Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ Przekład: titi
Jako pielęgniarki i położne
byłyśmy mistrzyniami milczenia.
Wiele dzieliłyśmy ze swymi podopiecznymi
i widziałyśmy więcej, niż da się opowiedzieć.
Ale miałyśmy też własne tajemnice i brzemiona.
Do kogo miałyśmy się zwrócić, gdy nasze serca przepełniał ból?
Kto miał nas uspokoić, gdy się bałyśmy?
Gdzie się siostra wybiera?
Idę do kaplicy,
jak czynię wielokrotnie w ciągu dnia, codziennie.
Rutyna jest zbawcą człowieka.
Tylko że nie ubrała siostra habitu.
Z pewnością ubrałam!
Ani niteczki...!
Zdarza się.
Nie.
Nigdy nie podjęłam wędrówki do kaplicy bez...
Mógłbyś o tym nie wspominać?
Byłoby gadanie.
Oczywiście.
Dziękuję, Fred.
To już czwarty raz dzisiaj, panno Masterson.
Chyba pijasz rano za dużo herbaty.
Przepraszam, pani Flynn.
- Idź. Nie chcę tu kałuży. - Dziękuję.
60 sekund.
Jeden aligator, dwa aligatory, trzy aligatory...
Wygodnie pani, pani Tate?
Nie myśli pani chyba, że skończy tę pelerynkę przed porodem?
Umiem już rozróżnić fałszywy alarm od tego, co naprawdę.
Przechodziłam to już pięć razy.
Okropny ten kaszel.
Mam go od dawna. To przejdzie.
Wezwę lekarza.
Pani Tate, to już trzeci przypadek w tym tygodniu,
co wskazuje na nową epidemię.
Gruźlica nigdy nie wybierała.
Jest wszędzie w Poplar, od zawsze.
Nie w takim stopniu i nie za moich czasów. Siostro, spóźniłem się.
Nie mógł pan wiedzieć, że są chore.
Chyba, że byłyby prześwietlane. Wcześnie.
Ogólny Program Rentgenowski?
Przyjedzie, ale Bóg wie kiedy.
Potrzebujemy TERAZ tego wozu.
Jesteśmy najbardziej przeludnioną częścią Londynu.
- Faktycznie. - A to widoczne przypadki.
Będę widział się z zarządem
i postaram się sprawić, żeby wóz przyjechał do Poplar w trybie pilnym.
Ma pan pełne wsparcie od naszego domu. Czego tylko będzie pan potrzebował.
Warto spróbować.
Dostałaś mój list?
Wolno czytasz czy co?
Przyjechałam najszybciej, jak mogłam.
Przygotuj się.
Terry?
Jestem Julia, tato.
Kto?
Julia. Twoja córka.
Proszę, proszę.
Słyszałam, że źle się czujesz.
Choroba zawsze wypłasza winowajcę.
Chciałam cię zobaczyć.
Cała matka.
Beznadziejna kłamczucha.
- Co powiedział lekarz? - Żadnych lekarzy.
Wciaż pracujesz w tym pubie?
Nie, poszłam na studia.
Znalazłam pracę w zespole maszynistek.
Zespół maszynistek?
Czyli staczasz się po równi pochyłej.
Coś w tym stylu.
Lekarz musi cię zobaczyć, tato. Potrzebujesz dobrej opieki.
Przychodzisz, wyfiokowana, po sześciu latach milczenia i mówisz, czego potrzebuję?
- Myślałam, że to pięć lat. - Sześć!
Sześć.
Wynoś mi się stąd.
Skandalistka!
Są okropnie niewygodne, ale co tam.
Rany, skąd je masz?
Z Dolcis. Czy w nich poruszam się jak Marilyn Monroe?
Musiałabyś ściąć trochę obcasy.
Czy ona tak robi?
Pół centymetra. Czytałam o tym w Woman's Realm. Łatwiej się poruszać.
Jasne. Gdzie jest Fred?
- Nie możesz ściąć obcasów w nowych butach! - Fred!
- Skoro to dobre dla Marilyn... - Ktoś mnie wołał?
Mógłbyś ściąć pół centymetra tych obcasów?
Zniszczysz je!
- Wszystko w imię doskonałego chodu. - Są nowiutkie!
Dobra, wygrałyście.
Nie wiem, jak możecie w tym chodzić.
Ja bym miał zawroty głowy.
Fred ma lęk wysokości.
Puknij się. Czemu nie zamówiłeś ginu?
Jest sierpień, Terry.
Myśl. Kobiety piją dwa razy więcej gdy ich dzieci są poza szkołą
i obłażą je jak robactwo.
Dobrze, że wciąż się trzymam, no nie?
Doglądam swojego zamczyska...
Terry, zejdź na dół! Ktoś przyszedł do właściciela.
Tylko mi nie ucieknij.
Proszę za mną.
Dobry wieczór, panie Masterson.
Nie chcę żadnych lekarzy w moim pubie. Straciłeś pamięć?
- Kto cię wezwał? - Ja.
Mówiłem jej, psze pana.
Powinna dać sobie zbadać głowę w środku i z wierzchu.
Proszę mi dać przegub.
Jestem zbyt zmęczony.
Ma pan przyśpieszony puls.
Zbadam pańską szyję.
Proszę obrócić głowę w prawo.
Na co się gapisz?
Bardzo dobrze.
I jeszcze nogi...
Są spuchnięte.
Może się pan trochę pochylić?
Muszę osłuchać pańskie plecy.
Proszę się pochylić, jeśli da pan radę.
Trzeba opatrzyć tę ranę.
Wygodnie panu tu, w pubie?
Idealnie.
Co? Doktorze, on nie może tu zostać.
Nie zgodzę się. Przeniesienie go teraz może mieć opłakane skutki.
- Ale on musi być w szpitalu! - Nie! Ty chcesz, bym był w szpitalu,
żebyś mogła się stąd zmyć.
Panno Masterson, ojciec potrzebuje kogoś na miejscu.
Musi mieć stałą opiekę.
Mogę zostać na noc.
Jutro przyjdzie do pana pielęgniarka.
Pani ojciec może potrzebować pani na więcej, niż jedną noc.
To niemożliwe.
Miałam zamiar być tu przez godzinę.
Mam pracę i własne życie.
Jutro na pewno wyjeżdżam.
Świetnie sobie beze mnie poradzi.
Powiem to jasno:
z tego, co widzę, atak serca przed dwoma laty spowodował nieodwracalne zmiany.
Gdyby chodził do kontroli i był otwarty na zalecenia,
moglibyśmy spowolnić ten proces.
Jaki proces?
Mogę mu zaoferować opiekę paliatywną.
Jego serce jest słabe.
Pani ojciec umiera.
Rozumiem.
Jak powiedziałam - mogę zostać na noc.
Dziękuję, że pan przyszedł.
Kto podwędził wszystkie zaciski?
Jestem niewinna!
Pewnie wyrosły im nóżki i same stąd wyszły.
Zastępuję dziś rano siotrę Julienne i wybieram się z dr Turnerem do siedziby władz.
Cynthia, weź nowy pakiet porodowy do Skevingtonów,
- bo ich myszka ponoć zjadła poprzedni. - Dobrze, siostro.
Siostro Lee, powiadają, że pan Masterson nie należy do sympatycznych,
- ale ty radzisz sobie z trudnymi przypadkami. - Dziękuję. Chyba się zahartowałam.
Dużo się nauczyłaś. Możesz być z siebie dumna.
Złodziejka zacisków!
Siostra Bernadette...?
Witam, doktorze Turner.
Spodziewałem się siostry Julienne.
- Siostra Julienne miała wezwanie. Zastępuję ją. - Rozumiem.
Przepraszam za małe spóźnienie.
Nie mogłem znaleźć porządnego krawata.
Ten wygląda zupełnie... odpowiednio.
Dziękuję.
Doceniam siostry wsparcie.
Robię przysługę siostrze Julienne, to wszystko.
Oczywiście.
Przyszła pielęgniarka, tato.
Panie Masterson, jestem siostra Lee.
Przyszłam zrobić panu zastrzyk,
zająć się pańskimi nogami i opatrzyć ranę na ramieniu.
Jestem zachwycony.
Będę przychodziła co rano, wcześnie, umyć pana i zadbać o pańską wygodę.
Zostawię was.
Nie musisz. Możesz zostać, jeśli chcesz.
Ale nie chce.
Masz dzieci, siostro?
- Nie mam. - To masz szczęście.
Na pewno pan tak nie myśli. Dzieci są wszystkim.
Nic siostra nie wie, prawda?
- Straciłem wszystkie swoje dzieci... - Tato!
...z powodu gruźlicy.
Ale wciąż ma pan córkę.
Tak... Tego dnia Bóg starannie wybierał.
Zostawił mi lodowaty wiatr.
Musicie być ze sobą mocno związani.
Jak mało jeszcze wiesz, siostro.
Straciłem żonę.
Pięciu synów.
Jednego, potem następnego i następnego.
Mój Boże...
Miałem jeszcze najmłodszą, Elizabeth,
taką szczęśliwą i maleńką.
W swoje czwarte urodziny zaczęła kaszleć i...
...odeszła.
Julia i ja zostaliśmy całkiem sami.
To musiało być dla was straszne.
Była dla mnie światełkiem w ciemności, dzięki niej nie oszalałem.
I wyjechała. Po prostu nagle odeszła.
Chciała mieć własne życie, z dala od tego pubu.
Ta dziewczyna myśli o sobie i tyle.
Na pewno tak nie jest.
Jest tak, siostro.
Nawet teraz nie może się doczekać wyjazdu stąd.
Wyjeżdżasz?
Poradzi sobie beze mnie.
Po tym, co powiedział mi twój ojciec, rozumiem twoją chęć ucieczki.
Nie mogę zostać w tym pubie.
Tylko ty mu zostałaś.
To twój ojciec - i wciąż tu jest.
Wszystko w porządku? Źle wyglądasz.
Nie jestem pacjentką, siostro Lee.
Wybacz, że zapytam...
Spodziewasz się dziecka?
Nie mam racji?
Wyrzucą mnie z biura, jeśli to się wyda.
Nie mogę pozwolić sobie na utratę pracy.
I na pewno nie chcę, żeby on wiedział.
Który to miesiąc?
Ósmy.
Ósmy? Jesteś szczuplutka. To na pewno przez ten pas.
Dziecko ma za mało miejsca! To strasznie niebezpieczne.
Masz narzeczonego?
Nie. Miałam nadzieję, że będę miała nieco większą wiązankę ślubną,
ale... to się zdarza, prawda?
Miałam właśnie powiedzieć Frankowi o dziecku, gdy oznajmił, że żeni się z ukochaną.
Zabawne. Myślałam, że ukochaną jestem ja.
Możesz się położyć?
Siostro, muszę to nosić.
Potrzebuję tej pracy.
Rozumiem. Naprawdę.
Ale nie możesz tego zakładać. Obiecujesz?
Z całym szacunkiem,
wóz z rentgenem jest TERAZ potrzebny w Poplar.
Gdy nie wykryjemy choroby, pacjenci bedą umierać.
Pacjenci czasem umierają, doktorze.
Powiedziałbym, że to ryzyko zawodowe.
Zdiagnozowałem właśnie zaawansowaną gruźlicę u pacjentki w wysokiej ciąży.
Ma pięcioro dzieci.
Równie dobrze mogła umrzeć bo nie wiedziałem, że była chora.
Wie pan, że gruźlica już nie jest wyrokiem śmierci.
Możemy ją leczyć.
Ale musimy wcześnie wkroczyć, by pacjent miał szansę wyzdrowieć.
W ten sposób do niczego nie dojdziemy, prawda?
Trzeba wyraźnie stwierdzić,
że to bardzo złożony, logistyczny program.
Wozy PRZYJADĄ do Londynu.
Dokąd? Do Mayfair? Do Chelsea?
Co pan, przepraszam, sugeruje?
Był pan kiedyś w Poplar?
Nie.
W Poplar bywa, że do dwunastu ludzi
mieszka w małym domku lub mieszkaniu w czynszówce.
Przy przeludnieniu i złej wentylacji infekcja bardzo łatwo się przenosi.
W międzyczasie zarażony człowiek przenosi nieświadomie chorobę
na zatłoczone taśmy produkcyjne i zakaża współpracowników.
Nawet, gdyby zaraził tylko 20 kolegów z pracy rocznie,
i to bardzo skromnie licząc,
to oznacza, że 20 rodzin będzie narażonych na chorobę.
Z dziećmi włącznie!
Gdy planujecie wasz "wysoce złożony program", choroba się rozprzestrzenia.
Możemy z nią walczyć,
- ale natychmiast potrzebujemy tego wozu. - Dobrze.
Doktor Turner i siostra Bernadette przedstawili swoje argumenty.
Musimy się nad tym zastanowić.
Gratulacje, doktorze. Był pan naprawdę... niesamowity.
Siostra również.
Że też mnie tam nie było! Brzmi tak dramatycznie.
- Doktor musiał być całkiem jak bohater. - Całkiem.
Jestem wdzięczna siostrze za zastępstwo.
Zasłużyła siostra na ostatnie jajko w mięsie.
Tylko przybędzie roboty. I bez tego pracujemy na pełnych obrotach.
Jeśli ktoś nie chce pracować, niech nie je.
- Dobry wieczór. - Tędy, doktorze.
O wilku mowa, a wilk tuż.
Przepraszam, że przeszkadzam, ale czułem, że muszę przyjść od razu.
Za tydzień we wtorek do Poplar przyjedzie wóz.
To naprawdę wspaniała wiadomość!
- Cudownie! - Promienie gamma wkraczają do naszej galaktyki.
Mały moment. Przysyłają wóz w dzień Kliniki Prenatalnej?
Rzeczywiście. Niezupełnie to dogodne.
Musimy dać sobie radę.
Ciekawam, jak.
Siostra Evangelina mogłaby opanować tłumy.
Jej głos przypomina coś na kształt...
syreny mgłowej!
Zobaczmy, czy dziś zmniejszył się trochę obrzęk.
Siostra mnie rozpieszcza.
Zostawię was.
Znowu idzie.
Mała Panna Egoistka z własną rybką na patelni.
Przestań wreszcie. Nie zniosę tego.
Moja rodzina też zmarła, pamiętasz?
Nie mogłam tu zostać.
Co za egoistka.
Nieprawda.
Twojej bliskości nie mogłam znieść!
Uspokójmy się wszyscy.
Dobrze.
Nauczę cię, jak robić ojcu masaż limfatyczny.
Pomaga to przy gromadzeniu się limfy i odbarcza serce.
Więc gdy mnie nie ma, możesz mu przynieść ulgę
i podnieść...
Nie, chyba nie powinnam.
To naprawdę pomaga.
Wolę, gdy siostra to robi.
Oboje jesteście siebie warci! Dajcie spokój.
Nim się obejrzysz, będzie po wszystkim.
Podłóż dłonie pod kostki nóg ojca.
O tak.
No, proszę.
I przesuwaj w kierunku kolana.
Od dołu do góry.
Trochę mocniej.
Beznadziejna.
Mógłby pan powstrzymać się od mówienia, gdy wykonujemy naszą pracę? Dziękuję.
Proszę, śmiało.
Chwytamy za kostkę i posuwamy się, naciskając, w kierunku kolana.
I jeszcze raz.
Dalej.
I znowu.
Dobrze. Teraz druga noga.
Jeszcze raz to samo. Stanowcze ruchy.
Właśnie tak.
Dobrze. Teraz odpoczywamy.
Nie było tak źle, prawda?
Przepraszam.
Nie pozwolę jej wyjechać.
Specjalnie to siostra robi, prawda?
Nie wiem, o co ci chodzi.
Co do twego dziecka,
przyjdź na badanie prenatalne.
Nie mogę.
To dziecko i tak się urodzi
i im szybciej się z tym pogodzisz, tym lepiej.
To nie tak miało być.
Chciałam kiedyś wrócić i pokazać mu, że czegoś dokonałam.
Żeby był ze mnie dumny.
Teraz już nie ma na to szans.
Może będzie odczuwał wstyd.
Ale to będzie jego pierwszy wnuk.
To dla umierającego tak, jakby przekazywał spuściznę.
Jutro w sali parafialnej działa klinika prenatalna i dziecięca.
Przyjdź.
Niech lepiej przyjdzie, albo wrzucę ją na taczki i przywiozę.
Przepraszam.
Mogłabym mieć lokówki nawet tydzień, a i tak włosy będą proste jak druty.
Moim przeznaczeniem jest nie mieć loków.
Przynajmniej zachowasz skórę na głowie, która u mnie niebawem zaniknie.
Bóg wie, co powie Masterson, gdy dowie się o jej ciąży.
Ma problem i jest niezamężna. Na pewno będzie na językach całego pubu.
Myślicie, że będzie okropna awantura?
On ją na pewno kocha. Bez zbędnych pytań.
Dzięki temu świat nadal się kręci.
Wybacz. Cierp, gdy chcesz być piękna.
Poczekaj, co zrobię z twoimi włosami.
Uśmiercona szpilkami do włosów!
OGÓLNY PROGRAM RENTGENOWSKI BĄDŹ PEWNA PRZYSZŁOŚCI!
Ja się do tego rentgena nie zbliżam!
Ponoć to fatalne dla dziecka.
Nie wolno wierzyć plotkom.
W późnej ciąży rentgen niesie bardzo niskie ryzyko.
Bardziej narażecie dzieci nie poddając się prześwietleniu.
- Obawiam się, że musimy zagrać ostrzej. - Fakt.
Panna Masterson!
Witam. Dobrze wyglądasz.
Czuję się jak trolejbus.
Tędy, proszę.
Julia, to na pewno dopiero ósmy miesiąc?
Raczej dziewiąty. Dziecko jest nisko.
To było w wigilię.
Nieprędko o tym zapomnę.
Za dużo porto i piwa z Frankiem w "The Cock And Bull".
- Nie mogło to być wcześniej? - Raczej nie.
Frank zabrał mnie na święto 5 listopada.
Cholerne koła ogniste wybuchały za nami.
Fajerwerki.
Teraz nie ma żadnych fajerwerków.
W takim razie - lada dzień.
- Siostro Lee... - Tak?
Przepraszam za to pytanie; czy twój ojciec... cię akceptuje?
Tak sądzę.
Rozdrażniła go nieco moja przeprowadzka do Poplar, ale już się z tym pogodził.
Często myślę, jak to jest mieć prawdziwego ojca.
Któremu zależy.
On stracił wszystko prócz ciebie.
Więc powiedziałabym, że dla niego jesteś najcenniejsza.
Naprawdę najcenniejsza.
Tato?
Przyniosłam ci owsianki.
Na początek wywal tego kwiatka.
Tylko się toto przewraca.
Pamiętam, jak wcinałeś owsiankę, gdy byłam mała. W barze, nad księgą rachunkową.
Liczyłaś butelki na liczydle.
Byłaś dobra.
Dobrze wyćwiczona.
Musiałem mieć oko na rachunki. Nikomu nie wierzyłem.
Może oprócz rodziny.
- Boże, nie patrz tak na mnie. - Co?
- Tato... - Myślisz, że nie zauważyłem?
Masz kogoś?
Odszedł.
Urwałbym mu jego zasrany łeb.
Strasznie cię przepraszam, tato.
Przepraszam.
Przepraszam, że tylko ja ci zostałam.
Przepraszam, że nie byłam na miejscu mamy, Elizabeth czy chłopców.
To moja wina. Przepraszam, że to nie ja umarłam.
- Co ze mnie w ogóle za pociecha? - Julia...
Po prostu... potrzebowałem cię, a ty odeszłaś.
A ja potrzebowałam swego ojca.
Straciłem sześcioro dzieci.
Ja też ich straciłam.
Mam złamane serce, kochanie. Naprawdę.
- Co ja ci zrobiłem? - Tato...
Jesteśmy tacy podobni, ty i ja.
Widziałem to w tobie od samego początku.
Uparta, silna...
Nigdy nie ustępująca.
Kiedy malutkie się urodzi?
Lada dzień.
Masz jakiś plan?
Możesz tu zostać.
Proszę, zostań.
Możesz tu urodzić dziecko.
Chciałbym móc przytulić wnuka.
Bardzo bym chciał.
Dobrze.
Odchodzę.
Dzień dobry, siostro.
- Karty rentgenowskie? Pomogę. - Dziękuję.
Myślę, że zamówiłyśmy ich za dużo.
Nie wydaje mi się. Czuję, że dzisiaj wiele się wydarzy.
Jestem zadowolona, widząc twój optymizm.
I krok ma siostra znów sprężysty. Cieszy mnie to.
Jeśli pojawią się dziś ludzie, ocali to życia teraźniejsze i przyszłe.
W rzeczy samej.
Pójdziemy?
Jest tutaj!
- O boziu! - Ale duży, co?
Będę mogła zobaczyć swoje małe we mnie! Nie mogę się doczekać.
Ja też.
Myśli siostra, że przyjdą?
Mam nadzieję, naprawdę.
Choroba...!
Przepraszam.
STÓJ! Dwie minuty może ocalić twoje życie. RENTGEN KLATKI PIERSIOWEJ
Może odłożyłby doktor tę krzyżówkę?
Zostało mi ostatnie:
"Podejmować". Zaczyna się na R, 11 liter,
ostatnia Ć.
"Rozpoczynać".
Siostro Monico Joan?
Pamięta siostra o naszym dzisiejszym rentgenie?
Drzwi się całkiem zaklinowały.
O rany.
W żadnym rentgenie nie zamierzam uczestniczyć.
Jestem w swojej arce.
Nie ma sensu się pchać, panie.
Tak łatwo się nie przewracam.
Jeszcze raz powtórzę: stańcie w kolejce!
To znaczy jeden człowiek,
za nim drugi, potem jeszcze jeden, właśnie tak.
A ty stój, gdzie stoisz!
Przepraszam!
Nigdy nie stałaś w kolejce do autobusu? Tu robisz tak samo, tylko...
- Dzień dobry, doktorze. - Witam, siostro Bernadette.
Plakaty jednak zadziałały.
Lepiej, niż w mych najśmielszych snach.
Kolejka znaczy kolejka! Proszę!
Dzień dobry wszystkim.
Dzień dobry!
W wozie będziecie przebywać tylko chwilę.
Po waszym prześwietleniu dostaniecie zdjęcie rentgenowskie,
które dacie siostrze Bernadette, podpisane i zaadresowane.
Radzi tu sobie siostra?
O, tak. Dla takich dni przyszłam na świat. Ty tam! Odsuń się, mówię!
Doktorze McGuinness, siostra Bernadette będzie nam dziś pomagać.
Cudownie. Dobrze wiedzieć, że Bóg jest z nami.
Jesteś, Fred, dzięki Bogu.
- Gdzie jest siostra Julienne? - Wyszła.
Siostra Monica Joan utknęła w łazience, a jesteśmy zapisane dziś na rentgena.
Siostro, dobrze się siostra czuje?
Mucha nie siada, dziękuję, Fred.
A ty?
Spróbuję wyważyć drzwi, proszę się odsunąć.
Po co całe to zamieszanie,
skoro całkiem wygodnie usadowiłam się w mojej arce, Fred.
Jestem nieporuszona.
- Właź tam! - Nie chcę!
- Ale to już! - Nie!
Może w czymś pomóc?
Nic siostra nie poradzi. Zachowuje się tak, żeby mi narobić wstydu.
Wiesz co?
Ja też nie chcę tam wchodzić. Może zawrzemy umowę?
Jeśli ja wejdę, ty też.
To dobrze.
- Można, doktorze? - Oczywiście.
Podejdź tu.
Dziękuję.
Ona jest malutka.
Siostra ma wrodzony talent.
Proszę.
Potrzymam ci drabinę.
Słyszy mnie siostra?
Nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego, nie widzę nic złego!
Proszę się nie bać. Fred wejdzie na górę, wydostaniemy siostrę stamtąd.
Tylko jeden drobiażdżek.
Odrobinkę boję się wysokości.
Rozumiem.
Zazwyczaj jestem pełna zrozumienia.
- Ale nie dzisiaj. - Co?
Właź na górę! To będzie chwilka!
- Nie mogę! - Na górę!
Nie patrz w dół!
Siostro..
Noe, ostrzeżony przez Boga o rzeczach niewidzianych,
sporządził arkę, by ocalić swoją rodzinę.
Oto promienie gamma sprowadzą potop na ten świat,
i zniszczy on każde ciało, w którym tli się iskra życia.
Nie będzie żadnego potopu, siostro.
Ale oni nie zrozumieją siły atomowego jadu,
dopóki potop nie nadejdzie i wszystkich z sobą nie porwie.
Siostro.
Przysięgnę na własne życie, że nie będzie siostrze potrzebna arka.
Niebo jest bezchmurne. Wszędzie panuje spokój.
A ja odprowadzę siostrę do wozu i z powrotem,
ani na chwilę jej nie zostawiając.
Może tak być?
Ani razu?
Nie.
Zdaje się, że jestem twoją dłużniczką.
Może by użyć pasów bezpieczeństwa?
Nie ma potrzeby. Mam odznakę wioślarską.
Moja opoka i twierdza moja.
Dziękuję, Fred.
Dziękuję, siostro. Dziś to była świetna robota.
Doktor wybaczy. Mam ździebko zdartą krtań.
Doktorze, można prosić na słówko?
Dziękuję, że przyszłaś, siostro. Nie może oddychać; nie wiedziałam, co robić.
Bardzo szybko bije mu serce.
Może mu się pogarszać.
Nie. Jeszcze nie.
Wie już o dziecku.
Poprosił mnie, żebym została.
To cudownie.
Masuj mu nogi.
Wszystko może pomóc obniżyć ciśnienie w sercu.
Dzisiejszy dzień wystawił panu świadectwo, doktorze.
Siostrze również. Bez siostry bym tego nie zrobił.
Wszyscy tak ciężko pracowali.
Może wzniósłby pan z nami toast kakaem?
Nie, siostro, dziękuję.
Mógłbym zobaczyć się z siostrą Bernadette na osobności?
Muszę z nią o czymś porozmawiać.
Oczywiście.
- Doktorze? - Siostro...
- Cóż to był za dzień! - Faktycznie.
Wszystko w porządku?
- Może by siostra usiadła? - Oczywiście.
Tu jest moje nazwisko.
Tak.
Zmiany są niewielkie.
Ale jest ich więcej niż jedna.
Rozumiem.
Ile ich jest?
Doktor naliczył dziewięć lub dziesięć w płacie górnym.
Ale jak siostra wie, to tylko podstawowe zdjęcie.
Potrzebne będzie dokładniejsze prześwietlenie klatki.
- Miała siostra jakieś objawy? - Nie.
Może trochę brakuje mi oddechu.
- Żadnego kaszlu? - Nie. Nic.
- Muszę siostrę zbadać. - Dobrze.
Wdech...
...i wydech.
Jeszcze raz.
Rzężenia.
Obustronne.
Umówiłem zdjęcie rentgenowskie na rano.
Może będzie wygodniej, jeśli siostrę podwiozę?
- Dziękuję, doktorze. - Nie musiał pan.
Podwiozę siostrę.
Serce trochę się uspokoiło. Ojciec się trzyma.
Dziekuję.
Siostra Monica Joan ma, zdaje się, słabość do naszego Freda.
Jeśli nawet ma słabość do Freda, wątpię, żeby chciała, by lazł po drabinie.
Biedny Fred! To był dla niego koszmar.
Ale grunt, że ją uwolnił.
Mam wam coś do powiedzenia.
- Mleko pomoże ci zasnąć. - Dziękuję, siostro.
Przepraszam, że przeszkadzam,
ale siostra Lee prosi, żeby zaraz przyjechać do pubu The Masters Arms.
Panna Masterson zaczęła rodzić, a panu Mastersonowi się pogorszyło.
Poprosimy siostrę Evangelinę, żeby mnie zastąpiła.
- Siostro, musisz iść. - Nie chcę zostawiać cię samej.
Pracuj tak, jak normalnie, a wtedy wszystko będzie dobrze.
Nic się nie zmieniło.
Jak sobie życzysz.
Przepraszam.
Rano zdawała mi się blada, ale nie pozwoliła mi nic zrobić.
Zupełnie, jak jej ojciec.
Obudziła się z bólami, ale nic nie mówiła.
Odeszły jej wody, ale jej ojciec był tak słaby, że nie chciała go opuścić.
Gorąca woda już się robi!
Dzięki, Terry! W końcu korytarza.
Panno Masterson, dziecko się rodzi. Trzeba cię położyć i ustalić położenie dziecka.
Nie zostawię go!
Rozumiem, że chcesz, żeby twój ojciec zobaczył swego wnuka?
Tak.
Więc pomóżmy dziecku wyjść na świat.
Zostanę z ojcem; obiecuję, że nie będzie sam.
Nawet się nie waż.
Siostro, wszystko w porządku?
To był dość ciężki dzień. O tak.
Gorąco tu. Potrzebuję powietrza.
To przez pub. Kiedy jest ruch, na górze jest jak w piecu.
Proszę się położyć.
Dobrze?
Kładziemy się na łóżko...
Nie możesz zostać na podłodze,
rodzisz dziecko, nie czyścisz dywanu.
Posłuchajmy, dobrze?
Równe 1.30.
Tak ma właśnie być.
Musi ci tu być wygodnie.
Czujesz napór?
Wielkie nieba, Julia.
Chyba zaczyna się drugi etap porodu,
co znaczy, że dziecko się już rodzi.
Siostro Lee, sprawdzi pani, co z tatą?
Dobrze, zrobię to dla ciebie.
Ale pamiętaj, że mamy tu coś do zrobienia.
Jest spokojna, ale ma chyba przerwę między skurczami.
Klęczy i nie chce się ruszyć.
- Wygodnie jej? - Tak.
To najważniejsze.
Jak on się czuje?
Rytm jego serca jest słaby. Odchodzi.
To kwestia czasu.
Panie Masterson, pańska córka zaczęła rodzić.
Niedługo będzie pan miał wnuka.
Dziękuję, Terry.
Twój ojciec żyje.
Wiem, że chcesz przeć, ale jeszcze się wstrzymaj.
Powoli i spokojnie.
Świetnie. Twoje dziecko się rozpędziło.
Widzę główkę.
Ładnie, głęboko oddychaj.
Skoncentruj się na oddychaniu. Właśnie tak.
Jeśli mnie pan słyszy - proszę się trzymać.
A teraz przyj, ale nie za mocno.
Spokojnie, głęboko oddychaj.
Przyj jeszcze raz, z całych sił, a ta słodka główka będzie zaraz na świecie.
Jeszcze!
Bardzo dobrze.
Julia, jeszcze jedno mocne parcie.
I jest!
Dobrze! Ten to nie marnuje czasu! Bardzo dobrze!
Chłopczyk.
O Panie,
masz dziś naprawdę bardzo pracowity dzień.
Jest prześliczny.
Zaniesiesz go od razu tacie?
Chłopiec.
Oddycha jeszcze.
Dzięki Bogu!
Muszę jeszcze odebrać łożysko.
To wracaj.
Panie Masterson?
Panie Masterson, ma pan wnuka.
- Chłopak? - Tak.
Wydaje się być doskonały.
Mogę go potrzymać?
Mój wnuk.
Obawiam się, że ja właśnie odchodzę,
a ty się dopiero pojawiłeś.
Mijamy się, ty i ja.
Bardzo się cieszę, że cię poznałem.
Tato?
Opiekuj się swoją matką.
Nie pozwól jej dźwigać beczek.
To... to twoje zadanie.
Tyle miłości na świecie przemija niewypowiedziane.
Nie znaczy to, że jest mniej głęboka,
albo że rana po oddzieleniu będzie czystsza.
Jej piękno...
i ból pochodzą z jej cichości.
Oficjalne linie napisanego przez pana domu testamentu
były wymowniejsze, niż on sam za swego życia.
Osamotniony przez wieloletnią rozłąkę ze swoją córką
zostawił to, co kochał najbardziej, czyli swój pub,
osobie, którą kochał najbardziej - swemu ostatniemu żyjącemu dziecku.
I tak oto przeszłość została pochowana,
a jej przyszłość - zabezpieczona.
Terapia trójlekowa czyni cuda.
Zobaczymy.
Dziękuję, doktorze.
Był pan... więcej niż miły.
Niektórzy z nas nie są obdarzeni objawieniem czy wyznaniem.
Miłości nie można wypowiedzieć, można ją jedynie okazać.
I wszystko, co sprawia, że bije serce, musi być przemilczane.
Przekład: titi
Drobne poprawki: Peterlin
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.