All language subtitles for Manhunt.Unabomber.S01E03.WEBRip.1080p.IdeaFilm_pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda Download
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

POPRZEDNIO: Uważasz, że wyciągniesz

z tego manifestu coś wartego uwagi?

Dostaniesz biuro i zespół, jeśli tego chcesz.

Co jeśli jest "wuda" albo "ziomuś" tutaj?

- Myślę, że przyznanie się... - Nie.

Wybrałem cię, bo myślałem, że jesteś inny.

HISTORIA OPARTA NA FAKTACH Jeśli sądzisz, że ty lub ekipa,

z którą przyjechałeś z San Diego, jesteście szczęśliwi teraz,

poczekaj, aż otworzę te drzwi. Nowy samochód!

22 czerwca 1993 Tiburon, California

Powinnaś się czymś zająć, bo nabawisz się odleżyn.

Dwa razy dzień chodzę do lodówki.

Aż dwa, niezłe ćwiczenie.

- Co tam dzisiaj mamy? - Chyba zupa.

Dopiero wróciłam z kliniki.

- To musiał być długi dzień. - No.

To od Talbotów?

Nie, do taty. Chyba jakiś film.

Dostaję takie paczki od czasu artykułu w Timesie.

Powinnam się martwić o te listy od fanek?

- Zależy, czy zupa będzie dobra. - I to mój mąż...

Serio żartujesz o romansie?

Obejrzysz to ze mną później? To turniej mistrzów.

Tato?

Nie...

WIĘZIENIE FEDERALNE, 1997 Stworzyłeś swoją więź.

Wie, że możesz gadać o jego pomysłach, że jesteś mu równy,

że podjął właściwą decyzję, wybierając właśnie ciebie.

Teraz to wykorzystaj.

Bez uczuć czy kolejnych teorii. Zaatakuj go faktami.

Mamy mnóstwo mocnych dowodów. Proces sądowy to samobójstwo.

- Ma bzika na punkcie kontroli. - Myśli, że proces mu ją da.

Niech zrozumie, że to my rządzimy na sali sądowej.

Jego jedyną szansą jest przyznanie się.

Pragnie kontroli.

Uwielbia mieć kontrolę.

No to lecimy.

Dasz radę, Fitz.

Nie przyniosłeś mi tych znaczków, co?

Myślałeś kiedyś, co po sobie zostawisz na tym świecie?

Chodzi ci, by zostawiać obozowisko czystsze, niż gdy je zastałem.

Ojciec kazał mi dołączyć do harcerstwa, myślał, że znajdę tam przyjaciół.

Nie znalazłem, ale nauczyłem się, by zostawiać obozowisko czystsze,

niż gdy je zastałem. Ale czy to istotne,

gdy następnego dnia przyjeżdża firma i wycinają cały las?

Mówię dosłownie, zostawisz za sobą jedynie miejsce wybuchu u Epsteina.

Nie wysłałeś paczki od sześciu lat, a potem nagle 22 czerwca 1993 r.,

gość w Tiburon otwiera kopertę i...

Jego tułów był rozerwany.

Chyba czytałem o tym w gazecie.

- Był genetykiem, prawda? - Tak.

Miał córkę.

Gdy człowiek obcuje ze światem, zostawia wszędzie ślady.

Każdy twój ruch zostawiał wskazówki.

Nie jedną czy dwie, ale setki, tysiące.

I mają magazyn pełen dowodów.

To zapalnik.

Precyzyjny, niepowtarzalny. Ręcznie zrobiony.

Technicy znaleźli taki praktycznie nienaruszony na miejscu.

Identyczny znaleźli w twoim domku.

Drut, sprężyny miedziana rura, aluminiowy złom,

wszystko się zgadza.

Znaczki.

Te są z paczki Epsteina,

a te z twojego domku.

Jechałeś trzy dni z Lincoln w Montanie by nadać paczkę w San Francisco.

Zapłaciłeś gotówką, przebrałeś się, co było mądre,

tylko że w domku znaleźliśmy sześć par okularów, sztuczne wąsy,

a potem twój dziennik z zapisanymi przebraniami.

To skład chemiczny ładunku wybuchowego i klej, który wykorzystano w paczce,

etykietę napisano na twojej maszynie,

kalka i paragon za nią.

I tak dalej i dalej.

Mają tysiące dowodów, które łączą cię z Unabomberem,

a by cię skazać, wystarczy im jeden.

Pogrzebią cię pod górą dowodów,

a cała twoja autonomia przepadnie pierwszego dnia procesu.

Dobrze mu idzie.

Teraz go przyciśnij.

Chcę, byś zmienił świat.

Chcę, byś rozpoczął rewolucję.

Ale jeśli będziesz z tym walczył...

jeśli to zrobisz,

stracisz kontrolę nad wszystkim.

Będziesz bezradnym trybikiem w maszynie sprawiedliwości,

aż w końcu posadzą cię na krześle elektrycznym.

Masz jedno wyjście.

Da ci szansę do negocjacji, ale to jedyna opcja.

Przyznać się.

Tyle mamy na jedną bombę. Było 15 innych, o których nawet nie wspomniałem.

Więc uwierz mi, tak należy zrobić.

Dobrze.

Jeśli to jedyne wyjście, zrobię to.

- To tyle, prawda? - Tak.

Mogę o coś zapytać?

O co chcesz.

Skoro byłeś taki pomocny i opowiedziałeś mi, jakie dowody ma FBI,

liczyłem, że potwierdzisz mi coś, co podejrzewałem od dawna,

ale nigdy nie byłem całkowicie pewien.

Wydaje mi się, że nie ma żadnych dowodów,

łączących mnie z tym zbrodniami, poza tymi znalezionymi w moim domku.

Tak, ale mają ich tak wiele, różnego typu.

Wyobraź sobie, że zostają odrzucone.

Nic by nie zostało, prawda? Bo wszystko jest tu na stole.

Wszystko leży przede mną.

Tak.

Naprawdę nie masz żadnego pomysłu, dlaczego cię tu ściągnąłem, James?

To wasz nakaz przeszukania.

Jest oparty na twojej analizie lingwistycznej.

To was wpuściło do mojego domku,

a cała wasza sprawa jest oparta na tym jednym dokumencie, twoim dokumencie.

Nie... co on robi?

Może omówimy coś, o czym się niedawno dowiedziałem,

zwanym owocem zatrutego drzewa.

Tę opcję pominąłeś.

Opcję, gdzie odrzuca się te dowody i odchodzę jako wolny człowiek.

Jedyne dowody łączące mnie z atakami to te znalezione w moim domku.

Jedynym powodem, dla którego FBI mogło go legalnie przeszukać,

był twój nakaz przeszukania,

ale jeśli byłby on oparty na fałszywym pretekście

albo argumentach, które nie są dowodami, to wszystko, co tam znaleźliście

zostanie uznane za owoce zatrutego drzewa.

Za skażone, niedopuszczalne. Będzie trzeba je pominąć.

Więc jeśli zniknie ten nakaz, cała ich góra dowodów zwyczajnie...

zniknie.

Nadążasz?

Cała sprawa jest oparta na dowodach z domku,

a te zależą od nakazu, z kolei ten na lingwistyce kryminalistycznej,

będącej dziedziną, którą dopiero co wymyśliłeś,

Jamesie R. Fitzgerald.

W całej historii nie ma precedensu dostania nakazu w oparciu o lingwistykę.

Więc pytanie, które zadam w sądzie, to czy ufamy na tyle temu człowiekowi,

by zaufać jego wynalazkowi?

Gdzie się formalnie nauczyłeś lingwistyki, gdzie twój doktorat?

Z tego, co słyszałem, większość kariery

spędziłeś w zespole od graffiti w małym miasteczku.

To prawda?

Uważasz, że czas spędzony na czytaniu graffiti

zalicza się jako trening lingwistyczny?

Tak w ogóle nie doszliśmy nawet do treści samego nakazu.

O Boże.

Może powinienem was zostawić z moim adnotacjami.

- Są dość obszerne. - Musimy go wyciągnąć.

Miałem rację.

To nie ma znaczenia, liczy się to, czy w ciebie wierzyli.

Bo jeśli nie, to nie mogą zaufać nakazowi, a wtedy wyjdę stąd wolny.

Koniec przesłuchania. Zabierzcie go.

Wszystko, czego dotknąłeś, jest skażone. Nie musisz dalej szukać.

- Oddajcie, to prywatne. - Ty jesteś zatrutym drzewem.

Zabierzcie go. Nic więcej nie mów.

Miła pogawędka.

::PROJECT HAVEN:: prezentuje

MANHUNT: UNABOMBER [S01E03] "Fruit Of The Poisonous Tree"

Tłumaczenie: diego962 Korekta: peciaq

Synchro: Peterlin

Znalazłem.

Znalazłem błąd.

Paragraf 185:

"(...) jako negatywnych konsekwencji eliminacji społeczeństwa przemysłowego".

"Nie możesz zjeść ciastka i go mieć".

"Zjeść ciastko i je mieć".

Mówi się odwrotnie.

Czemu się nie cieszycie? Znalazłem błąd. To tego szukamy.

- Pierwszy prawdziwy błąd. - Super.

Ale co to nam o nim mówi?

Szukamy "wudy", nie?

Czegoś, co nam powie, kim jest, skąd pochodzi.

Dzięki, że cytujesz mnie, mówiącego wam, co macie robić.

A ciebie co ugryzło?

Ackerman dał nam biuro i zespół, by przeczesać manifest.

- Minęły dwa tygodnie i nie mamy nic. - Ja coś mam.

Obczajcie.

Manifest, paragraf 11.

To nie błędy.

Jak ktoś mnie nazywa "niewiastą", to robi błąd, którego nie powtórzy.

- Za "bambusa" można dostać po ryju. - Jesteś nerdem, Ernie.

Chcesz sprawdzić bambusa, niewiasto?

Dobra, sprawdźmy to. Co to nam mówi?

Kto tak mówi?

Mój tato, Wally, tak mówił, ale...

To pokoleniowe.

Nikt po trzydziestce tak nie mówi, prawda?

- Tak, więc jaki z tego wniosek? - Nie wiem.

Co jeszcze to nam mówi?

Skoro używa takich słów, nigdy nie był wśród czarnych.

Właśnie.

I zaufajcie mi. Jestem tu jedynym czarnym, więc umiem wyłapywać takie słówka.

Więc nie może mieszkać w San Francisco, tak?

Tylko że każda paczka i każdy list zostały stąd wysłane.

No dobra.

Nie przejmujmy się tym. Grajmy dalej.

Może mieszka na przedmieściach i dojeżdża samochodem.

Tak, dajcie wszystko.

Każdy słowny trop, jaki znaleźliśmy w manifeście.

Dobra: "bambus", "laska", "niewiasta", "zjeść ciastko",

- choć nie wiem, co to nam daje. - Dalej.

Długie zdania, styl formalny. Próbuje brzmieć mądrze.

Krótkie formy przymiotników. Są rzadsze, ale nie błędne.

"Gotów" zamiast "gotowy".

Albo "ciekaw" zamiast "ciekawy".

Do tego numerowane akapity i przypisy, strona z poprawkami,

- bibliografia... Ma dziwny styl. - I co to nam mówi?

- Nie wiem, że ma dziwny styl. - No proszę cię...

Czego ty chcesz?

Szukamy "wudy", a tej nie ma. To świetny pomysł.

Spróbowaliśmy, ale odwaga winna iść w parze z rozwagą.

Nie chcę skończyć jak gość od znaczków.

Przesłuchuje gościa, wyprowadzającego psy wnuków Eugene'a O'Neilla

i to koniec jego kariery, bo nie wiedział, kiedy odpuścić.

Może powinniśmy spytać ekspertów.

T. Helmand, entomolog. L. Sprague de Camp, "Wielcy i mali twórcy cywilizacji".

- Jedziesz na to coś do San Diego? - Nie.

Podobno dobre.

Dziękuję wszystkim za przyjście i za przeczytanie manifestu.

Jesteście tutaj, ponieważ cytowano was w manifeście

lub wasza praca naukowa jest z nim powiązana.

Ja tylko...

Liczę, że rzucicie trochę światła na to, kto jest autorem.

Może rozpoznajecie coś w ideach lub języku po kimś, z kim pracowaliście,

koledze lub jakimś byłym studencie.

Gdyby to napisał mój student, wyleciałby z uczelni.

Nie ma szans, by przeszedł korektę naukową.

Może i w naukach ścisłych takie coś posklejasz.

Praca z twojego departamentu nie są publikowane od 20 lat.

Właściwie mam pytanie.

Przepraszam.

Przepraszam.

Czy na początku była strona z poprawkami?

Tak.

Była nazwana "poprawkami" czy erratą? Była po angielsku czy po łacinie?

Zostaw to studentom metody porównawczej i skupmy się na tym, co istotne.

Unabomber z jednym miał rację. Wszyscy przeczytali paragraf 88?

"Niektóre prace naukowe nie mają wpływu na rozwój ludzi,

np. metoda porównawcza".

Myślisz, że twoja praca jest istotna?

Posłuchajcie politologii...

- Czas szybko leci, gdy się dobrze bawisz. - Nie.

- Gdzie dostaniemy wynagrodzenie? - Na recepcji.

Fitz, macie coś dobrego?

Jutro mnie w to wprowadzisz.

- Dobra. - Przepraszam.

- Wynagrodzenie na recepcji. - Nie o to chodzi.

Nie dostałam odpowiedzi.

Były poprawki czy errata?

Poprawki.

A co?

- Spójrz na format. - Jest dziwny.

Dla ciebie jest dziwny,

dla mnie te numerowane akapity i przypisy, strona z poprawkami

to praca dyplomowa. To typowe formatowanie na doktorat.

- Pytałem każdego o formatowanie. - W tym rzecz.

Dzisiejsze prace wyglądają całkiem inaczej.

Tekst elektroniczny wszystko zmienił.

To styl starszych prac dyplomowych.

Używano go do 1972, gdy zmieniono przypisy.

- A strona z poprawkami? - Przed 1967 nazywała się erratą.

Czyli nauczył się formatowania między '67 i '72.

Więcej. Tylko doktoranci używają tego stylu.

Więc jeśli pisze tak 20 lat później...

Musiał pisać pracę dyplomową między '67 i '72.

- Nieźle. - Metoda porównawcza.

Nie taka bezużyteczna jak myśli Unabomber.

Masz chwilę?

Nie powinienem ci tego pokazywać, ale...

Analizowaliśmy język manifestu

w poszukiwaniu wskazówek, kim on może być.

Szukaliśmy błędów, bo tak jak ja mówię "wuda"...

Idiolekt.

Tak nazywamy wzorce językowe danej osoby.

Idiolekt, dobra.

To jak lingwistyczny odcisk palca.

Rozpracujemy, kim jest...

- Na podstawie tego, jak mówi. - Tak.

Więc szukaliście błędów.

Tak.

Znaleźliśmy to...

- Tyle że nie są to błędy. - Tak, to inna pisownia.

- Są rzadkie, ale poprawne. - Jest konsekwentny?

Zawsze pisze tak samo?

Tak, listy, manifest... to ta sama, rzadka pisownia.

To całkowicie amatorska robota? Radzę sobie?

Żartujesz sobie? To przełom.

Używanie języka do rozwiązywania spraw? Nawet jeszcze tego nie nazwano.

Jeśli jest konsekwentny, to miał jakiegoś mentora,

gdzieś się musiał tego nauczyć, w jakiejś gazecie, magazynie,

gdzie edytorzy właśnie tak piszą.

- Jeśli znajdziemy tę osobę. - Będziemy bliżej odkrycia idiolektu.

- A jeśli znajdziemy go... - Znajdziemy Unabombera.

Tak.

Nie.

- To tyle? - To z Berkeley.

Sekcja dawnego pisma jest dość mała. Mogę przejrzeć miejskie biblioteki

w hrabstwie Marin, jeśli chcesz.

Czytajmy dalej.

To szaleństwo.

Szukanie igły w stogu siania dla kilku błędów?

To nie błędy, tylko idiolekt.

Kto to?

Ackerman.

Chce, byśmy go wprowadzili, ale nie mamy nic do pokazania.

- Halo? - No dobra.

- Powiedz mu, że już idę. - To jakaś kobieta do ciebie.

Znalazłam.

To wewnętrzny styl Chicago Tribune.

Ich wydawca, Robert McCormick, był wielkim zwolennikiem

uproszczonej ortografii.

W 1949 wymusił to na edytorach.

Gdy zmarł w 1954, wrócili do normalnego stylu.

"Gotów", "ciekaw"...

"Zdrów" zamiast "zdrowy". Już kiedyś tak napisał.

To jest to. Mogę to zatrzymać?

Tak.

Dziękuję.

- Fitz? - Tak?

Jesteśmy spóźnieni.

Do początkowych 15 milionów dodaliśmy dodatkowe parametry do MPP,

co zawęziło podejrzanych do 2500.

Nazywamy ich grupą trzecią.

W grupie drugiej są podejrzani z kartoteką,

znajomością mechaniki czy ładunków wybuchowych,

w okolicach Salt Lake City i Bay Area.

W pierwszej grupie mamy 20 osób.

Jesteśmy prawie pewni, że to ktoś z nich.

Są pod naszą obserwacją lub dopiero ich szukamy.

Świetnie.

Fitz, masz coś od tych szalonych profesorków, co może mieć znaczenie?

Właściwie tak.

Mamy solidny dowód lingwistyczny, że dorastał w Chicago

i nauczył się ortografii i gramatyki z Chicago Tribune.

- Jak pewny to dowód? - Pewny.

- Właśnie kogoś bardzo uszczęśliwiłeś. - Potwierdza się coś, o czym mówiłem.

Leo Frederick Burt, urodzony w Chicago.

Rozdaj to.

Leo Burt, mój podejrzany numer jeden.

Urodzony i wychowany w Chicago,

działał z SDS i Panterami, nim dołączył do radykalnej grupy Weather Underground,

zamieszaną w ataki antycykliczne pod koniec lat 70.,

w tym, proszę o werble, trzy ataki bombowe.

Zaczęli się ukrywać mniej więcej wtedy, gdy Unabomber zaczął swoje ataki

i jak widzicie pasuje do portretu.

Chcesz coś dodać, Fitz?

Bardzo możliwe, że był na studiach.

Poprzedni profil sugerował, że nie studiował.

Twoje słowa są jak miód na moje serce.

Uczył się na uniwersytecie Wisconsin-Madison.

Tam się spiknął z radykałami.

Dobra, powiadommy grupę operacyjną

i zacznijmy przesłuchiwać znanych współpracowników.

Spróbujemy wyciągnąć Leo Burta z ukrycia.

Świetna robota, ludzie. Widzimy się na górze.

Zajmiecie się grupą pierwszą.

Zanim wszyscy pójdą...

- Coś jeszcze? - Odpuść, Fitz.

To tylko pytanie. Ile lat ma Leo Burt?

47, urodził się w 1948 roku. A co?

Jest za młody.

- Możliwie za młody. - Nie.

Nauczył się ortografii między '49 i '54.

Zdobył doktorat między '67 i '72, więc szukamy minimum pięćdziesięciolatka.

I gdyby był powiązany z Czarnymi Panterami, nie użyłby słowa "bambus".

Więc to nie on, to nie Leo Burt.

Wezmę "studia" i "Chicago", o reszcie zapomnę.

Nie możesz sobie wybierać. Ma ponad 50 lat.

To trzy punkty statystyczne. No i Unabomber ma doktorat.

Nie był na studiach chwilę, a zrobił doktorat.

Dobra! Koniec spotkania!

To tyle.

Na czym to opierasz?

Na jego idiolekcie, użycie języka, stylu, ortografii.

Jebana ortografia?! Zaraz go zabiję.

Każdy seryjny bomber zaczynał w wieku 18-21 lat.

Więc teraz ma 35-45.

- Może jest wyjątkiem. - Każdy profiler, nawet...

Wracajcie do swoich biurek. Obaj!

Jeśli chcecie siedzieć przy tym stole, macie dawać nam nazwiska.

To wasze zadanie, a nie mówienie mi,

że zmarnowaliście miesiąc na jebaną ortografię.

- Co jest z tobą? - Są ślepi, nie dostrzegają tego.

Oni? Właście zamieniłeś awans w misję samobójczą.

Nie, uratowałem śledztwo. Właśnie to próbuję zrobić. Uratować je.

Mogą przeszukiwać bazy danych, ale nic nie znają.

- Mają 2000 niewłaściwych podejrzanych. - Skąd ta pewność?

Nawet nie wiemy, co robimy. Wymyślamy to na bieżąco.

Tak, to nowa dziedzina.

- Może tak, a może się mylimy. - Jest super.

Spójrz na nas. Rzuciłam psychologię, a ty skończyłeś

szkołę wieczorową w niepowiązanej dziedzinie.

- To nie znaczy... - Nawet nie wiemy, czego nie wiemy.

Wiem, że mamy rację.

I chcesz postawić na to swoją karierę? Proszę bardzo.

Ale mnie w to nie mieszaj.

- Serio? - Odsyłają mnie do laboratorium.

Dobrze nam szło.

Halo?

Dzięki, że nie zasnęłaś.

- Ciężki dzień, co? - Tak.

Ale jest i tego pozytywna strona.

Tak...

Znalazłem słownik frazeologiczny

i czytałem o "zjeść ciastko i mieć ciastko".

- "Mieć ciastko i zjeść ciastko". - W tym rzecz.

Właściwie mówi się na odwrót.

Jakoś w wieku XVI to zamienili i od tej pory źle mówimy.

Dlaczego mi o tym mówisz?

- Jak dzisiaj poszło? - Spotkanie z rodzicami w szkole.

Dan oparzył sobie język. Sean nie przyszedł.

- A ty? - W porządku.

Poszłam, zostałam, wyszłam.

Dobra.

Kocham cię.

Ja ciebie też.

Za "zjeść ciastko i mieć ciastko" w tej kolejności.

Jest w nim coś tragicznego, prawda?

Gość, który tak piszę i myśli, jest taki wnikliwy i pełen pasji,

a jakimś cudem jego życie potoczyło się, że uważa, że jedynym sposobem,

by ludzie go zrozumieli, jest wysadzanie innych?

Czuje się uwięziony, zignorowany, bezsilny.

Tak uważa, że chodzi o bezsilność, ale tak naprawdę jest okropnie samotny.

Chodzi o to, by mieć jedną osobę, z którą może porozmawiać,

która go rozumie i szanuje za to, kim jest.

Każdy tego chce, co nie?

- Proszę. - Dzięki.

To diagram Venna z nachosów?

Mamy strefę jalapeno na północy, fasolową na zachodzie,

salsę na wschodzie, a na środku dolina rzeki Prypeć.

To taki lingwistyczny humor. No wiesz, słowiańska ojczyzna.

Nieważne. To taka dziwna, głupia sprawa.

Opowiedz mi.

Dobra.

Około 600 roku w całej Europie nagle pojawili się Słowianie.

W Niemczech, Polsce, Serbii, Rosji, ale nikt nie wiedział, skąd przyszli.

- Słowiańska ojczyzna. - Tak.

To była wielka historyczna zagadka, aż zaczęli badać język

i zauważyli, że nie mieli oni słów na niektóre drzewa.

Musieli zapożyczyć słowa na dąb, buk czy sosnę i...

Nachosy to Europa.

Słowianie są wszędzie, ale nie mają słowa na jalapeno.

- Więc nie mogli przyjść stąd? - Dokładnie.

I nie mają słowa na fasolę, salsę czy śmietanę,

co wyklucza wszystko oprócz tego.

Dolina rzeki Prypeć w Ukrainie. To właściwie wielkie bagno.

Jedyne miejsce w Europie, gdzie nie ma drzew.

No tak.

To było genialne, bo wcześniej sprawdzali słowa, których używali,

a kluczem były te, których nie mieli.

To, czego nie mówili, bo nie wiedzieli jak.

Nie wiedzieli, jak powiedzieć.

No jasne.

- Idź. - To słowiańska ojczyzna.

- Idź. - Dziękuję.

Więc o czym nie mówisz?

Żona, dzieci, rodzina...

Nie mówisz o nich.

RODZINA

Praca? Nie mówisz o niej ani współpracownikach.

Przyjaciele... Nie masz przyjaciół.

Nie masz z kim porozmawiać.

SAMOTNY

I nie masz komputera, telewizora, popkultury.

Więc nie słyszałeś o IBM, GE, GM, Xerox, Dell.

Jesteś odcięty.

Nie ma czarnych, kobiet.

Miałeś telefon. "Zadzwonić do Nathana".

Tak napisałeś.

Jesteś gdzieś tam.

Gdzieś poza tym.

Odizolowany.

To jest to.

To twoja ojczyzna...

gdzie nie ma nikogo ani niczego.

To miłe. Nie zmienisz się, co, Fitz?

Tym razem jesteś tylko mniej subtelny.

Ted mnie wrobił,

by dobrać się do nakazu przeszukania i analizy lingwistycznej.

I co z tego? Twoja praca jest pewna i się sprawdziło.

To nieważne, bo będę musiał zeznawać.

Zniszczą mnie tam, bo nie mam doktoratu. Upokorzę się przed całym FBI.

Nie bądź żałosny.

Kogo obchodzi, co myśli Biuro?

Nie obchodzisz ich, póki czegoś od ciebie nie chcą.

To, co było między nami, a przynajmniej wspólna praca,

była wyjątkowa i właściwa.

Ta sprawa cię nie definiuje.

Nawet jeśli sam w to nie wierzysz,

nawet jeśli nigdy nie przypiszą ci za nią zasług.

To musi coś znaczyć, prawda?

Co mówiłaś o zasługach?

Zasługi, to nasza szansa. Ted chce być sławny.

Chce, by wszyscy wiedzieli, jaki jest mądry.

Jedyna szansa na to, to przyznanie się.

Kiedyś postawiłeś wszystko, że potrzebuje trofeum.

- To co innego. - Patrz, jak to się skończyło.

Mnie przekonałeś, ale nie ma szans, by Cole cię tam wpuścił.

Sam tam pójdę.

Zadzwoń. Pójdę dzisiaj.

Nieoficjalnie. Tylko Ted i ja.

Naprawię to. Dzwoń.

Dzwoń.

Już nie pracuję nad tą sprawą. Wracam do domu.

Uznałem, że będzie najlepiej, jeśli usłyszysz to ode mnie.

Ale chciałbym zapytać cię o jeszcze jedno.

Zrobiłeś to wszystko, by zmienić świat?

To w tobie podziwiałem.

I to tak bardzo, że oddałem wszystko, by żyć jak ty.

Samotnie w lesie z manifestem pod łóżkiem.

Naprawdę?

Kiedy o mnie poprosiłeś, przyjechałem, prawda?

Tak.

Niewiele jest osób, których idee mogą zmienić świat.

A teraz to wszystko zniszczysz.

Nic nie niszczę.

Pokonuję system w jego własnej grze. W tym rzecz.

Pozbycie się nakazu to jedno, ale co dalej?

Potem odejdę jako wolny człowiek,

który padł ofiarą twojej niechlujnej, błędnej pracy.

Nie zapominasz o czymś?

Nim będziesz wolny, będziesz musiał powiedzieć w sądzie, że jesteś niewinny.

"Nie jestem Unabomberem, nie napisałem manifestu

i nie zwodziłem FBI przed 20 lat".

- "Jestem nikim i nic nie zrobiłem". - Nie.

Mylisz się.

Zostanę uniewinniony przez sprawy techniczne, a nie sam czyn.

Nie powiem, że nie jestem Unabomberem.

Jak powiesz to w telewizji, ludzie, którzy ci podziwiali, tacy jak ja,

uznają cię za hipokrytę.

Że zdradzasz własne wartości, by się ratować.

Nie, musisz stawić temu czoła. Przyznać się do tego, co napisałeś.

Inaczej twoje dziedzictwo, manifest, przepadnie.

Manifest nie przepadnie, bo został opublikowany,

a co ważniejsze, jest prawidłowy.

To nieistotne.

Jak ludzie nie uwierzą w ciebie, to nie będą wierzyć w manifest.

Jesteś jednym gościem, który robi wszystko sam

czy przywódcą, który może zmienić świat

i zostawi po sobie spuściznę? Oboma naraz być nie możesz.

Nie możesz zjeść ciastka i mieć ciastko.

A ty, Fitz?

Jaka jest twoja spuścizna? Co ty po sobie zostawisz?

Rodzinę.

- Moi synowie są moim dziedzictwem. - Byli z tobą w lesie?

Nie.

Więc czemu to powiedziałeś? Czemu mnie okłamujesz?

- Nie kłamię, to skomplikowane. - Wręcz przeciwnie.

To ja jestem twoim dziedzictwem.

Wcale nie.

Jesteś tu, bo złapanie mnie jest twoim jedynym znaczącym osiągnięciem.

A teraz, gdy odejdę, czujesz, jak to ucieka.

Jak odejdziesz, stracisz cały szacunek.

Mówisz o mnie czy o sobie?

Bo to ty przez całe życie pragnąłeś szacunku,

chciałeś dowieść, że jesteś mądrzejszy od innych

i przez krótką chwilę byłeś. Byłeś gościem, który złapał Unabombera.

Ale gdy wyjdę, cały świat zobaczy, że jesteś zwykłym dzielnicowym,

a twoje miejsce było w zespole od graffiti.

Najsmutniejsze w tobie jest to, że możesz uciec i żyć w lesie,

porzucić rodzinę, przestudiować manifest od deski do deski,

ale to nic nie zmieni

i będziesz jedynie nędzną imitacją mnie.

Martwi mnie ten Leo Burt.

To nasz najlepszy podejrzany, ale nadal go nie znaleźliśmy.

Nie byłeś zaproszony na to spotkanie, w razie czego cię zawołamy.

To nowy profil. Bez literówek, solidny.

Żegnam, Fitz.

Jedynie próbuję pomóc.

Na czym jest to oparte?

- Na kryminalistyce. - Serio?

Nazywam to kryminalistyką lingwistyczną.

Odciski albo DNA to kryminalistyka.

- Ortografia nią nie jest. - To nie tylko to.

- To obszerny profil idiolektyczny. - Nie chcemy profilu, a osoby.

Możesz nam dać osobę, którą przypniemy na tablicy?

- Jeśli go przeczytacie... - Tak myślałem.

Daj mi nazwisko, które mogę tu przypiąć

albo zamknij za sobą drzwi.

Wyrzuć to.

Dobra, na czym stanęliśmy?

Razem z Burtem mamy pięciu podejrzanych,

Spójrz na te posłuszne owce.

Muszą cię wysłuchać. Musisz ich do tego zmusić.

Zmusisz ich, by posłuchali. Sprawisz, że cię usłyszą.

Jak?

Jak?

- Gdzie mój łącznik? - Tutaj.

Niech laboratorium rzuci wszystko i się tym zajmie.

- Jasne, robi się. - Zanieś oryginał technikom.

Za mną.

To od niego. Wszystkie.

Jezu, pojadę po niego.

Czemu nie odbierałeś? Jedziemy.

Dostaliśmy masę listów od Unabombera.

Napisał do "Timesa", "Washington Posta", "Penthouse'a".

Nie uwierzysz w to.

Unabomber chce zawrzeć układ.

Co, do cholery, robimy teraz?

facebook.com/ProHaven

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.