All language subtitles for Theres.Something.About.Mary.1998.2160p.WEB-DL.DTS-HD.MA.5.1.HDR

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified) Download
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Kumple mówili mu: gość, twego wycia mamy już dość

Kumple kazali nie marzyć, inne dziewczyny zauważyć

Umówili go z Tiffany, umówili też z Indigo

Ale Mary ma w sobie coś, czego nie widzi każdy gość

Mary ma w sobie to coś

Mówili mu kumple z fajką, że życie nie jest bajką

Że powinien się zabawić, cierpienie na zawsze zostawić

Lecz może dowiesz się czegoś o piwie od tych gości

Ale na pewno nie dowiesz się niczego o miłości

Mówili, że żyje w przeszłości, marząc o wielkiej miłości

Ale oni nigdy nie byli zakochani, więc nie powinni być o zdanie pytani

Mówili mu: bądź rozsądny, uwolnij się od tej panny

Ale Mary ma w sobie coś, czego nie widzi każdy gość

Mary ma w sobie to coś

Gdy miałem 16 lat, zakochałem się.

Co słychać?

Świetnie.

Zastanawiałem się...

Nie wiem, może chciałabyś... Jak nie chcesz, to nie musisz...

Zastanawiałem się, czy idziesz na bal maturalny...

Jeśli tak, to może chciałabyś pójść ze mną?

Jak chcesz. Jeśli nie...

Pisałaś ten test z biologii?

Może zaprosi mnie chłopak, który mi się podoba. Zobaczę, co z tego wyjdzie.

Świetny pomysł.

To znaczy, że się zgadzasz czy nie...?

Myślałam, że wyraziłam się jasno. Jeśli nic innego mi nie wyjdzie, może.

Trzymam cię za słowo.

Ciekawe, z kim ona idzie.

Miała na imię Mary. Przeprowadziła się do Rhode Island dwa lata wcześniej.

Ale laska.

Podobno idzie z Woogie'm.

- Z kim? - Z osiłkiem z Barrington High.

Woogie z Baran-ton High?

- To chyba jakaś ofiara. - Ofiara?

Należy do reprezentacji stanu w piłce nożnej i koszykówce,

a do tego jest prymusem.

Dostał stypendium do Princeton, a najpierw jedzie do Europy pracować jako model.

Też o tym myślałem.

Widzieliście moją piłeczkę bejsbolową?

Widzieliście moją piłeczkę?

Patrzcie na niego.

- Widzieliście moją piłeczkę? - Kolego, chodź tutaj.

Chyba wiem, gdzie jest twoja piłeczka.

- Widziałeś ją? - Widziałem.

Widzisz tę dziewczynę?

Ona ją ma, ale inaczej na nią mówi.

Niezłe nauszniki.

Widziałaś moją parówkę?

Widziałaś moją parówkę?

Coś ty powiedział, do diabła?

Zabieraj tę łapę. Coś ty powiedział?

Moja parówka.

Spokojnie.

Gościu ma trochę nie po kolei.

Znikaj stąd. Chcesz pierwszy oberwać?

Bić się!

Przestań.

- Nic ci nie jest, Warren? - Mary, widziałaś moją piłkę?

Nie. Wiesz, że nie możesz sam oddalać się od podwórka.

- Znasz go? - To mój brat.

Nie wiedziałem. Niech uważa, co mówi.

Cymbał.

- Nic ci nie jest? - Nie.

A tobie?

Dzięki, Ted.

Nie mogłem uwierzyć, że znała moje imię. Miałem kumpli, którzy go nie znali.

Joe Montana jest najbardziej niedocenianym rozgrywającym.

Powinien grać w reprezentacji. Zobacz, co zrobił w Notre Dame.

- To śmieszne. - Zgadza się.

W tym roku najlepsi są Forty-Niners.

Absolutnie.

Na barana!

Warren, zostaw Teda w spokoju.

Zrobię to, jeśli myślisz, że mnie uniesie.

Waży 105 kilo. Uniesie cię.

- Nie musisz. - Mam problem z dyskiem, ale to nic.

Proszę bardzo. Dalej, Warren.

Clydesdale z niego, co? Prawdziwy mustang.

Teraz moja kolej.

- Ale ja... - Nie musisz.

- Dalej! - Fajnie.

Fajnie, co?

Fajnie było.

Waży tylko 105 kilo, co?

- Schowam się. - Tak, schowaj się.

- Rozpiera go energia. - Świetnie się z nim bawię.

- Dzięki, że nas odprowadziłeś. - Nie ma sprawy. To ja już...

Idziesz na bal maturalny?

- Bale maturalne są beznadziejne. - Myślałam, że może pójdziemy razem.

To znaczy twoi znajomi? Potrzebny wam kierowca?

Chodziło mi o to, że ty i ja moglibyśmy pójść razem.

Ty i ja?

Zgadzasz się czy nie?

Jasne.

Dobrze.

Zaprowadzę Warrena do domu. Do zobaczenia w szkole.

Na razie.

Odtąd kumple ze szkoły postrzegali mnie całkiem inaczej.

Łżesz jak najęty.

Mamy uwierzyć, że idziesz na bal z Mary?

Co w tym takiego dziwnego?

Jasne, ja zaprosiłem Cyndi Lauper. A co z Woogie'm?

Powiedziała, że z nim zerwała. Dziwnie się zachowywał.

Założę się o 20 dolców, że zmyślasz.

- Może o 100? - Zakład.

- Wchodzę. - Ja też.

Zapłacę dopiero po robocie. Niech mnie pocałuje.

Czego tu szukasz?

Nazywam się Ted Stroehmann. Zabieram Mary na bal.

Mary pojechała na bal z Woogie'm 20 minut temu.

Rozumiem.

Charlie, jesteś okropny.

To ojczym Mary, Charlie. Ja jestem Sheila, jej mama.

Nie zwracaj na niego uwagi. Żartowniś z niego.

Bardzo zabawne.

Tylko sobie żartuję. Woogie ma poczucie humoru.

Cześć, Warren.

Jak włączy MTV, nie oderwiesz go za żadne skarby.

Oto i ona. Kochanie, wyglądasz ślicznie.

Popatrz, popatrz. Lepiej na nią uważaj, chłopcze.

Bardzo ładnie wyglądasz.

Dzięki. Ładne kolory.

Facet mówił, że modny jest brąz i beż.

Tedowi dostało się trochę od naszego mądrali.

- Tato, dokuczałeś Tedowi? - Żartowałem sobie z nim, prawda?

Warren, przywitałeś się z Tedem?

Jakieś dziesięć razy.

Znalazłem twoją piłeczkę.

- Widziałeś moją piłeczkę? - Jeśli była duża i biała,

z czerwonymi szwami...

to widziałem ją za twoim uchem.

Ostrożnie.

Puść go.

Co ty wyprawiasz, do licha?

Jesteś w moim domu.

- Co ci odbiło? - Dawałem mu piłeczkę.

- Jaką piłeczkę? - Miałem piłeczkę bejsbolową.

Miałem piłeczkę.

Przyniosłem mu ją w prezencie.

Krzyczysz na mnie w moim domu?

Nie zmuszaj mnie, bym spuścił ci lanie.

Warren jest przewrażliwiony na punkcie uszu.

Nic ci nie jest, Warren?

Ramiączko ci się urwało.

Pójdę na górę.

- Muszę naprawić sukienkę. - Pomogę ci.

Mogę skorzystać z łazienki?

- Zepsuł stół. - Palant.

Ja tego nie zrobiłem.

Łazienka jest tam.

Może ja jemu spuszczę lanie.

Chciałem sprawić chłopakowi przyjemność.

Patrzy na ciebie? Co on tam robi?

- Mamo, zaczekaj. - Zakryj się.

Ted, nic ci nie jest?

Wszystko w porządku.

Nie śpiesz się.

Siedzi tam ponad pół godziny.

Charlie, on się chyba onanizował.

Mamo!

Patrzył, jak się rozbierałaś, i głupio się uśmiechał.

Patrzyłem na ptaki.

- Zrób coś. - Co?

Potrzebna mu męska pomoc.

Tato, daj mu jeszcze chwilę.

Słuchaj, wchodzę.

Co jest grane? Zesrałeś się?

Chciałbym...

Przyciąłem go.

Co przyciąłeś?

Jego.

To nie koniec świata. Takie rzeczy się zdarzają.

Zobaczmy.

- Sheila... - Nie.

Kochanie, musisz to zobaczyć.

Nie...

Jest asystentką dentysty. Będzie wiedziała, co zrobić.

Pani Jensen, jak się pani ma?

Nic ci nie jest?

Cholera jasna!

Charlie, mogłeś mnie ostrzec.

Przepraszam panią. Nie chcę, żeby Mary usłyszała.

Spokojnie.

Co to dokładnie jest?

Co pani ma na myśli?

Czy to... czy...?

Parówka czy jajeczka?

Nie wiem. I to, i to po trochu.

Parówka i jajeczka.

- Co to za bąbel? - A jak pan myśli?

Jak to zrobiłeś, że jajka są wyżej niż parówka?

Nie wiem. Nie planowałem tego przecież.

Wystaje sporo skóry, więc trzeba to zdezynfekować.

Nie trzeba.

- Dzień dobry. - Chryste.

Co tu się dzieje? Sąsiedzi słyszeli kobiecy krzyk.

To on krzyczał.

Musi pan to zobaczyć.

- Czyż to nie cudo? - Coś ty sobie wyobrażał?

Jak zdołałeś zamknąć rozporek do końca?

Powiedzmy, że jest zwinny.

Przestawicie samochód, żebyśmy mogli zaparkować?

Lenny, chodź tutaj.

Zobacz, co ten kretyn zrobił.

Cholera jasna!

Mike, Eddie. Chodźcie tu szybko. Zawołajcie resztę. Przynieście aparat.

Mamy tu chłopaka... Jak się nazywasz?

Można zrobić tylko jedno.

Wiecie co? Mam pomysł.

Nie musimy nic robić, bo mogę wyciągnąć koszulę na wierzch.

- Załatwimy to po balu. - Uspokój się.

Najtrudniejsze już zrobiłeś. Teraz musimy tylko rozpiąć rozporek.

Teddy, bądź dzielny.

To tak, jakbym zrywał plaster.

Raz...

dwa...

i...

Krwawi.

- Zatamuj przez ucisk. - Z drogi.

Onanizował się.

Proszę zejść z drogi.

Onanizował się.

- Woogiemu się to nigdy nie zdarzyło. - Nic ci nie jest?

Onanizował się.

Nic ci nie jest?

W każdym razie kilka dni poźniej szkoła się skończyła,

a w lipcu jej ojca przeniesiono na Florydę.

Pracowałem całe lato, by spłacić długi...

I nigdy więcej nie widziałem Mary.

To było... 13 lat temu.

Bardzo ciekawe.

Wiem, że takich rzeczy się nie zapomina, ale chyba po prostu...

wymazałem to z pamięci.

W zeszłym tygodniu jadąc autostradą, zacząłem myśleć o Mary

i nie mogłem złapać powietrza.

Myślałem, że umrę.

Więc zjechałem z drogi i zatrzymałem się na...

To był chyba parking przy autostradzie. Trząsłem się i...

To miejsca schadzek pedałów.

Parkingi przy autostradach to współczesne łaźnie dla homoseksualistów.

Co...

Co pan mówi?

Czas minął.

Zagłębimy się w to za tydzień.

Jesteś pisarzem, pisarze to artyści, a większość artystów jest trochę tego.

Dzięki za wsparcie.

Pomyślałam, że będziecie chcieli zapalić przy piwie.

Rzeczywiście chcemy.

- Ja chyba nie chcę. - Nie chcesz?

Chcesz coś innego?

- Zjesz coś? - Nie jestem głodny.

Ciasteczko? Kochanie, mamy ciastka?

- Nie, ale mogę coś upiec. - Nie piecz.

Może upieczesz babeczki?

Świetnie. Czekoladowe czy karmelowe?

Niech będą czekoladowe.

- Naprawdę, nie... - W porządku. Nie martw się.

- Ona to uwielbia. - Serio?

To wspaniałe. Właśnie tego chcę...

Mieć rodzinę, kogoś, kto... no, wiesz.

- Musi być wspaniale mieć to wszystko. - Każdy dzień jest lepszy niż następny.

A jak u ciebie z wielkim M?

Zakochałeś się kiedyś?

Raz.

- Mary. - Tylko nie znowu Mary.

Wiem, że to było przelotne, ale to na pewno była miłość, Dom.

Zadurzenie nie trwa 13 lat, prawda?

Co się stało z Mary?

- Przeprowadziła się z rodziną do Miami. - Może jej poszukasz?

Już raz próbowałem. Ma zastrzeżony numer.

Jedna drobna przeszkoda i się poddajesz?

Tak będzie najlepiej. Minęło 13 lat. Pomyśli, że ją prześladuję.

Powinieneś wynająć prywatnego detektywa.

Niech ją znajdzie i śledzi.

To zbyt chore.

I na pewno ma męża i dzieci. Takie dziewczyny nie są długo pannami.

Mam pomysł.

Facet z mojego biura... Healy.

Jest detektywem ubezpieczalni.

Często jeździ do Miami. Może ci pomoże.

Trochę narwany, ale dobry w tym, co robi.

Szukasz koleżanki z lat szkolnych?

To urocze. Nie kumam, ale to urocze.

- Nie kumasz? - Lubię walić z grubej rury.

Bądź ze mną szczery.

Pogadajmy.

Zrobiłeś jej dziecko?

Nie.

- Szantażuje cię? - Szantażuje? Nie.

- Chcesz ją zabić, co? - Żartujesz, prawda?

Więc to zwykłe prześladowanie?

Nie jestem prześladowcą.

- Jest moją koleżanką. - Jasne.

Dlatego ma zastrzeżony numer i nie odzywa się do ciebie od 13 lat.

Dobry jesteś, Ted. Niezły z ciebie gość.

Zapomnij o tym.

Znajdę ją.

Ale jeśli ta dziewczyna zginie, doniosę na ciebie policji.

Dobra.

Healy, stary.

Sully! Popatrz no na siebie.

Wyglądasz jak meliniarz, ofiaro.

Dobry piesek. Gryzie?

Trochę. Wsiadaj.

- To informacje, o które prosiłeś. - Dzięki.

Zasłużyłem na podziękowania. Niełatwo było ją znaleźć.

Okantowała was na ubezpieczeniu?

Jeden gość zapłacił mi, bym znalazł jego dziewczynę ze szkoły średniej.

Maniak, co?

I to jaki.

Chyba znaleźliśmy twoją Mary, Ted.

Mąż: brak.

Dzieci i labrador: brak.

Ładne opakowanie...

Zgadza się.

Dzień dobry, Magda.

Zasłaniasz mi słonko, słonko.

Znowu byłaś tu całą noc?

Jasne, że tak. Straż sąsiedzka jest bardzo ważna.

Tak się nazywa podsłuchiwanie rozmów telefonicznych?

To wyłapuje tylko telefony komórkowe w promieniu kilometra.

To znaczy?

Musisz wiedzieć, czy sąsiedzi nie są mendami.

Znasz faceta z zielonego domu? Zdradza żonę.

Wcale nie jestem zaskoczona.

Puffy zawsze na niego szczeka.

A Puffy szczeka tylko na złych ludzi.

Idę pograć w golfa i spotkać się z Warrenem.

- Prześpij się trochę. - Pa, słonko.

Cześć, Herb, mam dla ciebie jabłuszko.

- Dzięki, Mary. - Miłego dnia.

Ładnie wyglądasz, kochanie.

Pani Bailey, jak się pani miewa?

Zapalona sportsmenka się nam trafiła.

Chcesz sekcję sportową?

- Na razie. - Do zobaczenia.

OŚRODEK DLA WYJĄTKOWYCH LUDZI

Mogę dostać dwie, Mary?

Dwie połówki, tak jak każdy.

- Wyjdziesz za mnie, Mary? - Chciałabym, Jimmy.

Ale jestem już zaręczona z Freddie'm.

- Kto to jest Freddie? Ja? - Tak, ty.

Wyjdziesz za mnie?

A co z Dolores?

- Poślubisz nas obie? - Wycałuję cię.

Nieźle całujesz.

- Dzięki, Mary. - Proszę bardzo, Zack.

Bez cebuli.

Jak się masz?

Szukam lekarza do wspólnych

obiadów, długich spacerów i małżeństwa.

- Szuka zwłok? - Trzeba pisać konkretnie.

Na przykład: szukam głuchoniemego z dużym fiutem i funduszem powierniczym.

Mój facet musi grać pół dnia w golfa i mieć dość siły,

by zabrać mnie i Warrena na mecz i hot dogi.

Hot dogi z kiełbasą i piwo. Nie jakieś siki, prawdziwe piwo.

To moje ogłoszenie.

Grubasek lubiący piwo i golfa.

Gdzie znajdziesz taki skarb?

Jest pewien haczyk.

- Ma pracować na własny rachunek. - Jak dealer narkotyków?

Chodziło mi raczej o kogoś typu architekt.

Ktoś, kto ma wolny zawód.

Kto może go wykonywać gdziekolwiek i nie być uwiązany.

Gdzie byście się wybrali z twoim brzuchatym architektem?

- Na mistrzostwa futbolu? - Dobre.

Może na kilka miesięcy do Nepalu.

I pewnie rzuciłabyś go w połowie drogi do Katmandu.

- Co to ma znaczyć? - Że zbyt często zmieniasz zdanie.

- Nie zmieniam. - Daj spokój, Mary.

Pamiętasz tego przystojniaka, którego zostawiłaś, jakby nigdy nic?

Jak on miał na imię? Ten paker.

Jakiś czas dobrze się bawiliśmy.

Daruj sobie. Co tak naprawdę stało się z Brettem?

Wydawał się taki słodki.

Wiecie, co Brett powiedział Tuckerowi?

Że gdyby nie Warren, dawno by się oświadczył.

Do diabła z Brettem.

Mam wibrator.

To były mecze miesiąca. Dziękujemy za uwagę.

Do zobaczenia w przyszłą niedzielę w programie The Sports Machine.

To mogę oglądać.

Pierwszy słaby punkt, Ted.

- Nalejesz mi whisky z cytryną? - Już się robi.

- Mam dla ciebie wspaniałe wieści. - Wspaniałe?

- Twoje życie ulegnie zmianie. - Serio? Znalazłeś ją?

Miałeś rację, naprawdę jest nietuzinkowa.

Naprawdę? Więc nic się nie zmieniła?

Tego nie wiem.

Powiedz mi coś.

Czy w szkole była trochę przy kości?

Nie.

- Musiała przytyć kilka kilogramów. - Więc jest okrąglejsza?

Przytyła ze dwie, trzy dychy. Nie jest źle.

Dwie, trzy dychy, co?

Po kilku ciążach to normalne.

Ma męża?

Nigdy nie miała. To ta dobra wiadomość.

Czworo dzieci z trzema facetami, ale żadnego oparcia.

Ruchliwe bękarty. Musi być ciężko za nimi nadążyć na wózku.

Mary jest na wózku?

Myślałem, że to cię rusza. Zamówiłem whisky z cytryną.

To na pewno ta sama Mary?

Na pewno. Ma brata Warrena?

Nie dziw się tak. Minęło sporo czasu.

Ty też na pewno sporo się zmieniłeś. Myślisz, że sam jesteś bez skazy?

Tak... To znaczy, nie jestem bez skazy.

Jej bukmacher mi wszystko opowiedział. Fajny facet.

Powinieneś ją odwiedzić. Prawdziwe z niej złoto.

Dzięki, Healy. Dobra robota.

Nie chcesz jej adresu?

Co?

Powróciło znów cierpienie, powróciło przygnębienie

Bo prawdziwa miłość boli

i sprowadza cię do roli małego dziecka w niedoli

Bo prawdziwa miłość boli

Żałość, żałość i żałość

Czyż tak nie nazywa się miłość?

Miłość ból przynieść może, wielki i rozległy jak morze

Posłuchajcie mojej rady: w miłości brak zasady

A prawdziwa miłość boli

Gdzie się wybierasz?

Odchodzę.

Powodzenia w Miami, Pat.

Co będziesz robił w Miami?

Przyjąłem ofertę pracy.

Dla kogo?

Dla... Rice-a-roni.

Nie produkują tego w San Francisco?

Produkowali.

Zmieniają wizerunek.

Dużo myślałem i nadal chcę ją odwiedzić.

Tego prosiaka? Zwariowałeś?

Mówiłeś, że prawdziwe z niej złoto.

Powiedziałem: błoto. Jest ohydna.

Tak czy inaczej, chyba do niej zadzwonię.

Może to szalone, ale może będę mógł jej pomóc.

Żal mi jej. Biedaczka jest na wózku.

To haluks. Zagoi się.

Haluks? Myślałem...

Nawet nie o to mi chodzi.

Wiem, że tego nie zrozumiesz, ale nie mogę tego tak zostawić.

Nadal coś do niej czuję.

Jest dla ciebie naprawdę ważna, co?

Coś ci powiem. Zdobędę jej numer, gdy wróci z Japonii.

Dziękuję.

Co ona robi w Japonii?

Słyszałeś o żonach z katalogu? Tam też jeżdżą.

Mary jest... Są zdesperowani? Ona jest wielorybem.

To kultura sumo. Płacą za kilogram.

Jak za tuńczyka.

Mówiłeś, że jest panną. Bez oparcia, pamiętasz?

Miałeś swoją szansę. Zaprzepaściłeś ją.

Miałem szansę?

Przepraszam. Tylko...

Źle to interpretujesz. Powinieneś czuć się wolny.

Myślisz, że straciłeś najwspanialszą dziewczynę,

ale przycięcie fiuta rozporkiem było najlepszą rzeczą w twoim życiu.

- Może powiesz to jeszcze głośniej? - Tak było.

Nigdy ci o tym nie mówiłem.

Mieszkałem tylko cztery miasta dalej.

- Jasne, kochanie. - Muszę lecieć.

Wstaję o szóstej. Pomagam bratu szefa w przeprowadzce.

Kim jest brat twojego szefa?

Nie mam pojęcia. Nie znam go.

Musisz skończyć tę książkę, żebyś mógł rzucić pracę w tej głupiej gazecie.

Niezły wymach.

Dobry jestem!

Dawno nie grałem.

Mogłabyś dać mi jakieś wskazówki?

Jasne. Nie przeszkadzaj innym w grze.

Dzięki.

Przynieść ci coś do picia?

Nie, dzięki.

Przepraszam, że znowu przeszkadzam...

ale masz może rozmienić dolara?

Mam tylko nepalskie pieniądze.

Byłeś w Nepalu?

Kilka miesięcy temu.

Właściwie nie wiem, po co mi tam dom.

- Miło cię znowu spotkać. - Ciebie też.

Jak masz na imię?

Pat Healy.

Chcesz poznać moje?

Już je znam, Mary.

Skąd?

Masz je wypisane na torbie.

Czy to są plany?

To? To projekty, nad którymi pracuję.

Muzeum, szpital dziecięcy.

- Jesteś architektem? - Niedługo to rzucę i zajmę się golfem.

Budują w mieście nowe muzeum czy...

Prawdę mówiąc, nie cierpię o tym gadać.

Przepraszam.

To tylko praca, którą zarabiam na życie.

- Moją pasją jest moje hobby. - Jakie masz hobby?

Pracuję z upośledzonymi.

To chyba trochę niepoprawne?

Mam to gdzieś. Nikt nie będzie mi mówił, z kim mogę pracować, a z kim nie.

- To znaczy... - Mamy dzieciaka z zespołem Downa.

Czoło ma wielkie jak stodoła, ale nie dokuczamy mu zbytnio.

- Raz wyszedł ze swojej klatki... - Trzymają go w klatce?

- To takie odgrodzone miejsce. - Ale trzymają go w zamknięciu?

- To straszne. - Też tak powiedziałem.

I kupiłem mu smycz.

Przyczepiasz ją do sznura na bieliznę, by mógł sobie pobiegać.

Ma sporo miejsca do kopania... do zabawy.

Chłopak naprawdę się rozwinął, wiesz?

Teraz mogę iść z nim do kina, na mecz.

Zabawić go.

- Fajnie. - Dla nich może fajnie.

Dla mnie dużo lepiej. Czuję się jak w niebie.

Te dzieciaki to najlepsze, co mnie spotkało na tym zwariowanym świecie.

Ostrożnie z tym, idioto.

- Co? - To samo.

Uszkodziłeś mi już pianino.

Będę bardziej uważał.

Mięczak jesteś czy co?

To trochę ciężkie.

Wszystko bym dał, by móc trochę podźwigać.

Nie to miałem na myśli.

Pojadę po kawę.

JAK JEŻDŻĘ? ZADZWOŃ NA 1-300-ODWAL SIĘ

Uszkodzony kręg na lewo od L7.

Bob?

Pamiętasz Mary?

Tak.

Pamiętam Mary.

Spotkałem ją kilka miesięcy temu na zjeździe w Las Vegas.

- Jak to spotkałeś ją na zjeździe? - Jestem kręgarzem, a ona ortopedą.

- Kim jest? - Chirurgiem ortopedą.

I nadal niezła z niej laska.

A jeśli nie chcą pozwu grupowego?

Właśnie to usiłuję wytłumaczyć. Jeszcze raz to omówmy.

Mary jest laską.

Mary jest laską?

To tyle na dzisiaj. Jutro dokończymy.

- O czym ty mówisz? - Moja Mary.

Nie jest w Japonii. Nie ma żadnej bandy bękartów.

Mój kumpel mówi, że jest laską. Laską chirurgiem.

Nie rozumiem.

Przemyśl to. Healy jej nie znalazł.

Podpisywał umowę z Rice-a-roni.

Co masz na głowie?

Ci idioci przyprawiają mnie o wysypkę. Stresuję się przez nich.

Czuję się fatalnie, bo ja ci go poleciłem.

Musisz do niej zadzwonić.

Mam gdzieś dzwonienie.

Jadę tam.

Jasne. I to natychmiast.

Co to za szczęściarz?

Ma na imię Pat. Poznałam go na terenie treningowym.

Przystojny?

Nie jest to Steve Young.

Jaki jest?

Nie wiem.

Trochę kretynowaty. Lekki jełop.

Więc czemu się z nim umawiasz?

Nie rozumiesz, Magda.

- To tak jak w filmie Harold i Maude. - Nie oglądam nowych filmów.

A powinnaś, bo to najlepsza współczesna historia miłosna.

W miłości nie liczą się pieniądze, pozycja społeczna ani wiek.

Dwojga ludzi coś musi łączyć.

- Muszą być bratnimi duszami. - Olej bratnie dusze.

Mój mały Puffy powie ci o nim wszystko w dwie sekundy.

Jeśli zacznie ujadać, nic z tego.

A jeśli się mu spodoba, coś może z tego wyjdzie.

Pufferball lubi, jak go głaskam po brzuszku.

To niesamowite.

On nikogo nie lubi. Zwykle nie lubi facetów.

- Nie lubi złych facetów. - Naprawdę?

On czuje, że uwielbiasz zwierzęta. Uwielbiasz, prawda?

Rozgryzłaś mnie.

W Nepalu wieśniacy mówili na mnie Kin Ton Ti.

To znaczy

szlachetny człowiek, miłujący i miłowany przez zwierzęta.

Napijesz się herbaty?

Napiłbym się browara, jeśli można.

Można.

Pomożesz mi w kuchni?

Oczywiście.

Kin Ton Ti.

Puffer nie lubi złych facetów, prawda?

Dalej, psino.

- Masz ochotę na sos z małży? - Nie, dzięki.

Zjadłbym kawałek babki.

Babki?

Pat, chcesz Budweisera czy Heinekena?

Obojętnie.

Dalej, Puffer. Tylko nie racz mnie sikami.

Dobra, przyniosę ci normalne.

Gotowe?

Dobre psisko.

Mamy tylko Oreo. Co ty na to, kochanie?

O Boże.

Owinął go jak dziecko.

Było mu trochę zimno.

- Jesteśmy na miejscu. - Muzeum?

- Myślałem, że idziemy na kolację. - Najpierw mam niespodziankę.

- To wystawa architektoniczna. - Wystawa architektoniczna?

- Muszę coś zjeść albo będę miał drgawki. - Zjemy za 20 minut.

Mój przyjaciel Tucker tam będzie. Też jest architektem.

To zwala mnie z nóg.

Jak myślisz, pod co to podchodzi? Art deco czy art nouveau?

Deco.

Piękne.

To westybul czy portyk? Jaka jest różnica?

Patrząc na architekturę, staraj się postrzegać budynek jako całość.

Staraj się spostrzec jego naturę,

jego totalitar... yzm, że tak powiem.

Czas na kraby. Chodźmy do Joe's.

Cześć, Tucker.

- Jak się masz? - Miło cię widzieć.

Dajmy na to.

To mój znajomy, Pat Healy.

- Miło mi, Patrick. - Mnie również.

- Pat też jest architektem. - Poważnie?

- Gdzie pracujesz? - Głównie w Bostonie.

W Bostonie? Tam robiłeś dyplom?

Tak jest.

Gdzie studiowałeś?

Na Harvardzie.

Więc musiała cię uczyć Kim Green.

Między innymi.

Pat robi projekty na całym świecie.

Gdzie mogłem widzieć twoje prace?

Byłeś w...

Niech pomyślę... W Santiago w Chile?

Dwa razy w zeszłym roku. Który budynek projektowałeś?

Widziałeś stadion piłki nożnej?

Zbudowałeś Estadio Olímpico?

Nie, ale coś, co stoi niedaleko: wieże Celinto Catayente.

Wspaniałe budowle, muszę przyznać.

Następnym razem, gdy tam będziesz, rzuć na nie okiem.

Dzięki, że mnie zabrałeś.

Jadę już 15 godzin, więc przyda mi się towarzystwo.

Pięć i pół godziny stałem w jednym miejscu.

Stopowanie jest w tym stanie nielegalne.

Więc pewnie trudno coś zatrzymać.

Co porabiasz? Jesteś sprzedawcą?

Nie, nikim nie jestem.

Ja jestem sprzedawcą.

Otwieram własną firmę. Wchodzisz?

Nie mam pieniędzy ani...

Słyszałeś o 8 minutach brzuszków?

Tak, to ćwiczenia na wideo.

Sprzedaję coś, co wyprze je z rynku. Posłuchaj.

7 minut brzuszków.

Rozumiem, o co ci chodzi.

Pomyśl. Wchodzisz do sklepu,

na półce masz 8 minut brzuszków, a zaraz obok 7 minut.

- Które wybierzesz? - Siódemkę.

Właśnie. 7 minut brzuszków.

Gwarantujemy te same efekty jak po ośmiu minutach.

Gwarantujecie? W jaki sposób?

Jeśli nie zadowoli cię pierwsze siedem minut,

wyślemy ci dodatkową minutę za darmo.

To nasze motto. Właśnie o to nam chodzi.

To dobre.

O ile nikt nie wyskoczy z 6 minutami brzuszków.

Wtedy macie kłopoty, co?

Nie. Nie sześć. Powiedziałem siedem.

Nikt nie ćwiczy sześć minut.

Nawet się porządnie nie rozgrzejesz.

- Racja. - Siedem to kluczowa liczba.

Siedem dni w tygodniu, siedmiu krasnoludków, szczęśliwa siódemka.

Siedem wiewiórek na gałęzi się buja, zajadając słonecznik u mojego wuja.

Znasz ten wierszyk.

Marzysz o gorgonzoli, gdy jada się brie.

Do mojego biura. Zwalniam cię.

Muszę się wysikać. Zatrzymam się.

Wszystko mnie drapie od tych siedzeń. Są z kaktusa czy jak?

Czekam tylko siedem minut.

Zaczekaj na swoją kolej.

- To nalot. - Nie, ja tylko sikałem.

- Ja też. - Ja też.

Wszyscy tylko sikaliście. Chodźmy.

Jimmy Shay, to ty?

O Boże.

Ted?

Pozwólcie mi coś powiedzieć.

Nadal chce mi się sikać.

- Dacie mi kubek? - Mówiłam, że to pedał.

- Niezłą masz babcię. - Magda nie jest moją babcią.

Wynajmuje mieszkanie obok.

Jej mąż zmarł kilka lat temu, a ona nie lubi być sama.

- Nie przeszkadza ci to? - Może to dziwne, ale nie.

Czasami chciałbym być taki jak Magda i nie wracać do domu.

Chciałbym się trochę powłóczyć, pojeździć po świecie.

Nie rozumiem, czemu ktoś, kto ma chatę w Nepalu...

miałby się włóczyć.

Zaraz bym tam jechała.

Ja bym ją sprzedał.

Zacząłbym od nowa w nowym miejscu, rzucił pracę architekta.

Żyłbym bez pośpiechu, czytał więcej książek, oglądał więcej filmów.

Jesteś zapalonym kinomanem?

Trudno być kinomanem, gdy kręcą same bzdury.

Chciałbym, żeby kręcili takie filmy jak kiedyś.

Klasykę jak Karate Kid czy Harold i Maude.

Harold i Maude to mój ulubiony film.

Nie nabijaj się. Wiem, że jest kiepski...

Nie żartuję.

Harold i Maude to jedna z najlepszych współczesnych historii miłosnych.

Myślałem, że tylko ja tak uważam.

Nie wierzę, że spotkałem kogoś takiego. Zatańczmy.

Nigdy byś go o nic nie podejrzewał.

Pewnie dlatego udało mu się uśpić czujność ofiary.

Gdzie znaleźli ciało?

W dużej czerwonej torbie na siedzeniu pasażera.

Porąbane na kawałki.

Straszne.

Prawdziwy psychol.

Jesteś zdenerwowany. Ja będę z nim rozmawiał.

Detektyw Stabler. To Krevoy.

Nie uprawiałem seksu. Naprawdę szedłem się wysikać.

Wszedłem w krzaki, potknąłem się o tego faceta i wtedy pojawiły się gliny...

Wierzymy ci.

Problem w tym, że... znaleźliśmy twego kolegę w samochodzie.

Stopowicza?

Chodzi tylko o stopowicza?

Świetnie. Ja to mam pecha.

Za wszystko mnie złapią.

Więc przyznajesz się?

Tak, jestem winny.

Wiem, że macie dużo pracy i bardzo mi przykro.

Przyznaję, że to zrobiłem.

Stopowicz mówił mi nawet, że to nielegalne, więc...

Jak on się nazywał?

Możemy przejść do rzeczy? Mam spore kłopoty...?

Powiedz, czemu to zrobiłeś.

Dlaczego to zrobiłem?

Nie wiem. Z nudy.

Gościu był gadułą, nie przestawał paplać.

Ted, to nie był pierwszy raz, prawda?

Nie.

- Ilu ich było? - Stopowiczów?

Przez całe życie?

Nie wiem. 25, 50. Kto to liczy?

Wiem, że tutaj jest inaczej, ale w moim stanie to nie jest nic wielkiego.

Ty kanalio.

Będziesz się smażył.

- Spokojnie. Nic ci nie jest? - Co ci odbiło?

Twój kolega Tucker na ciebie czeka.

Serio?

Jaki mamy dziś grafik?

Po południu masz sporo pacjentów.

Cześć, Tucker.

Co słychać, pani doktor?

Wyglądasz inaczej. To nowa fryzura?

Mam nowe koronki na zębach.

Wyglądają świetnie.

- Nie są za duże? - Im większe, tym lepsze.

Mogłyby być bielsze.

Nie ma nic bardziej seksownego niż facet z garniturem białych zębów.

Serio? Chodź tutaj.

- Posuwał cię tu ktoś kiedyś? - Zachowuj się.

Jak mogę ci pomóc?

Chcę pogadać o twoim koledze Patricku.

- Miły, prawda? - Właśnie nad tym się zastanawiam.

- Jak długo go znasz? - Niezbyt długo, ale podoba mi się.

Wiem, że jest trochę inny, ale właśnie to mi się w nim podoba.

Ubiera się jak ostatni idiota.

Je z otwartą buzią.

Rzadko kiedy mówi to, co należy, a do tego pewnie pierdzi.

Szukasz pierdziocha?

Nie, szukam faceta.

Wydał mi się dziwny.

Dziwnie go odebrałem.

Moi znajomi z północy nigdy nie słyszeli o architekcie Patricku Healym.

Nie ma go na liście absolwentów Harvardu.

Kurwa!

- To dziwne. - Też tak pomyślałem.

Mam nadzieję, że nie uważasz, że jestem wścibski.

Myślę, że powinnaś na niego uważać. Tylko tyle.

Spójrzmy prawdzie w oczy - jesteś piękna.

Do tego dobrze sytuowana. I ufasz ludziom.

Świat jest pełen psycholi.

Uważaj na siebie.

Dziękuję. Doceniam twoją troskę.

Zadzwonię do ciebie.

- Otworzyć ci drzwi? - Sam muszę się nauczyć.

Cholera!

Mogłabyś, Mary?

Zaczekaj.

Teraz spróbuj.

Widzisz? Wiedziałem, że dam radę.

Do zobaczenia. Jane, otworzysz Tuckerowi drzwi?

Chcesz, żebym...

Nie. Robiłem to tysiące razy.

Panie Stroehmann, w imieniu władz Południowej Karoliny

przepraszam pana za wszelkie niedogodności, jakie pana spotkały.

O około 10.40 dziś rano,

niedaleko miejsca pana aresztowania,

zatrzymano psychicznie chorego mężczyznę.

Popełnił morderstwo, za które pana aresztowaliśmy.

Odciski palców się zgadzają.

To znaczy, że jestem wolny?

Proszę się nie gniewać.

Ktoś do pana przyjechał.

Zamknijcie się!

Szczęściarz z ciebie, wiesz?

- Tak? - Nie powiedzieli ci?

Stopowicz chciał poderżnąć ci gardło, gdy zatrzymałeś się na siku.

Jesteś w czepku urodzony, skurczybyku.

Znowu masz tę wysypkę?

To dlatego, że mam złe wieści.

Nic ci nie jest?

Ted, umieram.

Nie umieram, stary. To chyba przez tę wilgotność.

Zła wiadomość dotyczy Healy'ego.

Sekretarka zawiozła mu ostatnią wypłatę.

Gospodyni Pata mówiła, że zakochał się w lekarce o imieniu Mary.

W mojej Mary?

To adres Healy'ego.

Na przyszłość sprawdź, kogo wysyłasz do takiej roboty.

To chore, rozumiesz?

Chyba nie chcesz znowu się z nim umówić?

- To psychol. - Gówno warty facet.

Beznadziejna sytuacja.

Szkoda, że musiało się tak stać.

Był niemal idealny.

Jak miał na nazwisko?

- Healy. - Chodź tutaj. Musisz to usłyszeć.

Tak nas Healych wychowano.

Gdzie jesteś?

Mam randkę z tą Mary.

Z chirurgiem?

- Trafiła się nam audycja. - Powinnyśmy tego słuchać?

Nadal myśli, że jesteś architektem?

- Debilka. - Pan idealny, co?

Uważaj na słowa.

To świetna dziewczyna. Ja jestem debilem, bo ją okłamałem.

- Czemu nie powiesz jej prawdy? - Nie wiem.

Na dzisiejszych kobietach większe wrażenie robi kasa

niż jakiś jełop, który przez 17 lat działał w Korpusie Pokoju.

Jeśli jest taka wyjątkowa, będzie chciała wszystko o tobie wiedzieć.

Opowiedz jej o rowach nawadniających, które kopałeś w Sudanie.

O sierotach, które płakały ci na rękach w... Rumunii.

O nadziei, jaką dawałeś trędowatym w Kalkucie.

Będę z tobą szczery. Jestem egoistą i dupkiem.

Uwielbiam pomagać stworzeniom bożym.

Serio, uwielbiam to. Wszystko zawsze robiłem dla siebie.

To bzdury, stary.

Byłeś na froncie.

Pamiętasz?

Pamiętasz malarię, tyfus, tę chorobę weneryczną?

Cholera!

Leczyłem okropne choroby w krajach Trzeciego Świata.

Ale nie będę wykorzystywał mojej filantropii. Nie po tym, co zrobiłem.

Okłamałem tę biedną dziewczynę.

Okłamałem!

Z miłości robi się czasem głupoty.

Masz rację, stary.

Muszę kończyć.

Ale z nas małpy.

Mary, posłuchaj...

Muszę ci coś powiedzieć.

Nie jestem architektem...

- Dobra, gramy. - Dalej, Jimmy.

Podaj do mnie.

Wyjątkowi jesteście jak cholera.

Chyba cię ograłem.

Płać, stary.

- Kokos. - Bardzo dobrze.

A reszta, Warren?

Spójrz na nią. Jest ładniejsza, niż ją zapamiętałem.

Jest idealna.

Dzięki, że zapłaciłaś za obiad.

Wybacz, że zapomniałem portfela.

Nie martw się. Fajnie było.

Cholera!

- Jak smakuje mój żołądek? - Jak smakuje jej żołądek.

To Warren.

- Parówka i jajeczka. - Dopiero jadłeś.

Ma spory apetyt. Prawda, Warren?

Mówiłem, że masz spory...

Nie możesz dotykać jego uszu, jeśli ci nie ufa. Nic ci nie jest?

W porządeczku. Do zobaczenia wieczorem?

Jasne.

Daj. Nic ci nie jest?

- Zepsuł to. - Widziałam.

Na co czekasz?

- Nie wiem, co powiedzieć. - Powiedz jej prawdę o Healym.

Niech rzuci palanta.

Nie mogę.

Ja go na nią napuściłem. Będzie wściekła.

Czy to... Tak, to ty.

- Kim jesteś? - To ja, Ted.

Ted z Rhode Island.

- Miło cię widzieć. - Ciebie też.

Jak się miewasz?

Nie widziałam cię od...

- Balu maturalnego. - Właśnie.

Masz dobrą pamięć. To było...

Nie myślałem o tym od lat.

Co u ciebie?

- No, wiesz. - Ach, wszystko w porządku.

Spędziłem kilka tygodni w szpitalu. Nic wielkiego.

Teraz nic mi nie jest. Jestem silny jak wół.

- Cześć, Warren. - Cześć, Ted.

- Jak się masz? - Jak ty się masz?

Nie mogę uwierzyć, że cię pamięta.

- Na barana? - Tym razem spasuję, dobra?

On nigdy nikogo nie pamięta. To niesamowite.

Co tutaj robisz? Pracujesz?

Pracuję w tym budynku. Byłam właśnie na lunchu z Warrenem.

- Co ty tu robisz? - To zabawna historia.

Byłem... Postanowiłem...

Wsiadłem z kumplem do samochodu...

i przyjechaliśmy na Florydę.

Świetnie wyglądasz.

Co u ciebie? Masz żonę? Dzieci?

Jakoś udało mi się tego uniknąć.

Boże, jakie to dziwne.

- Stoję tu z Mary Jensen. - Tak właściwie, Mary Matthews.

Wyszłaś...

Nie, tego jeszcze nie zaliczyłam.

To przez coś, co działo się w college'u. Pewien psychol...

W każdym razie dostał nakaz sądowy i nie było ciekawie.

Po Princeton postanowiłam być ostrożna i zmieniłam nazwisko.

- Żeby o tym zapomnieć. - To straszne.

Było straszne, ale już po wszystkim.

Co robisz dziś wieczorem? Chcesz wyskoczyć na kolację?

Pogadać o starych czasach?

Nie zrobiliśmy tego przed chwilą?

Żartuję sobie.

Bardzo bym chciała, ale mam już plany na wieczór.

- Ale jutro jestem wolna. - Jasne.

Albo możesz olać tego cymbała, z którym się umówiłaś, i umówić się ze mną.

- W którym hotelu się zatrzymałeś? - W Cardozie.

- Przyjechać po ciebie o ósmej? - Jasne.

Do zobaczenia.

Przyjrzyjcie się temu dokładniej, Ted i Mary są razem, jak dawniej

Widzicie, czemu Ted ją kocha i po nocach za nią szlocha?

Uważacie, że z niego głuptas? Patrzcie, co przyniesie czas...

Bo to więcej, niż zwykła randka

Mary...

Mary ma w sobie to coś

Banany...

Wieczorem kupimy banany.

Dlaczego?

Zawsze jadałam deser bananowy po seksie.

Przyda ci się dzisiaj.

Nie śpiesz się tak. Ty pierwsza będziesz go jadła.

Lepiej się nie zakładaj.

Na ostatnim badaniu gościowi potrzebne były skórzane rękawiczki i obcęgi.

Jestem lekko podjarana.

Spotkałam dziś chłopaka, którego nie widziałam od szkoły średniej.

- Stara miłość. - Powiedzmy. Nazywa się Ted Stroehmann.

Jest taki słodki.

Był taki uroczy i niezdarny. Miał buzię pełną metalu.

Wiesz, że podobają mi się aparaty.

Umówiliśmy się na dziś wieczór.

Właśnie. Muszę odwołać randkę z jak mu tam.

Jak mu tam?

- Kto tam? - Tucker.

- Jak się masz? - Dobrze, a ty?

- Patrz, kto przyszedł. - Tu jesteś.

Przyniosłem ci coś na ugaszenie pragnienia.

- Jesteś kochany. - Nie jestem.

Chcę cię upić, żebym mógł pobzykać się z Mary.

- Nalać ci kieliszek? - Muszę uciekać.

- Niestety, to nie jest wizyta towarzyska. - Co się dzieje?

- Mam więcej wiadomości o Healym. - Wszystko w porządku.

Przyznał, że nie jest architektem.

Jest mordercą.

Mój znajomy z policji w Bostonie przysłał mi rano faks.

Streszczę ci to pokrótce.

Patrick R. Healy zaczął od kradzieży,

a w wieku 14 lat napadał już z bronią w ręku.

Jako 16-latek popełnił pierwsze morderstwo.

Zabił ładną nauczycielkę - Molly Pettygrove.

Do 22 roku życia siedział w więzieniu.

Wówczas, wbrew zaleceniom psychologa, władze były zmuszone go wypuścić.

Jako 20-kilkulatek, potem 30-kilkulatek,

był podejrzany o zabójstwa w stanach Utah i Waszyngton.

Niestety, ciała ofiar były w stanie takiego rozkładu,

że brakowało dowodów, by go aresztować. I tak dalej, i tym podobne.

Co ja zrobię? Za godzinę mam się z nim spotkać.

Uspokój się. Wszystko będzie dobrze.

Nigdy nie zrozumiem, czemu wy nie jesteście razem.

Jestem szczęściarą, mając cię za przyjaciela.

Nie maż się. Zrobisz mi porządnego loda.

Najważniejsze, żebyś się od niego zdystansowała,

ale żeby nie wpadł w furię.

Wiem, co muszę zrobić. Gdzie jest telefon?

Zapłacisz za to, gnoju.

Nie wiem, Dom.

Źle się czuję. Jestem cholernie zdenerwowany.

Wyluzuj się.

Byłeś w bankomacie? Umyłeś samochód?

Zatankowałeś?

- A jak z oddechem? - W porządku. Ssałem pastylki.

Jesteś gotowy. Spuść tylko z zaworów i możesz ruszać.

No, wiesz, spuść z zaworów.

Co masz na myśli?

Walisz konia przed każdą dużą randką, co?

Powiedz, że trzepiesz kapucyna przed dużą randką.

Nie marszczysz Freda przed randką? Zwariowałeś?

To jakbyś chodził z naładowaną bronią.

To dlatego się denerwujesz.

Mój drogi, usiądź.

Słuchaj...

Po seksie, gdy leżysz z dziewczyną w łóżku...

denerwujesz się?

Nie. A dlaczego?

Bo jestem zmęczony.

Nieprawda.

Bo organizm ci już nie buzuje.

To może namieszać ci w głowie.

Facet jest najbardziej szczery w chwilę po wystrzeleniu z działa.

To naukowo potwierdzone.

To dlatego, że wtedy nie chce już nikogo przelecieć.

Myśli wtedy jak dziewczyna, a one to uwielbiają.

Cholera.

Chodziłem z naładowaną bronią.

W ten sposób mogłeś sobie zrobić krzywdę.

Healy, wspaniale cię widzieć.

- Już po tobie. - Spokojnie.

Za kogo się uważasz, wymyślając te bzdury?

To ten zboczeniec, Ted?

Dorwał cię, prawda? Pracujesz dla niego, co?

Kto?

Przyznaj się albo pożałujesz.

Kocham ją, chłopie.

Słyszałeś, do cholery.

Kocham Mary.

Udaję, tak jak ty.

- Co masz na myśli? - Jestem oszustem.

Nie jestem architektem. Nie bądź kretynem.

Kto jeździ do Santiago dwa razy do roku?

- Ja nie byłem nawet w Jersey. - Uspokój się.

Wiedziałeś, kto wykłada na Harvardzie.

Gówno wiedziałem, stary.

Wiedziałem jedynie, że udajesz.

Wymyśliłem całą resztę.

Naprawdę mam na imię Norm.

Rozwożę pizzę.

To moja legitymacja.

Ja pieprzę!

Reszty nie trzeba.

Gdzie to poleciało?

Chwileczkę.

- Jak się masz? - Dobrze, a ty?

Dobrze.

Ślicznie wyglądasz.

Dziękuję.

Co to jest?

Masz coś na uchu.

Na lewym.

Czy to...?

Żel do włosów?

- Przydałoby mi się trochę żelu. - Nie musisz...

Właśnie mi się skończył.

Wszystko w porządku?

- Dolać państwu wina? - Jasne.

Mówiąc zabójca, masz na myśli...

Jest mordercą.

- Był skazany za morderstwo? - Zabił kogoś. To straszne.

- Siedział kiedyś w więzieniu? - W Bostonie. Nie wiem, jak długo...

- I uciekł? - Mamy beznadziejny system.

- Jest na wolności. Całowałam się z nim. - Ale nie zrobiłaś nic poza tym, prawda?

Nie...

Nie mogłabym spojrzeć w lustro.

Ale sama myśl...

Nie powinnam ci o tym wszystkim mówić. Tak długo się nie widzieliśmy.

Współczuję ci.

Mam dosyć gadania o zboczeńcach. Pogadajmy o tobie.

Nic ci nie jest?

- Chcesz wody? - Nie, dzięki.

- Tracy, jak się mają bliźniaki? - Spadaj, Norm.

Lubię, jak tak do mnie mówisz.

Masz, gościu.

Jeszcze, cwaniaku.

Jak poznałeś Mary?

To był ślepy traf.

Zawiozłem jej kiedyś zapiekankę i otworzyła mi w koszuli nocnej.

To wystarczyło.

W domu zgoliłem brodę i po tygodniu trafiłem do niej ze złamanym kręgosłupem.

Złamałeś kręgosłup? Jak to zrobiłeś?

Kumpel z kijem bejsbolowym mi pomógł.

Świetne zagranie.

Chcesz jeszcze jednego?

Jasne.

Docky.

- Dwa razy to samo. - Już się robi.

Robią za mało mięsa na patyku.

Jest dużo słodyczy, prawda?

Lizaki, lody, wata cukrowa, ale mało mięsa.

Fakt, mało jest mięsa na patyku.

Wiesz, co bym chciał? Żeby sprzedawali mięso w wafelku.

Tego jeszcze nie widziałem. Jeszcze nikt na to nie wpadł.

Ładny, duży wafel posiekanej wątróbki.

Dokładnie.

Szkoda, że nie mieszkasz tutaj.

Mamy wiele wspólnego.

Może...

Myślałaś kiedyś o powrocie do Rhode Island?

Tutaj zbyt dobrze mi idzie, żeby to rzucić.

Mam tu świetną pracę, fajnych kolegów w pracy, Warrena.

Może powinieneś się tu przeprowadzić i się ze mną ożenić.

Więc jesteś pisarzem.

Usiłuję nim być.

W pisaniu najlepsze jest to, że możesz pisać gdziekolwiek.

To prawda.

A ty? Jakim cudem nadal jesteś panną?

Jestem bi i wielu facetów nie potrafi tego zrozumieć.

Chcesz zapalić?

Czytałem gdzieś, że większość kobiet...

Że gdy je zapytasz, większość przyzna, że mają skłonności...

- Każdy ma w sobie trochę... - Ted, żartowałam.

Zboczony sukinsyn.

Mam tego dosyć.

Tak właściwie, kiedyś prawie wyszłam za mąż.

Co się stało?

Był świetnym facetem.

Mieszkał na północy...

Chodźmy.

Trzymaj.

Zaczekaj. Ile już rzuciliśmy?

Cztery.

To strasznie dużo amfy dla takiego małego pieska.

- Na pewno go to nie zabije? - Tego nie powiedziałem.

Tak się skończyło. Od tego czasu nie rozmawialiśmy.

Wygląda na to, że był prawie idealny.

Prawie.

Wejdziesz na górę obejrzeć Sportscenter?

Pójdę już, dopóki dobrze mi idzie.

Nie idzie ci aż tak dobrze, Ted.

- Co ty wyprawiasz? - Prostuję kości.

Postaw to na ziemię.

Dzięki, słonko.

Gdzie jest Puffy?

Był nieznośny i zamknęłam go w łazience.

Proszę cię, wypuść psa z łazienki.

Muszę pogadać z Magdą.

Jakiej rasy jest Puffy?

Border terier, taki jak Benji.

To ty tak hałasujesz?

Puffy, przestań!

Spróbuj tego.

- Chcesz winogrono? - Jasne.

Gotowy?

Trzy punkty.

Niezła z nas drużyna.

- Bliżej. - Będzie dobrze. Chodź tutaj.

Jeszcze trochę.

Nic mu nie będzie. Jesteś nadopiekuńcza.

Chodź tutaj. Zatrzymaj się!

Nic mi nie jest.

To jego wina. On we mnie uderzył.

Nie chciałem. Niepotrzebnie tu stał.

Wiem. Czy ktoś ma szczypce?

Kwiaty dla ciebie. Piłeczka dla Warrena.

Kumpel przysłał mi ją z Bostonu. Podpisana przez Tony'ego Conigliaro.

Wynająłeś Pata Healy'ego, żeby mnie szpiegował?

Co?

O czym ty mówisz?

Dostałam anonim.

To nieprawda?

Ciekawa rzecz się zdarzyła...

To prawda, ale to nie...

Wynoś się.

Po pierwsze, nie wiedziałem, że jest...

Mordercą?

To i wiele innych rzeczy.

Nic o nim nie wiedziałem.

Jak mogłeś wynająć kogoś, kogo nie znasz, by mnie szpiegował?

Co chciałeś osiągnąć?

Podstępem sprawić, żebym coś do ciebie poczuła?

Nie chciałem nic robić podstępem.

Idź sobie.

Idź.

Zrobiłem to, bo nigdy nie przestałem o tobie myśleć.

I gdybym cię nie znalazł, moje życie byłoby beznadziejne.

Healy! Jesteś tam?

Dobrze mi szło, dopóki się nie pojawiłeś.

Cholera jasna!

Ładne mieszkanko.

Sully, co się stało, do licha?

- Niespodzianka! - Spokojnie, kolego.

Załatwiłeś mnie na cacy.

Nie rób nic lekkomyślnego.

Kim on jest, do diabła?

Norm, rozwozi pizzę. Też się kocha w Mary.

Przestań, stary.

Powinniśmy się napić.

Nie chce mi się pić. Ty gnoju!

Prosiłeś, żebym ją śledził, i zrobiłem to.

Prawda jest taka, że spodobała mi się.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie mogę tego zrobić.

Czego?

Oddać jej brutalnemu zboczeńcowi.

Ja jestem brutalnym zboczeńcem?

Sam jesteś zboczony.

Spieprzaj. Nie możesz znieść, że była moja kolej.

- Twoja kolej? - Tak.

Nigdy nie mogę mieć takiej laski jak Mary.

To jeszcze nie powód, by nas obu udupić.

O czym ty mówisz?

Nie napisałeś do niej anonimu o naszym układzie?

Jakiego anonimu?

Ty to zrobiłeś.

Wysłałeś list. Umawialiśmy się.

Mieliśmy się nawzajem nie wrabiać,

dopóki nie pozbędziemy się tego dupka.

Przesadziłeś.

Wariujesz. Czemu miałbym przesadzić?

Pewnie sam to zrobiłeś, kretynie.

To rzeczywiście ma sens. Sam miałbym na siebie sypnąć?

Skąd mam wiedzieć, co się dzieje w głowie kogoś, kto podrywa laski na pierdzenie.

- Śledziłeś nas. - Nie pochlebiaj sobie. Śledziłem Mary.

Zawsze to robię.

A niby jak pozbyłem się tego ostatniego gościa - Bretta?

To znaczy, że Brett nie powiedział tych rzeczy o Warrenie?

Żartujesz sobie?

Pan idealny?

Prawdziwy z niego harcerzyk.

Zaczekajcie. Powinniście całować te grube łapy.

Gdyby nie ja, mogłaby być teraz żoną tego palanta.

Rzygać mi się chce.

Obaj jesteście...

Spadam stąd.

Woogie?

Kto to jest Woogie, do cholery?

Cześć.

Co ty tu robisz?

Dostałaś mój list, Mary?

Ten o Tedzie?

Ty go wysłałeś?

Martwiłem się o ciebie.

Woogie, nie wolno ci się do mnie zbliżać na 400 metrów.

Właśnie o tym chciałem pogadać.

Przeszedłem dziewięcioletnią terapię.

I miałaś całkowitą rację.

- Potrzebowałem pomocy. - Świetnie.

Cieszę się, że masz się lepiej.

Dobrze wyglądasz.

Dziękuję.

Ale nadal masz wysypkę?

Zauważyłaś?

Pęcherze miłości ustąpiły na jakiś czas,

ale teraz wróciłaś do mego życia, o pani.

Woogie... nie wróciłam do twego życia.

Nie wiem nawet, jak mnie znalazłeś.

Nie zapominaj, że przez ciebie przeszłam piekło.

Musiałam zmienić nazwisko, włóczyć się po sądach.

Przeprowadziłam się... Ukradłeś wszystkie moje buty.

O czym ty mówisz?

Złapałam cię na gorącym uczynku.

Nie byłem wtedy sobą.

Zrozum.

Daj spokój.

Byłem wtedy lekkim wariatem...

Ale teraz jestem normalny.

Zaczynasz mnie denerwować.

Denerwuję cię. Co to znaczy?

Przecież ja nawet nie wiem, co to znaczy.

Miałaś kiedyś wysypkę na oku, Mary?

Woogie, proszę, żebyś wyszedł.

Nie zrozumiałaś mnie, Mary.

Nigdzie nie pójdę.

Najpierw musisz dać mi coś na pamiątkę.

Tylko jedną parę. Tyle mi się należy, ty nieczuła dziwko.

Dom?

Jesteś żałosny.

Tucker, gdzie twoje kule?

Dobre pytanie, Mary. Bardzo dobre.

Mów prawdę, dostawco pizzy.

Mam na imię Norm.

Mieszkam z rodzicami w Pompano.

To chyba jakaś terapia grupowa.

Dom, co tu robisz?

Odebrałeś mi ją i teraz chcę ją odzyskać.

Odebrałem ci ją? O czym ty mówisz?

Woogie! Ile razy powtarzałam ci to w Princeton?

Byłam z Tedem na jednej randce. Nie byliśmy już wtedy razem.

Ty jesteś Woogie?

Dom Wooganowski.

Masz przecież żonę, śliczne dzieci.

Skoro je tak uwielbiasz, weź je sobie.

Co tu się dzieje, do diabła?

Czy ktoś może mi to wytłumaczyć?

Wszyscy kochamy się w Mary.

Jeśli można, mam propozycję.

Żaden z nas stąd nie wyjdzie,

dopóki nasza Mary nie przestanie się nad nami pastwić

i nie zadecyduje raz na zawsze, z kim chce być.

Wiem, że to trudne,

ale wyświadczysz im prawdziwą przysługę, mówiąc prawdę o nas.

Oszalałeś?

Czemu myślisz, że wybrałabym ciebie? Jesteś mordercą.

Trochę ci nabujałem, Mary.

Przyłożenie!

Cześć, Mary.

Brett?

Co Brett Favre tu robi?

Gram mecz z Dolphins, cymbale.

Zadzwoniłem do niego. Kazałem mu przyjść tu z Warrenem.

Twój przyjaciel Tucker wymyślił jeszcze inne rzeczy.

Brett nie powiedział nic o Warrenie.

On uwielbia Warrena.

Po tym, co powiedział mi przez telefon, myślę, że ciebie też uwielbia.

Z nim powinnaś być.

Tak, Mary. Wiesz, że nigdy cię nie okłamię.

To niesprawiedliwe.

Czuję się jak idiota.

Dzisiaj zdałem sobie z czegoś sprawę.

Nie jestem lepszy od nich.

To znaczy, żaden z nich tak naprawdę cię nie kocha.

Mają bzika na twoim punkcie, bo przy tobie czują się lepsi.

To nie jest prawdziwa miłość.

Nie wiem, co to jest.

Mary, nie słuchaj go.

To kolejna sztuczka.

Stroehmann, kretyn z ciebie.

Jesteś z nas najgorszy.

Chcesz powiedzieć, że nie szalejesz za tą dziewczyną?

Tak, właśnie to powiedziałem.

Powodzenia, Brett.

To świetna dziewczyna. Dbaj o nią.

Do zobaczenia, Mary.

Pa, Ted.

Warren, do zobaczenia.

Żegnaj, Ted.

Stęskniłem się za tobą.

Brett, podpiszesz mi się na tym bucie?

Dla żony i dzieci.

Zamknij się!

Wróciła do byłego

Nie takiego znowu złego Zawracasz sobie nią głowę

A ona nie odpisuje na twe kartki pocztowe

Zdychasz ciagle z zazdrości, że on w jej domu gości

Zapomnij o tej miłości

Pomyśl o przyszłości

Zapomnij o tej miłości

Zapomnij, zapomnij

Zapomniałeś kluczy.

Mówiłeś poważnie?

Chcę jedynie, żebyś była szczęśliwa.

Ale z tobą byłabym najszczęśliwsza.

Żartujesz, prawda?

A co z...

Brettem Favrem?

Co ci powiedziałam, gdy się poznaliśmy?

Kibicuję Forty-Niners.

Kumple mówili mu: gość, twego wycia mamy już dość

Kumple kazali nie marzyć, inne dziewczyny zauważyć

Umówili go z Tiffany, umówili też z Indigo

Ale Mary ma w sobie coś, czego nie widzi każdy gość...

- Co ty wyprawiasz? - On całuje moją dziewczynę.

Dopiero się ze mną przespałeś.

Tylko po to, by zbliżyć się do Mary.

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem...

Film poświęcony pamięci Ryana Mone'a z West Tisbury w Massachusetts

Tekst polski: Dorota Micińska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.