Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
25.000
Gdzie podziała się miłość,
przyjaźń w tym pieprzonym społeczeństwie?
Liczy się tylko władza.
Ten polityk od 30 lat trzęsie tą okolicą i co?
Zdradził przyjaciela.
W dodatku kłamie ludziom w żywe oczy.
Ale tu opinia publiczna wierzy we wszystko,
moźna wcisnąć ludziom kaźdy kit.
60% Amerykanów wierzy, źe Kennedy zginął od jednego strzału.
A przecieź miał 4 dziury po kulach.
Ludzie muszą nauczyć się sami decydować, być lojalni wobec siebie.
Szanować przyjaźń.
Larry, masz dla mnie tę stówkę?
Stówkę?
Rany, przestraszyłeś mnie tym gnatem.
Tak jak wtedy gdy robiliśmy pierwszy napad
o mało nie dostałem zawału.
Tak, to były czasy.
No i chyba nie zobaczę juź tej stówki.
Mówi się, źe pośród ślepców nawet jednooki jest królem. Erazm z Rotterdamu
Rozdzielmy się!
Z drogi! stać!
- Cholera! - Mam cię!
- Puść mnie! - Chodź!
Siedem. Zaraz dojdę do 8 monet.
Człowieku, było bli.. bli...
- No, wyrzuć to z siebie popaprańcu. - Blisko!
lrlandzka gwiazda.
Symbol rodziny, miłości i przyjaźni.
Pięciu przeciwko wszystkim.
HELL'S KlTCHENNoWY JoRK WSPÓŁCZEŚNlE
Co się dzieje, Tony?
Jest w kiepskiej formie.
Widzę.
Chryste, mówiłem ci, źe z tym skończyłem Frank!
Tylko sprawdzam.
Boźe...
Która godzina?
Pora ruszyć do pracy.
Cholera, śmierdzę.
Świetnie...
Wpisz mnie na listę.
o co chodzi? Dokąd idziesz?
Muszę coś załatwić. Spotkamy się na miejscu.
Nie przeginaj. Masz być o 6:30
- Powiedziałem, źe będę! - Jasne!
Miałeś tu być o północy, popaprańcu.
Co to jest? Kajak?
- Czółno. Chciałeś łódkę. - Zwykłą. Wiosłową.
Czółno, łódka, co za róźnica?
Puszczasz to na wodę, siadasz do środka i płyniesz.
Czółno jest dwa razy mniejsze od łódki. Nie zapłacę za nie całej ceny.
Jesteś pieprzonym skąpcem!
Jestem skąpcem z pieprzonym czółnem! To ty przyniosłeś mi pół łódki!
Rzucimy monetą. orzeł - bierzesz czółno za darmo,
reszka - płacisz wszystko. Albo sam sobie ukradnij łódź.
- orzeł - jest moja, reszka - płacę. - Zgoda.
Zaczekaj.
Co to ma znaczyć?
Rzucaj.
Przestraszyłeś mnie.
Zatrzymaj kasę. Potrzebuję gnata.
Coś takiego?
Dokładnie.
- Pops, jest Holly? - Właź, Mickey.
Znaleźli Larry'ego Wargę dziś rano w porcie.
Biedny drań. Skończył z kulką w głowie.
Larry był w porządku.
To straszne, gdy spotyka to kogoś takiego.
- Podobno emigranci... - Warga robił z nimi interesy.
Ja słyszałem, źe to Pete.
Głupi jesteś? Pete jest za kratkami.
Wchodzę do gry.
Chucky, wisisz mi dwie dychy.
Jesteś moim kuzynem a nie ojcem.
Bez takich źenujących źartów.
o, zaczyna się.
- Widzisz, źebym źartował? - Dacie wiarę?
odkąd dorosłeś mam przez ciebie same kłopoty.
Płać, albo powiem twojej matce.
Kupiłeś sobie kawę, rogalika, masz nowe buty.
Moźna się skaleczyć o kanty twoich spodni
- a ty mi mówisz, źe nie masz kasy. - Facet musi trochę poszpanować.
Daj spokój.
Robisz z siebie głupa przed przyjaciółmi o marne 20 dolarów.
Te 2 dychy to moja krwawica.
odpaliłeś Holly'emu działkę w tym tygodniu?
Tak, zapłaciłem tej pijawce. Myślisz, źe jestem spłukany?
Że pohulałem na jakiś wyprzedaźach?
Bug, widziałeś wczorajszy wyścig?
Tak. obstawiłem wszystkie konie oprócz najlepszego.
Gdybym wygrał, spłaciłbym wszystkich i skończył z tym bagnem.
Żeby tego konia pokręciło!
Przepraszam panów..
Koleś nawet nie zajrzał w karty!
- Są tam twoi kretyńscy kumple? - Tak, są.
Potrzebuję pięciu facetów w centrum.
Dziękuję bardzo.
Drzwi!
- Denny, mamy robotę. - Świetnie.
Ja i Paddy musimy coś załatwić.
- My... - No wykrztuś to.
Dokąd idziesz, Frank?
- Co zamierzasz zrobić? - Chyba nie mam wyboru.
Zawsze masz Katie, tylko musisz go dokonać.
- Wszystko w porządku Annie? - Tak, to nic takiego.
Więc jak będzie?
Chcę urodzić to dziecko.
A ty?
Słucham?
- Chcesz tego? - oczywiście!
Frankie, nie mogę powiedzieć tacie.
Nie martw się, ja to z nim załatwię.
Dobrze?
- Paddy zamówi ci taksówkę. - Tak, jasne.
Co się stało?
Ktoś jej tym zapłacił.
Wyglądają jakby zrobił je przedszkolak. Wiadomo kto?
Nie moźe sobie przypomnieć, choć powinna.
Niezła historia.
Jak w ogóle mogła to przyjąć?
Ma zaćmę. Jest w połowie ślepa.
No i lubi sobie wypić.
Bardzo nam pomogłeś.
- Kiedyś znałaś się na źartach. - Bo bardziej cię lubiłam
a poza tym dowcipy jakoś bardziej mnie bawiły.
Daj jej to. A ja się zajmę fałszywkami.
Jestem pewna, źe to zrobisz.
- A więc co u ciebie? - W porządku.
Gdzie mieszkasz? Nadal na przedmieściach?
A co cię to obchodzi?
Masz zamiar opuścić swoją ukochaną dzielnicę i mnie odwiedzić?
Nie sądzę.
Powaliło cię?
Jak jedziesz palancie? Cholera!
- To Junior i Terry. - Naprawdę?
Co powiedziałeś, doktorku? Nie dosłyszałem.
Nic takiego. Żartowałem.
- Ale z ciebie palant! - Wiem o tym.
Daj spokój, Terry. Moźe ja cię nazwę palantem?
Zrób to, ale rozwalę mu łeb. Co ty na to, doktorku?
- Świetnie. - Holly chce się z tobą widzieć.
A ciebie Kopciuszku ktoś zapraszał na bal?
Spotkamy się w centrum.
Pieprzona tragedia, co?
Warga był w porządku.
- Ludzie coś mówią? - Nic.
Jak oni sobie teraz poradzą?
Masz robotę?
Tak. Coś tam mam.
Bo zakładam związki i chciałem byś dla mnie pracował.
Mógłbyś się chociaź ucieszyć. Zasłużyłeś na to.
Jesteś niewdzięcznym fiutem.
Doceniam to Holly. To wspaniale.
Dobry z ciebie dzieciak, Frankie. Nie powinieneś żyć tak z dnia na dzień.
Dostawałbyś porządny czek i ubezpieczenie do końca życia.
- A co z resztą chłopaków? - Masz coś dla nich?
Zająłem się Chuckym, zastąpi Larry'ego.
Dla Dennisa i Paddy'ego teź coś się znajdzie.
Słuchaj, musisz pogadać ze swoim przyjacielem Bugiem.
on obstawia nawet numery telefonów.
Przegrywa a potem się chowa. Co to ma kurwa być?
To zabawny dzieciak, uroczy. Kocham go, ale wisi mi kasę.
Urok i dowcipy to jedno a branie moich pieniędzy to drugie.
Pogadam z nim.
Słusznie. Chyba nie chciałbyś źebym to ja z nim porozmawiał.
Zajmę się tym, pogadam z nim.
Właśnie rozwiązałeś dwa największe moje problemy.
Kto puszcza w obieg stówki?
o czym ty mówisz? W naszej dzielnicy?
Ktoś zapłacił tym Ślepej Annie.
Ślepej Annie?
Co to jest? Wyglądają jakby je zrobił przedszkolak.
Wkurza mnie to, Frankie.
Ktoś robi coś takiego i wszyscy wyglądamy głupio.
Powiem ci, źe coś takiego mogło być przyczyną śmierci Wargi.
Przysięgam, źe jak się dowiem, kto to zrobił,
obetnę mu cholerne paluchy.
Nie martw się o Annie. Zajmę się tym.
- Nie trzeba. Juź to załatwiłem.. - Dobra, zmykaj stąd.
Masz, postaw chłopakom lunch i wracaj do pracy.
Jesteś wielki, Holly.
Ciągle mu powtarzam - bez pomidorów. A ten za kaźdym pieprzonym razem...
Rozmawiałem dziś z Holly, Bug. Jest wkurzony.
Wiszę mu kasę. Ma zamiar mnie zabić?
lle?
Trzynaście patoli.
Trzynaście patoli?
Co?
Żle obstawiłem koszykówkę.
Straciłeś 13 kawałków na koszykówce?
- To był zły tydzień. - Trzynaście tysięcy dolarów?
Tak Frank, trzynaście tysięcy dolarów.
Choćbyś powtórzył to sto razy, to i tak to będzie 13 tysięcy.
To wcale nie jest śmieszne, Bug. Skąd masz zamiar wziąć tyle kasy?
Skąd mam wiedzieć?
Jesteś degeneratem. Powinieneś zostać bukmacherem.
Moźe zostanę.
- Moźe powinieneś. - Moźe i tak.
Uspokójcie się. Mam pomysł.
Co jest do cholery?
Co tak długo?
- Co tak długo? - Nie mogę tego otworzyć.
Jak mówiłeś? 30 w prawo, 20 w lewo i 96 w prawo?
co?
Nie. 38 w prawo, 20 w lewo i 96 w prawo.
otwórzcie to, weźcie pieprzone pieniądze i przylepcie mi to, ale nie za mocno.
38 w prawo, 20 w lewo, 96 w prawo.
Nie jest to 13 000, ale i tak sporo. Wystarczająco by ci pomóc.
- Jestem waszym dłuźnikiem. - Nie tak szybko.
Nie dam pieniędzy komuś, komu nie ufam.
Racja.
- o czym wy gadacie? - Nie kłamie się przyjaciołom.
- Pięciu przeciwko światu. - ldziemy na górę!
Chrzańcie się! Nie jesteśmy juź dziećmi.
Wiesz co to oznacza.
Nie zrobię tego. Mogę zginąć. Nie ma mowy.
- Nie robiliśmy tego od 15 lat. - To jak jazda na rowerze, nie bój się.
Słyszałeś? lle wisisz Holly'emu?
- 13 tysięcy dolarów. - lle?
13 tysięcy.
Nie kłamie się przyjaciołom. Słyszysz?
- Wciągnijcie mnie. - lle jesteś winien Holly'emu?
- 1 8 tysięcy dolarów, przysięgam. - Nie kłamie się przyjaciołom.
- Skończysz z hazardem? - Tak, skończę. Przyrzekam.
Nie kłam.
Masz z tym skończyć.
Spróbuję, przysięgam, spróbuję.
Chrzańcie się. Gdzie moja forsa?
Mogłem dostać pieprzonego ataku serca. Gdzie pieniądze?
Panie i Panowie. Wypijmy za Larry'ego Wargę.
No, dalej ludzie.
Zawaliłeś sprawę.
To najlepsza kobieta na świecie nie tylko, dlatego źe jest moją siostrą.
Nawet nie wiem, co się stało.
Twój staruszek zmarł i nagle wyszło na to, źe to ja jestem winien.
Nie zabiłem go.
Gdybym wiedział, kto to zrobił sam bym go dopadł.
l to jest właśnie problem.
To dlatego mnie nienawidzi?
Nie ciebie, ale całej tej okolicy.
Jeśli związałaby się z tobą, związałaby się z całym tym światkiem.
A ona tego nie chce.
Mama pyta czy idziesz z nami do domu.
Powiedz jej, źe zostanę z Frankiem.
Na pewno się ucieszy.
- Kocham cię. - Ja ciebie teź.
Chodź, napijmy się.
Gdzie Dennis?
- Gdzie byłeś? - Kiedy?
Ćpałeś? Dałeś mu coś, Scratchy?
- Tylko się odlewaliśmy. - Zejdź mi z oczu, dobrze?
- Pokaź ramię. - odpieprz się!
Sam się odpieprz. Powiedz mi prawdę, Dennis!
Umarłbyś za mnie, Frankie?
Bez wahania.
Ale jeśli znów bierzesz to gówno to sam cię zabiję.
Przysięgam, nie ćpałem od miesięcy.
Ale przyznam, źe choć jestem pewny,
źe nigdy juź nic nie wezmę, tęsknię za tym.
Życie bywa straszne Frankie.
l czasem bardzo boli.
Popatrz tylko.
Przez ten bar przewala się tyle kasy,
źe moźna by za to kupić jakąś bezludną wyspę.
Bug jest najlepszym złodziejem na świecie.
Załoźę się, źe w zeszłym roku ukradł jakieś 100 tysięcy.
Tymczasem jest dłuźnikiem kaźdej szychy w okolicy.
Chuck. Jest najlepszym sportowcem jakiego znam.
Bierze udział w rozrywkach a potem wraca do domu, bo kocha tę okolicę?
Co się z nami dzieje?
Paddy zaś to cudowny człowiek, nieszkodliwy.
Prawie jak Bambi z kreskówki.
A ja i ty?
Ty i ja? My mamy to.
Racja.
- A tego nie da się kupić. - Masz rację.
Dlatego Helen cię kocha. Dlatego wszyscy cię kochamy.
Jasne.
Wszyscy.
ldę się odlać.
Jak się masz, Bug?
- Jak leci, Junior? - W porządku.
Bug, zakładasz się nawet o numery telefonów, pijesz.
Nie masz zasad.
A zasady są dobre, mają sens. Masz jakieś?
Nie, chyba nie.
Zawaliłeś sprawę, doktorku.
Dałeś ciała. Po prostu.
A za to trzeba zapłacić. Takie są reguły.
Chyba nie chciałeś się od tego wymigać?
To ci się nie uda.
Myślałem, źe po prostu przytyła.
Twoja matka przewraca się teraz w grobie.
Co się stało to się nie odstanie, tato.
A co z pieniędzmi? Myślałeś o tym?
No, nie wiem. A co masz na myśli?
Będziesz miał rodzinę na utrzymaniu. Dasz radę?
Tak myślę.
Jak?
No coś wykombinuję.
Ale co?
Nie wiem. Jakoś to będzie.
Da sobie radę tato. Juź ma parę rzeczy na oku.
Nie z tobą rozmawiam. Jakich rzeczy?
No... wie pan...
Nie wiem. Powiedz mi.
Słyszałem, źe masz pracować dla związków, Paddy.
Tak. Mam pracować dla miasta.
Chłopaki mnie lubią no i szykuje się stała posada.
Porozmawiam z ojcem Michaelem, wyjaśnię sytuację.
Moźe uda się zorganizować ślub w przyszłą sobotę.
W przyszłą sobotę?
- Coś ci nie pasuje? - Nie. W porządku.
Co się dzieje, Frank?
To tylko kilku gliniarzy. Zaraz wracam...
- Pójdę z tobą. - Siadaj, Paddy.
No to zostanę, Frankie.
Chłopaki, nie kłamie się przyjaciołom.
Pięciu przeciwko światu.
Zna pan go?
- Jak się masz, Philly... - Cześć Eddy.
Frank. To Dennis Reilly?
Spotkałem twojego ojca. Kazałem mu poczekać na dole.
Chodź, Frank, musimy pogadać.
Przejdźmy się.
Dennis nie mieszkał tutaj, prawda?
Nie, na 48 (ulicy).
A więc przyszedł aź tutaj, by się naćpać? l to w deszczu?
Powiadomię rodzinę.
Lepiej źeby usłyszeli to ode mnie niź od kogoś obcego.
Tylko zdejmijcie go z dachu, dobrze?
Gdzie masz tę białą koszulę ode mnie?
Nie wiem. Zapodziała się gdzieś.
A więc założyłeś fioletową na pogrzeb. To śmieszne.
Co to ma być, Kate? Jakis przedsmak małźeństwa?
Jezu, mój przyjaciel nie żyje, leży w tłumie,
a ty suszysz mi głowę o koszulę.
Leży w trumnie.
A nie powiedziałem tak?
Nie.
Pamiętasz jego ostatnie słowa?
''Powiedz jej, źe jestem z Frankiem''.
Cóź, chyba nie wyszedł na tym najlepiej.
- Dokąd idziesz? - Nie chcę go tutaj.
Chyba nie chcesz zrobić teraz jakiejś sceny przy matce.
on nie był przyjacielem Dennisa. Ma się stąd wynieść!
Holly go nie zabił. Dennis zrobił to sam.
- Skąd ta pewność? - A ty tak nie myślisz?
Dennis nie zrobił tego. Powiedział mi, źe juź nie ćpa.
Helen, wiem, źe to trudne. Teź go kochałem,
ale oboje wiemy, źe był ćpunem...
Dennis miał wiele na sumieniu, ale nie kłamał.
Muszę wracać. Dzięki za kwiaty.
Ej, Helen!
Gdzie ty masz oczy Frank?
Nawet po śmierci mojego brata widzisz tylko swoich kolesi.
Nie wierzę.
Nie wierzysz mi? To ty dla niego pracujesz.
Chryste, czy ja jestem kimś obcym? Jestem twoim kuzynem, na Boga!
Powiedziałeś, źe zapłaciłeś Holly'emu dolę.
- Nie tak było? - Skłamałem.
Tak trudno to zrozumieć?
Mick, nie chodzi o mnie ale o Holly'ego.
Dla niego pieniądze to bóstwo, podstawa wszystkiego,
jedyna rzecz, która liczy się w tym zasranym świecie.
Czy ty w ogóle mnie słuchasz?
Rozumiesz powagę sytuacji? Holly chce swoją kasę.
Pamiętasz ile biletów na mecze ci dałem?
Dzięki mnie zobaczyłeś ostatni występ Thurmana Munsona.
- Niewielu moźe się tym pochwalić. - To w niczym ci nie pomoźe.
Skąd mogliśmy wiedzieć, źe on zginie następnego dnia?
o co ci chodzi?
- o co mi chodzi? - Tak, o co?
odwal się, Mick
Nie, to ty się odwal!
Joe, co się dzieje?
Właśnie rozmawiałem z Eddiem.
W przyszłą sobotę jest rekrutacja do słuźby cywilnej.
- Słuźby cywilnej? - W policji.
Eddie moźe cię przepchnąć.
Frankie, masz 31 lat. To ostatnia szansa by się ustatkować.
To miło ze strony Eddiego. Mówił coś jeszcze?
Powiedział, źe Holly zakłada związki i zaoferował ci pracę.
Tak.
Myślisz, źe zrobił to z dobroci serca?
Frankie, gdy diabeł daje to oczekuje czegoś w zamian. Uwierz mi.
Mówił coś o Dennisie?
Twój przyjaciel Dennis był dobrym chłopakiem,
ale był teź ćpunem, więc imał się róźnych rzeczy.
Gdy ktoś umiera w tej okolicy jest 50% szans, źe to były porachunki.
Pomyśl o tej słuźbie cywilnej, proszę.
Chodź, wracamy do środka.
Panie, stoimy tu przed Tobą. W obliczu życia i dobra, śmierci i zła.
Wszystko Tobie zawdzięczamy i z Tobą nie zginiemy.
Zmówmy teraz ''ojcze Nasz''.
Myślisz, źe ktoś zaaplikował Dennisowi złoty strzał?
Słucham?
Czy myślisz, źe ktoś załatwił Dennisa złotym strzałem?
Przepraszam cię, Frank ale niby kto mógł to zrobić? l dlaczego?
Nie wiem.
Nie moźesz ot tak opowiadać takich rzeczy. Chyba źe masz powody.
Chuck wyszedł z tobą tamtej nocy czy został w barze z Dennisem?
Chuck? Być moźe Chuck kocha pieniądze ponad wszystko,
ale mówimy tu o Dennisie.
Chuck jest sługusem Holly'ego.
- Gadasz brednie. Pieprzone brednie. - Wiem, ale coś tu nie gra.
Co takiego?
Słuchaj, czy kiedykolwiek Dennis cię okłamał?
Nawet gdy ćpał, kradł by dać w żyłę? Czy choć raz skłamał?
Nigdy. Nie przekroczyłby tej linii. Nie skłamał przyjacielowi.
Tamtej nocy przysięgał, źe jest czysty...
- A więc Chuck wyszedł z tobą czy nie? - Tak, wyszliśmy razem.
Poszukajmy Scratchy'ego.
Co to za kolesie? Spadaj stąd! Ale juź!
- o co chodzi, Frankie? - Mam pytanie.
Skłamiesz - złamię ci rękę. Zrozumiano?
- Jezu, Frank. Co ja zrobiłem? - Zrozumiałeś?
Wyszedłeś z baru razem z Dennisem tamtej nocy?
- Tak. - l dokąd poszliście?
Ja do domu. Myślałem, źe on teź.
- Ćpaliście? - Nie, wtedy byłem czysty, przysięgam.
- A Dennis? - Przy mnie nie ćpał.
Poźegnaliśmy się, rozeszliśmy do domów i więcej go nie widziałem.
Przysięgam na Boga!
Zamknij się. Chcę wiedzieć kto sprzedał to gówno Dennisowi. Kapujesz?
Tak.
Dla ciebie wszystko, Frankie.
- Cześć Mickey! Jak leci? - Witaj Holly!
- Dobrze wyglądasz. - Mick, dawno się nie widzieliśmy.
Byłem zajęty. Starałem się coś zarobić.
Byłeś u nas?
Wstąpię do Empire w piątek. Zostawię coś dla ciebie.
Daj to Chuckowi. Zastępuje teraz Wargę. Słyszałeś o Wardze?
- Tak, prawdziwa tragedia. - Więc przyjdź.
Jasne. W piątek.
Holly, mam parę próbek perfum.
To dla mnie?
Tak, proszę. Będziesz pachniał jak król.
Zabawny z ciebie facet.
Zajebiście zabawny.
Gdybym przestał źartować, byłoby juź po mnie.
- Jak się masz, Pops? - Dzień dobry.
Co słychać? Duźo pracy?
Miałem trochę wolnych dni w zeszłym tygodniu,
- ale ogólnie nie narzekam. - Miałeś wolne?
Nic takiego.
Wyglądasz nieźle, zdrowo. Jak się macie chłopaki?
od dziś Chucky zajmuje się zbieraniem działek.
Masz traktować go tak samo jak Larry'ego Wargę, Freddy.
Cokolwiek będziesz miał, dajesz Chuckowi.
- Jasne. - Zrobiłeś to juź dziś?
- Nie, nie miałem jeszcze okazji. - Musisz to zrobić.
Nie ma sprawy. Zajmę się tym.
Mogę spojrzeć w grafik?
- Jasne. - Dzięki.
Mam coś dla ciebie. To zajmie godzinkę.
- Pójdę tylko po resztę. - Siadaj.
Chucky to załatwi.
Nie będzie głupio jeśli Chucky będzie wykonywał moją robotę?
Nie, w porządku.
Chucky, zbierz dole od chłopaków.
Załatw ich, Chucky.
Junior, przyniesiesz mi cheeseburgera?
Brzmi nieźle.
Pops McCool skarżył się na wolne dni w zeszłym tygodniu.
To był marny tydzień.
Był druźbą na weselu mojego ojca. Wiedziałeś o tym?
Nie. Ale opiekuję się nim tak jak prosiłeś.
Freddy, czy ty masz mnie za idiotę?
Nie, bynajmniej.
Myślisz, źe jestem opóźniony?
- Nie. Czemu tak mówisz? - Nie okłamuj mnie.
- Ja... - Masz się za mądrzejszego ode mnie?
Tak myślał twój przyjaciel Warga i patrz jak skończył.
Po co ci ten wiatrak?
- Holly, powiedz mu, źeby go odłożył. - Połóź rękę na biurku.
- Jezu, nie rób tego... - Połóź pieprzoną rękę na biurku!
Dzięki.
Kto jest szefem związku? Ty czy ja?
Ty, Holly.
Połóź rękę z powrotem.
Dobrze...
Po co mu pistolet?
otwórz usta.
o, boźe. Holly, proszę. Nic nie zrobiłem? o co chodzi?
o to czego nie zrobiłeś.
Gdy mówię ci kogo zatrudnić to jest rozkaz a nie prośba.
- Przepraszam, Holly. - Stul pysk. Zamknij się i otwórz usta.
A teraz zrób to sam, Freddy.
Zrób to albo będzie po tobie. Zrób to, a ci wybaczę.
Nie!
No dalej.
Zrób to.
Całe życie patrzyłam na te ulice.
Niby nic się nie zmieniło a jednak wszystko jest inaczej.
Czy Dennis wrócił do domu tamtej nocy?
Tak. Czekałam na niego jak zwykle. Przyszedł ok. czwartej.
Potem słyszałam dzwonek telefonu ale myślałam ze to sen.
A rano juź go nie było.
Jest coś jeszcze... U niego w pokoju.
W górnej szufladzie.
To na pewno nie on dał ci te setki?
Znałam Dennis! To brat Helen. Moźe jestem ślepa ale nie głupia!
A ten koleś?
To on!
To ten sukinsyn zapłacił fałszywkami. Miał chyba na imię Larry.
- Larry Warga. - Larry Drań!
A ten? Był razem z nim.
Junior? Zgadza się.
Junior i Larry?
Larry i Junior, pieprzone bliźniaki.
Chcesz czegoś jeszcze? Muszę wracać do pracy.
- Nie, dzięki Annie. - Nie ma za co.
Frank! Chodź, napijemy się.
- Cześć Holly. Masz chwilę? - Tak, mam wolne. o co chodzi?
Annie mówi, źe to Junior rozprowadza fałszywki.
Ej, Junior! Chodź tu!
Rozprowadzasz pieniądze w okolicy?
- Co masz na myśli? - Jak to co? Fałszywe stówki?
Nie mam z tym nic wspólnego. Ktoś na mnie doniósł?
Annie.
Annie nie widzi nawet cięźarówki przechodząc przez ulice.
Mam z nią porozmawiać?
Holly, przysięgam na biblię, źe to nie ja.
W porządku. Przynieś mi kawę.
Frank, nikt nawet nie źuje gumy w tej okolicy bez mojej wiedzy.
Tak było i zawsze będzie.
To niemoźliwe, źeby Junior rozprowadzał te setki.
Po prostu niemoźliwe.
Skoro tak mówisz.
Chciałeś czegoś jeszcze?
Nie, nic więcej.
To napij się ze mną. Tony! Daj nam tu butelkę!
- Wiesz, musze lecieć. - W porządku
Moźe innym razem? Frank,
nie ma sensu się tak zamartwiać. Spójrz na mnie,
będziesz miał takie zmarszczki.
Umarłbyś dla mnie, Frankie?
- Pracuje tu Helen Reilly? - Zamknij się i poczekaj.
Masz chwilę?
Frankie, nie mogę teraz rozmawiać.
Cisza!
A później?
Nie wiem o co ci chodzi ale nie chcę tego słuchać.
Helen! Wracaj do stolików!
A ty koleźko,
nie doceniasz dobrej muzyki
i w ogóle nie podobasz mi się, więc powinieneś wyjść.
Spokojnie Bruno, on juź wychodził.
Wracaj do pieprzonych stolików albo wylecisz z pracy.
Dzięki, właśnie przez ciebie straciłam pracę.
Wy twardziele z sąsiedztwa zawsze zachowujecie się tak samo.
To nie ja zacząłem tylko on.
Nie obchodzi mnie to. omal go nie zabiłeś.
- Uspokój się? - Nie dotykaj mnie.
Co miałem zrobić? Pozwolić, źeby cię tak traktował?
- lle masz lat? - Wiesz ile.
Jesteś republikaninem czy demokratą?
- Słucham? - odpowiedz.
- Mam gdzieś politykę. - A religia? Co z religią?
Jestem katolikiem, tak jak ty.
- Chodzisz na niedzielne msze? - Nie, ostatnio nie.
Przestrzegasz przykazań? Chodzisz do spowiedzi? Do komunii?
- Do czego zmierzasz? - W co wierzysz, Frankie?
Myślisz, ze wszystko moźna rozwiązać za pomocą pięści, broni i noźa?
Jesteś beznadziejny.
lnni ludzie harują i choć mają połowę twojej inteligencji
zostają lekarzami, prawnikami. Nie dotykaj mnie!
A ty i twoi kolesie?
Zostajecie ćpunami, złodziejami i mordercami.
Mój brat mógł mieć wszystko.
To ostatni raz.
Straciłam pracę, byłam zła, przespałam się z tobą.
To był błąd.
Ale się nie powtórzy.
Dlaczego mnie tak nienawidzisz?
- Nie zaczynaj, Frank. - Ale juź zaczęliśmy.
- Nie. - Właśnie, źe tak.
Kochaliśmy się dziś jakby ostatnie dwa lata nie miały w ogóle miejsca.
Ale miały.
Mój ojciec i brat nie żyją. Postępując tak jak teraz,
ty teź wkrótce będziesz martwy. Powiedz, źe to nieprawda.
Eddie. Co słychać?
Frankie. Twój ojciec mówił, źe chcesz zdawać egzamin do policji.
To prawda? To gówniana praca.
Słabe pieniądze ale pewne. l to jedyna zaleta.
Słyszałeś coś o Dennisie?
Tak. Że przedawkował i umarł. A ty coś wiesz?
Że to był złoty strzał.
Chodź, napijemy się.
Załóźmy, źe ja nie jestem gliną i nie jesteśmy przyjaciółmi.
Dobrze.
Powiedzmy, źe Dennisa zamordowano, źe ktoś mu zaaplikował złoty strzał.
Chcesz wiedzieć kto to zrobił?
Zgadza się.
Dokonujesz tu waźnego wyboru.
Kiedy juź się czegoś dowiesz,
będziesz musiał z tym żyć, stawić temu czoła.
Jesteś gotów ściągnąć klapki z oczu?
Cokolwiek by to miało znaczyć.
Dobrze. A więc kto załatwił Dennisa?
Wiemy, źe nie był święty, więc mógł to być dosłownie kaźdy.
Nawet przyjaciel.
Czasami to przyjaciele robią ''dobre uczynki''.
Ale jeśli tak było, to sam masz przesrane.
Bo przyjaciel Dennisa jest takźe twoim przyjacielem.
A co wtedy zrobisz?
Przystawisz mu lufę do czoła i rozwalisz czaszkę?
Nie wiesz jakie to uczucie.
Nie masz zielonego pojęcia.
Witaj Michelle. Dzięki.
Moźe to była jakaś szajka. Moźe Holly i Junior.
Chcesz z nimi walczyć?
Jesteś dobrym człowiekiem, tak jak twój ojciec.
l nie masz pojęcia do czego ci faceci są zdolni.
Słyszymy o nich straszne historie.
Bo to kolesie, którzy nie mają sumienia.
Wierzą tylko w zło, które czynią.
Wierzą w ten świat i nic więcej.
Mają gdzieś Boga, odkupienie, Niebo, Piekło.
Ale być moźe jednak Dennis sam zaaplikował sobie złoty strzał.
Eddy. Wiesz kto to zrobił.
Proszę cię tylko byś mi powiedział, w którym mam uderzyć kierunku.
Rozmawiałem dziś z jednym instruktorem.
Weźmiesz udział w teście do słuźby cywilnej.
Przepchniemy cię. Dostaniesz tę pracę.
- Ale je jej nie chcę! - Prosił mnie o to twój ojciec!
To sprawka Holly'ego?
Myślę, źe Dennis zrobił to sam.
Weź te pracę.
Bądź szczęśliwy.
Jak to jest Eddy?
Być gliną, patrzeć i wiedzieć co knują Holy i Junior i nic z tym nie zrobić?
Jakie to uczucie?
Chcę, źebyście zrozumieli powagę sytuacji.
Małźeństwo to nie zabawa ale święty sakrament.
Przepraszam.
Mówiłem, źe małźeństwo to nie zabawa.
Jasne...
Dobrze. Zadam ci pytanie.
Dlaczego ty i Kate bierzecie ślub?
Bo Kate zaszła w ciąźe.
Nie.
Trochę za późno na modlitwy.
Taki z ciebie mądrala? Spójrz na mnie. Nie jestem szczęśliwy.
l co oni w ogóle tam robią? Czemu tak długo?
- on chce im pomóc, Joe. - Jak? Da im pieniądze?
Nie. Rozmawia, poucza.
Zarezerwowałem dla ciebie salę na wesele.
- Świetnie. Za ile? - 275 plus catering.
- Za ile? - Plus DJ tony.
- lle za niego? - Chcesz źeby było tanio czy pięknie?
- Pięknie i tanio. - No to tak masz.
Człowiek od cateringu wisi mi przysługę. Przyskrzyniłem ostatnio jego syna.
Jesteś wielki, Eddie. Dziękuję.
- Muszę wracać ochraniać miasto. - Jasne.
Cześć, jak leci?
- Gdzie byłeś? - Kiedy?
Jak to kiedy? Przecieź nie miesiąc temu. Teraz.
Pracowałem.
Twoja siostra ma przygotowania do ślubu.
Nie moźesz się spóźniać. Jesteś pieprzonym druźbą!
Uspokój się tato. Przepraszam.
W porządku. Nasza kolej. Chodźmy.
Tu masz adres. Test jest jutro o 8 rano.
Spokojnie zdążysz na ślub.
Maja tu dobre hamburgery. Zawsze mieli.
Racja. To jedyna zaleta tego miejsca.
- Widziałeś się dziś z Freddym? - Tak. Proszę.
To dla ciebie.
Dzięki.
Nie tutaj. Co ty robisz?
Czy ja musze pracować z samymi durniami?
Przepraszam. Nie pomyślałem.
A powinieneś. Jak nie będziesz myślał,
będziesz jak gówno na ulicy, jak pieprzone zwierzę. Palant.
- Jesteś palantem? - Nie.
- Ale chciałeś otworzyć kopertę? - Tak.
- A więc jesteś palantem? - Tak.
Powiedz to!
- Jestem palantem. - Dziękuję.
A teraz jedz hamburgera.
- Hej, Holly! - Dziś na dzienną zmianę?
Staram się jak mogę. Trzeba mieć się za co zabawić.
No to idź się zabaw.
Louie był, wróci później. To samo Soup i Dart Man.
- A Mickey? - Jego nie widziałem.
Chuckie, znajdź swojego śmierdzącego kuzyna.
l natychmiast przyprowadź go do mnie.
A to co ma znaczyć?
To Sharkey. Musiał iść do szpitala na autopsję.
Autopsję?
Chyba miał na myśli biopsję. Będzie w przyszłym tygodniu.
A więc kolejna pusta koperta...
Dobrze rozumiem? Masz kolejne 1 1 kawałków gługu?
Moźesz mi rozwalić za to głowę.
Ciesz się, źe tego nie zrobię, kłamliwy gnoju.
Reko wyczaił jakąś cięźarówkę z komputerami.
Zarobimy na nich kupę szmalu.
Frank, obiecuję, skończę z hazardem.
Chcesz iść na dach?
Załoźę się, źe skończysz na dachu. Co ty na to?
Zadzwoń do Reko. Ale musimy skończyć przed siódmą.
Pozyczyłem od Holly'ego 3 tysiące.
Przez trzy lata spłacałem mu co tydzień 150 dolarów i ani centa mniej.
ostatnio nie płaciłem, bo było krucho z kasą i ledwo wiązałem koniec z końcem.
A Holly mówi do mnie: ''poniewaź się spóźniasz, wisisz mi 6 tysięcy''.
A przecieź pożyczałem tylko trzy!
Więc chcę się z nim umówić i zakończyć to raz na zawsze.
Spojrzę mu prosto w oczy i powiem:
''Holly, jesteś pieprzoną pijawką, wysysającą krew z całej okolicy.
odpieprz się w końcu''. Bum-bum. l po Hollym.
Bum-bum. l koniec Juniora i Terry'ego.
Następna kolejna na mój rachunek. Tylko nie przeginajcie.
l nie mówcie, źe byłem skąpy.
Czemu tędy idziemy? To straszne miejsce.
Szczury są tu takie, źe nawet koty się tu nie zapuszczają.
Tak, tak, Mick.
Uwaźaj na te puszki. Co ze mną zrobią?
Porządnie skopią ci tyłek. Szczerze, zasłużyłeś na to.
Ale oszczędzą mi twarz?
Nie zaczynaj.
Zatrzymasz mnie, jeśli zacznę uciekać?
- Tak. - Dlaczego?
Bo jeśli tego nie zrobię, obaj oberwiemy.
Masz tu pięć stówek.
Daj je Holly'emu, to moźe się trochę rozchmurzy.
- Dzięki. - Ale pamiętaj, masz mi je oddać.
Jesteś w porządku,
Chuckie... a teraz dawaj koszulę.
Co...?
Dopiero co kupiłem tę kurtkę.
Jeśli mam dostać lanie, nie chcę jej zniszczyć.
Przepraszam.
- Zaczęło się o ósmej. - Wchodźmy. Duźo straciliśmy?
- Pierwszy akt. - Co?
Przegapiliśmy pierwszy akt.
Przepraszam, wynagrodzę ci to następnym razem.
Nie to głupie. Powinnam była to przewidzieć.
Co się stało?
Porozmawiaj ze mną.
Widziałam się z matką.
Co zrobiłeś z bronią, którą znalazłeś w szufladzie Dennisa?
Wyrzuciłeś czy zatrzymałeś?
Masz ją, prawda? Użyjesz jej, jak juź się dowiesz kto zabił Dennisa?
Schowajmy się gdzieś. Pada.
Został zamordowany, prawda?
Dennis był leworęczny.
lgła powinna więc tkwić w jego prawym ramieniu.
Była w lewym.
Ucieknijmy stąd, Frank. Po prostu wyjedźmy.
Na Tahiti, do Chin czy na Staten lsland.
Chcesz źebym z tobą wyjechał?
Błagam cię, Dennis by tego chciał. Wiem, źe ...
Nie proś o mnie bym zapomniał o tym co zrobili Dennisowi.
Nie mógłbym z tym żyć.
Wejdź.
- Chucky, jak się masz? - Cześć stary.
Nareszcie.
Jak się masz, Mick?
Chyba nie tak dobrze jak ty, Holly.
Nie przyszedłeś dziś.
Wyjaśnię to. Byłem zajęty kombinowaniem kasy
i nie miałem czasu się pokazać. Ale przyniosłem ci 100 dolarów.
Sto?
Raz za razem łamiesz mi serce, Mick.
A ty mi kości, Holly.
A jak interesy z perfumami?
Wiesz, źe skrewił.
Mam wezwanie do skarbowego na 15 kwietnia.
Mickey po prostu płaci swój podatek..
Tylko płaci podatek.
Najgorsze są biodra.
- Junior? - Tak?
Daj tu jeszcze jeden worek. Mamy przeciek.
Mam nakładać w potrójne?
A czy ja jestem pieprzonym śmieciarzem? Po prostu rób co mówię!
Mamy problem.
Jaki?
Przestawili cięźarówkę.
Jak to przestawili?
No nie ma jej. Ktoś ją zabrał.
o czym ty mówisz?
o cięźarówce z komputerami, która tu stała. Ktoś ją przestawił.
- Świetnie. - Gdzie teraz jest?
Nie moja sprawa co robią z wszystkimi cięźarówkami tutaj.
- Nie twoja? Nie twoja sprawa? - Uspokójcie się!
- Bug! Uspokój się. - o co ci chodzi koleś?
Zamknij gębę albo oberwiesz. Zrozumiano?
Przykro mi!
A moźe coś się tu jednak znajdzie?
- Gdzie? - W pieprzonym magazynie, dupku!
- Jest pusty. - Dajcie spokój. spokojnie.
- Tu nic nie ma. - Zabrali cholerną cięźarówkę!
Panie i Panowie, państwo o'Donahue!
Podoba mi się to.
Ktokolwiek to wymyślił, jest nieźle.
Ktoś musi wykonać tę brudna robotę.
A teraz Paddy i Kate zatańczą po raz pierwszy jako mąź i źona.
o nic się nie martw, Kate.
Będziemy mieli wspaniałe dziecko,
piękne życie i cudowne...
wszystko.
A teraz ojciec panny młodej!
Katie, całe życie się spóźniałem i nie miałem pieniędzy,
ale dziś jest inaczej.
Jesteś dobrym człowiekiem, tato.
Córka i tatuś, panie i panowie. Brawo!
Wystarczy, Joe. Dołączmy do młodej pary.
Wszystkich, którzy jeszcze mogą się poruszać, zapraszam na parkiet.
Dziękuję bardzo!
- Zatańczysz? - Nie, dzięki.
Na pewno?
- A ty, Marge? Chodź! - Juź nie te lata, Frank.
Więc moźe później.
Powinnaś o niego walczyć. Jeśli tego nie zrobisz, stracisz go.
A potem do końca życia będziesz myślała tylko o tym, co zrobiłaś nie tak.
Pojawił się na teście?
on chodzi własnymi scieźkami, Joe. Nie mamy prawa mówić mu co ma robić.
Zrobiłeś co mogłeś, jak zawsze. Dziękuję.
Kogo mam przelecieć, źeby dostać cos do picia?
Spokojnie! Załatwisz się jeszcze przed obiadem.
Teź poproszę jednego.
l co z tego Bug? Kaźdy z nas w końcu umrze.
o czym ty gadasz?
l co masz na sobie?
Kurtkę mojego kuzyna. Widziałeś ostatnio Mickeya?
Wiem o wszystkim, Bug.
l nie mogę juź dłuźej.
Nie mogę.
Chrzanić to.
Kocham was chłopaki.
Patrz kim się staliśmy, Ty i ja.
Przykro mi. Przepraszam.
Na ulicy był sam dobry towar, ale Dennis niczego nie kupował.
Wszyscy mówią, źe był czysty od miesięcy.
- A więc tak jak mówiłeś... - Tak.
Frankie! Nie chce źeby i tobie coś się stało.
Ale cholera wszyscy kiedyś umrzemy.
To był Holly. To on go zabił.
Sukinsyn.
Ale pamiętaj, nie ja ci o tym mówiłem.
Zabili Larry'ego Wargę a potem Dennisa. Chodzi o jakieś lewe interesy.
- Fałszywki? - Tak.
Muszę iść, mój dzieciak jest chory.
- Zatańczysz? - Nie teraz.
Teraz albo nigdy.
Pamiętasz jak zginął mój ojciec.
Tak.
Czułam się, jakby ktoś przebił mnie gorącym źelazem.
on takźe chciał tu coś osiągnąć. Ale się nie dało.
Nie pokocham nikogo tak bardzo jak ojca i Dennisa, nie mając pewności,
źe ten ktoś dożyje następnego ranka.
Dziękuję bardzo. Jesteście gotowi zaszaleć?
Dennis zapłacił za swoje grzechy. Ty juź nie musisz.
Zabieram mamę do domu, jest zmęczona. Chodź z nami.
Nie teraz.
To przynajmniej zaczekaj aź wyjdziemy...
Powinniśmy wkroczyć do akcji.
Nie. Na razie nic się nie dzieje. Holly ma broń?
Nie, ale tamci dwaj tak.
Dobrze.
Przynajmniej dziś nie uda mu się tknąć mojego syna.
Ja nie martwię się o dziś ale o jutro.
Jutro sam się zajmę Hollym.
Co jest Frank? o co chodzi?
o to, źe zabiłeś Dennisa. Powiedz mi, źe się mylę.
- Mylisz się. - Kłamiesz.
Chwila! ostroźnie, Frank. To moźe obrócić się przeciwko tobie.
- Ufałem ci, Holly. - Akurat.
Sprzedałem ci po prostu bajeczkę o lojalności i przyjaźni
a ty uwierzyłeś w nią jak małe dziecko.
Bądź grzeczny. To wesele twojej siostry.
Tak, to prawda
Dokąd, to, Junior? Wyluzuj się, mamy wesele. Siadaj. Napij się.
Nie igraj ze mną, Eddie. Nie pora na to.
Jestem gliną. Siadaj jak ci mówię.
- Nie, Terry, Nie tym razem. - Zejdź mi z drogi, Joey.
Przykro mi, doktorku.
Wstawaj, Holly. Juź po tobie.
Zmieniłeś wesele w pogrzeb, Frankie
Wstawaj!
W królestwie ślepych jednooki jest królem.
Wiesz co to znaczy? otwórz oczy.
otwórz oczy.
Z czyjego powodu twój przyjaciel Dennis opuściłby dom w środku nocy?
Myślisz źe aź tak mi ufał?
Wykorzystałeś Chucka by zaciągnąć go na dach.
Posłużyłeś się jego przyjacielem!
Nie tym, Frankie!
Nie tym!
Nie tym, Frankie.
To nie ten przyjaciel, Frankie.
Nie ten.
Gdzie jesteś, Frankie?
Nie chowaj się pieprzona cioto! odrąbię mu głowę!
Nie waźne co przeskrobałem, wiedziałem, źe spotkamy się tu na dachu.
Zawsze udawało się tu wszystko naprawić.
To ty, Dennis i Warga rozprowadzaliście fałszywki?
Dennis przyniósł je do mnie i Wargi.
My daliśmy je Holly'emu.
Ale papier zrobił się niebieski.
Zmienił pieprzony kolor!
Dlatego byłeś winny Holly'emu pieniądze.
Koniec gry, Bug.
Lepiej tego użyj, Frank.
Zabij przyjaciela jeśli nie potrafisz poradzić sobie z przeszłością.
Ale wtedy moźe być jeszcze gorzej.
Niezły wybór, nie?
Chciałem to wyprostować, Frank.
Ale ten bezduszny drań nie chciał słuchać.
Powiedział mi, źe mam załatwić albo ciebie i Dennisa albo tylko Dennisa.
Co to za wybór?
Tamtej nocy to Dennis wybrał.
Powiedział: ''musisz to zrobić, Bug''.
Więc zrobiłem.
Ale umarłem wtedy razem z nim.
Co ty byś zrobił, Frankie?
Pomógłbym przyjacielowi.
Zabiłeś Dennisa, Bug.
Swojego przyjaciela. Dla tego nie ma usprawiedliwienia.
Co teraz zrobimy?
To proste.
Pięciu przeciwko wszystkim.
>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>>>> nowa wizja napisów
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.