All language subtitles for Call.the.Midwife.S05E05.1080p.BluRay.x264-YELLOWBiRD_pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::

Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon V, odcinek V

Tłumaczenie: titi®

Przenosiliśmy się z epoki zgadywania, bajań babuni i przesądów

do ery statystyk i danych.

Nagle zdawało się, że wszystko ma cenę, ciężar i wartość.

Życie, a nawet śmierć

zaczynało się mierzyć w procentach i według prawdopodobieństwa.

Prosto z drukarni.

Raport o stanie zdrowia? Czas na werble!

Zobaczmy, gdzie się plasujemy.

Myślałem, że to co najmniej nowy James Bond.

To dużo ciekawsze.

Patrick Turner, lekarz rodzinny, z prawem wykonywania zawodu,

i tajna agentka Shelagh Turnova,

ratują Poplar od chorób i zarazy!

Dobrze, moje panie!

Jeśli chcemy schudnąć, musimy dużo się ruszać!

Zapewnijcie sobie dostatek miejsca.

Dziś prosiłabym bez obrażeń.

Znakomicie!

I wszystkie siadamy.

Pupa ściśle przylega do podłogi. Wznosimy ręce…

i opuszczamy.

Podnosimy nogi i robimy rowerek,

wciąż pracując ramionami.

I pedałujemy.

Przepraszam, złapałam gumę.

Może pani zsiąść, ale tylko na to ćwiczenie.

I wciąż pedałujemy.

36 zgonów z powodu nowotworu płuc.

To przecież rak!

Odpowiedni moment na moją poradnię płucną.

Oby udało się zmniejszyć szkody wywołane zanieczyszczeniem powietrza.

Powietrza? Czytałeś „Lancet”? Ponoć palenie powoduje raka.

- To jeden punkt widzenia. - Rząd go popiera.

Dziękuję. Mamy dziś lepsze możliwości diagnostyczne,

stąd te zwiększające się liczby.

Siostro, proszę, nie przy panach.

- To moje… wie siostra. - Pani Cadman, proszę usiąść.

To się musi skończyć.

Kobiety nie mogą krępować się oddawać próbki w obecności mężczyzn.

Czuję większy zawód, dostając mocz w prezencie.

Obecność panów powinna uspokajać żony.

Mnie tam nie uspokaja.

Mamy tu ciasno, panowie. Proszę poczekać na korytarzu.

Pani Dawley, zapraszam.

Dasz sobie radę, kochanie?

Prosiłabym jeszcze dziś, panie Dawley.

Słyszałam, że dzieci nie powinny spać na pleckach,

bo mogłyby zwymiotować, i tak sobie myślę - od czego?

Jest dużo czynników.

Dzieci miewają kolki i rozstrój żołądka.

To znaczy?

Zaglądała pani do ulotki, którą pani dałam?

- Gdzieś ją zapodziałam. - Dam pani nową.

Ale wiatry, przekarmianie -

to normalne rzeczy.

Proszę się nie martwić.

Ale do kogo mam zadzwonić, gdy mi zachoruje?

Do nas, pani Dawley. O każdej porze dnia i nocy.

Nawet gdy pani woli rodzić w szpitalu, nie z nami.

Bo trzymają cię tam dziesięć dni, aż będą pewni, że mogą cię wypisać.

I że dziecko też jest gotowe.

Pani i dziecko będziecie jednością.

Razem będziecie gotowi.

To mi się podoba!

Czuję, że gubię kilogramy!

Zawsze byłeś optymistą.

Powinienem się zgłosić, jak sądzisz?

Pewnie!

Sprawiłbym sobie nowy podkoszulek.

Patrz teraz, patrz!

- Wszystko w porządku? - Nie mogę się ruszyć!

Moje plecy, rany boskie!

Pięknie to pani wychodzi.

Mama pana zawsze układała kwiaty.

Dlatego tak kocha zapach kadzidła i takich tam.

NIEMOWLĘ. CZEGO OCZEKIWAĆ.

Co dzisiaj się mówi na temat dzieci?

Nie wiem, jeszcze tego nie przeczytałam.

Pan chce, żebym przychodziła co dzień, gdy dziecko się urodzi.

Żeby dom był czysty jak zawsze.

Takie maleństwo chyba tak nie brudzi, pani Dash.

Ta kruszyna będzie największą rzeczą, która wstąpi w twoje życie.

Zabieram się do pracy, pani Dawley.

- Wyglądasz szalenie elegancko. - Nie przesadzam z tą kamizelką?

Mam nadzieję, że kościół na Isherwood Lane weźmie moje kadzidło.

Wypiłaś mleko?

Półtorej pinty mleka dziennie, dla wapnia.

Matka święcie w to wierzyła i jestem zdrów jak ryba.

Nawet w podeszłym wieku.

Jak sobie życzysz.

Pani Dash ma ponoć częściej przychodzić.

Nie przeszkadza ci to?

Lubię, gdy tu jest. Mam towarzystwo.

Za dużo czasu spędzasz ze mną i panią Dash.

Z dwoma starymi kapciami zamiast trzewiczków do tańca.

Kto inny by mi opowiadał?

O tym, skąd się bierze olibanum,

albo olej mirrowy, w którym obmyto Chrystusa?

To błogosławieństwo, że cię mam, Roseanne.

I jeszcze nasze dziecko…

Proszę się bardzo powoli wyprostować.

Ma pani paskudny skurcz grzbietu.

Potrzebujemy czegoś płaskiego i mocnego, najlepiej drzwi…

Nie może pan dać jej tabletki?

…pod materac.

Trzeba dać oparcie plecom.

Odpoczynek, aspiryna i może ciut maści mentolowej,

kiedy ból trochę ustąpi.

- Jakie te drzwi? - Jakiekolwiek.

Z klamką czy bez?

Pani Buckle będzie na nich leżeć, nie je otwierać.

Tylko nie te z łazienki!

Nawet w małżeństwie potrzebuję godności.

Mam więc odpocząć do rana?

Musi pani odpoczywać przez tydzień lub dwa.

Kurcz grzbietu to ostrzeżenie. Niebezpiecznie jest je ignorować.

- Ależ ja mam sklep! - Nie ucieknie.

Błagam, jeszcze nie. Nie jestem gotowa.

Boli! Pomóżcie mi!

Pani Dawley? Lyntall Street 15, przyjęłam.

- Proszę oddychać. - Strasznie mnie boli!

Położna mówiła, że za trzy tygodnie,

ale wylała mi się na sofę woda… z dołu.

Jest ktoś przy pani?

Nie ma nikogo. Jestem sama.

Proszę oddychać.

Będę przy telefonie, aż skurcz minie,

a potem jadę prosto do pani.

Damy radę. Drzwi wejściowe są otwarte?

Klucze są pod wycieraczką. Niech pani przyjdzie!

Będę za pięć minut. Proszę się nie ruszać!

Trochę nam to burzy grafik. Wszystkie są u pacjentek,

a pani Dawley rodzi wcześniej. Ty tylko odbieraj telefony.

W razie wezwania leć do kliniki po siostrę Mount.

- Jasne? - Jak słońce. Pędź!

Zwariowało nam spożycie mleka, od kiedy się pojawiłaś.

Musisz mieć kości silne jak tur.

Lubię mleczne napoje.

Nie zawiedź mnie teraz!

Przepraszam!

- Wyśpisz się na sofie? - Pewnie, że tak.

Gdybyś czegokolwiek potrzebowała,

zadzwoń, a zaraz przybiegnę.

Pocałowałabym cię, gdybym się mogła ruszyć.

- Dom Nonnatusa. - Mówi Roseanne Dawley.

Gdzie położna? Miała przyjechać!

Już jedzie, zaraz u pani będzie.

Boże, pomóż mi! Czuję, że się zaraz rozerwę!

- Nie mogę czekać! - Jasny gwint.

Siostro Monico Joan? Proszę sprowadzić położną.

Jesteśmy same, a ty masz tylko odbierać telefony.

Musi siostra iść do kliniki po siostrę Mount.

Nie można mi powierzać spraw klinicznych.

To nagły wypadek. Proszę sprowadzić położną.

Natychmiast idę.

Położna zaraz przyjedzie.

Będę przy telefonie do chwili, gdy się u pani pojawi.

Proszę się nie obawiać.

Boże, ratuj!

Krwawię. Pomóżcie mi!

- Myśl, Busby! - Ratunku!

Posłuchaj, Roseanne.

Jestem z tobą.

- Uklęknij, dasz radę? - Tak.

Boję się.

Umieram ze strachu.

Nie trzeba. Wszystko będzie dobrze.

Już dobrze, Roseanne. Świetnie sobie radzisz.

Zaczekaj, aż minie skurcz.

Skup się na oddychaniu.

Masz gdzieś pod ręką koc albo ręcznik?

Nie ma tu nic takiego. Pomóż mi!

Gdzie ona jest? Mówiłaś, że jedzie, powinna już tu być!

Położna jest już w drodze!

Zdejmij sweter czy cokolwiek luźnego, co masz na sobie.

Będzie potrzebne dziecku.

Coś ze mnie wychodzi.

Boże, to już…!

Roseanne, oddychaj.

Trzeba powstrzymać malucha.

Oddychaj bardzo leciutko, dysz płytko.

Zrób to dla mnie.

To bardzo ważne dla bezpieczeństwa dziecka.

Oddychaj!

Fantastycznie ci idzie, Roseanne.

Świetnie! Wdech… i wydech.

Bardzo delikatnie.

Nie dam rady. Nie urodzę tego dziecka!

Znakomicie ci idzie.

Skup się na oddychaniu.

Wdech i wydech. Wdech i wydech.

Roseanne?

Odezwij się.

Muszę wiedzieć, że tam jesteś.

Wyszło.

Nie rusza się.

- Oddycha? - Czemu się nie rusza?

Podnieś dziecko.

Ostrożnie, będzie śliskie. Trzymasz je?

Trzymasz dziecko?

Wytrzyj mu buzię, żeby usunąć płyny. Zrób to natychmiast!

Ono się nie rusza.

To przeze mnie. Boże, to koniec!

Rozetrzyj dziecku plecki, ale mocno.

Natychmiast, Roseanne!

Porządnie rozetrzyj, ale już!

Wszystko popsułam.

Roseanne! Natychmiast rozmasuj dziecko!

No, Roseanne. Musisz pomóc maleństwu.

- Nie pomaga. - Wciąż masuj.

Nie przestawaj, aż dziecko zacznie oddychać.

Dalej, Roseanne.

Musi mieć ciepło, przytul je.

Położna zaraz będzie.

Roseanne?

- Dziewczynka czy chłopiec? - Dziewczynka.

Mam córeczkę.

Położna! Strasznie przepraszam.

Świetnie ci poszło, Roseanne.

Już się nią zajmę, dziękuję.

Byłaś bohaterką.

Patrz, jak sobie dałaś radę!

Jesteś teraz matką.

Siostro Busby, gdyby nie twoja bystrość umysłu i spokój,

sprawy mogły się dziś potoczyć inaczej.

Zrobiłam to, co wy robicie co dzień.

Ale my jesteśmy do tego wyuczone.

Wyszłam z wprawy, ale wykłady z położnictwa zostają w głowie.

Zwłaszcza jeśli uczył cię pan Slade.

Przy nim wszelkie znieczulenie byłoby zbędne.

Sam był dostatecznie odrętwiający.

Dawno nie miałyśmy tu PPP -

narodzone Przed Przyjazdem Położnej.

PPR - Przed Przyjazdem Roweru.

Nie wiem, jak dajecie sobie radę z cholerstwem.

Mamy załatwioną kwestię telefonów.

Od teraz będę tylko myć włosy i czytać czasopisma.

To daje większą satysfakcję niż chirurgia męska.

Zawsze uważałam, że osiągnięcia męskiego organu

dają większą satysfakcję niż sam organ.

Zdrowie siostry Busby, niezawodnej rezerwowej!

Twoje zdrowie!

Maleństwo, które stworzyliśmy, jest wręcz doskonałe.

To o tym mówiła moja matka, że nie znała miłości ani strachu,

póki nie miała mnie.

Fred!

- Rozlałam wodę! - Idę, kochanie!

Choć to w pełni wolontariat,

mam nadzieję, że moja praca odbije się na kieszonkowym.

Z całą pewnością.

Dziękuję za przybycie.

Wiemy, że niektórych z was kosztowała to wiele wysiłku.

To pierwsza poradnia chronicznych chorób płuc i oskrzeli dr. Turnera.

Dzień dobry, panie Philips.

Chcemy wam ułatwić chorowanie w domu.

Proszę szeroko otworzyć.

Drenaż ułożeniowy z głową ułożoną poniżej płuc

to prosty, lecz skuteczny sposób usunięcia zalegającego śluzu.

Na to się nie umawialiśmy.

Tak możesz odwdzięczyć się za kieszonkowe.

Zabieg można uzupełnić tak zwanym opukiwaniem.

Panie Jeffries,

dzięki lekom do pańskich płuc dostaje się o 20% powietrza więcej.

Chyba było warto po to przyjść.

Spróbujmy raz jeszcze. Mała dama robi się głodna.

Próbowałam, nie chce ode mnie.

Wytrwałość z niewielką pomocą uśmiechu przez łzy.

Dam jej butelkę, żeby wiedzieć, że ma dość.

Spróbuj jeszcze, kotku.

Dziecko będzie silniejsze na twoim pokarmie.

Mama mawiała, że pozna, które dziecko jak karmiono.

Mogłabym poprosić pana o herbatę?

Dzieci to nie nauka ścisła. Matka musi zaufać instynktowi.

Dlatego chcę dać jej butelkę.

Wtedy mąż pomógłby mi z karmieniem.

Przy nim mała się szybciej uspokaja.

Może ją pani zabrać?

Panie Phillips, proszę ponownie rozważyć radioterapię nowotworu.

Odmówił pan specjaliście ze Szpitala Londyńskiego.

Wyleczy mnie to?

Poprawi komfort pańskiego życia, a być może również je przedłuży.

Frank, masz żonę i małe dzieci.

Jean jest młoda, znajdzie innego.

Nie chcę, by dzieci zapamiętały mnie jako chorego.

Po kuracji będzie ci się żyło lepiej.

Myślałem, że chcesz dać mi coś,

co wyleczy mnie z raka płuc, zmniejszy go.

Nadzieja, Frank, to najlepsza terapia.

Powiedz to komuś, kto nie umiera.

Ja się już pogodziłem.

Do widzenia, doktorze.

Dzień dobry!

Przystojny z ciebie kamerdyner.

Przystojny ze mnie pasmanterzysta.

Tylko nie sklep. Nie masz pojęcia o pasmanterii.

Jesteśmy narodem sklepikarzy, mamy to we krwi.

- Ale ty… - Zamknięty temat.

Witam drogie panie. Nie, oczy was nie mylą.

Oto ja, Fred Buckle, w firmie Buckle'ów.

A pani Buckle?

Załatwia inne sprawy. Czym więc mogę służyć?

- Mam przymiarkę. - Fantastycznie!

Czego, jeśli pani przypomni?

Biustonosza…

- Poproszę podpaski. - Pod jakie paski?

Proszę chwilę zaczekać.

Mam wolne tylko pół dnia, potem jadę do pacjentek.

- Super. Nie przepraszaj. - Wcale tego nie robię.

Panna Gilbert, moja asystentka.

Pomoże wam w bardziej… osobistych kwestiach.

Ja będę na guzikach, zamkach i kołnierzach.

- Asystentka? - Starsza. Bardzo.

Wybierając tę tkaninę, będziecie miały identyczne sukienki z mamą.

Jak dwie krople wody!

Boże, powinna pani odpoczywać w domu!

Przyszłam po pokrowiec na wózek.

Mąż zamówił różowy i niebieski na wszelki wypadek.

Jasne, tylko proszę wracać prosto do domu.

Odpoczywaj, póki możesz.

W macierzyństwie nie będziesz mieć już wakacji.

Słyszałyśmy o tobie.

Odważna jesteś, że tak sobie dałaś radę.

Ale warto!

Pewnego dnia staniesz w tym sklepie, równie dumna, jak ja teraz.

Spojrzysz na swą córeczkę i zobaczysz siebie.

Wskażesz jej drogę przez życie.

Jak ma się maleństwo?

Świetnie, proszę pani.

W tym będzie świetnie wyglądać.

A teraz - do domu. Pani mąż już zapłacił.

Pa!

Dzwonił do mnie James McAdam.

Pytał, czy chcę dziś przyjść na sekcję zwłok w Szpitalu Płucnym.

James umie zapewnić rozrywkę.

Zawsze był lekko makabryczny, nawet gdy razem studiowaliśmy.

Ale słyszał o klinice i sądzi, że sekcja będzie kształcąca.

Możesz do nas dołączyć.

Bardzo miło z waszej strony, ale uprzejmie podziękuję.

Proszę uprzejmie, pani Manley.

Ależ z nas drużyna! Jak dobrze naoliwiona maszyna!

Raczej jak Flip i Flap.

- Zapewne jutro nie masz czasu? - Nie.

- A w okolicach lunchu? - Nie.

Pani Dawley?

- Dalej miewasz mdłości, Pat? - Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

Tętnice wieńcowe były zablokowane.

I miał raka płuc.

Dobry boże! Widziałem to tylko w podręczniku.

Substancje smoliste i guzy…

z tych cholernych papierosów.

Miał 45 lat.

Zdaje się, że palił od 15 roku życia.

Powiedz swoim pacjentom w klinice,

że ani leki, ani drenaż nie oczyści ich płuc.

Wróciłam, a jej nie było.

Powinna była pani zadzwonić na policję.

Wiedziałam, że będzie bezpieczna.

Te panie w sklepie były takie miłe, pełne dobroci.

Czyżby pani celowo zostawiła dziecko?

Dzień dobry!

Cóż za widok, prawda, siostro? Moje dwie piękne dziewczyny!

Niewątpliwie. Musi pan być bardzo dumny.

Ułożyłby pan ją?

Nie powie pani nic Denisowi?

Muszę panią zapytać:

boi się pani męża?

Skąd, Denis jest dżentelmenem.

Traktuje mnie jak księżniczkę.

To był dom jego matki.

Mówił, że żadna kobieta już tu nie zamieszka - i poznał mnie.

I pozwolił mi tu żyć jak pani na włościach. Mnie!

Jest nią pani.

Co się dziś stało?

Wszystko mi się pomieszało.

Zapomniałam się. Nie chciałam narazić jej na niebezpieczeństwo!

Chcę tylko jej dobra.

Urodzenie dziecka to ogromna zmiana.

Proszę zwolnić, myśleć tylko o sobie i o małej.

I - cierpliwości. Ma pani całe życie na naukę.

Ma pani kogoś, przyjaciółkę albo kuzynkę,

która pomogłaby pani na początku?

Tak, ale nie ma takiej potrzeby.

Przyjdę do pani jutro.

Grunt to obecność i spokój.

Tak, był duży ruch, prawdę mówiąc - nieustający,

ale myślałem sobie: „Fred, może i sam sterujesz statkiem,

ale robisz to dla Vi, więc przetrwamy tę burzę”.

Mój bohaterze.

Pomożesz mi jutro zejść do sklepu? Muszę zrobić zamówienie.

Pewnie, kochanie. Podam ci też płaszcz.

Bo prędzej piekło zamarznie!

Masz odpoczywać.

Wszystko, co trzeba, zrobi twój pasmanterzysta.

Zrób to od razu rano. Wszystko jest w książce przy kasie.

Pasmanterzysta!

Martwię się, że traumatyczny poród zmienił myślenie pani Dawley.

W sklepie zdawała się dość zagubiona.

Był w niej jakiś smutek,

jakby wolała raczej zostać tam z nami.

Może to lekka depresja poporodowa?

Widać, że więź z dzieckiem musi się dopiero wytworzyć.

Ona chyba nie do końca wierzyła, że jest w ciąży.

Będę miała na nią oko.

Mogłybyśmy się trochę pośpieszyć?

Resztę wieczoru chętnie poświęciłabym na hiszpański.

- Co ty robisz, na Boga?! - Nic.

Jakie nic?! Jeszcze się cholerstwo pali!

O nie, Tim!

Palisz? Mój 14-letni syn pali papierosy?!

- Kenneth Parker jest młodszy i pali. - Uważaj sobie!

- Jeszcze raz złapię cię z fajką… - Co, przypalisz mi?

- Póki tu mieszkasz, będziesz… - No, mów. Czemu mam nie palić?

Mówiłeś, że tylko część lekarzy wiąże to z rakiem.

Nie dbasz o to, a mi każesz?

Teraz lepiej, prawda, malutka?

Cześć, kochanie.

Jak sądzisz - białe czy różowe?

- Jest idealna, prawda? - Bo jest twoja.

- Widzisz coś, czego ja nie widzę? - Nie widzisz prawdy.

Z całego serca Bogu zaufaj,

nie polegaj na swoim rozsądku.

- Nie jestem prawdziwa! - Dla mnie jesteś.

Dla naszej córki też będziesz.

Tego się o tobie dowie.

To jest prawdziwe!

To jest idealne.

Różowe czy białe?

Które wolisz.

Przyjdzie, musi tylko się uspokoić.

Rzucam palenie.

- Słyszysz? Rzucam. - Obiecujesz?

Tak. Z całego serca.

Więc nie chcę cię więcej widzieć z papierosem.

Przyrzeknij mi, Tim, z ręką na sercu.

Przyrzekam.

Jesteś moim jedynym synem.

Jedynym, więc nigdy nie chcę cię stracić.

Może wolisz, żebym dziś został?

- Przełożył spotkanie? - Idź na nie, proszę.

Nie jesteś sobą. I to już od porodu.

Jestem sobą, Denis.

Taka jestem.

Bez różnicy, czy jesteś tu, czy nie.

- Myślałaś o imieniu? - Nie mam twojej wyobraźni.

Jakieś znajdziemy.

Gdy ją lepiej poznamy.

Takie, które oddaje jej cechy.

Wymyśl jakieś, które najlepiej jej pasuje.

To jedyny sposób, skończyć i już.

- Świetnie, jestem z ciebie dumna. - Dokładnie!

Jeśli rzucamy, musimy chwycić byka za rogi.

My? Sądziłam, że to ty rzucasz.

Oboje rzucamy. Przyrzekłem to rano Timowi.

Ja mało palę, to na pewno nie szkodzi. Jednego, dwa dziennie.

To gwoździe do trumny. Każdy z nich jest śmiertelny.

Niech Freddie będzie z tobą.

Zawsze, gdy zachce ci się palić, zajmij czymś ręce.

Obawiam się, że żabki się nam rozmnożą.

Przynieś mi w wolnej chwili kartę pana Phillipsa.

Halo! Jest tam kto?

Cześć, malutka. No, już.

A to co?

„Nie umiem zająć się dzieckiem.

Wybacz mi, proszę”.

Nie bój się, znajdziemy twoją mamę.

Tak.

Chyba może pani coś zrobić? Spóźniłem się tylko parę godzin.

Ona zawsze zamawiała na czas.

Wiem, że nigdy się nie spóźniała, ale nie jestem panią Buckle!

Przykro mi, nic nie zrobię.

- Błagam panią o pomoc! - Żegnam.

Halo?

Chodziłem do Blue Angel Jazz Club.

Pracował pan tam?

Stałem na bramce. Zbierałem cięgi, ale i kilka rozdałem.

- Nie wierzę, że już pan nie walczy. - Nie przyszedł pan oglądać zdjęć?

Gdy przyjdzie czas,

będzie pan błagał o jeszcze chwilę z rodziną.

Proszę mi zaufać i iść na radioterapię.

Może pan zawsze do mnie zadzwonić.

Dzień dobry, doktorze.

Co pana sprowadza?

Wpadł namówić mnie na rzucenie fajek.

Dzień dobry, pani Phillips.

Pomogłoby mu to? Przedłużyło życie?

Nie teraz, Jean.

Pewnie napije się pan herbaty. Potrzymaj ją, Frank.

Nie mówił pan żonie o tej możliwości?

Nie mam żadnej. Ja umieram.

Mógłby pan przedłużyć i ułatwić sobie życie.

- Ma pan wybór. - Nazywała mnie gwiazdą filmową.

W klubie były prawdziwe, ale jej nie interesowały.

Niech mnie takiego zapamięta, ona i dzieci.

A czego oni chcą?

Nie spodziewałem się siostry. Gdzie Roseanne?

Gdy wspólnie pomyślimy, na pewno…

Doceniam siostry zaangażowanie, ale nie ma potrzeby.

Żona wyjechała do matki.

Teraz sobie przypominam, wspominała o tym.

- Gdzie mieszka jej matka? - Na Isle of Dogs.

Szkoda, że matka tu nie przyjechała.

Chyba ma to każda matka?

Świętą więź ze swoim dzieckiem?

Ja nie mam wątpliwości,

obawiam się tylko, że ona je ma.

Zostać matką - to ciężka praca.

Wierzymy w magię, działającą przy narodzinach, i czasem tak bywa.

Ale prawdziwa magia to wytrzymać, gdy chcesz tylko uciec.

Ma siostra własne dzieci?

To mi nie było sądzone.

Bóg daje nam, czego potrzebujemy, a nie zawsze chcemy.

Ja na Bogu zbytnio nie polegam.

Zadzwoni pan, gdy żona wróci od matki?

- Mogę o coś poprosić? - Pewnie.

- Pani Roseanne Dawley… - Jak się mają, ona i dziecko?

Odeszła od swego pozornie idealnego życia.

Czy w jej karcie jest cokolwiek wskazującego na jakieś problemy?

Już patrzę.

Boję się, że się w coś wplątała.

Zarejestrowana dwa lata temu.

Pierwsza wizyta, żeby potwierdzić ciążę…

A poprzednie notatki? Może pod panieńskim nazwiskiem, Lakey?

Nie mamy karty Roseanne Lakey.

Musiała utknąć u poprzedniego lekarza.

Proszę je zdobyć, ale jak najszybciej.

- Może zadzwonić na policję? - Chyba będę musiała.

Roseanne?

Proszę mi wybaczyć.

Rosie Lakey!

Jak tam, Nel?

- Nie wiedziałam, dokąd iść. - Co się dzieje, mała?

Zlał cię? Nie wyglądał na takiego.

Nie. Denis nie podniósłby na mnie ręki.

Rosie, nic nie kumam. Co tu w ogóle robisz?

Teraz to co innego.

Jak to? Nie młóci cię, nie traktuje źle…

- Czemu odeszłaś? - Bo nie jestem dość dobra.

To życie dla najlepszych. Ja taka nie jestem.

To jak nic w pytkę życie, skoro masz czas tak kombinować.

Mogę tu zostać?

Zawsze możesz, obiecała żem ci.

Odnalazłam kartę pani Dawley z poprzedniej przychodni;

była wtedy panną.

Nie wiem, czemu jej nie mamy.

- Słusznie się niepokoiłam? - Chyba tak.

Mówiłaś, że jest u matki.

Z karty wynika, że chorobami wieku dziecięcego zaraziła się

w Domu dla Dziewcząt w Newman dla sierot i opuszczonych dzieci.

Czyli matkę można wykreślić z równania?

Jest jeszcze jedna karta.

Roseanne badał lekarz więzienny.

Była w Holloway za prostytucję.

I co dalej?

Znów wracasz do fachu?

Robię to, żeby dzieci wyżywić. Ale ja nie mam wyboru.

- Tylko to umiem. - Nigdy nie wierzyłaś w szczęście.

- Nie chcę, żeby wyrastała jak ja. - A ja to niby chcę tego dla Cath?

Nie miałam ciebie na myśli.

Zdechnę, a nie pozwolę jej iść na ulicę.

Idę z nimi, z tymi brudnymi gnojami, i oszczędzam każdego szylinga.

Moja córka będzie miała lepsze życie, będzie porządną kobietą.

Nie mam twojej siły, Nel.

Wracam do tego, czym jestem.

Zapomniałeś, prawda?

O zamówieniu?

Tak się starałem.

Ale jestem do niczego. Zwykły bałwan, który cię zawiódł.

Pogadam z nimi. Powiem im, że zawaliłem.

Wyjdź z mojego sklepu, Fred. Ale już.

Wreszcie!

Dzięki Bogu, że wróciłaś. Masz moje zamówienie?

Zamówienia się spóźnią, ale przyrzekam, że je dostarczymy.

Żeby takiemu wszystko powierzyć! Męczył się tylko - bezskutecznie.

Myślałam, że poznałaś już Freda.

Obiecuje pół świata, a daje Chrisp Street.

Przyznaję, starał się,

ale dobrymi chęciami sklepu nie poprowadzisz.

On nie wie, że sklep to wszystko, co masz?

Sklep to nie wszystko, co mam, pani Cadman, ale jest mój.

I proszę, żeby pani z niego wyszła. Myk-myk, jak mawia mój Fred.

A przy okazji: bardzo lubię Chrisp Street.

Miejmy to już z głowy, Turner.

Badania pokazują, że rak płuc jest częstszy powyżej 45 roku życia…

- Herbaty? - Nie.

…a objawy bywają nieznaczne lub ich brak.

Więc to szukanie wiatru w polu.

Ogromne wyzwanie, na które nie mamy środków ani chęci.

Ileż by to kosztowało!

Mniej niż leczenie zaawansowanego raka.

To proste, panie Stephens. Nie chcę za pięć lat przeczytać,

że rak płuc jest w Poplar najczęstszą przyczyną śmierci.

- Dostał pan swoją poradnię. - To był jeden poranek!

Poradnia musi działać dwa razy w miesiącu, przez cały dzień.

W większym pomieszczeniu.

Moja poradnia jest za mała.

Nie chodzi tylko o raka płuc,

ale o rozedmę, zapalenie płuc i oskrzeli.

Ich chroniczne objawy mógłbym częściowo łagodzić w poradni.

A kto by w tym czasie doglądał pańskiego gabinetu?

Właśnie miałem mówić o zastępcy.

Dlaczego, zawsze gdy pan przychodzi, boli mnie głowa?

To pewnie powietrze. Mnie też boli.

Rzuć to, Jim.

Wiesz, że mówią na nie „gwoździe do trumny”?

Poradnia raz w miesiącu przez pół dnia.

Proszę mi pomóc.

Zaraz kogoś przyślę.

Właśnie ktoś dzwonił.

Jakaś pani Tanner prosi o przyjazd do St Saviour na Limehouse.

Jest u niej pani Dawley.

- Dziękuję siostrze. - Oby biedaczce nic nie było.

Podsłuchałam niechcący waszą rozmowę z panią Turner.

Prostytucja zostawia blizny. Sama to widziałam.

Pojedzie tam siostra ze mną?

Może to być pociechą dla pani Dawley.

Wezmę płaszcz.

Tylko ty będziesz miał takie gwiazdy, jakich nie ma nikt.

Ponieważ ja będę mieszkał

i śmiał się na jednej z nich.

Gdy popatrzysz nocą w niebo,

wszystkie gwiazdy będą się śmiały do ciebie.

Twoje gwiazdy będą się śmiały.

Chciałam już tylko być dość stara… żeby odejść.

W Domu Newman nie było dobroci.

Jeśli jest przeciwieństwo dobroci, to właśnie w tamtym miejscu.

Nie miałam tam nikogo.

Marzyłam, że Bóg jest moim ojcem, bo tak mówiła Biblia.

„Bóg Ojciec”.

Więc chodziłam do kościoła,

modląc się o cud, o to, by mnie kochano.

I wtedy poznałam Denisa.

Mój cud. Mój dobry, wspaniały cud.

Przyniósł olibanum do kościoła.

Mówią na nie „perfumy świątyni”.

To było schronienie.

- Mówisz w czasie przeszłym. - To mi nie było sądzone.

Dla mnie był Dom Newman.

- Dla mnie i niechcianych dziewcząt. - Których rodzice nie mogli zostawić.

- To nie to samo. - To samo, gdy masz sześć lat

i wiesz już, że nikt po ciebie nie przyjdzie.

Denis patrzy na mnie

i nie widzi tego, co inni.

Dorośli, przychodzący do bidula, patrzyli na wskroś mnie.

Miałaś zły start w życie i z tym już nic nie zrobisz.

Nie decydujemy o tym, że ci, którzy powinni nas kochać, nie kochają.

Nie zadecydowałaś, żeby porzucono cię, Roseanne.

Ale zadecydowałaś, że pójdziesz do kościoła,

porozmawiać z panem Dawleyem.

Widzisz, co się stało, gdy zaczęłaś decydować?

Jak mam swemu dziecku pokazać dobrą drogę,

skoro sama nią nie szłam?

- Nie potrafię wychować tego dziecka. - Ależ potrafisz.

Moi dziadkowie wyrzucili moją matkę.

Robiła wszystko, co mogła, żeby mnie nakarmić i ubrać.

Nie widziałam, jak ją to zniszczyło.

Ale tak bym chciała, żeby była tu teraz,

żebym mogła ją przytulić,

powiedzieć, że jest dobrą, silną

i najodważniejszą kobietą, jaką znam.

Wstyd będzie nas więził, jeśli mu pozwolimy.

Rozdzieli nas z tymi, których kochamy i którzy kochają nas.

Twoja córeczka cię potrzebuje.

Nie opuszczaj jej dlatego, że ciebie opuszczono.

Pan Phillips? Co mogę dla pana zrobić?

Zawieź mnie pan jak najszybciej do Londyńskiego.

Wyżebrzę, pożyczę i ukradnę każdą minutę życia.

Zabierzemy tam pana jak najprędzej.

Dzięki, doktorze, że mnie pan otrzeźwił.

Ułóżmy ją na górze, panie Dawley.

Dobrze. Właśnie tak.

Proszę, jaka zaangażowana.

To chyba uśmiech.

Denis, uśmiechnęła się do mnie.

Rzeczywiście, wygląda to jak uśmiech.

Mam dla niej imię. Przyszło mi do głowy.

Mówiłeś, że tak będzie.

Faith (wiara).

Po tobie.

Widziałeś we mnie to, czego ja nie mogłam.

Wiara. Zawsze.

Witaj, moja Faith.

Widzisz, nie wierci się.

- Wie, że jest bezpieczna. - Że jest kochana.

Może i jesteś bałwanem, ale moim.

Co tam sklep.

Miałam go, gdy nie miałam nikogo.

Spójrz tylko, tak późno się spotkaliśmy.

Nie wychowaliśmy razem dzieci,

nie ogrzewali w biedzie własnym ciepłem.

Nic z tego, co zbliża ludzi.

Ale gdy cię potrzebowałam, zrobiłeś, co mogłeś.

Szkoda, że się wcześniej nie poznaliśmy.

Że nie spędziliśmy z sobą więcej czasu.

- Obiecasz mi coś? - Cokolwiek.

Nigdy już nawet nie zajrzysz do mojego sklepu.

- Przepraszam! - Nie za mocno!

- Wiesz, że tato wywalczył poradnię? - Wiedziałem!

Użyłeś mego psychologicznego podejścia?

Tak jak sugerowałeś, prosiłem o dwa razy tyle, ile potrzebuję,

i dostałem połowę, jak chciałem.

Psychologia, Tim? To chyba coś nowego?

Od lat o tym czytam. Przygotowuję się do rozgrywki życia.

Żeby ktoś wybrał słuszną opcję, czasem trzeba mu pokazać najgorszą.

Tak naprawdę wcale nie paliłeś!

Słyszysz, siostra? Będą długo żyli. Super wiadomość, no nie?

Konsumując w tym tempie ciastka, będę potrzebować nowej sukienki.

Chyba odliczę ci to z kieszonkowego.

Możecie wziąć wszystko, co mam. Jesteście dla mnie wszystkim.

ZDROWIEJ SZYBKO, TATKU.

Nie wiem, jakim będę człowiekiem…

po kuracji radem.

Nie chcę być ci ciężarem.

Franku! Nie rozumiesz, że wzięłabym na siebie każdy ciężar

za każdy nasz dzień z tobą?

Chwile i godziny. Szylingi i funty.

Wyliczenia i wykresy.

Nieważne, jak są złożone i obszerne,

liczby opisują jedynie ułamek opowieści naszego życia.

W swej najprostszej formie,

jeden plus jeden równa się zawsze więcej niż dwa.

Tworzy całość.

Tłumaczenie: titi®

Fragment „Małego Księcia” w przekładzie Jana Szwykowskiego

Synchro i drobne poprawki: Peterlin

Project Haven www.facebook.com/ProHaven

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.