All language subtitles for The Old Way 2023 - Pol

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew Download
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Gdy postępujemy wbrew własnemu dobru

i dobru naszej społeczności,

musimy liczyć się z konsekwencjami.

Musimy szanować strukturę władzy

określoną przez Boga.

Nie prosiłem o taką odpowiedzialność.

Doszedłem do władzy z własnej woli.

Ale parcie, by to osiągnąć, umieściła we mnie wyższa siła.

Jimmy!

Stoję tu z woli boskiej.

Spójrzcie na siebie krytycznie, ludzie.

Uważacie, że cokolwiek może się dziać bez boskiego udziału?

Briggs.

Pilnuj brata.

Szef sądzi, że będzie coś kombinował.

Bóg pobłogosławił mnie środkami i rozumem,

które sprawiły, że mogłem rozwinąć się w tej społeczności.

Nie dość, że otworzyłem Skład handlowy Clarka,

to jeszcze zdołałem sprowadzić tu kolej. Wielu z was nie popiera moich metod.

Jednak uwierzcie, że pan McCallister znał zasady, ale je odrzucił.

Jimmy, idź do domu.

Nie patrz na to.

Wracaj do domu!

"James", tak?

Rozumiesz, co tu dzisiaj ma miejsce?

Ojciec udziela ci cennej lekcji.

Do domu!

Już!

"Znaj swoje miejsce".

Okradł mnie.

Właśnie tak.

Okradł wszystkich tych dobrych ludzi.

To czyni go grzesznikiem. Wiesz, dokąd udają się grzesznicy?

Z całą pewnością nie do Wyoming.

Niech wisi!

Zastrzel woźnicę!

Tato!

Dawaj, Briggs!

Pomocy!

Tato! Żyjesz?

Briggs...

pomocy...

Wezwij lekarza.

Wisisz mi więcej.

- W porządku? - Tak.

Bobby!

Boże, nie...

Jesteśmy kwita.

Zabiłeś mi brata, ty...

STARA SZKOŁA

20 LAT PÓŹNIEJ

Rozwieszam, żeby wyschło, zanim poderwie się wiatr.

Pomożesz czy będziesz tak stał?

Lubię cię obserwować.

Gdy rozwieszam pranie?

Gdy robisz niemal cokolwiek.

- Większość rzeczy robię dla ciebie. - Prawda.

Pewnie dlatego mnie obserwujesz.

Obserwowałbym cię nawet, gdybyś robiła coś nie dla mnie.

- Tylko, na przykład, dla naszej córki? - Tak.

Jesteś dobrą matką. To widać.

Dziękuję.

A ty bądź dziś dobrym ojcem i odprowadź córkę do szkoły.

- Sama może iść. - Potrzebuje cię.

Ja też.

Ja nie dam rady, bo muszę rozwiesić pranie zanim poderwie się wiatr.

- Muszę otworzyć skład. - To ruszajcie, żeby się nie spóźnić.

Brooke!

Tata odprowadzi cię dziś do szkoły.

Dlaczego nie ty?

Tak?

Słuchaj matki.

Dziękuję.

Mam dużo roboty.

Bierz książki i zbierajcie się, bo się spóźnicie.

Przyda wam się wspólny spacer.

Śmigaj!

- Trzeba było jechać konno. - Za mało czasu na osiodłanie konia,

odprowadzenie cię do szkoły i dotarcie w porę do składu.

- Ale konno byłoby szybciej. - Z pewnością.

Nie nadrobilibyśmy czasu straconego na siodłanie konia?

Nie.

Lekcje odwołane ze względu na chorobę pani Valerie.

Co jej dolega?

Ospa?

- To pewnie ospa. - Idź do domu, muszę otworzyć skład.

- Mama nie pozwala mi samej chodzić. - Nie żartuj.

Kazałeś mi słuchać mamy.

To co innego.

Gdybyś kazał mi samej wracać, mama byłaby zła.

SKŁAD HANDLOWY BRIGGSA

Siedź tam i dokończ lekcje.

Dokończyłam. Nauczycielka musi zadać nowe.

To siedź tam i czytaj.

- Dzień dobry, panie Jeffries. - Dobry, panie Briggs! Jak się pan ma?

- Dobrze. W czym mogę pomóc? - Już panu mówię.

Mamcia wbiła sobie do głowy,

że upiecze placek na weekendową zabawę kościelną.

W zeszłym roku upiekła jabłecznik z jabłek pana Johnsona,

które rosną przy wychodku. Nie dziw więc, że smakowały jak gówno

i każdy, kto uszczknął choć kawałek, zaraz się pochorował.

Jak sądzę, gówno z tego wychodka przeniknęło do korzeni drzewa

i sprawiło, że zwykłe jabłko zmieniło smak.

Pan Johnson twierdzi, że to brednie i zabronił mamci korzystać z jego jabłek.

Jeśli chodzi o mamcię i mnie, wszystko w porządku,

bo one i tak smakują jak gówno.

Mamcia ma więc zagwozdkę.

Jeśli nie może upiec jabłecznika, to co upiecze?

Placek.

To właśnie upiecze.

I przyniesie go na kościelną zabawę w niedzielę.

Czy potrzebuje pan czegoś ze składu?

Rozgadałem się na temat mamci, zamiast zdradzić powód wizyty.

Mamci trzeba mąki.

W swojej znalazła wołki zbożowe i tym razem wszystkich nie odsieje.

- Ile tego? - 10 kilo wystarczy.

Nie zauważyłem cię.

Wcale bym ich nie ukradł. To taka nasza zabawa.

10 kilo mąki. Dolar i pięć centów.

- Dopisze pan do rachunku mamci? - Owszem.

Dziękuję, panie Briggs. Może zobaczymy się w niedzielę.

Droga pani...

Wszystko już przeczytałaś?

Próbował ukraść żelki.

- Co? - Ten mężczyzna.

Pan Jeffries.

Przyłapałam go na kradzieży, więc je odłożył.

Odłożył je?

Tak.

Rozmówię się z nim, gdy tu wróci.

Żelka?

Nie.

To o co chodzi?

Miał brudne ręce.

Nie chciałem pani wystraszyć.

- Nie wiedzieliśmy, czy ktoś jest w domu. - Ja jestem.

W czym mogę pomóc?

Najpierw przeproszę za niestosowne przywitanie.

Podróżuję z towarzyszami od kilku dni.

Zgubiliśmy się i jesteśmy już wykończeni.

Z towarzyszami?

Owszem.

To jest Boots. Wolał zaczekać przy drodze, by nikogo nie przestraszyć.

A ten za panią, to Duży Mike.

Proszę wybaczyć.

Sprawdzałem tylko, czy nie ma nikogo w ogrodzie.

- Był ktoś? - Nie.

Należało zapukać do drzwi.

Pukaliśmy.

Tak było.

Duży Mike podszedł do drzwi i załomotał. Na własne oczy widziałem.

Pewnie niezbyt głośno. Niczego nie słyszałam.

A jednak.

Panowie, jeśli pozwolicie mi odłożyć pranie,

to wskażę wam drogę do miasta.

Spacerkiem to pół godziny stąd.

Mają hotele, knajpy i łaźnię z nowiutkim prysznicem.

Gdyby była pani taka miła.

Będziemy zobowiązani.

Spodziewam się męża. Może osobiście was pokieruje.

- Pani mąż? - Zgadza się.

Powinien wrócić lada chwila.

Czy to ten, którego wcześniej widzieliśmy na drodze?

Z dziewczynką?

Tak, odprowadzał córkę do szkoły.

A to dobre.

Dorosły mężczyzna odprowadza dziewczynkę do szkoły.

Żyjemy w nowych czasach.

Na to wygląda.

Prawda?

Mówi pani, że miasto jest pół godziny stąd?

Zgadza się.

Jeśli mąż tylko odprowadzał córkę, to coś długo nie wraca.

Mam nadzieję, że nic mu się nie stało.

Pomóż mu.

- Żyjesz? - Kopnęła mnie w jajca!

Właśnie zlała cię kobieta z praniem w rękach.

Masz w ogóle jajca?

Proszę otworzyć. I tak tam wejdziemy.

Po co nas wkurzać?

Zdaje się, że nas pani nie zrozumiała.

Nie ma co się chować. Nie mamy złych intencji.

Lepiej już jedźmy. Ten szeryf depcze nam po piętach.

Nie mamy więcej niż półtora dnia przewagi. Chyba, że chcesz wrócić do ciupy.

Eustice, zamknij japę.

Rozumiem, że się pani boi. Proszę się pokazać.

Przecież nie mamy broni. Chcemy tylko pogadać.

Dalej, przyprowadźcie ją tu.

- Przeżyjesz? - Tak.

COLTON BRIGGS

Dajcie ją tu!

- Rozwaliła sobie rękę. - Nie szkodzi.

Źle zaczęliśmy.

I to przez panią.

Ja się pani przedstawiłem, czyż nie?

Głośno i wyraźnie.

Nie odpłaciła mi pani tym samym, prawda?

Zadałem pytanie.

Nie licz na szacunek.

Powiedz,

czy to twój mąż?

To jego widzieliśmy dziś na drodze?

Czy twój mąż to Colton Briggs?

Słyszałeś o nim.

Owszem, słyszałem. Jesteśmy praktycznie rodziną.

To dobrze.

Nie muszę więc niczego tłumaczyć.

Czeka was ogrom cierpienia.

- Co to za koleś? - Żartujesz sobie?

- To posiadłość Coltona Briggsa? - Eustice,

milcz!

Właśnie tak.

Jestem jego żoną.

A ty uderzyłeś mnie rewolwerem w twarz.

Złamałeś mi rękę.

Zastrzeliłeś jego konia.

Obudziliście diabła, panowie.

Do licha, Jimmy! Ściągasz na nas gromy!

Dobrze znam twojego męża.

Od dawna. I jestem mu coś winny.

Wystarczy. Idziemy do domu.

- Mama nie przyszła mnie odebrać. - Nie było cię w szkole.

To powinna zajrzeć tutaj.

Szeryfie, pozwól.

Co to za ludzie?

To chyba rodzina.

Ojciec i córka ze zdjęcia nad kominkiem.

Gdy tamci przyjechali, pewnie ich nie było.

Mają szczęście, że żyją.

Zdecydowanie.

Niech chłopcy wyjdą. Nie możemy się tu wpraszać.

Panowie, jest rodzina.

Żyją?

Tak.

Do licha...

To wasz dom?

Przepraszamy, myśleliśmy, że nikogo nie ma...

Była moja żona.

Tak.

Jeszcze raz przepraszam.

Jestem szeryf federalny Franklin Jarrett.

Wiem.

Gdzie Ruth?

Czegoś tu nie rozumiem.

Czy my się znamy?

Briggs?

Jasna cholera.

Przepraszam, młoda damo. Taki język nie przystoi.

Masz rodzinę.

To dobrze.

Rodzina trzyma człowieka w jednym miejscu. Uspokaja.

Szeryfie...

Wybacz.

Musimy porozmawiać.

Na osobności.

Pomóżcie mu kopać.

Nie chce pomocy.

Powiedział, że mieliśmy już szansę się wykazać.

Racja. Przygotujcie konie.

Młoda damo...

Smiley podgrzał mleko i trochę je osłodził.

Lepiej się poczujesz.

Nie poznałem twojej mamy,

ale wiem, że była dobrą kobietą.

Za to poznałem twojego tatkę.

Wiele lat temu.

Przy tej robocie wpada się na różnych ludzi.

Z czasem wielu z nich się zapomina.

Ale nie twojego tatkę.

Nigdy.

To najostrzejszy sukinsyn, jakiego poznałem.

Przepraszam za język.

Nie znam drugiego takiego.

Gdy na ciebie patrzył,

nie widział cię.

Jakby cię nie było.

Niełatwo mi to mówić, ale twój tatko był człowiekiem brutalnym.

Przy mnie zastrzelił trzech kowbojów.

Miał słuszność, ale w ogóle go to nie poruszyło.

Nie mogę powiedzieć, że był przestępcą,

ale nie nazwałbym go dobrym człowiekiem.

Nie wtedy.

Dlaczego mi to pan mówi?

Chciałbym, żebyś zrozumiała,

jak dobrą kobietą była twoja mama.

Przemieniła zatwardziałego zabójcę w człowieka rodzinnego,

który prowadzi skład

i wychowuje córkę.

Zrobiła coś wielkiego.

Tata kiedyś zabijał?

Tak.

Lata temu.

Nigdy nie widziałam go z bronią.

Bo się zmienił.

Dzięki twojej mamie.

Pan ma broń.

Dobry z pana człowiek?

Pracuję nad sobą.

Mama nie żyje.

Tata jest jeszcze dobrym człowiekiem?

Powiedzieć coś?

Już się nagadałeś.

Nic to nie dało.

Musisz o czymś wiedzieć.

Tamci zastawili niezły bałagan w stodole.

Żaden widok dla młodej.

Zajmij się tym, zanim ją tam wpuścisz.

Pojedziemy już.

Mają tylko kilka godzin przewagi. Domyślam się, dokąd jadą.

Powiedz dokąd

i kim są.

Nie mogę tego zrobić.

Świat dawno nie widział starego Briggsa

i niech tak pozostanie.

Podaj mi nazwiska zabójców mojej żony.

Przestań.

Ta dziewczynka właśnie straciła matkę.

Teraz potrzebuje ojca.

Nie pozwól, by to, co ta kobieta w tobie zmieniła, umarło razem z nią.

Młoda potrzebuje ojca, którego zna i kocha.

Wraz z nastaniem państwowości,

te tereny weszły w skład nowego państwa.

Obowiązują nas prawa.

Ludzie nie mogą się już zabijać.

Świat się zmienił.

Bądź wierny córce i Bogu.

Znajdę tych sukinsynów.

Złapiemy ich,

staną przed sądem i będą wisieć.

Przysięgam.

Zadbaj o córkę.

Dopóki ona żyje,

w twoim życiu nie ma miejsca na zemstę.

Co teraz?

Idź spać.

Potrzebuję cię.

TO NIE WSZYSTKO

"Dopóki ona żyje".

Mamie by się to nie spodobało.

Ubieraj się. To spodnie nie suknia.

Wyruszamy za kwadrans.

To mamy koń.

Mojego zabili. Jedziemy bez bagaży.

Dwóch jeźdźców nie poniesie.

Jeśli mamy ich dogonić, potrzebny drugi koń.

Znajdziemy po drodze.

To dobra chwila na coś takiego.

Nauczycielka jest chora. Jeśli ma ospę, może nawet umrzeć.

Będzie inna.

Nie wzięłam książek. Chyba spłonęły.

- Załatwimy nowe. - A ciuchy?

- Kupimy. - Dlaczego spaliliśmy stare?

Bo tu nie wrócimy!

Nie wrócimy.

Gdy zrobię, co trzeba, zdobędziemy wszystko w nowym miejscu.

Poza mamą.

Jebać szmaciarzy-obsrańców z exsite.pl, i wszystkich przewalaczy

Daj mi pas.

Chcesz mnie zlać?

Pobrano ze strony cutt.ly/E2CGy3n Napisy oficjalne z VOD

Trzymaj.

Prześpij się przy tamtym drzewie. Masz pół godziny.

Potem zjemy i ruszymy.

I tak co cztery godziny, aż ich dorwiemy.

Nie oddalają się za bardzo?

To tylko ludzie. Też muszą spać.

Ale moglibyśmy dopaść ich wcześniej.

To nic nie da, jeśli będziemy zmęczeni albo koń padnie z wyczerpania.

Nie wystarczy ich znaleźć. Trzeba ich jeszcze zabić.

Bo będą chcieli zabić nas.

Ta dziewczynka nie wydała ci się dziwna?

To znaczy?

Właśnie zabili jej matkę.

Zwłoki są tuż obok, a ta nawet nie uroni łzy.

Nie znałem kobiety,

a przejąłem się jej losem bardziej niż jej córka.

Pewnie była w szoku. Właśnie straciła matkę.

Każdego dzieciaka by to podłamało.

Pewnie tak.

Jasna cholera!

Do licha, synu.

Jak to zrobiłeś?

Noga rozwalona!

Ma koleś oko.

To ten szeryf.

Nie zdjąłeś go?

Do cholery!

Pospieszyli się z ostrzałem.

Co teraz?

Widzisz Briggsa?

Nie wiem, jak wygląda.

Rozpoznasz drania.

Daję słowo.

Padnij, Smiley!

Dureń!

Zobaczymy, na co ich stać.

Szef się cofa.

Jeszcze raz i wchodzimy wyżej.

Spadam!

Boże dopomóż.

Już czas?

Słyszałem echo wystrzałów w kanionie.

- Kiedy? - 10 minut temu.

Nie obudziłeś mnie?

Nie ma pośpiechu.

Wystrzały sprawiają, że jedni bardziej się spieszą,

a inni już zupełnie nie.

Niebawem wszystkiego się dowiemy.

Nie do wiary.

Co tam się właśnie stało?

Co jest, szefie?

Jeszcze chwila i zniknęliby za wzgórzem. Nie mogłem czekać.

Miałeś zacząć od szeryfa!

Zastrzeliłeś pierwszego faceta, którego zobaczyłeś, przez co reszta,

w tym szeryf, się pochowali.

Włożyłem wielki wysiłek w to, by Briggs mnie znalazł,

a ty zostawiasz stróża prawa przy życiu.

Jesteś przeciwko mnie?

O to chodzi?

Powiedz proszę.

Nie, szefie.

Jestem z tobą. Tylko nawaliłem.

Mam nadzieję.

Bo jeśli szeryf nie dopuści do mnie Briggsa,

będą konsekwencje.

To bez znaczenia.

Chcesz coś powiedzieć, starcze?

Jeśli Briggs chce przyjechać,

to szykuj gościnę, bo z pewnością przyjedzie.

- O co chodzi? - Ktoś nadjeżdża.

To jeden z zabójców mamy?

Może ktoś z pościgu?

Tak czy inaczej, potrzeba nam konia.

- Zabijesz go? - Może nie odda po dobroci.

Mama byłaby zła. To przedstawiciel prawa.

Nie wiem, kim jest.

Mogę nawet nie zdążyć zapytać.

Jak inaczej to załatwić?

Będzie jechał tędy. Zatrzymasz go.

Jak?

Płacz. Niech cię pożałuje.

Nie umiem.

Co powiedziałaś?

Nie umiem płakać.

Posłuchaj.

Ludzie oczekują, że będziesz się zachowywać jak oni.

Że będziesz się śmiać z żartów,

wzdychać na widok dzieci i płakać na pogrzebach.

Jeśli się tego nie nauczysz, odrzucą cię.

Chcesz poradzić sobie w tym świecie? Chcesz pasować?

To wymyśl, jak się zachowywać jak oni.

Pamiętasz, gdy latem zmarła córka pastora? Pamiętasz płacz jego żony?

Głośniej.

Moje dziecko!

Moje dziecko!

Musi wystarczyć.

Co się stało?

Moje dziecko!

Jakie dziecko? Co jest?

Z konia.

Powinieneś był jechać z Markiem.

Nieźle oberwał.

Miałbym zostawić was samych?

Poradziłbym sobie.

Spokojnie, to ja.

Nieźle nas wystraszyłeś, Mark.

Co tu robisz? Gdzie twój koń?

Ich spytaj.

Co jest?

Wybaczcie.

Jesteś zły i wcale ci się nie dziwię.

Ale lepiej zostaw tę sprawę.

Przynieś tu tę strzelbę.

Tata prosi o strzeblę.

Zrób, co mówi.

Mógłbym roznieść jej mózg po całej okolicy.

Słyszałeś?

Rozniosę jej mózg po całej okolicy!

Strzelam!

Płacze jak trzeba.

Następnym razem zrobię to jak on.

Ręce za plecy.

Wystarczy?

Zbyt mokre. Słabo się pali.

Musimy rozgrzać metal do czerwoności.

Poszukaj czegoś suchszego. Da wyższą temperaturę.

Wysłuchaj mnie, Briggs.

Nie popełniłeś jeszcze poważnego przestępstwa.

Rozumiem, że cierpisz po utracie żony.

To niewyobrażalne.

Każdy mógłby pójść drogą, którą właśnie idziesz.

Ale jeśli przekroczysz granicę, nie będzie powrotu.

Napaść i zabójstwo szeryfa federalnego

to kłopoty o jakich nie masz pojęcia.

Jesteś pewny?

A co z twoją córką?

Będzie współwinna.

Nie pozwalasz, by moi ludzie otrzymali niezbędną pomoc medyczną.

Ty na to nie pozwalasz, nie mówiąc mi tego, co chcę wiedzieć.

Namawiasz szeryfa federalnego do udziału w zabójstwie.

Chronisz zabójcę.

Przed drugim zabójcą.

Zgadza się.

Dość suche?

Tak. Wrzuć do ognia. Zaraz zaczynamy.

Jeśli moi ludzie ucierpią, będę cię ścigał aż cię dopadnę i zabiję.

Tak jak człowieka, który zabił moją żonę i twoich ludzi?

Tego, który za to wszystko odpowiada?

Zaryzykuję.

- Rozerwij mu koszulę. - Zostaw mnie!

Dawaj patyk.

James McCallister!

Jest z nim trzech ludzi,

Michael Orleans, Boots Miller i Eustice Bedford.

Zatwardziali kryminaliści.

Obiecał im udział w schowanym łupie, jeśli wyrwą go z więzienia.

Jadą do Kolorado.

Ponoć ma tam Meksykankę w miasteczku o nazwie Santa Rosa.

Chyba rzeczywiście tam jadą. Nic więcej nie wiem. Słowo.

Trzymaj go.

Zabiję cię, ty sukinsynu!

Podaj żelazo.

Ściśnij ranę z obu stron.

Musimy ją przypalić albo się wykrwawi.

Pachnie jak królik mamy.

To od whiskey.

Aż zgłodniałam.

Pocisk go truł.

Teraz ma jakąś szansę.

Ale twoi ludzie tu zostaną.

Jeśli w Santa Rosa

nie znajdę McCallistera,

Meksykanki ani reszty bandy,

wrócę tu i ich zabiję, zanim wrócisz z pomocą.

A potem zaczekam na ciebie.

Nieważne, ilu sprowadzisz ludzi. Ciebie zabiję najpierw.

Zanim mnie nawet zobaczysz.

Rozumiesz?

Zabieramy broń i konia.

Nie mogę iść pieszo!

Weź konia matki.

- Ten mi pasuje. - Nie dyskutuj!

Już na nim jeździłaś i cię zna. Będzie mniej niespodzianek. Wsiadaj.

Znajdziesz konia w Santa Rosa. Nie jestem złodziejem.

Sprawiedliwość cię dopadnie.

Słyszałeś? Niech cię szlag!

Zapłacisz za to!

Zgodnie z obietnicą.

Zobaczmy, co nam wpadło.

O panie!

"Bank Meksyku"?

- Co to ma być? - Spokojnie.

Co jest?

Gdzie pieniądze, szefie?

Gdybym was nabierał, już bym was zabił.

Ale żyjecie.

Zwykły z ciebie oszust.

Nie jesteś zbyt mądry.

Na szczęście masz mnie. Ja mam łeb na karku.

Po akcji z więzieniem musimy się przyczaić.

Na jakiś rok.

Wiecie, ile tam wszystko kosztuje?

Mamy dość szmalu, by żyć jak królowie jak długo trzeba.

Równa działka dla każdego, kto zostanie ze mną.

Ale możemy też się podzielić i rozstać. Jednak po tej stronie granicy,

ta kasa

nie jest warta funta kłaków.

Chyba, że się wie, gdzie ją wydać.

A ja wiem.

A co z Briggsem?

Trzeba będzie coś wymyślić.

Wszystko pod kontrolą.

-Wciągniemy go w zasadzkę jak szeryfa? - Nie wiemy, kiedy nas dogoni.

Moglibyśmy czekać wiele dni.

Poza tym, Briggs będzie przygotowany.

To jak upolujemy?

Wyraziłem się jasno.

Na nikogo nie polujemy.

Briggs poluje na nas.

- Po co nam to? - Na opał.

To czyjś grób.

I co?

To do kogoś należy.

Do martwych nic nie należy. Nie mają potrzeb.

Tylko żywi je mają.

Potrzebują jedzenia, wody, schronienia,

ubrań, rodziny, pieniędzy i ziemi.

Z martwymi jest inaczej.

Gdy trafią do ziemi,

mają wszystko z głowy.

Nie są zachłanni. Odpowiadają mi.

Kiepsko, jest tu szeryf.

Szeryf jest w Denver, dwa dni jazdy stąd.

Przecięliśmy kabel telegraficzny,

więc zanim jakikolwiek szeryf się tu zjawi, miną co najmniej cztery.

W jego biurze trzymają przestępców, aż ktoś po nich przyjedzie.

Wolałbym się tak nie pokazywać.

Będziesz się wszystkiego czepiał?

Trzymajcie warty przy wjeździe do miasta. Gdy ktoś przyjedzie, dajcie znać.

Zmiana co dwie godziny. Wyglądacie jak trupy.

Zanim Briggs się zjawi, macie wypocząć, jasne?

Panie, zapewne wy jesteście wypoczęte.

Trzeba mi waszych usług.

Kto bierze pierwszą wartę?

Niech wam będzie. Za cztery godziny ktoś ma mnie zmienić.

Pomożesz z tym?

Szeryf mówił, że zabijałeś.

Powinien uważać, o czym rozmawia z dziećmi.

To prawda?

Tak.

Powiedział, że przestałeś.

Dla mamy.

To prawda?

Powiedział, że mama cię zmieniła.

Już jako dzieciak wiedziałem,

że jestem inny.

Matka mówiła, że nie płakałem

ani się nie śmiałem.

Gdy umarła, byłem młody, ale na pogrzebie nie uroniłem łzy.

Wielu płakało, ale nie ja.

Gdy dorastałem, inne dzieci bawiły się ze sobą

i gdy coś im się stało, płakały. Obserwowałem je

i nauczyłem się udawać.

Dość dobrze.

Udawałem, że jestem jak one,

że jestem normalny.

Wtedy pojąłem, że nigdy nie zaznałem strachu.

Widziałem strach w oczach każdego, kogo spotkałem.

Dorośli umierali z przerażania, choć nie było powodu.

Jakiś facet mnie kiedyś szukał, bo sprzątnąłem jego kumpli.

Dopadł mnie w łaźni.

Nie mogłem dosięgnąć broni.

A tamten facet, który mierzył do nagiego mężczyzny w balii, cały się trząsł.

Bał się poruszyć.

Wyszedłem więc z kąpieli,

spokojnie do niego podszedłem i odebrałem mu broń.

I go zastrzeliłem.

Nawet nie błagał o życie.

Choć potrafiłem rozpoznać strach u innych i wykorzystać go przeciwko nim,

sam nigdy go nie poznałem.

Jakbym urodził się martwy w środku.

Ale miałem to gdzieś.

Jak mama to zmieniła?

Nie poznawaliśmy się stopniowo, jak wszyscy.

Gdy ją zobaczyłem,

coś poczułem.

Coś nowego.

Miłość?

Strach.

Obawę, że nie będzie ze mną rozmawiać i mnie nie pokocha.

Że nie zostanie moją żoną.

Że ją stracę.

Bałem się tylko jej

i tylko ją kochałem.

Gdy powiedzieli, że mama nie żyje, nie wiedziałam, co czuć.

Powinnaś być smutna i odczuwać stratę.

Tak się czułeś?

Czułem ból.

Część mnie umarła z nią.

Ciągle tak się czujesz?

Ja nie czułam niczego.

Tak, jakbym sama umarła.

Byłam zagubiona.

Leżałam w swoim łóżku

w naszym domu.

Ale czułam, że nie znajdę już drogi powrotnej.

Znajdziesz.

Znasz zabójcę mamy?

Tego, o którym mówił szeryf?

Jamesa McCallistera?

Gdy wzejdzie słońce,

nauczysz mnie strzelać?

Dobrze.

Spodoba mi się.

Jasna cholera!

Lewe oko zamknięte, lufa nieco nad celem.

Gdy będziesz gotowa, wypuść z płuc powietrze i pozwól lufie opaść.

Wydech ma się skończyć, gdy zrównasz się z celem.

Nie szarp spustu, tylko ściśnij całą dłonią.

Mierzyłaś w kapelusz?

Trochę niżej, w jego pierś.

Szarpnęłaś zamiast ścisnąć.

Jeszcze raz.

Co jest?

Mogę pistolet?

Pamiętaj, by ściskać, nie szarpać.

Dobry, Eustice.

Te kanalie nie zluzowały mnie wczoraj z warty.

Siedziałem tam całą noc!

Naprawdę?

Chłopcy? Chodźcie.

Tak, szefie?

Eustice ma do was pretensje.

Mów.

Mieliście mnie zmienić na warcie po czterech godzinach.

Nie zrobiliście tego!

Chciałbym cię przeprosić w imieniu reszty bandy.

Przykro wam, prawda?

Mogłeś po nas przyjść.

Co?

Skoro mieliśmy cię zastąpić, mogłeś po prostu po nas przyjść.

Dlaczego tego nie zrobiłeś?

Nie chciałem opuścić posterunku.

Briggs to niebezpieczny typ.

Gdyby zobaczył, że nie nikt nie pilnuje, mógłby się tu wślizgnąć.

Nie zasnąłeś?

Nie, szefie.

Chyba byś mnie nie okłamał.

Może na chwile przysnąłem, bo byłem zmęczony.

Długo byliśmy w drodze...

Spanie na warcie to fatalna sprawa.

A gdyby Briggs się pojawił?

Mógłby się tu wślizgnąć, jak powiedziałeś.

Zauważałbym go!

Zrobiłem ci przysługę.

Następnym razem, gdy zrobisz się śpiący,

złap się za złamany palec i od razu się ożywisz.

Co jest?

Do miasta prowadzi jedna droga.

Będą ją obserwować.

W stodole zostawili dla mnie wiadomość. Jakby mnie znali.

Jaką?

Nie lubię nie wiedzieć, kogo szukam.

Rozpoznają mnie, więc mają przewagę.

Zobaczą mnie, ja ich nie.

A mnie rozpoznają?

Spokojnie wjedź do miasta.

Powiesz, że rodzice wysłali cię na zakupy.

Uważnie się wszystkim przyglądaj.

Jedź prosto do składu.

Wejdź do środka i coś kup.

Od niechcenia zapytaj, czy ktoś przejeżdżał przez miasto.

Wróć do mnie i o wszystkim mi powiedz.

W czym pomóc?

Proszę wybaczyć, rozmarzyłam się i zapomniałam, po co przyszłam.

Mamcia wbiła sobie do głowy,

że upiecze placek na weekendową zabawę kościelną.

W zeszłym roku upiekła jabłecznik z jabłek pana Johnsona,

które rosną przy wychodku. Nie dziw więc, że smakowały jak gówno

i każdy, kto uszczknął choć kawałek, zaraz się pochorował.

Gówno z tego wychodka przeniknęło do korzeni drzewa

i sprawiło, że jabłko zmieniło smak. Pan Johnson twierdzi, że to brednie

i zabronił mamci korzystać z jego jabłek.

Jeśli chodzi o mamcię i mnie, wszystko w porządku,

bo one i tak smakują jak gówno.

Jaki znowu pan Johnson?

Tę dziewczynkę widziałeś, Boots?

Właśnie wtedy na drodze.

Kłaniam się.

Pięknego masz konia. Siodło robi wrażenie.

Zdradzisz, skąd je masz?

Albo od razu powiedz, gdzie tata.

Mario, poznaj moją siostrzyczkę.

Jeszcze go nie ma.

W końcu przyjdzie.

- Nie tknęła jedzenia. - Pewnie ze strachu.

Prawda, siostrzyczko? Boisz się?

Nie.

Oczywiście. Córka Coltona Briggsa nie zna strachu.

- Wymalowaliście ten znak? - Czerwoną farbą, jak chciałeś.

- Gdzie Duży Mike? - Pilnuje wjazdu do miasta.

Jeden z was niech obstawi wyjazd, a drugi drugą stronę ulicy.

Chłopcy...

nie rzucajcie się w oczy. Ważne, żeby zobaczył nasze zaproszenie,

zanim zapewnimy mu przywitanie.

Jeśli nadarzy się okazja, trzeba go zastrzelić.

Nie igra się z takim facetem.

On się chyba boi.

Chyba tak.

Słyszałeś siostrzyczkę?

Boisz się?

Obstawię wyjazd.

Szef spodziewa się Briggsa. Lepiej się obudź.

Nie śpię.

Tak trzymać.

Wpuszczamy go do miasta. Ma zobaczyć, że mamy jego córkę.

Słusznie.

Ale zrób wszystkim przysługę. Gdy się pojawi, rozwal go.

Jeśli się nie boisz, to dlaczego nie jesz?

- To pewnie zatrute. - Czyli boisz się trucizny.

Nie trzeba się bać. Wystarczy mieć rozum.

Spójrz.

Żadnej trucizny.

Nie mógłbym cię otruć.

Trucie rodziny to grzech.

Skończ z tym.

Z czym?

Z nazywaniem mnie siostrą. Nie jesteśmy rodziną.

Ależ jesteśmy.

Jesteśmy owocami pracy twojego ojca.

To pewne jak śmierć.

Kłamca.

Nie mówię, że twój tatuś zrobił mojej mamie dzidziusia.

Kto inny się do tego przyczynił. Ale jego już nie ma.

Przepadł w dniu moich narodzin duchowych.

Tego dnia twój tatuś uznał, że mnie mój tatuś nie jest potrzebny.

I mi go odebrał.

Patrzyłem, jak umiera.

Widziałem, jak uchodzi z niego życie.

Spojrzałem wtedy w oczy jego zabójcy.

Wiesz, co zrobił twój tata?

Zmierzył się ze mną wzrokiem.

Potem wsiadł na konia i odjechał.

Ale nie cały.

Cząsteczkę siebie zostawił głęboko we mnie.

Jak nasiono.

Muszę się zabezpieczyć.

Lepiej, by chłopcy nie uciekli z pieniędzmi.

Kiedyś nie było tu niczego, poza tequilą.

Teraz mają tu whiskey. To postęp.

Z postępem jest tak, że coś zostaje wyparte.

Nowe wchodzi, stare wychodzi.

Taki jest świat.

Taki proces rzadko jest spokojny.

Zmiana u władzy wiąże się z konieczną przemocą.

Dlatego jesteśmy tutaj.

Mam w sobie potwora.

Samego diabła.

Nie będzie wolny, dopóki po świecie chodzi inny diabeł.

Dwie takie bestie nie mogą współistnieć.

Rozumiem.

Zwariowałeś.

Nie martw się, niebawem przyjdzie tata i ci pomoże.

Cieszę, że możemy porozmawiać i poznać się jak rodzeństwo.

Po dzisiejszym dniu, gdy pojawi się twój ojciec,

zostanę twoim nowym tatą.

I ja ci pomogę.

Przyjechał!

Już tu jest!

Proszę, nie zabijaj...

Nich to szlag!

Już jest!

Załatwił Dużego Mike'a i jednego z Meksykanów!

Diabeł nie zawodzi.

Chodźmy do taty.

Ruszaj.

Poszedł za te budynki!

Jedź go wypłoszyć!

Chryste panie!

Słyszałeś?

Jedź!

Dopadnę cię.

- Widziałeś go? - Pewnie się wrócił.

- Zastrzelił Bootsa, ale go dorwałem. - Nie żyje?

Tylko go raniłem. Ale dostał kulkę jak trzeba!

Zamelinował się w tamtym budynku.

Na pewno?

Nie wygląda na faceta, który miałby się ukrywać.

Zobaczymy.

Bandzior, który zabił waszego kumpla jest w składzie.

Idźcie po niego. Za żywego płacę podwójnie.

Uwaga, to szczwany lis.

Może, ale bez czarów nie da rady.

Musisz mi zaufać.

Dasz radę?

Szkoda by było się poróżnić na koniec.

Briggs!

Wyzywam cię!

Kiedyś tak robiliście.

Wyzywaliście się na pojedynki. Zdawaliście się na ulicę.

Załatwmy to jak kiedyś.

Schowaj broń, bo zabiję dziewczynkę.

Pamiętasz mnie, przystojniaku?

Nie.

Ręce do góry.

Obie!

Oberwałem.

Mamy go, co teraz?

Nie pamiętasz mnie.

Sprawiasz mi przykrość.

Z drugiej strony, widziałeś mnie, gdy byłem brzdącem.

Grunt, że ja pamiętam ciebie.

Nic mi nie jest.

Zdecydowanie cię pamiętam.

Ilekroć zamknę oczy,

widzę, jak się we mnie wpatrujesz.

Czuję zapach prochu

i słyszę, jak umiera tatuś.

Dlatego tu jesteśmy.

Ty, ja

i twoja mała.

Nie chciała się przedstawić, ale to bez znaczenia.

I tak jesteśmy rodzinką.

Czeka nas ostateczna rozgrywka.

Będziesz miał szansę strzelić mi w głowę jak tacie.

Jeśli ci się uda,

Eustice rozwali twoją małą.

- Szefie, skończ go! - Milcz!

Możesz mnie zabić i stracić córkę,

albo ją uratować i ustąpić przede mną.

Brooke...

mam wszystko, czego mi trzeba. Zadbaj o mnie.

Nie!

Kocham cię.

Nie!

Jasny gwint!

Zrobione!

Zabiłem go!

Przepraszam, tato!

Tak cię kocham...

Pięknie!

Zabiłem Coltona Briggsa.

Słyszysz, tatko?

Zabiłem go!

To ty...

Ty jesteś potworem.

Żadna z ciebie rodzina.

Brooke...

mama ci powie, co masz robić.

Żyjesz?

W bocznej alejce jest kolejny trup.

W sumie cztery.

Tego się spodziewałem.

Zbierz ciała i wracamy.

Zabiorą tatę do domu?

Tak sądzę.

Dziękuję.

Szeryfie?

Co im pan powie?

Myślałem, żeby cię aresztować za to, co zrobiliście.

Sędzia dowiedziałby się o tym, jak nas torturowaliście i zostawiliście na śmierć.

Ale pewnie uznałby, że musiałaś słuchać taty

zaślepionego szałem po śmierci żony,

choć oboje wiemy, że to nie do końca tak.

Ojca pochowano by jak przestępcę,

a ty wróciłabyś do domu zająć się jego składem.

Znaleźliśmy w knajpie sejf.

Dobra robota, to wszystko.

Ale może jednak powiem, że gdy się zjawiliście,

opatrzyliście mojemu zastępcy ranę, tym samym ratując mu życie.

Następnie wytropiliście zabójców twojej matki,

a twój ojciec zginął podczas ich zatrzymania.

Wówczas również wróciłabyś do domu.

Skoro efekt byłby taki sam,

wolę scenariusz, w którym dwunastolatka mnie nie więzi.

I może przy okazji zapomnimy o sejfie.

A tata zostałby bohaterem?

W zamian za twoją dyskrecję.

Czyli wszystko się zgadza.

Załatwione.

Szeryfie?

Znalazł pan swojego konia?

Przy wjeździe do miasta.

Tak jak obiecał.

Wracaj do domu.

Zajmij się składem tatki.

Słyszałeś, tatko?

Będziesz bohaterem.

Mama byłaby dumna.

Maria?

Przyniesiesz mi sakwy brata z knajpy?

Pora wracać do domu.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.