All language subtitles for Good.Witch.S01E09.polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

- Gotujesz? - Bez przerwy.

- Steak? - Kurczak.

Cóż...

Najadłam się.

Dziękuję. Wracam do Grey House. Jestem zmęczona.

Może zostaniesz tutaj?

Mama chce mieć trochę prywatności.

- Będę tuż obok. - Tato, w ogóle jej nie widuję.

Nie może tu zostać?

- Jedną noc. Czemu nie? - Przyjdź do mnie przed spaniem.

- Jasne. - Super.

- Co to znowu za gierki? - Przyjechałam odwiedzić Nicka.

Nie mogę wskoczyć w taksówkę i przyjechać,

bo zabrałeś go do zapadłej dziury.

Mam bilet w pierwszej klasie do Hongkongu.

Mam tam być pod koniec tygodnia.

Więc to jest moja odpowiedź.

Pod koniec tygodnia?

Nie przypomina to Upper West Side, Sam.

- Mi się podoba. - Doprawdy?

Spędzaj czas z Nickiem i zostaw mnie w spokoju, dobrze?

- Nudziarz z ciebie. - Dobranoc, Lindo.

Dobranoc.

- Cześć, doktorze. - Proszę, mów mi Sam.

- Skoro nalegasz. - Owszem.

- Linda się wymeldowała. - I trafiła do mnie.

Posłużyła się Nickiem. Manipulantka.

Mówię to z pewnym podziwem. To jej dar.

- Wszystko dobrze? - Tak, dlaczego?

Zwykle jesteś niewzruszona, a wyglądasz na roztrzęsioną.

Brian czuje się dobrze i wyszedł ze szpitala.

Nie trzęsą mi się już ręce, więc robię herbatę.

Jest dobrze, bo mieszkasz obok.

Skoro tak, to się cieszę.

- To tylko adrenalina. - Adrenalina.

- Na pewno wszystko dobrze? - Przeszły mnie dreszcze.

Zimno ci.

Było tu dużo...

Emocji.

Doszły mnie plotki.

Że Jenkins zamówił sobie żonę?

Czym naprawdę Smith użyźnia trawnik?

Nie.

O podróży "służbowej" męża Sally Baker?

Z dobrym detektywem, co się dzieje w Vegas, to tam nie zostaje.

Nie, o Java Shed.

Dużej sieciówce z kawą.

Chcą otworzyć sklep w Middleton.

Miasto może na tym zyskać.

Ale nie ja.

Nie mogę z nimi rywalizować. Zabiorą mi klientów.

Ale mają tai chi latte i przepyszne mrożone napoje kawowe.

Mój mąż je lubi.

Nie bądź nielojalna i sprawdź, czy złożyli jakieś wnioski.

- Sprawdzę to. - Dziękuję. Na koszt firmy.

Nie jak w Java Shed.

Mają karty rabatowe i po dziesięciu wizytach jest darmowy...

Już nic nie mówię.

- Cześć, Cassie. - Hej.

- Przyniosłem śniadanie. - Już jadłam.

DZWONEK, KSIĄŻKA I ŚWIECA WITA

Trzynaście lat.

To dość nietypowa rocznica.

Chyba że 13 jest szczęśliwa.

Jesteś niezwykła.

Cześć.

- Cześć, mamo. - Cześć, kochanie.

Nie przerywajcie. Całujcie się dalej publicznie.

- Zostawiłam tu torebkę. - Czyżby?

Tak.

Widziałaś, jak patrzyła?

Były zaskoczone.

To chyba nie było zaskoczenie.

- Lubi cię. - Ale czy lubi nas razem?

Ostatnio często widuję Ryana.

Tak, jest miły.

Urocza z nich para, prawda?

- Nie są prawdziwą parą. - Cóż...

Nigdy nie wiadomo.

- Wszystko w porządku? - Tak, pewnie.

Nie myślałam wcześniej, że mama może być z kimś w parze.

- Cześć. - Cześć.

Nie wiedziałam, czy trafiłam.

Zależy, czego szukasz.

Szukałam ciebie.

- Potrzebuję twojej pomocy. - To dobrze trafiłaś.

Nick mówił, że bardzo im pomogłaś po przeprowadzce.

Bez ciebie umarliby z głodu.

Szybko się zaprzyjaźniłaś z Samem.

Jesteśmy sąsiadami.

W Nowym Jorku mieszkał dziesięć lat w jednym bloku

i nie potrafiłby wskazać w tłumie żadnego z sąsiadów.

Tutaj jest Middleton.

Dziękuję, że pomagałaś Nickowi.

Sam jest typem weekendowego ojca.

- Tak bym go nie nazwała. - Nie mogłabyś.

Nie byłaś jego żoną.

W każdym razie doceniam twoją pomoc.

Szukasz czegoś konkretnego?

Tak, czegoś dla Nicka.

Niestety przegapiłam jego urodziny i muszę to naprawić.

Specyficzny wybór.

- Przemówił do mnie. - Tak? Co tu jest napisane?

"Kto chce walczyć, musi najpierw oszacować koszty".

Znalazłam to w Szanghaju, gdy podróżowałam po Chinach.

- Byłaś w Chinach? - Tak, i strasznie mi się podobało.

Sama przystępuję do walki.

Czeka mnie ważne przejęcie w Hongkongu.

Właściwie, to idealny prezent.

Jest wyjątkowy i biorąc pod uwagę moją pracę w Hongkongu,

będzie pasował.

- Przemówił do ciebie? - Tak.

Zapakuj.

Słyszałam, że była żona Sama jest w mieście.

- Linda? - Jaka jest?

Idealna fryzura, świetne buty, przebiegłość węża?

Zachowaj ocenę do czasu, aż ją poznasz.

Mała frajda.

Każdy kij ma dwa końce.

- Bierzesz jej stronę? - Nie popieram żadnej strony.

Ich relacje to nie moja sprawa.

I znowu, mała frajda.

Dopuśćmy domniemanie niewinności.

Nie przyjechała tu, by oglądać śnieg.

- Ma jakiś cel. - Chyba nie chodzi jej o Sama.

Ktoś mi szepnął, że u ciebie sytuacja się rozwija.

- W kwestiach uczuciowych. - A szeptała to Abigail?

Nie wiem, jak to robi, ale wie o wszystkim.

I w odróżnieniu od innych, nie kryje szczegółów.

Ma błędne informacje.

Porozmawiajmy o mnie.

Słyszałaś, że Java Shed chce działać w Middleton.

Ta sieciówka z kawą?

Nie pasuje do Middleton.

- Co to? - Spóźnione życzenia urodzinowe, kochanie.

Otwórz.

- Fajne. Co to znaczy? - To...

"Kto chce walczyć, musi najpierw oszacować koszty".

- Co tu robi ta kartka. - Była w środku.

Dzięki, mamo.

Proszę. To nie jedyny prezent.

Naprawdę?

Co to jest?

Cześć.

Muszę przyznać, że od dziecka uwielbiam, kiedy tak robisz.

- Tara przyjedzie jutro? - Tak. Mam taką nadzieję.

"Nieobecność jest dla miłości tym, czym wiatr dla płomienia.

Gasi mały, ale roznieca wielki".

Czuję, że twoja miłość jest wielka.

Proszę.

Co to?

Herbata, mydło, olejek zapachowy, ciastka z kardamonem.

Te ciastka połączyły mnie z Tarą.

- Los was połączył. - Chyba mu trochę pomogłaś.

Wtedy było łatwiej.

- Dzięki czemu dogadywałaś się z tatą? - Dzięki komunikacji i kompromisom.

To klucz do wielu rzeczy,

i mój przepis na magiczne, kochające się i szczęśliwe małżeństwo.

- Abigail. - Cześć.

- Gdzie jest mama? - Musiała wyjść.

Pilnuję dla niej sklepu.

- Gdzie poszła? - Ryan po nią wpadł.

Ryan?

Znowu.

Na pewno nie będzie tak ciągle znikać.

Co masz na myśli?

Wiesz, co się dzieje, kiedy dziewczyna ma chłopaka...

- Wtedy znikają. - Właśnie.

Dziękuję.

- Hej. - Cześć.

- Hej. Mogę mu powiedzieć? - Tak.

- Co powiedzieć? - Jedziemy do Hongkongu.

Naprawdę?

Zabiera mnie w podróż na cały miesiąc.

Wyjeżdżam pod koniec tygodnia. Fajnie, co?

Nie.

No co ty? Dlaczego?

Pierwsza myśl to dlatego, że chodzisz do szkoły.

Hongkong jest na drugim końcu świata i nie znasz chińskiego.

To tylko miesiąc. Będziemy gadać na Skype, a chińskiego się nauczę.

A szkoła?

Podróż do Hongkongu to kształcące doświadczenie.

Nikt tego ze mną nie konsultował.

Chcieliśmy cię zaskoczyć.

Chcę przez chwilę sam porozmawiać z twoją mamą.

- Nie daj się przekonać. - Nigdy.

Poczekaj w aucie.

Nick świetnie sobie tu radzi. Podoba mu się. Po co ma z tobą jechać?

Ci się tu podoba, nie jemu.

Nic z tego. Mam pełne prawo do opieki.

Nie możesz go zabrać do Hongkongu, Nowego Jorku czy Blairsville

bez moje zgody na piśmie.

Więc będzie cię lubił jeszcze mniej niż teraz.

- Tara. - Cześć.

Cześć.

Przepraszam.

Przepraszam, spróbujmy jeszcze raz.

- Dobrze, że jesteś. - Miło jest wrócić.

Jakie 4,50 $?

- Nie rozumiem. - To rachunek za wczoraj.

Miało być na koszt firmy.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że chcesz zrujnować moją firmę.

Wiesz, jestem bardzo zajęta...

Wiem, sprowadzasz tu sieciówkę, przez którą stracę klientów.

- Pewnie nie masz na nic czasu. - Chyba przesadzasz.

Nic mi o tym nie powiedziałaś, więc reakcja jest adekwatna.

To świadectwo siły twojej firmy i twoich zdolności zarządczych,

więc sądzę, że poradzisz sobie z małą sieciówką.

Mają 200 kawiarni.

Dzięki niej nasze miasteczko będzie wyglądało jak miasto.

Po Java Shed przybędą inne sieciówki, a może nawet wielkie marki.

Chcę je tu ściągnąć.

Przysięgałaś wspierać mieszkańców i stać na straży ich dobrobytu,

a także należycie wypełniać powierzone ci obowiązki,

w sposób godny stanowiska burmistrza.

Używasz przeciwko mnie mojej przysięgi. To nieczyste zagranie.

Tego wymagają trudne czasy.

- Działa jak kryptonit. - Tylko dlatego, że jeszcze masz duszę.

- Ale nie mam sieciówki z kawą. - Jedno albo drugie.

Dobrze. Odmówię Java Shed i skieruję ich do Blairsville.

Miło jest postąpić właściwie.

Owszem.

- Cześć, Sam. - Masz chwilę?

Jasne.

Chce go zabrać do Hongkongu.

Nic mi nie wspomniała, spiskując z nim.

Muszę odmówić i znów wyjdę na tego złego.

To wrażenie się zatrze, a najważniejsze, że nie jesteś zły.

Nick to odkryje. Poza tym masz pełną opiekę.

- Mogę ją pokonać, ale... - Chronisz Nicka.

On nie wie, że Linda o niego nie walczyła.

Chciałem pełnej opieki i byłem gotów się o to bić.

Ona wolała pracę w Londynie.

Nie poradziłby sobie z tym, że matka go po prostu zostawiła.

Nie powiem mu tego.

Jeśli pójdę z tym do sądu, mój prawnik to wykorzysta.

Wygram bitwę, ale przegram wojnę.

Muszę przeczekać burzę,

a ona zrobi to, co zwykle.

Szybko zniknie, zostawiając mi bałagan.

- To w porządku? - Nie.

Nie jest w porządku, ale taka jest Linda.

- Znalazłam to przy łóżku. - Ostatnio go oglądałem.

Ależ miałem długie włosy.

- Wolę, kiedy masz krótkie. - Regulamin policji.

- Nasze pierwsze wakacje. - Nie posmarowałam się kremem od słońca.

Kobieta-homar.

To było niedawno.

Zdaje się, że wieki temu.

Tęsknię za tobą.

Ja za tobą też.

- Jest dziwnie, prawda? - Tak.

Dlaczego?

Długo mnie nie było.

Przepraszam, że nie mogłem się wyrwać.

Teraz jesteśmy razem.

No tak.

- Trudno mi o tym mówić. - O czym?

Coś wyczuwam.

To dziwne, bo to twoja działka.

Od nawałnicy mam wrażenie, że jesteś, a jakby cię nie było.

Jestem.

No dobrze.

Może wpadłbyś do mnie jutro na kolację?

- Nie mogę. Przyjeżdżają moi rodzice. - To innym razem.

A może pójdziesz z nami?

- Ty i Grace. - Nie chcemy przeszkadzać.

Zapraszam was, więc nie będziecie. Będzie fajnie.

Na tyle, na ile może być na kolacji z rodzicami.

- Dobrze. - Fajnie.

Poczekaj Grace.

- Cześć. - Hej.

Co słychać?

Przepraszam, nigdy wcześniej nie widziałam cię szczęśliwego.

Mogło się tak zdarzyć.

Podoba mi się to.

Tęskniłeś za mamą.

Tak, ale lecimy razem do Hongkongu.

- Serio? - Tak.

- Twój tata się zgodził. - Nie, ale mam tu coś do powiedzenia.

No tak.

Twoja mama ma męża?

Nie, ale jej chłopak Geoffrey zgrywa mojego ojczyma.

- Geoffrey? - Mieszkają razem.

- Przeszkadza ci to? - Szczerze mówiąc, tak.

Można się przyzwyczaić. Dlaczego pytasz? Coś z twoją mamą?

Nie wiem.

Nie chcę, by nasze relacje się zmieniły.

Nie mów nikomu, że tak powiedziałam.

Komu miałbym mówić?

Racja.

Dzięki.

- Pięknie pachnie. - Tak.

Dziękuję. Musi jeszcze postać na ogniu.

- Niech przejdzie. - Właśnie.

Rodzice Ryana przyjeżdżają i chcieliśmy

iść jutro na kolację.

Mam klasówkę.

Nie masz, ale nie musisz z nami iść.

Dzięki, mamo.

- Grace. - Tak?

Nosiłam cię przez dziewięć miesięcy.

Rodziłam cię w bólach przez 20 godzin.

Byłam przy tobie od dnia, w którym otworzyłaś oczy.

Jestem tu i nigdzie się nie wybieram.

- Okej. - Dobrze.

Jones żartuje.

Mój ojciec nigdy nie żartuje. Chciał ten budynek od dawna.

Został wystawiony na sprzedaż, więc go kupił.

Niedobrze.

Ojciec chce, żebyś to poprowadził. Masz informacje wewnętrzne.

Ma już franczyzobiorcę, który zrobi remont

i podpisał najem na pięć lat za podwójną stawkę.

- Porozmawiam z nim. - Nie chce rozmawiać.

Chce, żeby najemcy opuścili budynek

bez prasy i dramatów.

Ponoć znasz najemcę.

- Tak. - To dobrze.

Wcale nie.

Na pewno coś wymyślisz.

- Cassie. - Tara.

- Cześć. - Cześć.

- Miło cię widzieć. - Ciebie też.

- Gdzie Brandon? - Poszedł do pracy.

Cassie, ja...

Masz tajemnicę.

Mam.

Nikomu o tym nie mówiłaś.

Nie wiem jak. Boję się.

Zmierz się ze strachem i tak go pokonasz.

Co to jest?

Właściciel sprzedał budynek.

SPRZEDANO

- Możesz się z nim spotkać? - Wyjechał do Arizony kilka lat temu.

To jest działka Ryana.

Cały dzień jest na spotkaniach i nie odbiera.

Twoja umowa cię chroni.

Nowy właściciel musi szanować stare warunki.

Tamta umowa wygasła.

- Więc odnawiasz co miesiąc? - Tak.

Bez żadnych gwarancji.

Z wyjątkiem uścisku dłoni i obietnicy, że mogę zostać.

- Z tym nie pójdziesz do sądu. - Nie sądziłam, że będę musiała.

Nie masz wielu możliwości.

Zapłacisz wyższy czynsz,

albo każą ci się wynieść.

- Rzucasz pracę? - Odchodzę.

- To moje wypowiedzenie. - Dlaczego?

Przenoszę się, by zamieszkać z żoną w San Francisco.

Ona nie może tu wrócić?

Dawno temu obrała ścieżkę kariery.

Ja zacząłem niedawno.

Któreś z nas musi ustąpić, żeby płomień nie zgasł.

- W porządku? - Tak, Cassie coś mi powiedziała.

Cassie się godzi na twój wyjazd?

Godzi się, żebym ratował małżeństwo.

- O co chodzi? - Wiesz...

chciałem, żebyś został moim zastępcą.

Naprawdę?

Ja byłem zastępcą twojego ojca, więc wydawało się naturalne,

że ty zostaniesz moim.

Niektórzy tutaj mają dłuższy staż pracy ode mnie.

Cassie i twój ojciec

nauczyli mnie, że przy doborze ludzi trzeba ufać intuicji.

To miałeś być ty.

Przykro mi.

- Cześć. - Cześć.

- Mogę pożyczyć herbatę? - Jasne.

- Sam woli kawę. - Wiem.

- Wiesz? - Nie przepada za herbatą.

Chyba jednak adaptuje się do otoczenia.

- Słyszałaś o moich planach? - O zabraniu Nicka do Hongkongu?

Musisz przyznać, że to niezwykła okazja.

Słucham?

Znasz korzyści niekonwencjonalnej edukacji.

Podróżowałaś, zwiedzałaś. Pomogło ci to i cię ukształtowało.

Kształtują nas wszystkie doświadczenia, dobre i złe.

Dokładnie. Dlatego walczę, by zapewnić mu więcej doświadczeń.

- O tym było napisane na zwoju. - Jak to?

"Kto chce walczyć, musi najpierw oszacować koszty".

Nie mogę unikać walki i nie pozwolę Samowi wygrać.

Pokazałaś mi to.

- Nieprawda. - A jednak. Dziękuję.

Szkoda, że Sam nie widzi wszystkiego tak wyraźnie, jak ty.

Idziesz na kolację z Ryanem i Cassie?

Nie, nie idę.

- Rozumiem to. - Niby co?

Kiedy mama zaczyna się umawiać, czujesz się jak piąte koło u wozu.

Jestem tu dla ciebie.

Maksimum i minimum.

- Znasz się na funkcjach? - Znam się na wielu rzeczach.

"Y" równa się 13.

Co knujesz?

O co pytasz?

O Grace.

Pomagam jej. I nie robię niczego, czego ty byś nie zrobiła.

Trudno mi w to uwierzyć.

Nigdy mi nie ufałaś.

Wszystko będzie tak, jak powinno.

Opóźniasz tylko to, co nieuniknione.

Wkrótce będzie mógł wybrać, z kim chce być,

a każda taka twoja decyzja sprawia, że wybierze mnie.

Byliśmy małżeństwem, mamy syna, nie wszystko było źle.

Nie rób tego Nickowi.

Cassie uważa, że to świetny pomysł.

Że Nick ma jechać do Hongkongu?

Tato...

Daj spokój.

Jesteś zdenerwowany.

- Ciekawe dlaczego? - Zaraz tu będzie.

- Nie jestem pewna. - Słucham?

- To Abigail, kuzynka Cassie. - Miło państwa poznać.

- Nam też miło. - Udanej kolacji.

Pewnie.

Więc...

- Chcesz coś ogłosić? - Nie.

Denerwujesz się.

- Nieprawda. - Nic nie ogłosisz?

- Nie, tato. - Więc, co tu robimy?

Jecie kolację z synem.

Przez telefon byłeś podekscytowany

i sądziłam, że chcesz nam powiedzieć coś ważnego.

To zwykła kolacja.

Mówiłem ci. Mówiłem jej.

Porozmawiamy później? Jestem spóźniona.

Powiedziałaś Lindzie, że wyjazd Nicka to dobry pomysł?

- Sam... - Zachęcałaś ją, by ze mną walczyła?

- Nie. - Ona tak uważa.

Pamiętaj, jaka jest.

Wiem, zawsze mi to robi.

Miesza mi w głowie, aż kwestionuję zdrowy rozsądek.

Wyglądasz rewelacyjnie.

Przeszkadzam ci.

Spotykam się z Ryanem i jego rodzicami.

- Pójdę już. - O, nie.

Najpierw musisz się uspokoić.

- Jestem spokojny. - Nieprawda. Herbaty?

- A twoja randka? - To nie jest randka.

- Nie mogę ci tego zrobić. - To moja decyzja.

Siadaj. Ryan zrozumie.

Jest mistrzynią w wykorzystywaniu rzeczy do własnych potrzeb.

Wygrywa ten bój.

Bo bierzesz udział w jej grze.

Wygląda na taką, która zawsze ma jakiś cel w tym, co robi.

Dowiedz się, co to za cel, a znajdziesz rozwiązanie.

- Zawsze jest punktualna. - Może są korki.

Chyba jednak coś ogłoszę.

- Mówiłam ci. Mówiłam mu. - Najwyraźniej mi mówiła.

- Chcemy pomóc. - Zgadza się.

- Pomóc? - Z kosztami.

- Chcę brać w tym udział. - To by wiele znaczyło dla mamy.

Udział w znalezieniu lokalu w Chicago?

Tam planujecie wesele?

- Jakie wesele? - Twoje.

No tak. Dobry żart, mamo.

Nie śmiejecie się.

Z kim się żenię?

- Z Cassie. - Dlaczego tak pomyślałaś?

Znasz ją od dawna i ciągle o niej mówisz.

Chciałem ogłosić, że dostałem świetną pracę w Chicago.

Ta praca, to wielka szansa.

Na pewno. To wspaniale.

- Gratuluję. - Właśnie, gratulujemy.

Dziękuję.

Co słychać?

Musimy pogadać.

Zgadza się.

Boję się.

- Czego się boisz? - Twojej reakcji.

- Chcesz mówić o mieszkaniu osobno? - Tak.

Rzuciłem pracę. Mogę być policjantem gdziekolwiek.

- A w Anglii? - Dlaczego miałbym tam być policjantem?

Tam spędzę kolejne trzy lata.

Dostałam się na doktorat w Cambridge.

- Cambridge? - Tak.

- W Anglii. - Tak.

Gratuluję.

Zgodziłaś się bez rozmowy ze mną?

Tak.

Przepraszam.

FUNKCJE MONOTONICZNE

- Cześć. - Cześć.

Cassie poprosiła, żebym pomogła ci w lekcjach.

W algebrze?

- Nie masz pracy domowej z angielskiego? - Chciałabym.

Mogę...

Mogę cię zapytać o mamę?

Jasne.

Czułaś się dziwnie, kiedy tata ją przyprowadził?

Dziwnie?

Nie była twoją mamą. Wiesz, o czym mówię.

Wydaje mi się, że to ja przyprowadziłam ją dla taty.

Tata chciał przyjąć do naszego życia

tylko kogoś wspaniałego.

Wiem, że kiedy przyjdzie na to czas, Cassie zrobi to samo.

Co takiego?

Mama miała rację. Potrzebowałam twojej pomocy.

Na szczęście nie w matematyce.

Racja.

Dziękuję.

- I tak to zrobiłaś? - Co takiego?

Sieciówka tu będzie i to przy głównej ulicy.

Nie przeze mnie. Kazałam im się wynosić.

Ktoś ich tu ściągnął.

To nie ja, a przy głównej ulicy nie ma lokalu.

Dość herbaty i współczucia.

- Spóźniłaś się. - Dzwoniłam z wytłumaczeniem.

- Pójdę na deser. - A jego rodzice?

Poznam ich następnym razem.

No co?

Co do Ryana i twojego sklepu. Podzwoniłem trochę.

Wiem, kto kupił twój budynek.

Zaproponowałem, że go odkupię.

- Naprawdę? - Był niewzruszony.

Ma co do twojego sklepu wielkie plany, które cię nie uwzględniają.

Ryan bierze w tym udział.

- Ryan? - Tak, kupcem jest Jones.

- Nie wiedziałaś? - Jones od Ryana?

Ten sam.

- Nie powiedział ci? - Nie.

Przykro mi, ale powinnaś to wiedzieć.

Teraz już wiem.

Tata mnie nie puści.

Proszę przelać wszystko. Dziękuję.

Kochanie, pozwól mi się tym martwić.

Już raz mi cię ukradł, ale więcej na to nie pozwolę.

Ukradł?

- Hej. - Cześć.

Dzwoniła Stephanie.

Ile kobiet masz w tym mieście?

- Nick, chcę porozmawiać z twoją mamą. - Nick, pozwól nam.

Rozumiem, że nie chcesz przy nim rozmawiać o dziewczynach, ale on wie.

O przyjaciółce. Przyjaźnimy się.

Nie zabierzesz go do Hongkongu ani nigdzie indziej.

Nie ma nic do powiedzenia, z kim i gdzie mieszka?

Nie. Jest dzieckiem, a my powinniśmy być dorośli.

To my mu mamy mówić, co ma robić.

On chce jechać ze mną.

Musisz wyjechać jeszcze dziś. Zanim spowodujesz więcej problemów.

- On nie chce, żebym wyjeżdżała. - To nie jego dom.

Mój.

A ona jest moją mamą.

- Idź do swojego pokoju. - Nie, tato.

Nie zastraszysz jej.

- Zastraszę? - Tym razem nie wygrasz.

- Nie pozwolę ci na to. - Byłem z tobą długo.

Chcę być z nią, a ona ze mną.

Wiem, co zrobiłeś i drugi raz ci się nie uda.

- Co mu powiedziałaś? - Prawdę.

Drugi raz mnie nie ukradniesz.

Trzeba go było puścić ze mną do Hongkongu.

- Ryan? - Tak.

Powiedz, że to nieprawda.

- To prawda. - O, nie.

Pracuję nad tym.

Jeśli zrobi sieciówkę w sklepie Cassie,

to zniszczy moją firmę i złamie jej serce.

Dopiero się dowiedziałem. Potrzebuję czasu.

Nie powiedziałeś mi ani Cassie?

- Chciałem to najpierw naprawić. - Udało ci się?

Nie.

Jones zamieni Dzwonek, Książkę i Świecę w Java Shed.

Całe miasto to odczuje.

Gdybyśmy chcieli żyć w Blairsville, to możemy.

- Sieciówki tu nie pasują. - Wiem.

Cassie wie?

Myślę, że ona wie.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.