Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon 6, odcinek 7
Tłumaczenie: titi®
Każdy dzień to nowe wymagania.
Spełniamy je, gdy nam się uda,
a gdy nie, radzimy sobie z wydarzeniami na bieżąco,
walcząc z rozczarowaniem, opatrując w miarę możliwości rany.
- Pomóc pani? - Dziękuję.
Liczy się poczucie humoru i optymizm,
ale nie ustalamy reguł życia i czasem odwaga i odporność
liczy się najbardziej.
Położna!
Witam, moje panie, proszę.
Siadajcie, zaraz przyjdę. Dzień dobry!
Podręcznikowy rytm serca podręcznikowego dziecka.
Nie wiem, czy podręcznikowo robi się fikołki o 3.00 w nocy.
Ale z pewnością jest żywotne.
Wielkość brzucha idealnie zgadza się z datami.
Wciąż się modlę, żeby było zdrowe.
Zaczęłam wierzyć, że moje modlitwy będą wysłuchane.
Najważniejsze jest, żebyś się odprężyła
i cieszyła ostatnimi tygodniami ciąży.
Wiem, ale z odprężaniem się miewam problemy.
Dostałaś może tę ulotkę?
„Jak uspokoić się oddychając?”.
Dostałam, ale nie czytałam.
Jako oceniająca nauczycielka napisałabym „Słabiutko”.
Witam, pani Mullucks.
I nasza słodka Susan!
- Mama mówi, że świetnie się rozwija. - Proszę ją pozdrowić.
Muszę natychmiast widzieć się z dr. Turnerem.
Oczywiście.
Nie chcę jeszcze oddawać Susan do żłobka, ma tylko 18 miesięcy.
Chciałam ją zapisać, poszłaby mając trzy lata, jak Belinda i Perry.
A pani Bathgate odmówiła?
Twierdzi, że nie przyjmuje „chorych dzieci”.
Mówiła jej pani, że Susan nie jest chora?
Odesłałam ją do pana.
Szkoła będzie jej potrzebna. Talidomid nie uszkodził jej mózgu.
Słyszałam, że jesteś. Jak tam Susan?
Dobrze, jak zawsze.
Szkoda, że reszta świata nie widzi tego tak jak my.
- A pani dobrze się czuje? - Tak.
Wolicie chłopca czy dziewczynkę?
Obojętne. Mamy już parkę.
To samo mówiłam przy Susan.
Dziś po prostu nie mam jak.
Muszę rodzić w tygodniu, między 9.00 a 16.00,
gdy dzieci są w szkole, a Marcus w magazynie.
Pani Antoine, wciąż może pani rodzić w szpitalu albo w naszej klinice.
Będzie pani miała spokój i prywatność.
Nie! Nie wytrzymam tych szeptów, spojrzeń
czy konieczności tłumaczenia.
To skurcz?
Mam je całe popołudnie.
Na razie bez obaw, to tylko skurcze Braxtona-Hicksa.
Innymi słowy: fałszywy alarm.
Mamo! Jerome znalazł ptasie gniazdo!
Zastępowa! Przyszła pani urodzić nam dziecko?
Dziś nie, Wesley.
Ale jeśli przyniesiecie gniazdo na zbiórkę za tydzień,
- jego zastęp dostanie punkty. - Super!
Byłam w klasie z siostrą Carrie, June.
Przyszła kiedyś zapłakana i nie chciała powiedzieć dlaczego.
Mama mi powiedziała, że Carrie ma poślubić Murzyna.
Nie wybieramy, w kim się zakochujemy.
Dzieci na zbiórkach mówią ich chłopcom okropne rzeczy.
Powtarzają tylko, co słyszą w domu,
ale i tak z tym walczę.
Może spróbujemy w czasie wolnym mówić na lżejsze tematy.
Na przykład, po co siostra Franklin robi sobie manicure?
Domyślam się, że ma go podziwiać pewien wyrywacz zębów.
Idę jutro na obiad z Christopherem,
a że mam dziś wolne, więc się przygotowuję.
Musisz go zaprosić na podwieczorek.
Może w Dzień Guya Fawkesa?
Coś szczególnego jest w planie na ten dzień?
Siostra Winifred upiekła piernik.
Ale nie jest w kształcie człowieka!
Tak, Mullucks. Dziękuję.
- Co tam masz? - Fagot.
Od kiedy grasz na fagocie?
Będzie wspólna orkiestra z szkołą dla dziewcząt.
Mieli miejsca tylko w sekcji dętej.
Mało jest dobrych utworów na fagot.
Nie, ale za to będę siedział koło Caroline Gillespie.
Mamo, przepytasz mnie z francuskiego?
Gdy położę Susan.
Niedługo będziesz lepsza niż ja, te słówka są coraz trudniejsze.
Jedz.
Perry znów karmi Susan!
Perry, wiesz, że ma jeść sama!
Dłużej jej to zajmie, ale musi się nauczyć.
Obiad jej prawie wystygł.
I tak w styczniu skierujemy ją na dopasowanie protez,
ale dziś z nimi rozmawiałem i chętnie przyjmą ją wcześniej.
Mogliby już teraz dać jej protezy?
W Roehampton jest wiele dzieci po talidomidzie
i są niewiele starsze od Susan.
Chcę, żeby miała to, co reszta moich dzieci.
Co powinno mieć każde dziecko.
Proszę im przekazać, że się zgadzam.
Berniemu wytłumaczę to, gdy wróci.
Skoro sztuczny jedwab lepi się do rajstop,
a w kremplinie wyglądam jak bibliotekarka - dzięki, Valerie -
to mam tylko tę niebieską z lurexu, która jest w pralni.
Nie zakłada się takiego stroju na kolację w ciągu tygodnia.
Wyglądałabyś wyzywająco.
Albo jakbyś chciała dopasować się do jego auta.
Jego auto nie jest niebieskie,
tylko w kolorze porcelany z kremowymi akcentami.
Rano idę kupić nowe ciuchy.
Nie chcę, żeby Susan szła ani do szpitala,
ani nigdzie, gdzie będą ją wytykać palcami.
Musimy myśleć o przyszłości. Na razie jeszcze było łatwo.
- To jest dla ciebie łatwo? - Nie dla nas, ale dla Susan.
- Co, gdy będzie szła do szkoły? - Wcale nie musi.
Nie musi nigdzie iść bez nas.
Trzeba łapać każdą pojawiającą się szansę.
Zamkniemy klinikę pół godziny wcześniej,
mamy tylko kilka pacjentek.
Wizyty zmieścisz między 11.00 a 12.30,
a potem zawieziesz ich do Roehampton.
Sama mówiłaś, że mam inne obowiązki
i nie mogę się tak angażować.
Gdy Susan się urodziła, siedziałeś przy niej całą noc, myśląc, że umrze.
Tuliłeś ją w ramionach - i przeżyła. Wtedy już się zaangażowałeś.
Zaangażowałem się wcześniej.
Przepisując lek, który to dziecko pozbawił wszystkich kończyn.
Nauka powinna pomagać, nie szkodzić.
Przepytasz mnie z kodeksu drogowego?
Super!
Śpiewając „Pan moim pasterzem”, myślałam jedynie o parkowaniu tyłem!
Tej małej pani Sengupcie odeszły wody o 4 rano.
Teoria to dobra i ważna rzecz, ale ostatnio zawsze,
gdy chcę z tobą pojeździć, wykręcasz się i odmawiasz.
Jeszcze nie zdałam testów.
Guzdrając się, tylko sobie utrudniasz.
Ja też idę do roboty. Carrie Antoine zaczęła rodzić.
Lubię tych Antoine'ów.
Zamienimy się?
To ja, położna!
Proszę wejść.
Wynurz twarz z tej kołdry, dziewczę!
Trochę powietrza dobrze ci zrobi.
To przez ten zapach grzanek.
Dajesz na nie tyle zakichanego keczupu.
Niech pan już idzie, wózek widłowy sam nie pojedzie.
Nie mogę zostać?
Gdyby trzeba było coś załatwić albo… potrzymać ją za rękę.
Wezwę pana, gdy pojawi się potrzeba.
Jak wtedy, gdy wypływam w morze,
będę tuż obok. Jeden oddech, jedną myśl stąd.
Moja dzielna dziewczynka.
Dziękuję.
No to jedziemy!
Dobrze, Carrie, jeszcze raz.
Zepsuł się.
Tylko skończył się gaz. Ale mamy go pod dostatkiem.
Poproszę sąsiadów, żeby zadzwonili do Nonnatusa.
„Najdroższa,
strasznie przepraszam, coś mi wyskoczyło, nici z wieczoru.
Spotkajmy się tam w czwartek, najlepszego, Christopher”.
Trzeci raz już mi to robi!
- Dostarczono osobiście? - Znalazłam to na progu.
Ten ktoś pewnie uciekł.
Co to ma być to „najlepszego”? Najlepsze życzenia?
Najlepsze wyjście? Najlepiej unikać?
Może to rzeczony pan, dzwoni przeprosić.
Będzie musiał!
Zaczął od „Najdroższa”.
Mężczyźni tak nie mówią, nie mając poważnych zamiarów.
Poważne zamiary to ja miałam z tą fryzurą.
Nie po to kupiłam lakier i kręciłam włosy na wałki,
żeby wieczorem szydełkować z zakonnicami.
Siostra Crane potrzebuje gazu i pomocy przy pani Antoine. Jadę.
Przepraszam, konserwacja.
Dziesięć minut, dobrze?
Nie bardzo, ale to nic.
Z przyjemnością sobie potruchtam. Pa!
DOPASOWYWANIE PROTEZ
To jedna z najlepszych placówek zajmujących się protezami.
Była najlepsza już od I wojny światowej.
Słyszałeś, Bernie?
Pilot Douglas Bader był ich pacjentem w czasie II wojny.
- Widzieliście „Dosięgnąć nieba”? - Tak, świetny film!
Philip!
Mam ci nałożyć lejce jak konikowi?
Przepraszam, źrebak zerwał się z lonży.
- Miło popatrzyć, jak biega. - Prawda? Byle za nim nadążyć.
O, kolejna mała do naszej bandy!
Są tu i dzieci z innymi dolegliwościami, ale…
ja już umiem poznać. Powodzenia!
Chodźmy, kochanie.
Witam! Pewnie państwo Mullucksowie?
A to zapewne Susan.
Dzieci właśnie raczą się sokiem i ciastkami, dołączycie?
Mówiłaś, że ktoś doniesie gaz.
Jeszcze kilka razy przyj i już nie będzie potrzebny.
Do tego czasu będziesz miała malucha ze strzechą czarnych loków.
Naprawdę widać główkę?
Widać ją bardzo dobrze. Zaraz będzie po wszystkim.
Na włosy moich dzieci mówią „kudłate”, ale dla mnie są piękne.
Super wyglądają pod zuchowską czapką.
Wiesz, co robić.
Zamknij usta i przyciśnij podbródek do piersi.
Dalej, dasz radę!
Jeszcze!
Z drogi!
- Wyszło? - Z całą pewnością!
Przepraszam!
Gdzie siostra była? Matka miała bóle!
Mamy nowe dziecko!
Jak myślicie, to chłopak dla nas, czy dziewuszka dla mamy?
Mnie tam obojętne. Mogę zagrać na trąbce?
Zdziwilibyście się, jak szybko dzieci przyzwyczajają się do protez.
Mały, dla którego są te, idzie jak burza.
W zeszłym tygodniu bawił się autkami przy pomocy protez rąk.
Na tych nogach rzeczywiście chodzą?
To znaczy, mogą nimi poruszać,
czy tylko na nich siedzą?
Te dzieci nie mają stawów biodrowych i ramiennych,
więc każdą protezę dopasowujemy indywidualnie.
Zrobimy gipsowy odlew ciała Susan.
Ted, przedstawisz Glyna rodzinie Susan?
O rany, ależ z ciebie przystojniak!
Mam nadzieję, że pójdziesz w nich do ogrodu.
Na początek damy Susan krótkie nóżki - jak Glynowi.
Mówimy na nie „bieguny”.
Dzieci uczą się na nich utrzymywać równowagę.
Sto lat, sto lat
nasz mały braciszku!
Może kieliszek czegoś mocniejszego w ramach pępkowego?
Marcus! Będzie czas na otworzenie twojego rumu, ale nie teraz i nie tu!
Kto mówi o rumie? Mam butelkę sherry na takie okazje.
Dzięki, ale wystarczy herbata.
„Szklanka, która pocieszy, ale nie upoi”.
Niech będzie herbata…
a obok kielonek sherry, tylko do powąchania.
Lećcie, chłopaki, wyszalejcie się.
Ale tylko na plac zabaw, słyszycie? I nigdzie indziej!
I trzymajcie się razem!
Biedna pani Antoine cierpiała niepotrzebnie.
Gdybyś widziała poród bez wspomagania,
pojęłabyś różnicę i na pewno byś zdążyła!
Na rowerze byłabym w 10 minut.
A w pięć, gdybyś siadła za kierownicą.
Im szybciej zdasz egzamin, tym lepiej.
Siadaj za kółko i wprawiaj się w jeździe!
Rhoda pyta, czy wszystko w porządku.
W porządku? Po tym, co widziałem?
To ustrojstwo strasznie wygląda, przyznaję.
Nie ustrojstwo, ale one.
- Inne dzieci? - Tak.
Ci mali chłopcy, jeden z pustym rękawem,
drugi wlokący drewnianą stopę, jeśli można toto tak nazwać.
Słabo mi, gdy na nich patrzę, a są w lepszym stanie niż Susan.
Czy tak się czują inni, gdy ją widzą?
Może wciśnij sprzęgło.
To pedał gazu!
- Pamiętaj: lusterko - sygnał - manewr. - Znów najpierw zasygnalizowałam?
Wyluzuj!
Siostro, jasna choroba, ile już miesięcy się uczysz?
Dość, wysiadka.
Bo zaraz nam będzie potrzebny gaz.
Tak, zauważyłyśmy pana!
Zjeżdżajcie z drogi!
Pomijając resztę, kierowca wykazuje się rozsądkiem i spokojem,
a siostrze brakuje obydwu.
Lenny!
Słyszysz mnie?
Lenny?
Wezwijcie karetkę!
Uciekajmy!
Wezwałam karetkę.
Siostro, co się stało?
- Samochód potrącił dziecko. - A gdzie kierowca?
To ja.
To normalne, że przy pierwszej wizycie rodzice czują się przytłoczeni.
Ile ich jest?
Ilu mamy pacjentów?
Ile dzieci… zdeformowanych przez te pigułki?
Na świecie prawdopodobnie tysiące.
W Wielkiej Brytanii zidentyfikowano ponad 300.
Ile z nich jest jak Susan?
Na razie wiemy o 30. dzieciach bez wszystkich czterech kończyn.
Większość matek zażywała Distaval lub inne leki zawierające talidomid
we wczesnej ciąży.
Ale czemu gazety o tym nie piszą?
Myślę, że dlatego, że wolimy skupić się na tym,
co najlepsze dla Susan i ciebie.
Już jutro możemy przyjąć Susan na oddział, jeśli chcecie.
Jutro?
Ma pani przy sobie kluczyki?
Posterunkowy zabrał je z miejsca zdarzenia.
Muszę panią przesłuchać
i ocenić, czy to przypadek dla sądu pokoju.
Sąd pokoju?!
Proszę usiąść. Spróbuję zorganizować dla pani herbatę.
Sierżancie! Samochód potrącił mojego syna!
Karetka odjechała, nim przybiegłem, i nikt nie wie, do jakiego szpitala!
- Panie Antoine… - To pani?!
Weźcie panią do pokoju obok.
To przez sherry, co ją pani piła?
- Nie piłam, panie Antoine! - Nalałem kieliszek i pani przyjęła!
Pobierzcie próbkę moczu od siostry.
Ustalimy, czy była pani pod wpływem alkoholu.
Przepraszam, musimy to wiedzieć.
To przeze mnie!
Nie siedziałaś za kierownicą, więc to nie twoja wina.
W jakim stanie był Lenny, gdy wkładano go do karetki?
Ledwo przytomny.
A co z naszą koleżanką?
Dziękuję za telefon, sierżancie.
Moja dłoń nie żałowała cukru.
Przestań, Patrick! Usłyszy cię.
W tej kakofonii - wątpię.
Oby ta Caroline Gillespie naprawdę była ósmym cudem świata.
Lubię, gdy się śmiejesz po ciężkim dniu.
Inni mieli cięższy.
I będzie tak przez wiele miesięcy, lat i dziesięcioleci.
Obserwuję Mullucków
i chciałbym móc wypisać receptę
na naprawiającą wszystko pigułkę.
A potem dociera do mnie, że od tego się właśnie zaczęło.
Niestety muszę zgłosić wypadek
do Izby Pielęgniarskiej i Związku Położnych.
Uważam też, że dla własnego dobra
siostra Crane powinna zostać zawieszona do czasu wyjaśnienia sprawy.
- Do wyjaśnienia? - Policja prowadzi śledztwo,
a samochód skonfiskowano do odwołania.
Nie puszczę jej nigdzie! Musi być przy nas!
To tylko tydzień.
Wtedy w szpitalu, gdy się tak pociła, była dłużej!
W domu z nami, z Belindą i Perrym, jest normalna.
Tam będzie dziwadłem, które trzeba naprawić!
Jeśli nie pozwolimy jej „naprawić”, nie będzie miała żadnego życia!
Mogłaś o tym pomyśleć, nim zaczęłaś brać te prochy!
Phyllis?
Mogę coś zrobić, żebyś lepiej się poczuła?
- Nie chce mi się rozmawiać. - Jasne.
Uczeszesz mnie, mamo?
Ale szybko, Susan jest jeszcze w łóżeczku. Warkocze czy kitki?
- Warkocze. - Czemu ubranka Susan leżą na stole?
Zabieram je do przeróbki.
Oddział dziecięcy.
Phyllis? Śniadanie na stole.
Są śledzie, ale siostra Winifred ugotowała ci jajko.
Przekaż jej, że to bardzo miłe, ale jestem zajęta zamówieniem.
Wiadomo coś o małym?
Siostra Julienne dodzwoniła się na dziecięcy.
Ma wstrząśnienie mózgu i złamaną kość udową.
Według karty ważyłeś aż 4 kilo i 35 deka.
Krzepki z ciebie chłopaczek!
To najcięższe z twoich dzieci?
Lenny ważył ponad cztery i pół. Pierwszy i najgorszy.
Żaden nie dał mi się tak we znaki.
Gdybym mogła go zobaczyć! Iść do szpitala
i zanieść mu królika, którego ma od urodzenia.
Udaje, że już się nim nie bawi, ale to nieprawda.
Nie minęła nawet doba od porodu i ciśnienie masz wciąż niestabilne.
Lepiej odpoczywaj w domu i nabieraj sił.
Myślałam, że będzie dziewczynka.
Wiesz dlaczego?
Nie wyobrażałam sobie czwórki chłopaków.
Jakbym przeczuwała, że sądzona mi trójka.
A jeśli Lenny nie wydobrzeje, będzie tak, jak było przedtem.
Trzech chłopaków, nie czterech.
Nie będzie czterech.
Musi mieć swojego królika.
Dzień dobry!
Ten wasz przemiły lekarz dzwonił, że już jedziecie.
Może pomogę?
Cześć, Susan.
A gdy będzie już miała rączki,
będę mogła jej zakładać zwykły sweterek czy bluzę?
Robię wszystko bez rękawów, ale może czas coś wydziergać?
Rozmiar musi być nieco większy.
Możemy ją zmierzyć z założonymi protezami.
Może pani podpisać?
Pożegnajcie się teraz i zabiorę małą na oddział.
Przepraszam, Susan. Tak strasznie mi przykro.
To był szal z czystego jedwabiu z ręcznie podwijanymi brzegami.
Nie Hermes, ale bardzo podobny.
I wręcz ociekał L'Heure Bleu od Guerlain.
L'Heure Bleu? To źle?
Powiem tylko, że to nie perfumy starej ciotki.
Sprawdziłaś plamy krwi i śliny?
Może podwiózł pacjentkę po wyrwaniu zęba?
To wcale nie jest śmieszne! Christopher najwyraźniej kogoś ma.
Siostro Crane, dzwonił sierżant Noakes.
Masz przyjść na komisariat z dokumentami.
Powiedziałam, że przyjdę z tobą.
Chce też mówić z siostrą Winifred.
Dziękuję.
Siostro Franklin, zaniosłaś Lenny'emu tego królika?
Tak, zaniosłam.
Zdała pani testy na prawo jazdy w 1935 roku?
Gdy tylko stały się obowiązkowe.
Jeździłam już dwa lata, ale lubię, by wszystko było, jak należy.
Była pani samoukiem?
Wtedy to było normalne.
Ubezpieczenie ma pani w porządku.
Siostra Crane zapewnia,
że przez 30 lat jazdy ani sama nie domagała się odszkodowania,
ani nikt nie wnosił o nie z jej winy.
Rozumiem,
ale i tak musimy odtworzyć wczorajsze wydarzenia.
I niewykluczone, że pani Crane
odpowie za brawurową lub nieostrożną jazdę.
Jestem członkinią Związku Zaawansowanych Kierowców…
Zmierzmy się z faktami.
Czemu nie dałaś się nam pożegnać?
- Nie możemy jej odwiedzać? - Dzieciom wolno tylko w weekendy.
Wiecie, ile tam mają roboty?
Szwendające się rodzeństwo tylko przeszkadza.
Płakała?
- Płakała, gdy ją zostawiłaś? - To dla jej dobra!
Żeby mogła żyć normalnie jak wy!
Tata cię zabije, gdy wróci.
Testy wykazały, że nic nie piła.
Często proponują nam alkohol, ale mamy nakazane odmawiać.
Ale jestem pewna, że Lenny wybiegł przed auto.
- Zeznam to w sądzie. - To może być konieczne.
Jego bracia, Wesley i Jerome, chyba widzieli wypadek.
Nie zarejestrowano ich obecności.
Pewnie uciekli i chyba wiem dlaczego.
Ona jest nasza! Mówiliśmy tak, od kiedy przynieśliśmy ją do domu.
Więc nie możesz z nią robić, co zechcesz.
Wiesz, co znaczy „nasza”?
Że to ja drę pończochy,
ucząc ją wlec się na pupie po podłodze.
Że to ja ją zabezpieczam, żeby nie spadła z nocnika,
myślę, jak założy majtki, pokona schody czy utrzyma ołówek!
Da radę. Damy radę.
Ty najczęściej „dajesz radę” w portowej knajpie.
- Ale i tak ją kocham. - To za mało, musimy o nią walczyć!
Nie wiem jak ani właściwie z kim.
- Zostawiłam tu matmę. - Weź ją do pokoju.
Nie, możesz tu odrabiać lekcje. Na której to stronie?
Chłopcy, czasem coś się nam każe, a my tego nie robimy.
Albo zakaże - a my to robimy.
I gdy coś się stanie, siedzimy cicho, żeby nie wpaść.
I wydaje mi się…
choć nie mam pewności, że mogło tak być i z wami.
Może mama wam powiedziała, że macie zostać na placu zabaw?
Co dzień im to mówię.
Tylko tam wolno im się bawić i mają trzymać się razem.
Nie posłuchaliście mamy?
Widzieliście wypadek i uciekliście, żeby was nie ukarano?
Bo on wybiegł i nie popatrzył.
Czemu nie byliście na placyku, Wesley?
Nie jeżdżą tam auta, jest zamknięty!
Dzieci nas przezywają.
Ale mówiłem wam, że wtedy macie sobie iść!
To właśnie zrobili, Marcus, i dlatego znaleźli się na drodze.
- Nie chcę oskarżać pani Crane! - W tej sytuacji nie ma za co.
To dobrze. Proszę jej to przekazać.
To porządna kobieta.
- Mogę się dosiąść? - Oczywiście.
Choć nie jest tak ciepło,
jak twierdziła Barbara, nalegając, bym się przewietrzyła.
Po prostu się o panią martwi.
W tej sytuacji martwić się należy innymi.
Biedni ci mali Antoine'owie.
Muszą uciekać przed dziećmi, bo te ich przezywają.
Lenny Antoine elegancko dochodzi do siebie.
Byłem dziś u jego rodziny i mówili, że w tym tygodniu go wypiszą.
Będzie miał nogę w gipsie i kule,
co zazwyczaj jest dla dzieciaków fascynującym przeżyciem.
Nie doszukujmy się w tym jasnych stron.
Czy nieuważnie biegł, czy nie, mój błąd mógł go zabić.
Ustawiałaś lusterko wsteczne jak każdy odpowiedzialny kierowca.
Pastorze, na większość spraw patrzymy z innych stanowisk.
Pan lubi mięso,
a nasze rozumienie Boga, delikatnie mówiąc, nieco się różni.
Ale oboje kierujemy się powołaniem,
którego podstawą jest likwidowanie bólu.
W pełni się zgadzam.
Więc gdy wyrządzamy komuś krzywdę,
nawet nieumyślnie,
czyż nie wątpimy wtedy we wszystko, w co w życiu wierzyliśmy?
- Muszę się za to pomodlić. - No właśnie, pastorze.
Pan, człowiek wierzący, prosi o radę najwyższego.
Ja, kobieta racjonalna, mogę tylko pytać sama siebie.
Nie mogę do niej trafić.
Takie pocieszanie czasem wręcz przeszkadza.
- Koniec? - Wyglądasz bezbłędnie.
Tylko nie zbliżaj się do ognia.
Jeśli do godziny nie wrócę, bierzcie to za dobry znak.
- Dokąd się wybiera? - Lepiej nie pytać.
Myślałem, że świeże powietrze zaostrzy nam apetyt przed obiadem.
Wzięłam z sobą ciastko na wypadek, gdybyś się nie pojawił.
Przepraszam cię za poprzedni wieczór. Coś mi…
…„wypadło”, jak to określiłeś i wczoraj, i dwa razy przedtem.
Myślisz, że spotykam się z kimś innym?
Szczere pytanie - więc szczerze odpowiem. Tak.
A więc…
spotykam się.
Jak ty jest blondynką, jak ty jest słodka, zabawna
i uwielbiam ją,
ale ma sześć lat i jest moją córką.
Masz córkę?
Jestem rozwiedziony.
Rozumiem.
Młodo się ożeniłem. To nie miało szans i rozpadło się,
ale rozwiodłem się z żoną, nie z dzieckiem.
Czemu nic mi nie powiedziałeś?
Bo bałem się, co pomyślisz.
I nie wiedziałem, czy zbliżymy się na tyle, żeby to było istotne.
- A teraz jest istotne? - O tak.
Pójdziemy na drinka, zamiast siedzieć na wietrze?
Wiatr jest w tej chwili najmniejszym z moich zmartwień.
Choć właściwie przez niego wilgotnieją mi oczy.
Proszę bardzo. Wszystko jest, jak było.
Dzwonił pan Clarke.
Bliźniaki pchają się na świat, więc pojedziemy tam we dwie.
- A ty zostajesz na dyżurze. - Dobrze.
Może posiedziałabyś z siostrą Monicą Joan?
Pruje te stare swetry z darów, żeby zrobić rękawiczki dla biednych,
i kiepsko jej idzie.
Mogę się przysiąść?
Pewnie, że tak.
Spotkałyśmy się parę dni temu.
Mój syn Philip gnał korytarzem i o mało na was nie wpadł.
Pamiętam, mały chłopczyk…
…bez rączek, tak. I zupełnie tym niespeszony.
Jak na razie.
Co rano robię sobie kawę w zaparzaczu.
Tu mają tylko herbatę, a kawa mi dobrze robi.
Napijesz się?
Nie odmówię.
Zawsze, gdy nalewam…
jestem dumna, że to nie gin.
A tak w ogóle wasza córeczka jest przeurocza!
Mogę spytać, czy brałaś Distaval?
Nie pamiętam samego łykania pigułek,
ale co dzień widzę dowód na to, że je brałam.
- Jestem Lydia. - A ja Rhoda.
Wolałabym obracać kierat w przytułku
albo drzeć pakuły…
niż spędzić przy tym zajęciu jeszcze choć godzinę.
Wielu siostrze podziękuje, gdy nadejdzie zima.
Jeśli nie udasz się do telefonu,
będę się czuła zmuszona odebrać sama.
A słowa: „Dom Nonnatusa, nie mówi położna”
raczej nie uspokoją dzwoniącego.
Słyszałaś już: „Mnie też je przepisano, ale wyrzuciłam”?
Tak! Ale kto by tak robił?
Wtedy nie wiedziano, że te leki okaleczą dziecko.
Dostałam je w leku na kaszel, nie wiedząc, że jestem w ciąży.
Po ósmym tygodniu ciąży nie może już zaszkodzić, wiesz?
Nie wiedziałam.
W tym zakichanym klubie wciąż się czegoś dowiadujesz.
Lek zarejestrowano w Niemczech w 1956 r.,
a pierwsze kalekie dziecko urodziło się w 1957.
Ale Susan jest z 1961 r.!
Philip urodził się jesienią w 1959.
W dzień zaręczyn księżniczki Małgorzaty.
Wkurza mnie to, gdy sobie przypomnę.
Rodziły się dzieci bez rąk, nóg, podniebień czy oczu,
a to tylko te, które przeżyły.
Nie mówiono o tym. Niczego nie zrobiono.
Nawet teraz są głosy,
że to niczyja wina i żeby ich nie pokazywać ludziom.
Ale dlaczego to się w ogóle stało?
Co rano zadaję sobie to pytanie, gdy tylko otworzę oczy.
Nie ma co zwlekać.
Pani Downley czeka.
- I nie mieszka blisko. - Ano nie.
Domyślam się, że nie znasz drogi.
Ja wręcz przeciwnie, znam ją doskonale,
więc będę ci towarzyszyć i poprowadzę cię.
Siostro, przyszła matka czeka.
Cześć, Bernie.
- Tylko małe piwko. - Nie szkodzi.
- Chodzi o coś innego? Nie o… - Susan?
Wszystko będzie kręcić się wokół Susan.
Tak po prostu jest.
Jakbyśmy przenieśli się za granicę i nie dostali mapy.
Musimy trzymać się razem…
inaczej się zgubimy.
Przepraszam.
Przepraszam, Rhoda.
Wprowadzam nową zasadę.
Będziemy się jej trzymać. Spójrz na mnie.
W naszej rodzinie nie będziemy już przepraszać.
Ani siebie samych, ani siebie nawzajem.
Ani naszej przepięknej, słodkiej córeczki,
bo to nie jest nasza wina.
Inni ludzie wyprodukowali ten lek.
Inni go sprzedawali.
Nie powiem kto, bo teraz to nie jest ważne.
My jesteśmy ważni.
Za niedługą chwilę wrócisz do łóżka,
a twój materac będzie wdzięczny za naszą troskę.
Wtedy pluskwy wgryzą się w coś innego.
Chodź,
oprzesz się wygodnie o poduszki.
Siostro, pacjentka już czeka.
Położnej jest wygodniej, gdy leżysz na lewym boku.
Nie upieramy się już przy pozycji lewobocznej.
- Czasy się zmieniły. - Mnie się tam nie wydaje.
Rodziłam dziesięć lat temu i boli dokładnie tak samo!
No, już dobrze. Teraz musisz wykrzesać odwagę.
Nie mam zasranej odwagi!
I znowu nie mam porządnego chłopa.
I nie mam pojęcia, jak wychowam to dziecko!
Według moich notatek nazywasz się Vera?
Vero, kiedy ostatnio jadłaś?
Wczoraj rano, koło 7.
To najpierw coś z tym zrobimy, a reszta będzie już z górki.
To do ciebie niepodobne, pocieszać się tuczącym daniem.
Rondelek budyniu to nie zbrodnia żywieniowa.
Poza tym wyleję go na banana, który ma witaminę C.
Mogę przymknąć oko na to, że miał żonę,
przeżyję nawet to, że ma dziecko.
Ale kompletnie rozwala mnie to, że oba fakty przede mną zataił.
Może bał się twojej reakcji?
Złości mnie jego dwulicowość.
Ludzie mający tajemnice najczęściej czegoś się boją.
Obawiają się wyśmiania, odrzucenia, kary…
A nawet oskarżenia.
Zapewniam cię: nikt tego nie robi dla draki.
Ty nie masz żadnych tajemnic?
Nie powiem, to tajemnica.
Przy tym skurczu urodziła się główka.
Wysiłek nagrodzony.
Pępowina okręciła się wokół szyjki, ale nic się nie martw.
Przyj, gdy będziesz gotowa.
Masz córeczkę i spisałaś się na medal.
Nie ja, a siostra.
- Susan! - Tęskniłaś za nami?
Susan, patrz, jak Perry obstukuje wiaderko.
Starczy, możesz podnieść.
Widzisz? To dla ciebie!
Na waszym miejscu czerpałabym, ile wlezie. Protezy to niezły ubaw.
Jak Philip sobie radzi?
Wrzeszczy na sam ich widok.
Co gorsze, psują się i zacinają w dziwacznych pozycjach.
My się już nie możemy doczekać.
Zabieram dziś Philipa do domu, ale pozostańmy w kontakcie.
- Nie mamy telefonu. - Będziemy pisać.
Będzie też spotkanie „talidomidowych rodziców”.
Tylko sześciu - nie ma wielu chętnych i pewnie sala będzie okropna.
Ale przyjdźcie. Oboje!
Jeśli przyniesiesz tę swoją kawę.
Dostałeś, widzę, mój liścik?
Zaproszenie do zakonnic na święto Guya Fawkesa
oznacza przebaczenie czy jeszcze gorsze kłopoty?
Wybacz, jeśli brzmię nonszalancko, nie miałem takiego zamiaru.
Wiem.
Wydajesz się bardzo prostolinijny.
Pochopnie wzięłam twoją ostrożność za nieuczciwość
i to moja wina.
Mogłem wcześniej ci powiedzieć.
Zaufanie rozwija się w przyjaźni.
To, że przyjaźń przerodziła się w coś innego
nie znaczy, że zaufanie rozwinie się szybciej.
Słyszałeś kiedyś o Anonimowych Alkoholikach?
Tak.
Należę do nich od dwóch lat.
Nie mówiłam ci, bo bałam się, co pomyślisz.
Jedyne, co myślę, to „Brawo!”.
I nie będę już na randki przynosił szampana.
Mogę cię pocałować, Trixie?
Nie radziłabym łączyć warg akurat na tym progu,
ale możesz potem napisać nasze inicjały sztucznymi ogniami.
Czemu się szwendasz po korytarzu?
Gdy masz wolne, ucz się do egzaminów.
Znalazłam w „Timesie” nekrolog ojca Patsy.
Zmarł w Hongkongu dwa tygodnie temu.
A ona się nie odezwała?
Nie.
Na pewno napisze, gdy tylko będzie mogła.
Mam nadzieję.
Zbiórka!
Siadajcie, chłopcy.
Już wystarczy, dzięki, Abdul.
Dziś po kolei wyjedziecie na środek
i pokażecie innym skarby, które przynieśliście z domu.
Poćwiczycie wystąpienia publiczne i nauczycie się wielu nowych rzeczy.
A zaczniemy od Lenny'ego, Wesleya i Jerome'a Antoine'ów,
którzy powiedzą nam coś bardzo ważnego.
To nasz braciszek Delamare.
Urodził się w zeszłym tygodniu i ma jasnobrązową skórę jak my,
bo nasza mama pochodzi z Poplar, a tata z Jamajki.
Wszyscy jesteśmy trochę podobni do każdego z rodziców.
Można mieć niebieskie oczy po jednym
i blond lub rude włosy po drugim.
Delamare wygląda chyba jak my.
Podejdźcie, jeśli chcecie.
Może będziecie mieć farta i ściśnie was za palec.
To nasz syn Philip.
Urodził się bez rąk.
Mimo to dobrze sobie radzi i umie jeść z pomocą stopy,
co jest niezłą sztuczką.
Ale ma trzy lata i nie mówi.
Lekarze właśnie nam powiedzieli, że jest głuchy.
To moja córeczka Katie.
Brałam Distaval przeciw nudnościom, nim się w ogóle zaczęły.
Tak wymiotowałam przy starszej dwójce,
że chciałam temu zapobiec.
Katie nie ma oczu i podniebienia.
Gdy odwiedzam ją w ośrodku,
głaszczę ją po rączkach i myślę, że mnie poznaje.
Dłonie wyrastają jej z barków.
Jej ojciec nigdy u niej nie był.
To nasza mała Susan.
18 miesięcy, a zachowuje się jak 18-latka.
Jest bardzo mądra, nie przepuści żadnej okazji.
Widzicie na zdjęciu, co wyrządził jej ten lek.
Gorzej z nią, niż z niektórymi, ale jest nasza…
- i zasługuje na lepsze życie. - Jak wszystkie nasze dzieci.
Ale mają nas.
Talidomidowi rodzice niczego nie oczekiwali,
ale ponad pół wieku walczyli o sprawiedliwość.
Walka wciąż trwa,
szczególna poprzez godność,
napędzana gniewem i miłością,
bo dzieci trzeba kochać.
Nie ma prawdziwszej ani prostszej prawdy o życiu.
Tłumaczenie: titi®
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Project Haven facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.