All language subtitles for Rotten.S01E06.720p.WEBRip.x264-SKGTV

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Chodź, piesku!

NETFLIX — ORYGINALNY SERIAL DOKUMENTALNY

Właśnie tak.

No dobra. Odbijamy.

W ciągu ostatnich 50 lat spożycie ryb podwoiło się.

Owoce morza są głównym źródłem białka

dla miliardów ludzi na całym świecie.

Oceany nie są w stanie zaspokoić takiego popytu.

Światowe zasoby ryb kurczą się, a łowiska pustoszeją.

Ludzie nie mieli szansy. Przemysł rybny się posypał.

Kto jest za, niech podniesie rękę.

W Ameryce rząd interweniował, by zapobiec kryzysowi,

ale zdaniem niektórych to tylko pogorszyło sytuację.

Przydział połowów to żart. Spieprzył całą branżę.

Obecnie 94% ryb spożytych w Ameryce

pochodzi z zagranicy, z niewiadomych źródeł.

Nie wiemy, skąd są te ryby.

Ile razy były rozmrażane

i czym je konserwowano.

Amerykańscy rybacy patrzą bezradnie, jak ich świat się kończy.

Zostają z niczym. Tracą wszystko.

Ale pewien potentat, który przez 30 lat omijał przepisy,

dorobił się fortuny.

Carlos Rafael.

Ryby oceaniczne stały się towarem,

którym handluje się na giełdzie.

Pozwalamy, aby ta ogromna kradzież pozostała bezkarna

i wszyscy na tym tracimy.

SEZON NA DORSZA

Nazywam się Carlos Rafael.

Mam flotę kutrów w New Bedford.

NAGRANIE Z GRUDNIA 2012

Jestem graczem numer jeden w tej branży.

Zatrudniam blisko 300 rybaków.

Zainwestowałem ponad 50 milionów w ten interes.

Nie poddam się. Będę ostatnim, który padnie.

Zobaczycie.

Ostatni na placu boju.

Ja.

Te wszystkie zielone kutry należą do floty Rafaela.

ZASTĘPCA KAPITANA PORTU

Te zielono-białe łodzie

oznaczone literami „CR”

są własnością Carlosa Rafaela.

Jak opisałby pan jego osobowość?

Jest rybakiem. Nic dodać, nic ująć.

New Bedford w Massachusetts jest najważniejszym portem rybackim

w Stanach Zjednoczonych.

Obroty przemysłu rybnego sięgają tu miliarda dolarów rocznie.

Od ponad 30 lat znaczna część tego bogactwa

przechodzi przez ręce Rafaela,

zwanego też Dorszem Chrzestnym.

Każdy rybak w Nowej Anglii

słyszał o Dorszu Chrzestnym i zna jego reputację.

To pieprzone, zarobaczone ścierwo. Takie jest moje zdanie.

Okłamał wielu ludzi...

KAPITAN KUTRA RYBACKIEGO

...by osiągnąć swą pozycję.

Kim jest naprawdę? Kto wie.

Nie przepadam za nim.

Nawet jeśli Rafael jest takim potworem, za jakiego mają go przeciwnicy,

to stworzył go globalny kryzys rybacki.

CARLOS RAFAEL, 27 ZARZUTÓW

Zbudował swoje imperium, wykorzystując ten kryzys,

a potem przepisy, które miały go zakończyć.

Historia wzlotu i upadku Carlosa Rafaela to dowód choroby, która toczy ten system.

Richie Canastra prowadzi interesy z Carlosem Rafaelem od 20 lat.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

Canastra prowadzi giełdę owoców morza.

Trafia tam większość ryb z New Bedford.

Cześć, Joe. Jak się masz?

Jestem Portugalczykiem,

a moje nazwisko oznacza kosz...

WSPÓŁWŁAŚCICIEL DOMU AUKCYJNEGO

...w którym rybacy niosą połów na targ.

Portugalscy imigranci w New Bedford sprawili, że miasto stało się znane.

Jednym z nich był Carlos Rafael.

A ten kuter – Sasha Lee – to jeden z 32 jego statków.

Od tygodnia ciągnął sieci po wodach

południowej Nowej Anglii.

A teraz wyładuje złowione żabnice i płaszczki,

i sprzeda je na aukcji.

Ludzie z New Bedford mają ocean we krwi.

Jesteśmy rozpoznawanym portem spożywczym

od ponad 100 lat.

Wiemy, że fale wywołane w New Bedford

potrafią obiec świat.

Te ryby znajdą nabywców na całym świecie

jako luksusowe dania,

paluszki rybne albo karma dla zwierząt.

To bardzo rozbudowany przemysł.

Międzynarodowy.

Weźmy takiego rekinka z Nowej Anglii.

Partie brzuszne pojadą do Niemiec...

a reszta ryby na rynek koreański.

Nasz tuńczyk pospolity

leci do Japonii, jeśli nadaje się na sushi,

i trafia na rynek w Tokyo nazajutrz po złapaniu w Nowej Anglii.

My z kolei sprzedajemy łososie z Chile, Norwegii i Szkocji.

- Siedzi! - Tak.

Elementy przemysłu rybnego są połączone jak nigdy przedtem.

Ceny pstrągów z Islandii albo halibutów z Norwegii

mają ogromny wpływ na opłacalność połowów w Nowej Anglii.

- Gotowy, Joe? - Jasne.

Ameryka jest jednym z największych rynków w tej branży.

W 2015 roku Amerykanie pochłonęli dwa i pół miliarda ton owoców morza.

Wydali 96 miliardów dolarów, a ich kraj

stał się drugim największym konsumentem owoców morza obok Chin.

Co ci się podoba w tej branży?

Zarobki.

To małże, które przywieźli rano.

Mamy 600 kilo.

Ponad 600 kilo małży w każdym pojemniku.

Pójdą po 26 dolarów za kilogram.

Więc w każdym pojemniku jest 18 tysięcy.

A w całym pomieszczeniu ponad pół miliona.

W tych pudłach.

Na rybach Nowej Anglii niejeden dorobił się już fortuny.

Plony, na których opiera się ta branża,

to gatunki przydenne: łupacz, flądra i dorsz.

Nazywamy je rybami dennymi.

Są łagodne, smaczne i jest ich pełno.

W sam raz na masowy połów i eksport na cały świat.

Jeden kuter potrafi przywieźć tych ryb za ponad 50 tysięcy.

FILET Z DORSZA, PRODUKT AMERYKAŃSKI 8,99$

Dziś wielu rybaków ledwie wiąże koniec z końcem.

Gdy byłem mały, mieliśmy basen na West Endzie.

A kiedy władze go zamknęły,

straciliśmy wszystko.

Ojciec zaczął więc łapać ryby na sznur.

Głównie mieczniki.

Ale wszystkie wyłapali,

więc przerzucił się na mięczaki.

Ich też już nie było, gdy wprowadzono ograniczenia połowów.

Był bałagan, odkąd pamiętam.

Przez tysiące lat światowe oceany były źródłem niewyczerpanej obfitości.

Ryb było za dużo, by je wszystkie wyłapać.

To jednak uległo zmianie.

Od lat 60. i wczesnych lat 70.

pojawiało się coraz więcej ogromnych, zagranicznych flot rybackich.

Potrafiły zjawić się w każdym zakątku świata

i usunąć z ekosystemu ogromne ilości ryb.

Zasobne łowiska Nowej Anglii były dla nich szczególnie atrakcyjne.

Podobno kiedyś każdej nocy...

OCEANOLOG

...niebo nad Point Judith

było jasne od świateł zagranicznych statków-przetwórni.

Wyciągali z naszych wód takie ilości śledzia,

że zniszczyli całą populację.

Byliśmy świadkami upadku dorsza

i okonia morskiego.

Rybacy wiedzieli, podobnie jak politycy liczący na ich głosy,

że coś trzeba z tym zrobić.

W 1976 roku Kongres przyjął ustawę Magnusona i od tamtej pory

jedynie amerykańcy rybacy mogli łowić w promieniu 300 km od brzegu.

Prezydent Ford ją podpisał.

Z dnia na dzień wszystko się zmieniło.

Aby umożliwić naszym rybakom wykorzystanie tej sposobności,

rząd federalny zaofiarował im pomoc.

Uruchomiono program wsparcia kredytowego.

Rząd dbał o dostępność kredytów.

Ludziom bardzo się to spodobało,

bo mogli kupować kutry na kredyt

i dobierać się do tej nowo pozyskanej rezerwy zasobów.

Rybacy mogli mieć ambicje.

Byłem wtedy nastolatkiem, do tego dość niesfornym, więc...

kiedy załapałem się na kuter, rozpierała mnie duma i szczęście.

Popracowałem kilka lat i odłożyłem pewną sumę,

za którą kupiłem własny kuter. Tak zaczynałem.

Jestem wdzięczny za to, że w ten sposób wyszedłem na swoje.

Prywatne kutry rybackie działały coraz wydajniej,

a interes kwitł w najlepsze.

Ale w morzu zaczynało brakować ryb.

Rząd zadbał o rybaków...

ale nie o ryby.

Liczba kutrów w Nowej Anglii wzrosła do półtora tysiąca.

Floty stały się zbyt duże,

a naukowcy zaczęli alarmować

o postępującym wytrzebieniu populacji dorsza.

Dorsz, podstawa ekonomii Nowej Anglii, stał się rzadkością.

Podobnie jak inne gatunki ryb na świecie.

Zaczął się światowy kryzys rybacki.

Rząd amerykański interweniował ponownie,

tym razem, by bronić rybaków przed nimi samymi.

ZEBRANIE ZARZĄDU ŁOWISK

Kto jest za, niech podniesie rękę.

Kongres powierzył los przemysłu rybnego

ośmiu radom okręgowym.

Wniosek przyjęto jednogłośnie.

Rady ustanawiały limity połowów w zależności od gatunku.

Po jednej stronie byli naukowcy, którzy ostrzegali,

że czas zacząć działać, bo nadchodzi kryzys,

a po drugiej – rybacy,

którzy musieli płacić rachunki i raty kredytów.

Musieli zarobić na życie.

A pośrodku byli ci,

którzy musieli ustanowić limity

w ten sposób, by uniknąć kryzysu, ale dać szansę

przetrwania przemysłowi rybackiemu.

Te spory toczą się od dwóch pokoleń.

Szanuję opinię środowiska.

Chcę jedynie, abyśmy kierowali się

najlepszymi dostępnymi wynikami badań.

Nie muszą być idealne, tylko rzetelne.

Prawda bywa ulotna.

W tym przypadku chodzi o dokładne policzenie populacji ryb.

Nie jest to łatwe zadanie.

Ryby żyją w środowisku,

które ciężko nam obserwować,

Obszar objęty badaniami jest ogromny.

- A one są w ciągłym ruchu. - Tak.

Używamy więc modeli naukowych,

by oszacować rozkład i liczebność populacji ryb.

To bardzo teoretyczne podejście.

Badania prowadzi Narodowa Agencja Rybacka:

wydział Narodowej Służby Oceanicznej i Meteorologicznej.

A limity połowów zależą

właśnie od wyników tych badań.

Kluczowa jest również informacja

dotycząca wieku i przyrostu populacji.

Kiedy ryba rośnie, malutki kamyk w jej uchu, zwany otolitem,

tworzy słoje, które wyglądem przypominają pień drzewa.

Znając wiek poszczególnych osobników,

możemy ocenić wiek całej populacji

i wziąć go pod uwagę przy ustalaniu limitów.

NA POKŁADZIE TRADYCJI OCEAN ATLANTYCKI

Wielu rybaków wątpi w te badania.

Uważają, że naukowcy nie znają się na rybołówstwie

i wydają błędne opinie,

a szacowany rozmiar populacji ryb jest zaniżany.

Rzuć jedną na dorsza i trzy na rekinki.

Zobacz, ile płaszczek.

To wyjątkowe miejsce o tej porze roku.

KAPITAN KUTRA

Mamy dorsze, strzępiele,

flądry i płastugi – wszystko razem.

To, co obserwujemy, przeczy prognozom naukowym.

Nie zgadza się z nimi ani trochę.

Nie ma z nimi nic wspólnego.

Nasza nauka mówi: „chcemy przetrwać i zarabiać”.

Istnieje dobry powód, dla którego ludzie...

podważają wyniki badań.

Przyjmujemy szacunki, bo nie macie nic lepszego, ale to nas nie przekonuje.

Rybacy chcieli ponad wszystko, by uszanowano ich rację.

Nie czują, aby tak było obecnie.

Chodzę na te spotkania od 1994 roku.

Ani razu niczego mi nie ofiarowali.

Wciąż tylko walczę o to, by czegoś nie stracić.

Problem w tym, że rybacy nie mają prawa głosu.

Wiele zakładów rybackich z Nowej Anglii

od lat ma z naukowcami na pieńku.

Naukowcy i rybacy nie darzą się zaufaniem.

Faktem jest, że dorsz został wytrzebiony.

Temu nikt nie zaprzeczy.

Tymczasem rynek zalała fala zagranicznych ryb.

Odławiane są one przez statki-fabryki,

których nie obchodzą zasoby rybne.

Tania siła robocza i transport

sprawiły, że import stał się opłacalny.

Mrożą ryby zaraz po złowieniu,

wysyłają do Chin, rozmrażają je i przetwarzają,

konserwują chemicznie, zamrażają ponownie i wysyłają do nas.

To dotyczy wielu produktów.

Nie można ufać etykiecie,

jeśli chodzi o ryby z importu w Ameryce.

Od lat 90. próby odbudowy populacji atlantyckich ryb przydennych

polegają na skracaniu okresu połowów

i wprowadzaniu limitów ilościowych.

Zyski rybaków nieprzerwanie spadają.

Wiele małych firm wypadło już z interesu.

Musieli sprzedać kutry.

Małe floty mają duży problem.

Jeśli czegoś nie zrobimy, upadną. Dziękuję.

Zaczęły się bankructwa i odejścia z branży.

Niektóre floty skurczyły się czterokrotnie.

Tylko co piąty kuter jeszcze wychodzi w morze.

Większe firmy szybko dostrzegły okazję.

Tak jak Carlos Rafael – Dorsz Chrzestny.

Skupował zezwolenia na połów

po odchodzących rybakach

i w końcu został największym graczem północnego wschodu.

Otworzył przetwórnię.

Rozbudowywał i rozszerzał zakres

swojej działalności.

Zebrał również długą listę wyroków, zarzutów i grzywien...

za niepłacenie podatków i niebezpieczne warunki pracy.

Na razie wciąż działa bezkarnie.

A starania naukowców,

by chronić ryby przydenne, nie przyniosły efektu.

Powstał więc nowy plan:

przydział połowów.

Przydział połowów zakłada

ustalenie pewnej wielkości połowów

i jej podział między podmiotami z branży.

Rząd ustala określone limity roczne

na ilość ryb danego gatunku, które mogą zostać złowione.

Jest to całkowity dozwolony połów.

Jest on podzielony między aktywnych rybaków z Nowej Anglii

w formie przydziału połowów.

Pomysł brzmiał sensownie, a mimo to przydział połowów

stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych przepisów w historii.

Mieliśmy problem z przełowieniem. To prawda.

Potem wprowadzono przydziały, które miały uratować branżę.

A spieprzyły ją na amen.

Przydziały nie są jedynie pomysłem naukowców.

Wprowadzono je po latach nacisku pewnej wpływowej grupy,

Funduszu Ochrony Środowiska.

FUNDUSZ OCHRONY ŚRODOWISKA

Dzięki staraniom funduszu wprowadzono zakaz produkcji DDT

i jest on obecnie

jednym z najważniejszych organów ochrony środowiska w Ameryce.

Nasze motto to: „Znajdowanie skutecznych rozwiązań”.

Analizujemy czynniki ekonomiczne...

SZEF WYDZIAŁU GOSPODARKI RYBNEJ

...i zjawiska gospodarcze.

Fundusz współpracuje z przedsiębiorstwami,

zamiast z nimi walczyć.

Znany jest z pro-biznesowego, wolnorynkowego podejścia.

Przydziały połowów miały być rewolucją i ratunkiem dla rybołówstwa.

Próbujemy zaoferować rybakom

bezpieczeństwo i elastyczność

w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Dbamy również o to,

by nikt nie był ponad prawem

w kwestii przepisów.

Jeśli wszystko działa, jak trzeba,

to łowisko nie zostanie zniszczone.

Fundusz proponował, by w myśl przepisów

każdy przydział był traktowany jak własność prywatna danego rybaka.

Jako taka może zostać sprzedana, wydzierżawiona lub odkupiona.

To bardziej rynkowe podejście.

Tworzymy rynek,

na którym przydziały mogą zmieniać własność w taki sposób,

by były w pełni wykorzystane.

Założeniem był odpowiedzialny połów.

Jednak zdaniem krytyków chodziło o prywatyzację dobra publicznego:

ryb morskich.

Przydziały mogą mieć najróżniejsze formy.

Ale funduszowi zależy na modelu sprywatyzowanym.

Panuje przekonanie, że prywatyzacja łowiska

zachęci jego właścicieli do lepszej opieki.

Że będą o nie dbać i że to rozwiąże problem przełowienia.

Fundusz twierdzi, że przydziały odniosły skutek w wielu rejonach.

Że na Alasce uratowały populację mieczogonów,

a w Zatoce Meksykańskiej przybywa lucjanów.

Nie brakuje opowieści

o przetrzebionych łowiskach,

których floty znacznie ucierpiały,

a które teraz są pełne ryb.

Ten model działa i zadziała również w tym przypadku.

Gdybym tak nie myślał, zmieniłbym pracę.

Dla przeciwników tego systemu

prywatyzacja łowisk nie jest rozwiązaniem.

Co nam mówi historia naszego gatunku?

Widzieliście kiedyś, jak właściciel terenu prywatnego

dewastuje go i zatruwa?

Na całym świecie mamy przykłady nadużyć

systemów prywatyzacji,

które miały uczynić z ludzi opiekunów.

Dlatego to nie wypali.

Fundusz przekonuje, że przydział nie jest formą prywatyzacji.

W Stanach Zjednoczonych nie można zostać właścicielem oceanu.

W oczach prawa to dobro publiczne.

Własność każdego z nas.

Przydział połowów jest przywilejem,

który daje zawodowym rybakom

prawo do zarabiania na życie

przy użyciu dobra publicznego.

To dobry pomysł.

Dla kraju i dla przemysłu rybnego.

Kwestia prywatyzacji łowisk jest przedmiotem sporów

między rybakami, obrońcami środowiska i instytucjami rządowymi,

które trwają do dziś.

No dobra.

Cześć, chłopaki. Hej, tato.

Powiedz Delsinowi, żeby wrzucił dwie bale na pakę.

Mówili ci, że podajnik nawalił?

- Tak, cztery tulejki. - Właśnie. Dzięki.

Tor Bendiksen pochodzi z rybackiej rodziny

i prowadzi rodzinną firmę zaopatrzeniową.

Jako 13-latek pływałem na kutrze ojca.

W tamtym czasie powstawały przepisy,

które zupełnie zmieniły ten zawód.

Nowa sieć, gotowa do pracy.

A potem wprowadzili przydziały. Podobno chcieli

chronić małe przedsiębiorstwa.

Mówiliśmy, że będzie jak na Islandii.

Tam już nie ma społeczności rybackiej,

bo kilka osób odkupiło od rybaków...

wszystkie przydziały w kraju.

REYKJAVIK, ISLANDIA

Ten ptasi odgłos...

PREZES STOWARZYSZENIA RYBACKIEGO

...ma dla mieszkańców Islandii specjalne znaczenie.

Nazywamy to nawoływaniem.

Uwielbiam go słuchać. Jest piękny.

Arthur Bogason całe życie był rybakiem.

To najbardziej znany przeciwnik przydziałów w Islandii.

Kiedyś było u nas ponad 1000 małych kutrów.

Dziś uchował się co dziesiąty.

Dziesięć procent.

Ta część sektora prywatnego już nie istnieje.

Islandia również próbowała ratować swoje zasoby dorsza.

Rząd ustanowił przydziały dla małych przedsiębiorców

15 lat przed pojawieniem się tego pomysłu w Nowej Anglii.

Było tak.

Rząd zaczął zaostrzać limity na dorsza.

Dla rybaków z małymi przydziałami

to oznaczało koniec.

Musieli sprzedać przydziały.

Nie mieli wyjścia.

To moje królestwo.

To malutka łódź, jak widzicie.

Małe islandzkie kutry odpadały z gry jeden po drugim.

Ich przydziały wykupiły duże, zasobne firmy.

To była typowa konsolidacja:

przejmowanie własności i władzy przez nieliczną grupę.

W tym czasie,

zdaniem twórców przydziałów na Islandii,

populacja dorsza odbudowała się.

Oznaczało to powodzenie programu.

Nazywam się Ragnar Arnason.

Jestem współtwórcą tego programu i ekonomistą.

Specjalistą od zasobów naturalnych

i znawcą technik zarządzania łowiskami.

Odnieśliśmy wielki sukces.

Zasoby ryb wzrosły.

Dochody z połowów również, i rosną nadal.

A to oznacza większy kapitał na inwestycje.

Na skutek zmian w rybołówstwie

nastąpił wzrost gospodarczy.

Jesteśmy w porcie Hafnarfjörður.

To największy port dla małych łodzi w kraju.

Dzień dobry. Jak stoją sprawy?

Jak poszedł połów na żyłkę?

Średnio, ale taklowce obłowiły się wczoraj.

Dobrze.

To czysta ekonomia. Chodzi o zwiększenie zysków.

Aktualnie zysk trafia do kilku wybranych.

Kiedyś było inaczej.

Było więcej kutrów i rybaków.

Konsekwencje tego są nie do opisania.

Dlaczego ekonomiści nie biorą tego pod uwagę?

Jeśli ekonomia tylko to potrafi

i nie uwzględnia wszystkich kosztów,

to może powinni zająć się czymś innym.

Piękne dorsze.

Widzicie?

System ma swoje wady. To zależy od punktu widzenia.

W ujęciu kapitalistycznym to prawie fabryka.

Każda społeczność musi zadecydować,

czy chce zwiększyć zyski

i walczyć o miejsce na międzynarodowych rynkach,

czy woli pielęgnować swoje tradycje.

Człowiek jaskiniowy może bać się zmiany,

jaką przyniesie wynalezienie koła,

ale czy to oznacza, że lepiej go nie wynaleźć?

To system prywatyzacji.

Nie ma co mydlić oczu na ten temat.

To prywatyzacja w czystej postaci.

To kiedyś zajdzie za daleko

i ludzie zrozumieją, że to nie jest dobry pomysł.

Odwiedziłem kiedyś Nową Anglię

z odczytem na temat tego, co się u nas działo.

A teraz słyszę, że wprowadziliście podobny system.

Zobaczycie, co przyniesie.

Tak jak my kiedyś.

Jak można było nie przewidzieć konsekwencji wprowadzenia przydziałów?

Każdy głupi to umie.

Byliśmy im przeciwni od samego początku.

Wszyscy wiedzieli, że efektem

będzie konsolidacja.

Że małe firmy padną jedna po drugiej.

System przydziałów może być zabezpieczony

przed konsolidacją, jaka nastąpiła w Islandii.

Można wprowadzić ograniczenie ilości przydziałów,

które nie pozwalałoby jednemu podmiotowi

na pozyskanie zbyt wielu przydziałów

i na objęcie kontroli nad całym łowiskiem.

Rada nadzorcza łowisk

miała ograniczać konsolidację.

A rybacy upomnieli się o swoje prawa w stolicy.

Musimy tak zatroszczyć się o naszych rybaków,

jak dbamy o nasze ryby.

Ideologiczne zarządzanie łowiskami

musi się skończyć! Raz na zawsze!

Przeciwnicy przydziałów czują, że nie mieli szans.

Fundusz ma dużo pieniędzy.

Otrzymują miliony od fundacji związanych z korporacjami,

takich jak fundacja rodziny Walton, szefów sieci Walmart,

czy fundacja stworzona przez twórcę Intela.

Mają również wsparcie ugrupowań skrajnej prawicy,

takich jak fundacja Charlesa Kocha, który podziela wolnorynkowe sympatie funduszu.

Fundusz ma również dojścia do podmiotów decyzyjnych.

Wszyscy wiedzą, co łączy niektóre grupy

zabiegające o wprowadzenie

prywatyzacji łowisk

z Narodową Służbą Oceaniczną i Meteorologiczną.

Fundusz ostrzył sobie zęby na stanowisko szefa Służby Oceanicznej,

a więc szefa wszystkich łowisk w kraju.

Doktor Jane Lubchenco przyjęła moją nominację na Administratora NSOM.

Do czasu objęcia tego stanowiska w 2009 roku...

Jane Lubchenco była wiceprezesem rady nadzorczej funduszu.

Po przejściu do budżetówki stała się wielką fanką przydziałów

i zabiegała o wprowadzenie ich w Nowej Anglii.

Poprosiliśmy ją o wywiad, ale odmówiła.

Wprowadzenie przydziałów było jej celem

i zrobiła wszystko, aby tak się stało.

Przydziały weszły w życie w roku 2010.

Walczyliśmy o zapisy antymonopolowe

i limity przeciwdziałające konsolidacji,

ale nie wzięto ich pod uwagę.

Ci, których było stać na kupno przydziałów,

nie mieli na co narzekać.

Carlos Rafael był jednym z nich.

Kupił jedną czwartą całego łowiska w Nowej Anglii,

a jego wielka flota ruszyła na szerokie wody.

Dla innych rybaków przydziały były katastrofą.

Było tak źle, jak przewidywaliśmy. A nawet gorzej.

Nic nie chroniło małych firm. Poleciały w przepaść.

Na efekty wprowadzenia przydziałów rybacy nie musieli długo czekać.

Mamy ograniczenia ilości sztuk danego gatunku, które możemy złapać.

Takie limity zrobilibyśmy kiedyś w jeden dzień.

Góra dwa.

Jeśli złapią nadliczbowe sztuki,

muszą odkupić część przydziału od innego rybaka.

To nasz roczny przydział dorsza. W tym pudle.

Na całą resztę będziemy musieli kupić

dodatkowy przydział.

To niedorzeczne, że tylko tyle

wolno jest nam złowić w ciągu roku.

Tyle dalibyśmy radę złapać na wędkę

w jeden dzień.

Chłopaki często boją się złapać coś,

na co nie mają przydziału.

Wciąż się boimy, że jesteśmy w złym miejscu

i że przekroczymy limit,

łowiąc nie to, co trzeba.

Albo że zabraknie nam pieniędzy na przydział.

Kupowanie ryb, aby móc je złowić,

jest tak pokręcone, jak tylko się da.

Wpływ przydziałów odczuć można każdego dnia

w każdej restauracji i supermarkecie Ameryki.

Możesz przebierać w rybach, ale nie wiesz, skąd pochodzą.

Rząd liczył na to, że przy mniejszej podaży popyt wzrośnie.

Że świeże owoce morza podrożeją.

Że konsument tak mocno zapragnie świeżej, amerykańskiej ryby,

że chętnie zapłaci więcej.

Nie spodziewali się,

że rynek zaleje fala ryb z importu.

Naszpikowanych chemią i wielokrotnie rozmrażanych.

Spadek popytu na rodzimy produkt sprawił,

że zaczął on znikać z półek.

Nie ma to jak świeża rybka.

Kiedy wszystkie ryby znajdą się

w rękach garstki uprzywilejowanych,

staną się zwykłym produktem.

Produktem pozbawionym jakości, o którą dbali tacy jak ja.

Tanie, zagraniczne gatunki, tilapie i sumy,

zajmują miejsce dorsza,

przetwarzane w niehigienicznych warunkach.

Owoce morza z importu nie spełniają norm sanitarnych częściej

niż jakikolwiek inny produkt.

Głównym powodem jest tu brud.

To są gatunki, które można hodować w wiadrze.

Ludzie to jedzą i myślą, że to dobra ryba.

A mamy pod ręką cały ocean dobrych ryb,

które żyją na wolności. Wspaniałe źródło pożywienia.

Nasze przepisy rybackie należą do najostrzejszych na świecie.

Łowimy z umiarem

i przestrzegamy prawa.

Zależy nam na dobrobycie oceanu jak mało komu.

Przyjąłem. Tradycja utrzymuje kurs.

Rybacy wystawieni są na ciągłą presję wynikającą z przepisów.

Straż przybrzeżna może dokonać inspekcji bez ostrzeżenia.

- Jak się macie? - Dobrze.

Dokumenty proszę. Wszyscy są na pokładzie?

Tak.

Nadia ma ważny jedynie paszport.

A co z tym panem, który nie miał...

To mój bratanek.

Niech tu przyjdzie, to go spiszę.

Mają być bezpieczni.

Muszą mieć flary i tratwę ratunkową,

kombinezony termiczne i tak dalej.

Mają bezpiecznie wrócić do domu. A ryby to inna sprawa.

Muszę sprawdzić, czy łowią zgodnie z prawem.

Czy nie łamią żadnych przepisów.

Straż dokładnie sprawdza

gatunki ryb w ładowni...

i sieci, którymi łowią.

Aby upewnić się, że nie łowią zbyt małych sztuk.

- Dzięki. - Trzymajcie się. Dziękujemy.

- Powodzenia. Dzięki. - Powodzenia.

Nie sposób się nudzić.

Kolana mi się trzęsły, kiedy weszli na pokład.

W takich chwilach masz nadzieję, że wszystko gra.

Wiedziałem, że przejdziemy kontrolę,

a jednak miałem dreszcze.

Codzienne zmagania z przepisami to jedno,

ale widmo, które zagraża rybakom, to poważniejsza sprawa.

To nadal moja ulubiona część dnia.

Uwielbiam wchodzić do pracowni

po męczącym poranku...

i szyć sieci.

Każde oczko...

rodzaj sieci i kształt, który tworzę...

są dla mnie sztuką.

Kiedy weszły przydziały, wielu nie miało szans.

Przemysł rybny się posypał.

Ze 150 kutrów zrobiło się 20.

Wystarczyło kilka lat.

Kiedyś miałem pomocnika.

Teraz nie stać mnie na niego.

To się nie opłaca.

Czasem wynajmę kogoś na chwilę.

Steve Welch jest rybakiem w Plymouth Harbor i okolicach

od ponad 30 lat.

Jego łódź jako jedyna ma zezwolenie na połów przydenny.

Od wprowadzenia przydziałów moje obroty spadły o prawie 90%.

To jakiś żart. Przekręt.

Dobro publiczne stało się towarem.

Przecież to nasze ryby!

Nie należą do mnie ani do Carlosa Rafaela.

To wspólne dobro, które zawłaszczyli posiadacze przydziałów.

Łowiska przydenne w Nowej Anglii ledwie zipią,

ale byłoby już dawno po nich,

gdybyśmy nie wprowadzili tego programu.

A fundusz? To wszystko przez nich.

Oni...

Brak mi słów.

Żyją w bajkowej krainie.

W swoim własnym świecie. Mają te swoje spotkania.

Nie mają pojęcia, jak działa świat.

Popatrzcie, co wyprawia Carlos Rafael.

Mamy dowody przeczące twierdzeniu,

że posiadanie niesie za sobą troskę.

To widać jak na dłoni.

Gdyby prawo własności budziło w człowieku szacunek,

nie byłoby tematu Carlosa Rafaela.

CARLOS OWOCE MORZA

Okazało się, że nie tylko skupował przydziały,

ale od początku zwyczajnie oszukiwał.

W 2015 roku

agenci federalni nagrali Rafaela,

kiedy wyłuszczał swój plan.

Kłamał na temat ilości poławianych ryb,

fałszował raporty rządowe

i przemycał walutę do Portugalii drogą powietrzną.

Przewiozę tę kasę.

Mam gościa w Bostonie.

Pieprzony fedzio. To mój kumpel.

Zajmie się forsą podczas odprawy.

Postawiono mu 23 zarzuty przekraczania przydziałów,

przemyt gotówki i przestępstwa podatkowe.

Ciężki front burzowy. To rzadkość o tej porze roku.

Wygląda złowieszczo.

Rafael spada na cztery łapy.

Myślał, że jest nie do ruszenia.

ERIC BIRKILAD MIESZKANIEC

Znalazł lukę w przepisach

i chciał ją wykorzystać.

Ale stał się zbyt chciwy.

Człowiek zwany Dorszem Chrzestnym

przyznał się do ponad 20 zarzutów.

W marcu 2017 roku

gruchnęła wieść w lokalnych mediach,

że Dorsz przyznaje się do zarzutów.

„DORSZ CHRZESTNY” WINNY

Po latach gromadzenia władzy

imperium Rafaela legło w gruzach,

a jego przydziały mógł kupić każdy, kto chciał.

Rybacy z New Bedford drżeli na myśl o tym, co teraz nastąpi.

Jeśli ta flota przepadnie,

a Rafael straci przydziały,

to może kupić je ktoś spoza okolicy.

Jeśli jego firma upadnie...

to pociągnie za sobą port miejski i moją firmę.

Przemysł paliwowy,

przemysł spożywczy,

serwis elektroniczny, inżynierowie.

Spawacze i stocznia, która naprawia kutry.

Wszystko się spieprzyło. Cały sektor.

Jeden gość, właściciel większości przydziałów

w Nowej Anglii, wszystko tu spieprzył.

Nie wiem, co teraz będzie, ale pewnie nic dobrego.

Nikt nie wie, co robić.

Przestępstwa Carlosa Rafaela nieźle namieszały w New Bedford.

Fundusz twierdzi, że to brak nadzoru pozwolił mu działać.

Zdaniem innych Rafael to zapowiedź większych problemów.

Rząd przygotował system zachęcający do integracji pionowej

i konsolidacji.

Czy było do przewidzenia, że nie powstrzymamy konsolidacji?

Z pewnością.

Oczekiwaliśmy jej...

i ją mamy.

Dopiero teraz zaczęli mówić o limitach przydziałów.

Miejmy nadzieję, że wejdą one w życie.

Nie było ich w systemie w Nowej Anglii,

co uważam za błąd.

Zakłamane dranie. Banda kłamców.

Fundusz przeciwko konsolidacji? Jasne.

Na pewno.

Większość kutrów przepadła. Może właśnie tego chciał fundusz.

Mają w tym jakiś ukryty cel

i nie odpuszczą, bo ktoś im za to płaci.

Nie dostają pieniędzy za prawdomówność ani za troskę o rybaków.

Biorą kasę od wielkich korporacji, by „tworzyć lepsze jutro”.

Ciekawe, czy gryzie ich sumienie.

Carlos Rafael nie jest już największym zagrożeniem

dla właścicieli małych kutrów.

Nowy wróg jest o wiele potężniejszy.

Poprzednio mieliśmy prywatyzację,

która miała nagradzać pracowitych rybaków.

Niedawno zapanowała nowa moda:

„Zaprośmy do gry Wall Street”.

Fundusz aktywnie zachęca finansistów

do inwestycji w lokalne łowiska.

A wiemy, jak się kończą inwestycje

inwestorów nastawionych na zysk z łowiska.

Zaczynają sprzedawać prawa do połowu tym,

którzy z tego żyją.

Powoli przyjmujemy model

łowiska korporacyjnego,

a ludzie, których nazywaliśmy rybakami,

zamieniają się w połowników płacących plonami.

Nie sądzę, aby przeciętny rybak na tym skorzystał.

Ale taka jest nowa moda.

W zeszłym roku międzynarodowa grupa kapitałowa

wydała w New Bedford miliony dolarów

na zezwolenia na połów małż i na kutry.

Rybacy boją się, że ich łowiska będą następne.

Wciąż jest nas zbyt wielu. Chcą się pozbyć wszystkich.

Będą więc nadal pozwalać na konsolidację przydziałów

w rękach garstki wybrańców,

a potem ktoś sypnie groszem jak na Alasce.

Tego właśnie chcą.

A cierpi na tym konsument.

Tej sieci używamy do badania

liczebności gatunków.

To flądry. A to płaszczka.

O, dorsz.

Rybacy współpracują ze Służbą Oceaniczną,

aby poprawić metody ewidencji ryb, i liczą na podniesienie limitów,

ale wciąż pozostają na łasce globalnego rynku.

Ameryka ma szczegółowe przepisy dotyczące

połowu i przetwarzania ryb.

Ten system jest wadliwy.

Inne kraje łowią, gdzie chcą,

i hodują ryby, jak im się podoba.

Nie dotyczą ich nasze przepisy,

a my chętnie sprowadzamy na nasz rynek ryby...

niewiadomego pochodzenia.

Ta niepewność to czarne chmury nad losem amerykańskiego rybaka

i nad naszym dostępem do świeżych owoców morza.

Zmienia się też droga do wyjścia „na swoje”

w rybołówstwie.

Kiedyś zaczynaliśmy na małej łąjbie.

Zostawaliśmy szyprami,

potem nabywaliśmy połowę tej łódki,

a potem własny kuter.

Można było piąć się w górę.

Teraz, przy zaporowych cenach przydziałów,

ta ścieżka już nie istnieje.

Tradycyjna nauka rybołówstwa,

tak jak uczyli się mój ojciec i dziadek,

poszła w niepamięć.

Nie wiemy, co nas czeka za rok.

Nie wiemy, czy będzie nam wolno wypłynąć,

i jakie ryby będziemy mogli łowić.

Trudno nam zatem podejmować ważne decyzje.

A co będzie za 20 lat? Boję się tego.

To dla mnie czy dla psów?

Dla piesków.

Chciałbym przekazać to dziecku,

tak jak robił to ojciec, a przed nim dziadek.

Chcesz parę żółtogonów, tato?

Tak, świetnie.

To mój szef. I mój tata!

Chcielibyśmy, by twórcy przepisów nas zrozumieli.

Tego właśnie pragnę – żeby nas ktoś wysłuchał.

WŁAŚCICIEL KUTRA

Nie mamy tytułów naukowych,

ale znamy się na swoim fachu.

Obecnie na co trzecim amerykańskim łowisku

działa system przydziałów.

Choć każdy z rybaków ma inny pomysł, jak to naprawić,

to prawie wszyscy są za wprowadzeniem

ograniczeń w posiadaniu przydziałów.

Tymczasem fundusz nadal zabiega

o prywatyzację kolejnych łowisk.

Ludzie powinni się tym przejmować.

Moglibyśmy robić to inaczej,

a pozwalamy, by ta ogromna kradzież pozostała bezkarna,

i wszyscy na tym tracimy.

A to wszystko pod pozorem pomocy rybom.

Dobrze widać, że nie o nią im chodzi.

Trwa dyskusja o prywatyzacji nie tylko łowisk,

ale całych oceanów.

To alternatywna wizja przyszłości.

Przyszłość.

To o nią tu chodzi.

Napisy: Maciej Zapała

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.