All language subtitles for Call.the.Midwife.S05E01.1080p.BluRay.x264-YELLOWBiRD_pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian Download
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::

Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon V, odcinek I

Tłumaczenie: titi®

I raz, dwa, trzy…

Kobiece ciało to złożony mechanizm,

jednocześnie delikatny i potężny,

bezbronny i odważny.

Dźwiga ziarno naszych nadziei, kwiat naszej młodości,

ciężar naszych lęków.

Żywi nas i drży, inspiruje i przeraża.

Uciska nas i chroni, zawierając w sobie to, kim jesteśmy,

ukazując się nam w gorszym świetle,

Jest nam wrogiem, przyjacielem, naczyniem naszego jestestwa.

Ciało zabiera, ale i daje,

i nigdy nie pytamy, ile to będzie kosztować.

Jedna z najmłodszych

i najbardziej pilnych członkiń Klubu Dobrej Formy

osiągnęła coś niesamowitego.

Choć zaczęła ćwiczyć w listopadzie i pracuje na pełny etat,

w rekordowym czasie zdobyła uprawnienia instruktorki.

Beatrix, podejdź i odbierz swój certyfikat.

Dziękuję.

Czy chciałabyś coś nam powiedzieć?

Owszem.

Zaczęłam chodzić do Klubu w najgorszym okresie mojego życia.

Dzięki temu co tydzień przez godzinę lub dwie

nie myślałam o okropnościach, przez które byłam nieszczęśliwa.

Ale po pewnym czasie „Dobra Forma” przestała być tylko rozrywką,

ale również mnie wzmacniała.

W dodatku straciłam pięć centymetrów w talii,

za to biust urósł mi o cały numer!

To największe z moich osiągnięć w życiu.

Dobry wieczór. Leci pan na Marsa?

Na Księżyc. Na Marsie nie ma powietrza.

Pewnie, że nie. Głuptas ze mnie.

Mama chce mleczko magnezjowe. Nazywa się Mullucks.

Tak!

Cześć, Perry.

Mama musi przyjść do lekarza, wydamy jej darmową receptę.

Ale coś teraz załatwimy.

Hej, kochanie!

Cześć, Perry!

Mamo, mam twoje lekarstwo.

Moje złotko!

Dziękuję.

No, to dawaj!

Uśmiech!

Pośpieszcie się,

przegapiłyście doręczenie paczek!

Psujesz zabawę!

Oby zawierała to, co napisali.

Nie zatwierdzę tego fiu-bździu,

jeśli każdy guzik, kokardka i troczek nie będą poprawne.

Siostro, dostawca mnie zapewnił, że wszystko jest w porządku.

Nowe uniformy będą jak marzenie - profesjonalne, praktyczne i ładne.

Jedna uwaga, jeśli wolno:

jesteśmy położnymi, nie słodkimi kiciami.

I tak będę pierwsza!

Cóż, nasz wygląd się nie zmieni.

Ale lepiej być do tyłu o 600 lat niż o sześć.

To prawda.

Rany, są dużo bardziej dopasowane niż poprzednie.

Ja się nie skarżę.

Skoro pracujemy w pocie czoła nad talią, niech ktoś to zobaczy.

Skandynawskie położne noszą już spodnie.

Czytałam w „Przeglądzie Pielęgniarskim”.

Jaka rozkosz, jechać tak rowerem o trzeciej w nocy przez Dock Road.

Nie lubię spodni.

Uda mam dziwnego kształtu.

Musisz przyjść do „Dobrej Formy”!

Regularne ćwiczenia wszystko zmienią.

Przestań każdego wabić do tego twojego durnego klubu!

Niedługo staniesz na Commercial Road

i będziesz zarzucać sieci na przechodzące dziewczyny.

Myślę tylko, że byście obie z Barbarą skorzystały.

No i boję się, że nikt nie przyjdzie.

Cześć, Phyllis.

Może ty dołączysz do grupy gimnastycznej Trixie?

Nie.

Co dwa dni, jak wiecie, wykonuję ćwiczenia kanadyjskiego lotnictwa.

I nie mogę rozgryźć tych nowych zapięć!

Wejdź. Tylko przymknij oko na nas w bieliźnie.

Przecież wszystkie jesteśmy takie same, nie?

Mamuś, mogę odrobić lekcje w salonie?

Belinda, właśnie go posprzątałam.

Usiądź przy stole. Perry, zabieraj tę rakietę!

Z prania leci mi na zeszyt i rachunki się rozmazują.

- Zadania domowe w ferie? - Lubię je.

W sumie…

więcej zadań domowych teraz, mniej prac domowych później.

Może dostaniesz fajną pracę w biurze albo w banku!

Mamuś, usiądź.

Mam jeszcze masę roboty.

Wyglądacie tak elegancko, jak sobie wyobrażałam.

Ciekawe, czy te ciasne paski są praktyczne?

To, co ważne w położnictwie, to możliwość zgięcia się w pół.

Dłuższy poród na niskim materacu - i już się nie wyprostujecie.

Błogosław, Boże, nas i te dary, które z twej hojności spożywamy.

Amen.

Byłam u pani Gallagher i małego Jeffreya.

- Tego, co urodził się bez kciuków? - Jego mama jest nadal załamana.

To strasznie nerwowa kobieta.

Prosiła o leki nasenne wiedząc, że jest w ciąży.

Mieszkając tam też bym o nie prosiła.

Ma chyba być przekwaterowana?

Jak wszyscy z Osiedla Lizbońskiego, ale wciąż brakuje mieszkań.

Pomówię z dr. Turnerem, może jego opinia to przyśpieszy.

Wszystkiemu winne kiepskie mieszkania.

Planowanie rodziny też ma w tym swój udział.

Młode żony zakładają wkładkę domaciczną

i decydując o wielkości rodziny, wciąż wybierają i przebierają.

Wszystko musi przyjść im łatwo,

a gdy tak nie jest, nie wiedzą, co począć.

Wiedzą, że mogą zwrócić się do nas.

Od dobrego słowa Jeffreyowi nie wyrosną kciuki,

ale może ono pomóc jego matce.

Dobre słowo to uniwersalny lek.

Tak jak ty, hojnie je wydaję przy różnych okazjach.

I jak ty, rozcieńczam je nieco zdrowym rozsądkiem.

Chleba z masłem, siostro?

Dziękuję. Poproszę też miodku…

jako że nadal nie ma ciasta.

Ciekawe, że zauważasz ten brak,

skoro to nasza wspólna wielkopostna ofiara.

Tymczasem muzułmanie mają cały postny miesiąc,

w którym nie biorą udziału osoby słabe i starsze.

Nic nie mam do naszych sąsiadów z Azji,

ale w kwestii postu będziemy trzymać się swoich zwyczajów.

- Miodu, siostro? - Nie! Tylko chleb z masłem.

I znów przyniosę jej

tulipany z Amsterdamu…

Wiesz, że wolę żonkile od tulipanów.

To nic, i tak ich nie przyniosłem.

W pubie „Pod nożycami” nie sprzedają kwiatów.

Nie.

Nie podchodź, chyba że mam cię odpchlić.

O co ci znowu chodzi?

Niebawem się dowiesz.

- Rodzę. - Ale… teraz?

Co sądzisz o imieniu Jonquil?

- Dla chłopca? - Dla dziewczynki!

Takie kwiatowe imię. Jak żonkil, tylko po francusku.

- Imię to twoja działka. - No tak.

A niesienie torby - twoja, Bernie. Chodź, już czas.

Czuję wiosnę w powietrzu.

Mam już dwójkę zimowych, a żadnego wiosennego dziecka.

- Prócz tego małego spóźnialskiego. - Raczej małego wypadku.

Damy sobie radę, jak zawsze.

Mówiliśmy tak, gdy po ślubie mieszkaliśmy z twoimi rodzicami.

- „Ważne jest, co mamy… - …nie, czego nam brakuje”.

Daj buziaka, Rhoda.

Taki twój los.

Mogłam ci to powiedzieć dziewięć miesięcy temu.

Szyjka macicy ładnie się skróciła,

rozluźnia się, szykuje na gwóźdź programu.

Ale masz dopiero rozwarcie na palec.

Mam straszne bóle! Słyszała siostra, jak się drę.

Według mnie będzie najlepiej, gdy się wyciągniesz z czasopismem

i czymś ciepłym do picia.

Wyśpij się przez noc, rano dostaniesz śniadanie do łóżka.

Wie siostra, że trochę udaję?

Sama mam dwójkę dzieci.

Wiem, jak czasem potrzeba świętego spokoju.

To co, „Woman's Realm” czy wolisz „Titbits”?

„Woman's Realm”.

Często dają księżniczkę Małgorzatę.

Uwielbiam ją, zwłaszcza w ubraniach Normana Hartnella.

Mogę sobie zapalić?

Na oddziale nie wolno.

Znajdę salową, przyniesie ci gorący napój.

- Dzień dobry, pastorze. - Witaj, Fred. Dużo pracy?

Ziemniaki Jersey Royals to jest coś.

Pierwszy zbiór ubezpiecza sama królowa!

Jestem wikariuszem.

Tak biednym, że współczują mi kościelne myszy.

Dzień dobry, Barbaro. Cóż to takiego?

To nasze nowe uniformy.

Macie też nowe czepki?

Owszem.

W tej sprawie właśnie przychodzę.

W sumie chodzi mi o wielkanocne kapelusze.

Niekoniecznie muszą być nowe, grunt, żeby były.

Na wielkanocną paradę kapeluszy.

Pomóż mi. Wszystko zostawiłem na ostatnią chwilę.

Nie bądź taka.

Siostra Mary Cynthia i ja zrobimy dziś wizyty.

Lecę! Pani Akintoli odeszły wody i ma skurcze co trzy minuty.

- Zajmiecie się tablicą? - Pewnie.

Siostra Franklin, kontrole noworodków.

I zajrzyj do pani Riley z osiedla Egerton.

Zostawiłyście jej szew po nacięciu krocza, bardzo ją boli.

Dom Nonnatusa, mówi położna.

Siostra Gilbert do nas dołączyła! Jak miło, że znalazłaś czas.

Pójdziesz z siostrą Franklin.

Jadę na porodówkę.

Poród pani Mullucks się rozkręca.

Zaczekaj, Trixie!

Rany, Barbaro!

Peleryna mnie dusi,

a w nowych pończochach puściło oczko.

Kobieta elegancka nosi ubrania, a nie one ją.

Będziesz musiała chodzić nie rozchylając kolan.

Mogłabym pomalować sobie nogę atramentem.

- Przepraszam panie. - Tak?

Mogę zrobić wam zdjęcie?

Dość śmiała prośba przy pierwszym spotkaniu.

Mam wizytówkę.

Stoi tu tylko: Denny Wray, niezależny fotograf.

Chcę udokumentować życie na starym East Endzie, póki jeszcze trwa.

Ciekawsze jest życie na nowym East Endzie.

Drobiazgi jak szczepienia i łazienki w domach.

Ale skąd masz to wiedzieć, mieszkając na…

Holland Park.

To pani szefowa?

Na szczęście nie.

Jeśli nie wejdę za zamknięte drzwi, nie sfotografuję niczego,

prócz dzieci z piłką i pijaków denaturatu.

I tylko to zobaczy świat.

Ma rację, Trixie.

- Masz rower? - Skuter.

Świetnie.

Jeśli nie będzie to przeszkadzać pacjentkom, możesz się podczepić.

Znacie jakichś gangsterów?

To nasz sekret, ty się dopiero dowiesz.

Fantastycznie!

Teraz odwrotnie.

Wysyłają ludzi w kosmos, a nie odkryli, jak to obejść!

Przy następnym skurczu podam ci gaz.

Czuję się jak idiotka z tym wypiętym tyłkiem.

Nic mnie już nie zaskoczy, Rhoda.

Myślałam, że przyjdzie stara zakonnica.

Wy, młode, macie pewnie zgrabne pupki.

Wszystko gra?

Zuch dziewczyna.

Dziecko napytało sobie biedy, musimy pomóc mu się wydostać.

Jakiej znowu biedy?

Główka nie jest na środku.

Damy sobie z tym radę same, ale musisz zmienić pozycję.

Nie dam rady!

Jestem taka zmęczona…

Doktor jest wciąż na wizytach, ale dzwoni i pyta o panią Mullucks.

W samą porę pani przyszła. Trzeba nam pomóc z gimnastyką.

Jeszcze, jeszcze!

Świetnie ci idzie!

Idzie główka.

Dobrze, Rhoda. Znakomicie!

Mamy główkę!

Właśnie dlatego kobiety powinny rządzić tym krajem!

Mogę się już położyć?

Za chwileczkę. Jeszcze ostatni wysiłek.

Co mam, chłopca czy dziewczynkę?

Nieważne, mam już parkę.

Masz córeczkę.

Może pani rozmasować dziecko?

Łożysko się nam coś pośpieszyło.

I już.

Sprawdzę je tylko i jeśli jest całe, to skończyłyśmy.

No, maleńka! Mamusia chce cię poznać.

Daj mi ją, chcę ją zobaczyć!

Moja córunia…

Mała jest ciut zmarznięta.

Pójdę z nią do sali dziecięcej i położę na chwilę pod lampą.

Patricku!

- Rhoda Mullucks urodziła? - Dziewuszkę.

Nie przeżyje. Na pewno.

Takie deformacje nigdy nie są tylko zewnętrzne.

Co z jej matką?

- Widziała dziecko? - Nie.

Powinnam była dać małej umrzeć.

- Shelagh… - Ona nie ma kończyn.

Sam mówisz, że wady wewnętrzne pewnie ma równie poważne.

Kto wie, jak cierpi?

Nawet jeśli pożyje tylko godzinę.

Proszę.

Zrobiłam ci herbaty.

Siostra Monica Joan chciała zanieść,

ale markizy z talerzyka nie przeżyłyby drogi.

Słyszałaś już o dziecku Mullucksów?

- Bardzo źle? - Potwornie.

Trixie pyta, czy idziesz na gimnastykę.

Boże…

Mam jej powiedzieć, że nie masz nastroju?

Nie. To chyba ten moment, kiedy trzeba…

rozerwać się i czymś zająć.

Jeśli uda się z tego wybrać przynajmniej sześć kapeluszy,

z resztą można zdać się na łaskę bibuły.

Świetny.

Dobrze mieć cię u boku, gdy sprawy źle się mają.

A najważniejsze, że nie mówisz:

„Dzieci same mogą zrobić wielkanocne kapelusze”.

Bo nie mogą. Może niektóre, ale inne nic by nie miały,

bo są biedne albo w domu jest źle.

Cześć wam!

Będziesz z nami uginał kolana i prostował ręce?

- Proszę? - Dziś prowadzę pierwsze zajęcia.

Barbaro, twój trykot i getry.

Będę ćwiczyła w spódnicy.

Przestań bzdurzyć o grubych udach!

Denny będzie robił zdjęcia.

W jednakowych strojach wyglądamy stylowo.

Pożegnaj się z Tomem i leć się przebrać.

Świeżutko wyglądasz.

Drzemka i obmycie gąbką czyni cuda.

Mogę mieć u siebie małą podczas wizyt?

Niech tatuś ją zobaczy.

Dziecko musi jeszcze dziś zostać na oddziale.

Jest wymęczona porodem, tak jak ty.

Zaczniemy od lekkich ćwiczeń rozluźniających mięśnie.

Stajemy wyprostowane, kolana lekko ugięte,

rozsunięte na szerokość dłoni.

Na razie świetnie mi idzie!

I obracamy głowę z lewa na prawo.

W ten sposób.

Jeśli wam łatwiej, możecie to robić w rytm muzyki.

Ale to bossa-nova,

więc nie panikujcie, jeśli nie nadążacie.

To już mi chyba nie wychodzi!

Rozmawiałem z lekarzem z pediatrii.

Mówi, że to prawdopodobnie bardzo rzadka wada, fokomelia.

Oznacza „focze kończyny”.

Ale czym to jest spowodowane?

Mówił, że rodzicom najlepiej to wyjaśnić pomyłką Matki Natury.

Powiedziałam to matce, której dziecko miało myszkę na buzi.

Odpowiedziała, że w takim razie Matka Natura to stara…

Nie powtórzę tego słowa, ale nie było pochlebne.

I najpewniej trafne.

Lekarz mówił, że jeśli przeżyje noc, przyjmą ją na oddział.

Ale to mało prawdopodobne.

Oddycha dość równo.

Ale nie chce jeść.

Mamy jej nie zmuszać. Jelita mogą być zdeformowane.

Mówił, żeby zapewnić jej spokój

i obserwować stopniowe zanikanie funkcji życiowych.

Tylko niech nie cierpi. Nie może.

Shelagh, idź do domu. Do własnych dzieci.

Nie angażuj się w to.

To jasne, czego chcesz, młoda damo.

„W ciągu ostatniej dekady nadczynność przytarczyc

uznano za chorobę dość powszechną,

zwłaszcza wśród pacjentów z kamieniami nerkowymi”.

No i kto się zaangażował?

Ona.

Chce żyć.

Prawie nie zmrużyłam dziś oka.

Nie wiem, jak wytrzymujesz,

codziennie idąc do łóżka z żelastwem na głowie.

Cierp, gdy chcesz być piękna.

Masz jakieś szczególne plany na wolny dzień?

Spotykam się tylko z koleżanką.

Mój mąż wcale wczoraj nie przyszedł.

Zasnęłam i obudziłam się po 23.00. Za późno!

Nie wiedział, że urodziłaś.

Pani Turner zadzwoniła do magazynu.

Jak miło z jej strony!

Na pewno siedzi w knajpie, oblewając narodziny córki.

Tak.

A ty odpoczywaj, Rhodo.

Czemu tak mnie nazywasz?

Przecież zwracacie się tu oficjalnie, jak w klinice.

Przepraszam.

- Nie chciałam być niegrzeczna. - Nie, właśnie jesteś miła.

Jakby coś było nie tak. Mówili, że rano mi ją dadzą.

Malutka dobrze spała i…

…na pewno niebawem ją zobaczysz.

Dzięki.

Rozmawiałem z pediatrią. Kazali ją przysłać na badanie.

Zamówiłem karetkę na 14.00.

Najpierw matka musi ją zobaczyć.

Wiem.

Prześpij się troszkę.

Zaraz wrócę.

Panie Mullucks!

Mógłbym zobaczyć żonę i dziecko? Wczoraj się jakoś zasiedziałem i…

Proszę usiąść. Zobaczę, czy żona jest gotowa na wizytę.

Dziękuję.

Chcesz papierosa, Rhoda?

Tutaj?

Chętnie, jeśli i ty zapalisz.

Przepraszam.

Jak wiesz, twoje dziecko było z początku trochę słabsze.

Ta mała zakonnica mówi, że już jest dobrze.

Jest dobrze.

Ale jeszcze będąc w łonie miała pewne problemy.

Ma przepiękną buzię.

Tak?

Tylko że…

…nie urosła tak, jak powinna.

MAŁA MULLUCKS

Cześć!

To znaczy, jest karlicą?

Nie.

Cześć!

- Panie Mullucks… - Dlaczego toto żyje?!

Muszę ją zobaczyć! Muszę!

Zobaczysz.

Sama ci ją przyniosę i włożę w ramiona.

O reszcie pomówimy później.

Nie ma o czym gadać! Słyszysz? Nie!

Widziałem to i mowy nie ma, żeby to żyło w naszym domu!

Będzie dobrze, Rhoda.

Będziemy wciąż przy tobie.

Wejdź, Rhodo.

Usiądź, podam ci dziecko.

Może dam ci poduszkę, jeśli krzesło jest za twarde?

Pachnie jak wszystkie moje dzieci.

Mogę zostać z nią sama?

Poczekamy za drzwiami.

Kochanie…

Rany boskie.

Rany boskie, co tu się narobiło?

Coś wymyślimy.

Obiecuję.

Bo jesteś moja.

Moja.

I ja cię nie zostawię.

Pats!

Patrzyłaś na zegarek?

- Nie. - Kłamczucha.

Dostałam czyste świadectwo zdrowia i od razu poszłam do oddziałowej.

Weszłam do szpitala jako pacjentka, a wyszłam jako pracownica.

Panie Mullucks.

Panie Mullucks!

Pańska córka idzie do szpitala.

Panie Mullucks?

Rhodo.

Pani Turner poszła wypełnić papiery.

Pyta, czy nadasz małej imię.

Może wypełnić bez imienia, to nieważne.

Właśnie że ważne.

Innym dzieciom dałam wymyślne imiona:

Belinda-Louise, Perry-Keith.

Sama takie miałam. Wyróżniało mnie, a to dobrze.

Nazwę ją Susan.

Nie będzie musiała go literować ani wyjaśniać.

Nikt nic nie powie. To dla niej dobrze.

Jedyny problem to fakt, że muszę czekać do czerwca.

O ile siostra Winters nie zaciąży i nie przyśpieszy ślubu,

trzeba po prostu czekać.

To zbyt piękne, żeby było prawdą.

Tutaj jesteś!

Zupełnie zbytecznie wysłałaś mnie do tego sklepu odzieżowego.

W ogóle nie miewają pasów wyszczuplających.

Cześć, mamo. Pamiętasz Patsy, prawda?

Oczywiście. Miło cię znów widzieć, kochanie.

Na tej herbacie jest osad.

W Pembrokeshire to nie do pomyślenia.

- Właśnie opowiadam Patsy nowinę. - Fantastycznie, nieprawdaż?

Cieszę się, że wydobrzała po wypadku.

Ale nie będzie mieszkać czy pracować w Londynie.

Mamo!

Przestań! Jestem twoją matką!

W tym szpitalu czuję się chora.

Widzę, jak leżysz z pękniętą czaszką, prawie odmóżdżona!

To było pół roku temu, Delia doszła do siebie.

Ale ja nie! Ani jej tato.

Nie chcemy, by kiedykolwiek opuściła znów dom.

Zresztą likwidują hostel pracowniczy, gdzie będzie mieszkać?

Pielęgniarki wynajmują pokoje.

Wynajmują?! Nie poradzi sobie, łatwo się męczy!

Wybacz, dziecinko, ale powiedziałam i basta!

Nie zabierzecie jej! Do szpitala, z dala ode mnie?

Co tam z nią zrobią?

Wcisną ją w kąt, jak wy zamkną w jakiejś salce!

Dziecko było tu pod najlepszą opieką.

Na imię ma Susan!

Jeśli to prawda, czemu nie może tu zostać?

- W szpitalu zrobią jej badania… - Jakie badania?!

Po których wyrosną jej ręce? Które wyczarują jej z niebytu nogi?

Nie.

Weź, lekarz ci to przepisał.

- Co to jest? - Taki lek na uspokojenie.

Czy na badaniach wyjdzie, dlaczego…?

Mało prawdopodobne.

Więc nigdzie nie pojedzie. I niczego nie podpiszę!

Gdy wróci siostra Crane,

poproszę, by opracowała grafik wielkanocny.

Potrzebujemy więcej czasu na modlitwę, a ma się urodzić kilkoro dzieci,

więc młodsze pokolenie musi zakasać rękawy.

- Nie ma sprawy, siostro. - Urządzamy uroczysty lunch

w poniedziałek Wielkanocny, przed paradą kapeluszy.

Mam zaprosić pana Herewarda?

Czemu nie?

Dzień dobry, siostro.

- Świetny artykuł. - Tak? A o czym?

- No, siostro Franklin! - Obecna.

To absolutnie nie do pomyślenia!

- Co to takiego? - Wolę, żeby siostra nie patrzyła,

ale przeczytam siostrze nagłówek.

„W świetnej formie”, wykrzyknik.

„Położne z Poplar dbają o wszystkie aspekty zdrowia”.

Dwa zdjęcia siostry Gilbert i siostry Mount w nowych uniformach,

oraz dwa zdjęcia ich wszystkich, brykających w tych kombinezonach!

To nie są kombinezony, siostro, ale trykoty.

Boże, Trixie! Chyba nie jesteśmy w gazecie w trykotach?!

Obawiam się, że jesteście.

Pokazując wszystkie kształty dane wam od Boga!

Skoro Bóg dał nam te kształty,

to nie przeszkadza mu ich pokazywanie.

Obawiam się, siostro, że nam przeszkadza.

Kłopot w tym, że pieluchy są za duże.

U normalnego dziecka sięgają do połowy uda,

ale u Susan stópki się zaplątują.

Może obetnę materiał i zaobrębię? Zobaczymy, czy będzie lepiej.

Chcę też założyć jej koszulkę, nie tylko wciąż śpiochy.

Mógłby ktoś donieść ci ubranka z domu?

Poeksperymentujemy z nimi.

Mąż nie przyjdzie, a reszta rodziny mieszka na Canvey Island;

Bóg wie, co im już nagadał.

Pewnie co z oczu, to z serca.

Za kilka dni, gdy wrócicie do domu…

Nie możemy wrócić! On nie chce, żeby mieszkała z nami,

a ja nie oddam jej do domu opieki. Jest moja.

Nie ustąpię im. O nie!

Zniosłabym ten cały tydzień pracy, gdyby to nie dla ich modlitw!

Dawaj, Babs. Wyłamiemy się zrobimy własny podwieczorek.

Trzeba się najeść, jeśli mamy „brykać w kombinezonach”.

Przyłączy się siostra do nas?

Jestem zajęta telewizją.

Czekam na wiadomości i zadecyduję, za jaki kataklizm się modlić.

- Eklery! - Cztery za pół korony.

O rany!

Łamiecie post, a jest dopiero Wielki Czwartek.

Za szybko przerywacie umartwianie się!

Jezus nie umartwiał się w Wielki Czwartek.

Siedział z uczniami i łamał chleb na Ostatniej Wieczerzy.

O ile wiem, w tradycji prawosławnej post kończy się… dzisiaj.

Gdy byłam dzieckiem,

niania nigdy nie pozwalała mi zjeść do końca.

Zawsze coś musiało zostać dla Pana Kamyczka.

Teraz wiem, że Pan Kamyczek to wymysł

i szaleństwem jest zostawiać mu jakiekolwiek smakołyki.

Teraz podnosimy prawe ramię do góry.

Zataczamy nim okrąg w tył cztery razy.

A teraz to samo lewą ręką.

Nowa odmiana Wiatracznych Panienek!

Z pewnością bardzo stymuluje nastrój.

Pamiętajcie, stopy na 30 centymetrów.

Teraz odwrotnie, robimy okręgi prawą ręką w przód.

Dobrze, że się rano umyłam pod pachami.

Jeśli mąż nie pozwoli Rhodzie wziąć Susan do domu,

a ona nie odda jej do ośrodka, dokąd pójdą?

Myśleliśmy, żeby znaleźć im pokój w hostelu,

ale ona ma jeszcze dwójkę dzieci.

- Łatwo nie będzie. - Nie.

Coś się może rozwiąże. Nie ma rzeczy niemożliwych.

Mnie to wygląda na niemożliwą.

Mój młodszy brat urodził się z wodogłowiem.

Nie wiedziałam.

Nie rozmawiałyśmy o osobistych sprawach.

Mama nie chciała go oddać do ośrodka,

a na spacerze z nim mówiła: „Gdy będą się gapić, też się gap”.

Ale nie mogłam, bo gdy spojrzeli,

odwracali się, kręcąc głową.

I wtedy widziałam go ich oczami.

Ale on wiedział, że go kochamy.

Umarł, już dawno temu.

Wtedy poczułyśmy, jak był dla nas ważny.

Niech ci Bóg błogosławi, siostro. I jemu.

Dziękuję.

Zastanawiam się, czy to nie coś w powietrzu.

Ojciec dziecka bez kciuków miesza chemikalia w Matchworks.

Na Saharę spuścili bombę atomową, a Tamiza jest zanieczyszczona.

Nie wiem, czy dobrze jest szukać przyczyn.

Trzeba akceptować, co nam los zsyła

i pomagać z bezgraniczną miłością.

To właśnie robimy, przeszywając ubranka dla Susan.

Najgorsze, że to nie są jej ubranka.

To ciuchy z pudła na dary, które ktoś wyrzucił,

a to nie wystarczy.

Wyobrażam sobie, jak panu ciężko bez Rhody.

To cudowna żona i matka.

Nie pozwolę jej przynieść potwora do domu.

Deformacje Susan są szokujące na pierwszy rzut oka…

Na pierwszy rzut oka? Że niby nie wiem, co widziałem?

Nie.

Ale pierwszy rzut oka to coś, co robią zszokowani przechodnie,

którzy nie znają i nie kochają Susan.

Ale gdy weźmie ją pan do domu i wychowa z resztą dzieci,

będzie dla pana równie zwyczajna i piękna jak one.

Skąd tak dobrze to siostra wie?

Nie wiem.

W takiej sytuacji nikt nie jest ekspertem.

Ale Rhoda kocha Susan, a ja myślę…

nie, ja wiem, że pan kocha Rhodę.

- To przygotowała mama. - Świetnie, Belindo.

Na górze zostały niebieskie.

Mama przygotowała różne kolory, bo „nie wiadomo, co się urodzi”.

Święta prawda, no nie?

Chciałabym ją zobaczyć.

Cokolwiek pan postanowi, to będzie wielkie wyzwanie.

Ale dużo ciężej będzie rozbitej rodzinie.

Po herbatce i ciasteczku

przejdziemy do trudniejszych ćwiczeń na ręce i nogi jednocześnie.

Popracujemy nad talią i zjędrnieniem biustu.

Tu mogę tylko powiedzieć: powodzenia!

Ty, siostro, możesz ćwiczyć, siedząc.

- Poganiacz niewolników! - Proszę nie rozmawiać!

Zachowajcie siły na ćwiczenia. Róbcie to, co ja.

Ręce przyciągamy do mostka i rozkładamy.

Do tego zaczynamy maszerować.

Kolana wysoko!

Ćwiczymy dalej!

Olive, wszystko w porządku?

Jeśli coś ci się stało, muszę napisać raport.

Nie! Proszę, nie rób tego.

Miałam… wypadek.

- To jeszcze nie koniec świata. - Przez to ćwiczenie.

Mam zupełnie mokre ubranie.

Podałabyś mi płaszcz, żebym mogła przejść korytarzem?

Oczywiście.

Już ci się to przydarzyło?

Przecież kobiety tak mają.

Niekoniecznie.

Chyba że coś jest nie tak.

Coś z pewnością jest nie tak.

Takie uczucie, jakby coś ci wypadało tam, na dole.

Olive, musisz iść do lekarza!

Powie, że po siedmiorgu dzieciach to normalne.

Poza tym daję sobie radę. Są na to różne sposoby.

Które najwyraźniej nie działają.

Dobry wieczór paniom i siostrze Monice Joan.

Zdążyłaś na kompletę.

Brakowało nam was na kolacji.

Zjadłyśmy wcześniej, żeby zdążyć na moją gimnastykę.

- Wszystkie? - Tak, siostro.

Zapewniam, że w żaden sposób nie naruszyłam postu.

Jadłam jedynie frytki, które są słone, nie słodkie.

Siostro Franklin, proszę jutro o 9.00 przyjść do mojego gabinetu.

O 9.00 mam inne sprawy. Przyjdę o 9.30.

Chciałam zrobić coś wyjątkowego dla Belindy Mullucks.

Żeby wiedziała, że ktoś o niej myśli.

A co z małym synkiem Rhody?

Z Perrym? Tom zrobił mu antenę do hełmu kosmonauty.

Nieźle sobie radzi z metalem.

Odbiorę.

Nie zdejmuj! Cała konstrukcja wisi na włosku.

Przykro mi, Pats.

Tak mi przykro.

Delio, masz 24 lata!

Mówiłam to matce.

Odrzekła, że tylko dzięki Bożej łasce dożyję 25.

Gdybym wróciła do Londynu, załamałaby się.

Tyle jej zawdzięczam. Walczyła o mnie.

Zobaczymy się, nim odjedziesz?

Autobus powrotny mamy w poniedziałek wieczorem.

Może zjemy razem lunch?

Przyjdź tu, wszyscy chętnie cię zobaczą.

Dobrze.

Ale nie mogę zostawić mamy.

Dzień dobry. Sporo wczoraj uszyłyśmy.

Przyniosłam trochę pieluch i sukienek do przymiarki dla Susan.

Spójrz, co tu mamy, Susan Mullucks!

Norman Hartnell niech się schowa.

Każdy będzie się za nią oglądać.

Tak.

Dobrze, że to żaden młodzieniec. Umarłabym ze wstydu.

Skoro doktor się nie wstydzi, to i ty nie musisz.

Dobrze, że pani przyszła.

Cierpi pani na wypadanie macicy,

na tyle zaawansowane,

że macica niekiedy wyślizguje się przez waginę.

- To po lekarsku? - Wagina?

W życiu tego nie słyszałam.

Nawet gdy rodziłam dzieci, mówiłyśmy na to „dolne partie”.

Zakonnice w ogóle tego nie nazywały.

Próbowała pani sama to naprawiać?

No, próbowałam… wepchnąć to z powrotem.

Moja mama używała flanelowej szmatki związanej w węzeł.

Próbowałam.

Słyszałam, że kobiety używają zwiniętej tektury.

Niektóre nawet jabłek. Albo ziemniaka.

Też słyszałem.

Ale kiedyś trzeba coś z tym zrobić.

Owszem. I właśnie teraz coś z tym zrobimy;

kieruję panią na operację.

Ale to będzie na kasę chorych?

Wszystko jest już na kasę chorych i to od dość dawna.

Wystarczyło zapytać, Olive.

Nie znałam odpowiednich określeń.

Nie.

Żonkile, tulipany, irysy na Wielkanoc!

Kup kwiaty, tato. Mama lubi żonkile.

W Domu Nonnatusa mamy pewne zasady postępowania.

Od dawna wyraźnie widać, że wszystko jest bardziej harmonijne,

gdy mieszkanki te zasady szanują.

Jest różnica pomiędzy szacunkiem a życiem według waszych zasad.

Jesteśmy położnymi, nie zakonnicami.

Też jesteśmy położnymi, tu nasze powołania się pokrywają.

Organizujesz grupowe zajęcia,

przez które połowa z nas wypada w tym samym czasie z grafiku,

na czym ucierpią nasi pacjenci.

Musimy też rozwiązać sprawę tych nieprzyjemnych zdjęć.

Nie zrezygnuję z „Dobrej Formy”.

Zwalniasz się już raz w tygodniu na inne zajęcia.

Mityngi Anonimowych Alkoholików - nie boję się tego określenia -

nie są „innymi zajęciami”, ale czymś, co mi uratowało życie.

A „Dobra Forma” daje mi poczucie spełnienia.

Widzę, jak ładnie wyglądasz i że jesteś szczęśliwa.

Nie prowadzę gimnastyki tylko dla siebie.

Mamy w grupie kobiety, które nie znają nazw własnych części ciała.

Godzą się na niewygodę, a nawet ból, bo nie nauczono ich,

że mieć ciało kobiety powinno być radością!

Ale często nie jest.

- To jest przedmiotem naszej pracy. - A nie powinno być!

Dziś rano byłam z pacjentką, która,

z całym szacunkiem, jest z siostry pokolenia, nie mojego.

To, czego doświadczyła, nie powinno się nikomu przytrafić.

Przepraszam, siostro.

Nie.

To ja przepraszam.

Jest podobna trochę do ciebie, Perry. Taki sam nosek.

Do Belindy niezbyt. Ona ma mądralińską minkę.

Tatuś powiedział wam, że nie urodziła się całkiem zdrowa?

Ale to nie koniec świata.

Kiedy jest zawinięta, wygląda jak zwykłe dziecko.

A gdy później będą ją przezywać, będziesz jej bronił, Perry?

Właśnie! Bo jest nasza.

Jaka mięciutka.

Będzie mieć skórę jak z reklamy mydła.

Siostra zaraz powiedziała, że ma śliczną buzię - i to prawda.

Bo widzicie, czasem w życiu trzeba być wdzięcznym

za to, co MAMY.

Nie myśleć, czego nam brakuje.

Mogę ją potrzymać?

- Tak! - Nie.

Będzie nieostrożny, może jej zrobić krzywdę.

Daj no ją.

Damy sobie radę.

Jak zawsze.

Weź ją do domu.

Stół pięknie wygląda, siostro Julienne.

Rodzinne posiłki są u nas bardzo ważne.

W waszym hostelu nigdy tak nie było.

Szkoda, że go zburzyli.

Gdzie zamieszkasz, gdy wrócisz do pracy?

Nie wrócę.

- Wracam do Walii. - Naprawdę?

To dla niej nieodpowiednie miejsce. Jest taka słabiutka.

Pani córka mogłaby zamieszkać u nas.

Propozycja bardzo na miejscu.

Też tak sądzę.

No nie wiem…

Ja wiem.

Dbamy o nasze dziewczęta, a one trzymają nas w ryzach.

Obawiam się, że bez nich byśmy zgasły.

I tak po świętach Wielkanocy rozpoczął się nowy rozdział.

Wiosną roku 1961 świeciło słońce,

a księżyc okazał się w zasięgu człowieka.

Nauka była wszechmocna, cała medycyna była dobra.

Miejsce pierwsze - Belinda!

Szybko nadszedł dzień, gdy Susan nie dało się już zawijać

i chronić przed wzrokiem obcych.

Pytaniom jej rodziców zawtórowały pytania innych.

Po pewnym czasie na ich zdumione „dlaczego?!”

odpowiedziano jednym słowem.

Nikt nie przewidział ani tego, ani wybuchu skandalu,

który na wiele lat wstrząsnął światem.

Pojawiła się miłość,

bo ona rośnie tam, gdzie nic nie jest pewne,

zmieniając kształt, wypełniając puste miejsca.

Tłumaczenie: titi

Synchro i drobne poprawki: Peterlin

Project Haven www.facebook.com/ProHaven

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.