All language subtitles for Superman.and.Lois.S01E09.720p.HDTV.x265-MiNX

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Poprzednio:

Skupmy się na rodzinie.

Ty i Jordan właściwie jesteście bronią.

Tylko ja w tym domu nie mam czym walczyć.

Nie myszkuje się po bazie typa z innego świata!

Jesteśmy nadzwyczajnymi ludźmi w rodzinie superludzi.

- Bez taty nie wystąpię. - Pomogę.

Wciąż mam nadzieję, a ty zawodzisz.

- Znalazłeś obiekty? - Tak, ale nie wiem, czy się przyjmą.

- Paskudna rzecz. - Eksperymentalny kryptonit.

Miał atakować twoje płuca, żebyś był słabszy.

Dlaczego Edge jest tutaj? Dlaczego w Smallville?

Na pewno nie dla biryani.

W Hazel Green i Granville działał chwilę,

w New Carthage wkrótce zamyka,

- a działa tutaj. - Pewnie z tego samego powodu.

Wydobywa kryptonit X i daje ludziom moce.

Wiem, ale tylko w Smallville przebywa osobiście.

Czyli z jakiegoś powodu tu jest inaczej. Potrzebuje Smallville.

To twoja specjalność. Jak rozgryziemy problem?

Kopiąc głębiej.

Wykorzystamy wszystkie możliwe środki.

Clark jest świetnym reporterem. Może pomóc.

Wykorzystamy informacje Lany.

Ma akta wszystkich pracowników.

Ich życiorysy, pochodzenie...

Rozważymy każdy szczegół.

I wrócimy do początku.

Połączymy informacje.

Jeśli zrobimy to dobrze,

odpowiedź pokaże się sama.

Mój cel jest taki sam. Chcę zmienić świat.

I wreszcie znalazłem odpowiednie miejsce. Tu, w Smallville, z takimi jak pani.

Ja? Dlaczego?

Wiem, że nie miała pani łatwego życia.

Znam pani cierpienie.

Strach przed tym, że nie wyżywi pani rodziny,

brzemię, stres.

Mogę zabrać pani ten strach.

Poprawić pani życie w każdym aspekcie.

Poprawić ciebie, Emily.

Zaboli?

Ani trochę.

Jeśli zechcesz, dam ci nowe życie.

Nowe?

Będziesz się czuła jak nowo narodzona.

O czystym umyśle. Silna.

Zdolna do niemożliwego.

Ale tylko wtedy,

jeśli się zgodzisz, że twojego obecnego życia

już nie chcesz.

Gospodarz przyjęty.

Spisałeś się.

Proces nie jest skończony. Pełną kontrolę zyskasz za kilka dni.

Gdy to się stanie,

życie znów będzie twoje.

Chcesz się stać lepszą wersją siebie, Emily?

Tak.

SUPERMAN I LOIS

Edge kazał Lanie szukać kandydatów.

Nie wiemy, jak go powstrzymać, dlatego zniechęcimy ludzi.

Proponuje pracę i pieniądze.

Oni ich potrzebują.

Chłopcy, autobus!

Musimy coś zrobić. Mnie nie posłuchają, ale ciebie mogą.

Które moje?

Wieczorem znów pracujemy nad sprawą.

I tak idziemy na występ Sary.

Jak na przyjaciół spędzacie razem sporo czasu.

- Tylko ją wspieram. - Jasne.

Chce tylko przyjaźni.

Niekoniecznie, ale niech sama powie.

- Autobus. - Jedzenie w lodówce.

Cześć.

Spotkam się z Laną.

Jesteś synem Marthy Kent.

Pomagała im dłużej niż Edge. Posłuchają cię.

Nikt nie zachowuje się inaczej?

Zauważyłam jedynie, jak szczęśliwi się stali.

Jakby naprawdę się cieszyli.

Że odmienili swoje życie.

- Co on z nimi robi? - Samorozwój, samoocena, zaufanie...

Może jakieś ćwiczenia?

To jak sekta, tylko Edge nie kasuje za pranie mózgów.

Wiem jeszcze, że zaczęli się zbierać na poranki u Victorii.

Poranki?

Wspólne śniadania.

- Spóźnię się. - Lepiej zrób przerwę.

To niebezpieczne. Jeszcze coś ci się stanie.

W porządku.

Jeśli dzięki temu ocalę choć jedną osobę, warto próbować.

Może skoczymy do tej jadłodajni i obejrzymy śniadanie?

Nie. Skup się na zbieraniu informacji.

Znam kogoś, kto ma większe szanse tam wejść.

Chłopcy! Chodźcie tu.

- Dzień dobry. - Chcę ci podziękować, Jordan.

Za to, że pomogłeś Sarze podczas przesłuchania.

Dzięki.

Dobra. Spóźnisz się.

Do zobaczenia.

Nie mogę się doczekać!

Ma jakiś kryzys osobowości.

- Serio? - Ciągle powtarza, jak to się zmienił.

Przez chwilę zawsze jest lepiej, a potem wpada, zupełnie jak twój brat.

- Co? - Zostaw Tegan Wickhem.

Zaufaj mi.

- Cześć! - Słyszałam, że wróciłeś.

Nie miałem czasu cię odwiedzić. Daruj.

Ja też jestem zabiegana, ale to dobrze.

Słyszałem, że pracujesz u Edge'a.

To zmieniło moje życie.

Świetnie się czuję, koncentruję, lepiej myślę...

Dawne problemy są teraz błahostkami.

Naprawdę? Chętnie o tym pogadam.

Szukasz pracy?

W porządku. Pogadaj z Laną. Ona mnie wkręciła.

Byłemu chłopakowi pomoże na pewno.

Lecę. Daj znać, to pomogę. Dobrze cię znów zobaczyć.

MEKSYK

- Dasz radę? - Jesteś cały?

- Wyżyję. - Dziękuję.

Dobrze, że wróciłaś. Edge zamieszcza u nas wielkie ogłoszenie.

- Rekrutuje? - Dwa razy tyle osób.

Cokolwiek im robi, właśnie wrzuca wyższy bieg.

- Dokąd idziesz? - Zrobić scenę.

- Gdzie Edge? - Na spotkaniu. Właśnie się dowiedziałam.

Nie chcecie tego, co daje.

Po prostu stąd wyjdźcie.

- Nie dotykaj mnie. - Proszę nam dać chwilkę. Krótką.

Wiem, jak to brzmi, ale chce wymazać to, kim jesteście,

i zastąpić czymś innym.

- Desperacja? - Wiem, co robisz.

Oferuję potrzebującym pracę.

Pakujesz w ludzkie ciała świadomość Kryptonian.

Tworzysz ludzi z mocami.

A twoje dowody to?

Derek Powell, Reno Rosetti, Leslie...

Dwa trupy i moja asystentka?

Nawet jak na ciebie to dziurawa teoria.

Oboje wiemy, że prawdziwa.

Prawda jest subiektywna.

Komu uwierzą ludzie?

Skończonej reporterce czy człowiekowi, który funduje miastu wzrost?

Ci ludzie to nie są twoje kukiełki. Mają marzenia, rodziny...

Nikogo do niczego nie zmuszam. Wszystkim proponuję to samo,

- szansę na lepsze życie. - Nie opublikujemy tego.

Wystarczy ustna reklama.

Nie powstrzymasz tego.

Być może czas użyć przycisku i wezwać superprzyjaciela?

Być może.

Choć to ryzyko. Pamiętasz, skąd jest?

Może się ucieszyć, że są inni jemu podobni.

- Tak twierdzi John Irons. - Nie umywają się do Supermana.

Chętnie to sprawdzę.

- Poradziłeś sobie z szafką? - I z gniewem. Posłuchałem twojej rady.

Może chciałabyś się czasem spotkać ze mną po szkole?

Spotkać?

We dwoje?

Tak. Nie myślę o niczym na sztywno.

Skoczylibyśmy coś zjeść.

Wiem, że jesteś słodki...

Pomyślałem, że skoro tak często na siebie wpadamy...

Miałeś złamaną rękę i wyglądałeś na samotnego. Chciałam być miła.

- Jasne. - Obraziłeś się?

Nie!

Spoko. Moja wina.

Na razie.

Musisz zmienić zagrania, numer dwa.

Weź się za to jak za szafkę!

- Jesteś? - W kuchni.

Mamy problem. Morgan Edge przyspiesza.

Co się stało?!

- Napad na bank. Oberwałem. - Mieli kryptonit?

Zwykłe pociski.

Superman nie ma siniaków, zwłaszcza po zwykłych kulach.

Może to ten gaz Rosettiego?

Trzeba zadzwonić do taty.

- Daruj, że zepsułam wstęp. - Nie zauważyłam. Jesteś super.

Dzięki.

Świetnie grasz! Masz inne ukryte talenty, o których mi nie mówisz?

To w zasadzie tyle.

Dziękuję ci za wszystko.

Za czas, który mi poświęcasz. To wiele dla mnie znaczy.

Chcę tu być.

Na zdrowie.

To chyba jakaś alergia.

Coś jest nie tak.

Też jesteś zarażony.

- Proszę. - Co się dzieje?

Gaz, który rozpylił Rosetti, to jakaś biochemiczna broń.

Jak wirus?

Zaraziłeś mnie i choruję na kryptonit?

Tak.

To nie twoja wina. Dopiero dziś się zorientowałeś.

Masz superzdrowie. Ile chorujesz?

Twój tata nigdy nie był chory.

Nie jest tak źle.

- To nie miało tak być. - Poważnie?

Broń na Supermana nie miała działać na Supermana?

Miała go osłabić. W razie czego.

- Czasowo. - To czemu mój syn choruje?

Wyjaśnij! Zaszkodziłeś własnemu wnukowi!

- Jak to naprawić? - Chłopcy działają.

Będzie coś do picia?

- Widziałeś Jordana? - Pewnie wbija się w czarny T-shirt.

Nie sądzę. Wyszedł godzinę temu i nie wrócił.

- Powiedział dokąd? - Wybiegł jak opętany.

Było nam naprawdę dobrze, aż postanowił mnie wystawić.

Chyba nie chodzi o ciebie. Znajdę go.

Tylko szybko, bo zaczynam.

Miałam cię spytać. Jak idzie program?

Pan Edge to geniusz.

Ten proces całkowicie odmienił nas i nasze życie. Wspaniałe!

- Proces? - Wybacz. Myślałam, że go przeszłaś.

Nie.

Co właściwie zrobił?

Pan Edge zabronił mówić.

Znamy się od piątej klasy. Możesz mi zaufać.

Masz chwilkę, Lana?

Do zobaczenia.

Zdaje się, że zajmują cię sprawy, które nie powinny.

Postawił mnie pan na czele programu. Powinnam wiedzieć, czego dotyczy.

Dla własnej ciekawości czy po to, żeby uprzedzić Lois Lane?

Nic jej nie mówię!

Nie szkodzi. Pani Lane ewidentnie jest zdesperowana.

Dziwiłbym się, gdyby nie próbowała cię zwerbować.

Emily opowiedziała mi o jakimś procesie.

O co chodzi?

Złożyłem jej ofertę.

Tę samą, którą już teraz złożę tobie.

Odpowiedź...

znacząco wpłynie na resztę twojego życia.

- Gdzie Jordan? - Na górze.

- Zimno jak na Iditarod. - Twój brat jest chory.

Dlatego wystawił Sarę?

- Muszę wracać. - Nie ma mowy.

- Nie mogę jej porzucić. - Da sobie radę.

Nie będę jak jej ojciec!

Wiem, że ci zależy, ale musimy odkryć, co się dzieje.

- A nie wiemy? - Kryptonit działa na niego inaczej.

- Dziadek i lekarze próbują pomóc. - Będzie dobrze.

To nie wygląda na "dobrze".

- Nie mogę oddychać. - Co się dzieje?

Nie możemy czekać.

Oddzwonię.

- Dokąd poleciał? - Zrobić to, czego ty nie możesz.

Gaz, którego użył Rosetti, był eksperymentalny. Niesprawdzony.

Nie wiedzieliśmy, co powoduje.

Całe moje życie praca była dla ciebie najważniejsza.

Niełatwo to akceptowałam,

ale nauczyłam się z tym żyć i to szanować,

bo wierzyłam, że chcesz dobrze

i naiwnie sądziłam, że gdy będę miała rodzinę, zmienisz się,

potraktujesz nas poważniej.

Myliłam się.

Świadomie i z własnego wyboru narażasz życie osób, które kocham?

Nie wybaczę tego.

Gdy to się skończy, masz wyjechać i już nie wracać.

Nie jesteś tu mile widziany.

Kryptonit atakuje drogi oddechowe Jordana.

- To niewydolność oddechowa. - Jak to?

Kryptonit sprawia, że jego płuca wypełnia woda.

- Kondensuje sporo powietrza... - I chłodzi, jak ja.

- Usuniesz kryptonit? - Zapewne,

ale tak, jak kiedyś zrobiliśmy to tobie.

Co?

Trzeba wypalić kryptonit.

Ale jak?

Temperaturą. Olbrzymią.

- Nie! - Posłuchaj!

To jedyny sposób.

Inaczej twoje płuca zamarzną.

Weź mnie za rękę.

Ściskaj tak mocno, jak trzeba.

Dasz radę.

W porządku, mamo?

Powinnam go była ochronić.

To nie twoja wina.

Jestem waszą mamą. Mam was jedynie chronić i ciągle zawodzę.

Wcale nie.

- Prawie zginąłeś w kamperze Henry'ego. - Z własnej winy.

- W wypadku samochodowym. - Też.

Ciągle grozi wam jakieś niebezpieczeństwo. Czemu nie potrafię was ustrzec?

Nie wiem.

To pewnie cena za życie w superrodzinie.

Tata coś wymyśli.

Jak zawsze.

Zajęłam wam miejsca.

Dziękuję za przybycie.

- Jak poszło u Edge'a? - Świetnie.

Wszystko mi wyjaśnił i teraz już rozumiem.

Pierwsza wystąpi utalentowana Sarah Cushing.

Zaśpiewa "Little Light" Amosa Lee.

- Przepraszam, nie mogę. - Możesz.

Dasz sobie radę.

Czekam na wieści od moich ludzi. Potem wszystko wyprostujemy.

Trochę na to za późno.

Czemu ją stworzyłeś,

broń, która rani tatę?

Twój tata jest najpotężniejszą istotą na tym świecie.

Ja mam chronić ludzi.

Być gotowym na każdy scenariusz, choćby niewiarygodny.

My dwaj nie jesteśmy jak twój tata czy Jordan.

- To mój bliźniak. - Wiem,

ale gdy ujawniły się jego moce, zaczęliście kroczyć innymi ścieżkami.

To cię przeraża?

Tak.

Sądzę, że się mylisz. My dwaj nie jesteśmy tacy sami.

Jak to?

Nigdy nie będę się bać rodziny.

- Obojętne jak potężnej. - Nie widziałeś tego, co ja.

Zgadza się,

ale niczego by to nie zmieniło.

Ja dalej bym im ufał, a ty dalej byłbyś tchórzem.

- Byłaś wspaniała. - Gdy już się przełamałam.

- Wiedziałem, że dasz radę. - Dziękuję, tato. Za pomoc.

- Dokąd idziesz? Avery śpiewa. - Wrócę.

- Dziwne. - Tak.

Sprawdzę, co się stało.

- Widział pan? SUPERMAN Z TRUDEM POWSTRZYMUJE NAPAD

- Wciąż jest słaby. - Dlatego aktywowałem część obiektów.

Zlikwidują Supermana?

Nie jego.

Tych, których chroni.

- Kryptonit niemal zniknął. - Już prawie!

Już dobrze. Tak jest.

Jestem z ciebie dumny.

Jestem dumny.

Nie wiadomo, jak długo będzie działać?

Nie, nie sprawdziłem prototypu.

Nie był w nastroju. Czekam na odpowiedź.

Nie możemy do nich zadzwonić?

Nie bez powodu to Forteca Samotności.

Bądźmy cierpliwi i tyle.

Pytałaś, czy ktoś w EnerCorp nie zachowuje się dziwnie.

Przed chwilą zrobiła to Emily Phan.

- Emily? - Wyszła w środku występu córki.

To niemożliwe. Avery jest dla niej wszystkim.

- Zupełnie jakby... - Była kimś innym.

Otworzę.

- To miał na myśli Edge. - Czyli?

Zanim wyszłam,

zaproponował,

- że zrobi ze mną to samo. - Co?

- Odmówiłam. - Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?

Bo się zdenerwowałam. Wiedział, że cię informuję.

Chyba do ciebie, mamo.

Martwię się. A jeśli coś zaplanował?

Mamo?

Nie powinna dzwonić.

Nie tym razem.

- To nie jesteś ty! - Już nie.

Uciekajcie!

- Czekajcie, aż się zjawi! - Nie! Do stodoły!

Zajmę ich!

Zabrałeś jego broń?

Jadę z występu. Lana się boi.

- Czemu? - Edge próbuje mnie zabić.

Nic z tego.

Leżeć!

Najpierw cele.

- Tak właśnie smakuje kryptonit? - Tak.

Tato?

Przepraszam.

Przeze mnie twoje życie się zmieniło.

Tak wiele ci się przytrafia! Nie prosiłeś się o to.

Wiem.

Ale ty też nie prosiłeś się o swój los.

Daj mi broń!

Nieźle ci idzie.

Ciebie zabijemy później, Lois.

Chciał, żebyś cierpiała.

Zniknęli.

Lepiej niż lodem, przynajmniej tak powtarzałeś.

Żebyś się zgodziła.

Trochę tych mrożonek było.

Już jako dziecko wiecznie wracałaś posiniaczona.

Nie potrafiłem cię uchronić.

To prawda. Wszystko, co powiedziałaś.

Nie byłem najlepszym ojcem.

Często mnie nie było.

I nie chroniłem cię tak, jak powinienem.

Dziś to zrobiłeś.

Nie pozwolę skrzywdzić wnuka.

Ani córeczki.

Zostaniemy do końca.

Od teraz ty, chłopcy, Clark, Smallville...

- to mój priorytet. - Dobrze.

Bo wojna, o której mówił John Henry Irons,

właśnie się zaczyna.

- Mama pozwoli ci zatrzymać broń? - Nie wiem, ale tylko dzięki niej żyjemy.

Nie chciałbym się ocknąć jako jedynak.

Czyli wszystko gra?

Tak, poza lodowym oddechem.

- Zostanie ci? - Chyba.

- Jakie to uczucie? - Jakbyś wiecznie żuł gumę.

Nieźle.

Nie wierzę w to.

Mama Avery Phan i pan Cushing?!

To nie oni. Wyprano im mózgi.

Dziadek wyśle ludzi, żeby ich znaleźli.

Co powiedzą Sarze?

Nie wiem.

- Co się stało? - Jesteś pijany?

- Nie. - Zostawisz nas samych?

Muszę pomówić z twoim tatą.

Jasne.

- Piłeś? - Nie.

Mówiłem, że z tym skończyłem.

Próbuję być jak najlepszy, ale dziś coś się ze mną stało.

Byłem na występie, rozmawialiśmy z Sarą,

a potem odpłynąłem.

Ocknąłem się na jakimś polu, za miastem,

z obolałymi żebrami. Nie wiem, jak tam trafiłem ani co się dzieje.

Twierdzisz, że chcesz się poprawić.

Morgan Edge złożył ci propozycję?

- Jak mogę pomóc? - Chcę być lepszy.

Chciałem się poprawić. Dla ciebie i dziewczynek!

Mówiłaś, że odpowiedź pojawi się sama, a ja sądziłam, że jesteś wariatką,

ale potem sprawdziłam wszystkich ludzi z mocami

i coś odkryłam.

Sama nie wiem co, ale ty jesteś mądra i załapiesz.

O czym ty mówisz?

- Irma Sayers i David Fuglestad. - Kto?

Leslie Larr i ten z motelu.

Larr to Irma Sayers?

A on to David Fuglestad.

Okazuje się też, że oboje pochodzą ze Smallville.

Derek Powell z New Carthage, a Rosetti z Metropolis.

A David i Leslie stąd.

Co powiedział Powell, zanim się zabił?

- Że już jest martwy. - A jego moce zawodziły.

Rosettiego też. Z Davidem tak nie było.

Ani z Leslie.

Gdy wylądowałem, cały tydzień świat zasypywały meteoryty.

Stąd kryptonit.

Wszystkie formy. Tutejsza, ukryta w kopalniach...

To kryptonit X.

Miejscowi tolerują przemianę,

bo długo byli wystawieni na jego działanie.

Jak Tag Harris.

- Edge nie potrzebuje Smallville... - ...tylko mieszkańców.

Co?

Twój nadajnik.

Edge.

Dobrze, że jesteś.

Musisz to przerwać.

To samo powtarza mi twoja Lois Lane.

Też nie potrafisz mnie zmusić.

Sądziłeś, że rozdaję moce, a sam ich nie posiadam?

Zdobyłem je wtedy, co ty, Kal-Elu.

- Gdy tu przybyłem. - Przybyłeś?

Czas, byś dowiedział się, kim jestem i skąd pochodzę,

bracie.

Tekst: Wojtek Stybliński

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.