Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::Project HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon IV, odcinek VII
Tłumaczenie: titi
W Poplar roku 1960 położne z Domu Nonnatusa
były w ciągłym ruchu.
Nowe życie pojawiało się o każdej porze roku i dnia.
A w jesiennych mgłach i mroku...
Już prawie jesteśmy, kochanie.
...narodziny były światełkiem w tunelu,
przynosząc z sobą tajemnicę i nadzieję, nieznane i wytęsknione,
palące się jak świece w ciemną noc.
Zajmiemy się żoną, panie Dent.
Wszystko dobrze?
Dobrze, że tylko dziś nie ma wody.
Pękamy w szwach!
Pani Dent? Proszę się rozgościć.
Sala porodowa jest gotowa; w gabinecie doktora zrobimy drugą,
ale może wezwę kogoś do pomocy?
Odbieranie porodu w jatce Luftwaffe to wyzwanie.
Ale brak wody i dużo pacjentek?
Kto by się tym przejmował!
Nie może być!
- Złotowłoska? - Co proszę?
Marion Gold? To ja, Shirley Copper. Teraz Dent.
Mówię ci, wciąż na coś wpadam z tym bębnem.
Szkoła w Bow w 1948?
Chodziłam z Ianem Dentem, a ty z tym lalusiem z liceum.
Myślał se Bóg wie co o sobie.
- Jak mu było? Geoffrey... - Godfrey. Mój mąż.
W ogóle się nie zmieniłaś.
W każdą Gwiazdkę wysyłam życzenia twojej mamie.
Przez takie rzeczy widzimy, jak ten czas leci!
Proszę się położyć. Sprawdzimy, jak pani idzie.
Zrobiłeś to kamerą otworkową?
Wiesz, co zdziałałbym prawdziwym aparatem?
Dostać się do Kółka Fotografa i odznakę ma się w kieszeni.
Co nie znaczy, że nie musisz posprzątać łazienki, nim mama wróci.
Nie musisz mnie odprowadzać.
Poważnie podchodzę do kwestii bezpieczeństwa wolontariuszy.
O tej porze wszystko stać się może.
Arthurem Tuftem się nie przejmujesz, a mieszka na Limehouse.
Może aż tak nie lubię z nim rozmawiać.
Nie sądziłem, że można tyle gadać o tygodniu w Sorrento.
Powinnaś zamykać drzwi!
Nie przesadzaj, każdego tu znam. Poza tym mam ochronę.
- Dobranoc, Fred. - Dobranoc, Vi.
No, jeszcze. Już niedługo.
Dalej, dalej! Już prawie koniec!
Za chwilę powiem ci, żebyś zrobiła kilka leciutkich wydechów.
Jak przy grze na flecie?
Niech będzie, jeśli chcesz.
Ale dopiero, gdy powiem.
Bardzo dobrze. Przyj!
Dyszymy leciutko.
Właśnie. Delikatnie, powoli.
Bardzo dobrze.
Masz dziewczynkę!
Masz śliczną córeczkę.
Wykapana mama.
Kocham cię.
Złotowłosa już urodziła?
Skoncentruj się teraz. Wszystko inne jest nieważne.
Przyj jeszcze.
- Dalej, Shirley. - Już nie mogę.
Wiem, że jesteś wyczerpana,
ale dziecko chce na świat i świetnie ci idzie.
- Następny skurcz. - Dawaj! Ile tylko masz siły!
Przyj, jeszcze raz!
Dobrze.
Jeszcze tylko troszeczkę!
Wiem, że to boli, ale wciąż przyj, będzie łatwiej.
Świetnie!
Masz córeczkę, Shirley.
Pamiętaj o reklamowaniu usługi pralniczej.
Mają do niej prawo pacjenci z inkontynencją.
Pranie pościeli z dowozem, za darmo.
Oto lista wszystkich chorych.
Oczywiście, postaram się.
Chcę widzieć ptaszka przy każdym nazwisku.
Pokierowałabym akcją, ale jestem uwiązana przy telefonie.
Tato!
Szukałem go przez pół nocy.
Kiedyś go wszędzie zabierałem.
- Masz teraz prawdziwy aparat. - Dziękuję.
Nawet ma samowyzwalacz!
Możesz robić świetne autoportrety.
"Fotograf jako młody urwis".
Zuch dziewczynka!
Właśnie tak!
Silne paluszki, jak małpie łapki!
Boże, co to było?!
Pożar w pralni, ewakuujemy się!
Natychmiast! Weźcie dzieci!
- Już dobrze. - Wezmę resztę.
Nie bójcie się. Spokojne wasze główki.
Jest pożar, wychodzimy szybko i spokojnie.
Jeśli któraś nie może chodzić, niech od razu mówi!
Oprzyj się na mnie, Shirley.
- Da pani radę, pani Smith? - Tak.
- Zrzucili w końcu tę bombę? - Co?!
Gdzie moje dziecko?
Siostra Evangelina ma dzieci, nie martwcie się.
Są bezpieczne, a wy się pośpieszcie.
Jest ktoś ranny? Gdzie Shelagh?
Wyprowadza pacjentki. Zaraz przyjdzie.
Tędy, moje panie. Szybciutko!
Ostrożnie!
- Cała jesteś? - Tak.
Wszystkie idźcie do Nonnatusa. Tam zbadamy was i dzieci.
Tędy, proszę!
Może pomogę, pani Mills?
Nie, ruch mi dobrze robi. Tom nie lubi, gdy ktoś to widzi.
Odłożyłam białka jajek na bok.
- Dzień dobry, siostro. - Witam, panie Mills.
Obejrzymy pański opatrunek.
Obrócę pana na bok.
- Wiem, że to nieprzyjemne. - Ależ skąd.
Wygląda dużo lepiej.
Posmaruję ranę białkiem.
Siostro, przyszła jakaś nowa pani i mówi,
że mam już nie prać Tommy'emu.
Ona jest z rządu?
To siostra Gilbert, od nas, z Nonnatusa.
Wyjaśniałam pani Mills, że miasto wdrożyło nową usługę, pranie.
Siostra Crane jest pewna, że to świetne rozwiązanie.
Mogę wpisać pani męża, pani Mills?
Nic się nie płaci.
Pewnie ciężko pani to robić w tym wieku.
Proszę jej powiedzieć, że dziękujemy, nie potrzebujemy.
Ale ta wilgoć!
To bardzo ryzykowne dla męża.
W zeszłym roku miał zapalenie płuc.
Dziękujemy, siostro.
Przepraszamy, że panią niepokoiłyśmy. Jutro znów przyjdę.
Nie rozumiem.
Na pewno by na tym skorzystała. Jest taka wątła.
Ale niepokoiłby ją sam fakt,
że jest na jakiejś liście urzędu miasta czy Nonnatusa.
- Wiesz, że to krewna Freda? - Nie miałam pojęcia.
Może i jest wątła, ale jej duma jest mocna.
Niech zachowa ją jak najdłużej.
Chciałam tylko pomóc. On ma odleżyny.
Miałaby o jedną rzecz mniej do roboty.
Czasem lepiej zaczekać, aż ktoś poprosi o pomoc.
Siostra Crane chce odhaczyć każde nazwisko.
Z całym szacunkiem, musi nauczyć się cierpliwości.
Nie możemy zająć się wami na oddziale położniczym,
więc będziemy codziennie odwiedzać was w domach.
Gdyby coś was zaniepokoiło, od razu do nas dzwońcie.
Mężowie są poinformowani i czekają na was.
Pan Smith odbierze panią sam, już tu jedzie.
Pani Lawes, proszę, doktor Turner czeka.
- Myślałam, że już po nas. - Strasznie się zdenerwowałam.
Jaka słodka.
Twoja też. Prześliczna jest, Shirley.
Słyszysz ciocię Złotowłoskę?
Wszystko dobrze, Marion?
Jaka śliczna!
Uwierzysz?
Nie wiedziałyśmy się od lat, a tego samego dnia urodziłyśmy córki.
Zrządzenie losu.
Pewnie nie pamiętasz Shirley ze szkoły?
Weź dziecko, Godfrey. I chodźmy do domu.
- No, to my lecimy. - Masz telefon?
Chyba nie ma sensu, przeprowadzamy się do Basildon.
Tym bardziej jest powód do pogawędki.
Szkoła była dawno, Shirley.
- A teraz jesteśmy zaganiani. - Pewnie.
- To, co zawsze, kochanieńka? - Dziękuję pani.
- Coś jeszcze? - Nie, dziękuję. Bardzo pani miła.
Nie chcesz, żebym została? Delia się nie obrazi.
Nie świruj.
Choć rzeczywiście wolisz jej towarzystwo od mojego.
Patsy, nic mi nie jest.
Ani nikomu.
Poza tym muszę przeczytać Vogue,
dziewczyny już czekają w kolejce.
Idź!
Będę cicho, gdy wrócę.
Brzmi przerażająco.
Przerażona Evangelina? Przecież ją poznałaś.
Wybacz, ja tylko...
- ...wiem, że nie mogę cię stracić. - Ja również.
Czasem zdaje mi się, że jesteśmy duchami.
Niby razem, ale przeważnie bez siebie.
Może łatwiej byłoby zrobić to, na co wszyscy tak napierają;
wyjść za mąż i zaakceptować fakt, że nigdy nie będziemy razem.
Sądzisz, że mi jest łatwiej?
Myślę, że lepiej ode mnie radzisz sobie z udawaniem.
Ciacho wam postawić, laseczki?
Nie lubimy ciasta.
Chyba nie marzysz naprawdę o ślubie?
Owszem. Nawet nie wiesz, jak.
Z tobą, głupia!
Ale nie mogę.
Dlatego to koniec.
Haloweenowa Parada Rzep dla dzieci
- Trochę krzywo ci wyszło. - Jak zwykle.
Czy to mądrze, żeby dzieci niosły rzepy podświetlone świeczkami?
To parada lampionów.
To właśnie ich blask pokazuje drogę zmarłym.
- Znaczy się: duchom? - Nie, kochanie, skąd!
Nie mów za pogan.
Wierzyli oni, że w Halloween zmarli powracają i chodzą wśród nas.
- Na co nie ma żadnych dowodów. - Nic się nie bój.
Jezus zmartwychwstał i czynił cuda.
Czy to znaczy, że jest duchem?
Chciałabym zobaczyć ducha.
Ręka przez niego przechodzi jak przez chmurę.
Nie dotykałam nigdy chmury, ale pewnie jest jak wata cukrowa.
Glenda Severs, natychmiast wracaj!
Chciałabym zobaczyć moją zmarłą mamę.
- Sprowadzisz ją w Halloween? - Glenda Severs!
Nie słyszałyśmy twojego "nie".
Czy ja mam władzę nad wszystkim na niebie i ziemi?
Fred, znalazłbyś czas, by odwiedzić pana Millsa?
On i pani Mills są zupełnie sami.
Na pewno twoja miła twarz ich ucieszy.
Gdy będziesz miał chwilę.
Dobrze, że siostrę złapałam!
Nie mogłam spać,
tak się martwiłam swoją gafą z państwem Mills.
Nie przejmuj się tak!
Znajoma pielęgniarka specjalizuje się w odleżynach.
Pomyślałam, że przyda się to siostrze, żeby pomóc Millsom.
Odradza oczyszczanie ran wodą utlenioną.
To jak, mamy nic nie robić?
Ponoć najlepsze efekty daje obracanie pacjentów co dwie godziny.
Przeczytam to, oczywiście,
ale czy dam radę chodzić tam co dwie godziny?
To może ja pomogę?
I jak tam popyt na pranie?
Staram się, siostro. Działam.
To chyba pani mówiła, że powolutku złapie się każdą małpę.
Byle nie zbyt powolutku, bo małpa da drapaka.
Przyznam, że jestem zaskoczona.
Przybrała sześć deka.
- To naprawdę świetnie... - Jackie.
Choć słysząc Iana pomyślałabyś, że nazywa się Księżniczka.
Cieszę się, że zwracasz uwagę na bezpieczeństwo.
Przez ciebie zaczęłam się obawiać.
Siostra Monica Joan coś kombinuje z rzepami
i potrzebuje wstążek, by je zawiesić.
Do powieszenia wydrążonych rzep wystarczą wstążki o szerokości 1 cm,
ale... dla bezpieczeństwa weź 2,5 cm szerokie.
Kuzyn mojego ojca nie czuje się ostatnio najlepiej.
Nie chodzę tam tak często, jak powinienem.
Odpuściłem sobie i teraz nie wiem, od czego mam zacząć.
Po prostu tam idź.
Chodzi o to, że... kiepsko wychodzą mi pogaduszki.
Fred!
Wczoraj znów mi się to śniło.
Wiesz, to co wtedy, pod koniec wojny.
Gdy wróciłem do domu?
- A ja znów nauczyłam się śmiać. - Przetańczyliśmy całą noc.
Gert?!
To tylko moje stare kości, kochany.
Przyszłam z Nonnatusa!
Już wszystko dobrze.
Pani Mills, to siostra Gilbert.
Ma kilka ciekawych propozycji, które mogą okazać się pomocne.
Obracając pana co parę godzin zmniejszymy ucisk na odleżyny.
- W rezultacie będzie panu wygodniej... - Nie zawracajcie sobie głowy.
Jeśli tylko uda się wam mu pomóc!
Postaramy się.
Tymczasem musicie pogodzić się z naszą częstą obecnością.
To co, przewracamy się?
Raz, dwa, trzy.
No i czemu tak buczysz, Deborah?
Co się dzieje, siostro?
Ma lekko sine wargi.
Dobrze, żeby lekarz to zobaczył.
Mogę stąd zadzwonić?
Tato uwielbiał to kino. Tam poznał moją mamę.
To tak jak ja i Gert.
- Może pomogę? - Nie trzeba, kochanie.
Cudownie, że oboje przyszliście.
Bardzo miła pani, Fredericku.
Prawda?
50 lat jesteśmy małżeństwem.
Nigdy się nie rozstawaliśmy, tylko w czasie wojny.
To pięknie.
Znacie swoje myśli jeszcze zanim powstaną.
Nawet nie trzeba nic mówić.
Nie mieliśmy z Bertem takiego stażu, ale też byliśmy szczęśliwi.
Deborah musi jechać do szpitala na dziecięcy.
Nie mam pewności, ale słyszę chyba szmery w sercu.
- Boże! - Martwienie się na nic się nie zda.
W Great Ormond Street są fantastyczni lekarze.
Mają tam oddział kardiologiczny.
Dowiemy się, co jej dolega.
Nie chciałam, żeby pani chodziła.
Pani Mills...
dlatego kupuje pani serwetki?
To pewnie pielęgniarka.
Nie kłopoczmy jej, ma na głowie Tommy'ego.
Przykro mi, ale to nie przejdzie i proszę mnie nie odganiać.
Co się stało?
Nie chcę martwić Tommy'ego.
Racja, dlatego trzeba pani pomóc.
Pomogę, pani Mills. Proszę.
Dam sobie radę, siostro.
Ale nie musi pani robić tego sama.
- Przecież mamy opatrunki! - One są dla Tommy'ego.
Nie mogę mu ich zabierać.
- Mamy dość dla was obojga. - Przepraszam.
Gert ukrywała swój problem, żeby nie martwić Tommy'ego.
Nie mogliby bez siebie żyć. Chyba to widzisz, nie?
Musisz napić się czegoś ciepłego.
ZAMKNIĘTE DO POŁUDNIA
Zrobiłeś, co mogłeś.
Kawa po turecku.
Mój syn przywiózł ją z urlopu i zaoszczędziłam trochę.
Mówi, że grunt to gorące mleko.
A tych filiżanek Włosi używają na Soho.
Czuj się rozpieszczony.
Gert będzie miała opiekę. W Nonnatunsie o to zadbają.
A my też będziemy tam zaglądać.
Dzięki za to, co zrobiłaś.
Powinienem już wracać.
Muszę założyć łańcuch na jeden z rowerów.
Trzeba to zrobić jeszcze dziś.
Fred?
Chyba jesteśmy za starzy ta takie wygłupy.
Więc albo mnie lubisz...
albo nie.
Lubię. Jeszcze jak.
Ale wiem, jakie to trudne.
Nie możemy ich opuścić,
ani oni nie opuszczają nas.
Fred, znałam go od 16 roku życia.
Wiem.
Przez całe swoje życie.
Co z nią?
Usiądź.
Profesor Gribben nadzoruje oddział kardiologiczny i płucny.
Więcej wie o sercach niemowląt, niż ktokolwiek na świecie.
Deborah jest w świetnych rękach.
Ale co to jest? Na co jest chora?
Ma szmery w sercu.
Nie wiemy tylko dlaczego.
Nie mogą postawić diagnozy
bez zmierzenia ciśnienia krwi w sercu.
Deborah jest w najlepszym miejscu.
Tim? Wywołujesz jeszcze, czy mogę otworzyć drzwi?
Nie otwieraj, to decydujący moment!
I co tam było?
Nie pamiętam, kiedy robiłem te fotki.
Chyba przysłoniłeś obiektyw, bo nie ma niczego.
Gość do siostry Moniki Joan, zebrany ze schodów.
Dzień dobry!
Wiesz już, czy moja mama się pojawi?
Istoty nadprzyrodzone...
nie władam nimi, żeby móc zapewniać w ich imieniu.
Napisałam do niej list.
Dasz go jej, prawda?
DO MAMY
Mnie mogłaby nie poznać, umarła, gdy się urodziłam.
Glenda, tatuś wie, że tu jesteś?
Ja go nie obchodzę. Ma Maureen i nowe dziecko.
Muszę już wracać do szkoły.
Tak dokładnie, to jak chce siostra skontaktować się ze zmarłą?
Leonora Severs zmarłą?
"Odeszła" tylko do Liverpoolu.
Tu jest ta szczelina, pomiędzy dwiema komorami.
- Nie chcę tego widzieć. - Przepraszam.
Chciałem tylko wytłumaczyć, co proponuje prof. Gribben.
Wiem, że to bardzo trudne.
Serce...
...to przecież dusza, prawda?
To jej charakter.
Co, gdy będzie potem niekompletna?
Jak ma kochać, gdy otworzą ją i jakoś zmienią?
Nie ruszą jej duszy, kochanie.
Dzięki zabiegowi krew będzie prawidłowo przepływać do płuc
i dostarczać potrzebnego tlenu.
I tak nic nie można zrobić, póki nie skończy 18 miesięcy.
Jeśli może tyle czekać, to może to niepotrzebne?
Chodzi o względy praktyczne.
Na razie jest za mała.
Gdyby była starsza to, z waszą zgodą, operowano by natychmiast.
Takie to konieczne?
Bez operacji przetoki
obawiam się, że Deborah nie pożyje długo.
Pan Severs?
Ojciec Glendy?
Co się stało? Coś z małą?
Spokojnie. I przepraszam, że pana wyśledziłam.
Glenda myśli, że jej mama zmarła
i ma nadzieję, że jej duch powróci w Halloween.
Ale tak nie będzie, prawda?
Nawet gdyby to było możliwe, mam rację?
Ta kobieta...
wciąż sieje spustoszenie.
Jeśli o mnie chodzi,
to matką Glendy jest teraz moja żona, Maureen.
Wiem, że to nie moja sprawa, ale Glenda tak chce ją ujrzeć!
Ujrzeć?
Miała trzy miesiące, gdy Leonora zwiała.
Nie miałam o tym pojęcia.
Faceci niechętnie chwalą się zdradami swoich żon.
Ale kocham tę małą jak własną od chwili jej narodzin.
Lepiej, żeby płakała po duchu, niż znała prawdę:
że matka nawet nie pyta o nią w liście.
Paskudna jest ta rana, pani Mills.
Umówię panią ze specjalistą.
Wystarczy mi jakaś maść!
Pojedzie pani do Londyńskiego z siostrą Gilbert.
- Skontaktuję się jak najszybciej. - Dziękuję, doktorze.
Tommy nie da sobie sam rady.
Nikt nie będzie sam!
Siostra Mary Cynthia się nim zajmie, gdy ja będę z panią w szpitalu.
Dobrze.
Wiedziałam, że cię tu znajdę.
Martwię się, że jest tam sama.
Bóg dba o nas wszystkich,
nawet gdy zdaje się nam, że zapomniał.
Ma pocałunek anioła.
To małe znamię na prawej nóżce.
Babcia nazywała to pocałunkiem anioła...
...dla ochrony.
Chyba sporo wiedziała o życiu.
Gdy powrócisz z krainy wspomnień,
zrób tu może trochę ładu,
żeby można było porządnie wprowadzić dane.
Pani Dent prosiła o dane z karty urodzenia.
Zupełnie zapomniałam, że mała Jackie miała znamię.
Już wyblakło, ale było dość wyraźne.
Matka: pani Marion Smith
Noworodek płci żeńskiej, Smith
Badanie nie wykazało nieprawidłowości. Żadnych znamion. Oddaje mocz.
Co się stało, siostro?
Strasznie się pomyliłam.
Potworny błąd zrobiłam, straszny!
Co takiego zrobiłaś, że tak rozpaczasz?
Dziecko Dentów trafiło do Smithów,
a Smithów - do Dentów!
Inne dzieci były oznaczone, ale wybuchł ten pożar.
Miałam je na rękach i wiedziałam, które jest które!
Myślałam, że wiem!
Zamieniłam je.
Oddałam dzieci nie tym matkom.
Co ja teraz zrobię?
Co mam zrobić, na Boga?!
Dziękuję.
Godfrey Smith miał przed paru laty operowane złamanie ręki.
Mamy jego dane. Są tu.
Grupa krwi: A-.
A Marion Smith ma grupę krwi 0-.
A dziecko?
Jest, Deborah Smith.
Grupa krwi 0+.
Rodzice, oboje z Rh-, nie mogą spłodzić dziecka z Rh+.
To niemożliwe.
- A Dentowie? - Mamy dane tylko pani Dent.
0+.
I stąd mamy dziecko z Rh+.
Debbie jest dzieckiem Dentów, a Jackie - Smithów.
To nie tylko siostry błąd.
Jesteśmy zespołem i razem to rozwiążemy.
A jak?
Ponoć przeszła dziś pani bez liku badań.
- Bardzo przepraszam. - To nic takiego.
Ta rana to owrzodzenie nowotworowe.
Czy czuje pani ból?
Nie jest tak źle.
Bardzo silny ból. Przepraszam panią, ale to prawda.
To normalne przy ranach tego typu.
Niestety oznacza to, że pod skórą jest nowotwór.
Chcemy przeprowadzić radykalną mastektomię.
- Zabieg polega na usunięciu piersi... - O Boże!
...leżącego pod nią mięśnia piersiowego
i kilku węzłów chłonnych z dołu pachowego.
Wtedy będzie wiadomo,
czy są przerzuty do układu limfatycznego.
Przy przerzutach do węzłów chłonnych zastosujemy radioterapię.
To sporo do przetrawienia, prosimy o trochę czasu.
Musimy się pośpieszyć.
- Czy ja umieram? - Bez operacji, tak.
A po niej, czy też umrę?
Będzie panią mniej bolało i zyska pani sporo czasu.
Błyskawica może jutro ładnie pobiec.
Gert nie pozwala mi na zakłady.
I ma rację. Zawsze była tą mądrzejszą połówką.
Ja byłem tą przystojniejszą.
Jeśli mam być szczery, to również Gert nią jest.
- Szczęściarz z ciebie. - Z ciebie też!
- Pani Gee to przemiła kobieta. - To prawda.
Prawda...
Jej Bert musiał być do ciebie podobny, bo nie może o nim zapomnieć.
A musi?
Nie mogę rywalizować z ideałem.
Ideałów nie ma.
Robi je z nas miłość.
Ale musisz otworzyć na nią serce.
Wrócimy, nastawimy czajnik, napijemy się herbaty
i pomyślimy, co robić.
Proszę się nie martwić, nie będzie pani sama.
Chce pani usiąść? A może wody?
Myślałam, że on umrze pierwszy. Tak to sobie wymyśliłam.
Żeby zawsze miał mnie u boku, żeby nie był nigdy sam.
Co ja mu powiem, siostro?
Nie wolno tak myśleć. Trzeba wierzyć w wyzdrowienie.
Dobrze. Boże, Tommy!
Trzeba to powiedzieć prosto. Nie ma jak złagodzić ciosu.
Ma siostra rację.
Rodzice już jadą?
Sama powinnam im się przyznać. To nie był wasz błąd.
A to nie jest twoja kara. Na co zda się potępienie?
- Zasłużyłam na nie. - Zasłużyłaś na medal!
Przedłożyłaś bezpieczeństwo dzieci nad własne, uratowałaś je.
Zniszczyłam dwie rodziny.
Siostro Evangelino, moją rodziną jesteś ty.
Znajdziemy rozwiązanie. Wszyscy.
Smithsowie, Dentsowie i Nonnatus.
Zawsze mówię, że świat jest mały.
Niestety, nie jesteście tu wszyscy przypadkiem.
- Chodzi o dokumenty dzieci? - Usiądźcie.
- Przecież nasza mała jest w szpitalu. - W szpitalu?
Co się stało? Marion, powiedz!
Obawiam się, że mamy... dość trudną wiadomość.
W ewakuacji po pożarze na oddziale położniczym
zaszła poważna pomyłka.
Nie oznaczyłam dzieci, zanim je wyniosłam.
Myślałam, że wiem, czyje jest czyje,
ale niestety się pomyliłam.
Wasze dzieci zostały zamienione.
Pani Dent, pani dziecko urodziło się ze znamieniem,
którego pani dziś nie znajduje.
Pani Smith...
Mała Deborah ma teraz znamię na prawym udzie,
wielkości sześciopensówki?
Ale siostra mówiła, że może wyblaknąć,
więc może też czasem się pojawia?
To dla ochrony, pocałunek anioła.
Naszą pomyłkę potwierdzają wasze grupy krwi.
To biologicznie niemożliwe, żeby Deborah była waszym dzieckiem.
Nie mogę tego pojąć!
Wiemy, że to ogromny szok.
Przykro mi, że baliście się, że stracicie ukochane dziecko.
Mamy nadzieję, że ponieważ pomyłka zaszła niedawno,
uda się wam odbudować więzi.
Dałyście im nasze dziecko, gdy my rozpaczaliśmy nad tym ich?!
A my całą miłość przelaliśmy na wasze!
Proszę, powiedzcie, co jest mojemu dziecku?
Deborah ma wadę serca,
która skutkuje niedostatecznym natlenieniem krwi.
Chciałabym dać wam więcej czasu,
ale trzeba podjąć decyzję co do operacji Deborah.
Operacji?!
Ależ ona jest maleńka!
Trzeba się nią troskliwie zająć. Jest bardzo delikatna.
- Potrzebuje swojej matki. - Raczej kogoś rozsądnego.
- A ja taka nie jestem? - Nigdy nie byłaś poważna.
Ani w szkole, ani w życiu.
Nie wyobrażam sobie ciebie przy dziecku z wadą serca!
Chodźmy stąd, Godfrey.
Trzeba być w domu, gdy zadzwonią ze szpitala, nie tu.
To bardzo ciężka sprawa.
Idźcie do domu,
gdzie w spokoju wszystko sobie przetrawicie.
Nie widzę żadnej zalety tej operacji.
Nie będzie mnie tu, nie wiadomo, jak długo.
Nie chcę tak. Chcę być tutaj, z tobą.
Musisz poddać się operacji.
Wszystko może być na darmo. Mogą nie usunąć raka.
Będziemy się modlić.
Nie chcę cię stracić.
Nie przed ostatnią bitwą.
Wszystko to przeszliśmy razem. Żyliśmy jedno dla drugiego.
Zostań ze mną najdłużej, jak będziesz mogła.
Jej serduszko zawodzi.
A my nie jesteśmy przy niej w szpitalu.
Nie mogę tego znieść.
Jak mam pokochać Jackie?
Nawet nie jest moja.
Jest całym moim życiem.
Nie znałam podobnego szczęścia.
Wszystko jest inne, gdy jest z nami.
Wciąż myślę, czy są dla niej dobrzy?
Czy kochają ją tak, jak my kochamy Jackie?
Nie ma z tego dobrego wyjścia.
Cokolwiek zrobimy, stracimy nasze dziecko.
Mówią, że niezbadane są wyroki boskie.
Sprawdza nas przez cierpienie.
A mimo to nas oszczędza. Daje nam kolejną szansę.
Oczywiście, teraz będzie nam ciężko,
ale po czasie o wszystkim zapomnimy.
To błogosławieństwo. Odzyskamy nasze dziecko.
- Nasze dziecko jest w szpitalu. - Nie.
Jest u tych idiotów, sama mówiłaś.
- I jest zdrowe. - Przestań!
Nie każ mi wychowywać cudzego dziecka, które nie dożyje dorosłości.
- Po operacji będzie żyć! - Nie jest nasza.
Shirley nie zajmie się nią tak, jak ja.
Beznadziejna!
Ty idiotko!
Wyraziłaś moje myśli.
Zawsze uważałam, że ta suszarka to jakieś ćwiczenie na równowagę.
I nie znosiłam tej filiżanki.
Natomiast...
...ty jesteś niezastąpiona.
Bez ciebie byłybyśmy zagubione.
Musi się pani otulić, będzie mgła.
Obiecaj mi, siostro, że będziesz o niego dbać.
Obiecuję. A jego odleżyny już się zaczęły goić.
Proszę tylko myśleć o wyzdrowieniu.
Zawsze żyliśmy jedno dla drugiego.
Będziemy mieć jeszcze trochę czasu.
Wracaj do mnie szybko.
Tak.
Drużyna i reszta, pamiętacie, co robimy z lampionami?
Gdzie jest moja mama?
Glenda, kochanie, nie mogę sprowadzić ci mamy.
Ale jest tu twój tato, bardzo stęskniony.
- On mnie nie kocha. - Nie mów tak.
Glenda!
Przyszedłem przecież do ciebie. Zobaczyć cię na paradzie.
Przykro mi, że tęsknisz za mamą.
Chciałaby cię dziś widzieć.
Tak bardzo cię kochała.
- To czemu o niej nie mówisz? - Bo to boli.
Ale porozmawiamy, gdy dorośniesz.
Chciałam, żeby mnie strzegła.
To moje zadanie, wiesz?
Twoja mama kazała mi obiecać to, zanim zmarła.
Rzekła: "Moja córeczka to najdroższy skarb na świecie
i masz jej pilnować w każdej minucie, każdego dnia".
I robię to.
Wybacz, jeśli czasem tego nie widzisz.
Nie jesteśmy martwe i nie będziemy tak żyć.
Znajdę sposób, jak być razem, obiecuję.
Ja dziś mam pierwszy dyżur.
Zostajesz tu?
Obiecałyśmy, że będziemy się opiekować panem do powrotu żony.
Cześć, Fred. Miło cię widzieć.
- Robisz porządki? - Pakuję się.
Obijam się tu i tam i nie ma to już sensu.
- Syn zaprasza mnie do Plymouth. - Na urlop?
Na dużo dłużej.
Jak sens ma siedzenie tutaj?
Szukam kłódki.
Mogę spuścić z ceny, bo...
Fred?
Nie chcę, żebyś jechała do Plymouth. Ani nigdzie, chyba że ze mną.
Mogę dzielić się tobą z Bertem albo jego duchem.
Violet...
...chcę z tobą być.
Chcę, żebyś za mnie wyszła.
To czemu mnie nie poprosisz?
- Właśnie poprosiłem. - Aha!
No to... dobrze.
Tak!
Wiesz, czemu mówiłam, że spuszczę ci z ceny?
Bo nie mam kluczyka.
No cóż, to musimy zostać tu na stałe.
Nie mogłaś zrobić nic więcej.
To nie może się już nigdy stać. To niedopuszczalna omyłka na oddziale.
Mamy bransoletki z nazwiskiem, zapisy identyfikacyjne.
Kocham Angelę nad życie.
Choć wcale jej nie urodziłam.
To samo czuję do Timothy'ego.
A gdybyś była na miejscu Marion albo Shirley?
Gdybyś miała wybrać?
Oni przechodzą przez coś zupełnie innego.
Angela jest nasza.
Są miliony innych dzieci, ale o nich nie myślę.
Tylko o niej.
Tu nie chodzi o rozsądek czy logikę.
Nie powinniśmy przy niej o tym rozmawiać.
Rany, musicie?
Nawet niekoniecznie, ale bawi nas twoje zakłopotanie.
A ja już myślałem, że uratowałem ci skórę, mamo.
To może i my "pomyślimy" o twoim sobotnim kieszonkowym.
Rób zdjęcie każdemu dziecku po urodzeniu.
Wtedy żadne się nie zgubi
i nie będziesz czuć się źle nie z własnej winy.
- Tim...! - Dziękuję.
Tym razem na pewno nie przesłonię obiektywu paluchem.
Mamy więc szansę...
...zrobić zdjęcie warte zachowania.
Uśmiech!
Będzie żyć, prawda?
Niczego nie obiecują.
Trzeba się nią troskliwie zajmować.
- Kiedyś się przyjaźniłyśmy. - Już nie jesteśmy dziećmi.
Deborah może nie przeżyć.
Czemu ją chcesz?
Bo przez dziewięć miesięcy ją nosiłam
i co dzień mocniej kochałam.
Nie chcę już ani chwili być bez swego dziecka.
Ty nosiłaś Jackie. Jak możesz się bez niej obejść?
Ja tak nie myślę.
Stało się źle, ale się stało i musimy się z tym pogodzić.
Nie chcę wybierać.
Nie chcę zastanawiać się i porównywać.
Chcę kochać tę, którą mam za własną.
Nawet z jej płaczem sobie nie radzisz.
Nie dasz sobie rady z Deborah.
Nie mogę jej zawieść. Ona mnie potrzebuje.
Obie nas potrzebują.
Myślisz, że zniosłabym stratę Jackie?
Aż mi słabo, gdy o tym myślę.
Nie wytłumaczę sobie tego, Marion. To jest gdzieś w sercu.
Muszę być ze swoim dzieckiem.
Przepraszam za swoje słowa.
Tamtego wieczoru.
Tak naprawdę zawsze chciałam być taka, jak ty.
Wydawałaś się zawsze szczęśliwa.
Bo byłam.
Miałam przyjaciółkę.
Przejdziemy przez to, siostro. Razem.
Jak rodzina.
Światło często nieoczekiwanie przebija się przez mrok.
A gdy mamy szczęście, gdy tego potrzebujemy...
...nauka toruje nam drogę.
Ale ludzkie ręce muszą nas wieść,
a miłość oświetlać nam drogę.
Tłumaczenie: titi
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Project Haven www.facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.