Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
3 SIERPNIA 2014
Arjin!
Szybko.
Idziemy.
Szybciej. Nie bójcie się.
Spokojnie.
Cholerni niewierni!
Arjin! Moja córeczka!
Zamknij się, niewierna!
Hassan!
Zamknij się!
Arjin! Boże, proszę!
- Przestańcie! - Przeklęci niewierni!
Cholerni Jezydzi!
SINDŻAR
SYRIA TERYTORIUM KONTROLOWANE PRZEZ ISIS
Idź się umyć.
Przygotuj się do porannej modlitwy.
Qewla, kochanie, zamknij oczy.
GRANICA MIĘDZY TERYTORIAMI
KONTROLOWANYMI PRZEZ ISIS I PRZEZ RZĄD KURDYJSKI
BARCELONA
Dzień dobry, Miguel.
- Jak się spało? - Całkiem nieźle.
Naprawdę?
W taką zimnicę nie mam ochoty palić.
Zawsze to mówisz, gdy skończysz papierosa.
Pilnujesz mnie? Zupełnie jak moja matka.
Na pewno. Wie, że palisz?
Nie, chyba że ty jej powiesz.
- Jeszcze po kawie? Ciepłej? - Zdążymy?
Zdążymy.
Qewla, wystarczy. Usiądź.
- Gdy skończysz, schowaj do szafki. - Dobrze.
Sprawdź, czy już gotowe.
Chyba jeszcze nie.
Zabierzcie zabawki.
- Elyas, przestań. - Wynocha stąd!
Wyczyśćcie te przypalenia. Nie chcę widzieć żadnych plam.
Dobrze.
I ostrożnie. Żebyście niczego nie potłukły.
- Co za jędza. - Cicho.
Mamo, spójrz, telefon.
Nie ruszaj.
Zapomnij o nim.
Proszę pani, córka znalazła pani telefon.
Chciała go pani oddać.
To się nie może powtórzyć.
Pamiętaj, gdzie jest twoje miejsce w tym domu.
Szoruj. Nie chcę tu widzieć brudu.
Dobrze, proszę pani.
Musisz być bardzo ostrożna.
- Arjin! - Ciociu!
To naprawdę ty?
Ciociu!
Tak bardzo tęskniłam!
Tak tęskniłam!
- Dzień dobry. - Cześć. Pośpiesz się.
Kawa tak ładnie pachnie.
- Wiecznie spóźniona. Nie zdążę zjeść. - Wypij chociaż kawę.
Kochany jesteś.
Która godzina?
- Późna. - Lecę. Na razie.
- Wszystko mam. - Mamo,
kocham cię.
Ja ciebie też. Nie zdążę.
- Wszystko w porządku? - Tak, pewnie.
Pa.
Smakuje ci, Arjin?
Gdybym wiedziała, że wrócisz, ugotowałabym coś lepszego.
Nie wiedziałam. Jutro zrobię coś smaczniejszego.
Jedz.
Daj jej spokój. Sama zdecyduje, ile zje.
Chcę wiedzieć, gdzie są moi rodzice.
Arjin, kochanie...
Ty jedna z 70 osób wróciłaś.
Matki, ojcowie, bracia, siostry,
dzieci i starcy ― wszystkich ich zabrano.
Nikt jeszcze nie wrócił.
Możesz zostać ze mną i z wujkiem,
póki nie wrócą.
Zostań z nami.
Arjin, kochanie, dlaczego nie śpisz?
- Nie mogłam spać. - Ja też.
Nie mogę tu zostać.
Muszę znaleźć rodziców.
Chcę zobaczyć mój dom.
Allah jest najwspanialszy.
W imię Boga, wspaniałomyślnego, miłościwego.
Chwała Allahowi, Panu światów.
Wspaniałomyślnemu, miłościwemu.
Panu Dnia Sądu.
Ciebie czcimy.
Allah jest najwspanialszy.
Elyas!
Podejdź.
- Widziałeś kiedyś broń? - Nie.
Popatrz.
Spójrz, jaka ładna.
To kałasznikow, AK-47.
Patrz.
Spójrz, jaki ładny.
Potrzymaj. Nie bój się, nie ugryzie!
Spójrz.
Kiedy chcesz strzelić, opierasz to na ramieniu,
tu kładziesz rękę, a tu palec.
W ten sposób.
I strzelasz.
Jasne?
Bierz. Trzymaj.
Przepraszam, syn panu przeszkadza. To się nie powtórzy.
Odejdź. Dziś będzie jadł ze mną.
Później pomodlimy się razem. A teraz odejdź.
Wyjdź!
Patrz. Zrozumiałeś?
Bierz.
Weź go.
Oprzyj tutaj. Połóż na ramieniu.
Właśnie tak.
Tutaj ręka, palec. Bardzo dobrze.
Na spust. I patrz przez to. Właśnie tak.
Strzelaj.
Dalej.
Strzelaj!
W mordę, Marc.
David, tu Carlota, mama Marca.
- Dzień dobry. - Widziałeś go po południu?
- Nie. Dzisiaj w ogóle. - W ogóle?
Dzięki. Dobranoc.
Carmen, to ja. Wybacz, że dzwonię tak późno.
Jestem już w łóżku.
Widziałaś dziś Marca? Może został u ciebie na noc?
- Nie, nie ma go. - Jasne.
Dziękuję. Zadzwonię jutro, o normalnej porze. Śpij.
- Coś się stało? - Nie.
Pewnie gdzieś wyszedł.
Dobrej nocy. Pogadamy jutro.
- Dobranoc, kochanie. - Pa. Do jutra.
Odbierzcie.
Kurwa.
Witam. Dzień dobry. Nie wiem, czy dzwonię pod dobry numer.
Chcę zgłosić zaginięcie.
Tak. Nie wiem, czy muszę przyjść osobiście,
czy mogę to zrobić przez telefon. Tak, mojego syna.
Poproszę listę pasażerów do Stambułu.
Jak już pani mówiłem, sytuacja jest nietypowa.
Nasz wydział zwykle nie zajmuje się zaginięciami,
ale w przypadku pani syna jest inaczej.
- Dlaczego? - Marc był obserwowany przez policję.
Potwierdziliśmy, że opuścił kraj.
Oficer Ferré wyjaśni.
Pani syn od kilku miesięcy
był w kontakcie z radykalną organizacją islamistyczną.
Lokalną, ale z zewnętrznymi powiązaniami.
Z tego powodu policja postanowiła objąć go obserwacją.
Koledzy właśnie potwierdzili, że wczoraj Marc wyleciał do Stambułu.
W tej chwili jest już pewnie w pobliżu granicy syryjskiej
i wkrótce dołączy do Państwa Islamskiego.
To niemożliwe. Informacje muszą być błędne.
- Niestety... - Syn jest muzułmaninem.
Przeszedł na islam rok temu, ale to nie znaczy,
że jest radykałem lub że opuścił kraj.
Nigdy się tak nie zachowywał w domu.
Ja piję i palę, on studiuje, słucha muzyki.
To niemożliwe. Wiedziałabym, gdyby syn był radykałem.
Pani Folch, syn przestał chodzić na zajęcia sześć tygodni temu.
Niestety liczba młodych ludzi
dołączających do Państwa Islamskiego stale rośnie.
Fakt, większość z nich ma marokańskie korzenie,
pochodzą z rodzin muzułmańskich
lub mają wujka, który wyjechał dawno temu,
a teraz werbuje przez media społecznościowe.
Liczba problematycznych konwertytów rośnie.
Problematycznych konwertytów?
Jedyne, co możemy zrobić, to powiadomić władze tureckie.
Wyślemy nakaz aresztowania do Europolu i Turcji.
Jeśli uda im się zatrzymać pani syna, zanim przekroczy granicę,
powiadomimy panią.
Wstaw patelnię na palnik.
- Małą czy dużą? - Lepiej dużą.
To ty! Ty zabrałaś mój telefon!
Pozwolisz Jezydce tak się panoszyć w moim domu?
- Gdzie jest telefon? - Nie ruszałam go.
- Ona nie wie, gdzie jest telefon. - A ty skąd wiesz? Masz go?
To nie do zniesienia.
Jezydki tak się rządzą w moim domu,
mówią, gdzie co powinno leżeć.
Nie zostawiłam tu telefonu!
Wiem, o co chodzi.
Chcesz mnie zdyskredytować przed mężem!
- Nic nie powiesz? - Milcz, kobieto.
- Chodź. - Proszę, nie.
Błagam.
Mała nic nie zrobiła.
- To ja. - Wytłumacz się!
Zobaczyłam telefon i pomyślałam,
że go użyję do ucieczki.
- Miałam rację! - Zamknij się, bo i ciebie zbiję!
Pamiętajcie, że wszyscy jesteście moimi niewolnikami.
Mogę was sprzedać, kiedy zechcę! Osobno!
- Chodź! - Proszę pana, błagam.
- Idziemy. - Nie!
Proszę mi tego nie robić!
- Mamo! - Nie bój się, Hennan!
Idziemy.
- Przygotuj jedzenie. - Szykuj jedzenie! Szybko!
Nie bój się, Elyas.
Proszę pana?
Proszę pana, błagam.
Proszę pana?
Proszę pani?
Pamiętasz wesele mojego kuzyna?
Było strasznie dużo osób. W życiu nie widziałam takiego wesela.
Pamiętam.
A pamiętasz suknię panny młodej?
Wielka i okropna. Skąd oni ją wzięli?
Tak. Była ogromna i bardzo droga.
Nie wiem, gdzie kuzyn ją kupił.
Biedny pan młody nie wiedział, jak ma objąć ukochaną.
Pamiętam.
Ale wesele było ładne.
Tylko młoda przewróciła się przed młodym.
- Tak. - Wszyscy się śmiali.
Tak, wszyscy to widzieli.
Ale ślub był piękny.
Tak, piękny.
- I tylu było gości. - Bardzo wielu.
- Tylko szkoda tej kobiety. - Tak.
Pamiętam.
- Co za wesele. - Bardzo ładne.
- Masz rację. - Fajnie było.
Dom mojego kuzyna.
Co tu się stało?
Chcę wstąpić do wojska.
Chcę trafić jak najbliżej Sindżaru.
- Sindżaru? - Tak.
Chcę do peszmergów.
Przecież w Sindżarze jest niebezpiecznie.
Wiem.
- Pamiętasz, co nam zrobiło ISIS? - Pamiętam.
Mogę iść z tobą?
Dopiero co wróciłaś.
Potrzebujesz czasu, zanim powrócisz do Sindżaru.
Nie chcę walczyć.
Chcę tylko być bliżej Sindżaru.
Nie sądzę, żeby twoja rodzina wciąż tam była.
Wiem.
Ale jeśli będę bliżej, będę mogła szukać,
pytać, czy ktoś coś o nich wie. Co z nimi, gdzie są.
- Masz ogień? - Tak.
- Na razie. - Już lecisz?
Tak. Muszę przyjąć pacjenta.
- Wszystko dobrze? - Tak, pewnie.
Pa.
- Na co się gapisz? - Na nic.
Sura Otwarcie.
W imię Boga, wspaniałomyślnego, miłościwego.
Chwała Allahowi, Panu światów.
Wspaniałomyślnemu, miłościwemu.
Panu Dnia Sądu
Bardzo dobrze.
Ciebie czcimy.
- Jesteśmy na miejscu. Koszary są tam. - Dzięki.
Nie ma za co.
- Dotarłyśmy. Dzień dobry. - Witajcie.
- Dzięki. - Wejdźcie.
- Jestem Samia. Chcę do peszmergów. - Czekaliśmy na ciebie.
Idźcie tam.
- Jeden, dwa, trzy. - Jeden!
- Jeden, dwa, trzy. - Dwa!
- Jeden, dwa, trzy. - Trzy!
- Dzień dobry. - Cześć.
- Jestem Arjin. - A ja Aziza. Siadaj.
- Proszę. - Dziękuję.
- Jesteś tutejsza? - Z Sindżaru.
Straszne rzeczy się tam działy.
- Można się jakoś dostać do Sindżaru? - Nie. ISIS okupuje większość miasta.
Nasi walczą.
- Przyjechałaś dołączyć do peszmergów? - Nie, przyjechałam z Samią.
Ja nie chcę walczyć.
- Dotarłyście wieczorem? - Tak.
- Hej. - Cześć.
Wybacz spóźnienie. W szpitalu było dziś mnóstwo pracy.
Szaleństwo.
Siadaj.
- Wygląda pysznie. - Dziękuję.
Wystarczy. Nie lej za dużo. Nie jestem głodna.
- Smacznego. - Rozmawiałaś z policją?
- Dowiedziałaś się czegoś więcej? - Nie. Nic mi nie powiedzieli.
Od wielu dni nic nie mówią.
- A Marc wciąż nie odbiera telefonu. - Nie. Ode mnie też nie.
Czemu pozwoliłaś mu przejść na muzułmanizm?
Ostrzegałam cię. Przeczuwałam to.
Marc całe dnie spędzał na ulicy z tym chłopakiem.
Musiał się zadawać z tymi Afrykańczykami?
Posłuchaj, Carmen. Ci Afrykańczycy to nasi sąsiedzi.
...bo to ograniczało eksport.
Wzrosły natomiast zarobki wielu rodzin,
co pozwoliło im na spłatę hipoteki.
Pakty z Moncloa przyczyniły się do rozwiązania sytuacji kryzysowej,
jednak inflacja rzadko kiedy oscylowała
na poziomie dwóch procent.
Policja, słucham.
Poproszę z funkcjonariuszem Ferré.
Niestety nie ma go. Proszę zadzwonić jutro po dziewiątej.
Chcę tylko spytać, czy są jakieś nowe informacje o moim synu.
Zaginął. Nie ma go.
- Czy wiadomo coś nowego? - Prosze zadzwonic rano,
ale gdyby było coś nowego w tej sprawie,
- odezwałby się do pani. - Dziękuję.
Harit!
Cześć.
Przykro mi z powodu Marca.
- Szczerze. - Nie mogłam się do ciebie dodzwonić.
- Chciałam porozmawiać. - Teraz się śpieszę.
Wiesz coś o Marcu?
Nic nie wiem.
Nie myślałem, że mógłby zrobić coś takiego.
Mówił ci, że jest nieszczęśliwy lub że chce wyjechać?
Nie, nigdy nie mówił o wyjeździe. Nic nie wiem.
Naprawdę się śpieszę.
- Gdybyś coś wiedział, zadzwoń. - Pewnie.
- Masz mój numer? - Mam.
Włóż buty.
- Proszę pana? - Tak?
Chciałam spytać, dokąd go pan zabiera? Martwię się, że przeszkadza.
Nie przeszkadza. Idziemy się modlić do meczetu.
- Ale... - Co?
Nie sprawi kłopotu? Nie chcę, żeby niepokoił pana lub innych.
Nie będzie. Już umie się modlić. Ty też powinnaś się nauczyć.
Idziemy.
Skończyłaś pracę?
- Nie, proszę pani. - To się pośpiesz.
Dobrze.
Cholera.
- Nie masz pojęcia o gotowaniu. - Przestań się śmiać.
- Szybko, już! Biegiem! - Co jest?
Ranna żołnierka! Pośpieszcie się!
Wszystkie! Biegiem!
- Prędzej. Goście czekają. - Wszystko gotowe.
Podawaj.
To wielki honor gościć cię w moim domu.
Chwała Allahowi.
Abu Mohammed, nigdy nie zdołam ci się odwdzięczyć.
Cieszę się, widząc syna mego brata siedzącego obok ciebie.
Kobieto, przyprowadź chłopca.
Bracia, jak wiecie, kilkoro jezydzkich niewolników żyje w moim domu.
Wszyscy oni
wyzbyli się swoich plugawych wierzeń
i przyjęli prawdziwą religię Boga.
Jezydzki chłopiec z każdym dniem staje się coraz lepszym muzułmaninem.
Chwała Allahowi.
Słyszałaś? Przyprowadź chłopca!
Jedzmy, proszę. W imię Allaha.
Elyas, chodź.
Chodź ze mną.
Skarbie, ty idź z siostrą.
Elyas, kochanie,
w domu jest wielu mężczyzn.
Proszę, nie rób niczego niewłaściwego.
Podejdź tu. Chodź.
Bliżej.
Wyrecytuj moim braciom kilka wersów Koranu.
Dalej. Recytuj.
Chwała Allahowi, Panu światów. Wspaniałomyślnemu, miłościwemu.
- Panu... - Panu Dnia Sądu.
Ciebie czcimy. Ciebie prosimy o pomoc.
Pokaż nam drogę. Drogę dla tych, których nagradzasz
- Nie... - nie dla tych, którzy Cię rozgniewali.
Amen.
Bardzo dobrze.
Zostaw go. Zostaw chłopca.
Zje z nami. Podejdź. Chodź.
Siadaj z nami.
Jedzmy.
Śmiało, częstujcie się.
Proszę.
Idź do kuchni!
Marc?
To ty?
Tak się cieszę, że cię widzę!
- Wszystko u ciebie dobrze? - Wszystko w porządku.
Mamo, uspokój się.
- Tak się o ciebie martwiłam. - Mamo, jestem w Syrii.
Dzwonię, bo nie chcę, żebyś się martwiła.
Stąd mogę pomóc wielu ludziom, wielu muzułmańskim braciom i siostrom.
- Marc... - Już nie jestem Marc.
Jestem Abu Salim. Nazywaj mnie nowym imieniem.
Synu...
Wybacz, że nie powiedziałem ci o moich planach,
ale próbowałabyś mnie zatrzymać.
Od dawna szukałem celu w życiu i teraz go odnalazłem.
Wierzę, że się cieszysz moim szczęściem.
Tu mnie potrzebują. Tu jestem użyteczny.
- Ja też cię potrzebuję. - To nie to samo.
Masz jeszcze czas. Syria to niebezpieczne miejsce.
Tu jest twój dom, rodzina, znajomi.
To niemożliwe. Taka jest wola Allaha.
- Synu... - Mamo,
jeśli chcesz mnie widywać, nie proś, żebym wrócił.
Muszę kończyć.
Nie martw się. Tu nie jest tak, jak pokazują w zachodniej telewizji.
- Zadzwonisz jeszcze? - Zadzwonię.
Do widzenia.
Allah powiedział Prawdę.
- Bardzo dobrze. - Gratuluję, Abu Omar.
Wspaniale pracujesz z chłopcem.
Radzę, dla dobra jego oraz wszystkich wyznawców Proroka,
- pokój z nim... - Pokój z nim.
wysłać go do islamskiej szkoły na naukę.
Zostanie dobrym muzułmaninem.
Przyniesie chwałę imieniu twemu oraz twych synów.
Abu Mohammed, twe mądre słowa przynoszą honor domowi mego wuja.
Niech cię Allah błogosławi.
Wuju, winien jesteś odwdzięczyć się za ten honor.
Najlepszym na to sposobem
jest oddać naszemu gościowi tego chłopca,
który dzięki wielkiemu kalifatowi Państwa Islamskiego
nie jest już niewiernym, lecz wysławia Allaha.
Synu, chłopiec musi się jeszcze wiele nauczyć.
Nie jest gotowy.
Wuju, jestem pewny, że Abu Mohammed najlepiej wie,
jak go wychować na dobrego
muzułmańskiego męczennika.
Proszę pana, nie może pan tego zrobić. Obiecał pan.
Jak śmiesz tak się do mnie zwracać?
Ta kobieta zasługuje na karę. Trzeba ją przywołać do porządku.
W drugim pokoju są słodycze i herbata. Zapraszam.
- Chodźmy. - Proszę.
Elyas, idź. Tędy.
Nie. Elyas.
Błagam pana, niech mi pan nie odbiera syna.
- Herbata gotowa. - Tak, napijmy się.
Abu Omar, dopilnuj, żeby ta niewierna
dostała to, na co zasłużyła.
Masz rację, Abu Mohammed. Jeszcze zdążę się z nią rozprawić.
- Chodź. - Nie.
- Już. - Błagam!
Proszę nie pozwolić im odebrać mi syna.
Zrobię wszystko, co pani każe, tylko proszę nas nie rozdzielać!
Hadia, weź się w garść. Zrób to dla córek.
Inaczej mąż zbije cię na śmierć.
Dzieci to wszystko, co mi zostało.
Wiedz, że śmierć istnieje i przygotuj się na nią
Taka jest wola Boga
Każdy z nas ma własne przeznaczenie i my je akceptujemy
Ten dzień nadejdzie,
a my godzimy się przejść przez ten most
Natura twoich praw trwa dziewięć miesięcy i jest święta,
gdyż pochodzi od Boga,
a my jako Jego niewolnicy, akceptujemy ją
To trudna chwila. Uczmy się
Trudno nam przejść przez drzwi Boga, gdyż mamy ciało
Pragnę opowiedzieć memu ojcu, rodzinie i sąsiadom
historię moich przodków i królów
To lekcja Boga tak dla nas, jak i dla królów:
trzeba się modlić
Przed śmiercią ślubujemy, że i my spoczniemy w trumnach,
a inni będą po nas płakać
Zostaniecie sami
Szlochy rannych, krzyki matek i dzieci
Nawet anioły płaczą, a niebo drży
Co mamy zrobić, ojcze?
Nikt nie wie, co spotkało Sindżar
Dzieci zaginęły
Nie wiadomo, gdzie są
Głodują całe dnie
Były ja kwiaty w ogrodzie
Teraz są same, bez domów, bez rodzin
Córka Sindżaru była tydzień po ślubie
Zabrali ją Jej mąż nie żyje, jej dom zniszczony
Krzyki kobiety przeszywają niebo
Ona pamięta, ma wiele wspomnień
Siedem dni nie minęło od ślubu, ona już szła ścieżką do nieba
Jest męczennicą Sindżaru Liczy, że tam odnajdzie swego męża
Poproszę kawę.
Cześć.
- Dzięki, że przyszedłeś. - Jasne.
Potrzebuję pomocy. Chcę jechać do Syrii.
Przekonam Marca do powrotu.
Muszę wiedzieć, w której części kraju przebywa.
- Jak chcesz się tam dostać? - Wiem, że to trudne.
Szukam kogoś, kto mi pomoże przejść przez granicę.
Czytałam, że przewodnik to podstawa.
Pomóż mi go znaleźć.
- Zapłacę, ile trzeba. - Zwariowałaś.
Myślisz, że wejdziesz na teren Państwa Islamskiego?
- Posłuchaj. - Nawet nie jesteś muzułmanką.
Muszę coś zrobić.
Nawet jeśli wjedziesz do Syrii, nigdy ci nie pozwolą zabrać Marca.
Muszę coś zrobić.
- Pojadę. - To nie jest zabawa.
A Marc nie chce wracać.
Poproszę herbatę.
Arjin, szukałam cię.
Dzwoniła moja ciotka. Udało jej się uciec z ISIS.
- Naprawdę? - Tak.
- To wspaniale. Bardzo się cieszę. - Dzięki Bogu.
- Twoja ciocia Ghezal? - Tak.
Pierwszego dnia byłam z nią.
Ciocia mówi, że widziała twoja matkę i siostry.
- Serio? - Tak.
- Gdzie? - W Syrii.
Waszym obowiązkiem j est bronić ludności Kurdystanu.
Wasza służba kurdyjskiej żołnierki jest święta.
Dziękuję wam.
- Dzień dobry, pani dowódco. - Jak się masz?
Dobrze. Chcę zostać żołnierką.
Chcesz dołączyć do peszmergów z głębi serca?
- Tak. Chcę iść na wojnę. - Cieszę się.
Postaw.
Abu Omar,
czy mogę iść do islamskiej szkoły zobaczyć Elyasa?
Elyas to już nie twój problem. Ani twój, ani mój.
Baczność.
Spocznij.
Baczność.
Pokażę ci.
Spójrz. Trzymaj broń w ten sposób.
Przysuń tutaj ręką.
Ramię w ten sposób. Nie opuszczaj klatki piersiowej.
Głowa wysoko, klatka piersiowa prosto.
Poruszasz tylko ręką. Głowa wysoko. Broń jest z przodu.
Nie pochylasz się. Jasne?
Gotowi?
Baczność!
Spocznij!
Cel.
Głowa w ten sposób.
Bądź czujna.
Trzymaj.
Spocznij.
Gotowi!
W górę!
Otwórz przełącznik selektora. Ładuj.
Zamknij przełącznik selektora.
Jesteście gotowi. Uwaga.
Teraz.
Trzymajcie broń pewnie.
Otwórz przełącznik selektora.
Kto gotowy, rozładować.
Wracaj bezpiecznie.
- Trzymaj się. - Do widzenia.
Wracaj bezpiecznie.
Jestem gotowa iść walczyć.
Wracaj bezpiecznie.
Kurdyjskie wojsko Zeravani walczy przeciwko wrogom
Poświęcają się dla nas, poświęcają się dla ludu
Poświęcają się dla nas, poświęcają się dla ludu
Z wielkim honorem niosą naszą flagę i wyzwolenie coraz wyżej w góry
Jak pięknie, że niosą naszą flagę w góry
Jak pięknie, że ją niosą
Jaka jest pogoda w Syrii? Bardzo gorąco?
Tak, ale już nie jestem w Syrii.
Jak to nie?
Przeniesiono mnie. Jestem w Iraku.
Bardzo chcę cię zobaczyć, Marc.
Powiedz, jak wygląda życie w Iraku. Jest inaczej niż w Syrii?
Nie. Jest dość podobnie.
Spodobałoby ci się tu.
- Naprawdę? - Tutejsi są bardzo życzliwi.
- Może mnie kiedyś odwiedzisz. - Bardzo bym chciała.
- Może podczas urlopu. - W każdej chwili.
Mogę spytać.
To możliwe?
Podobno kalifat pozwala rodzinom przyjeżdżać, żeby pokazać,
że ludziom dobrze się tu żyje.
Nie jest tak, jak pokazują w zachodniej telewizji.
Bardzo bym chciała cię odwiedzić, być z tobą.
Spytam o pozwolenie. Zobaczymy, co powiedzą.
Dobrze.
Do zobaczenia wkrótce.
Idę.
Ładnie pachnie.
- Pycha. - Dziękuję.
- Rozmawiałaś w tym tygodniu z synem? - Nie. Jeszcze nie.
W poprzedni wtorek, mówiłam ci.
Opowiedz jeszcze raz. Chętnie posłucham.
Jest w Iraku. Podobnie tam do Syrii.
Tylko więcej pustyń.
Czekam, aż zadzwoni i powie, że mogę go odwiedzić.
- Wyobrażasz sobie? - Chciałabym.
Jak się czuje?
- Schudł. - To jasne. Nie jada u babci.
Ale wciąż jest przystojny.
Pyta o mnie?
Pewnie. Pyta, co u ciebie.
Pyta, czy byłaś u Loli. Czy jesteś tak samo ładna jak zawsze.
Co za urwis.
Kiedy wróci,
zrobię mu paellę tak wielką, że nie zmieści się na tym stole.
Mamo, gdzie jest Elyas? Chcę się z nim pobawić.
- Elyasa nie ma. - Kiedy wróci?
- Tęsknię za nim. - Wiem. Niedługo wróci, nie martw się.
Jeszcze trochę i całkiem ci włosy urosną.
Będą sięgać dotąd.
Kolacja gotowa. Podgrzeję, gdy pani każe.
Abu Omar chce, żeby dziewczynka poczytała mu Koran.
Ona nie umie dość dobrze czytać po arabsku,
- ja to zrobię lepiej. - Chodź ze mną.
Zostań tu.
Jesteś.
Dziś będziesz mi czytała Koran.
Panie, jej arabski wciąż jest za słaby.
Ja zrobię to o wiele lepiej i z należytym szacunkiem.
Ty idź do kuchni i zajmij się kolacją!
Już!
Podejdź.
Śmiało.
Czytaj.
Czytaj!
W imię Allaha,
wspaniałomyślnego, miłościwego.
Czytaj!
Pan stworzył człowieka. Nauczył go mowy.
Dalej!
Stworzył słońce i księżyc.
Słuchajcie uważnie. Dziś zaatakujemy ISIS w ich twierdzy.
Przejdziemy 12 kilometrów na południe stąd.
Zaatakujemy dom. Będzie nas 15 osób. W środku jest dziesięciu ludzi ISIS.
Pięcioro z was będzie z lornetkam i ubezpieczać pozostałych żołnierzy.
Reszta ma uważać, aby nie stała się krzywda
cywilom, ziemi, naturze ani wam samym.
Zabijcie wrogów i wracajcie.
Dziękuję i życzę bezpiecznego powrotu.
Dziękujemy.
- Widziałaś Arjin? - Chyba jest w środku.
Dzięki.
Arjin, jesteś tam?
Już wychodzę. Moment.
Moje słonko.
Mamo, mogę spać obok ciebie?
Nie możesz.
Musisz wrócić na swoje posłanie.
Dobrze?
Tak.
Mamo, bardzo cię kocham.
Ja ciebie też, kochanie.
Nie bądź zła.
Nie miej do siebie żalu, skarbie.
Wracaj na miejsce. Odpocznij.
Dobrze?
No już.
Biegnij.
Leć.
Nie złość się.
Nie złoszczę, kochanie.
- Idziesz? - Nie. Dokończę i wracam do domu.
Dzień dobry.
Popatrzmy.
Ręka luźno.
- Świetnie. - Wszystko w porządku?
- Tak. - Dziękuję.
- Za jakiś czas wróci pani po tabletki. - Dziękuję.
Dzień dobry.
TWÓJ SYN UMARŁ W KRAJU KALIFÓW
Co jest? Wszyscy wstawać! Szybko!
Zabić wszystkich!
Daj mi to.
- Nie krzycz, to dam ci prezent. - Zostaw ją! Puść ją, ty świnio!
- Zamknij się. - Czego chcesz od mojej córki?
Coś ty zrobiła, dziwko?
Co zrobiłaś?
Tym razem pobiję cię na śmierć i sprzedam was wszystkich osobno.
Szybko, trzeba opatrzeć ranę.
Musimy uciekać.
Szybko.
Pośpieszcie się.
Kochanie, idziemy.
Musicie się bardzo śpieszyć. Tylne drzwi są otwarte.
Chodźcie.
Idziemy. Szybko.
Chodźcie. Wychodzimy.
Szybko. Już.
Szybciutko.
Teraz powoli.
Powoli. Czekajcie. Ostrożnie. Spokojnie.
Idziemy.
Chodźcie, szybko.
Czekajcie. Na bok.
Idziemy. Szybko.
Chodźcie, córeczki.
Ostrożnie.
Chodźmy.
Powoli.
Tutaj. Szybko.
Chodźcie.
Schowajmy się.
Zaczekamy tu.
Mój Boże.
Bracie!
- To ja, Hadia! - Dzięki Bogu, że żyjesz!
- Gdzie jesteś? - Potrzebujemy pomocy. Uciekłyśmy.
Wydostałyśmy się.
- Jesteśmy na obrzeżach Markady. - Rozumiem.
Ukryjcie się jak najlepiej i czekajcie na mój telefon.
Pomówię z kimś, kto pomoże wam uciec.
Czekajcie, aż zadzwonię.
Dziękuję, bracie. Dziękuję, w imię Boga.
Przeklęta niewierna!
Przeklęta czcicielko diabła.
Tym razem zamknę cię w piwnicy i będę cię bił, póki nie skonasz.
Potem to samo zrobię z twoimi dziećmi.
Głęboko pożałujesz tego, co zrobiłaś.
Będziesz się modlić do swego fałszywego boga o pomoc,
ale to nic nie da.
- Hadia? - Wujku, tu Hennan.
Hennan, posłuchaj.
Musicie iść naprzód, prosto na północ.
Kochanie, dotarłyśmy.
Chodźcie.
Idziemy.
Chodź, Hennan.
Powoli.
Idziemy.
Wejdźcie tam. Ostrożnie.
Cicho.
W mordę.
To nie jest prawda. Wiadomość jest fałszywa.
- Jak to? - Marc żyje.
- Ale... - To fałszywa wiadomość.
Rozmawiałam z nim i teraz potrzebuje mnie jeszcze bardziej.
- Po co by wysyłali... - Nie wiem.
Ale uwierz, jest fałszywa.
Jestem jego matką, czułabym, gdyby nie żył.
- Nie wiem. - Posłuchaj, to ważne.
Muszę tam jechać, odnaleźć go. Marc powiedział, że jest w Iraku.
- Nie możesz jechać do Iraku. - Jadę go szukać.
Wiadomość jest jasna. Marc nie żyje.
Nieprawda.
Daj mi się rozejrzeć. Chyba jest ktoś, kogo mogę spytać.
Rozmawiaj, z kim chcesz, i powiedz,
że jadę po syna i wyciągnę go, gdziekolwiek się znajduje.
- Dobry wieczór. - Co za niespodzianka.
Ma pani chwilę?
- Tak, proszę. - Dziękuję.
- Pali pan? - Nie, dziękuję.
To zły pomysł.
Przyszedł pan mi powiedzieć, że palenie zabija?
Wyjazd na teren kontrolowany przez ISIS nie jest dobrym pomysłem.
Pomijając kwestię bezpieczeństwa, grożą pani poważne konsekwencje.
Może pani trafić do więzienia nawet na kilka lat
za współpracę z terrorystami.
Proszę przeczytać.
Bardzo mi przykro, pani Folch.
Wiedział pan o tym.
Niech pan już idzie.
Proszę wyjść.
Naprawdę przykro mi z powodu pani straty.
Cieszyłam się, że Marc przeszedł na islam.
Był szczęśliwszy.
Myślałam, że religia nadała sens jego życiu,
bo pomogła mu pokonać depresję po śmierci ojca.
To był
najbardziej zabójczy rak.
W kilka tygodni
nasze życie całkowicie się zmieniło.
Cieszyłam się,
że odnalazł pocieszenie w religii,
nie w czym innym.
Ja nigdy jej nie potrzebowałam.
Czuję się taka winna.
Być może mój syn zgwałcił kobietę lub mordował ludzi.
Nie tego go uczyłam.
Ale wciąż jest moim synem.
Jest moim synem i kocham go.
Chcę go znowu przytulić, dotknąć go.
Proszę, niech pan już idzie.
Proszę.
Zostawiam pani zdjęcie.
Zrobiono je w dniu wyjazdu Marca z kraju.
Potwierdza, że Harit zawiózł go na lotnisko.
Prawdopodobnie wiedział, że pani syn leci do Syrii.
Podejrzewamy, że to Harit zwerbował pani syna.
Proszę mu nie ufać.
Do widzenia.
Mamo, jestem głodna.
Wiem, kochanie.
Odpocznij trochę. Mam nadzieję, że nas zabiorą.
O nie.
Mamo, pasterz!
Hadia?
Pamiętaj, jesteś moją żoną, a to moje dzieci.
Nic nie mów, ani słowa i nie patrz na nich.
Weź.
Bierz. Już.
- Dokąd jedziecie? - Na grób brata.
Zmarł w zeszłym miesiącu. Jeszcze u niego nie byłem.
Moja rodzina i ja wcześniej nie mogliśmy jechać.
- Niech Allah odpuści mu grzechy. - Dziękuję.
- Wieziesz dwie owce? - Tak. Nic więcej.
Dla rodziny brata.
Abu Jaffar, spójrz na tę owcę.
Dawno nie widziałem równie pięknej.
Masz rację. Piękna.
- Sam je hodujesz? - Tak.
Mam niewielkie stadko.
Jedna owca wystarczy rodzinie brata.
Drugą możecie zatrzymać.
Weźcie drugą.
Niech ci Allah błogosławi.
Czekaj.
Możesz jechać.
Dziękuję. Niech wam Allah błogosławi.
- Już po wszystkim. Chwała Allahowi. - Bardzo dziękuję.
- Proszę. - Dziękuję.
Szybko, tędy!
Przeklęta!
Allah jest wielki!
Samia, co się stało?
Obudź się. Samia, co jest? Wstawaj.
Carmen, to ja. Co słychać?
Kilka dni nie mogłam cię złapać. Coś się stało?
Nic szczególnego.
Byłam zmęczona, potrzebowałam odpocząć.
Trzeba było powiedzieć. Przyniosłabym ci potrawkę lub zupę.
Nie trzeba.
Dzwonię ze szpitala, mam dyżur.
Nie wiem, jak znosisz te nocne zmiany.
Nie mam wyjścia. Ludzie chorują w dzień i w nocy.
A Marc? Wiadomo coś nowego?
Nie. Nic nowego.
Rozumiem. Miejmy nadzieję, że niedługo zadzwoni.
Tak. Kładź się spać. Wpadnę jutro to pogadamy.
Zostań na obiad.
Zrobię dobrą zupę, żebyś nabrała sił.
Dobrze. Wracaj do łóżka, Carmen.
- Dobranoc, kochanie. - Dobranoc.
Do mojej rodziny, mojej matki, moich przyjaciół.
Zawierzam was Allahowi.
Wkrótce umrę, lecz nie z zamiarem zadania wam bólu.
Marc.
Odchodzę, aby wypełnić wolę Allaha i wstawić się za wami przed Nim.
Marc, nie.
Nie rób tego, proszę.
Nie.
Nie, Marc.
Chodźcie. Już.
Wysiadajcie. Jesteśmy na miejscu.
- Bardzo dziękuję. - Nie ma za co.
Niech Allah będzie z wami.
Stąd macie sześć kilometrów. Droga jest bezpieczna.
- Dotrzecie do kurdyjskiego posterunku. - Dziękuję.
- Niech was Allah prowadzi. - Bardzo dziękuję.
Chodźmy.
Idziemy.
Chodź.
Wskakuj. Idziemy.
Tak?
Podejdź.
Zabierz siostrę.
Odtąd musicie iść same. Dobrze?
- Będziecie wolne. - Ale dlaczego?
Nie mogę zostawić Elyasa.
- Muszę go uwolnić. - Przecież nie wiesz, gdzie jest.
- Samej ci się nie uda. - Nie mogę go zostawić.
- Mamo! - Idźcie.
Idźcie!
Znajdziemy sposób, żeby go wydostać.
Nie.
My też cię potrzebujemy. Nie zostawiaj nas samych.
Nie idź, mamo.
Masz rację. Dobrze.
Powiedzcie, co mam zrobić.
Chodźcie, moje kochane.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.