Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon V, odcinek IV
Tłumaczenie: titi®
W 1961 roku świat posuwał się po swej osi.
Robiono postępy, podejmowano decyzje, zadawano pytania.
Było tak w Nonnatusie i wszędzie indziej.
Życie toczyło się szybciej, jaśniej płonęło.
Mogliśmy tylko dotrzymywać mu kroku i rytmu, śledzić zmiany.
Siostro, co robisz?
Czyszczę chlebem portret siostry Hildegardy.
Zbliża się jej jubileusz, a czytałam w czasopiśmie,
że tak najłatwiej wyczyścić obraz olejny.
Ona pierwsza z nas przybyła do Poplar.
To ważne, żeby ją upamiętnić.
Nie byłam na jej zeszłorocznym jubileuszu,
więc to będzie mój pierwszy w zakonie.
To dla mnie wyjątkowy dzień.
Bóg zapłać, siostro.
- Siostro! - Dzień dobry, Lindo!
- Nie byłaś jeszcze u Sadie? - Teraz do niej pojadę.
Zaniesiesz jej słodycze ode mnie?
- Nie zdążę ich podrzucić. - Oczywiście.
I powiedz, że wpadnę po robocie!
Poruszasz wargami. Zawsze tak robisz, po cichu.
Poezja czy twoja sztuka?
Kto mi ognistą muzę da, bym wzleciał do empirejskich szczytów wynalazku!
To z Henryka V.
- Z Laurence'em Olivierem? - To utwór Szekspira, mamo.
Naprawiłem, więc przestań go ściągać i wciąż oglądać.
Zaraz przyjdzie listonosz.
Może znów pójdzie dalej, jak wczoraj i przedwczoraj.
- Pielęgniarka! - Wejdź, aniołku.
Aniołek? To mi się podoba.
- Dzień dobry, siostro. - Cześć.
Rzeczywiście, jest coś niebiańskiego w tym,
kto przynosi opatrunki na poparzenia i ćwierć funta cukierków!
- Od Lindy? - Tak. Wybrałeś uroczą dziewczynę, Ian.
Nie wybrał jej, brak mu do tego rozsądku.
Wybrali się nawzajem, pierwszego dnia w przedszkolu.
- Prawda, synu? - Tak było.
Pani Bulmer, brzydki jest ten kaszel.
Ma go pani od trzech tygodni.
To tylko kurz z mojej Kolekcji Królewskiej.
- Widzę, że syn naprawił pani zdjęcie. - Oby. Jej Królewska Mość i ja.
Królowa i kawałek twojej głowy.
Cudowna kobieta. I ten wyjątkowy kapelusz!
Kloszowy, pokryty płatkami kwiatów, z granatowej jedwabnej organtyny.
Szkoda, że nie stała obok, gdy wybuchł heksan.
Opatrywałabym też królewskie oparzenia.
Zdjęcie to pamiątka.
Już 27 lat pracuję w Hayward.
Mąż przepracował 30.
Przed śmiercią dostał zegarek za długoletnią służbę. Ian go nosi.
Mamo, dostałem się do Durham! Na anglistykę!
- Gratulacje, Ian. - Pierwszy z tej ulicy. Świetnie, synu!
RODZIMY W SZPITALU
Mogę wejść z chłopcami?
Pewnie, niech tylko nie podchodzą do Domku Wendy,
bo znów będzie wypadek z maglem.
Wchodźcie. Ale słyszeliście!
Pani Cottingham, proszę usiąść.
Omawiamy różnice pomiędzy porodem domowym i szpitalnym.
Powiemy wam o tym jak najwięcej.
Ja tam wolę w domu.
Zostawię ich na dziesięć dni i już nie będę miała dokąd wracać.
Stary przegrałby dom w karty albo dzieciaki by go spaliły.
Po południu nie ma wizyt?
Mój Kevin zawsze ma nocki.
Na położnictwie są dość surowe zasady.
Dzieci wdrażają się w codzienny reżim.
Dla młodych matek bywa to pomocne,
jednak przy domowym porodzie dziecko częściej widuje ojca.
Ale ja chcę dostać gaz. Prawdziwy, z urządzenia.
Ponoć w domu dają ci ten z kuchenki, a to trochę niebezpieczne.
To rzeczywiście byłoby groźne.
Gaz i gaz rozweselający to coś innego,
a położne przychodzą do ciebie z urządzeniem.
A jeśli coś z porodem pójdzie nie tak?
- To twoje pierwsze, złoto? - No.
Z Nonnatankami świetnie ci pójdzie.
Dr Turner jest zawsze w pobliżu,
a w razie czego szybko jedziesz do szpitala.
Terrence, zostaw tę małą!
Nie chcę żadnych palców w maglu!
Mogłam ich urodzić w szpitalu i tam zostawić.
Pastorze! Dostałem się do Durham!
Super!
Jak pan, tylko na anglistykę, nie teologię.
- Gdzie? - Do Castle.
Znam. Weź podkoszulek i termofor.
Młody!
Nie bałamuć mi córki!
Spokojnie, Maurice. Wróci na czas, przygotować ci obiad.
Dziękuję za książki i pieniądze na bilet na rozmowę.
Za wszystko.
Linda, słuchaj! Dostałem się!
Świetnie, dziecko odwróciło się główką w dół,
gotowe wejść w miednicę w trakcie porodu.
Jest pani wzorcową pacjentką, pani Cottingham.
Obym urodziła więc wzorcowe dziecko.
Najchętniej w różowym ubranku, żebym nie musiała na nie wrzeszczeć.
- Woli pani teraz dziewczynkę? - Tak.
Wiem, mówi się: „Nieważne, byle było zdrowe”,
i kocham swoich chłopców.
Ale chłopaki wzajemnie się namawiają do złego.
Myślała pani o porodzie szpitalnym, żeby trochę odpocząć?
Nie, wolę własne łóżko i ubikację.
Anthony! Odłóż to żelazko. Prasuje się ubrania, nie dzieci.
Proszę mi pomóc. Obowiązki wzywają.
Ciekawe, gdzie kupić lasso.
Nosiłabym je w torebce.
Zobaczysz, w jakiej bibliotece będę się uczył.
I katedrę, i rzekę!
Wolę tę rzekę.
Powiedz jeszcze raz ten wiersz.
Ten o damie i zwierciadle.
Osika drży, wierzba gnie,
lekki wiatr nad wzgórzami tchnie, fala jak zawsze chyżo mknie,
rzeką wzdłuż wyspy białej, gdzie szlak wiedzie w dal do Camelot.
To mój ulubiony.
Ale on nie jest o Tamizie.
Nie będę odbijał karty w lakierni dzień po dniu jak moi rodzice.
Chcę nas oboje stąd wyciągnąć.
Gdy zdobędę dyplom, pojedziemy, dokąd zechcemy.
- Nie wiem sama. - Jeśli ty nie wiesz, ja - tak.
- „Tak”… zabawne. - Czemu?
Powiedziałeś to przypadkowo.
A niedługo będziesz mówił to naprawdę.
Byłam rano u lekarza.
Spodziewam się dziecka.
Ian!
Możesz sobie biec, ale od tego nie uciekniesz!
Przecież się kochamy, nie?
Mówiłeś, że mnie kochasz, gdy to zrobiliśmy.
Naprawdę tak myślałem.
Dziś żadnych telefonów. Mogłam spokojnie iść do kliniki.
Musi być ktoś przy telefonie. O tej porze roku jest duży ruch.
Dom Nonnatusa, mówi położna.
Oczywiście, akurat tu jest.
Oddziałowa ze szpitala św. Kutberta chce z siostrą mówić.
Chętnie zastąpię siostrę w kwestiach administracyjnych.
Ale reżim szpitalny jest wyczerpujący.
Nie lepiej wysłać kogoś młodszego?
To tylko na tydzień.
Na pewno mają tam wózki inwalidzkie, gdybym nie nadążała.
Poproszę buraczki, siostro Winifred.
Siostro Julienne, ja mogłabym iść.
Nie przydzielili mnie do św. Kutberta, a oni dostali nagrodę za higienę.
Zaoferowałam się im z kilku powodów.
Po pierwsze - naprawdę potrzebna im pomoc.
Po drugie - mam tu najmniej pracy klinicznej.
I po trzecie - od prawie dziesięciu lat nie pracowałam w szpitalu.
Coraz więcej kobiet wybiera poród szpitalny.
Ciekawi mnie dlaczego.
Zobaczy siostra, że mimo ichnich fiu-bździu
dzieci rodzą się podobnie,
a jest tak od czasów, gdy Adam i Ewa chodzili nago.
Siostro Mary Cynthio, gdy będę w szpitalu,
mogłabyś przygotować plan mszy za s. Hildegardę?
To będzie dla mnie zaszczyt.
Mała ledwo zna jej imię,
co dopiero opis jej cnót czy wspomnienie trudów!
Będzie miała okazję się nauczyć.
Nauczę się, jeśli s. Monica Joan mi pomoże.
Będziemy trudzić się wspólnie,
jak Rut i Naomi po śmierci Elimelecha.
Byłoby wspaniale.
Wreszcie grają „Słodkie życie”! Od roku czytam o tym w prasie.
Obiecałam, że wysiedzę na tym z tobą.
Chcesz zobaczyć Anitę Ekberg w fontannie tak samo jak ja.
Następny piątek mam wolny,
a ty, o ile wiem, też nie masz dyżuru.
- Zaglądałaś do grafiku? - Przyznaję się. Jesteśmy umówione?
- Co kombinujecie? - Opalamy nogi.
Mnie idzie dobrze, ale Patsy-rudzielec ma pod górkę.
Jako blondynka też miałam mleczne łydki.
Spójrzcie na biust Anity Ekberg w tej czarnej sukni!
Musi mieć genialny biustonosz, jak ona to robi bez ramiączek?
Chodź z nami w piątek do kina, to się dowiesz.
Fantastycznie!
Zabawimy się na piątkę!
Posmarowałam nogi margaryną, żeby przyśpieszyć opalanie.
W lodówce jest wielka kostka, bo siostra Crane nie je nic smażonego.
Idziesz z nami za tydzień do kina? Do West na „Słodkie życie”.
Jeśli będzie nas dość, możemy wynająć busa.
- W jaki dzień? - W piątek.
Chętnie, jeśli nic mi nie wypadnie.
Co mogłoby ci wypaść? Piątki masz zawsze wolne.
Krewna ze strony mamy będzie w Londynie
i obiecałam, że ją oprowadzę.
Cóż za obywatelska postawa.
Niekoniecznie, po prostu bardzo lubię kuzynkę Mabel.
A jakże.
Wybaczcie, idę zrobić sobie maseczkę z majonezu.
W kuchennych szafkach można znaleźć świetne kosmetyki.
Siostro Knowles?
Jestem siostra Julienne.
Dobrze, że siostra przyszła.
Mamy zapchane oddziały.
Przekazuję panią innej położnej.
Karta jest na wózku.
- Czemu iść? - Pani Shahjee, czas na moją przerwę.
Muszę zadbać o siebie, by móc zadbać o panią.
Póki nie pojawi się główka,
najlepiej chodzić na przerwy według rozpiski.
To dopiero ósmy miesiąc ciąży, ale dziecko jest wystarczająco duże.
Pani Shahjee… Jamila?
Jamila.
Jak mogłaś być tak głupia?
Byłaś w szkole średniej! Twoja matka się w grobie przewraca.
Sądzisz, że to nie była pierwsza rzecz, o której pomyślałam?
Pierwsze, o czym ja pomyślałam, to kiedy ślub!
- Tkanka ładnie ziarninuje. - No więc?
Mam iść na studia!
Mężczyźni pracują, utrzymują
i trwają przy dziewczynach, którym narobią kłopotu.
Prawda, siostro?
Ponieważ nie mam hełmu - gniótłby mi fryzurę -
powstrzymam się od komentarza.
Ale jedyne, czego nauczyłam się przez lata,
to że z początku w takich sytuacjach aż w nas wrze.
A prędzej czy później uspokajamy się i widzimy przyszłość wyraźniej.
Przyszłość wydaje mi się jasna!
Herbata?
To sala porodowa, nie piknik z misiami.
Mocno osłodzona. Przy długich porodach trzeba paliwa.
A matkę trzeba położyć do łóżka. No, szybciutko.
Ta pani bez kleszczy nie urodzi.
Problem z Hinduskami jest taki, że panikują w obecności mężczyzn.
Bengalki są bardzo skromne.
W naszej dzielnicy nawet położne dłuższy czas zdobywały ich zaufanie.
- Cześć, Ian. - Mogę o coś poprosić, pastorze?
Pewnie. Chodzi o formularz na stypendium?
Nie.
Bardzo dobrze ci idzie.
Już prawie się urodziło.
Przyj ostatni raz.
- Chłopczyk? - Tak.
- Chcesz go przytulić? - Ale tylko na chwilkę.
Połóżmy dziecko na wagę, żeby wiedzieć, na czym stoimy.
2 kilogramy 100 gramów.
Mieliśmy mniejsze i świetnie sobie poradziły.
Oczywiście, słyniecie ze znakomitej opieki.
Dziecko ma się dobrze, Jamila.
Zaraz napijesz się herbaty.
Dobry wieczorek, kotku!
Pomyślałam, że cię odprowadzę.
Pójdziemy naokoło? Kupię ci coś na ząb.
Dziękuję, nie chcę.
I nie chcę, żebyś był zły.
Ale będziesz.
Postąpisz z moją córką, jak należy! Słyszysz?
- Tato, przestań! - Dość, panie Lanyard.
Kłopotów jest dość, jeszcze karetki brakuje!
Dziękuję.
Też usiądź, Ian.
Porozmawiajmy na temat małżeństwa.
Wspólnie.
Niczego nie zrobimy wspólnie, jeśli wyjedzie na studia.
Z dyplomem mogę zostać nauczycielem albo dziennikarzem.
Mógłbym pracować dla BBC, robić programy o poezji.
Zarabiałbym na lepsze jedzenie, niż w życiu widziałeś.
I byłbym z tego dumny.
Ale to zajmie mi trzy lata.
Nie masz trzech lat, tylko siedem miesięcy.
Delia?
Nikogo nie ma.
Nikt nie patrzy.
Jesteśmy tylko my.
- Czekałaś na mnie? - Tak.
O tym marzyłyśmy, prawda?
Gdy planowałyśmy nasz dom, zanim zburzyła się nam przyszłość.
Nigdy w życiu nikt nie czekał na mnie w domu.
Pewnie też nigdy nikt nie zrobił ci kakao z kropelką Johnny Walkera.
Myślałam, gdy cię nie było: „Wyjmę jej spinki,
rozpuszczę włosy na ramiona i zanurzę w nich dłonie”.
Ale tak szalejesz z lakierem, że choć wyjmę szpilki, kok nie drgnie.
Trixie o nas wie.
- Mówiła tak? - Nie musiała.
To moja koleżanka, razem jemy i dzielimy łazienkę.
- Widzę, gdy coś ją gnębi. - Może powód jest inny.
- To by ci pasowało? - Nie o to mi chodziło.
Rok temu zerwaliście ze sobą i…
Właśnie. Obojgu powinno już przejść.
A mnie znów nie chodziło o to!
Widzę, że jej wciąż jest ciężko,
co raczej trudno powiedzieć o tobie.
Masz rację.
Rozumiem.
- Przepraszam. - Nie…
Przepraszam, że wyciągnęłam z ciebie prawdę.
Czasem trudniej jest mówić prawdę niż kłamać.
Robiłam to dużo częściej, niż bym chciała.
I będę robić jeszcze częściej, jeśli mamy to ciągnąć.
Kto mówi, że nie mamy?
Uwielbiam i cenię każdą chwilę spędzoną z tobą.
Cześć, Tom. Cześć, Barbaro!
To nie wystarczy.
Nie, jeśli ktoś ma przez to cierpieć.
A z pewnością nie, jeśli mamy cierpieć my.
Jesteś najcudowniejszą dziewczyną, jaką poznałem.
Wcale nie.
Mam 23 lata i jestem pielęgniarką.
A pielęgniarka próbuje uśmierzyć cierpienie.
Przepraszam, że przeszkadzam w posłudze kapłańskiej,
ale Ruby Cottingham rodzi, siostro Gilbert.
Wygląda na to, że pójdzie szybko.
- Zdążę zjeść? - Szczerze powątpiewam.
Zapakowałam nam jaja na twardo i tartę kokosową.
Katar sienny?
No, wsiadajmy do auta.
Musimy panią skierować na badania do szpitala.
Kaszlę tak od lat.
Jak my wszyscy tutaj.
Ustawa o Czystym Powietrzu ma ponoć nam pomóc.
Ta ustawa nie zmieni warunków wewnątrz Hayward.
Musimy wykluczyć rozedmę.
Rozedma zabiła mojego męża.
Jestem wdową, muszę pracować.
Ma pani dorosłego syna. On powinien się panią zająć.
Zazdroszczę optymizmu.
Grzeczna mała.
Kolejny skurcz masz za sobą.
Jakie mam szanse na dziewczynkę?
Jakieś 50%. No nie, siostro Crane?
Zawsze byłam kiepska z prawdopodobieństwa.
Ani Matki Natury, jak sądzę.
Myślałam, że pójdzie szybciej.
Mam bóle od 12 godzin! Nawet przy pierwszym tak nie było.
Pozwól zbadać się wewnętrznie, zobaczymy, co się dzieje.
Dobra, mam już dość.
Weź mnie za rękę i ściśnij, gdyby było nieprzyjemnie.
- Ułożenie czołowe. - Zadzwonię po doktora.
Może być na objeździe.
Jakby mnie słoń rozdeptał. Pewnie już to słyszałyście.
Słoń, nosorożec, hipopotam.
Skoro już porównujemy, dziecko jest jak małpka,
która niestety nie chowa podbródka tak, jak powinna.
Będzie lepiej, gdy was wyślemy do szpitala.
Do szpitala?
Skocz na dół i wezwij karetkę. Erkę albo zwykłą, byle szybko.
Ruby już dużo przeszła.
To prawda. Za chwilę wracam.
Nie musisz się martwić.
Serdeczne gratulacje, Ianie i Lindo.
A teraz pokażcie mi pierścionek.
Śliczny.
Sprzedał zegarek po ojcu, żeby go kupić. Prawda, Ian?
Siostro Franklin!
Siostro!
Spójrz, zaręczyliśmy się!
Jak cudownie! Pokaż.
Szczęśliwa z ciebie dziewczyna.
To więcej niż błyskotka.
To dowód, że znalazłaś tego, dla kogo zawsze będziesz najważniejsza.
A to naprawdę rzadkie i cenne.
Co teraz? Co zrobicie?
Lekarz pomoże dziecku się urodzić.
Siostro Julienne!
- Pani Cottingham! - Wszystko poszło nie tak!
Nie ma pełnego rozwarcia.
Nie mogę włożyć palców pomiędzy szyjkę a główkę.
Jest bardzo spuchnięta.
Będzie dobrze.
Gdyby nie siostra, strasznie bym się darła.
Wcale nie. Jesteś wojowniczką.
Odwaga pomogła ci przez to przejść.
Zdecydowanie ułożenie czołowe.
Proszę zmierzyć tętno płodu.
- Chcę jeszcze gazu. - 80.
- Nie dam już rady. - 70…
- 60… - Cięcie cesarskie, szybko.
Proszę anestezjologa i pediatrę, jak najprędzej.
- Zajmij się nią. - Kim?
Moją dziewuszką.
Będę spała, gdy się urodzi. Zajmiesz się nią?
Tak, obiecuję.
Dziękuję bardzo.
- Dobry wieczór, wielebny. - Panie Lanyard!
Chciałem pogratulować młodej parze.
Bierz pan talerzyk i jedz.
Dwa rodzaje pasztecików i potężny biszkopt.
I sok pomarańczowy dla duchownego.
Joycey!
Cześć, Trixie.
Cześć, Tom.
Ojciec Lindy zgarnął mnie z ulicy. Nie chciałam odmawiać.
I nalał mi szampana, choć jestem w uniformie.
To akurat łatwo rozwiązać.
- Na zdrowie! - Na zdrowie.
Ciśnienie 80/40.
Niskie. Nie mamy czasu do stracenia.
Odsłoniłem macicę. Odsysanie i tlen gotowe?
Przyszykowane. A pediatra zaraz będzie.
Kontynuuję.
O Boże!
Kolejne takie. Żyje.
Niech to ktoś weźmie!
Proszę, skupmy się z powrotem na matce.
Uspokójcie się, ludzie, chciałbym powiedzieć kilka słów.
Nie jestem wielkim mówcą…
…więc nie będę bawił się w długie gadanie.
Zostawię to przyszłemu zięciowi, ten to lubi.
Powiem tyle: radosne wieści zmieniły nasze plany.
A że większość z nas pracuje w lakierni Hayward,
pociągnąłem za parę sznurków.
Otwórz to, synu.
Witaj w fabryce! Zaczynasz jutro, punkt ósma.
Chciałam spytać o małego Cottinghama.
O kogo?
O to bardzo… chore dziecko, urodzone dziś wieczorem.
Mieliśmy dziś dwa przyjęcia, ale przed południem.
Dziękuję.
NIE WCHODZIĆ BRUDOWNIK
O nie…!
Słyszysz mnie, maleńki?
Tak mówi Pan, stworzyciel twój: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem,
wezwałem cię po imieniu; tyś moim!
Gdy pójdziesz przez wody, ja będę z tobą.
Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się.
Ponieważ drogi jesteś w moich oczach”.
To dziecko wciąż oddycha.
Nie udałoby się go uratować.
Ale żeby zostawiać je samo?
W zimnie, drżące, być może cierpiące?
Ma wciąż w organizmie znieczulenie, podane matce. Nie cierpi.
I nie może przeżyć.
Ale teraz żyje. I to już godzinę albo dłużej.
Siostro, to najłagodniejszy sposób.
Nawet nie dało się określić płci.
Niech cię Pan błogosławi i strzeże.
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą,
niech cię obdarzy swą łaską
i niech cię obdarzy pokojem.
Myślę, że zmarło.
Nie zostało ochrzczone.
Sama powinnam była to zrobić.
Nie trzeba być kapłanem, by ochrzcić dziecko, wiedziałaś?
Nie wiedziałam.
Będzie przyzwoity pogrzeb, załatwimy to.
Ale trzeba przeprowadzić sekcję.
To trzecie dziecko w tym roku, urodzone z takimi deformacjami.
Mogę powiedzieć pani Cottingham, gdy się wybudzi?
Według przepisów nie chodzimy na oddział poporodowy.
Rozumiem.
A czasem dobrze jest złamać przepis.
Ale zaczekajmy do jutra.
Nie jestem pijany.
Wiem, jak trudno jest zrezygnować z tego, czego bardzo chcesz.
Wie pastor?
Pracowałem kiedyś w sklepie z płytami. Kochałem to.
Musiałem się zawinąć do wojska.
Spędziłem dwa lata w Kinloss z gramofonem ze złamaną igłą
i stertą płyt jazzowych, których nie mogłem puścić.
A potem wezwał mnie Bóg,
a był wymagającym szefem.
Nie pozwolił mi na dziewczyny.
Ani mnie.
Ian, kochasz Lindę?
Nie kocham jej najbardziej na świecie.
Ale dość, żeby zrobić to, co słuszne.
A czasem… dość miłości wystarczy.
Musi wystarczyć.
Śpiewałyśmy na komplecie Psalm 40,
który przypomniał nam
o nadchodzącym dniu hołdu siostrze Hildegard.
Próbuję dawać rady siostrze Mary Cynthii.
To bardzo użyteczne rady,
ale mówię siostrze Monice Joan, że porozmawiamy o tym rano,
po Wielkim Milcze…
Nasza siostra szuka pocieszenia w modlitwie.
W kuchni masz kolację, podgrzeję ją.
Ale najpierw rzeczy ważne.
Widziałam dziś śmierć dziecka.
Była brutalna.
Nie do zniesienia.
Nie wiem, czy dość zrobiłam.
Siostro Monico Joan,
uważasz, że czasem kłamstwo jest dopuszczalne?
Powinnyśmy chyba pytać nie, czy jest dopuszczalne,
ale czy jest łagodne.
Tego nie wiem.
Ale wiem, że prawda byłaby bardzo okrutna.
Więc nie mogłaby być dobra.
Nie.
Mielona wołowina i pikle.
Linda będzie nowocześniejsza.
Zapakuje ci miniaturowe paszteciki, takie, jak w czasopismach.
Dzięki.
Wyglądasz jak twój tato.
Rodziły mi się już dzieci z deformacjami, ale to…
nie miało w ogóle kończyn.
- Jak mała Susan Mullucks? - Nawet bez cech płciowych.
- Co na to dr Kenley? - Powiedział: „Boże, kolejne”.
Kolejne? Nawet nie widział Susan.
Urodziła się tu, na naszej porodówce.
Dlatego musiałam przyjść do pana.
Przeżyło?
Pani Cottingham jeszcze nie wie.
Podjęłam się jej powiedzieć.
- A inne dzieci? Też zmarły? - Nie wiem.
Siostra Knowles mówi, że jedno przeniesiono do domu opieki.
Nie było jasnych zaleceń,
nikt oficjalnie nie zawiadomił o mnożeniu się tych przypadków.
Timothy, spóźnisz się do szkoły!
Musiałem zdjąć kota pani Gillespie z dachu toalety.
Gdy roznosisz gazety, pomoc staruszkom to ryzyko zawodowe.
Idź do domu i uczesz się.
Na kredensie masz krawat i drobne na słodycze.
Mam „Lancet” taty. Może nie masz dziś czasu,
- poczytałbym go w autobusie. - Nie, tu go zostaw.
Na Gwiazdkę spodziewam się napiwku.
W spisie treści nic nie ma.
Czemu miałoby być?
Dopóki ktoś nie powie inaczej,
musimy to postrzegać jako miejscowe zjawisko i problem.
- Czyli nasz problem. - Dokładnie.
Nie musisz chować dłoni. Masz pierścionek zaręczynowy.
- Ale nie obrączkę. - Na razie.
Rozcieram tylko plecy, boli mnie w krzyżu.
Zapiszesz się i masz miesiąc luzu. Potem już będziesz mieć obrączkę.
- Zapowiedzi to tylko trzy tygodnie. - Wiem, pastor mi mówił.
Linda Lanyard?
- Mogę ja ją przyjąć? - Pewnie.
Nie robiłam dziś badań moczu, chętnie sobie odpocznę.
Cześć, Lindo.
Na łóżko, pięty przy pupie i rozsunięte kolana.
- Sadie mnie uprzedzała. - Przywykniesz.
Stare wyjadaczki przychodzą z majtkami w kieszeni i zakładają je po wszystkim.
Lindo, plamiłaś może?
Co to znaczy?
Że leci ci krew, niedużo, jak gdy zaczyna się okres.
Tylko z początku.
Myślałam, że mi się zacznie, ale nie zaczął.
Niestety, teraz krwawisz i to coś więcej niż plamienie.
Spróbuj się nie ruszać.
Kiedy zobaczę swoje dziecko?
Ruby… strasznie mi przykro.
Ale twoje biedne dzieciątko urodziło się w bardzo złym stanie.
Nie mogliśmy go uratować.
Umarło?
Tak. Na moich rękach.
Siostro…
Czy to była dziewczynka?
Tak.
Wiedziałam.
Zawsze.
To prawda, wiedziałaś.
Płakała?
Troszeczkę.
Ale gdy wzięła ostatni oddech, było jej ciepło i była bezpieczna.
Wierzę, że czuła, że jest kochana.
Tak bardzo pragnęłam córeczki.
Może nie powinnam,
może to kara?
Ale Bóg wie, że kocham swoich synków…
Wie.
- Nie zrobiłaś nic złego. - Więc dlaczego?
Chciałabym ci odpowiedzieć.
I chciałabym oddać ci twoje dziecko.
Ale nie mogę.
Gdyby tak ktoś nas słyszał…
chcemy tego, chcemy tamtego.
Ale nie ma między nami dobrej wróżki.
Lindo, wiem, że to okropne.
Ale nie jesteś sama.
Jeszcze mi leci krew!
Nie płacz. To normalne, niedługo będzie po wszystkim.
Coś ze mnie wypłynęło, siostro!
Wszystko jest w porządku.
Gdy będziesz gotowa, otwórz drzwi.
Tylko nie spuszczaj wody.
Dzień dobry! Jak młody sobie radzi?
Mnie pan nie pytaj. Gnojek nawet karty nie odbił.
Samorzutne poronienie. Płód na oko ośmiotygodniowy.
O nie. Biedna mała.
Zawieziemy ją do Sadie i położymy do łóżka.
W razie czego wzywajcie lekarza.
Biedactwu trzeba dać się wypłakać, podać aspirynę i utulić.
Kolejność nieważna, ale utulenie jest najważniejsze.
Ian?
Co pastor wyprawia?!
Ian jest w domu, włączył gaz.
Nie wchodźcie!
Oddycha!
Oddychaj głęboko.
Przepraszam.
To nic. Nie zrobiłeś nic złego.
Nawet ominął moje buty.
Ale moich już nie.
Głowa do góry, misiu. Wyciągniemy cię z tego.
Nie ma oczywistych podobieństw
pomiędzy Rhodą Mullucks a Ruby Cottingham,
poza tym, że obie mają już dzieci i są starsze.
Nie podziękowałyby ci za te słowa. Obie są młodsze ode mnie.
Tymczasem Keith Cottingham jest w marynarce.
Piszą, że usunięto mu wyrostek w 1957 r. w Nowej Zelandii.
Mógł brać udział w testowaniu bomby wodorowej, sprawdzimy to.
Bomby wodorowej?
- Dzień dobry! - Cześć, kochanie.
W Oceanii rodzą się dzieci z deformacjami.
Niektórzy naukowcy winią za to badania nuklearne.
Po Hiroszimie i Nagasaki też się to działo.
Uczyliśmy się na historii.
- II wojna światowa to już historia? - Zdajemy z tego egzaminy.
Umyć sprzęt?
- Ile to kosztuje? - Tyle, co zawsze.
- Na fundusz rowerowy? - Tak.
Idź do umywalni, dojdę do ciebie.
Wracając do matek,
ani Rhoda, ani Ruby nie miały w kartach nic niezwykłego.
Tylko zwykłe choroby wieku dziecięcego,
czasami antybiotyki i standardowe leki w dorosłości.
Chodź do mnie.
Przykro mi, ale musimy wziąć pracę do domu.
Przepadły mu studia, teraz dziecko i zaręczył się bez większego powodu.
Gdyby próbował odejść, mogą go pozwać za złamanie obietnicy.
Zerwanie zaręczyn to poważna sprawa.
Prawda?
Nie o to mi chodziło.
Ile to już czasu od naszego zerwania?
Rok.
Dokładniej rok i dziesięć dni.
Dawno temu w takiej chwili jedno z nas pocałowałoby drugie.
Wiem.
- Ale nie zrobiliśmy tego. - Nie.
Patrząc na Barbarę, masz ochotę ją pocałować?
Czasami.
I zrobiłem to raz czy dwa.
Ale nie martw się, już się to nie stanie.
Jeśli nawet ze sobą chodziliśmy, Barbara to zakończyła.
Z twojego powodu.
Dokładniej: z twojego i mojego.
- Może czas pozwolić sobie odejść? - Zrobiliśmy to rok temu.
Bo to kurczowe trzymanie się, ograniczanie się w rozwoju…
to przepis na cierpienie.
Tak.
I wymioty na czyichś butach, jak się dziś dowiedzieliśmy.
Więc pozwól, że pójdę się przebrać, bo nie czuję się z tym dobrze.
Jedyną wskazówką co do tego, że deformacje są częstym zjawiskiem,
jest szpital, specjalizujący się w dzieciach z deformacjami kończyn.
Szpital nie jest nowy, ale specjalizacja - owszem.
To może nic nie znaczyć.
Musimy się położyć, Patricku.
Rano czekają na nas pacjenci,
przed którymi nie możemy wyglądać jak zombie.
Nie wiem, kiedy kocham cię najbardziej,
ale zdaje mi się, że w takich właśnie chwilach.
Kiedy cały świat śpi,
a ty siedzisz z czarnymi podkowami pod oczami,
próbując go ulepszyć.
Na studiach mieliśmy świetnego profesora starej daty.
Nazywał się Macketon Phipps.
Lekarz z prawdziwego zdarzenia, dbający o pacjenta z każdej strony.
Mawiał zawsze:
„Nie bój się przyznać, że nie znasz odpowiedzi”.
Ale te dzieci…
Nie wiem.
I nie wiem, czy w ogóle jest co wiedzieć.
I boję się.
Noc miała przyzwoitą. Ułożyłam ją do łóżka, obok siebie.
Jesteś dla Lindy jak matka, to widać.
A tego najbardziej potrzebuje dziewczyna po takich przejściach.
Zerknie siostra na Iana przed wyjściem? Bo…
Bo słyszałyśmy, że w nocy płakał.
Bez problemu mogę do niego zajrzeć, ale…
Nie trzeba, siostro. Nic mi nie jest.
Idę do pracy.
Nie, synu. W żadnym wypadku.
- Trzymaj. - To ja już może pójdę.
Nie, żadnej sceny nie będzie.
Robię tylko, co należy.
Tak jak ty zrobiłeś.
Nie mówiłem, że chcę się z tobą ożenić, bo tak należy.
Kochałem cię, dlatego.
Teraz też cię kocham.
Weź go i sprzedaj.
Wydaj na książki, które przeczytasz na studiach.
Nie przeszkodzę ci w tym ani ja, ani dziecko.
I tak mam zobowiązania względem mamy.
O mnie się nie martw, synu.
Na wakacjach posłuchasz, jak kaszlę, ale nie musisz robić tego cały rok.
Weź pierścionek, Ian.
Dobra.
Tu leży i tu będzie leżał.
Dopóki nie będziesz miał tytułu i lepszych perspektyw niż ja z tatą.
Nie kłóć się z mamą, bo i tak nie wygrasz.
Możemy zaczekać.
Nie można stać na drodze wymaganiom życia, no nie?
Albo wymaganiom miłości.
Tak czy inaczej, wszystko skończy się tak, jak powinno.
Zapal duże światło, gdy o tej godzinie zajmujesz się rękodziełem.
Nie trzeba, to tylko kilka figurek na niedzielne studium biblijne.
Judasz i Piotr gdzieś przepadli, a Maria Magdalena jest bezgłowa.
Pan Hereward, mam nadzieję, doceni twoje zaangażowanie.
Mało mnie to obchodzi.
Proszę!
Barbaro, możemy pogadać?
Chyba czas się ulotnić.
Albo, jak mówimy na lekcjach hiszpańskiego:
„Le dejo a usted conversar, senoritas”.
Powinnyśmy chyba „conversar” o kuzynce Mabel.
Nikt taki nie istnieje, Trixie.
Wymyśliłam ją, żebym nie musiała mówić prawdy.
Ale żadnej prawdy do powiedzenia już nie ma, więc nie ma też sprawy.
Właśnie że jest.
Strasznie przepraszam, Trixie.
Wiedziałam, że wiesz i że ci przykro.
Powinnam to wcześniej zakończyć, ale nie miałam odwagi.
I miałam chyba zbyt wielkie nadzieje.
Tom jest wyjątkowy, prawda?
Tak.
Ale nie aż tak, żebyśmy wszyscy troje nędznie się czuli.
A teraz pozwól, że zajmę się apostołami do szkółki niedzielnej.
Tylko taka miła dziewczyna może coś takiego powiedzieć.
A jeśli nie jestem miła?
Co jeśli w środku kłębią mi się same podłe i okropne myśli?
Nie dziwiłabym ci się.
I nie będę ani tobie, ani Tomowi przeszkadzać.
Ludzie chcą, czego chcą.
I tak czy inaczej - przynajmniej gdy chodzi o miłość -
wszystko skończy się tak, jak powinno.
Jak było na początku,
teraz i zawsze
i na wieki wieków, amen.
To siostra Hildegarda zapoczątkowała naszą pracę w Poplar.
Wraz z siostrami kontynuujemy tę pracę najlepiej, jak umiemy,
dzień po dniu, noc za nocą,
kobieta po kobiecie, dziecko po dziecku.
Jej wiara nigdy się nie zachwiała,
i to ona pozostaje fundamentem naszego życia.
Ale bywa, że nachodzi nas zwątpienie,
nie nas jako zakonnice, ale jako położne i pielęgniarki.
Rodzą się kalekie dzieci.
Życie nie daje się ocalić.
Wtedy powinnyśmy zwrócić się do tej,
która tak zainspirowała naszą siostrę, że przyjęła jej imię:
świętej Hildegardy z Bingen.
Bo święta Hildegarda powiedziała kiedyś:
„Bóg cię utuli”.
Bóg cię utuli.
Jesteś otoczona ramionami Bożej tajemnicy.
Lśnisz tak jasno, że wymyka się to zrozumieniu.
Wiedzieliśmy wtedy tak mało.
W świecie, który zdawał się pełen otwartych drzwi i jasnych horyzontów,
myśleliśmy tylko o tym, co nowe i lepsze.
Bo to było nowe i lepsze,
i mogło zanieść nas tam, gdzie jeszcze nie byliśmy.
Nie wiedzieliśmy, co nas czeka,
ani nie rozumieliśmy, do czego już doszło.
Tyle jeszcze mieliśmy się nauczyć.
Tłumaczenie: titi
Fragment „Henryka V” Szekspira w przekładzie Leona Ulricha
Fragment Księgi Izajasza z Biblii Tysiąclecia
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Project Haven www.facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.