Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKÓW POŁOŻNEJ sezon 6, odcinek 3
Tłumaczenie: titi®
Życie to zawsze podróż,
zdefiniowana przez kierunek i drogę, którą wybieramy,
albo którą wybiera los.
- Dzień dobry, panie Chen. - Witam, panno Gilbert.
Niektórzy podróżują geograficznie, zamieniając dom na inny
i swój język na nowy.
Ale wszyscy przechodzimy z młodości w dojrzałość,
od dzieciństwa do rodzicielstwa, jakbyśmy przemierzali kontynenty.
Świat ewoluuje, a klimat się zmienia,
nie da się kupić bezpiecznego przejazdu,
nie chroni nas żaden immunitet „świętości”.
Niedługo i pana to czeka, panie Chen.
Więc wyruszamy, trzymając w dłoni kruchą mapę,
wymachując chorągwiami odwagi i nadziei.
Rany, Patrick!
- Witam, doktorze. - Dzień dobry, siostro.
Muszę niestety przeprosić, śpieszę się na spotkanie.
Zapewne na spotkanie Komisji Zdrowia?
„Nowy plan szpitalnictwa” Powella?
Owszem.
Zdaje się, że wynikają z niego konsekwencje dla naszego okręgu.
Dlatego zdecydowałam, że przyjdę.
Może więc siostrę podwieźć?
Dziękuję, to bardzo miłe.
I co, zdałyśmy egzamin?
Zatwierdzono do porodu w domu.
Dzięki, siostro. Mówiłam, mamo, że jest miła.
Jest z Liverpoolu. Jak ja.
Pomówmy o twoich planach po porodzie.
Po porodzie będzie zuo yue zi.
To chiński obrządek, którego się domaga.
„Siedzenie przez miesiąc”.
Odosobnienie.
Miałabym siedzieć tu z dzieckiem 30 dni,
a teściowa by się nami zajmowała.
Nie wydajesz się zachwycona.
To dla mnie po prostu dziwne. Moja mama była Angielką.
To tato był Chińczykiem i widziałam go, mając pięć lat.
Deportowali go w 1946.
To straszne!
Wychowano mnie inaczej, ale się zgodziłam.
Jeśli jesteś pewna, to będziemy cię wspierać.
Miesiąc to długo jak na leżenie w łóżku.
Ale musimy nalegać na higienę po porodzie,
nieważne, co mówi starsza pani Chen, bo wda się infekcja.
Czuję, że starsza pani Chen jest trudna w obsłudze.
Mam nadzieję, że Lucy to zniesie. O to martwię się najbardziej.
Mieszkanie jest strasznie małe.
Chińskie zwyczaje są dość skomplikowane.
Lucy nie czuje się Chinką, to znaczna część problemu.
- Nie spóźniłam się? - Skąd. Udała się wyprawa?
Udało mi się kupić kilka bluzek. Moje ubrania już na mnie pękają.
Z uniformem włącznie, co mnie trochę krępuje.
Kupiłam też to.
Nie chciałam jeszcze niczego kupować, to byłoby kuszenie losu.
Ale była taka śliczna.
Większość ciuszków Angeli już rozdałam.
Jesteś prawie w połowie ciąży. Możesz zacząć przygotowania.
Ciesz się nimi.
Cześć, jak spotkanie?
- Burzliwe. Chcą nas zlikwidować. - Co?!
Nowy Plan Szpitalnictwa dla Anglii i Walii
chce przenieść kobiety z takich małych oddziałów
- do miejskich szpitali. - Boże!
Będziemy mieć kontrolę, po której zadecydują o naszym losie.
Nie mogą! Mamy ruch, widać, że jesteśmy niezbędni.
Enoch Powell ma inne zdanie. Siostra Ursula również.
Ale bez walki się nie damy.
Zamknąć oddziały porodowe w całym kraju? I co dalej?!
Tylko mężczyzna mógł to wymyślić!
Pomijając wszystko inne, będzie więcej porodów szpitalnych.
Szpital jest najlepszy, gdy konieczna jest pomoc.
A jeśli nie, wystarczy własny dom.
Z całym szacunkiem,
niektóre domy w Poplar wcale nie są wystarczające.
Dokładnie, siostro.
Z tego powodu otworzyłem oddział.
I dlatego wciąż jest absolutnie niezbędny.
To ile mamy czasu i co planujemy?
Późno nas uprzedzono. Mamy trochę ponad tydzień.
Ale sporządziliśmy plan działania.
Budynek wymaga drobnych napraw, czym zajmie się Fred.
W wolnym czasie jak sądzę?
Jak widzicie na arkuszach,
chcemy zebrać tyle danych o klinikach położniczych, ile się uda,
i jasno przedstawić inspektorowi nasze dotychczasowe osiągnięcia.
Jak możemy pomóc?
Róbcie dokładnie to, co robicie od otwarcia kliniki,
zapewniając matkom i dzieciom jak najlepszą opiekę.
Mamy w tej chwili bardzo mało personelu.
Jedna siostra odeszła
i czekamy na powrót siostry Franklin.
Niestety, klinika nie może być naszą główną troską.
Nam również bacznie się przyglądają.
- Chyba już się najadła. - Dziękuję, pani Evans.
Może pan już wejść.
Dzień dobry paniom.
Kółko przy tym łóżku wciąż się zacina.
Przepraszamy. Staramy się pani nie przeszkadzać.
- I tak nigdzie się nie śpieszę. - Już lada dzień, pani Collier.
- Raz dwa się naprawi. - Dziękuję, Fred.
A ja zmierzę pani ciśnienie.
Przyślijcie mi tu tego inspektora, to mu powiem, co o nim myślę.
Zamykać naszą klinikę?!
To nie wpłynie dobrze na pani ciśnienie.
Ale i tak jest dużo lepiej. 135 na 85, brawo.
- A pani dziś nie w uniformie? - Nie, dziś odpuściłam.
Dzień dobry, szuka siostra czegoś?
- Może pomogę? - Dziękuję, nie trzeba.
Wprowadzam tylko kilka poprawek do grafiku.
A jakież to będą poprawki?
Od dziś ograniczymy do 20 minut
wizyty przedporodowe, poporodowe i pielęgniarskie.
Ależ to połowa czasu, który na to przeznaczamy!
20 minut z powodzeniem starczy na badanie i drobne zabiegi.
Dzięki temu każda z was odwiedzi trzech pacjentów dziennie więcej.
Może to wystarczający czas w szpitalu,
ale nie przy wizytach domowych.
Może powinna siostra wybrać się kiedyś z nami?
Moim zadaniem jest zapewnienie sprawnego działania Domu Nonnatusa.
Mam niestety złe doświadczenia z placówkami, które tego nie robiły.
20 minut, bardzo proszę. To dla naszego dobra.
Kupię ramkę do tego zdjęcia.
Postawię rodziców obok twojego zdjęcia Cyrila.
Dziecko będzie widzieć ich od małego i szukać podobieństw.
Może i do tego kupić ramkę?
Stara się niedługo rozpadnie.
Ramka jest dobra, zostaw ją.
Na pewno?
Mamo, zachowałaś jego dziecięce włoski, to urocze!
Też tak zrobię.
Zostaw, mówię! Sama to naprawię.
Przepraszam, wiem, że chwila nie jest odpowiednia,
ale musimy porozmawiać.
Oczywiście. O co chodzi?
Ta zasada 20 minut, narzucona przez siostrę Ursulę,
jest zupełnie nierealna.
Ani my, ani pacjenci nie jesteśmy maszynami.
Pielęgniarstwo środowiskowe wyklucza takie sztywne podejście.
Przekraczamy bardzo cienką linię.
Nie wiem, czy siostra Ursula
jest w ogóle w stanie podejmować takie decyzje.
Proszę posłuchać,
siostra Ursula była przełożoną w zakonnej wiejskiej izbie chorych,
gdy ją zamknięto przez niewydajność.
Bardzo źle to zniosła i winiła tylko siebie.
Rozumiem.
Jej sposoby są… odmienne,
ale musimy okazać jej wsparcie i dobrą wolę.
Kto wie? Może nas wszystkie zaskoczy.
Nie zburzyłeś kolejności alfabetycznej?!
O nie.
W tych raportach każde „i” będzie mieć kropkę, a „t” daszek.
Tato, naprawdę zaczęli zamykać oddziały?
Tu jeszcze nie, ale nie możemy niczego być pewni.
Siostrze Ursuli zamknęli wiejską izbę chorych.
Nic dziwnego, gdy się ją zna.
To na pewno bardziej złożone.
Pani Henderson już tu idzie. Pójdę ją przyjąć.
Czyli wieczorem czytamy bajki, młoda damo.
Albo „Panią Mrugalską”, albo „Króliczki Flopci”.
Nie „Wiewiórkę Orzeszko”!
Shelagh, może wezwiemy kogoś z Nonnatusa?
- Nie chcę, żebyś się przemęczała. - Ależ jestem w świetnej formie!
I nie chcę, żeby siostra Ursula miała okazję do odmowy.
Zaczeka siostra?
Przepraszam, ale wszystko klapnie.
To ja przepraszam, że tak późno przyszłam.
Proszę zjeść z nami! Zrobiłam całą kopę.
Ja to wezmę.
Dobrze. Bardzo mi miło. I tak spóźnię się na podwieczorek.
Co to?!
Narzekasz, że nie umiem gotować po chińsku,
więc zrobiłam coś angielskiego.
Nazywa się „ropucha w jamce”.
Ropucha?!
Nie, to tylko parówka.
Co ona powiedziała?
- Cyril? - Nic.
Wygląda pysznie.
Wygląda na to, że ani siostra Gilbert, ani siostra Monica Joan
nie zamierzają z nami jeść.
To niezwykłe, by siostra Monica Joan odpuściła sobie tartę.
Mówiła coś o spacerze.
Znów? Chyba nie traci orientacji?
Zrobiła się bardzo niespokojna, od kiedy…
nie ma telewizora.
Może już czas ją wysłać na emeryturę do naszego klasztoru?
Na pewno jeszcze nie trzeba.
Rozumiem, że wynikła siostrze jakaś nagła sytuacja?
Nie, nic nagłego.
Reguła 20 minut jest obowiązkowa.
I stosuje się nie tylko do twoich koleżanek, ale i do ciebie.
Przepraszam, siostro.
W Domu Nonnatusa nie będzie obiboków.
Wyraziłam się jasno?
Tak, siostro.
To się więcej nie powtórzy.
Siostro Winifred, można prosić o sos?
Moja mama w ogóle nie przypomina pani Chen.
Zakocha się w tobie. Jak ja.
Nie będzie przecież ze mną mieszkać.
Chyba że o czymś nie wiem?
Nie. Tylko ja i ty.
Nie mogę się doczekać.
Ja też.
Wchodzę!
Siostra Busby miga się od nauki, oferując nam wszystkim herbatę.
I grzanki.
Myśli, że nie przejrzałam jej cwanych sztuczek.
- Dżem fiołkowy, pierwszy w tym roku. - Poproszę.
We Francji podobnie się podniecają, gdy pojawia się Beaujolais.
Barbara opowiadała mi o swojej kolacji.
Gdy się „obijałam”.
Budowanie więzi z pacjentem to nie obijanie się.
Pewnie, że nie!
Jesteś dobrą położną, nie zapominaj o tym.
Ale na razie musimy jakoś sobie radzić.
Może będzie wam łatwiej, gdy wróci Trixie.
Mam nadzieję. No, siostro Busby, ruchy!
Wracaj do dysproporcji matczyno-płodowej.
- Co się stało? - Coś się dzieje.
Mamo!
Nie potrzebuję twojej matki, tylko położnej!
Biegnij!
To zmniejszy ból.
Tylko przytrzymuj maskę przy twarzy.
Lucy, poproszę twoją teściową, żeby nam pomogła.
Proszę, pani Evans.
Idę po klucz francuski. Odebrać?
Nie, ja to zrobię.
Zawsze wszystko jednocześnie.
Trzeba otwierać poradnię, jest już…
- Znów nikt ci nie pomaga? - Nie.
Daj pan te pieluchy. I tak się nudzę.
Niech się pani nie waży wstawać z łóżka! Poradzimy sobie.
Jeszcze jeden skurcz, Lucy. Świetnie sobie radzisz.
Prawda, pani Chen?
Dobra, silna matka!
Dobrze!
Oddychaj… powoli, delikatnie.
Urodziła się główka.
Jeszcze raz przyj, leciutko.
Świetnie.
Gratulacje.
Masz śliczną córeczkę.
Spójrz na nią, mamo!
Jaka śliczna!
Co się dzieje, mamo? Wolałabyś chłopca?
Nie.
Dziewczynki też kochane.
Moja żona ma za dużo na głowie.
I choć niechętnie by to słyszała, jest starszą pierworódką.
Marnie szukałbym u siostry współczucia,
ale jako zawodowiec wie siostra, że nadmierny wysiłek jest nierozsądny.
Zakon św. Rajmunda Nonnata opiera się na współczuciu.
Ale co mam zrobić? Wszystkie pracują, jestem tylko ja.
Znów wychodziła.
Zmiany ją niepokoją.
Siostra Ursula nie mówiła chyba poważnie?
Mam nadzieję, że nie.
Zostawić wszystko, co znane, byłoby dla siostry Moniki Joan najgorsze.
Siostro Winifred?
Poproszę twoją torbę.
A ty dziś rano pracujesz w klinice dr. Turnera.
Panie Buckle,
proszę mnie wyposażyć w rower.
Przeciągi bardzo złe dla ciebie i dziecka!
Ostrożnie z główką!
Wiem, mamo, uważam.
Macie już dla niej imię?
Chciałbym Linda, po mojej mamie.
O nie! Imię po zmarłym krewnym to bardzo zły omen!
Co?!
Nie tu, pani Chen. Tutaj to bardzo piękny zwyczaj.
Oznaka szacunku.
Cyril, to moja mama! Proszę!
Chcesz ściągnąć zły omen na głowę swego dziecka?
To może… Lin? Chińskie imię i uczczenie pamięci twej mamy.
Niech będzie.
Ale tu zawsze będzie Lindą.
Jasny szlag!
Mówiłam ci, że to zrobię.
Nie, przecież jesteś zajęta. Przerabianiem sukienki.
Nie sukienki, tylko uniformu.
I nie przerabiam go, tylko poszerzam w szwach,
żeby wyglądać na spokojną,
opanowaną profesjonalistkę w czasie wizytacji.
Możemy teraz przećwiczyć spokojny, opanowany profesjonalizm.
Możemy, ale to raczej nie przyśpieszy mojego szycia
ani twojego pisania.
Przejdziemy przez to. Jak zawsze.
Zaraz zbadam też Lin.
Ale u ciebie wszystko ładnie wraca do normy.
Ładnie śpi, prawda?
Wreszcie. Naprawdę, co to była za noc…
Nie znałam takiego zmęczenia.
I tak cholernie boli mnie głowa.
Mamo, już dosyć…
Zupa rybna, tworzy się po niej mleko. Czemu odkryłaś Lin?!
Nie! Zbudzisz ją!
Tu jest bardzo ciepło. Lin nie potrzebuje koca.
No dobrze. Idę na dół popracować.
Odpoczywaj i wygrzewaj się.
Siostro, zwymiotuję przez tę zakichaną zupę rybną.
Może to zemsta za „ropuchę w jamie”.
Lucy!
Chcesz? Wyleję to i otworzę okno.
I nikomu nie powiemy.
Matki często mają depresję kilka dni po porodzie.
To paskudne, ale mija, naprawdę.
- Prześpij się, to pomaga. - Niczego innego nie pragnę.
Przepraszam cię, ale muszę obudzić Lin.
Mogę tu zostać tylko 20 minut.
Nie, proszę! Tak długo ją usypiałam!
Niech śpi; jestem strasznie zmęczona.
Tak czy siak muszę już iść. Ale wrócę rano.
Prezent od Freda z działki.
- Mówi, że to na szczęście. - Jaki miły!
U pani Collier się zaczęło.
- Zdecydowanie coś się ruszyło. - To świetnie, prawda?
Przepraszam. Strasznie mi dziś burczy w brzuchu.
Bardzo krępujące.
Powiedziałabym raczej, że to zgaga, skoro pani sama jest w ciąży.
- Nie mów o tym tak na głos! - Bo co?
- Wszystkie tak się zastanawiacie? - Ona już przyjmuje zakłady.
Hazard nie jest tu dozwolony.
I tak, spodziewamy się dziecka i bardzo się cieszymy.
- Gratulacje! - To cudownie.
Nie myj się wodą, tylko przecieraj szmatką.
I nie denerwuj się.
Mamo, śmierdzę, głowa mi pęka i rozpływam się z gorąca!
W czerwcu palisz w piecu!
Zgaszę, gdy wyschnie ci skóra.
Nawet jej nie zamoczyłam! Mam już tego dość!
Oddaj mi dziecko!
Nie denerwuj się. Lin jest ze mną dobrze.
Daj mi małą, mamo!
Jest moja, nie twoja, i nie chcę ci jej dawać!
Po prostu jest jej za gorąco.
Chcę dla ciebie tylko dobrze.
Żebyście tu miały bezpieczeństwo i ciepło.
Jesteś rozpieszczoną niewdzięcznicą!
Parę tygodni w łóżku to dla ciebie taka męka?
Nie masz pojęcia, co to jest męka!
Idę do pracy!
Mamo…
To jest dr Turner.
- Pan Greenwood z Komisji Zdrowia. - Witam, doktorze.
Bardzo mi miło. Witamy w klinice położniczej.
Mam pana oprowadzić czy najpierw poczęstować herbatą?
- Zacznijmy, mamy dużo pracy. - Znakomity pomysł.
Proszę, pan pierwszy.
Mam kilka pytań odnośnie placówki, jeśli można.
Oczywiście.
Zebrałem w tym skoroszycie trochę informacji.
Sam napiszę raport, dziękuję, doktorze.
Oczywiście. Tędy, proszę.
Rany, co za cholerny skurcz.
Moje panie, to pan Greenwood.
Jak pan widzi, mamy cztery łóżka, z czego zajęte są trzy.
Mamy też salę porodową,
noworodkową i pomieszczenie do sterylizacji narzędzi.
To przemiłe miejsce. Taki drugi dom, inspektorze.
Lepszy niż mój dom. Grunt, że nie ma tu mojego starego!
Panie Henderson i Evans są już po porodzie,
a pani Collier - mamy nadzieję, że dziś do nich dołączy.
- A to siostra Gilbert. - Dzień dobry.
Witam. Niemała infrastruktura… jak na marne cztery łóżka.
Szczerze mówiąc, doktorze,
te cztery łóżka bez problemu zmieszczą się w nowym szpitalu.
Na pewno pan to rozumie.
Chodź, maleńka. O tej porze zawsze już jesteś głodna.
Lin?
Nie! Mamo!
Mamo, ona się nie porusza!
O Boże.
O nie…!
Żyje.
Co mamy robić?
Mamo!
W ciągu czterech lat od otwarcia mieliśmy ponad 300 pacjentek.
Przeważnie u nas rodziły, choć część przyjęliśmy po porodzie.
Kilka skierowano do szpitala, bo wymagały specjalistycznej opieki.
Rzecz w tym, że nowe szpitale są świetnie wyposażone,
mają najnowocześniejszy sprzęt i specjalistów pod ręką.
Nie jesteście w stanie tego przebić.
Nie rusza się!
- Zabieram ją. - Czemu się nie rusza?
Pan doktor się dowie. Proszę ze mną.
Pani Chen?
Lucy?
Dalej, mała!
Wierzę w ciebie!
No!
Usiądź.
Nie reaguje na bodźce bólowe. Spróbujmy podać tlen.
Bardzo szybki puls.
U pani Chen również. I właśnie zwymiotowała.
Przy mojej wczorajszej wizycie pani Chen źle się czuła.
A dziecko?
Mamy teraz tylko 20 minut na wizytę.
Dziecko spało, nie miałam czasu go zbadać.
Co dolegało pani Chen?
Ból głowy, bez gorączki. Bardzo narzekała.
Myślałam, że to przez ten pokój, duszny, dodatkowo ogrzewany.
Spójrz, jakie czerwone dziąsła.
Ma pani jakieś urządzenia gazowe?
Tak. Kominek, junkers, kuchenkę…
Wezwij natychmiast karetkę.
Szybkie tętno, ból głowy, drażliwość.
Myślę, że to zatrucie czadem.
- Znajdzie się miejsce dla pani Chen? - Nie ma sprawy.
Dobrze, że tak szybko postawił pan diagnozę.
Dzięki. I zapraszam.
To nie twoja wina.
Powinnam była zbadać dziecko, może coś bym zauważyła.
Migrena, zamknięty pokój…
Powinnam była na to wpaść, ale nawet nie czułam gazu!
Nie wiemy, jak do tego doszło, ale jedno jest pewne:
nie może być tak, że masz za mało czasu.
Chcesz iść do domu? Dam sobie już radę.
Nie, wolę tu zostać.
To sprawdź, jak idzie pani Collier. Dojdę do ciebie.
To obecnie zarejestrowane pacjentki
i ich terminy porodu.
Widzi pan, że mamy ruch.
Gdybym nie sądził, że klinika jest potrzebna,
sam bym ją zamknął.
Czemu, według pana, wolą przyjść do was?
Bo chcą zostać w swoim środowisku.
Wolą położne, które prowadziły ich ciąże,
i chcą mieć pod ręką rodzinę.
Bez naszej kliniki wiele pacjentek miałoby do wyboru:
rodzić w zawilgoconych, przeludnionych czynszówkach,
albo w autobusie, jadąc do szpitala, gdzie nie mogą odwiedzić ich dzieci.
Osobiście nie sądzę, żeby miały jakikolwiek wybór.
Kolejne pytanie, to jak reagujecie w stanach zagrożenia.
Ale to miałem okazję widzieć.
Niestety tak.
Można?
Dom Nonnatusa, mówi położna.
Dzień dobry, tu Shelagh. Muszę się dostać do szpitala.
Możesz mnie podwieźć?
Spokojnie, już jadę.
Jejciu, ale numer. Nawet nie zdążyłam zadzwonić.
Witaj w domu. Podróż była dobra?
Musisz niestety usiąść do telefonów.
Siostro Julienne?
Lucy, lekarz mówi, że jeśli niedługo się ocknie,
najpewniej wyjdzie z tego bez szwanku.
A jeśli nie?
Cyril?
- Mamy wizytacja, jedno z nas musi… - Zawiozę cię i koniec.
Siostra Crane na pewno chętnie obejmie wartę.
- Z rozkoszą, doktorze. - Dziękuję.
A gdzie dr Turner?
Pojechał do nagłego wypadku. Ale to nic.
Nasza symbioza z Domem Nonnatusa
polega na tym, że zawsze ktoś przejmie pałeczkę.
Phyllis Crane, SRN, SCM. Miło mi poznać, panie Greenwood.
Z pewnością chętnie posłucha pan o opiece poporodowej.
Może pan ją przytrzyma?
Dzień dobry, przeprowadzę kilka badań…
Siostro Gilbert, kończ to i do domu.
Masz za sobą ciężki dzień.
Dzięki, Phyllis.
Boję się powiedzieć siostrze Ursuli o małej Lin.
Nie, ja jej powiem.
- Opuszcza nas pan? - Tak.
Niestety dr Turner jeszcze nie wrócił. Oczywiście dostanie kopię raportu.
Przekażę mu.
Czy bardzo nie na miejscu jest pytanie,
jakie wnioski będą w nim zawarte?
To miły, mały szpitalik.
Sumiennie prowadzony, dobrze służący pacjentkom.
Dr Turner ma dar przekonywania, jest zaangażowany i pełen pasji.
Wyczuwam jakieś „ale”.
Postęp idzie w określonym kierunku.
Za dziesięć lat już nie będzie tych małych oddziałów.
Nie zalecę natychmiastowego zamknięcia waszej kliniki,
ale więcej obiecać niestety nie mogę.
Dobre i odroczenie egzekucji.
Dziękuję.
Dobrze, że przywiózł pan żonę. Przyjmiemy ją.
Dziękuję.
Krwawienie na razie ustało,
ale nawet leżąc całą ciążę, może spontanicznie poronić.
- Wie pan o tym? - Tak. Jestem lekarzem.
Wcale nie jest łatwiej, gdy chodzi o własną rodzinę.
Nie. Wcale.
Była wojna, uciekaliśmy przed Japończykami, a ja w ciąży.
Urodziłam w deszczu, przy drodze.
Pomogła mi jakaś kobieta.
Włożyła mi córeczkę w ramiona.
Córkę? Miałeś córkę?
Taką śliczną.
Tyle czarnych włosków.
Ale nie mogliśmy się zatrzymać.
Szliśmy całą noc.
Trzymałam ją przy ciele, żeby było jej ciepło.
Ale tak strasznie padało, a ona robiła się taka zimna.
Zimniejsza, coraz zimniejsza i w końcu…
umarła.
Ale zanim mi ją zabrali,
odgryzłam pasmo jej ślicznych włosków
i włożyłam do kieszeni, tu, na sercu.
Wciąż je mam. Widziałaś je.
Chciałam tylko, żeby Lin była bezpieczna i miała ciepło,
i o mało też jej nie straciłam!
Mamo. Masz ją, jest tutaj.
- Dobry wieczór, siostro Crane. - Dobry wieczór.
Mogę zająć siostrze chwilkę?
- Wróciłaś! - Barbaro!
Ależ się cieszę, że cię widzę!
Ja też, ale gdzie jest Patsy?
I co siostra Julienne zrobiła ze swym biurem?
Coś się stało?
Dziecko wciąż jest nieprzytomne.
Będę się za nie modlić.
Nie chcę, żeby siostrę Gilbert obwiniano za to lub krytykowano.
W tamtej sytuacji nic nie mogła zrobić.
20 minut wystarczy, by zbadać noworodka.
- Obie to wiemy. - Może w szpitalu,
gdzie widzi się tylko pacjentów i objawy ich chorób.
Ale pielęgniarka środowiskowa musi patrzeć szerzej.
Niestety dla Lucy i Lin Chen zabrakło czasu.
Dziękuję za szczerość.
Dała mi siostra sporo do myślenia.
Dziękuję, siostro Ursulo.
Nie wątpimy w dobre zamiary siostry.
Chcemy, by wszystko było pod kontrolą.
To niedopuszczalne, byś nie mogła użyć własnego osądu.
Z siostrą Julienne by do tego nie doszło.
Wiem.
Musimy coś powiedzieć!
Dobry wieczór.
Siostra Franklin, jak mniemam?
Tak. Dobry wieczór, siostro Ursulo.
Nie będę wam przeszkadzać.
Chcę tylko wyrazić swoje współczucie dla siostry Gilbert.
Wiem, że miałaś trudny dzień.
Przepraszam.
Dziękuję, siostro.
Stan małej Chen pozostaje niestety bez zmian.
Przekażę, jeśli czegoś się dowiem.
A system 20-minutowych wizyt zostanie przeanalizowany.
Siostro Monico Joan!
Siostro?
ŚWIETLICA MARYNARSKA tylko dla mężczyzn
Dobry wieczór, zdążyła siostra na czas. Zapraszam.
Siostro?
Co tu robisz? Jest bardzo późno.
Ciszej!
Czy to… nasz telewizor?
Cicho! Zaczyna się.
Zestarzał się, naprawdę.
- Kto taki? - Pan Steptoe.
Piękny jest, Barbaro. Idealny.
Herbata w Poplar jest dużo smaczniejsza.
Siostra Franklin!
I jesteśmy w komplecie!
Bułeczki z lukrem!
Gdzie byłaś, siostro? Zaczynałam się martwić!
W skrócie: tajemnica telewizora została rozwiązana.
Jest w świetlicy dla marynarzy. Gdzie jest siostra Ursula?
Powinna dołączyć do naszego radosnego spotkania.
Siostra Ursula postanowiła poświęcić się modlitwom i podjąć post.
Przepraszam, siostra, może wolisz być sama?
Nie, będę wdzięczna za twoje towarzystwo.
I modlitwę.
Choć obawiam się, że obu nie jestem godna.
Nikt nie jest niegodny modlitwy.
Niemowlę, bliskie śmierci, leży w szpitalu.
Ale gdy się za nie modlę,
nie mogę przestać błagać i za samą siebie.
Jak Bóg ma usłyszeć wśród wrzawy modlitwę za dziecko?
Bóg wszystko słyszy. Wiesz o tym, siostro.
Swe ostatnie zadanie wypełniłam źle. To fakt.
Zawiodłam zakon. Jego też zawiodłam.
W Domu Nonnatusa widziałam… drugą szansę.
Mówiłam sobie, że ofiaruję się zakonowi,
ofiaruję to, czego mnie życie nauczyło,
żeby nie było już więcej strat.
Ale to była czysta próżność.
I teraz znów zawiodłam.
„Zawieść” to za mocne słowo.
Raczej popełniłaś błąd, a na tym się uczymy.
Pomodlisz się ze mną za dziecko?
Przepraszam!
I gdzie był wyciek gazu? Z junkersa?
Żaden wyciek, nieodpowiedni przewód kominowy.
W samą porę to wyburzyli.
Nie dowierzam już oczom.
- Zdaje ci się, że mruga, a potem… - Wiem, kochanie.
Walczy w środku. Ma wolę życia.
Przyszła nas wyprosić.
Nie chcę jej znów zostawiać, co jeśli…
- Rusza się! - Obudziła się?
- Chyba nie, mamo. - Rusza się, widzę przecież!
Mała Lin Chen reaguje na bodźce!
Wysłuchano naszych modlitw.
Dzięki, siostro Julienne.
- Powinnam wracać do klasztoru. - Nie zmienisz zdania?
To twoja misja, siostro.
Nie powinnam była jej sobie uzurpować.
Siostro!
Nadmierna pokuta to próżność.
Potrzebujesz… strawy.
Dziękuję, siostro Monico Joan.
Dzięki.
Pojedziesz tym na stację, siostro.
I nie zamierzam się wykłócać.
Bardzo jesteś miła.
Proszę!
- Znów wygląda tu ślicznie. - Dziękuję.
Przeżyłyśmy kilka ciekawych miesięcy. Siadaj.
Wiadomo coś o siostrze Mary Cynthii?
Niestety, jeszcze nie.
Wiem tylko, że jest bezpieczna i ma dobrą opiekę w klasztorze.
Spałam w naszym klasztorze, gdy statek zawinął do portu.
Myślałam, że ją zobaczę, ale nie.
Nikt nic o niej nie umiał powiedzieć. Myślę, że tam jej nie ma.
Czasem nie ma mapy drogi, na której się znaleźliśmy.
Leży gdzieś daleko, niezbadana, wijąca się we mgle.
Podróżujemy wszyscy przez inne kraje,
ale choć spotykamy się, obcy sobie,
możemy połączyć siły i uczyć się kochać.
A gdzie przyjaźń i uczucie,
tam jest miejsce, które nazywamy domem.
Tłumaczenie: titi® facebook.com/ProHaven
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.