Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
..:Project Haven:.. ..:prezentuje:..
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon III, odcinek 8 - ostatni
Przekład: titi
Proszę bardzo! Świetnie, Norma.
Tę część mamy za sobą.
Spójrz tylko na niego, Norma!
Kiedy Jim go zobaczy?
Gdy pójdę po niego do "Świniarni".
Nie śmie tu wejść, póki nie będziemy gotowe.
- Prawda, siostro? - Oczywiście!
A potem zaniesiemy to paskudne łożysko
na działkę dziadzia, tak?
Jak znalazł dla jego fasolki.
Nadejście nowego życia przysłania wszystko.
Prawda? Tak!
Gdy wszystko idzie dobrze, dom jest pełen szczęścia,
a cały ból idzie w zapomnienie.
Wiedza zajmuje miejsce tajemnicy,
a miłość - miejsce strachu.
Rzucę jeszcze okiem na ciebie, Norma.
Jest źle...
Nie jest idealnie, ale damy sobie radę. Norma! Nie zasypiaj.
Proszę położyć dziecko do kołyski i chronić przed zimnem.
I dać mi nerkę ze strzykawką.
Dam ci zastrzyk na zatrzymanie krwawienia
i rozmasuję ci brzuch, żeby wywołać kolejny skurcz.
Co się dzieje?
Nie urodziła się część łożyska, musimy mu pomóc.
Proszę wezwać lekarza i karetkę.
I przynieść termofor, żeby ogrzać ją, nim przyjadą.
Nie zasypiaj, Norma.
Coś ze mnie wyszło.
Zuch dziewczyna! Świetnie.
- Już będzie dobrze? - Mam nadzieję.
Dzięki, siostro.
Nie ma za co.
Ma siostra coś na twarzy.
Nie do wiary, co mama zrobiła.
Poszła i wypisała się!
Powiedziała oddziałowej, że będzie w prywatnym hotelu,
a pocztę mają przekierowywać do jakiegoś Pinehurst Lodge.
Czyli - jak zwykle.
Muszę przebrać się do pracy. Czeka mnie długa noc.
Cześć, kochany.
Możesz dziś wybrać sobie deser.
Udało mi się zrobić szarlotkę,
a jeśli wolisz coś lżejszego, to są brzoskwinie z mlekiem skondensowanym.
Wybierz sama.
Wolałbym ja wybrać sam.
Bo wtedy wybrałbym szarlotkę.
Mama stoi nad nią w kuchni od śniadania.
Więc zjemy szarlotkę.
Będzie szarlotka.
Od przybycia do parafii świetnie sobie pastor radzi.
Robię u siebie grupy dla mężczyzn, ale przybyło nas i trzeba się przenieść.
Grupy dla mężczyzn? Co się na nich dzieje?
Dyskutujemy o sprawach, które interesują mężczyzn.
Ostatnio mówiliśmy o ciąży i porodzie.
To ich może niepokoić.
Nawet jeśli, nie powinno tak być.
Strach często rodzi się z niewiedzy.
Panie Hereward, w pełni się zgadzam!
Miałem nadzieję, że mnie wesprzecie.
Dr Turner omówi z nami podstawy,
ale gdyby przyszły jakieś położne, byłoby jeszcze lepiej.
- Dlaczego? - Przestawią to z kobiecego punktu widzenia.
Tyle się dzieje za zamkniętymi drzwiami, gdy rodzi się dziecko.
Powiem pastorowi, co się za nimi dzieje: odchodzi tam ciężka harówka, ot co!
Po co mężczyźni mają o tym rozmawiać? To czas, gdy kobiety pomagają kobietom!
Mężczyźni byliby dla żon większym wsparciem,
gdyby mieli pojęcie, o co chodzi.
Chętnie przyjdę, panie Hereward.
Dziękuję, siostro Franklin. A siostra Miller?
Z wielką chęcią, ale mam dyżur.
Może ty, Patsy?
Nie mam nic przeciwko, o ile wrócę na audycję w radio.
Rozmowy na grupach dla mężczyzn to dopiero początek.
Jeśli usłyszysz coś o tym, że mężczyźni chcieliby być przy porodach,
od razu mi mów!
Tak jest, siostro.
Rzecz w tym, siostro Mount,
że w pokoju rodzącej zmieści się niewielu ludzi.
A wsparcie matki jest dla kobiety bardzo ważne.
Więź między matką a córką to rzecz drogocenna.
Kompletę uważam za wspomożenie dla duszy w nieładzie.
Jednakowoż nie naciskam, byś do nas dołączyła, jeśli tego nie pragniesz.
Całkiem niewykluczone, że tego pragnę.
Niestety nie mogę nawet myśleć, co mam myśleć.
Zagadka ta i mnie trapi.
Ale w kaplicy nie musimy wybierać myśli.
Słowa ustawione są w szeregu, jak lina do wspinania.
Jak dawno zmarła twoja matka, siostro?
Nie sądzę, żeby to miało znaczenie.
W końcu wszelkie daty to tylko rysy w kamieniu.
Dzień dobry, kochanie. Herbata i kładź się z tym do łóżka.
Zdrzemniesz się i pójdziesz do mamy.
Odezwała się?
Nie, ale ją odnalazłem.
To Pinewood Villa, nie Pinehurst Lodge. Prywatny dom opieki.
Płaci za nią organizacja dobroczynna, "Liga Pań w Rozpaczliwym Położeniu".
Przecież ona nie potrzebuje dobroczynności.
Co to za miejsce?
Zwracam twą uwagę na herbatę, termofor i drzemkę.
Potem sama to sprawdzisz.
Przepraszam, ale chodzi o siostrę Monicę Joan.
Nikt mnie nie będzie prowadził na dywanik do przełożonej.
- Jestem w nowicjacie, nie złożyłam ślubów! - O nie...
Źle z nią. Znalazłem ją w połowie Commercial Road.
- Wejdź, siostro, i ogrzej się. - Nie znam cię!
Ani nie wiem, co robisz w biurze siostry Ady.
To nie jest biuro siostry Ady. Jej już wśród nas nie ma.
- No to... - Żadne "no to"!
Tyś wieśniak i mężczyzna,
a jako takiemu nie wolno ci przebywać w tych ścianach.
- Mam stąd iść? - Nie.
Kiedyś przyszedł inny mężczyzna. Uznałam, że to lekarz, choć nie powiedział tego.
Zadawał pytania, lecz odmawiałam odpowiedzi, żeby się nie zdradzić.
Moja matka nazwała mnie głupią.
Głupią...
...i za wysoką.
Fred, w lewej górnej szufladzie są klucze do sejfu.
Znajdziesz w nim pakunek podpisany: "Własność panny Antonii Keville".
- Znam to nazwisko. - Oczywiście.
Już je kiedyś widziałam.
Należały do twojej matki.
A gdy zmarła - dawno temu -
zostawiła ci je jako podarek.
To były jej perły.
Są takie zimne.
Wiem, że to twoja ulubiona suknia.
Łatwo było ją naprawić.
Użyłaś jedwabnej nici?
Nie, wiskozy. Jest wytrzymalsza.
Nie spadnij z podniecenia z łóżka,
bo przyniosłam ci trochę wybornego mielonego.
Jedliśmy je wczoraj i mówię do Petera, żebyśmy odłożyli trochę do Tupperware'a.
Co to jest Tupperware?
Utrzymuje jedzenie w świeżości.
Nie wiedziałam, jak tu gotują.
- Bywa różnie... - Tu nie jest "różnie".
Na tym samym piętrze mieszka wdowa po baronecie.
Wszyscy są zainteresowani w utrzymaniu standardów.
Mimo to uważam, że lepiej byłoby ci w szpitalu,
gdzie dostałabyś środki przeciwbólowe.
Przyniosłam ci zdjęcie Freddiego.
I moje z Peterem, ze ślubu.
Ładnie wyglądają na nocnym stoliku.
Nie mogę mieć tego na widoku.
- Dlaczego? - Nie jesteś w bieli.
A on ma na sobie garnitur.
Ostatnia sprawa; Peter przesyła ci mandarynki.
Ale jeśli ci nie odpowiadają, prześlij je wdowie po baronecie.
Siostra Julienne mówi, że jeśli siostra zje śniadanie,
uzna, że nasza opieka wystarczy i nie pośle po lekarza.
Niczemu by to nie służyło.
Przypomniano mi, że...
mojej matki już nie ma.
Jej biżuteria jest przepiękna.
Nasz związek nigdy nie był serdeczny...
...a moje powołanie do życia zakonnego zupełnie go zniszczyło.
Panie i panowie... dziękuję.
Pani Minter, zaraz zaczynamy.
Może odłożyłaby pani papierosa do przerwy na herbatę?
Jak zapewne wiecie, dziś przyjrzymy się dokładnie
naszemu ulubionemu utworowi Mozarta.
Jako że to najmocniejsza pozycja naszego repertuaru,
postanowiłam, że będzie to nasz utwór na wejście
na Festiwalu Chórów Truscott w kościele St Dacorum.
Ale to już za dwa tygodnie!
Wiem, bo mój mąż jest malarzem. Będzie malował prezbiterium.
Timothy, proszę, od początku.
Możemy w czymś pomóc?
Mamy tu grupę dla mężczyzn.
- Mamy tu pogadankę zdrowotną. - Absolutnie nie.
Była zaplanowana! Mam listę ze wszystkimi nazwiskami.
Musiała wkraść się pomyłka.
Chór ma wyłączność na cotygodniowe próby, do dziewiątej na pewno nie skończymy.
Jeszcze raz, Timothy.
- Pójdzie gładko. - Siostry są na komplecie.
Pośpieszcie się, mamy już opóźnienie.
Zadzwoń, nikt tam nie gryzie!
Ja będę gryzła, jesli nie wytrą nóg.
Wyczytam nazwiska z listy od pastora. Mówcie "obecny", będę was odhaczać.
- Colin Warneck? - Obecny.
- Walter Mills? - Obecny!
- Vernon Parker. - Obecny.
James Peachely?
James Peachely i Tony Muirhead?
Chyba straciliśmy ich na rzecz "Hand And Shears".
- Pana chyba nie mam na liście. - A muszę na niej być?
- Jest to wymagane. - Philip Worth.
Dziękuję. Wszystko jest w porządku.
Jak widzicie, wracamy do punktu wyjścia.
Ten okrąg to ovum, czyli kobieca komórka jajowa,
a ten nieduży koleżka,
to gameta męska, czyli plemnik.
Przepraszam, ktoś ma pytanie.
Gdzie mogę dostać mleczko magnezjowe?
Co się dzieje? Źle się pan czuje?
Kuzynka dzwoniła niedawno.
Jest w ciąży i ma okropną zgagę.
Położna poleciła jej środek zobojętniający, więc po niego przyszedłem.
Wszedłem razem ze wszystkimi.
Proszę za mną.
Dobrze, że wróciłaś, będzie ciężka noc.
Właśnie wezwano mnie do pani Boyle na Flitch Street.
- Witam. - Dobry wieczór.
Muszę wybawić biedaka z potwornych mąk -
sądu w wykonaniu grupy dla mężczyzn i Patsy.
- Wygląda, że przeżył dla potomnych. - Nic mi się nie stało.
Butelka mleczka magnezjowego. Siostra Lee pana odprowadzi.
Zgaga bywa paskudna.
Ponoć to znak, że dziecko będzie miało dużo włosów.
Tak się mówi w naszych stronach. Jeanette uważa, że to przesąd.
- Skąd pochodzisz ze Szkocji? - Z Edynburga.
Właśnie dołączyłem do palestry adwokackiej w Lincoln's Inn.
Dziękuję.
Proszę za mną.
Bardzo dziś zimno. Może pójdę do pralni po twój płaszcz?
- Na pewno już... - Nie, wezmę szalik. To tylko przymrozek.
Przyniesiesz listy?
Próbuję ci pokazać, że jesteś dla mnie ważny.
"Doktor i Pani P Turner".
Poczekaj w aucie, Tim.
"Po należytym zastanowieniu z przyjemnością informujemy,
że zaakceptowano Państwa jako rodziców adopcyjnych.
Nie wątpimy, że w odpowiednim czasie będziecie mogli
zapewnić niechcianemu dziecku szczęśliwy dom".
Wydają się być tego pewni.
Czego?
Tego, że nasz dom jest szczęśliwy.
Ja ostatnio nie jestem tego pewna.
- To bardzo piękny pokój, pani Heckford. - Dziękuję.
Lubię, gdy dom ma osobisty charakter. Często się przenosimy z uwagi na pracę męża.
- Co robi pani mąż? - Jest inżynierem okrętowym.
Właśnie wysłano go na trzy tygodnie na Gibraltar.
Czyli będzie pani sama, gdy urodzi się dziecko?
Mieszka tu jeszcze mój kuzyn.
Przypuszczam, że da się go przyuczyć do zakupów i gotowania wody.
- Z burzy każde wyjście dobre. - Nie będzie żadnej burzy.
Ma pani piękny dom,
a dziecko jest prawidłowo ułożone. Idealnie do porodu.
- Główka jest w kanale rodnym? - Tak. Czytała pani o tym?
Zawsze byłam molem książkowym.
I, jak widzę, malarką.
To malował mój kuzyn. Inspiruje go muzyka Musorgskiego.
Uwielbiam Musorgskiego!
Byłam na koncercie jego muzyki na zeszłorocznym festiwalu.
Wolałabym, żeby inspirowało go coś bardziej zrozumiałego.
Podoba mi się.
To świetnie.
Przekażę komplement.
- Lady Browne, proszę to wypić! - Nie wytrzymam!
- Co się stało? - Pan jest z rodziny?
To matka mojej żony. Odwiedzam ją w jej zastępstwie.
- Czy lekarz jest w drodze? - Będzie dopiero wieczorem.
Nie jesteśmy przygotowani na takie przypadki. Powinna być w szpitalu.
Tam właśnie nie chce być.
Pomóżcie mi!
Przepraszam, lady.
- Dokąd jedziemy? - Do domu.
Jak tam, mamo?
Lady Browne...?
Lady Browne.
Zwymiotowała do kosza na papiery.
Grunt, że to z siebie wyrzuciła. Zabiorę to i zaleję odkażaczem.
Trzeba ją odwiedzać trzy razy dziennie, aż zwolni się łóżko w szpitalu.
Jeśli nie wespnie się na schody, pielęgnujcie ją na razie tu, na kanapie.
Tak, doktorze.
Przepiszę morfinę doustnie; będzie ją brać w razie potrzeby.
Wiem, kiedy się o mnie mówi.
Mamo, lekarz chce ci pomóc.
Ma rację.
Lady Browne, czy ma pani jakieś pytania?
Proszę się napić. Nie musi pani przełykać, tylko zwilżyć wargi.
Ile mi zostało?
Kilka tygodni.
- Dużo? - Nie.
Ile dni?
Nie da się tego powiedzieć.
Myślałam, że nie da się wypowiedzieć nazwy tej choroby.
Ludzie mówią "zapalenie wątroby".
Inni nazywają ją "wielkie R".
Nigdy właściwą nazwą.
- Nie. - Dlaczego?
Bo jest to rzecz, której najbardziej się boimy.
Strach to uczucie, którego nie popieram.
Zapytajcie ją.
Tak więc...
rak.
Nazwaliśmy Bestię.
Choć wątpię, by dała się oswoić.
Możemy ją na chwilę przyprzeć do muru.
Chummy, znajdziemy jakieś prześcieradła?
Przyjęłam; bez odbioru.
Pamiętam, jak w tym fotelu szyłaś nocną koszulkę dla dziecka.
Tak. Ale nie było nam pisane.
Co z nią zrobiłaś?
Oddałam siostrze Julienne. Nosi ją teraz czyjeś dziecko.
Powinienem był powiedzieć ci, że przeszedłem załamanie.
Nasze początki były w milczeniu.
Nie mogliśmy mówić.
A gdy odważyłem się do ciebie napisać, pomyślałem:
czy nie powiedziałem zbyt wiele? Albo za mało?
Jeśli nie mówiłem o innych sprawach, była to moja słabość i mój błąd,
i mogę tylko błagać cię o wybaczenie.
Nie wybaczę ci, Patrick.
Nie zrobiłeś nic złego.
Nie powiedziałem, choć powinienem.
Nie pozwoliłam ci, choć powinnam.
Ale teraz rozmawiamy.
Niech to będzie najważniejsze.
Siostro Monico Joan, może poszukam twej robótki?
Albo pomogę ci zwijać wełnę?
Odczuwam głęboką niechęć do robienia na drutach.
W mojej głowie jest wystarczająca plątanina.
To nieprawda.
Teraz są ciepłe.
I cieszę się, że wyczuwam na nich zapach mojej matki.
Słodkie fiołki...
...pomieszane z antyseptycznym mydłem. To drugie - z moich rąk.
Czemu nie zdążyłyśmy się pogodzić?
Twój mąż go przyprowadził.
Robi herbatę w kuchni.
Mój mąż ma imię, mamo.
W pełni odpowiadają nam stosunki oficjalne. Zawarliśmy umowę.
Co więcej, podjęłam pewną decyzję.
Chcę porozmawiać o lady Browne.
Doktor Cicely Saunders
bada nowe sposoby opieki nad nieuleczalnie chorymi.
- W szpitalu św. Józefa na Hackney, tak? - To hospicjum, siostro.
Zaleca inny rodzaj opieki. Tam jest inaczej, niż w szpitalu.
Rodzina pacjenta jest równie ważna, jak pacjent.
Sądzisz, że powinniśmy poprosić tam o miejsce dla lady Browne?
Próbowałam, ale mają pełno. Przynajmniej na razie.
Taka szkoda!
Każdy powinien mieć szansę godnie umrzeć.
Siostro Julienne, czy zgodzisz się,
żebym opiekowała się lady Browne do chwili jej śmierci?
Chcę wdrożyć pewne zasady opieki hospicyjnej.
Jesteś położną, siostro Lee.
Umiesz sprowadzać ludzi na świat, nie pomagać im odchodzić.
Czy nie jest to równie ważne?
Nie wiem już, ile dzieci odebrałam, siostro,
a to byłoby dla mnie coś nowego.
Czuję, że to mnie inspiruje.
Widzę.
Ale jeśli odsunę cię, być może na kilka tygodni, od położnictwa,
ucierpią na tym nasze matki i dzieci.
Lady Browne też cierpi. I Chummy cierpi.
Siostra Noakes przekazała właśnie telefonicznie,
że lady Browne zadecydowała do chwili śmierci pozostać w domu.
Będziemy je wspierać, a one będą wspierać się wzajemnie.
Poproszono nas o przyjęcie na parę dni położnych-uczennic z Londyńskiego
na czas reorganizacji szpitala.
Będziesz odpowiedzialna za przygotowania.
W pudełku jest CAŁE ciasto.
Nie widziałam czegoś takiego przez cały swój pobyt w Nonnatusie.
Siostra Monica Joan jest ciągle u Chummy. Opiekują się lady Browne.
Mamy do tego dodatkowe kakao.
Byłam na górze, ale praktykantki spały.
Dawaj, Joe!
Krzesło sedesowe sztuk raz, najmodniejsze w Bristol.
Dobrze.
Tam je najlepiej postawić.
Świetnie!
Może znajdę ci coś do przebrania?
Lepiej się poczujesz po domowemu.
Nie sądzę. Jestem pielęgniarką.
To moja zbroja.
Apartament w Plaza otwarty dla gości!
Spokojnie. Nigdzie się nie śpieszymy.
Skoro już idę na górę...
...to tam zostanę, jak sądzę.
Nie ma powodu schodzić na dół.
Na górze wszystko na panią czeka.
To nasze "Schody do gwiazd".
Chór umie "Ave Verum Corpus" na piątkę!
Świetny utwór na konkurs.
Mogliby to śpiewać nawet przez sen.
Może wtedy byłby ciekawszy.
Pismo jest zaadresowane na ciebie, ale wygląda na urzędowe.
Coś o dziecku?
Nie, to o festiwalu.
East Ham Singers wykonają "Ave Verum Corpus".
Dwa chóry nie mogą śpiewać tego samego, a że byli pierwsi, musimy znaleźć inny utwór!
Super.
Do soboty!
Serduszko ślicznie bije. I główka ładnie się obniżyła.
Na razie nie ma oznak akcji porodowej, zwłaszcza, że zanikły skurcze.
Zabrzmi głupio, ale jestem w nastroju na poród.
Dzięki.
Wrócił pan z Gibraltaru, panie Heckford?
To mój kuzyn, Philip, siostro.
- Może kawy? - Tak, poproszę.
Siostra Lee podziwiała ostatnio twoje obrazy.
- Naprawdę? - Tak.
I wygrałam. Znowu!
To dużo lepsze od brydża.
Przypomnij, jak się nazywa?
"Rozbierz Jacka", szanowna pani.
Wiesz co? Nie przeszkadzałoby mi,
gdybyś mówił do mnie po imieniu.
Artemis?
Koszmarnie, prawda?
Sir Rex czasem mówił do mnie "Artur".
Chyba przez to, że mam wielkie stopy.
Camilla ma je po mnie.
Zauważyłeś?
Uwielbiam stopy Camilli.
To dobrze.
Nie dam się! Chór zbyt ciężko pracował.
Jeśli znajdę odpowiedni utwór, zaśpiewają go z łatwością.
Nie chcę, żeby przemęczali się na próbach. Daj macha.
Zapal sobie całego.
Nie jestem palaczką.
Jim Reeves. Cudowne!
Ty i Jim Reeves.
To mógłby być właściwy wybór.
Czuję się jak księżniczka z "Księżniczki na ziarnku grochu"...
...unosząca się na niezliczonych warstwach materaców.
To po morfinie.
To te poduszki.
W Radżputanie robiono mi manicure raz w tygodniu.
Pocztą dyplomatyczną wysyłano nam krem Nivea.
Miałabym dziś ochotę na manicure.
Nie zawracaj sobie głowy tymi wszystkimi bzdurami.
Czytałam ci kiedyś "Księżniczkę na ziarnku grochu"?
Nie jestem pewna.
Chyba wysłałam ci ją do internatu.
Poczta w Indiach
była wręcz potworna.
Tyle gubiło się...
po drodze.
Schody są mokre. Żeby mi siostra nie upadła!
Z drogi! Poszukuję bardzo szczególnego ekwipunku.
Siostro Franklin, co za niestosowna ilość bielizny osobistej.
Siostro Monico Joan?
Zamiast skradać się w przedpokoju, może byś jednak wszedł
i trochę mi pomógł. Czy to Nivea?
Nie wiem. Ale smaruje się tym twarz.
Potrzebuję Nivei. I lakieru do paznokci.
Czegoś takiego?
Długo ci trwa, nim zobaczysz to, co masz przed nosem.
Powinieneś iść do okulisty.
Przepraszam, że zawracam głowę.
Gdy nie powiększymy chóru, sędziowie nie przyjmą takiego prostego utworu.
Uważam, że to świetny wybór.
To nie musi być muzyka klasyczna.
Właśnie. Ale potrzebujemy więcej głosów.
Chcę, żeby dzieci, dorośli, starsi, wszyscy włączyli się do wspólnego śpiewu.
To mi się podoba.
Wracam jak zły szeląg.
Ależ skąd. Jeanette miała nadzieję, że to ty.
W, _,
P, A, N, _, _ Ł, _,
drugie słowo: _, B, S, _, _, J, _.
Może to "Wspaniała obsesja"?
Świetnie! Piątka!
Philip! To było ostatnie hasło! I co teraz będziemy robić?
Możecie zjeść tosty, które właśnie zrobiłem.
Albo i nie.
Nie mogę. Po prostu nie mogę.
To zbyt niepoważne, gdy jest tyle roboty.
Ale nie ma prawie nic do roboty. I zostało niewiele czasu.
Przepraszam, siostro.
Nie mogę...
Nie mogę jej dotknąć.
Chyba że to zabiegi pielęgniarskie, ale nawet wtedy...
Przepraszam, ale taka jest prawda.
Nie miałam z moją matką czułego związku.
Nie żałowałam tego, dopóki żyła.
Ale teraz...
Myślę o tym, jak płakał Keats:
W dotyku są wspomnienia!
O powiedz, miłości,
co zrobić, by je zabić
i być wolnym?
Nigdy jeszcze tego nie zrobiłaś.
Owszem, zrobiłam...
...gdy byłaś jeszcze bardzo maleńka.
Robię to całą noc, siostro.
To dziecko nigdy się nie urodzi.
Jeanette,
masz skurcze co pięć minut, systematycznie i na pewno.
To dziecko też rodzi się systematycznie i na pewno.
Nie chcę, by rodziło się systematycznie i na pewno. Niech urodzi się teraz.
Albo niedługo.
Nastawmy się więc na to "niedługo". "Niedługo" brzmi bardzo sensownie.
Zaczyna się przypływ.
Czas zdjąć ten uniform. Dziś jesteś jej dzieckiem.
Wciąż jestem pielęgniarką. Wiem, co oznacza ten dźwięk.
Dobrze. Teraz spokojnie, Jeanette.
To był mocny, porządny skurcz.
Pomoże ci i pomoże dziecku wydostać się na świat.
Nie wytrzymam jeszcze jednej takiej nocy.
Nie dam rady. Jak długo jeszcze?
Niestety, nie da się określić.
Co mam robić?
Dzwoń do Nonnatusa i powiedz, że pierwsza faza porodu jest bardzo wydłużona
i że potrzebuję gaz rozweselający.
I nową położną.
Są tutaj.
Boże mój, biedne dziewczynki.
- Ojciec? - Kuzyn.
Wyjść!
Daj mi notatki i zakładaj płaszcz.
Nie param się zakładami, ale stawiam piątkę, że przyda ci się ciut cukru.
Nie wzgardzisz chyba irysem?
Nie było lewatywy! I dziwisz się, że poród się przedłuża?
Mówiłam siostrze Lee, że nie chcę.
Nie bój się, może nie spakowałyśmy sprzętu.
Uciekaj. Zdrzemnij się trochę.
Mogę odprowadzić cię do klasztoru?
Znam drogę. Trafię tam na ślepo.
Siostro Lee, jesteś zdenerwowana?
Odebrałam już tyle dzieci i nigdy nie zdarzyło mi się nie podołać.
Nigdy nie zawiodłam w swojej pracy.
Gdyby to było tylko zmęczenie, wiedziałabym, że jutro będzie lepiej, ale...
Pozwól się odprowadzić, proszę.
Dziękuję, ale... jeszcze przedtem muszę gdzieś iść.
Ubierz to.
To mamy.
Kocham cię.
Ustępowanie życia przesłania wszystko.
Jeśli to dobra śmierć, pomieszczenie wypełnia spokój,
a cały ból idzie w zapomnienie.
Wiedza zajmuje miejsce tajemnicy,
a miłość - miejsce strachu.
Czy mogę prosić o uwagę?
Jak wiecie, Timothy musiał iść po nuty, których zapomniał.
Gdy wróci, złapiemy autobus do kościoła St Dacorum.
Bilet kosztuje 6 pensów, ale jeśli ktoś nie może zapłacić,
proszę zwrócić się do mnie lub pana Herewarda.
Wreszcie! Zastanawiałam się, co cię zatrzymało?
Dzwonili z agencji adopcyjnej.
- Dziękuję, doktorze. - Nie ma za co.
Patrick, mają niemowlę, dziewczynkę!
Musimy tam zaraz iść.
Co ci powiedzieli?
Prawie nic. Tylko, że matka ma 16 lat.
Miała wziąć dziecko do domu, ale rodzice się na koniec rozmyślili.
- To straszne! - Dlatego chcą to szybko załatwić.
Żeby uniknąć niepotrzebnej traumy.
Pani Turner nam zaufała, a ja ich nawet nie umiem równo ustawić. Przestań!
To chór dzielnicy, nie polonez w Hammersmith Palais!
A ty, jak będziesz się wlókł, dostaniesz zaraz moim obcasem.
- Uroczo! - Raz raz!
Mała Jones leży w rogu sali po prawej.
Do łóżeczka przypięty jest mały słonecznik z filcu.
Może pan Turner zaczekałby ze mną w biurze?
Chcesz wejść tam sama?
Nie, Patrick.
Nigdy nie dostanę się bliżej narodzin.
I chcę, potrzebuję cię przy swym boku.
Jaka ona jest?
Zamknij oczy.
To twoja mamusia.
Mamy córkę.
- Do widzenia! - Gratulacje!
Dobranoc.
Mam zanieść pani Turner trofeum, czy ty chcesz to zrobić?
Wątpię, żeby to w ogóle zauważyła.
Dziś dostała nagrodę swego życia.
Dziecko?
To takie magiczne:
te dusze, które nigdy się nie spotkały, połączono na całe życie.
Głęboka myśl jak na sobotni wieczór.
Może cię to zdziwić, ale nie jestem płytką dziewczyną.
Wiem.
Czemu mamy tak mało wodzianu chloralu?
To znieczulenie, nie ciasteczko przedporodowe. Trzeba go oszczędnie wydzielać!
Siostry i dziewczęta,
siostra Lee ma dla nas wiadomość.
Złożyłam wypowiedzenie.
A niech to!
Odchodzę,
żeby podjąć pracę pielęgniarki w Szpitalu Marie Curie.
Chcę pracować przy umierających.
Klinika onkologiczna jest dobrym do tego miejscem.
- Jesteś pewna, Jenny? - Tak.
Czuję do tego powołanie.
Powodzenia, Philipie Worth.
Ja...
Wyglądasz cudownie.
Idź!
Dzięki. Jakie piękne.
- Wejdź. - Dziękuję.
Porzucałam położnictwo,
ale Dom Nonnatusa był miejscem, gdzie mam rodzinę
i zawsze będę je kochać.
Czas, który tam spędziłam, ukształtował mnie, podobnie jak każdego, kogo tam był.
Nocna koszulka! Przechowałaś ją, siostro?
Dla ciebie. Na lepsze czasy.
Poślubię Philipa Wortha, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam
i będziemy mieć dwie córki.
Młodzi nie wiedzą, co ich czeka
i być może w tym leży ich błogosławieństwo i ich ból.
Nigdy nie straciłam kontaktu z zakonem ani z przyjaciółmi z tamtego okresu.
Ich historia trwała nadal,
podobnie jak moja potrzeba opowiedzenia jej światu.
Bo czym jest radość, która przeminie bez śladu?
I czym jest miłość, której się nie dzieli?
- Uważaj na siebie! Do widzenia! - Do widzenia!
KONIEC SEZONU III
Tłumaczenie: titi
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
www.facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.