All language subtitles for Call.the.Midwife.S04E02.1080p.BluRay.x264-YELLOWBiRD_pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

::Project HAVEN:: ::prezentuje::

Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon IV, odcinek II

Tłumaczenie: titi

Wiosna nie jest najłagodniejszą porą roku.

Tak jakby zbyt wiele miało się stać,

zbyt wiele tłoczyło się w oczekiwaniu pod ziemią

i było przypięte ponad niebem.

Zielone pędy są ostre, a chmury nie znają litości.

Wiosna potrafi brutalnie złamać pieczęć tajemnicy.

Wyciąga na światło dzienne to, co niezauważalne

i oddaje głos niewypowiedzianym słowom.

Zatrzymajcie autobus! Niech nie odjeżdża!

- Mam kanapki dla Terence'a! - Nie może pani biegać, pani Bissette!

Zawsze wychodzę na ten o 12.18, Terence nim jeździ!

Przecież bym zaczekał!

To miejski autobus, nie twój wóz, ludzie nie mogą czekać!

Idź do domu, kobieto, i połóż się. Jutro kupię sobie placka.

Wiesz, że możesz mi powiedzieć,

jaką diagnozę postawiono ci w szpitalu?

Jasne; i od razu całemu autobusowi linii 5.

Doreen Gibbs ma synka. Co za popołudnie!

W drugim etapie nie chciała się położyć i urodziła klęcząc na dywaniku.

Nie mieli węgla, żeby rozpalić,

więc musiałam zanieść łożysko do naszej spalarni.

O rany! Nie ma ogrodników w rodzinie?

Do panny Beatrix Franklin,

z hotelu Claridge, w sprawie przyjęcia zaręczynowego.

Chodziło mi tylko o jakieś pomysły.

Barbaro, podaj odkażacz.

Czasopisma może są fajną lekturą, ale wchłaniają z pewnością kiepsko.

Mięśniaki.

Nic więcej.

Kłopotliwe, ale nie zagrażają życiu ani żadnej kończynie.

Lekarze zalecają histerektomię.

- To poważna operacja. - Odmówiłam!

- Przecież źle się czujesz. - Nie będę mogła pracować!

Dwa tygodnie na oddziale i cztery do sześciu rekonwalescencji.

- Zapewniam cię, że damy radę. - Jak?

Wysyłają nam ponoć nową położną.

- Nic nie mówiłaś! - Dopiero potwierdzili.

Prosiłam o pomoc, gdy Miller odeszła jako postulantka do klasztoru.

W końcu zobowiązali się, w samą porę.

Skoro tak, to umówię się na wizytę

i na zabieg gdzieś niedaleko Chichester.

Nie potrzebuję wielkiej pompy.

To tylko stara kieszeń w nigdy nieużywanym fartuchu.

No właśnie.

- Może weźmiesz do domu? - Dzięki!

Lepiej, pani Hutchins? Obejrzymy jej oczy...

- Skąd go masz? - Należał do babci pana Herewarda.

Znaczy się, używany?

I jak badania moczu?

Wykonane, czyste, wpisane do kart.

Za wyjątkiem pani Pisner. Przyniosła mocz w puszce po mleku.

Kazałam jej wycisnąć z siebie jeszcze parę kropli.

Widzę, że miejscowi nie znają się na zabytkowej biżuterii.

Na początek wystarczą dwa tuziny pieluszek,

wiadro z pokrywką do namaczania i duży garnek do wygotowywania.

Trzeba je gotować?

Kupiłam pralkę dwukomorową, ale chyba nie podgrzewa tak wody.

Pralkę? No wiecie!

Za zasiłek macierzyński.

Wszystkie go dostajemy, no nie?

Niektóre z nas muszą umeblować nowe mieszkania. Choć nie każda.

Pralka to bardzo rozsądny zakup, pani Bissette.

Nie można prać wełny przy użyciu sprzętu elektrycznego!

Włókna się poplączą i zatraci sama istota odzienia.

Robione na drutach ciuchy są niemodne.

Ubiorę dziecko nowocześnie.

Ja swoje ubiorę ciepło.

Od przyjazdu do tego kraju mam zimne stopy.

Sama mogłabym latać w takich papuciach.

Później pokażę ci katalog porcelany, Patsy.

Już się rozniosło. Obdarowali mnie na targu bananami.

W hotelu St Blaise zamiast bananów mają świetne przekąski.

- I tylko gwinea za osobę. - Ile?!

W Claridge chcieli trzy gwinee.

Będzie fantastycznie! Zaprosimy 63 osoby.

Znamy aż tylu ludzi? Poza parafianami i pacjentami?

Źle byłoby, gdybyśmy nie znali.

Jesteśmy dorosłymi, nie zakochanymi nastolatkami.

Ja się tak czuję, patrząc na ciebie.

Zbiórka!

To, chłopcy, jest siostra Mount.

Od przyszłego tygodnia będzie waszym nowym Akelą.

Ustawić ich w dwuszereg czy w podkowę?

- Protokół nie mówi jasno. - W podkowę.

To jest podkowa? Biedny konik ma dziwne nogi.

Świetnie! Dziś przećwiczymy technikę rozpalania ogniska,

którą przedstawimy na zlocie.

- Masz krzemień, Bruce? - No.

- Larry, masz patyki i sznurek? - Mam.

Super; pokażmy siostrze Mount, jak się to robi.

Jeszcze tu jesteś?

Jeszcze co najmniej trzy tygodnie, dobrze o tym wiesz.

Nie! Gdy nie będę mogła sama wstać, dam ci znać.

Kobieto, jesteś wspaniała.

Chodź no tu, dzieciątko chce zatańczyć.

Gdyby tańczyło ci w brzuchu, nie byłbyś taki ochoczy.

Widzisz? To dziecko calypso, wie, gdzie jej korzenie.

To będzie londyńskie dziecko,

więc grunt, żeby miało ciepło w nogi.

Nie zamoczcie bandaży!

I powiedzcie mamom, że jutro zmiana opatrunku!

Dobranoc!

To nie był najlepszy pomysł, Fred.

Można tu bezpiecznie parkować?

Żeby mi jakaś piłka nie zbiła szyby!

Phyllis Crane, pielęgniarka dyplomowana. Jestem umówiona.

Rzeczywiście! Cześć!

Mnie uczono mówić: "dzień dobry" i "dobry wieczór".

"Cześć" było niedozwolone.

Chyba, że w rozmowie z Amerykanami.

Zapiekanka z jagnięciny!

Wiecie, nawet mam ochotę na porcyjkę.

Ty, oczywiście, pierwsza.

Wystarczy mi chleb z masłem i jakaś zielenina.

Jestem wegetarianką.

Do kogo mam udać się po zwrot za paliwo?

Ja się tym zajmę.

I dam ci nowy uniform, żeby było jasne, że jesteś od nas.

Rozumiem dobre intencje,

ale jako że to tymczasowa posada, wolę mieć własne ubranie.

W tej wazie to kapusta?

Dziś po południu idę już leniuchować,

więc nie macie za bardzo pod górkę.

Gilbert, masz dyżur ze mną. Wolisz hemoroidy czy insulinę?

- Mogę insulinę? - Mówisz i masz.

Czy to aby rozsądne?

Zastrzyki insulinowe to standard,

powinna praktykować położnictwo, zdobywać doświadczenie.

Nie łączymy grafików położniczych i pielęgniarskich,

by ograniczyć ryzyko zakażenia.

Higiena ogranicza ryzyko zakażenia.

Ciekawią mnie wasze wytyczne co do sterylizacji.

- Z rozkoszą ci je pokażę. - Dziękuję.

Przez ostatnie lata pracowałam w różnych placówkach

i staram się wdrażać to, co w każdej było najlepsze.

Na przykład rejestry wychodzą już z użytku.

Moim zdaniem powinnyście sprawić sobie kartotekę obrotową.

Kartotekę obrotową?

To na dobry początek.

Jeśli siostrze Crane nie spodoba się, jak sterujemy tą łodzią, to zatoniemy.

Siostra Crane jest doświadczona,

zajmowała wysokie stanowiska, choć tymczasowo.

Może pod twą nieobecność czegoś nas nauczy.

Niby czego?! Tymczasowego patchworka pomysłów,

który wszystko zdezorganizuje na stałe? Nie!

To ona musi się nauczyć.

Znam dobrze ten typ!

Nigdy nie okazują krztyny współczucia, życzliwości ani...

Dom Nonnatusa, mówi siostra Julienne.

Wielebna matka!

To matka Jesu Emmanuel z klasztoru.

Znakomicie. I zapamiętaj moje słowa.

- Cześć. - Przypominam, o czym mówiłyśmy.

Przepraszam. Dobry wieczór.

Poprosiłam o przedzielenie stolików nocnych i toaletek,

by wykluczyć ewentualne spory.

Pasek taśmy naklejony na środku.

Każda ma jedną stronę.

Musiałam przy niej przebrać się w piżamę!

- A ona? - Czytała "Przegląd Pielęgniarski".

Na stoliku stała szklanka wody; bałam się, że włoży do niej protezę.

Trixie robi to co wieczór i jakoś żyję.

W ramach przeprosin dolej mi szkockiej.

A specjalnie dla ciebie kupiłyśmy oranżadkę.

Tajemniczy dobroczyńca?

Nie ma żadnej tajemnicy.

Zwrócił się do matki Jesu Emmanuel i poprosił o rozmowę z...

kilkoma siostrami z zakonu.

- Jak miło! - Jeśli spotkanie się uda,

przekaże nam spadek, który we właściwym czasie

pomoże nam kontynuować pracę z potrzebującymi.

Dzień dobry. Kto pierwszy, temu lepszy, więc...

Siostro Mount, dzwonił pan Tucker.

Jego żona twierdzi, że już rodzi, a że to jej czwarte, posłuchamy jej.

Siostro Gilbert, wracasz do położnictwa.

Zawieziesz trzy pakiety porodowe i masz wizytę domową.

Siostra Julienne sugerowała, że będę odpowiedzialna za grafik.

Tak będzie, jeśli pójdę na chorobowe.

- Nie wyjeżdża siostra dzisiaj? - Skąd. Operację przełożono.

Włóczykij się ze mnie robi. Autobusem tu i tam...

Tak.

Choć wciąż się zastanawiam,

czemu ofiarodawca chce przeznaczyć kwotę na East End,

gdy mieszka po drugiej stronie miasta?

Kiedy wstąpiłam do zakonu, opiekunka postulantek mawiała:

"Gdy twa modlitwa zostaje wysłuchana, nie dopytuj się już o nic".

Bardzo elegancki. To chyba Rolls-Royce.

Albo Bentley?

Ale one, zdaje się, nie mają figurki na masce.

Witam, jestem Anthony.

- Zapewne siostra Julienne? - Dzień dobry.

- Miło, że tak szybko przyszłyście. - Po co zwlekać,

zwłaszcza, że pan Newgarden tak serdecznie zapraszał.

- Długo się znacie z ojcem. - Naprawdę?

Nasze rodziny zaprzyjaźniły się, gdy armia przeniosła nas do Aden.

- Byliśmy jeszcze mali. - Rozumiem.

Chodźmy. Tato łatwo się męczy, choć gdy dostał tlen, jest nieco lepiej.

- Pan Newgarden choruje? - Na serce. Jest coraz gorzej.

Dlatego pisze testament.

Wejdźcie.

Nadgryzł mnie ząb czasu od kiedy ostatnio cię widziałem.

Lecz sam nie gryzę.

Ile to już lat?

Chyba... prawie 30.

Proszę.

Masz trochę za wysokie ciśnienie.

Kręci ci się w głowie, męczysz się?

Nie, tylko zrobiłam się ociężała.

- Ale dziecko też tak się czuje. - W jakim sensie?

Od pierwszego ruchu była z niej tancerka.

Tupała nóżkami, rozpychała się kolankami.

Czasem aż zdawało się, że pstryka palcami.

Ale teraz się uspokoiła, jakby zasnęła, zmęczona tańcem.

Może jej ciut za wygodnie.

Napij się dużo zimnej wody, a znów poczujesz, jak stepuje.

Ma pan piękny dom

i wspaniały ogród, z tego co widzę przez okno.

Mieszkaliśmy dużo skromniej,

zanim państwowa służba zdrowia zmieniła świat.

Ty opowiedz.

Pan Newgarden był optykiem z zawodu

i założył fabrykę okularów.

Gdy państwo zaczęło zapewniać okulary wszystkim potrzebującym,

interes rozkwitł.

- Wyobrażam sobie. - Dokładnie.

Nadszedł czas, by podzielić się tym uśmiechem losu.

- Ciasteczko? - Z chęcią...

- ...ale nie ma. - Do kuchni korytarzem w lewo.

I powiedz gosposi, że zjadłbym grzankę z cynamonem.

Się robi. Pańskie życzenie jest dla mnie rozkazem.

Cóż za życzliwa kobieta.

- Czasem bardzo mi to na rękę. - A dziś?

Tak... i nie.

Nic się nie zmieniłaś.

Wiesz, że to nieprawda.

To samo blade, słodkie dziewczę z wijącą się grzywką,

które wystawiło mnie do wiatru przed kinem Palais w 1932 roku.

- Przykro mi. - Mi również.

Wciąż nie widziałem, ponoć genialnych, "Świateł wielkiego miasta" z Chaplinem.

Mogłam to zrobić inaczej. Zasługiwałeś na więcej niż list.

Pieczołowicie go przechowywałem.

A ty zachowałaś pamiątkę ode mnie?

To by nie sprzyjało życiu zakonnemu.

Widziałem, jak to się rodziło.

Widziałem wiarę wzrastającą w tobie jak...

kwiat, którego sam nie znałem.

Nie prosiłam się o to.

Bywało, że nawet tego nie chciałam.

Podjęłaś decyzję, Louise, a ja ją uszanowałem.

To nie była decyzja. Podporządkowałam się powołaniu.

Nie nazywaj mnie Louise.

Ależ miła ta pańska gosposia!

Mówi, że grzanek nie ma,

ale zrobi bułeczki rodzynkowe, jeśli pan zaczeka.

Pan Newgarden jest zmęczony.

Powinnyśmy już iść, żeby zjadł podwieczorek w spokoju.

Bułeczki będą raz dwa, ciasto już się robi.

- Przepraszam. - Nic się nie stało.

Siostro Julienne!

Ojciec mówi, że nie omówiliście testamentu!

Nie.

Jest zmęczony i bardzo chory; nie mogę niczego odeń przyjąć,

- zwłaszcza gdy jest już tak słaby. - Ależ siostro...

Wracaj i posiedź z nim. Potrzebujecie siebie nawzajem,

nie obcych ludzi.

Ile już minęło?

Chwileczka.

Zawsze, gdy była położna, jej serduszko biło jak werbel.

Zawsze tupała nóżkami jak Fred Astaire!

- Nie płacz. - Siostro, coś jest nie tak!

- Muszę do lekarza! - Głównie musisz się uspokoić.

Zadzwonię do przychodni.

Straż pożarna, policja i pogotowie, słucham?

Nie mogę dodzwonić się do lekarza. Potrzebna karetka!

Dziękuję.

Ten rower to pani?

Nic mu się nie stanie do naszego powrotu.

Szkoda, że miejsce z przodu jest zajęte, stąd niewiele widać.

Przepraszam, przywiozłam panią Bissette, Karaibkę.

Tak, wiem. Bicie serca płodu jest dobrze słyszalne,

ale jej ciśnienie wciąż rośnie, więc musi leżeć.

- Martwi się, że mąż będzie jej szukał. - Zawiadomię go.

Anioł stróż z pani. Nie ma pani ciekawszych zajęć?

Kocham swego misia!

Twój rower przyprowadził jakiś Murzyn.

I masz przyjść do jadalni.

Myślałyśmy, że cię tym autobusem przejechał!

Poza tym nie jesteś przechodniem, żeby wzywać 999!

Siostra Evangelina ma rację; o ile kobieta nie rodzi,

zawsze o przewozie do szpitala decyduje lekarz.

Jeśli mogę się wtrącić: to nie jest zasada uniwersalna.

- Proszę podać krokiety. - Chętnie.

Możesz je tam zostawić.

Ten zapach wieprzowiny jest przytłaczający.

Frenolog, jak sądzę, wyczytałby wiele z twej twarzy.

Organ węchowy jest u ciebie niezwykle wysunięty,

co zazwyczaj skutkuje zaburzeniami apetytu.

Prawdopodobnie źle stosujesz metodę Pinarda.

Pójdziemy po herbatce do zabiegowego i przypomnę ci prawidłowy sposób.

Po herbatce pójdziesz do zabiegowego z siostrą Franklin,

która przypomni ci przepisy!

- Inaczej pachniesz. - Kazali mi się wykąpać.

Mówię im, że wczoraj się kąpałam, że mam bieżącą wodę w domu.

Ale tu nie ma z kim się kłócić.

W domu też nie ma z kim, bo zamknęli cię tutaj.

Nie żartuj sobie. Nie jestem w nastroju.

Śmiej się, to dobrze robi dziecku.

Koniec wizyt! Wszyscy odwiedzający, proszę wyjść.

Cieszę się, że wróciłyście ze swej wyprawy.

Właśnie widziałam szczura w łazience.

Żywego czy tylko bobki?

Bobek, w liczbie pojedynczej, był pod stołkiem.

- A winowajca obgryzał mydło. - Twoje?

Nie, Camay, ja używam tylko Palmolive.

Ten budynek nie nadaje się do zamieszkania!

A to rachunek za paliwo i mój dzisiejszy kilometraż.

OBJAWIENIA BOŻEGO MIŁOSIERDZIA Julianna z Norwich

Pani Bissette, proszę wracać do łóżka.

- Muszę do ubikacji. - Tutaj ma pani wypoczywać.

Leżenie oznacza basen.

- Basen? - Podam go pani za kilka minut.

Halo! Macie pozwolenie, żeby tu przebywać?

Pacjentka usiłowała dokonać aborcji i trzeba ją przesłuchać.

Mówią, że może jeszcze żyć! Jakim cudem, do cholery?!

To oddział położniczy, nie może tu być!

Nic nie powiem! Nie zrobiłam nic złego!

Weźcie ją tam, wezwę siostrę. Pani tu poczeka.

A pani do łóżka!

Co się stało?! Abigail?!

Ciśnienie wciąż jest dość wysokie.

Nie chcę wracać do szpitala!

A ja nie chcę, by biegała nocą po ulicy w koszuli!

Ani ja. Była pani wpisana na poród szpitalny.

Co się stało?

Było czysto i sprawnie,

tak, jak można tylko marzyć... z wyjątkiem bezpieczeństwa.

Szpital Londyński jest świetny. Nic wam nie groziło, przysięgam.

Miałam inne wrażenie. Nie czułam się bezpiecznie.

Gdzie pani czuje się bezpiecznie?

Tutaj. We własnym domu.

Chciałem ją położyć w klinice, ale odmówiła.

Mówi, że chce rodzić w domu.

Jeśli tak chce, to tak musi być.

Pani Bissette, poród domowy. Zaraz wprowadzę do kartoteki obrotowej.

Nie trzeba, zapiszę w rejestrze. Jutro rano tam pójdziemy.

Cóż za sprawne urządzenie.

A co z nadciśnieniem u pacjentki?

Mam nadzieję, że będzie lepiej. Mogło być wynikiem stresu.

Siostro Gilbert, odnotowałaś, rozumiem?

Rozchmurz się, dziewczyno.

Wciąż robię jakieś błędy. Z dnia na dzień jest coraz gorzej.

Głupoty opowiadasz, Barbaro.

Pielęgniarstwo nie jest łatwe, po to są wszystkie te zasady,

by oprzeć się na nich lub za nimi schować.

Czasem udajesz odwagę i ruszasz do boju.

Też tak robisz?

Bywało. Na chirurgii męskiej widywałam szokujące rzeczy.

Szczerze, wolę się nad tym nie rozwodzić.

Proszę!

Gniazdo szczurów pod wanną.

Nieżywe miały pianę na wąsach. Myślałem, że są wściekłe,

- ale siostra Crane mnie oświeciła. - Były na pewno głodne.

Wyłóż trutkę zmieszaną z jedzeniem.

Arszenik z serem, robi się!

- Czyli to wszystko. - Dobrze by było.

Szukałem gniazd na poddaszu; między dachówkami widać gwiazdy.

- Ukradli cały ołów z dachu! - Pewnie dlatego cieknie na podest.

A jak! Kolejna burza zmyje nas jak Jonasza.

Idealne!

Arcadia, mówi Anthony Newgarden.

Z tej strony siostra Julienne.

Zbiórka!

Zastęp - dziękuję, poszło bardzo sprawnie.

Dziś odwiedziła nas pani,

która pomoże nam przygotować pokaz na zlot.

Kto mi powie, jaki uniform nosi siostra Busby?

- Hycla? - Nie!

Siostra w dzień pracuje w szpitalu,

a wieczorami, ochotniczo, jeździ karetką.

Czyli znam się na pierwszej pomocy i wiem, co robić w razie wypadku.

Dziś opowiem wam o poparzeniach.

Mieliśmy rozpalać ogień!

Te rzeczy się wiążą, sami zobaczycie.

Nowy pokaz nazywa się "Gdy z rozpalaniem coś nie wyjdzie".

Jakaś para też pyta, czy wybraliśmy już porcelanę.

Chyba najwyższy czas iść do sklepu i jakąś kupić.

Idź zobaczyć w Melrose, mają cudne pozłacane wykończenia.

Tam jest strasznie drogo. Powinniśmy myśleć o innych.

Tom, całymi dniami myślę o innych i ty również.

Podejrzewam, że myślimy o nich nawet we śnie.

Nikt nie będzie miał nam za złe kilku talerzy.

Jesteś pewna, że tak można?

Wejść do klasztoru po zmroku

z dwiema rybami, frytkami i groszkiem?

Nie wypada nam jeść w uniformach na ulicy.

Będziemy żałować, jeśli nie zamówimy fotografa.

To nowy rozdział w naszym życiu i to ważny!

Trixie, mówiąc mi "tak" nieziemsko mnie uszczęśliwiłaś.

Ale prosiłem, byś była moją żoną, nie jakąś zawodową narzeczoną.

Chcę się z tobą ożenić, zaręczyny aż tak mnie nie kręcą.

Szkoda, bo musimy przestrzegać pewnych zwyczajów.

Tylko nie wyjeżdżaj z przyjęciem.

Jeśli od kolacji, zapowiedzi i fotografa przejdziesz do przyjęcia, to wyjdę.

Musimy porozmawiać o kanapkach! I czy chcemy sherry czy szampana.

- A jeśli sherry, to słodką czy wytrawną? - Dość tego!

- Czy ja słyszałam czyjeś tupanie? - Nie wróży to dobrze.

Myślisz, że pójdziemy do piekła za jedzenie kolacji w domu Bożym?

To mniejsza zbrodnia niż jeść na ulicy.

Czemu wpisujesz Gilbert jako pierwszą?

Franklin odebrała poród o 2.00 w nocy.

W międzyczasie Gilbert osiem godzin przespała.

Wiem, bo wyganiałam ją dziś kapciem z łóżka.

To prawda?

Zobaczysz, pierwsze wezwanie

będzie do młodej Myry Wiggins z Quebec Street.

O północy dałam jej lewatywę i wodzian chloralu i ogoliłam.

Ma tylko 16 lat i potrzebuje kogoś doświadczonego.

Jeśli przewidujesz kłopoty, powinna rodzić w szpitalu lub klinice!

Pierwsze wezwanie!

- Do Myry Wiggins? - Nie, do Abigail Bissette.

No, idź. Pójdziesz z nią.

Wyczuwalne elegancko.

Zostanę tu? Nie wyślecie mnie do szpitala?

Ja nie. Siostra Gilbert też nie.

Lekarz może wpadnie panią zbadać,

ale rozpakowuję już przybory, więc zobaczy, że decyzja zapadła.

Dzieci! Szukamy skarbu w ogrodzie!

Nie wiedziałam, że ktoś ma urodziny, nie przychodziłabym.

Mam dwie córki, syna i ośmiu wnuków.

Zawsze ktoś ma urodziny.

I tak myślę, że przeszkadzam w rodzinnej uroczystości.

Jesteś przyjacielem rodziny. Pisywaliśmy do siebie na Gwiazdkę.

Przekazywaliśmy przez Muriel.

Pewnie bardzo ci jej brakuje.

Czasem zdaje mi się, że nie odeszła.

Widzę ją w twarzach moich córek,

czasem też Anthony'ego.

Tylko twojej nie pamiętałem, póki nie przyszłaś przed tygodniem.

Niegrzecznie było nagle wychodzić po tak wspaniałomyślnym zaproszeniu.

Nie było wspaniałomyślne, tylko egoistyczne.

Mogłem po prostu wypisać czek,

jak to robię dla sierocińca i domu ludowego.

Ale chciałem cię ujrzeć.

A ja ciebie.

Świetnie, Abigail!

Dobrze!

- Główka już się urodziła? - Prawie!

Jesteś niesamowita, naprawdę!

Idzie główka.

Już idzie!

- Główka się urodziła! - Weź głęboki oddech.

Świetnie ci poszło!

Gratuluję!

Chodź no, ślicznotko.

To dziewczynka? Mam dziewczynkę?

Patsy...!

- Podaj zacisk. - Trzeba przeciąć pępowinę.

Czemu nie płacze?

Dziecko...

...musiało mu się coś przytrafić jeszcze w macicy.

Nie mogła oddychać,

serduszko musiało przestać bić kilka dni temu.

Ale dziś je słyszałyśmy!

Siostra Gilbert dziś je słyszała!

Zajmij się Abigail, Barbaro.

Moje dziecko!

Chodź.

Moje dziecko!

Nie!

To mój mały tancerz?

Chłopczyk czy dziewczynka? Ale poważnie!

To była dziewczynka.

Strasznie mi przykro.

Proszę zadzwonić do Nonnatusa,

powiedzieć, że dziecko...

urodziło się nieżywe.

Musi przyjść tu starsza położna i lekarz.

Poplątały mi się rytmy Morfeusza.

Skazana na krążenie po korytarzach,

całe noce nasłuchuję dzwonka, który mnie już nie wzywa.

Wzywał mnie, choć bardzo tego nie chcę.

Jesteś zaniepokojona.

Próbujesz to ukrywać, ale nie udaje ci się.

Nie będzie długo bolało, Abigail. Obiecuję.

Nie przestaje boleć, myślałam, że przestanie!

- Można? - Tak.

Bardzo ją boli.

Boję się, że łożysko uwięzło w szyjce.

Muszę ją zbadać.

Co robisz na dole? Prawie północ!

Wzywam naszego patrona, pragnąc jego pomocy i pocieszenia.

Siostra Crane czuwa nad stroną praktyczną.

Jaką stroną praktyczną? Co się stało?

Nierozpoznane wcześniej bliźnięta.

Słyszałaś, Abigail?

- Masz jeszcze jedno dziecko. - Co?!

Dlatego czułaś różnicę w ruchach w macicy.

Pierwsze dziecko zmarło,

ale drugie wciąż żyło i porządnie kopało.

- Kiedy się urodzi? - Już.

Wypakuj nowy zestaw narzędzi.

Ten z mojej torby.

Potem zagrzej wody.

- Drugi raz nie dam rady! - Dasz.

Urodzimy je wspólnymi siłami.

Słyszała pani? Z siostrą Mount lepiej się nie kłócić.

Tej kobiecie nic niestraszne.

To najsilniejsza, najodważniejsza matka, jaką znam.

Doktor już przyszedł?

Biedne dziecko!

Najpierw najważniejsze.

Uważaj na dziecko!

Mnie możesz zranić, ale nie dziecko!

Nic nie zamierzam robić, chyba że będziesz zbyt zmęczona, by przeć.

My ci tylko pomożemy.

Możesz nam zaufać. Jesteś bezpieczna.

Przyszła już druga położna?

Ponoć nazywa się Crane.

Tego nam tylko trzeba, jej tupania buciorami numer 42!

Zrobię ci herbaty.

Proszę. Dużo posłodziłam, masz wypić do dna.

Nastąpił pewien... rozwój wydarzeń.

Świetnie! Kapitalnie!

Dobrze! Widzisz, niepotrzebna ci moja pomoc.

Słyszysz?

Czy ty to słyszysz?

Czy to nie wspaniały dźwięk?

Chłopczyk.

- Zdrowy jest? - Jak najbardziej.

Usiądź.

Spodziewałem się jednego dziecka i właśnie jedno trzymam.

A drugie jest tam...

Chcę się radować, ale nie wiem jak.

Daj mu swój palec.

Niech poczuje twą obecność.

Do pracy, siostro Gilbert.

Trzeba zająć się młodą matką.

I dzieckiem, gdy panowie dadzą mu spokój.

Ja pomogę siostrze Mount, jeśli się zgodzisz.

- To zawsze niełatwe, prawda? - Tak.

Ale pokażemy im, co i jak.

Dzień dobry, siostro.

Może zrobię herbaty?

Widziałam notatki.

Sprawdź w książce telefonicznej,

który zakład chowa martwo narodzone dzieci.

Bidula musi mieć miejsce wiecznego spoczynku.

HOTEL PIELĘGNIARSKI

Delia...

Pats?

Tylko raz przy tym byłam.

W czasie nauki.

Musiałam przejąć kierownictwo.

- Musiałam udawać. - Co udawać?

Że mam wszystko pod kontrolą.

Nie mogły zobaczyć.

Opowiedz mi, kochanie.

Powiedz, co się stało.

Która godzina?

Dość wczesna. Nikt nie zobaczy, że wychodzę.

Nikt niczego nie zobaczy.

Próbujesz po cichu wyjechać na operację.

Ale mnie nie przechytrzysz.

Powinnam wiedzieć, że nie mam na co liczyć.

Powodzenia, siostro. Jedź i zaraz wracaj.

Dom Nonnatusa, mówi siostra Julienne.

Ojciec zaprasza siostrę na film.

- Na film? - Do kina.

Pod żelaznym warunkiem, że go siostra znów nie wystawi.

Czy popołudniówka byłaby bardziej przekonująca?

Witaj, Abigail. Przyszłyśmy na kontrolę.

Będziemy do końca tygodnia przychodzić dwa razy dziennie.

Masz już imię dla dziecka?

Terence Junior.

Nie spał, my też nie spaliśmy. Płacze za dwoje.

A Abigail płacze za nas wszystkich.

Tato!

Proszę.

Nie możesz się męczyć.

Wstać to ulga, w przeciwieństwie do bycia wystawionym.

Anthony położył na nie poduszkę, bo...

Dziękuję.

...wtedy chciałem wykupić najlepsze miejsca.

Są też lody czekoladowe w lodówce,

bo wtedy chciałem kupić twój ulubiony deser.

Chciałem wiele różnych rzeczy.

- Przepraszam. - Nie trzeba.

Znalazłaś szczęście gdzie indziej, podobnie ja.

Tak.

Louise...

czy nie było ci żal, że czegoś nie zakosztowałaś?

Nie, nie było.

Kto wie, czy razem bylibyśmy równie szczęśliwi, jak byliśmy osobno?

Właśnie.

Kto ma cię zawiadomić, gdy odejdę?

Nie wiem, czy w ogóle chcę wiedzieć.

- Mogę wysłać Anthony'ego. - Nie.

Wystarczy po staremu.

Listownie.

ŚWIATŁA WIELKIEGO MIASTA

Boję się kochać dziecko, które mam

i czuję się winna, bo nie wiedziałam, że z drugim jest źle.

Jak mogę być matką, nie wiedząc, ile dzieci noszę?

Na to nie mogę odpowiedzieć.

Ale nie mogę przemilczeć tego, w co głęboko wierzę:

że Bóg wiedział.

A wie też, jak mam mu powiedzieć o jego siostrze?

Jak mam opisać, jak wyglądała?

Kim mogła zostać?

Nawet jej nie widziałam.

Widziałeś ją, Terence?

Widziałem jej stópkę. Wyglądała na taką zimną.

Kościół nie ma obrządku na tę okazję.

Martwo narodzone dziecko nie ma chrześcijańskiego pogrzebu ani grobu,

- nie ma niczego. - Jest modlitwa.

Osobista modlitwa. Rodzice pragną czegoś więcej.

Nie chcą, by ich dziecko

pochowano w niepoświęconej ziemi, w bezimiennej trumnie.

Przepraszam. Jest list do siostry.

Potrzebują czegoś własnego, z czym wiązałaby się pamięć.

Zgadzam się.

Czym w końcu jest miłość, jeśli nie można jej potwierdzić?

Do kogo mam się zwrócić, jeśli nie do ciebie?

Kto mnie pocieszy, jeśli nie ty?

Nie potrzebujesz mnie do pocieszenia.

Są na to odpowiednie słowa i znasz je w głębi serca, jak ja.

Zostawił nam pieniądze, za które tak wyremontujemy budynek,

że bez kłopotu odnowią nam certyfikat szpitalny.

Możemy nadal służyć tym, którzy nas potrzebują.

Nie sądzisz, że tak miało być?

Że okazja, którą odrzuciłaś, od początku nie była przypadkowa?

Nie wiem.

I nie wiem, czy jeszcze umiem nie wiedzieć.

Tak często musiałam być tą, która wie.

To jest tutaj, siostro.

U mnie i u ciebie tak samo.

Cóż? Chcesz-li znać w tej sprawie Pana twego zamierzenia?

Posłysz więc: jego zamierzeniem była miłość.

Siostra Monica Joan pomoże ci skończyć ten buciczek,

a my dwie sprujemy to, co nie wyszło w drugim

i zrobisz tych kilka rządków od nowa.

Gdy zaczynałam je robić, byłam inną kobietą.

Przypominam sobie, że Coleridge rzekł niegdyś:

"Matka zawsze będzie matką, najświętszym z istnień".

Świetnie to ujął, prawda?

Pomogę ci skupić się na wykończeniu.

Kościół nie przewiduje obrządku chrztu

dla dzieci zmarłych, nim zaczęły oddychać.

Ale ja sądzę, że nie jest on potrzebny.

W Księdze Izajasza jest piękny ustęp, gdzie Bóg mówi:

"Wezwałem cię po imieniu; tyś moim!".

Lecz Terence i Abigail będą często myśleli o swej córeczce,

a jeśli są tak mądrzy i kochający, jak mi się wydaje,

będą też o niej rozmawiać.

Dlatego dziecko musi mieć imię.

Wybrali dla niej imię April,

od nazwy miesiąca, w którym przybyła do nas i odeszła.

Rodzice przynieśli jej coś wyjątkowego.

Dziękuję.

Jeden z nich zostanie zabrany do zakładu, w którym spoczywa April.

Założą go jej na nóżkę

jako symbol odprowadzającej ją miłości.

Drugi...

...dostanie Terence Junior,

na pamiątkę utraconej bliźniaczej siostry.

Gdy będziesz gotowa, Abigail.

Niech was oboje Pan błogosławi i strzeże.

Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad wami.

Zaniosę go. Już rozmawiałem z zakładem pogrzebowym.

Ja pójdę.

Za długo widziałam w tobie tylko swego narzeczonego.

Dziś ujrzałam w tobie człowieka, którego kocham.

I nie muszę mieć przyjęcia w hotelu,

by pokazać światu, że jesteś cudowny.

Mam dziwne wrażenie, że świat już o tym wie.

Herbatka czeka!

Więc to prawda? Zostajesz z nami?

Zobaczę, jak wszystkie sobie radzicie.

SZCZĘŚLIWYCH ZARĘCZYN, TRIXIE I TOM!

Nie każda miłość dochodzi do głosu.

Nie każdy kwiat rozkwita.

Zwinięte płatki zamarzają czasem w pąku.

Inne rozwijają się i rozrastają,

obracając twarze do światła, w które nie wątpią.

Pytania najlepiej zadawać po cichu,

a czasem nie zadawać ich wcale.

Tłumaczenie: titi

Synchro i drobne poprawki: Peterlin

Project Haven www.facebook.com/ProHaven

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.