All language subtitles for Spur des Falken

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

* NA TROPIE SOKOŁA *

Chat!

Tak.

Co jest?

Nasz strumień zniósł jajo.

Złote jajo!

Kurze jajo!

Wielkie jajo!

Nasz strumień!

Kurze jajo, kochane jajo!

Jajo jak kciuk!

Masz rację.

Żółty metal ukradł im rozum.

Wielu Białych Ludzi przybędzie do naszych gór.

Ognisty koń sprowadzi ich tu zewsząd.

A co z naszymi obozami na zimę?

Będziemy musieli ich bronić.

Potrzebuję dowodu na zebranie Rady,

gdy Tashunka-witko odwiedzi nasze namioty.

Chodź!

Witajcie!

Jesteście Bystry Sokół z namiotów Szarego Niedźwiedzia,

jeśli się nie mylę.

Jesteście wciąż na prerii Omam nad rzeką Tongue?

Wróciliśmy.

Ale dlaczego już nie pracujecie u Sama Blake'a, handlarza?

Ha! Jako jego furmani?

To się nie opłaca.

Tylko za dobre żarcie co jakiś czas, whisky i nową koszulę raz na rok?

Ah, harować trzeba wszędzie.

Ale tu...

łut szczęścia i wytrwałość, i do zimy zarobimy wystarczająco.

Tyle by odkupić całe te wasze Góry Czarne!

Mój przyjaciel Chat lubi przesadzać.

Kilka okruchów...

za sporo potu.

Co za koń!

Zwierzę z piekła rodem,

a drażliwe jak dziewica.

Widzę, że twój towarzysz jeszcze nie ma broni.

Przyjmij to jako podarunek od gościa.

Dostaniesz za to najlepszą i jeszcze trzy tuziny nabojów.

Dziękuję, wodzu!

To mięso na cały tydzień.

Potem i tak pojedziemy do Tanglewood

i przywieziemy sobie nowe zapasy.

Gdy zobaczycie tam handlarza Sama Blake'a,

powiedzcie mu, że ma przyjść do naszych namiotów.

Widziałeś tego konia?

To najlepszy mustang kiedykolwiek złapany na prerii.

Przedtem Sokół miał jeszcze gniadego.

Indianie przybyli do swych zimowych kwater dwa miesiące wcześniej.

Czort wie, co to znaczy.

Szary Niedźwiedź stoi po stronie wodza Czerwonej Chmury.

Wierzy białym ludziom.

Oby to zaufanie nie uczyniło ich ślepymi i głuchymi.

Nigdy nie naprzykrzaliśmy się białym ludziom.

Nigdy nie weszliśmy na ich ziemię.

Lecz oni przychodzą i biorą, co należy do nas.

Zapomnieliście,

że generał Custer, przywódca wszystkich złodziei,

wtargnął do nas?

Zapomnieliście,

jak z wieloma Długimi Nożami wtargnął do gór naszych ojców,

by szukać złota?

Wbrew każdemu prawu,

przeciw wszystkim układom!

Wódz Szary Niedźwiedź nie chce walczyć.

Przy następnym wschodzie słońca nie chce swych ludzi

połączyć z ludźmi wszystkich Dakotów.

Ślepo wierzy układom.

Wysłannikowi Białego Ojca w dalekim Waszyngtonie.

Lecz wy, ludzie Dakota, rozważcie to sami.

Który ich układ z nami kiedykolwiek zawarty

nie został przez nich złamany?

Ani jeden!

Powinniśmy bezwarunkowo pozbyć się Długich Noży.

Tashunka-witko mówi: "nie"!

Jeśli nie będziemy walczyć teraz,

zabiorą nam ziemię kawałek po kawałku.

I wtedy Dakotowie oraz ich kraj będą skazane na zagładę.

Howgh!

Rzekłem.

Mój brat Tashunka-witko

powiedział słowa, które poruszają nasze serca.

Lecz zapomina o czymś,

co jest ważne:

czy popieramy wodza Czerwoną Chmurę?

Kilka księżyców temu on i ja wypaliliśmy fajkę.

I wszyscy byli za.

Wszystkim wam wiadomo, że zawarł pokój z białymi ludźmi.

I jego namioty są już pod ochroną ich Biura.

Mój brat zapomina,

że chodzi o bezpieczeństwo naszych kobiet i dzieci.

To naczelna zasada.

I rezygnujemy z bezpieczeństwa naszych namiotów,

jeśli nie wzniesiemy ich Czerwonej Chmurze przy Biurze,

lecz uczynimy to, co mówi Tashunka-witko,

jeśli pójdziemy za nim.

A co na to mówi Bystry Sokół?

W górach widziałem dwóch białych ludzi.

Wkrótce będzie ich dwie setki

i wiele Długich Noży przyjdzie, by ich chronić.

Wszyscy oni chcą żółtego metalu.

Nie będzie pokoju w naszych górach.

Umowa spisana na topoli zostanie zerwana przez białych ludzi.

Bębny wzywają do Tańca Bizona.

Wyruszamy na łowy.

Nasze namioty będą mieć wystarczająco mięsa.

Nie musimy stać jak żebracy przed Biurem.

Sierżancie, nie ryzykuj!

Jak będziesz grał jeszcze godzinę,

przepadnie Panu żołd za dwa następne miesiące.

Ci dwaj szanowni Panowie potrafią to lepiej.

A w ogóle to uczciwa gra?

Zabieraj swoje brudne łapy!

I spadaj już stąd!

Już idę.

Co za zachowanie!

Obawiam się, Panie Bludgeon,

obawiam się, Panie Bludgeon,

że Dakotowie też mają coś do powiedzenia w kwestii Pańskiej sprzedaży ziemi.

Ależ Panowie, w tym właśnie rzecz.

Zgodnie z decyzją rządu wszyscy czerwonoskórzy do 31 stycznia 1876

muszą stawić się w Biurach.

Część z nich już tam jest.

Ale do tego czasu może być parę niespokojnych miesięcy.

No pewnie!

Brawo, Gathsworth!

Myśli Pan do przodu. Moi przyjaciele i ja też tak czynimy.

W zaufaniu powiem,

że głowiliśmy się już od jakiegoś czasu.

Indianie pojmą wcześniej niż im się podoba,

że nie mają już czego szukać w Górach Czarnych.

Zastrzelić!

Racja!

Pomysł nienowy i niezły, ale...

dla kilku filantropów na Wschodnim Wybrzeżu niepopularny.

Pomysł nie jest niepopularny lecz nieludzki.

Panie Hille!

Jest Pan dla mnie teraz zbyt nieludzko sympatyczny.

Mój bardzo dobry przyjaciel

jest w drodze z grupą bardzo dobrych myśliwych

z bardzo dobrą bronią.

Zero bizonów - zero Indian. Prosty rachunek.

A jeśli jednak coś pójdzie nie tak?

Zainwestowałem w tę akcję 500 dolarów,

a moi przyjaciele wiedzą,

że nie wyrzucam bez sensu mych pieniędzy przez okno.

Mordują nasze bizony

i dają sępom na pożarcie.

Hmm... mamy umrzeć z głodu.

Jeśli biali złodzieje myślą,

że będziemy się przyglądać, jak tchórzliwie mordują bizony,

mylą się.

Słyszycie ognistego konia?

Przywozi nowych złodziei i morderców.

Pokażemy im, co to znaczy rzucić nam wyzwanie!

Pani Emmerson!

Nie powinna już Pani stać przy otwartym oknie.

Mogę zaproponować Pani osłonione miejsce?

To bardzo miłe z Pana strony, Panie Bludgeon,

że troszczy się Pan o moją córkę.

Ma rację, Catherine.

Lepiej nie ryzykować.

Hopla, Pani Emmerson!

Wielkie dzięki, Panie Hille.

Gdyby tu teraz Pana nie było...

Może coś na odświeżenie?

Proszę!

Pal!

Pal!

W pociągu jest za dużo Długich Noży! Musimy wycofać się!

Nie denerwuj się! Nic mi się nie stało, ojcze.

Panno Catherine?

Wszystko w porządku?

Widzi Pani, że miałem rację?

Przeklęta czerwonoskóra hołota nie daje spokoju.

Przybyliśmy z Panem, Panie Bludgeon,

by w Górach Czarnych ułożyć sobie nowe życie.

Z Indianami i wojną z nimi nie chcemy mieć nic do czynienia.

Hmm...

tych paru opornych czerwonych łajdaków,

którzy nie przestrzegają umów,

wkrótce załatwimy.

Co nie, poruczniku?

Mam rozkazy.

Do 31 stycznia wojsko ma pozostać w gotowości.

Ale w razie ataków

będę, rzecz jasna, spokojnych obywateli amerykańskich

chronić wszystkimi dostępnymi mi siłami.

Możecie być pewni, Panowie,

Tanglewood będzie dla nas wszystkich

bogatą, nową ojczyzną.

Przyznaję, na razie nie jest tu całkiem bezpiecznie,

ale za to ceny ziemi i udziałów w koncesji na poszukiwanie,

które teraz proponuję,

śmiesznie niskie.

Lecz po terminie,

który podał nasz tak łaskawy porucznik,

ceny pójdą w górę.

Jak termometr do mierzenia gorączki.

Dlaczego milczysz?

Opłakujesz swego przyjaciela czy nieudany atak?

Z naszą bronią ognisty rumak jest nie do pokonania.

W wagonach było zbyt wielu Długich Noży.

Z niechęcią wypowiadam imię mego zabitego brata,

lecz za krew Rączego Jelenia sprawiedliwość zostanie wymierzona

białym mordercom bizonów.

Pojedź przodem

i zawieź zmarłych do naszych namiotów!

Opowiedz, co widzieliśmy,

i co się wydarzyło.

Przebiegły Lis ma rację. Potrzebujemy broni palnej.

Ale przyrzekam wam,

nim Słońce dwa razy zaczerwieni niebo na wschodzie,

każdy z was będzie miał broń.

Co się dzieje?

Szyny są rozerwane.

- Dlaczego stajemy? - Rozkaz kapitana.

Nie rób tak zatroskanej miny, ojcze!

Kto mówi "A", musi powiedzieć i "B".

Także gdy "B" znaczy Bludgeon?

Jazda! Pośpieszcie się!

Wyprowadzić konie!

Porucznik Forsythe z 7. Regimentu Dragonów

odkomenderowany do Tanglewood z 12 ludźmi.

Kapitan Ronald.

Z Siódmego?

Jak miewa się major Reno?

Pan długo w armii?

Nie. Wcześniej byłem jeszcze w West Point.

Ah tak.

Zatem życzę Panu dużo szczęścia na Dzikim Zachodzie.

Kapitanie, mogę przedstawić Pana Bludgeona?

Joe! A to niespodzianka! Stary brachu!

Daj się uściskać!

Dziwi się Pan, poruczniku.

Wie Pan, że to mój najstarszy przyjaciel?

Mów, co nowego. Wszystko się udało w Waszyngtonie?

Czy mnie coś kiedyś się nie udało?

A dlaczego kazałeś wyładować transport?

Szyny są rozerwane.

Twój pomysł z bizonami pięknie postawił czerwonoskórych na nogi.

No to jesteśmy, Sam.

Wszystko cholernie wygląda na wojnę.

Omal poszłoby źle, gdyby nie Zła Twarz.

- Zajmij się przeładunkiem. - Dobra.

- Pan jest Samuel Blake? - Aha.

- McDryden, sierżant. - Widzę.

Razem pojedziemy do Tanglewood.

Możemy przeładować?

Powiedziałeś "my", sierżancie?

Zatem chętnie.

Ile tego jest?

20 skrzyń amunicji, 50 sztuk broni.

A co z zapłatą?

Bez problemu.

Łapy precz!

Rzuć broń, Bashan!

Mój człowiek pomylił się.

Mam taką nadzieję.

Wygląda, że chcą przenocować przy brodzie.

To byłoby tylko dobre. Twój plan by się powiódł.

Ale z nimi jest ten cholerny... Bludgeon.

Wiesz, o kim mówię.

Wszędzie zwą go Żmijowaty Joe.

Tym razem nie może nam uciec.

To mój śmiertelny wróg i zabiję go.

Ale potrzebujemy broni palnej.

Jest ważniejsza niż jego śmierć.

Wczoraj odłączyłem się od Sokoła.

I gdy jutro przybędzie,

do naszych namiotów zawita niezgoda.

Był przy zabitych bizonach.

Obserwowałem go dokładnie.

Nigdy nie przeniesie się z nami do Biura.

Możesz mi wierzyć.

Chodź z nami do Człowieka Tajemnic!

Chcemy usłyszeć, co Wakan Tanka powiedział mu

o wieści, którą przyniosłeś.

Dziewczęta i kobiety Dakotów często już czekały.

Na swych synów, mężów i braci.

I wkrótce znów będą musiały czekać.

Musimy być silne.

Pomyśl o tym!

Wszystkie musimy mieć mocne i spokojne serca.

Lecz sądzę, że pewnie łatwo jest

troszczyć się o kogoś takiego,

jak wódz na czas wojny, Sokół.

Do diabła z tą cholerną wojną z Indianami!

Od lat robię interesy z Indianami.

Znają mnie,

a że mnie potrzebują, to zostawiają w spokoju.

Ale gdy są na ścieżce wojennej,

nie robią żadnego wyjątku.

A co z uroczystymi układami o pokoju?

Układy o pokoju...

Hmm...

Zawieramy je i tylko Indianie mają ich dotrzymywać.

Po cóż więc wszyscy naraz przybyliście do Gór Czarnych, co?

Umowa gwarantuje teren Dakotom.

Chcę wam powiedzieć dlaczego.

Bo podczas nielegalnej wyprawy badawczej generał Custer potwierdził odkrycia złota.

Byłeś przy tym, sierżancie.

Powiedz no, jak do tego doszło.

Nie, lepiej nie.

Będzie wojna.

Możecie być tego pewni.

Najpóźniej na wiosnę.

Blake ma rację.

Byłem z Custerem w Górach Czarnych.

Brałem udział w masakrze Czejenów nad Washita.

Czerwonoskórzy tego nie zapomną.

Jakże piękna i spokojna noc!

Tak.

To piękny kraj.

Ale wciąż jest mi bardzo, bardzo obcy.

Zrobi się zimno. Pozwoli Pani, że pójdziemy.

Tu, na Zachodzie, ckliwość jest jedną z najgorszych chorób.

Nalepszym argumentem jest i pozostanie szybki kolt.

Proszę mi wierzyć,

w Tanglewood powinien Pan rozważyć pomoc jednego z moich ludzi.

Panie Emmerson, jeśli chce się Pan udać na spoczynek,

mój namiot jest do dyspozycji Pana i Pańskiej córki.

Forsythe,

jest Pan kawalerem ze starej szkoły.

Niestety spóźnił się Pan.

Pan Emmerson już zgodził się na mój namiot.

Indianom też sprzedajecie tę czarcią plagę?

To nie tytoń. To końskie jabłka.

Zostań tu, jeśli nadal chcesz dotrzeć do Tanglewood.

Jak to? Tu jest całkiem spokojnie.

Ktoś tak już myślał.

Potem sam był spokojny na wieki.

Położę się.

Zmienię cię o północy.

Jest coś?

Dobry kawaleryjski koń wyczuwa Indianina.

Sierżant McDryden, do mnie!

Zabezpieczyć drugą stronę!

Tutaj!

To trzecia, Dick.

Tak, tak. Tylko się nie przelicz, bo będzie afera.

Powiedz no Bill,

o czym dziś rano potajemnie gadałeś z tymi pracusiami z Shining Stone?

Nie twoja sprawa.

Ale Żmijowatego Joe.

Bardzo by go zainteresowało,

że za jego plecami robisz potajemnie interesy.

Nie robię żadnych interesów za plecami naszego szefa.

Zrozumiałeś?

Ja zrozumiałem, ty zrozumiałeś,

on, ona, ono zrozumieli,

my zrozumieliśmy.

Szef!

Cześć, szefie!

Cześć, szefie!

Cześć, Fletcher!

Wszyscy słuchać!

Cisza, do cholery!

To Panna Catherine Emmerson.

I żeby nie było żadnych nieporozumień,

jest moim gościem.

Ona i jej ojciec, jasne?

Witamy więc w naszym Tanglewood, Panno Catherine!

Wkrótce będzie się Panna czuła tu jak w domu.

Mogę prosić?

Pokaż, proszę, teraz Państwu ich pokoje!

Hej, Bill!

By uczcić nasze przybycie beczka whisky dla wszystkich!

Cześć! Coś nowego, Bill?

Wszystko po staremu, szefie.

Wszystko w porządku.

Szefie, siądź tu przy naszym stole!

No, chłopcy... co słychać?

Hej, Bill, piwo!

Joe zaprosił na whisky.

Piwo!

Hej!

Byli tu twoi dawni furmani.

Kazali powiedzieć ci, że Indianie znad potoku Shining Stone bardzo stęsknili się za tobą i twoim prochem.

Masz ich odwiedzić.

Słuchaj, Peter. Jeśli masz ochotę,

mam pracę dla ciebie.

A może masz już inne plany?

A cóż lepszego miałbym robić?

Chciałem już cię zapytać, ale nie miałem tyle odwagi.

Panu Blake'owi nie smakuje whisky od Joego.

Chodź, Bill!

Przyniesiemy mu łyka z prywatnych zapasów Joego.

Peter!

Kiedy ci dwaj tu byli?

Kto?

Powiedzieli, ilu jest Indian?

Ale jest i druga nowina.

Skąd?

Chat tym zapłacił.

Pańska działka jest kruszconośna.

W górze strumienia Shining Stone.

Radosna wieść, Bill!

Ocali ci gnaty.

Zatem...

w górnym Shining Stone?

Chłopcy! W następnych dniach będzie ciężka robota.

Ale to się nie trzyma. Jeszcze jeden powróz!

Nie ruszamy za późno?

O... moja głowa!

I to pierwszego dnia pracy.

Whisky u Żmijowatego Joe nigdy nie była najlepsza.

Ale nie martw się, łatwo się z tym uporamy.

Zresztą i tak musimy przenocować w wiosce Indian.

Tu, uważaj!

Wydaje mi się, że będziemy mieli gości.

Twój handel z Indianami kwitnie, prawda, Sam?

Szkoda, że musisz go porzucić.

Ty masz swoje interesy, Bludgeon,

ja mam swoje.

Zostaw mnie w spokoju!

Jeszcze coś,

ci dwa złodzieje przy strumieniu Shining Stone,

którzy grzebią w mojej ziemi,

to twoi kompani, co?

Tak jak ta czerwonoskóra złodziejska hołota tam w górze.

Grzecznie rzucić!

Chcę zresztą twojego dobra, przyjacielu Indian.

Wierzysz, że Dakotowie zostawią cię teraz w spokoju?

Ten czas minął.

Hille,

łotr ma rację.

Cholera!

Robi się zbyt niebezpiecznie!

Wyładować!

No dalej!

Zła Twarzo!

Gnaj, co koń wyskoczy!

Ostrzeż Pata i Chata!

Żmijowaty Joe jest w drodze.

Bardzo ci się śpieszy, Zła Twarzo!

Czy w podzięce za twe usługi biali ludzie wypędzili cię?

Z własnej woli żyję u Blake'a.

I też z własnej woli jadę dla handlarza do jego dwóch przyjaciół.

Ale dlaczego w takim pośpiechu?

Żmijowaty Joe, twój wróg, znów pojawił się w osadzie.

Chce was wypędzić.

Dlatego zabronił Blake'owi rozmawiać z wami.

Teraz biały jadowity wąż udał się do tych dwóch białych nad strumieniem.

Muszę ich ostrzec.

Ilu ludzi z nim jest?

Czterech.

Jedź z powrotem!

Zawieź łup do naszych namiotów!

Przyjadę później.

Cholera!

Wychodź, Patterson!

Muszę z Panem pomówić.

Odłóżcie broń!

Ted! Uwaga!

A ten drugi?

Też tutaj.

Panie, czemu zawdzięczamy zaszczyt odwiedzin tu na naszej działce?

Waszej działce?

Pomyłka, kochany - mojej działce.

Cały obszar strumienia Shining Stone rząd zapisał mnie.

Za dobrą sumę, ma się rozumieć.

Mógłbym was potraktować jak złodziei.

Pat, on chce nas wyrolować.

Lecz nie jestem potworem.

Cenię waszą pracę.

80% urobku dla mnie,

tylko uczciwie.

I możecie kontynuować.

Jechał Pan zbyt długo w słońcu!

Co na to powiesz, Pat?

Ani uncji z naszej własności.

Bajeczkę o rządowym zapisie możecie serwować nowicjuszom,

nie nam.

A teraz pora, byś Pan znikał, Bludgeon!

Mamy robotę.

Stać albo spoczniecie na wieki!

Hog!

Zobacz no, gdzie ci dwaj ukryli moje złoto!

Wracaj, bandyto!

Słowa dotrzymałeś,

ale co z nim, białą żmiją?

Żyje.

Jego zaślepienie powiedzie go do zguby.

Biali ludzie w osadzie dowiedzieli się,

że działałeś wbrew naszej woli.

Nie mieliśmy z tym nic wspólnego,

gdy w naszych górach wykopałeś topór wojenny przeciwko nim.

Idźcie więc i żebrajcie u nich o pokój!

Oszukają was!

Chcą wojny z nami.

Podporządkuj się i daj się zgładzić.

Tylko walka, od której nie ma odwrotu, oznacza zagładę.

Nie złamię pokoju.

To ty chciałeś rozdziału

i ty też musisz ponieść jego skutki.

Jeszcze przed południem opuszczę z moim ludźmi i namiotami twój obóz.

Możesz zostać aż do wymarszu do Biura.

Teraz my też jesteśmy skłóceni.

Nie mamy innego wyjścia.

Wielu wodzów układa się z białymi.

Nie wierzą już w zwycięstwo w walce.

Mamy w ich Agencji beczeć dla strawy jak kobiety?

Nie.

Lepiej walczyć niż wystawić się mordercom jak tchórz i bezradny.

Tak, masz rację.

Nie mamy wyboru.

Bezczelność!

Mamy równe prawa!

Nie było w ogóle mowy o Indianach, a teraz?

Idzie o morderstwo!

Indianie zabili obu poszukiwaczy złota i trzech moich ludzi.

To pięciokrotny mord!

Chcecie być następni?

Forsythe!

Kazałem tu Pana przywołać,

by ukarał Pan Indian, by ich przyzwyczaił do porządku.

To Pański psi obowiązek jako amerykańskiego oficera.

Armia myśli w szerszym kontekście.

Wie Pan, że to ziemia Indian, a moje rozkazy brzmią jednoznacznie.

Do 31 stycznia Indianie na tym obszarze mają być zostawieni w spokoju.

Nie było mowy o ziemi Indian!

I tym czasie mogą spokojnych amerykańskich obywateli

po prostu zastrzelić!

W West Point pewnie Pan spał, Forsythe!

Chwila, Bludgeon!

Czego chciałeś tam w górze przy strumieniu?

Na terenie Indian, jak słyszeliśmy od niego?

Na własną rękę zrobić porządek?

Twój porządek oznacza tylko:

"Do mnie należy wszystko!".

Gdzie jest twój zapis ziemi?

No pokaż go!

Mnie rząd nie sprzedał żadnej ziemi!

Ależ ludzie!

Przecież w interesie nas wszystkich leży, by czerwonoskórzy zniknęli.

Słuchaj, Bludgeon!

Twój spór z Sokołem to jedno.

Byłem przy tym, jak go obraziłeś.

Ale prawa własności

i zatarg ze wszystkimi Indianami

to coś innego.

O tym też mówimy!

Racja, Joe. Chcemy mieć spokój z Indianami,

by na ziemi, za którą zapłaciliśmy,

Panu zapłaciliśmy, Joe,

także w spokoju móc pracować.

Bludgeon!

W Newelsburgu powiedział Pan, że ten obszar jest wolny od Indian.

To było kłamstwo.

Powiedz to jeszcze raz!

To było kłamstwo.

Panno Emmerson, to już nie jest rozmowa dla damy.

Proszę ze mną. Zaprowadzę Pannę na górę.

Mnie też powiedziano, że ta ziemia będzie wolna od Indian.

Ale widzicie przecież, czym armia się chętniej zajmuje.

Więc działać na własną rękę!

Pańskie działanie dotąd, Bludgeon, nie przyniosło wiele dobrego.

To był mord.

Żmijowaty Joe.

Jego ludzie.

Chat!

Panno Emmerson!

Wody!

Słyszeliście to.

Jego ludzie.

To mord!

Ten Sokół to wróg nas wszystkich.

Panie Blake,

musimy zyskać na czasie.

Powinniśmy z Indianami paktować.

Zanieście go do mojego domu!

Głupota, jeszcze i negocjować z łotrami!

Zgoda. Paktujmy.

Poślij swego czerwonoskórego, Blake!

Dobra.

Może posłuchają Złej Twarzy.

Będziesz mu towarzyszył, Kyte.

Dziś przenocujemy na polanie przy białych skałach.

Nasz obóz zimowy stanie w kotlinie Piesków Preriowych.

Miejsce jest dobre. Dojścia łatwe do obrony.

Już raz tam zimowaliśmy.

Ciężko będzie zaopatrzyć nasze namioty na długie zimowe miesiące.

Jest jak mówiłem.

Połowa namiotów z wioski Szarego Niedźwiedzia

poszła stamtąd w dół z Sokołem.

Co mówisz?

Dalej! Wsiadaj!

To zmienia wszystko. Musimy natychmiast wracać.

Co to zmienia?

Mamy dostarczyć wiadomość Szaremu Niedźwiedziowi.

Nie ma go tam na dole w pochodzie.

Więc pojedziemy do niego.

Bzdura. Mówię przecież, że to już nie jest konieczne.

Sam Blake wysłał mnie jako negocjatora.

Rób, co chcesz. Ja dostarczę wiadomość.

Także sam.

No dobrze.

Jak chcesz, czerwonoskóry.

Panno Catherine?

Tak, proszę.

Chyba nie przeszkadzam?

Jak miewa się nasz pacjent?

Jest wciąż nieprzytomny.

Chciałbym Pani podziękować.

Za co?

Wczoraj na dole zachowała się Pani wspaniale.

Podziwiam Panią.

Dziewczynie z pewnością nie jest łatwo się tu zaaklimatyzować.

Zwłaszcza na początku.

Życie jest tu ciężkie.

Czasem wygląda, jakby jeden drugiemu chciał rzucić się do gardła,

ale... to złudne, proszę mi wierzyć.

Proszę wypić ze mną szklankę za szczęśliwy czas w naszym pięknym Tanglewood!

Mam nadzieję, że rozumie Pani, gdy mówię:

"w naszym Tanglewood".

Zrobię dla Pani wszystko, co w mojej mocy!

A w tym mieście to niemało.

Niech Pan mnie natychmiast puści, Bludgeon!

Rozum Pan postradał?

Będzie Pani bardzo szczęśliwa.

Więc Bludgeon - ani kroku dalej!

Jest Pan w błędzie, jeśli myśli Pan,

że jestem z tego samego miękkiego drewna jak mój ojciec.

Niech Pan znika, jeśli mogę Panu dać radę!

Ale szybko!

Potem chcę zapomnieć o tej kiepskiej scenie.

Gniewna podoba mi się Pani jeszcze bardziej.

Ostrożnie!

Stać!

Mam nadzieję, że to Panu wystarczy.

I niech Pan sobie zapamięta raz na zawsze:

nie lubię Pana ani trochę, Panie Bludgeon!

Hej, Dick!

Powiedz swemu szefowi, że muszę z nim rozmawiać!

Tutaj!

Wychodź, Bludgeon!

Wszyscy powinni usłyszeć, o co mam zapytać.

Co to ma być, Blake?

Chcę zobaczyć twój akt nadania ziemi i twoją koncesję.

Chcę wiedzieć, kto dał ci prawo

rościć wyłącznie sobie działkę nad strumieniem Shining Stone!

Jesteś pijany?

Pat odzyskał świadomość.

Opowiedział mi, co naprawdę się wydarzyło.

Zmyślił to sobie?

Pat ma gorączkę.

Majaczy.

Chodź, wypij jednego ze mną!

Wtedy lepiej się rozmawia.

Nie, Bludgeon!

Tym razem rozmawiać będziemy do końca.

Raz na zawsze.

Czerwony drań!

Moderca Chata i innych zabił naszego negocjatora!

Ledwo samemu udało mi się uciec!

No i jak, Blake?

Nadal chcesz chronić mordercę?

Teraz dorwał jednego z twoich ludzi.

Przeklęty łotr znów się wywinie!

Sam, teraz to bez sensu!

To jeszcze nie wszystko.

Teraz czerwonoskórzy chcą też pertraktować.

Chcą złożyć pokojową ofertę.

Tam jadą!

Przywitamy ich godnie.

Dalej, ludzie! Weźcie broń!

Sokół odszedł.

W wiosce jest tylko połowa Indian.

Dobra robota, Kyte!

Po tym, co teraz nastąpi, tylko cud mógłby uratować Tanglewood.

Czego chcesz od nas, wodzu Szary Niedźwiedziu?

Pokoju z wami, białymi ludźmi!

Na to jest już za późno.

Zabiliście sześciu naszych ludzi.

Żądam wydania mordercy,

wodza Bystrego Sokoła,

i waszego odwrotu z gór.

Bystry Sokół nie jest już w moich namiotach.

On wykopał topór wojenny,

nie ja.

Więc zostaniesz tu, póki i twoi ludzie nie odejdą.

Weźcie ich do magazynu. Zaryglować i dobrze strzec!

Bill, jutro rano o wschodzie Słońca potrzebuję 30 ludzi!

"Ludzi" - powiedziałem. Dobrze płacę.

A teraz jako zaliczka, jedna whisky!

Tam na górze! Macie godzinę czasu.

I dopilnujcie, by ani kamień nie stoczył mi się do doliny!

Bez obaw. Wykonam precyzyjną robotę.

- Możliwe, że na górze stoi straż. - Już nie żyje.

Sygnał: dwa strzały krótko po sobie, a potem szybko.

- Wszystko jasne? - Tak, zrobimy to. Tak, szefie!

No to jazda!

Sam, robimy tu coś, co cholernie przypomina uchylanie się.

Nie lubię pić piwa, którego inni nawarzyli.

Piękny blokhauz!

Jak wrócimy, być może nie znajdziemy ani belki.

Tak długo jak człowiek ma głowę i ręce,

tak długo zawsze może zacząć od nowa.

Miałbyś jeszcze miejsce dla dwóch ludzi na twoim wozie, Sam?

Ja myślę!

Witaj, Catherine!

Bashan, zatrzymać!

Najwyższy czas, żebyśmy odjechali.

Jak się Pan czuje, Pat?

Dziękuję, dobrze, Catherine.

Lepiej być nie mogłoby.

Hej, hej, hej!

Na wycieczkę, co?

Nie wymkniesz się po cichu, Emmerson. Panno Catherine, wysiadać!

Niech Pani wyjdzie!

Co powiedziałem?

"Wysiadać" powiedziałem.

Nie ruszaj, koleżko!

- Konie! - Pat już się tym zajmuje.

Jedźmy!

Nasze namioty!

Ściana skalna!

Ściana skalna spadła na nasze namioty.

Biali napadli na nas.

Żmijowaty Joe był ich przywódcą.

Wszyscy inni są martwi lub ranni.

Co z Szarym Niedźwiedziem i Rysim Okiem?

Oni... oni już nie wrócili.

Albo ich złapano, albo też są martwi.

Sprawdzę straże na górnym krańcu, a ty pójdziesz do dolnego.

W porządku!

Głupie bydlę!

- Wszystko w porządku? - Z więźniami - tak.

Ale zdawało mi się, że ktoś przeskoczył ulicę,

własnie gdy rżał koń.

Wszyscy tu widzicie duchy.

No popatrz!

Cholerni czerwonoskórzy śpią, a my całą noc na nogach.

Teraz sprawdzę jeszcze posterunki, potem wpadnę jeszcze raz.

Dobra.

Postaw jednego, szczurze, albo cię pogonię!

Spadaj, kapusiu! Brzydzisz mnie!

Martwcie się o coś innego!

Nie strzelać! Nie strzelać!

Joe, twój przyjaciel tu był.

Jak mogli popełnić tak wielkie głupstwo i pojmać negocjatorów?

A potem jeszcze napaść na wioskę.

Teraz boją się ich zemsty, a armia ma pomóc.

O pomoc nie proszę - ja jej żądam.

Mam nadzieję, że wyraziłem się wystarczająco jasno.

Mam Pan pecha, Bludgeon!

I Pański przyjaciel, kapitan Ronald,

nie mógłby w obecnej sytuacji zrobić dla Pana więcej niż ja.

Ah! Pan coś dla mnie robi?

Więcej niż dopuszczają moje rozkazy.

McDryden, niechże Pan spróbuje wyjaśnić to Panom!

Zgadza się. Rzadko mieliśmy tak jednoznaczne rozkazy.

Żadnych starć z Indianami

do zakończenia pertraktacji w sprawie zakupu Gór Czarnych,

względnie do 31 stycznia.

Dla wykonania tych rozkazów

osadnicy i poszukiwacze złota mają być trzymani z dala od tego obszaru,

w razie potrzeby z użyciem broni.

Wspaniale wyuczone na pamięć!

Tak, ci Panowie z armii to cwani goście. Prawda, Kyte?

Tak.

Trochę słuchać rozkazów, za które jest awans,

ale też zyskać trochę naszej przychylności.

Żebyśmy im zarezerwowali ładny kawałek ziemi

na później.

A może chce się Pan wycofać, Forsythe?

Niech Pan spróbuje ze swoim więźniem.

Może Indianie za cenę swego wodza, Szarego Niedźwiedzia, zostawią Tanglewood w spokoju.

Zawsze to samo.

Ci cywile myślą, że armia ma być tu, by sprzątać po nich brudy.

A czy tak mniej więcej nie robi?

Halo, Joe!

Kyte, no co tam?

Otwieraj!

Wodzu, chcę ci darować życie.

Choć cholernie dobrym czynem byłoby powiesić ciebie.

Hej, ty! Wstawaj!

Zażądaj od swego wodza, by zostawił w spokoju naszą osadę!

Ma się wycofać.

Wtedy będziecie wolni.

Silniejsza osłona ogniowa, Kyte!

Bashan! Osłona dla Kyte'a! Musimy go tu ściągnąć!

Dalej, dalej!

Bill!

Dwóch ludzi z wiadrami z wodą na dach!

Uwaga!

- Akcja "Tanglewood" zakończona! - Dziękuję!

Trębacz, sygnał!

Co sądzisz? Strzelanina ustała.

Dragoni rozstrzygnęli walkę. To było wyraźnie słychać.

Po tej napaści Indianie będą ścigani jak wściekłe psy.

To pewne.

- To hańba dla Stanów, co się tu dzieje! - Hmm...

Powinien Pan był zobaczyć młodego wodza, Emmerson.

Szkoda go.

Ale nie mają już żadnych szans.

Żadnych.

W każdym razie możemy wracać do domu.

Cugle mocniej!

Tak dobrze. Chodź, chodź!

Teraz skręcić!

Obróć nim! Tak, dobrze!

Dalej!

Nacisk udami! Mocniejszy nacisk udami!

Pięty niżej! Tak.

Dalej, dalej, dalej! Tak dobrze. Dalej!

Kieruj nim!

Ręce niżej, Catherine!

Tak. Tak jest dobrze.

Czekaj, Catherine!

Pozwól tym razem, ojcze!

To muszę umieć sama.

Mężczyznom też dajesz korepetycje?

Niech Pan poczeka, Panie Hille!

Może pewnego dnia będę musiała brać u Pana lekcje strzelania, kto wie?

- I co, Catherine, było przyjemnie? - Mhm...

Przecież ty w ogóle nie masz czasu na dziewczynę taką jak Catherine.

Jak to?

Bo ciągle musisz zajmować się paskiem.

Ględa!

Wiąż mocniej, bo znów się podrze!

Naprawdę powinnam ci to jeszcze mówić?

Wszyscy jedziemy do Tashunki-witko i Tatanki Yotanki.

U nich, a nie w Dolinie Piesków Preriowych, powinny stać nasze namioty.

Na wiosnę będziemy walczyć razem.

Bystry Sokół dobrze nam doradził.

Choć zawsze tu żyliśmy, opuszczamy nasze góry.

Szykujcie się i swe namioty!

Droga jest daleka.

Wyruszamy przy następnym wschodzącym słońcu.

Howgh!

Podążę za grupą naszych namiotów dopiero za kilka dni.

Biała żmija wciąż żyje.

Pozwól mi z tobą jechać, Sokole!

Jako twój przyjaciel, jak kiedyś Rączy Jeleń.

Dobrze.

Zwiadowcy meldują o Długich Nożach!

Jest ich bardzo dużo.

Wkrótce tu będą.

Zamiar Długich Noży jest jasny.

Chcą nam zablokować drogę na prerię.

I gdy dotrą do przełęczy,

znajdziemy się tu w matni.

Musimy zatrzymać ich przed przełęczą.

Poniżej, w dolinie.

Znasz wąską drogę przy źródle za przełęczą.

Tamtędy poprowadź nasze namioty!

To nie jest łatwa droga, ale musicie być bardzo szybcy.

Pomysł jest dobry, Joe!

Przełęcz to jedyna droga wyjścia.

Jeśli ją obsadzimy, czerwonoskórzy znajdą się w matni.

Poruszamy się naprzód trzy razy szybciej niż oni ze swym taborem.

Swych kobiet i dzieci z pewnością nie zostawią.

Dakotowie są z tego znani.

Za dwie godziny nie będzie już tu żadnego Sokoła i żywego Indianina.

Uwierz mi. - Wiem już, czego chcesz.

Powinniśmy potem przemianować Góry Czarne na Góry Joe'go.

Zwiadowcy dotarli na przełęcz.

Wszędzie spokój. Indian jeszcze nie widać.

Dziękuję, McDryden.

Więc w drogę!

Odjazd!

Trębacz! Sygnał!

Z koni!

McDryden! Konie na tyły!

Cholerny bałagan!

Te łotry potrafią dobrze wykonywać rozkazy.

Dlaczego, do diabła, zwiadowcy tego nie meldowali?

Banda czeka w zasadzce i chce nas zaskoczyć.

Zaproponuj Pan coś, Forsythe!

Stąd rozwinąć z flanki!

Zgoda. No dalej!

Teraz są tu wszyscy nasi ludzie.

Konie też.

Konie Długich Noży muszą odejść.

Na piechotę nie mogą nas śledzić.

Czekajcie tu na mój sygnał!

Potem przebijcie się!

Konie!

Ten Sokół, niech to szlag!

Joe!

Joe!

Zmiana frontu!

Psiakrew! Odeszli.

przekład i synchro: pitsqrtfieq4

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.