Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Ma pan gaśnicę?
Do gaszenia pożaru. Samochodowa jest za mała.
- Jakiś facet chce się podpalić! - Wiem.
Ile?
Fajne okulary.
Niech sobie idzie do nieba,
ale bez moich brwi.
Wali mnie, co robicie.
Jesteście ścierwem, bydlaki!
Wiemy kto to?
Liam Hughes, 23 lata. Bezrobotny ćpun.
- Co go wkurzyło? - Jego była.
Rzuciła go dla jego kumpla.
Jedzie tu negocjator z Wakefield.
Za ile będzie?
Jesteśmy skazane na siebie.
Ucisz ich.
Jedyny i niepowtarzalny: białasek z grilla!
- Jeszcze krok i się podpalę. - Co się stało, Liam?
- Po co ci to? - Gdybyś się przypadkiem podpalił.
Będziesz cały w pianie i uwierz mi, to kiepski widok.
- Czemu to robisz? - Zostałem upokorzony.
- Upokorzony? - Nie chcę o tym gadać.
Niech przemówią czyny.
Coś ci powiem.
Ta zapalniczka mnie denerwuje.
Jesteś pijany, drżą ci ręce i niechcący możesz ją nacisnąć.
Spieprzaj stąd.
Wiem, że jesteś zły, ale przy twoim wyziewie,
łatwo może dojść do zapalenia.
Wierz mi, to będzie bolało.
Po trzech sekundach będziesz błagał, bym cię ugasiła.
A po siedmiu, bym cię dobiła.
/Negocjator utknął w korku.
/Najważniejsze, to z nim rozmawiać.
Zajęłyśmy się tym.
Jestem Catherine, mam 47 lat, jestem rozwiedziona.
Mieszkam z siostrą, byłą narkomanką.
Mam dwoje dorosłych dzieci, jedno nie żyje, drugie ze mną nie gada i wnuka.
Czemu z tobą nie gada?
To skomplikowane. Pogadajmy o tobie.
HAPPY VALLEY ODCINEK 1
- Nevison cię przyjmie. - Super, dzięki.
- Kevin. - Nevison.
- Co się dzieje? - Nic takiego.
Mogę...?
Mogę...?
Chodzi o Melissę.
- Melissę? - Moją najstarszą córkę.
Wiem, kim jest Melissa.
To bardzo bystra dziewczynka.
Chcieliśmy ją dać do liceum Salter Hebble,
ale to nie nasz rejon.
Jenny wpadła na pewien pomysł.
Melissa zdawała do św. Bartłomieja.
Zaproponowali jej miejsce, ale bez stypendium.
Była duża konkurencja.
Chcemy, by tam poszła.
I chodzi o to, że potrzebuję podwyżki.
Jeśli tam nie pójdzie, będzie chodzić do Wellesley Hill.
To dobra szkoła, ale...
To dla niej wielka szansa.
Nie zarabiasz mało.
- Wiem. - Ile ci płacę?
9 800 rocznie.
A co z Catrioną?
- Ma osiem lat. - Ale nie jest głupia.
Nie możesz tam posłać tylko jednej.
Zajmiemy się tym we właściwym czasie.
19 600 rocznie przez siedem lat.
- Skromnie licząc 140 tysięcy. - 137 200.
- Wellesley Hill nie jest taką złą szkołą. - Nie twierdzę, że jest...
Zdolny wszędzie sobie poradzi. Weźmy mnie.
Jesteś świetnym przykładem...
Mam 115. pracowników.
Wiem ilu ich jest. Przelewam im pensje.
Jeśli wszyscy poproszą o podwyżkę,
by wysłać dzieci do św. Bartłomieja, to pójdę z torbami.
- Nie chodzi o całą kwotę... - Powiem ci, co zrobię.
Przemyślę to.
- Catherine! - Cześć.
Pomyślałem, że cię złapię.
Co z tym samobójcą?
Nie udało mu się to.
- Chodzi o tego, co wygłaszał groźby. - Zażegnaliśmy incydent.
- To nie przyciągnie czytelników. - To nie było nic ciekawego.
- Co robisz wieczorem? - Oglądam telewizję.
Nie poszłabyś na kolację?
Jesteśmy na wylocie.
- Chcą zamknąć wydawnictwo. - Żartujesz.
Wydajemy od 128 lat, a teraz...
W sumie jej nie zamykają, będzie wydawana w sieci.
Naprawdę mi przykro.
Jutro ogłoszą to oficjalnie. Zostały mi cztery tygodnie.
Lecę, muszę odebrać Ryana.
Myślałem, że słyszałaś. Sam dowiedziałem się rano.
Tommy Lee Royce wyszedł z więzienia.
Wiedziałaś o tym?
Nie.
Wiedziałam, że to jakoś teraz, ale...
Jest na wolności.
Catherine!
Ma pani chwilę?
Ryan!
Zazwyczaj jesteś miłym chłopcem.
Ale czasami coś w ciebie wstępuje.
Wiem, że się denerwujesz,
ale musisz inaczej dawać temu upust.
Zrobił komuś krzywdę?
Sobie.
Nikomu nic się nie stało, ale mogło być inaczej.
Gdy zacząłeś rzucać krzesłami
i bluźnić...
To my ponosimy odpowiedzialność.
- Chcę oglądać telewizję. - Wpierw się przebierz.
- Czemu? - Bo tak mówię.
- Mogę soku? - Nie musisz pytać.
- Nalejesz mi? - Przebierz się.
- Jakiś koleś podpalił się z rana. - Nieprawda.
Tak mówili w sklepie.
Chcesz?
- Dzięki. - Robiłaś coś?
Byłam na działce. Dopiero wróciłam.
W garnku masz jedzenie.
Spotkałam Richarda. Zaprosił mnie na kolację.
- Popilnujesz Ryana? - Pewnie.
Trochę to dziwne. Randka z byłym mężem.
Co na to młody?
Znów narozrabiał.
Rzucał krzesłami w klasie i kazał pani Mukherjee się odpieprzyć.
Nie sądzisz, że czasem przesadzają?
Tommy Lee Royce wyszedł z więzienia.
Słyszałam.
Czemu mi nie powiedziałaś?
Nie chciałam cię denerwować.
- Zrobiłeś, co mogłeś. - Za mało.
- To nie ma znaczenia. - Ma.
- Przynajmniej to przemyśli. - I powie "nie".
- Wiadomo było, że tak będzie. - Nie jestem pętakiem.
Chryste!
Dobrze o tym wie.
Niby skąd?
A jak mi to okazał?
Podaj przykład.
- Kevin nie jest zwykłym pracownikiem. - Oczywiście, że nie.
Przemyślałem to.
Komuś innemu kazałbym spadać.
To nie była łatwa decyzja.
Czemu na mnie nie patrzysz?
Chyba nie sądzisz, że się z tobą zgodzę?
Ile wydaliśmy na jej naukę?
- Tylko nie to. - Jakie z tego korzyści?
Pieniądze wyrzucone w błoto.
Pewnie, idź i trzaśnij drzwiami!
Trzask!
To było zbędne.
Jestem dobrym człowiekiem oraz szefem.
Nie zrobię dla nikogo wyjątku.
Nawet dla Kevina.
Jak ci minął dzień?
Nie wiem czemu tego nie rozumie.
Nie przeprowadzasz się, gdy tracisz pracę. Ty to rozumiesz.
Ty się z nią ożeniłeś.
Mówi, że coś sobie znajdę.
Mam 50 lat nic innego nie umiem.
Ano nie.
Co to za historia z tym samobójcą?
Nic ciekawego.
Był napruty i naćpany.
Rzuciła go dziewczyna.
- Dzień jak co dzień. - Dokąd go zabrali?
Kto?
Sanitariusze. Chyba przyjechali?
Nie pytałam. Problem z głowy.
Jak go od tego odwiedliście?
Próbowałam, gdy nagle wyciągnął papierosy.
Nie pomyślał, że aby zapalić papierosa,
musi użyć zapalniczki, więc potraktowałam go gaśnicą.
- Jak się nazywał? - Nie mogę powiedzieć.
Wiesz, co powinieneś zrobić?
Zamiast pisać o jakimś głupku, napisz coś wartościowego.
Co sprzedasz do dużych gazet. Czemu tyle tu tego.
- Czego? - Narkotyków. Ludzkich wraków.
Mamy tu wszelakie świństwo. O tym napisz.
Chcesz wiedzieć, dokąd go zabrali?
Pewnie do psychiatryka, gdy wystarczyło wyjaśnić,
jak zachowuje się benzyna w zetknięciu z ogniem.
Bo nie miał pojęcia, jak to się może skończyć.
Gdzie mieszka Tommy Lee Royce?
Nie mam pojęcia.
- Gdzieś w okolicy? - Pewnie wiesz lepiej ode mnie.
- Nie podał adresu, gdy wychodził? - Swojej matki.
Dzwoniłam do jego kuratora.
Mieszka w Rishworth, ale jego tam nie będzie.
Dzięki.
Przyjemność po mojej stronie.
O której powiedziałeś, że wrócisz z Rotherhamu?
O północy.
Chodź do środka. Jestem za stara na numerek w aucie.
Mamy pecha.
Mamy ładny dom, dwie wspaniałe córki.
Nevison twierdzi, że szczęście zdobywa się samemu.
- Łatwo mu mówić. - Gada bzdury.
Nie można zacząć być nieszczęśliwym.
Każdy chwyta się szansy.
Jeśli ją dostrzeże.
Nie mamy źle. Jak by na to nie patrzeć.
Co to niby znaczy?
Chodziło mi...
Jak na nudnych i przeciętnych ludzi.
Połowa firmy powinna być moja.
Zamiast tego chodzę tam codziennie
i z uśmiechem na ustach daję się dymać.
Tak to odbieram.
Każdego dnia. Na okrągło.
REBECCA CAWOOD, UKOCHANA CÓRKA CATHERINE I RICHARDA
ORAZ SIOSTRA DANIELA
Babciu, ktoś tu zostawił długopisy!
POLE KEMPINGOWE
- Ashley! - Kevin.
Cześć.
- Mam dla ciebie czek. - Nie pali się.
- Wpadnę później. - Nigdzie się nie wybieram.
Zrobiłem podjazd.
Dla wózków. Do świetlicy, gdybyś chciała pograć w ping ponga.
Nie musiałeś!
Możesz grać w ping ponga?
Pewnie. Uwielbiam go.
Wszystko macie przygotowane.
Ben i Sam są chętni do zabawy.
- Możemy iść? - Pewnie.
Na razie.
Bawcie się dobrze.
Ashley to idealny przykład.
- Czego? - Tego, o czym mówię.
Widziałaś ich auta? Nówki za 80 tysięcy.
A to wszystko z kempingu.
Pomyliłem profesje.
To Richarda wczoraj słyszałam?
Nie robiliśmy niczego, czego nie robiliśmy wcześniej.
Nikogo nie osądzam.
Współczułam mu. Stracił pracę.
A ona tylko się czepia i...
Co?
Czułam się samotna.
Nie chciałam całą noc myśleć o Tommym Lee Roysie.
- Podziałało? - Nie.
Może już tu nie mieszka?
Jest z tych co myślą, że Manchester jest za granicą.
Nie pomyślał, by gdzieś wyjechać.
Nie odnalazłby się w innym miejscu.
Jest jak szczur.
Nigdy stąd nie wyjedzie.
Tato!
Kania ruda!
Piękna!
- Spójrz na nich. - Ashley.
- 475. Zgadza się? - Co do grosza.
Cholera.
To chyba...?
Co to jest?
Nie mam pojęcia.
W życiu tego nie widziałem.
Może wezwij policję.
Masz rację.
Mogę cię na słówko.
Pogadamy o przyszłorocznym wynajmie kempingu.
Musimy obgadać parę drobiazgów.
Możemy to zrobić później? Obiecałem pomóc Jenny z zakupami.
- Piwko? - Nie, dzięki.
- Napijmy się. - Nie chcę.
To tylko piwko.
Lepiej się napij.
Posłuchaj...
Nic się nie martw.
Nic nie widziałem.
A ja widzę, to marihuana.
Nie wiem, skąd się to wzięło.
- Coś sugerujesz? - Nie chcę kłopotów.
- Chcę wrócić do Jenny. - Nie chcę cię straszyć.
Lubię Jenny i dziewczynki,
ale jeśli coś sugerujesz, to już poważna sprawa.
Możesz mi zaufać.
Ludzie muszą robić to, na czym się znają.
W sumie... napiję się piwa.
Debil.
- Chciałbyś zarobić pół miliona? - Słucham?
Sam nie dam rady.
Przemyślałem wszystko.
Ale potrzebuję pomocy.
Słucham.
Nevison Gallagher ma córkę.
Zapłaci pół miliona, ale przy większej kwocie mógłby pójść na policję.
Zebranie gotówki zajęłoby mu tydzień,
bez wzbudzania podejrzeń banku.
Nie wiem też, gdzie można by ją trzymać.
Nie wszystko jeszcze przemyślałem,
- ale najważniejsze... - Mówisz o...
porwaniu?
Jest po studiach, bez pracy.
Tylko rodzice zauważą zniknięcie. To tylko kilka dni.
Tylko tyle.
Myślałem, że lubisz Neva.
Nie.
Nie lubię go.
Był najlepszym kumplem mego ojca.
Wychowali się na tej samej ulicy.
Wymyślili wszystko wspólnie.
Tata poszedł na studia,
a gdy je skończył, Nevison zaproponował mu pracę.
Byli wspólnikami!
A Nevison, jak to miewa w zwyczaju, wyrolował go.
Zatrudnił prawników.
A tata po prostu to zaakceptował.
Mogę to przemyśleć?
O to samo spytał Nevison, gdy poprosiłem o podwyżkę,
by Melissa mogła pójść do lepszej szkoły.
Przemyślał to
i odmówił.
Co mu powiedziałeś?
Załatwione.
Jest tchórzem, nie ma się co nim martwić.
Martwi mnie ten nowy.
- Jest w porządku. - Jest za spokojny.
- Jest z polecenia. - Dziwnie się gapi.
Daj mu spokój. Siedział osiem lat, dopiero co wyszedł.
Wstaw wodę. Musimy pogadać.
Tommy!
Napijesz się herbaty?
Kwiaty.
Od kogo?
Od Richarda.
Igrasz z ogniem.
Poczytasz mi?
Chcę pięć minut dla siebie.
- Przebrałeś się? - Będę nim tu przyjdziesz.
A kąpiel?
Przyniosę ci na górę herbatę.
Ashley prosił, byś wpadł przed wyjazdem.
Będę potrzebował kilku informacji, ale wchodzę w to.
To nie nasza działka, ale damy radę.
Będzie sporo wydatków, więc mogę ci zaproponować 10%.
Dziesięć?
Mówimy o 50 tysiącach.
- Akurat na szkołę. Tego chciałeś. - Chcę połowę.
Niby za co?
- To ja tu ryzykuję. - Dałem ci cynk.
Mówiąc szczerze możemy to zrobić bez ciebie.
Prawda?
Więc ciesz się, że w ogóle ci coś zaproponowałem.
Nie zrobisz tego, bo pójdę...
Gdzie pójdziesz?
Powiesz policji o piasku?
Jakim piasku?
Nie chcę się z tobą kłócić.
Chcę, byś posłał Melissę do tej szkoły.
Zasługujecie na to.
Będziesz pięćdziesiąt tysi do przodu nie biorąc w tym udziału.
Sto tysięcy.
Chcę, by Catriona też poszła do tej szkoły.
Zgoda.
Niech będzie sto.
- Kiedy zamierzacie...? - Mniej wiesz, lepiej śpisz.
Cicha woda z ciebie.
Cześć.
/Spierdalać.
W suahili to chyba oznacza "proszę wejść".
- Gdybym ja to powiedziała, to byłby rasizm. - E tam.
- Macie nakaz? - Nie jest mi potrzebny.
Wezwano nas, bo dochodziły stąd krzyki.
To ja. Strzelił mnie w głowę.
- Niechcący. - Tym.
- To było niechcący. - Zgadza się.
Jak się nazywasz?
Do ciebie mówię, kolego.
Jason Tindall. Mówcie mi Tinner.
Wyciągnij strzykawkę ze stopy.
Chcesz usłyszeć coś śmiesznego?
Jakoś to zniosę.
Liam Hughes chce mnie oskarżyć o napaść.
Napaść przy użyciu piany? Faktycznie śmieszne.
A teraz najlepsze.
Kioskarz, od którego pożyczyłam gaśnicę, wystawił mi fakturę na 75 funtów.
Za wymianę gaśnicy, o której nawet nie wiedział, że ją ma.
Naprawdę niezłe.
Nevison chce cię widzieć.
- Po co? - Nie wiem.
Zamknij drzwi i siadaj.
- Coś się stało? - Nie.
Dojdziemy do tego.
Nie mogę dać ci podwyżki, ale powiem ci, co zrobię.
Nie chcę, byś o tym rozpowiadał, bo nie mogę tego zrobić dla każdego.
Opłacę naukę twoich córek.
Podziękuj Helen i Anne.
Przekonały mnie w ten czy inny sposób.
Ann? Naprawdę?
Co ty na to?
- Nie wiem, co powiedzieć. - Jest coś jeszcze.
Zastanawiam się nad dłuższym urlopem.
U Helen wykryto raka wątroby.
- U Helen? - Cztery miesiące temu.
Rokowania nie są...
Chciałaby jeszcze zrobić kilka rzeczy.
Miejsca, które zwiedziliśmy przez te wszystkie lata...
Chcę, byś mnie zastąpił.
Wiem, że czasami czułeś się niedoceniany...
Zastępca dyrektora.
Czasowo, a potem kto wie.
Poradzisz sobie?
W zamian za płacenie za szkołę?
Przykro mi z powodu Helen.
Kijowo. Inaczej się tego nie określi.
Przepraszam, Catherine.
Możemy ponownie porozmawiać?
Co trzy tygodnie przyjeżdża do nas psycholog.
Chciałabym, by spędziła trochę czasu z Ryanem.
Denerwuje się, bo ma problemy z czytaniem.
To nic wielkiego.
Nie możemy pozwolić, by to się powtarzało.
Musimy poznać przyczynę.
Inni rodzice się skarżą.
Chodzi o wypracowanie strategii.
By wiedzieć, co go denerwuje
i jak sobie z tym radzić.
I znaleźć mu jakiś cel.
Wiem, że to nie jest łatwe.
- Herbaty? - Nie.
Mogę coś pani powiedzieć?
Oczywiście.
Moja córka, Becky, zmarła tuż po narodzinach Ryana.
Wiem o tym.
Miał 6 tygodni.
Był niechcianym dzieckiem.
Nie zrobiła nic na czas,
bo nie wiedziałam, że jest w ciąży,
a ona chyba nie zdawała sobie z tego sprawy.
To działo się w jej głowie.
- Proszę powiedzieć, jeśli panią nudzę. - Nie nudzi mnie pani.
Została zgwałcona.
Nie powiedziała mi, bo bała się,
że każę jej o tym opowiedzieć, a tego bym nie zrobiła,
gdyby to było dla niej...
Mój mąż ją znalazł.
Powiesiła się w swoim pokoju.
Współczułam mu. Widziałam trupy, on nie.
Musiałam zaopiekować się Ryanem.
Nikt mnie nie zmuszał, ale nie widziałam innego wyjścia,
a on nie pytał...
To nie była jego wina, prawda?
Nie był niczemu winien, a nikt go nie chciał.
Nie miałam nic przeciwko, ale mój mąż nie mógł tego znieść.
Nie chciał przebywać z nim w jednym domu.
Nie wiem, po co to mówię. Robię dla niego, co mogę.
Nikt tego nie kwestionuje.
Nie wiem, czemu to pani opowiadam.
- Czy jego ojca...? - Nie złapano go.
I tak nic bym nie udowodniła.
Wiem kto to. Osiem lat siedział w więzieniu.
Za narkotyki, nie za to, co zrobił Becky.
Z tym mu się upiekło.
I nie chodziło o jej słowo przeciwko jego, czy że tego chciała, albo że byli pijani.
To była brutalna napaść.
Wiedziała kto to. Napisała jego imię zanim...
Boję się, że Ryan będzie taki jak on,
a to możliwe, prawda?
Ma pani rację, nie da się o tym zapomnieć.
Przebieram się i będę grał.
Robię pizzę.
Super.
Halo?
Nie masz ochoty na wyjazd do Rotherhamu?
Dobrze się czujesz?
Ważę wszystkie za i przeciw
wzięcia sprawiedliwości w swoje ręce.
Najgorsze, jak cię złapią.
Może.
Najgorsze chyba by było,
gdybym po wszystkim nie poczuła się lepiej.
Bo niby czemu?
To mi jej nie zwróci.
Nie pozwól, by cię to prześladowało.
Catherine.
To zwykły śmieć.
Kiedyś dostanie to, na co zasłużył.
Z drugiej strony, przyjemnie by było
wgnieść mu jaja w błoto.
A potem zakopać jego truchło, gdzieś na polu, by sczezło.
Gdzie nikt by go nie odnalazł, ani po nim nie płakał.
Po tym poczułabym się lepiej.
Choć trochę.
Dobrze się czujesz?
Nie przeraża cię to?
Stanąć z nim twarzą w twarz, i nie wiedzieć, co z nim począć?
Chyba nie zamierzasz go odszukać?
Cześć Ashley, tu Kevin. Sądzę, że...
Sądzę, że...
Szlag!
Ashley, sądzę, że... Cześć Ashley, tu Kevin.
Pomyliłem się co do Nevisona.
Chyba powinniśmy to...
odwołać. Sądzę, że...
Cześć Ashley, tu Kevin. Chyba...
przeliczyłem się, co do sumy, którą Nevison może zapłacić.
Ashley, przeliczyłem się, co do sumy, którą Nevison może zapłacić.
Przeliczyłem się, co do sumy, którą Nevison może zapłacić.
- Halo? /- Ashley, tu Kevin.
/Ashley?
- Tu Kevin. /- Cześć.
Przemyślałem wszystko
i uważam, że nie powinniśmy tego robić.
Przeliczyłem się co do sumy, którą Nevison...
/Nie dzwoń do mnie.
Ani na komórkę, ani na stacjonarny.
/- Do zobaczenia w sobotę. - Posłuchaj...
Jeśli coś pójdzie nie tak, policja może namierzyć połączenia,
/więc się uspokój /i nie dzwoń do mnie.
Ashley...
Szlag, szlag, szlag!
- Debil! - Przepraszam.
- Mogliśmy to zrobić teraz. - Nie było jak.
- Nie masz o tym pojęcia. - Mam.
- Daj mi poprowadzić. - Ja prowadzę.
Przyszedł jakiś facet, chce rozmawiać z kimś ważnym.
Nie podał nazwiska, ani o co chodzi,
ale wygląda na zdenerwowanego.
- Pijany? - Nie sądzę.
Naćpany?
Nie, wygląda tylko na zdenerwowanego.
Dzień dobry.
Mogę w czymś pomóc?
Od czego zacząć?
Czy jest pani...?
Jestem sierżantem. Jeśli panu nie pasuje,
- proszę jechać do Todmorden. - To wystarczy.
Zaczęło się od tego,
że poprosiłem szefa o podwyżkę,
ponieważ moja córka dostała szansę...
- Chciał pan zgłosić przestępstwo? - Nie.
To nie jest coś...
Znam pewnego człowieka...
- Zawsze wydawał mi się podejrzany. - Co się stało?
Na razie nic.
Poda mi pan nazwisko?
Bierze pan jakieś leki?
Napije się pan herbaty?
Wtedy porozmawiamy. Co pan na to?
Może wolałby pan wszystko napisać?
Proszę posłuchać. Proszę wyjść tymi drzwiami,
skręcić w lewo i po pięciu metrach zobaczy pan drzwi.
Wpuszczę pana do swojego biura
i opowie mi pan wszystko od początku.
/Pilne wezwanie do Waterfield House /mieszkania 12.
/Jakiś gość zwisa z balkonu.
To melina ćpunów. Już jadę.
Teraz.
Co za debil.
Bardzo przepraszam.
- Co za kretyn! - Bardzo przepraszam.
Jechałeś za blisko.
- Pewnie nie masz ubezpieczenia. - Mam.
Świetnie!
Mam nadzieję, że przyznajesz się do winy.
W sumie jakoś dziwnie jechałaś.
Więc to moja wina, że nie patrzysz przed siebie?
- Bierz ją. - Co robicie?
Co robicie?!
Stul pysk!
Zaklejaj.
Nie kręć się!
Trzymaj ją.
Teraz nogi.
Widzimy się na miejscu.
Słuchaj się, to nic ci się nie stanie
i wszystko wkrótce się skończy.
Będzie dobrze.
/- Halo? - Ashley, to ja.
Nie rozłączaj się, dzwonię z budki.
Czego chcesz? Nie żartuję, masz więcej nie dzwonić.
/Chcę tylko powiedzieć...
/Chcę powiedzieć,
/żeby jej nie skrzywdzili.
/To dobra dziewczyna.
Niech ją traktują z szacunkiem.
/Jeśli Nevison zrobi, /co mu się każe,
nic jej się nie stanie.
Powinienem być w pracy.
/Właśnie.
/Do zobaczenia w sobotę.
Wracaj do pracy.
Tylko bez numerów,
bo urżnę ci cycki.
- Ściągnij ten śpiwór. - Zostaw tak.
Muszę zadzwonić na farmę do Ashleya.
Co?
Wiesz, co powiedziałeś?
Cholera!
Nie usłyszała. Była w śpiworze, jęczała.
- Nic nie słyszała. - Nie wrócę do pierdla,
przez takiego głąba jak ty.
Więc wpierw pomyśl,
zanim się odezwiesz
albo utnę ci fiuta i wsadzę w dupę.
Nic nie słyszała.
Uważaj na siebie.
/Wisiał dilerowi pięć dych /i nie mógł oddać.
Zapukało do niego trzech gości i chcieli mu dowalić.
Narobił w gacie ze strachu, bo nie miał jak uciec.
Nagle przypomniało mu się, co robił z kumplami, gdy był na haju.
Łazili po ścianach, bawiąc się w Spider-Mana.
Zeskakiwali po balkonach na sam dół.
/Więc chciał zrobić to samo, /tyle że był trzeźwy.
/Wyszedł przez balkon
i zdał sobie sprawę, że na trzeźwo
- to głupota. - Dobre.
Tymczasem kolesie wyważyli drzwi,
zorientowali się, co jest grane
/i zaczęli w niego rzucać drogimi sprzętami: /telewizorem, Wii, PlayStation, Xboxem, Game Boyem,
próbując go strącić.
Gdy przyjechałam,
już ich nie było, a on wisiał ze spodniami na kostkach,
bo miał na sobie te dżinsy, co to je noszą poniżej dupy.
- Pani sierżant? /- Pogadamy później.
Witaj, sikoreczko.
/Czy to Nev?
- Możliwe. /- Nevison Gallagher?
- Tak. /- Jak się masz?
- Z kim mam przyjemność? /- Mów mi...
Bóg.
Skąd masz telefon mojej córki?
/Pożyczyłem.
- Ja i moi koledzy. /- Co jest grane?
Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał.
/Mamy twoją śliczną córcię
/w dość kłopotliwym położeniu.
Nie chcemy w to mieszać policji.
Rób, co ci się każe,
/a włos jej z głowy nie spadnie.
- Kim jesteś? - Gwarantem bezpieczeństwa Annie.
/Weź kluczyki i idź do auta.
/Bez pośpiechu. /Z nikim nie rozmawiaj.
/Zadzwonię ponownie /za dwadzieścia minut.
/W warsztacie Dewsbury Moor na M62 /są budki telefoniczne.
/Tuż przy wejściu. /Wybierz tę na lewo.
/Masz dwadzieścia minut.
/Masz być sam.
/Zobaczę policję, /coś podejrzanego
/i będziesz żałował tego /do końca życia.
Halo?
Jesteś dziewicą?
- Halo? /- Tu Nevison.
/Nie uwierzysz.
/Jakiś gnój...
porwał Annie i żąda miliona funtów.
- Miliona? - To poważna sprawa.
/Możemy tyle wypłacić w dwa dni?
- W dwa dni? - Gotówką.
Tak, by bank nie pomyślał, że chcemy je wyprać?
Sprawdzę rachunki.
Musimy je wypłacić,
/bo te gnojki mówią serio.
Co powiem Helen?
/Co powiem Helen?
BMW 530i TOURING KOLOR SREBRNY
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.