Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
..:Project Haven:.. ..:prezentuje:..
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon III, odcinek 6
przekład: titi
Kończyło się lato.
Świty były bledsze a poranki chłodniejsze.
A jednak na myśl przychodziły już nam jesienne zbiory,
gdy co dzień widziałyśmy owoce porodów.
- Dzień dobry, Fred. - Dobry!
Nasz krąg roku obracał się powoli.
Praca była jego stałą siłą napędową,
tak obecną, ale i tak zmienną jak pogoda.
Lecz czas w Poplar tak, jak wszędzie, mijał,
unosząc tajemnice i sekrety w swej sieci.
Podjadaliśmy marynowane czereśnie i popijali gin na pokładzie jego jachtu.
Przepraszam, zaspałam na śniadanie?
Coś ci odłożyłyśmy, ale pospiesz się.
A potem powiedział: "Trixie, skarbie, zabiorę cię do Monako".
- Kto? - Rock Hudson.
Śnił się jej.
Ale ja na to: "Rock, brzmi to bosko,
ale niestety muszę rano wstać i przygotować się do wizyt domowych".
Wyobrażacie sobie?
To wina Gwiazdki i długich zimowych nocy.
Ilość rodzących dziewięć miesięcy później. W następnych dwóch tygodniach jest 30!
Liczba pacjentek w moim okręgu dziko wzrasta.
Jak my przeżyjemy kolejny miesiąc?
Chyba, że wizyty zaczniemy o godzinę wcześniej.
Nie, on by sobie tego nie życzył.
Kto taki?
Rock Hudson.
Jasne jest, że musisz włączyć się w życie towarzyskie.
To prawda.
Nie musi być aż tak wytworne. Obejdzie się bez jachtu i ginu martini.
I Rocka Hudsona.
Ale czy on jest w moim typie?
Przystojniacy nie są w jej typie.
- Pewnie brak mu uroku gwiazdora. - Dobra, starczy.
Wikariusz na pewno jest uroczy,
ale raz z jednym chodziłam i nieco mnie to zniechęciło.
- Dzień dobry, wielebny. - Cześć.
Co wy na to? Należy do kolegi ze studiów. Jeśli je naprawimy, możemy pożyczyć.
Dla skautów to może być skarb, jeśli uda się je odpalić.
Myślisz, że wytrzymałby trasę do Monako?
Właściwie, siostro Franklin, jesteś osobą, której potrzebuję.
- Naprawdę? - Poradziłabyś mi w kwestii stylu.
Nie sądziłem, że kościół wyłoży fundusze na lakier,
ale Fred może mi załatwić obniżkę.
Mogę dać ci osiem galonów niebieskiej albo żółtej za piątkę.
Nie wiem, co auta noszą w tym sezonie, ale żółtej raczej nie widzę.
Bardziej niebieski. Jaki to odcień?
- Niebieski. - Niczego cię nie nauczyłam?
Czy to lazurowy niebieski, pełen letniego upału?
Na puszce piszą: niebieski.
Chyba nie chcesz tu parkować tego czegoś, Fred?
Lepiej w ogóle tego nie kupuj.
Z doświadczenia wiem, że interesów z Fredem zawsze się żałuje.
Przyjąłem, zrozumiałem.
Dziś mamy spory ruch, musi pani być cierpliwa.
Proszę usiąść.
Przepraszam, siostro.
Znów pomagałam pani Lloyd z karmieniem piersią.
Dziecko nie chciało ssać.
Ludzie zawsze biorą tyle, ile im dajesz. Szybko, weź się za coś.
Może w tym gorącym okresie będziemy wyznaczać godziny wizyt?
Witam, pani Brindle.
Rany, cóż za kolos! Od razu widać, w kogo się wrodził.
Proszę go położyć na wagę.
Zapisała się pani na krótko przed datą porodu, pani Doyle.
Dopiero co przyjechaliśmy z mężem do Londynu.
W takim razie trzeba się pośpieszyć.
Jutro odwiedzimy cię w domu.
Widzę, że dr Turner zlecił badania krwi i zbadał miednicę.
Wszystko zdaje się być w normie.
Mówiłam mu, że dziecko mało się rusza.
Doktor na pewno powiedział, że z ruchami różnie bywa.
Nie istnieje żadna norma.
Spróbuj wypić szklankę zimnej wody, dziecko zazwyczaj wtedy kopie.
Ale zrobicie jakieś badania?
Posłuchamy serduszka.
Ale najpierw potrzebuję twoich danych.
Podaj mi nazwisko panieńskie.
- Po co wam to? - Do pełnej historii zdrowia rodziny.
Stocks. Phoebe Stocks.
Masz kogoś do pomocy oprócz męża?
Nie, nikogo tu nie znam.
Prosimy mamy, żeby poskromiły swoje pociechy.
I po zakończonym badaniu proszę kierować się do wyjścia.
Siostro Mount.
Wrzeszczysz tu jak karczmarka.
Skąd. Mówię głośno i wyraźnie, ale...
I denerwujesz matki niemiłymi uwagami pod adresem dzieci.
Może to nie jest dla ciebie właściwe miejsce.
Co proszę?
Dziś zajmiesz się wizytami domowymi.
Siostrze Noakes przyda się twoja pomoc.
Wiesz, siostro, że przyszłam tu, by specjalizować się w położnictwie.
Wiem, ale to wyższa konieczność.
A ponieważ dołączyłaś do nas niedawno,
twoje przenosiny będą dla matek mniejszym wstrząsem.
Muszę przyznać, że położnictwo to dla mnie dość oszałamiająca zmiana.
Ale wiem, że umiem się dostosować.
Na razie taka jest nasza decyzja.
Poczułeś to?
Prawie urwało mi dłoń!
On będzie kiedyś grał dla Usteru.
On? Nie. To będzie dziewczynka, a wszyscy chłopcy będą za nią latać.
Tak, jak za jej piękną mamą?
Declan, czy to był dobry pomysł?
Wszystko rzucić i tu przyjechać?
Nie wszystko. Mamy przecież siebie.
I zabraliśmy z sobą małego.
Rachunek z urzędu stanu cywilnego. Dziś zapłaciłem.
Zjadło to sporą część mojej pierwszej wypłaty.
Tak uzgodniliśmy, Phoebe.
Tak.
W ponurej salce, zamiast przy ołtarzu.
- Nie nasza wina, że kościół nie da nam ślubu. - Wiem, tylko...
Chciałabym zrobić to tak, jak należy.
Maurisie Glennonie, wracaj do łóżka! Zaraz przyjdzie pielęgniarka.
Nie marudź, Doreen! Jutro wracam do pracy.
Świetnie, że każą ci leżeć w łóżku,
ale miałeś wrócić do pracy parę dni temu.
Wpuść siostrę, Gillian.
Nie będą przez kolejny tydzień trzymać dla ciebie tej roboty.
Nie wyżywię nas za pieniądze z klubu, lepiej nam było z kartkami żywnościowymi!
Doreen, damy sobie radę.
Zawsze tak było i zawsze będzie.
Tędy, siostro.
Jestem siostra Mount, pani Glennon.
Mam nadzieję, że mąż leży w łóżku.
Nie ruszam się poza ten materac, prawda, Gillian?
- Upadł w pracy i uszkodził grzbiet? - Tak, spadł z żurawia.
Już prawie dwa miesiące choruje.
Złamanie "okręgu". Takie coś w kręgosłupie.
Ma siostra konkurencję.
Gillian mówi, że będzie pielęgniarką.
Bolą pana jeszcze plecy?
Skąd. Jestem zdrów jak rydz.
Zastrzyki ze sterydów nawyraźniej pomogły.
Ten będzie ostatni.
- I może wracać do pracy? - Miejmy nadzieję.
A to pan ma skąd? Kolejny wypadek w pracy?
Pamiątka z wojska.
- Ma siostra lżejszą rękę od koleżanki? - Jak na razie nikt się nie skarżył.
Cóż za piękna rzecz, siostro.
Prawda? Niespotykane odwzorowanie nieba.
Pewnie przy najnowszych odkryciach naukowych dawne przyrządy są ciut przestarzałe.
Zapewniam cię, że dawne przyrządy,
jeśli były dobrej jakości, dotrzymują kroku nowym.
Ani ten solidny globus, ani ja,
choć jesteśmy "dawnymi przyrządami"
wcale nie jesteśmy przestarzali.
Oczywiście, że nie, siostro!
Nie miałem siostry na myśli!
Wyglądasz, jakbyś miał iść na dywanik.
Blisko. Chcę pomówić z siostrą Julienne o przygotowaniach do święta plonów.
Wymyśliłem, że rozłożymy pudła, gdzie będzie można składać darowizny.
Potem wolontariusze zbiorą je tuż przed świętem plonów...
Chętnie bym pomogła, ale strasznie dziś dużo pracy. Jutro też.
Potem mam pierwsze od dawna wolne i...
Wcale nie chciałem cię werbować.
Zanurzyłeś się na oślep w mroczny świat pana Buckle?
Kupiłeś tę szemraną farbę od Freda?
- Nie. Posłuchałem twej rady, dzięki. - Bardzo mądrze.
Jeśli pozwolisz, podziękuję bardziej stosownie.
Może spędzimy miło czas na oglądaniu pierwszorzędnego krykieta,
o ile nie masz planów na wolny dzień?
Boję się, że nic nie wiem o krykiecie. To okropnie skomplikowane, nie?
To tylko gość z kijem, co wali w piłkę.
Kluczowymi elementami są: koszyk z jedzeniem
i lazurowe niebo...
w doborowym towarzystwie.
Bardzo chętnie.
Myślę, że będzie uroczo.
Panie w modnych kapeluszach, przechadzające się po Members Enclosure...
Chyba pomyliło ci się z Ascot...
...popijające drinki z wysokich szklanek i chrupiące truskawki.
...i z Wimbledonem.
Na pewno będziemy kręcić się wśród ważnych osobistości.
Ale w co się ubrać?!
Co właściwie siostra robi?
Kołacz dożynkowy. A przynajmniej: staram się.
Mamie jakoś łatwiej to wychodziło.
Może jest siostra trochę zbyt ambitna.
Na dożynkach nie może brakować kołacza!
To drobny problem. Niech sobie tu parkuje tym busikiem.
Żaden "drobny problem". Chodzi o prawo.
Tak, ale przecież nikt nikogo nie zabił.
Gdy zaczniemy wybierać, których praw przestrzegać...
Będzie anarchia, wiem.
- Czemu nie leży pan w łóżku? - Muszę iść do pracy.
Mówiłam, że dopuszczę pana do pracy, ale ma pan jakieś 38 stopni gorączki.
Nie pójdzie pan dziś do pracy.
- Żadnej nie będzie, jeśli dziś nie przyjdę. - Gdzie pańska żona?
Szyje koszule; pudło za trzy szylingi. Myśli pani, że mogę się wylegiwać?
Panie Glennon, natychmiast do łóżka!
Gillian, zadzwoń do dr Turnera, niech jak najszybciej przyjdzie.
Niepotrzebny nam lekarz!
To tylko papier, żeby związek był legalny!
Czemu to koniecznie ma być w kościele?
Bo chcę ślubować przed Bogiem, nie tylko przed prawem!
Każdy kto dorastał tam, gdzie my, powinien dawno to wszystko olać!
To nie o nas chodzi, to dla dziecka!
Uważasz, że o nim nie myślę?
Chcesz, żeby został bękartem? Świetnie!
Nie bierzmy ślubu!
Słyszałaś wszystko czy mam ci to napisać?
Jestem położną, przyszłam do pani Doyle.
Za Almę Cogan cię nie wziąłem!
Nie przeszkadzam wam.
...i gumowy podkład na łóżko, gdy przyjdzie czas.
Może chciałabyś przyjść na kurs dla matek?
Możesz nauczyć się czegoś o dziecku i poznać inne mamy.
Byłoby miło.
Przepraszam za to.
Declan nie jest zawsze taki niemiły.
Jestem pewna, że nie.
Ale ani tobie ani dziecku nie służą nerwy i takie kłótnie.
Uciekliśmy.
Brzmi bardziej romantycznie, niż jest.
Chciałam ślubu kościelnego, ale on jest katolikiem, a ja - protestantką.
Dorastaliśmy na sąsiednich ulicach w Belfaście.
Spotykaliśmy się tylko w pracy.
Naszym rodzicom to się nie podobało.
- A potem zaszłaś w ciążę. - W naszych stronach
dziewczyna taka jak ja, w ciąży i niezamężna...
...musi się nienawidzić za to, jaki wstyd przyniosła rodzinie.
Jeszcze z chłopakiem po drugiej stronie.
Z takiego świata uciekliśmy.
Twój tato jest uparty i niemądry, Gillian.
A gdyby upadł i znów uszkodził sobie plecy?
Gorączka, chrapliwy oddech, serce tłucze się jak drzwi stodoły w huraganie.
Co mu jest, siostro?
Czujesz puls taty?
Serce wysila się za bardzo. Musimy znaleźć przyczynę.
- Lekarz! - Otwórz.
Powiedz, że już mi lepiej, proszę.
O tym zadecyduje lekarz.
Dziękuję za szybkie przybycie.
Mam nadzieję, że nie nadepnął pan siostrze Mount na odcisk.
Uzgodniliśmy już, kto tu rządzi.
Plon niesiemy plon w gospodarza dom...
A to ciekawe!
Stare, ale solidne.
To wszystko.
Od dawna ma pan tę wysypkę?
To nic takiego. Tylko trochę swędzi.
I te szmery w klatce...
Może to wynik długiego leżenia w łóżku.
Właśnie. Dawno powinienem był wstać.
Zapiszę panu antybiotyki na płuca, zobaczymy, czy to coś zmieni.
Ale papier mi pan podpisze? Gillian im powie, że jutro wracam do pracy.
Niestety, do pracy pan nie pójdzie.
Ale ja muszę! Mam rodzinę na utrzymaniu!
Nikt nie może się połapać w tym konflikcie między katolikami i protestantami.
Zapewne wizyty domowe to dla mnie odpowiednie zajęcie.
Nie rozumiem tego. Chodzą do kościoła i modlą się do tego samego Boga.
Siostra Julienne wie, że przyszłam tu, by wprawiać się w położnictwie.
Mówiłam Phoebe Doyle, żeby porozmawiała z Tomem Herewardem, że jest bardzo miły.
Bo jest miły. Nie wiem czemu uważałyście, że nie jest w moim typie.
Chyba tylko ty tak uważałaś.
Nie wiem tylko, na ile ponętnie mogę wyglądać na randce z pastorem.
Jakie śliczne!
Będzie idealnie pasował do mojego szala.
- Co ty robisz? - Myślę, że to będzie świetny dodatek i...
Mogłabyś nie ruszać moich rzeczy?!
Wciąż nie dostajemy żadnej poczty?
Ani tu, ani, najwyraźniej, do poradni.
Ponoć strajk może trwać jeszcze tydzień.
Gdy przyjdzie Colin, mogę mu pokazać mojego Supermarine Spitfire?
Zdążysz przed wyjściem?
Spakowałeś drugie śniadanie?
Kto to jest Colin?
To zajmie tylko chwilę. Tak, spakowałem. A Colin to nowy kolega ze szkoły.
To pewnie Colin.
- Cześć, wejdź. Tędy. - Spakował śniadanie.
- To jest Colin. - Dzień dobry, mamo i tato Timothy'ego.
- Nie zdążymy obejrzeć Spitfire'a. - Do widzenia, mamo i tato Timothy'ego.
No tak, krykietowa wycieczka.
Przyznam, że pan Herewood wydaje mi się bardzo... przyjemny.
Mnie również.
Może uda mu się rzut dziewiczy.
Co proszę?
Fred mówił, że to żart krykiecistów. Rzeczywiście, jest całkiem śmieszny.
- Cześć. - Dzień dobry.
- Ślicznie wyglądasz. - Ładnie wyglądasz.
Musiałem trochę zmienić nasze plany.
Dzień na stadionie Lord byłby cudowny, ale na Oval w Vauxhall też będzie miło.
Jak widzisz, odrobiłam lekcje.
Właściwie jedziemy do Clacton-on-Sea. Essex jest niedaleko Warwickshire.
- Do Clacton? - Weźmiemy busa.
Serio? Tylko dla nas dwojga?
- Niestety odwołali ich wycieczkę do zoo. - Czyją wycieczkę?
I musimy dać im coś w zamian.
Zaczyna się ranna zmiana.
Przykro mi, że stracił pan pracę.
Nie chodzi nawet o pensję.
Nie mogę patrzeć, jak Doreen wraca wykończona do domu.
I brakuje mi pracy.
Tkwię tu bezczynnie już kilka tygodni.
Też nie znoszę próżnować.
Nie uwierzyłabyś, jakie mam widoki z dźwigowej kabiny.
Wszystko w dole jest takie maleńkie.
Nie czuje się pan na górze samotnie?
Ja na to mówię: spokojnie.
Sam ze swoimi myślami.
Wróci pan tam. Obiecuję.
To będzie niesamowity mecz.
Nie mogę się doczekać.
Jeśli odsłonią światło bramki,
to podkręcona piłka Billa Greensmitha powinna załatwić sprawę.
Ogromnie mi przykro,
ale zdajesz sobie sprawę, że nie mam pojęcia, co to znaczy?
Colin Monk zjadł całe drugie śniadanie i dwa pająki w ramach zakładu,
a teraz zarzygał podłogę!
Na początku zdaje się to szalenie skomplikowane,
ale okazji do doskonalenia tej sztuczki będziecie mieć więcej, niż można wymarzyć.
Cel nr 1 to, w miarę możliwości,
nie zadźgać agrafką młodzieńca ani też, oczywiście, młodej damy...
a jednocześnie też nie zrobić krzywdy sobie.
Biedne maluchy z takimi mamami, jak my.
Pomieszało ci się, widzę. Zacznijmy od nowa.
Nie spóźnimy się na początek meczu, pastorze?
Udało mi się większość zetrzeć, aczkolwiek woń nadal się utrzymuje.
Jak czuje się pacjent?
Wszystkie panie chcę widzieć punktualnie na następnych zajęciach.
Będziemy zgłębiać tajemnice karmienia piersią.
Wygląda, że dobrze się bawiłaś.
Owszem.
A ty wyglądasz tak przymilnie, jakbyśmy się nie pożarli.
Przyszedłem za to przeprosić.
Wybaczam.
Kto mógł wziąć dary z pudła?
Dobre pytanie.
Siostro, czy przez przypadek nie...
Siostro, te rzeczy oddano jako darowiznę.
Tak; czyż to nie miłe? Ale nie muszę brać ich wszystkich.
Mars jest bardzo smaczny.
Poczęstujcie się Saturnem albo Jowiszem.
Powrót do Poplar zajmie nie więcej, niż godzinę,
o ile uda się odpalić tego wraka.
Sądzisz że powinniśmy wracać?
Cóż - tak.
A krykiet?
Oczywiście spóźnimy się na początek, ale obiecałem chłopcom.
Nic z tego.
Dwa - trzy kilometry stąd był telefon.
- Zadzwonię po mechanika, a ty ich przypilnuj. - Serio mówisz?
Pastorze! W radio nadają mecz krykieta!
Trevor Bailey zdobył 120, niewyautowany!
Pójdę do budki, a ty słuchaj krykieta.
Możesz pocałować pannę młodą.
Cóż mogę powiedzieć? Bardzo przepraszam.
Na pewno żadne z nas nie chciało tak spędzić tego dnia.
Może spróbujemy jeszcze raz? Już tylko we dwoje?
Może gdy dojdę do siebie po tym razie.
Nie podoba mi się ta upiorna zjawa.
Jest wyjątkowo niepokojąca.
Chodź, kolego. Tata zaraz wróci i nie może czekać na kolację.
A co jest na kolację?
Ktoś tu poczuł się lepiej.
Tłumaczyłam mu, że owady nie są dobre na trawienie.
Grunt, że już się dobrze czuje. I że świetnie się bawili.
Tak. Martwię się, że Colin jest chwilami samotny jako jedynak.
Podobnie martwię się oTimothy'ego.
Chciałabyś mieć jeszcze jedno?
Tak naprawdę to mój przybrany syn. Doktor Turner był wdowcem, gdy się poznaliśmy.
My nie możemy mieć z mężem dzieci.
Ale gdy mama Colina zmarła, wylądował w rodzinie zastępczej.
Wie, że jest adoptowany.
A my wiemy, że mamy szczęście.
Im więcej miłości on potrzebuje, tym więcej my jej w sobie odnajdujemy.
Wciąż się nam nie wyczerpała.
Ale tak się stanie, jeśli się zaraz nie ruszy. Colin!
Perseusz... i Kasjopeja.
A pomiędzy nimi podwójna gromada Perseusza.
Niesamowite!
Czyli dobrze działa, tak?
Z całą pewnością.
Musisz przyjść. Tata mówił, żeby nie niepokoić, ale źle z nim.
Gdzie twoja mama?
Cały dzień pracuje u Goldmana; ktoś musi zarabiać na żarcie.
Główka dziecka zsunęła się.
Częściej muszę teraz biegać do toalety.
To dlatego, że dziecko mocniej naciska na pęcherz.
Znaczy to, że jest gotowe poznawać świat.
Maleństwo pewnie usłyszało nowinę.
- To już oficjalne. - Gratulacje!
To nie był ślub kościelny. Declan nie zmieniłby wyznania na moje.
I jak to jest, być panią Doyle?
Jestem zamężna...
...ale nie wiem, czy tak naprawdę to czuję.
- Dzień dobry, siostro. - Dzień dobry, panie Doyle.
Dziękuję, że namówiła siostra Phoebe na ten kurs.
Poznała tam inne dziewczyny w podobnym stanie. Ciągle o tym mówi.
I mniej rozmyśla o tym, jak pogodzić się z kościołem.
Jak dla mnie, cały ten interes przynosi więcej smutku niż radości.
Ja bym pozamykał wszystkie kościoły.
Zamienił je w sale bingo. W coś użytecznego.
Ale wiem, że dla Phoebe to ważne.
...i obracamy się na bok.
Nie chcę już pigułek. Gorzej mi po nich.
Przytrzymaj go, Gillian.
Czemu wcale nie zdrowieje?
Czasem długo pozostaje tajemnicą, co człowiekowi dolega.
Te blizny ma pan z czasów wojny na Dalekim Wschodzie?
Gillian, skocz obok i nastaw czajnik.
To blizny po leczeniu wrzodów na nogach, tak?
Przez lekarzy bez dostępu do odpowiednich narzędzi,
więźniów obozów jenieckich?
Broniliśmy lotniska na Jawie, gdy przyszli Japońcy.
Nie mieliśmy żadnych szans.
Wysłali nas do Cieśniny Malakka do budowy Kolei Birmańskiej.
420 kilometrów torów.
Jedliśmy szczury i muchy.
Walczyliśmy o ziarnko ryżu.
I postanowił pan udawać, że tego nie było.
Moja matka zawsze, gdy była burza,
otwierała frontowe i tylne drzwi...
...żeby piorun i błyskawica miały wolną drogę.
"Nie pozwól zadomowić się swemu nieszczęściu" - mówiła mi.
Chodzi o pana Glennona.
Jego stan się znacznie pogarsza.
- Nie reaguje na antybiotyki? - Zupełnie.
Ale był jeńcem wojennym w Birmie. Może to jakaś choroba tropikalna?
Musiałaby mieć wyjątkowo długi okres inkubacji, 16 lat.
Widziała to siostra? Musi siostra zerknąć! To fascynujące!
Amerykanie wysłali satelitę, która zrobiła pierwsze w historii zdjęcia Ziemi z kosmosu.
Co może być bardziej fascynujące
niż zobaczyć na własne oczy Kometę Halley'a z 240 p.n.e?
- Z tym nie chcę mieć nie wspólnego! - Ależ siostro...
Nie pamiętasz, jaką katastrofą było, gdy Gorgona ujrzała się w lustrze?
Albo gdy żona Lota obejrzała się i zamieniła w słup soli?
- Tak, ale... - Zawiodłam się na tobie, Fred.
Nie rozumiem, dlaczego nie widzisz, że to... ohyda!
Tak, chyba mamy to, co trzeba.
Do usłyszenia.
I co powiedzieli?
Według Kliniki Chorób Tropikalnych na St Pancras,
odstęp czasu pomiędzy zakażeniem a wystąpieniem objawów nie jest nietypowy.
Wiedzą, co by to mogło być?
Podejrzewają, że zakażenia i sepsę u pana Glennona może wywoływać...
- węgorek jelitowy. - Cóż to jest, na Boga?
Glista.
Jego larwa wnika przez podeszwę nagiej stopy,
wędruje przez układ krążenia do płuc,
przez układ oddechowy do ust i połknięta zagnieżdża się w jelicie cienkim.
Ale czemu teraz się uaktywniła?
Przez sterydy, które przepisałem.
Ponoć czasem zastrzyki budzą pasożyta i powodują, że zaczyna się mnożyć.
To niezwykłe, że to zauważyłaś.
Co naprowadziło cię na właściwy trop?
Pewnie coś czytałam w periodyku medycznym. Wie pan, jak to czasem utkwi w głowie.
Obawiałam się najgorszego, gdybym spojrzała na to bezbożne zdjęcia.
Zdecydowanie, siostro.
A jednak moją zbrodnią byłaby...
...moja słabość.
Dłużej już nie mogę się oprzeć.
I to ma być nasza Ziemia?
Co za absurd!
Sądzimy że problem powoduje coś, czym zakaził się pan w Birmie
i co wywołało zapalenie płuc.
Musimy wziąć pana do szpitala na badania i obserwację.
Nigdy słowa nie powiedział o obozie jenieckim.
To częste, że takie doświadczenia ludzie zachowują dla siebie.
A ja naciskałam na niego, żeby wracał do pracy.
Czuję, że to wszystko moja wina.
Wcale nie, prawda, siostro Patsy?
Nie, mamo. To zakażenie spowodowało chorobę.
To prawda.
Dlatego trzeba pomóc waszemu ojcu wyzdrowieć.
Obie musimy mu pomóc.
Spitfire'y nie były bombowcami, Tim. To były myśliwce!
Pedant!
Ktoś poszerza swój słownik.
Wczoraj poznałam nową koleżankę.
- Tak? - Jean Monk, matkę Colina.
Colina?
- Skauta Colina. - Już wiem.
Jean powiedziała, że Colin jest adoptowany.
- Naprawdę? - Wiesz, co chcę powiedzieć, prawda?
Wiem, jak bardzo pragniesz dziecka,
a ty chyba wiesz, jak ja go pragnę.
Wierzę, że nie muszę nosić dziecka w sobie, żeby czuło, że jest nasze.
To by znaczyło, że miłość do Timothy'ego niczego mnie nie nauczyła.
Jeśli chcesz adoptować dziecko, zorientujemy się, jak to wygląda.
- Naprawdę? - Tak.
Z punktu widzenia rodzica wiem o tym równie mało, co ty.
Ale możemy wspólnie to rozgryźć.
Po raz pierwszy - oboje.
Mam nadzieję, że Timothy się zgodzi.
Ludzie byli bardzo hojni i złożyli wiele darowizn na święto plonów.
Pan Hereward wniósł tu powiew świeżości, prawda?
Tak, dobry z niego gość.
Zwłaszcza w przysparzaniu nam pracy w największym ferworze.
Te jego paczki dożynkowe same się nie zapakują.
Siostro Monico Joan, Fred chyba myśli, że znów siostrę zdenerwował.
Chodzi o jakieś zdjęcie.
Nie, skąd.
Fred sobie niemądrze wyobraża,
że tajemnice gwiazd i planet są rzeczą delikatną.
Musimy sobie uświadomić, że ze strony nauki nie ma czego się bać.
Patsy, czekamy na ciebie z deserem.
Siostra Monica Joan już gryzie sztućce.
Mam wezwanie. Chodzi o pana Glennona.
- U którego podejrzewałaś chorobę tropikalną? - I miałam rację.
Ale doktor mówi, że niewielu z niej zdrowieje.
Ale dzięki tobie ma szansę i o tym trzeba pamiętać.
Skąd w ogóle przyszła ci do głowy taka egzotyczna rzecz?
Przez blizny na jego nogach.
Już takie widziałam.
Do dziewiątych urodzin mieszkałam w Singapurze; z wszelkimi przywilejami.
Dwa tygodnie później wraz z mamą i siostrą oddzielono nas od ojca
i internowano w japońskim obozie.
Byłyśmy bite i torturowane za każde najmniejsze wykroczenia.
Mam tylko niewiele rzeczy przypominających mi rodzinę.
Zabrali nam wszystko.
Był tam prowizoryczny szpitalik. Zwykły barak.
Byłam jeszcze dzieckiem, ale ciągnęło mnie tam, żeby pomagać.
Nie da się zapomnieć, do jakich okrucieństw zdolni są ludzie.
Po wojnie wszyscy jesteśmy ubożsi, niż przed nią, prawda?
Każdy ma swoją historię.
Ale to nie może wpływać na naszą pracę. Musimy się ponad to wznieść.
Dlaczego mam się ponad to wznosić?!
Usiądź, Patsy, i...
Widziałam, jak choroba i niedożywienie zabija mi siostrę i matkę!
Nie miałam pojęcia. Przykro mi.
A mi przykro, że inni myślą, że brak mi współczucia.
Nikt tak nie uważa! Ale czasem pacjent musi widzieć, że ci zależy.
W piekle, gdzie wyrosłam, ważne były czyny, nie sentymentalno-uczuciowa pokazówka.
No, wal.
Jeśli adoptujecie siostrzyczkę czy braciszka, będę musiał z nim mieszkać w pokoju?
- A chcesz? - Nie.
Nie zmniejszycie mi kieszonkowego o połowę?
Nie zmniejszymy.
Czy mógłby grać w chórze na pianinie, żebym ja mógł grać w krykieta?
Jest taka możliwość.
No to jak brzmi wyrok?
Myślę... że może być.
Dzień dobry!
Dokądkolwiek szła, bardzo się śpieszyła.
- Kto taki? - Siostra Mount.
Nie ma jej już od kilku godzin.
Nie zdała obowiązków i nie powiedziała, kiedy wróci.
Wstała, zaraz wyszła i słuch o niej zaginął.
Czyli Chummy znów jest sama na obchodzie i musi ją zastępować.
Była w obozie jenieckim.
Mając dziewięć lat. Trudno sobie wyobrazić taką potworność.
Trochę się poprztykałyśmy.
Czuje się przez nas niezrozumiana. A na dokładkę nie wiemy, dokąd poszła.
Obawiasz się, że mogła w ogóle odejść?
Z początku. Ale jej ubrania wciąż są w szafie.
Tak. Proszę się trochę uspokoić i...
Panie Doyle...
Proszę tylko powiedzieć, czy żonie rzeczywiście odeszły wody?
Serduszko ładnie i równo bije.
Dziecko wyraźnie pcha się na świat.
Oddychaj głęboko.
Lekko przyj, ale niezbyt mocno.
Już nie dam rady.
Dasz. Lekko przyj, Phoebe.
Pomóż mi!
Świetnie ci idzie.
Zachowaj spokój i oddychaj. To już niedługo.
Dziecko się rodzi, Phoebe.
Teraz delikatnie!
Jest główka! Teraz ramionka.
Chłopczyk!
Cześć, maleńki!
Musimy jeszcze poczekać na łożysko.
Chce pan zobaczyć swego syna?
Jeszcze chwilka, panie Doyle.
Przepiękny, prawda?
Nigdy nie widziałem nic piękniejszego.
Cynthia...
...dziecko nie zaróżowiło się, jak powinno.
Spróbuję z odciągaczem śluzu.
Coś jest nie tak?
Dziecko oddycha z pewnym trudem.
Co to znaczy?
Wszystko w porządku, Phoebe.
Siostra Franklin pomoże mu zacząć oddychać normalnie.
Mówiłam, Declan, że nie kopie!
Uspokój się. Położne wiedzą, co robią.
Rozmasuję mu trochę plecki.
Declan!
Boję się, że go stracimy.
Boże! Boję się o zbawienie jego duszy!
Declan!
Panie Doyle, żona pana potrzebuje!
Powiedzcie, że będzie dobrze!
Czasami noworodka trzeba trochę zachęcić do życia.
Pozwólcie mi go przytulić.
Muszę go przytulić.
Muszę go zawinąć w jeszcze jeden koc dla utrzymania ciepła.
Nie ściskaj go zbyt mocno, żeby mógł oddychać.
Twojego synka trzeba przewieźć na specjalistyczny oddział.
Zawiadomię doktora i zadzwonię po karetkę.
Pastorze!
Pastorze!
- Proszę iść ze mną. Chodzi o moje dziecko! - Oczywiście.
Szybciej!
Karetka zaraz przyjedzie, a w szpitalu zrobią wszystko, co się da.
Wielebny Hereward?
Witam, siostro Franklin.
Przyprowadziłem księdza. Co z małym?
Chcą go wziąć do szpitala.
Ale ja nie mogę go oddać.
Jeszcze nie, pastorze. Jeszcze nie.
Chcesz, żebym ochrzcił twego synka?
Może pastor to zrobić?
Jeśli siostra pozwoli.
Śliczne dziecko. Masz dla niego imię?
James Declan.
Jamesie Declanie,
ja ciebie chrzczę w imię Ojca,
i Syna,
i Ducha Świętego.
Amen.
Pokornie cię błagamy, uwolnij to dziecko od grzechu pierworodnego,
mocą męki i zmartwychwstania twego Syna.
I wreszcie przez wstawiennictwo świętych
niechaj odziedziczy twe wieczne królestwo,
przez Chrystusa, twego Syna,
- Pana naszego. Amen. - Amen.
Przyjechała karetka.
Zasięgnąłem na posterunku wszelkich możliwych informacji o siostrze Mount.
Sprawdzałam w Londyńskim, czy aby nie poszła do Maurice Glennona.
Trzeba pamiętać, że ci najbardziej szorstcy niekiedy są też najżyczliwsi.
Nie było żadnego wypadku z udziałem pielęgniarki.
Jest bardzo kompetentna. Obyśmy się niepotrzebnie martwili.
Nie ma prawa tak nas niepokoić! Przyleję jej, naprawdę!
Proszę cię, siostro!
Siostra Mount!
- Nic ci nie jest? - Gdzie byłaś?
Najpierw - w Klinice Chorób Tropikalnych na St Pancras.
Powiedzieli mi, że był lekarz, który pisał o węgorczycy...
- Czemu nie powiedziałaś, dokąd idziesz?! - ...od niego wiem
o specjaliście testującym nowy lek na wydziale chorób tropikalnych w Liverpoolu.
Ale poczta strajkuje, więc musiałam sama przywieźć lek.
- Z Liverpoolu? - Na szczęście miałam jeszcze pięć funtów.
To amerykański lek. Ditiazanin. Muszę go zanieść Maurice'owi Glennonowi.
Nie, musisz odpocząć po takim dniu!
- Ja to zaniosę. - Dziękuję.
Przyda ci się długa, gorąca kąpiel.
Idę to natychmiast załatwić.
Pracowity dzień?
Przełomowy dzień!
Jesteśmy wreszcie na bieżąco ze szczepieniami na polio.
To cudownie, Patrick. Dobra robota!
Ja w międzyczasie nie próżnowałam.
Dzwoniłam do Anglikańskiego Towarzystwa ds. Dzieci
i pytałam o możliwości adopcji.
- I? - I bardzo serdecznie mnie przyjęto!
Herbatą w chińskiej porcelanie i jakimiś lepszymi herbatnikami.
Chyba im się spodobaliśmy - lekarz rodzinny i była położna.
Na początek trzeba wypełnić formularze,
i jak dobrze pójdzie, następna będzie rozmowa.
Będziemy to wypełniać przez tydzień!
I dobrze.
Jak mówiła ta kobieta, te dzieci już dość złego przeżyły,
więc agencja chce im znaleźć jak najlepszych rodziców.
Nie wiem, po co im te informacje.
Nigdy nie widziałem tylu pytań.
Właśnie.
Nie, Shelagh, wybacz, ale strasznie się na to rzuciłaś.
Jest masa agencji adopcyjnych i trzeba ze wszystkimi porozmawiać,
sprawdzić, jakie stawiają warunki.
Nikt nie stawia żadnych warunków. Chcą tylko wiedzieć, kim jesteśmy.
Przecież to oczywiste, kim jesteśmy!
Patrick, wieczorem wypełnimy te formularze!
Niektóre dzieci "nie chcą" oddychać, trzeba podawać im tlen przez jakiś czas.
Tylko to mu dolegało?
Oby nie miał żadnej wady sercowej.
- Ale często problem sam się rozwiązuje. - Naprawdę? Jak?
Gdy dziecko zacznie samo oddychać, serce samoczynnie się leczy.
A jak to jest z dorosłymi?
Czy ich serca też same się leczą, siostro Franklin?
Tak sądzę. I mów do mnie Trixie.
Tom.
- Bardzo mi miło. - Miło mi.
Spójrz!
Księżyc w pełni.
Wybaczyłaś mi?
Co, na litość boską?
Nagle wszyscy są przy mnie strasznie ostrożni.
Gdy się ostatnio widziałyśmy, byłaś na mnie zła.
Tylko dlatego, że miałaś rację. Jak tu się kłócić z taką osobą?
Chyba czas napić się adwokata, nie sądzisz?
Dożynkowa paczka dla ciebie.
Musisz nabrać siły przed powrotem do pracy.
Wystarczająco dużo ci zawdzięczam.
Przyszła tu jedna z sióstr. Taka duża.
Mówiła, co przeżyłaś w dzieciństwie.
Nie cierpiałam więcej, niż ty.
Nie pozwól, żeby zniszczyło ci to resztę życia.
Pamiętaj, co mówiłem: gdy znów będzie burza...
...zostaw otwarte oboje drzwi.
Nie pozwól zadomowić się swemu nieszczęściu.
Historia nie musi być pułapką.
Możemy uciec z jej pajęczej sieci i pozbyć się jej bolesnego ciężaru.
Możemy zmienić swe myślenie
i otworzyć swe serce.
Możemy dopuścić do głosu przebaczenie i pozwolić, by było słyszane.
Możemy pielęgnować przyjaźń i otworzyć się na miłość...
...by karmiły nas i podtrzymywały przez całe życie.
Tłumaczenie: titi
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
www.facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.