Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon V, odcinek II
Tłumaczenie: titi®
We wczesnych latach 60.,
cały świat zdawał się jeszcze przepływać przez port londyński.
Obrazy obfitości zaostrzyły nasze apetyty
i chciałyśmy wciąż więcej.
Dla niektórych te luksusy były ulgą,
cudem w ciężkim, pracowitym życiu.
Ale innym utrudniały akceptację losu, który był ich udziałem.
Płacisz na raty. Jakąś kwotę co tydzień, aż spłacisz.
- Lepsze niż pożyczka. - Johnny nie zgodzi się już na kredyt.
Powinien ci zafundować.
Pani Beckett, położna czeka.
Masz znów za wysokie ciśnienie. Nie przemęczasz się?
Fajnie by było.
Tylko się gapię w sufit, gdy nie mogę pracować.
I ci cholerni włóczędzy, co kimają na dworze.
Sprowadzać dziecko na taki świat?
Gdy się martwię, tato mówi, żeby zaufać Bogu,
że Bóg ma plan
i choćby ciemność zalała świat, zawsze wstanie słońce.
Twój stary coś dużo myśli o Bogu.
Nie dodałam, że jest pastorem.
Boga jakoś mało obchodzi Poplar.
Przy lękach trzeba oddychać.
Głęboki wdech, żebyś czuła, że podnosi ci się klatka,
a potem…
powolny wydech. To pomaga, naprawdę.
To ma być porada? Oddychanie?
Oto produkt firmy Marlowe.
Jak widzicie, puszka zmieści się w każdej kuchni.
Marlowe jako pierwsza wprowadziła mieszankę na bazie serwatki…
Co to ma być?
Kampania Marlowe, mieszanki dla niemowląt.
Zdjęcie i darmowa puszka mieszanki dla każdego dziecka. Są z Ameryki.
To „public relations”.
Chyba propaganda.
…lekkostrawne dla dziecka i bogate w witaminy.
Część lekarze twierdzi, że dzieci po mieszance są inteligentniejsze,
bardziej atrakcyjne.
Oprzecie się pokusie? Nie dacie dziecku tego, co najlepsze?
Dziecko już ma to, co najlepsze. I to za darmo - pierś.
- Przecież to bzdura. - To, by matka miała wybór?
Zdrowa matka go nie potrzebuje.
A może chce wrócić do pracy?
Może chce odzyskać figurę?
Dla was to tylko pieniądze. Szarlatani!
Może kontynuujmy przeglądy. Siostra ma panią Manley.
Dobra. Chodź, Connie.
Jeśli dasz radę odejść od tego bajdurzenia.
Może herbatki?
Jak ci idzie z nakładkami na piersi?
- Muszę wciąż je nosić? - Tak, bo spełniają swą funkcję!
Wyciągają sutki.
Nie można karmić dziecka wciągniętymi sutkami.
- Ta mieszanka kusząco wygląda. - Miałam cię za rozsądniejszą.
Jesteś zdrowa i młoda i tego, co możesz dać dziecku,
nie da modny slogan czy lekarz.
To właściwie widok na morze.
Jeść tak obiad w St. Tropez z Davidem Nivenem…
Nie wiem, co by zrobił z małży i frytek.
Z Nivenem zjadłabym cokolwiek.
Siostro Franklin, frytki się nie jedzą.
To jeszcze nic nagłego, ale już niepokojące.
Pacjentka nie wykazuje radości w obecności smażeniny.
Nie wiem, o co chodzi. Próbuję zająć się panią Beckett.
Ma wysokie ciśnienie i jest strasznie zaniepokojona.
Ale nie chce rozmawiać.
Cokolwiek powiem, patrzy, jakbym spadła z księżyca.
Wszystkie tak mamy na początku. Trzeba zbudować zaufanie.
Nie jestem już nowa.
Ale wciąż początkująca. Musisz zdobyć bitewne szramy.
Mam je, tylko nie chcę pokazywać.
Według nas jesteś cudowna i nie dałybyśmy bez ciebie rady.
A twoja znajomość komiksów jest niezrównana.
Pamiętasz, jak przy tym tańczyliśmy?
- Nawet ty byś z nim chodził. - Wcale ładny.
Rita mówi, że to sprzedaż wysyłkowa, na raty.
- Nie zadłużymy się na wózek. - Więc za co go kupimy?
Nie przynosisz pieniędzy.
Nie moja wina, że port pada.
- Musisz się bardziej starać. - Musisz mniej chcieć!
Ja tylko… po prostu jest ciężko.
Nie proszę o wycieczkę do Paryża.
To tylko wózek.
Dzięki nowemu systemowi każdy dzień będzie efektywny.
Pinezki poszczególnych kolorów to my i nasze wizyty.
Zaraz widać, czy nasze rejony się nie pokrywają.
Siostro Mount, mamy ten sam obszar.
- Jesteś żółta… - To nie mój kolor.
…a ja - niebieska. Wydajność, dziewczęta.
Musimy robić więcej i szybciej.
Może dać nam nadajniki radiowe i będziemy sygnalizować położenie?
Są w Poplar niezauważeni ludzie.
Przekonałam radę miejską, by zapewniali pomoc w domu.
Tak więc w czasie wizyt
zwracajcie uwagę, kto nie daje sobie rady
i podawajcie nazwiska, spróbujemy im ułatwić życie.
- Misja przyjęta! - Pewnie.
Przy okazji: mamy tu teraz wielu cudzoziemców
i mogłybyśmy uczyć się języków, by lepiej im pomagać.
Szukałam kursów urdu czy pendżabskiego, ale na próżno.
Są jednak lekcje hiszpańskiego i zaczynają się dziś.
Jeśli ktoś chce chodzić ze mną, wychodzę punkt siódma.
Johnny, pół dnia minęło.
W dokach od świtu czekają na pracę, a ty się jeszcze nie obudziłeś.
Nie ma pracy.
Napełnij ją, to twoje zadanie.
A to jest moje.
Wizyta położnej!
- Znów ci włóczędzy! - Nic złego nie robią.
Porządny człowiek nie żyje z jałmużny, tylko znajduje pracę!
Nastawię czajnik.
- Finch! - Jestem!
Pence, Paterson,
Milling, Tender, Watts
i bracia Turpinowie. Koniec!
Chcemy, żebyś rodziła w domu,
ale przy tak wysokim ciśnieniu będziesz musiała iść do szpitala.
Cóż za ulga.
Proszę, nie denerwuj się.
Obawiasz się pojawienia dziecka, ale nie jesteś sama.
Mówię, że będziemy bezdomni!
Przez ostatnie pół roku Johnny nic nie zarobił
i żyjemy tylko z pomocy mojej siostry.
Nie wiem, jak zapłacimy kolejny czynsz.
- Starałaś się o zasiłek? - On nie będzie żebrał.
Ten zasiłek ma pomagać w ciężkiej sytuacji.
Port w Liverpoolu jest w parafii ojca;
wielu mężczyzn skierował ostatnio po zasiłek.
Jest praca, gdy są chęci.
Mężczyzna, za którego wyszłam, dałby się posiekać za rodzinę.
Ale Johnny się zmienił.
- Mężczyzn przytłacza wizja ojcostwa. - Nie ma czasu na takie rzeczy!
Świetnie, Connie! Tak!
Masz przepięknego synka.
Co ci mówiłam? Bułka z masłem.
Jak dla twojej mamy, gdy cię odbierałam.
Żeby tu teraz była…
Byłaby z ciebie bardzo dumna. I ze swego wnuczka.
Usłyszałem płacz i nie wytrzymałem.
- Mamy synka, Frankie. - Nie skończyłyśmy, panie Manley.
Na razie to moja sala porodowa a pan ma pukać.
- Ale tak chciałem go zobaczyć… - Rzut oka i do widzenia.
Przyłożymy dziecko do piersi.
Jest po prostu idealny, Connie.
- Nie spaliśmy ze zdenerwowania. - Niepotrzebne te nerwy.
Pańska żona się nie boi. Mam rację, Connie?
Oby, siostro.
Dobry wieczór. Buenas noches a todos. Witam wszystkich.
- Powitajmy Phyllis. - Pannę Crane…
Hola, Phyllis.
Zaczynamy. Czasownik „ser”.
Yo soy.
Yo soy. Tu eres. El, ella es.
Nosotros, nosotras somos.
Vosotros, vosotras sois.
Wy, młodzi, macie piękny akcent.
Czas przeszły.
- Brakowało mi tego dźwięku. - Zdążyłeś, Tommy. Świetnie!
Hola, Tommy!
Można?
- Pierwszy raz, tak? Tommy Smith. - Phyllis Crane.
Vosotros, vosotras fuisteis.
- Ellos, ellas fueron. - Ole!
Chyba nie piję campari sama?
Mówiłam swojej grupie, że cerę zawdzięczam cytrynom w lemoniadzie.
Muszę żyć tak, jak uczę.
Piszesz o nas w liście do domu?
Pytam ojca o jego doświadczenia z zasiłkami dla bezrobotnych.
Pomagam pani Beckett; wraz z mężem ledwo wiążą koniec z końcem.
To musi nudzić twoich rodziców.
Nie woleliby poczytać o emocjach Londynu?
Rodzice życzą emocji tylko cudzym córkom.
Gdy z ojcem chodziłam po domach, mówił, że jestem asystentką parafialną.
Ma pan u mnie krechę, panie Gilbert.
To nic, on po prostu taki jest.
Choć gdy byłam młodsza, marzyłam, że powie:
„To Barbara, moja córka”.
„Pogoda różna, praca świetna, niesprawiedliwość społeczna się szerzy.
Nie miałam wypadków, zranień ani chłopaków”.
To dobranoc.
Jeśli wolno spytać: senora czy senorita?
Panna.
- Buenas noches, senorita Crane. - Buenas noches.
- Puedo acompanarte a casa? - Tego niestety nie rozumiem.
Mogę cię odprowadzić do domu?
Dziękuję, jestem autem. Może dokądś cię podrzucić?
Kocham wiosenne powietrze.
Łazik ze mnie, panno Crane. Beznadziejny romantyk,
przechadzam się po Londynie i widzę go wciąż na nowo.
Zawsze możemy otworzyć okna.
- Zobaczymy się na kolejnej lekcji. - Z miłą chęcią.
Ma sprężyny i zabezpieczenie, żeby się nie przewracał.
I spójrz nas ten hamulec. Chyba z kości słoniowej.
Zadamy z nim szyku na ulicy!
Bardzo się cieszę w imieniu was obojga.
A ja tak na niego krzyczałam! Nie powinnam być taka przykra.
Masz dużo zmartwień.
Miałaś rację, był tylko nerwowy z powodu dziecka.
Ale już znów ma pracę. Będzie dobrze!
Twoje ciśnienie to potwierdza.
- Nie chce piersi. - Daj mu trochę czasu.
Mogę dać mu mieszanki? Proszę, siostro!
Ciężko ci, ale nie poddawaj się.
To siara, pierwsze mleko.
Nic na świecie się mu nie równa, na pewno nie mieszanka.
Ma masę wartości odżywczych - chyba nie chcesz mu ich odebrać?
Możemy dać mu trochę wody, ale wciąż próbujmy.
No, rozluźnij się. Właśnie.
Chcemy dla dziecka tego, co najlepsze.
Przepraszam, czy mogę… Przepraszam!
Przesuńcie się, panowie!
Dzięki, Florie. Ale masz dziś ruch.
Codziennie mam ruch. To ten proszek kojący dla Esme?
Niech wetrze odrobinę w dziąsła dziecka.
- Pomaga przy ząbkowaniu. - Pomoże mi nie zwariować.
Moja wnuczka drze się jak wściekła.
Dam jej to. Dzięki, kochanie.
Przepraszam. Proszę mnie przepuścić.
Pan Beckett. Dzień dobry.
Dobry, siostro.
- Skończyłem wcześniej. - Oczywiście.
Poszedłbyś już do domu!
Żeby tyle siedzieć u jednego piwa.
Siostro!
Nie chcę niepokoić żony, rozumie siostra?
Żeby się nie martwiła.
Mała Travers przybiera na wadze, od kiedy nie ma kolki.
Jest i ona! Jak idzie z małym Manleyem?
- Łapie w końcu pierś? - Jeszcze nie, ale już niedługo.
Może powinnyśmy podać mieszankę, jeśli jutro będzie to samo.
Zapisać ją na listę niekarmiących?
Nie ma potrzeby. Chce próbować, a ja w nią wierzę.
W międzyczasie podajemy mu wodę.
Hola!
ZAJĘCIA ODWOŁANE Z POWODU CHOROBY
Mam nadzieję, że to nic poważnego.
Miał kiepskie oskrzela, dlatego pewnie nosił te dziwne swetry.
To taka moda. Szkoda, że nie będzie zajęć, panie Smith.
Tommy.
Żona będzie miała dla ciebie podwieczorek?
Straciłem ją wiele lat temu.
Przepraszam. Ależ jestem niedelikatna.
Panno Crane, jak dwoje uczniów pragnących lekcji,
proponuję, byśmy ją sobie urządzili sami.
Może przy herbatce i, jeśli będziemy mieli ochotę, kawałku ciasta?
Skoro mam już wolny wieczór, to czemu nie?
I jestem Phyllis.
- Uważajcie na siebie. Do jutra. - Dzięki.
Co wieczór robisz zupę kloszardom?
Zupa to zbyt wielkie słowo, gotuję biedakom coś ciepłego i mokrego.
Co wieczór?
Posiłek dziennie należy się każdemu.
Co robisz, gdy dowiesz się czegoś o parafianinie,
co inny ma prawo wiedzieć
ale ta wiedza mogłaby go bardzo zmartwić?
Co dzień ktoś mi się zwierza.
Nie musisz być taka enigmatyczna.
Mąż jednej z pacjentek nie pracował,
a ona miała z niepokoju wysokie ciśnienie.
Myśli teraz, że wrócił do pracy i czuje ogromną ulgę.
Ale on nie pracuje. Cały dzień siedzi w knajpie.
Za wtrącanie się w małżeństwo nigdy mi nie podziękowano.
Nie mogę pozostać bierna.
Wojowniczka z ciebie.
Myślałam, że czystość bliska jest pobożności.
Najwyraźniej nie.
- Chciałabym więcej podróżować. - Praca przeszkadza?
Kocham pielęgniarstwo, ale nie ma w nim czasu na prywatność.
Musisz zobaczyć hiszpańskie wybrzeże. Byłem tam przed kilku laty.
Tylko kilka rybackich wiosek, ale to ciepło,
zapach kwiatów wieczorem…
To było jak magia.
- Masz samochód? - Nie mógłbym sobie nań pozwolić.
Jest to wydatek, ale daje wolność.
Great North Road i piknik w piękny dzień.
To dorównuje temu, co oferują kraje śródziemnomorskie.
Trzymam cię za słowo. W kolejny ładny dzień.
Piłeś?
- Poszedłem z chłopakami. - Na zdrowie.
Nasza rodzinka wychodzi na prostą, prawda?
Rita pokazała mi łóżeczko i nim coś powiesz - nie było drogie.
Gdy odzyskałeś pracę, możemy sobie na nie pozwolić.
Zapisałam pana Danversa i panią Lane na pomoc domową.
Brawo, siostro Mount.
Niech żyją lekcje hiszpańskiego!
Czy kiedyś siostra Crane, mówiąc tak mało, powiedziała tak wiele?
Panie Gibson, nie chcę przeszkadzać. Jak się pan miewa?
Jak pies rzeźnika.
W którym doku pracuje Johnny? Zapomniał śniadania.
Nie mogę pani pomóc.
Nie rozumiem. Pytam tylko, w którym doku jest Johnny.
To jakieś nieporozumienie. Johnny tu nie pracuje.
Przecież odzyskał pracę!
Obawiam się, że nie. Johnny panią okłamał.
Proszę wracać do domu.
Ale musiał wrócić do pracy… kupił wózek!
Pani Beckett? Dobry Boże!
Wezwijcie jakąś pielęgniarkę!
Nie wiem, czemu traci na wadze. Robię, co mogę!
To normalne w kilka dni po urodzeniu.
Niedługo znów zacznie przybierać.
Connie, nadal trudno ci karmić?
Muszę tylko nadal próbować.
Siostra Evangelina mówi, że będzie łatwiej.
Tak, ale nie w każdym przypadku.
Powiesz, gdybyś potrzebowała pomocy?
Mleko jest bardzo wartościowe.
To najlepszy start w życie dla mojego dziecka.
Muszę się tylko starać, jak moja mama.
Chcę to robić jak należy, być jak najlepszą matką.
Nie musisz wszystkiego robić sama.
Gdybyś potrzebowała wsparcia - jestem.
Ja się nim zajmę najlepiej.
Przepraszam. Muszę przejść.
Panie Beckett, proszę iść do domu. Pańska żona zemdlała.
Czuje się lepiej, odpoczywa, ale zemdlała w firmie Gibsona.
Powiedziałaś jej, że nie pracuję! Nie miałaś prawa!
Przyniosła panu śniadanie do doków.
Chodzi mi tylko o zdrowie pańskiej żony i dziecka.
Wiesz, jak się starałem?
Proszę porozmawiać ze swoją żoną!
O tym, jak harowałem u Gibsona?
Zbijał co roku fortunę na pracy mojej, mojego ojca i dziadka.
A potem wyrzucił mnie jak psa.
Jak mam powiedzieć to żonie?
Ale to prawda. Jak inaczej miałby jej pan to powiedzieć?
Chciałem stanąć na nogi, ale nie mam siły.
Jestem wyczerpany.
To ja chodzę z brzuchem, do cholery!
To głupstwo. Grunt, że mamy siebie.
Jak, skoro nie masz siły pracować?!
- Jak kupiłeś wózek? - Nieważne.
Zastawiłeś hak dokerski, tak?
- Jak masz bez niego pracować? - Wybacz mi.
To starczy tylko na depozyt. Ten wózek nawet nie jest nasz.
Coś wymyślę, zadbam o nas!
Wiem, że to nie moja sprawa, ale pamiętajmy o twoim ciśnieniu.
Proszę, usiądźcie, uspokójcie się!
Słyszałeś?
Wynoś się.
Co ty wygadujesz?
- Ależ nie o to mi… - To nie twój interes!
- To przez ciebie mam nadciśnienie. - To bez sensu, co mówisz.
Noszę w sobie życie!
Uniosę tylko swoje dziecko, nie mogę targać jeszcze ciebie!
Nie jesteś mi potrzebny!
Masz się wyprowadzić.
Ruchy, ruchy!
Co jest z tobą?!
Miło, że siostra wpadła. Proszę ją pozdrowić.
Przyszłam w sprawie pana Becketta.
Strasznie im w tej chwili ciężko.
Pani Beckett choruje przez to, że Johnny nie ma pracy.
Prośby są bezcelowe. Zajmujemy się przemysłem, nie dobroczynnością.
Chyba praca trzech pokoleń ma jakąś wartość?
Praca Johnny'ego?
Znajdowałem go tu śpiącego,
zwiniętego jak bezpański pies w transporterze.
Może źle się czuł?
Albo robić się mu nie chciało.
Do harówy w dokach potrzebni mi odpowiedni ludzie.
Taka pani szlachetna? Proszę iść do Misji Marynarskiej.
Ludzie poświęcili panu życie, proszę ich przynajmniej szanować,
jeśli już nie zabezpieczać!
- …gdy byłyśmy w Domu Kultury. - Naprawdę…
- Przeszkadzam? - Skąd.
Chcąc nie chcąc słyszałam wczoraj wasz gramofon.
Znów było za głośno?
Nie w tym rzecz. Na razie.
Pokażcie mi, jak go obsługiwać.
Mam płytę, której chcę posłuchać.
Strasznie romantycznie!
Chcę tylko przestawić swoje myślenie na hiszpańskie.
No jasne.
Co ci będę pokazywać, przegram ci ją.
Dobrze, że znalazłaś coś, co cię cieszy.
Praca to za mało w życiu.
Zanim odnalazłam „Dobrą Formę”, w moim życiu ziała straszna dziura.
Uroczo. Pewnie to te wieczory spędzone ze mną.
Nie.
Chcecie może landrynkę?
Tak, proszę!
Zazdroszczę ci. Możesz żyć po swojemu.
Masz samochód, pracę i teraz żarliwe uczucie.
Nikt cię nie zamęcza ciągłymi pytaniami,
kiedy wyjdziesz za mąż i czemu nie masz kawalera.
Zawsze trzeba żyć po swojemu, póki nikogo się tym nie rani.
Lekkomyślność to zupełnie inna sprawa.
Ale to cudowne czasy, dziewczęta.
Korzystajcie z nich! Okazji nikt wam nie da,
musicie je łapać obiema rękami.
Bardzo bym chciała.
Strasznie lubię te moje lekcje,
ale czuję się trochę jak stara kwoka w gnieździe z kurczętami.
Ale kurczęta wiedzą, że przy kwoce są dwie śmiercionośne położne?
Dawaj! Dawaj!
Bardzo jesteście miłe, ale nie trzeba.
Tak się zastanawiałam…
czy mogłybyście może…
trochę mnie upiększyć?
Odrobina różu, cień na powiece, nic radykalnego!
Phyllis, wyglądasz niesamowicie!
Nie mam pojęcia, czemu.
- Może to przez nowy sweter. - Idziemy?
Chcę cię o coś zapytać, zanim pochłoną nas zajęcia.
Pewnie, o co chodzi?
Będę mieć pół dnia wolnego.
Za pogodę nie mogę ręczyć,
ale ręczę, że będę mieć kanapki i termos z herbatą.
Szybko jadąc, obrócimy do Rutland i wrócimy przed zmrokiem.
- Oczywiście płacę za benzynę. - Zapłacimy po połowie.
Więc stawiam kolację.
W Watford Gap jest stacja benzynowa.
Zawsze chciałam przetestować ich restaurację.
Czyli zgadzasz się?
Jeśli będę mógł kupić nam bilety na występ flamenco
na następnych zajęciach.
Mój terminarz puchnie.
Mój również.
Szybko, siostro! Źle z moją Connie.
Mówiłam: nie wzywaj nikogo! Dam sobie radę.
- Nie możesz go nakarmić! - Daj sobie pomóc.
Co za matka nie może własnego dziecka nakarmić?!
Krew ci leci, Connie. Nie, dość tego.
To nierozsądne.
- Nie, muszę próbować! - Próbowałaś.
Może to przez brodawki,
pewnie wciąż są wciągnięte i stąd trudności. Mogę?
- Kiedy go przewijałaś? - Parę godzin temu. Jest suchutki.
Bo jest odwodniony.
Ma zapadnięte ciemiączko i wysuszone usta.
Trzeba go natychmiast nawodnić.
Dajcie mi czystą łyżeczkę, cukier i trochę wrzątku.
Nie dam mu tego oszukańczego mleka.
- Co ty wygadujesz? - Wiesz, co mówi siostra o mieszance.
Matka może dać dziecku wszystko, co niezbędne.
Co jestem warta, jeśli nic mu nie mogę dać?
Posłuchaj, Connie.
Mały natychmiast potrzebuje płynów.
Odłóżmy na bok wszystko inne i skupmy się na tym,
co dobre dla dziecka, rozumiesz?
Tędy, doktorze.
Tutaj jest!
Tak żeśmy go znaleźli. Oddycha, ale się nie budzi.
Karetkę, natychmiast!
I przynieś pan jakiś koc. Szybko!
Jak sroka, jestem rozkochana we wszystkim, co się świeci.
A gdybyś tak rozkochała się w porządkach?
Siostro, możemy porozmawiać na osobności?
To co, sroko, spróbujesz?
Zastanowię się.
Mamy kupę roboty, więc raz-dwa, jeśli łaska.
- Właśnie wracam od pani Manley. - I co u niej?
Ona nie może karmić piersią.
Przy pierwszym dziecku jest ciężko, wiadomo. Trzeba próbować.
Próbowała jak mało kto. Tak intensywnie, że krwawi.
Ale i tak nie poda mieszanki, bo sądzi, że będzie złą matką.
Chyba ją wyprowadziłaś z błędu? Sama pójdę i to zrobię.
Obawiam się, że już zasiałaś ziarno.
Co masz na myśli?
Odmawia podać małemu cokolwiek prócz piersi.
- Przecież nie o to mi chodziło! - Niestety, tak zrozumiała sugestię.
Nie chciałam tego.
Jeszcze dzień i dziecko będzie poważnie odwodnione.
Wybacz, ale masz ogromny wpływ na kobiety.
Proszę, używaj go ostrożnie.
Johnny odzyskał świadomość.
Był w stanie rozmawiać z lekarzem.
Ale bardzo z nim kiepsko. Ma zapalenie płuc.
Bałam się, co pan powie. Zapalenie płuc?
To przez pył w dokach, zrobię mu inhalacje.
Johnny jest pod opieką pulmonologa,
który obawia się, że jest tego ukryta przyczyna.
Mąż mówił kolegom, że od dawna czuje przemęczenie.
Ale przecież to minie po leczeniu?
W Londyńskim zrobią mu dalsze badania.
Chcę go odwiedzić.
Najlepiej dziś wieczorem.
Może będą już mieli wyniki badań.
Pójdziemy razem.
Mój dzisiejszy obchód mi na to pozwala.
Twój mąż mówił, że mogę przyjść.
Bardzo się starałam, naprawdę.
Chciałam robić, jak mówiłaś. Być jak moja mama.
Chciałam robić, jak należy. Ale spójrz tylko.
Przeze mnie mało nie umarł z pragnienia.
Naraziłam jego życie.
Nie, to nie ty go naraziłaś.
Tak mi…
Tak mi przykro.
Nie jestem z rodziny, tylko sąsiadką.
Przychodzę do niej, gdy mogę.
Przyszłaś, mamo!
Strasznie jest zdezorientowana.
Starość dopada niektórych wcześniej.
Pani Smith, jest pani na liście
kwalifikujących się do pomocy domowej.
- To nie wyjechałaś do Francji? - Nie, kochana.
Pani Smith mieszka sama?
- Nie, ma męża. - Wpiszę to do jej karty.
Robi, co może, ale to straszny ciężar.
Czasem go poznaje,
potem myśli, że to chłopak, który jej w szkole kradnie cukierki.
Pielęgniarka!
Dzień dobry.
Czemu zawdzięczamy ten zaszczyt?
To nie twój rejon.
Żółta pinezka na mapie twierdzi inaczej.
Cóż, żółta pinezka, niebieska pinezka…
Pani Smith ma objawy starczej demencji.
Może skocz do telefonu i poproś dra Turnera o wizytę.
Niech się wypowie, żebyśmy wiedziały jak pomóc.
Oczywiście.
Już jestem!
- Pan jest mężem pani Smith? - Tak…
to ja.
Chcemy pańskiej żonie i panu zaproponować pomoc domową.
To siostra Crane, która…
Znamy się z siostrą Crane.
Z lekcji hiszpańskiego.
To nie ma znaczenia. Ważne jest dobro pani Smith.
- Chciałabym wytłumaczyć… - Nie trzeba, panie Smith.
Wszystko jest zupełnie jasne.
Mogę zaprosić cię na herbatę?
Mamy masę roboty. Nie ma czasu na herbatę.
Nie będę cię o nic pytać,
ale nie udawaj, że nic się nie stało.
Wszystkie wciąż to robimy, to strasznie męczące.
Jestem ze swojego życia bardzo zadowolona.
Jest takie, jak chcę.
Choć być może na chwilę zobaczyłam coś więcej…
czego nie oczekiwałam, nie szukałam i spodobało mi się.
To bardzo miłe, że zaproponowałaś mi herbatę.
Czemu właśnie on mi powiedział?
Lekarz?
Cóż za oschły człowiek.
Mówił o moim Johnnym jak o obcym, nie moim mężu.
Jak on to nazwał?
- „Rak krwi”? - Białaczka.
Ale urodzi się nam dziecko.
Idź do niego.
Do męża. Powiedz mu wszystko, co chcesz mu powiedzieć.
Przepraszam, Johnny.
Za to wszystko, co mówiłam.
Boże, Johnny, chciałabym to móc cofnąć.
Pozwól mi to cofnąć, błagam!
Nie możesz nas zostawić. Kocham cię.
Chcę widzieć swoją rodzinę.
Nie chcę urodzić dziecka bez niego.
Nie będziesz sama.
Mówię poważnie: nie urodzę bez niego.
Ile jeszcze do porodu? Tydzień, dwa?
Jakoś tak, ale terminy bywają niedokładne.
Johnny'emu zostało kilka dni i musi zobaczyć dziecko,
więc muszę urodzić.
Możesz to przyśpieszyć.
Robimy to tylko, gdy zagrożone jest zdrowie matki.
Pęka mi serce.
To niewystarczające zagrożenie?
Obiecałaś, że będziesz przy mnie.
Więc pytam - dotrzymasz słowa?
Tak. Dotrzymam słowa.
Proszę o pozwolenie na wyjazd.
- Na co najmniej pół roku. - Do naszego klasztoru?
Nie, do zakonu zamkniętego Sióstr Błogosławionego Dzieciątka Jezus.
Ten zakon ma bardzo surową regułę.
Obowiązuje całodzienne milczenie.
Muszę być gdzieś, gdzie mogę mówić tylko z Najwyższym.
Tak pochłonęła mnie praca, że zapomniałam o powołaniu.
Mam być naczyniem Boga, pracować dla niego.
Muszę znów zacząć słuchać.
Connie mówiła, że nie może karmić, ale ja wiedziałam lepiej.
Musi być po mojemu albo wcale. Obie wiemy, jaka jestem.
Mocna w gębie. Bóg też to wie.
Nie możesz sama podjąć takiej decyzji.
Matka Jesu Emmanuel musiałaby się zgodzić.
Poproś ją w moim imieniu.
Wrócę, jeśli taka będzie Boża wola, ale porozmawiaj z nią.
- Siostro… - Proszę.
Siostro Crane!
Jakiś roztrzęsiony dżentelmen chce z tobą mówić.
- Przepraszam, kto? - Pan… Smith.
Proszę powiedzieć, że mnie nie ma.
Czeka w korytarzu głównym.
Nie chcę go widzieć.
A ja nie lubię sałaty, choć jest bardzo zdrowa.
Pytałam, czy jesteś żonaty, odrzekłeś, że owdowiałeś.
- Odrzekłem, że straciłem żonę. - Nie baw się semantyką.
Od pięciu lat mnie nie poznaje.
Staram się, ale do niej nie docieram.
Jest tak, jakby umarła. Jakbyśmy umarli oboje.
Na tych zajęciach odnalazłem szczęście.
Poznanie ciebie podniosło mnie na duchu,
dało mi coś, co uważałem za utracone.
Współczuję z powodu twojej straty.
Ale przed faktami nie uciekniemy ani my, ani twoja żona.
Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.
Nie potrzebuję więcej przyjaciół.
Nabrał mnie pan, panie Smith.
Proszę tu już nie przychodzić.
Panu Beckettowi zostało góra kilka dni.
Nigdy nie ujrzy swego dziecka.
To nie jest wskazanie medyczne do wywołania porodu.
A pani Beckett ma już dobre ciśnienie.
Ale miała z nim problemy. To niedostateczny powód?
Żaden położnik by się na to nie zgodził.
Położnikom zawsze mało.
Najchętniej wyłączyliby kobietę z sakramentu narodzin.
Dr Turner zawsze się zgadzał, gdy chciałyśmy wywołać poród.
Gdy ciąża była przenoszona!
Pani Beckett ma rodzić na dniach, a terminy bywają niepewne.
Mamy nasze sposoby.
Kąpiel, olej i lewatywa, żeby wywołać skurcze.
Ten człowiek umiera.
Zadajmy sobie pytanie,
czy poddawać panią Beckett przykrej procedurze,
skoro jej mąż może umrzeć, nim dziecko się urodzi?
Dawać fałszywą nadzieję,
gdy mogłaby ostatnie, cenne godziny spędzić przy jego łóżku?
Jesteś niezwykle cicha, siostro. Cóż to za cud?
Wybacz mi, siostro, ale my nie tylko odbieramy porody.
Budujemy rodziny.
Czy nie lepsza jest choćby nikła nadzieja niż żadna?
Jeśli uważasz, że to najlepsze dla twojej pacjentki, wesprzemy cię.
Ale to ogromna odpowiedzialność.
Pan Beckett może umrzeć, nim dziecko się urodzi
i boję się, że tego nie uniesiesz.
Nie będzie z tym sama. Zrobię to z nią.
Chcę pomóc zbudować tę rodzinę.
Co mam zrobić?
Módl się za mnie.
Chcemy oszukać twoje ciało. Niech myśli, że zaczął się poród.
Podałyśmy wczoraj olej rycynowy, który podrażni jelita.
To może wywołać skurcze. Lewatywa zadziała podobnie.
Weźmiesz gorącą kąpiel dla rozluźnienia.
Ciepło podwoi działanie oleju rycynowego…
Nie jest tam sam, prawda?
Jest z nim dr Turner. Johnny czeka na dziecko.
Obiecuję ci, że je zobaczy.
Doktorze, mojej Stelli nic nie jest?
Wręcz przeciwnie. Twoja żona jest na porodówce
i wszystko idzie tak dobrze, że jestem tam zbędny.
Słyszałem, że kibicujesz Spurs.
Będę ci mówił na bieżąco, jak tam rozgrywki pucharowe.
Wygramy dublet.
Zbieraj siły, chłopie. Czeka nas długa sobota.
To już na pewno to. Mam skurcz!
To skurcz od oleju rycynowego.
Skurcze porodowe jeszcze się nie zaczęły.
Spróbuj się rozluźnić.
Dr Turner pyta, czy są postępy.
Wciąż jesteśmy na wczesnym etapie.
Musimy to przyśpieszyć.
Masaż szyjki macicy.
Sprawdzimy, co maluch ma w planie.
Musimy zadziałać, żeby sprowokować skurcze.
Delikatnie naciągnę szyjkę macicy,
a potem odsunę błony otaczające dziecko.
O Boże!
Ten zabieg uwalnia hormon, powodujący skurcze.
Weź głęboki oddech.
Świetnie, masz rozwarcie prawie na cztery palce.
To bardzo ładnie. Teraz powinno pójść z górki.
Kolejny głęboki wdech…
Już. Teraz wydech.
Myśl o tym, że Johnny zobaczy dziecko.
Tylko o tym.
Mój tatko zabierał mnie na mecze.
Tak jak jego tata brał jego.
Mam tutaj tak wiele…
…ale moje dziecko tego nie pozna.
Nie poddawaj się, Johnny.
Zaraz rozpocznie się mecz.
Powiesz swojemu synkowi albo córeczce,
że Spurs zdobyli Puchar.
Zostań z nami, rodzi się twoje dziecko.
Bardzo dobrze. Spaceruj, to wywoła skurcze.
Dalej, malutki! Zobaczysz tatusia.
Niedługo będziesz jechać do Londyńskiego z dzieckiem.
Nie poddawaj się, Stello.
Dobrze. Właśnie tak! Rodzimy dziecko!
Oddychaj pomiędzy skurczami.
Powiedz im, że je kocham.
Sam im to powiesz, bo donikąd się nie wybierasz.
Słyszysz?
Nie ochronię ich.
Co stanie się z moim dzieckiem?
Twoje dziecko będzie miało wspaniałą matkę,
która porusza niebo i ziemię, żeby dziś do ciebie przyjechać.
Więc będziesz tu na nie czekał, słyszysz?!
- Jeszcze, przyj! - Nie mogę.
Dasz radę!
Nie mam już siły.
Johnny czeka na ciebie i na wasze dziecko.
Masz siłę, tylko ją znajdź.
Musisz odnaleźć ducha walki, bo twoje dziecko się rodzi!
Dobrze; jeszcze jeden wysiłek!
Przyj, Stella! Jeszcze! Już prawie koniec!
Oddychaj płytko.
Już, urodziła się główka!
Masz syna, Stella.
Johnny, musisz się trzymać.
Z całych sił, stary, nie poddawaj się!
Cześć, malutki. Znakomicie!
Przyszedłeś w samą porę. Zdążysz poznać tatusia.
Piękny jest, pani Beckett!
Karetka czeka na dole, gdy tylko urodzi się łożysko.
Dziękuję.
To on, kochanie.
Twój tatuś. Zapamiętaj go.
Proszę, zapamiętaj go.
Nasz syn.
John.
John. Kolejny Beckett w porcie.
Kocham was oboje.
Chcę z wami zostać.
Siostra Mount we własnej osobie.
Mamy dobre wieści od miasta.
Uwzględnili 20 domów potrzebujących pomocy, ale będę naciskać o więcej.
Świetnie. Zasłużyłaś na wolny wieczór.
Gdybyśmy miały, na co zasługujemy, jeździłabym Daimlerem SP250,
a Gene Kelly zmieniałby mi opony.
Tego nie załatwię, ale zastąpię cię, żebyś mogła iść na hiszpański.
Poszłam do pani Smith, żeby załatwić wizytę lekarską.
Widziałam, że mąż bardzo o nią dba,
ale ona nie miała pojęcia, kto to jest.
Biedak jest prawie jak wdowiec.
Ale nim nie jest.
Trzeba być silnym, żeby mimo problemów w domu
wciąż żyć pełnią życia.
I potrzeba dużo czasu,
żeby umieć się z kimś podzielić tak bolesną i intymną sprawą.
Esta ocupado este asiento?
Pytam, czy to miejsce jest zajęte?
Przyszłaś!
Tylko na flamenco.
Nieszczęśnicy, upadli i nikt ich nie podniesie.
Przecież jest pastor.
Jestem pojedynczym człowiekiem. Tam potrzeba armii.
Dobry człowiek sam w sobie jest armią.
- Ma uśmiech twojego męża. - Prawda?
Bałam się, że nie zniosę samotności, że ona będzie najgorsza.
Ale nie czuję się sama z małym Johnem.
Będzie starszy, wrócę do pracy - damy sobie radę.
Moja droga, nie umiem wyrazić, jak mi przykro.
Był dobrym człowiekiem.
To prawda.
A ja mogłem o niego zadbać.
Zamyśliłem się nad sobą dzięki siostrze, choć za późno.
Nie musisz wysłuchiwać moich żalów, więc wyrażę to tak, jak potrafię…
Nie jest to bajońska suma, ale pomoże w życiu małemu.
A to odłóż na miejsce.
Za Johnny'ego.
Za Johnny'ego!
Za ciebie, Johnny.
W przyszłości, Barbaro, nie słuchaj mnie.
Beckettowie potrzebowali wojowniczki.
Wiesz dużo więcej o małżeństwie niż ja.
Świat obiecywał wszystko, czego pragnęliśmy;
nowsze, lepsze, jaśniejsze.
Uwierzyliśmy w marzenia, które sprzedawano,
w maszyny, oszczędzające nam pracy, ubrania, w których będziemy ponętne,
w wygodniejsze meble.
Tylko jednej niezbędnej rzeczy nie dało się kupić,
choćbyśmy płacili krocie -
miłości.
Miłości pod każdą postacią.
Drogocennej, delikatnej i trwałej,
bezcennego daru, który nadawał wartość życiu,
niewidzialnie nas strzegąc,
nie wymagając zapłaty,
ofiarowywany w milczeniu,
droższy od złota.
Tłumaczenie: titi
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Project Haven www.facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.