Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Co czyni człowieka wyjątkowym?
Każdy chce być normalny.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO
Ale nikt nie chce być zwyczajny.
Czym jest normalność?
W social mediach widzimy ładne zdjęcia.
Normalne przyjęcia, normalne rodziny, normalne urocze dziewczynki.
Ale pod skorupą zawsze kryje się coś więcej.
Lindy zwykle wydaje się normalna,
ale głęboko w DNA skrywa dar.
Niektórzy nazywają to schorzeniem lub, co gorsza, zaburzeniem,
które czeka uśpione.
Nie można jej nazwać normalną.
Kiedy ludzie robią coś złego,
Lindy nie może się opanować.
Może gdyby miała normalną, kochającą rodzinę,
byłaby wyjątkowa.
Ale mamusia i tatuś też mieli swoje demony.
Może to przez tabletki mamusi, po których była taka śpiąca,
a może przez złość taty, kiedy pił.
Nigdy się nie dowiemy.
Ważne, że Lindy nigdy nie dostała miłości, której potrzebowała.
Zamiast tego jej złość narastała,
a zaburzenie się pogłębiało.
Wtedy rodzice poznali diagnozę.
„Zaburzenie eksplozywne przerywane”.
PRZEKAZANIE PRAW DO OPIEKI NAD LINDY LEWIS
SZPITAL IM. KRÓLA EDMUNDA CHISWICK, LONDYN
Nie mogła żyć bezpiecznie
i nikt wokół niej nie był bezpieczny.
Żeby móc żyć,
musiała żyć samotnie,
odizolowana, póki nie zostanie odkryty lek.
Przez olbrzymią ilość kortyzolu, jaki krążył w jej organizmie,
Lindy była szybsza i silniejsza.
Przez to stała się niezwykle atrakcyjna dla pewnych osób.
Ale była też skrajnie nieprzewidywalna.
I o wiele bardziej przepełniona gniewem niż normalni ludzie.
Reagowała natychmiast.
Kiedy ją sprowokowano, wybuchała.
Nie potrafiąc tego kontrolować, była bezużyteczna.
Stała się ludzkim królikiem doświadczalnym.
Wyniki były niejednorodne.
Uznano, że może w wojsku będzie mogła
ukierunkować swoje niezwykłe umiejętności.
Albo i nie.
Dość!
Zostaw go!
Byli tacy uprzejmi i pomocni.
Aż dziw, że jej nie pomogli.
Oczywiście każda „terapia” tylko pogarszała sprawę.
Można pomyśleć, że nauczyli się jej nie wkurzać.
Ale przypominało to coraz bardziej
zamykanie i wyrzucanie klucza.
Lindy miała zostać sama na zawsze.
Wtedy nastąpił przełom. Szansa na normalność.
Terapia była brutalna, barbarzyńska, oburzająca
i zaskakująco skuteczna.
ZWARCIE
Niewiarygodne, pięć minut już czekam.
Tak ciężko znaleźć moje kluczyki?
Przepraszam, proszę mi dać minutkę.
Robisz tu za tępą idiotkę czy co?
Przepraszam. Tu jest z milion kluczy.
Jesteś za głupia nawet na minimalną pensję.
-To pański kluczyk? -Tak.
Przepraszam.
To mój wóz.
-O czymś zapomniałeś. -O czym?
O manierach.
-To pański kluczyk? -Tak.
Ty...
Napiwku nie będzie.
Justin? Cześć. Lindy.
Cześć.
Nie zostanę.
Miałam ochotę na randkę, ale nie jestem w nastroju.
Nie chciałam cię wystawić,
-bo nie jestem aż taką suką. -Jasne.
Nie jest to moja najgorsza randka.
Głupio mi. Wybacz.
Opryszczka. Opryszczka, chlamydia i kurzajki.
-No? -Dziewczyna wymieniała
wszystkie choroby weneryczne, jakie przeszła.
Bez zapowiedzi.
Jak to kurzajki, co?
Ty nie miałaś nieudanych randek?
Ja? Rzadko randkuję.
Zawsze wychodzisz przed randką?
Zwykle się nie zjawiam.
Dlaczego?
Gardzę ludźmi.
Jakimi?
Nie wiem. Takimi, którzy mówią z pełnymi ustami,
żują za głośno, nucą.
Facetami w dżinsach i klapkach.
-Ludźmi chodzących za wolno. -Jasne.
-Albo życzącymi miłego dnia. -Mogę nie chcieć miłego dnia.
-Albo gadającymi w windach? -Tak.
Pierdzący w windach są gorsi.
Pierdzisz w windach?
-A ty w ogóle? -Nie, jestem z Anglii.
-Są państwo gotowi? -Nie zostaję, więc nie wiem.
Jeśli pani wychodzi, musi pan zwolnić stolik.
-Rozumiem. -Natychmiast.
Dobrze.
To...
Poproszę kurczaka.
Rybę. Bez orzeszków piniowych.
Nie zmieniamy dań.
Jestem alergikiem.
Takie zasady lokalu.
-No to makaron. -Z sosem orzechowym.
-A schabowy? -Panierka pistacjowa.
-Może mi pani coś zasugerować? -Nie tym tonem.
-Mówię normalnie. -Nie.
Nie pozwala mi pani zaimponować znajomej. Zawstydza mnie pani.
Może kurczak?
Oczywiście.
Dziękuję.
-W razie czego proszę wołać. -Dziękuję.
Jeśli chciałaś ją zadźgać, to nie mam nic przeciwko.
-Muszę siku. -Dobrze.
Zaraz wracam.
Facet przyznał się żonie do romansu.
Proteza jakiejś babci utknęła w steku.
Żałuj, że nie widziałeś parki na pierwszej randce.
Postawiłam się gościowi, a on się prawie poryczał.
A laska patrzyła, jak się wije.
Co za obciach.
Uwielbiam jaja z klientów.
Jak prywatny pokaz zjebów.
Facet miał alergię na wszystko w menu.
Żałosne.
No wiem.
Nawet mi...
Oddzwoni.
Kurwa mać.
Ale laska...
Kurwa.
To nie działa.
Dobra. Napraw.
-Wykształciłaś tolerancję. -Nie.
To najnowocześniejsza, innowacyjna terapia.
Na pewno po śmierci dostaniesz Nobla.
-Grozisz mi? -Wymyślisz coś?
-No dobra. -Super.
Proszę.
Emocje muszą w tobie szaleć,
skoro przezwyciężasz system.
Mam nadzwyczajnie wysoki poziom kortyzolu,
więc szaleją cały czas.
Nie możesz ciągle zasłaniać się biochemią.
Czyli randka nie wypaliła?
Zważywszy, że miała na celu sprawdzenie,
czy sobie poradzę w sytuacji towarzyskiej
bez pobicia kogoś, to owszem.
Nie wypaliła.
Mocno go pobiłaś?
Jego nie.
-A kogo? -Kelnerkę.
Nieważne. Nie udało się.
Lindy, mówiłem, że to nie lekarstwo.
Jeśli masz robić postępy,
musisz się pogodzić z przeszłością.
-Znasz moją przeszłość. -Jest różnica
między mówieniem o niej a jej przepracowaniem.
Uduszenie?
Tętnica szyjna.
Klasa. Proszę.
Podkręciłem napięcie,
ale ciało ma swoje granice.
Masz mnie gdzieś. Eksperymentujesz.
Ryzykowałbym życiem, gdybym miał cię gdzieś?
Przyznaj, że facet wpadł ci w oko.
Nie wpadł.
No dobra.
Nieważne.
Wczorajszy wieczór dowodzi, że ekspozycja nie działa.
Co mam zrobić?
Przystawić ci pijawki?
Wywiercić dziurę i uwolnić demony?
Mam ci kazać pić własny mocz?
-Próbowałam. -Ohyda.
Musisz po prostu w końcu przyznać,
że twoje problemy rozwiąże bliska relacja.
Penis mnie nie ocali, Freudzie.
Próbowałam.
Polubiłaś go, stwórz z nim jakąś relację.
Odwal się.
-Mówię o miłości. -Nie chcę chłopaka.
Prędzej czy później wybiję mu zęby.
A może nie. Czemu zostawiasz kogoś,
przy kim coś poczułaś?
Zostawię ciebie, bo mnie wnerwiasz.
Dziękuję.
-Wizyta za tydzień! -Super.
ŻYCIE TO SERIA POŁĄCZEŃ - ZADZWOŃ NIELIMITOWANE MINUTY I DANE
BĄDŹ SWOIM WŁASNYM SZEFEM
Ale dobre.
-Dzięki. -Nieźle, co?
-Rany. -I żadnych kiepskich kelnerek.
-Fakt. -Dzięki za telefon.
Straciłbym drugą szansę na rozczarowanie ślicznotki.
Jak chcesz to zrobić?
Nie wiem.
A lubisz lamerskich księgowych?
Zależy. Dla kogo pracujesz?
Dla prywaciarza, Barry'ego.
A ty?
Pracowałam w ochronie.
Czyli temat kajdanek jest ci bliski.
Mniej sado-maso, bardziej bramka w barze.
-Bramka? -A co?
-Ważysz z 50 kilo. -Nie chodzi o rozmiar.
A o co?
Szybkość, wytrzymałość, brak lęku.
A co się stało?
Szukam innej pracy.
-Zwolnili cię. -Nie z mojej winy.
Właściwie to z mojej.
Nie przykładałam się.
Nie?
A co wolisz?
Lubię fotografować.
Co fotografujesz?
Głównie nagich księgowych.
Ludzi żyjących swoim życiem.
Czasem robię zdjęcia telefonem dla zabawy.
Trochę jak podglądaczka.
Nieustannie się masturbuję.
Sory, zanudzam cię.
Dzięki, że przepraszasz, rzeczywiście się nudzę.
Nic na to nie poradzę.
-Coś jednak mógłbyś zrobić. -Co?
Może to jednak błąd.
Ostrzegam, jestem kiepska w randkowaniu.
Jak bardzo?
Bardzo.
Nie boję się ciebie.
Może powinieneś.
Zaczekaj...
To...
No...
-To... -Czy to...
Jakiś fetysz?
Nie.
Dobra.
Posłuchaj, Justin.
To nic takiego.
Już dobrze.
Miły poranek.
Raczej popołudnie.
Tak słodko spałaś, że cię nie budziłem.
Rzadko ktoś tak o mnie mówi.
Jesteś słodka, jak opuszczasz gardę.
Dziwne mieszkanie.
W pozytywnym sensie.
Czemu masz plastikowe naczynia?
-Dopiero się wprowadziłaś? -Nienawidzę zmywać.
Oprócz najdroższych drożdżówek świata
kupiłem ci coś jeszcze.
Rany. Jestem aż tak dobra w łóżku?
No.
Boże.
To zbyt wiele.
Wcale nie.
O rany.
-Podoba ci się? -I to jak. Dziękuję.
A zeszła noc... Ja tak nie robię.
-Nie? -Nigdy.
Cieszę się, że tym razem zrobiłaś.
Ciągle zaskakujesz.
Najmniej całą tą sytuacją.
Powiesz mi coś o tym, skoro trochę lepiej się znamy?
Tak.
Nie musisz, wybacz.
Powiem.
To nowa terapia.
-Ale mi tu nie umrzesz? -Nie.
Takie mam szczęście.
Poznaję cudowną kobietę, której zostało pół roku życia.
Nie. Mam problem z impulsywnością.
Ten sprzęt pomaga mi się kontrolować.
-Jak zespół Tourette'a? -Nie.
Nieco intensywniej.
A próbowałaś jakiejś medytacji?
W pewnym sensie.
Jogi.
Leków.
Sportów ekstremalnych.
Masy rzeczy. Nabyłam mnóstwo zbędnych umiejętności,
ale dopiero to mi pomaga.
Wszystko z tobą w porządku.
Nie, muszę iść do pracy.
-Nie weźmiesz L4? -Jestem spóźniony. Nie mogę.
-Barry by mi uciął jaja. -No dobra.
Jaja były spoko, niech zostaną.
Może powiesz, że coś ci wypadło u innego klienta?
Mam jednego, który płaci mi za wyłączność.
-Dobrze? -Dobrze.
Wieczorem u mnie. Coś ugotuję.
Jestem halibutowym ninja.
Tak!
Taxi!
Taksówka!
-Boże! -Wszystko gra!
-Co? -W porządku, spokojnie.
-Jesteś za wcześnie. -Bo się cieszyłam.
-Dlaczego? -Jesteś geniuszem.
Odważnym i wspaniałym.
Jestem zdrowa.
Znów się z nim widziałaś?
I miałam impuls.
Ale nie połamałam mu nóg, nie biłam, nie pieprznęłam...
Było pieprzenie, ale takie bardziej romantyczne
i sprośne.
Robimy postępy.
-Bardzo dobrze. -„Bardzo dobrze”?
Genialnie!
Zdjęłam kamizelkę.
-Rety. -Jeszcze parę tygodni
i nie będę tego potrzebować.
Wspaniale, ale to raczej chwilowa euforia.
Ciągle o nim myślę.
Jego dłoniach, twarzy, zapachu włosów...
-Jasne. -No a penis?
Prawie do ciebie dzwoniłam w trakcie.
Powiększył się dziesięciokrotnie, jak parasol.
-Wiedziałam, że takie są. -No.
Ale nie widziałam go w akcji. Niesamowity.
No. Rany.
Nie wiedziałem, że takie są.
-Dziś mi robi kolację. -No co ty?
Rybę.
Ty nie lubisz ryb.
-Ludzie się zmieniają. Na przykład ja. -Owszem.
Może usiądziemy i o tym pogadamy?
Nudy. Nie, chcę świętować.
-Napijemy się? -Jest dziesiąta.
Kiepski z ciebie kumpel.
Nie jestem twoim kumplem, tylko psychiatrą.
Wreszcie chcę rozmawiać o fiutach, powinieneś się ślinić.
Fuj, nie.
-Usiądź. -Nie potrzebuję sesji.
Potrzebujesz, bo jesteś chora.
Niepokoję się i martwię o ciebie.
-Nie bój się. -Boję się.
-Kocham cię. -Ja ciebie też.
-Ja ciebie bardziej! -O rety.
KOLACJA AKTUALNA? - JASNE
Halo?
Justin?
Nie, detektyw Vicars. Wydział zabójstw.
KOMISARIAT
Skąd wiecie, że to zabójstwo?
Ciało znaleziono w śmietniku z dwiema ranami postrzałowymi głowy.
Długo byliście razem?
Dziś miała być nasza trzecia randka.
Miał mi zrobić kolację.
-Rybę. -Łososia?
Halibuta.
Zna pani jego znajomych, krewnych?
Wiem tylko, że jest księgowym.
Był księgowym.
Miał tylko jednego klienta. O imieniu Barry.
Znajdziemy sprawcę.
Nie dawaj złudnej nadziei. Statystycznie szanse są marne.
Nie daję. Zapewniam ją, że damy z siebie wszystko.
-Niektórzy wolą szczerość. -Inni współczucie.
-Mogę go zobaczyć? -Nie.
-Tylko krewni mogą. -Mogę z nimi pomówić?
-Nikogo nie znaleźliśmy. -To komu to przeszkadza?
-Takie mamy zasady. -Ona uwielbia zasady.
Naprawdę bardzo nam przykro.
Pani facet uwikłał się w jakieś szemrane interesy.
Miała pani szczęście.
Proszę dzwonić, gdyby coś się pani przypomniało.
Dziękuję.
Co to miało być?
Była smutna. Chciałem ją pocieszyć.
Jest raczej wściekła.
Nie sądzę.
Dlatego ją polubiłeś.
Lubisz ostre babki.
Są lepsze w łóżku.
Aż ci wybuchną w ten głupi ryj.
„Jestem silnym policjantem.
„Niech cię utulę i pocieszę tę smutną waginę”.
Pocieszyłbym tę waginę.
To nic takiego.
Pomógł mi wyzdrowieć i nie żyje!
-To nie działa. -Dam ci coś na uspokojenie.
Przestań się razić, Lindy.
Nie boję się ciebie.
Lindy?
Lindy?
Lindy?
Gdzie to jest?
W twojej dłoni.
Jak się czujesz?
Chciałabym zgnieść ci czaszkę gołymi rękami.
Przykro mi.
Zachowywali się, jakby nigdy nic.
-Kto? -Policjanci.
Skup się na sobie.
Uważają, że to sprawka jego szefa.
Normalne,
miał jednego klienta. Dziwne.
-Na pewno znajdą winnych. -Walić ich.
Muszę znaleźć sprawcę.
Porozmawiam z szefem Justina.
-Weź głęboki wdech. -A może skręcę ci kark?
Znajdę tych skurwieli.
Jeśli pójdziesz tą ścieżką, nie wyzdrowiejesz.
-Kurwa mać! -Zabijesz kogoś.
-Żebyś wiedział. -Coś ci powiem.
Jedni płaczą, inni piją, inni piszą kiczowate wiersze.
Ja krzywdzę ludzi.
Mogę zrobić z tego użytek.
Vicars.
Dzień dobry, detektywie.
Musimy porozmawiać.
Chyba wiem coś więcej, ale się boję.
Przyjedzie pan do mnie?
Niedługo będę.
Halo?
Lindy, mówi detektyw Vicars.
-Lindy? -Dobry wieczór.
-Jesteś zły? -Dlaczego kradniesz dowody?
-Chcę się dowiedzieć, co zaszło. -To moja praca.
I jak ci idzie?
Ciebie znalazłem.
-Proszę? -Moja partnerka chce
z tobą pomówić. Utrudnianie śledztwa, kradzież i parę innych spraw.
Jest strasznie skrupulatna.
Chciałem dać ci szansę się wytłumaczyć,
wyjaśnić to nieporozumienie. Wiesz, bez więzienia.
-Ona już jedzie. -Kurwa mać.
-Gdzie jesteś? -Przed domem.
-Nie zastrzeli mnie, co? -Nie.
-Stój! -Kurwa.
Sam nie wiem.
Ręce na głowę. Skuję cię
i zabiorę cię na komisariat. Zostaniesz zatrzymana.
-A jeśli mam inne plany? -Zastrzelę cię.
Zmarnuję czas na pisanie raportu,
zamiast szukać zabójcy twojego faceta.
Nie był moim facetem.
-Nie chciał związku? -To był początek.
Randki w mieście i tak są trudne.
Znajdujesz fajnego gościa i bum.
Dwie kule w łeb.
Walnięta ta partnerka.
Cześć, Nevin.
Jaja sobie robisz?
Dawaj ten telefon.
Nie mów, że zadzwoniłeś do podejrzanej.
Wybacz, mam zły dzień.
-Stój! -Nie zabiłam go!
Ty suko.
-Halo? -Cześć, detektywie.
Wszystko gra? Nevin jest cała?
-Jestem trochę zajęta. -Czym?
Przypominam sobie jazdę manualem.
Co...
Tępy kretyn!
Cholera, znam ten dźwięk.
To McLaren 600LT Spider.
To samochód.
Szybki.
Dalej rozmawiasz z tą walniętą ścierą?
Chrzanić to. Jedź!
Prawko w chipsach znalazłeś?
-Starasz się w ogóle? -Mam gaz w podłogę.
Ciężko się skupić, jak się kłócicie.
Cholera.
Dawaj.
Zaczynam ogarniać te biegi.
Cholera!
Szlag.
Nie rozłączaj się. Chcę ci pomóc.
Dobra.
Muszę się skupić. Fajnie się gadało.
Zaczekaj! Jak się rozłączysz, zostaniesz sama.
Nic nowego.
Cholera!
Chcę ci pomóc, zanim kogoś zabijesz.
Jeśli sądzicie, że zabiłam Justina,
to jesteście do dupy.
-Nie sądzimy. -Mów za siebie.
Cholera!
Tak!
Nie zrobię tego.
-Nie tchórz mi teraz. -No dobra!
Jeśli nie ustalisz przyczyny epidemii,
nawet nie wiesz, ilu zombie będziesz musiał zabić.
Miecz świetlny załatwiłby sprawę.
Podaj prawdziwy przykład.
Apokalipsa zombie.
No i nie naładujesz ogniw diatumowych miecza,
jeśli się wyczerpią.
One się nie wyczerpują, tylko przetwarzają energię ponownie.
Kto tu rządzi?
Ja jestem kierownikiem.
Czyli z tobą nie chcę gadać.
Szukam kogoś, kto ogarnia temat.
Kto tu jest największym nerdem?
-Andy. -Andy.
Andy.
Zapomniałaś hasła czy co?
Nie. Mój facet został zamordowany, zwinęłam jego telefon glinom
i muszę znaleźć jego zabójców przed policją, żeby ich zabić.
Super.
Mamy dostęp.
Dobra jesteś.
Wiadomo.
Nic tu nie ma. Żadnej historii.
Telefon na kartę. Twój facet to diler czy co?
Nie, księgowy.
Nie był jeszcze moim...
Jasne, czaję.
-Ja nie. -Co tam pierdzisz?
Przepraszam.
Ostatnie siedem połączeń miał z opuszczonego budynku w centrum.
-Podejrzane. -Czyli?
Nie wiem. Sprawdźmy właściciela.
Barry Kasparzki.
Poszukiwany przez FBI handlarz bronią.
Jasna cholera.
Mamy go.
-Ile się należy? -I tak cię nie stać.
Dzięki.
Chłopaki!
Przecież jakoś można się dogadać.
-Forsa. -No.
Nie lubisz zakładów?
Za późno, żeby stawiać na tego drugiego.
Krwawisz i opuszczasz lewą.
O co chodzi?
Barry, tak? Tak sądzę.
Wyglądasz tu na ważniaka.
Czego chcesz?
Połączeń z twoim księgowym.
Zabiłeś go?
A ty co? Pies czy FBI?
Dziewczyna.
Znaczy, wiesz.
Za nami dwie randki, ale dobrze rokował.
-Trzymałam kciuki. -Nie zabiłem go.
-Ale wiesz, kto zabił. -Może.
Super.
Oszczędzisz mi masy kłopotów.
-Kochany jesteś. -Nie mówiłem, że ci powiem.
Czyli mam przejść przez całe miażdżenie twarzy
i łamanie kości?
Dobra, posłuchaj.
Powiesz mi, jak pokonam twoich trzech najlepszych ludzi?
Brzmi ciekawie.
Ty, ty i ty.
Ale nie po kolei.
Jednocześnie.
Lubię wyzwania.
Jakie są zasady?
Nie ma zasad.
No dobra.
Fart.
Wystarczy!
Koniec walki.
Wszyscy wynocha.
Gdyby miał większe jabłko Adama, nawet by mi się podobało.
Nie masz nic przeciwko? Trochę się zmachałam.
Potrzebowałam tego. To kto zabił Justina?
Tamci ludzie
pracują dla mnie, szanują i podziwiają mnie.
Wiedzą, że jestem słowny.
A takie sprawy są prywatne.
Bo prawda jest taka,
że wszystko zawdzięczam jednemu.
Temu, że nigdy nie byłem słowny.
Wybacz, ale nie chcę pobrudzić garnituru.
Czemu starzy, obleśni faceci nigdy nie doceniają kobiet?
Ciekawy odcień jaj.
Jak go nazwiemy? Krwistowołowy? Marchewkowy?
Typowa baba, od razu ją ciągnie do jaj.
Tylko, jeśli mi się spieszy.
Chociaż ewolucja wam poskąpiła,
umieszczając wyłącznik
w dostępnym dla drapieżników worku.
Kto go zabił?
-Nie wiem. -Nie wydurniaj się.
Gareth Fizel!
Gareth Fizel?
-Mój szef. -Dlaczego miałby zabić księgowego?
Może namieszał w księgach.
Fizela nawet rząd zostawia w spokoju.
Jesteś aż tak głupia?
Dokładnie tak.
Dobrze się bawisz?
Mamy jej dane.
Twoja panienka
słynie z przemocy, napadów i zastraszania.
Historię zatrudnienia też ma ciekawą. I utajnioną.
Ma niezłe umiejętności i problemy ze złością. Słabe połączenie.
Nie strzeliłaby swojemu facetowi w łeb.
Oby, bo będziesz następny.
Łatwo się wścieka, ale to nie znaczy, że zabija.
Tak się kończy nieprzestrzeganie zasad.
Czasem rozsądek wygrywa z zasadami.
Nie.
Mnie odpowiada, że jestem tu górą.
Co mam jeść?
Może coś zgarnę od postrzelonego z sali obok.
Zawsze troskliwa. Dzięki.
RAPORT O PODEJRZANEJ LINDY LEWIS
OJCIEC: PETER LEWIS - NIE ŻYJE MATKA: PAMELA LEWIS - NIE ŻYJE
Uczulony na lateks? Słabo.
Rany, ile moczu. Nieźle.
Nie wstawaj.
Ucieknę, a ty się ośmieszysz, próbując mnie złapać.
Proszę. Kupiłam bukiet, ale dałam go babce w windzie.
Zdiagnozowali u niej coś strasznego,
poryczała się. Niezręczna sytuacja.
Dobrze, że jesteś cały. Dzięki za ostrzeżenie.
Chciałem, żebyś mogła postąpić właściwie.
Dzięki.
-Wiem, kto zabił Justina. -Kto?
Gareth Fizel.
Masz dowody?
To nie jest ktoś, kto się przejmuje dowodami.
Co o nim wiesz?
Miliarder i samotnik, masa nielegalnych przedsięwzięć.
Nietykalny.
Już ja go tknę. I to mocno.
I wielokrotnie. I wcale mu się to nie spodoba.
-Gdzie go znajdę? -Dlaczego to robisz?
Justin jest wart narażania życia?
W sumie dopiero zaczynaliśmy
i nie mam pojęcia, w czym się babrał.
Ale był w porządku.
-Nie zasłużył na taką śmierć. -Nikt nie zasłużył.
No nie, ale...
Przy większości ludzi chcę uciec z wrzaskiem albo połamać im palce.
A on był... miły.
Naprawdę miły.
Miłych gości jest sporo.
Ale wszyscy się mnie boją.
A on chciał mi ugotować rybę.
Imperion Tower w centrum.
-Dzięki. -Nie pozwolę ci tam pójść.
Raczej mnie nie powstrzymasz.
Ja to zrobię.
Jasny...
Wracaj tu, już.
Stój!
Przepraszam.
Wracaj tu, suko jedna!
Dzieńdoberek!
Kurwa mać.
Przestań.
Nie ruszaj się!
Nie oddychaj, spróbuj chociaż pierdnąć.
Nie zrobisz tu rozróby.
Zastrzelę cię.
-Odłóż broń. -Po co?
-Żebyś była gotowa. -Na co?
Na to.
Łap!
Nie ruszaj się.
Nie rób tego.
-Poważnie? -Ufam ci.
W czym mogę pomóc?
Gareth Fizel.
Nie ma tu nikogo takiego.
Będziesz mniej cierpiał, jeśli wskażesz mi kierunek.
Dobry wieczór.
Mogę jakoś pomóc?
Panie Delacroix, ta kobieta szuka niejakiego pana Fizela.
Groziła mi.
Zwalniam cię.
-Za co? -Za ton.
Proszę tędy.
Nieźle mu pokazałeś.
Dziwne. Sądziłam, że pan szycha będzie na górze.
Bo jest.
Celny cios w splot ramienny.
Nieźle.
Albo jesteś z ochrony, albo to nieźle pojebana randka.
Szef ochrony. A ty?
Ja się zaraz zsikam. Wypiłam po drodze cztery red bulle.
Na to jest ta kratka ściekowa?
Po co ci to?
Lepiej ich nie ściągać. Są mi potrzebne.
Po co?
Kłopoty z sercem.
Teraz są moje.
-Czego tu szukasz? -Twojego szefa.
W sprawie?
Zabił Justina.
-Jakiego? -Swojego księgowego.
Po co miałby go zabić?
No nie wiem. Zwyczajny księgowy,
który rozlicza handlarza bronią,
nagle ginie i ląduje na śmietniku.
Musiał mieć jakieś informacje.
Motyw jest.
No i Barry mi powiedział.
Jesteś krewną ofiary?
Nie. Byłam...
-Byliśmy... -Rozumiem.
-Czyżby? -Nie.
Ani nie zamierzam rozumieć.
Pozwolę ci opuścić budynek po dobroci.
A jeśli tego nie zrobię?
Dowiesz się, po co jest ta kratka.
A to sobie zatrzymam.
Moja kamizelka ratunkowa.
Potrzebuję jej.
Przepraszam za kłopot.
Mieliśmy gościa. Kobietę.
Dość specyficzną.
Muszę wysiąść.
Wypuści mnie pan?
Nie chcę się spoufalać, ale muszę zawieźć panią do domu.
Otwórz drzwi i mnie wypuść!
Pytała o księgowego.
Czy to problem?
Wypuść mnie!
-Panienko. -Wypuść mnie!
Nie wiedziałem, kto wie, że tu przyszła,
więc ją wypuściłem.
Ale postanowiłeś mnie powiadomić.
Przepraszam.
Bo to nieoczekiwana zmienna.
Wiesz, że nie lubię nieoczekiwanych zmiennych.
Zajmij się nią.
Pomóż mi.
Kurwa mać.
Co ty tu robisz?
Zabrali mi urządzenie.
Masz drugie? Potrzebuję go.
Co się stało z lampą?
Uznałam, że jak będzie źle, to ugryzę kabel.
Nie rób tego.
Przepraszam.
Dzięki.
Znasz taki film, Żółte psisko?
Tak. Klasyk.
Nie widziałam go, ale wiem, jak się kończy.
Gdybym czegoś próbowała... zabij mnie.
Jak zrobię sprzęt, odpuścisz temu gościowi?
Nie, ale obiecuję,
że po drodze skrzywdzę mniej ludzi.
Dobrze.
Zjesz chińszczyznę?
Mam kurczaka kung pao i coś słodko-kwaśnego.
Jeszcze jakieś sajgonki.
Zjedz coś.
Tylko zostaw ryż z krewetkami.
Pójdę po kamizelkę.
OPÓŹNIENIE
Chryste, co ty robisz?
Chowam się przed gliniarzami, a ty?
Przesiadywanie przed moim domem to gra wstępna?
-Nosisz moją bieliznę? -Pracuję.
Kolejny baron narkotykowy schwytany.
Kazali mu iść do domu, bo wypuścił klasowe zwierzątko.
-Chomika? -Królika.
Posłuchaj.
W szpitalu są groźni goście.
Szukali świruski, opis pasował do ciebie.
No co ty, biednej, małej mnie? Jak mogłeś tak pomyśleć?
Skończ pierdolić.
Na to będzie czas. Popilnuj tego.
-Nie będę niszczył dowodów! -Nie proszę o to.
Jeszcze możesz oddać się w ręce policji.
Zrobię to, ale nie teraz.
Posłuchaj.
Fizel to nie jest jakiś uliczny gangus.
Znajdzie cię i zabije.
Już próbował.
-Ktoś był w moim mieszkaniu. -Dość.
-Koniec tego dobrego. -Nie.
Kiepski pomysł. Mam takie schorzenie.
Wybucham. Nie kontroluję tego i krzywdzę ludzi.
Noszę sprzęt, który mnie razi prądem,
żeby powstrzymać ataki.
Nie chcę skrzywdzić ani ciebie, ani nikogo innego.
Nie skrzywdziłabyś mnie.
-Nie? -Nie.
A zostawiłbyś mnie z nim?
-No. -Gówno prawda.
-Jego też byś nie skrzywdziła. -Pewny jesteś?
Jakie to uczucie?
Śmiało.
-Co ty... -Tutaj.
Wiesz, co mi to mówi?
Jestem bardziej walnięta, niż myślałeś.
Nie. Że wolisz krzywdzić siebie niż innych.
Według Nevin traktuję cię inaczej, bo jesteś kobietą.
Daję ci fory.
Ma rację?
Traktuję cię inaczej, bo jesteś inna.
-Teraz nikt mnie nie szuka. -Lindy!
Co się dzieje? Tato?
-Lindy, posłuchaj. -Jestem zajęta.
Dość już tych gierek.
Przestań szukać zabójcy Justina, bo coś ci się stanie.
Wiem, co potrafisz. Czytałem twoje akta.
Skończyłeś już z wałkowaniem moich danych?
Zrobię to, co muszę.
Nie chcę, żebyś zginęła.
-Daj nam robić swoje. -I co?
Aresztujecie Fizela?
Tak myślałam.
Kurwa!
Dobrze, że cię widzę.
Lubisz homara?
Uważam, że jest przereklamowany i za drogi.
Mało kto wie,
że homary należą do tego samego typu co karaluchy.
To stawonogi z segmentacją ciała.
Mają oczy złożone i człony połączone stawami.
Ich mięso smakuje tak samo.
Homary trzeba gotować żywcem.
Karaluchy trzeba otruć.
Rany, ohyda. I nuda.
Co za połączenie.
Co to ma ze mną wspólnego?
Stanowisz dziwny gatunek.
Nie wiem, jak cię zaklasyfikować.
Ja też nie.
Staram się to odkryć z pomocą terapeuty.
Rozumiem, że chcesz mnie zabić.
Chodzi o księgowego?
Twojego chłopaka?
Oficjalnie nie byliśmy parą, ale był... wyjątkowy.
Zabiłem sporo ludzi.
Księgowi też mogli się trafić.
Wybacz, jeśli padło na twojego.
Jebię twoje przeprosiny, fiucie!
Nieładnie.
Jesteś zdecydowanie rzadkim gatunkiem.
Cieszę się, że miałem okazję
dobrze ci się przyjrzeć.
Dobra, ale możemy...
...tym razem bez walenia po głowie?
Kurwa.
Kurwa mać.
-Cholera. -Żebyś wiedziała.
Mam wrażenie, że deseru po tym nie będzie.
Dla ciebie nie.
Zaczekaj.
Justin... Ty strzelałeś?
Nie.
Choć żałuję.
-Chwilę to potrwa, odpręż się. -Kurwa!
-Miłej przejażdżki. -Co mi robisz?
Wykrwawienie, mówi ci to coś?
Opróżnienie ciała z krwi.
Mam kilka pytań.
Jak dotrzeć do Fizela?
A ty dokąd?
PRZYZNANO DOSTĘP
Szykuj się na śmierć, chory zjebie.
Justin.
Brawo. Świetna robota.
Lindy, do końca nie sądziłem,
że dasz radę.
Dlatego wybacz, ale sam zająłem się Fizelem.
Czym się upaprałaś? Masz okres?
Ale ty...
Widziałam cię. Jak...
Facet w trumnie?
Jakiś menel.
Chryste.
Zapłaciłem koronerowi.
-Dlaczego? -Musiałem się pozbyć Fizela.
Ale CIA nie może działać w USA.
Nawet rząd nie byłby na tyle głupi, żeby go ścigać.
Właśnie.
Potrzebowałem kogoś z zewnątrz.
Kogoś, kto odwróci ode mnie uwagę.
Kogoś, kogo ze mną nie powiążą.
Więc wybrałeś mnie? Dlaczego?
Polecił mi cię doktor Munchin.
Jak myślisz, kto sponsoruje jego walnięte eksperymenty?
Wiedziałem, że jesteś wyjątkowa.
Mój mały piesek kamikadze.
O czym ty mówisz?
Podczas drugiej wojny przywiązywali do psów bomby
i szkolili je tak, żeby podbiegały do czołgów.
Psiaki myślały, że dostaną smakołyk,
ale zmieniały się w psią papkę.
Musiałem tylko znaleźć smakołyk,
który zaprowadzi cię do Fizela.
Gdyby ci się nie udało albo byś zginęła,
ja niczego bym nie stracił. Idealnie się nadawałaś.
-Gdzie się podział mój wóz? -Kim ty, kurwa, jesteś?
Ja?
Jedynym, który uniemożliwiał dziadowi zabijanie niewinnych.
Fizel był potrzebny, ale stał się ciężarem.
Każdy życzył mu śmierci, ale nikt nie mógł go tknąć.
Sądzisz, że ten zasrany masochista by kiedykolwiek przestał?
Już nie jesteś taki nietykalny, przystojniaku?
Ty cholerny gnoju.
-Zajebię cię. -Możesz próbować.
Możemy się też pieprzyć.
Kurwa mać!
No co? Dobrze nam było.
Zrobiłaś to dla mnie?
Nieźle się zabujałaś.
Co, kurwa?
Za mocno?
Wybacz, trochę to zmodyfikowałem.
Wiesz co? To będzie piękna historia.
„Zdesperowana, załamana księżniczka
„mści się za śmierć ukochanego, po czym odbiera sobie życie”.
Skurwielu!
Wiesz, co mnie bawi? Myślałem, że będzie trudniej.
Naprawdę, bo jesteś nieźle walnięta.
W ciekawy sposób. Ale łatwo poszło.
Okazuje się, że po prostu brakowało ci kutasa.
Wiesz co, chyba jednak mam okres.
Na twoje nieszczęście.
Co to, kurwa, jest?
Prezent pożegnalny.
Udław się chujem.
-Przepraszam. -Zdradziecka gnido.
Nie wiedziałem, co chcą ci zrobić.
Zakładam, że i Justin, i Fizel nie żyją?
-Czyja kolej? -Dobra.
Czekaj. Uwolniliśmy cię.
Nie sądziłam, że to tak hardcorowa ekspozycja.
Pokazałem ci, jaka jesteś wyjątkowa.
Wystawiłeś mnie jak owieczkę na rzeź.
Nie wiedziałem.
Spójrz na siebie. Jesteś wyjątkowa.
-Jestem dziwadłem. Zastrzelisz mnie? -Co?
Nie sądzę.
-To po co ci gnat? -Wybacz.
Nie jesteś dziwna, tylko wspaniała.
Teraz możemy naprawdę działać.
Pomyśl, ile możemy osiągnąć.
Oszalałeś? Zdradziłeś mnie!
Pomogłem ci bardziej niż ktokolwiek.
Pierdol się.
-Nie ruszaj się. -Rzuć broń.
Czekaj!
-Rzuć broń! -Nie skończyłam.
-Boli! -Zaraz...
-Postrzeliłeś mnie! -Myślałem, że go zabijesz.
-Pomagałam ci, kretynie. -Nie nazywaj mnie tak.
Jest pan aresztowany za wykonywanie zawodu...
Uciskaj ranę.
Nie wsadzaj mi palca.
Pomoże ktoś?
A ochroniarze?
Samoobrona.
A kable od akumulatora?
Też samoobrona.
Samoobrona.
A neonatologia?
Pomyłka.
Co z waszymi zasadami?
Niektóre są ważniejsze od innych.
Czyli nie pójdę siedzieć?
Pójdziesz.
Zaatakowałaś mnie i jeździłaś jak wariatka
wozem kosztującym więcej, niż zarabiam w rok.
Pójdziesz siedzieć.
Widzimy się przed szpitalem. A potem w sądzie.
Nie mogę się doczekać.
Dzień jak co dzień.
Zdjęli ci to w karetce.
Co dalej?
Nie wiem. Zacznę od początku.
Bez randek w ciemno.
Dobry pomysł.
Dziwacy tylko czekają.
Ale mili faceci też się trafiają.
Tak.
Proszę.
Dziękuję.
Nie znajdę tam zdjęć twojego odbytu?
Odbytu? Nie.
-Za kogo ty mnie masz? -Za kogoś, kto strzela do kobiet.
Przepraszam.
Mogę ci to wynagrodzić.
Co powiesz na kolację?
Zastanowię się.
Świetnie gotuję.
-Jestem mistrzem halibuta. -Wal się.
Ma pani drobne?
Może być aparat?
Jasne.
Wróciłaś.
Mogę w czymś pomóc?
Tak zajrzałam. Z zewnątrz wygląda okropnie.
Kim jesteś?
Jakby wybuchła tu bomba.
Kocioł grzewczy świrował.
Dlaczego wróciłaś?
To moje mieszkanie.
Większość ludzi ucieka, kiedy wali im się życie.
To miłe, że chcesz spróbować jeszcze raz.
Czy my się znamy? Śledzisz mnie?
-Tak. -Czego chcesz?
Munchin miał rację, masz ikrę.
Dobrze sobie radzisz pod naszym skrzydłem.
Mam już dość psychoterapeutów,
CIA czy kim tam jesteś.
Rozumiem.
Latami kazano ci tłumić gniew.
Przepraszam za Justina. Nie miał na to zgody.
Ale teraz...
już wiesz, co możesz osiągnąć, kiedy zaakceptujesz gniew.
-Nie trzeba, dzięki. -Na pewno?
Jak się czujesz?
Nie jesteś normalna.
Myślisz, że życie bez celu da ci spełnienie?
Dzięki nam nauczysz się wykorzystać i ukierunkować gniew.
Ludzie to najpotężniejsza, niewykrywalna broń.
Ożeż w mordę.
Napisy: Konrad Szabowicz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.