Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ
Tamiza pulsowała w sercu East Endu jak jego krew,
żywiąc jego ludzi
i odnosząc z sobą to, co wyrzucili lub zgubili.
Dla niektórych była początkiem podróży.
Dla innych stawała się kanałem powrotu
oddając tych, których im brakowało i których kochali,
zapomnianych i wytęsknionych.
Często była drogą ucieczki a czasami - drogą do domu.
Wojsko by tym pani wykarmiła, pani Lacey!
Do zobaczenia w czwartek!
Co pan na to?
- Chyba ubiliśmy interes, synu. - Świetnie.
- Użyj go sobie. - A jak!
Jest twój.
Zobacz, Arthur. I co powiesz?
Patrzcie, Speedy Gonzalez!
Myślę, co zrobić ze swoim pokojem.
Świeże kwiaty i nowe zasłony?
Chodzi mi o to, że przyjeżdża siostra Noakes z mężem.
Chummy powinna odzyskać swój pokój.
Chummy by tak nie chciała. To teraz twój pokój.
Zdaje się, że Fred i tak opróżnia inny.
Mogą zatrzymać się na dłużej przed przeprowadzką. Ich dom przeznaczono do rozbiórki.
Jane?
Co się dzieje?
Podejrzewam, że byłam tu, by uzupełnić braki.
A brakowało siostry Noakes.
Więc nie wiem, co zrobię, gdy teraz nikogo nie brakuje.
Jane, jesteś częścią Nonnatusa. Jako ty, nie jako uzupełnienie.
Co i tak jest niemożliwe; przekonasz się, gdy za tydzień przyjedzie.
Choć żeby być całkiem szczerym, jej pojmowanie czasu jest dość dowolne.
Anglia wita Chummy i Petera
Módlmy się też za dalsze zdrowienie siostry Bernadette.
- Niech Bóg ma ją w swojej opiece. Amen. - Amen.
SANATORIUM ŚW. ANNY
- Pchajcie! - Dobre z was chłopaki.
Jeszcze kawałek.
Moje panie, wasz powóz czeka.
To dzięki naszymu udanemu festynowi i szczodremu datkowi z Domu Matki.
"Komar" jako wóz służbowy! Od miesięcy marzę o weekendzie w Southend.
Obawiam się, że do Southend nie jeździmy.
Nowy nabytek jest do przewozu gazu rozweselającego.
Miło też będzie nie pedałować w nadchodzących latach.
Mów za siebie. W wolnym czasie, siostro Miller...
- To zdejmijmy go z klocków! - Nie, nie!
Te maszynę należy traktować z największym szacunkiem.
Jazda nieprzygotowanej i nieprzeszkolonej w mechanice osoby - to katastrofa.
Dziękuję.
Nie rób tego.
Nonnatus House.
Chodzi o moją Rose. Już rodzi, teraz!
Ofiarowano mi kwiat,
taki kwiat, jakich w maju nie bywa.
Lecz ja rzekłam 'Różany mam krzak'
i minęłam piękny kwiat, szczęśliwa.
Co, u diabła?
Drogi chłopcze, niech cię nie przeraża poezja.
Zacznijmy od nazwiska i adresu.
Moja żona, pani Laidlaw.
Mieszkamy na Dublin Lane 10 przy Pollard Road. 10...
Siostro Monico Joan, co za telefon słyszałam przed chwilą?
Dziecko, jakim cudem mam interpretować funkcjonowanie twych uszu?
Pani Laidlaw, Dublin Lane 10. W samą porę.
Muszę przyznać, że notatki siostry są wyjątkowe.
Pamiętaj, że telefon może odbierać tylko siostra dyżurna.
Inaczej wszystkie sprawy się pomieszają.
Jeśli sprawy mieszają się tak łatwo...
Zabiłabym za stek i cynaderki.
Jest tu pan John Lacey?
/- Daj mi piwo, bezużyteczna szmato! - To tamten gentleman.
- "Gentleman", mówi pan? - Na tyłach.
Ale John, idzie siostra.
Jaka znów cholerna siostra?
A ty to kto, do diabła?
Cholerna siostra.
Lekarz nie ma jaj, żeby mi powiedzieć i przysłał was?
No dalej, powiedzcie. Umieram, tak?
Masz pan cukrzycę, przyszłam sprawdzić pański mocz.
Tylko chory albo dziwka o tej porze leżą w łóżku.
Ale ja umieram!
Nie jesteś pan bliżej śmierci ode mnie. Bierz pan to i nasikaj tam.
Tylko na Boga, nie upuść pan koca.
Podnieś go! Szybciej, kobieto!
Sylvie Bailey, powiedziałam: odwal się od moich szlugów!
Siadaj!
Ponoć dziewczynki są grzeczniejsze, ale ty jesteś gorsza, niż twój brat.
Ta kolorowa znów cię zaczepia, Sylvie?
Pani Monique Hyde?
Proszę tędy.
Bardzo wysoki cukier, siostro. 1.5%.
Koniec z pasztecikami i z piwem.
Mówiłyśmy: nie jeść ciast, cukru i kartofli, ale pan nie słucha - i proszę!
Cukier jak cholera i zastrzyki.
- Zastrzyki? - Insulina, dwa razy dziennie.
O nie! Tak starego Johna nie załatwicie! Będę walczył z każdym! Powiedz jej!
On nie znosi igły, siostro.
Spodziewaj się pan siostry Miller dwa razy dziennie.
Dałabym niezłą reprymendę pani mężowi.
Sama przeprowadzka jest ciężka,
ale kazać pani jechać przez pół świata w 35 tygodniu ciąży?!
Świat wydaje się mniejszy gdy służy się w Siłach Powietrznych.
Latał w czasie wojny?
I od tego czasu tęskni za ojczyzną.
Wmówił mi, że spotkam w Dover Verę Lynn.
Musiałam ją przeoczyć.
Jeśli to panią pocieszy, Perłowych Króli i Królowych też nie spotkałam w Poplar.
Mąż jest nadal w lotnictwie?
Po wojnie już go nie przyjęli.
Ponoć ma nie dość dobry wzrok.
Choć mój Harold twierdzi, że się nie zmienił.
Dostał posadę w dokach.
Niełatwo o taką.
Mialiśmy wielkie szczęście.
Żeby rodziła pani w domu, muszę przyjść i upewnić się, że mamy wszystko dla dziecka.
Bardzo jesteś miła, ale to ja przyjdę, gdy nadejdzie moja pora.
Chciałabym to widzieć. To nasza standardowa procedura.
Sylvie Bailey, SIADAJ! Siadaj, zanim cię stłukę!
Tylko ta moja sąsiadka...
...wiemy zawsze, co myśli - o wszystkim.
Faktycznie, pani Bailey mieszka obok.
Chodzą plotki, że ma złote serce.
Trzeba będzie zrobić sekcję dla udowodnienia.
- Kiedy się nim przejedziemy? - To nie zabawka!
- W niewłaściwych rękach to broń. - Moja suszarka ma większą moc.
Gdyby był taki niebezpieczny, Włochom nie wolno by nim jeździć.
Odczep się od Włochów - dali nam Sophię Loren.
Witaj, międzynarodowa siostro od św. Tajemnicy.
Rozgryzłam cię - na pewno skądś uciekłaś.
Numer w Genewie, ucieczka z kasą,
habit jako przebranie, gruźlica - idealna przykrywka. Jane Bond.
Albo nie jesteś w ogóle ciekawa i dlatego nigdy nie otwierasz poczty.
Gdybyś się dziś przypadkiem modliła, bądź tak miła i wspomnij o mnie.
W weekend, po śmiertelnej dawce ginu
robiłam brzydkie rzeczy z wielce rozpustnym panem.
Niektóre dusze potrzebują zbawienia jeszcze rozpaczliwiej, siostro Peters.
Proszę mi wierzyć.
Oddam lekcję poglądową z pieluchami za takie ciastko.
Za nic w świecie.
Siostra Bernadette robiła to w parę chwil. U mnie to trwa wiecznie.
Jakieś wieści od siostry Bernadette?
Jedzenie - obfite, konwersacje - takie sobie, zdrowie - bez zmian.
Może jeszcze nie jest Jane Austen, ale pisze regularnie,
choć zero jakichkolwiek ploteczek.
Mam nadzieję, że czegoś się dowiem, gdy jutro ją odwiedzę.
Czyli wszystko fantastycznie i w deseczkę.
Pozdrów ją ode mnie.
"W deseczkę"?
Proszę powiedzieć, że ten pasztecik nie jest dla męża.
Trudno jest mu się sprzeciwić.
Jest chory. Dieta to znaczna część leczenia tej choroby.
Przepraszam, panienko.
Robiąc to, czego on chce, wcale nie robi pani dobrze.
Proszę być silniejsza, to mu pomoże. Rozumie pani?
Chono tu, kobieto!
Gdzieżeś dała mój papier?!
Teraz leży sobie z boku, gdzie mu nie może zaszkodzić.
- Weź go sobie wychodząc. - Dziękuję.
Fantastyczny!
I absolutnie bezlitosny dla bioder.
Biedna pani Lacey. W paszteciki wkłada całą miłość, której mąż wcale nie chce.
To chyba jakiś potwór!
Dobrze, że to ty się nim opiekujesz.
Ja bym go karmiła pasztecikami, żeby wyciągnął kopyta.
Jak każdy tyran - rozsypuje się, gdy na niego huknąć.
Chciałabym pomóc pani Lacey huknąć.
Widzisz? Nauczymy ją. Nas by żaden facet nie zastraszył.
Co ty u licha wyprawiasz?
Ja tylko...
...przymocowałem stojak na gaz rozweselający i sprawdzałem opony i zawieszenie.
To śmiertelna pułapka, gdy się o to nie dba właściwie.
Skoro Blitz i smog nas nie załatwiły, to myślę, że i to przeżyjemy.
Przepraszam, siostro! Próbuję tylko utrzymać tu jakąś czystość.
Dzień dobry, pani Bailey.
Z każdą łodzią wprowadzają się tu inni.
Tym razem sześciu kolorowych.
To panienka...?
Mogę wejść, pani Hyde?
Upewniamy się, czy wszystko gotowe na domowy poród, a właśnie przechodziłam.
To zajmie chwilkę.
- Nie będę jeść tej brei! - Proszę, John!
- Chodź tu, ty wiedźmo! - Natychmiast przestań!
- Z drogi! - Zmuś mnie!
Niech się panienka nie kłopocze.
"Breja" ma panu uratować życie.
"Breję" dostaje pan na moje polecenie, więc jeśli chce pan kogoś zastraszać, to mnie.
- Mężczyzna nie może jeść dziecięcej papki. - Może, jeśli zachowuje się jak dziecko.
A teraz proszę się na coś przydać
i dostarczyć mi próbkę moczu.
Nie powinna pani przez to przechodzić.
Lepiej to posprzątam, zanim ktoś się skaleczy.
Muszę zapytać, do naszych zapisków - gdzie pani i mąż śpicie?
Kuzyn mojego Harolda z żoną oddali nam swój pokój.
Ale mieszkacie tu w szóstkę?
Pani Bailey lubi gadać... Jacob ma dwóch braci.
Jesteśmy spokojni. Jakoś to będzie.
Dziękuję.
Próbowaliśmy znaleźć własny pokój.
Tylko że nie tak łatwo znaleźć kogoś, kto nam wynajmie.
Segregacja rasowa, panienko.
Moja matka miała taką porcelanę.
Moja też. Przywiozłam ją z sobą...
- ...żeby mi ją przypominała. - Musi jej pani brakować.
Jak blasku słońca.
I te kwiaty, które mi przynosiła z ogrodu...
Nazywała go "angielskim ogrodem".
Myślałam, że w Anglii wszyscy piją herbatę i hodują piękne kwiaty swych w ogrodach.
Nie powinna pani sama tego robić!
To nic. Mam dość siły.
Nie powinien pani tak traktować.
Żadne traktowanie nie jest gorsze od włóczenia się po ulicach,
ani gdzie głowy złożyć, ani gdzie położyć dziecko do snu.
Była pani bezdomna?
Dawno temu. Szkoda o tym myśleć.
To mi pokazało granice mej wytrzymałości.
Wychowałam syna, swojego Boba, w zdrowiu i bezpieczeństwie.
Teraz, gdy dorósł, o nic nie muszę się martwić.
Dziękuję.
Kobieto!
To despota.
Robi biednej żonie piekło z życia,
a ona to znosi, bo jest wdzięczna za dach nad głową.
Pomieszkaj tydzień na ulicy, a zaskoczy cię, co będziesz skłonna znosić.
Gdyby wilk zaproponował jej schronienie, dziękowałaby mu całą wieczność.
Nie jest już na ulicy - powinna się mu postawić.
Za krótko tu jeszcze mieszkasz?
Nie mamy tu zakończeń rodem z Hollywoodu. Wykonujemy tylko swoją pracę.
Muszę przyznać, że lekarze od gruźlicy są niezwykle przyjemni dla oka.
- I niezwykle wykwalifikowani i kompetentni. - Cóż za bonus!
Umierałam z ciekawości, co jest w środku. Młody Turner nalegał, bym dała ci to osobiście.
A pani B. ma nadzieję, że ciasto będzie ci smakować.
Martwy motyl. Dziwny chłopak.
Pieris brassicae. Chce, żebym poprosiłam lekarzy o diagnozę.
Najwyraźniej to nie dziedzina jego ojca.
- Szpilka, którą go przebił, też nie pomaga. - Znalazł go martwego na parapecie.
Poza tym zawsze należy podziwiać dociekliwy umysł.
Jak się ma... mają wszyscy?
Wszyscy czujemy się świetnie, ale szczerze, dość już mamy tego sanatorium.
Chcemy, żebyś wróciła do domu.
Gdy wróci Chummy, będzie znów jak za dawnych czasów.
Przyjedzie do domu. On przyjedzie!
Mój Bob. Do domu, z Ameryki! Ze swoją narzeczoną.
Ma narzeczoną!
Jak wspaniale! Kiedy tu będzie?
Lada dzień. I zostanie na trzy tygodnie.
Popatrz na to. Wysłał mi to!
Mówi, że muszę mieć własne radio tranzystorowe.
Mówi, że mogę co tydzień słuchać programu o Ameryce.
Tak, "Listy z Ameryki". Siostra Monica Joan go uwielbia.
Mówi, żebym słuchając myślała o nim.
Wszędzie to mogę nosić. Waży mniej niż paczka cukru.
Nie wiem, jak się włącza, ale co tam.
Musi pani! Zaraz się w tym pani zakocha. Pokażę pani, jak to działa.
Przyjeżdża do domu!
Więc postarajmy się być w jak najlepszej formie, tak?
Potrzebuję nowej brzytwy.
I tego, co tak pachnie... brylantyny, tak!
Mój kościołowy garnitur powinien wciąż pasować. Powiesz mojej starej?
- Powiedz jej, czego potrzebuję. - Nic jej nie będę mówić.
Proponuję, żeby pan sam ją grzecznie poprosił.
- I... lusterko, znak. - Lusterko, znak.
Przepraszam!
Wyobraźcie sobie, że krzesła to auta, piesi i inni użytkownicy jezdni.
Kiedy naprawdę wsiądziemy na skuter?
Kiedy osiągniecie biegłość i nie będziecie zagrożeniem na drodze.
Siostro Franklin, uwaga na krzesło.
Poszło mi oczko w pończosze. Niech to będzie postój awaryjny.
Siostro Monico Joan, przeziębisz się.
Dziecko, gdyby kwiaty, które trzymasz,
nie nasyciły cię tchnieniem niewinności,
przeklęłabym cię na miejscu.
Nie widzisz, jakiego podjęłam się zadania?
Pod nami spoczywają zakopane klucze.
Mając klucze będę mogła stąd uciec.
Możesz iść ze mną.
Podoba mi się tu. I siostrze również.
Będzie tu lada chwila.
Chciałam wyglądać jak najlepiej.
Zbyt jaskrawo, prawda?
Mogłaby pani ubrać namiot, a dla Boba i tak będzie pani piękna.
- To gdzie on jest? - Przyjdzie za jakiś czas.
Wyglądasz, jakby wybuchł słoik truskawek. Pomyśli, że znów zrzucali bomby.
Ranisz mnie, John.
Żartuję, ty tępa kobyło.
Ślicznie pani wygląda, pani Lacey.
Przynajmniej jest nowa, a to chyba coś znaczy, prawda?
To nie tylko mit. Niektórzy z nas hodują kwiaty i piją herbatę.
Pani Hyde?
Skurcze Braxtona Hicksa, pani Hyde.
Odczuwa się je jak porodowe, ale to nie poród.
Ale to tak bardzo boli.
Myślała pani, że ma skurcze, będąc sama
i nie pomyślała pani, żeby nas wezwać?
Żeby sąsiedzi myśleli, że osobista pielęgniarka przybiega na każde moje kichnięcie?
- Słucham? - Już myślą, że mam więcej, niż mi się należy.
Ma siostra dość na głowie.
Jedyne, co mam na głowie, to moi pacjenci.
I przyjdę o każdej porze, w każdej pogodzie, i przy każdym kłopocie do kogokolwiek z was.
Moja praca to opieka nad panią.
Ty jesteś tą angielską damą, o której mówiła mama.
Musi mi pani przyrzec, że pozwoli się sobą opiekować,
żebym nie zawiodła oczekiwań pani mamy.
Na litość boską, jesteśmy tuż za rogiem.
Kodeks drogowy. Myślałem, żeby jutro się nim zająć.
Wciąż na krzesłach? Więcej teorii?
Bez teorii prochem jeno jesteśmy.
Nie umiesz jeździć, prawda?
Co proszę?
Jutro, koło szopy z rowerami. Punkt ósma.
Chciałabym zamienić słówko.
- Rozmawiałyśmy... - "My" czyli kto?
Ja i dziewczyny. Chciałabyśmy, żebyś najpierw przychodziła do nas.
Kiedy masz tu obchód.
- Nie do końca rozumiem. - Przy wizytach domowych.
Ale co to znaczy "najpierw"?
Przed tą jak-jej-tam. Tą kolorową.
Ponieważ?
Jesteśmy teraz wrażliwe, prawda? Pod koniec ciąży z byle czego się rozłożysz.
Wiesz, co oni mogli przywlec, i nie chodzi mi o muszki owocówki.
Głupotą byłoby o tym nie mówić.
- Przyjdę najpierw do pani... - Wiedziałam, że zrozumiesz.
...bo wtedy pod koniec obchodu będę mogła posiedzieć u pani Hyde
i porozmawiać z inteligentną, dobrze wychowaną kobietą.
Naprawdę porozmawiać, a nie wysłuchiwać ograniczonych poglądów.
Pomoże mi to przetrwać inne wizyty.
Niezłego masz syna.
Pewnie ma spóźnienie albo coś go zatrzymało.
O nie!
Jaka to różnica?
I tak nikt cię nie widzi!
Nie ma różnicy, żadnej. Zadowolony?
Jesteś smutny, tato?
Smutny? Kiedy mam ciebie?
Babcia Parker mówiła, że po śmierci mamy siedziałeś w aucie,
jak pies pasterski bez swojej owieczki.
Tak mówiła? A co powiesz na grzanki?
- Tak! - No to chodź.
Grunt to rozłożenie masy i prędkości.
Jedziesz zbyt wolno - przewróci się, zrzucając cię jak wór ziemniaków.
Za szybko - przelecisz nad nim jak ludzki pocisk.
Gdyby ktoś nas zobaczył w tej pozycji, ja za siostrą, od tyłu...
Przepraszam, że jak?!
Znaczy: ze mną jako pasażerem,
czy moglibyśmy to określić "demostrowaniem siostrze możliwości motoru"?
Rzeczywiście moglibyśmy tak to określić, Frederick.
Nie za szybko! Nie zna siostra tej maszyny!
Nie znam? Jeździłam dziesięć razy większą, dzień w dzień podczas wojny.
I powiem ci, że mi tego brakuje.
Mówiłeś, że twoi rodzice mają zajazd.
Bar z pasztecikami, w Londynie to na czasie.
Mamy pokój w Grosvenor. Chcę się zabawić.
Pokaż mi Anglię, prawdziwą Anglię!
Nie możemy odejść ot tak.
Bob, tu nikogo nie ma.
Bob? Widziałam, że to ty. Spodziewaliśmy się was wczoraj.
- Twoja mama tyle o tobie mówiła. - Bob...
Chyba nie wychodzicie?
Twoja mama wyskoczyła tylko zapłacić czynsz, zaraz wróci.
Przepraszam, ale my właśnie...
Zapomniałam, że mam spotkanie.
Panie Lacey, nie może pan wyjść, pańska mama żyje tą chwilą.
- Wiedziałam, że przyjdziesz. - Mamo!
Proszę, czy to nie ten, który się zawinął?
- Siostro... - Panie Lacey?
Proszę usiąść.
Doszłam do wniosku,
że to albo najnudniejszy mężczyzna pod słońcem albo najbardziej fascynujący.
Może lepiej zwróćmy go do nadawcy, biedak zaoszczędzi na znaczkach.
Monotonna norma.
Chciałabym umówić się na odwiedziny.
Mogę skorzystać z telefonu?
Sama wybiorę siostrze numer.
Za prędko pan wstał. Dam panu wody.
Kłamią, próbują cię pocieszyć.
Cukrzyca. Mam osobistą pielęgniarkę, tak ze mną źle.
Przykro mi to słyszeć.
Czego tak wytwornie gadasz?
Mówi jak gentleman. Mogłabym cię słuchać cały dzień.
Przypominasz mi Davida Nivena.
Może tego Nivena z ubezpieczeń, mamo.
Będziecie brać ślub! Boże mój, marzyłam o tym.
Kiedy planujecie?
Moglibyśmy wynająć salą parafialną.
Nie chcielibyśmy robić kłopotu.
Pobierzemy się, gdy wrócimy do domu.
Ale to jest wasz dom.
Rodzice Trudie byli tak mili...
Mają piękny dom z widokiem na rzekę Hudson. To będzie idealne miejsce.
Rzeka Hudson.
Moja mama by nam nie wybaczyła.
Jasne, oczywiście.
Chcemy, żebyście przyjechali.
Joh, jak sądzisz? Moglibyśmy zrobić sobie wakacje.
Nie, nie mogę podróżować w tym stanie zdrowia.
Musicie nam napisać, jak było.
- Musimy chyba iść. - Nie zatrzymacie się?
O nie, nie chcemy robić kłopotu.
Poczekajcie chwilkę, kochani. Tylko minutkę.
Mam jeszcze dalsze wizyty, jeśli mnie pani nie potrzebuje...
Nie, panienko, proszę iść.
Cóż to był za dzień, panienko! Marzyłam o takim dniu.
Jasny szlag! Uratowałaś mnie.
Dzięki.
Ty byś dla mnie zrobiła to samo.
Miasto obiecuje, że będą myć te schody co miesiąc. Kłamliwe gnoje!
Musimy więc same zadbać o siebie.
Że niby jak?
Tam, skąd pochodzę, kobiety robią to na zmianę.
W jednym tygodniu ja wyszoruję werandę, w następnym - ktoś inny.
Mogłybyśmy tu tak robić.
"Weranda". Przyszło mi na myśl "Przeminęło z wiatrem".
Nie wiem, czemu.
Boziuniu, uwielbiam Clarka Gable'a.
Moja mama ma jego zdjęcie przy łóżku.
Ja tak samo.
Wolę to, niż oglądać mego starego na poduszce obok.
Jak tam jest?
Tam, skąd żeś przyjechała?
Zielono, strasznie zielono.
A morze... jest jak jadeit.
Gdy wspiąć się dostatecznie wysoko, widać całą wyspę.
Tera muszę wszystko prać od nowa!
Wszystko może na tym być.
To urocze. Jakby cofnąć się w czasie.
Tak, właśnie tak - to Dickens.
Należała do Boba.
Trzymałam ją przez te wszystkie lata, mając nadzieję, że znów się przyda.
Teraz jest twoja, kochanie.
Tak, jest naprawdę wyjątkowa.
Odwiedź mnie, mamo.
To mój numer, do hotelu.
Bob, co mam ci powiedzieć?
To była jakaś dziura, a ci ludzie...
"Ci ludzie"? Ona jest moją matką.
Zostawiła, zapomniała, nic to dla niej nie znaczy.
Nie odeszli daleko - pobiegnę za nią.
Nie obchodzi ją to więcej, niż księżyc ciebie. Znalazł se niezłą zołzę.
- Jeszcze jej nie znamy, John. - I nie poznamy. Ona tu rządzi, to jasne.
On się wżeni - a ona mu o tym nieprędko pozwoli zapomnieć.
Rzeka, kurwa, Hudson.
On nie jest taki. Nie zmieni się.
Ale jakoś po to nie wraca, co?!
To mój syn! Wiem, jakim jest człowiekiem!
Teraz należy do niej.
- Dobranoc, pani Wilson. - Do jutra.
Przyszedł gość do siostry.
Droga siostro, tak nam ciebie brakuje.
Bóg jest dla nas bardzo łaskawy.
Prawda, że jest?
Co słychać w Nonnatusie? Ponoć Chummy wraca?
Siostro, z naszych listów i odwiedzin
wiesz pewnie lepiej ode mnie, jak żyje się w Nonnatus House.
Co takiego chcesz mi powiedzieć, czego nie mogłaś napisać w liście?
Kłamałam, siostro.
Okłamywałam ciebie, Boga i siebie samą.
I jestem taka zmęczona, tak strasznie zmęczona.
Więc teraz musisz się odciążyć, a ja cię wysłucham.
Myślałam, że pani Lacey cieszy się ze swego radia.
Mój sklep i moja radiostacja.
Mógłby pan trochę ściszyć?
- Pan wie, że spokojnie mógłby podróżować. - I co, żebym mógł?
Nie chce pan być na ślubie syna?
To nie jest mój syn.
Przygarnąłem go tylko, dałem dach nad głową, tak, jak jej.
Przepraszam, nie wiedziałam.
Nie jesteś już taka ważna, co?
Ale nie sądzi pan, że dla niej to strasznie istotne?
Gdyby nie ja, oboje byliby w przytułku!
Równie dobrze mogłabym tam być.
Masz tupet! Wziąłem cię z ulicy. Uratowałem cię.
Czy nie dziękowałam ci za to każdego dnia?
Jestem ci wdzięczna, za wszystko,
ale oddaję dużo więcej, niż wzięłam.
Dbałam o ciebie i robiłam wszystko, od kiedy jesteśmy razem.
Uważasz to za niewarte wspomnienia, ale oddałam ci wszystko, co mam.
Przez cały ten czas nie mogłaś podzielić się swym cierpieniem.
Myślałam, że straciłam wiarę.
Nigdy w życiu nie czułam się tak nieszczęśliwa i samotna.
Tak się martwiłam. Liczyłam, że jeszcze ze mną porozmawiasz.
Nie straciłam wiary.
Chcę czegoś innego.
Tego, czego w zakonnym życiu mieć nie mogę.
Wszystkie to kiedyś czułyśmy - dezorientacja.
Tak to było u mnie.
To była moja pustynia, sprawdzian tego, co czułam, w co wierzyłam.
Teraz widzę, że nie byłam bliska śmierci.
Byłam bliska życia i choroba mi to pokazała.
Myślę, że Bóg wybrał dla mnie inną drogę,
poza Nonnatus House.
Siostro, to, co mówisz, to, o co prosisz,
to pierwszy krok na drodze, która nie będzie należała do łatwych.
Musisz mieć pewność, że właśnie nią chcesz podążać.
Potrzebna mi jest twoja siła.
Nie mam dość własnej, bo nie wiem, czy to okno od Boga,
przez które ja tylko wyglądam, gdyż boję się go otworzyć.
Teraz wychodzę i nie wiem, kiedy wrócę.
- Jak to: wychodzisz? Dokąd? - To moja sprawa.
Dokąd możesz iść taka wypacykowana?
Przed tobą też miałam życie, John.
Czas, żebym znów je odnalazła.
Bardzo dobrze, Annie!
Dziękuję, kochanie.
Grunt to rozłożenie masy i prędkości.
Jedziesz zbyt wolno - przewróci się, zrzucając was jak wór ziemniaków.
Za szybko - przelecicie nad nim jak ludzki pocisk.
Dziękuję, siostro.
Nie bój się go. Strach jest zabójczy.
Nie boję się.
Dziewczyna z wyobraźnią przestrzenną?
Gdybym miała mózg, byłabym śmiercionośna!
Spuścić was na chwilę z oka...!
- Co będzie następne - zakonnice na nartach? - Chummy!
Zabezpiecz pojazd i idź.
Mój bohater - jak zawsze.
- Ostrożnie, laski. Wróciłam ciut cięższa. - Wspaniale, Chummy!
Prawda? To taki nasz mały nadbagaż.
- Kopę lat. - Fred!
- Proszę, madam. - Dziękuję.
- Mamo! - Witaj, kochany.
Tak się cieszę, że przyszłaś.
- Nie chcę cię stracić, Bob. - Mamo...
Nie oczekuję, że będziesz dumny z tamtego miejsca - ja nie jestem.
Masz własne życie i jestem z ciebie taka dumna.
Tylko dopilnuj, żeby było ono TWOJE.
Żyj tak, jak chcesz żyć.
Tak, jak ty?
Nic nie jest idealne. Ale trzymamy się, bo pamiętamy dobre przeżycia.
Musimy więc urządzić sobie długi obiad,
żeby powspominać te dobre przeżycia i opowiedzieć o zapomnianych drobiazgach.
- Dobrze? - Tak, kochanie, jak najbardziej.
Dziś zrobiłam sobie wakacje.
- Dziękuję, jest śliczny! - Mamy jeszcze trochę świecidełek z podróży.
Siostro Monico Joan, wiem, że masz słabość do perkusji.
Wybiję sobie rytm powrotu do swej celi...
...i wyślę w świat ostrzeżenie: "Uważajcie na przyszłość,
nie można jej wierzyć".
Nadchodzą wielkie zmiany.
Cholernie fajnie.
- Jest bardzo zmęczona. - A my to nie?
Nie obiecuję, że to kolory sezonu,
ale obiecuję, że dzięki memu wiernemu Singerowi nikt w Poplar nie będzie wyglądał tak szałowo.
Dziękuję.
Jane, wielebny Applebee-Thornton w swoim liście
zapewnił mnie, że ten kolor będzie ci pasował.
- To dla mnie? - Oczywiście.
Z tego, co słyszałam, bez ciebie nie poradziłybyśmy sobie.
Dziękuję.
To jest przepiękne!
Czuję się tak egzotycznie!
Trzy Gracje z Bow!
- Bardzo dziękuję, jest piękny. - To dobrze.
Nonnatus House.
Potrzebuję położnej, zaczęły się prawdziwe skurcze.
Kto mówi?
Monique Hyde, budynek przy Starej Liny 18.
Siostra Lee mówiła, żeby zadzwonić, gdy się zacznie.
Proszę, przyjdźcie szybko.
Jestem sama.
Halo? Pomóżcie mi!
- Proszę! - Przykro mi, niestety mamy nieczynne.
Proszę, nie wychodź jeszcze, jeszcze nie.
Sylvie, jest twoja mama?
Wiesz, kiedy będzie w domu?
Chodzi o pani dziecko?
Nie mogę cię tu urodzić. Proszę.
Sylvie Bailey, natychmiast do domu!
Ale mamo, pani...!
- Chcę z nią zostać! - Chodź no! Musisz umyć ręce!
- Proszę cię, Rita. - Zadzwoń po cholerną położną!
- Nie odbierają. - Muszą, to ich praca!
Wracaj do koleżanek, Rita.
Sylvie, do domu. A ty - chodź.
- Pośpiesz się, nie wiesz, co ona może mieć. - Odpierdolcie się!
Chodź. Spokojnie. Oddychaj.
Już rodzę!
Nie! Nie możesz tutaj urodzić, to... niehigieniczne!
Zaczekaj, powstrzymaj się, tak? No, chodź.
Jeszcze kawałek, w jakieś bezpieczne miejsce.
Tu nic nie ma, tylko jakieś gryzmoły!
Nikt się na ciebie nie gniewa,
ale to bardzo ważne, żebyś spróbowała przypomnieć sobie, z kim rozmawiałaś.
To może być każda z naszych pacjentek, 50 ma rodzić tylko w tym tygodniu.
Miała łagodny głos...
jak delikatny wiaterek na wiosennych listkach.
Boże, daj mi siłę!
Moje myśli plączą się...
...jak wystrzępiona lina.
Ulica Starej Liny!
Monique Hyde.
Chodź, daj mi rękę.
Krok po kroku, za mną, dobrze?
Właśnie tak. Już prawie jesteśmy.
Po jednym schodku, tak?
Pomocy! Pomóżcie nam!
Ona już rodzi!
Monique? Strasznie cię przepraszam!
Dzięki, Rita.
Gdzieżeście były? Żeby zostawić porządną kobietę w tym stanie!
- Trixie, prześcieradła i gorącą wodę! - Wiem!
Mamy niewiele czasu.
Musimy cię wnieść do środka. Oprzyj się na mnie. Raz, dwa, trzy!
Hopaj siupaj!
Zostawię to w twoich rękach. Muszę doglądać siostry Moniki Joan.
Powolutku... dzielna dziewczyna!
Rytm serca dziecka zwalnia.
Panie, wybacz mi...
...i chroń nas wszystkich przed demonami, które mnie dręczą.
Nie ma tu żadnych demonów.
Twój umysł jest zmęczony i to wszystko.
A wtedy my będziemy cię chronić.
Będziemy z tobą i zadbamy o to, żeby pamiętać, gdy ty zapomnisz.
Jeszcze, Monique, dobrze!
Strasznie boli!
Dziecko samo nie wyjdzie, musimy je wyciągnąć.
Musisz przeć.
Potrzebujesz całej swojej siły, bardziej, niż kiedykolwiek przedtem.
Zrób to dla swojego dziecka, dobrze?
Dzielna dziewczynka! Jeszcze, świetnie ci idzie!
Właśnie tak! Grzeczna dziewczyna!
Na pępowinie zrobił się supeł. Dlatego rytm serca był wolny.
Co z moim dzieckiem?
Jest idealny.
Masz prześlicznego chłopczyka.
Witaj w Anglii, maluszku.
Z całej ojczyzny
wybrałeś najmilsze panie, żeby sprowadziły cię na świat.
Dziękuję.
Oczywiście w dżungli rozpala się ogień głównie, by odstraszyć lwy.
- I tygrysy. - I niedźwiedzie.
O rany!
Zapewniam was, że białka oczu lwa nie są śmieszne.
Ani zbliżający się tyłek słonia w odwrocie. Świadczą o tym moje okulary.
Nie będzie wam brakować tych wspaniałych przygód?
Zdaje się, że niedługo będziemy mieć ich więcej, niż marzyliśmy.
Dom nie jest tylko znakiem na mapie
tak, jak rzeka nie jest tylko wodą.
To miejsce w środku kompasu,
z którego każda strzałka promieniuje
i na które nastawione jest serce.
To siła, która wszystkich nas przyciąga i wabi.
Dziękuję.
Bo gdzie jest dom, tam jest nadzieja.
I czeka przyszłość.
I wszystko jest możliwe.
Przekład: titi
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.