All language subtitles for Love.Is.The.Drug.2006.LiMiTED.DVDRip.XviD-NODLABS

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

www.napiprojekt.pl - nowa jakoœæ napisów. Napisy zosta³y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.

* Love.Is.the.Drug.2006.LiMiTED.DVDRip.XviD-NODLABS *

..:: T³umaczenie by FlaQ ::..

Mi³oœæ to narkotyk

Dziêkujê, panie Burns.

Shakespear... Nareszcie! Idealny na dzisiaj, prawda?

Poniewa¿ pisa³ o tym wszystkim, co mo¿ecie czuæ w tej chwili.

Bardzo dobrze. Naprawdê trafny wybór.

Jonah! Przynios³eœ coœ do przeczytania, tak?

Tak.

To fragment z ksi¹¿ki o pokoleniu B.

"Inna strona strachu."

Autork¹ jest Samantha Curbins.

"Nawet ci, którzy s¹dzili, ¿e j¹ znaj¹, uwa¿ali j¹ za prost¹ dziewczynê.

Za kobietê, która czêœciej siê uœmiecha ni¿ martwi

i czêœciej siê œmieje ni¿ p³acze.

By³a nieœwiadoma tego b³êdnego przekonania o samej sobie.

Tak jak wiêkszoœæ ludzi, gdy chodzi o ocenianie,

jak postrzegaj¹ ich nieznajomi, których nazywaj¹ przyjació³mi.

Ludzie myœl¹, ¿e jesteœ jak otwarta ksiêga.

Jednak ma³o prawdopodobne jest, ¿e przeczytaj¹, co tam jest napisane.

I dok³adnie tak by³o z Jane.

By³a tak prosta i tak bezsilna, ¿e w koñcu sta³a siê tajemnicza.

Tak tajemnicza, ¿e wszyscy, którzy uwa¿ali, ¿e j¹ rozgryŸli, mylili siê.

Bardzo ³adnie, Jonah.

Przypomnieliœmy sobie inne ksi¹¿ki ni¿ te, które opisuj¹ myœli tej szko³y.

Panie Cooper...

Co pan przyniós³, aby œwiêtowaæ ostatni dzieñ pañskiej szkolnej kariery?

- Czego? - Lucas, wypieprzaj st¹d!

Na ³ó¿ku najlepszego przyjaciela twojej matki, niez³e posuniêcie.

Lucas, wypad!

- Widzieliœcie gdzieœ Sarê albo Troy'a? - Nie, a teraz wypierdalaj!

- Chcecie prywatnoœci? - Spierdalaj!

Powiedz mi tylko, jak smakuje mój penis i wychodzê.

Zamknij te pieprzone drzwi!

- Magiczne s³owo? - Dupek!

Ej, palancie! Widzia³eœ Troy'a?

Chyba... Tam.

To by³o coœ. Totalny wypas, kochanie.

W³aŸ do œrodka i zamknij drzwi, dziwko.

Zosta³o trochê 'œwiêtego', ale wystarczy tylko dla trojga.

Wygl¹da na to, ¿e ktoœ ju¿ coœ zu¿y³.

Ja nie biorê narkotyków, Lucas, ty debilu.

Kobiety zawsze pierwsze.

Kobiety nie wci¹gaj¹ w poœpiechu czterech kresek naraz.

- Zrobi³am to dla ciebie, Lucas. - Naprawdê?

Tak, to w³aœnie robi¹ przyjaciele. Pomagaj¹ sobie nawzajem.

Serio? Kto ci powiedzia³, ¿e jesteœmy przyjació³mi?

- Nie podoba mi siê tutaj. - Wiêc, gdzie idziemy?

Idziemy na imprezê.

- Do ludzi? - Tak, musimy.

- Ju¿ tam by³em, nie warto. - To ostatni raz, kiedy masz wymówkê.

Hej, czekajcie chwilê! Chyba nie chcecie...

Przepraszam.

Ty jesteœ Jonah.

Tak, tak. A ty jesteœ Sara.

Mieliœmy razem zajêcia z pani¹ Waters.

To taki dziwny zbieg okolicznoœci.

- Co? - Ten fragment, który przeczyta³eœ.

Moja mama gra³a Samanthê Curbins w pewnym filmie na kablówce.

By³a aktork¹. Jest nadal... Tak mi siê wydaje.

Bêdê musia³ to obejrzeæ.

Nie zawracaj sobie tym g³owy. Film nie jest zbyt dobry.

Jestem pewien, ¿e mi siê spodoba. Mam fio³a na punkcie takich filmów.

Typowy ch³opak.

- Ja? - Tak.

Przy tych wszystkich mega wspania³ych pisarzach z San Francisco.

Wiêc jestem banalny.

Wiesz, nie wydaje mi siê, ¿ebyœ by³ banalny.

Ty tak¿e.

Dziêkujê.

- Woda, s³oneczko. - Wielkie dziêki.

Lucas, Troy.

- To jest... - Jonah Brand.

Chodzisz do Harvardu?

Tak.

Mieliœmy razem historiê rok temu.

A w tym roku mamy trygonometriê.

Tak, pamiêtam ciê. Z ty³u, trzeci rz¹d, nie?

Spoko, mi³o ciê poznaæ, stary.

Masz ochotê pop³ywaæ?

Lucas, nie b¹dŸ fiutem. Pozwól mu odejœæ, proszê.

S³ysza³eœ to? Ona chce, ¿ebyœ sobie poszed³.

Co jest, do cholery?

Nie mog³em pozwoliæ, ¿eby...

Zajebiœcie œmieszne.

Johan Brand, z Convercity Brands.

Jak siê znalaz³eœ na tej imprezie?

Wszyscy na Harvardzie o niej wiedzieli.

Tak, ale nie wszyscy zostali zaproszenie, prawda?

- Ja zosta³em. - Serio? Przez kogo?

- Przez siebie samego. - Zimno ci, ma³y?

- Nie jest Ÿle. - Niez³e jeansy.

- Dziêki. - Nie, serio.

Jeszcze tylko czapka i bêdziesz mia³ zajebisty kostium.

Zamknij siê. Nie s³uchaj go, dobra?

Nic nie jest warte Lucasa, bo on jest taki wyj¹tkowy i nadzwyczajny.

Bawiliœmy siê tylko cztery dni, to nic wyj¹tkowego.

- Twój tato mówi, ¿e wiêcej. - Niewa¿ne.

Waliæ to, chodŸmy zapaliæ.

Racja, œwietny pomys³. Idziesz, dziecinko?

Nie, chyba wrócê do domu.

- Cholera, Brand. - Nie ma nawet pó³nocy, gdzie pójdziesz?

Mam pracê.

Dopiero co skoñczyliœmy szko³ê. Powinieneœ cieszyæ siê t¹ ostatni¹ chwil¹ s³oñca.

- Dok³adnie. - Gdzie pracujesz?

W aptece.

- W takiej aptece z lekami? - No.

- Niez³a fucha. - To naprawdê nic takiego, ja tylko...

Dostarczam ludziom recepty. Starszym ludziom, takie tam.

Mo¿esz za³atwiæ Benzo?

Bo, jeœli ³ykniesz dwie tabletki i popijesz szklank¹ Marlow,

to bêdzie najlepsza rzecz na ca³ym œwiecie.

Szczególnie, jeœli zrobisz to u s¹siada, po prostu zajebiœcie.

Kompletny odlot.

Tak, uwielbiam to. Mo¿esz to za³atwiæ?

- Nie wiem... - Jakby nigdy ciê ju¿ nie przy³apali?

Nie rób tego, jeœli nie mo¿esz wpaœæ, racja?

Dok³adnie, wiêc... Jonah. Jaki masz numer telefonu?

- Mój? - Tak, numer. Dawaj.

Tak, tak, jasne.

310...

555...

4847.

Œwietnie.

Jonah Brand.

Kto by pomyœla³, ¿e jesteœ pe³en takich mo¿liwoœci.

- Dzieñ dobry, skarbie. - Dzieñ dobry.

Jak ci siê spa³o?

W porz¹dku.

Wiesz, ¿e mieli zagro¿enie bomb¹ na lotnisku dziœ rano?

Jakie to ma dla nas znaczenie?

Nic siê tutaj nie dzieje, odk¹d siê wprowadziliœmy.

Mog³oby mieæ. Tu jest Harvard.

To nie by³ mój pomys³. Poradziliby sobie beze mnie.

A ty poradzi³byœ sobie w dwuletnim college'u.

To ja nie bêdê siê przejmowaæ drugim kredytem, ¿eby pokryæ ci czesne.

Nie, mamo. Chcê dostaæ siê na uniwersytet.

Dobra? Dziêkujê.

No, dobra.

Odbiorê.

Halo?

Steven?

Nie, nie, w porz¹dku. Tylko cieszê siê, ¿e zadzwoni³eœ.

Dziœ wieczorem? Pracujê codziennie nocami.

To musi byæ super.

- Co? - Nigdy wiêcej nie chodziæ do g³upiej szko³y.

Bo¿e, to najgorsza czêœæ ¿ycia.

Za³o¿ê siê, ¿e Harvard jest za to ca³kiem fajny.

Dla niektórych.

Trzeba byæ bardzo m¹drym, ¿eby siê tam dostaæ.

A ty jesteœ bardzo m¹dry.

- Wybra³eœ ju¿ college? - UCLA.

Clair, Jonah ma jeszcze trzy przesy³ki do po³udnia.

Tato, my tylko rozmawiamy.

Nie b¹dŸ takim dupkiem.

Pani Handling dzwoni³a dwukrotnie dziœ rano.

Zawieziesz jej receptê przy nastêpnej okazji?

¯aden problem.

Tak sobie myœla³em... Po tym jak zaczniesz szko³ê

i bêdziesz chcia³ zostaæ w domu, spróbujemy dopasowaæ godziny pracy

do rozk³adu twoich zajêæ.

Ja sam pracowa³em na swój college.

By³oby spoko.

Cholera!

Halo? Znaczy, co jest?

- Jonah, tu Lucas. - Przynieœ nam narkotyki!

Co robisz w to czwartkowe popo³udnie?

Po prostu, relaksujê siê.

Idziemy na basen do Sary. Jeœli chcesz to mo¿esz wpaœæ.

Dobra, jasne.

Zrobiê tylko coœ w domu i zaraz bêdê.

- Niesamowite, Brand. - Spoko.

Do zobaczenia.

S¹dzisz, ¿e powinnam zrobiæ sobie operacjê nosa?

Erin, proszê. Przecie¿ wiesz, ¿e twój nos jest uroczy.

Tak, ale... W tym czasopiœmie pisz¹,

¿e mê¿czyzna szuka symetrii na twarzy kobiety.

Tu jest napisane, ¿e...

Twoja dolna warga powinna byæ dok³adnie 20% wiêksza ni¿ górna.

Co oznacza, ¿e muszê zrobiæ sobie operacjê nosa.

Bo, jeœli na mnie spojrzysz, proszê...

To oczywiste, ¿e moje lewe oko jest bli¿ej ni¿ prawe.

Dobra, przestañ gadaæ i daj mi popatrzeæ.

Nie, twój nos jest idealny.

- Naprawdê? - Tak, Erin.

Nie powinnaœ w ogóle tego czytaæ.

Jakiœ salon kosmetyczny zap³aci³ im za napisanie tego.

OdejdŸ!

Roz³adowa³ ci siê telefon czy co, do cholery?

- Nie. - Zamknij siê i poka¿ co masz.

- Mogê coœ przynieœæ. - Jaja sobie robisz?

Czekaj, chyba znalaz³em coœ, co mo¿e siê przydaæ.

Dobra, byle nie wszystko na raz. W³aŸ.

Co o tym s¹dzisz?

W porz¹dku.

Chcesz piwo? Ja sobie wezmê.

Tak, weŸmy sobie piwko, podczas, gdy gospodyni

przekracza granicê dobrego smaku w ogrodzie.

Nie powinniœmy im powiedzieæ, ¿e tutaj jestem?

Nie przesadzaj, przecie¿ wiedz¹. Pytanie brzmi, kogo to obchodzi.

- Myœlê, ¿e Sarê obchodzi. - A ja myœlê, ¿e nie.

Nie pamiêtasz pierwszego roku? Ona by³a jak klasowa dziwka.

Lucas, oni czasami naprawdê s¹ tacy niesmaczni.

To po cholerê ich tam ogl¹dasz?

Nie lubiê tylko ogl¹daæ, Lucas. Powinieneœ to wiedzieæ.

Jestem Erin.

W³aœnie, Erin. To jest Jonah. Jonah, to jest Erin.

Ty jesteœ tym dzieciakiem, który wpad³ do basenu, nie?

A ty jesteœ dziewczyn¹, która by³a na górze podczas imprezy.

Ktoœ tutaj ma cholernie d³ugi jêzor.

- Nie a¿ tak d³ugi, jak... - Lucas.

Zrobisz mi drinka, ¿ebym mog³a ju¿ st¹d wyjœæ?

Wychodzisz? Myœla³em, ¿e bêdzie tak, jak ostatnio.

Nie, Daren Zath bierze mnie na kolacjê.

Serio? Daren Zath, co?

To taki mi³y ¯ydek, ale czasami zachowuje siê jak menda.

Podaj mi, po prostu, ten cholerny drink.

A myœlisz, ¿e co robiê? Trzymaj.

- Mi³o by³o poznaæ. - Tak, ciebie te¿.

S³odziutka jest, nie?

CzeϾ, Jonah! Jak leci?

- CzeϾ. - Co jest, stary?

Zapalmy sobie!

Ch³opaki, nie róbcie sobie ze mnie jaj, ale myœla³am...

I zdecydowa³am, ¿e zrobiê coœ innego

i wa¿nego w moim ¿yciu.

Jak podró¿ daleko st¹d i pomoc ludziom w potrzebie.

O czym ty gadasz?

Serio chcesz karmiæ g³odne dzieci, jakimœ zepsutym gównem?

Nie bêdê karmiæ ich gównem, g³¹bie.

Bêdê im dawaæ coœ smacznego. Jak... truskawki.

Wróci³abyœ po pierwszej nocy z powodu braku kawiarni Starbucks.

Ja te¿ chcê tam jechaæ.

Przecie¿ nigdzie nie pojedziesz. Co ty gadasz?

W³aœnie, bez jaj. Kto by tam chcia³ w ogóle jechaæ?

O Bo¿e, jesteœcie tacy cholernie...

- M¹drzy? - Tak, m¹drzy.

Nie, tylko samolubni i beznadziejni.

Moja samolubna dusza, mimo ¿e ma ju¿ dwie rêcê

wci¹¿ potrzebuje twoich d³oni.

Upieczemy tartê z twoich truskawek i wybierzemy siê do miejsca,

gdzie trafiaj¹ tylko niegrzeczni ch³opcy.

Moja pierwsza noc.

Tak, ale to wszystko jest uzale¿nione od tego, czy dostaniesz siê do Brown.

Pamietasz, spryciarzu?

Tak, ale wiesz...

Przecie¿ siê dostanê.

Cholernie ich zaskoczê.

Nie mogê uwierzyæ, ¿e to najg³upsza rzecz, jak¹ do tej pory s³ysza³am.

To przecie¿ Brown, a nie szanowana Berklee.

- Berklee to dobra szko³a. - Mo¿e i dobra...

Ale nie jest wystarczaj¹co dobra dla...

Troy'a Danielsa z Daniels Construction w Kaliforni.

Tylko najsubtelniejsze szko³y z Ivy League, na wschodnim wybrze¿u

s¹ odpowiednie dla tego ch³opaka.

- Nie mam racji? - Masz, ale nie idê na przes³uchanie.

- Pójdziesz i bêdziesz wspania³y. - On zawsze jest zajebiœcie wspania³y.

Cholera, ju¿ póŸno. Powinniœmy siê zbieraæ.

- Czekaj, gdzie idziecie? - Do Josepha. Maj¹ niez³y towar.

- Powinieneœ iœæ z nami. - Wyluzuj, nie szalejmy tak bardzo.

Nie staram siê byæ fiutem, ale dzieciak pali³ nasz¹ trawkê,

pi³ nasze piwo ca³y zwariowany dzieñ. Chyba czas trochê zwolniæ.

Zamknij siê! Oczywiœcie, ¿e mo¿esz siê z nami zabraæ.

Idê siê przygotowaæ.

- W porz¹dku? - Jak najbardziej.

- Mam pieni¹dze. - Wiêc, masz kasê?

To œwietnie, stary. Mama da³a ci kieszonkowe?

ChodŸ tu, wstawaj.

To wszystko naprawdê mi³e.

Ale myœlê, ¿e trochê siê ju¿ wtr¹casz.

Masz przecie¿ pracê. Nie mo¿esz tego zawaliæ, rozumiesz?

- Tak, jasne. - Chcemy sobie tylko pomagaæ.

Wszyscy jesteœmy przyjació³mi.

- Jesteœmy, prawda? - Pewnie, ¿e jesteœmy.

Super.

Wiesz, ¿e nie mówiê nie wiadomo o czym.

Tylko coœ na poczucie smaku, coœ na pocz¹tek.

- Tak, pewnie. - W porz¹dku.

- Do zobaczenia, Jonah. - Dziêki Troy, siemka!

Powiedz Troy'owi, ¿e siê po¿egna³em.

- Dobra, dobra. - Znaczy, chodzi³o mi o Sarê.

Pos³uchaj...

Co bêdzie, jeœli zawalê to przes³uchanie w Brown?

Specjalnie.

Mogê iœæ do Burklee.

Nie chcesz tego robiæ.

Nie chcê iœæ do Brown.

Ale musisz tam iϾ.

Twój ojciec ciê zabije, jeœli tego nie zrobisz.

Co z nami?

Bêdziemy rozkoszowaæ siê sob¹, w nieskoñczonoœæ.

Œwiêto Dziêkczynienia to ca³a wiecznoœæ.

Bêdziemy mieli weekendy, wiesz?

Powinnaœ iœæ do Brown, razem ze mn¹.

Powinnam, ale tego nie zrobi³am.

To tyle czasu...

Ju¿ idê, chwila!

Czego? To ty, w³aŸ!

Nie wiem co przynios³eœ, ale to jakiœ syf.

Powinienem to spuœciæ w kiblu.

Siemka.

- Gdzie Sara i Troy? - Bior¹ prysznic, na górze.

- Albo siê pieprz¹. - Pewnie to i to.

- Chcesz siê napiæ? - Tak, jasne.

Kogo wola³byœ przelecieæ? Britney czy Jamie Lynn?

Kto to jest Jamie Lynn? Jej siostrzyczka, tak?

- Tak. - To j¹, ca³ymi dniami.

- Dlaczego? - Bo jest czysta i m³oda.

Ciasna cipka. Twój penis poczuje siê wielki.

- Lucas, weŸ siê w garœæ. - Cholera!

Pieprzona koka!

Mam coœ na to.

Co to, do cholery?

Zajebiste dziêki.

- Co? - By³y dla wszystkich.

Pieprzyæ wszystkich, Jonah. Zaufaj mi.

Przyniesiesz jakieœ zepsute gówno, to strzel¹ ci prosto w ryj.

To akurat prawda.

Nie wspominaj nic naszej kochanej parce.

- Jonah! - Jonah, mój ziom!

Ostatnio to by³o coœ...

Siemka, bracie. Ale jesteœ przymulony.

Spójrz tylko na siebie, z³ociutki.

- Wpad³am na œwietny pomys³. - Jaki?

Jesteœ zbokiem, chodŸ na...

karaoke!

Nie, nie! Nigdzie nie idê!

Nie potrafiê œpiewaæ. Przestañ mnie dotykaæ!

Ten kawa³ek jest dla moich najlepszych przyjació³...

Jeœli dolejecie im wódy!

- Jest ca³kiem niez³y. - Wiem.

Zawsze, gdy go bierzemy, upija siê w trupa.

- Œmiesznie œpiewa. - Wy nie macie jaj, ¿eby tam wejœæ.

- Co, mê¿czyzno? - Nie mam s³uchu.

Dok³adnie.

Dawaj, Lucas!

- Ty seksowna dziwko! - Jesteœ pijany!

Jesteœcie band¹ pieprzonych niewolników!

Walcie siê! Dziêkujê bardzo, kocham ciê.

NieŸle, co? W ogóle nie rozumiem s³ów,

ale tobie posz³o œwietnie. Szalony!

Dziêkujê bardzo. Doceniam to, naprawdê.

- O mój Bo¿e. - Jesteœ gotowa?

- Na pewno jesteœ. - Nie, to obrzydliwe!

Mo¿liwe, ale na pewno pomo¿e ci prze¿yæ.

- Zamknij siê i pij, cycusiu. - Wal siê.

Kto ostatni zostaje, nastêpn¹ daje.

- Czekajcie, nie jestem gotowa. - Szybko, wszyscy!

- Dziêkujê. - No, dalej.

Jeden, dwa...

Do dna!

- Skurwysyn! - Przepraszam.

Garçon! No más, por favore!

To bardzo grzeczne. "Garçon".

U¿y³em dwóch ró¿nych jêzyków. To klasyka.

- Wszystko w porz¹dku? - Nie, muszê iœæ do toalety.

- Idê z tob¹. - Usi¹dŸ, ja siê tym zajmê.

Œmieszni s¹.

Szkoda, ¿e nie widzia³eœ ich, gdy zaczynali.

- Chodzili na randki? - Pewnie, chyba przez miesi¹c.

Powinieneœ j¹ poderwaæ.

To by³y niby randki. Uprawiali seks przez 2 tygodnie,

potem siê zastanawiali i w koñcu powiedzieli

- "No más". /- "Nigdy wiêcej".

Wiêc tak, spróbuj.

Nie, ona nie jest w moim typie.

A teraz Celestine, "Do it to me one more time".

Tak jest! Dajesz!

O mój Bo¿e!

Spraw, ¿ebym by³ dumny!

Jedziemy!

Dawaj, seksowna mamuœko!

Kocham ciê, Saro Weller!

Kocham ciê, skarbie!

Kocham ciê, Saro Weller!

Kolejny wystêp...

Specjalne zamówienie, Troy Daniels!

Nie, nie, dziêkujê bardzo!

- To rozkaz! - Ale ja nie chcê.

Karaoke nie pozwala na nieœmia³oœæ.

- No, chodŸ! - Tak, tak, dziêkujê.

- Proszê. - Ja to zrobiê!

- Witaj Jonah. - Dok³adnie, idŸ tam, Jonah.

Dawaj.

- By³aœ niesamowita. - Co jest, kurna?

- Chce siê tylko rozerwaæ. - To jest w³aœnie problem.

- Przestañ! - Co on odstawia?

- Dawaj, Jonah! - Tak jest, ziom!

Dalej, Jonah! Poka¿ co ci da³a mamusia!

Tañcz, ty homo!

O mój Bo¿e.

Zwariowa³!

- Dajesz, do koñca! - To nawet nie jest œmieszne.

Jakby dosta³ ataku.

- Hej, uwa¿aj! - Na co?

- le jeŸdzisz tym autem. - Wcale nie.

Jesteœ, m³odzieñcze, najseksowniejszym...

kierowc¹ BMW, jakiego widzia³em w ¿yciu.

Lucas lubi Jonah.

- Co nie? - Wszyscy ciê lubi¹.

Pewnie, ¿e nie. Jesteœ homo.

Zamknijcie siê!

Musimy porozmawiaæ o UCLA.

Jestem zajêty, mamo.

Musisz kiedyœ ustaliæ swój rozk³ad zajêæ.

Nieca³y, tylko czêœæ.

Kim s¹ twoi nowi przyjaciele?

Mamo, staram siê skoncentrowaæ.

Móg³byœ patrzeæ mi w oczy, gdy z tob¹ rozmawiam?

Dziêkujê, mój ma³y, s³odki ksiêciu.

Tak?

Kim oni s¹?

LudŸmi, po prostu ludŸmi.

LudŸmi, oczywiœcie. Nigdy bym nie zgad³a.

Niesamowite.

Dlaczego ich nie zaprosisz? Jakaœ noc filmowa?

Bêdziemy musieli kiedyœ o tym porozmawiaæ.

Danny nawet nie wie, ¿e bêdziecie, ale powinno byæ w porz¹dku.

Gdzie ty go w ogóle pozna³eœ?

Nigdzie. Troy go zna, to jakiœ surfer.

Bo¿e, kolejny surfer. Przygotujcie piasek i fale.

- £adny jest? - Nie wiem, jeszcze go nie widzia³em.

Jeœli nie on, to ktoœ inny, kto u¿yczy mi swojego fiuta.

Jeœli potrzebujesz du¿ego kalibru, to jestem tu¿ obok.

Nigdy wiêcej nie bêdê a¿ tak zdesperowana.

- Nigdy nie mów nigdy. - Prze-kurwa-nigdy.

- Kurwa, przenigdy? - Zaje-dwa-biœcie nigdy.

Jezu, nie musisz byæ a¿ tak surowa.

Prawda boli... malutki.

- Kogo tak nazywasz? - Tego tutaj.

S³odziutko.

- Daj mi tabletki! - Niewiele ich zosta³o.

No i co? Dawaj!

Obieca³em Sarze, ¿e dam jej kilka na imprezie.

Kiedy gada³eœ z Sar¹?

Zadzwoni³em do niej po rozmowie z tob¹.

Cholera. Jonah, bez jaj...

Powinieneœ na tej imprezie spróbowaæ wejœæ na dobr¹ œcie¿kê.

Co masz na myœli?

Przestañ myœleæ o Sarze praw¹ rêk¹ i znajdŸ sobie w³asn¹ cipkê.

- Chcia³em to uj¹æ delikatniej. - Moja wersja by³a zabawniejsza.

Dzwonienie do niej, to te¿ nie najlepszy pomys³.

- Troy mo¿e us³yszeæ. - Serio!

- Ale z was dupki! - Nie jestem przeciwko tobie, rozumiesz?

Mówiê tylko, ¿e myœlenie o Sarze, to twój najbli¿szy kontakt z ni¹.

ZnajdŸ sobie chusteczki.

Nie robiê tego!

Pewnie.

WyobraŸ sobie jego rêce zamarzniête w jednej pozycji.

To na czeœæ pewnego Czecha, który pracowa³ na jej ³ó¿ku i zasn¹³.

- Lucas, by³am pijana! - Mia³aœ potem grzybicê?

Mo¿esz siê zamkn¹æ? On k³amie!

- Powinniœmy pojechaæ razem z nim. - Odbi³o ci?

- Nie, ale czasami mam grzybicê. - Pieprz siê!

Jonah, zrobisz coœ dla mnie?

Kiedy dotrzemy na imprezê, wejdziemy jako pierwsi.

Poczekaj jakieœ 5 minut, zanim wejdziesz do œrodka.

Nie chcemy w³aziæ wszyscy naraz i robiæ t³oku?

Kapujesz, co nie?

- Wiesz o co mi chodzi? - Tak.

To dobrze.

Co jest, kurna?

- Coœ ty za jeden? - A ty?

To w moim domu jest impreza.

Przepraszam...

Danny, tak?

- Znam ciê? - Nie, raczej nie.

Jestem kumplem Troy'a.

- Troy'a? - Tak.

Ju¿ ³apiê.

Jak zwykle przyniós³ towar.

- S³ucham? - To handlarz!

Tak, tak.

S³ysza³em, ¿e jest bardzo utalentowany.

Siemka, Jonah.

CzeϾ.

- Naprawdê nieŸle tañczysz. - Pewnie.

Dlaczego ciebie tam nie widzia³am, mistrzu Jonah?

Nie wiem. Chyba nie czujê klimatu.

- To œmieszne. - Co takiego?

W³aœnie nie wiem...

Jakbyœ by³ dwoma ró¿nymi osobami.

Zazwyczaj jesteœ spokojny...

ale na karaoke szala³eœ.

Kiedy ci siê bardziej podoba³em?

Nie mam pojêcia.

Jesteœ spragniony, ch³opie?

- Dziêki. - Spoko.

Dobrze siê bawisz?

Pewnie.

K³amczuch.

- Zaraz wrócê, kochanie. - Dobra.

Widzisz, to jest to, co kocham najbardziej.

Mo¿e nie jest idealna, ale na pewno ma bogate wnêtrze.

Patrz i ucz siê.

Lucas!

Patrz!

Cholera!

Zajmê siê tym goœciem i zaraz wracam, dobra?

Siema, bracie. Jak sobie radzisz?

Wszystko w porz¹dku? Przewietrzmy siê.

Ju¿ prawie jesteœmy.

- Musimy znaleŸæ ci nowego ch³opaka. - Wiem.

- Ten siê zepsu³. - Przepraszam.

Jest taki ciê¿ki.

Uwa¿aj na g³owê.

Daj rêkê. WeŸ to i dzwoñ w ka¿dej sprawie.

Po³ó¿ siê i spróbuj siê przespaæ. Poczujesz siê lepiej.

Kocham ciê.

Zobaczymy siê rano.

SprawdŸmy czy ta laska ma kole¿ankê do wydymania.

Myslisz, ¿e ktoœ powinien z nim zostaæ?

Racja. Patrzeæ jak œpi, czy daæ sobie possaæ jajka.

Trudny wybór.

Twój wybór.

Troy? Bêdzie dobrze?

Pieprz siê, stary.

Pos³ucham twojej rady.

Dziêki.

Kochanie!

Sara, otwórz te cholerne drzwi! SpóŸnimy siê.

Jestem prawie gotowa.

Nie obchodzi mnie, co tam robisz. Po prostu dokoñcz to i wychodŸ.

Wszyscy czekaj¹.

Jeszcze tylko dwie sekundy.

Mówi³aœ tak 20 minut temu. Pospiesz siê!

Co tu robisz?

Przeje¿d¿a³em obok i...

- Mówi³em ci, ¿ebyœ przychodzi³? - Tak... Nie wiem.

Zobaczy³em twój samochód i pomyœla³em, ¿e wpadnê.

Nie chce wyjϾ.

Hej, Sara. To ja, Jonah.

Jeœli chcesz, mo¿esz pojechaæ ze mn¹ na pogrzeb.

Co to mia³o znaczy, do cholery?

Sara, proszê, wyjdŸ ju¿.

To nie potrwa d³ugo, ale musimy tam byæ.

CzeϾ.

Jak siê tu dosta³eœ?

Przylecia³em.

No, dobra. Po prostu wszed³em oknem.

Staram siê...

przygotowaæ.

Lucas...

wali do drzwi.

I mnie popêdza.

Nie skoñczy³am siê jeszcze malowaæ.

I nie mogê znaleŸæ mojego pierœcionka.

Tak naprawdê, to nie chcê tam iœæ.

Dziêkujê.

Ju¿ wystarczy. ChodŸmy, Saro.

To, jak na tym wyszed³eœ jest czasami cholernie wkurzaj¹ce.

Porozmawiam z ni¹.

Skarbie, przeprosiliœmy.

Nie wszyscy.

Mo¿e powinniœmy poczekaæ...

a¿ do spotkania.

Nie idê na spotkanie.

Pani Daniels?

Chcia³am, ¿eby pani wiedzia³a,

¿e pragnê³am...

Dlaczego tu jesteœ?

S³ucham?

Bo¿e...

Powinnam by³a ciê pos³uchaæ.

Nie wierzê, ¿e tak po prostu rozmawia³am z jego mam¹.

- Nie wiedzia³a co mówisz. - Dobrze wiedzia³a.

- Lucas! - Co?

Pieprzyæ to. Stara³a siê zwaliæ na nas winê.

Nieprawda.

W oczach matki, Troy nie zrobi³ nic z³ego.

Bo¿e, Lucas. Wszyscy rodzice s¹ tacy!

Nie moi.

Dziêkujê.

Myœle, ¿e powinniœmy tam pójœæ.

- Po co mielibyœmy... - Musimy j¹ przeprosiæ.

Przeprosiæ, ale za co? Nie zrobiliœmy nic z³ego.

Nic nie zrobiliœmy?

Co ty pieprzysz? Byliœmy razem z nim, Lucas.

- Wsadziliœmy go do samochodu. - Troy sam tego chcia³.

Ale nie musieliœmy zostawiaæ go w aucie!

Nie musia³ siê tak zajebaæ!

Co ty gadasz? To by³ twój najlepszy przyjaciel!

- Myœlisz, ¿e tego nie wiem? - Nie zachowujesz siê tak!

Jak mam siê niby zachowywaæ?

Nie wiem, ale na pewno nie tak, jak teraz!

Hej!

Sara, przepraszam.

Nie s³uchaj mnie. Nie wiem co mówiê.

Ja te¿ przepraszam.

Myœla³am, ¿e twoja mama wróci do domu.

Mia³a taki zamiar, ale...

Gdy podpisz¹ papiery, jad¹ z czêœci¹ zespo³u do St. Martin.

Co s¹dzi na temat Troy'a?

Chce, ¿ebym polecia³a do Seth. Poby³a z ni¹.

Powinnaœ.

No, nie wiem.

Wszêdzie naoko³o bêd¹ ci ludzie.

Nikogo nie bêdê zna³a.

Nie wiem, oni nie imprezuj¹.

To takie g³upie.

Sara Weller?

Tak?

Nazywam siê Phil Heckwith. Jestem przyjacielem rodziny Danielsów.

Mam nadziejê, dziewczêta, ¿e u¿ywacie kremu do opalania

z wysokim filtrem przeciws³onecznym.

Sam u¿ywa³em 45-tki. Ko³o mojego basenu, na pla¿y.

Clearance. Nigdy o nim nie s³ysza³em.

Dlatego, ¿e pochodzi z Barneys.

- Lubiê króliczki. - Tak, nie w¹tpiê.

- Erin! - Co?

Daj spokój.

Przykro mi z powodu Troy'a.

Nie zna³em go, ale z tego, co powiedzieli mi jego rodzice

by³ niez³ym rozrabiak¹.

- Sk¹d znasz jego rodziców? - Powiedzmy, ¿e jestem ich pracownikiem.

Wynajêtym, aby dowiedzieæ siê o jego odejœciu.

- Czego siê dowiedzieæ? - Wiecie, to i owo.

Powiedzia³yœmy im ju¿ wszystko, co wiemy.

Policji tak¿e.

Nie chcê byæ odbierany, jako ten, który wszystko wie.

- Tabletki gwa³tu? - Tak?

Bra³aœ je tamtej nocy?

Nie, nawet ich nigdy nie widzia³am.

Za to Troy widzia³. I to du¿o, z tego co wiemy.

- Co to znaczy "du¿o"? - Wiele wiêcej ni¿ móg³.

Bior¹c pod uwagê iloœæ alkoholu i kokainy w jego krwi...

Wiecie jakie kary gro¿¹ za samo posiadanie czegoœ takiego?

A handel? To ciê¿kie przestêpstwo.

Minimum 6 lat.

Dajecie to komuœ, a s¹d rozpatruje to jako sprzeda¿.

Ale ciê¿ko to udowodniæ bez œwiadków.

Ktoœ wrzuca to komuœ do drinka, jak Troy'owi.

Tak...

To co mówisz jest bardzo interesuj¹ce.

Ale skoñczy³yœmy ciê ju¿ s³uchaæ, wiêc wytocz st¹d swoje dupsko

prosto przez bramê, któr¹ wszed³eœ, dobra?

Mia³em tylko nadziejê, ¿e powiecie mi, kto móg³ to zrobiæ.

- Nie. - Lucas Mitchell coœ wie?

- Jonah Brand? - Nic o nich nie wspomnia³am.

Wiecie co? Po prostu spytam ich osobiœcie.

Przepraszam, ¿e paniom przeszkodzi³em.

Clearance...

Bêdê musia³ zapamiêtaæ to do koñca ¿ycia.

Pieprzony stwór.

Przepraszam ciê. Straszny z niego pajac.

Mój syn nie bierze narkotyków.

- To prawda, d¿entelmenie? - Tak.

Nigdy nie próbowa³eœ kokainy?

- Nie. - Nigdy nie pali³eœ skrêta?

To 18-letni ch³opak, dorastaj¹cy w Los Angeles.

Czy to nie jest odpowiedzi¹ sam¹ w sobie?

Nie spotka³bym siê z anio³kiem, nawet, gdybym mia³ okazjê.

A pani?

Ty i Sara jesteœcie doœæ blisko. Prawda, Jonah?

- Jest moj¹ przyjació³k¹. - Ale nie dziewczyn¹?

- To dziewczyna Troy'a. - Ju¿ nie, racja?

Mój syn ju¿ panu odpowiedzia³.

Nie wie, sk¹d Troy wzi¹³ te tabletki, wiêc jeœli ma pan pytania,

to bêdê wdziêczna, gdy je pan po prostu zada,

Jonah odpowie i opuœci pan nasz dom.

Ale ja przecie¿ zada³em pytanie.

Sara wci¹¿ kocha Troy'a.

- To chyba tyle. - To wszystko?

Tak.

Dziêkujê.

Ten koleœ to wrzód na dupie.

Co rodzice Troy'a sobie myœleli, wysy³aj¹c go do nas?

- Szczêœcie, ¿e nas nie oskar¿aj¹. - W³aœnie, ¿e tak!

Nie, obwiniaj¹ Trevora za to, ¿e da³ Troy'owi pigu³ki.

Na szczêœcie nie pobrali nam krwi, aby sprawdziæ czy te¿ braliœmy.

Nawet nie wiem co to za pigu³ki.

Powinieneœ to powiedzieæ detektywowi, Jonah.

Wtedy oczyœci³byœ siê z zarzutów.

Nie próbujê tego zrobiæ, Lucas!

To dlatego powiedzia³eœ, ¿e nie bierzesz, Jonah?

Co?

Nie, jebany detektywie. Ja nie biorê kokainy.

Jestem anio³em, spaceruj¹cym wœród upad³ych.

- Czyœciutki, jak gówniany œnieg. - Nic ci nie zrobi³em.

- Jaja sobie robisz? - Naprawdê!

Serio? Spójrz kto próbuje spierdoliæ...

Mo¿ecie siê zamkn¹æ?!

- Ten kutas mnie wkurwia! - Chyba ju¿ pójdê.

- Mo¿e masz racjê. - Nie.

Nie chcê tego.

- Dziêki. - Po prostu skoñczcie.

Nikt nie wie, sk¹d Troy wzi¹³ pigu³ki, tak?

- Czemu siê nie dowiemy? - Tam mog³o byæ milion ludzi.

Nie wiemy nawet, kto by³ na tej imprezie.

No i co? ChodŸmy tam, popytajmy kto handluje...

- Co dobrego to przyniesie, Lucas? - Mo¿e jeszcze pogorszyæ sprawê.

Pieprzyæ to. Gorzej siê ju¿ nie da.

Myœlê o jego rodzicach.

Oni na pewno nie myœl¹ o nas.

Dlaczego musisz byæ takim fiutem?

W którym S¹dzie Najwy¿szym mo¿e byæ sprawa?

- Pieprz siê! - Ciesz siê, ¿e nie jesteœ na ich miejscu.

- To nie jest œmieszne! - Sara, przepraszam...

Cholera.

Idê po piwo.

Mo¿esz mi przynieœæ wódkê z sokiem?

Mi te¿ weŸmiesz piwo? Jeœli to nie problem.

Spoko.

Wiesz co powinniœmy zrobiæ?

Wyrwaæ siê st¹d na weekend.

Pojechaæ do TJ'a, jak ostatniego lata.

Nie mogê, mój tato ma urodziny w przysz³ym tygodniu.

- To póŸniej. - Mo¿e...

Pamiêtasz, gdy ostatni raz tu nocowaliœmy?

- No. - Spaliœmy na pod³odze, nie?

Tak.

Obudzi³em siê, a Jonah siedzia³ na ³ó¿ku Sary.

- Nie gadaj? - Szczera prawda.

Jego cholerne zachowanie wyprowadza mnie z równowagi.

Jeszcze jedno, Jonah.

Tak, proszê pana.

Mam nadziejê, ¿e ci nie przeszkadzam.

Cieszê siê, ¿e przysz³aœ.

Dzwoni³em parê razy, ale chyba potrzebujesz przestrzeni.

Tak.

Nie wychodzi³am z pokoju przez kilka dni.

Erin wpad³a wczoraj.

To dobrze. Co z ni¹?

Wszystko w porz¹dku.

A Lucas?

Nie wiem.

Nie mogê w ogóle spaæ.

Czujê siê, jakby...

nic nie mia³o sensu.

Nie wiem... Nic.

- Nie powinnam tu przychodziæ. - Nie...

Zaczekaj...

Mo¿e powinniœmy gdzieœ wyjechaæ na weekend.

Uciec od tego wszystkie, choæ na chwilê.

Gdzie?

Nie mam pojêcia...

Teavana?

Erin mo¿e siê to spodobaæ.

Jej tato ma jutro urodziny.

Racja.

- Ja i Lucas... - Nie, bêdziecie siê ci¹gle k³óciæ.

Mo¿emy wyjechaæ jutro rano, jeœli chcesz.

Dobrze.

- San Diego? - To nic wielkiego, mamo.

Jak to nic... Chcia³abym j¹ poznaæ.

Poznasz.

- Przed wyjazdem. - Po, muszê iœæ!

- Na razie. - Nie, Jonah!

Nie, Jonah!

No co?

Gdzie jest matka Sary?

W Berlis, gra w jakimœ filmie.

- A ojciec? - Nie ma go.

Muszê iœæ.

Jonah!

- Nie uwierzysz w te bzdury! - Co?

Pojecha³a do Meksyku z tym aptekarzem!

Kurczê.

Dzwoniê do niej, ale nie odbiera. Zadzwoni³em do domu,

sekretarka mówi, ¿e jest w Meksyku przez weekend.

Sk¹d wiesz, ¿e pojecha³a z Jonah?

Proszê ciê, z kim jeszcze mo¿e byæ Sara?

Poza tym, on te¿ nie odbiera swojego telefonu.

- Wiêc ciê pos³ucha³a. - Nie, nie, nie!

Nigdy jej nie mówi³em, ¿eby wyje¿d¿a³a z tym gnojem!

Chcieliœmy j¹ wybawiæ, a teraz nie mogê o tym gadaæ.

Wiesz jak bardzo pojebanie brzmisz?

Nie wydaje ci siê to odrobinê podejrzane?

Nie, to ty wydajesz siê odrobinê opóŸniony.

- O czym ty gadasz? - Dlaczego nie przyjedziesz?

- Po co? - Bo masz tyle wa¿nych spraw na g³owie.

Zajebiœcie œmieszne!

Halo?

Dziêki za spotkanie.

Trevor Obar, Main Street, tak?

To swój cz³owiek, za³atwi, co tylko chcesz.

Wiêc mogê sam do niego pojechaæ?

- Pewnie. - Doceniam to, trzymaj siê.

Bo¿e, czujê siê tak dobrze.

Niebo...

Dzisiaj prze¿y³em swój...

najlepszy dzieñ w ¿yciu.

Naprawdê?

Tak.

Jonah...

Przestañ!

Jonah!

Co ja zrobi³am?

Mo¿e powinniœmy iœæ spaæ?

Chcê wróciæ do domu.

Chcê wróciæ do domu.

Niez³e miejsce, stary.

- Mo¿na tu paliæ i w ogóle? - Jasne.

U Danny'ego by³o zajebiœcie.

Super noc. Pozna³em laskê,

która pozwoli³a mi bawiæ siê jej cyckami.

By³o fajnie.

Wiêc nie przyszed³eœ po towarzystwo, co?

Nie, nie.

Masz tam coœ jeszcze?

Zosta³o mi kilka niebieskich.

W³aœciwie to szukam jakichœ pigu³ek.

Wzi¹³em kilka zajebistych na imprezie.

Masz tego wiêcej?

Wiêc po to przychodzisz?

Tak.

Mój kumpel mia³ je od ciebie.

Znasz go, prawda? Troy, ten wysoki.

- Zaczarowany o³ówek? - Tak.

- Straszny z niego odkurzacz. - Co masz na myœli?

Wypi³ prawie ca³y gin w 5 minut.

To pewnie on.

To pojebane, stary.

I jego znajomi z gangu.

Co ty gadasz? Jacy znajomi?

Pos³uchaj, Sara. Naprawdê mi...

Przepraszam!

Jonah?

Przepraszam za spóŸnienie. Ju¿ biorê siê do roboty.

Wszystko w porz¹dku?

Zrobi³ pan kiedykolwiek...

jakiejœ osobie coœ...

czego pan nie powinien?

Bo¿e, ale jestem g³upia.

- Jestem durn¹ idiotk¹. - Nie.

Spa³am z wieloma facetami, gdy by³am pijana.

- To nic... - Teraz jest inaczej.

Wiesz, ¿e tak jest.

Ty nigdy nie zrobi³abyœ tego...

co ja w³aœnie zrobi³am Troy'owi.

No, dobra.

Ale to nie wszystko twoja wina.

To siê w ogóle nie powinno wydarzyæ.

Nie jechaliœmy tam, ¿eby to zrobiæ.

Ty tego nie planowa³aœ.

Nie mów tak.

Jonah! W³aŸ do samochodu, ju¿!

Zgadnij, co siê sta³o, Jonah. Chcesz spróbowaæ?

Powiedz mi, ¿e sprzeda³eœ narkotyki Troy'owi!

- Nie. - Nie?!

Nie k³am mnie, ty zasrany gnojku!

Nie wa¿ siê mnie ok³amywaæ!

Oni znaj¹ twoje imiê, Jonah.

Znaj¹ twoje pieprzone imiê.

S³yszysz?

Ok³am mnie!

Powiedz to! Powiedz, ¿e tego nie zrobi³eœ!

A teraz wypierdalaj z mojego samochodu.

IdŸ pracowaæ.

Hej, Jonah! Chcesz iϾ na lunch?

Wszystko gra?

Tak.

- Chêtnie pójdê. - Super!

Pozwól mi siê przebraæ. Te stroje s¹ do bani.

Wasz pieprzony ch³optaœ to oszust!

Kradnie wam leki! Rozdaje je potem, jak na œwiêta!

Pieprz siê skurwysynu!

Wszystko im powiem!

Co powiesz na hiñszczyznê?

Wiesz, ¿e kradzie¿ leków, to powa¿ne przestêpstwo?

W ka¿dym wypadku.

Ten ch³opak nie k³ama³. Prawda?

Jonah...

Pozwolê ci odejœæ.

W³aœciwie to ju¿ teraz.

Otwarte?

Co pan tutaj robi?

To, co siê robi w takich miejscach. Przyszed³em po lekarstwa.

Do zobaczenia póŸniej, m³ody.

Ty to jesteœ jednak pe³en niespodzianek.

Dzwoni³em.

Tak...

By³am zawalona robot¹.

Co robi³aœ?

Co robisz na moim podwórku, Jonah?

Martwiê siê, Saro.

Chcia³em tylko wszystko wyjaœniæ.

Co?

Teavana.

- Naprawdê mi przykro. - To by³a pomy³ka.

Ale ja mogê byæ lepszy.

- Du¿o lepszy. - Nie oto chodzi.

Wiem, dlatego chcê to naprawiæ.

Poniewa¿ wiem, ¿e potrafiê. Jeœli mi tylko pozwolisz.

Pozwolisz mi?

- Proszê... - Myœlê, ¿e powinieneœ ju¿ pójœæ.

Myœla³ tylko o sobie, prawda? Troy...

Wszyscy na Harvardzie myœl¹ tylko o sobie.

Normalnie bym siê w to nie wpl¹ta³.

- Ale ty... - Musisz ju¿ iœæ.

Ta pierwsza noc...

Pierwsza noc, kiedy siê do mnie odezwa³aœ.

Chcia³aœ byæ moj¹ przyjació³k¹, bo wiedzia³em kim jest Samantha Curbins.

Czy to niewyobra¿alne?

To wszystko, czego zawsze chcia³em.

Ale potem pojawi³ siê Troy.

Dotyka³ ciê, ³apa³...

- I ca³owa³. - Jonah.

- Pamiêtasz, jak dla mnie œpiewa³aœ? - Nie.

Na karaoke.

Œpiewa³am dla Troy'a.

Nie, nie.

Zaœpiewa³aœ dla mnie.

ChodŸ ze mn¹, stary. Nie krêpuj siê.

Wiem, ¿e tak by³o. Zaœpiewa³aœ i ja to wiedzia³em.

- Wtedy ci zale¿a³o. - Jonah...

Zale¿y mi, dobra?

Ale kocham Troy'a.

- Ale œpiewa³aœ dla mnie. - No i...?

- Potem razem tañczyliœmy. - Jonah.

- I siê razem naæpaliœmy. - To wszystko nic nie znaczy.

Znaczy³o coœ!

Przepraszam.

Przepraszam.

Saro...

Chcê zmierzyæ siê...

z t¹ sytuacj¹.

Jonah, po prostu zapomnij o TJ.

Nie, nie to.

Ta noc...

z Troy'em...

na imprezie.

Jezu Chryste.

ChodŸ, Jonah.

Nigdy takich nie wci¹galiœmy. Spójrz na nie.

S¹ zajebiœcie ¿ó³te.

To nie tak jak wygl¹da.

Kiedy przestajê byæ sob¹ i wci¹gam z kimœ,

kogo nawet nie znam. Do³¹czam do szeregu.

To tak jak z pigu³kami.

- Jak oni to nazywaj¹? - Co nazywaj¹?

Pieprzone pieprzenie. Dziedzictwo.

Bêdê wyjebanym dziedzicem. ¯a³osne...

- To ja ju¿ pójdê. - Nie mo¿esz wyjœæ, Jonah Jones.

Ty wiesz o co biega! Poczekaj, chodŸ tu.

Da³em mu tabletki i kupi³em je dla niego...

Ale przysiêgam, nie wiedzia³em co one robi¹.

Masz coœ, ¿eby...

Usun¹æ krawêdŸ.

- Pieprz siê, ju¿ bra³eœ! - Wiem.

Dobra, mam trzy pigu³ki.

- Dam ci pó³ jednej. - Kupiê dwie za 50 dolców.

Jebaæ to. Nie bêdzie z tob¹ dobrze.

Wierzysz mi, prawda?

To gówno zmieni!

Ty te¿ siê wal.

Rozumiesz...

Jonah, chodŸ tutaj. Wyœwiadczysz mi przys³ugê?

- IdŸ i kup od niego te dwie pigu³ki. - Ale on w³aœnie powiedzia³...

Przepraszam, ¿e tak œwirujê, ale zaraz mi ³eb rozpierdoli.

Zrobisz to dla mnie i kupisz te pigu³ki, dobra?

Nie chcê, ¿eby Sara widzia³a mnie w takim stanie.

Mój szef mnie dzisiaj zwolni³. Poniewa¿...

Dowiedzia³ siê o tym, ¿e kradnê tabletki.

Tabletki, które zdoby³em dla ciebie.

Nadal masz te dwie pigu³ki?

- Co ty z niego robisz, odkurzacz? - Nie, nie.

Te s¹ dla mnie...

i Sary.

Jeœli to zg³osisz, pójdê siedzieæ.

Ale teraz chodŸ ze mn¹.

Jeœli pójdziesz ze mn¹, to pojedziemy do Teavany.

I sprawiê, ¿e miêdzy nami bêdzie w porz¹dku.

Tak, jak powinno byæ.

Mogê za³atwiæ tabletki. A tak¿e pieni¹dze.

Po prostu powiedŸ, ¿e ze mn¹ pojedziesz.

ChodŸ ze mn¹, proszê. Proszê...

Dobrze.

W porz¹dku.

Czeœæ, tu Sara. Dodzwoni³eœ siê na moj¹ komórkê.

Zostaw wiadomoϾ, pa.

CzeϾ, to ja. Jestem teraz w moim domu.

Spakujê siê i zaraz bêdê.

Gdzie siê wybierasz?

Do domu Sary.

Dzwoni³a w³aœnie córka pani Miller.

- Tak? - Jest w drodze do apteki,

bo mia³o miejsce w³amanie.

Naprawdê?

Tak, naprawdê.

- Nigdzie nie pojedziesz, Jonah. - Mamo...

Nigdzie nie jedziesz, zrozumiano? Ktoœ zaraz tutaj przyjedzie.

- Dlaczego? - 60 tysiêcy dolarów, Jonah.

- Mamo, nikt nie kradnie... - 60 tysiêcy dolarów!

W³aœnie tyle p³aci³am za twoj¹ edukacjê, przez 4 lata.

- A teraz ca³y ten czas i pieni¹dze... - Kto chcia³ tam iœæ, mamo?!

- To nie jest... - To by³o cholernie ¿a³osne!

- Jonah, nie ma na to wymówek! - Czy ty mnie s³uchasz?!

Cholernie ¿a³osne!

Nie by³em cz³owiekiem, mamo!

S³yszysz mnie, do cholery?! By³em nieszczêœliwy!

Nie by³em cz³owiekiem! Muszê iœæ!

- Potrzebujesz... - Odwal siê ode mnie!

Nic ci nie jest? Przepraszam.

Mamo, tak mi przykro.

Wynoœ siê!

Bo¿e...

Jonah?

Jestem przed twoim domem, powinnaœ tu byæ.

Nie jestem w domu, dobra?

- Widzê to. - Muszê koñczyæ, Jonah.

- Co? - Muszê koñczyæ.

Poczekaj...

Bez jaj, do cholery.

Chyba sobie ¿artujecie?!

Kurwa!

Jonah.

Z³y dzieñ?

Nie, to by³ wypadek.

Kogo to obchodzi?

To ty mówi³eœ, ¿e Troy sam siê zabi³.

Tak, to by³o zanim dowiedzia³em siê, ¿e Jonah kupi³ mu pigu³ki.

- Nie wiedzia³, co robi. - Pomyœl o tym przez chwilê.

Ma³y jebaka chcia³ siê do ciebie dobraæ.

Naprawdê s¹dzisz, ¿e pomaga³ Troy'owi,

daj¹c mu pigu³ki, których nawet dealer mu nie sprzeda³?

Nie chcia³eœ nawet wys³uchaæ jego punktu widzenia.

Mo¿esz siê ju¿ zamkn¹æ. S³ysza³yœmy wystarczaj¹co!

Jestem zajebiœcie spokojny!

- Ale ona w ogóle nie s³ucha! - Zostaw j¹ w spokoju!

Zawsze wiedzia³am, kto ma najwiêksz¹ gêbê.

- Po prostu nic nie mów. - Jestem jedynym, który coœ w ogóle mówi.

Jestem w œrodku.

Nienawidzisz mnie.

Nie, to nie tak, Jonah.

Wiêc dlaczego mi to robisz?

- O czym ty mówisz? - Nie wyjecha³aœ po mnie.

To mnie przera¿a, w porz¹dku?

Powiedzia³aœ komuœ o Troy'u?

Nie.

Cholera jasna.

- Chcesz jedn¹? - Nie.

Nie chcê, Jonah!

- Powiedzia³am, ¿e nie chcê. - Obserwujê ciê.

Pierwszy raz zobaczy³em ciê na Harvardzie.

Na pierwszym roku nosi³aœ d³ugie spódnice.

Mia³aœ jedzenie w worku œniadaniowym i gra³aœ w tenisa.

I wtedy pewnego roku,

przesta³aœ tak jadaæ i zaczê³aœ nosiæ mini.

A potem, na kolejnym roku.

Brak tenisa.

Nic...

Tylko Troy.

Zrobi³bym wtedy wszystko, ¿eby staæ siê nim.

Ale by³em Jonah Brand.

Stary samochód, zero przyjació³.

Mama zawsze odwozi³a mnie pod szko³ê.

Jak mia³em z tob¹ pogadaæ?

Nie by³o takiej mo¿liwoœci.

A¿ zobaczy³em twoj¹ mamê w tym filmie, przed œwiadectwami.

Sk³ama³eœ.

Wiem... i bardzo przepraszam.

W porz¹dku, Jonah.

Ale to zadzia³a³o, prawda?

W koñcu ze mn¹ pogada³aœ, po 4 latach bycia niewidzialnym.

- Zawsze chcia³em tylko przyjaŸni. - Jesteœmy przyjació³mi, Jonah.

- To wszystko. - Nie.

Ju¿ nie.

Nie po tym ba³aganie.

Proszê, puœæ moj¹ rêkê, Jonah.

Proszê, puœæ.

Zna pan Lucasa.

Tak, poznaliœmy siê.

Pójdê po Sarê.

Twoje ulubione.

Spójrz.

Mogê je wykorzystaæ. Wyjedziemy dzisiaj

i dotrzemy do Meksyku.

Nigdzie nie pojedziemy, prawda?

Prawda?

Sara?

Sara, jesteœ tam?

Zaraz wychodzê.

Spotkamy siê na dole.

No, dalej, weŸ je. WeŸ!

Nie, sam je weŸ!

Co ty wyprawiasz?

WypuϾ mnie.

Wystarczy, Jonah.

Wystarczy!

Nie rób tego, proszê.

WyjedŸmy razem.

Pozwól mi z tob¹ wyjechaæ, dobrze?

Po prostu pozwól!

Kocham ciê.

Nie, proszê.

..:: T³umaczenie by FlaQ ::..

* Wszelkie poprawki mile widziane *

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.