All language subtitles for Call.the.Midwife.Christmas.Special.2015.iNTERNAL.BDRip.x264-LiBRARiANS_pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::

Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon V, odcinek 0 - świąteczny

Tłumaczenie: titi®

Boże Narodzenie to święto narodzin.

Opowieść o miłości matki,

jej lęku, wierze i determinacji.

Mówi o wypełnionych obietnicach,

kołyszącej się kolebce,

podróży zakończonej i jednocześnie rozpoczętej.

To opowieść o wszystkim, co kochamy

w świecie, o którym tak niewiele wiemy.

…i Ducha Świętego.

Amen.

Szukamy tu, szukamy tam.

Chyba na czasie byłoby się zapytać,

czy to produktu jadalnego poszukujemy,

- czy też Szkarłatnego Kwiatu. - To już nieważne.

Wytnie mi siostra te kółka z pergaminu?

Nadzienie już prawie gotowe.

Dostaniemy w końcu herbatę do gabinetu?

Bojuję tu z suszonym kokosem.

Jeszcze trochę i będziesz bojować z wysuszonym zezwłokiem. Moim!

I oto zstąpił anioł Gabriel,

niosąc pierwsze pudełko świątecznych cukierków.

Odbiorę.

Dom Nonnatusa, mówi położna.

Rodzą się nasze bliźniaki!

Tak, oczywiście.

Tak.

Widzisz?

Szaleństwem nazywałyście me nieustające starania,

ale oto udało mi się zlokalizować brandy.

Czas nieco podlać świąteczny deser.

Tylko ty się zbytnio nie podlej. Nawet trzeźwa dajesz nam popalić.

Herbaty, już! Potem jedziemy opatrywać wrzody.

Witam wszystkich i dziękuję, chłopcy i dziewczęta,

że byliście tak grzeczni, gdy chrzciłem dzieci.

- Msza z tej okazji jest wyjątkowa… - Bierzcie po jednym.

…ponieważ to jeden z dni, gdy wszystkie dzieci z parafii

wspólnie świętują uczestnictwo we wspólnocie kościoła.

Siostra Gilbert ze szkółki niedzielnej przejdzie z naszym chórem pod ołtarz,

gdzie zaśpiewają „Cicha noc”, abyśmy wczuli się w atmosferę świąt.

Wesołych świąt!

Rosemary McConlough, doktorze.

Co za kakofonia!

Rozstrojeni, każdy śpiewał sobie, a jeden dłubał w nosie!

Czemu nie pomogłeś im śpiewać?

Bo po mutacji mam już baryton.

Przepraszam, pani Turner?

Pani Willens, czyż nie piękna msza?

I ten czyściutki kościół, pani dzieło!

Zwykłe sprzątanie, każdy to umie.

Gdy siostra przyszła po pana doktora, chodziło o moją siostrzenicę?

Nie powinnam mówić, ale sądzę, że tak.

Przykro mi, kotuś, ale to falstart.

Na razie nic się nie zaczęło.

Mam dość! Niech już wyjdą!

Nie odszczekuj siostrze!

Przyszła na świat pyskata i póki co się nie zmieniła.

Chodź, Rosemary, wygodnie cię ułożymy.

Grunt, żebyś odpoczywała i pamiętała, że dzieci mają się świetnie.

Co z nią, Eileen?

Ciepło ci?

Walter przesyła mandarynki ze straganu.

To był fałszywy alarm. Ale owoce weźmiemy.

Mamy ich całą masę.

- Umieram. - Trzeba napić się herbatki.

O nie!

Siostro!

Siostro?

Powiedz coś!

Co to za hałas?

Biedna Eileen wygląda na wykończoną.

Rosemary jest rozpieszczona,

a przy bliźniakach będą mieć masę roboty.

Rodzina im pomoże.

- Zawsze tak robimy. - Raczej mnie tam nie chcą.

Jedz winogrona.

- Są dobre na kamienie nerkowe. - One już mi nie dokuczają.

Kochanie…

Po cholerę chodzisz na tę mszę chrzcielną?

- Rok w rok cię to niszczy. - Jak mogłabym nie iść?

Lorna wciąż jest na liście parafian.

Nie wymażemy jej tylko dlatego, że już jej z nami nie ma.

Wiem, najdroższa.

Rosemary ma dwa łóżeczka dla bliźniąt, ślicznie dopasowane.

Pewnie kupiła je na raty.

Ale wyglądają elegancko.

Dobrze, że nie zaproponowałam jej kołyski Lorny.

Kusiło mnie, by znów komuś służyła…

żeby było w niej życie.

Ale może lepiej nie.

Siostra Monica Joan leży z gorączką, nafaszerowana aspiryną.

Doktor jutro do niej wpadnie.

- Słyszałam, przechodząc, że majaczy. - Biedna starowinka.

Gdy spytam o deser, będę bardzo cyniczna?

Według siostry Evangeliny na deser mamy kupną roladę.

Jest wściekła.

Fioletowy papierek? Podpisano: dla siostry Mount.

Fantastyczny dodatek do kielicha przed snem.

Mnie nie skusisz. Alkohol okropnie niszczy cerę.

Są jakieś kawowe? Muszę zabić smak kleju.

18 gotowych, zostały 24.

Poliż też moje znaczki, a dam ci jedyny kawowy, jaki został.

Napisałaś do Delii. Jak się czuje?

Chyba dobrze. Jej mama dawno nie pisała.

Z urazów głowy niełatwo się wylizać.

Była w kiepskim stanie, gdy zawieźli ją do domu do Walii.

Pewnie tak.

I gdzie ten kawowy?

Dzięki.

Dobrze, że już pan jest, chciałam znowu dzwonić.

Ni ja, ni on nam wszystkim władnie…

Wracaj do łóżka, nim termofor wystygnie!

Wchodzić, nie krępować się.

Nelly kładła mi na stopy rozgrzane cegły.

Wiedziałam, że jest zima,

gdy z pościeli wywietrzał zapach krochmalu.

Usiądźże!

Ma 39 stopni gorączki, kaszle i świruje jak marcowy zając.

Właśnie widzę.

Przestań opychać się ciastkami,

bo nawet jeśli zszyję ci portki,

nie zmieścisz się w kostium Mikołaja.

Dzieci je dla mnie zostawiają. Gdy nie znikną, będą zawiedzione.

Nie jesteś Gwiazdorem, tylko jednym z pomocników.

W kostiumie elfa budziłbym szok.

Mógłby mi jakiś elf pomóc dziś w sklepie.

Muszę zrobić wystawę z gwiazdkową loterią,

albo klienci z Poplar zażądają mojej głowy.

- Po co ja się zobowiązałam?! - Interes chyba wtedy kwitnie?

Dałam tylko parę motków włóczki i agrafki.

Resztę miejsca zajmą rzeczy ludzi.

Puszki mleka w proszku i takie tam.

Średnio gwiazdkowe motywy.

Daj nożyczki.

Nie będę odgryzać, twój zadek jest zbyt blisko.

Wysoka gorączka i paskudny kaszel.

Nie dopuśćmy do zapalenia płuc w jej wieku.

Bardziej martwi mnie jej dezorientacja.

Właśnie. Jeśli bardziej zbzikuje, nie damy sobie z nią rady.

Przepisałem Distoval, powinna się po nim uspokoić.

Distoval nie wskrzesi naszego deseru i nie zeskrobie go z sufitu.

Zaraz idziemy na kompletę.

Potem znów do niej zajrzę.

Nie musi się siostra śpieszyć.

Ustaliłyśmy reguły gry z siostrą Monicą Joan;

na razie ich przestrzega.

Moja mama miała równie zimne dłonie.

Wspomnienie matki bardzo ją dziś dręczy.

Jak zawsze, gdy źle się czuje.

To czasem pomaga.

Pamiątka rodzinna, bardzo dla niej ważna.

Nie jestem w stanie tego zjeść.

Woń moczu atakuje mnie nawet z talerza.

To nie cynaderki, tylko wątróbka.

Dobrze siostrze zrobi.

Gdy szybko siostra zje, przy kaszce posłuchamy „Rozbitków”.

Radio mnie męczy.

Kakofonia dźwięków.

Już wolę telewizję.

Nie mamy telewizora w Nonnatusie.

Ale mają go na wystawie nowego sklepu koło tunelu.

- Widziałaś? - Nie.

W domu mamy telewizor.

Ale dawno go nie widziałam.

- Czemuż to, dziecko? - Nie prowokuj wspomnień.

Dość już mamy soli w tym sosie, nie potrzebujemy jeszcze łez!

Nie mogę jechać do domu na święta.

Mamy tu za dużo pracy.

Siostra Julienne dziś mi powiedziała.

Ależ cały sens Bożego Narodzenia

to odwiedzenie stron, skąd się wywodzimy!

Czyż sam Chrystus nie urodził się w Betlejem,

bo jego rodzice musieli jechać na spis ludności do rodzinnego miasta?

Wszyscy powinni wrócić do domu.

Jeśli ich dom rodzinny jeszcze istnieje.

Mój znikł z powierzchni ziemi

przy „modernizacji” pod budowę Kirkstall Road w Leeds.

Tak więc „miodem napełnię kielich, beczkę osuszę” w Nonnatusie.

Oczywiście w przenośni.

Będziemy się świetnie bawić!

Biskup powiedział, że BBC chce

sfilmować mszę adwentową w zwykłym londyńskim kościele

i pokazać ją w Boże Narodzenie.

To miło.

To chyba więcej niż miło.

To wręcz cudownie, dla całej parafii.

Naszej parafii?

Nie wyraziłem się jasno, wybaczcie.

Brzmi to fantastycznie.

I dzieci będą miały frajdę.

Ale filmować… w kościele?

Dokładnie to samo myślę! Żadnej świętości!?

Jak dla mnie, Boże Narodzenie jest najświętszym ze świąt.

Wspólna msza wraz z milionami ludzi to dobry sposób na pamięć o tym.

I przeokropnie wytworny!

Nic więcej nie dodam.

Ludzie zapomnieli, o co chodzi w tym święcie.

Pani Turner zgodziła się poprowadzić chór dziecięcy,

a ja myślę o szopce,

gdzie w żłobku położymy prawdziwego noworodka.

- Z naszych noworodków? - Tak.

Chciałbym, żeby przyszła siostra Gilbert.

Producent programu, pan Swann, wizytuje jutro kościół i…

Pastorze, jutro mamy masę roboty.

Pani Gilbert będzie bardzo zajęta.

Spodziewałem się więcej, jeśli chodzi ornamentykę.

Tak pięknie wychodzi na zdjęciach.

Widzę, że wasza pani Mop to mistrzyni polerki.

W błyszczącym mosiądzu elegancko odbije się reflektor.

Nasza sprzątaczka nazywa się pani Willens, nie Mop.

Jak zwał tak zwał; ważna jest strona artystyczna.

Oczywiście kompozycje kwiatowe,

no i podstawa to widowisko dziecięce.

- Chodzi panu o jasełka? - Raczej o szopkę. Prawda?

Nie przeciążajmy widowni.

Ale dzieci są najważniejsze.

Sam byłem dziecięcym artystą. Wiem, jak umieją przydać blasku.

- I muszą śpiewać! - Pilnuję tego.

- I muszą mieć przebrania. - Pani Turner tego też pilnuje.

Grunt to estetyka!

Żeby nie przewijali się żadni biedni.

Jak on śmie?!

Poplar to może nie najbogatsza dzielnica,

ale każda matka pilnuje, żeby dziecko wyglądało jak najlepiej.

O mały włos go nie odesłałem.

Dobrze, że ksiądz tego nie zrobił.

Dlaczego? Obraził zarówno kościół, jak i dzieci.

Których nawet nie widział.

- Wątpię, żeby w nas wierzył. - Przecież nie o wiarę tu chodzi.

Wafelka?

Kupiłam je dla Pana Ważniaka, ale postanowiłam go nie częstować.

Proszę też zjeść.

Trzeba pani siły, jeśli ma nam pani pomagać.

Ja wam?

Do tej mszy będziemy potrzebować pomocy od każdego.

Przy tylu dzieciach i mnie będzie potrzebna.

Poproś dyrektora o wywieszenie ogłoszenia na tablicy.

W gimnazjach bywają świetni śpiewacy.

Głównie barytony i tenory.

Na plakacie napiszę o sopranie i dyszkancie.

Potrzebne nam dobre głosy płci obojga, żebyśmy się nie zbłaźnili przed BBC.

I całym narodem.

Dlatego robimy próby i dajemy ogłoszenia.

Dzień dobry państwu.

- Dzień dobry. - Czeka nas dużo pracy.

Żłóbek gdzieś się zapodział, trzeba znaleźć pudło po pomarańczach.

Może pan Willens by pomógł?

No, biegnij na autobus.

Możesz trochę wyżej, Violet?

Jeszcze wyżej.

Kapitalnie! Dzięki.

ŚPIEWASZ? Dołącz do chóru dziecięcego!

Co ty wyprawiasz?!

Przygotowuję się do świąt…

z radością w sercu.

To wszystko będzie mi potrzebne, gdy kupimy drzewko,

choć jego przyjazd wydaje się spóźniać.

Będzie dopiero tydzień przed Gwiazdką.

Wiesz, jak zawsze robimy - nie używamy lamety!

Ciociu Iris!

Rosemary, co robisz na dworze?

Nie mogę usiedzieć z niepokoju.

Wciąż tylko sprzątam. Chyba się zamieniam w ciebie.

Pójdziesz ze mną do przychodni?

- Nie idziesz z mamą? - Wybyła kupić wózki.

Dla maluchów tylko to, co najlepsze.

Chodź, spodoba ci się tam.

Pani Turner mówi, że dziś pojawiła się wysypka?

Przyszłam tylko zaszczepić małego.

Nie zauważyłam wysypki. Myślałam, że tylko kiepsko się czuje.

To niestety poważniejsza rzecz.

Szczepienie dziecka przełożymy, ale proszę iść prosto do domu.

Odra. Czwarty przypadek w tym tygodniu.

Zawiadomię Departament Zdrowia.

- W innych przychodniach jest to samo. - Byle nie wybuchła epidemia.

Żeby już mieli tę szczepionkę…

Wiem, że ją testują, ale zbyt długo to trwa.

To łóżko jest za wysokie, nie wejdę.

I na pewno się nie położę, bo wtedy czuję, że się duszę.

Kłaść się na razie nie musisz, starczy, że usiądziesz na leżance.

Lepszy byłby dźwig i wciągarka z doków.

O nie! Posiusiałam się?

Oby nie, masz fajne pończochy. Zaraz wracam.

Wychłostałabym tego, kto sprzątał po tym wybuchu.

To niehigieniczne - deser przylepiony na ścianie!

Ma siostra rację.

Jeszcze spleśnieje i do jedzenia będą nam wpadać zarodniki.

Może ja wejdę na ten stół?

Oszczędzaj siły na oglądanie bożonarodzeniowych iluminacji.

Jakże chętnie sama bym je obejrzała!

Szkółka niedzielna byłaby zachwycona. A w autobusie jest masa miejsca.

Wybaczcie, ale skorzystam z prawa weta.

Wiecie, co sądzę o słabych oskrzelach i zimnym wietrze.

I musisz być na komplecie.

Siostra Mary Cynthia jest przy porodzie bliźniąt, dziś nie wróci.

Mówicie do mnie i o mnie, jakbym była dzieckiem.

Nie, mówimy do ciebie i o tobie, jakbyś była chora.

I ciekawe, jak wyjaśnisz obecność tej kosmicznej ohydy?

To wieniec na drzwi… według projektu siostry Moniki Joan.

Kiedy chcesz go wieszać?

Siostro, postanowiłyśmy,

że do 18 grudnia nie będzie choinki ani zabawek,

zgodnie z tradycją.

Na razie pierwszeństwo ma adwent.

Ciągniemy się w ogonie świata!

Każde okno już rozświetlone,

każdy dom przyozdobiony, ustrojony.

Tylko my czekamy na choinkę i nie znamy rozkoszy telewizji!

- Telewizji?! - To brama do ogromnego szczęścia.

Widziałam jej magię na setce dziecięcych twarzyczek.

Masa dzieci takiej magii nie potrzebuje.

Trzeba im porządnego posiłku, czystych ubrań i miłości!

Nie trwonienia pieniędzy na telewizory czy lametę!

Dzieci dążą do szczęścia.

Nawet ja znałam w dzieciństwie rozkosze podróżowania,

- choć nie było ono szczęśliwe. - Nieszczęśliwe?!

Nie zaznałaś biedy!

- Siostro, proszę! - Zaznałam!

Wiem, co to bieda!

Choć moja skołatana głowa już jej nie pamięta.

Powiem jedno: krytykę należy przyjąć!

Nie chcę tego widzieć aż do 18 grudnia.

W gwiazdkowy autobus wsiadajcie,

z nami w podróż ruszajcie!

Światła, sklepy zobaczycie

gdy ze mną w podróż ruszycie!

Wesołych świąt!

Zasługujesz na nagrodę za poezję, Fred.

Co masz w wiaderku, karmę dla reniferów?

Nie, trociny.

Wiozę dwóch słynnych wymiotersów i jednego z kiepską kanalizacją.

Rany…! Wsiadać, maruderzy!

Jesteś mężem pani z pasmanterii.

Nie. Ten gościu to mój kuzyn. Ten sam owal twarzy.

Udało ci się.

Mama i tata też jadą? No to siup.

W podróż z nami ruszajcie!

Widzę, że sztuczka z gazetą wciąż żywa?

Siostra Julienne zrobiła tak, gdy rodziłam córkę.

Uratowałyśmy tak wiele materaców.

Lewatywy też wciąż robicie?

Muszę? Myślałam, że tylko starsze położne to robią.

Jesteśmy starsze, niż wyglądamy.

Wręcz na progu emerytury.

Chce ktoś lizaka?

Nie ma chętnych. Tina źle się czuje.

- Będą potrzebne trociny? - Nie, boli ją tylko głowa.

Chyba ma gorączkę.

Może ty zjesz jednego?

Dzięki.

Żółto-różowy.

Zawsze mnie zadziwiało, że są białe, a gdy je obliżesz,

zupełnie zmieniają barwę.

Są świetne.

Dla większości ludzi lizaki są dziecinne.

Nie dla mnie.

W kwestii słodyczy nie mam wstydu ni dumy!

Śmiało, zjedz też.

- Żółto-zielony. - Widzisz, ile byś przegapił?

Głęboki wdech, Rosemary.

I jeszcze raz.

Nabierz powietrza…

I przyj!

Świetnie!

- Co się urodziło? - Dziewczynka.

- I to śliczna. - Dziewczynka!

- Chciałam dziewczynkę. - Zaraz możesz mieć dwie.

Może ciocia Iris w międzyczasie tej popilnuje?

Maleństwo!

Dobrze, że zostałem. Następne idzie pośladkowo.

Jeżdżą z nami co roku.

Na co tak patrzysz, kochanie?

Na ten autobus.

Odzwyczaiłam się od Londynu.

Myślałam, że to ten twój atak.

Już ich nie miewam.

Jakiś czas nie miałaś, dzięki Bogu.

Będziemy miały cudowne Boże Narodzenie,

a potem pożegnamy się na zawsze z tym miastem.

Doktor nie może go wyciągnąć?

Sama dasz radę.

Doktor woli stać i kręcić młynka palcami.

Zaprzyj się o mnie i staraj skoncentrować.

Pupa na krawędzi łóżka.

Dobrze, zbierz siły.

Świetnie!

Dobrze!

Dobrze, jeszcze troszkę! Mamy nóżkę.

Dobrze!

I kolejna nóżka.

Doktorze, poproszę o ręcznik.

To chłopczyk.

Siostra Franklin zawinie go w ręcznik, żeby miał cieplutko.

A gdzie główka?

Zaraz się urodzi.

Świetnie ci idzie.

Poczujesz teraz, jak delikatnie obracam dziecko o 90 stopni.

Bardzo ładnie, oddychaj.

Zostawimy chwilkę dzidziusia, żeby sobie wisiał.

Ciężar własnego ciała pomoże mu się wydostać.

Boże, spóźniłam się?

Świetnie!

Tak!

Zuch dziewczyna!

Dobra robota!

Śliczny chłopczyk, Rosemary.

- No i masz parkę! - Jak to?

Pierwsza była dziewczynka.

- I jest cudowna. - Daj mi ją!

Chodź do babci!

„Babcia” - jak to brzmi?

- A ja, że jestem mamą! - Też, oczywiście!

Ale z nas będzie dwójka!

- Niestety, Tina kiepsko się czuje. - Jest rozpalona!

Mogłam wziąć wózek.

Spokojnie, zaniosę Tinę do domu.

Dam jej aspirynę.

Może pani zadzwonić do lekarza, na pewno przyjdzie.

Pobudka, obozowicze!

Cześć, Iris! Ponoć Rosemary powiła bliźnięta?

- Piękną macie Gwiazdkę! - Prawda?

Masz, agrafki do pieluch. Niebieskie i różowe.

Przekaż gratulacje swojej dzielnej siostrzenicy.

Dziękuję. Będzie zachwycona.

A może jeszcze wygrać tę wyprawkę z wystawy.

Jest w niej wszystko dla młodej mamy,

a zyski idą na dom samotnej matki.

No, to spróbujmy.

Weź dwa, skoro to bliźnięta.

84 i 85.

Nic tak ludzi nie cieszy, jak dzieci.

Może niektórych.

O, Iris! Wybacz. Moja bezmyślna, niewyparzona gęba.

Nie chciałam być przykra. Tylko… Boże Narodzenie to trudny okres.

Na pewno. Biedna mała Lorna i ty, biedactwo.

- Pamiętasz jej imię! - Nie mogłabym zapomnieć.

Ani jej uśmiechu też.

Myślę czasem nad jej zdjęciem: „Mogłam nazwać ją weselej”.

Lorna. To jakieś smutne imię.

Nic smutnego nie było w twojej córeczce. Choć miała tylko trzy miesiące.

Cztery.

Poproszę przedłużkę do stanika z trzema haftkami.

Białą, beżową czy herbacianą?

Lodowaty termofor tam, gdzie go zostawiłam.

Nikt w tym łóżku nie spał.

Mogłyśmy sprawdzić.

Nie ma naszyjnika i pierścionka z szafirem.

Muszę zadzwonić do klasztoru.

Musi siostra zadzwonić na policję!

Może to szkarlatyna?

- Widać, że dość źle się czuje. - Nie, to odra.

Proszę jej co cztery godziny podawać aspirynę.

To na początek, wypiszę więcej.

- Nie może dostać antybiotyków? - Nie zadziałają.

Nie denerwuj się, Iris.

Musisz tylko każde dziecko zapytać o nazwisko, wiek i adres,

zapisać i kazać usiąść i czekać na swoją kolej.

A sok i herbatniki?

Dostaną je dopiero po przesłuchaniu.

A ja mogę teraz?

Nie przebrnę przez to bez wspomagania.

Nie, bo nakruszysz na klawiaturę.

Szybko, weź markizę.

Każdy pochodzi do pani,

podaje nazwisko, wiek i adres, po czym idzie usiąść

i czeka na wezwanie!

- I żadnych psów! - Ten śpiewa.

Jeśli nie śpiewa „Cichej Nocy”, to dziękuję, nie.

Określiłaby siostra naszyjnik i pierścień jako cenne?

To rodzinne pamiątki.

Nie miały czysto sentymentalnej wartości,

siostra Monica Joan nie żywiła sentymentu

wobec swych bardzo bogatych krewnych.

Czy wydarzyło się wczoraj coś szczególnego?

Co mogło ją zdenerwować i skłonić do niezwykłych zachowań?

Jak pan wie, żyjemy tu blisko siebie.

Jesteśmy jak rodzina.

I jak każda rodzina, czasem się kłócimy.

Gratuluję wszystkim wybranym do chóru

i brawo za punktualność.

Próba potrwa pół godziny, a potem pójdziecie do szkoły.

Pani Willens ma dla was na koniec gorący sok.

Dziękujemy, Timothy!

Gdzieś ty poszła…?

Mija 36 godzin od jej zniknięcia.

Wyróżnia się tu dzięki habitowi i welonowi,

ale gdy pójdzie dalej, może jej nikt nie rozpoznać.

Jest sędziwa i była chora.

Siostro Monico Joan!

Siostro!

Z pewnością do niej należały.

Dokąd jeszcze mogła iść?

Próbowałam dzwonić do jej kuzyna z Richmond,

ale gosposia mówi, że jest niedostępny, na nartach w Szwajcarii.

A w klasztorze jej nie ma. Jakby wyparowała.

Nikt nie może wyparować.

Uspokaja mnie pan, sierżancie.

Znalazłem to w śmietniku na Commercial Road.

Wszystko się mogło stać.

Było ciemno, gdy wyszła,

a ulice przy dokach po szóstej pustoszeją.

Pewnie myślała, że habit ją chroni.

Wątpię, czy myślała o bezpieczeństwie i zagrożeniu.

Zapewne była podniecona Gwiazdką i zła, że była jej zakazana.

Sytuacja jest trudna i bez spekulacji, plotek i teatralnych scen!

Będę wdzięczna, jeśli zajmiesz się pracą!

Do zobaczenia!

Choineczki, wszystkie rodzaje i rozmiary!

Chciałabym drzewko.

Góra dwa metry i góra za piętnastaka.

Pat!

Gdzieś ty była, na Boga?

Nie chciałam pukać, bo zaproszono by mnie do środka,

a pierwszy raz wolę się spotkać na osobności.

Zaczekaj tu.

Muszę się przebrać z uniformu.

Na początku nie mogłam wcale pisać.

Przez pierwszy miesiąc.

Ale potem napisałam trzy listy, mama je wysłała.

Albo i nie wysłała.

Przecież bym odpisała.

Wiesz, że tak!

Podejrzewa coś?

Myśli, że znamy się ze szkoły.

No tak, „pani od skautów”.

Nic więcej nie wie, przysięgam.

Ale nie chce, żebym znów mieszkała czy pracowała w Londynie.

- Czemu, skoro jesteś już zdrowa? - Uważa, że nigdy zdrowa nie będę.

Mam wizytę u dr. Hendry'ego w Londyńskim.

Tego neurologa?

I potem u rehabilitanta.

Powiedzą mi, czy i kiedy mogę wrócić do pracy.

To mogą być miesiące.

Wyglądasz na zmęczoną.

Czasem… tracę jasność myślenia.

Grunt, że nie straciłam ciebie.

Mówiłam, że zatrzymałyśmy się u ciotki w Hornsey?

Nie.

Po świętach wyjedziemy.

Mama ma nadzieję, że sama zobaczę, jak straszny jest Londyn,

ale gdy tylko poszły na walijską mszę, wsiadłam w autobus do Poplar.

Niedługo wsiądę w powrotny, do Hornsey.

Nie wiem, co ci na to odpowiedzieć.

Może powiedz: „Nigdy już nie znikaj”?

Powiedz: „Spotkajmy się znów, napisz do mnie,

nie traćmy kontaktu”.

Pozbierajmy rozsypane elementy, zacznijmy tam, gdzie byłyśmy.

Mogę po prostu powiedzieć: „Wróć”?

Tak.

- Trzymaj się ciepło. - Dobrze.

- Zadzwoń po wizycie u lekarza. - Jasne.

Czekaj, stary.

- Co to jest? - Co?

- Boże mój! - Dawaj hak.

- To starsza kobieta. - Rozumiem.

Halo, jest pan tam?

Tak.

Proszę sprawdzić rejestr zaginionych.

Znam procedury, dziękuję.

- Patrick! - Co się stało?

Dzwoniła mama małej Tiny Lewis, leć tam!

Przypuszczam, że przyda się dowóz do kostnicy?

Zawiózłbym je policyjnym autem.

Zaoszczędzę pańskiego czasu.

Nikt z nas nie popełnił przestępstwa.

Wczoraj czuła się nieźle,

mówiła coś o ludzikach na tapecie.

Tina!

Jest nieprzytomna, wzywam karetkę.

Ale nie umrze? Przecież to tylko odra!

Nie ma czegoś takiego, jak TYLKO odra.

Gdy będziecie gotowe, powiedzcie asystentowi.

Jesteśmy gotowe.

To nie ona.

Nieszczęsna kobieta.

Nieszczęsna kobieta.

Wystarczy temu, którego anioły

wielbią nocą i dniem

pierś pełna mleka

i żłóbek pełen siana.

Tu chciałabym, żeby wszedł dyszkant.

W tym miejscu zawsze się urywa.

- To przez tekst. - A co jest nie tak z tekstem?

Jest tu słowo, którego nikt nie chce śpiewać.

W tym wersie.

Zaczyna się na P.

Pierś?

- Tato! - Odbiorę.

Tato, zaczerwieniłem się! I to w zaciszu domowym.

Już go daję, proszę zaczekać.

Zdaje się, że kolejny przypadek odry, Joey Minton.

Jest w moim chórze.

Na dzisiejszej komplecie raz jeszcze pomodlimy się

za szczęśliwy powrót siostry Moniki Joan.

I za zabłąkaną duszę kobiety, wyłowionej dziś z Tamizy.

Tak, siostro.

Tyle jestem w stanie teraz powiedzieć.

Siostro Mary Cynthio, poprowadź modlitwę.

Czy myślisz, iż dlatego, że jesteś szczurem…

nie będzie już na ziemi ani kołaczy, ani piwa?

Cóż to za wycie, panowie!

Jak dobrze! Pomożesz siostrze Gilbert w porodowym?

Doktor utknął w Wydziale Zdrowia, a tu mamy położenie twarzyczkowe.

Nie ma to jak gaz rozweselający z rana!

Są jakieś wieści o siostrze Monice Joan?

Jak może zniknąć ślad po kimś, kto ma dom i jest kochany?

Wydział Zdrowia zaakceptował wprowadzenie kwarantanny.

Hendy Street i szkoły St. Johna wcześniej robią przerwę świąteczną,

a wszystkie grupy dziecięce są do Nowego Roku zawieszone.

Dobrze, że to wywalczyłeś.

Cieszę się, że tak myślisz, bo to dotyczy też twego chóru.

- Nie! - Przykro mi.

Ale nie chcę już wkładać do karetki nieprzytomnego dziecka.

Rozumiem pańskie rozczarowanie,

ale nie możemy wyczarować chóru dziecięcego.

A ja nie mogę pokazać magii świąt w Poplar owiniętym w gazetę!

Wy mieliście wykrzesać iskrę! Taka była umowa.

Dosięgła nas epidemia odry.

W „Piotrusiu Panu” Madame Aidy grałem z ospą wietrzną!

Dałem radę wystawiać sztukę co wieczór!

Nigdy nie słyszeliście, że „przedstawienie musi trwać”?

To nie przedstawienie, a ceremonia religijna.

Chyba że ją ktoś filmuje!

A jeśli nie filmuje jej nikt, możecie ją sobie odprawiać

w ciemnym pokoju przy zamkniętych drzwiach.

Co znaczy „nikt nie filmuje”?

Pan Hereward nie wyraził się dość jasno:

dzieci są pod kwarantanną dla własnego zdrowia.

- Na pewno nie chce go pan narażać. - Ależ skąd, ale…

Przykro mi, że był pan zaniedbanym dzieckiem,

zmuszonym do grania Piotrusia Pana.

Nie byłem Piotrusiem Panem.

Grałem Smee.

Dzieci są ważne.

A święta są za pasem.

Ale narażając je, żeby czegoś dowieść, sprawia pan, że wszystko to traci sens.

Co więc pani proponuje?

Niech pan sprowadzi swych kamerzystów

i reflektory do kościoła, jak planowaliśmy.

A my urządzimy dla pana pokaz, z którego wszyscy będziemy dumni.

Pani Turner?

Cześć, Iris.

Wczoraj dokończyłam pierwszego pasterza.

Tuniki wyszły chyba ślicznie.

Proszę je obejrzeć, nim uszyję resztę.

Dwie mamy pracują nad Marią i Józefem,

a dwa aniołki im pomagają.

Szwaczki z fabryki zasłon, straszne rozrabiary.

To dobre dziewczyny. I cel też był dobry.

Jak to był?

- Mogę już wnieść? - Tak, tylko zdejmij z taczek.

Niezdecydowany!

Ale potrzebuje pani czegoś więcej niż pudła po pomarańczach,

jeśli szopka ma być w telewizji.

- Wiem, ale… - Ten kościół to moja duma.

Dałam mu całą miłość i troskę, której nie mogłam przelać na Lornę.

Pilnowałam, by był umyty, uczesany

i prezentował się elegancko w odświętnym ubranku.

Może Lorna by tego nie lubiła,

może byłaby damulką, co wierci się i płacze, że czesanie boli.

Ale sądzę, że chciałaby, żebym to pani dała.

Spędziłam 22 smutne Boże Narodzenia,

bo nie miałam dziecka, z którym dzieliłabym radość.

- W tym roku jest inaczej. - Tak?

Przestałam opierać się szczęściu.

I stwierdziłam, że Boże Narodzenie jest również dla mnie.

Wmawiałam panu Swannowi, że dzieci nie są konieczne,

ale nie wiem, jak je zastąpić.

Też nie wiem.

Ale proszę zatrzymać kołyskę.

Zbyt długo się jej pozbywałam.

Słucham panią?

Może byś się odsunął i wpuścił mnie?!

Moi rodzice

mieli okropnych kamerdynerów.

Ale nawet tamci nie nosili czapek w domu.

Proszę uważać, żeby się pani nie potknęła.

Tu kiedyś leżały dwa wilczarze.

Romulus i Remus.

Rozciągnięte na podłodze, przypominały dywaniki.

I powodowały więcej wypadków,

niż rozrzucone części od roweru.

To pewnie było zanim się urodziliśmy.

Prawie cały świat był zanim się urodziłeś, dzieciaku.

Choć widzę po twoich plakietkach,

że zależy ci na tym, by jeszcze chwilę przetrwał.

Mamy tu squat, protestując przeciwko bazie Aldermaston.

Była tu szkoła, a teraz nie mogą tego sprzedać,

bo trzy kilometry dalej znajduje się broń nuklearna.

W tym domu zawsze panowały niezgoda i starcia.

Rzadko byłam tu szczęśliwa.

Ale był to mój dom.

Przydałyby mi się rozgrzane cegły na stopy.

Chcesz, żeby położne z Nonnatusa zaśpiewały zamiast dzieci?

W naszych uniformach i habitach?

Głupio było mi siostrę prosić.

To takie niepoważne i niemądre, przejmować się tą mszą,

gdy zaginęła siostra Monica Joan.

Jeszcze do tego - telewizja.

Wiem, że to według siostry niewłaściwe.

Tak było…

ale chyba im jestem starsza, tym więcej muszę się nauczyć.

Miłość tak dużo nam daje.

Czerpiemy z niej siłę i odwagę.

To nasza opoka i źródło energii.

Ale gdy za mało ją okazujemy…

Nie, to nie wina siostry, że siostra Monica Joan uciekła.

…możemy również jej nie odczuwać.

Dlatego właśnie wybieram ubrania,

żeby kobietę, która bezimiennie utonęła,

można było pochować z dowodem na to, że dla kogoś, gdzieś była ważna.

I dlatego też

zgadzam się, żeby siostry zaśpiewały w twoim chórze.

Częstowałem ją risotto z soczewicą, ale nie chciała nawet słyszeć.

Przynajmniej zjadła kilka ciastek.

- Może wezwać lekarza? - Nie jesteśmy u żadnego zgłoszeni.

- Możemy zabrać ją do szpitala, jeśli… - Donikąd mnie nie weźmiecie.

Wystarczająco się natrudziłam, żeby się tu dostać.

Gdy już jestem w domu, jest mi dobrze.

Ale Antonio…

Dziwnie znów słyszeć własne imię w tych ścianach.

Antonia.

Przyszłam do domu…

aby mnie spisano.

Myślicie, że to w porządku, że tak się gorączkujemy audycją?

Gdyby była tu siostra Monica Joan, gorączkowałaby się z nas najbardziej.

Wczujmy się w ten nastrój - dla niej.

Właśnie!

Barbara, muszę udzielić ci lekcji makijażu.

Reflektory bezlitośnie obnażają twarz.

I tak się nie zobaczymy,

chyba że zapuścimy żurawia do sklepu elektrycznego.

Moja rodzina pewnie mnie zobaczy. Oglądają gwiazdkowe programy.

Podkład, właśnie! Jedna warstwa, obiecuję.

I ciut różu. I muśniemy rzęsy tuszem.

- Barbarze niepotrzebny tusz. - Ale pomadka - czemu nie.

Odrobina odcienia Gay Geranium i będziesz wyglądać jak Jean Simmons.

Za młodu, rzecz jasna.

Dawno nie byłam w kinie.

Uwaga, przynoszę dobre wieści.

Skróciłyśmy dziś wizyty domowe,

więc skończymy wcześniej i zrobimy próbę chóru.

Dobrze, odnotowałam wasz entuzjazm.

Teraz przestańcie myśleć o występie i wróćcie do pacjentów.

Siostro Mount!

Przez siostrę to połknęłam!

A trzeba płukać tym gardło dla nawilżenia krtani.

Pani Turner zaleciła to po próbie.

Zapomniałam już, jak się śpiewa.

Ja bym zaleciła olej silnikowy.

Nie będę się z tobą kłócić w Boże Narodzenie

i przy tych wszystkich problemach.

Mówisz o siostrze Monice Joan?

Tak. Mam ochotę sama siebie kopnąć.

Jeśli bezpiecznie wróci,

może sobie następną choinkę kupić nawet na Wielkanoc.

Przypominam sobie wszystko, co powiedziałam…

Ja sobie przypominam wszystko, co ona powiedziała w chorobie.

Majaczenie zawsze jest ciekawe. Czasem wychodzi na jaw prawda.

- Mówiła o swojej matce? - Głównie.

Mówiła o dzieciństwie, o domu, w którym mieszkała,

i jak się rozgrzewali, gdy było zimno.

Siedziało jej to w głowie, bo nazajutrz znów o tym mówiła.

O domu?

Mówiła, że w święta każdy powinien iść do domu,

dlatego Jezus urodził się w Betlejem.

I coś w sensie, że to było prawdziwe znaczenie.

Wiem, gdzie jest.

- Dzień dobry. - Siostra Monica Joan.

Proszę, wszystko zapisałam.

Nie, przykro mi. Nie kojarzy mi się to ze żłobem.

Wcale nie musi. Ma się kojarzyć z kolebką.

Każda matka wśród telewidzów ją rozpozna.

Tak, jak rozpoznają położonego w niej noworodka.

Czy to będzie ładny noworodek?

Nie wiemy, jeszcze nie wybraliśmy z kliniki.

- Tak. - Dopilnuję, by przekazano informację.

Dziękuję.

Inspektor z policji w Berkshire oddzwoni we właściwym czasie.

Co? Nie ma jej kilka dni i ma prawie 90 lat!

Ten adres jest poza moim rejonem, muszę go przekazać.

Też się martwię, ale takie są przepisy.

Przepisy?

Gdy nie będzie pan takim żółtodziobem,

zrozumie pan, że prócz przepisów jest też rozsądek.

Stać!

Zaczekaj!

Dzień doberek! Gdzie rowerek?

Na miejscu, ale do Berkshire nie dopedałuję.

- Co? A co z moimi choinkami? - Jedź!

Pogodziłem się z habitem pani po prawej.

Kojarzy się to z dziewicą Marią, co jest jedynie fortunne,

ale ten kapelusz i płaszcz…

Nie będziemy w płaszczach.

A sweterki są bardzo bożonarodzeniowe.

Cuda technikoloru, moja droga, jeszcze nie zawitały do BBC.

Ten materiał jest strasznie kiepski.

Położne muszą często prać swoje uniformy.

Jest jakaś szansa na czepeczki z falbankami?

Całkiem duża.

Jeśli pan zainwestuje w haft angielski, mogą mieć masę falbanek.

Zaraz zajmę się pańską kreacją.

- Pani Turner… - Iris, co się dzieje?

Czuję się okropnie od przebudzenia.

W zeszłym roku miałam kamienie nerkowe. Chyba się znów odezwały.

Jeszcze dziś tyle jest roboty…

Dziś mamy tylko próbę. Kościół wygląda przepięknie.

Jedziemy do lekarza.

Antonio!

Niania znów znalazła u ciebie biblię!

Antonio, może się pani troszkę napije?

Tu stało pianino.

Ale zapewne porąbaliście je na opał.

Musi pani pić albo będzie trzeba wziąć panią do szpitala.

Nie pojadę.

Historia zatoczyła koło.

W tym domu się urodziłam

i z radością spotkam tu swego stwórcę.

Jakieś krwawienia ostatnio?

Nie, jestem po menopauzie. Wcześniejszej.

- Pytam o krew w moczu. - Nie.

Ale biegam częściej.

Niedobrze mi.

Głównie rwie mnie w krzyżu.

Kochanie, gdy będziesz gotowa, pomogę ci wstać

i przejdziemy obok, na położniczy.

- Położniczy?! - Będziesz mieć dziecko.

- Kiedy? - Niedługo.

Ale ja…

nie czuję się bezpiecznie.

Gdy rodziłam Lornę,

siostra Julienne mówiła, że grunt to czuć się bezpiecznie.

Zadzwonię do Domu Nonnatusa.

Sam dodasz gazu czy mam ci pomóc?!

Jadę wąską wiejską ścieżynką!

Mogą się pojawić króliki. Albo owce.

Iris, wiem, że niełatwo jest zebrać się w sobie.

Wiem.

Mam 46 lat.

Jak to, że nie wiedziałam?

Nie ty pierwsza. To rzadkie, ale nie jesteś sama.

Ale uda się? Jak to się ma udać…?

Wszystko będzie dobrze, Iris, obiecuję.

Siostra Julienne.

- Odbierała siostra moją Lornę. - Tak.

I często wspominam ją w modlitwie.

Nie sądziłam, że będę jeszcze miała dziecko.

To ją wciąż kocham.

I nie przestaniesz.

Miłość się nie dzieli, ale podwaja.

Dobrze, Iris. Mocno, zdecydowanie przyj.

Świetnie.

Tak, idealnie!

Główka już nam się nie cofa, zaraz się urodzi.

Przyjechał twój mąż.

Doktor Turner wprowadza go w sprawę.

Świetnie!

Świetnie. Mocne, zdecydowane zaciągnięcie.

To tutaj.

Świetnie ci poszło. Masz córeczkę.

Prześliczną.

Chodź.

Chodź do domu.

Do mamy.

Pamiętam dni starodawne,

rozmyślam o wszystkich twych dziełach,

rozważam dzieło rąk twoich.

Wyciągam ręce do ciebie;

moja dusza pragnie ciebie jak zeschła ziemia.

Spraw, bym rychło doznał twojej łaski,

bo w tobie pokładam nadzieję.

Oznajmij, jaką drogą mam kroczyć,

bo wznoszę do ciebie moją duszę.

Amen.

Szeroko buzia.

Teraz chyba moja kolej się wymądrzać.

Przyjechała policja.

Pytają, czy wezwać karetkę.

Nie trzeba karetki.

Mam dość funduszy, zastawiłam biżuterię matki.

- Zastawiłaś?! - Ciekawe doświadczenie.

W trasie spędziłam wielce nieprzyjemną noc

w zajeździe Gerrards Cross.

Większość kapitału ocalała.

Wezwijmy więc taksówkę.

Twój szofer już czeka.

Powiedziałbym, że… dwa kilo dziewięćset?

Dokładnie!

Straganiarz nigdy się nie myli.

Jak ją nazwiemy?

Tym razem żadnych smętnych imion.

Nazwę ją Joy.

Dajesz dziecku piękne imię.

Tylko tyle dla niej mamy.

Ani koszulki, ani becika nie mam dla biednej kruszyny.

Dom Nonnatusa, mówi położna.

Dzwonię z budki na rogu Whittle Street.

Jest tu ktoś, kim trzeba się zająć.

- Co ty robisz? - Jutro mamy losowanie.

Już jutro?

Zabiłbym za grzankę z serem.

Przejechałem kawał drogi.

Dostaniesz grzankę, gdy pomożesz mi z tym.

Musisz wyciągnąć wszystkie numery 84 i 85.

To chyba… niemoralne.

Pracuj, a dam ci do wyboru: Wensleydale, cheddar lub Red Leicester.

Mówią, że bóle głowy stopniowo miną.

Muszę tylko więcej odpoczywać.

Mama i tak na nic innego mi nie pozwala.

A pozwoli ci wrócić do pracy?

Muszę do niej wrócić! I do Londynu.

Tu jest całe moje życie.

- I ty tu jesteś. - Ja się nigdzie nie wybieram.

Nie wrócisz bez świadectwa zdrowia.

Dadzą mi je. Zmuszę ich.

Ludzie czekają!

Ludzie czekają.

- Jest, Sheila, znalazłam! - Zaczekajcie.

Nie wiedziałem, że umiesz układać kwiaty.

Wielu rzeczy o mnie nie wiesz.

Beatrix Franklin, tajemnicza położna.

Proszę w wolnej chwili wyciągnąć los.

Numer 85.

A to ci dopiero!

Czasami droga do szczęścia bywa kręta,

a podróż do domu inna, niż się spodziewaliśmy.

Nie wiedzie nas gwiazda,

starożytne proroctwa nie przepowiadają naszego losu.

Największym darem jest, że nie podróżujemy sami,

lecz w towarzystwie innych.

Możemy wyciągnąć do siebie dłonie

i ogrzać się gorącym sercem.

Siostra Monica Joan nigdy nie wykupiła biżuterii swojej matki z lombardu.

Zamiast tego kupiła dwie rzeczy:

zamiennik deseru świątecznego

i telewizor.

Uznała obie te rzeczy za niezbędne, by w Nonnatusie było przyjemnie.

Jeśli nawet ktoś miał inne zdanie, zachował je dla siebie.

Cała rodzina zebrała się,

oglądając swoje czarno-białe, migoczące twarze,

a sama jej obecność w pokoju była miłością,

powitaniem w domu.

Tłumaczenie: titi

Synchro i drobne poprawki: Peterlin

Project Haven www.facebook.com/ProHaven

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.