Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
/Jestem Catherine, mam 47 lat, /jestem rozwiedziona.
/Mieszkam z siostrą, /byłą narkomanką.
Mam dwoje dorosłych dzieci, jedno nie żyje, /drugie ze mną nie gada, i wnuka.
Chciałbyś zarobić pół miliona?
Mówisz o porwaniu?
/Jakiś gnój porwał Annie i żąda miliona funtów.
Chciał pan zgłosić przestępstwo?
/Nevison zapłaci pół miliona, ale przy większej /kwocie może pójść na policję.
/Moja córka, Becky, /zmarła tuż po narodzinach Ryana.
Została zgwałcona.
/Boję się, że Ryan /będzie taki jak on.
/Tommy Lee Royce wyszedł z więzienia.
- Czemu mi nie powiedziałaś? - Nie chciałam cię denerwować.
Proszę na siebie uważać.
- Będziemy w kontakcie. - Dziękuję, do widzenia.
Tu BN45, operacja "Greensleeves".
Widzę furgonetkę z lodami przed Wilberforce House w Sowerby Bridge.
Podążam za nią pieszo.
Podaję rejestrację: HK11RNX.
Jestem już blisko. Zamierzam ich zatrzymać.
Gliny.
Tato, gliny.
/- Nie ścigaj ich pieszo. - Dobra, dobra.
Stój!
Nieudana próba zatrzymania.
Rozbita boczna szyba. Dwóch białych.
Jeden z tatuażami na rękach, ciemne włosy i broda.
Niebieski podkoszulek, kamizela khaki.
Drugi rude włosy i broda, ziemista cera, różowa bluza z kapturem.
Jadą w kierunku Wharf Street.
Robię się na to za stara.
HAPPY VALLEY ODCINEK 2
Musimy wziąć pieniądze spoza firmy.
Pożyczymy po trochu z różnych banków.
Nikomu ani słowa. Jak coś zwęszą,
- grożą, że coś jej zrobią. - Nikomu nie powiem.
Muszą mnie obserwować.
Porywacze często są dobrze zorganizowani.
Musieli nas śledzić miesiącami!
Sprawdzę, ile możesz wziąć spoza firmy.
Mam jakieś 200 tysięcy, ale czy mimo to,
wypłacą mi taką kwotę w gotówce bez zbędnych pytań?
- To twoje pieniądze. - Pomyślą, że chcę je wyprać.
Powiadomią policję.
- Serio? - Ja bym tak zrobił.
Po co komuś taka kwota, jeśli nie w niecnym celu?
Zdobędę je.
Zadzwonię do tego gościa z banku.
Powiem, że chcę wypłacić 200 tysięcy.
Zobaczymy, co on na to.
Spytam, na kiedy mogą je mieć.
Może nikt się tym nie zainteresuje.
Zapłacę im, odzyskam córkę, a potem dorwiemy tych...
- Uduszę drani! - Dokładnie.
- Dokładnie. - Do roboty.
Połącz mnie z Adamem Stapletonem. /Powiedz, że to ważne.
/Przed chińskim barem /na Rawson Lane?
/Tak.
- Skąd wiesz, że to on? - Nie jestem ślepa.
/Był długo w więzieniu.
- To był on. /- Niech ci będzie.
/- Nawet jeśli... - Tak?
"Nawet jeśli..."?
O której masz przerwę obiadową?
Po śmierci Becky zrobiłaś wszystko.
Wszystko co mogłaś.
Wszyscy wiedzieli, co to za typ. To, że prokurator nic z tym nie zrobił,
to hańba, wszyscy o tym wiedzą, ale...
Co?
Martwię się o ciebie.
Znów zaczynasz mieć obsesję.
Gnój powinien być na liście przestępców seksualnych.
To jest chyba tego warte?
Nie podchodzisz do tego obiektywnie.
Znów cię to wykończy.
Jest na moim rewirze. Mam to zlekceważyć?
Trzeba go powstrzymać, nim kogoś skrzywdzi.
I ty chcesz to zrobić?
- To moja praca. - W jaki sposób?
- Lepiej, byś nie wiedziała. - I to mnie bardziej martwi niż...
- Co? - Nie podchodzisz do tego racjonalnie.
Nawet nie planuję.
Dziwię się, że tak myślisz.
- Wkurzasz mnie. - Chcę to zrobić raz a porządnie.
Wiedz, że się martwię.
Ty martwisz się, bym była czysta.
Ja martwię się o ciebie.
Mam tylko jedną siostrę.
/- Catherine! - Joyce!
Dzwoniła pani Godley z Turnpike Street w Elland.
Kolesie od lodów wrócili.
- Teraz? - Tak.
Idziemy. Wszyscy.
Mamy lodziarza! Bierzmy go.
Nie zapomnij o uzbrojeniu.
- 45 do 9242. /- Mów.
Gdzie jesteś? Potrzebuję wszystkich.
/Jesteśmy na nabrzeżu.
- BN45 do bazy. /- Mów 45.
Potrzebuję wsparcia na Turnpike Street w Elland.
Bez sygnałów. Spotkanie na Cemetery Road.
Smacznego.
- Dwa razy to, co on. - Proszę bardzo.
Stój!
Trzymaj go.
- Spokój! - Nie ruszaj się.
Nie wierzgaj.
- Co masz w kieszeniach? - Nic!
- Nazwisko? - Nic!
Jesteś aresztowany.
Pod zarzutem sprzedaży narkotyków.
Nie musisz nic mówić, ale może to zostać użyte przeciwko tobie...
Przestań wierzgać!
...jeśli nie wspomnisz czegoś, czego będziesz używał na swoją obronę w sądzie.
Wszystko co powiesz, może być użyte jako dowód.
Drogie te lody, Alfie.
Jak leci?
W porzo.
Co z nią?
To znaczy?
Dobrze się sprawuje?
Tak.
Możesz się zmyć na kilka godzin. Popilnuję jej.
Nakarmiłeś ją?
Nie.
A jak będzie chciała się odlać?
- Ma wiadro. - Nie przywiązałeś jej do krzesła?
Przywiązałem.
Pójdę sprawdzić, co z nią?
Zostaw ją.
Nic jej nie jest.
- Możesz już iść. - Tu mi dobrze.
Ashley ma kupę roboty.
Nie ma sensu, byśmy siedzieli tu razem.
Myślisz, że cały dzień będziesz oglądał telewizję?
- Nie ma go? - Wyskoczył do domu.
Złapiesz go na komórkę.
Oczywiście.
Nie chciałem ci mówić, póki nie będzie po wszystkim.
Nie myślę trzeźwo. Nie wiem, co robić.
- Musimy powiadomić policję. - Obserwują nas.
- Nie wiadomo, co zrobią. - Niby jak?
Mogli założyć podsłuch na telefony.
Nie wiemy tego. Są świetnie zorganizowani.
Znaliśmy kiedyś tego detektywa, Neila Mitchella.
Nie puszczę im tego płazem.
- Zadzwoń do niego. - Pójdziemy na policję, gdy ją odzyskamy.
Nie puszczę tego płazem.
Nie bój się.
Suko!
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nic ci się nie stanie.
Przestań płakać, suko.
Wkurzysz mnie bez powodu.
Chcesz jeść?
Chcesz skorzystać z wiadra?
Odwrócę się.
Niedługo wrócę.
Gdy będę mógł ci zaufać,
rozwiążę cię, byś skorzystała z...
To twoje...?
Niech pan to zatrzyma.
Proszę powiedzieć pracownikom, że jeśli go zobaczą,
rozpoznają go, jeśli będzie przeglądał menu,
jeśli będzie przechodził, cokolwiek, proszę dać nam znać.
Proszę go nie zatrzymywać, ani nic nie mówić.
Proszę go obsłużyć,
a potem zadzwonić.
- Halo? /- Możemy ją ruchać?
- Ashley? /- Skąd to pytanie?
Po prostu pytam.
- Ty zboczona świnio. - Nie mówię o sobie...
Jest tam ten szajbus?
Jest.
/Chyba ją przerżnął.
- Skąd wiesz? /- Ściągnął jej majtki.
/Tylko pytam.
/Tego nie było w planie, prawda?
/Ashley?
Nie ma przymusu.
- Kazałeś mu to zrobić? - Nie.
Wygląda, że wykazał się inicjatywą.
- Nie zrobię tego. /- Przecież cię nie zmuszam.
Świetnie, bo jak coś pójdzie nie tak, nie pójdę siedzieć za gwałt.
Babcia się biła.
- Boże. - Aż tak źle?
Goniła bydlaka, a on kopnął ją w twarz.
- Uciekł? - Gdzie tam.
- Co zrobił? - Sprzedawał lody.
Przebierzesz się?
- Nic ci nie jest? - Wezmę nurofen i przejdzie.
- Jeszcze nie brałaś? - Nie było czasu.
Daniel zaprosił nas jutro na podwieczorek.
Wszystkich?
Powiedziałam, że sprawdzę, czy Ryan będzie mógł pójść do kolegi,
a on nie powiedział, byśmy go wzięły ze sobą.
Więc zakładam, że zaprosił tylko nas.
Zadzwonił do ciotki, zamiast do matki.
- Zadzwonił na domowy. - Wiedział, że będę w pracy.
Pracujesz na zmiany. Mogłaś być w domu.
Czemu akurat jutro?
Może mają z Lucy coś do zakomunikowania.
Zaprosił też Richarda i Ros.
Co chcą zakomunikować?
- Lucy jest w ciąży? - Wiem tyle co ty.
- Nie spytałaś? - Nie jestem z policji.
Powiedziałby, gdyby chciał.
Pewnie chcą to zrobić oficjalnie.
- Myślisz, że o to chodzi. - Nie wiem.
Masz fajki?
Nie mogę uwierzyć, że mieli tyle towaru.
Koka, hera, mefa, trawa, amfa, piguły.
Miał przy sobie ponad 3 tysie w gotówce.
Na pewno nie chciał, by go złapano.
Wiesz, co mnie naprawdę...
wkurza?
Dałam znać do wydziału narkotykowego.
Spytałam, czy chcą ich przesłuchać. Chcieli.
Poprosiłam, by Twiggy i Shafiq uczestniczyli w przesłuchaniu.
Zgodzili się.
Oczywiście odpowiadali tylko "bez komentarza".
I tyle. Nie dopuszczają nas do niczego więcej.
Jesteśmy za nisko.
Nigdy mi nie powiedzą, skąd się ten towar bierze.
Jestem tylko od sprzątania całego bałaganu.
A powinnam wiedzieć.
Jeśli wiedzą, kto sprowadza towar,
- powinnam o tym wiedzieć. - Czemu ci nie powiedzą?
Przeprowadzą obserwację, o której nie muszę nic wiedzieć.
- Póki nie poproszą o wsparcie. - Żebyś nie pisnęła siostrze?
- Dokładnie. - A ona sprzedałaby to mediom.
- Pewnie tak. - Zdecydowanie.
Chyba że wiedzą tyle co ja. Co mnie bardziej martwi.
Przynajmniej nie zajmujesz się tą drugą sprawą.
Wydrukowałam zdjęcie tego...
gnojka i poszłam do chińskiego baru.
Powtórz.
To bar Mickeya Yipa. Pamiętasz go?
Chodził z nami do szkoły.
Znasz moje zdanie.
- Co? - Zapomniałam.
- Halo? /- To ja.
- Wiem. - Znasz Kevina Weatherilla?
Mieszka obok ciebie. Jeździ BMW.
/- Znam go. - Co możesz o nim powiedzieć?
/Miły gość. Cichy. /Ma dwie córki.
Jego żona, Jenny, ma stwardnienie rozsiane.
Chodzi o kuli, czasami jeździ na wózku.
Ale znam go.
Księgowy. Pracuje u Nevisona Gallaghera.
/- Czemu pytasz? - Ma jakieś problemy?
Nie słyszałem. A co?
/- Tak pytam. - To wszystko?
Tak, dzięki.
Czy Lucy jest w ciąży?
Żebym to ja wiedział.
Cześć.
- Jak minął dzień? - Dobrze.
- Dziwna sprawa. - Co takiego?
Nikomu o tym nie wspominaj.
W życiu nie widziałem Nevisona w takim stanie.
- Boże. - Co?
Ktoś uprowadził Ann.
- Uprowadził? - Porwał.
Zażądali miliona w gotówce.
- Powiadomił policję? - Oczywiście, że nie.
Nie wiedziałem,
że Helen jest chora.
I to poważnie. Rak wątroby.
Jest umierająca.
Mój Boże.
Kiedy...?
Powinien powiadomić policję. Wiedzą, jak sobie z tym radzić.
A gdyby to była nasza córka?
Oni się nie patyczkują.
Jeśli zrobi coś nie tak, grożą,
że ją skrzywdzą.
Chryste.
Dzwonił Ashley z kempingu.
- Ashley? - Coś z wynajmem.
Prosił, byś oddzwonił.
/- Halo? - Zmieniłeś zdanie, co do dzwonienia.
/- Co z Nevem? - A jak sądzisz?
/Wyluzuj. To był twój pomysł.
- Zebrał kasę? /- Czemu zażądałeś miliona?
Mówiłem, że ma być 500 tysięcy.
Zażądałeś stu tysięcy.
Mówiłem, że będę miał wydatki.
Powiedz, że zgodzisz się na mniej.
- Pewnie. - Mówię serio.
- Bez żartów. - Ty tu rządzisz.
Czego chciałeś?
Muszę wiedzieć, czy nie poszedł na policję.
/Nie poszedł. /Chce ją odzyskać całą i zdrową.
Świetnie.
Więc niech się spręża.
Macie jej nie skrzywdzić.
/Ja jej nie tknę, /ale za chłopaków nie ręczę.
/Cały czas z nią siedzą.
/Różne głupoty /przychodzą im do głowy.
- O czym ty gadasz? - Tommy dopiero wyszedł z pudła.
Nie bzykał od ośmiu lat.
/- Użyj wyobraźni. - Mają jej nie dotykać.
Dostaniesz kasę, tylko powiedz, że chcesz mniej.
/- Dobra. - Mówię serio.
/Już to mówiłeś.
Zrobiłem coś głupiego.
Tommy!
Chcę, byś coś zrobił.
- Musisz pójść na policję. - Wiem,
ale nie mogę.
- Gdzie ją trzymają? - Nie mam pojęcia.
Nawet nie wiem, czy po wszystkim dadzą mi kasę.
Chyba mnie wykorzystali
i nawet nie wiem, czemu to zrobiłem.
Byłem wściekły na Nevisona.
A potem powiedział mi o Helen i zaoferował pieniądze.
- Myślisz, że ją skrzywdzą? - Nie.
Robi to dla pieniędzy, a nie, by ją skrzywdzić.
Więc wiemy, że jest bezpieczna.
Tak jakby.
Nawet jeśli ona ani jej rodzice nie wiedzą,
to my wiemy, że Ashley jej nie tknie.
Wiemy to na pewno.
Uzgodniliście wszystko ustnie?
- Nie było żadnych maili...? - Rozmawialiśmy telefonicznie.
- Telefon można namierzyć. - Ale nie treści rozmów.
Chyba nie.
Możesz wszystkiemu zaprzeczyć.
Zaprzeczysz, że to był twój pomysł.
Powiesz, że rozmowy nie miały miejsca.
Zgonisz wszystko na niego.
Oczywiście, jeśli zajdzie potrzeba.
Jeśli ich złapią, a tak będzie.
Dlatego nie możesz wziąć pieniędzy.
Nawet jeśli będzie wyglądało, że im się upiecze.
Bo kiedyś ich złapią.
Takich zawsze łapią.
Dobranoc.
- Babcia też da mi buziaka? - Powiem jej.
W porządku?
Jestem za stara, by obijały mnie jakieś gnojki.
Uwielbiasz to.
Obiecaj się nim nie denerwować.
Obiecuję.
Ryan prosił, byś dała mu buziaka.
Możesz już iść.
- Co? - Nie może tam siedzieć całą noc.
- Zmarznie. - Nic jej nie będzie.
Oddałem jej majtki.
Lepiej, by tak zostało.
Słyszałeś?
Idź do domu.
Zaprowadzę ją do sypialni. Może spać w śpiworze.
- Zostaw ją. - Nie będziesz mi rozkazywał.
Ashley kazał jej zrobić zdjęcie.
W piwnicy. Żeby nie wyglądało, że się dobrze bawi.
- Ja to zrobię. - Poprosił mnie.
Zrób to, a potem wrzucę ją do sypialni.
- Zrobię, gdy będę gotowy. - Nie skrzywdzisz jej.
- Tego nie było w planie. - Wiesz co, Lewis?
Chyba się do tego nie nadajesz.
Najpierw wygadałeś się przy niej o Ashleyu.
A teraz chcesz ją dać tutaj, gdzie ktoś może ją zauważyć.
- Coś z tobą nie tak? - Ze mną?
To ty...
Czemu nie znajdziesz sobie dziewczyny, jak normalny człowiek?
Co jest?
- Jesteś zazdrosny? - Zazdrosny?
Myślisz, że się nie domyśliłem?
Myślisz, że jak już ją wypuścimy, zapomni o tym, co jej zrobiłeś?
Albo jej ojciec?
Może jej nie wypuścimy.
- O czym bredzisz? - Gdy już dostaniemy kasę,
najbezpieczniej będzie...
- Nie taki był plan. - Niepotrzebnie się wygadałeś.
- Nic nie słyszała. - Nie wiadomo.
Rób zdjęcie i spadaj.
- Zajmę się nią. - Chcesz ją ulokować w sypialni.
Nie zostawię cię z nią!
Nie umieszczę jej w sypialni.
Dam jej śpiwór, ale nie umieszczę jej w sypialni.
Ashley cię potrzebuje.
Nie zostawię cię z nią.
Nie ważne, czego chce Ashley.
Dobra.
Zrobimy ci zdjęcie dla tatusia.
Wyślemy, by zobaczył, jak dobrze się bawimy.
Uśmiech.
I jeszcze jedno na szczęście.
- Jak cię macam po cipce. - Zostaw ją!
Masz coś jeszcze do powiedzenia, obsrańcu?
- Marcus. - Catherine.
- Biłaś się? - Co się stało?
Nie wyhamowałem i wjechałem jej w tyłek.
Ostro zahamowała. Każdy by się władował.
Podobno odmówiłeś badania alkomatem.
Dlaczego?
Jest 8:15. Nie chcę, by ludzie myśleli, że walnąłem kielicha z rana.
- Ludzie mnie znają. - To rutynowa procedura.
Poprosiłaby, nawet gdyby nie wyczuła alkoholu.
Pracowałem wczoraj do późna.
Nie byłem w domu, więc nie miałem czasu na prysznic i przebiórkę.
Mogła coś poczuć, ale nie przekroczyłem limitu.
Więc uznałeś, że wyzywanie jej coś da?
- Straszyła mnie aresztowaniem. - Taką ma pracę.
Codziennie ryzykuje życiem, uganiając się za szumowinami.
Członek rady miejskiej powinien o tym wiedzieć i jej nie obrażać.
Przepraszam.
Wymsknęło mi się. Byłem roztrzęsiony.
Dmuchnij. Jeśli odmówisz, aresztuję cię.
Chętnie ją przeproszę.
Świetnie. Zrobisz to, gdy już dmuchniesz.
Wiesz, że was szanuję.
Dziwię się, że robisz takie zamieszanie.
- Dmuchniesz? - To była wina tej przede mną.
Poddała się badaniu, a przyczyny wypadku są badane.
Nie dam się tak upokorzyć.
Oddaj kluczyki.
Nie odjedziesz z miejsca wypadku, odmówiwszy badania.
Nie sądziłem, że taka z ciebie służbistka.
Kluczyki są w stacyjce.
A odmawiam dla zasady.
Chcę, byś to zanotowała.
Odmawiasz, bo piłeś. Oboje o tym wiemy.
Jestem zawiedziony twoją postawą.
Wyjaśnisz mi, co to jest?
- Nie mam pojęcia. - Wygląda jak biały proszek.
- To nie moje. - Było w twoim aucie.
Chryste.
Podrzuciłaś mi to.
Aresztuję cię pod zarzutem jazdy pod wpływem alkoholu
i posiadania substancji zakazanych.
To nie moje! Nie mam z tym nic wspólnego.
Nie musisz nic mówić, ale... Odwróć się.
- Ręce na dach. - Nie rób tego.
Zostaną wyciągnięte konsekwencje i to nie wobec mnie.
To niedorzeczne! To upokarzające!
Popełniasz błąd.
- Masz przy sobie coś jeszcze? - Nie bądź śmieszna!
Podłożono mi to.
Może to nie ty, ale ktoś to podłożył.
Pożałujesz tego.
Będziesz żałować do końca życia.
Stracisz pracę albo i gorzej.
Ręce do tyłu.
Nie jestem twoją matką. Nikt nie jest ponad prawem.
Kim by nie byli,
co by ci nie wmawiali,
nie możesz dać się zastraszyć, jesteś policjantką.
Zawsze chciałam być policjantką,
ale się nie nadaję.
Możesz odejść.
Możesz iść.
- Halo? /- Cześć, Nev.
- Gdzie ona jest? - Nic jej nie jest.
Dobrze się sprawuje. Spokojnie przespała noc.
/Oby tak zostało.
- Nic jej nie jest? /- A więc to już jutro.
McDonald przy obwodnicy Huddersfield.
/Chcę z nią porozmawiać.
Sprawdźmy wpierw, jak nam pójdzie jutro.
A potem się zobaczy.
Chcemy zaliczkę.
Jako gest dobrej woli.
Dwadzieścia tysięcy. /W gotówce.
/Ale nie ty.
Wyślij gogusia z księgowości.
- Ja? - Tak.
- Ja? - Tak.
Masz to tylko wrzucić do śmietnika.
- Marcus Gascoigne? - Bezcenne, co?
- Nie przespałaś się z nim? - Broń Boże.
Tylko raz.
Wszelkiej maści wyrzutki społeczeństwa...
Nie musisz ich akceptować, ale możesz ich zrozumieć.
Ale ktoś taki jak on, pomijam hipokryzję...
Ludzie są różni.
Nie miałam na myśli ciebie.
Po prostu wpadłaś w złe towarzystwo.
Gdy to wyjdzie na jaw, będzie skończony.
Żartujesz!
Weźmie prawnika, który wszystko odkręci.
Gładki skurwiel. Wyjdzie z tego czysty jak łza.
Przekazałaś go tym od narkotyków?
Od razu. Jestem tylko od czarnej roboty.
- Cześć. - Co ci się stało w twarz?
Praca.
- Co u was? - Cudownie.
Wygląda kiepsko. Cześć, Clare.
Cześć.
Kolega, do którego miał iść, zachorował.
Wyskoczyło nam to w ostatniej chwili.
- Przyniesłem ci czekoladki. - Przyniosłem.
Wchodźcie.
Cześć.
- Co ci się stało w oko? - Praca.
- Co u was? - Dobrze.
Wzięłam ze sobą Ryana.
Miał iść do kolegi, ale w ostatniej chwili to odwołali,
bo tamten jest chory.
Ryan przywiózł mi czekoladki.
Takie domy nie pojawiają się zbyt często na rynku.
Jeśli teraz go nie kupimy, taka szansa może się nie powtórzyć.
Nie byłoby problemu, gdyby mnie nie zwolniono.
- Kiedy się dowiedziałeś? - W zeszłym tygodniu.
Nadal będą potrzebować dziennikarzy.
Będzie ukazywać się w sieci, ale ktoś musi pisać artykuły.
Musimy od nowa złożyć podanie o pracę.
- Potrzebują tylko połowę z nas. - Zakładasz, że cię wśród nich nie będzie?
Nie o to chodzi.
Zatrudnią połowę, resztę zwolnią.
Nie chcę być w żadnej z tych grup.
Wolę odejść i mieć czyste sumienie.
To głupie i niepoważne.
Możesz tak to widzieć, ale chodzi o to,
że to niewłaściwy moment na większy kredyt.
Przepraszam, że ci przerwę.
Zaprosiliśmy was,
bo mamy bardziej radosne wieści.
Lucy jest w ciąży. Będziemy mieli dziecko.
Mój Boże.
Wspaniała wiadomość.
- Płaczesz. - Ze szczęścia.
- Który to? - Dwunasty tydzień.
Chcieliśmy mieć pewność.
- Jak się czujesz? - Dobrze.
Miałam nudności, stąd się domyśliłam.
Odstawiłam kawę i wino i miałam już pewność.
Gratulacje.
Zostaniecie dziadkami.
Już nimi jesteśmy.
A co z pracą?
Nie chcę rezygnować.
"Hej, ho! Policjanci i złodzieje, hej, ho!
Spytacie pewnie, co z zabawkami?
Policjant Mikołaj zawiózł je saniami
Zaś resztę stróżów prawa pochłonęła wyprawa
w poszukiwaniu owej starowinki,
co lubiła futra i drogie spinki
Miała w zwyczaju kraść sobie na deser
I nosiła w tym celu obszerny neseser
Skrupułów było jej totalnie brak Taka to była Babcia Swagg
Hej, ho! Policjanci i złodzieje, hej, ho!"
- Babciu? - Słucham?
Czy Richard jest moim dziadkiem?
Kiedyś był moim mężem, więc tak.
Był też tatą twojej mamy.
- To twój dziadek. - Mogę go odwiedzić?
- Chciałbyś? - Gdzie on mieszka?
- W stronę Ripponden. - Zawieziesz mnie?
W którąś sobotę. Pogramy w piłkę.
Zobaczymy.
- Halo? /- Mówi Ashley.
/Wiesz, że nie musisz jechać /do Huddersfield.
Nic jej nie zrobiliście?
- Prawda? - Nic jej nie jest.
Nic jej nie jest.
Twoja działka.
- Cześć. - Jest w domu?
Tak, wejdź.
- Przejeżdżałam i... - Przebiera się, zawołam go.
Richard!
- Herbaty? - Nie, dziękuję.
Co do wczoraj...
- Przepraszam za tę gafę. - Nie ma sprawy.
- Powiedziałam to bez zastanowienia. - Nie ma sprawy.
Cześć.
- Masz chwilę? - Pewnie.
- To delikatna sprawa. Mogę...? - Pewnie.
- Zostawić was samych? - Nie.
Po wczorajszym spotkaniu...
Ryan spytał, czy jesteś jego dziadkiem.
I nie umiałam...
Powiedziałam, że byłeś moim mężem, ojcem jego mamy,
i że jesteś jego dziadkiem.
Przepraszam.
Wiem, że to była moja decyzja,
i że nie powinnam cię o to prosić, ale i tak to zrobię.
Spytał,
czy przywiozę go do ciebie,
byś pograł z nim w piłkę.
Nie przyszło mu do głowy,
że dziadek może odmówić.
Nie jestem jego dziadkiem.
Nie powinnaś mu tego mówić.
Zgoda.
- Ale nim jesteś. - Nie zaczynaj.
Nie rozumiem, jak możesz myśleć...
- Nie chcę tego znów roztrząsać. - Gdybym go nie przygarnęła,
- skończyłby w domu opieki. - To był twój wybór.
Nie chciała go.
- To część niej. - Została zgwałcona.
- Część nas. - Przez niego się zabiła.
Zabiła się, bo została zgwałcona.
- Na jedno wychodzi. - Nieprawda.
- Przypominał jej o tym każdego dnia, dlatego... - To nie jego wina.
Nie mogę na niego patrzeć.
Wiem, że to była ogromna prośba.
Witam.
Wszystko w porządku, panie Kevinie?
- Wszystko dobrze. - Odszedł pan tak nagle.
- Wszystko w porządku? - Jak najbardziej.
Nie skończył pan opowiadać.
Zmieniłem zdanie. To nie była sprawa dla policji.
- Gdybym mogła pomóc. - Naturalnie.
- Halo? /- Czy to Catherine?
- Tak. - Tu Mickey z Curry House.
Był tu facet, którego pani szukała.
/Przed chwilą.
/Wyszedłem zapalić, gdy wyszedł, /by zobaczyć, dokąd pójdzie.
/Widziałem, do którego wszedł domu.
Muszę lecieć.
Zaraz tam będę.
Odbierz, cioto.
/- Halo? - Tu Tommy.
- Czego szuka tu policja? /- O czym ty gadasz?
Była tu cholerna policjantka.
- Kiedy? /- Przed chwilą.
Bez paniki.
Poszła sobie?
Tak.
Lewis przyjedzie furgonetką.
/Przenosimy ją.
Jak policja to zwęszyła? Ktoś coś chlapnął?
/Nie ma opcji.
Przygotuj ją.
- Nie pojadę tam. - Masz jechać!
Chcesz kasę?
Pójdę po kluczyki.
- Dokąd ją zabieramy? - Jeszcze nie wiem.
Zadzwońcie, gdy wyjedziecie.
Halo?
Czemu policja zjawiła się przy Milton Avenue?
/Gdzie?
W kryjówce.
/- Nevison był na policji? - Nie.
/To skąd się tam wzięli?
- Ile wiedzą? /- Nie mam pojęcia.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.