.
Klasyka nie umiera, złotko. Należy jątylko wskrzesić.
Powinnyśmy zapytać dzieci. Co myślicie?
- Ja wybrałabym tą krótką, czarną. - Tak. Jest najfajniejsza.
Widzi pani? Zgadzam się.
Dobrze. Pytasz o moją opinię, a potem się z nią nie liczysz.
- Nie odpowiadam za twoją cnotę. - Będzie tam pani, aby ją ochraniać.
- Stu zaprosił również panią i dzieci. - Jedna, wielka, szczęśliwa rodzina.
Nie przegapiłabym tego za skarby świata! Będzie niezła zabawa!
- Tak się cieszę. - Kiedy ma się odbyć ten czarujący wieczór?
W piątek wieczorem, o siódmej.
- W ten piątek o siódmej? - Tak. W mojej ulubionej restauracji. W Bridges.
- W Bridges? - Tak.
- W piątek o siódmej. - W Bridges.
Przepraszam.
- W Bridges? - Tak! W Bridges.
- W restauracji Bridges? - W piątek o siódmej.
- Nie mogę. Gram w bingo, złotko. - Proszę to odwołać.
Nie mogę. Jest akurat moja kolej wyciągać kulki.
- Proszę do nas dołączyć. - Nie proś mnie o to, złotko.
Nie mogę świętować urodzin bez pani.
Bardzo nam zależy, żeby pani tam była. Jest pani częścią rodziny.
Nie mogę obchodzić urodzin bez pani. Znaczyłoby to dla nas tak wiele.
Proszę nam obiecać, że pani przyjdzie. Musi pani.
Któż mógłby się oprzeć tej małej twarzyczce?
- Obiecuję. - Dziękuję!
Dziękuję, złotko.
- Dobrze się pani czuje? - Tak.
Zaraz sprawdzę... Nic.
- Może coś w maju? - Niestety nie.
Nie wygląda to dobrze.
Przykro mi. Pan Lundy jest zajęty przez kolejne dwa miesiące.
- Dostosuję się do każdego terminu. - Przykro mi. Nic na to nie poradzę.
Proszę. Nie mogę odwołać tego spotkania. To wielka szansa.
To niech pan nie odwołuje.
Dziękuję.
Dziękuję.
- Chodź, Nattie. - Cześć, kochanie!
- Czy nie powinnaś zakryć ramion? - Nie! Dziękuję.
- Dobry wieczór, panie Lundy. - Dobry wieczór.
O, Boże. Zaczyna się.
- Wygląda pani wspaniale. - Dziękuję.
Chodźmy. Mam nadzieję, że jesteście głodni.
- Dobry wieczór, panie Lundy. - Czy mój gość już przybył?
Nie, jeszcze nie. Przykro mi.
Ale możemy już pana posadzić. Dla palących czy niepalących?
Dla niepalących, proszę.
- Tanya pana zaprowadzi. Stolik 15. - Tędy, proszę.
- Rezerwacja na nazwisko Dunmeyer. - Już sprawdzam.
- Dla palących czy niepalących? - Dla niepalących.
- Dla palących! - Pani Doubtfire, pani nie pali.
Nie, nie palę. Ale paliłam.
Najlepszym sposobem na niepalenie jest przebywanie wśród palących.
Odrobina nikotyny od czasu do czasu uspokaja moje skołatane nerwy.
Wiem, ty dbasz o zdrowie. Dziękuję za próbę odwiedzenia mnie od złego.
- Dla palących. - Dobrze. Stolik 39.
- Proszę za mną. - 39! Niemal mój wiek! Jest pan aniołem.
Dziękuję za uhonorowanie życzenia staruszki.
- Już jest wkurzony. - Pani Doubtfire?
- Zechce pani do nas dołączyć? - Myślałam, że to Clint Eastwood.
To by była pełnia szczęścia! Jest taki męski.
Wybaczysz mi na chwilę, złotko? Muszę oddać szal do szatni.
- Ja to mogę zrobić. - Och, nie trzeba. Sama sobie...
No dobrze, złotko. Proszę.
- I pani torbę też. - Zostaw!
Och, bardzo przepraszam. To z powodu moich lekarstw.
- Muszę zażyć jedno właśnie teraz. - Mamy wodę przy stoliku.
Nie biorę ich doustnie, złotko. Zaraz wracam.
- Napije się pani czegoś? - Tak. Proszę o czyste Chardonnay.
O delikatnym, dębowym smaku.
- Halo. Bridges. Czym mogę służyć? - Nazywam się Daniel Hillard.
Pan Lundy mnie oczekuje. Czy mógłby go pan powiadomić, że trochę się spóźnię?
- Przekażę wiadomość osobiście. - Dziękuję.
Och, Stu!
Mam nadzieję, że ci się podoba.
Jest cudowna! Dziękuję!
Czy coś przegapiłam?
No, tak. Proszę spojrzeć. To mój urodzinowy prezent od Stu.
- Czyż nie jest cudowna? - Czy jest prawdziwa?
Bardzo, pani Doubtfire.
Wykarmiłabyś za nią małe państwo. Taka ładna. Taka dekadencka.
Mamo, chcę do łazienki.
- Czy mogłaby ją pani zaprowadzić? - Nie. Ty.
- Chce, żebyś ty z nią poszła, złotko. - Zaraz wracam.
Dobrze.
Tak, no cóż...
Dzieci, spójrzcie na te wspaniałe desery tam na wózku.
Może wybierzecie sobie coś teraz i zarezerwujemy to na później?
- Zaraz wracamy. - Dobrze.
lmponujące świecidełko.
O, dziękuję. Dziękuję.
Dając taki prezent, oczekujesz więcej niż jej serca, co?
Opłata z dołu, co?
- Słucham? - No wiesz, złotko. Chcesz pobaraszkować.
Lisek do norki? Pociąg do tunelu?
Małe rampa-pampa?
Za obrazowo? Przepraszam.
- Ale przygotuj się na rywalizację. - Słucham?
Ona ma w sypialni wibrator. Prywatny młot pneumatyczny.
Kiedy go używa, gasną światła. Jak na filmie więziennym.
Dziwię się, że nie wyszczerbiła sobie zębów.
Mam nadzieję, że przyniesiesz grzebień.
Ona ma wszy. I to nie na głowie.
Jestem taka niedyskretna, co?
Wybacz mi.
To przez wino. O, Boże!
Zaraz wracam. Dobrze? Mój mały pęcherz.
- Pani Doubtfire! - Co?!
- To męska toaleta. - Nie! Och, rzeczywiście!
Muszę chyba zmienić okulary. Przepraszam!
Halo!
Jezu! Boże!
- Przepraszam. Mogę prosić o menu? - Oczywiście.
- Jak wygląda Francja? - Jest piękna.
Dziękuję bardzo.
- Panie Lundy. - A, witam.
- Przepraszam za spóźnienie. Przekazano panu wiadomość? - Tak. Usiądź.
- Napijesz się czegoś? - Tak. To samo, co pan.
Podwójna Chivas z lodem.
Proszę mu przynieść dwie, ma do odrobienia zaległości.
- Szkocka, co? To mi się podoba! - Panowie, odpalamy silniki.
- Proszę, czy są państwo gotowi? - Chyba tak. Dzieci, zaczynajcie.
Czy nie powinniśmy zaczekać na panią Doubtfire?
Tak.
- Następna kolejka? - Nie, nie.
O, tak.
No dobrze...
Jak można podnieść notowania dziecięcego programu?
Główna zasada: nie traktować dzieci protekcjonalnie. To mali ludzie.
Program musi być dla nich, musi bawić. Jeżeli spodoba się panu, im też.
- O to mi chodziło. - Bingo!
Zastanawiam się, co się stało z panią Doubtfire.
- Moglibyśmy włączyć w to wiadomości. - Przepraszam na chwilę.
Ale...
- Czy mogę pani pomóc? - Tak, złotko. Bardzo dziękuję.
- Och, Boże drogi! - Przepraszam! To moja wina.
- Proszę mi wybaczyć. - No, dobrze. Już dobrze.
Dziękuję. Spójrzmy na menu!
- Czy zechce pani coś zamówić? - O, tak.
Poproszę o gotowanego łososia.
- A dla pana? - Jambalaya.
- Niezbyt ostra. Jestem uczulony na pieprz. - Oczywiście, proszę pana.
Dziękuję. Na zdrowie.
O, mój Boże.
Bardzo przepraszam. Chwileczkę.
Carpe dentum - chwytaj zęby.
Pomogę pani.
Łyżka. Świetny pomysł. Zaraz. Już mam.
Chwileczkę. Zróbmy szczypce.
Z obu stron. Razem - w górę.
Dziękuję. Mam.
Otrząśnijmy je tylko, jak pies po kąpieli.
Przepraszam. Wybacz.
- Nic nie szkodzi. - Przepraszam, że cię opryskałam.
Zaraz wracam. Muszę je tylko z powrotem przykleić.
- Niech kelner zrobi z łososia puree. - Łosoś puree.
Dziękuję. Przepraszam.
A, tutaj.
Och. Nie wiedziałam, że ktoś tu jest. Przepraszam.
Cholera! A, jest.
Przepraszam.
Przepraszam.
Gdzieś ty się podziewał? Zamówiłem ci kolejną szkocką.
Tyran!
Daniel?
Czy to damskie perfumy?
Tak.
Czy masz na ustach szminkę?
Tak.
Dlaczego?
- Ślad po pocałunku. - Z kim?
Z moją byłą. Jest tu kelnerką.
- Kelnerką? Tutaj? - Tak.
W drodze do łazienki... Nie mogła utrzymać rąk przy sobie.
- Ty psie! - Ty łobuzie!
Na zewnątrz czeka limuzyna. Czy twoja kelnerka ma przyjaciółkę?
- Hej, mamy lata 90-te. - Nie, nie! Mam na myśli...
Czy ona ma przyjaciółkę dla mnie?
- No już. Zapytaj ją. - Już się robi.
No idź. Powodzenia!
Hej, Dan!
Zamówienie na stolik 39!
- Spokojnie. Zaraz będzie gotowe. - Dziękuję! Świetnie.
39.
Stolik 39!
PIEPRZ CAYENNE
Ostra jambalaya!
- Czy mogę w czymś pomóc? - Przepraszam, że czekałeś.
Po tych wszystkich szkockich sikam jak koń wyścigowy.
- Daniel? - Tak.
Dlaczego, na Boga, jesteś przebrany za kobietę?!
O, cholera.
No więc...
Chciałbym, abyś poznał osobę prowadzącą twój nowy program.
Prowadzącą?
Pani Doubtfire, złotko. Moja specjalność to nauczanie i zabawianie dzieci.
Niespodzianka!
O, dziękuję bardzo.
- Wygląda wspaniale. - Gdzie jest pani Doubtfire?
Mam nadzieję, że nic jej się nie stało.
- Chcecie zacząć? - Tak. lnaczej wszystko wystygnie.
Dlaczego pani Doubtfire?
Bo to babcia z ikrą, która jazzuje, tańczy niemało
i ho, ho, robi pyszne kakao.
Stu?
Och, on się dusi. On się dusi!
Pomocy! Proszę nam pomóc! On się dusi! Pomocy!
O, Boże! O, Boże!
- Proszę wezwać pogotowie! - O, nie. Zabiłem gnoja.
- Pani Doubtfire! Proszę nam pomóc! - Pomoc nadchodzi, złotko!
- Pani Doubtfire! - Pomoc nadchodzi!
- Pani Doubtfire, on się zadławił! - Już jestem, złotko.
Jeszcze raz, złotko. Pomóż mi!
No już!
Wszystko w porządku.
- Nic ci nie jest? - Nie.
Niemal cię nie straciliśmy.
- Tato. - O, mój...
Tatuś?
Tak, skarbie. To ja.
Wszystkiego najlepszego.
Daniel...
Daniel! O, mój Boże!
O, mój Boże!
Cały ten czas...
- Cały ten czas?! - Przepraszam, Mirando. Proszę...
Nic do mnie nie mów! Nie dotykaj mnie!
Muszę stąd wyjść. Wychodzimy stąd. Muszę wyjść!
Musimy stąd wyjść! Muszę stąd wyjść! ldziemy.
- ldźcie, dzieci. - Przykro mi, tato.
Cześć.
Przepraszam za pieprz. Byłem...
Na co się gapicie? Przedstawienie skończone.
Panno Robeson, czy ma pani jakieś uwagi końcowe?
Nie, Wysoki Sądzie.
Panie Hillard, skoro występuje pan w roli własnego obrońcy,
ma pan prawo do wygłoszenia końcowego oświadczenia.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy znalazłem mieszkanie, odnowiłem je
i stworzyłem ,,środowisko odpowiednie dla dzieci,,. To pańskie słowa.
Znalazłem też pracę w dziale wysyłki. Więc spełniłem pańskie wymagania.
Przed czasem.
Co do mojego zachowania,
kierowało mną szaleństwo.
Od momentu, w którym moje dzieci przyszły na świat,
od chwili, kiedy je ujrzałem, oszalałem dla nich.
Kiedy wziąłem je w ramiona, to było to.
Jestem uzależniony od moich dzieci.
Kocham je całym sercem.
I kiedy ktoś mówi mi, że nie mogę z nimi być, że nie mogę ich widywać...
To tak jakby ktoś powiedział, że nie mogę oddychać.
Nie mogę żyć bez powietrza i nie mogę żyć bez nich.
Zrobię wszystko. Chcę tylko z nimi być. Potrzebuję tego.
Mamy wspólną przeszłość.
I ja... Są dla mnie wszystkim. Potrzebują mnie, tak jak ja ich.
Więc proszę...
Niech mi pan nie odbiera moich dzieci.
Dziękuję.
Panie Hillard...
Udało się panu przekonać wiele ludzi, że jest pan 60-letnią kobietą.
To nie było łatwe zadanie.
Pańska mała przemowa wydaje się być bardzo emocjonalna i prawdziwa.
Według mnie jest to jednak tylko wspaniała gra utalentowanego aktora.
- Nie, to nie tak. - Prawda jest taka, panie Hillard,
że w ciągu minionego miesiąca pański tryb życia był bardzo niekonwencjonalny.
Odmawiam dalszego narażania trojga niewinnych dzieci
na pańskie dziwne i potencjalnie szkodliwe zachowanie.
Decyzją sądu powierzam pełną opiekę nad dziećmi pani Hillard.
O, Boże. Nie.
Ma pan prawo do nadzorowanych odwiedzin w każdą sobotę.
Nadzorowanych?
W spotkaniach z dziećmi będzie panu towarzyszył urzędnik sądowy.
Sugeruję też wykonanie testów psychologicznych i ewentualne leczenie.
Powrócimy do tej sprawy za rok.
Dziękuję. Posiedzenie sądu zostaje odroczone.
Dziękuję. Posiedzenie sądu zostaje odroczone.
Nie piorę. Nie myję okien. Nie czyszczę dywanów.
Nie myję wanien ani toalet. I nie zmieniam pieluch.
Moje dzieci korzystają z toalety już od dawna.
No cóż, nie zmywam naczyń. Nie czyszczę suteren.
Nie gotuję. Nie czytam dzieciom.
Tak. Mamy pani numer telefonu. Dziękuję za przyjście.
- Skontaktujemy się z panią. - Dziękuję.
Odprowadzę panią do drzwi.
Tak, tutaj. Proszę...
Lauro, ten transport był odkładany już trzykrotnie.
Tak, ale...
Lauro, nie zamierzam czekać kolejnych sześciu miesięcy.
Zrób tak. Oddzwoń do mnie.
Och, proszę, nie bądźcie tacy przygnębieni.
Wszystko będzie w porządku.
- Brakuje mi jej spaghetti. - Tęsknię za jej żartami.
Brakuje mi jej bajek.
Nie martwcie się. Znajdziemy kogoś. Na taką pracę czeka wiele ludzi.
Ale nikt taki jak ona.
Przyznaję, że z nią było milej.
Dom był ciepły i przytulny, łóżka były zawsze pościelone, obiad był...
To nie jest prawdziwa osoba! Musimy przestać o niej tak mówić.
Witajcie, kochani!
Zaplanowaliśmy na dzisiaj wspaniały program.
Jest dzisiajz namipan Van Zandt z ochrony środowiska,
który przedstawi nam niektóre z zagrożonych gatunkówzwierząt.
- Wiecie, co to znaczy, milusińscy? - Wołałaś mnie?
Och, nie, złotko! To jest Kovacs! Witaj, Kovacs!
Cześć. Czypowiedziałaś ,,wyginięcie,,? Co tu gnij. ?
Och, nie. Wyginięcie oznacza, że nie ma więcej zwierząt danego gatunku.
- O, mój. że. - Czy to cię nie rozwściecza?
- Nawet bardzo! - Powiedz o tym wszystkim.
Jestem wściekły! Wiecie dlaczego? Na ziemijest coraz mniej szympansów...
Czy nie rozwściecza cię fakt, że ludzie grają w fi lmach twoje role?
,,Planeta małp,, - kto dostaje rolę? Roddy McDowall! Byłbym o wiele lepszy!
- Byłbym lepszy niż arlton Heston! - Masz też lepszy dywanik.
Mógłbyś na nim polecieć do Persji.
STUDIA TELEWIZYJNE KTVU
- Powiemy im, gdzie będziemy jutro? - Tak. Na pewno chcąwiedzieć.
Jutro, milusińscy, wybierzemy się na wycieczkę.
Ale nie musicie się pakować, bo zrobimy to w naszej wyobraźni.
Polecimy przez Ocean Atlantycki do Anglii, mojego rodzinnego kraju.
- Pochodzisz z Anglii? - To wspaniały kraj.
- Wiesz coś o Anglii? - Jest wyspą.
Zgadza się, złotko. To przepiękna wyspa.
- Majątam królową i rodzinę królewską. - Ach! Tak jak w pokerze!
- Trójki i dwójki. - Niektóre z kart nie żyją razem.
Zawdzięczają to telefonom komórkowym.
Wiesz, jakiego języka używa się w Anglii?
- Pakistańskiego? - Tak. W niektórych sklepach.
Ale porozmawiamy o tym jutro, chłopcy i dziewczęta.
- Należy mi się całus, Kovacs. - Dam ci dwa.
- Dobrze, złotko. - Jeden całus w policzek.
- Oraz małpia malinka! - Och, ty niedobra małpko!
To już na dzisiaj wszystko. Do zobaczenia.
Cięcie!
To by było na tyle! Dziękuję wszystkim.
Jesteśmy hitem! Numerem jeden w naszym czasie antenowym!
Tak! Telefony z Detroit, Cleveland, Chicago, Los Angeles...
- Chcą zawiązać syndykat. - Hollywood!
Daniel?
Tak?
- Miranda. - Mogę z tobą porozmawiać?
Tak.
Zaraz przyjdę. Poczekaj tu.
Witaj w domu Euphegenii.
Panuje tu przeciąg, ale... no wiesz. Jest miło.
Co mogę dla ciebie zrobić?
Przede wszystkim, gratuluję udanego programu.
Dzięki. To była próba generalna.
My... Dzieci...
Oglądamy ten program codziennie.
Dobrze wiedzieć, że mogą mnie widzieć codziennie.
Posłuchaj. Wiem, że nasze kłótnie i wszystkie okropne rzeczy,
które sobie powiedzieliśmy, nie pójdą szybko w zapomnienie.
To... To jest trudne.
Ale wiem, że sobie jakoś z tym poradzimy.
Ale dzieci...
Nie chcę ranić naszych dzieci.
Więc co chcesz, żebym zrobił?
Chcesz, żebym udawał, że wszystko jest w porządku? Mam się uśmiechać?
Jezu, Mirando. Odebrałaś mi moje dzieci.
Widuję je tylko pod nadzorem.
Jakaś kobieta obserwuje, co z nimi robię, jakbym był nienormalny.
Chcę je przytulić, a ona się zastanawia dlaczego. Wiesz, jak to jest?
Nie ruszyłaś w sądzie ręką, pozwoliłaś sędziemu wydać ten okropny wyrok.
- Byłam na ciebie zła. - O, Boże.
- Ty też mnie zraniłeś! - A ty wyrwałaś mi serce!
Okłamałeś mnie... Wiesz co? Nie chcę już tego robić.
Nie chcę więcej wyrzucania, kto komu co zrobił.
Odkąd tak się stało, próbuję znaleźć w tym sens.
Jestem pewna jedynie tego, że dzieci były szczęśliwsze,
kiedy pani Doubtfire była częścią ich życia.
Tak...
Ona... wyzwalała w nich to, co najlepsze.
- Wyzwalała też to, co najlepsze w tobie. - I w tobie.
Dzieci bardzo za niątęsknią.
- Co chcesz powiedzieć? - Daniel, dzieci cię potrzebują.
Ja potrzebuję ich.
Ja potrzebuję ich.
Jutro będziemy gościć Franka, któryjest charakteryzatorem.
Ktoś puka do drzwi.
Kto to może być? I czy mamy dość czasu?
Pan Wiórek, chłopcy i dziewczęta!
Co pan dziś dla mnie ma?
Mam dla pani list od Katie...
To nowa opiekunka.
Chodźcie! Wstawać! ldziemy!
Chodźcie.
Wszystko będzie dobrze.
Chris, stań tutaj. Gotowi?
Tatuś!
Cześć.
- Co się tu dzieje? - Przyjechałem po was.
Wasz tato będzie się wami opiekował po szkole.
Naprawdę?
A co z sądami? Z prawem?
- Zapytaj mamę. - Zajęłam się tym.
Nie będzie więcej nadzorowanych wizyt ani urzędników sądowych.
- Tylko my? - Tylko my.
ldź po pana misia.
- Zbierzcie swoje rzeczy. Pośpieszcie się. - Dobrze.
- Chcesz wejść? - Poczekam na zewnątrz.
Dobrze.
Dziękuję.
Do zobaczenia.
,,Droga pani Doubtfi re. Od dwóch miesięcy moi rodzice żyją w separacji.,,
,,Mieszkają w innych domach.,,
,,Mój. at mówi, że niejesteśmyjuż prawdziwą rodziną. Czy to prawda?,,
,,Czy straciłam moją rodzinę?,,
,,Czy mogę coś zrobić, aby moi rodzice byliznowu razem?,,
,,Z poważaniem, Katie McCormick.,,
Och, moja droga Katie.
Czasami rodzice traktują się lepiej, kiedy nie mieszkają ze sobą.
Nie kłócą się nieustannie i mogą się stać lepszymi ludźmi.
Lepszymi mamusiami i tatusiami.
Czasami wracają do siebie.
A czasami nie, złotko.
Ale jeżeli do siebie nie wrócą,
nie możesz się za to winić.
To, że rodzice sięjuż nie kochają, nie oznacza, że nie kochają ciebie.
Na świecie są różne rodzaje rodzin, Katie.
Niektóre z nich mają tylko mamusię, a inne tylko tatusia,
a czasem dwie rodziny.
Niektóre dzieciżyją z wujkami lub ciociami.
lnne z dziadkami, ajeszcze inne z przybranymi rodzicami.
Niektórzy rodzice mieszkają w innych domach, dzielnicach
czy w innych częściach kraju.
Czasem nie widują się dniami, miesiącami, a nawet latami.
Ale miłość, złotko,
jest tym, co wiąże.
Rodzina będzie zawsze w twoim sercu.
Wszystkiego najlepszego, kochanie.
Wszystko będzie dobrze.
Do widzenia.
Do widzenia.
Napisy dla Visiontext: Agnieszka Kopińska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.