Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
WEZWAĆ POŁOŻNĄ
/Zwolnij!
Pobudka. Shirley Redmond zaczyna rodzić. Idę z tobą.
Będzie bezpieczniej w tych okolicznościach.
Chodź!
- Nie zostawiaj mnie, mamo. - A gdzie miałabym pójść?
Nikt nigdzie nie idzie.
Wszystko dobrze, kochanie?
- Tak, radzi sobie. - Jak w zegarku.
Ręczniki.
Dziękuję.
Ściśnij moją rękę. Dobra dziewczyna.
Jak tam, chłopcze?
Wszystko jest doskonale.
Nie urodzi się martwe, jak poprzednie, prawda, Siostro?
Robisz wszystko tak, jak trzeba,
więc nie marnuj energii na zamartwianie się.
Główka jest wypukła, więc następne skurcze będą bardzo ważne.
Musisz robić dokładnie to, co ci powiem, dobrze?
Oddychaj, Shirley.
Biegnę, Shirl! Trzymaj się, kochana, już do ciebie biegnę!
Shirl?
Ma pan śliczną dziewczynkę, panie Redmond.
Posłuchaj jej.
Niezłe ma płuca, co?
/Kiedy pracowałam w East End, /jeździłam ulicami pełnymi słońca.
/Matki bezpiecznie / rodziły swoje dzieci,
/a cały świat zdawał się lśnić.
/Łatwo było zapomnieć o czarnych /iskrach jarzących się w diamencie,
/o cieniach czających się /pośród jasnego dnia.
Nadążasz za mną, siostro Lee?!
Oczywiście, Siostro Evangelino!
Hej, uważaj, jak jeździsz, albo wsadzę ci tę aspidistrę prosto w...!
Tyle tu miejsca w porównaniu z naszym poprzednim mieszkankiem.
Raz się tak schylisz i już cię nie wyprostujemy.
Zaczynam przypominać jakiegoś paskudnego, nadmorskiego ssaka, prawda?
Nie wiem, jak możesz na mnie patrzeć.
Zasługuję na Krzyż Jerzego. /(brytyjskie odznaczenie za odwagę)
Przypuszczam, że na myśl o kochaniu się ze mną robi ci się niedobrze.
Aż nie da się wytłumaczyć, jak bardzo.
Zacząłeś już myśleć o innych kobietach?
Myślę o nich cały dzień.
Żałujesz dnia, w którym mnie zobaczyłeś, prawda?
Czy to nie oczywiste?
My się tu całujemy, a ty planujesz, jak zwiać.
Myślisz, że dlaczego jeszcze się nie rozpakowałem?
Jenny, jesteś naga i nieobyczajna?
Tak, wejdź.
Prysnęłam sobie lakierem w oko.
Przetrzyj je szybko! Jest telefon do ciebie.
- Mogłabyś mnie trochę pożałować. - Biedactwo!
Wszystko w porządku?
Tylko przesadna reakcja na odrobinę lakieru.
Rzucić okiem?
Nie ma czasu! Czeka na nią ważny telefon.
Ekscytujące!
- To Jimmy. - Nigdy byśmy nie zgadły.
Czy odrobina prywatności nie byłaby wskazana?
Byłaby, dziękuję, Chummy.
Racja, zostawię cię więc.
Proszę chwilę zaczekać.
Wybacz, Jimmy, układałam włosy.
/Zastanawiałem się, czy miałabyś ochotę /wybrać się do miasta jutro wieczór?
Moglibyśmy pójść do kina na film z Elvisem Presleyem.
/Co ty na to?
Dobrze. O której?
Około szóstej. Najpierw pójdziemy na drinka, może być?
No dobrze. Pa.
Czy tylko ja czuję się dziecinnie?
O to chodzi, Cynthio. Ma być zabawnie.
Próbujemy ustalić, o co dokładnie chodzi z Jimmym.
Co?! Sami na cały weekend? Jimmy, nie możemy!
Jesteś okropną aktorką, Jenny Lee.
A wy jesteście okropnymi szpiegami.
Zwłaszcza Siostra, Siostro Bernadette!
Zupełnie nie wiem, o czym mówisz.
- Więc poza zmęczeniem...? - Czuję się dobrze.
Nie sądziłam, że to będzie możliwe po ostatnim razie,
ale nigdy nie byłam szczęśliwsza.
Ani nie czułam się lepiej.
Cieszę się.
Od dzisiaj może pani przychodzić na badania do przychodni, pani Redmond.
To dobrze.
Marzę, żeby się nią pochwalić.
Coś nie tak?
Ron chciałby wiedzieć, kiedy możemy...
Wie siostra...
Wznowić relację małżeńską?
Tym razem jest inaczej. Wszystko jest nowe.
Poprzednio nie byłam sobą... przez pewien czas.
Jak długo nie pojawi się ból lub niewygoda...
...radziłabym postępować z ostrożnością.
Użyłabym dokładnie tych samych słów!
Przynieś dziecko, mamo.
Siostra jest już gotowa.
Obudziła się akurat, kiedy trzeba.
Czyż nie wygląda ślicznie w swoim eleganckim ubranku?
Nie dostanie się takiego w sklepie. Mama je dla niej zrobiła.
/"Lizak, lizak, och loli, loli, loli" /("Lizak" - The Chordettes)
/"Lizak, lizak, och loli, loli, loli"
/"Lizak, pop!"
/"Kochanie, zwij mnie lizakiem"
/"Powiem ci, dlaczego"
Czekać! /"Jego pocałunek słodszy niż szarlotka"
/"A kiedy robi ten swój rock`owy krok"
/"Człowieku, nie mam żadnych szans..."
To było przepiękne. Powinnaś grać w Albert Hall.
Mówiłam ci już milion razy, jestem tylko przeciętna, Davidzie.
Nie chciało mi się ćwiczyć.
W porządku, kochanie?
Trochę kręci mi się w głowie. Za szybko wstałam.
Na pewno nic ci nie będzie?
Nie muszę iść.
Idź wypić drinka i pogadać z kumplami o krykiecie, i nie rób szumu.
Zawsze możemy wezwać dr Carltona, nie musisz czekać do umówionej wizyty.
To tylko lekki ból głowy, Davidzie, to zupełnie normalne.
W Parish Hall jest ośrodek Służby Zdrowia.
Jeśli jutro też będę się kiepsko czuła, wpadnę tam.
- Obiecujesz? - Obiecuję. Nie rób szumu i idź.
Jak tam Elvis Presley?
Nie jest w moim typie, ale rozumiem, że może się podobać.
Przynajmniej gra w ciekawych filmach.
Wiem.
Wspaniale, prawda?
On jest absolutnie cudowny! Mogłabym dla niego umrzeć!
No raczej. Jest facetem przed trzydziestką.
Pociąg do płci przeciwnej jest najzupełniej naturalny.
Wybacz, Peggy.
Witam.
Chciałabym porozmawiać z kimś u steru.
Siostra Miller, położna.
Jak mogę pomóc?
Czy mogłabym zobaczyć się z lekarzem?
To pani pierwsza wizyta?
Oczywiście, nie pierwsza w ogóle.
Jestem zarejestrowana u dr Carltona, na południe od rzeki.
Niedawno się sprowadziliśmy, ale następną wizytę mam umówioną dopiero na przyszły tydzień...
Nazwisko?
Margaret Jones. Pani Margaret Jones.
Proszę usiąść, pani Jones.
Zaraz wrócę po pani dane.
Bez obaw, pani Blake, pani jest następna.
/Marie O'Connor?
Jest urocza!
- Jak ma na imię? - Gillian.
Nie mówiłaby tak pani o drugiej nad ranem. Mogłabym ją wtedy udusić!
- Ile jeszcze pani zostało? - Kilka miesięcy.
Cudownie jest być mamą.
/Przestań!
Chodź no tu!
Przestań!
Patricia! Patricia, wracaj tu, zanim ci przyłożę!
Co kręcisz nosem?!
Słucham?
Patrzcie ją! Mała tylko zagapiła się na jej korale.
To tylko małe dziecko, prawda?
Eileen Blake, mieszka na mojej ulicy.
Prawdziwa awanturnica.
Lepiej ją ignorować.
Coś ty o mnie powiedziała, Shirley Redmond?
Powiedz mi to w twarz.
Nadęta suka.
Muszę iść.
/Margaret Jones?
Miło mi na ciebie wpaść.
Właściwie to przechodziłem koło Nonnatus House wcześniej
i rzuciłem okiem na rozkład dyżurów.
Kręcę się tu już od pół godziny, czekając, kiedy będziesz przejeżdżać.
Rozumiem.
W jakimś konkretnym celu?
Bardzo konkretnym, właściwie.
Myślałem o tym, jak miło spędziliśmy czas w kinie
i jak głupio byłoby tego nie powtórzyć.
Lepiej wcześniej niż później.
Więc...
Co ty na to?
Powiedziałabym, że nawet bardziej niż głupio.
Zupełnie idiotycznie.
A więc jesteśmy umówieni.
To tylko wczesny posiłek przed kinem,
nie obiad w Dorchester. /(drogi hotel w Londynie)
Ale sprawy się rozwijają, Chummy, więc to w zasadzie to samo.
Musisz myśleć strategicznie.
To może być decydujący moment.
Też tak myślisz?
Nie mam zielonego pojęcia.
Wyprostuj się i obserwuj.
Wyobraź sobie, że jesteś w Dorchester.
- Ale my nie idziemy... - Cicho i rób, jak mówię!
Gotowa? A więc tak...
Przepraszam.
Pamiętaj, on będzie obserwował każdy twój ruch.
Więc kiedy odsunie dla ciebie krzesło, nie śpiesz się.
Kiedy usiądzie naprzeciwko, pochyl się lekko
i schyl głowę
tak, żebyś mogła spojrzeć na niego spod rzęs.
Utrzymaj tę pozę przez jakiś czas.
Szyja może od tego zdrętwieć.
Oczywiście, jest to poza, do której musisz przywyknąć.
Dziękuję!
Jesteś kobietą swobodnie podejmującą decyzje.
Spójrz mu prosto w oczy
i powiedz to, jakbyś wymawiała najbardziej wyuzdane słowa w całym swoim życiu.
Poproszę rybę z frytkami.
I proszę najpierw polać je octem.
Chummy!
/("Gdy zobaczymy się następnym razem" / Junior Parker)
Wyjdź na trochę, niech pooddycha świeżym powietrzem.
Co mówi mama?
Pójdziemy do niej? No to idziemy.
Ty tu masz robotę,
a ja i moja dziewczynka tańczymy sami.
Czyż nie, skarbie?
Już dobrze.
Ostrożnie.
Powinnaś była zawiadomić sekretarkę, wróciłbym do domu wcześniej.
Nie pamiętam, czy zamknęłam tylne drzwi.
Nie przejmuj się tym, kochanie.
Nie będzie nas tylko godzinę. Poza tym, to całkiem porządna okolica.
Margaret?
Margaret!
Pomocy! Proszę mi pomóc!
Byliśmy w drodze do naszego lekarza,
i moja żona dostała jakiegoś ataku.
W ostatnich dniach skarżyła się na bóle głowy.
Kiedy ma termin?
Jest w 27-ym tygodniu.
Musi pan jak najszybciej zawieść ją do szpitala.
Może pan ją tam zawieźć?
Będzie szybciej, niż czekając na ambulans.
Tak.
Jedź do pani Weston, a ja zostanę, żeby pomóc.
Trzeba się śpieszyć.
Jak ma na imię?
Margaret Jones.
/Wyjdzie z tego?
Pani Margaret Jones...
Zawiadomię szpital, że jesteście w drodze. Ruszajcie.
Siostro.
To była rzucawka porodowa. Dziecko nie przeżyło.
Pani Jones nie zostało dużo czasu.
Rozumiem.
Panie Jones?
Przyjechałam najszybciej, jak mogłam.
To była dziewczynka.
Bardzo mi przykro.
Była za mała.
Mówią, że jej płuca nie były...
Chce pan, żebym do kogoś zadzwoniła?
Nie mamy nikogo.
Jesteśmy tylko we dwoje.
Margaret i ja.
Chcieliśmy dać jej na imię Helen.
Thomas, jeśli to byłby chłopiec.
Co mam powiedzieć Margaret?
Lekarz wyjaśnił panu sytuację?
Stan pana żony?
Powiedział, że to...
...toksemia.
Nazywana również rzucawką porodową.
Kiedy się ustabilizuje, będę mógł ją zobaczyć.
Powiedzieć jej o dziecku.
Muszę być dla niej silny, prawda?
Panie Jones...
Jesteśmy małżeństwem od sześciu miesięcy, znamy się ledwie od roku, wcale nie czuję się silny.
/To bardzo dobra okazja,
by zdobyć doświadczenie, Siostro.
Być może szpital pozwoli mi towarzyszyć temu przypadkowi do samego końca.
Mogę się przy tym tyle nauczyć.
To będzie trudne. Jesteś pewna, że sobie poradzisz?
Oczywiście.
Chcę być dobrą pielęgniarką.
Bez względu na wszystko.
/Pomoc przybyła za późno dla Margaret,
/więc jej toksemia /okazała się wyrokiem śmierci.
/Jej mąż mógł już /tylko patrzeć i czekać.
Dziecko Ann Whelan, to osobliwie wyglądające maleństwo.
A Ann jest przecież całkiem ładna.
No i?
Ryba z frytkami, potem "Wyższe sfery".
O czym rozmawialiście?
O koniach. Jego wuj ma farmę.
O czym jeszcze? Potrzebujemy szczegółów, najlepiej ciekawszych!
Grace Kelly. Jest okropnie dobra. I taka atrakcyjna.
Nie dręcz nas.
Ja pracowałam, ty specjalnie czekałaś.
Nie mogę uwierzyć, że mój intensywny kurs sztuki uwodzenia zawiódł.
Usiądź i napij się Horlicksa, Chummy.
Zachowywał się jak zupełny dżentelmen.
Do licha! Jaki zawód!
Trixie!
Jesteś kobietą, Chummy...
...a posterunkowy Noakes jest mężczyzną,
więc domyślam się, że w naturalnym rozwoju tej relacji...
Spokojnie!
...dojdzie w rezultacie do pewnego rodzaju zachowania z udziałem flirtu,
wykraczającego poza zwyczajowy kodeks określający dżentelmena.
Czy planujecie w ogóle jeszcze gdzieś razem wyjść?
Zapytał, czy zechcę towarzyszyć mu na tańcach w przyszłym tygodniu,
ale mam w związku z nimi tyle przerażających wspomnień.
- Zrobię z siebie pośmiewisko. - Kiedyś też tak się czułam,
ale wyszłam kilka razy z Trixie i podobało mi się.
Myślę, że to zależy od towarzystwa.
Więc może wybierzmy się wszyscy?
- Chodźmy na tańce. - To wyśmienity pomysł.
Obiecałam Jimmy'emu, że spędzimy ten weekend razem.
On też mógłby pójść.
Spędzicie cudowny wieczór!
No dobrze, zapytam go.
Ojej, wygląda na to, że idę na tańce. Z własnej woli.
"Popatrz na mnie, mamo."
Domyślam się, że to posterunkowy Noakes jest źródłem tego całego zamieszania?
Więc to prawda, co mówią.
Do każdego kapcia znajdzie się skarpetka.
Jak się poznaliście?
Jest wiolonczelistką.
Przyjaciele zabrali mnie na jej koncert.
Zawsze podziwiałam muzyków.
"Łabędź" Saint-Saënsa.
Właśnie to grała, kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem.
Więc po koncercie zawrócił jej pan w głowie?
Niezupełnie.
Ledwie zamieniliśmy słowo.
Nigdy nie radziłem sobie z kobietami, jestem raczej nieśmiały.
Ale ten uśmiech zaczarował mnie na tygodnie.
Spójrzcie na mnie.
Dyrektor traci głowę dla dziewczyny o połowę młodszej w niecałą minutę.
- Niedorzeczne, prawda? - Najwyraźniej nie.
Kiedy zobaczyłem ją ponownie przy Lyon's Corner House w Islington,
nie mogłem uwierzyć własnemu szczęściu.
Pierwsze, co powiedziała, brzmiało: "Co tak długo? Dość już mam czekania."
Od tamtej pory jesteśmy razem. Było cudownie.
W porządku?
Zamierzasz dokonać medycznej i fizycznej niemożliwości, Trixie?
To wymaga praktyki.
Czy nie bolą cię w nich stopy?
Potwornie!
Czemu nie użyjesz mojej nowej szminki, Cynthia?
Mam za cienkie usta, będę wyglądać śmiesznie.
Jak gustownie. To ulubiony trunek taty.
Może dzięki temu niektórzy z nas przestaną być tacy cholernie ponurzy.
Nie jestem ponura, tylko zmęczona.
Poprawi mi się na miejscu.
No dobrze. Panie, dopomóż!
Zdrówko!
Szybko, gin!
Przy drzwiach czeka dżentelmen.
Wyglądacie bardzo ładnie. Życzę miłego wieczoru.
Chodźcie!
- Chodź, Cynthia. - Dobrej nocy, Siostro.
/Pośpiesz się!
Dobry wieczór.
Paniom.
Pomyślałyśmy, że pójdziemy razem.
Przepraszam za spóźnienie.
Powiedziałabym, że zjawiłeś się w punkt, Jimmy.
Ale z nas szczęściarze!
Nie szkodzi.
/("Winda buja" - Tommy Steele)
"Pracuję w sklepie na skraju miasta"
"Zakupowicze jeżdżą w górę i w dół"
"Winda buja"
"Winda kołysze"
"Winda buja"
"Winda kołysze"
"Brzęczy cały dzień, brzęczy całą noc, piętra na lewo i piętra na prawo..."
Ojej, są strasznie energiczni!
Przepraszam.
- Więcej drinków? - Dzięki.
Ojej, nigdy nie widziałam czegoś takiego.
To nie przypomina balów, do których zmuszała mnie matka.
To miejsce jest wspaniale dzikie w porównaniu.
Więc może zatańczymy?
Wielkie nieba! Ja nie tańczę.
Ja też nie, ale chciałbym spróbować. Jeśli obiecasz się nie śmiać.
Jeśli ty obiecasz, że nie aresztujesz mnie za napaść na władzę,
kiedy podepczę wszystkie twoje palce.
Wrócę za jakiś czas.
Na razie!
Nie patrz. Blond, metr-93, ciemna kurtka, przy drzwiach, na za dziesięć dwunasta.
Zakochałam się! Wracam za pięć minut, jak już uwiodę go, żeby się ze mną umówił.
Ale umówiłaś się już z tym brunetem, z którym tańczyłaś wcześniej.
Będę uważać, żeby nie zatłoczyć sobie kalendarzyka.
"Drugie piętro - skarpety"
"Trzecie piętro - sukienki, już kręci mi się w głowie!"
"Winda buja"
"Winda kołysze"
"Winda buja"
"Winda kołysze"
"Brzęczy cały dzień, brzęczy całą noc"
"Piętra na lewo i piętra na prawo"
"Możesz sobie mówić: O innej porze, aligatorze"
"Ja mam swoją windę!"
"Winda buja"
"Winda kołysze..."
Proszę.
Nie mogę spać.
Sprawa toksemii?
Nie mówiłam o tym wcześniej, ale ona przyszła do naszej przychodni w zeszłym tygodniu.
Przed terminem umówionej wizyty.
Byłam dla niej trochę szorstka i wyszła, zanim zdążyłam ją zapisać.
To nie zrobiłoby żadnej różnicy w tego typu przypadku.
- Wiem, ale nie mogę przestać myśleć... - Więc nie myśl.
Kto wie, dlaczego te rzeczy się zdarzają.
Jej biedny mąż, David...
Jest jej tak oddany.
Trzeba być dzielnym, żeby kochać, prawda?
Wiedząc, że twoje serce może zostać złamane w którymś momencie.
Tak przypuszczam.
Spędził lata w obawie i samotności.
Jest od niej sporo starszy.
Spędzili ze sobą krótki czas,
a on i tak uważa, że ona nadała jego życiu prawdziwe znaczenie.
Miłość zdaje się nie podlegać czasom i granicom, prawda?
Po prostu jest.
Nie wiedziałam, że taka z ciebie romantyczka.
Ja też nie.
Jenny...
Co?
Mamy obowiązek każdą chwilę przeżywać w pełni.
Naprawdę ją przeżywać.
Nawet, jeśli to oznacza cierpienie.
Inaczej, jaki w tym sens?
Nie pozwólmy, by powstrzymał nas strach.
Nie pozwólmy.
Wróciłem, Shirl. Gdzie jest moja dziewczynka?
- Pamiętałeś o mleku? - Jasne, że tak.
- Zajrzałem na parcelę do Arthura. - Co tam u niego?
W porządku. Wypytywał o dziecko.
Gdzie ona jest?
W wózku na świeżym powietrzu.
Mijałeś ją po drodze, ty głuptasie.
- Mamo, czy ona jest z tobą?! - Kto?
Dziecko, czy wzięłaś dziecko?
- O czym wy mówicie? - O dziecku, mamo!
- Widziałyście moje dziecko?! Było w wózku! - Nie, kochana, wybacz.
/Proszę, pomóżcie nam! /Ktoś zabrał nasze dziecko!
Gillian! Gillian!
Wezwijcie policję!
Przepraszam, czy widzieli państwo...?
Muszę zapytać Siostry o stan zdrowia psychicznego Shirley Redmond.
Chorowała ostatnio, prawda?
Nie jestem pewna, do czego posterunkowy zmierza.
Obawiam się, że pojawiło się kilka pytań.
Odnośnie czego?
Jej zachowania jako matki.
Według sąsiadów, zachowywała się dziwnie od kiedy poroniła dwa lata temu.
Eileen Blake!
Jeśli nie będzie uważać, poczuje mój but na swojej...
Siostra Evangelina odbierała tamten poród.
Shirley cierpiała tak, jak każda matka w tej sytuacji.
Przez pewien czas nie była sobą. Zapewniam pana, posterunkowy Noakes,
że traci pan czas, podążając tą drogą śledztwa.
Słyszano, jak mówiła, że chce skrzywdzić swoje dziecko.
- Bzdury! - To kompletnie niedorzeczne!
Słyszano w przychodni, jak powiedziałaś, że chcesz udusić swoje dziecko.
Nie mówiłam poważnie!
Kocham ją.
Za nic w świecie bym jej nie skrzywdziła.
- Jak się czujemy? - Trzymamy się.
Dzięki Bogu, Margaret jest waleczna.
Mogę prosić siostrę o przysługę?
Przysługę?
Potrzebuję paru rzeczy z domu.
Brzytwy, kilku przyborów toaletowych, czystej koszuli, i tak dalej.
Nie chcę jej zostawiać.
Proszę.
Gdybym zapisał adres i zrobił listę, poszłaby siostra?
Tak, oczywiście.
Dziękuję.
Bardzo pani dziękuję.
Lepiej to posprzątać, nim się obudzi.
Na pewno Siostra da radę zanieść to do Nonnatusa?
Poradzę sobie, siostro Lee.
Kiedy wyschną, Siostra Evangelina je zabierze.
Nigdy nie widziałam jej tak zdenerwowanej.
Musisz być silna, jeśli chcesz zostać tu na noc i udzielać wsparcia.
Sprawą może zająć się tylko ktoś o czystym umyśle i otwartym sercu.
Jesteś dobrą pielęgniarką.
Ufam, że podołasz zadaniu.
Zrobię, co tylko będę mogła, Siostro.
Wierzę w ciebie.
Jeśli usłyszysz coś nowego, od razu dzwoń do Nonnatus House.
Dobrze.
/Ron? Znalazłeś ją? /Przyniosłeś ją z powrotem?
Nie, kochanie.
Chcę, żeby wróciła. Chcę, żeby moja Gillian wróciła do domu.
/Ona żyje.
Wiem to.
Jej mleko...
Chodź ze mną, Shirley.
Chodź.
Gladys, dopilnujesz, żeby Ron napił się czegoś gorącego?
Oczywiście.
Pij.
Pij!
Przestanie boleć, jak się napijesz.
Wiem, jak to jest.
Nie jesteś chora, tylko po prostu głodna!
Więc pij to cholerne mleko, dobra?!
Peggy, jest tu Fred? Złapałam gumę.
Jest w ogrodzie, jak sądzę.
W porządku.
Jakieś wieści o dziecku Redmondów?
Niestety nie.
"Doczesne życie szybko zapuszcza korzenie."
"Lecz czy mleko, co wypływa z krowy, trafia do cielęcia?"
Słucham, Siostro?
Siostra Monica Joan cytuje mistyczny poemat. /(chodzi o poemat buddyjski z cyklu "Charyapadavali")
- Po co to wszystko? - Ludzie ruszają na poszukiwanie dziecka,
jak tylko wracają z pracy. Postanowiłyśmy przygotować im posiłki.
"Bezpłodna krowa urodziła cielę..."
Siostro Monico Joan...
Proszę.
Rozmawiają o mnie.
Myślą, że zrobiłam coś złego.
Niech sobie myślą. My znamy prawdę, kochanie.
Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam.
Postaraj się, Shirl.
Proszę, dla mnie.
Pomyślałam, że potrzebujecie kilku rzeczy.
Nie trzeba było się kłopotać, siostro.
To nie ja, to Siostra Julienne.
Poza tym, chciałam przyjść.
Nie lubi, kiedy jestem nieogolony.
Wystarczająco gładko, kochanie?
Zdałem egzamin?
Chcą pana zgody na zdjęcie Margaret obrączki.
Już im powiedziałem, że nigdy by mi tego nie wybaczyła.
Przysięgła, że nigdy jej nie zdejmie.
- Ja to zrobię, jeśli tak pan woli. - Nie.
Lekarz myśli, że nie zdaje pan sobie sprawy z powagi sytuacji.
Proszę mnie wysłuchać.
Możemy tylko zapewnić jej wygodę, to wszystko.
Ona umiera, panie Jones.
Siostra nie zna mojej żony. Nie zna jej siły.
Jej ciało zawodzi, a będzie jeszcze gorzej.
Przykro mi, ale nic nie powstrzyma tego procesu.
Chcę się nią opiekować.
Chcę zrobić dla niej wszystko.
Jest moją bratnią duszą. Dlatego właśnie nadal jest tu ze mną.
Ale ona cierpi, panie Jones.
Niektórzy ludzie, by umrzeć, potrzebują pozwolenia...
...od tych, których kochają najbardziej.
Więc proszę zrobić to teraz.
Proszę przeciąć obrączkę.
Znalazłem coś!
To czepek Gillian. Wiem to.
Przepraszam...
...ale musicie mi powiedzieć...
...czy to jest jej?
To ta, którą jej zrobiłaś, prawda?
To część kompletu.
Musisz zostać tu na jakiś czas.
Mama musi iść do pracy, mój aniołku.
Inaczej pomrzemy z głodu.
Szuka pan towarzystwa?
Jestem w rozsądnej cenie. Szczerze.
Przykro mi słyszeć o twojej pacjentce z toksemią, Cynthio.
- To okropna śmierć. - Tak.
- Jak się czuje jej mąż? - A jak myślisz?
Byli bratnimi duszami.
Tak naprawdę to w to nie wierzysz, prawda?
Tak, wierzę.
Chyba żartujesz? Co za romantyczne brednie!
Och, cicho bądź!
Nie każdy czuje tak, jak ty.
W porządku?
Tak, rozmawiałyśmy tylko o bratnich duszach.
Bratnich duszach?
Podoba mi się to określenie.
Jakieś wieści?
Nie, chodzi o Shirley. Był już u nas lekarz, ale...
Co się stało?
Znowu przestała się odzywać. Ma dziwny nastrój.
- Tylko patrzy. - Przyjdę najszybciej, jak będę mogła.
Obwinianie siebie nic nie pomoże.
Posłuchaj mnie.
Ron nie jest silny. Dlatego wybrał ciebie.
W takim stanie nikomu nie pomożesz.
To miłość dała ci Gillian, pamiętasz?
Cokolwiek będzie, odnajdziesz spokój tylko kochając tych,
którzy cię potrzebują, a Ron cię potrzebuje.
Mam ci tak szeptać do ucha aż do zachodu słońca?
Bo zadek zaczyna mi już cierpnąć.
Zatrzymać ją!
Policja!
Nie macie za grosz poczucia przyzwoitości?
Idźcie stąd, odejdźcie!
Tu siostra Lee.
Pani Redmond, co może nam pani powiedzieć na temat zaginionego dziecka?
Powinienem wyprowadzić psa, kiedy wróci twoja mama.
Biedny zwierzak nie wie, co się wokół niego dzieje.
Mogę zostać jeszcze na dziesięć minut, jeśli to pomoże?
Nie potrafię sobie wyobrazić, przez co przechodzisz.
Jeśli mogę zrobić cokolwiek...
Nie wiedziałam, jak bardzo mama mnie kocha, póki sama nie zostałam mamą.
To ten rodzaj miłości, który zawsze płynie w jednym kierunku.
Naprzód.
Wiesz o tym dopiero wtedy, kiedy masz własne dzieci.
Kiedy jest już za późno na zmianę zdania.
Wiem już, co oznacza powiedzenie, że miłość boli.
Nie da się mieć jednego bez drugiego.
Nigdy.
A jednak robimy to ciągle od nowa.
Ciekawe, dlaczego?
Zanim skręci się na Market Street. Tam właśnie jest
Dobrze, chodźmy.
Musimy być silne, Kathleen, to jedyne wyjście.
Mamy tylko siebie.
Znów jesteśmy razem i wszystko będzie dobrze.
Coś jest z nią nie tak.
A dziecko?
Zdążyłem tylko na nie zerknąć, nie wiem, czy żyje, czy...
Jest tylko jeden sposób, żeby się dowiedzieć.
/Nie wiedziałam, /że wchodząc do tego magazynu,
/przekraczam drzwi do przeszłości.
/W cieniach czaiły się duchy.
/Duchy spotkania,
/kiedy miłość podjęła próbę / i zawiodła.
Hej tam?
/Odejdź!
Nie bój się, jestem pielęgniarką.
Jeśli ty albo dziecko jesteście ranni, mogę pomóc.
/Odejdź! Moja Kathleen /jest już ze mną bezpieczna.
Znam ją.
Zostań tutaj.
Kto tam jest?!
Nie zbliżaj się!
Mary?
Mary, to ja, Jenny Lee. Pamiętasz?
Trzymaj się od nas z daleka.
Słyszysz?!
Przysięgam, że nie podejdę za blisko.
Chcę tylko zobaczyć twoją twarz. I dziecka.
Żeby sprawdzić, czy nic wam nie jest.
Nikomu nie pozwolę znowu mi jej zabrać.
Najpierw umrę.
Pokaż mi jej buzię.
Nie ruszę się stąd.
Czujesz, jak jest trochę miękka w twoich objęciach?
To dlatego, że potrzebuje wody.
Musimy szybko dać jej wody, bo inaczej umrze.
Potrafię zająć się Kathleen lepiej niż ktokolwiek.
Kocham ją.
Tak.
Chcę tylko być dobrą matką.
Potrafię być w tym dobra.
To mój prawdziwy cel, jestem tego pewna.
Mary, proszę, posłuchaj mnie.
To dziecko nie jest twoje.
Spójrz, jak na mnie patrzy.
Czy nie tak dziecko patrzy na swoją matkę?
Przypomnij sobie, jak bardzo cierpiałaś, kiedy odebrano ci Kathleen.
Przestań mówić takie okropne rzeczy!
Matka tego dziecka czuje teraz dokładnie to samo.
Zabiję się!
Bóg mi świadkiem.
Mary, twoje dziecko jest bezpieczne.
Ma opiekę, jest kochana.
To dziecko może zaraz umrzeć.
Ja ma na imię?
Gillian.
Gillian Redmond.
Nie wygląda mi na Gillian.
A jej mama?
To miła kobieta?
Tak.
Jest w okropnym stanie.
Ma porządnego męża z dobrą pracą?
Ta "mama w okropnym stanie".
Tak.
Jezusie i Maryjo!
Ona ma wszystko, prawda?
Szczęśliwa dziwka!
Matka tego dziecka umiera z tęsknoty za nim.
Wiesz, jakie to okropne uczucie.
Od początku wiedziałam, że to nie jest moja Kathleen.
Wiedziałam.
Moja Kathleen jest ładniejsza.
Ale ta też ma coś w sobie.
Pozwól mi ją wziąć.
Ona potrzebuje wody.
Jeszcze minutkę.
Niech wezmę tyle, żebym miała siłę przetrwać resztę.
Mary...
Jak się czuje?
Beznadziejnie.
Rozumiem, że to co zrobiła, jest straszną rzeczą,
ale jeśli pójdzie do więzienia, nikt już jej nie pomoże.
I co gorsze, nikt już się za nią nie wstawi.
Nikt w całym jej życiu.
Niech zrozumiem, Siostro.
Prosi nas Siostra o wyrozumiałość dla potwora, który porwał nasze dziecko?
Mary jest bardzo chorą młodą kobietą.
Niech ją powieszą, jeśli o mnie chodzi.
Sam założę jej stryczek.
Ona ma ledwie 16 lat.
Jej własne dziecko zabrano do adopcji,
a jej stan psychiczny uległ załamaniu.
Lepiej, żeby Siostry poszły, zanim powiem coś nieodpowiedniego.
Ron ma rację.
Oczywiście, tylko ty tutaj potrafisz zrozumieć ten rodzaj cierpienia.
Nie da się go opisać słowami.
Niektórzy mówią, że to rodzaj szaleństwa,
które warte jest każdego współczucia.
Dobra, już wystarczy!
Odejdźcie.
Siostro Evangelino!
Co Siostry chcą, żebym powiedziała policji?
Siostro Miller.
/Pielęgniarki często otrzymują dowody /wdzięczności od pacjentów lub ich bliskich.
/David Jones wysłał do Cynthii list
/i płytę długogrającą.
/W głąb Nonnatus House /popłynęła przepiękna muzyka.
/A jej przesłanie poruszyło / wszystkich mieszkańców.
/Bo tak jak ostatnia pieśń łabędzia /jest najsłodsza ze wszystkich,
/tak strata staje się znośna / dzięki miłości,
/i to właśnie miłość / będzie rozbrzmiewała poprzez wieczność.
Tłumaczenie: Lena
Synchro: Peterlin
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.