Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dzisiaj, 80-latkowie są szczęśliwi
i kochają się równie mocno, jak wtedy, gdy się poznali.
To klucz do wiecznej miłości.
Więcej wiary, przyjaciele,
rozwiązania istnieją, podobnie jak bajki.
Welcome to the Jung-le!
Kolejna wiadomość jest od Vita z Padwy:
"Skąd mam wiedzieć czy to prawdziwa miłość?"
To dość proste pytanie, doktorze Malavolta.
Chciałbym być poetą, by umieć wyrazić,
jak przez całe życie szukam odpowiedzi na to pytanie.
Co mam panu powiedzieć, Vito?
Miłość nas zwodzi, jest jak sztuka,
nie da się jej opisać...
To, co możemy zrobić, to spróbować opisać...
drogę, która prowadzi nas do tej miłości.
To jest właśnie zadanie terapii.
Kto kocha, ten wie.
My, terapeuci, możemy jedynie pełnić rolę przewodników.
Pomóc i przekonać tych, którzy kochają,
by nie wstydzili się swoich pytań.
Kolejna wiadomość jest od Sabiny z Boccei, która pyta...
JESTEM
JESTEM W DRODZE
..czy psy mogą cierpieć z miłości?
Proszę sobie wyobrazić, że mój kot zakochał się w psie!
Pani Sabino, to nie jest pytanie do terapeuty.
Proszę spytać weterynarza!
Parkuję pod obwodnicą.
To idealne miejsce na tajemną schadzkę.
Zawsze zadaję sobie to samo pytanie:
Kto każe ci przyjeżdżać w tego typu miejsce
i czekać godzinami w samochodzie
z tym strasznym poczuciem żenady?
Tak by się nie działo, gdyby Jej Wysokość choć raz, jeden raz,
przyszła punktualnie.
"Jadę", mówi.
"Jadę"...
Oto i ona, spóźniona o dobre pół godziny!
Jak zawsze, nawet się z nami nie przywita.
Gdybym miał jaja, włączyłbym silnik i odjechał, Kleszczu...
Mimo tego skandalicznego spóźnienia,
nie czuje się w obowiązku przyspieszyć.
Wiem, jestem spóźniona.
Nonsens, tylko 47 minut, to żadne spóźnienie, Viviano.
- Bardzo śmieszne... - Tylko nie miej z tego powodu wyrzutów.
- Mogłeś odjechać. - To dlaczego nie odjechałem?
Muszę ci coś powiedzieć.
Jesteś w ciąży.
Ty idioto.
Już poczułem się ojcem.
Posłuchaj, kretynie. Nie mogę tak dłużej. Muszę wiedzieć kim jestem, kiedy jestem z tobą.
W porządku.
Właśnie omal nie zginęliśmy.
Nie znoszę tego ukrywania się, jak teraz, jak milion takich "teraz".
"Milion takich teraz"? To słowa jakiejś piosenki?
Kim jesteśmy?
Musimy coś z tym zrobić, Mode. Zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.
- To nie jest dobry moment. - Właśnie, że jest.
Jako para nie wiemy, kim jesteśmy.
Chcę iść z tobą na terapię.
Co?
Potrzebujemy tego. Nie widzisz, że cierpię? Nie interesuje cię to?
Viviano, czy ty rozumiesz, co mówisz? Chcesz, żebyśmy poszli na terapię dla par?
A co? Nie jesteśmy parą?
- Nie jesteście parą? - Oczywiście, że jesteśmy.
Nie, chodzi o to, że jesteśmy kochankami,
więc jako nie-para nie możemy iść na terapię dla par.
- Jesteśmy parą! - To chodźmy na terapię.
Nie pójdę na terapię!
Pójdziesz, pójdziesz...
Słodziak z ciebie...
gdyby twój pan był choć w połowie tak słodki jak ty!
Ładny ten sufit.
Taki biały... bardzo biały.
- Można wiedzieć, na co patrzysz? - Ubierz się. Najchętniej już byś stąd wyszedł.
Viviano, o czym ty mówisz?
Myślisz, że seks wszystko rozwiąże.
- Czy coś przegapiłem? - Nie żartuj sobie.
To twój jedyny sposób?
Jedyny sposób na co, Viviano? Brakuje dopełnienia.
Słyszysz, że ta rozmowa jest surrealistyczna?
Nie wiem, czy jesteś naprawdę czy udajesz...
i która z tych opcji bardziej mnie przygnębia.
O Boże, co za udręka!
Co za męka.
O co chodzi?
- Wal się. - Wal się? Brakuje dopełnienia.
- Czego brakuje? - Dopełnienia. Wyjaśnię ci.
Dopełnienie występuje po podmiocie i orzeczeniu. Dopełnia zdanie.
Jeśli mówisz: "Tak nie może być", "Rozumiesz, Mode?"...
- Ale co? Co nie może być? - Jesteś dupkiem.
O, właśnie, orzeczenie. Nazwałaś mnie dupkiem.
Przestań.
Widzisz? Nigdy nie możemy poważnie porozmawiać
Łapiesz mnie za słówka i odwracasz kota ogonem.
- Co robię? - Przestań.
Dosyć!
Jezu, co tobie? Bawisz się w zapaśnika?
Kleszcz, powiedz coś!
- Przepraszam. Zabolało? - Tak.
- Chodź tu. - Nie.
- No chodź... - Nie.
Chodź!
Mamy 15 minut, muszę odebrać Mira z basenu.
Ma 16 lat i nie jest upośledzony!
Co ci do tego? Ty nie musisz po niego jechać.
15 minut?
Twoje połączenie zostało przekierowane...
Co ja wyprawiam?
Tato...
telefon dzwonił.
- Dzwonił twój telefon. - Która jest godzina?
4:20.
- Co tu robisz? - Sprawdzam, czy się obudziliście.
Ja tak. Telefon dzwoni, a twój ojciec śpi jak zabity.
Przepraszam, to był mój kolega.
Zadzwonił niechcący.
Koledzy, którzy niechcący dzwonią o czwartej nad ranem?
Zdarza się.
Tylko tym, którzy nie muszą iść rano do pracy.
Podzielę się z nim tą perełką mądrości, to może znajdzie pracę.
- Bardzo śmieszne. - Dobranoc.
- Dobranoc. - Dobranoc.
- Modesto... - Tak?
- On ma ten sam dzwonek? - O co ci chodzi?
Chodzi mi o to, że Eric ma ten sam dzwonek w telefonie, co ty.
Nie wiem, ja mam iPhone'a.
No właśnie. Od kiedy Eric ma iPhone'a?
- Kupiłeś mu? - Nie.
- No to skąd wziął pieniądze? - Skąd wziął pieniądze?
- To ja się pytam. - Skąd wziął pieniądze?
Skąd wziął pieniądze?
O rany, całkiem zapomniałem.
Eric wspomniał, że jego kumpel kupił sobie nowy model
i stary sprzedał mu za grosze.
I stąd ten iPhone.
- Halo? - Neli, przepraszam, ale...
Muszę pogadać. Jestem w rozsypce.
- Co się stało? Jest czwarta. - Śniło mi się...
- Przynajmniej masz sny. - Ale ten sen mnie przeraził.
Dzwonisz do mnie o czwartej rano, bo miałaś zły sen?
- Nie wiem, co mi jest, zadzwoniłam do niego. - Dzwonił do ciebie?
- Ja zadzwoniłam! - Zadzwoniłaś do niego do domu?
Nie, na komórkę, ale nie w tym rzecz.
Dzwoniłam i dzwoniłam.
Dzwoniłam i dzwoniłam, aż włączyła się poczta.
- Ktoś odebrał? - Na szczęście nie.
Nigdy wcześniej tego nie robiłam.
Mam wyrzuty. A gdyby on zrobił to samo mnie?
- Robisz błąd. - Nie rozumiem.
Od roku kręcisz się w kółko. Modesto nie czuje tego samego, co ty.
Nic od niego nie chcesz, cierpisz, a on ma się świetnie.
Zbudziłaś jego rodzinę? Kogo to obchodzi.
Jak sobie pościelił, tak teraz śpi!
Chce mieć kochankę, potem wracać do żony i nie zastanawiać się, jak się czujesz?
Musi liczyć się z tym, że...
Jeśli twoja kochanka dzwoni do ciebie o 4 rano, bo traci nad sobą kontrolę,
masz się zamknąć i coś z tym zrobić.
Masz rację, dzięki.
Nie ma za co.
Wiem, że mam rację.
Eric wyciszył telefon, mądry chłopak!
Patrz i ucz się, też kiedyś możesz mieć dzieci.
"Dlaczego nie odebrałeś? Jesteś z żoną?"
"Miałam straszny sen. Nie licz na to,
że dotrwam do końca, by wrócić z powrotem sama".
Wiesz, co to znaczy? Że ona kompletnie oszalała.
Chodź tu.
"To się musi skończyć, 'Modst'. Od 'teraz' wszystko się zmieni.
Nie będę ułatwiać ci życia. Nic o mnie nie wiesz.
Nic, 'ic'." Genialna...
Złaź, bezużyteczny psie.
Kleszcz, pięć połączeń. Widzisz, ile połączeń?
Pięć, zobacz. Dzwoniła pięć razy, widzisz?
Dobry chłopiec.
Nie! To, co stało się dziś w nocy jest bardzo poważne!
To punkt zwrotny, nie ma drogi powrotnej.
A gdyby Eric nie przechwycił telefonu?
Albo gdyby moja żona przeczytała te wiadomości?
Jeszcze to... dosyć!
Tylko nie Alan.
Chodźmy.
A gdybym nie wymyślił historii z iPhonem?
Miałbyś przesrane, przyłożyłaby ci,
zupełnie jak twój menadżer, ten prawdziwy.
Pamiętasz jak się wkurzyłeś, kiedy zagrałem tutaj pierwszy raz?
Nie. Ale pamiętam, że puszyłeś się jak paw.
Byłem onieśmielony twoim artystycznym kierownictwem.
Już ci to kiedyś mówiłem u mnie każdy może grać.
Ludzie chcą oglądać nieudaczników, nie zwycięzców.
- To dlaczego mnie zaprosiłeś? - Bo jesteś dobry.
A ja lubię dobre rzeczy.
- Tak? - Viviano, to ja.
- Ach, to ty. - Tak.
- Czego chcesz? - To ty dzwoniłaś.
Telewizor jest włączony? Możesz go przyciszyć? Dziękuję.
- Skoro tak ci to przeszkadza. - Tak, przeszkadza, okej?
Dzwoniłam do ciebie, ale nie odebrałeś, więc czego ode mnie chcesz?
Ja nie odpowiedziałem? Zerknij na swój cholerny telefon,
to zobaczysz 16 połączeń ode mnie.
16!
Czy naprawdę właśnie teraz musisz zamykać rolety?
- To też ci przeszkadza? - Tak.
Dlaczego musisz to robić kiedy rozmawiamy?
Viviano, posłuchaj. Muszę wziąć kilka głębokich oddechów.
Mogłabyś, do jasnej cholery, nie nakładać szminki?
Szminki?
- I pudru, kiedy ze mną rozmawiasz? - Pudru? Naprawdę?
- Tak. - Skąd wiesz, że to robię?
Mam uszy, Viviano.
- Nie wydałam żadnego dźwięku. - Chyba zwariowałem.
- Słuch też masz bardzo wrażliwy. - A propos słuchu...
Chyba faktycznie zostawiłam telefon w drugim pokoju,
ale to nie powód do takiej afery.
Wiesz co?
- Wkurzyłaś mnie na maksa! - Co?
Słyszałaś! Wkurzyłaś mnie na maksa!
Dzwonisz o 4 rano, nie odpowiadasz na telefony
i traktujesz mnie jak idiotę!
Tylko nowobogackie chamy tak protekcjonalnie traktują innych!
- Opanuj się, Modesto. - Albo co, Viviano?
- Albo... - Albo co?
Albo...
- Oh... - Albo co zrobisz?
- Ja tylko... - Nie, nie, powiedz, albo co zrobisz?
Przepraszam.
Nie możesz teraz przepraszać, właśnie się rozpędzam.
Dopiero co zacząłem ci ubliżać. Nie, nie możesz!
Przestań się śmiać. Nie żartuję.
Nie krzycz tak na mnie więcej.
Kochanie, to było "wal się" wypowiedziane z czułością,
takie wtrącenie,
pieszczotliwe określenie...
- Zobaczymy się jutro? - Tak, o 10. Zjemy razem śniadanie.
- Tęskniłeś dziś za mną? - Oczywiście.
- Do jutra. - Okej, pa.
Modesto!
Nie chcę zmieniać operatora komórkowego.
Nie, nie...
Dzwonią do ciebie o każdej porze...
- Idziemy? - Dokąd?
Bzykać się.
Chcesz wiedzieć, dlaczego zadzwoniłam do ciebie o 4 rano?
Ja dzwoniłem 16 razy i nie odebrałaś, a teraz chcesz rozmawiać?
Myślałam, że cię to obchodzi!
Dyskusje po bzykaniu są nie na miejscu.
- Głupi jesteś. Rozczarowujesz mnie. - Porozmawiajmy.
Myślałaś, że utniemy sobie pogawędkę o 4 rano?
Miałam sen, który wyprowadził mnie z równowagi.
Zadzwoniłaś do mnie o czwartej, bo miałaś zły sen?
Dlaczego tak upraszczasz?
Ten sen był o nas, o rzeczach, które bałam się przyznać przed samą sobą.
Czy w tym odkrywczym śnie był przypadkiem pociąg?
Skąd wiesz?
Nie wierzę... Nie wierzę...
Wspólne upragnione miejsce.
W snach, które mówią jak mamy postępować, zawsze jest pociąg.
Pociąg jest najbardziej wyświechtanym motywem w snach!
Nawet podświadomości nie traktujesz poważnie.
Nie, Viviano, kochanie, wręcz przeciwnie.
Traktuję to tak poważnie, że chcę by zostało w podświadomości.
Jeśli coś od siebie odsuwam, to po to, żeby w tym nie grzebać.
Jeśli założymy, że nasza podświadomość mówi prawdę,
to rozmawiając tak jak teraz, świadomie, mówimy bzdury?
Masz rację.
Idziemy na terapię.
Nie pójdę z tobą na żadną terapię! Nigdy!
Pani Fabbri, kilka słów tytułem wstępu?
Owszem. Kilka słów o tym, co powinien pan o nas wiedzieć.
Słucham.
Chciałam powiedzieć, że ja i Modesto nie jesteśmy małżeństwem.
- Nie widzę problemu. - Zaręczeni też nie.
- Nie mieszkamy razem. - Za to w każdą środę...
chodzimy do kina.
Chciałam powiedzieć, zanim ten dowcipniś wtrąci swoje żarty,
że jesteśmy kochankami.
Kochankami?
Tak, jesteśmy po ślubie, ale z innymi partnerami.
- Dosyć oryginalna sytuacja. - Pierwszy raz spotykam się z czymś takim.
Świetnie, wygląda pan na zaciekawionego.
Owszem, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by kochankowie chodzili na terapię.
Też tak pomyślałam.
A ja zostałem tu zaciągnięty.
Czyli to nie była wasza wspólna decyzja, by przyjść na terapię?
- Nie. Czy to bardzo źle? - Nie, niekoniecznie.
Ale skoro pan się opierał temu pomysłowi,
spytam pana kochankę...
Dlaczego zdecydowała się pani przyjść do mnie?
Myślę, że może nam pan pomóc
w okazywaniu uczuć, których nie umiemy nazwać.
Nie rozumiem dlaczego tak wiele osób unika prawdy.
Ale się przygotowałaś! Co ty wygadujesz?
Zamknij się, idioto, albo to będzie koniec terapii i wiesz czego jeszcze...
Przepraszam.
Niech pani nie będzie taka surowa.
Owszem, Modesto zażartował, ale muszę przyznać, że ma poczucie humoru.
Dziękuję.
Odrobina poczucia humoru jest możliwa także tutaj, Viviano.
Pana żart był śmieszny, ale zupełnie nie na miejscu.
- Może dlatego Viviana się zdenerwowała. - Trafił pan w sedno, doktorze!
Tu nie chodzi o poczucie humoru, ale o to jak z niego korzysta.
Czyli jego żarty nie denerwują pani tak łatwo,
jak twierdzi Modesto?
- Nie. - Nie...
Kocham go między innymi dlatego, że potrafi mnie rozbawić.
To może wydawać się banalne, ale...
Absolutnie nie,
Uważam, że to świetny powód, by być razem.
Chciałem...
przeprosić za ten niezręczny żart.
Co spowodowało to wyznanie?
Może to, że...
nie chciałem tu przyjść, ale jednak przyszedłem.
Viviano...
czy dopuściłaś się szantażu, by przyprowadzić tu Modesta?
- Tak bym tego nie nazwała. - A jak?
Dobre pytanie. Znajdź synonim.
- Śmiało. - Postawiłam mu ultimatum.
Świetny synonim.
To trochę krępujące, ale wierzę w terapię i chciałam, żeby na nią poszedł.
Viviana była szczera, teraz pan musi zdecydowaćczy będzie chodził, czy nie.
Viviana da panu tyle czasu, ile pan potrzebuje.
A pani pogodzi się z tym, że od czasu do czasu Modesto
będzie opowiadał głupie żarty. Czy możecie iść na taki kompromis?
- W porządku. - Zgadzam się.
Powiedziałbym, że to dobry początek.
Problem, z jakim do mnie przychodzicie jest
trudny do opisania i równie trudny do zdiagnozowania.
Często pary, które do mnie przychodzą, nie wiedzą, jaki jest ich problem.
Ułatwimy panu zadanie, bo ja wiem jaki mamy problem.
Modesto, pan również wie, jaki to problem?
- Raczej nie. - Tak, wie.
Możliwe, ale nie czuję tak palącej potrzeby, jak ty, by się z nim zmierzyć.
A może w ogóle nie chcę się z nim mierzyć.
Mogę to powiedzieć? Powiedziałem.
Chciałbym zadać wam pytanie.
W jaki sposób ta terapia miałaby pomóc rozwiązać wasze problemy?
Cóż...
Pamiętajcie, że jedyne co ma znaczenie w związku,
to szczęście.
Tego właśnie pragnę.
Nie jesteś szczęśliwa?
To dlatego tu jesteśmy?
Dlatego?
Spójrz na mnie.
W czwartek o 15.00. Tędy, proszę.
- Rozstrojona. - Wiem.
Viviano, posłuchaj...
Nie mogę znieść myśli, że jesteś nieszczęśliwa.
Jeśli to prawda, powiedz, a zrobię wszystko, co w mojej mocy.
Powiedz, że nie jesteś nieszczęśliwa...
O czym myślisz?
Która jest godzina?
- Która jest godzina? - Wpół do szóstej.
- Muszę odebrać Mira z basenu! - Co ma do tego Miro!
Trzy połączenia od Paola! Ja też...
Miro jest prawie w moim wieku, przestań traktować go jak kilkuletnie dziecko!
Cholera, to była jego kolej...
- Znowu coś namieszałam? - Przesunąłem dwa spotkania, żeby przyjechać.
Twój czas jest cenny, wiem.
- Zupełnie inaczej niż twój. - O co ci chodzi?
Nieważne.
Odbiorę go dwa kolejne razy z rzędu.
- Znowu? - Spytaj matkę.
- Odpuść, Paolo. - Już odpuszczam, wracam do redakcji.
Zobaczymy się wieczorem.
Co za dupek!
Cześć, kochanie.
Idziemy.
Spokój.
Cześć, tato. Co to za mina?
- Co to za mina? - Moja mina? A co?
- Nadal myślisz o tym, co było w nocy? - Nie martw się.
Ja bym się martwił, gdyby jakaś przyjaciółeczka w środku nocy postawiła na nogi moją rodzinę.
To była pomyłka.
Zadzwoniła na twoją komórkę, powiedziała twoje imię.
- Przypadek! - Bo Modesto to bardzo popularne imię.
- Dokąd idziesz? - Do domu. Zostawiłem telefon.
A propos...
- Po co mi to? - Idź kup sobie iPhone'a.
Potem wyślę ci PIN esemesem.
Od dzisiaj musimy mieć ten sam dzwonek w telefonie.
- Jesteś genialny! - Najwyraźniej nie.
A może bym po prostu zagwizdał ten dzwonek, zamiast...
Posłuchaj mnie...
kup iPhone'a,
wyrzuć pudełko, bo powiedziałem mamie, że dostałeś używany od kumpla
i ustaw ten sam dzwonek, który mam ja. Dzięki.
Ciekawe, co powie dziadek, jak się dowie, że zbieg okoliczności kosztował cię 700 euro...
Twój tata czasami zachowuje się...
Już drugi raz przyjechał na próżno.
Zapomniałam, że to była jego kolej.
Nie będzie mi prawił kazań, ciągle pracuje i nigdy go nie ma w domu. Nie ma mowy!
Nic nie powiesz?
To nie był pierwszy raz. Od jakiegoś czasu chodzisz z głową w chmurach.
I nie możesz zwalić tego na pracę.
- Modesto jest świetny. - Herbie Hancock chciał go.
- Ale on boi się latać. - Tak, słyszałem.
- I podobno nie lubi jazzu. - Niech go szlag.
Mało mu koncertów z cudzoziemcami.
W Rzymie gra w takich zapyziałych pubach jak ten.
- Tak samo jak ojciec. - Też jest fenomenalny.
Tak, ale z technicznego punktu widzenia Modesto wymiata.
Nino, jestem tutaj, naprzeciwko ciebie.
- Spojrzysz na mnie wreszcie? - Nie robię tego specjalnie.
Mam dość tej historii o kochankach.
Co jest złego w tym, że kochankowie idą na terapię?
Może to dlatego, że my też jesteśmy kochankami!
- Czyżbyś zarzucała mi konflikt interesów? - Nie rozumiesz, Vittorio?
Boję się, że zobaczysz w nich coś, co odciągnie cię ode mnie.
Kochanie, popatrz na mnie.
Lata doświadczenia uodporniły mnie na uroki życia moich pacjentów.
Ty wstrętny kłamczuchu!
Nino, uspokój się, proszę. Natychmiast.
Boisz się, że wszyscy zrozumieją, że nie jestem twoją córką?
Dość tego, nie pozwolę, byś się do mnie odnosiła w ten sposób.
Nie, Vittorio...
Zaczekaj, przepraszam...
Przepraszam.
Masz rację, przesadziłam.
A tyle pracowaliśmy, by nauczyć mnie trzymać emocje na wodzy.
- No właśnie. - Wiem...
Ale nie potrafię i obwiniam o to ciebie.
Tak mam. Nic na to nie poradzę.
Kochanie, gdyby wszyscy usprawiedliwiali swoje nerwice,
zachowaniami innych, mówiąc "Nic na to nie poradzę",
żaden związek nie trwałby dłużej niż 10 minut.
Tak jest.
Gratuluję, genialna analiza.
Dziękuję za ten wykład.
Szkoda, że nie dałeś go, kiedy posuwałeś mnie na kozetce w swoim gabinecie.
Nie, mylisz się.
To Malavolta!
To on!
Doktor Malavolta, prawda? Z telewizji?
Wraz z mężem zawsze pana oglądamy. Gratulacje.
- Jest pan świetny. - Dziękuję.
- Gramy u Larry'ego? - Tak.
Nie możemy zagrać "Bo skończyliśmy jak kochankowie".
- Dlaczego nie? - Viviana przyjdzie.
I co z tego?
Nie mogę tego zagrać w jej obecności, to nie w porządku.
- Modesto, to utwór instrumentalny. - No to co?
Cześć, Gianni!
Jeśli zobaczy ten kawałek na YouTube'ie, wkurzy się na mnie.
Naprawdę?
U Viviany ciężar dowodu działa na odwrót.
Czyli to ja muszę udowodnić swoją niewinność, za wszelką cenę.
Całkowite zaprzeczenie praworządności.
- Ten tutaj? - Spadamy.
- Dzień dobry, doktorze Malavolta. - Witam. Poproszę pokój.
- Zostaje pan na noc? - Tak.
Proszę, trzecie piętro.
- Za każdym razem jedziesz taki kawał? - Tak.
- Jesteś pewna? - Tak, Robiłam to już trzy razy.
Jeśli nie chciałaś jechać, mogłaś powiedzieć.
No co ty. Nie rozumiem tylko, po co takie ryzyko.
Każdy ma jakieś zboczenia, to jest moje.
Niektórzy dzwonią w środku nocy do swoich żonatych kochanków,
a potem ciągną ich na terapię!
Obie wiemy, że się zgodził tylko dlatego, że nadal chce cię posuwać.
"Lubię moje życie takie, jakie jest,
nie chcę go sobie komplikować.
Ponieważ nie wydajesz się zainteresowany wspólną przyszłością,
ograniczmy nasze spotkania do okazjonalnego bzykanka".
Kleszcz, słyszałeś to? Posłuchaj, ubawisz się.
To jest niezłe, gra obojętną sukę.
"Ograniczmy nasze spotkania do okazjonalnego bzykanka".
Jakbym był jakimś bykiem rozpłodowym.
Nawet mógłbym się na to zgodzić, ale tą formą wprowadziła mnie z równowagi.
"Daj znać, co ty na to", przecinek, "cześć".
Nic mnie tak nie wkurza jak nieprzyjemne wiadomości...
zakończone "cześć" po przecinku!
Powinny być prawnie zabronione, pod groźbą kary!
Odpiszemy jej:
"Zgadzam się", a potem dopiszemy:
"przecinek, cześć".
Wysłane.
Zamknęłaś!
"Przecinek, cześć, dupek".
Neli, to ostatni raz, dobrze?.
Chodź!
No chodź!
Podejrzewałam, że jesteś dupkiem, teraz już to wiem".
Niech to szlag!
Sama chciałaś!
Zadzwoniła do ciebie o 4 nad ranem?
- Do domu? - Na komórkę, która była w domu.
Tak, powiedziałem ci to z 18 razy...
Zwierzam ci się, nie obrażaj mnie.
Sam do mnie przyszedłeś!
Bo nie przyjmuję do wiadomości, że nie umiesz być ojcem.
- I chcę ci dać jeszcze jedną szansę. - A ty znowu o tym...
- Tak, znowu o tym! - Nie lubię być ojcem.
- Nigdy nie lubiłem. - Zauważyłem!
Czy kiedykolwiek pytałem, co w szkole, z kim się spotykasz?
O której wracasz do domu? Nie.
Lubię słuchać, jaki jesteś dumny z tego, że zawsze miałeś mnie gdzieś.
- Jesteś niesamowity... - Czego ty chcesz, Modesto?
Przychodzisz i mówisz, że twoja dziewczyna
dzwoni do ciebie o 4 rano, ty boisz się, że zostaniesz nakryty
i mamy o tym rozmawiać?
Wiesz, że w jakimś sensie idę w twoje ślady?
- To co innego. - Co innego?
Twoja mama przyłapała mnie z piekarką.
Z córką piekarki.
Ona też była piekarką.
Posłuchaj, jeżeli dalej tak będzie,
ta kobieta za chwilę będzie cię prowadzić na smyczy jak psa.
"Ta kobieta" jak ją nazywasz, na swój sposób mnie przeprosiła.
Tak... zrozumiała...
Posunąłeś ją, prawda?
To pewna sprzeczność, zdaję sobie sprawę,
może ty tego nie rozumiesz, ale miłość składa się ze sprzeczności
i coś takiego faktycznie miało miejsce.
Wiem, co się stało...
Dała ci do powąchania,
a ty natychmiast wybaczyłeś jej karygodny telefon w środku nocy
i wsadziłeś głęboko w dupę swoją godność, w zamian za dobre bzykanko.
A teraz przyszedłeś prosić o współczucie.
Marnujesz czas, nie współczuję ci.
Czy dostanę przynajmniej piwo?
Obsłuż się, to nie pub.
- Co tak krzyczysz? - To adrenalina.
Dlaczego robisz coś, co tak cię przeraża?
Wkurza mnie, że nie potrafię nad tym zapanować. To dziwne?
Nie. Wcale nie.
Macie we dwójkę tak zagmatwaną relację, że idealnie nadajecie się na terapię dla par.
- Mówiłam ci. - Ale nie jesteście parą.
- Myślisz, że nie jesteśmy parą? - Nie o to mi chodziło.
Terapia jest dla ludzi, którzy dzielą wspólne życie i obowiązki.
Idziesz na terapię, żeby uchronić związek przed rozwodem. Czasami się nie udaje.
To się nazywa terapia dla par, nie terapia dla mężów i żon.
Kurwa, jest 6:40!
6:40...
kurwa, kurwa, kurwa!
- Gdzie idziesz? - Gdzie?
- Gdzie idziesz? - Gdzie, kurwa, idę?
- Przepraszam. - Nie ma za co.
Przepraszam, straciłam poczucie czasu. Nie zapomniałam.
- Powiedziałem, że nie ma sprawy. - Jesteś zły.
Nie, w sumie to nawet lepiej.
- Dlaczego? - Bo wróciłem do domu sam.
- Najwyższa pora, prawda? - Kochanie, to wspaniale.
Będziesz miała jeden ciężar mniej.
I, proszę, nie traktuj mnie więcej, jakbym był kaleką.
Dlaczego tak mówisz?
Mogę założyć słuchawki?
Kleszczu, co się stało?
Cztery godziny w towarzystwie szurniętego gitarzysty i jesteś nie do poznania.
Opowiadasz te same głupie dowcipy, co twój ojciec.
Lepiej tak, niż nigdy z niczego się nie śmiać.
To nieprawda. Ciągle się śmieję.
Jasne, dlatego mówią o tobie "Elena Radość Życia".
Co na kolację?
W czym się wytarzał ten pies?
O rany, nieznośny jest dzisiaj.
Nigdy wcześniej nie mówił do mnie w ten sposób.
Na mnie też jest zły.
Powiedziałaś, że odbierzesz go dwa razy z rzędu.
Wiem, to moja wina.
On tak nie myśli, bo do mnie też się nie odzywa.
- Równe traktowanie. - Nie moja wina, że jest na ciebie zły.
Nie przyjechałaś, więc zadzwonił do mnie,
Kończyłem artykuł i miałem wyłączony telefon.
- Powiedziałam już, że to moja wina. - Nie wyłączaj telefonu.
Nie chodzi mi o mnie, nie kontroluję cię,
ale musisz być dostępna dla syna.
Bądź matką, przynajmniej tyle.
Amerykański żigolak, pies sąsiadów ugania się za Kleszczem.
I co z tego?
Pachnie kobiecymi perfumami.
Jak poszedł ci egzamin z prawa prywatnego?
- Tato, jestem na wydziale humanistycznym. - Od 2 lat.
- I jak ci idzie? - Dobrze.
Tylko pytam.
Augusto, przepraszam, że przychodzę tak późno,
ale muszę z kimś porozmawiać albo jutro nie będę w stanie pracować.
Nie przejmuj się, trochę tu posiedzę.
Dopóki nie dowiem się, co powoduje te wibracje.
Wczoraj nie dzwoniłeś z domu, prawda?
- Skąd wiesz? - Masz to wypisane na twarzy.
Spałem w hotelu, Laurze powiedziałem, że mam konferencję.
Nie mogę znieść jej widoku, kiedy jestem w takim stanie.
Znowu kłopoty z Niną?
- Kolejne zerwanie? - Nie, nie...
Nie padło nic takiego. Chodzi o to, że...
znowu pokłóciliśmy się w restauracji
i od tamtej pory się nie odzywa. To już koniec.
Słyszałem te dramatyczne opowieści z dziesięć razy.
Ta dziewczyna uwielbia teatralne wyjścia, tak szuka poklasku.
Dobrze by mi zrobiła terapia z tobą.
Terapia? To by była strata czasu.
Sam wiesz najlepiej jak się mają sprawy.
Wpadłeś w pułapkę, z której nie chcesz wyjść.
- Nie dzwoniłeś do niej, prawda? - Skąd! Zwariowałeś?
- To dziecinada. - Dziecinada...
Schodzisz do poziomu Niny i zachowujesz się tak, jak ona.
Nina znika, to i ty znikasz.
Z tą tylko różnicą, że ty cierpisz,
a ona nawet nie zauważa, że cię nie ma.
To prawda.
Gram w jej grę.
Odwołałem pacjentów, nie sypiam w domu.
Zawiesiłem moje życie na kołku.
- I co będzie? - Muszę odwrócić tę grę.
Muszę pozbawić ją mocy, którą ma nade mną i odzyskać swoje życie.
Dokładnie.
- Dzień dobry, doktorze. - Dzień dobry, Moniko.
Nie spodziewałam się pana, myślałam...
Myślałaś, że zadzwonię, by ustalić nowy grafik odwołanych sesji.
Zacznijmy od razu. Najpierw pacjenci, którzy byli zapisani.
Będę przyjmował dziś i jutro, nawet po 21.00.
Może mi pani przynieść cappuccino?
- Sobie też proszę coś wziąć. - Dziękuję, doktorze.
"Cudowny dzień, dawno tak dobrze się nie czułam.
Chciałabym dać ci więcej, gdybyś tylko był bardziej cierpliwy..."
Cappuccino i sok.
Dobrze się pan czuje, doktorze?
Tak.
- Dlaczego pan pyta? - Nie wygląda pan...
Cierpię na bezsenność.
Jak minęły państwu te dni?
Mogę?
Szczerze mówiąc czuję się znacznie lepiej.
Mam więcej zrozumienia dla Modesta,
jestem zadowolona.
To efekt placebo spowodowany tym, że zaczęła pani mówić
i dała sobie prawo do tego, by nie tłumić w sobie swoich uczuć.
- Płacimy za to, by dać sobie prawo? - Przestań.
- Tylko pytam. - Nieprawda...
Ma pan rację, Modesto.
Ma pan absolutną rację.
Widzi pan...
Jeśli tyle wysiłku kosztuje nas
zrozumienie racji osoby, którą, jak twierdzimy, kochamy,
że siadamy przy stoliku i zastanawiamy się,
jak zadać jej cierpienie...
no cóż...
to trzeba uczciwie przyznać,
że miłość to kiepski biznes.
Bo szczęście, które jej zawdzięczamy
nie jest warte bólu, który nam zadaje.
Doktorze, cieszę się, że pan podziela moje zdanie,
ale pana niezbyt optymistyczne spojrzenie na miłość
nie daje nam zbyt dużo nadziei.
Co pan mówi?
Dobrze się pan czuje, doktorze?
- Tak. - Jest pan pewien?
Tak.
Przepraszam.
Ja po prostu... no wiecie...
wszystkie problemy swoich pacjentów mam tutaj.
Nie jestem żadnym katastrofistą!
Skądże znowu.
Może wszyscy popełniamy ten sam błąd,
że próbujemy zastosować logikę w miłości,
poddać ją systemowi zasad.
Tymczasem może powinniśmy nauczyć się brać miłość taką, jaka jest
i dać się jej ponieść.
Nie sądziłem, że tak szybko znajdziemy rozwiązanie.
To niewątpliwie pana zasługa.
- Chyba możemy już iść. - Siadaj.
Poczekaj, poczekaj.
Wiecie państwo, zabawna z was para.
- Naprawdę tak pan uważa? - Tak was widzę.
W jednej chwili zamieniacie się w duet komików,
przychodzi wam to z taką naturalnością.
Macie szczęście.
Cieszę się, że tak pan mówi.
A co do efektu placebo, o którym pan wspomniał wcześniej,
prawdopodobnie ma pan rację, ale ja czuję się znacznie pewniej.
- I nie chcę tego bagatelizować. - Ale proszę też tego nie przeceniać.
Rozumiem, co chce pan powiedzieć,
ale myślę, że to coś więcej niż chwilowy efekt.
Ostatnio kiedy widziałam się z Modestem, wpadłam w histerię,
potem miałam starcie w domu
zarówno z mężem, jak i z synem.
I stawiłam temu czoła z wewnętrznym spokojem, który mnie zaskoczył.
Starcie? Co się stało?
Dlaczego wpadłaś w histerię, Viviano?
Zapomniałam odebrać syna.
Doktorze, proszę spytać Viviany, ile lat ma jej syn.
16.
Miro, mój syn, ma 16 lat.
Wiem, że to nie moje dziecko,
ale traktowanie nastolatka jak kilkulatka jest śmieszne.
To nie moja sprawa, ale...
Chciałaby pani coś powiedzieć?
W porządku, pozwólmy Viviane zmierzyć się z tym tematem, kiedy będzie gotowa.
Modesto, zdaje pan sobie sprawę, że pana słowa ją krzywdzą?
Tak.
Tak.
Viviano, przepraszam.
- Pójdę do łazienki. - Jest na końcu korytarza.
Jestem pod wrażeniem pana gitary, która tam stoi.
Zasługuje na lepszego właściciela. Kogoś takiego, jak pan.
Pan wie, że gram? Jestem zaszczycony.
Ma pan wyrobione nazwisko. Niech pan nie będzie taki skromny, Modesto.
Viviano, słucham panią...
Gabinet doktora Malavolty.
- Mogę jakoś pomóc? - Łazienka?
W głębi korytarza.
Modesto, kiedy był pan w łazience,
Viviana podzieliła się ze mną pewnym zdarzeniem,
o którym pan też powinien wiedzieć.
Proszę, Viviano.
Rok temu Miro został napadnięty na ulicy.
Obrabowali go, rozebrali i pobili do nieprzytomności.
Dlatego nie chodzi sam.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? - Bo zawsze się ze mnie śmiejesz.
Nie przyszło ci do głowy, że mógł istnieć jakiś powód?
Nie możesz jednych rzeczy mi mówić, a innych nie,
a potem złościć się, że o czymś nie wiem.
Wiem, za dużo od ciebie wymagam.
Czuję się rozdarta.
Czasami o wszystko cię obwiniam,
a czasami akceptuję cię takiego, jakim jesteś.
Chciałbym jedynie klarowności.
Klarowności, Modesto? Dobrze.
Zadam ci bardzo proste pytanie:
czy kiedykolwiek przestaniemy być kochankami?
- To ma być proste pytanie? - Odpowiedz, to właśnie jest nasz problem.
Jak mam odpowiedzieć na to pytanie?
To wywróciłoby nasze życie do góry nogami.
Nie, nie. Nie mogę odpowiedzieć tak lub nie.
- Doktorze! - Viviano, zagoniłaś go do rogu...
tym pytaniem, na które chciałaś wymusić odpowiedź.
- Ja? - Nie, ja!
Proszę mnie źle nie zrozumieć,
ma pani prawo pytać Modesta, czy kiedykolwiek wyjdziecie z cienia,
ale na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie wspólnie.
Zmiany są jak drogi.
A te drogi muszą zostać wybudowane.
Nie rozwiążecie problemów samymi pytaniami i odpowiedziami.
Zaczynam pana kochać, doktorze.
- Mówię poważnie. - Niech pan nie myśli, że się wywinie.
Pan też musi budować tę drogę.
O ile oczywiście uważa pan, że gra jest warta świeczki.
Dla Viviany zbudowałbym drogę od Salerno do Reggio Calabria.
Świetnie.
Jeszcze jedno pytanie, Modesto.
- Niech pan na mnie spojrzy. - Tak.
Jeśli powiem o Vivianie "pana partnerka",
co pan poczuje, słysząc te dwa słowa?
Zakłopotanie.
Bo podoba mi się, jak one brzmią.
Wie pan co, Modesto?
Kawał drania z pana,
ale ludzki.
Co stary dziad robi w fast foodzie dla smarkaczy?
- Jem obiad. - O piątej?
- Moja dziewczyna mieszka niedaleko. - Dziewczyna?
- Ma 28 lat, jak mam ją nazywać? - Jesteś z dwudziestoośmiolatką?
No i co z tego?
Powinieneś być dumny, że twój ojciec nadal ma powodzenie u kobiet.
Czy nie czujesz się trochę...
estetycznie niewłaściwie
z tak młodą dziewczyną u boku?
Powinienem chodzić z 60-latkami, by unikać estetycznych wpadek?
Jesteś jak matka, boisz się, co pomyślą inni,
a inni mają cię w dupie!
A co ty tu robisz?
Byłem na terapii.
Co takiego?
Chodzimy z Vivianą na terapię dla par.
Modesto, dlaczego dajesz się wciągać w takie gierki?
Terapia małżeńska dla kochanków?
- Nie musisz ratować małżeństwa. - A jeśli muszę ratować romans?
Wiesz, jaki masz problem, Mode?
Żeby być kochanką, trzeba mieć jaja,
a ona ich nie ma, ona bawi się w żonę.
Ta terapia to był jej pomysł, prawda?
Tak.
Modesto, gówno decydujesz o swoim życiu.
Zadowalasz się cudzymi wyborami,
a potem, po cichu, próbujesz robić po swojemu.
Powiedział mistrz samodzielnych decyzji!
Jak wtedy, gdy zarejestrowałeś mnie w urzędzie, o niczym nie mówiąc matce.
Po chuj to teraz wyciągasz?
Powiem ci, po chuj to teraz wyciągam.
Jak można postawić żonę przed faktem, że nazwałeś mnie Modesto Grzmot.
Opowiem ci historię, której nigdy wcześniej nie słyszałeś.
Chciałem cię nazwać Gabriele, po dziadku.
Błagałem twoją matkę na wszystkie sposoby.
Ale ona nie, powtarzała w kółko: "Nie, nie, nie..."
No to powiedziałem "pierdolę,
jeśli nie mogę nazwać go Gabriele, dam mu na imię Modesto.
Jak chce, może się ze mną rozwieść, ale ja nazwę syna Modesto Grzmot".
Wspaniale jest odkryć w wieku 40 lat, że było się kością niezgody.
Wiedziałem, że tą decyzją, narażam się na ciągłe utyskiwania,
ale pomyślałem: "A co mnie to obchodzi?"
- Co cię to obchodzi? - Nigdy nie żałowałem tej decyzji.
Jaki morał płynie z tej cudownej historii?
Że robiąc po swojemu, być może będziesz czuł się lepiej.
Moja dziewczyna ma mnóstwo koleżanek.
Zamiast terapii.
Wal się.
O rany! Ale jestem zdenerwowana!
Czuję się jak wtedy, gdy po raz pierwszy poszedł sam do szkoły.
Nie byłam jedyną matką, inni rodzice też tak robili.
Paranoiczne matki są gorsze od wegan.
- Dlaczego on tam stoi? - A co może robić na przystanku?
- Czeka na autobus? - Bingo!
Pozwól mu na samodzielność, nie łaź za nim.
- Neli, jakbym słyszała Paola. - Ciekawe dlaczego?
- Boję się i jestem zdenerwowana. - Czego się boisz?
Widzisz, że tam stoi. Nie rusza się.
Uspokój się, Viviano.
Jeśli ktoś mu zrobi krzywdę, wydrapię temu komuś oczy!
Uspokój się. Oddychaj głęboko.
Pocałowała go.
- Ma dziewczynę? - Tak.
Płaczesz? Popatrz na nich!
- Nie patrz na nich. - Daj mi popatrzeć.
Ładna jest.
Na zewnątrz nie wolno palić, wciągać kreski można tylko w środku.
- Dziadek wymiata lepiej od ciebie! - Co tu robisz? Przecież nie lubisz jazzu.
Ale moi kumple lubią. Dziadek jest dla nich legendą.
Naprawdę?
Co, do cholery? Rodzina w komplecie, mam się martwić?
Rozmawialiście z moim lekarzem?
Uśmiechałem się do ciebie ze sceny.
- Olałeś mnie. - Nie zauważyłem.
Cieszę się, że przyszedłeś. Natomiast ten dupek...
- Co z tym dupkiem? - Perkusista cię widział i...
- Wracam do kumpli. - Co mówiłeś?
Perkusista powiedział: "Dlaczego ten dureń, twój syn, jest tu całkiem sam?"
- Powiedział "dureń"? - To dodałem od siebie.
Maestro, przepraszam...
Chciałam jedynie powiedzieć, że jest pan niesamowity.
Dziękuję.
- Jesteś bardzo miła. - Dziękuję.
Rzadko się zdarza, żeby taka młoda dziewczyna...
jak ty, tu przychodziła.
Uwielbiam jazz.
Moi rodzice to fanatycy jazzu, wyrosłam na Milesie Davisie.
- Davis. - Miles.
Miles Davis.
- Mogę sobie zrobić z panem zdjęcie? - Pewnie.
- Możesz nam zrobić? - Może.
- Ja? Jasne. - Dzięki, tutaj.
- Zrobione. - Dziękuję.
Pokaż.
Fajne, podoba mi się.
Podam ci mejl, wyślesz mi.
Zapomnij o mejlu... przepraszam.
W porządku...
Dziś wieczorem dołączy do nas mój syn Modesto, skromny tylko z imienia.
Kiedy ostatni raz graliśmy razem?
Tuż przed tym, jak cię aresztowali.
Kiedy podarowałem ci gitarę.
Gramy!
Przepraszam, że tak przychodzę tak późno, ale jestem w rozsypce.
Ciszej...
- Wszyscy śpią. - Przepraszam.
Co to tutaj robi?
Straciłem panowanie podczas sesji.
Kompletnie straciłem kontrolę.
- To mi się zdarzyło po raz pierwszy. - To znaczy?
Miałem sesję z jedną parą, parą kochanków zresztą...
Kochanków? A to ciekawe.
W pewnym momencie on powiedział coś,
co mnie dotknęło i sytuacja wymknęła mi się spod kontroli.
Dałem żenujący i osobisty wykład o cierpieniu z miłości.
Coś takiego nie powinno się zdarzyć terapeucie z twoim doświadczeniem.
Wiem, nie mam pojęcia, co mi się stało.
Zobacz. Przeczytaj to.
Wysłała mi to godzinę przed rozpoczęciem sesji. Sadystka!
O ile ta wiadomość jest w ogóle prawdziwa...
Może była przeznaczona dla jej nowego kochanka,
ale przez pomyłkę wysłała ją mnie.
Choć jestem pewien, że to zostało starannie przez nią zaplanowane.
Usiądź, udziela mi się twoje zdenerwowanie.
Przepraszam.
Nie ma znaczenia, czy ta wiadomość jest prawdziwa czy nie.
Ważne jest to, że Nina wie jak do ciebie dotrzeć
i wyprowadzić cię z równowagi.
Czyli nie powinienem analizować tego esemesa?
Fakt, że zastanawiasz się czy jest prawdziwy czy nie, świadczy o tym,
że twój spokój zależy od tego czy Nina kogoś ma.
Prawdziwym problemem jest to, że Nina ma nad tobą władzę
i staje się coraz bardziej zaborcza.
Co odbija się na twojej trzeźwości myślenia jako terapeuty.
Może powinniśmy zacząć się regularnie widywać.
Obawiam się, że sam nie poradzisz sobie z tą sytuacją.
Masz rację.
- Dzięki, Augusto. - Nie ma sprawy.
- Muszę się nad tym zastanowić. - Oczywiście.
Wiesz, już czuję się lepiej.
No nie...
- Skończyły mi się minuty, to wszystko. - Jesteś beznadziejny.
Modesto, chcesz być szczęśliwy? Na początek zostaw żonę.
- Co ma do rzeczy moja żona? - Zobacz w jakim jesteś stanie!
Dlaczego się nie rozstaniecie?
- Nadal ją kochasz? - Ani trochę.
Nie chcesz jej zostawić, a chodzisz na terapię z kochanką.
- Brzmi jak żart. - A co to jest twoim zdaniem?
Przestań.
Modesto, nigdy nie lubiłem Paoli.
- Kogo? - Paoli.
Kto to jest?
Eleny!
Nazywasz kobietę, z którą jestem od 24 lat Paolą!
No dobrze, nie przepadałeś za Paolą... dlaczego?
Uważam, że ona cię nigdy nie kochała.
Uwielbiam słuchać twoich wywodów.
Czy twoja żona wskoczyłaby za tobą w ogień?
Nie wiem. Kiedy poślubiasz drugiego człowieka, nie podpisujesz
klauzuli o ratowaniu partnera z pożaru.
Bo ja wiem...
Jaka jest twoja odpowiedź?
Nie, nie wskoczyłaby za mną w ogień. Ani teraz, ani wcześniej.
Twoja mama by wskoczyła. Zapewniam cię.
Jestem draniem. Nie myśl, że tego nie wiem.
Choć była wspaniałą kobietą,
nie byłem z nią szczęśliwy.
Nudziła mnie.
Przestań, bo istnieje ryzyko, że zacznę cię szanować.
Jesteś dupkiem. Ale z ciebie dupek!
Ciekawe po kim?
- Jak ma na imię mój syn? - Eric.
- Kiedy się urodziłem? - W swoje urodziny!
Pani błyszczy, Viviano. Mogę spytać, co się stało?
No mów...
Spodziewacie się dziecka?
Ostrożnie z czarnym humorem!
Nie, to nie ma z nami nic wspólnego.
Opowiadałam panu o moim synu...
Zaczął wychodzić sam.
- I ma dziewczynę. - Która ma 42 lata!
Modesto, co pan czuje, słysząc tę wiadomość?
Cieszę się, a Viviana nabrała nowych kolorów.
Jest najpiękniejszą kobietą na świecie.
Co znaczy "nabrała kolorów"? Nie wiem.
Wiecie państwo,
przeważnie nie angażuję się w emocjonalne przemiany par,
ale w tym przypadku, cieszę się, że mogę być świadkiem tych chwil radości.
- Czy możemy... - Już się niepokoiłam.
- Możemy się pocałować. - Nie powiedział tego.
Doktorze? Wygląda pan, jakby zobaczył śmierć.
Możemy coś dla pana zrobić?
Źle się pan czuje?
- Kobiety? - Przestań.
Co napisała, doktorze?
Wiadomość od Niny:
"W Paryżu jest świetnie".
Przepraszam, nie czuję się sobą.
Musimy skończyć na dziś. Nie dam rady.
Niech pan nie da się nabrać na te podłe gierki.
O czym pan mówi?
Udaje, że niechcący wysłała do pana wiadomość,
by myślał pan, że jest w Paryżu z innym mężczyzną.
- Założę się o 1 000 euro! - O czym ty mówisz?
Mówię, że ta psychopatka omamiła doktora i trzyma go za jaja.
Pewnie się pokłócili, a ona wie, że w ten sposób go zniszczy.
- Skąd ty o tym wiesz? - Bo spotykałem się z psychopatkami.
- Nigdy nie mówiłeś. - To było dawano temu.
Czy pytałem cię, z kim zdradzałaś męża wcześniej?
- Porozmawiamy o tym później. - Nie! Porozmawiamy teraz!
Doktorze, pan jest za mądry, by dać się złapać w taką pułapkę.
Sam nam pan powiedział ostatnio,
że niektórzy dokładnie planują jak zranić drogie im osoby.
A "w Paryżu jest świetnie" tym właśnie jest.
Równie dobrze można napisać, że "W Wenecji, Lizbonie, Marrakeszu jest świetnie".
To podłe.
Gdyby napisała "W Avezzano jest świetnie",
trochę bym się zaniepokoił.
"W Cinisello Balsamo jest świetnie"...
Cinisello to motel, co oznacza gorący seks.
Wtedy proszę odpisać: "Farciarze, my będziemy się bzykać na kanapie w biurze".
- Przestań. - Wie pan, co się wtedy stanie?
Odbije jej i zacznie bombardować pana telefonami,
wyzywając pana od drani. Tak będzie.
- Chodźmy już. - Zaraz. Chciałem iść do łazienki.
- Toaleta? - Na końcu korytarza.
Jestem zażenowana.
Przepraszam za Modesta.
Proszę się nie martwić, nigdy nie śmiałabym oceniać prywatnego życia innych.
Jest pani bardzo wyrozumiała.
To ja naraziłem państwa na skandaliczne przedstawienie.
Doktorze, nie zaniecha pan naszej terapii, prawda?
Na razie muszę odwołać nasze sesje, będziemy w kontakcie.
Nie wtrącaj się w życie doktora i nie dawaj mu rad.
Nadal nazywasz go doktorem...
To bardzo wrażliwy człowiek, który miał chwilę słabości.
Nie, on jest psychicznie niestabilny
i omal nie rozryczał się nad esemesem od psycholki.
- Chcemy, żeby ktoś taki nas leczył? - Wiem, co kombinujesz.
Chcesz zdyskredytować go w moich oczach, tracisz czas!
On sam się dyskredytuje! Zatrzymasz się?
Czy wiesz, jak poważne jest to, co zrobił?
On też to wie. Jak na razie zawiesił naszą terapię.
- Powiedział, że się odezwie. - Zawiesił sesje...
zamiast błagać nas, byśmy nikomu nie mówili, co nawyprawiał!
Mam do niego zadzwonić za kilka dni i wtedy zobaczymy.
Kiedy ustaliłaś te wszystkie szczegóły?
Kiedy byłeś w łazience, przez półtorej godziny!
Zwolnij, proszę.
Przepraszam...
Pan jest tym psycho-doktorem z telewizji?
- Tak. - To zaszczyt gościć tu pana.
- Napije się pan czegoś? - Nie, dziękuję. Chyba już pójdę.
Miałem nadzieję, że pan zostanie, dziś gramy Claptona.
- Tak, wiem. Dostałem maila. - Wysyłamy je tylko najważniejszym gościom.
Nie mówiłeś, że znasz sławnego psycho-doktora!
Mogę na słówko?
Przejdźmy od razu do sedna. Wie pan, co tu robię.
- Nie wiem. - Nie wie pan?
Potajemnie nastroił pan moją gitarę, żeby dać mi znak.
Potem zaprosił mnie pan na ten wieczór, używając maila właściciela,
bo wiedział pan, że nigdy nie zgodzę się na bezpośredni kontakt z panem.
Chce pan powiedzieć, że próbuję pana skorumpować?
Nie, próbuje pan sabotować terapię.
Chciał pan pogwałcić zasadę zachowania dystansu między pacjentem a terapeutą.
Jest pan całkiem niezły w interpretowaniu intencji innych.
To moja praca.
W takim razie dlaczego tak dosłownie rozumie pan esemesy od swojej dziewczyny?
- Proszę posłuchać, ja... - Kiedy ostatni raz rozmawialiście?
- Dwa tygodnie temu. - A jesteście razem od...?
Od dwóch lat.
Myśli pan, że po dwóch latach w dwa tygodnie od ostatniego spotkania
ona bzyka się z innym w Paryżu?
- Teoretycznie, tak. - Ona z pana kpi!
- Sieje wątpliwości, by pan cierpiał. - Suka.
I żeby nazywał ją pan "suką"!
- Przepraszam, że nazwałem ją suką. - Taka jest prawda.
Dał się pan złapać w sidła perwersji i tylko pan może się z nich wyplątać.
- Czyje sidła? - Jej.
Nie chciałem pana denerwować.
Owszem, chciał pan. Sęk w tym, że ma pan rację.
A niech to szlag!
- Piwko? - Tylko jedno.
Chodźmy.
- Gabinet doktora Malavolty. - Dzień dobry, mówi Viviana Fabbri.
- Dzień dobry, utknęła pani w korku? - Słucham?
- Spóźni się pani? - Spóźnię?
Proszę się nie martwić, pan Modesto już jest.
- Już jest? - Tak.
Proszę ich nie uprzedzać, zaraz będę.
- Jestem w drodze. - Do zobaczenia.
Pani Fabbri...
Serdeczny na drugiej strunie...
Co tu się dzieje?!
- Doktorze przepraszam, to moja wina. - Spokojnie, Monico. Ja się tym zajmę.
Kim ty jesteś? Wstrętnym robakiem, ścierwem...
Proszę go w to nie mieszać. To ja poprosiłem o kilka lekcji.
Spotykacie się we dwójkę, nie informując mnie o tym?
Jak tylko stąd wyjdę, złożę na pana skargę,
Jest pan niekompetentny i emocjonalnie niestabilny.
- W ogóle nie powinien pan prowadzić praktyki. - Mówiłem to dawno temu, Viviano.
- Co to znaczy? - Zawsze mówił, że jest pan niestabilny.
I że to głupota chodzić na terapię do kretyna, który rozpacza za psychopatką.
- Nigdy nie użyłem takich słów... - To pan o mnie myśli?
Czyli pana współczucie było farsą? Wstyd, panie Modesto.
- Mogę wiedzieć, o czym mówicie? - Nie ma żadnej konspiracji.
Mogę wyjaśnić sytuację Vivianie?
Zwłaszcza, że obrzuca mnie stekiem wyzwisk.
Po pierwsze: zawiesiłem terapię, więc nie łamię żadnych zasad.
A Modesto nie jest u mnie na żadnej tajemnej terapii.
Po drugie:
Nie potrzebuję pani pozwolenia na lekcje gry na gitarze!
Proszę posłuchać tego h-moll...
Po trzecie: żadne z powyższych nie przekreśla terapii, którą rozpoczęliśmy,
więc jeśli pani się zastanowi, to szybko zrozumie,
że po jednej stronie jest Freud, a po drugiej Eric Clapton.
Niewiarygodne. On nie zdaje sobie sprawy, jak poważnym nadużyciem jest
przyjmowanie pacjenta z terapii małżeńskiej w pojedynkę.
To moja wina. Po kryjomu nastroiłem jego gitarę.
Co?
Poprzednim razem poszedłem do łazienki i nastroiłem mu gitarę.
Czyli to ty wszystko zaprzepaściłeś?
Zniszczyłeś coś bardzo ważnego dla nas.
Nie chcę cię więcej widzieć.
- Proszę zaczekać... - Wal się.
- Doktorze, pani Fabbri wyszła... - Monica.
Doktorze...
czy my działaliśmy za plecami Viviany?
Ja odpowiadam za swoje czyny, a pan za swoje.
- Jakie czyny? - Od początku tego pan chciał.
Na wszelkie sposoby próbował pan zdyskredytować mnie w oczach Viviany,
żeby straciła wiarę w terapię.
Udało się panu.
Taki był pana plan, już wtedy gdy nastroił mi pan gitarę.
Ma pan rację.
Właśnie to sobie uświadomiłem.
Może umykały panu jakieś szczegóły, ale w głębi duszy
chciał pan, żeby dokładnie tak się stało.
Może to słabe pocieszenie, ale w środku,
jak pan powiedział, czuję się...
bardzo źle.
Wie pan, jaki ma problem?
Nie ma pan perspektyw.
Chciałby pan żyć z dnia na dzień, ale nie jest pan w stanie.
Myśli pan, że rozwiąże problemy, odsuwając je na bok,
ale to tak nie działa.
Więc co pan robi? Wpada w długi.
A potem się pan boi.
Boi się pan planów, boi się swoich pragnień...
Kocha pan Vivianę, ale nie ma pan jaj, by zmienić swoje życie,
więc trzyma się pan kurczowo tego, co ma teraz,
choć później może będzie pan chciał czegoś innego.
Wystarczy.
Proszę...
Mówi pan jak mój ojciec, a to jest wielki komplement.
Niech pan będzie szczery...
i choć raz spróbuje
wyciągnąć lekcję z tego jak pan narozrabiał.
Pan też całkiem nieźle narozrabiał!
Ale przynajmniej ja wiem, co z tym zrobić...
A pan?
Pijcie, wznieśmy wszyscy toast za nasze spotkanie.
Dziś nawet w Kalifornii robią dobrego szampana,
ale kiedy w '76 byłem w Los Angeles, jeszcze nie robili,
więc...
świętowaliśmy inaczej.
Spędziłem tam pięć lat, a nie parę dni,
potem musiałem wrócić do Włoch.
- Po tym, jak wygrałeś Festivalbar? - Tak.
Nie interesowało mnie życie gwiazdy popu.
- Jakbyś kiedykolwiek był gwiazdą popu, Alan! - Hej, Jess...
Zawsze byłem i nadal jestem outsiderem.
Choć zrozumiałem to znacznie później.
Tak czy inaczej, to zależy od tego, jaką wartość ma dla ciebie twoje życie,
jak je odczytujesz, na jakiej chmurze siedzisz...
- Chmurze? - Chmurze.
I właśnie dlatego, że jestem outsiderem, mogę pozwolić sobie
na jednego z najlepszych gitarzystów na świecie.
Wiem, o kim mówisz.
Byłam zaskoczona na jego widok.
Jesteście spokrewnieni?
Nie, niektóre więzy są mocniejsze od więzów krwi.
Kiedyś ze mną nagrywał i od tamtej pory jest nie do zatrzymania.
Alan...
Chodź tu.
Pamiętasz?
Alan, 3 minuty.
Welcome to the Jung-le!
Witajcie z powrotem, czas na nasz blok
poświęcony miłości i związkom,
jak zwykle jest z nami doktor Malavolta.
Dzień dobry, doktorze.
Napisała do nas
Francesca z Pordenone, która pyta czy...
Doktorze Malavolta?
Wrócimy do państwa za kilka minut,
teraz zapraszam na relację dotyczącą ponownego otwarcia bramek na autostradach.
Wyobrażam sobie jak samotni czują się robotnicy drogowi.
Prowadziłem kiedyś badania na ten temat. Zacząłem właśnie od robotników drogowych...
Zawsze sprawdzaj datę przydatności.
I nie wyrzucaj camemberta tylko dlatego, że śmierdzi.
Miałem wtedy osiem lat! Tata na mnie czeka.
- Nawet nie lubisz sera. - Ale tata lubi.
- Tata może sobie kupić sam. - A ja nie?
Możesz zostać, jeśli chcesz.
Mamo, rozmawialiśmy już o tym.
Wiem, ale jak dotąd rozstaliśmy się tylko raz, na 5 dni, gdy byłeś na obozie.
Możesz odbierać mnie po basenie.
- Będę mieszkał 2 kilometry stąd. - Nie o to chodzi.
Nie martw się.
Odbieraj moje telefony.
- Tato, chcesz coś zjeść? - Nie, dzięki.
- Rozpakować te torby? - Nie, nie trzeba.
Poczekaj.
...nowe pokolenie włoskich psychoterapeutów, Filippo Greco.
- Dzień dobry. - Dzień dobry, Lauro. Dziękuję.
Co ty oglądasz?
Dzień dobry.
Neli!
Przepraszam, przyjechałam autobusem.
Znalazłaś miejsce pod domem i nie chciałaś go stracić?
Nie, ubezpieczenie wygasło. Paolo zawsze się tym zajmował.
To ma swoje dobre strony: wreszcie możemy się napić.
Nie ma samochodu, nie ma obawy, że zabiorą ci prawko!
- Dzięki Paolowi. - Zgadza się.
Catering będzie później.
O nic się nie martw,
jeśli wybuchnie pożar, zamknij wszystko i w nogi.
Żartowałam, proszę pani.
Pa.
Do widzenia.
Kleszcz!
Cześć.
Co ty tutaj robisz?
Przepraszam, uciekł mi.
Nie szkodzi, lubię psy.
- A on lubi mnie. - Na to wygląda.
Wabi się Kleszcz.
Lubi zawierać nowe znajomości.
Na razie, Kleszcz.
Do widzenia.
Modesto, mamy problem.
- Prawa autorskie. - Znowu?
W kółko to samo...
- Nie mamy pozwolenia. - A kto powinien je dostać?
- Ty. - Ja?
Proszę, nie wiem po co ci on, ale jest.
Cześć.
Nie spodziewałem się ciebie.
Popatrz na siebie.
Jesteś zdenerwowany.
Nie wiem, co zrobić z rękami.
Ty też nie.
- Dlaczego nie zadzwoniłeś? - Bo byś rzuciła słuchawką.
Odrobina upokorzenia raz na jakiś czas by ci nie zaszkodziła.
- Nie chcę cię stracić. - Jestem tu.
Przez jakiś czas.
Co znaczy "przez jakiś czas"?
Jestem dupkiem, wiem.
A ja jestem zakochana w dupku.
Kto to?
Żartuję... i co teraz?
Pocałuj mnie, do jasnej cholery!
TERAPIA MAŁŻEŃSKA DLA KOCHANKÓW
DWA LATA WCZEŚNIEJ
- Lecę, na razie. - Cześć.
O co chodzi?
Jestem zachwycony, że zna pani na pamięć słowa piosenki.
Trochę.
- Pan ją napisał? - Tak.
Potem George Brown i Curtis Williams
usłyszeli, jak śpiewam w Buenos Aires i mi ją podkradli.
A to pech.
- Bywa. - To tak jak w piosence...
Te słowa napisałem w nocy, gdy doskwierała mi samotność.
Jest pan zazdrosny o swoją samotność...
czy...
Nie rozumiem.
Mogę się przysiąść? Chyba tak.
- Viviana. - Modesto.
- To pana imię? - Nazwisko mam gorsze.
Grzmot.
- Naprawdę? - Proszę zobaczyć.
To mój dowód.
- Rozwiedzeni rodzice? - Skąd pani wie?
Zdrowa para, dogadująca się ze sobą,
nigdy nie nazwałaby tak swojego dziecka.
- Pani...? - Viviana.
Właśnie napluła mi pani w twarz i obraziła moich rodziców.
- To pani typowe zachowanie? - Czasami.
Fantastycznie.
Ale... Get down on it.
Przede wszystkim... Wanna...
Nosowo...
Ja to napisałem!
Tłumaczenie: Karolina Stańczyk
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.