Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bihari
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
[narrator] O tym, że polska mafia
skrzywdziła wiele osób, wiedzą wszyscy,
ale zastanawiałeś się kiedyś, ile osób skrzywdziło polską mafię?
Moim zdaniem jedna.
To Masa.
Skrzywdził wielu porządnych bandziorów
wyssanymi ze swojej tłustej dupy historiami.
Ponieważ był pierwszym, który otworzył gębę i sprzedał kumpli,
wszyscy wzięli jego brednie za prawdę.
Ale prawdziwa prawda o gangsterach
wygląda zupełnie inaczej.
Proszę państwa, dostałam informację, że...
Tak, już jest, oto on.
[dziennikarka] Trzecia część pańskiej sagi rozpoczyna się od poetyckiego opisu:
pół tony płonącej kokainy, którą spalił pan,
żeby nie weszła na polski rynek.
[bandyta, zniekształconym głosem] Bardzo chciałem uchronić przed narkotykami
zwłaszcza najmłodsze pokolenie.
[huk wystrzału]
[krzyki ludzi]
[wesoła, rockowa muzyka]
[narrator] Urodziłem się w czarnej dupie zwanej Polską Rzeczpospolitą Ludową.
Wbrew pozorom, żeby zostać gangsterem,
nie trzeba wychowywać się w popierdolonej rodzinie.
Miałem gdzie mieszkać i gdzie spać,
miałem kochających rodziców i wspaniałą siostrę.
Naprawdę nie wiem, skąd w tej rodzinie wziął się taki chuj jak ja.
[W tle piosenka „Kiedy byłem małym chłopcem"]
[TV] Portugalczycy nacierają, ale Kasperczak odbiera im piłkę,
podanie do Laty...
Węgiel przywieźli.
[TV] Lewa strona, białoczerwoni.
[kobieta] Węgiel przywieźli!
W sam raz na pierwszą połowę.
[TV] Szarmach nie dochodzi do piłki, gdyż Umberto wybija ją głową
poza końcową linię boiska.
A więc corner.
Tym razem nie Henryk Kasperczak,
a Kazimierz Deyna biegnie do narożnika.
Publiczność gwiżdże.
Deyna, krótki rozbieg, dośrodkowanie.
Nie! Strzał bezpośrednio na bramkę. Gabriel nie trafia w piłkę.
Bento bezradny, gol!
[mężczyzna] Gol!
[TV] Kazimierz Deyna bezpośrednio z rzutu rożnego.
Polska prowadzi w Chorzowie z Portugalią jeden do zera.
Nieprawdopodobne emocje, gdyż to prowadzenie oznacza,
że jedziemy do Argentyny na mistrzostwa świata.
[w radiu gra muzyka bluesowa]
[w tle szczęk sztućców]
♪ Kiedy byłem, kiedy byłem mały chłopcem, hej ♪
Skąd to masz?
To pomidorowa.
Dalej masz.
A to?
- [chłopak] A... - Skąd to masz?
Z Laurą się ganialiśmy i w drzwi przyrżnąłem.
No,
tak przywalił, że prawie z zawiasów wypadły.
A już myślałem, że znowu się z kimś biłeś.
Nie no, co ty, tato.
Dobre było. Dzięki, mama.
[narrator] Dobry gangster zawsze opowiada historię,
którą chcesz usłyszeć.
Odkąd pamiętam, napierdalałem się z kim popadnie.
Toczyłem kilka bójek dziennie.
Na podwórku nauczyłem się tego, co dziś nazywają
MMA, krav maga czy inny chuj.
Stając do walki, zawsze udawaj frajera.
A gdy tępy kutas już w to uwierzy,
ty rozpoczynasz swoją grę.
Ty też kiedyś dostaniesz wpierdol.
[tata] Nie mogę w to uwierzyć.
Pański syn to mały, płatny zabijaka.
[narrator] Ja ci, kurwo, dam mały.
Bardzo proszę o niewyciąganie konsekwencji.
[tata] Syn trochę się pogubił, ale to...
jest dobry chłopak, zdolny, inteligentny.
Nie kradnie.
To potraktujmy to jako ostanie ostrzeżenie.
Bardzo panu dziękuję, panie dyrektorze.
Synku, podziękuj panu dyrektorowi.
[w tle piosenka „Forever Young”]
Wygrałeś przynajmniej?
[narrator] Miałem dziesięć lat, jeszcze nie wiedziałem, kim będę,
ale przysiągłem sobie wtedy,
że już nigdy, przenigdy, nie dam się złapać żadnemu złamasowi.
[w tle piosenka „Forever Young”]
Jako szczeniak uwielbiałem podpierdalać ojcu taksówkę.
Nie znałem miasta, dlatego jeździłem po trasie autobusu linii nocnej
[dzieciak] Hamuj!
[narrator] Wtedy zobaczyłem ich pierwszy raz.
[zbir] Uwaga! Mówiłem, kurwo, wypierdalaj.
[narrator] Nie chodzili do pracy, nie spali w nocy,
mieli pieniądze, kurwy, samochody.
Mogli lać się tak często, jak chcieli, i nikt im nie mógł nic zrobić.
To gangsterzy.
[narrator] Gangsterzy.
Powiedziałem sobie, że kiedyś będę jednym z nich.
[przechodzień] Taxi?
[wrzask dzieciaków, pisk opon]
[narrator] Solidarność, Wałęsa, Popiełuszko, stan wojenny.
Wszystkie te sprawy miałem głęboko w dupie.
W latach 80. mafią było państwo.
Tam się robiło największe przewały.
Chciałeś zarabiać, musiałeś współpracować.
Za pozwoleniem służb Nikoś kradł luksusowe fury w RFN,
Barabasz kroił tiry, Malizna siedział w walutach.
Słowik robił włamy, a Pershing otwierał kasyno.
Drobne cwaniaczki stawały się poważnymi gangsterami.
Chciałem być taki jak oni.
Byłem chuderlawym małolatem, ale wyglądałem dojrzale jak na swój wiek.
[wzdycha]
Pierwszy pomysł na biznes podsunęła mi pewna sympatyczna dziewczyna.
Dorotka.
Od najmłodszych lat miała spierdoloną moralność,
ale była lojalna i pracowita.
Pewnie te cechy sprawiły, że pod koniec lat 90. została posłanką.
[odgłos płukania gardła]
Byłaś zajebista.
Współpraca z tobą to była czysta przyjemność.
[narrator] Pizdowaty tekst, przyznaję.
- Co by o tobie nie mówili... - Masz fajki?
Tam gdzieś leży paczka ojca, weź sobie.
Na chuj mi paczka?
Za taką usługę mi się należy sztanga.
Usługę?
A ty myślałeś, że ja tu z tobą dla przyjemności?
No.
Jesteś ładny, ale bez przesady.
OK, może być stówka.
A słuchaj...
Znasz może jakieś inne dziewczyny, które z taką łatwością, no wiesz...
oddają się za pieniądze?
Kurwią się?
- No. - Znam.
Mam koleżankę,
siostrę,
matkę,
[narrator] Nie mogłem uwierzyć we własne szczęście.
Właśnie tej młodej kurwie zawdzięczam moje pierwsze, bandziorskie olśnienie.
Matkę to może nie.
[w tle piosenka „Be My Baby”]
[narrator] To był idealny pomysł na interes.
Nie mówię, że to ja wymyśliłem kurestwo,
ale wystarczyło połączyć kilka faktów.
Dowodzik.
To mój syn.
[narrator] Po pierwsze, miałem pod ręką kilka prostych kobiet
z niewielkimi oczekiwaniami wobec świata.
Po drugie, ojciec często woził nadzianych Arabów,
którzy mieli jasno sprecyzowane potrzeby.
Welcome in Poland, witamy w Polsce.
Lech Wałęsa.
Ha! Yes, yes.
Gdzie jedziemy?
Kobiety.
Seks analny.
Panie, to jest katolicki kraj.
Ja tobie dam seks analny.
Wychodzimy.
Proszę wyjść z samochodu, proszę opuścić taksówkę, już.
Lech Wałęsa.
Brudną dupą na pomniku się nie siada.
[tata] Ja tobie dam seks analny.
[narrator] Ojciec był zamknięty na inne religie.
Ja nie.
Zwłaszcza jeśli były to religie wypłacalne.
Byłem chyba jedynym chłopakiem w stolicy, który oddawał ojcu kieszonkowe.
No to, kurwa, you welcome.
[narrator] Połączyłem jedno z drugim i w jedną noc
zarabiałem więcej sosu niż mój stary w miesiąc.
A co z nią?
Driver.
Poczekaj, I go.
Zaraz wracam.
[narrator] Ojciec był bardzo zaniepokojony.
[bohater gwiżdże na kierowcę]
[narrator] Dziewczyny były zadowolone, bo zarabiały.
Arabowie, bo mieli seks analny,
- ale mi kurewsko brakowało adrenaliny. - [stłumione krzyki]
No, kurwa, dzięki Bogu!
[Dorotka] Zostaw!
[tata] Synku?
Boże!
[jęki, kaszel]
Więc w ten sposób zarabiasz na życie?
Tato, on chciał pobić moją koleżankę.
Dzień dobry, bardzo mi miło, Ryszard.
Idź do auta.
Tato.
Dobra, lecę.
Do widzenia panu!
[trzask drzwi]
Aleś se, kurwa, narobił.
[w tle piosenka „Wielki ogień"]
[narrator] Brać?
Nie ma opcji.
Kurwy w końcu by mnie sprzedały.
Oddać Arabom i zanudzić się na śmierć?
Na szczęście istniała trzecia opcja.
Panowie,
dzięki wam uświadomiłem sobie jedną zajebiście ważną rzecz.
Cokolwiek robisz, nie rób tego dla pieniędzy.
Między nami ok?
A, jeszcze jedno.
[coraz głośniejsza muzyka]
[narrator] Pieniądze można zajebać,
można wyjebać, przejebać, można się nimi podetrzeć.
Ale są rzeczy, których kupić nie można.
Adrenalina.
Duma.
Poczucie siły.
Charakterność.
Byliście zajebiści.
Współpraca z wami to była czysta przyjemność.
Co by o was nie mówili na mieście, dla mnie jesteście jak bracia.
[narrator] Wtedy pierwszy raz go zobaczyłem.
Za kilkanaście lat będzie moim najlepszym przyjacielem
a ja będę musiał mu strzelić w plecy.
Ale o tym opowiem później.
Mafia jest najpotężniejsza wtedy, gdy państwo jest słabe.
W latach 90. patrzyliśmy na policję
jak na opóźnionych w rozwoju dalekich krewnych
Starzy pruszkowscy i Pershing trzymali za mordy cały kraj.
Ich kapitanowie: Kiełbasa, Bryndziak
i późniejszy laureat literackiej nagrody Nobla, Masa
trzęśli Polską.
Napady na tiry, przemyt spirytusu, papierosów,
kokainy, haracze, kurwy, ochrona.
Jakim cudem ja się tu znalazłem?
Kim tak naprawdę są ci kolesie?
Nie mieści się, za mała.
[narrator] Kurwa.
Co my będziemy kraść, kurwa, miód?
[narrator] Sorry, ten wątek miałem zacząć od czegoś innego.
[chrząknięcie] Jeszcze raz.
Pierwszą stolicą Polski było Gniezno,
drugą Kraków, trzecią Warszawa,
a czwartą stolicą był Pruszków.
A ja...
awansowałem na kaprala.
Miałem pod sobą prawie 30 ludzi.
Podobno robi pani najlepsze cappuccino w mieście.
[narrator] I każdy z moich żołnierzy raz w tygodniu
przynosił mi w zębach plik banknotów.
[męski głos] Maggi go woła!
Maggi cię wzywa.
No Maggi.
- Czekaj, sprawdzę cię. - Nie mam broni.
Mariuszku.
Co ty, pedał jesteś? O kurwa!
[jęczy z bólu]
[narrator] Maggi.
Równie okrutny jak obślizgły i obrzydliwy.
Ale też konkretny i nastawiony na zysk.
W najświetniejszych latach Pruszkowa
jeden z pięciu członków zarządzającej nim Drużyny Pierścienia.
Król zawsze rucha damę.
Ty myślisz, że ja tych miśków na bazarku kupuję?
Obraził mnie.
Chuja tam obraził, w robocie jest.
Obcych miśków lej,
swoich zostaw.
Mariuszek się dusi, zabierzcie go.
Pomysł mam.
[energiczna muzyka gitarowa]
[narrator] Zajebiste pomysły nie przychodzą do głowy ot tak.
Najczęściej przychodzą za czyimś pośrednictwem.
Ty, słuchaj, mój brat pracuje na Poczcie Głównej.
A możemy dokończyć ten wątek za trzydzieści sekund?
No dobra.
[bohater jęczy i sapie]
No to, kurwa...
zamieniam się w słuch.
No to słuchaj.
On generalnie pracuje na tej poczcie dosyć niedawno.
Generalnie jest ogarnięty.
[narrator] Najczęściej pomysł przychodzi razem z osobą wystawiacza,
który przychodzi do gangstera i mówi, co wie.
Ty powiesz, o co tobie chodzi, i wiesz, może się dogadacie.
W tym przypadku był to człowiek-pizda.
[narrator] Całe życie jebany przez matkę,
bity przez kolegów, olewany przez dziewczyny.
Ludzie-pizdy w czasie II Wojny Światowej donosili na Żydów,
za komuny na opozycjonistów, a w latach 90. doniosą na kolegów z pracy
tylko po to, żeby przez chwilę poczuć się kimś ważnym.
Żyją jak pizdy, umierają jak pizdy.
Dokładnie czwartego dnia każdego miesiąca dokładnie o jedenastej
w walizce około półtora miliona złotych.
Wypłaty dla pracowników Poczty Polskiej w Warszawie.
Pięciu ludzi, pięć kopyt.
Ty mnie pytasz o zgodę?
No tak.
Dwadzieścia procent dla ciebie.
[kaszel ochroniarza]
Czy ktoś, kurwa, w końcu zajmie się tym jebanym Mariuszkiem, czy nie?
Chłopcze,
ty jesteś szturmowy,
ty jesteś od lania kurwów.
[narrator] No i po temacie.
Ale teraz czas na prawdziwą akcję pod Arsenałem.
Zgadzam się.
[narrator] Uff. Niech nam żyje sto lat mafia pruszkowska.
Ale!
[narrator] O ty kurwo, jakie ale?
[Maggi] Akcję poprowadzi Łom.
Jak wszystko pójdzie dobrze, to pomyślimy o tym, co dalej.
[narrator] Mówiłem, dlaczego Maggi nazywa się Maggi?
Bo czego byś nie ugotował,
jeśli wmiesza się do tego maggi, to najlepsze danie traci smak.
Ten skurwiel dodawał to gówno do wszystkiego.
Pewnie słyszałeś albo czytałeś w aktach kryminalnych
zdanie w stylu „ofiara została zabita tępym narzędziem”.
I na pewno zastanawiałeś się, co to, kurwa, jest.
Otóż tępym narzędziem jest Łom.
To facet, który jak słyszy „dwa plus dwa”, to się zawiesza na tydzień.
Ten zjeb miał przeprowadzić moją akcję pod Arsenałem.
Subtelną, precyzyjną, dyskretną.
Siema, bracie.
Słyszałem, że robota jest do zrobienia.
[narrator] Subtelny, precyzyjny, dyskretny.
Jestem Łom,
a to młody Łom, czyli Łomek.
Ułomek?
Nie, Łomek bez „u”.
Maggi mówił, że coś masz dla mnie.
W jakiej wadze latasz?
Która pizda nadała ci ten temat?
Ciebie interesuje tyle, że pizda dostaje za wystawienie 10 procent.
Jeszcze pod naszymi nazwiskami i peselami
napisz: „Z ukłonami dla pani prokurator”.
[Łomek chichocze]
[narrator] Im większy debil z problemami z pisaniem,
tym bardziej chce pisać.
Przez jakie „u” się pisze „mój”?
- Zupełnie jak Masa. - Przez „u" z kropką.
[Łomek się śmieje]
[Łom] Marian, bierzesz kogoś z miasta, jedziesz po fury.
Mariuszek,
znajdujesz czujkę, obczajasz miejscówkę.
A wy
jedziecie do Blata po kopyta.
Blat jest mi jak brat.
Załatwił mi kopyto do rozwałki Chudego z Wawra.
- Ty go rozwaliłeś? - A kto, kurwa?
Na kolanach błagał mnie o litość. Kwiczał jak zarzynana świnia.
Nieźle.
[narrator] Jasne, kurwo.
Chudy z Wawra miał dwa metry i załatwił go przydupas Wariata.
Nożem, we śnie.
Ale dziękuję za informację, że nie można ci ufać.
[wystrzał]
Nie sraj się.
Tu zawsze tak na grillu. Chłopaki popili, strzelają do puszek.
Ułomek,
co ty odpierdalasz?
Łomek.
Przyjechałem odebrać kopyta od Blata.
Od najebanego typa przy jego kolesiach?
[kolejny wystrzał]
No.
[narrator] Witajcie w latach 90.
Może im jeszcze powiesz, do czego są nam potrzebne kopyta?
Powiedziałem, jak składałem zamówienie. Chłopaki będą nam kibicować.
No co, rozkaz Łoma, nie?
Zaczekam w samochodzie.
Ale nie bądź cipką.
[kolejny wystrzał]
Chuj, jak chcesz.
To będę za pół godziny!
Kiełbaskę sobie opierdolę jakąś.
[Łomek] Hej!
[narrator] Niektórzy stres w pracy odreagowują,
oglądając mecze w telewizji.
Niestety ja mam w piździe piłkę nożną
i stres muszę odreagować inaczej.
Taki tam rodzaj sportowej rywalizacji.
Byliście zajebiści.
Współpraca z wami to była czysta przyjemność.
Co by o was nie gadali na mieście,
dla mnie jesteście jak bracia.
Szacunek.
[nerwowe oddechy]
[narrator] Jakim cudem się tu znalazłem?
Kim tak naprawdę są ci kolesie?
[odgłos hamowania]
[narrator] Kurwa!
Kiedy trwa napad, którego jesteś pomysłodawcą,
kiedy trzymasz w ręku broń,
kiedy w walizce znajduje się dwa miliony złotych,
wtedy dwadzieścia sekund to jest kurewsko dużo czasu.
O czym wtedy myślałem?
Widziałem przede wszystkim to, co spierdoliłem.
Biorę udział w napadzie,
którego organizację musiałem oddać debilowi.
Czy debil dobrze to zaplanował? Nie wiem.
Oddałem tę sprawę przypadkowi.
Załatwiona na grillu broń.
Czy wiem, skąd się wzięła?
Może wcześniej kogoś z niej zabito?
Nie wiem, oddałem tę rzecz przypadkowi.
Kim jest ten człowiek?
Drużynowym, który właśnie wrócił z obozu harcerskiego?
Czy byłym komandosem, który nas rozpierdoli w drobny mak?
Nie wiem.
Nie sprawdziłem.
W środku są pieniądze, ale czy tylko?
Może eksplodująca farba? Nadajnik radiowy?
Nie mam, kurwa, pojęcia.
Co zrobi ten koleś?
Skupi się na robocie czy ma do mnie złość, że już nigdy
nie będzie oddychał prostym nosem?
Ile kamer nas nagrywa?
Ile w tych samochodach dookoła siedzi charakternych psów wracających ze służby?
Czy koparka nie zastawiła nam drogi ucieczki?
Nie wiem.
Nie sprawdziłem.
[muzyka disco]
Ja mogę ci kupić, kurwa, wszystko.
Mieliście prawdziwą broń?
Chodź ze mną do pokoju, to ci pokażę kopyto.
A masz gumki?
Dobra, zrobię ci ręką.
- Serio? - No.
[zbir] A ty myślisz, że on sobie sam w plecy strzelił?
A co z grubym?
Leży.
A ten...
kozak z Tarchomina?
Leży. Gdzie jest wódka?
Leży.
Dla człowieka, który wymyślił napad stulecia!
Dlaczego nie świętujesz?
Zasłużyłeś.
Młody jestem, nie znam się, ale chyba jak ktoś zrobił napad,
to nie powinien chodzić po mieście i drzeć mordę, że to zrobił.
Mariuszek!
Poczekaj.
Pan jest z tamtą ekipą?
[narrator] Pamiętasz dzieciaka na rowerze? To on.
A ty kto?
Mówią na mnie Walden.
Jakby była szansa, żeby zarobić, to ja chętnie.
Chcesz być taki jak oni?
Bardziej taki jak pan.
[łomot zza drzwi]
Policja, na ziemię!
Patrz się na mnie!
[narrator] Patrz na niego, przeszukuje mi gołe nogi.
I kto tu jest bardziej zesrany?
Żeby było śmieszniej, nie zostałem aresztowany za napad.
tylko za przebicie płuca tamtemu kibolowi Polonii.
Tymczasem ekipa od napadu jeszcze kilka miesięcy bawiła się tak,
że słyszała ich cała Warszawa.
Wyłapywali ich jak po sznurku.
W akcie oskarżenia widniały 32 nazwiska.
Policja przeglądała te jebane karteczki z notatkami Łoma
i pukała od drzwi do drzwi.
Przymknęli nawet jego matkę, bo to u niej schowano broń.
Trzydzieści dwie osoby.
Łom – 13 lat.
Maggi – 15.
Łomek – siedem.
Marian – siedem.
Kolejni dostawali po trzy, cztery lata.
Ja, ponieważ byłem sądzony w innej sprawie,
dłużej czekałem na swój wyrok.
Tymczasem kibic Polonii okazał się charakterny
i zostałem uniewinniony.
Czas przesiedziany w areszcie wliczono mi w poczet kary za napad.
W efekcie wyszedłem po półtora roku.
Tak wiem, byłem jebanym farciarzem.
W międzyczasie policja zabrała mi cały majątek
i musiałem zaczynać od zera.
To wtedy postanowiłem, że półtora roku wystarczy.
Nie wrócę za kratki.
Nie będę jak inni gangsterzy, nie będę debilem.
Od teraz działam na swój rachunek, w moim stylu.
Opowiem ci historię o tym, jak dołączyłem
do grona najbardziej wpływowych bandziorów w tym kraju.
W połowie lat 90. skończyła się sielanka.
Ale to nie policja zabiła Kiełbasę.
To nie policja zastrzeliła Wariata, Nikosia, Pershinga i innych bandziorów.
To nie policja strzelała w Gamie.
Bo polska mafia miała wszystko.
I wszystko spierdoliła.
Na własne życzenie.
Najważniejsze pytanie.
Komu możesz zaufać?
Znaleziony w rowie z trzema innymi szczeniakami.
Tamte rozeszły się od razu, a tego nikt nie chce.
[narrator] Kto w obliczu wtopy pójdzie siedzieć na pięć lat
i się nie rozjebie?
Pieniądze nie mają znaczenia,
bo zawsze znajdzie się ktoś, kto cię przelicytuje.
Zaufanie zbudujesz tylko uczuciem.
Uratuj szczeniaka z przetrąconym życiorysem,
a będzie ci wierny do końca życia.
Mam ortalionik, ale jak się dorobię, to sobie kupię kurtkę jak Wódz.
Mogę do ciebie mówić „Wodzu”?
Co macie, to dacie.
Siedź, siedź.
Siedź kurwa.
Puść kumpla, a puszczę twojego.
Kurwa, rozpruję go.
Dobry jest skurwiel.
Witaj w drużynie, synek.
Mogę już wstać?
Jestem już bezpieczny?
[energiczna muzyka]
[narrator] To żaden wstyd dostać wpierdol.
Wstyd zostawić kumpla na placu boju.
Jest takie francuskie powiedzenie:
„Nieważne, z jaką drużyną zaczynasz.
Ważne, z jaką kończysz”.
Stworzyłem własną grupę przestępczą, inną niż wszystkie.
Dostęp do mnie ma tylko kilku najbardziej zaufanych ludzi.
Choćby każdy z nich miał pod sobą 30 żołnierzy, ja ich nie widuję.
Wszystkie polecenia przekazuję w cztery oczy.
Poszczególne grupy nie wiedzą o swoim istnieniu.
Masa dlatego wykończył polską mafię, bo wszyscy o wszystkim, kurwa, wiedzieli.
Wodzu, to prawda, że sam najebałeś pięciu kiboli?
Prawda.
I piętnastu Arabów.
Ilu, kurwa?
Mniejsza o fakty, legendę trzeba pielęgnować.
Znalazłem tego „Narcyza” Malczewskiego.
Przecież to jakaś dupa.
Wiedziałeś?
Dużo rzeczy wiem, dużo też nie wiem.
Można czegoś nie wiedzieć. Żaden, kurwa, wstyd.
Chodzi o to, żeby mieć świadomość własnych ograniczeń.
I tak dobrać ludzi, żeby twoja drużyna nie miała słabych punktów.
Krater to chłodny skurwysyn, precyzyjny technik.
Gollum nie grzeszy intelektem,
wchodzi na pierwszy ogień.
Bierze na siebie ewentualnego gospodarza z nożem albo psa obronnego.
No i Tysiek.
Czysto.
Potrafi rozśmieszyć każdego.
Czasami nawet na śmierć.
Nie, nic.
Mamy nasze zamówienie.
„Narcyz” Malczewskiego.
No faktycznie.
Dupa jakaś.
[Walden] Wodzu,
może to też zajebiemy?
A masz na to kupca?
No gdzie!
Kradnij to, co możesz sprzedać.
[Gollum] Mamy to, spierdalamy.
Wystarczyło przestrzegać paru zasad:
nie szukamy rozgłosu,
okradamy tylko tych, co mają,
nie tykamy dzieci i kobiet.
I cały świat należy do nas.
[mężczyzna] Ważne są te rodzaje:
sztuczne i naturalne.
Za to nawożenie przedsiewne gleby ogrodowej
polega na wprowadzeniu nawozu do gleby
przed siewem roślin,
przy zastosowaniu orki lub bronowania.
[narrator] Ten pierdolił coś o nawożeniu gleby,
a ja pierwszy raz w życiu nie mogłem oderwać oczu od dziewczyny.
Podobało mi się w niej wszystko.
Oczy, włosy,
sposób, w jaki gryzie długopis.
Powtórzę pytanie.
O, ty chuju!
Czy dzięki nawożeniu naturalnemu możemy obniżyć
ryzyko wystąpienia degradacji siedliska rolniczego?
Tak.
Bo nic nas nie ogranicza.
Jedyne ograniczenia to te, które tworzymy sami.
[śmiech studentów]
[wykładowca] Śmiała teza.
Pamiętajcie państwo, że przy nawożeniu gleby
najważniejsze jest, żebyśmy nie czuli ograniczeń.
Siemasz, ziomuś.
Ułomek.
Łomek, kurwa, kopę lat!
W chuj czasu cię nie widziałem. Jestem ciekawy, co u ciebie.
Mówią, że odpierdalasz dobre kombinacje alpejskie.
Ty siedem lat dostałeś, nie?
No.
A minęły trzy.
Amnezja była jakaś, kurwa. Wyszedłem wcześniej, legalnie.
Amnezja?
Amnezja.
Miałbyś dla mnie jakąś robotę? Jakiś temacik do ogarnięcia?
Rozjebałeś się.
Co ty, popierdoliło cię?
Słuchaj, kurwa, wiem, że nie na mnie,
to cię nie rozpierdolę.
Mordo.
No popatrz na siebie.
Jesteś śmieciem.
Podziękował.
- Stój. Proszę bardzo. - Dzięki.
Kurwa, te dziewczyny tutaj są jakieś za ładne.
Dawaj, Wodzu.
Twój kolega przeżywa drobną zapaść i prosił, żebym ci dotrzymał towarzystwa.
Cześć.
Gdzie się wpierdalasz?
Nie.
W momencie irytacji z ciebie też wychodzi małoszlacheckie pochodzenie.
- Co ty pierdolisz? - Jajco.
- Posłuchaj mnie, kurwa. - To ty posłuchaj mnie.
Nie sprowadzaj tej rozmowy do miejsca,
w którym całe życie dostawałeś wpierdol, czyli na podwórku, nie?
Tu nic nowego cię nie czeka.
To ja przyszedłem do twojego świata, w którym możesz być kimś, kim nie jesteś.
Więc siedź na dupie i nie podróżuj. A tam, stary...
Nawet nie wiesz, ile mi zawdzięczasz.
To nie jest twoja liga, Błażej.
Jestem Adam.
No właśnie, zajebiście, kurwa.
To wypierdalaj stąd, Adaś.
To nie jest mój kolega
on chyba po prostu...
- próbował mnie poderwać. - To już wiemy, jak tego nie robić.
Czego jeszcze nie powinien robić facet, któremu na tobie zależy?
A zależy?
Nie powinien myśleć, że jestem łatwa i że uda mu się zaciągnąć mnie do łóżka
na pierwszej randce.
Kto?
Ten, któremu zależy.
Nie zależy mu na dziewczynie,
która poszłaby do łóżka na pierwszej randce.
Na drugiej?
Trzeciej?
Na tej, na której nie będziemy się w stanie opanować.
My?
Facet, któremu na mnie zależy, nie powinien udawać kogoś, kim nie jest.
[narrator] A chciałabyś zostać dziewczyną oszusta?
Cały ja, bez ściemy.
Stary jesteś, ale masz ładne imię.
Bardzo odważny gest jak na pierwszą randkę.
Czyli to jednak randka?
No nie, ale gdyby nią była, to byłby to bardzo odważny gest.
To co mogę zrobić, żeby to była randka?
Musielibyśmy się lepiej poznać.
Ludzie poznają się na randkach.
Ale zanim się na nie udadzą, to cokolwiek o sobie wiedzą.
Tak jest bezpieczniej.
Co chcesz wiedzieć?
Czym się zajmujesz?
A ty?
[Magda się śmieje]
Ja też muszę się czuć bezpiecznie.
Uczę się projektować ogrody.
Mogłabyś się zainteresować moim?
No dobra, to czym zajmuje się
singiel, który ma dom z ogrodem?
[narrator] Kłam dalej, świetnie na tym wyjdziesz.
Mam firmę.
Która zajmuje się...
Pozyskiwaniem funduszy.
Opowiedz, jakie fundusze ostatnio pozyskałeś.
[energiczna muzyka]
[narrator] Najpierw przygotowuję podłoże
dla związanych ze mną partnerów biznesowych.
Moi ludzie roztaczają przed potencjalnymi inwestorami
wizję wysokiego zysku.
A to właśnie jest salon.
Najważniejsza jest dobra motywacja.
Panowie, szukam was po wszystkich piętrach.
Zlitujcie się.
Duże pieniądze?
Tylko takie mnie kręcą.
Dzisiaj zaliczka, tylko...
przytrzymajcie temat do końca miesiąca.
Najważniejszy jest dar przekonywania.
Ale ci państwo mają pierwszeństwo.
[narrator] Każdego można uwieść.
Jestem pod wrażeniem.
Sukces to stan umysłu.
Gdzie to się wciska?
Kiedy się go osiąga,
przychodzi czas, żeby wynagrodzić partnerów.
Jak ci na imię?
Mnie Gollum.
Jak ty to robisz?
Będę lecieć, widzimy się jutro.
Cześć.
[bohater] Zaczekaj.
[Magda] Też pewnie się spieszysz.
Jutro znów trzeba oczarować kilku rozmówców.
Ale...
co to ma wspólnego z...
Doskonałe alibi.
Mówię ludziom to, co chcą usłyszeć.
Nie mów tego, co chcę usłyszeć, tylko to, co chcesz powiedzieć.
No?
Nigdy nie byłem tak zdenerwowany rozmową z drugą osobą.
OK, coś jeszcze?
No i...
[narrator] Jestem złodziejem.
No wiesz, jestem...
To mi wystarczy.
Przecież nic nas nie ogranicza.
Jedyne ograniczenia to te, które tworzymy sami.
- Czekaj, czyli ty...? - [śmieje się]
Wypiłam drinka, chodź, odprowadzisz mnie.
Od razu mówiłem, żeby iść do burdelu.
I tak ci nie da.
[nastrojowa piosenka]
[kobiecy głos] Ludzie, kurwa, pomocy, wypierdalaj, człowieku!
Nie jestem twoją własnością, wypierdalaj, człowieku!
I bardzo dobrze, chuju, znalazł się na ciebie mocny.
- Dziękuję panu. - Ale ja cię kocham.
Tak się, kurwa, robi z cwelami.
Michał? Michasiu?
Popierdoliło cię? Co on ci zrobił, debilu?
[kobiecy głos] Ludzie, pomocy!
Co?
Nigdy nie robiłem tego w takim miejscu.
Jak będziesz mówił już tylko prawdę,
to dam ci się przelecieć w Muzeum Narodowym.
Ładnie to tak nachodzić w miejscu zamieszkania?
Ja jestem śmieciem, kurwa?
Długo byłeś na szczycie, to teraz dowiesz się, jak to jest
być na dnie, pajacu.
[narrator] Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja jest chujowa.
Tydzień myślałeś nad tym tekstem?
Jedyna szansa to przebić się przez mięcho
i spierdalać bez żadnego uprzedzenia.
Jak leje cię dwóch, każdy może zadać celny cios.
Kiedy próbuje cię dojechać sześciu,
kopią siebie i przeszkadzają sobie nawzajem.
[pisk w uszach]
Ale jeśli włożą mnie do tego bagażnika,
to już nigdy z niego nie wyjdę.
Teraz
albo nigdy.
Skorzystaj z tego, co masz pod ręką.
We dwójkę będzie nam łatwiej.
Przynajmniej przez jakiś czas.
Zajebać go!
[narrator] Tak się, kurwa, buduje legendę.
W tym mieście, w tym kraju
nikt nie ma prawa podnieść na mnie ręki.
[w tle piosenka „Mój jest ten kawałek podłogi”]
Wczorajsze wilki stały się dzisiejszymi owcami.
Całe miasto wiedziało, kogo szukam.
I że żadnej kurwie nie odpuszczę.
Gdzie jest Łomek?
[energiczna muzyka]
Bierz kiełbasę.
[zbir się krztusi]
Pomóż koledze.
[w tle dalej „Mój jest ten kawałek podłogi”]
Dawaj palec.
[zbir] Nie, kurwa, nie!
[wrzask i chrupot kości]
[narrator] Skatować to za mało.
Każdy z moich oprawców dostał gratis wieczny wstyd i upokorzenie.
[zbir szlocha]
Jak ktoś grozi naszemu szefowi palcem, to ten palec traci, nie?
Gdzie jest Łomek?
Kurwa, nie wiem.
[odgłos wydalanego moczu]
[dzwoni telefon]
Halo.
[Magda] Cześć. Tak sobie pomyślałam,
że mogłabym wpaść jutro do twojego ogrodu
i zobaczyć, co da się zrobić.
Do mojego ogrodu?
A kiedy chcesz wpaść?
To może w piątek o osiemnastej?
OK, nie mogę się doczekać, pa.
No pa.
Wszystkim to wyjdzie na dobre.
Ty, chyba do końca nie zjadłeś?
[piosenka „Złoty paw”]
Zapraszam,
ale wejście jest od frontu.
Zasięgnąłem języka na temat nieruchomości w tej okolicy
i rzeczoznawczy wyceniają państwa dom na około półtora miliona złotych.
A ja chciałbym za ten dom i przepiękny ogród
zaoferować państwu dwukrotność tej sumy.
W gotówce.
Tylko musicie się państwo wyprowadzić w trzy dni.
[właścicielka chrząka]
Rosołu?
[narrator] Historia polskiej mafii dzieli się na dwa okresy:
pierwszy, złote lata, który właśnie się kończył,
i drugi, który rozpoczął się od wprowadzenia
instytucji świadka koronnego.
Pierwszym polskim koronnym był Masa.
Bandzior, który chcąc chronić swój pocięty wszywkami tłusty tyłek,
wsypał połowę polskiej mafii.
Kumpli, przyjaciół, wrogów i zupełnie obce osoby.
Wystarczył jeden złamany przez psy chuj i Pruszków przestał istnieć.
Ci, którzy nie zginęli w wewnętrznych porachunkach,
poszli siedzieć.
Starzy pruszkowscy dostali po sześć i siedem lat.
Do aresztów trafiły setki kapitanów i żołnierzy.
W środku Polski powstała wielka bandycka dziura.
Dziura, którą ktoś musiał wypełnić.
[Magda] Myślisz, że mnie polubią?
Twoi rodzice.
A nie wystarczy, że ja cię lubię?
[dzwonek do drzwi i szczekanie psa]
Kurwa.
Merynos, cicho!
Hasło?
Masa, Masa, ssij kutasa.
[Walden się śmieje]
- Wchodź. - Wodzu.
Zobacz jaki elegancki, kurna, funkiel nówka.
Kolorowy wyświetlacz, mogę kliknąć. Dziesięć zdjęć mi się mieści.
Ale już mam pięć zapełnionych, taką galeryjeczkę. Cudne.
[narrator] Walden, mój przybrany syn,
ma pod sobą 30 żołnierzy. Jest moim zderzakiem,
moją strażą przednią, która bierze na siebie pierwsze uderzenie.
I jara się jak debil kolorowym wyświetlaczem.
Dyskretnie, jakby jebani wiedzieli, nie?
Łomek wypłynął w Trójmieście.
Obiecuję, że tę kurwę szefowi sprowadzę.
Stawiaj kwadrat.
Zapuszczaj korzenie.
Nie.
[narrator] Jakby co, to rodzice myślą, że pracuję w warsztacie samochodowym.
Ty, Magdaleno, czym się zajmujesz?
Rozkręcam firmę zajmującą się architekturą krajobrazu.
Da się z tego wyżyć?
Myślę, że tak, za jakiś czas.
A ty, synu, kiedy się zajmiesz zarabianiem pieniędzy, co?
Ile jeszcze będziesz biedować w warsztacie?
Rozglądam się za czymś nowym, tato.
Słuchaj,
weź moją taksówkę, co?
Ja już nie mam zdrowia.
Te 1700 złotych miesięcznie zawsze wyciągniesz.
Tysiąc siedemset złotych miesięcznie?
To jest doskonały pomysł, tato.
[mama] Zdrowie dzieci.
[mama] To naprawdę miło z twojej strony, żeś mu to auto dał.
Zarobi chłopak wreszcie trochę grosza, a nie, w warsztacie jakimś...
A ta Magda to mądra dziewczyna, wiesz?
[narrator] Ojczulek sprzedał mi najlepszy pomysł pod słońcem.
Taksówka stała się mobilnym centrum dowodzenia grupy.
Przez dwa lata byłem taksówkarzem
i nie przewiozłem ani jednego prawdziwego klienta.
Samochód nie budził podejrzeń i bez problemu mieścił sześć osób.
Dokładnie sześć.
Idealnie.
Walden jest moją prawą ręką.
Bierze cały smród na siebie, szkoli młodych.
Wie, jak ich podejść.
Nowy, musisz wyciągnąć od niego, gdzie jest Łomek.
Czemu ja?
Bo my jesteśmy profesjonalistami, tylko ty jesteś pizda.
[narrator] Tak, to naprawdę jest takie proste.
Ty, o co ja go miałem zapytać?
[śmieją się]
[warkot silnika]
- Kto mi to wytłumaczy? - Panie władzo, my się tutaj bawimy.
Założyliśmy się z kumplem, że wejdzie do wody.
[narrator] Przydałby się lepszy powód, by zajebać psa.
Panowie, kurwa, dajcie mi tam wleźć, bo za wejście zarobię pięć stów.
Za zamarznięcie na brzegu ani grosza.
No?
No, tylko mi się tu nie poprzeziębiać.
[narrator] Jakie było prawdopodobieństwo,
że psy przyjadą akurat tutaj o tej godzinie?
Żadne.
Jakie było prawdopodobieństwo, że koleś okaże się charakterny
i nas nie wyda, chociaż policjanci mogli mu uratować życie?
Żadne.
Gnojek swoją postawą oszukał przeznaczenie.
Spierdalaj.
Dlatego zamiast zniknąć w Wiśle wyjechał nad morze
i wrócił do rodzinnego biznesu.
Przejął kuter po ojcu czy coś.
Można powiedzieć, że uratowaliśmy mu życie.
Co się gapicie?
Zawijamy.
[narrator] Któregoś dnia mój idealny świat zaczął się jebać.
Cześć.
Sprytnie to sobie wymyśliłeś.
Bardzo sprytnie.
To samo mówię moim ludziom.
Myślcie nieszablonowo, kombinujcie.
Ale to są głównie debile, niestety.
Debilem się staje każdy, kto pomyśli, że jest niewidzialny.
Temat jest, duży temat.
Ja daję pomysł i wykonanie, ty dajesz ochronę.
No i swoją ksywę.
Do wyciągnięcia pół miliona papieru.
Możesz mówić.
To może zapraszam do mnie?
[klient] Zespół basenów na Inflanckiej, poproszę.
Myślisz, kurwa, że sobie wsiądziesz do mojej taksówki
i cię zawiozę, gdzie chcesz.
Tylko nie mów nikomu.
[narrator] To był pierwszy i ostatni prawdziwy kurs w moim życiu.
Nie wziąłem za niego ani grosza.
Jesteśmy.
[Marian] Powiedz, ile ty potrzebujesz,
żeby się tak porządnie zregenerować?
- Czterdzieści pięć minut. - Kurwa.
[łomot]
Czekaj.
Kogo witam, kogo goszczę
na naszym pokładzie?
Czym chata bogata, hakuna matata.
[ostra, energiczna muzyka]
Przecież wiesz, że nie chciałem.
Mordo.
Dziura.
No, siema mordo!
Możesz czuć się zdezorientowany,
ale ja ci wszystko wyjaśnię.
Ten, co klęczy, to jest Ziko.
Ten obok niego z dziurą w nodze to jest Dziura.
Śmiesznie się złożyło.
Ziko,
im bardziej najebany, tym jest bardziej niecierpliwy.
Pies Zika próbował przeruchać nogę Dziury.
Dziura powiedział, że pies Zika to jest pedał.
A Ziko nie lubi pedałów.
Bo go przecwelili w więzieniu i mu niesmak pozostał.
No to strzelił do Dziury.
Ale Ziko to jest kumpel i go teraz przeprasza.
A my się tu wszyscy zastanawiamy,
czy Dziura prędzej się wykrwawi, czy przyjmie przeprosiny.
Ale kanapę będzie musiał odkupić na pewno.
Bo ją zasyfił w chuj.
Koncentracja.
Kwaśniak, jedziesz.
Pod Grodziskiem jest facet
i ma farmę drobiu,
i jest najebany kurwa sosem,
jest pod naszą obserwacją i ma 14-letnią córkę.
Zawijamy ją spod szkoły i bierzemy ją potem...
Dobra, dosyć.
No, pozwól mu skończyć.
Jakie, kurwa, dzieci?
W nic nie wchodzę.
Walden.
Ale zaczekaj chwilę, o co ci chodzi?
Marian, kurwa.
W nic nie wchodzę.
Nie z tymi kolesiami, nie z nim.
Przecież ten frajer ma koks zamiast mózgu.
Ja się mam z nim dogadywać?
Ja mam wierzyć, że on się nie rozjebie?
- Uważaj z takimi podjazdami. - Zamknij pizdę.
Chłopaki przewietrzą się do rana, będzie dobrze.
Zobaczysz. Pozwól chociaż skończyć.
Nic nie słyszałem, nic nie wiem, nie było mnie tu.
[Ziko] Dziura, no weź żyj, to żarty były.
Dziura, to żarty były.
Zrobimy to sami.
Nie.
Ten złamas ma rację.
Może się z nimi dogadamy?
Co myśmy, kurwa, zrobili?
To był dobry temat.
Naprawdę.
Walden, ptysiu kolorowy,
załóż swoją grupę i wtedy rób takie akcje.
A póki jesteś w mojej, to zamknij buzię.
I przestań pierdolić.
Kurwa, chomąto mają.
Jest orane.
Oni są pojebani, ale pieniądz jest pieniądz.
[Tysiek] Ja może nie odróżniam tego Van Gogha od Pendereckiego,
ale już to gdzieś widziałem.
Już raz go ukradliśmy.
A teraz go odkradamy.
To będzie prezent ślubny dla mojej narzeczonej.
Ej, Wodzu, nie mówiłeś.
Męska decyzja, krew nie woda, co?
Gratulacje, Wodzu.
Kiedy się bawimy?
- Przyjdzie czas. - Panowie! Spierdalamy?
Nowy, spierdalamy!
[Tysiek] Biegniemy już! Szybko!
[narrator] Ten dzień był wyjątkowy, inny od wszystkich innych.
- Mogę? - Dawaj.
Kierowniku, to jest tak, że...
O kurwa.
Za dużo ćwiczę.
To nieodpowiedni moment, ale mamy coś z chłopakami.
Dawajcie, kurwa, idzie.
[jęki]
Wszystkiego najlepszego, Wodzu.
- Na nowej drodze życia. - Najlepszego.
Najlepszego, Wodzu.
Wtedy zdałem sobie sprawę, że ten nie do końca rozgarnięty chłopak
to nie tylko żołnierz, nie tylko zaufany człowiek,
[w tle piosenka „Child In Time"]
[narrator] Mówią, że każdy może się rozjebać.
Świadkiem koronnym nie może zostać bandzior,
który ma na koncie głowę.
[ksiądz] Czy chcecie dobrowolnie
i bez żadnego przymusu
zawrzeć związek małżeński?
Chciałeś mnie zabić?
- Tak. - Tak.
Przepraszam, chciałem cię tylko nastraszyć, błagam.
Tak to sobie wymyśliłeś?
Widzisz,
ja nie wymyśliłem nic nowego.
Zabiję cię.
Po prostu.
[Łomek próbuje mówić]
Zebraliśmy się tutaj po to, by połączyć
tę parę świętym węzłem małżeńskim.
[Łomek mamrocze]
[narrator] Dlatego jeśli zrobimy to razem...
Zabijemy.
...i nie będziemy wiedzieć, kto zabił, to mordercą może być każdy z nas.
[Łomek jęczy]
Biorę sobie ciebie, Magdo, za żonę
i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską.
[narrator] I już nigdy żaden kumpel nie doniesie na drugiego kumpla.
Oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.
- Przyjmij tę obrączkę jako znak... - Mojej miłości.
[bohater] I wierności.
- W imię Ojca i Syna... - I Ducha Świętego.
[ksiądz] Jeśli jest ktoś,
kto przeciwny jest temu związkowi,
[ksiądz] niech przemówi teraz
lub zamilknie na wieki.
[ksiądz] Co Bóg złączył,
człowiek niech nie rozdziela.
Amen.
- Co to? - Nic, zaciąłem się.
Kochani, chodźcie, bo goście czekają.
Jak się bawisz, kochana?
Wioletta.
[śmiech gości]
[nadal piosenka „Child In Time" w tle]
[dynamiczna, rockowa muzyka]
[coraz szybsza muzyka] [okrzyki gości]
[narrator] Nie proś o przetrwanie, bo wtedy tylko przetrwasz.
Jeśli chcesz dostać wszystko, nie proś o deszcz,
proś o burzę.
Miałem rodzinę, która mnie kochała.
Miałem ekipę, która szła za mną w ogień.
Miałem najlepszą dupę w mieście.
Miałem wszystko.
Jeśli chciałeś być gangsterem w 2004 roku,
musiałeś dużo widzieć
i wiedzieć, że cisza i pokora daje większe szanse na przeżycie.
Że interesy należy robić w małych sprawdzonych składach.
Moi ludzie mieli ręce pełne roboty,
ale jeśli chcieli, mogli działać na własny rachunek.
Oczywiście za moją wiedzą i odpalając mi 30 procent.
Pamiętam takie miesiące,
w których moją jedyną robotą było przyjmowanie pieniędzy.
Z pozdrowieniami od chłopaków z Trójmiasta.
No i temat jest.
Pytanie, czy mogę sobie to sam ogarnąć.
Oczywiście to jest taki temat,
którego Wódz nie musi dotykać. Wezmę chłopaków z miasta,
za tydzień powinienem być dostępny.
Trzydzieści procent dla Wodza.
[narrator] Wpadł na pomysł, wytłumaczył,
sam zadał pytanie, sam udzielił sobie odpowiedzi.
Nic nie widziałem, nic nie słyszałem, 30 procent dla mnie.
Chciałbyś tak?
Nie boisz się, że cię zostawi?
Nie.
Skąd wiesz?
Bo to jest mój człowiek,
a ja jego i jesteśmy...
Chodź na dół.
[narrator] Jeśli nie potrafisz trzymać ludzi krótko,
to nie nadajesz się na gangstera.
W imieniu tych, których nie doceniłeś,
którym stanąłeś na drodze do rozwoju.
Ziko?
[narrator] Debil po trzykroć.
Po pierwsze, co on myślał, że kominiarka zmieni jego głos i nikt go nie pozna?
Kurwa, Kwaśniak cię wysłał?
[narrator] Po drugie, chcesz kogoś zajebać, to nie czytaj mu listów.
Sorry szefie, musimy z chłopakami iść na swoje
Po trzecie,
sprawdzaj broń przed egzekucją,
bo może się okazać, że naboje, których użyłeś, są zalane wódą
i od wilgoci straciły 90 procent mocy.
Wyrządziłby większą krzywdę, gdyby, kurwa, tymi kulami rzucał.
[trzask szkła]
Tak, naprawdę tak było.
Po pijaku też nie strzelaj.
Chcesz kogoś zajebać?
To będzie bardzo miło,
jeśli zbierzesz się na odwagę i spojrzysz ofierze w oczy.
Tak czy inaczej, przeznaczenia nie oszukasz.
Wodzu!
Skoczę do samochodu po piwko.
U niektórych szczerość z naiwnością mija się na milimetry.
Fajny jest, nie?
Obiecał, że zabierze mnie na wakacje do Turcji.
W ogóle ten rok razem będzie fajny.
Ten rok? A co potem?
A potem to może być różnie.
To, co robią, to chyba jest niebezpieczne, nie?
A co robią?
A to ile kosztowało?
To też na pewno nie było tanie.
I to wszystko z pensji taksówkarza?
Nie no, taksówka to tylko dla taty.
Dla taty?
A ten dom
z wielkim ogrodem?
To też z pensji taksówkarza?
Dla taty.
Dla taty to ja nosiłam koronki.
[narrator] Inni poświęcają prawdę na ołtarzu miłości.
[dudnienie muzyki, gwar]
Ej, też mogę?
Wypierdalaj.
- Musisz? - Ssij, kurwa.
Ale co muszę?
Zwracać na nas uwagę.
Jakoś Wodzu kiedyś mniej w gacie robił.
Słuchaj, kurwa. Jak mam pójść siedzieć,
to za coś konkretnego, a nie za ADHD zmieszane z wódą, rozumiesz?
Zapraszam.
[Walden] Tut-turut-tu-tutu!
Pan nie wejdzie.
- Wpuście go, to porządny bandyta. - Ja do pana mówię.
Nie można w obuwiu sportowym i z własnym alkoholem.
No ale do bucików to jestem przywiązany, od dziewczyny dostałem.
Zadzwonimy po chłopaków, kurwa, puścimy to gówno z dymem.
Będą jechać 400 kilometrów bronić honoru twoich nike’ów?
Jakoś kiedyś we dwóch byśmy ich rozjebali,
a tak to nie wiem, jakaś kalkulacja, pokora.
Gdzie jest adrenalina, kurwa?
[Walden] No!
Przepraszam, już się zmywamy, tylko ostatnia prośba:
zawiąż buta mojemu koledze.
Wywróci się gdzieś, nieszczęście gotowe.
Nie pajacuj.
Słuchaj,
ukłoń się,
przeproś,
zawiąż i zapomnimy o wszystkim.
Wypierdalać mi stąd.
Ty, a dlaczego w ogóle Walden?
Stary mnie tak nazywał.
No i w międzyczasie mnie napierdalał.
Ale to dobrze, dobrze.
Przynajmniej wyszedłem na ludzi.
[śmieje się]
Mówił, że jak się wszystko uspokoi
i wszyscy się od niego odpierdolą, to on se wyjedzie nad takie jezioro,
co się nazywa Walden, i sobie będzie siedział,
i będzie sobie patrzył,
i będzie sobie, kurwa, czuł spokój.
I co, wyjechał?
Tak.
Zachlał się,
ale mam po nim coś takiego, że czuję spokój, jak patrzę na wodę.
Chyba wódę.
I tak sobie obiecałem,
że wszyscy będą spierdalać na dźwięk mojej ksywy.
No i jestem Walden.
Walden, kurwa!
To co, mam spierdalać?
[Walden się śmieje]
[dzwoni telefon]
Halo.
Słucham.
A kto mówi?
Tak.
Tak, będę.
Co tam?
Idzie nowe.
Piękny lasek.
Nie wszystkie są nasze, połowa pójdzie do klienta.
Pieniądze, które od ciebie dostałam, poszły na rozkręcenie firmy.
Dopóki mamy pieniądze, to wydawaj je, na co chcesz.
Nie chcę być od ciebie zależna. Jeszcze zdobędę kilku klientów
i wtedy możemy zrobić sobie dziecko.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
[narrator] Są dwa rodzaje bandziorów.
O pierwszym powiedziałbyś: „Dokładnie tak go sobie wyobrażałem”.
Zwykle to zjeby.
Bandzior wyglądający jak bandzior, prawdziwy, kurwa, mistrz kamuflażu.
I drugi rodzaj, o którym powiedziałbyś: „Zupełnie inaczej go sobie wyobrażałem”.
Lubisz książki?
Taki właśnie był Daniel.
Największy po upadku Pruszkowa.
Co ostatnio czytałeś?
- Próbuję czytać Złego. - Siadaj.
Miejsce jest sprawdzone.
Nikt nas nie widzi, nikt nas nie słyszy.
Możesz się czuć bezpiecznie.
[narrator] Zawsze dbam o swoje bezpieczeństwo.
[syreny policyjne w oddali]
Zainteresował mnie fakt,
że im więcej chciałem o tobie wiedzieć, tym mniej wiedziałem.
Ja też jestem zdania, że interesy lubią ciszę.
Od tych, co mówią nieproszeni,
wolę tych, co proszeni nic nie mówią.
A się głośno zrobiło na mieście.
Porwania dla okupu.
Czy jest głupszy sposób,
żeby zwrócić na siebie uwagę?
Grupa nowodworska.
Po pistolet sięgają jak po komórkę.
Gang pojebów.
Zabić kogoś, bo powiedział, że twój pies jest pedałem.
I co z tego, że pies psa
na pieska – co za problem?
Myślę, że potrafisz,
masz sposoby.
Czy byłbyś zainteresowany
zleceniem, żeby na mieście zrobiło się trochę...
[narrator] W ten sposób, bez rozgłosu, stałem się bliskim współpracownikiem
najpotężniejszego gangstera w Polsce.
Zarabiałem gigantyczne pieniądze,
a o tym, kim jestem i dla kogo robię, nie wiedział nikt.
Rządzenie światem zostawiłem Danielowi,
a sam miałem pozycję idealną.
Działałem zawsze po cichu. Bez grand.
A przy okazji, zupełnie niechcący,
uwolniłem ten kraj od kilku naprawdę niefajnych skurwysynów.
Policja. Otwierać!
[walenie w drzwi]
Gleba, gleba! Patrz się na ziemię!
[krzyk kobiety]
[szczęk pustego bębna]
Siemasz, Wodzu.
Co tam?
Miejsce w pierwszym rzędzie.
Robota wykonana.
Bardzo dobrze.
Jak mieszkanie?
Kurwa, zajebiście, dupy padają na kolana.
To kto następny?
Jeszcze nie wiem.
Muszę ci powiedzieć, że sympatyczna jest ta robota.
Tak na przykład se myślę, że w dragach to sobie człowiek kombinuje,
kalkuluje i boi się, ile lat albo za co może dostać, nie?
A za robienie łbów w pewnym sensie, kurwa, nic mi nie grozi, nie?
No bo co to jest za różnica,
że mi dadzą, kurwa, za jedno albo za sto?
I tak trafię do pierdla, nie?
No jakaś logika w tym jest.
Chcę stworzyć Komando Śmierci.
Tajna grupa, kurwa,
wąska specjalizacja, taki mam plan, kurwa.
Wodzu, kurwa, powinien olać tego Danielka.
Przecież na mieście mówią, że donosił za Komuny,
że pracuje dla policji, w pizdę, kurwa, jeszcze do tego.
Przecież sami możemy rozjebać ich, wszystkie te grupy, kurwa.
Może oprócz pojebów, to dobre mordy są.
A właśnie, bo idę zobaczyć, jak przejmują tiry.
Dobra, to lecę.
[narrator] Stworzyłem potwora.
Czy jest pan gotowy na przyjęcie Chrystusa do swojego serca?
Spierdalaj.
A może porozmawia pan ze skromnym przedstawicielem
Centralnego Biura Śledczego?
Gdybyś coś na mnie miał, to byśmy tutaj nie stali.
Coś w tym jest.
No to o chuj ci chodzi?
Chciałbym spotkać kogoś, z kim mógłbym wymienić się informacjami.
To sobie załóż konto na Gadu-Gadu.
Chciałbyś się kiedyś obudzić bez myśli „Jeszcze dziś mnie nie zamknęli”?
A co, wasz Gall Anonim, wasz naczelny literat się wypstrykał?
Myśli tylko o pisaniu książek.
Przecież ten debil nie potrafi listy zakupów spisać.
Daj mi tych najgłośniejszych.
A co dostanę w zamian?
Będziemy cię ścigać, ale bez jakiegoś
specjalnego zaangażowania.
Bo teraz jesteście w chuj zaangażowani.
Daj mi tych pojebów.
Z nimi poradzi sobie niewidzialna ręka rynku.
Słuchaj,
może mógłbym dać ci parę informacji
na temat ludzi, którzy robią chlew na całe miasto,
ale na przeszkodzie stoi moja higiena.
Higiena?
No, higiena.
Myjesz czasem zęby?
Ja mam taki zwyczaj, że robię to dwa razy dziennie.
Nie wiem, co bym zrobił, gdybym pewnego razu,
szczotkując sobie siekacze,
zobaczył w lustrze ryj kurwy, która sprzedała innych.
Nie wiem.
Może twój literat to potrafi.
Może mu ten kurwi ryj nie przeszkadza, ale to nie ja.
Nie zbieram wizytówek.
Szanuję twoją robotę, ganiamy się dalej.
Chciałabyś pogadać?
Gdzie byłeś?
W pracy.
Pogadamy?
Kolacja o siódmej.
Bądź głodny.
[narrator] Prawdą jest to, co jesteśmy gotowi uznać za prawdę.
Będę.
Dwie sprawy. Po pierwsze,
gang pojebów, niepoczytalni debile, do odstrzału.
Sprawa druga.
Za pewien czas wypłynie przesyłka.
Będzie tego równo 500 kilogramów.
Jeśli się sprawdzisz,
weźmiesz udział w podziale tortu.
A potem wieczny odpoczynek racz mi dać Panie.
A co z tym wszystkim?
[TV] A teraz informacja z ostatniej chwili.
Wstrząsające ustalenia naszej redakcji kryminalnej.
Według pierwszych, niepotwierdzonych informacji
w miejscowości Olszanka policja znalazła dwie skradzione ciężarówki
ze sprzętem RTV.
Podczas zabezpieczania terenu niezidentyfikowana grupa bandytów
próbowała odbić kradziony sprzęt.
Wywiązała się strzelanina, na miejscu zginęło dwóch policjantów.
Podczas ucieczki, przestępcy wzięli jako zakładnika sześcioletnie dziecko.
Zwłoki chłopca znaleziono dwie godziny później na warszawskim Żeraniu.
A teraz czas na wiadomości sportowe,
które poprowadzi Karol Łukawski. Dzień dobry.
Gang pojebów.
[TV] Na igielitowej skoczni pojawia się obiecujący Kamil Stoch.
No i co?
[TV] Dobre wyjście z progu.
Niestety, tylko 61 metrów.
No i się młody zesrał na starcie.
Daj mu spokój. Zobacz, jak mu dobrze z oczu patrzy.
Będzie dobrym skoczkiem.
[TV] A na belce mamy skoczka z Niemiec.
[walenie do drzwi]
Sorry, Prezes, nie mieliśmy gdzie go zabrać.
- [Walden krzyczy] - Do kuchni.
- Kto to jest? - Lekarz, brat Nowego, bezpieczny.
[jęki Waldena]
Wypierdalać.
Ty rób swoje.
Kurwa, co tu tyle keczupu, co?
Co się tam wydarzyło?
Wodzu, ja się tam tylko przyglądałem.
Jebany pies, kurwa,
obstawiał tyły.
A co z dzieckiem?
Ja nic nie wiem.
Nie chcę go tutaj.
- Kto ci to zrobił? - Nie chcę go tu widzieć.
Stul mordę.
Zostawisz go, jak wydobrzeje, a teraz masz się nim opiekować.
Wodzu.
Przepraszam.
To by było na tyle, jeśli chodzi o pozostanie w cieniu
i kierowanie z tylnego siedzenia.
Smród i brud mają to do siebie,
że dostaną się do ciebie nawet przez zamknięte drzwi i okna.
[delikatna, optymistyczna muzyka]
[narrator] Zawsze, jak otwieram tę jebaną książkę, przychodzą psy.
Po zabiciu policjantów psy wjechały na chatę
każdemu bandycie w mieście.
Szukali dosłownie wszystkiego.
Na szczęście u mnie nie znaleźli nic.
Prawie nic.
Nie za stanie na czele grupy przestępczej,
nie za posłanie paru zjebów do piachu,
nie za bicie kiboli czy rozpierdolenie dyskoteki.
Wiesz, dlaczego mnie zamknęli?
Przez pieprzoną figurkę jakiegoś egipskiego boga
zostawioną przez parę staruszków.
Okazało się, że rzeźbę skradziono kilka lat wcześniej w Kairze.
Jebani złodzieje.
Gdy wchodzisz do celi, należy dać sobie czas
na rozeznanie w sytuacji.
Na poznanie sieci wzajemnych zależności, wpływów
i hierarchii w społeczności, która trwa w tym samym miejscu od dawna.
Wszystko na spokoju i z pokorą.
Druga opcja.
Najszybciej, jak to możliwe, zagryźć samca alfa,
a cała wataha pójdzie za tobą.
Byłeś zajebisty.
Współpraca z tobą to była czysta przyjemność.
Co by o tobie nie mówili na mieście, dla mnie jesteś jak brat.
Po pierwsze: Daniel czeka, aż wyjdziesz. Wszystko nadal aktualne.
Dwa: jeśli Walden się nie uspokoi, Daniel go odpierdoli.
[Walden] Siemasz, Wodzu.
[odgłos wciąganych prochów]
To strasznie smutne widzieć Wodza w takim miejscu.
Niczego Wodzowi nie potrzeba?
Bo ja wszystko mogę ogarnąć, jakieś papieroski, herbatę.
Bo ja mam wszystko.
Walden.
Kurwa, Wodzu, wszyscy się mnie boją. Wszyscy się mnie boją!
Dupy mi same do łóżka wskakują. Rozumie Wódz?
Pamięta Wódz, jak się kurwy broniły?
Teraz ja jestem Pan Życie i Pan Śmierć. Rozumie Wódz?
Będę królem, kurwa, życia, dopóki mnie nie dopadną, co?
A to już niedługo, co?
Ochłoń, kurwa.
Odstaw to gówno na chwilę i odpierdol się od Daniela.
Słyszysz?
Słyszysz?
Jedź sobie na urlop.
Do Tajlandii na kurwy, nad jeziorko Walden, gdzie chcesz.
Odpocznij, a jak ja wyjdę, to się wszystkim zajmę.
Zrozumiałeś?
Słyszałem, że podobno jakiś towar płynie do Danielka.
No to ja ten towar podpierdolę, nie?
Ale nie dla siebie, nie będę tym handlował.
Oddam na Monar kurwa, niech pomyślą, że jestem zajebiście dobrym człowiekiem.
Kurwa, nic nie rób, słyszysz?
Nic, kurwa.
Ale to nie ma najmniejszego znaczenia.
Bo najgorsze już się dokonało, kurwa. Rozumie Wódz?
Kara i tak przyjdzie. Wszystkich nas dojadą, kurwa.
Kto?
No kto, kurwa?
Lecę.
Posłuchaj, kurwa.
Ochłoń, rozumiesz? Odpuść!
Słyszysz?
Masz odpuścić, rozumiesz?
W przyszłym tygodniu wpadnę, dobra?
- Nic nie rób. Słyszysz, kurwa? - Trzymaj się, Wodzu.
Masz odpuścić. Walden, kurwa, słyszysz?
Już.
[ponura powolna muzyka]
Słyszysz?
[szybko nerwowo oddycha]
[Walden płacze]
Dobra, wypuść mnie.
[narrator] Jeśli nie zrobię nic, to za parę tygodni
Walden, Daniel, Kwaśniak, pojeby –
oni wszyscy będą martwi.
Wytłuką się wzajemnie.
A ja zostanę królem tego zjebanego kraju.
Wystarczy tylko leżeć i czekać.
Wyłącz to, kurwa.
Jest tylko jedno „ale”.
W dupę jebany Walden.
Nie mogę go zostawić.
Nikt nie jest samotną wyspą.
Są tacy, którzy potrzebują pieniędzy na pomoc swoim bliskim.
Każdy kogoś ma, kogoś, na kim mu zależy.
A jeśli pieniędzy im nie brakuje, trzeba dotrzeć do nich inaczej.
Czy rzeźba należała do państwa?
Czasami człowiek naprawdę jest niewinny.
Tak.
Czy przekazaliście państwo oskarżonemu,
że rzeźba, którą mu zostawiliście, jest kradziona?
Nie.
[narrator] Najtrudniej dotrzeć do kogoś, komu wydaje się,
że nie ma nic do stracenia.
Każdy może zrobić dobry uczynek,
wystarczy tylko właściwa motywacja.
Co to?
Przyszłość.
A ty nie masz pieniędzy na lepsze ubranie?
[Daniel histerycznie mamrocze pod nosem]
Gdzie jest Walden?
Wypierdalaj ty mała kurwo, bo cię zajebię.
Proponuję ci udział w zyskach za towar.
Dziesięć procent.
W zamian za?
Zostaniesz moją prawą ręką.
Ochronę mi zorganizujesz.
A tego Waldena szuka całe miasto.
Wszyscy chcą go odjebać.
Więc albo ty to zrobisz, albo my to zrobimy po swojemu.
- Kto to jest? - Jeden z jego ekipy.
Coś ty zrobił?
Miał powiedzieć, gdzie jest Walden.
Waldena zostaw mnie.
I co teraz zrobisz?
Może byś coś zjadł?
Zrobię to, co należy zrobić.
[narrator] To zlecenie musiało być pod nadzorem.
Łatwo znaleźć człowieka, jeśli ma dom i rodzinę.
Ale jeśli szukasz kogoś, kto nie ma adresu,
zmienia samochody, kobiety, lokale – masz problem.
Waldena szukało całe miasto.
To, że go dorwiemy, było tylko kwestią czasu.
[oddycha ciężko]
[TV] Prokuratura weszła w posiadanie informacji
dotyczących strzelaniny w podwarszawskiej Olszance
Policja odnalazła broń automatyczną,
z której podczas próby odbicia skradzionych tirów
zabito jednego z policjantów oraz dziecko,
które zostało wzięte przez przestępców na zakładnika podczas ucieczki.
[krzyki za oknem]
[jednostajna muzyka elektroniczna w tle]
[dźwięk trąbki z telewizora]
[piskliwe dźwięki]
[narastające dźwięki, tętent]
[pukanie do drzwi]
[bohater krzyczy]
Gdzie jest Walden?
Nie wiem.
Gdzie?
Nie wiem, kurwa.
Posłuchaj, przychlaście pierdolony,
i tak już nie żyjesz.
Pytanie, czy zginiesz za dziesięć sekund, czy się tu będziesz wił do rana.
[kaszle]
Na zakładzie u Arcziego.
Dziękuję.
Dziękuję.
[odciągany kurek]
[huk]
[narrator] Znów czyściłem miasto.
[huk ciała uderzającego o auto]
Gang pojebów zatruwał je najbardziej.
[śmiechy]
Wodzu!
[wystrzał]
Dobrze się bawisz?
Wodzu, przecież to był mój kolega.
Znałem go z miesiąc, miał na Komunię mojego dziecka przyjść.
Mieliśmy na ryby razem jechać, ja pierdolę.
Popłynąłeś.
Zawsze pod prąd.
Wodzu kiedy wyszedł?
No widzisz, wcześniej, niż planowałem.
Jak wszystkich zamknęli,
jak kiedyś zamknęli wszystkich przez Masę, tylko Wodzu został.
A teraz zamknęli Wodza przez tę jebaną rzeźbę
i tak sobie pomyślałem, kumasz, Wodzu,
najpierw masa, potem rzeźba.
Odjebmy tego Daniela.
Kurwa, kto nam się postawi?
Kto nam się kurwa postawi?
Będzie w tym pierdolonym kraju ktoś większy od nas, co?
Będziemy królami, kurwa!
Pojedziemy gdzieś nad morze razem znowu, co?
Po chuj ty się, kurwa, skumałeś z tym cwelem?
Po chuj to ty przestałeś słuchać.
Powiedziałem „nie rusz”, prosiłem „zostaw”?
Bo jestem sobą, kurwa.
I albo się mnie kocha, albo trzeba mnie...
Mnie i tak już nie ma.
Więc wolę chyba, żeby mnie Wódz odjebał, a nie oni.
[dzwoni telefon]
Halo?
Dobrze,
widzimy się u ciebie.
Byłeś zajebisty.
Współpraca z tobą to była czysta przyjemność.
Co by nie mówili o tobie na mieście, dla mnie będziesz jak brat.
Zastanów się, do kogo mierzysz, kurwo.
Rozumiem, że cała ta sprawa
miała dla ciebie spory ciężar emocjonalny.
Dla mnie też.
Ale ja poczułem ulgę, bo gnojek, który chciał mnie zabić, nie żyje.
Mi na uczucie ulgi przyjdzie jeszcze trochę poczekać.
Do wieczora.
Kiedy staniesz się właścicielem towaru o wartości dziesięciu milionów.
I tyle?
Trochę hajsu i mam mieć czyste sumienie, tak?
Sumienie?
Wiesz,
o uczuciach to ja wolę rozmawiać z żoną.
Po seksie.
Nie ma czegoś takiego jak sumienie, przyjaźń,
jak idzie o kasę.
I dlatego współpracujesz z psami.
Współpracuję z każdym, byle by osiągnąć zysk.
A jak myślisz, jaka jest moja motywacja?
Kasa.
Ode mnie zależy, czy zarobisz dziesięć baniek.
Jak je zarobisz, będziesz chciał zarobić następne.
Dlatego chcę, żebyś dla mnie pracował.
I wykonywał moje polecenia.
Czy to jest jasne?
[narrator] Jeśli nie masz ludzi, którzy pójdą za tobą w ogień,
to prędzej czy później będziesz nikim.
To, to, to, to!
Im bardziej patrzysz na pieniądze, tym mniej widzisz, co dzieje się dookoła.
Coś tu kurwa nie gra. Zawijamy się.
Ale co ty?
Dajesz, kurwa, spierdalamy.
Policja, ręce, na ziemię!
[Daniel] Co jest, kurwa?
Co się dzieje?
Lubisz czytać książki?
- Co? - Co ostatnio czytałeś?
Gdzie są teraz twoje pieniądze, co?
Za co sobie kupisz lojalność?
Co ty, kurwa, pierdolisz?
O takich rzeczach wolę rozmawiać z żoną.
Ty,
tak się nie robi.
Znasz zasady.
Jakie, kurwa, zasady?
Kazałeś odjebać mojego człowieka?
Dlaczego mam wierzyć, że nie każesz odpierdolić mnie?
Nie czas teraz na takie gadki.
Lojalność, kurwo.
Charakterność, kurwo.
Przyjaciele, kurwo.
Zajebią mnie.
Na ten towar
zrzuciło się całe miasto i Ruscy.
[żywa muzyka elektroniczna]
[narrator] Musisz zyskać czas?
- Ile? - Nawet do 48 godzin.
Zapewnij go sobie tyle, ile potrzebujesz.
Po drugie...
Cztery.
...bądź o krok przed wszystkimi.
No i co ja tam będę robić?
Zapomnij o pieniądzach, i się zastanów, czy chcesz z nim być.
Po co ci to, zostaw.
Kupisz sobie na miejscu.
Po trzecie, zapomnij o dobrach materialnych.
Gdzie wtedy będzie samochód?
Gdzieś tutaj.
A wy?
[narrator] Po czwarte,
realizuj akcję tylko z ludźmi, którzy w ciebie wierzą.
a nie z tymi, których kupiłeś.
I wreszcie,
odegraj swoją rolę najlepiej, jak potrafisz.
Opowiedz historię, którą ktoś chce usłyszeć,
a tak naprawdę napisz własną.
Dobranoc, w dupę jebany słodki książę.
[Daniel] Halo.
Wezwać straż!
Wypierdalaj!
Nie zostawiaj kumpli.
Każdemu zostaw to, na co zasłużył.
Reszta ułoży się sama.
Bądź co bądź, odebrałem swoje dziesięć procent w najlepszym stylu.
No to na Bornholm, samolot już czeka.
Bonusik.
Co jest, kurwa?
Co jest?
No co, chciałeś morze, masz morze.
Jakie, kurwa, morze?
Gdzie my jesteśmy?
Poczekaj.
Spokojnie,
zaczynamy wszystko od nowa.
Gdzie my, kurwa, jesteśmy, co?
- Dokąd płyniemy? - Gdzie chcesz.
Nad jeziorko Walden, może być? Na dobry początek.
Tam to jest Polska?
No tak.
Uratowałem twoją przećpaną dupę, rozumiesz?
Ktoś się w ogóle pytał, czy ja chcę być uratowany?
Kurwa, zatrzymaj tę łajbę!
Kurwa!
Co?
Tam jest kurwa mój świat, słyszysz? Tam jest moje życie. Kurwa!
Wszyscy mordowaliśmy.
Wszyscy tam powinniśmy zdechnąć, rozumiesz, kurwa?
Chuj, to wpław popłynę.
Zastanów się, kurwa.
Tam jest twoja dziewczyna, pomyśl o niej.
Pomyśl o mnie, o mojej rodzinie.
Przecież tam cię dojadą, będą cię torturować,
wszystko z ciebie wyciągną.
Nigdy nikogo nie sprzedałem.
Zawsze was chroniłem.
Nawet tego dzieciaka zabiłem, żeby za nami nie poszli.
[bohater wymiotuje]
Mnie już nie można uratować.
[wystrzał]
Coś ty, kurwa, zrobił, idioto?
Co jest? Co się stało?
[narrator] Walden nie chciał pomocy.
Zabiłem go,
ale nie wtedy.
Tylko dużo wcześniej.
Wtedy, kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy.
Chciałem być gangsterem i człowiekiem jednocześnie.
Ale nie da się ocalić człowieczeństwa
w świecie, w którym nikt nie chce być człowiekiem.
Nie musisz żyć według zasad, którymi żyłem ja.
Możesz stworzyć własne.
[straż] Koniec widzenia.
I co wtedy, tato?
Wtedy bądź im wierny na zawsze.
[dziennikarka] Trzecia część pańskiej sagi rozpoczyna się od poetyckiego opisu.
Pół tony płonącej kokainy,
którą spalił pan, żeby nie weszła na polski rynek.
[bandyta] Bardzo chciałem uchronić przed narkotykami
zwłaszcza najmłodsze pokolenie.
[wystrzał, krzyki ludzi]
Kurwa.
Spokojnie, proszę państwa, to tylko książka spadła.
Przecież nikt z was nie wie nawet, jak się nazywam.
[krzyki i śmiechy]
Wodzu, ja składam wniosek na odwalenie
tych dwóch dup, bo mi zbierają piłkę!
Magda!
Dobra panowie, gotowi wszyscy?
I jak to się robi?
Już tak, kurwa?
Jedziesz!
Musisz widzieć kamerę.
Chodź, się jeszcze poprzytulamy.
Będzie elegancko ze strony kolegi.
Do ciebie, nie wstydź się.
Jestem Walden.
[Walden] Ten jakie buziaczki, a wy dzisiaj dobrze.
Ciekawy wątek.
Będzie spina, kurwa.
Uwaga!
I do Prezesa!
Wodzu ma najlepszą żonę na świecie.
Mordy, co wy za smuty pierdolicie?
[Viola] Ja jestem w tym baranku, to i tak co z tego?
♪ Życie płata figle Miłość jest jak jeden krok ♪
♪ Nie ma zasad w naszym życiu Czarne tło jak zło ♪
♪ Te minuty szybko giną Przeładował broń ♪
♪ Broniąc swojego, za wszelką cenę podniósł ją ♪
♪ Życie płata figle Miłość jest jak jeden krok ♪
♪ Nie ma zasad w naszym życiu Czarne tło jak zło ♪
♪ Te minuty szybko giną Przeładował broń ♪
♪ Broniąc swojego, za wszelką cenę podniósł ją ♪
♪ Patrzę w lustro, twardy wzrok Muszę wytrzymać to chłodno ♪
♪ Nie ma już odwrotu, bo to droga w jedną stronę ♪
♪ Gruby hajs, melanże rzucasz w to, by odmienić los ♪
♪ Tańczysz na śliskim parkiecie życia Wrogowie gonią ♪
♪ Mądrze musisz to przekminiać Być szybszym o jeden krok ♪
♪ Żeby uśmierzyć ból Ginąc, mówić: żyłem tu na sto ♪
♪ Brat za bratem w ogień Jak zdychać, to tylko za honor ♪
♪ Nie czynię honoru tym, co zhańbili dupę, chroniąc ♪
♪ Życie płata figle Miłość jest jak jeden krok ♪
♪ Nie ma zasad w naszym życiu Czarne tło jak zło ♪
♪ Te minuty szybko giną Przeładował broń ♪
♪ Broniąc swojego, za wszelką cenę podniósł ją ♪
♪ Życie płata figle Miłość jest jak jeden krok ♪
♪ Nie ma zasad w naszym życiu Czarne tło jak zło ♪
♪ Te minuty szybko giną Przeładował broń ♪
♪ Broniąc swojego, za wszelką cenę podniósł ją ♪
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.