Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKÓW POŁOŻNEJ sezon 6, odcinek 2
Tłumaczenie: titi®
Świat zmieniał się z prostego i surowego
w nieustannie odkrywający się na nowo.
Mogliśmy zmieniać nasze domy i noszone ubrania.
Mogliśmy latać po świecie, badać nowe planety,
zaczynaliśmy łamać nasz kod genetyczny.
Lecz niezależnie od osiągnięć nauki wyzwanie pozostawało to samo:
przyjąć to, co czyni nas ludźmi,
korzystając z własnych sił, słabości i marzeń.
Nie biegajcie. Chodźcie.
Znów list z Hongkongu.
Może powinnaś otworzyć?
I spóźnić się do przychodni, ściągając na siebie gniew siostry Ursuli?
Pochrzaniło cię, Busby?
Przeczytanie listu zajmie ci dwie minuty.
W tym czasie mogę zmierzyć temperaturę i ciśnienie.
Rozmawiałam z Matką Przełożoną.
Siostra Mary Cynthia wraca do zdrowia.
- Miałam sama tam zadzwonić. - Teraz już nie musisz.
- Niech te będą ostatnie. - Słucham?
Nie mamy czasu na układanie kwiatów, czyż nie, siostro?
Cukierasy!
16, różowy numerek. Proszę panią Reed.
Już idziemy, siostro.
Idź, kotuś, praca czeka. Dam sobie radę.
Żona jest w dobrych rękach.
Wyjmij je z kieszeni.
W przeciwieństwie do sióstr nie będę cię rozpieszczać.
Cukierki. Ale już.
Mamy niepełną teczkę. Gdzie pani mieszkała?
Na Whitechapel. U dr. Trenemana z Alderman Row.
To pani pierwsza ciąża?
Tak. Moje jedyne dziecko.
Zobaczymy, jak się miewa. Przepraszam za zimne dłonie.
Wydaje się, że fantastycznie.
Posłuchamy serduszka. Potem ciśnienie, próbka moczu
i umówimy wizytę domową.
Nie będę rodzić w domu. Będę mieć cesarkę u św. Cuthberta.
Chcemy panią regularnie widywać. I nie musi pani jeździć.
Nawet mi się nie śniła taka opieka.
Może przez to, że jestem niska,
ludzie mówią, że nie pójdzie dobrze.
Dobrze ci idzie, tylko wyrabiaj. Jakbyś była w ringu z Henrym Cooperem.
Wolę poborcę czynszu, mamo.
- Cześć, kochanie. - George!
Będziesz cały w mące.
Gorzej nie będzie. Jestem w miale, ziarnie i cukrze.
Zarobek dziś niezły, jutro też. Cały tydzień będą wielkie okręty.
- Udał mi się, nie, mamo? - Oboje się udaliście.
Czas na ciebie, stary. Czekamy!
Ciąża przy achondroplazji jest rzeczywiście ryzykowna.
- Pani Reed o tym nie wiedziała? - Nie mam pojęcia.
Ale skierowano ją na cesarkę,
więc ktoś z nią rozmawiał o problemach z porodem naturalnym.
Oczywistym jest rozmiar miednicy, ale są i inne, o których musi wiedzieć.
Pełna oczekiwania matka to piękny widok,
ale ten przypadek mnie niepokoi.
Muszę trochę poszperać.
Zdobądźmy jej kartę, a dowiemy się, co wie ona,
- i postaramy się jej pomóc. - Dobrze.
Jak się czuje tato?
- Co było w liście? - Jeszcze nie przeczytałam.
- Przeczytaj teraz. - Muszę pospać.
Może problem sam zniknie, gdy go zignoruję.
Czemu zawsze wszystko lekceważysz?
Wiem, co jest w liście. „Przyjedź do domu”.
Będę musiała cię zostawić.
Wolę więc go nie czytać.
Teczka pani Reed z poprzedniej przychodni.
Dzięki.
Lepiej wyglądasz.
To pewnie minie za parę tygodni.
Przed rokiem proponowałbym ci Distaval.
Przed rokiem bym go wzięła.
Gdy myślę o tych biedactwach, urodzonych bez kończyn przez talidomid…
Co dzień o nich myślę.
Ale myślę też o tym dziecku i o cudzie, jaki się stał.
Jakież mamy szczęście!
Powinniśmy już mówić ludziom.
Najpierw chcę poinformować dzieci.
Angela nie zrozumie, jest za mała, ale Timothy to nastolatek.
Zrozumie na pewno!
Dom Nonnatusa, mówi położna.
Pani Marsh zaczęła rodzić.
Sytuacja mnie jednak martwi.
Przy karłowatości obojga rodziców dziecko najpewniej odziedziczy wadę.
Ale może być zdrowe.
- A na pewno kochane. - Wiem.
A jeśli geny dobiorą się inaczej, może być normalnego wzrostu.
- Naprawdę? - To możliwe.
Ale może też urodzić się martwe lub żyć kilka godzin.
I nie dowiemy się przed porodem, jak zadecydował los.
Trzeba przygotować panią Reed na każdą opcję,
nawet najsmutniejszą.
Zrobię to. Muszę.
Jest taka szczęśliwa! Załamie się, wiedząc, że coś może pójść źle.
Już wie.
Poprzedni lekarz jej powiedział.
Zalecił też przerwanie ciąży.
Val! Dziecko może już dziś się urodzić!
Wpadnij później, wszyscy się za was napijemy.
Powodzenia, George.
Już prawie koniec, Jessie.
Teraz powoli oddychaj. Powolne wdechy i wydechy.
Już niedługo.
Teraz bardzo lekko przyj, zaraz zobaczymy główkę.
Świetnie. I dyszymy.
Bardzo ładnie.
Jeszcze przyj - idą barki.
Wiem, że jesteś zmęczona, ale masz dużo siły.
Wykorzystaj je i rodzimy dziecko!
Świetnie! Znakomicie! Urodziłaś!
Słyszysz, Jessie?
Masz synka.
Cześć, maleńki.
Chcemy go z Georgem nazywać Bobby, po tacie.
George Marsh. Gotów na szczepienie przeciw ospie?
Nie ma siostra mniejszej igły?
Nie bądź dzieckiem.
A właśnie, ponoć twoja żona rodzi?
- To był podstęp! - Tylko cię zagadałam.
Leć. Gratulacje dla ciebie i Jessie.
Arthur Pilbury? Dzień dobry.
Proszę podwinąć rękaw i rozluźnić rękę.
Mamy już twoją teczkę od dr. Trenemana.
Wiemy, że znasz ryzyko związane z twoją ciążą.
Chcę tylko pomóc w tym, co może nastąpić.
Długo pragnęłam tego dziecka.
Nikt nie wierzył, że zajdę, co dopiero donoszę.
Ale się mylili. Może i w tym się mylą?
Mam ogromną nadzieję, że tak.
Ale muszę dbać o dziecko i o ciebie, dlatego próbuję cię przygotować.
Czuję swoje dzieciątko.
Kopie i wierci się, gdy mu śpiewamy.
To mój mały cud.
Nie każ mi się poddać, bo tego nie zrobię, nie mogę.
Wezmę to, Arthurze, odpocznij.
To już nie na moje płuca.
Zadzwońcie po karetkę i straż pożarną, szybko!
Tutaj, siostro! Proszę mu pomóc!
Przynieś czystą wodę i koce.
- Mamy tylko doprowadzoną z rzeki. - Potrzebuję czystej.
Napełnij wodą beczki z knajpy. Migiem!
Nie stój tak, idź z nim!
Valerie Dyer, jestem pielęgniarką wojskową.
Co mam robić?
Trzeba wyprowadzić ludzi z budynku i szukać podduszonych i poparzonych.
Wszyscy odsuńcie się od budynku!
Oddychaj głęboko. Już dobrze, usiądź.
Siadaj sobie.
Pompa! Lejcie wodę do środka, przez kraty i drzwi, ile wlezie!
Nie mogę oddychać.
To przez dym. Nie panikuj, oddychaj powoli i głęboko.
- Pilbury i Marsh zostali w środku. - Boże, nie!
- Idę z panem. - Dopiero co pieprznęło.
To ta cholerna instalacja, wciąż jest niebezpiecznie.
- Idę z panem. - Ja też.
- Tutaj! - Tam są.
Pomocy!
Już dobrze, George, jesteśmy z wami.
Pani Turner i panna Dyer.
Znasz mnie, to ja, Val z gospody.
Val, co jest ze mną?
Puść go, George. Spróbuję pomóc Arthurowi.
Arthur, słyszysz mnie?
Spokojnie, George. Zaraz was stąd wyciągniemy.
Moje oczy! Co z nimi?
Nie dotykaj ich!
- Jest czysta woda? - Tu nie ma.
Pomocy, nic nie widzę!
Potrzebna czysta woda i to zaraz.
- To tylko niewyposażony magazyn. - Mam wodę w termosie.
Oddychaj, Arthur.
Oprzyj się, trzymam cię.
- Arthur, oddychaj! - Oprzyj się na mnie.
- Już dobrze. - Dalej, Arthur!
Nic nie widzę!
- Wszystko będzie dobrze. - Czemu nic nie widzę?!
Zaraz przyjdzie lekarz.
Wiesz, twoja Jessie może już urodziła…
Robimy zakłady w gospodzie. Wszyscy obstawiają dziewczynkę.
- Tak myślicie? - Na pewno.
- Albo chłopczyka. - Obojętne.
Obojętne, dobrze mówisz.
- Arthurze, oddychaj! - Nie zostawiaj mnie.
Zostawić najlepszego klienta?
Jestem przy tobie, George. Jestem tu.
Powierzchowne zranienie.
Ale musiałaś być w szoku, jeśli nie poczułaś.
Myślałam tylko, jak im pomóc.
Nie było tam nic użytecznego, ani apteczki, ani wody, nic!
Przynajmniej były wyszkolone pielęgniarki.
Ale będzie, gdy powiem mamie, że tu byłam!
W dzieciństwie patrzyłyśmy z siostrą,
jak położne przyjeżdżają z wielkimi torbami.
Słyszałyśmy, że pani Mahoney, Blewitt czy kuzynka Peg ma synka lub córeczkę.
Myślałyśmy, że przywozicie dzieci w tych torbach.
Tak, trzymają je w tej szafce.
Gdzie pani praktykowała po opuszczeniu Korpusu?
Nigdzie.
Chciałam wrócić do domu,
gdzie w spokoju zadecyduję, co chcę dalej robić.
Ale nie lubię bezczynności,
więc zaczęłam dziś pracować w knajpie ciotki.
Bardzo szczęśliwy traf.
To było straszne.
Człowiek nie jest w stanie przywyknąć do ludzkiego krzyku.
Strasznie mi przykro.
Ale on… odzyska wzrok, prawda?
George ma silnie poparzone oczy.
W tych oczach się zakochałam.
Za dużo dziś przeżyła, doktorze.
Dopiero urodziła dziecko. Proszę jej dać coś na uspokojenie.
Nie chcę niczego, mamo, tylko wiedzieć, czy będzie widział?!
Musimy być bardzo cierpliwi.
Poczekajmy, aż zejdzie opuchlizna, wtedy dowiemy się więcej.
Żył dla Bobby'ego.
Przyjdzie do siebie dzięki tobie. Musi cię zobaczyć!
Musi!
Pobłogosław, Boże, te dary,
i nas w twej służbie,
na imię Chrystusa. Amen.
Amen.
Mamy za sobą ciężki dzień. Odnówmy siły.
Chciałam poruszyć to kiedy indziej,
ale teraz chwila zdaje się odpowiednia.
Od kiedy tu jestem, uderzyło mnie,
że poświęcacie czas pacjentom ponad to, co konieczne.
Nie odmawiacie żadnej prośbie
i w dobrej wierze niestrudzenie się angażujecie.
Przez to wspieracie zależności, z którymi trzeba walczyć.
Nas jest mniej, a pacjentów więcej. Ludzkich zasobów używajmy oszczędnie.
Jesteście położnymi i pielęgniarkami, nie pokojówkami i niańkami.
Jesteśmy tym, kogo potrzebują.
Teraz będziecie tym, co potrzebne najbardziej:
sprawnymi pracownicami służby zdrowia i położnictwa.
„Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów”.
Zmienimy nie tylko nastawienie,
ale całą organizację Domu Nonnatusa.
Skończy się rozpieszczanie.
Staniemy się centrum energii i aktywności,
gotowym na wyzwania nowoczesności.
Kto się nie dopasuje, musi sobie znaleźć inne miejsce…
albo poniesie konsekwencje zawodowe.
…i siostra Gilbert, druga na dyżurze.
Ruchy, dziewczęta. Czeka nas długi dzień.
Chcę wziąć panią Marsh do męża, jeśli może on przyjmować wizyty,
- ale muszę komuś oddać panią Henderson. - Ja się nią zajmę.
Wyraźnie nakazano nam udzielać tylko niezbędnej pomocy
i tylko w ramach wizyt.
Zamiar siostry zbacza w stronę obszaru ponadprogramowego.
A wizy turystyczne wstrzymano.
Pan Marsh przeżył traumę.
Odwiedziny żony są mu niezbędnie potrzebne,
żeby pokrzepić się wieścią o małym synku.
Da się pogodzić współczucie z wydajnością.
Nie dosłyszałam, siostro Winifredo.
Jestem ostatnio przygłucha.
To ja, położna!
Jak się pani dziś czuje?
Wciąż brak mi tchu i czuję się jak wielka kula.
Zrobię nam kawy, a w międzyczasie pani sobie poczyta.
Broszurki, zalecane dla przyszłych mam.
Czego oczekiwać w ciąży Przygotowanie do rodzicielstwa
Ale… mówiła siostra, że nie powinnam mieć nadziei.
Nie możemy składać obietnic wychodzących poza wiedzę medyczną,
ale na razie jest pani przyszłą matką.
Wygłaszając obowiązkowe formułki, zapomniałam o zwykłej radości.
Wciąż myślę, że mogło się to gorzej skończyć.
Katastrofista z ciebie. Ale jako lekarz wiesz,
że gdy potrzebna jest pomoc, nie zastanawiasz się długo.
Zaangażowałby się bardziej niż ty i usmażyłby się pewnie na skwarek.
Patricku…
- Teraz? - Najlepiej, gdy rodzina w komplecie.
Mamo, wciągasz herbatniki jak odkurzacz,
zieleniejesz, gdy mowa o rybach, a tato nie da ci podnieść czajnika,
co może znaczyć tylko jedno, zwłaszcza przy waszym zakłopotaniu.
Przybędzie nam brat albo siostra, tak?
- Tak. - Przybędzie.
Świetnie. Szczegółów mi oszczędźcie.
- Do pana Marsha. - Tutaj.
- George! - Jessie?
Tu jestem, najdroższy!
Mamy synka.
Nazywa się Bobby. Jest do ciebie taki podobny!
I taki uroczy.
Pogadaj z lekarzami, bo piguły gadają jakieś bzdury.
Że nie wiedzą, czy będę znów widział.
Panie Marsh, jestem siostra Winifreda z Nonnatusa.
Miałam zaszczyt odbierać pańskiego słodkiego synka.
Kiedy odzyskam wzrok?!
Lekarze mówią, że gdy zejdzie obrzęk, będą bardziej zorientowani.
To mi nic nie mówi. Będę ślepy czy nie?!
Dajmy czas oczom, żeby się wygoiły.
George, mamy synka. Pomyśl o nim.
Nie mam nic, gdy nie będę widział!
Mamo, wciąż nie możesz moczyć plastra?
Władze patrzą niechętnie na zatrudnianie dzieci.
Nie mówiłam wam? Rany wolno mi się goją.
Przy kolejnej siostrze chyba się wyprowadzę.
Pójdę z tobą. Inaczej byłbym w mniejszości.
To z biura koronera.
Będzie dochodzenie w sprawie śmierci Arthura Pilbury'ego, mam być świadkiem.
Dobrze, że to badają.
Takie sprawy powinny być odnotowywane.
Nie musisz się denerwować.
Pewnie nie.
Może koroner wpłynie na to, co trzeba tam zmienić.
Dobrze myślisz!
Chcą, by George zeznawał w sprawie Arthura.
Może się dzięki temu zmobilizuje?
Nie wiem, mamo.
- Zawsze byli blisko. - Jest taki zmęczony.
Wszystko jest zbyt świeże.
Chciałabym móc jakoś się dokładać. Jestem ci tylko ciężarem.
Tylko bez takich! Nie poradzilibyśmy sobie bez ciebie.
Upieczemy więcej chleba i już.
George wyzdrowieje i będzie jak zawsze.
Tylko lepiej, bo mamy malucha.
Jest jak skacząca fasolka. Mówię na to: poranne szuranie.
Na pewno dasz radę? Musisz mieć mocno ściśnięte płuca.
- Strasznie brak mi tchu. - Może załatwię ci pomoc?
Mam Dereka. Jest jak żywe srebro.
Tylko się nie męcz.
To żadna męka. Nie przy moim cudzie.
- Jak się miewa pacjentka? - Twoja żona to podręcznikowa mama.
Chcesz posłuchać serduszka?
Przepraszam bardzo!
No proszę, w tydzień wróciłeś do wagi urodzeniowej!
Brawo, młody!
U George'a nadal bez zmian?
- Mówi, że jakby go żywcem pogrzebali. - Nie możesz się poddawać.
Nie ja się poddaję.
To jak noc przed świtem, ale świt zawsze nastaje.
Chyba na górze ktoś mnie słucha.
- Może zapłacę wam za prąd? - Damy sobie radę.
Po prostu jest trochę skromniej bez pensji George'a.
Chyba nie zostało już nic do sprzątania.
Wystraszyła mnie siostra.
Rzeczywiście.
Jesteś bliska, w żargonie iluzjonistów, stanu hipnotycznego.
Po prostu sprzątam.
Mogę w czymś siostrze pomóc?
Popełniłam przestępstwo. Przeczytałam twój list.
Nadchodzi taki czas, gdy nawet ptaki wracają do gniazd,
żeby usłyszeć śpiew swoich rodziców.
On umiera.
Nie uleczę go.
Możesz ulżyć mu w ostatniej drodze.
Jestem dobra w swojej pracy.
Nawet bardzo.
Umiem dbać o pacjentów. Daję radę w Nonnatusie, w Poplar.
W tym jestem świetna.
Ale stracić kogoś?
O nie.
W tym jestem do chrzanu.
Zawodzi tylko ten, kto nie próbuje.
WARSZTATY DLA MAM RYSUNEK Z NATURY
Może jednak z tobą poczekam?
Dam sobie radę. Idź już, skończ przerabiać wózek!
Wybacz. Proszę, idź pierwsza.
Jesteśmy, panie Marsh. Widzę komisję powitalną…
Cześć, kochanie.
Ktoś jeszcze do ciebie przyszedł. Jest tu Bobby.
To twój tatuś.
Nie. Nie tak.
To nie miejsce dla niego, zabieraj go!
Chcesz mnie jeszcze dręczyć?
Przyniosłam ci syna, żeby dał ci nadzieję.
Nie mogę go zobaczyć, w ogóle go nie znam!
Ma mnie takiego poznawać?
Nie będę takim ojcem! Nie w ten sposób!
Myślisz, że chcę być „taką” matką?
Zupełnie sama, nie mogąc spać, bo wciąż myślę,
czy nie cierpisz, czy się nie boisz!
Nie chcę, żeby tak było, ale dam z siebie wszystko, jeśli muszę.
Bo żyjesz, a ja cię chcę nawet głuchego, połamanego czy ślepego.
Wiesz, jakie było dla mnie ważne, przynieść ci dziś Bobby'ego?
Pa, kochany.
Nie znasz mnie jeszcze?
Kocham cię całego.
Twoje wnętrze, George.
Jak mówiłam, drogie panie…
Przepraszam.
Kontynuujmy może.
Przez prawie dziewięć miesięcy
zapewniacie dziecku wikt i „dach” nad głową.
- Przepraszam, mogę do toalety? - Oczywiście.
Z narodzinami jest trochę jak z pogodą na urlopie -
nie wiemy na pewno, co się nam trafi.
Siostro, wybierasz się na piknik?
Nie powiem, że nie zjadłabym kromki z dżemem albo piklami,
ale pani Marsh cienko przędzie, gdy zabrakło pensji męża.
To dla niej.
Na dolnej półce jest schowana paczka ciastek.
Herbatniki przydają się w biedzie, bo ludzie piją więcej herbaty.
Siostry, musimy roztropnie gospodarować zasobami.
Kto wie, czy jutro my nie będziemy w opałach?
Zawsze pomagałyśmy sąsiadom, jak tylko się dało.
Mieszkańcy dzielnicy to nasi sąsiedzi, nie obiekty miłosierdzia czy litości.
Zawsze chcą nas obdarować,
gdy mają na zbyciu kwiaty, owoce czy warzywa.
To możliwe, ale nie stwarzajmy sytuacji,
gdy zawsze będą oczekiwać naszego wsparcia.
Mamy pielęgnować pacjentów, nie ich niańczyć.
Dobrze, siostro.
Nie chcę być zmuszona kogoś karać…
i liczę, że siostra Winifred nie będzie już marnować czasu,
chodząc z pacjentkami do szpitala.
Jessie Marsh dopiero co urodziła, a jej matka ma artretyzm.
Nikt inny nie mógł jej pomóc.
To zżyta społeczność. Ktoś by się znalazł,
a ty powinnaś poświęcić się własnym obowiązkom.
Niech mówi, co chce, my tak nie postępujemy.
Zdecydowanie nie.
Fred, masz jakąś marchew na zbyciu? Albo może kartofle?
Bardzo osobiste pytanie. Ale tak, mam.
Robimy zbiórkę dla pacjentki. Ale dyskretną.
Wyglądasz na zmęczoną.
Muszę się tylko przewietrzyć.
To anszlus Domu Nonnatusa.
Musimy to przetrzymać i czekać na Churchilla.
Oczywiście w szpitalu położna zaopatrzy was w podpaski,
wkłady do stanika i ubranka dziecięce.
Nie ma się chłop czym chwalić.
Ale w torbie musicie mieć wszystko, co potrzebne przy dłuższym leżeniu.
I oczywiście nie tylko strój powrotny dla was,
ale również dla dziecka.
Są wśród nas jakieś szwaczki lub krawcowe?
Jestem szwaczką. Sama szyję ubrania dla siebie i męża.
Nie jestem znawczynią mody, bo i tak wciąż noszę uniform,
ale czyż odpowiedni strój nie jest równie ważny,
co wydarzenie, na które go zakładamy?
Sądzę, że tak.
Słyszałyście to z ust specjalistki.
Sama szyłaś tę sukienkę?
Chciałabym mieć coś w tym kolorze, oczywiście już po porodzie.
- Masz telefon? - Tak. Poplar 232.
A to co?
Mamy klęskę urodzaju i nie chcemy, żeby coś się nam zmarnowało.
- Nie trzeba nam łaski. - Trzeba, kochanie.
To tylko przejściowe i żaden wstyd.
Dobrze, ale tylko na przetrwanie.
To takie fajne dziewczyny.
Chciałabym je kiedyś tu zaprosić. Może na poranną kawę?
Ale pewnie nie zechcą przyjść.
Iść taki kawał…
Nie skończysz najpierw wózka?
Za to mi nie zapłacą, za naprawienie zegara - tak.
Musimy mieć wózek w pogotowiu.
Wcale nie!
Żyjemy iluzją.
Boję się, że pójdziesz do szpitala i już nie wyjdziesz.
Dziecko też nie.
Shelagh, nie rozchoruj się z tych nerwów.
Boję się, że o czymś zapomnę. Wszystko działo się tak szybko.
Wtedy nie straciłaś zimnej krwi, to i dziś ją zachowasz.
Proszę się nie rozłączać.
Tak, mam twoje dane.
Zadzwonię do szpitala.
Przyślą po ciebie karetkę i przyśpieszą cesarkie cięcie.
Bądź zupełnie spokojna, nie ma się czym denerwować.
- Dzień dobry. Ładnie pani wygląda. - Dziękuję.
Cała w nerwach, ale ładnie.
Nie wiedziałam, co założyć.
Raz tylko zeznawałam, w wojsku, więc włożyłam mundur.
Zajęłam się butami i bluzką, żeby nie myśleć za dużo.
Wciąż mam w głowie, o co mogą pytać i co mam odpowiedzieć.
- Ja też! - Człowiek chce to zrobić, jak należy.
- Dla ofiar. - Tak.
George Marsh i Arthur Pilbury nie zasłużyli na to.
Nie szli na wojnę, tylko do pracy. Można było temu zapobiec.
Pani Shelagh Turner.
Twoja kolej. Postaraj się. Dla nich.
Pani Berry ma synka!
Bogu dzięki! Dwa tygodnie przenosiła.
I pani Reed - biedactwo, przedwczesny poród.
Reed, powiedziała pani?
- Przyspieszono jej cesarkę. - Zaraz do niej lecę.
- Siostro Mount… - Nie może być teraz sama.
Siostra Ursula uprzedziła o konsekwencjach…
W nosie mam konsekwencje. Pani Reed to moja pacjentka.
Tego się nauczyłam od was w Nonnatusie:
pacjenci są najważniejsi.
Mądra dziewczyna.
Oto pierwiastka z achondroplazją.
Anomalie miednicy nie pozwalają na poród naturalny,
więc konieczne jest cesarskie cięcie.
Poród rozpoczął się w 37. tygodniu,
więc musimy natychmiast przewieźć ją na salę operacyjną.
Proszę ją przewieźć.
Przepraszam za to. Będę z panią przy operacji.
- Pani Reed? - Pośpiesz się.
- Nie chcę stracić dziecka. - Dostaniecie najlepszą opiekę.
Nie mam torby, nie zdążyłam.
Położna miała zadzwonić do Dereka, ale nie przyszedł.
Wszystkim się zajmę.
Było widać, że pan Marsh ogromnie cierpi.
Próbowałam reanimować pana Pilbury'ego,
ale niestety, było za późno, gdy do nich dotarłyśmy.
Przykro mi, pani Pilbury.
Proszę się zwracać do mnie, do nikogo innego.
Dziękuję za poświęcony czas.
Jeśli wolno, proszę pana.
W dokach nie znalazłyśmy niczego, co w tej sytuacji pomocne.
Nawet czystej, bieżącej wody na poparzenia czy do przemycia ran.
Już pani dziękujemy.
Gdyby był rejestr, wiedziałybyśmy, gdzie jest pan Pilbury.
Może jeszcze dałoby mu się pomóc.
Interesuje nas jedynie przyczyna wypadku.
A może powinni też dotknięci nim ludzie?
Jest pani wolna.
GRAFIK DYŻURÓW
Mount - dyżur przy telefonie
Gdzie jest siostra Mount?
Tam, gdzie jest potrzebna.
Mówiłem: nie rozchoruj się.
Nie jestem chora, tylko zmęczona.
- I wściekła. - Nadal?
Wiem, że starałam się, jak mogłam.
Valerie Dyer też.
Ale nasze starania są na nic, bo niczego nie zmieniają.
Jessie?
Jak się czujesz, kochany? Stęskniłam się.
Pan Reed? Jestem pastor Hereward.
Siostra Mount prosiła, żeby panu potowarzyszyć.
Pobłogosławi pastor nasze dziecko?
Z tego, co mówią lekarze, to… nieuniknione.
Zrobię to, o co pan mnie poprosi,
ale wiem, że gdy się wierzy w Boga, nic nie jest nieuniknione.
Czuję zapach każdego listka herbaty.
Miło, że pani przyszła.
Nie podziękowałem za to, co pani dla nas zrobiła.
Nie musi pan dziękować.
Jeszcze nie wiedzą, co z oczami, póki nie zdejmą bandaży,
ale ponoć dzięki pani wodzie mam w ogóle jakieś szanse.
Więc proszę mi pomóc.
Przyjść do sądu koronera i powiedzieć, że ludzie jak pan zasługują na ochronę.
Wystąpić w tym stanie?
Nie, za nic.
Proszę im powiedzieć, co wypadek zrobił panu i Arthurowi.
Nie udało się nam go uratować, ale trzeba walczyć w jego imieniu.
Muszę wiedzieć, czy dziecko jest zdrowe.
Nie wiem. Pediatra zaraz je zabrał.
Proszę pana!
Przepraszam. Jestem siostra Mount, położna rejonowa pani Reed.
Wolałabym sama przekazać wiadomość pani Reed.
Pani Reed…
ma pani córeczkę.
Tak, Penny. Masz zdrowe dziecko.
- Ale mówili, że będzie chore. - Nie, Penny, jest…
wybacz to określenie, „normalnych” rozmiarów.
To znaczy duża?
- Moje gratulacje, panie Reed. - Dzięki.
Dziękuję.
A jeśli nie damy sobie rady?
Jeśli nie będzie chciała rodziców-karłów?
Nie jestem matką, ale wiem, jak to jest być dzieckiem i bać się.
Dorastałam w obozie jenieckim.
I przez cały czas bałam się tylko, że stracę matkę.
Tę, która mnie kochała pomimo strachu i całej tej grozy.
Nie wątp w miłość swojego dziecka.
To, co cię niepokoi, dla niej nie będzie ważne.
I co się stało?
Umarła.
Razem z moją siostrą.
A ojciec?
Przeżył.
Ale tak się bałam kolejnej straty…
że zamknęłam się na niego.
Dom państwa Mount, kto mówi?
Tu Patsy.
Panna Mount? Ojciec wciąż o panią pyta.
Siostro Mount, poświęcisz mi chwilę?
Oczywiście, siostro.
Wyraziłam się chyba jasno,
że lekceważenie moich poleceń będzie miało swoje konsekwencje?
O tak, bardzo jasno.
A jednak je zignorowałaś. Miałam cię za bardziej odpowiedzialną.
I za lepszą pielęgniarkę.
Staram się być jak najlepszą pielęgniarką i osobą.
Jestem zmuszona potrącić ci z pensji.
Oszczędzę siostrze kłopotu.
To za czas spędzony przy Penny Reed.
Po to przyszłam do Nonnatusa,
by poświęcać się pacjentom „ponad to, co konieczne”
i być tam, gdzie mnie potrzebują.
A teraz jestem potrzebna gdzie indziej.
W Hongkongu, przy moim umierającym ojcu.
Kiedy wyjeżdżasz?
Gdy tylko dostanę bilet z Southampton.
Podjęłaś najodważniejszą, pełną miłości decyzję.
Jestem z ciebie dumna, Pats.
Jak to zniesiemy?
Ty i ja?
Jak przetrwamy tak daleko od siebie, tak długo?!
Będziemy robić to, co wszyscy.
Pisać.
Czekać.
Kochać.
Jeśli pan Marsh zaraz się nie zjawi, zajmiemy się kolejnym świadkiem.
Brawo, George.
Pomoże mi pani wstać?
Na wózku będzie panu łatwiej.
Muszę tam WEJŚĆ.
Jessie?
Jestem.
Poznałem twoje perfumy.
Jessie… wybacz mi.
Pomóżmy panu Marshowi zająć miejsce dla świadka.
Nie dam rady jej trzymać.
Mam za krótkie ręce.
Nosiłaś to dziecko dziewięć miesięcy, utrzymasz je i teraz.
Dobrze. Jest bezpieczna, trzymasz ją mocno.
O rany…
o rany.
Skądżeś ty się wzięła?
Taka doskonała, taka śliczna.
Pani Reed jest pod obserwacją.
Dr Simkins wykonał wczoraj cesarkę…
Dziś już dość. Pani Reed to nie jakiś okaz, ale matka.
Dajmy jej chwilę prywatności.
Dr Simkins się o tym dowie.
Naprawdę jest nasza?
- Idę prosto z sądu. - Jest orzeczenie?
Stwierdzono, że śmierć Arthura to wypadek.
Który musiał się wydarzyć.
Ale koroner pisze do kierownictwa portu,
zalecając zapewnienie świeżej wody w każdym doku,
rejestru pracowników, by było wiadomo, gdzie przebywają,
i ochronnych okularów
dla pracujących z chemikaliami i substancjami łatwopalnymi.
To pani dzieło! Zmusiła ich pani do słuchania!
To dzieło George'a.
Teraz się okaże.
Widzi pan coś?
Nic, doktorze.
Ale poza tym mamy wszystko.
Jesteś, mała, w świetnej formie, żwawa i przybierasz na wadze.
Będę śledzić twoje postępy z Hongkongu.
Urosła chyba.
Dobrze, Bella!
A jeśli nas przerośnie?
Nigdy nie przerastamy rodziców, tylko się nam tak wydaje.
A jeśli będziemy się jej wydawać dziwni przy innych?
Czasem trzeba przestać zastanawiać się i zamartwiać,
i po prostu zrobić to, czego się najbardziej boimy.
Kocham cię.
Nie mogę.
Musisz.
Przyjechała taryfa. Wezmę twoją walizkę.
Do widzenia. Jedź bezpiecznie.
Do widzenia! Dziękuję.
Trzymaj się, młoda.
Kocham cię.
Szerokiej drogi!
O, tak. Podtrzymuj mu główkę.
Pachniesz domem.
Patrzy na ciebie. Poznaje cię.
Kocham cię, Bobby.
Jest, jak jest z nami. Ale damy sobie radę.
I będziemy wdzięczni.
Nadal uczysz się hiszpańskiego?
Każdego dnia po troszku.
Mam zajęcie i mózg mi nie rdzewieje.
Sama może zacznę.
Przytoczę wiersz, jeśli wolno.
Z miłości boli mnie serce,
powietrze i kapelusz.
Kto zechce kupić ode mnie wstążkę, którą mi dałaś,
i smutek białej bielizny pociętej w chustek kwadrat.
Ach, cóż za ciężar przeklęty kochać cię z taką siłą!
To nie moje słowa, ale Garcii Lorki.
Nie przepadam za hiszpańską poezją - za Tennysona dam się pokroić -
ale jego słowa mnie poruszają.
Mam tom jego wierszy po angielsku, jeśli chcesz pożyczyć.
I, jeśli wolno…
ten „ciężar przeklęty” miłości -
uważam, że zawsze jest tego wart.
Zostawię ci książkę pod drzwiami.
Byłoby miło, gdybyś oddała do dwóch tygodni.
Bez względu na rozmiar krzywdy lub straty,
nasze słabości i ból są znośniejsze dzięki innym,
ich myślom, czynom, ich wyciągniętej dłoni.
Ich miłość i nasza wytrzymałość
czyni nas ludzkimi i spełnionymi.
Tłumaczenie: titi®
Cytat o niszczycielu światów pochodzi z "Bhagawadgity"
Wiersz F. G. Lorki „To prawda” w przekładzie H. Poświatowskiej
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Project Haven facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.