Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::Project HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon IV, odcinek III
Tłumaczenie: titi
W tych, którzy odzyskali swe miasto po bombach i dawnej wojnie,
był teraz zapał do oczyszczania go, budowania od nowa
i potrzeba stworzenia świata wartego swych mieszkańców.
Wygódki miejskie nie są może ładne,
ale będą centrum tymczasowego dowodzenia w razie ataku nuklearnego.
Oprą się ogniowi, wybuchowi i opadom radioaktywnym
po bombie wodorowej.
Są dokładnie tam, gdzie ludzie nas potrzebują
i właśnie stamtąd będziemy wydawać prowiant,
jak puszki z żywnością, napoje i tym podobne.
A zaopatrzenie dla dzieci? Mleko w proszku?
Nie martw się, Tony. Miejmy nadzieję, ale bądźmy gotowi.
Martw się raczej szczurami, chłopie.
Daj tego kija, Fred.
Paskudne stworzenia. Choroby roznoszą.
Fred nie bez powodu wyłożył trutkę.
W Poplar panuje plaga.
Jako roślinożerca nie powinnaś akceptować eksterminacji.
Szczur to roznosiciel chorób.
Wytrujmy szczury, a w labiryncie czasu i przestrzeni wytrujemy człowieka.
W zasadzie wszyscy jesteśmy szczurami.
Niech siostra mówi za siebie.
Dość już słyszałam o tych paskudach, to koszmar.
Szczury też tak sądzą.
JUTRO NASZYCH RODZIN ZALEŻY OD PRZYGOTOWANIA DZIŚ
I mówi mi: "Arthur, nie wiem, co z moją szybą;
wycieram i wycieram, a wciąż jest zaparowana".
A ja: "To nie szyba. To okulary masz brudne".
Co za bałwan.
Teraz będzie co tydzień przyjeżdżał myć okulary.
- Resztka wołowiny. - A dla mnie?
I tak cię rozpieszczam, tatku. Nie mów, że nie.
- Jak to, że wcale się nie brudzisz? - Nic nie robi i tyle!
Nie musimy obaj skakać przy wymianie oleju.
Jestem zawodowcem.
Lubię, gdy jest czysty, więc mnie w moim stanie nie wkurzaj.
Tak myślałam, że panią Amos tu znajdę.
Panowie, choć wasz warsztat jest uroczy,
to nie jest miejsce dla przyszłej matki.
Nie chcę cię zostawić nawet na chwilę.
Jak się pani czuje, pani Amos?
- Dzień dobry, siostro Crane. - Dziecko w przychodni?
Dziękuję za przybycie.
Wczoraj wezwano mnie do George'a Sitwella.
Był w opłakanym stanie: majaczył, miał gorączkę,
odwodniony po krwawej, ropnej biegunce.
- Czerwonka. - Dziewięć osób w ciągu dwóch dni.
Ojciec zwał ją "wojenną gorączką".
Mówił, że kasowała całe bataliony.
Poddał go pan kwarantannie?
Na pewno. Roznosi się to niebywale.
Dlatego jest pod kwarantanną.
Im szybciej ją rozpoznamy, tym szybciej opanujemy.
Zawiadomię ministerstwo zdrowia.
Możesz podać mi ich numer telefonu?
Chcę tylko, by cały Nonnatus był wyjątkowo czujny.
Na wizytach domowych, w klinice.
Nie możemy zignorować nawet zwykłej biegunki.
Nie mamy środków na walkę z epidemią.
Wizyty będą co tydzień, bo to już niedługo.
Przynoszę podarek: pakiet porodowy.
Połóż go w czystym i dostępnym miejscu.
W salonie. To radość i chluba Tony'ego.
Kupił to tydzień temu.
Mówi, że ogarnął go smutek,
bo jej wzrok mówi, że nie chce tam być.
Lecz malarz namówił ją, by została,
bo była tak nieziemsko piękna.
Żeby tyle wyczytać z obrazu!
Niech to siostra tu położy.
Często nie łapię, o czym on mówi.
Ale lubi, żeby tu było czyściutko. Faceci mają to przeważnie w nosie.
Kto z was gra?
Tony bierze lekcje, gdy zarobi dość w warsztacie.
Mówi: "Pianino to podpis dżentelmena".
To jak, mam już leżeć w łóżku i czekać?
Niestety, wynik wręcz książkowy.
Ostrożnie, chłopcy.
Te Irole to się mnożom jak wszy.
Proszę panie o uwagę.
W Poplar mamy epidemię czerwonki.
Nie bójcie się. Jej rozprzestrzenianie opanujemy dzięki prostej higienie.
Myjąc ręce.
Że się niby nie myjem? No wiecie!
Pani Turner mówi tylko, że wróg uderza znienacka.
Brak higieny i ciasnota sprzyjają przenoszeniu się choroby.
Bierzemy mydło karbolowe, gorącą wodę
i mydlimy ręce powyżej nadgarstków.
Paznokcie powinny być krótkie i czyste.
Żadnych szczoteczek. Bakterie świetnie czują się w wilgoci.
Nie chcę cię zatrzymywać.
Nie, skąd. Mam jeszcze kilka minut.
Może więc rozdasz mydło?
Mamy kilka kostek mydła z zapasów własnych.
Niestety, starczy tylko dla najbardziej potrzebujących.
Ech, te żule.
Wyłażą, ledwo się ciepło zrobi.
Dziękuję, nie jesteśmy w potrzebie.
Wiem, ani ze mnie pielęgniarka, ani ciężarna.
Ani niemowlę.
Dzwonił do mnie proboszcz.
Jego żona tydzień temu upadła i złamała kostkę.
To bardzo przykre.
Poleży osiem tygodni i będzie dobrze.
Pani Hibbert organizuje wybory Królowej Róż.
Proboszcz chce, bym ją teraz zastąpił.
Pomijając, że nie mam o tym pojęcia, to już za dwa tygodnie.
Chciał, żebym cię zaangażował, jako swą narzeczoną.
- Mówiłem, że jesteś zajęta... - Wybory Królowej Róż?
Właśnie. Powiedziałem, że nie ma mowy.
Nie możesz! Od pokoleń robimy to w Poplar.
Mam być twoją żoną, więc chcę cię wspierać.
Poza tym to będzie świetna odskocznia od lewatyw.
Zdejmij buty i połóż się na łóżku.
Nie mogę teraz. Przyszłam tylko w sprawie szpitala.
Chcę tam rodzić, jeśli Bóg da.
Pomówimy o tym przy wizycie domowej.
Mieszkasz na Menston Street?
Proszę podnieść spódnicę, pani McEvoy.
Do badania.
Widzę, że dręczą panią pchły.
Chłopcy przynieśli kocię.
Proszę się nie drapać.
Chciałbym, żeby była przy narodzinach swego wnuka.
Gdy widzę was z Marie,
jakbym patrzył na siebie i Maureen przed 30 laty.
Nie komplikuj, synu: życie nie jest z górki.
Dasz sobie radę. Będziesz świetnym ojcem.
Dobrze wiem, co myślisz. U facetów to nie jest wrodzone.
Maureen mawiała, że trzymam Marie jak klejnoty koronne.
Czasem nie wiem, co jest u mnie wrodzone.
Muszę się uszczypnąć, sprawdzić, czy to mój dom, moje życie.
Jakbym był jakimś kosmitą
i nie umiał żyć poza latającym spodkiem.
Widzisz? Za dużo myślisz. Nie komplikuj.
Wygląda na kawał roboty.
Pani Hibbert chyba lubowała się w notatkach.
"Stroje, gdy są przeżarte przez mole,
ujdą z daleka i przy kiepskim świetle".
Nie dla mnie, pani Hibbert.
W czasach pogańskich królowa róż była uśmiercana.
Oczywiście, nastroje antypogańskie.
Siostro Franklin, twoje pudło na buty przeznacza się na bardzo szczytny cel.
Kwatera z wyżywieniem dla szczurów ocalałych z zagłady.
W tym roku Królową Róż będzie Joan Musson,
a koronowana będzie przez poprzedniczkę, Marie Amos.
Trochę większa będzie ta królowa, niż sądziłam.
- Chłopcy! - Tato!
Tęskniliście za tatą tak, jak on za wami?
Nie wybrudź ich.
- Ty nie jesz? - Nie jestem głodna, już jadłam.
- W tygodniu będzie więcej. - Dan, nie mogę czekać.
Nie mów tak.
Już nie mogę. Musimy mieszkać razem.
Jestem tam taka samotna.
Traktują nas jak zwierzęta. Może nie jestem od nich lepsza?
- Już niedługo, obiecuję. - Kiedy?
Robię co mogę.
- Zaufaj najświętszemu sercu. - Ufam tobie!
Nie, słuchaj, na Boga...!
Jestem żonaty, będę miał dziecko!
- Aresztuję cię... - To pomyłka! Mam żonę!
- Nie róbcie tego! - Aresztuję cię za obrazę moralności.
O Boże.
Suknia musi być dość luźna, ale jakoś damy radę.
- Otworzę. I tak muszę lecieć. - Dzięki, siostro.
- Witam. - Nie spodziewałem się ciebie.
Przyszedłem do pani Amos. Aresztowaliśmy jej męża.
Proszę usiąść. Sierżant Noakes chce z panią mówić.
Policja?
Proszę się nie denerwować.
Chodzi o pani męża.
Coś mu się stało? Powiedz, że nie!
Został... aresztowany.
Zastaliśmy go w...
kompromitującej sytuacji.
Ale o czym pan mówi?
Złapaliśmy go na czynie lubieżnym.
Co on mówi? Co to w ogóle znaczy?
Pani mąż został złapany z innym mężczyzną
Jest na posterunku. Jutro stanie przed sądem.
Jeśli zostanie wpłacona kaucja, może wrócić do domu.
Czy ktoś może za niego poręczyć finansowo?
Wypłata jest w piątki, a ja zrobiłam już zakupy.
Ale on tego nie zrobił!
On nie jest taki.
Pani Amos, może sprowadzę kogoś, kto pomoże?
Tatę! Sprowadźcie tatę!
Wybrałeś kiepski moment.
Było zgłoszenie z męskiej ubikacji.
Powołaliśmy "Piękną Policję", która ma takich wyłapywać.
Podpuszczacie go i za to zamykacie?
To przestępstwo.
- Pani Amos spodziewa się dziecka! - Żal ci jej, prawda?
Ciekawe, czy mu wybaczy.
- A ty byś wybaczyła? - W życiu!
- Tego, jaki jest? - Tego, że zdradził.
Nie obchodzi mnie, z kim. I nie przeszkadzają mi "cioteczki".
Nawet jednemu na praktykach robiłam zasłonę dymną.
Młody lekarz, piękny do bólu, ale wolał panów.
Idealny mężczyzna... niestety.
Gdybym go nie kryła, straciłby swą pozycję.
Pielęgniarki obowiązuje to samo. Uprzedzali nas.
"Żadnych mrocznych sekretów, jeśli wam życie miłe".
Całą noc nie spałam!
Nie zostawimy tak tego! Zamykać porządnego człowieka!
- Proszę cię, Marie. - Ten gliniarz kłamał, prawda?
Niech nie zbliża się do mego warsztatu!
Wasza sprawa, co powiecie ludziom.
Ode mnie o procesie nie usłyszą.
O procesie?
W przyszłym tygodniu staję przed sądem.
Przed sądem? Pójdziesz do więzienia!
Nie! Mówili, że mogę przyprowadzić kogoś,
kto zaświadczy przed sądem, że mam dobrą reputację.
Nie chcę, żebyś komuś mówił!
Kto za ciebie zaświadczy, gdy wiedzą, co zrobiłeś?!
Poszukiwanie skarbu?
Gdy wyznaczymy mapę dyzenterii, będzie łatwiej ją powstrzymać.
Gdy Crane jest na wojennej ścieżce, dyzenteria nie ma szans.
Te przypadki na pewno się łączą.
Nie przenosi się przez wodę, jak cholera, a przez kontakty międzyludzkie.
Skupisko jest przy szkole na Moffat Road.
Pan Sitwell, śluzowy, nie ma dzieci.
Nie. I jak widzisz, dopiero zaczynam śledztwo.
Wymyśliłam, że będę ci pomagać jak doktor Watson.
- Watson zawsze miał ostatnie słowo. - Naprawdę?
Szukam pani McEvoy spod czwórki.
Mieszkam pod czwórką i nie jestem McEvoy.
Tu nie ma Irlandczyków, to porządna ulica.
Położna!
Dzień doberek!
Sprawdzimy, co z maluchem?
Na kanapie będzie chyba wygodniej.
Pani Amos?
Najżmudniejsza z prac domowych. Wszędzie ten kurz.
Ileż czasu byśmy zyskali, gdybyśmy polubili kurz!
Wie pani, moja praca
polega na opiece, i nad dzieckiem, i nad panią.
Więc cokolwiek panią dręczy, martwi również mnie.
Nie mogę więc się martwić, bo to szkodzi mi i dziecku.
Wynik książkowy?
Widzi siostra? Wszystko w porządku.
W porządku.
Ale gdyby nie było,
wie pani, że może ze mną pogadać?
Tony nie jest taki, jak mówi policjant.
Nie jest z tych.
Nie mogłabym się zakochać...
Nie mogłabym takiego kochać, to niezgodne z naturą.
- Pani to rozumie, prawda? - Oczywiście, pani Amos.
Sprawdzi pani w wolnej chwili dane pani McEvoy?
Mam ją wpisaną na Menston Street 4.
- No i jest. - Lokatorka twierdzi inaczej.
Adres na pewno wpisałam dobrze.
Jestem uważna, zwłaszcza, gdy ktoś mówi z akcentem.
Sprawdzam dwa razy.
Nie podważam pani profesjonalizmu.
Podejrzewam, że podano nam fałszywy adres.
- Ale po co? - To mnie właśnie martwi.
Jeszcze chwilka, chłopcy.
Nim się obejrzymy, będzie siódma, wejdziemy i otulimy się.
Jeśli Bóg da.
Barbaro, czy dozgonną wdzięcznością i ciastem
zatrzymałabym cię dłużej przy maszynie?
Drobiazg, oczywiście. A ciasta nie trzeba.
Bzdura. Ciasta trzeba zawsze.
- Kocham cię. - Mam nadzieję.
Nawlecz sztandary na drzewce i przyjdź do mnie do kuchni.
Spodziewamy się gościa o nadmiernych gabarytach?
Mierzę, żeby wiedzieć, ile worków piasku trzeba
do zabezpieczenia tych drzwi w razie, gdy nacisną guzik.
Tę energię lepiej byłoby wykorzystać na rokowania pokojowe!
Z czerwonymi? Nie wierzę w żadne ich słowo.
Co siostra robi?
Zamiatam truciznę. Nie zgadzam się na zagładę.
A co później? Czystki jakich elementów niepożądanych?
Racja!
Jakbyśmy co najmniej mordowali kocięta!
Również mi przykro, że nie może mi pani pomóc! Miłego dnia!
- I nic? - Nic, siostro.
Nie wiem, czy nie wymyśliłam Dolores McEvoy.
Nigdzie jej nie ma.
Czekaj więc, aż przyjdzie sama, co w jej stanie jest nieuniknione.
Mógłbym się po prostu poddać.
Iść do więzienia. Ale Marie by tego nie zniosła.
Przyjdę do niej. Mogę przepisać środek uspokajający.
- Dla złagodzenia. - Nie mogę iść siedzieć.
Mówili, że mogę przyprowadzić świadka.
Żeby potwierdził, że mam dobry charakter.
Proszę, doktorze.
Pomoże mi pan?
Marie nie zniesie tej hańby.
Byłoby mi lepiej umrzeć.
Nigdy tak nie mów! Nie jesteś złym chłopakiem.
Pamiętaj o tym.
- Nigdy nie będzie tak, jakbym chciał. - Masz rodzinę.
Niedługo będziesz ojcem. Dostrzegaj jasne strony.
Czekam tylko, żeby już zasnąć.
Żebym mógł śnić.
W snach mam to, czego chcę.
Zajmijmy się rozprawą.
Poręczę za twą reputację.
Ale nie mogę obiecać, że to coś zmieni.
Wyglądają na idealną parę. Pan Amos jest taki przystojny.
Nie kieruj się tym przy wyborze.
Mama mawiała: "Szukaj brzydala. Będzie wdzięczny i nie odejdzie".
Sądziłam, że istotą przestępstwa jest wyrządzenie komuś krzywdy.
Proszę wczuć się w sytuację pani Amos.
Cudzołóstwo też kiedyś było zbrodnią,
za którą kamieniowano.
Może ukamienujemy pana Amosa?
Siostro Monico Joan, sodomia jest grzechem.
Sam Bóg nam to powiedział.
Myślałam, że wygraliśmy wojnę z faszyzmem.
Bo to jest dokładnie to.
- Mówienie, kogo wolno kochać. - Kochać?!
Sędzia osądzi pana Amosa, nie my.
Siostro Mount, podaj sos, proszę.
Więcej tam łat niż samych spodni.
Przynajmniej śmiały z Tima chłopak.
Patrick,
może i jestem naiwna, ale jak pan Amos może taki być?
Jest żonaty, jego żona jest w ciąży.
Na tym, jak sądzę, polega udawanie.
Mężczyzna żeni się, zakłada rodzinę.
Niewiele w tym miejsca na inność.
- Wielu takich znasz? - Kiedyś znałem.
W czasie wojny.
W ludzkim tyglu znajdziesz każdy typ człowieka.
Raport Kinsey'a podaje, że wielu mężczyzn ma ciągoty homoseksualne.
Wielu, nie każdy.
A ty jak sądzisz?
Że trzeba żyć i dać żyć innym.
Doktor Turner wstawi się za mną w sądzie.
Chce nam pomóc.
Posłuchają go, prawda?
To porządny człowiek.
Udowodni im, że po prostu zbłądziłeś.
Każdy ma prawo raz zbłądzić.
Bo to był tylko raz, prawda?
Dom Nonnatusa, mówi położna.
Słucham?
Schronisko dla kobiet Bulthorpe?
Nie mamy chyba nikogo zarejestrowanego.
Mówi pani: rodzi?!
Halo?
- W Bulthorpe ktoś rodzi? - Znasz to miejsce?
- Myślałam, że jest zamknięte. - A jednak nie. Mów, gdzie to jest.
Pojadę z tobą. Będziesz mnie potrzebować.
Dziękuję, że pan się za nim wstawi.
Zrozumieją, że jest chory, tak?
Zrozumieją, że to dobry człowiek. Mam nadzieję.
Idzie na pierwszy ogień. Nie będzie dużo ludzi.
- To dobrze wróży, prawda? - Wejdźmy.
Anthony Luke Amosie,
jesteś oskarżony z paragrafu 32
Ustawy o przestępstwach seksualnych z 1956 r.,
że w dniu 24 maja uparcie nagabywałeś mężczyznę
w miejscu publicznym w celu nierządnym.
Innymi słowy,
w celu popełnienia czynu o charakterze homoseksualnym.
- Czy przyznajesz się do winy? - Tak jest.
Proszę usiąść, panie Amos.
Świadek oskarżenia.
Sierżant Noakes, jednostka H.
Stało się to o 20.00, 24 maja w męskim szalecie na Laneside Road.
Mówi się na to "pikieta".
Miejsca, gdzie homoseksualiści spotykają się w celach nierządnych.
Mieliśmy skargi od mieszkańców dotyczące tego, co się tam dzieje.
Oskarżony zalecał się do mego kolegi, posterunkowego Jamiesona,
a gdy przybyłem, zobaczyłem, że jest obnażony.
Pani Ginson, niewiele nam pani powiedziała przez telefon,
nawet nazwiska tej kobiety.
Mam tylko dyżur. To Irlandka, tyle wiem.
I jest na coś chora.
Obyście nie były z tych wrażliwych.
Co to za miejsce?!
Tanie schronisko. Powinni je rozebrać wraz ze slumsami.
To hostel dla kobiet. Dajemy im schronienie.
Nie dajecie, płacą wam 3,6 szylinga.
PAN MYM ŚWIATŁEM I ZBAWIENIEM MOIM
Pani McEvoy!
Nieźle się pani naszukałyśmy!
Obdzwoniłam za panią połowę Poplar.
To nie jest nasz dom.
To tylko zanim z mężem staniemy na nogi.
Nie musi się pani tłumaczyć.
Nie miałam gdzie się umyć, siostro.
Sprawdzimy, który to etap.
Czerwonka.
Proszę, kogo my tu mamy!
Czy ktoś tu może lubi cukierki?
Bądźcie grzeczni i poczekajcie na dole,
a my zajmiemy się mamą.
Czy twierdzi pan, że pan Amos jest człowiekiem prawym?
- Bez wątpienia. - Chyba nie całkiem bez.
Niestrudzenie służy społeczeństwu pracując w Obronie Cywilnej.
Głównie interesuje nas jego prywatna reputacja, doktorze.
Pan Amos ma młodą żonę i spodziewają się dziecka.
Przez cały czas ciąży ogromnie ją wspierał.
Zgodnie z tym, jak sam przyznał, wsparcie to nie jest stałe.
Pan Amos bardzo chce zostać ojcem i zapomnieć o tym incydencie.
- Nalegam, żeby sąd rozważył... - "Nalega" pan, doktorze Turner?
Ma pan zaświadczyć o charakterze oskarżonego,
który sam przyznał się do czynu lubieżnego.
Proszę o wybaczenie.
Chciałem tylko powiedzieć, że pan Amos pragnie się zmienić.
Są terapie, które mogą w tym pomóc.
Brutalność więzienia będzie strasznym...
Doktorze, mam ponownie przypomnieć o pańskiej tu roli?
Proszę usiąść.
Dolores, masz czerwonkę, dlatego tak okropnie się czujesz.
Choroba zamaskowała skurcze, poród już trwa.
- Gorącej wody! - Nie ma jej od tygodnia.
- Może nastaw czajnik? - Biegać koło takiej? Kto ja jestem?
Kimś, kto wszystko ma w nosie.
Przynieś tę wodę, dobrze?!
Po porodzie trzeba przewieźć ją do szpitala.
Zostań tu, zadzwonię do przychodni.
Oskarżony, proszę wstać.
A. L. Amosie, przyznał się pan do wypaczonego czynu
i zepsucia moralnego.
Przestępstwo to jest zagrożone karą do dwóch lat więzienia.
Pański lekarz, w odróżnieniu ode mnie, uważa, że chce pan się leczyć.
Ja sądzę, że maksymalny wyrok byłby w twym wypadku uzasadniony.
Wstać! Nie skończyłem, panie Amos.
Jednakowoż w tym przypadku zasądzę nadzór kuratora,
pod warunkiem podjęcia terapii aż do całkowitego wyleczenia.
Zapłaci pan też koszta sądowe i 15 funtów grzywny.
Dziękuję. Dziękuję panu.
Proszę podziękować swemu lekarzowi.
Proszę przyjść dziś do mojej kliniki.
- W sprawie dziecka? - By omówić terapię.
Są pewne konsekwencje, skutki uboczne, które musi pan znać.
Do zobaczenia więc.
- Nie mogę. - Jeszcze trochę.
Już nie dam rady.
- Dasz. - Wybaczcie, nie mogę.
Musisz. Przyj teraz!
Nie mogę!
Mój własny, wygotowany. Tak czysty jak się da, dla dziecka.
Dolores, dawaj! Musisz przeć.
Gdzie mieszka twój mąż?
W hotelu dla marynarzy. Na Shad Thames.
Gdzie to jest? Proszę go sprowadzić.
Panom tu nie wolno, zasady.
Pokazała pani, że ma jednak serce.
Oby nasza diagnoza nie okazała się błędna. Proszę go odnaleźć!
- Chcesz, by twój mąż ujrzał dziecko? - Tak!
Zbierz całą siłę, jaką masz, i przyj, już!
Dobrze!
Leciutko teraz. Właśnie tak.
Świetnie!
- Masz córeczkę, Dolores. - Córka!
- Jaka śliczna! - Prawda?
Poznaj swoją mamusię.
Niestety, tylko ją zobaczysz, póki nie wyleczymy czerwonki.
Nie patrz na to tutaj.
To nie będzie twój dom, przysięgam.
Obiecuję, naprawdę.
W szpitalu przepiszą ci Stilbestrol.
Będziesz mógł zażywać go w domu,
jednak będziesz sprawdzany, czy rzeczywiście go bierzesz.
Są też inne metody: elektrowstrząsy, terapia awersyjna,
ale rzekłbym, że ta jest z nich najłagodniejsza.
Bardzo dobrze. Nie masz nic przeciwko tabletkom, prawda?
Zawierają rodzaj estrogenu, hormon kobiecy.
Twój organizm przestanie wytwarzać testosteron,
co spowoduje stłumienie twego popędu.
Ale poza tym nic mu nie będzie?
Pojawia się impotencja, gdy spada poziom testosteronu.
Mamy już dziecko. To wszystko?
Może też wystąpić ginekomastia.
Przyrost tkanki piersiowej.
Częsta bywa utrata tkanki mięśniowej i owłosienia.
Dobry Boże...
Grunt, że to nie więzienie. To najważniejsze.
Danielu!
Może tata potrzyma dziecko, skoro ty nie możesz?
To twój tatuś.
Wybacz mi to wszystko.
Macie nas pewnie za głupców, że tak przyjechaliśmy bez niczego.
Miałem obiecaną dobrą pracę, nie chciałem, byśmy tak skończyli.
Mało kto wynajmie Irlandczykom mieszkanie.
Jesteśmy dla nich jak czarni albo psy.
Ale teraz będę pracował ile sił, byśmy znów przyzwoicie żyli.
Prawdziwa z niej piękność. I całe życie przed nią.
- Masa czasu, by je poukładać. - Tak.
Nie masz wyboru. Musisz brać te leki.
Dają mi kobiece hormony.
Nie rozumiesz? Nie będę taki, jak kiedyś.
Wcale nie chcę, żebyś był jak kiedyś. Dość, Tony!
Musimy o tym zapomnieć.
To nowy początek. Błagam cię!
Pojadę do Londyńskiego sprawdzić, czy zajęli się panią McEvoy.
Doktorze, jeść w tak brudnym miejscu...!
To był męczący dzień.
Szpital zgodził się przyjąć chłopców, formalnie na obserwację,
póki matka nie wyzdrowieje.
Uważa pan, że powinni wrócić do tego piekła?
- Więcej zrobić nie mogę. - To schronisko to relikt!
Zasoby są ograniczone, trzeba sobie jakoś radzić.
A ci, co sobie nie radzą? Ma pan resztki na kołnierzu.
Skoro jesteśmy na kwarantannie, przepytaj mnie z hiszpańskiego!
Wolę poczytać gazetę.
Będziemy tu dwa dni. Gazeta nie ucieknie.
Jestem pani Gonzales, mieszkam w Madrycie.
Świetnie! Nie spodziewałam się takiego latynoskiego talentu.
Marzę o tym, żeby kiedyś pojechać do Hiszpanii.
Jeszcze jeden?
To mi pomaga w trudne dni.
Potrzebujesz takiej pomocy?
Przetłumacz zdanie: "To nie twój interes".
Masz rację.
Ilość drinków to wyłącznie twoja sprawa.
Stara rodzinna historia.
Ciotka; twierdziła zawsze, że pije towarzysko.
Ja nigdy niczego nie twierdziłam.
Nie sądziłam, że przyjdziesz.
Czemuż by nie? Nic się nie zmieniło.
Ulżyło mi, gdy to mówisz. Ze względu na was oboje.
- Eileen, zapnij mnie. - Jasne.
No, to jedziemy z papier mâché. Dzieci mogą zrobić liście i kwiaty.
To twój styl? Przyjść na koniec, na najlepsze?
Brzmi super.
Dzieci! Kto pomoże wielebnemu przy papier mâché?
Po francusku to "przeżuty papier".
- A można go potem zjeść? - Nie.
Odpowiedzialni ochotnicy mile widziani.
Dam wam za to nowy numer "Ogłoszeń Londyńskich".
Bardzo ładnie! O to chodzi, chłopcy.
Zostaw to drzewce, nie machaj flagą!
Ależ wspaniała Królowa Róż!
Marie, poprowadzisz Joan w paradzie pod ramię?
Przyda się jej pewna stabilizacja pod nieobecność okularów.
Dziewczęta, ustawcie się dwójkami,
dziewczynki z kwiatami będą po obu stronach.
Skauci z tyłu, ze sztandarami.
Dzięki. Uratowałaś sytuację.
To pierdolona ciota!
Wasza Wysokość widziała? Wasza tajemnica wyszła na jaw!
- Jaka tajemnica? - Piszą w gazecie!
Jej facet to pedał.
A ty udajesz, że nic się nie stało!
Taki syf! Ma być Królową Róż?
Przed porządnymi ludźmi i dziećmi!
Marie...
Właśnie! Idź i już nie wracaj!
- I jego też trzymaj z dala! - Marie ma prawo tu być.
Z takim mężem?! Takie coś nie ma wstępu na kościelne święto!
Ciasny umysł nie ma tu wstępu.
Marie, to wszystko ucichnie.
Słyszałaś, co mówiła, jak go nazwała.
Muszę żyć wśród takich ludzi.
Nie mogę odejść, schować się!
Jak on mógł? Jak on, siostro, mógł?!
STRAŻNIK: OBOWIĄZKI I SZKOLENIE
Chodź no na słówko.
Wiesz, że tutaj już skończyłeś?
Co?
Sierżant Noakes mi powiedział.
Idziesz siedzieć czy nie,
w Obronie Cywilnej kryminalistów nie będzie.
Potrzebuję tego, Fred. Już nawet nie robię w warsztacie.
To nie ode mnie zależy.
W dzisiejszych czasach trzeba bardzo uważać
na to, komu chcemy zaufać.
Co robisz, Marie?!
Zakazali mi wstępu na festiwal z twojego powodu!
Pisali o tym w gazecie!
Boże... tak mi przykro!
Wiesz, co mówiła mama, gdy cię przedstawiłam?
"Facet jest zbyt czysty". Miała rację!
Każdy inny śmierdział potem i brudem, ale ty nie!
Ty ładnie pachniałeś.
Cytrynami. Tak mi się to spodobało!
- Myślałam, że znalazłam księcia. - Chciałem nim być.
Jesteś jak twój zasrany salon! Jedno wielkie kłamstwo!
Nawet pocałować mnie nie umiesz nie zamykając oczu!
Myślisz, że nie zauważyłam?
Zniszczyłeś nas!
Dla faceta, na którego bym nawet nie spojrzała? Czemu?
- Czemu on? - Bo go pragnąłem!
Sam siebie za to nienawidzę.
Wybacz mi.
Tak mi przykro.
Posłuchaj,
wyjadę gdzieś, dobrze? Beze mnie będzie ci lepiej.
Mnie będzie lepiej?!
Jesteśmy małżeństwem.
Musimy wychować dziecko.
Więc bądź teraz facetem, Tony!
Przyjmij karę i wylecz się, bo nigdzie nie pojedziesz.
- Czy tylko ja nimi nie gardzę? - Kim?
- Homoseksualistami. - Skądże.
Uważam tylko, że to nie nasza wojna.
A czyja?
Patsy - Królowa Róż. Dla Toma to ważne.
Proboszcz mu to powierzył.
Chcę, żeby to ładnie wyszło. Czyli: bez zamieszania.
- Matka i dziecko nie są najważniejsi? - Są.
- Marie dostanie najlepszą opiekę. - Tylko... po cichu?
Czemu tak cię to obchodzi?
Może jestem jak siostra Monica Joan
i też nie zgadzam się na eksterminację.
Idziesz, tak?
Do szpitala?
Na terapię.
Żona mówiła, że pan jest zajęty, więc pewnie to nie towarzyska wizyta.
Dowiedziałem się o okropnych warunkach w Bulthorpe.
- Wyślę petycję do Andrew Lancinga. - Lekarza wojskowego?
Coś zrobić trzeba.
Przydałaby mi się pomoc.
Lancing to porządny gość, ale skórę ma jak słoń.
Pomogłabym, ale będę w Chichester,
u siostry Evangeliny, z winogronami i współczuciem. Nie lubi obojga.
Ale siostra Crane byłaby zachwycona!
Widział pan, w jakiej nędzy one żyją?
Nie znam każdego schroniska na East Endzie.
A szkoda. Warunki jak u Dickensa!
Muszę strategicznie podchodzić do funduszy i czasu; nie pomogę wam.
Bardzo panu współczuję.
Nie proszę o litość, ale owszem, to trudne.
Doktorowi łatwo mówić, nie ogranicza go polityka.
Interesują go li tylko potrzebujący.
Gdy pan musi lekceważyć i odwracać się od kobiet i dzieci,
żyjących w warunkach dla nas niewyobrażalnych.
Biedny człowieku,
jak pan daje sobie radę z własnym sumieniem?
Zorganizuję kontrolę.
Poddać chorych kwarantannie, okadzę schronisko,
ale Bulthorpe będzie istnieć, póki jest bieda.
Wiedziała, w co się pakuje.
Idzie!
PEDAŁ
Widziałaś, co napisali na drzwiach?
To teraz nieważne.
Za późno, by ciągnąć cię na górę.
Boję się.
Nie musisz. Świetnie ci idzie.
Musisz dyszeć. Tak, jak ja.
Chcę Tony'ego! Jest w szpitalu, chcę, żeby tu był!
Teraz powolutku...
Już prawie... bardzo dobrze!
Dobrze.
Jeszcze chwila.
- Podoba się głos córuni? - Jeszcze jak!
Jest cudna.
Świetnie ci poszło.
Nie!
Masz córkę!
Nie rozumiem tego, coś zrobił.
Ale to był błąd. Możesz to naprawić.
- Zasługuje na lepszego. - Ale nie chce lepszego!
Nie wiem, jak dalej żyć.
Mam tę... chorobę.
Ona bez ciebie nie umie żyć.
A ja nie umiem żyć bez niej.
Dotarło do ciebie?
Jesteśmy jak komplet kręgli,
musimy stać prosto.
Lindane. Wszystko zabija, szczury, karaluchy.
Nic niebezpiecznego nie ostanie się po okadzaniu.
Ale co można dziś dostać za 3,6 szylinga?
Godność, panie Lancing.
Doktor mówił, że urodziło się panu dziecko.
Tak, Keith.
Mały szczęściarz.
Chciałby pan mieszkać tu z Keithem?
Nawet bez czerwonki i karaluchów?
Nie odpowiadam za warunki mieszkaniowe.
I tak się śpieszymy, by kobiety miały dziś dokąd wrócić.
Nie jesteśmy naiwni. Wiemy, że wszystkich się nie uratuje.
Ale może pan poprzeć podanie do mieszkaniówki,
bo wykadzone czy nie, to miejsce nie nadaje się dla matki z dzieckiem.
Mam użyć swego stanowiska, by wpłynąć na decyzję innego wydziału?
Kiedyś dobrze mi poradzono:
"Stojąc na drodze niepowstrzymanego najlepiej jest się poddać".
- Ten sam dostawca jedzenia. - Wybacz, nie rozumiem.
Źródło czerwonki. Bulthorpe i Moffat Road.
Nie gotują posiłków, dowozi im je co dzień dostawca.
Ten sam. G&A Domestic.
Kucharz jest na chorobowym z "problemami gastrycznymi".
A przedtem choroba się u niego rozwijała.
U niej. Dokładnie tak.
Dostawcę można połączyć z przypadkami w szkole i Bulthorpe,
ale co z Georgem Sitwellem?
Miał pogadankę w szkole o zawodzie śluzowego.
Został na obiedzie.
Elementarne!
Mój kochany Watsonie.
Nie płacz, malutka.
Nad czym tak płaczesz?
To twój tatuś.
Zawsze będzie o ciebie dbał.
Będzie zawsze przy tobie.
Prawda?
Nie wiem, co mam robić.
Być ojcem i moim mężem.
Musisz.
Zawsze.
Zawsze.
Siostro Crane!
Dolores McEvoy i jej rodzina...
Pan Lancing zlitował się; dostaną mieszkanie.
Jednak ciążyło mu sumienie. Mam przynajmniej nadzieję.
Cukierki, ponoć siostry ulubione.
Urodziny miałam kilka miesięcy temu i nie obchodzę ich.
Ale dziś trzeba świętować, siostro Crane!
Aż człek jest dumny, że pochodzi z Poplar.
- Sprośna świnia. - Bezczelność!
Że też ośmiela się pokazywać.
Chciałem tylko się dowiedzieć, na którą Marie ma być gotowa.
Myśleliśmy, że skoro żona tak niedawno urodziła...
Przypuszczaliśmy, że nie weźmie udziału w obchodach.
Oczywiście zostanę w domu i zajmę się dzieckiem.
Ale Marie powinna tu być.
- Po tym, co zrobiłeś? - Jesteście grzesznikami!
Marie, jako ustępująca Królowa, powinna tu być.
Jeśli komuś się nie podoba,
niech idzie do domu i dusi się w swojej podłości.
Czy Jezus nie uczył nas, by kochać wszystkich?
Nawet grzeszników?
Tom?
Zwłaszcza grzeszników.
Świat nie jest zbudowany tylko z cegieł i cementu, ale z uczuć.
Możemy odbudować miasta, pięknie pomalować fasady,
wymyślić nowe style życia.
Możemy chronić wszystko, co mamy...
Cześć! Tęskniłam za wami.
Chłopcy!
Chłopcy!
- Mam go! - Tu jest!
Co wy robicie? Co na to wasi rodzice?
- Też nie cierpią szczurów! - Trzeba je wybić!
Nie myśl o tych głupich szczurach.
Wszyscy jesteśmy Bożymi stworzeniami.
Tylko niektóre łatwiej kochać niż inne.
Te inne najbardziej nas potrzebują.
...ale miejsce, które zwiemy domem,
musi być tam, gdzie jesteśmy sobą, bez masek,
bez słabnących pod nami fundamentów.
Tylko wtedy możemy iść przez życie z podniesioną głową,
grając przypisane nam role z sercem otwartym i szczerym.
Drodzy państwo,
pragnę przedstawić Królową Róż Poplar na rok 1960,
pannę Joan Musson.
I nasza ustępująca Królowa Róż, Marie Amos.
Tłumaczenie: titi
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Project Haven www.facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.