Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Imperium Osmańskie sprawuje władzę nad Bałkanami już niemal 400 lat.
Vranje to jedno z ważnych tureckich miasteczek przy granicy z wolną Serbią.
Przywódcą mniejszości chrześcijańskiej jest szanowany kupiec, hadżi-Trifun.
Próbuje on utrzymać pokój z tureckimi władzami
i zachować swoją pozycję.
Dają mu się we znaki potężni bejowie, ale też jego rodzina.
Po przedwczesnej śmierci najstarszego syna, Djordje,
Trifun szykuje dwóch młodszych synów do przewodzenia lokalnym Serbom.
VRANJE, 1850
POPULACJA: 6000
PROWINCJA IMPERIUM OSMAŃSKIEGO NA DALEKIEJ PÓŁNOCY
Mój Boże…
Daj mi siłę, by przetrwać.
Daj mi siłę, by walczyć.
Zło uderza.
Z każdej strony.
Mam nadzieję, że to zło…
nie będzie na zawsze.
Ale masz dużo włosów.
Szkoda, że nikt ich nie może zobaczyć.
Pozostał mi jeszcze rok żałoby po moim Djordje.
- Dzieci? Wykąpane? - Tak.
Wykąpane.
Przystojny chłopak, ten nasz nauczyciel.
Mocny głos.
W rzeczy samej.
Dalej, ruszajmy!
Panie, miej litość…
Wracam natychmiast do domu.
Cicho, Paraputo.
Czy pozwolimy, aby uszło im to na sucho?
Spokojnie, Cona.
Moi synowie się tym zajmą.
Zajmij się swoimi sprawami, siostro.
Wiesz, że też potrafię się zemścić.
Wiem.
Jesteś Trifunie silny. Powiedz nam…
Co z tymi Turkami, którzy skalali nasze miejsce kultu?
Powiedz nam, Trifunie.
Chrystus zmartwychwstał.
Zaprawdę zmartwychwstał.
Co zrobili twoi żołnierze?
Niewierni siedzą teraz w domach, szykują noże i pistolety!
Wiem, bo urodziłem się tutaj.
Drodzy dowódcy.
Gdy na was patrzę, myślę, że przedkładacie własne sprawy
nad sprawy naszego sułtana i jego prawo.
Mam sułtański dekret. Wyznaczył mnie.
Jestem tu, aby wypełnić wolę jego i Allaha na granicy wielkiego Imperium.
Tak, to prawda.
W rzeczy samej, masz sułtański dekret, Dżafer-Beju.
Ale inny dekret może wyznaczyć innego namiestnika.
Padyszach pobierał nauki w Europie i opowiada o nadejściu nowych czasów.
Odrzuca tych zarządców, którzy władają tylko siłą.
Syn hadżi-Trifuna jest już od ponad roku w Stambule.
Handluje ze Stambułem i Salonikami.
Nie powinniśmy go gniewać.
To potężny człowiek.
Wszyscy możemy na tym skorzystać.
Nie powinniśmy go gniewać, Ismail-Beju.
Nie powinniśmy go gniewać.
Powinniśmy go zgnieść.
Daliśmy temu nielojalnemu niewiernemu zbyt dużo swobody.
Buduje kościoły i cmentarze, urządza uczty i zgromadzenia.
Regularnie płaci podatki.
Drogi Ismail-Beju, czyżbyś zapomniał o prawdziwej naturze niewiernych?
Daj mi też trochę.
- Chrystus zmartwychwstał, tato. - Zaprawdę zmartwychwstał, moja córko.
Chrystus zmartwychwstał.
Wesołych Świąt, moje dziecko.
Życzę ci wszystkiego najlepszego.
Stana, dajmy naszym wnukom podarki.
Dla każdego z nich złota moneta.
Biskupie, wzywałam cię, ale nie przyszedłeś.
Nie mogę iść do kościoła, a chcę się wyspowiadać.
- To dla mnie trudne. - Tašana.
Mój zmarły syn, Djordje, byłby z ciebie dumny.
Tak dobrze opiekujesz się domem i synami.
Panie, pozwólcie biskupowi wysłuchać mojej spowiedzi.
Mamy teraz bardziej naglące sprawy.
Nie ma pośpiechu, wysłucha cię. Chodźmy.
Tato, pochowali mnie tutaj żywcem.
Opiekuj się dziećmi.
Opiekuj się domem.
Wszystko się ułoży.
Nikolcza, kochany, nie pij tylko.
Wino odbierze ci siły. Piękny jak dziewczyna i je jak dziewczyna.
Przelałbyś za mnie krew?
Tak.
Do ostatniej kropli.
Nie wierzę ci.
- Chrystus zmartwychwstał. - Zaprawdę zmartwychwstał.
Wesołych Świąt. Ponoć syn wraca na święto patrona?
Przybędzie szczęście mego życia.
Odłóż to.
Jej szczęście, mój ból.
Półtora roku w Stambule, zabawia się z tureckimi dziewczynami.
Wiesz, jak potrafią pogrążyć mężczyznę.
Proszę, biskupie.
Powiedz, Trifunie, jak zamierzamy rozwiązać tę sprawę z…
Z Jovčą?
Zamówiłem nowy dzwon dla klasztoru.
Czysty brąz. Idzie do nas aż z Austrii.
Tak to rozwiążemy.
Jovča kosztuje mnie fortunę.
Kiedy zabierzemy jego żonę do klasztoru?
Mogę wrócić do moich rodziców?
Czy mogę…
zobaczyć się z moimi dziećmi?
Możesz go udobruchać.
Dla dobra twoich dzieci.
Nie wiem jak.
Zmuszał mnie, nawet wtedy, kiedy jeszcze je karmiłam.
Znosiłam to wszystko.
Ale nadal nie wiem jak.
W takim razie… zapomnij o swych dzieciach.
Nie płacz, póki tu jesteś. Nie krzywdź niewinnych. To grzech.
A co z grzechem wobec mnie?
Żona ma obowiązek słuchać swego męża.
Tak już jest.
Albo mąż, albo klasztor.
Tam jest cicho i spokojnie.
Jovča…
Biskupie Stojanie, widzieliście Andję?
- Czy płacze? - Jak długo to będzie trwało, synu?
Co takiego?
Jak długo będziesz robić z siebie głupka?
Twoja pierwsza żona była bezpłodna, nie dawałeś jej spokoju.
Dręczyłeś ją. Poniosła śmierć z własnej ręki.
- A nie mojej. - Nie twej ręki, ale czegoś innego.
Była słaba.
Ta mimo synów trafi do klasztoru.
Taki los, biskupie.
To nie los. Jesteś zwierzęciem.
- Nie wiecie, jak to jest. - Milcz!
Zawrzyj gębę!
W obecności kapłana módl się i okazuj skruchę,
proś o przebaczenie i nie pyskuj!
Opamiętaj się, Jovča.
Kościół Święty nie zezwala na więcej niż trzy małżeństwa.
Pobłogosławcie mnie, biskupie.
Rada! Przygotuj coś do jedzenia, zanim pójdziemy.
Niewierny.
Namiestnik Dżafer-Bej wzywa cię do siebie za trzy dni.
Minęło trochę czasu odkąd się u niego stawiałeś.
Dobry namiestnik zaczął się martwić. Czy żyjesz? Czy masz się dobrze?
Dobremu namiestnikowi powiedz, by się nie martwił, bracie.
Jestem cały i zdrów. Życzę mu tego samego.
- Wola Boga. - Wola Boga.
Aczkolwiek za trzy dni mamy slavę, dzień Świętego Grzegorza.
Zapraszam na ucztę z tej okazji.
Będę zaszczycony.
To nie było zaproszenie, niewierny. To był rozkaz.
Jeśli sprzeciwiasz się jego rozkazom, sprzeciwiasz się rozkazom sułtana.
Jeśli nie przychodzisz do sułtana, dzień święta może być twoim ostatnim.
Wyprawię swoją ucztę.
Możesz przekazać to naszemu dobremu namiestnikowi.
A ty…
lepiej, żebyś już jechał.
Słyszałeś, co mówiłem, niewierny.
Pragnę pokoju.
Nie chcę, żeby ktokolwiek z was zaczynał walkę w pojedynkę.
Jak długo mamy to wytrzymać?
Tak mówisz, Stavro?
Naprawdę?
Cokolwiek postanowisz, zgodzimy się.
Cokolwiek postanowię?
Jak będzie dobrze – to dobrze.
Ale jeśli nie będzie dobrze…
obwinisz hadżi-Trifuna, prawda, Stavro?
Mówię tylko, że my wszyscy…
Wszyscy?
Wszyscy jesteśmy w zgodzie?
Pragnę was wysłuchać.
Widzę, jak jesteśmy w tym wszyscy.
W takim razie będzie tak, jak powiesz.
Zaczekamy.
Wróciłeś, synu kochany!
Wszystko dobrze?
Wszystko dla ciebie wyszykuję.
Wróciłem w końcu, matko.
- Chcę się obmyć z kurzu. - Dalej.
Zmęczony jesteś, synu?
Twój ojciec i brat Jovča chcą dokończyć jakieś sprawy.
Skończyłeś szkołę,
jesteś bystry, syn gospodarza.
Zmieniło się tutaj. Będziesz wiedział co zrobić, a my nie.
Jestem zmęczony. Nie mogę na nich czekać.
Mam ze sobą podarki. Dokończymy wszystko jutro.
Nie kokoś się tu jak kura.
Czy to ty, Stojna?
Tak, panie.
Urosłaś przez ten ostatni rok.
Nie pamiętasz mnie, Stojna?
Oczywiście, że pamiętam, panie.
Pamiętasz, jak kiedyś pomogłem ci wsiąść na konia?
Drogi panie, tylko o tym myślę.
Znaleźli już dla ciebie męża?
Nie, dzięki Bogu.
Mogę tobie znaleźć jakiegoś.
Trifun, mój bracie!
Co cię tu sprowadza?
Kiedy zrobię to, o co prosisz, dopiero wtedy ustalę cenę.
Nie podoba mi się to, bracie Kollu.
Robiąc interesy, chcę wiedzieć, ile płacę i w jaki sposób.
Trochę już ze sobą przywiozłem.
Miałem zamiar przywieźć ci resztę po robocie.
To nie w porządku.
To nie w porządku, że to ty mi nie ufasz.
Nie pierwszy raz robimy interesy. Zawiodłem cię kiedyś?
- Czy kiedyś cię zawiodłem? - Nie o to chodzi.
Chodzi o to, że nie znam ceny.
Chciałbym, bracie, abyś był w okolicy, żebym mógł poprosić cię o zapłatę.
- Nigdy nie wiadomo, co będzie. Rozumiesz? - Rozumiem.
Wykonam dla ciebie tę robotę.
Chodź tu.
Chcę cię zobaczyć.
Jak cię Pan Bóg stworzył.
Ależ piękna.
Masz rozpalone ręce.
Choraś?
Nie.
Nie wiem…
To trudne.
Usiądź, biskupie.
Powiedz, dziecko.
Chodzi o zmarłego Djordje.
Pojawia się w twoich snach?
Twój zmarły mąż przychodzi całować cię w snach?
Jest na to lekarstwo, drogie dziecko – post.
Djordje nie przychodzi w moich snach. Ja już nie mam snów, biskupie.
Ale martwy człowiek wciąż tu jest.
Pochowali mnie razem z nim.
Nie pozwalają mi otwierać okien.
Mówią, że ludzie zaczną gadać, że wdowa szuka kolejnego kochanka.
Nic dla nich nie znaczę.
Mam tylko wychowywać dzieci.
Zamknęli mnie tu, ale ja…
Ja oddycham… I mówię.
Jestem żywą osobą.
Dla mnie nie będziesz martwa, Tasano.
Oddychaj i żyj swoje życie szczęśliwie ze swoimi dziećmi, w imię Boga!
Porozmawiam z tymi ludźmi, którzy cię pochowali żywcem.
Ja to zrobię.
- Żałujesz tego, Stojna? - Nie, panie.
Hej, starszy bracie!
Hej, mała dziewczynko!
Jesteś lekka, dziewczynko.
Dziewko, dziewko…
Twój mały brat ma to.
- Colt? - Colt.
Weź to.
Pij do dna.
Wynoś się!
Twoja bękarcica oddała się Micie.
- Co, jeśli porodzi? - Nie porodzi.
Mówiłam, żebyś zajmował się interesami poza domem.
To grzech. Straszny grzech.
Powiedz jeszcze słowo,
a wychłoszczę cię tutaj, na podwórzu.
Wynoś się.
Spokojnie, namiestniku, tylko spokojnie.
Dzień patrona znaczy wiele dla niewiernych.
Wszyscy możemy na tym skorzystać.
Ja i inni wodzowie możemy udać się tam nazajutrz, bez ciebie.
Przejdźmy to krok po kroku. Możemy to wszystko zaplanować.
Kiedy ty i inni wodzowie idziecie krok po kroku,
niewierni podnoszą rękę na mojego gwardzistę.
Dziś mój gwardzista, jutro ja.
Nie pozwolę na to! Nigdy!
Zrobię, jak każesz, mój dobry namiestniku.
Ale widzisz, hadżi-Trifun jest ostatnim ze swojej krwi.
Jego najstarszy syn nie żyje. Pozostali – jeden bezmózgi, drugi słaby.
To zła, nieczysta krew.
Stopniowo, możemy sprawić, że jego synowie będą pracować dla nas.
Słyszałeś, co powiedziałem. Żołnierze już są w drodze.
Odejdź, już.
Już to mówiłem, nic nie wiesz o tych sprawach.
Nie wypuszcza się kogoś takiego jak ona.
Wypuścić ją, to znajdzie kolejnego męża.
Rozumiem, że wiesz więcej o tych sprawach niż ja.
Ale traktujesz swoją siostrę inaczej niż synową.
Wiem to, całe miasteczko to wie.
Przestań!
To moja siostra! Właścicielka ziemska! Zachowuje się jak mężczyzna!
Druga jest córką przywódcy wioski.
W życiu nie widziała łyżki, nim nie weszła do mego domu.
Więc lepiej znajdźmy kogoś dla niej. Teraz.
Była dzieckiem, nim wyszła za Djordje.
Poczekajmy trochę.
Dobrze.
Zaczekajmy.
Niech przyjdzie jutro na święto razem z dziećmi.
Kiedy otrzymam dzwon klasztorny…
Możemy tam umieścić Andję.
Tak zrobimy.
Saroš… stary przyjacielu…
Hej, mały paniczu, moja gwiazdo świecąca, moja skało.
Jak tam życie w wielkim świecie?
Jest wielki. Ale nie dla mnie.
Nie wiem już, co jest dla mnie.
Ja wiem, co jest dla mnie – miłość.
Graj!
Miłość jest wszędzie dokoła.
Dość mam tego życia, przyjacielu.
Właśnie przechodziłem pod drzwiami Tašany.
Boże, prawie czułem zapach jej skóry!
Naprawdę?
- Tylko marzę. - Tašana to wdowa.
Na co czekasz?
O mój Boże.
Jest synową właściciela ziemskiego.
Saroš…
Miłość nie zna granic.
Ani słowa o Tašanie.
Znałem Djordje.
To byłoby złe.
Pozwól, że cię ogolę. Dalej.
- Jesteś pijany! - To co?
Zostaw mnie!
- Dalej… - Nie ma mowy!
Wszystkiego najlepszego.
Ostrożnie z tą brzytwą, Saroš.
W porządku. Nie piłem ani kropli od wczoraj.
Dzisiaj jesteś moim gościem.
- Zrobię coś specjalnie dla ciebie. - Skoro dla mnie…
Zrób tutaj.
Wszystko gotowe?
Przygotowane, jak rozkazałeś.
Witaj, bratanico.
- Wszystkiego najlepszego. - Dziękuję.
Wszystkiego najlepszego z okazji slavy, niech Bóg da radość temu domowi.
Bratanico…
Co za piękno.
Co za strata.
Niewierni są w domu Trifuna.
Przygotować ludzi.
Wszystkiego najlepszego.
Wzajemnie, moje dziecko.
Mój Djordje bardzo za tobą przepadał, ale spędziliście ze sobą tak mało czasu.
Bardzo mało czasu.
Był z ciebie dumny.
On i wasze dzieci. Oby tak było.
Wszystkiego najlepszego, pani.
Zabezpieczyć plac!
Chwała namiestnikowi!
Chwała namiestnikowi!
- Jakieś wieści? - Na razie żadnych.
Cóż, na miłość boską, zaczynajmy, biskupie.
Żołnierze!
Czcigodny panie, mam dla was wiadomość.
Tam są! Strzelać!
Wielce nas smuci twoja strata, czcigodny Ismail-Beju.
Nie było lepszego namiestnika i człowieka od Dżafer-Beja.
- To prawda. - Zapraszam na swoją ucztę.
Życzę wszelkiej pomyślności,
ale teraz nie jestem w nastroju na świętowanie.
Rozumiem, że jesteś w żałobie, Ismail-Beju.
Zostawmy to nam, mężczyznom.
Ale możesz wziąć te dary dla waszych kobiet i dziatek.
Weźcie je albo mnie zasmucicie.
Dla dobra naszych dzieci.
Zarówno waszych, jak i moich.
Przyjmę te podarki, dla dobra dzieci, hadżi.
Dziękuję.
Bardzo proszę.
Wyduś to z siebie, kobieto.
Chyba nie spodziewasz się, że sam zapytam.
Stana, zwykłem to robić, ale oboje byliśmy młodzi.
- Co się dzieje? - Czy Mita wziął naszą Stojnę?
Tak zrobił.
Mówiłem ci, żeby się jej pozbyć, a ty błagałaś, by ją zatrzymać.
Znajdę jej męża.
No już, Stana.
Zajmę się tym.
Teraz odejdź.
Kim jest kobieta na dziedzińcu, ta z dziećmi?
- Czy to jej dzieci? - To Andja.
Żona Jovčy.
Znam Andję. Drugiej wcześniej nie widziałem.
- Jest z waszego domu? - To Tašana.
Wdowa po moim zmarłym synu, Djordje.
Wola Boga.
Planujecie ją znów wyswatać?
Nadal jest w żałobie.
Mnie na to nie wygląda.
Kollu, wielem ci winien za wysłanie swojego chłopaka do tej pracy.
Jovča na dole czeka, aż podasz swoją cenę.
Załaduje od razu na koń.
Dwa konie.
Arabska klacz.
Ładunek będzie hojny.
Dość, by twój syn Ahmet wybudował dom.
Ahmet jest za mały.
Chcę Tašanę.
Nie mogę ci oddać synowej. Ona wychowuje moje wnuki.
Chcę jej, hadżi.
Czuję wielki ból. Tutaj.
A gdy czuję ból, hadżi…
jest mi źle.
To także źle dla ciebie.
- Musimy się zemścić! - Krew za krew!
Znajdziemy morderców.
Inszallah!
Ale nie będzie więcej rzezi.
Możecie odpłacić przestępcy w ten sam sposób,
ale tych, którzy wybaczają i utrzymają pokój,
Allah wynagrodzi.
Czas wszystko naprawi. Allah jest wielki.
Idźcie teraz w pokoju.
Okres spóźnia mi się o dwa miesiące.
- Jeszcze tego było trzeba. - Dlaczego?
Poślubię cię teraz, Cona.
Mój biedny Nikola.
Bóg dał ci piękny głos, ale poskąpił rozumu.
Nawet najlepsza piosenka staje się nudna. Twoja piosenka się skończyła, Nikola.
Błagam cię.
- Teraz mamy dziecko. Wyjdź za mnie. - Myślisz, że to moje pierwsze?
Dawałam inne kmiotkom bez ziemi, ze skrawkiem pola.
Uczynię tak samo, a ze wszystkich, którzy chcieli mnie poślubić…
Zejdź mi z oczu albo cię wychłoszczę!
Wola Boga.
Wygląda na to, że jednak dożyję, aby usłyszeć dzwon.
Minęły cztery wieki, odkąd Turcy nas podbili.
Cały ten czas ani razu nie zadzwonił dzwon.
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Amen.
Pozwól mi go potrzymać choć trochę dłużej.
Mój mały Mitke.
Daj mi go!
Proszę…
Mitke, mój synu!
Mój drogi gościu, Surdučki.
Wszystko zrobiłeś zgodnie z naszą umową, nawet więcej.
Dziękuję ci. Nigdy nie widziałem takiego dzwonu.
A wiele widziałem.
Ludzie też chcą go zobaczyć.
W życiu dzwonu nie słyszeli.
Tutaj życie płynie powoli.
Bez obaw, załatwiamy sprawy do końca.
Mito drogi, zapomniałeś o mnie.
Nie zapomniałem, Tašano. Saroš, spójrz na nią.
Wyglądałaś jak lalka.
A teraz?
Nie to miałem na myśli. Długo się znamy.
A ty?
Nadal śpiewasz, mój Sarošu?
Hej, młoda pani.
- Podoba ci się na zewnątrz? - Bardzo.
Zabierzcie mnie jutro do klasztoru.
Sporo czasu minęło, odkąd widziałam otwarte pola.
Stąpasz na granicy.
Uważaj, bo ją przekroczysz.
Siedź cicho i przyjmij to.
To wszystko, co może zrobić kobieta.
Rodzi, a potem umiera.
Teraz sobie dobrze odpoczniesz.
To życie nie jest dla ciebie.
Na pewno nie.
Żadnego rodzenia dzieci.
Dość znęcania się nad twoim obolałym brzuchem.
Dość bicia.
Mój mały Mitke…
Mitke i Arsa dorosną w ziemiańskim domu.
Gdy przyjdzie czas, znajdziemy im najlepsze żony.
W całej Serbii.
Zwiedzą cały świat. Sami staną się posiadaczami ziemskimi.
Mitke całą noc płakał.
Wzywał mamy.
Nie martw się.
Przysięgam na moje dzieci.
Przysięgam na moje życie i na Boga.
Znajdę im dobrą matkę.
- Będzie dobra, lepiej żeby była. - Chcę ich uściskać, jeszcze jedną noc.
Nie, tak będzie lepiej.
Nie mogą zobaczyć, jak odjeżdżasz.
Są chłopcami.
No już.
Co teraz zrobimy?
Zapłacimy, co się należy.
Pozwolisz mu wziąć to, co chce?
Ojcze…
- Mamy przewagę liczebną. - Tak, ale łącznie to oni przeważają.
Mogą nas wytropić jak wilki.
Nie tylko nas. Ale waszych synów i ich synów.
Rozwiążmy teraz tę sprawę.
Bracie Kollu.
Usiądź, Kollu.
Złożyłeś obietnicę.
A ja czekam i czekam.
I nic.
To źle.
Bardzo mnie zasmucasz, bracie.
Naprawdę zasmucasz. Wiele razem osiągnęliśmy.
Całe życie byliśmy razem.
Zwykliśmy być dla siebie jak bracia.
Nie jesteś gotów dać mi kobiety ze swojego domu.
To pokazuje, co myślisz o nas jako braciach.
A co z tobą?
Czy tyś gotów dać mi kobietę z twojego domu?
Ty nie widziałeś żadnej z moich kobiet. A ja widziałem tę.
I dręczy mnie ból, hadżi. Moi bracia nie są tacy jak ja.
Zaatakują wasze karawany. Będą kraść wasze bydło.
Poleje się krew, hadżi.
Nie chcę krwi. A ty, bracie?
Dobrze.
Załatwmy to.
Nie każ mi za długo czekać.
Chciałam odwiedzić klasztor.
Czy nie widzisz, co robisz sobie i innym?
- Tylko sobie, Stojanie. - Mnie również.
To grzech tak na mnie patrzyć.
Złożyłem śluby.
- Jestem żywą osobą. - To prawda.
Kocham cię, Stojanie.
Będę na ciebie patrzeć, jak długo mam oczy.
Tašana!
Do środka.
Połóż dzieci spać i przygotuj się.
Jedziemy do klasztoru.
Dziękuję, panie. Dziękuję.
Stano!
Chodź do mnie.
Co się stało?
Moja dusza umarła
w dniu twojego ślubu.
Jestem tu teraz, Stojanie.
Wyszłam za mąż, co z tego?
Jesteś tu, to prawda.
Co mam teraz zrobić?
Kochasz mnie?
Wszyscy cię kochają.
Wszyscy mnie szanują.
Jeden błąd, a wszyscy mnie znienawidzą.
Wszyscy.
Pogrążony w każdym możliwym grzechu. A i tak podążają za mną.
Niech sczezną.
Bóg mi świadkiem, walczyłem do końca.
Panie, miej miłosierdzie dla swojego sługi.
Chodź ze mną, Tašano.
Co jest moje, jest i twoje.
Nie jestem już biskupem.
Mam tylko ciebie.
Co mówisz, Stojanie?
Chodź tu.
Będziesz mi żoną.
To jedyny sposób.
Nie chcę spędzić reszty mojego życia w grzechu z tobą i w strachu przed Bogiem.
- Wyjdź za mnie. - A co z moimi dziećmi, Stojanie?
Nie mogę żyć bez nich.
Nie mogę tego zrobić.
Proszę, nie rób tego.
Chodź tu. Nie każ mi tego robić.
Bezwstydnica.
Zejdź mi z oczu albo cię zaduszę.
- Stojan, skarbie… - Przeklinam cię, bezwstydnico.
Zlituj się, Boże.
Żałuję, że cię poznałem.
Jak możesz na to pozwalać, noc za nocą?
Zrób coś, proszę.
Nie martw się tym.
Mówiłem ci, że się tym zajmę.
Mów.
Biskup był w jej izbie.
Naprawdę?
Był tam tylko na krótko.
Nieważne.
Jesteś z siebie dumny?
Zapomnij o dumie, siostro.
- Jak długo w domu panuje pokój. - Czy w twoim domu panuje pokój?
Nie mnie to oceniać, starszy bracie.
To duży grzech pozwalać synowi być z dzieckiem z nieprawego łoża.
- Rozdziel ich. Na co jeszcze czekasz? - Masz rację.
Nie tobie to oceniać.
Błogosławię ten dzwon wodą święconą
w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Amen.
Biskupie, niech dzwon zadzwoni.
Niechaj ludzie go usłyszą.
- Będziemy nim dzwonić pięć razy dziennie. - To zbyt wiele. Trzy razy.
Rano, w południe i na wieczorne nabożeństwo.
Tak, biskupie?
Idź do swojej komnaty.
On kazał ci tam zaczekać.
Przepraszam panie, że wstałam.
O co chodzi?
Nie czuję się za dobrze. Czy mogę iść na spoczynek?
Jeśli się źle czujesz, oczywiście.
Dziękuję, panie.
Biskupie, chodźmy.
- Nie, proszę! - Cicho.
Po prostu bądź cicho…
Bądź cicho.
Trzymaj ją.
Dalej, biskupie.
To nasza sprawa.
To ty za tym stoisz?
To nie mogło się stać bez twojego udziału.
Zrobiłem, co zrobiłem, gdy wydałem ją za mojego Djordje.
Kiedy był zbyt słaby i chory na gruźlicę.
Wszystko, co mogliśmy robić, to czekać, aż wpadnie w czyjeś ramiona.
Gdybym był jak mój ojciec, wydałbym ją za ciebie.
Jesteś bardzo emocjonalny, synu.
To miłe.
Ale zapamiętaj.
To ja płacę za twoje emocje. Własną reputacją.
I własnymi pieniędzmi.
Płacę za ciebie, za nią i za każde z was.
Wyjdźcie.
Na zewnątrz, wszyscy!
Coś ty nam wszystkim zrobiła?
Co zrobiłam?
Ty to uczyniłeś.
- Ten Koll wziął mnie siłą. - Mogłaś posłać po kogoś, by cię zabrał.
Zamiast tego zrobiłaś raban.
Dlaczego oddałeś mnie Kollowi?
Ja?
Dlaczego otworzyłaś te drzwi?
Czekałaś na kogoś, suko?
- Ja suką? - Na kogo czekałaś?
- Pytam: na kogo czekałaś? - Oddałeś mnie jemu!
Sama się oddałaś.
Dlaczego ze sobą nie skończyłaś?
Dlaczego nie zrobiłaś, co należy?
Nie skończyłam ze sobą ani z tobą!
Cicho bądź.
Ani słowa więcej.
Nigdy!
Przygotować konie!
Wszyscy wracamy do domu!
Jovča!
Ty też jedziesz!
Nie boisz się Boga?
Bałbym się, gdybym był kobietą. Ale nie jestem, więc się nie boję.
- To się nie może dobrze skończyć. - A może dobrze?
Jak?
Pozwolić jej odejść z tym Turkiem? Tym żałosnym golibrodą i pijakiem?
Zamknąć ją znów w domu? I wtedy co?
Ledwo mi się udało ocalić naszego biskupa! Chcesz, żeby go zdeprawowała?
Wynoś się.
Dokąd idziesz?
Masz na imię Tone, prawda?
Dlaczego?
Chodź ze mną.
Ty dokończ, jak nas nie będzie.
Usiądź.
Ciężko pracujesz, Tone.
To dobre dla gospodarstwa. Dlaczego jeszcze nie masz żony?
To trudne, panie.
Żadna dziewka nie chce takiego biedaka.
Jeśli wybiorę równą sobie, to będzie, jak to mówią, podwójna bieda.
A co myślisz o niej? Stojnie?
- Jest ładna. - Tak?
Chciałbyś ją poślubić?
Jeśli tak, mogę załatwić dla was jako posag kawałek mojej ziemi
niedaleko pola Mladena.
Wybaczcie, panie, jestem tylko prostym kmiotkiem,
ale dlaczego chcielibyście ofiarować mi taką piękność z posagiem,
jeśliby nie była z dzieckiem?
Z dzieckiem?
Nie ma żadnego dziecka!
Chcę wyświadczyć Stojnie przysługę. Jest dobra, pracowita i ładna.
Tobie też chcę wyświadczyć przysługę. Chcę to załatwić, nim ożenię swoich synów.
Wypijmy za to.
Dalej, grać, Cyganie!
Ojej…
Biedaczysko…
Nic mi nie jest.
Chodźmy do domu.
Nie mam domu.
To jest mój dom.
Młody panie, jesteśmy wyczerpani.
Słyszałaś go.
Słyszałaś go?
Wiesz, że mój ojciec planuje mnie ożenić?
Wyda też Jovčę za mąż.
Moja przyszła żona jest śliczna.
Bardzo piękna, ale jej nie kocham.
Chcę…
Chcę czegoś innego.
Nie mam życia.
Weź moje.
Ale ty powinieneś iść do Tašany.
Póki jeszcze możesz.
Nie zwlekaj za długo.
To zraniona dusza.
Co tak tu stoisz?
Przyszedłeś tu.
Tak.
Czemu tak długo to zajęło?
- Nie śmiałem. - Tak to…
Ty nie śmiałeś, inny nie śmiał. A ja?
Co mam teraz zrobić?
Co masz na myśli?
Jesteś synową ziemianina. Piękna, silna.
Chciałbyś być na moim miejscu?
Co z tobą, Tašano?
Nie mam swojego domu.
Jestem sługą.
- Daję szczęście innym, nigdy sobie. - Zawsze byłam własnością kogoś innego.
Najpierw córką Mladena.
Później synową hadżi-Trifuna,
jako wdowa: matką wnuków hadżi-Trifuna. Chłopcy też należą do niego.
Nie są moi. Nic nie jest moje.
A zmarły Djordje…
Nigdy go dobrze nie poznałam. Jedynym, którego znam, jest hadżi-Trifun.
Żywi mnie…
Oddaje mnie, a w końcu mnie zabije.
Znasz mnie.
Będę cię całować.
Zajmę się tobą, Będę dla ciebie żyć, Tašano.
Łżesz, mój Sarošu?
Chodź.
Nie igraj ze mną.
Mów.
Turek przyszedł do niej, przed wschodem. Nadal tam jest.
Co mam zrobić, panie?
Nikomu ani słowa. Kiedy powiem, rozgłoś to po całym mieście.
Idź już.
Złapię cię!
Nie bójcie się, pani.
Nie ma w mieście kobiety, która by tego chociaż raz nie zrobiła.
To dla mnie pierwszy raz. Ja zawsze rodziłam.
To nie inaczej.
To też boli.
Ale za dzień, dwa, przejdzie. I mniej za to płacisz.
Płaczesz nade mną?
Nadal żyję.
O co chodzi?
Mów!
Nauczyciel Nikolcza się powiesił.
Tašana go znalazła.
Odszedł w lepsze miejsce. I tak do niczego się nie nadawał.
Miejmy to już za sobą.
Ładuj broń!
Niech będzie hucznie, gdy hadżi-Trifun żeni dwóch synów!
Daliśmy sobie nawzajem słowo. Prawda, przyjacielu?
Tak, daliśmy.
W takim razie daj mi zabrać Tašanę. Chcę, by była moja.
Dotrzymuję słowa, gdy chodzi o interesy i wszystko.
- Ale teraz proszę cię jak brata. - A co, jeśli była pohańbiona?
- Czy też byś ją wziął? - Kim jest mężczyzna?
Ludzie gadają od czasu wypadku w klasztorze.
Powiadają też o niej.
Nie wiem sam.
Moje ściany są grube.
Czego nie chcę usłyszeć, nie usłyszę.
Zaczekaj do wschodu. Będziesz wieczorem moim gościem.
- Zaopiekujesz się nią? - Daję ci słowo.
Co?
Hadżi-Trifun prosił sprawdzić, czemu jego siostra nie przychodzi.
Co mu powiedzieć?
Nie gadać ludziom.
Zabierz moje podarki i powiedz bratu, że niedługo będę.
„Za dzień, dwa, przejdzie”.
Przeklęta Cyganka!
Pani… dzisiaj jest nawet gorzej niż wczoraj!
Błagam, proszę nie opuszczać domu. Hadżi zrozumie.
Nie prosiłam cię o zdanie. Dalej, daj mi rękę.
Nie czuje się dobrze.
Ja to widzę, ty też to widzisz.
Nie wiem, co jeszcze można z tym zrobić.
Możesz pójść do niej i wysłuchać jej spowiedzi.
Coś w nią wstąpiło. Coś jej każe mówić i robić różne rzeczy.
- Co mówi? - Co?
Ludzie mówią, że oddałeś ją Kollowi.
Ja?
Oddała się z własnej woli, biedna duszyczka.
Nie wiem komu.
Ale wiem, że czekała na kogoś. Ten ktoś wtedy nie przyszedł.
Inny mężczyzna przyszedł do jej komnaty. I postradała rozum.
Dalej, biskupie. Pomóż jej.
Może sobie zrobić krzywdę. Idź teraz.
Teraz.
Pójdę.
- Saroš pohańbił Tašanę! - Łapać Turka!
Łapać Saroša!
- Ucieka! - Za nim!
Zastrzelić go!
Strzelaj!
Nie pozwolić mu uciec!
Łapać go!
- Nie zabiłem go. - Dlaczego?
Uciekł.
- Co z biskupem? - Nadal tam jest.
Przestańcie, już!
Ten Turek, Saroš! Spał u mnie, jadał z moimi dziećmi!
Pohańbił moją synową, Tašanę! Znaleźć tego tureckiego bękarta!
Znaleźć jej ojca, Mladena. Tašaną sam się zajmę.
Co się stało, to się nie odstanie.
Przynajmniej zasmakowałam trochę życia.
Chociaż coś.
- Dokąd jedziesz? - Znaleźć tego Turka.
- Co z Tašaną? - Zabiorę ją, dałem słowo.
Ale jego zabiję.
Tyle z twojego brata, Saroša!
Co chcesz, bym zrobił, ojcze?
Nic.
Wszystko zostało już zrobione.
Bracie mój, jesteś tam?
Wyjdź, to ja.
Nawet nie mam konia. To koniec.
Weź mojego.
Uciekaj do Turków. Weź to.
Mita!
Mita!
W porządku. Uciekaj!
Uciekaj!
Uciekaj, bracie!
Cona, Cona…
Powiedz jej bratu, by przyszedł!
Już!
Ruszać się!
Mita… mój syn!
- Kto śmiał? - Turek! Strzelił do twego syna i uciekł.
Zabił Albańczyka.
- Zabił Kolla? - Tak.
Dopadnijcie go. Chcę go żywego!
Paraputa, kamień. Wszyscyście prochem. Brat, siostra, wszystko proch.
Paraputa, jeno kamień.
Nasza hańba będzie znana od teraz wszędzie dokoła.
Nie będziemy mogli jechać na południe w interesach, a nawet odwiedzać rodzin.
- Zemszczę się krwią. - Mladen!
Mówiłem twojej córce, że nie był jej pisany taki dom.
- W porządku. - Widzisz?
- Co ona zrobiła?! - Dobra!
Zajmiemy się nią po staremu.
- Pohańbiła mnie i mój dom. - Nie masz honoru!
Nie pozwolę, byś zabił matkę moich wnuków!
Zamknij się!
Szykuj się na śmierć, dziecko.
Nie, Mladen! Nie w ten sposób!
A jak? Kiedy twoje córki i siostry zabawiają się z tureckimi bejami
i wrzucają bękarty do rzeki, a ty siedzisz cicho!
Ale gdy moja córka grzeszy z Turkiem, chcecie się jej pozbyć.
No to teraz zobaczycie, jak bronimy swojego honoru.
Dziękuję, ojcze.
Jestem winna, zabij mnie. Zgrzeszyłam, ale warto za to umrzeć.
Nie ruszaj się.
Patrz mi w oczy.
Nie będzie bolało.
Mladen, stój!
- Mladen! - Przestań! Natychmiast!
Nie będzie rozlewu krwi w moim domu.
Znajdziemy jej męża.
Przyprowadzić Paraputę.
Biskupie…
Dasz im błogosławieństwo.
Przyprowadzić garbusa!
- Znaleźliśmy żonę dla szalonego Paraputy. - Dobrze więc.
Zostawcie mnie! Zostawcie Paraputę!
Zostawcie!
Wołajcie hadżi-Trifuna! Jego siostra chce go widzieć!
Źle się czuje!
Prędko!
- Ruszać się! - Stójcie, panie!
Nie idźcie samemu! To niebezpiecznie!
Odejdź.
Mój bracie.
Cona…
- Bracie… - Słucham, kochana.
Daj mi…
Daj mi morwy…
Dam.
Ale uważaj na plamy…
- Dobrze. - Wiesz…
Babcia będzie zła…
Brat ci da.
Wszystko.
Wiesz o tym…
Zło uderza.
Ze wszystkich stron.
Czy to wszystko na próżno?
Wszystkie walki…
Wszystkie ofiary…
Czy zrobiłem wystarczająco dużo?
Czy postąpiłem właściwie?
Trzydzieści lat później Vranje zostało wyzwolone spod panowania Turków
i stało się częścią wolnych terytoriów Serbii.
Sofka, wnuczka hadżi-Trifuna, będzie żyć w epoce wolnej od tureckiej władzy,
ale nie będzie wolna od grzechów swych przodków.
Napisy: Jakub Eichler
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.