Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Corsican
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
KOPALNIE KRÓLA SALOMONA
Gdzie są moje słonie?
Szukamy już wiele godzin. A nie widziałem jeszcze ani jednego.
Nie wrócę do domu z pustymi rękami.
Panie McNabb...
Oto one, sir.
Widzi pan? To w większości samice.
Samice nie mają za wiele kości słoniowej, niestety.
A koogo to obchodzi?
Byle było do czego strzelać.
No dobrze.
Będę pana osłaniał.
Proszę to zrobić powoli i spokojnie.
Nie!
Panie Bitter!
Żadne zwierzę nie zostanie zabite, dopóki ja na to nie pozwolę.
To moje safari, panie Quatermain.
Obiecałem panu dorosłego samca.
I jego właśnie pan dostanie.
Allan...
Przepraszam pana.
Nie przejechałem tysiące mil dla jednego żałosnego słonia.
- Zajmę się tym, sir. - Tak.
Co ty robisz?
Potrzebuję tej roboty. On jest przyzwyczajony, że dostaje to, czego chce.
To nie mój kłopot.
Jak my go nie uszczęśliwimy, to wynajmie innego przewodnika.
Nie będzie strzelać do samic, dpóki jest ze mną.
Jeśli przyjedzie tu więcej takich jak on, możemy stać się bogaci.
Ty możesz być bogaty. Ja mogę być bogaty.
Będziesz mógł należycie zaopiekować się synem.
Nie waż się!
Mamy umowę, McNabb.
Mogę zabić tyle tych bestii, ile mi się żywnie podoba.
- Będzie pan je mógł zabić, sir. - Nie, dopóki ja tu jestem.
Proszę, niech pan strzela.
Nie...
Nie!
Masz, Quatermain.
Wszystko w porządku?
Tak...
Nie najgorsze polowanie, jak na pierwszy dzień.
Nie sądzi pan?
Nie, nie najgorsze.
Panie Bitter,
ranny słoń jest najbardziej niebezpiecznym zwierzęciem w buszu.
Ta matka jest duża, silna i jest bardzo mądra.
Ona dokładnie wie kto ją postrzelił.
- Naprawdę? - Naprawdę.
- Czy to prawda? - Ale pewnie do tej pory dopadło ją stado lwów.
To dobrze.
Dobrze.
Wyśmienicie.
Co za brednie...
McNabb!
Quatermain!
Pomocy!
Padnij!
Odetnij mnie!
No chodź.
Dobrze.
Przykro mi, mała.
DO KOPALNI KRÓLA SALOMONA
Tłumaczenie części pierwszej: Nieznane
Resynk dla 1080p TIGERHAM aa2ap@yahoo.com
/Moja najdroższa Elizabeth.
/Na reszcie moja niekończąca wyprawa by /odkryć zagadkę Kopalni Króla Salomona
/jest prawie na finiszu.
/Z pewną nutką ironii muszę ci donieść,
/że im bliżej jestem tych kopalni,
/tym częściej pojawiają się zewnętrzne moce, /które chcą mi przeszkodzić w osiągnięciu mojego celu.
/Ale jestem pewien, że to tylko chwilowe.
/Z tego co udało mi się zaobserwować /wynika, że moi bogaci beneficjenci
/i lokalne plemię /wydają się ze sobą rywalizować
/w zdobywaniu bogactw Afryki.
/Nieco przygnębiające jest, że jesteś /jedyną osobą, której nadal mogę ufać.
/Wysyłam ci tą mapę, byś ją przechowała.
/Ma ona ogromną wartość /i musi być troskliwie strzeżona.
/Mam nadzieję, że uda mi się ochronić ciebie /przed niebezpieczeństwami, jakich sam doświadczyłem.
/Ale na wypadek, gdybyś potrzebowała innej ochrony
/zalecam ci, byś poszukała Allana Quatermaina.
/To bardzo czcigodny człowiek.
/Bardzo cię proszę, byś strzegła tej mapy, /a być może uda nam się ochronić Kopalnie,
/przed tymi, którzy zbezczeszczą ich legendę.
/Twój kochający ojciec.
Vento, weź to, biegnij jak szybko potrafisz i nigdzie się nie zatrzymuj.
Quatermain, Afryka uśmiecha się do ciebie.
Nie powinieneś jej winić za swojego pecha.
Khiva, ja za nic nie winię Afryki. To nie ma nic wspólnego z pechem.
Bardziej z tym, że mój partner wbił mi nóż w plecy, a moja żona...
Mam syna w Anglii, który jak mniemam potrzebuje ojca.
I już najwyższy czas, bym się nim stał.
Twoje miejsce nie jest w Anglii. Twoje miejsce jest tutaj, z nami.
Tak, Afryka nie będzie taka sam bez ciebie.
Afryka pozostanie taka sama, niezależnie czy ja tu będę, czy nie.
ZIEMIA PLEMIENIA KUAKUANIS
Jestem Twala, król tej ziemi. I wszystkiego co widzisz.
Mówisz po angielsku.
Znam język białych ludzi.
Ale dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś?
Masz mapę, która prowadzi do klucza. Chcę mieć ten klucz.
Nie mam bladego pojęcia o czym mówisz.
Zabijcie go.
Nie...
Tak, znalazłem...znalazłem mapę
i być może mówi ona coś na temat klucza, ale już jej nie mam.
Wysłałem ją za ocean, do mojej córki, w Anglii.
To bardzo nieszczęśliwie się składa.
Sprowadzisz ją z powrotem.
To niemożliwe.
Nie ma rzeczy niemożliwych.
Napisz list do swojej córki w Anglii.
I powiedz jej, by przywiozła nam tą mapę.
Car Rosji wynajął mnie, bym znalazł tą mapę. A za nim stoi potężna armia.
Nie bałem się go. I nie boję się śmierci.
Mogę uczynić ból, czymś gorszym niż śmierć.
- Ojciec? - Witaj Harry.
Ojcze!
- Boże, jak za tobą tęskniłem. - Ja za tobą też.
Niech no ci się przyjrzę.
Już nie jesteś Mały Harry. Chyba będę musiał się do ciebie zwracać: Duży Harry.
Witaj Charles.
Kto to?
Witaj Margaret.
- Dużo czasu minęło, Allan. - To prawda.
- Nie zabierzesz go do Afryki. - Nie, nie. Ja...wróciłem.
- Jestem w Londynie... - Nie, Allan. Harry jest tutaj szczęśliwy.
Wnieśliśmy o opiekę nad nim.
Przepraszam na chwilę.
- Kocham cię. - Ja też cię kocham.
Idź.
Do zobaczenia niedługo.
Chodź, kochanie.
Allan, oni są nieziemsko bogaci i sąd da im opiekę.
Bo widzisz, sąd może postrzegać to, jakbyś porzucił syna.
Nie porzuciłem mojego syna.
Jak umarła jego matka, wysłałem go do Londynu, do dziadków,
bo czułem, że to było dla niego najlepsze w tamtej chwili.
Wysłałeś go o tysiące mil od siebie.
- Dla jego dobra. - Ale ty pozostałeś tam.
Austin, musiałem zarabiać na życie.
Prowadzisz bardzo ekscytujące życie, Allan.
Polowania, safari, odkrywanie dziewiczych terenów.
Nikt cię nie wini, że wybrałeś to, a nie rodzinę.
Nie wybrałem Afryki zamiast swojej rodziny.
Chcę być z tobą szczery, Allan...
Moim zdaniem Harry ma lepsze warunki u swoich dziadków.
Oni mają kupę pieniędzy, wysyłają go do najlepszych szkół...
Nie interesuje mnie twoja opinia, Austin.
Ja jestem jego ojcem, a on jest moim synem.
Powiedz mi, czy mam jakieś szanse czy nie.
Będziesz musiał udowodnić przed sądem, że jesteś dobrym i odpowiedzialnym rodzicem.
Potrzebujesz pieniędzy, Allan. Dużo pieniędzy, bo będą z tobą walczyć na zęby i paznokcie.
Inaczej nie widzę możliwości, byś odzyskał syna. Przykro mi.
Barman, poproszę podwójną.
Kłopoty?
Tylko jeśli kłopotem jest gdy ktoś cię nazwie nieodpowiednim ojcem.
Tak...
- Powodzenia, stary. - Dziękuję.
Najwyraźniej źle trafiliśmy. Chodź Elizabeth, nie chcę, żebyś tutaj przebywała.
Kapitanie, niech pan nie żartuje. Jeśli on tu jest, to ja go znajdę.
Mogę w czymś pani pomóc?
Tak, szukamy pana o nazwisku Allan Quatermain.
Tutaj. Ja jestem Allan Quatermain.
Nie. To ja jestem Allan Quatermain.
Proszę nie zapominać, że rozmawiacie z damą.
Amerykanin. Wydaje mi się, że to ten przy barze.
Pan jest Allan Quatermain?
Moja wizytówka.
To jest kapitan Good. Jesteśmy zainteresowani wyprawą do Afryki.
Zgadza się.
Może zechciałby się pan na chwilę oderwać od swojego zajęcia?
Przykro mi, już się nie zajmuję safari.
Kim wy jestescie? Hrabia Dracula i jego narzeczona?
Proszę uważać na język, albo będzie pan miał ze mną do czynienia.
Tak jest, kapitanie!
Czeka na pana pokaźna suma pieniędzy.
- Za zrobienie czego? - Za pomoc w odnalezieniu mojego ojca.
Został porwany w Afryce.
Afryka to nie jest miejsce dla damy.
Ja się niczego nie boję, panie Quatermain.
A już szczególnie gdy chodzi o ratowanie życia mojego ojca.
Co za kompletny nieudacznik.
Co mój ojciec sobie myślał? Mam powierzyć jego życie temu pijakowi, który nie wie jak się zachować?
Ale który ma zdrowy rozsądek.
- Co takiego? - Miał rację, co do twojego wyjazdu do Afryki?
Czy koniecznością jest byś ty pojechała?
Proszę, nie zaczynaj ponownie. Wiesz, że już się zdecydowałam.
Jeśli Quatermain nas nie zaprowadzi, to znajdziemy kogoś, kto to zrobi.
To nie powinno być trudne.
Good. Czy to ty?
Co sprowadza cię na suchy ląd, kapitanie?
To jest moja ukochana siostrzenica.
Elizabeth Matiland, to Claiton i Bushop.
- Pani. - Miło mi.
Claiton i Bushop byli moimi kompanami.
Kiedy to dokładnie było?
Wygląda na to, że macie wiele do nadrobienia. Więc ja udam się do hotelu.
Bardzo dobrze, ale trzymaj się głównych ulic.
Będę. Miło było was poznać, panowie.
Stój!
Stój! Oddaj to, ty mały złodzieju!
- Proszę mi dać mapę, panno Matiland. - Nie wiem o czym mówisz.
Mapa od pańskiego ojca. Należy do nas.
Jest pani cała?
Tak... dziękuję.
Nie ma za co.
Nie zdawałem sobie sprawy, że pani ojcem jest Samuel Matiland...
kierownik Katedry Archeologii w Oxfordzie.
- Zgadza się. - Proszę mi powiedzieć co się z nim stało.
Już mówiłam. Został porwany. Przysłał mi list.
Czy mówił coś gdzie go przetrzymują?
Gdzieś w południowej Afryce.
Jestem skłonna sowicie pana opłacić, jeśli mnie pan tam zabierze.
Afryka to bardzo niebezpieczne miejsce.
Daleko jej do domowych luksusów.
Elizabeth!
Dzięki Bogu, już wróciłaś.
Czy wszystko w porządku?
Coś się stało. Chodź szybko.
- Co za bałagan. - Tak, wiem.
Nie chodziło o kradzież.
Ten człowiek w uliczce...
Nie chodziło mu o pani torebkę.
- Szukał czegoś innego. - Zostałaś zaatakowana?
Nic mi nie jest, kapitanie.
Jest coś, czego mi pani nie mówi, panno Matiland.
Powiedz mu.
Mój ojciec przysłał mi coś, tuż przed tym jak został porwany.
Co takiego?
Jestem pewna, że słyszał pan o kopalniach króla Salomona.
Kopalnie króla Salomona nie istnieją. To tylko legenda.
Ta mapa prowadzi... do nie odkrytych bogactw starożytnych Izrćlitów.
Mój ojciec spędził ostatnie 30 lat na jej poszukiwaniu.
Kazał mi jej strzec za cenę życia.
Mogę ją zobaczyć?
Jeśli jej nie zawiozę do Afryki, to ten kto go porwał, zabije go.
- Nie sądzę. - Słucham?
Takie mapy są sprzedawane setkami turystom w Cape Town.
Najwyraźniej się pan myli, bo życie mojego ojca, zależy od tego
bym dostarczyła tą mapę przywódcy jakiegoś plemienia,
w miejscu o nazwie Sitandra Kraal.
Przykro mi. Kopalnie są żartem, a ta mapa...
- O co chodzi Quatermain? - Mogę się zgodzić,
że profesor Matiland dokonał jakiegoś niesamowitego odkrycia,
ale wiem, że kopalnie nie stanieją.
Nie obchodzą mnie kopalnie.
Obchodzi mnie tylko mój ojciec.
Pomoże mi pan go ocalić?
Niesamowite...
Mój Boże, czy oni cały czas tak żyją?
Nie, dziękuję pani, nie chcę...
Quatermain?
Wiedziałem, że długo nie wytrzymasz z dala od Afryki. Miło cię tu znów widzieć.
Cieszę się, że wróciłem, Owen. Ale tym razem jestem na krótko.
- Uwierzę jak zobaczę. - Uwierz.
- Trzymaj się z dala od kłopotów. - Postaram się.
Powinieneś startować w wyborach na gubernatora.
Nie, to zbyt niebezpieczne.
Ty ogierze.
Wiedziałem, że znajdziesz sobie jakąś kobietę.
Mylisz się, Khiva. Ona nie jest moją żoną.
Ale ona jest taka... piękna.
Tak, wiem. Ale uwierz mi. Jej nie da się kontrolować.
Ja mógłbym ją ujarzmić.
Co oni mówią?
Że pogoda się pogorszyła.
To jest Elizabeth Matiland i kapitan Good.
Khiva i Ventvogel - zdrobniale V.
Mam dla was robotę.
Ale wyglądacie na zajętych.
Jesteśmy gotowi.
Nie uwierzycie w to, ale szukamy kopalni, które nie istnieją...
To ona.
- Widzisz mapę? - Nie.
Ale podróżuje z innymi.
Z tym starym...i z Quatermainem.
Rozpoznajesz go?
O, tak.
Więc opowiedz mi o tym Quatermainie.
Przyjechał do tego kraju 12 lat temu.
Pojawił się w moim biurze jedynie ze strzelbą.
Przyjąłem go. Przez jakiś czas dobrze nam się powodziło.
A potem?
Sprowadził żonę do Afryki. Mieli dziecko.
Stał się nieostrożny. Zabrał żonę na safari.
Została zaatakowana przez lwa broniącego młodych.
Po tym zwariował.
Zaczął myśleć, że został ukarany za to, że sam zabijał.
A potem obrócił się przeciwko mnie.
Co jeśli będziemy musieli go zabić?
Powiedzmy, że nie pozwolę by znów się obrócił przeciwko mnie.
Rozumiesz, że mapa, którą oni mają jest własnością Cara?
Rozumiem, że potrzebujecie kogoś kto zna lepiej Afrykę, niż twoi syberyjscy przyjaciele.
Będziesz naszym przewodnikiem za 10% tego, co znajdziemy.
25% i nie mów, że 22 i pół.
Dobrze. Umowa stoi.
- Panie i panowie: hotel "Blśm". - Więc to jest on?
- Wygląda przyzwoicie. - Tak. Panno Matiland,
mam nadzieję, że ma pani odpowiednie ubrania na safari.
Wierzę, że mam odpowiednie ubrania na safari, panie Quatermain.
Proszę.
Dziękuję.
- Co to jest? - Ostrygi, proszę pana.
- Ostrygi? - Nie chce pan, szefie?
Bon apetit.
O której jutro wyruszamy?
O świcie.
Quatermain. Ty śmierdzący wszarzu.
Chyba ci mówiłem, żebyś mi się nie pokazywał w tej części świata.
Panie Quatermain, jakiś wielki, owłosiony pan zabiega o pańska uwagę.
Tak, panno Matiland, czuję go.
Wstań i walcz jak mężczyzna. Albo w twoim przypadku, jak kobieta.
Wybaczcie mi.
Przepraszam.
Dobrze, bardzo dobrze...
Spróbuj jak smakuje afrykańskie drzewo...
Nie zrobicie czegoś, by mu pomóc?
Możesz sobie tańczyć, Quatermain, ale nie...
Ty gnido!
Kapitanie, powstrzymaj ich!
Już skończyliśmy, Henry?
Bo nie wiem jak ty, ale ja muszę się napić.
Dziękuję, kapitanie.
Więc profesor Matiland jest przetrzymywany przez dzikie plemię?
Tak, nazywa ich lud: Kuakuanis.
Słyszałeś o nich?
Nie, nie słyszałem.
Czego oni w ogóle chcą od profesora?
To tutaj właśnie robi się ciekawie. Profesor...
Nie sądzę, że musimy się w to zagłębiać, panie Quatermain.
Panno Matiland, może sir Henry nie wygląda na takiego,
ale ma on swój honor i zawierzyłbym mu swoje życie.
Dobrze.
Myślisz, że ona jest prawdziwa?
Henry...
Nasza wyprawa nie dotyczy znalezienia kopali i jej bogactw.
Chodzi o uratowanie życia mojego ojca.
Ja wierzę w pieniądze, panienko.
A ja wierzę, że przyzwoicie panu płacę,
za wytropienie mojego ojca.
Co zrobi pan potem, zależy od pana.
Dobranoc panowie.
Nie rozumiem cię, Quatermain.
O czym ty mówisz?
Zabieranie kobiety tam...
Słyszałem wszystko.
Masz pieniądze?
- Wyruszają jutro. - Dokąd?
Do Sitandra Kraal.
Mają się spotkać z tubylcami i dać im mapę.
Co pani czyta?
"Tajemnica skarbu króla Salomona".
Kopalnie króla Salomona są częścią pradawnej historii.
Tak jak skarb kapitana Kida, albo Atlantydów.
- Zgadza się, Quatermain? - Coś w tym stylu.
Nie oszukuj ich. Quatermain wierzy w istnienie kopalń.
Nawet raz próbował je odnaleźć.
- Naprawdę? - Byłem dzieciakiem.
- Miałeś prawie 30 lat. - To było lata temu i nigdy nie znalazłem
ani cienia dowodu, że te kopalnie naprawdę istnieją.
Ale to nadal ciekawa historia.
Może nam ją pani opowie, panno Matiland?
- Czemu nie, czas jakoś minie. - Dokładnie.
No cóż, zgodnie z zapiskami biblijnymi,
król Salomon rządził Judeą przez 40 lat.
Był prawdopodobnie bardzo mądrym królem.
Zjednoczył wszystkie żydowskie ziemie i stworzył jeden kraj.
I wybudował jedną świątynię, dla jedynego Boga Żydów.
Miała przyćmić wszystkie wspaniałe pałace Mezopotamii i Egiptu.
Więc wysłał swoich ludzi na cztery krańce świata,
a oni znaleźli miejsce, gdzie zgodnie z legendą starożytni potomkowie
zakopali przeogromne bogactwa różnego rodzaju.
Diamenty, złoto, ametysty, rubiny...
Takie miejsce istniało.
I te właśnie bogactwa zostały użyte, by ozdobić świątynię króla Salomona.
I nic na świecie nie mogło się z nią równać.
Jednakże podania mówią, że jedynie niewielka ilość tego co znaleźli ludzie króla,
została faktycznie wykorzystana do budowy świątyni.
A reszta nadal czeka na znalezienie.
- Chcesz trochę, szefie? - To zależy.
- Co jecie? - Przysmak afrykański.
Coś takiego jak wasz kawior.
Kawior? No cóż... to się skuszę.
Nie najgorsze.
Jak to się nazywa?
Robaki.
Robaki?
Niezaprzeczalnie przepiękna.
Okolica, panno Matiland.
- Naprawdę piękna, nieprawdaż? - Tak.
Niech no na to spojrzę.
Naprawdę, panie Quatermain...
Jak pana żona może tolerować pańskie niecywilizowane zachowanie?
Proszę to nałożyć, może pomóc.
Jego żona nie żyje, panno Matiland.
To stało się dawno temu.
I dla pani informacji...
wydaje mi się, że ona lubiła to jego niecywilizowane zachowanie.
Co ona robi?
Decyduje czy masz żyć, czy umrzeć.
Czyta w myślach twojej córki.
Jeśli Gagool stwierdzi, że twoja córka jest w podróży, to przeżyjesz.
A jeśli nie...
Co widzisz Gagool?
Wizja jest zamazana.
Wygląda na to, że twoja córka cię zawiodła.
Zaczekaj...widzę coś.
Podróżuje do Sitandra Kraal. Towarzyszy jej trzech białych mężczyzn.
Dobre wieści. Twoja córka przyniesie mapę.
Więc na razie będziesz żył.
Nie rozumiem cię.
Czego ci potrzeba z tych kopalni? Bogactwa?
To nie bogactw pożądam.
Pożądasz władzy. Kamień Przodków.
Ale po co? Jesteś królem tej ziemi i tych ludzi.
To nie wystarczy! To nie wystarczy!
Mój ojciec został wygnany z tej ziemi i zmuszony do służenia białym.
Zostałem wychowany wśród was.
Wiem kim jesteście.
I mam najlepszy sposób na pokonanie was.
Ale śliczne...
Podejdź...
Panno Matiland, nie!
Proszę ich nie dotykać.
Są na środku drogi, jak je tu zostawimy, to zginą.
Więc niech tak będzie.
- Proszę mnie puścić! - Proszę mnie posłuchać,
ich matka albo nie żyje, albo czai się w krzakach, by zaatakować panią
tak jak jedną z tych antylop.
Czy to naprawdę konieczne, Quatermain?
Kapitanie Good,
to nie jest śmietanka towarzyska Londynu, gdzie wszystko co może pan stracić, to swoją reputację.
Tutaj, może pan stracić swoje życie.
- Droga wolna, Quatermain. - Dzięki, Henry.
Już późno, musimy znaleźć bezpieczne miejsce na obozowisko.
No dobrze.
Nigdy nie widziałam tylu gwiazd.
Tutaj jest naprawdę pięknie.
I lepiej, żeby tak zostało.
Khiva, będziemy dziś pilnować ognia.
Ja wezmę pierwsza wachtę.
Dobranoc, przyjacielu.
Po co nam ognisko w tym upale?
Trzyma drapieżników z dala, kapitanie.
Rozumiem... Gdybyś mnie potrzebował, to zawołaj.
Dobranoc.
Zaczynam rozumieć dlaczego mój ojciec tak bardzo kochał Afrykę.
Jest zachwycająca.
W rzeczy samej, jest.
Czy to znaczy, że w końcu w czymś się zgadzamy?
Najwyraźniej.
Proszę na to spojrzeć...
Dziękuję... że podjął pan ze mną tą wyprawę.
Robi się późno. Mamy jutro sporą trasę do pokonania.
Oczywiście.
- Dobranoc, panie Quatermain. - Dobranoc, panno Matiland.
Ona się bardziej bała pani, niż pani jej.
- Szczerze w to wątpię. - Jest pani cała?
Już po wszystkim, Quatermain.
Niezła robota, Henry.
Jak będę potrzebny, daj mi znać.
Dzień dobry!
Mamy piękny dzień... Dobrze spałaś, Elizabeth?
Henry, co mamy na śniadanie?
- Jak się pani trzyma? - świetnie, panie Quatermain.
Jak daleko do Sitandra Kraal?
Jak dobrze pójdzie jakieś 3 godziny.
To nasz człowiek.
Jestem odpowiedzialny za twoje bezpieczeństwo. Musi być jakiś inny sposób.
List mojego ojca mówił bardzo wyraźnie. Sama muszę dokonać wymiany.
Obawiam się, że ona ma rację, kapitanie.
Elizabeth ma iść sama?
Przez cały czas będziemy ją osłaniać.
Jeśli tylko zobaczysz coś podejrzanego, to krzycz co sił w płucach
i uciekaj. Zrozumiałaś?
Posłuchaj mnie,
bądź bardzo, bardzo ostrożna.
A teraz idź.
V. idź za te skały. Khiva, schowaj się w krzakach.
Daj mapę.
Nie, nie dopóki nie zobaczę mojego ojca.
Daj mapę!
Nie dam, jeśli mi nie pokażesz mojego ojca!
Proszę położyć mapę na ziemi, panno Matiland. I cofnąć się.
- Quatermain. - Co?
Mamy problem. Myślę, że to jest nasz człowiek.
I on nie żyje.
Elizabeth, uciekaj!
Kryjcie mnie!
Panno Matiland! Elizabeth!
Proszę wsiadać, panno Matiland. Jedziemy!
Ruszamy.
Sergiej, dostałem!
Elizabeth!
- Wszystko w porządku? - To byli Rosjanie.
I wiedzieli o mapie.
Rosjanie? Co do diabła robią tu Rosjanie?
Nic mi nie jest...
Elizabeth, musimy im powiedzieć.
Co powiedzieć?
Przez ostatnie kilka lat, poszukiwania mojego ojca dotyczące kopalni króla Salomona
były finansowane przez Cara Rosji.
Podejrzewam, że oni uważają, że mapa należy do nich.
Nie sądziłam, że z tego wyniknie problem.
Mój Boże...
Peter jest ranny. Gdzie byłeś?
Miałeś nas kryć!
Nie trudno wam zabijać w imię Matki Rosji.
Miałeś czysty strzał na Quatermaina. Wiem, że go miałeś.
Jestem przewodnikiem. Tym właśnie się zajmuję.
Chcesz zabić Quatermaina? Proszę bardzo. Ale to twoja działka, nie moja.
Jesteś tchórzem, McNabb. Przyłączyłeś się do nas.
Podjąłeś tą decyzję. I pogódź się z tym.
Bo po tym co się dziś stało... twój kumpel Quatermain, nie zawaha się, by cię zabić.
Idą w głąb tego terenu.
Plemiona mieszkające za tym pasmem górskim nie są już przyjazne.
Będziemy podążać jego śladem. Niech on wykona czarna robotę.
Wszystko będzie dobrze.
Jak dobrze? Co my teraz zrobimy?
- Henry... - Nie.
Wiem o czym myślisz, Quatermain, ale możesz o tym zapomnieć.
Czas odwiedzić starą znajomą.
- Nie. - Tak.
Mama Tozzy...
Sir Henry! Ileż to już czasu minęło?
Nie sądzę, że powinniśmy rozmawiać z szamanką.
Nie mamy wyboru.
- Twój ojciec jest nauczycielem? - Właściwie to profesorem.
Sir Henry, myślę, że masz coś dla mnie, co może pomóc.
Naszyjnik.
Należał do plemienia Kuakuanis.
Bardzo lojalnego wobec swego króla.
Człowieka zwanego Twala.
Twala więzi twojego ojca.
Masz mapę.
Pokaż mi ją.
- Podążajcie według mapy. Zdobądźcie klucz. - Jaki klucz?
Klucz do kopalni Króla Salomona.
Znajdziecie klucz w grobowcu sprawiedliwego.
Po środku wielkiej pustyni.
Podążajcie ścieżką. Poprzez Oko Saby, jej Piersi...
...aż do doliny plemienia Kuakuanis.
Tam jest kopalnia. A Twala...
...będzie czekał.
- A mój ojciec? - On także.
Dzięki woli przodków.
Idźcie. Musicie się pośpieszyć.
Nie zostało zbyt wiele czasu.
Co tam się stało i kim jest Twala?
Nie wiem. Ale czeka nas kawał drogi.
Poczekaj tutaj.
Kim jesteś i czego chcesz?
Jestem Umbopa. Zmierzacie na północ.
Urodziłem się na północy.
Nie byłem w domu od długiego czasu.
- Pojdę z wami. - Dziękuję.
Ale nie potrzebujemy kolejnego tragarza.
Nie chcę żadnej zapłaty, ale mogę być pomocny.
Więcej ludzi też nie potrzebuję.
Znam tą ziemię bardzo dobrze. I już przekraczałem wielką pustynię.
Khiva jest głównym tragarzem, on powie ci co masz robić.
No dobra, słuchajcie wszyscy.
Wkraczamy teraz na nieznane tereny, gdzie niewielu jak dotąd poszło i jeszcze mniej wróciło.
Więc jeśli ktokolwiek chciałby zwrócić, to sugeruję zdecydować się teraz.
- Nie ma się czego wstydzić. - Wszyscy idziemy z tobą.
Oczywiście, że tak Quatermain.
Nie mamy innego wyjścia.
Jak myślisz, dlaczego afrykańskie plemię interesuje się kopalniami króla Salomona?
Na pewno nie dla złota, klejnotów, czy innych tego typu rzeczy.
To dobre pytanie.
Myślę, że chodzi o Kamień.
O czym rozmawiacie? Jaki Kamień?
Legenda mówi, że kopalnie Króla Salomona, zawierają pradawny atrefakt.
Kamień Przodków.
Myśli pan, że to dla niego przetrzymują mojego ojca?
Podanie mówi, że ten kto ma Kamień, rządzi całą Afryką.
Ruszamy.
Widzisz ich?
No dobra, to tutaj zostawiamy konie.
Jak je zostawimy teraz, to mają jeszcze szanse żywe wrócić do wioski.
Co masz na myśli, przez zostawienie koni?
Jesteśmy śledzeni, kapitanie.
Henry, V. i Khiva, spakujcie tylko to, co absolutnie potrzebujemy do tej podróży.
I przygotujcie resztę, wyruszamy.
Kapitanie, jeśli byłby pan tak miły...
Idziemy tam na piechotę?
Panno Matiland,
powinna pani wrócić razem z końmi.
Mama Tozzy załatwi pani bezpieczną przeprawę do Cape Town.
- A co z moim ojcem? - Znajdę pani ojca.
Proszę posłuchać... muszę przeprosić.
Powinnam była powiedzieć o Rosjanach.
Prawda jest taka...
...że nic złego pani nie zrobiła.
Ponadto myślę...
...że pani ojciec byłby z pani bardzo dumny.
Mam nadzieję.
Muszę poznać prawdę.
Zostaję.
Konie gotowe, szefie. I ja też.
No dobra.
Khiva ty zostaniesz ze mną. V, weźmiesz trzy strzelby,
i przeczeszesz ten teren.
Wyślij dwa konie na zachód, a dwa na południe.
Trochę namieszamy tym kolesiom.
Pokręć się tu trochę i spotkamy się wieczorem przy rzece.
- Dobrze. - świetnie.
Tylko przyjdź.
Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę w co się wmieszałeś.
Zdaję.
Oto nasz środek transportu...
Niech wszyscy zdejmą buty.
Zmusimy ich by poszli za końmi, a nie za nami.
Byli tutaj najdalej parę godzin temu.
Tutaj. ślady.
Poszli tamtędy.
Nie, czekajcie...tutaj też są ślady.
Są dwie ścieżki śladów.
Co teraz?
Którędy iść, McNabb?
Przestań marnować czas, McNabb. Którędy?
Quatermain wypuścił konie...
Te ślady są zmyłką.
Oni poszli tędy. Na piechotę.
Skąd wiesz? Nie widzę odcisków butów.
Poszli na bosaka.
Uwierz mi, wiem jak myśli Quatermain.
- Pomogę panu, szefie. - Bzdura. Sam mogę nieść swój bagaż.
Bo to jest mój bagaż, prawda?
To niesamowite, chodzić po ziemi, która nie zmieniła się od tysięcy lat.
Niektórzy ludzie widzą tylko utapienie w pustyni.
Nie mogę uwierzyć, że tak długo mi zeszło zanim tu przybyłam.
Dlaczego nie zapytała pani kiedyś ojca czy może z nim przyjechać?
Pytałam.
Za każdym razem.
Podobnie jak pan, uważał, że jego delikatna córka...
...będzie się lepiej miała w domu. To dla mnie zbyt niebezpieczna podróż.
Nie widzisz zbyt wiele, prawda?
To niedorzeczność...
Quatermain, to był długi dzień.
Dlaczego nie przygotujemy obozowiska?
Staramy się być niewidzialni, kapitanie.
To jest otwarta przestrzeń. Poczekamy na V., nabierzemy wody i znikamy.
Ktoś idzie!
- Przepraszam, szefie. - Co się stało?
Prowadziłem ich kilka mil, ale nie sądzę, że się nabrali.
Wygląda na to, że nasi rosyjscy przyjaciele mają przewodnika.
Powinniśmy ruszać.
A co za różnica jeśli rozbijemy obóz?
Przecież wiedzą, że tu jesteśmy.
Przynajmniej odpoczniemy.
Wyśmienity pomysł, kapitanie.
Khiva weź broń i sprawdź teren. Zbierzcie drewno i rozpalcie ognisko.
Więc nareszcie pan zmądrzał.
Coś w tym stylu.
Nadal śpią. To nasza szansa.
Nie bierz go za głupca. Wie, że go śledzimy i upewnił się co do tego.
Mapa jest własnością Matki Rosji.
Dostaję rozkazy bezpośrednio od Cara.
Nie od ciebie.
Chyba zgodziliśmy się, by to Quatermain wziął na siebie ryzyko spotkania z tubylcami.
My po prostu za nim idziemy.
Nie, weźmiemy mapę teraz.
Chcę by jak najmniej ludzi dotarło do tych kopalni.
Przez twoją niecierpliwość jeden z twoich ludzi został już postrzelony.
A tobą kieruje słabość.
Pułkowniku... ich tu nigdy nie było.
Ivan...
Teraz będziemy działać po mojemu?
Każdego poranka modlę się stojąc twarzą w kierunku domu.
To daje mi siłę.
Więc ile minęło od twojej ostatniej wizyty?
Zmuszono mnie bym wyjechał jak byłem jeszcze małym dzieckiem.
Więc postanowiłeś teraz wrócić?
Bogowie to przepowiedzieli. Dali mi ciebie.
Mnie...?
Nie rozumiem.
Droga zostanie nam wskazana..
Musisz wierzyć.
Nie sądzę, żeby Bogowie się mną zbytnio przejmowali.
Bogowie znają cię bardzo dobrze, Quatermain.
Bogowie uśmiechają się do ciebie.
Znają twoje przeznaczenie, nawet gdy ty go nie znasz.
O czym rozmawialiście?
O niczym.
Nadal staram się go zrozumieć.
I udało się?
Właściwie to nie.
Myślę, że on jest smutny.
To taki smutek, który nie pozwala mu dzielić życia z innymi.
Pod wieloma względami jest taki jak ty.
Nie do końca pasuje.
Ale nie za bardzo wie co z tym zrobić.
Doprawdy?
Tak, tak jest.
Chciałeś mnie widzieć?
Z tego co rozumiem, widziałaś się z tym białym, Maitlandem, beze mnie.
Dlaczego?
Musiałam jeszcze raz go wyczuć...
...tak bym mogła lepiej przyjrzeć się jego córce.
I co? Przyjrzałaś się lepiej jego córce?
Tak, czuję że ona nadal do nas idzie.
O co chodzi Gagool?
Podróżuje z nią pewien biały człowiek.
Powinieneś obawiać się tego człowieka.
Dlaczego?
Tego nie wiem.
Ale on ci stanie na drodze do osiągnięcia tego, czego pragniesz.
Więc go zabiję.
Oczywiście. Już niedługo otrzymasz to, czego pragniesz, mój królu.
Lepiej, żebyś miała rację, Gagool.
Tak.
Ładny zegarek, szefie.
Dziękuję. Podobnie jak twój naszyjnik.
Chce się pan za niego zamienić?
Khiva, ten zegarek wręczyła mi sama Jej Królewska Mość z okazji mojej emerytury.
Jest dla mnie szczególny.
To też jest szczególne.
No dobrze.
Umowa stoi.
To jest piękne.
- Z czego to jest wykonane? - Nie wiem.
Kupiłem to w sklepie z pamiątkami w Cape Town.
Khiva...
Jak daleko jeszcze do tego grobowca?
Ciężko powiedzieć.
Jak myślisz co oznacza ta kobra?
Granicę?
Mam nadzieję, że wejście do grobowca.
Nie rozumiem, dlaczego kobra?
To może być pomnik plemienny, formacja skalna.
Albo... to może być ostrzeżenie.
Ostrzeżenie przed czym?
Nie wiem. Ale się dowiemy.
Te ślady są świeże. Są godzinę przed nami.
Dobrze.
Jak daleko jeszcze?
Quatermain!
Patrz!
A niech mnie...
Chodźmy, kapitanie...
Więc to jest głowa kobry?
Niezbyt pokaźna...
Nie mam pojęcia, czego my do diabła szukamy.
Powinniśmy jechać na tych koniach, ażby padły.
Sępy by nam żyć nie dały.
Cholerny idiota...
McNabb!
Może ty nie chcesz, żebyśmy ich dogonili?
Może ty działasz razem z Quatermainem?
Proszę bardzo. Ale jak tylko zawieje wiatr i zasypie te ślady,
będziecie się błąkać po tej pustyni...
...aż nadlecą sępy i wydziobią wam oczy.
Spójrz, są głodne.
Nigdy więcej nie celuj do mnie z broni.
Za przodków...
Wiesz Henry, nie wszystko co wydaje się potrzebne jest naprawdę potrzebne.
Whisky...
- To cały czas to samo, admirale. - Kapitanie.
Moje gratulacje, właśnie dostał pan awans.
Wypiję za to.
Jak możecie tak tutaj siedzieć i nic nie robić?
Patrzyć na skały?
Musimy coś zrobić.
Ta książka wyjaśnia, dlaczego król Salomon
ukrył klucz do kopalni, po środku pustyni.
Naprawdę? Co ona mówi?
Okazuje się,
że król Salomon zbudował tak niezwykłą i bogatą świątynię,
bo zakochał się w pewnej królowej.
Królowej Sabie.
Kiedy Saba przybyła do Jeruzalem by spotkać się z Salomonem...
...zakochali się w sobie bez pamięci.
Namiętnie.
Ale lud Saby tego nie popierał. W końcu była ona afrykańską królową.
Oni byli tacy różni. Pochodzili...
...z tak różnych miejsc. Jedno z nich było związane z kulturą i tradycją Afryki...
A drugie z nich nie.
Więc kiedy ona powróciła do Afryki...
...Salomon nie poddał się. Był bardzo zakochany.
Zapieczętował kopalnie
i zaoferował klucz do nich Sabie.
W zamian za to miała stać się jego żoną.
Normalnie chciał ją przekupić.
Ten mężczyzna był tak zdesperowany...
...że wysłał swoich ludzi by czekali na jej odpowiedź. Oni czekali przez całe lata.
Ale Saba nie zniosłaby opuszczenia swojego ludu.
Więc Salomon zapieczętował kopalnie na zawsze.
Co się stało z Salomonem i Sabą?
Nigdy więcej się nie spotkali.
To smutne.
To prawda.
Ciekawe jak to jest.
Darzyć kogoś tak głębokim uczuciem... że jest się zdolnym poświęcić wszystko.
Powierzam życie mojego ojca w twoje ręce.
Matiland, jesteś cała?
Tak myślę.
- Elizabeth wszystko w porządku. - Co do diabła...
Chyba znalazłam.
Długo tu nikogo nie było...
- To są przodkowie? - Tak.
Pomóż mi.
Żadnego klucza.
Quatermain! Chodź zobacz to!
Henry, nie. Nie dotykaj tego.
Nic nie dotykaj.
Elizabeth...
Nie krzycz.
Kapitanie, proszę się obudzić.
- Kapitanie. - Co się dzieje?
Wszystko w porządku?
Gdzie jest Elizabeth?
- To byli Rosjanie. - Rosjanie?
- Tak i był z nimi jeszcze jeden mężczyzna. - Jaki mężczyzna?
Ubrany jak pan, myśliwy.
McNabb...
Koniec Części Pierwszej.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.