All language subtitles for Lucifer.S05E16.AAC.MP4-Mobile

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian Download
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

- Hej, Johnny musi się wysikać! - Nie ma mowy. Zamknij się!

On sika!

Johnny sika na siedzenie!

Cholera, Johnny!

Naprawdę? Co z tobą?

Zawsze chciałem wiedzieć, czemu fortepian.

Niby jesteś awangardowy. Gitara byłaby bardziej…

Hej! Lucyferze…

Nie chcę się z tobą bić.

A ja z pewnością chcę!

Co by się wtedy stało z tymi biednymi, kruchymi ludźmi, drogi braciszku?

Wszystko w porządku!

To tylko braterska sprzeczka.

To nic takiego. Muzyka.

Poza tym o co tu walczyć?

Już wygrałem.

Złożyłem płonący miecz.

Dzięki niemu i moim urokom osobistym, rzecz jasna,

mam większość aniołów po swojej stronie.

Ale jednak tu jesteś.

Dlaczego?

Żeby uniknąć rozlewu krwi.

By chronić nasze rodzeństwo. By zawrzeć pokój.

Mam dla ciebie ofertę.

Nie masz mi nic do zaoferowania.

A tron?

Oferujesz mi moją dawną pracę?

Ja biorę niebo. Ty bierzesz piekło.

To nawet trochę poetyckie.

I pozwolę ci tam rządzić, jak tylko zechcesz.

Rany, dzięki, brachu.

Już byłem, widziałem, spróbowałem.

Ale nie powiedziałem ci najlepszego.

Chloe będzie tam z tobą.

Będziecie mieli szczęśliwe zakończenie.

O czym ty mówisz? To niemożliwe.

Nawet jako Bóg

nie możesz sprawić, by jej dusza poszła do piekła.

Tam prowadzi jedynie poczucie winy.

Dokładnie.

Zastanów się.

Ojciec jej dziecka zmarł podczas śledztwa, które prowadził zamiast niej.

To wszystko to twoja robota?

- Kazałeś im zabrać Daniela? - Nie.

To był tylko szczęśliwy przypadek.

Ale kiedy powiedzieli mi, że go mają,

zrozumiałem, że mam świetną okazję.

Więc…

kazałeś im zabić Dana?

Nie ma za co.

- Spokojnie, bracie. - Dan jest przez ciebie w piekle!

Właściwie to przez własne poczucie winy, którego dawno powinien był się pozbyć.

Zapomnij o przeszłości.

Skup się na przyszłości.

Na twojej przyszłości.

Z Chloe.

Potrzebujesz czasu do namysłu. Rozumiem.

Ale, dla twojej wiadomości, głosowanie odbędzie się jutro.

Organizuję je na ziemi, żebyś mógł przyjść.

No wiesz, bo przecież jesteś wygnany z nieba

i byłbyś natychmiast spopielony, gdybyś wrócił.

Chociaż…

fajnie byłoby to zobaczyć.

Bracie.

Oferuję ci szansę na szczęśliwe zakończenie.

Mam nadzieję, że skorzystasz.

Linda.

Widzisz?

Do tego prowadzi troska o innych.

Do idiotycznych emocji nad rupieciami.

Możemy już odpuścić to emocjonalne gówno i skończyć pakowanie?

Maze.

Wszystko będzie dobrze.

Co to jest?

To ta koszulka, którą Dan…

musiał ukraść Chloe po tym, jak go znokautowałam

i porzuciłam nagiego w jej domu.

Nadal nie wiem, jak się w nią wcisnął.

Tęsknię za nim.

Maze.

Już dobrze.

Już dobrze.

Już dobrze.

Dobrze.

To prawda.

To prawda, że gdy zależy ci na ludziach…

czasem musisz przeżywać ból i stratę.

Ale taka jest cena radości.

To prawda, Mazikeen.

Aby nie czuć teraz smutku, musielibyśmy nigdy nie spotkać Dana.

Nie chciałabyś tego. Nikt z nas by tego nie chciał.

Jak wtedy…

kiedy Dan i ja

zmiażdżyliśmy razem gang uliczny.

To było piękne.

Dokładnie.

A pamięć…

takich słodkich chwil…

pomaga uleczyć ból.

Bo uwierz mi…

brak miłości

jest dużo gorszy niż jej strata.

Dziękuję, że przyszłaś, pani detektyw.

Jasne.

Jak Trixie?

No wiesz…

Jest z moją mamą i rodzicami Dana.

To silna dziewczynka,

tyle że teraz musi być jeszcze silniejsza.

Wiem, że to ty prosiłeś, żebym przyszła,

ale pierwsza chcę coś z siebie wyrzucić.

Ta nasza kłótnia tamtej nocy…

Oboje byliśmy zestresowani i rozemocjonowani i…

Miałaś rację.

Powiedziałaś coś, do czego sam nie umiałem się przyznać.

Chciałem być Bogiem z niewłaściwych powodów.

Ale teraz wiem, dlaczego muszę być Bogiem.

Z powodu Dana.

Co to znaczy?

Proszę, usiądź.

Więc…

Dan…

Śmierć Dana…

To wszystko jest winą Michała.

Składa płonący miecz, by wygrać wojnę.

Dlatego zabili Dana?

Żebyśmy się nie dowiedzieli?

Nie.

Nie.

Michał zabił Dana,

żebyś poczuła się winna.

Żebyś po śmierci poszła do piekła.

Pokrętne przekupstwo, żebym ja tam wrócił jak grzeczny diabełek.

Nawet nie wiem…

co mam zrobić z tą informacją!

Nie możesz temu ulec.

To manipulacja.

Nie wolno ci mieć poczucia winny.

Jasne. Tak.

Pstryknę palcami i przestanę czuć winę.

- Mówię poważnie. - Ja też.

Emocje tak nie działają, Lucyferze.

Udowodnij, że się mylę. Śmiało! No już!

Czuj się godny!

Albo wiesz co? Nie, to jest lepsze.

Stań się wrażliwy.

- Łatwo się mówi, co? - To nie to samo.

Nie damy Michałowi wygrać, a ty nie skończysz jak Dan.

O czym ty mówisz?

Dan jest w niebie.

Lucyf…

Gdzie jest teraz Dan?

- Gdzie on jest? - Nie każ mi tego mówić.

Gdzie on jest?

Kto tam?

Michał?

Remiel?

Lucyfer.

Remi!

Ona nie żyje.

O mój Boże.

Michał dowiedział się, że jest szpiegiem i zabił ją płonącym mieczem.

Czy na mieczu są prawdziwe płomienie?

To nie jest dobry moment na poznawanie niebiańskich zasad,

ale tak, miecz ma płomienie. To ma sens. Nie roztrząsaj tego.

Pytam tylko dlatego, że wokół rany nie ma śladów poparzenia.

Michał zabił ją czymś, co nie płonęło.

Więc użył samego sztyletu Azrael.

Kiedy się z nim widziałem, powiedział, że ma miecz.

Gdyby tak było, użyłby go, żeby się popisać, co znaczy, że blefuje.

Nie znalazł tej części.

Nie wiemy, gdzie jest. Szuka mu jej armia aniołów.

Może Remiel odkryła, gdzie jest.

Myślisz, że przyszła nam powiedzieć?

Nie wiem.

Nie wiem. To…

To może być trop.

Wiem, że o dużo proszę, ale potrzebuję detektywa po raz ostatni.

Potrzebuję pomocy.

Oczywiście.

Może nie umiem kontrolować poczucia winy, ale potrafię ukierunkować gniew.

Załatwmy tego drania.

Hej tam, na wysokościach.

Zabrałeś dobrego człowieka.

Cieszę się,

że jest teraz z tobą, ale…

tęsknię za nim.

Bardzo za nim tęsknię.

Wiem, że masz dużo na głowie…

i…

wiem, że ciemność rozjaśnia światło i w ogóle, ale…

jest teraz mega ciemno…

i trudno mi zobaczyć cokolwiek.

Czuję się,

jakby już cię tam nie było.

Ale…

wiem, że to zupełnie niemożliwe.

Dlatego…

byłabym wdzięczna,

gdybyś wskazał mi drogę.

Albo przynajmniej popchnął mnie w odpowiednim kierunku.

Albo…

Po prostu daj mi jakiś znak.

Daj mi znać, że jestem tam, gdzie mam być.

Tam, gdzie potrzebuję być.

- Hej. - Tak?

Dzięki Bogu, że jesteś.

Potrzebujemy pomocy.

- Zaraz wracam. - Dobrze.

- Dobrze? - Tak.

Dzięki.

Sprawdzę kolejną próbkę spektrometrem.

- Dlaczego? - Bo to tutaj nie ma sensu.

Według raportu to drożdże.

Remiel uwielbiała jacuzzi.

Drożdże, to dziwne.

Daj mi chwilę.

No dobrze.

Wiem, że chciałeś, bym tylko sprawdziła, co jest na piórze, ale…

przecież nie mogę tego robić bezmyślnie.

Chyba wiem, o co chodzi, Lucyferze.

Wiesz?

No weź.

Ogromniaste, tajemnicze pióro?

Potajemne śledztwo?

Lucyferze, musisz wiedzieć, że możesz mi zaufać.

Powiedz mi prawdę.

Przejechałeś samochodem emu, prawda?

- Chyba to mam. - Nie wierzę.

Mają dwa metry i żyją w Australii. Przejechał…

- Dam wam chwilę. - Tak, dziękuję, panno Lopez.

Pamiętasz TJ Rossa, pasera, który miał naszyjnik Amenadiela?

Cherlaka, który rzucił mną jak Angry Bird? Pamiętam.

Sprawdziłam miejsca, w których prowadził interesy.

Jednym z nich był opuszczony browar.

Miejsce pełne drożdży.

Może Remiel chciała nam to powiedzieć,

ale Michał ją dorwał?

- Może znajdziemy TJ przed Michałem? - Minęło kilka godzin.

Zobaczymy. Musimy spróbować.

A jeśli ktoś z twojego rodzeństwa czeka tam na nas?

Panna Lopez.

Tak?

Mógłbym cię poprosić o ostatnią już przysługę?

Na stówę.

Czego potrzebujesz?

NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ SPOTKANIA W 4 OCZY

Cześć.

Ja… czekam na kogoś.

No wiem.

Czekasz na mnie. Jestem Steve.

No tak.

To wyjaśnia, dlaczego chciał się spotkać w Luksie.

I dlaczego podobało mi się jego pokręcone poczucie humoru.

Więc już chodzisz na randki? Super.

Poważnie?

Zerwałaś ze mną, Maze.

- Poza tym jesteś Steve’em, więc… - Nie wiedziałaś tego.

- Ja… - Nieważne. Chodzi o to…

że przemyślałam to

i zdecydowałam.

Nie obchodzi mnie, czy umrzesz.

To najsłodsza rzecz, jaką mi powiedziano.

Czekaj.

Tak dla pewności.

To znaczy, że chcesz ze mną być, tak?

Aż lata pokażą się na twojej twarzy…

a moje najlepsze dni przeminą.

Tak.

TJ, zadziorny z ciebie człowiek, co?

Nareszcie! Pomóż nam.

Ten karaluch nie chce puścić!

TJ.

Puść naszyjnik, jeśli wiesz, co dla ciebie dobre.

Po moim trupie!

Wiesz, ten człowiek ma rację.

Ojca już nie ma,

czyli zakaz zabijania ludzi zniknął razem z nim.

Jeśli unicestwisz tę bezwartościową duszę…

Będę miał wszystko, czego chcę.

Michale?

Przykro mi, ale nie mogę.

Choć panna Lopez przebrała mnie doskonale, nie dorównam bliźniakowi w matactwie.

Lucyfer!

Do dzieła.

Cóż.

Obrzydliwe,

ale bycie Bogiem wymaga silnego żołądka.

Takiego chcecie Boga?

Boga, który zabija niewinnych dla własnych korzyści?

To ludzie są samolubni!

To zwierzęta.

Nie liczą się.

A Remiel? A nasza siostra?

Liczy się, że Michał ją zamordował?

To niemożliwe.

Michale?

Zrobiłem, co musiałem.

Czasem trzeba coś poświęcić dla wyższego dobra.

Ciężko głowie, która nosi koronę. I takie tam.

Spójrzmy. Cześć, Chloe.

Wiesz, że kule mnie nie krzywdzą?

Nie próbowałam cię skrzywdzić.

Odwracałam twoją uwagę.

No dobrze. Patrz.

Gotów?

Dobra.

Widziałeś?

- Widziałeś to? - Znaczy…

Ciągle upada, Amenadielu.

Dwa razy częściej niż inne dzieci w jego grupie.

Więc taka jedna

terapeutka zajęciowa/mama/influencerka, którą obserwuję na Instagramie

i która sponsoruje bloga, mówi, że…

Lindo, może powinniśmy pozwolić Charliemu, żeby sobie sam z tym poradził?

Czyli powinniśmy pozwolić mu się krzywdzić?

Chyba tego nie potrafię.

Jak ty możesz na to pozwolić?

Nie zapisujemy go na walki w klatce.

Ludzie uczą się, upadając. Ja też się tak uczyłem.

Straciłem moje skrzydła i moce. Upadałem raz za razem.

I wiesz co?

Wstawanie z kolan…

było najbardziej wzmacniającym doświadczeniem mojego życia.

No tak.

Zacznę tabelkę.

Zapiszę każdy upadek, żeby zobaczyć, czy jest jakiś wzorzec.

Potem zapytam mamę-influencerkę, czy ma jakieś pomysły.

Jasne.

Halo?

Co?

Nie.

Amenadielu, co się stało?

Nie mogę uwierzyć, że Remi odeszła.

Ona…

umarła, jak chciała. Umarła jako wojowniczka.

Nieważne, jak umarła. I tak nie żyje!

Tata i jego tajemnicze plany.

Gdyby tylko wybrał następcę, Remiel by żyła, a Dan nie byłby w piekle.

Ojciec chciał, żebyśmy znaleźli własną drogę.

Nawet kosztem życia?

Tak.

Tak, Lucku.

Jeśli chcesz latać, musisz ryzykować upadek.

Tata w nas wierzył,

dlatego dał nam wybór.

Nie powinien był.

Miałem wybór, by ocalić wszystko i wszystkich, na których mi zależy.

Źle wybrałem.

Michał będzie Bogiem,

bo nie miałem jaj, by zabić nędznego pasera,

który i tak za chwilę zginął.

A teraz kto wie, ilu innych ludzi zginie przez moje…

tchórzostwo?

Ocalenie życia nie jest tchórzostwem.

Walka o czyjąkolwiek duszę to nie tchórzostwo.

Jesteśmy to winni Remiel i Danowi.

To my wciąż żyjemy.

To my musimy walczyć.

W twoim przypadku metaforycznie, bo nasze rodzeństwo jest niezniszczalne.

- Jesteś bezsilna wobec nich. - Nie będzie bezsilna.

Masz.

Weź go.

Dziękuję, Maze.

Nie wiem tylko, jak się nim posługiwać.

Nie szkodzi. Mam sposób.

Nie będziesz walczyć!

Dan zginął przeze mnie, Lucyferze.

Będę walczyć.

Nie będziesz…

Będę walczyć!

Zgoda.

Ale nawet z tuzinem demonicznych ostrzy

nadal jest nas czworo przeciwko armii aniołów. Dosłownie.

Chyba mam pomysł, jak zdobyć naszą własną armię.

Chyba nie myślisz…

To nasza najlepsza szansa.

Co sądzisz, Maze?

Wchodzę w to.

Zabijmy trochę aniołów.

Nie, Mazikeen!

Jeśli mamy to zrobić, nie będzie zabijania.

To nasza rodzina.

Zwiążesz nam ręce za plecami?

Stoczymy wojnę jak banda tchórzy?

Nie jest tchórzostwem

ocalenie czyjegokolwiek życia.

Zgoda. Jak chcesz.

Przynajmniej zginiemy razem.

Czerpiąc z tego optymizmu…

Tata dał nam moc wyboru.

Dokonajmy więc ostatniego, spektakularnie złego wyboru.

KOLOSEUM W LOS ANGELES

Więc tutaj chce przeprowadzić głosowanie.

Osobliwe miejsce.

Jeśli to coś warte,

nie chciałbym tego robić z nikim innym.

Gdzie Maze?

A nasze posiłki?

To potrwa dłużej, niż się spodziewaliśmy.

No tak. Czyli musimy grać na zwłokę.

Rzeczywiście. Rodzinna sprawa.

Jednak przyszedłeś. No proszę.

Gotowy ugiąć kolano, bracie?

Tak, Michale, my…

Akceptujemy cię jako naszego nowego Boga.

Naprawdę?

Chcę to usłyszeć od niego.

Tego, który nie kłamie.

Oczywiście, bracie.

Jesteś…

Bogiem…

kretynów!

Co ty masz na sobie?

Nadchodzi zima?

Bardzo zabawne, Lucyferze. Bardzo śmieszne.

- Dlaczego walczysz z nieuniknionym? - Inaczej nie umiem.

Żądam głosowania!

Poważnie?

Dobrze. Kto tutaj nie głosuje na mnie?

Pytam, czy ktoś tu nie głosuje na mnie?

To twoje przemówienie?

Niczego więcej nie muszę mówić.

Typowy Michał. Pełen strachu i bez treści.

Bracia i siostry,

wiem, czego pragniecie.

Wiem, że nie mnie jako Boga.

Ale wiem też, że nie jego.

Musicie podjąć trudną decyzję.

Wiemy, że Michał kieruje się strachem. Używa go, grożąc wam płonącym mieczem.

A ja…

postaram się przekonać was za pomocą prawdy.

Wyjawię wam prawdziwy powód

chęci zostania Bogiem.

- Ja… - Wiem, dlaczego Lucyfer chce tronu.

Powiedział mi.

Z powodu miłości.

Dacie wiarę?

Nie spodziewałem się.

Miłość.

To najlepszy możliwy powód.

Lucyfer ma moje wsparcie.

Jest godzien.

Kto jest ze mną?

Dziękuję.

Myślałem, że coś z tego będzie.

Szóstka za wysiłek, Zadkiel.

Cóż, widzę, że mamy przewagę.

Głosowanie zakończone.

Jestem…

Bogiem!

Bogiem!

No weź!

Spodziewałem się jakiegoś czegoś, może błyskawicy. Chyba że…

Przecież tata mówił, że my wybieramy.

Może musi być jednomyślnie.

Jasne.

Skoro ma być jednomyślnie, jest tylko jeden sposób.

Trzeba się pozbyć przeciwnych głosów.

- Nigdy cię nie lubiłem. - Dziękuję.

Gdzie jest Maze?

Będzie lada moment. Na pewno.

Co zrobimy?

Słyszycie?

Nie tkniesz tego.

Czego nie tknę?

Nie tkniesz tego

Nie tkniesz tego

Moja, moja, moja, moja

Muzyka mnie dotyka

Aż wołam O mój Boże

Dzięki ci za dar

Głowy do rymowania Stóp do stąpania

Fajnie wiedzieć Że jest się spoko

Superowy ziomuś z Oaktown

Z tego słynę

A rytmu tego

Nie tkniesz tego

To pewnie tata, co nie?

Tak, ona ma rację!

Bóg zmusza nas do śpiewu!

Tata wrócił!

Jasne. Dobra. Stop!

Czas Hammera!

Nie, skończcie z tym nonsensem!

Najwyraźniej gracie na zwłokę.

Lucyferze!

Nareszcie!

Na mój rozkaz, bracia i siostry!

To takie seksowne.

Nie teraz.

Jasne. Oczywiście.

Ale na pewno później.

Bardzo słodko. Mała armia demonów.

Ale i tak nie masz szans.

Poproś swoją dziewczynę, by odeszła, bo coś jej się stanie.

Miałam ci właśnie to powiedzieć.

Chloe, ile razy mamy to przerabiać?

Twoje kule mnie nie skrzywdzą.

Można wytopić wiele kul z jednego demonicznego ostrza.

Więc widzisz, drogi bracie,

mamy bardziej równe szanse, niż sądziłeś.

Wiem, że chcesz uniknąć rozlewu krwi wśród naszego rodzeństwa.

Ja również.

Więc…

może po prostu, no wiesz,

rozlejemy naszą?

Mano a mano?

A może ala a ala? Po łacinie to znaczy skrzydło w skrzydło.

Wiem, dziękuję.

Dla jasności.

Jeżeli wygram, boskość jest moja.

Jeśli ty wygrasz, masz moje pełne wsparcie

i zaczołgam się z powrotem do piekła jak grzeczny diabełek.

Kiedy wygram, nie będziesz się już nigdzie czołgać.

To walka na śmierć.

Niech będzie.

Mam płonący miecz.

Nie masz szans.

Lucyfer przegrywa.

Zadkielu, on musi to zrobić sam.

Bracie, mogę pożyczyć twój kostur?

Lucyferze!

Mój brat ma kij, cóż tu zrobić?

Ten kostur to jedyne, co zostało z drzewa życia.

Wiem.

Nie mógł być lepiej użyty.

W przegranej sprawie?

Nie, mamy Michała tam, gdzie chcieliśmy.

Żegnaj, bracie.

Nie, nigdy nie odbierzesz mi tego miecza.

Drogi bracie, to nie było częścią planu.

- Planu? - Teraz!

Nie!

Weź sztylet, Lucyferze!

Azrael.

Nie przegram z Aniołem Śmierci u boku.

Przepraszam, Lu.

Nie.

Mam!

Chloe!

Chloe!

Maze.

Czekaj.

Trzymaj się planu.

Gówno z planu.

Nie!

To wszystko moja wina. Wybacz.

To nie twoja wina.

Przepraszam.

Nie, przestań. Lucyferze.

Lucyferze…

dokonujemy własnych wyborów.

Postanowiłam tu być. A Dan…

To nie moja wina, co przytrafiło się Danowi.

A to nie jest twoja wina.

Nie twoja wina.

Kocham cię.

- Nie. - Kocham cię.

Nie!

Nie!

Mówiłem, że powinna stąd odejść.

Dobra wiadomość jest taka, że poradziła sobie z poczuciem winy.

Pewnie poszła do nieba.

To znaczy, że już jej nie zobaczysz.

Trzeba było przyjąć moją ofertę.

To nie w porządku.

Nie czas na nią.

Co ty bełkoczesz?

Odzyskam ją!

Lucyferze, daj spokój.

Jesteś wygnany. Zginiesz, lecąc do nieba.

Niech będzie.

Maze. Czekaj!

Do boju!

Chodźmy.

Są dokładnie takie, jak pamiętam.

Kanapki z jajkiem. Tradycja rodziny Deckerów.

Pyszne.

Tato, jest tak miło.

Wiem, małpko.

Jest…

miło.

- To normalne? - O ile wiem, nie. Ale nie przejmuj się.

To niebo.

Stary, nie wyglądasz za dobrze.

Pan Wykrztuś To Suko?

Niemożliwe.

Mówi koleś, który właśnie spadł z firmamentu.

Dlaczego się nie spalam?

Powinienem już być popiołem.

Niech będę przeklęty. Pierścień.

Nieśmiertelność Lilith mnie ochroniła.

Ale chyba nie na długo.

Nie wiem, kurna, co to ma znaczyć,

ale widać, że potrzebujesz pomocy.

Ostatnio widziałem cię w piekle.

Poleciałem w odwrotnym kierunku?

Nie, dobrze trafiłeś.

To jest niebo. A przynajmniej jeden z jego wielu pokoi.

Sam próbuję się zorientować w terenie.

Ponoć jest pokój zrobiony z waty cukrowej.

Nie, to niemożliwe.

Żadna dusza nigdy stamtąd tu nie dotarła.

Tego nie wiem, ale wiem, że posłuchałem twojej rady.

Zmierzyłem się z rodziną i z moim poczuciem winy.

Przeszedłeś przez drzwi.

Tak, wreszcie.

I bum!

Niebo.

Niebo.

Niebo!

Pani detektyw.

Nie martw się, jest tu. Chodź.

Co robisz?

Hej, pomogłeś mi.

Pozwól mi pomóc tobie.

Chwileczkę, tato! Co? Powiedz mi!

Mówię poważnie. Twarz twojej mamy była fioletowa.

Zapomniała, że miała na sobie makijaż Altei.

Nikt na wywiadówce nie śmiał jej powiedzieć.

Pani detektyw!

Dziękuję.

Lucyfer.

Lucyferze!

Co…?

Lucyfer.

Co tutaj robisz?

Przyszedłem po ciebie.

To nie twój czas. Musisz wrócić.

Rzeczywiście.

- Jest wojna. - Tak.

Zostawiłam Trixie.

I moich przyjaciół.

Zostawiłam ciebie.

- Tak. - Ale…

mój tata tu jest i nie mogę go znowu stracić.

Nie szkodzi.

Nigdzie nie idę.

Ludzie potrzebują twojej pomocy, detektyw Decker.

Dzięki, tato.

Okej. Czekaj! Jak wrócimy?

Nie jestem pewien, czy oboje możemy.

Obawiam się, że nie starczy energii dla dwojga.

Co? Bez ciebie nie idę. O czym ty mówisz?

Musisz.

Musisz.

- Świat cię potrzebuje, Chloe Decker. - Nie musisz tego robić!

Wiem.

Wiem, że nie muszę.

Wybieram to.

Co?

Wybieram ciebie, Chloe.

Bo…

Wybieram ciebie, bo…

kocham cię.

Lucyfer.

Lucyfer!

Niemożliwe.

Dał radę.

Naprawdę sprowadził cię z powrotem.

Żebym znów cię zabił.

Żegnaj, pani detektyw.

Odebrałeś mi ukochanego!

Zrób to!

Pani detektyw!

Nie jesteś taka, Chloe.

Ugnij kolano, bracie.

Na śmierć, prawda?

Koniec zabijania.

Podczas pobytu na ziemi nauczyłem się, że każdy zasługuje na drugą szansę.

Nawet ja.

Nawet ty, Michale.

Lucyferze, jak?

Nie wiem.

O mój ja.

KU PAMIĘCI

Napisy: Gregor Hryniszak

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.