Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
- Hej, Johnny musi się wysikać! - Nie ma mowy. Zamknij się!
On sika!
Johnny sika na siedzenie!
Cholera, Johnny!
Naprawdę? Co z tobą?
Zawsze chciałem wiedzieć, czemu fortepian.
Niby jesteś awangardowy. Gitara byłaby bardziej…
Hej! Lucyferze…
Nie chcę się z tobą bić.
A ja z pewnością chcę!
Co by się wtedy stało z tymi biednymi, kruchymi ludźmi, drogi braciszku?
Wszystko w porządku!
To tylko braterska sprzeczka.
To nic takiego. Muzyka.
Poza tym o co tu walczyć?
Już wygrałem.
Złożyłem płonący miecz.
Dzięki niemu i moim urokom osobistym, rzecz jasna,
mam większość aniołów po swojej stronie.
Ale jednak tu jesteś.
Dlaczego?
Żeby uniknąć rozlewu krwi.
By chronić nasze rodzeństwo. By zawrzeć pokój.
Mam dla ciebie ofertę.
Nie masz mi nic do zaoferowania.
A tron?
Oferujesz mi moją dawną pracę?
Ja biorę niebo. Ty bierzesz piekło.
To nawet trochę poetyckie.
I pozwolę ci tam rządzić, jak tylko zechcesz.
Rany, dzięki, brachu.
Już byłem, widziałem, spróbowałem.
Ale nie powiedziałem ci najlepszego.
Chloe będzie tam z tobą.
Będziecie mieli szczęśliwe zakończenie.
O czym ty mówisz? To niemożliwe.
Nawet jako Bóg
nie możesz sprawić, by jej dusza poszła do piekła.
Tam prowadzi jedynie poczucie winy.
Dokładnie.
Zastanów się.
Ojciec jej dziecka zmarł podczas śledztwa, które prowadził zamiast niej.
To wszystko to twoja robota?
- Kazałeś im zabrać Daniela? - Nie.
To był tylko szczęśliwy przypadek.
Ale kiedy powiedzieli mi, że go mają,
zrozumiałem, że mam świetną okazję.
Więc…
kazałeś im zabić Dana?
Nie ma za co.
- Spokojnie, bracie. - Dan jest przez ciebie w piekle!
Właściwie to przez własne poczucie winy, którego dawno powinien był się pozbyć.
Zapomnij o przeszłości.
Skup się na przyszłości.
Na twojej przyszłości.
Z Chloe.
Potrzebujesz czasu do namysłu. Rozumiem.
Ale, dla twojej wiadomości, głosowanie odbędzie się jutro.
Organizuję je na ziemi, żebyś mógł przyjść.
No wiesz, bo przecież jesteś wygnany z nieba
i byłbyś natychmiast spopielony, gdybyś wrócił.
Chociaż…
fajnie byłoby to zobaczyć.
Bracie.
Oferuję ci szansę na szczęśliwe zakończenie.
Mam nadzieję, że skorzystasz.
Linda.
Widzisz?
Do tego prowadzi troska o innych.
Do idiotycznych emocji nad rupieciami.
Możemy już odpuścić to emocjonalne gówno i skończyć pakowanie?
Maze.
Wszystko będzie dobrze.
Co to jest?
To ta koszulka, którą Dan…
musiał ukraść Chloe po tym, jak go znokautowałam
i porzuciłam nagiego w jej domu.
Nadal nie wiem, jak się w nią wcisnął.
Tęsknię za nim.
Maze.
Już dobrze.
Już dobrze.
Już dobrze.
Dobrze.
To prawda.
To prawda, że gdy zależy ci na ludziach…
czasem musisz przeżywać ból i stratę.
Ale taka jest cena radości.
To prawda, Mazikeen.
Aby nie czuć teraz smutku, musielibyśmy nigdy nie spotkać Dana.
Nie chciałabyś tego. Nikt z nas by tego nie chciał.
Jak wtedy…
kiedy Dan i ja
zmiażdżyliśmy razem gang uliczny.
To było piękne.
Dokładnie.
A pamięć…
takich słodkich chwil…
pomaga uleczyć ból.
Bo uwierz mi…
brak miłości
jest dużo gorszy niż jej strata.
Dziękuję, że przyszłaś, pani detektyw.
Jasne.
Jak Trixie?
No wiesz…
Jest z moją mamą i rodzicami Dana.
To silna dziewczynka,
tyle że teraz musi być jeszcze silniejsza.
Wiem, że to ty prosiłeś, żebym przyszła,
ale pierwsza chcę coś z siebie wyrzucić.
Ta nasza kłótnia tamtej nocy…
Oboje byliśmy zestresowani i rozemocjonowani i…
Miałaś rację.
Powiedziałaś coś, do czego sam nie umiałem się przyznać.
Chciałem być Bogiem z niewłaściwych powodów.
Ale teraz wiem, dlaczego muszę być Bogiem.
Z powodu Dana.
Co to znaczy?
Proszę, usiądź.
Więc…
Dan…
Śmierć Dana…
To wszystko jest winą Michała.
Składa płonący miecz, by wygrać wojnę.
Dlatego zabili Dana?
Żebyśmy się nie dowiedzieli?
Nie.
Nie.
Michał zabił Dana,
żebyś poczuła się winna.
Żebyś po śmierci poszła do piekła.
Pokrętne przekupstwo, żebym ja tam wrócił jak grzeczny diabełek.
Nawet nie wiem…
co mam zrobić z tą informacją!
Nie możesz temu ulec.
To manipulacja.
Nie wolno ci mieć poczucia winny.
Jasne. Tak.
Pstryknę palcami i przestanę czuć winę.
- Mówię poważnie. - Ja też.
Emocje tak nie działają, Lucyferze.
Udowodnij, że się mylę. Śmiało! No już!
Czuj się godny!
Albo wiesz co? Nie, to jest lepsze.
Stań się wrażliwy.
- Łatwo się mówi, co? - To nie to samo.
Nie damy Michałowi wygrać, a ty nie skończysz jak Dan.
O czym ty mówisz?
Dan jest w niebie.
Lucyf…
Gdzie jest teraz Dan?
- Gdzie on jest? - Nie każ mi tego mówić.
Gdzie on jest?
Kto tam?
Michał?
Remiel?
Lucyfer.
Remi!
Ona nie żyje.
O mój Boże.
Michał dowiedział się, że jest szpiegiem i zabił ją płonącym mieczem.
Czy na mieczu są prawdziwe płomienie?
To nie jest dobry moment na poznawanie niebiańskich zasad,
ale tak, miecz ma płomienie. To ma sens. Nie roztrząsaj tego.
Pytam tylko dlatego, że wokół rany nie ma śladów poparzenia.
Michał zabił ją czymś, co nie płonęło.
Więc użył samego sztyletu Azrael.
Kiedy się z nim widziałem, powiedział, że ma miecz.
Gdyby tak było, użyłby go, żeby się popisać, co znaczy, że blefuje.
Nie znalazł tej części.
Nie wiemy, gdzie jest. Szuka mu jej armia aniołów.
Może Remiel odkryła, gdzie jest.
Myślisz, że przyszła nam powiedzieć?
Nie wiem.
Nie wiem. To…
To może być trop.
Wiem, że o dużo proszę, ale potrzebuję detektywa po raz ostatni.
Potrzebuję pomocy.
Oczywiście.
Może nie umiem kontrolować poczucia winy, ale potrafię ukierunkować gniew.
Załatwmy tego drania.
Hej tam, na wysokościach.
Zabrałeś dobrego człowieka.
Cieszę się,
że jest teraz z tobą, ale…
tęsknię za nim.
Bardzo za nim tęsknię.
Wiem, że masz dużo na głowie…
i…
wiem, że ciemność rozjaśnia światło i w ogóle, ale…
jest teraz mega ciemno…
i trudno mi zobaczyć cokolwiek.
Czuję się,
jakby już cię tam nie było.
Ale…
wiem, że to zupełnie niemożliwe.
Dlatego…
byłabym wdzięczna,
gdybyś wskazał mi drogę.
Albo przynajmniej popchnął mnie w odpowiednim kierunku.
Albo…
Po prostu daj mi jakiś znak.
Daj mi znać, że jestem tam, gdzie mam być.
Tam, gdzie potrzebuję być.
- Hej. - Tak?
Dzięki Bogu, że jesteś.
Potrzebujemy pomocy.
- Zaraz wracam. - Dobrze.
- Dobrze? - Tak.
Dzięki.
Sprawdzę kolejną próbkę spektrometrem.
- Dlaczego? - Bo to tutaj nie ma sensu.
Według raportu to drożdże.
Remiel uwielbiała jacuzzi.
Drożdże, to dziwne.
Daj mi chwilę.
No dobrze.
Wiem, że chciałeś, bym tylko sprawdziła, co jest na piórze, ale…
przecież nie mogę tego robić bezmyślnie.
Chyba wiem, o co chodzi, Lucyferze.
Wiesz?
No weź.
Ogromniaste, tajemnicze pióro?
Potajemne śledztwo?
Lucyferze, musisz wiedzieć, że możesz mi zaufać.
Powiedz mi prawdę.
Przejechałeś samochodem emu, prawda?
- Chyba to mam. - Nie wierzę.
Mają dwa metry i żyją w Australii. Przejechał…
- Dam wam chwilę. - Tak, dziękuję, panno Lopez.
Pamiętasz TJ Rossa, pasera, który miał naszyjnik Amenadiela?
Cherlaka, który rzucił mną jak Angry Bird? Pamiętam.
Sprawdziłam miejsca, w których prowadził interesy.
Jednym z nich był opuszczony browar.
Miejsce pełne drożdży.
Może Remiel chciała nam to powiedzieć,
ale Michał ją dorwał?
- Może znajdziemy TJ przed Michałem? - Minęło kilka godzin.
Zobaczymy. Musimy spróbować.
A jeśli ktoś z twojego rodzeństwa czeka tam na nas?
Panna Lopez.
Tak?
Mógłbym cię poprosić o ostatnią już przysługę?
Na stówę.
Czego potrzebujesz?
NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ SPOTKANIA W 4 OCZY
Cześć.
Ja… czekam na kogoś.
No wiem.
Czekasz na mnie. Jestem Steve.
No tak.
To wyjaśnia, dlaczego chciał się spotkać w Luksie.
I dlaczego podobało mi się jego pokręcone poczucie humoru.
Więc już chodzisz na randki? Super.
Poważnie?
Zerwałaś ze mną, Maze.
- Poza tym jesteś Steve’em, więc… - Nie wiedziałaś tego.
- Ja… - Nieważne. Chodzi o to…
że przemyślałam to
i zdecydowałam.
Nie obchodzi mnie, czy umrzesz.
To najsłodsza rzecz, jaką mi powiedziano.
Czekaj.
Tak dla pewności.
To znaczy, że chcesz ze mną być, tak?
Aż lata pokażą się na twojej twarzy…
a moje najlepsze dni przeminą.
Tak.
TJ, zadziorny z ciebie człowiek, co?
Nareszcie! Pomóż nam.
Ten karaluch nie chce puścić!
TJ.
Puść naszyjnik, jeśli wiesz, co dla ciebie dobre.
Po moim trupie!
Wiesz, ten człowiek ma rację.
Ojca już nie ma,
czyli zakaz zabijania ludzi zniknął razem z nim.
Jeśli unicestwisz tę bezwartościową duszę…
Będę miał wszystko, czego chcę.
Michale?
Przykro mi, ale nie mogę.
Choć panna Lopez przebrała mnie doskonale, nie dorównam bliźniakowi w matactwie.
Lucyfer!
Do dzieła.
Cóż.
Obrzydliwe,
ale bycie Bogiem wymaga silnego żołądka.
Takiego chcecie Boga?
Boga, który zabija niewinnych dla własnych korzyści?
To ludzie są samolubni!
To zwierzęta.
Nie liczą się.
A Remiel? A nasza siostra?
Liczy się, że Michał ją zamordował?
To niemożliwe.
Michale?
Zrobiłem, co musiałem.
Czasem trzeba coś poświęcić dla wyższego dobra.
Ciężko głowie, która nosi koronę. I takie tam.
Spójrzmy. Cześć, Chloe.
Wiesz, że kule mnie nie krzywdzą?
Nie próbowałam cię skrzywdzić.
Odwracałam twoją uwagę.
No dobrze. Patrz.
Gotów?
Dobra.
Widziałeś?
- Widziałeś to? - Znaczy…
Ciągle upada, Amenadielu.
Dwa razy częściej niż inne dzieci w jego grupie.
Więc taka jedna
terapeutka zajęciowa/mama/influencerka, którą obserwuję na Instagramie
i która sponsoruje bloga, mówi, że…
Lindo, może powinniśmy pozwolić Charliemu, żeby sobie sam z tym poradził?
Czyli powinniśmy pozwolić mu się krzywdzić?
Chyba tego nie potrafię.
Jak ty możesz na to pozwolić?
Nie zapisujemy go na walki w klatce.
Ludzie uczą się, upadając. Ja też się tak uczyłem.
Straciłem moje skrzydła i moce. Upadałem raz za razem.
I wiesz co?
Wstawanie z kolan…
było najbardziej wzmacniającym doświadczeniem mojego życia.
No tak.
Zacznę tabelkę.
Zapiszę każdy upadek, żeby zobaczyć, czy jest jakiś wzorzec.
Potem zapytam mamę-influencerkę, czy ma jakieś pomysły.
Jasne.
Halo?
Co?
Nie.
Amenadielu, co się stało?
Nie mogę uwierzyć, że Remi odeszła.
Ona…
umarła, jak chciała. Umarła jako wojowniczka.
Nieważne, jak umarła. I tak nie żyje!
Tata i jego tajemnicze plany.
Gdyby tylko wybrał następcę, Remiel by żyła, a Dan nie byłby w piekle.
Ojciec chciał, żebyśmy znaleźli własną drogę.
Nawet kosztem życia?
Tak.
Tak, Lucku.
Jeśli chcesz latać, musisz ryzykować upadek.
Tata w nas wierzył,
dlatego dał nam wybór.
Nie powinien był.
Miałem wybór, by ocalić wszystko i wszystkich, na których mi zależy.
Źle wybrałem.
Michał będzie Bogiem,
bo nie miałem jaj, by zabić nędznego pasera,
który i tak za chwilę zginął.
A teraz kto wie, ilu innych ludzi zginie przez moje…
tchórzostwo?
Ocalenie życia nie jest tchórzostwem.
Walka o czyjąkolwiek duszę to nie tchórzostwo.
Jesteśmy to winni Remiel i Danowi.
To my wciąż żyjemy.
To my musimy walczyć.
W twoim przypadku metaforycznie, bo nasze rodzeństwo jest niezniszczalne.
- Jesteś bezsilna wobec nich. - Nie będzie bezsilna.
Masz.
Weź go.
Dziękuję, Maze.
Nie wiem tylko, jak się nim posługiwać.
Nie szkodzi. Mam sposób.
Nie będziesz walczyć!
Dan zginął przeze mnie, Lucyferze.
Będę walczyć.
Nie będziesz…
Będę walczyć!
Zgoda.
Ale nawet z tuzinem demonicznych ostrzy
nadal jest nas czworo przeciwko armii aniołów. Dosłownie.
Chyba mam pomysł, jak zdobyć naszą własną armię.
Chyba nie myślisz…
To nasza najlepsza szansa.
Co sądzisz, Maze?
Wchodzę w to.
Zabijmy trochę aniołów.
Nie, Mazikeen!
Jeśli mamy to zrobić, nie będzie zabijania.
To nasza rodzina.
Zwiążesz nam ręce za plecami?
Stoczymy wojnę jak banda tchórzy?
Nie jest tchórzostwem
ocalenie czyjegokolwiek życia.
Zgoda. Jak chcesz.
Przynajmniej zginiemy razem.
Czerpiąc z tego optymizmu…
Tata dał nam moc wyboru.
Dokonajmy więc ostatniego, spektakularnie złego wyboru.
KOLOSEUM W LOS ANGELES
Więc tutaj chce przeprowadzić głosowanie.
Osobliwe miejsce.
Jeśli to coś warte,
nie chciałbym tego robić z nikim innym.
Gdzie Maze?
A nasze posiłki?
To potrwa dłużej, niż się spodziewaliśmy.
No tak. Czyli musimy grać na zwłokę.
Rzeczywiście. Rodzinna sprawa.
Jednak przyszedłeś. No proszę.
Gotowy ugiąć kolano, bracie?
Tak, Michale, my…
Akceptujemy cię jako naszego nowego Boga.
Naprawdę?
Chcę to usłyszeć od niego.
Tego, który nie kłamie.
Oczywiście, bracie.
Jesteś…
Bogiem…
kretynów!
Co ty masz na sobie?
Nadchodzi zima?
Bardzo zabawne, Lucyferze. Bardzo śmieszne.
- Dlaczego walczysz z nieuniknionym? - Inaczej nie umiem.
Żądam głosowania!
Poważnie?
Dobrze. Kto tutaj nie głosuje na mnie?
Pytam, czy ktoś tu nie głosuje na mnie?
To twoje przemówienie?
Niczego więcej nie muszę mówić.
Typowy Michał. Pełen strachu i bez treści.
Bracia i siostry,
wiem, czego pragniecie.
Wiem, że nie mnie jako Boga.
Ale wiem też, że nie jego.
Musicie podjąć trudną decyzję.
Wiemy, że Michał kieruje się strachem. Używa go, grożąc wam płonącym mieczem.
A ja…
postaram się przekonać was za pomocą prawdy.
Wyjawię wam prawdziwy powód
chęci zostania Bogiem.
- Ja… - Wiem, dlaczego Lucyfer chce tronu.
Powiedział mi.
Z powodu miłości.
Dacie wiarę?
Nie spodziewałem się.
Miłość.
To najlepszy możliwy powód.
Lucyfer ma moje wsparcie.
Jest godzien.
Kto jest ze mną?
Dziękuję.
Myślałem, że coś z tego będzie.
Szóstka za wysiłek, Zadkiel.
Cóż, widzę, że mamy przewagę.
Głosowanie zakończone.
Jestem…
Bogiem!
Bogiem!
No weź!
Spodziewałem się jakiegoś czegoś, może błyskawicy. Chyba że…
Przecież tata mówił, że my wybieramy.
Może musi być jednomyślnie.
Jasne.
Skoro ma być jednomyślnie, jest tylko jeden sposób.
Trzeba się pozbyć przeciwnych głosów.
- Nigdy cię nie lubiłem. - Dziękuję.
Gdzie jest Maze?
Będzie lada moment. Na pewno.
Co zrobimy?
Słyszycie?
Nie tkniesz tego.
Czego nie tknę?
Nie tkniesz tego
Nie tkniesz tego
Moja, moja, moja, moja
Muzyka mnie dotyka
Aż wołam O mój Boże
Dzięki ci za dar
Głowy do rymowania Stóp do stąpania
Fajnie wiedzieć Że jest się spoko
Superowy ziomuś z Oaktown
Z tego słynę
A rytmu tego
Nie tkniesz tego
To pewnie tata, co nie?
Tak, ona ma rację!
Bóg zmusza nas do śpiewu!
Tata wrócił!
Jasne. Dobra. Stop!
Czas Hammera!
Nie, skończcie z tym nonsensem!
Najwyraźniej gracie na zwłokę.
Lucyferze!
Nareszcie!
Na mój rozkaz, bracia i siostry!
To takie seksowne.
Nie teraz.
Jasne. Oczywiście.
Ale na pewno później.
Bardzo słodko. Mała armia demonów.
Ale i tak nie masz szans.
Poproś swoją dziewczynę, by odeszła, bo coś jej się stanie.
Miałam ci właśnie to powiedzieć.
Chloe, ile razy mamy to przerabiać?
Twoje kule mnie nie skrzywdzą.
Można wytopić wiele kul z jednego demonicznego ostrza.
Więc widzisz, drogi bracie,
mamy bardziej równe szanse, niż sądziłeś.
Wiem, że chcesz uniknąć rozlewu krwi wśród naszego rodzeństwa.
Ja również.
Więc…
może po prostu, no wiesz,
rozlejemy naszą?
Mano a mano?
A może ala a ala? Po łacinie to znaczy skrzydło w skrzydło.
Wiem, dziękuję.
Dla jasności.
Jeżeli wygram, boskość jest moja.
Jeśli ty wygrasz, masz moje pełne wsparcie
i zaczołgam się z powrotem do piekła jak grzeczny diabełek.
Kiedy wygram, nie będziesz się już nigdzie czołgać.
To walka na śmierć.
Niech będzie.
Mam płonący miecz.
Nie masz szans.
Lucyfer przegrywa.
Zadkielu, on musi to zrobić sam.
Bracie, mogę pożyczyć twój kostur?
Lucyferze!
Mój brat ma kij, cóż tu zrobić?
Ten kostur to jedyne, co zostało z drzewa życia.
Wiem.
Nie mógł być lepiej użyty.
W przegranej sprawie?
Nie, mamy Michała tam, gdzie chcieliśmy.
Żegnaj, bracie.
Nie, nigdy nie odbierzesz mi tego miecza.
Drogi bracie, to nie było częścią planu.
- Planu? - Teraz!
Nie!
Weź sztylet, Lucyferze!
Azrael.
Nie przegram z Aniołem Śmierci u boku.
Przepraszam, Lu.
Nie.
Mam!
Chloe!
Chloe!
Maze.
Czekaj.
Trzymaj się planu.
Gówno z planu.
Nie!
To wszystko moja wina. Wybacz.
To nie twoja wina.
Przepraszam.
Nie, przestań. Lucyferze.
Lucyferze…
dokonujemy własnych wyborów.
Postanowiłam tu być. A Dan…
To nie moja wina, co przytrafiło się Danowi.
A to nie jest twoja wina.
Nie twoja wina.
Kocham cię.
- Nie. - Kocham cię.
Nie!
Nie!
Mówiłem, że powinna stąd odejść.
Dobra wiadomość jest taka, że poradziła sobie z poczuciem winy.
Pewnie poszła do nieba.
To znaczy, że już jej nie zobaczysz.
Trzeba było przyjąć moją ofertę.
To nie w porządku.
Nie czas na nią.
Co ty bełkoczesz?
Odzyskam ją!
Lucyferze, daj spokój.
Jesteś wygnany. Zginiesz, lecąc do nieba.
Niech będzie.
Maze. Czekaj!
Do boju!
Chodźmy.
Są dokładnie takie, jak pamiętam.
Kanapki z jajkiem. Tradycja rodziny Deckerów.
Pyszne.
Tato, jest tak miło.
Wiem, małpko.
Jest…
miło.
- To normalne? - O ile wiem, nie. Ale nie przejmuj się.
To niebo.
Stary, nie wyglądasz za dobrze.
Pan Wykrztuś To Suko?
Niemożliwe.
Mówi koleś, który właśnie spadł z firmamentu.
Dlaczego się nie spalam?
Powinienem już być popiołem.
Niech będę przeklęty. Pierścień.
Nieśmiertelność Lilith mnie ochroniła.
Ale chyba nie na długo.
Nie wiem, kurna, co to ma znaczyć,
ale widać, że potrzebujesz pomocy.
Ostatnio widziałem cię w piekle.
Poleciałem w odwrotnym kierunku?
Nie, dobrze trafiłeś.
To jest niebo. A przynajmniej jeden z jego wielu pokoi.
Sam próbuję się zorientować w terenie.
Ponoć jest pokój zrobiony z waty cukrowej.
Nie, to niemożliwe.
Żadna dusza nigdy stamtąd tu nie dotarła.
Tego nie wiem, ale wiem, że posłuchałem twojej rady.
Zmierzyłem się z rodziną i z moim poczuciem winy.
Przeszedłeś przez drzwi.
Tak, wreszcie.
I bum!
Niebo.
Niebo.
Niebo!
Pani detektyw.
Nie martw się, jest tu. Chodź.
Co robisz?
Hej, pomogłeś mi.
Pozwól mi pomóc tobie.
Chwileczkę, tato! Co? Powiedz mi!
Mówię poważnie. Twarz twojej mamy była fioletowa.
Zapomniała, że miała na sobie makijaż Altei.
Nikt na wywiadówce nie śmiał jej powiedzieć.
Pani detektyw!
Dziękuję.
Lucyfer.
Lucyferze!
Co…?
Lucyfer.
Co tutaj robisz?
Przyszedłem po ciebie.
To nie twój czas. Musisz wrócić.
Rzeczywiście.
- Jest wojna. - Tak.
Zostawiłam Trixie.
I moich przyjaciół.
Zostawiłam ciebie.
- Tak. - Ale…
mój tata tu jest i nie mogę go znowu stracić.
Nie szkodzi.
Nigdzie nie idę.
Ludzie potrzebują twojej pomocy, detektyw Decker.
Dzięki, tato.
Okej. Czekaj! Jak wrócimy?
Nie jestem pewien, czy oboje możemy.
Obawiam się, że nie starczy energii dla dwojga.
Co? Bez ciebie nie idę. O czym ty mówisz?
Musisz.
Musisz.
- Świat cię potrzebuje, Chloe Decker. - Nie musisz tego robić!
Wiem.
Wiem, że nie muszę.
Wybieram to.
Co?
Wybieram ciebie, Chloe.
Bo…
Wybieram ciebie, bo…
kocham cię.
Lucyfer.
Lucyfer!
Niemożliwe.
Dał radę.
Naprawdę sprowadził cię z powrotem.
Żebym znów cię zabił.
Żegnaj, pani detektyw.
Odebrałeś mi ukochanego!
Zrób to!
Pani detektyw!
Nie jesteś taka, Chloe.
Ugnij kolano, bracie.
Na śmierć, prawda?
Koniec zabijania.
Podczas pobytu na ziemi nauczyłem się, że każdy zasługuje na drugą szansę.
Nawet ja.
Nawet ty, Michale.
Lucyferze, jak?
Nie wiem.
O mój ja.
KU PAMIĘCI
Napisy: Gregor Hryniszak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.