Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
O nie. Aż tak od początku? Jak chcecie.
Od pierwszych dni życia byłam istotą wyjątkową.
Nie wszystkim się to podobało.
Ojej, współczuję.
Ale też nie każdy ma gust.
À propos gustu, fajny wisior.
To właśnie przez niego nie żyję.
Ale nie uprzedzajmy faktów.
Wcześnie pojęłam, że postrzegam świat inaczej niż reszta.
Patrz.
Musisz szyć według wzoru.
O to w tym chodzi.
- Brzydki. - W tym matka.
To okrutne. Jesteś Estella, a nie Cruella.
Buntowałam się nie przeciw niej, a przeciwko światu.
Oczywiście matka o tym wiedziała. I to ją właśnie martwiło.
Pamiętaj, to jest też twoja szkoła.
I niech się cieszą.
Fakt.
Co powiesz Cruelli, gdy zechce przejąć nad tobą kontrolę?
Dzięki, że wpadłaś, ale już idź.
Tak. Pożegnaj się z nią.
Do widzenia, Cruello.
Włóż kapelusz.
Nie jest mi potrzebny.
Tylko bądź grzeczna. I miła.
I przyjacielska.
Jak to leciało?
„Nadchodzi kobieta. Dżunglo, drżyj”.
Choć w 1964 mało kto znał tę złotą myśl,
to się miało wkrótce zmienić.
Cześć. Mam na imię Estella.
Patrz, skunksy się tu zalęgły.
Niezłe wdzianko.
Hej. Jestem Anita.
Estella.
Olej ich.
Usiłuję. Nie wiem, czy się uda.
Mam olać?
Chyba mówiłam: „Dżunglo, drżyj”.
Bójka! Bójka! Bójka!
Nie wszystkim było to po myśli.
Otrzymujesz czarną kropkę.
A w zasadzie prawie nikomu.
Starczy.
Masz za swoje!
Ale zawsze znalazł się jakiś sojusznik.
Cześć.
Na przykład on.
Co to za pies?
Badyl. Przygarnęłam go.
On na przykład nie.
Ona tak. Anita Darling. Co za wspaniałe nazwisko!
Można powiedzieć, że szkołę podstawową przeszłam z rykiem na ustach.
Prawie przeszłam.
Sądzę, że nikt nie ma wątpliwości, co dalej.
Zostajesz wydalo...
Wypisuję córkę z tej szkoły.
Wydaliłem ją.
Nie, najpierw ją wypisałam i to ma być w aktach.
To słowo już padło. Zdążyłem je wypowiedzieć.
Wcale że nie.
Nie całe.
Dodam też, że pańscy uczniowie to małe potwory
bez cienia wyobraźni i empatii.
I geniuszu.
Precz mi stąd.
Wynocha!
Być genialnym dzieckiem to jedno.
Być jego rodzicem to także wyzwanie.
Kurs na Londyn! Cała naprzód!
Wiesz, że mamy nóż na gardle?
Zostałaś bez szkoły. Nie ma się z czego cieszyć.
Chociaż...
w tej mieścinie trudno by ci było zostać projektantką.
Pójdziemy tutaj?
FONTANNA W REGENT'S PARK
Do Regent's Park? Doskonale.
Gdy dotrzemy do miasta,
pójdziemy pod tę fontannę, zamówimy herbatę
i pomyślimy, jak zawojować Londyn.
Czemu się tak wystroiłaś?
Muszę zajechać do znajomej,
która może nam pomóc stanąć na nogi.
Której znajomej?
W naszej sytuacji same nie damy rady.
Nie będę już tak rozrabiała.
Obiecuję.
PAŁAC HELLMANÓW
Naprawdę chciałam dobrze.
Ale kiedy ktoś ma taką córkę jak ja,
nie zabiera jej w takie miejsce jak to.
Co to za miejsce?
Nie zdejmuj. Do twarzy ci.
Lepiej schowam. Będzie kiedyś twój.
To klejnot rodowy.
- Przechowasz go? - Serio?
Chodź, Badyl.
Estella.
Koniec żartów.
Zostajesz tutaj. Zaraz wracam.
Mamo!
Nie rzucaj się w oczy.
W tym kapeluszu?
Dasz radę. Kocham cię!
Ja ciebie też.
Spokojnie. Za chwilę wróci.
Próbowałam siedzieć cicho.
Futro i szyfon? W jednej kreacji?
Ale w końcu złamałam obietnicę.
Tylko troszkę.
Podobno bal będzie szałowy.
Jak co roku.
Idź do ogrodu. Postaram się pomóc.
Pomyślałam, że kiedy mama rozmawia z tajemniczą znajomą,
ja się rozejrzę.
Problem w tym, że od tego rozglądania kompletnie straciłam głowę.
Nie miałam pojęcia, gdzie jestem ani co się dzieje.
Ale pierwszy raz w życiu poczułam,
że znalazłam swoje miejsce.
Niestety Badyl nie.
Badyl, wracaj!
Mam cię.
Lepiej załóż. Nie strasz ludzi.
Poniekąd to wszystko była wina Badyla.
Chodzi o niewielką zapomogę na start.
Ale trzeba przyznać, że i ja trochę nabroiłam.
Matko jedyna!
Niech to!
Nikomu nie pisnę ani słowa i nigdy więcej się tu nie zjawię.
- Mamo! - Jest dla mnie wszystkim.
Nie!
Mój świat runął.
Zdarzył się potworny wypadek.
To moja wina.
Komisarzu Weston!
Jakaś kobieta... groziła mi, żądała pieniędzy.
Zabiłam swoją matkę.
Zdaje się, że kogoś goniły.
Przeczesać teren!
W tamtej chwili...
Przeczesać teren!
...jedynym, co mi przyszło do głowy,
była ucieczka.
Uciekałam przez wiele godzin.
W końcu trafiłam do Londynu.
I do Regent's Park.
Ale bez herbatki.
To wszystko moja wina.
Bez mamy.
Niepotrzebnie tam wchodziłam.
Zostałam sierotą.
Mój wisiorek.
Smutna historia.
Genialna dziewczynka okazuje się głupią, doprowadza do śmierci matki
i zostaje całkiem sama.
Ale nowy dzień przyniósł nowe możliwości.
A konkretnie dwóch kieszonkowców. Horacego...
Ma pan drobne na zbyciu?
Niestety nie.
...i Jaspera.
Dobry.
Nie podchodź!
Horacy był wkurzający.
Wracaj do domu, dziewucho!
Jasper był bardziej rozgarnięty.
Ona nie ma domu.
Co też mnie wkurzało.
A Brylant chciał się bawić. Wiadomo, wkurzające.
Badyl!
- Stać! - Wiejemy!
Ale lepsi oni niż poprawczak.
Stać!
Policja!
Wy małe nicponie!
Mało brakowało, ale mamy ją z głowy.
Tak myślisz?
Gdzie my jesteśmy?
No dobra, gadaj.
Gdzie twoi starzy?
Moja mama nie żyje.
Postanowiłam nie mówić, że przeze mnie.
Możesz mieszkać tutaj. Weźmiemy cię do gangu.
Że jak? Nic ze mną ustalałeś.
Właśnie ustalam. Dziewczyna dobra rzecz,
robi za niewiniątko i odwraca uwagę.
Chciałam być projektantką mody. Nie złodziejką.
Na moje oko to masz jedną opcję. Nas.
Miał rację. Byłam zbiegiem.
Znów beczy?
Umarła jej mama. Chyba pamiętasz, jak to jest.
Jedną sprawą trzeba się było zająć jak najszybciej.
O kurde mol!
Muszę je ufarbować.
Serio? Wyglądają fajnie.
Żadna matka nie chce mieć córki złodziejki,
ale moja odeszła.
Spokojnie, to dopiero początek. Czeka nas masa okropności.
Obiecuję.
Idziemy, Badyl.
Ruszcie się!
Ani się obejrzałam, minęło dziesięć lat.
Urządziliśmy sobie przytulne mieszkanko.
Horacy, pobudka!
Czekaj. Sędzia doliczył czas.
Byliśmy jak rodzina.
Horacy, idziemy!
- Rodzina o bardzo... - Ubierz się!
...lepkich rączkach.
Pani daruje. Czy następny przystanek to Piccadilly?
Bardzo...
bardzo...
bardzo lepkich.
Tu wysiadamy.
Kolekcja Baronessy Tylko w domu mody Liberty
Interes kwitł.
Projektowałam wspaniałe przebrania.
Nowy skok.
Proszę uprzejmie.
Nowy projekt.
Nowy skok.
Nie twój pies! Więcej tu nie kupuję!
I projekt.
To była przepiękna działalność.
Robiłam to, co kocham.
I kosiliśmy kokosy.
Czułam jednak, że stworzono mnie do wyższych celów,
a mama chciałaby, abym osiągnęła więcej.
Nie wiedziałam tylko co.
Hej!
Co robisz?
Umieram z nudów.
Z nudów? Bez jaj!
Znalazłem ciupelki telewizor.
Jeden Japończyk chrapał na łóżku.
Chwileczkę, a wy to kto?
Chodu.
Człowieku!
Łapać złodzieja!
Kolekcja Baronessy Zima 1965
- I raz, i dwa! - Niech nam żyje sto lat
Niech nam żyje sto lat
Niech nam żyje Estella, la, la, la!
Niech nam żyje sto lat
I ja, i Jasper
Sto lat, Judy
I Brylant, i Badyl
To najmilsze urodziny od...
bardzo dawna.
Nie dla Judy.
- A kto to? - Nieważne.
To nic wielkiego. Tylko...
Och, Judy.
...może być głodna.
- Pomyśl życzenie. - Dzięki, chłopaki. I Judy.
A to co?
To jest propozycja pracy z Liberty of London.
Na niskim stanowisku.
Oby to byli ci od burgerów.
To najbardziej elegancki sklep z modą w Londynie.
Jak to skołowałeś?
Mam swoje dojścia.
Uwielbiam Liberty!
Wiem, przy każdej okazji gapisz się na wystawy.
Troszkę podkręciłem CV.
- Zmyśliłem. - Jak każdy.
Realia rynku. Podrasowałem referencje.
Jakby pytali, skąd znasz księcia Karola, powiesz: „Łączy nas polo”.
Jasne.
Najlepszego.
Polo, akurat.
To co to za szwindel?
Żaden. Spełnienie marzeń Estelli.
Tak, pewnie.
Serio, co jest grane?
Nie ma... Dobra, powiem ci.
Chodzi o to, że Estella jest zbyt utalentowana,
by kręcić wałki z takimi jak my.
Dzięki, Jasper.
Spoko.
Mamo, dostałam swoją szansę. Tę wymarzoną.
Słowo, zacisnę zęby i się przebiję.
Zdrowie.
Liberty of London.
W latach 70. to była mekka mody.
Ciuchy topowych projektantów.
A ja dostałam tam pracę.
Wspomniała pani też o szalu.
We wtorek?
Mam to przed oczami. Prosiłem, żeby ścisle przestrzegał wytycznych.
Przepraszam. Mam pomysł na witrynę przy wejściu.
Określiłem twoje obowiązki.
Bądź więc łaskawa skupić się na nich. Dziękuję.
Nie teraz.
- Czy... - Teraz też nie.
Nie, nie, nie.
Nie teraz.
Chodzi o to, że naprawdę mam nieprzeciętny dryg do igły.
Przydam się w Przeróbkach.
Czemu nie pracujesz, tylko stoisz i gadasz?
Posprzątałaś sanitariaty zgodnie z wytycznymi
- „woda-mydło-szmata-błysk”? - Tak.
- W tej kolejności? - Tak. Przeróbki. Proszę...
dać mi szansę.
- Cześć. - Hej!
Heja.
Drugie śniadanie.
Dziękuję.
Nie.
Co?
Nie wpuszczę cię, żebyś wyczaił, jak otworzyć sejf.
- To co to za skok? - Nie ma skoku.
Żadnych skoków.
Co ty gadasz? Chodź, Brylant.
Nie ma skoku.
Horacy.
Dzięki za kanapkę! Pa, Brylant!
Serio?
Wspaniale.
Żal mi cię, jeśli uważasz, że to jest fajne.
Co?
Żal mi cię, jeśli myślisz, że to fajne.
Dzień dobry.
Uroczy kapelusz.
Szyję lepiej zakryć.
Masz na twarzy
plasterek banana, na policzku.
Z drugiej strony.
- Proszę do mnie. I to już. - Tak.
Zanim wylecę, chcę coś powiedzieć.
Sprzątniesz tutaj. Tak, żeby lśniło.
A wychodząc jutro do pracy, tym razem koniecznie weź mózg.
To było niepotrzebne.
Chcę wierzyć, że za fasadą tego drętwego,
ciasnawego, wpijającego się gdzie nie trzeba garniaczka
kryje się dobry człowiek, który chce dać wybitnej jednostce drugą szansę.
Jazda, do roboty!
Nie zostawię cię tu w takim stanie.
Nie jestem okrutna.
Czemu śpisz na wystawie?
Ja... Co?
Nowoczesna dziewczyna kocha luz!
Sama przyznasz, że tak jest lepiej.
Nie!
Witamy.
Wynocha!
Szlag.
Do mnie. Zostaw ten wór.
Wybaczy pan.
Horacy, nie!
Wzywam policję, wandalko.
Przyjechała Baronessa. Właśnie wchodzi.
- Co? - Baronessa!
Nadchodzi!
Nie!
Hej. Jest tu jakieś wyjście awaryjne czy...
Idzie Baronessa. Ta projektantka. Chcę ją zobaczyć.
Znajdź tę sprzątaczkę.
To ona.
Są zajęci. Chodu.
Baronesso.
Na zewnątrz. Witryna przy wejściu.
Jest mi ogromnie przykro.
Śpieszę wyjaśnić.
Chodźmy.
Pani wybaczy...
Ująć ją.
To właśnie degeneratka, która zbezcześciła wystawę.
Cześć.
Zajmę się nią.
Nie tak ostro!
Ona tu pracuje?
O nie. Została zwolniona.
Człowiek chce wyciągnąć taką z rynsztoka, ale na próżno. Brak ogłady.
Komentarz jest zbyteczny.
Czyli tu nie pracuje?
Daruje pani, ale...
Czuć od pana przykry odór potu.
Racja. Dziękuję.
Ty, rozchełstana.
Tak?
Wizytówka.
Co?
Pracujesz u nas. Ten adres. Piąta rano. Nie spóźnij się.
W zęby. W zęby.
Jesteś bałwan.
Ta dziewczyna opracowała najlepszą wystawę od dziesięciu lat.
Otóż to!
Fakt, ten sklep jest w dechę.
Jak tu smętnie.
Doceniła moją wystawę, Jasper. Spodobała jej się.
Bardzo się cieszę.
To twoja zasługa.
Nie.
Czyli...
to jednak był skok.
Dziwne, że szczęśliwy zbieg okoliczności może całkiem zmienić życie.
Choć, z perspektywy czasu, „szczęśliwy” to niewłaściwe słowo.
To ty.
No, raz-dwa!
Już.
Za mną. Na górę.
Cisza!
Najnowsza kolekcja święci triumfy.
Oto wyrywek z prasy fachowej.
„Stroje Baronessy zachwyciły reinterpretacją klasycznych linii
zmieniającą jednak kon...
...cepcję całej sylwetki tak radykalnie,
że na widowni rozległy się okrzyki zachwytu.
Ta kobieta to geniusz”.
Jeszcze raz to przeczytam, dobrze?
„Ta kobieta to geniusz”.
A więc triumf.
Ponapawajmy się nim.
Wystarczy. Nowy pokaz. Ma być doskonały. Do roboty.
Ty, z wystawy.
Weź manekina, tkaninę i stwórz coś.
Gotowy look.
Look. Dobra.
Infantylne.
Niedorzeczne.
Zwalniam cię.
Blade, blade, blade.
Po co te dźwięki?
Zacięła mnie pani.
Tylko...
Widzicie? Chcę więcej takiej czerwieni.
Drugi Obieg
Witam w Drugim Obiegu. Jestem Artie, żywe dzieło sztuki.
Wyglądasz niesamowicie.
To chyba prawda, skoro wciąż to słyszę.
Jak ten styl wypada na ulicy?
Ściąga sporo obelg i docinków,
ale twierdzę, że „normalny” to najgorsza inwektywa,
a ta mi się nie trafia.
Jakbym słyszała siebie.
Rozejrzyj się, Kopciuszku. Spełnię życzenie każdej i każdego.
Zdradź swe marzenia, a ja je ubiorę.
Dior, 1955. Niesamowita.
Chanel, 1950. Wiosenna kolekcja.
Czyli znasz się na rzeczach.
Czuję, że to początek bardzo pięknej przyjaźni.
Baronessa 1965 na wystawie. Kolekcja zimowa.
Właśnie widzę.
Rozchełstana. Lunch, proszę.
Wędzony łosoś, cytrynowe risotto,
plastry ogórka grubości między ćwierć a pół cala,
siedem listków pietruszki. Siekanej, nie rwanej.
Jasne.
Jako że wyroby pani współtworzą nasz asortyment,
chcielibyśmy przekazać kilka fachowych uwag.
Obserwacji.
Cudnie. Ale ja pierwsza, dobrze?
Moje obserwacje.
Jeden jest niski, otłuszczony, śmierdzi wędzoną rybą
i jest daltonistą, choć stara się to ukryć.
Drugi nie wywiązuje się z obowiązków.
Przychód spadł wam o 15 procent, liczba klientów o 12,5.
Tak, trzymam rękę na pulsie.
Wystrój jak za czasów bitwy o Anglię.
Klienci czują się jak w schronie.
Większość środków na remont została zdefraudowana
i trafiła do banku szwajcarskiego na konto 32254766,
jeśli się nie mylę.
To wszystko. Wasza kolej.
Zamieniam się w słuch.
Do widzenia.
Półgłówki.
Lunch. Dobrze.
Nareszcie ktoś kompetentny.
I przeciwnie. Mój adwokat, Roger.
Przez większość czasu bębni na pianinie w barze,
ale nawet zna się na fachu.
Cześć.
Cześć.
Pianino jest fajne.
Tak.
Czas na drzemkę dla odnowy. Spakuj ten lunch, Estello.
Bez podszewki ani rusz.
Można dać tiul, zwiększyć objętość.
Właśnie o tym mówię.
Pani Baronesso.
Nie ociągaj się, Estello.
Klejnoty.
Estello, talia ma być...
jak u osy.
Estello, zrobiłaś jak u osy?
No dobrze. Jak to wygląda?
- Wspaniale. - To wiem.
Pokaż.
Jak ty byś to zrobiła?
Masz w sobie...
coś.
Za mną.
Patrz, co zrobiłam.
Baronessa twierdzi, że „coś w sobie mam”.
To chyba dobrze.
Nagle wszystko się układa, mamo.
Staram się być taka, jak chciałaś.
Przeważnie się udaje.
Tylko szkoda, że tego nie widzisz.
Coś w tym projekcie mnie irytuje,
a ja zawsze ufam intuicji.
Myślę sobie, że gdyby zacieśnić kontur...
Myślisz sobie.
Moim zdaniem jest lepiej.
Rzeczywiście.
Ten wisiorek.
Klejnot rodowy. Zabawne, raz ukradła mi go pracownica.
Nie ukradła!
Przepraszam.
To przejęzyczenie. Chcę powiedzieć:
„O nie, ukradła!”. Pracownica?
Kiedyś, dawno temu.
Nie dość, że ukradła,
to jeszcze z nim wróciła,
spadła z urwiska i zginęła.
To okropne.
Tak. Akurat wydawałam bal
i jej śmierć zupełnie popsuła atmosferę.
Czas na drzemkę dla odnowy.
Kim ona była?
To nie ma znaczenia.
Ważne, że odzyskałam naszyjnik. Miała dziecko.
Jakieś dziwne, wyjątkowe.
Była to próba szantażu oczywiście.
Może... Może zrobiła to z miłości do dziecka?
Miała pod opieką jednego bachora i zawiodła na całej linii.
Mów.
Baronesso, mamy spotkanie w hotelu Ritz.
Matko święta.
Naszyjnik. Roger, buty.
Nie dotykaj kostek.
Przepraszam. Wszedł.
Idziemy.
To nie mama zawiodła na całej linii, tylko ja.
Przyrzekłam sobie, że to się nie powtórzy.
Mówiłem, zawsze tu przychodzi.
Hej.
Coś nie tak?
Oskarżyła mamę o kradzież.
I o bycie złą matką.
Twoją mamę? One się znały?
Okazuje się, że to u niej był wtedy ten bal.
I że mama dla niej pracowała.
Upuściłam naszyjnik, jak uciekałam, widać go znalazła.
Jest mój. I chcę go odzyskać.
- W sensie, że... - Ukraść.
Jasne.
Szanowni państwo, najwyższy czas na szwindel.
Odliczanie do Czarno-Białego Balu
Jej Czarno-Biały Bal. Wymarzona okazja.
Nasz największy numer. Horacy, skup się.
Musimy rozgryźć zabezpieczenia.
Mikrodrzemka. Dziewięć minut.
Namierzyć kamery.
Policzyć ochroniarzy.
Poznać harmonogramy.
Musimy znać wszystkie szczegóły, każdy słaby punkt.
Do toalety to będzie w lewo i dalej do końca korytarzem.
Dzięki.
Potem wystarczy już tylko wyłączyć alarm, obejść kamery,
otworzyć sejf i ukraść naszyjnik
w trakcie największego balu sezonu.
Taki tłum to spore wyzwanie dla ochrony.
Gdy odwrócimy jej uwagę,
zdobędę klucze do panelu i do sejfu.
Jak odwrócimy uwagę?
Szefowa nie toleruje kobiet, które działają jej na nerwy
na jej balach.
Kobiet starych, ubranych na złoto.
Smutnych.
Z pudlem na ręku.
Oraz kobiet, które ją przyćmiewają strojem.
Skąd wziąć starą babę?
Znikąd, Horacy. Ja odwrócę uwagę.
Dobra.
Poza tym szerzenie chaosu na galach to moja specjalność.
Tu się nie wypowiadam, ale jest pewien problem.
Nie rozpozna cię?
Słuszna uwaga.
- Raczej tak. - Wtedy
wywali cię z roboty.
A plan jest inny.
- Kochasz tę pracę. - Myślisz ty?
Szefowa cię ceni.
Tak. Tak.
To może obejdziesz się bez wisiorka.
Może...
Daj spokój. Tu chodzi o skok.
- To tylko wisiorek. - Chcę go.
Ona tu rządzi.
Ale masz rację.
Ona mnie rozpozna.
Estella nie pójdzie na bal.
Ktoś inny pójdzie za nią.
DERATYZACJA ASY Z TOTTENHAMU
Do roboty.
Pora popsuć komuś dzień.
Masz na myśli Baronessę?
To chyba oczywiste.
Racja.
A komu?
Powiedziałeś „komuś”.
- To może znaczyć... - Lepiej chodźmy.
Nie dziś, synu.
Jak chcesz, ale dzwonili, że to pilne.
Dziś jest impreza zamknięta.
Takie robactwo, co ja tępię, to nie czeka na zaproszenie.
Ładuje się, gdzie chce, i kąsa wyższe sfery.
Te dostają piany na pysku, gały się cofają do dyni
i szast-prast kitują.
Wstrząsający tekst. Płakać się chce.
Spokojnie. Ani drgnij.
W żadnym razie się nie odwracaj.
Jazda, czego stoisz? Ładuj się i łap to coś!
Mówiłem, nie odwracać się. Umyj ręce.
Kawał szczura. Wielkości psa. Ale to szczur.
Panna Anita Darling.
Baronesso.
W imieniu redakcji dziękuję za zaproszenie.
A ja ze swojej strony byłabym wdzięczna za przestrzeganie dress-code'u.
Żadnych kolorów.
Widać pióro mi cieknie. Ale to moje narzędzie pracy.
Złotko, nikogo nie obchodzi, co tam sobie naskrobiesz.
Chcą wiedzieć, jak wyglądałam.
Wygląda pani olśniewająco.
Mistrzowska powściągliwość, jak zawsze.
Zdrowie
gospodyni.
Za Baronessę!
Masz może ogień?
Usunąć.
Dajesz, Brylant.
Mam trochę stres.
Nie chcę robić sceny.
A ja chcę, i to bardzo.
Moja ręka. Chyba złamana.
Czy jest na sali lekarz?
Już mi lepiej.
Zwracam uwagę, że jestem na szpilkach.
Szczurołap, wpadka! Kamery działają, uciekaj.
Co?
Jest was sześciu, czyli oczywiście wygracie,
ale dwaj pierwsi śmiałkowie dotkliwie oberwą.
Czas na plan B.
Nie!
Ludzie, co za sztuka!
Wynocha! Moje druty!
Więc naradźcie się, który z was zaczyna.
I gotowe.
Nie, nie.
Ty ohydny mutancie! Żartuję, Brylant.
Wszystko gra.
Przepraszam bardzo.
Chwila! Jeszcze nie teraz, skarbie.
To już dwóch? Nie liczyłam.
Przyprowadź ją wreszcie.
Nie żyjesz, siedź cicho!
Trochę przesadzasz.
Koniec przedstawienia.
Horacy. Jak ci idzie?
Jak mi idzie?
Tak sobie raczej.
O nie.
Coś ty za jedna? Wyglądasz znajomo.
Raczej zjawiskowo. Na znajomość trzeba sobie zasłużyć.
To są włosy czy peruka?
Czarno-Biały Bal. Lubię wielkie wejścia.
Ach tak. Jak masz na imię?
Cruella.
Szalenie to efektowne. A to jest twoje dzieło?
Tak się składa, że twoje. Kolekcja 1965.
To dlatego zachwyca, bo moja.
Po poprawkach.
Usiądź. Nalegam.
Intrygujesz mnie, a to się praktycznie nie zdarza.
Tak, piękne są, prawda?
I okrutne.
Mój ulubiony zestaw cech.
O co ci chodzi? Ewidentnie chciałaś zwrócić moją uwagę.
Chcę być taka jak ty.
Jesteś bardzo wpływową kobietą.
Uchylę rąbka tajemnicy.
Ci, którzy muszą mówić o władzy, wcale jej nie mają.
Wiem, dlatego o niej mówię i dlatego tu przyszłam.
Dalej mam wyjaśniać czy już nadążasz?
Zabawna też jesteś.
Ale nie tylko szczury. Też myszy, jaszczurki...
szopy. Jest cała masa różnych takich...
A ten tutaj to hybryda.
Skąd pochodzisz?
Cóż...
Jestem...
z północy. Poniekąd.
Na południe od północy, czyli właściwie zachód.
Dość. Cudownie się gawędziło,
ale najwyższy czas cię aresztować
za wtargnięcie.
Czy to szczur?
Sio, a sio! A kysz!
Skradziono mi naszyjnik.
Czołem, panowie.
I tak się baluje!
Ten pies. Stój! Złodziej!
Dzielny z ciebie szczur.
Jest nam potrzebny!
To trzymam kciuki za plan C.
A jaki jest plan C?
Fajnie by było go mieć.
Tak, ale...
Wsiadajcie!
Szybko! Jesteś psem!
To ty umiesz prowadzić?
Nie.
Wóz przed maską!
Dość tego. Zatrzymaj się!
Co się z tobą dzieje?
Co ty robisz? A ta dokąd?
Baronessa zabiła mamę.
Co ty wygadujesz?
Ten gwizdek. Poszczuła je na nią...
To nie moja wina.
Ona zabiła mamę.
Jakby była nikim.
W mordę.
Mówi się, że istnieje pięć etapów żałoby:
wyparcie, gniew, negocjacje, depresja, akceptacja.
Chciałabym dodać etap szósty:
zemsta.
Musimy przywarować.
Daliśmy wczoraj do pieca.
Mnie to mówisz? Spadłem na tort.
Dzień dobry, chłopcy.
Dobry.
No, do roboty.
Chyba jej nie skasujesz?
Nie ma tego w planie, ale może go zmodyfikuję.
Czyli nie?
Jeśli padło nie, to tak. Do rzeczy. Naszyjnik.
Dalmatyńczyk go zeżarł.
Nie wiem który, więc zgarniecie wszystkie.
Moment, chwila. Co ty chcesz...
Kotku, jeśli będę musiała wszystko powtarzać,
nic z tego nie będzie.
Co tak gadasz? Już po balu.
Naszyjnik wszedł z jednej strony, tak?
Wyjdzie więc z drugiej. Tak to działa.
A co ze śniadaniem? Wylądowało na ziemi.
A reszta planu? Gdzie idziesz?
Ta wiedza jest ci zbędna.
Zwykle nie tak...
- działamy. - To było chamskie.
Tu chodzi o jej mamę. Odpuść. Trzeba jej pomóc.
Słaba ta zabawa.
- Chrupki na ziemi... - Wiem.
Ogarnijmy te psy.
Anita Darling, moje ty kochanie.
Estella, kopę lat.
Gapiłam się na ciebie na balu i nagle mnie olśniło.
To Estella, ze szkoły.
To nie Estella.
Było, minęło.
Jestem Cruella.
Słuchaj, chodzisz na imprezy, gdzie strzelasz foty, i drukujesz ploty.
Za to ci płacą.
Trochę mniej w tym zabawy.
Mnie się to nie wydaje zabawne, lecz użyteczne.
Chcę założyć firmę odzieżową.
A gdybyśmy tak wetknęły kij w mrowisko
i rozruszały ten szmatławiec, który schlebia starej wiedźmie.
Pamiętam ten twój błysk w oku.
Jaki błysk?
Przypominam już sobie
twoją lekko mroczną stronę.
To pamiętasz też, jak było fajnie?
Chcę, żebyś mi pomogła ładnie się przedstawić.
Zauważyłeś, że czasem właściciele wyglądają jak ich psy?
Skąd. Nie zauważyłem.
A teraz?
Odrobina profesjonalizmu, Horacy.
Mamy robotę.
Brylant ma za dużo uroku na ten plan.
Uda się.
Pamiętaj, Brylant, one czują twój strach.
Spokojnie, Dżyngis.
Mówiłem, że się uda.
I jak tu nie kochać takiej buziuchny?
Czarno-Biały Bal
To ty.
To ja. A ty o mnie czytasz.
I jesteś w moim sklepie.
To ja, Estella.
No proszę. Wyglądasz bosko.
Wczoraj poszłaś na całość.
Dopiero się rozkręcam, kochany, i przydałaby mi się pomoc.
Chcę tworzyć sztukę, Artie.
I chcę rozrabiać. Wchodzisz w to?
Kocham rozrabiać.
Nie jestem waszym wrogiem! Przestań!
Hej! Spokój!
Dość tego! Przestań!
Stój!
Co robisz? To nie twoje!
Udało się, widzę.
Artie, chłopcy. Chłopcy, Artie.
Artie będzie pracował na dole. Zna się na modzie.
Te psy to bestie.
Trzeba je wziąć na spacer, nakarmić, wyciągnąć z nich naszyjnik.
Ty też możesz z nimi wyjść. Jesteśmy drużyną.
Z jednym mózgiem. Jazda!
Nie możesz nas tak traktować. Pomagamy ci.
To przestańcie.
Starzy znowu się kłócą.
To ja się rozgoszczę.
Przestań. Siad.
Idziemy, psy. Regent's Park czeka.
Mogłabyś trochę grzeczniej.
Nie mam czasu. Praca czeka. Zostałam projektantką.
Poważnie?
Trzeba mieć wrogów na oku.
Voilà! Cruella długo pozostawała w cieniu.
Teraz to Estella będzie tylko przebraniem.
Stałam się pośmiewiskiem.
Mówi się: „niech piszą źle, byle pisali”.
Choć o szczurach mogłoby być trochę mniej.
Zwróciłeś uwagę na jej włosy?
Zbieg okoliczności. Wśród młodzieży to teraz modne.
Dziękuję, John. Jesteś ogromnym...
wsparciem.
Staram się.
Wzywa cię. Szybciej.
Raz-dwa.
Jest wreszcie.
Spóźniona. Weź notatnik.
Przepraszam.
Fakt ze świata mody:
wydarzeniem roku w Londynie jest kolekcja wiosenna.
Przepraszam.
Moja kolekcja wiosenna.
Potrzebuję 12 kreacji, a mam...
Niech policzę.
Postanowiłam odebrać jej to, co kochała:
firmę,
pozycję...
Zero.
Oczekuję dziesięciu projektów do trzeciej nad ranem.
...wiarę w siebie.
Start.
Dziękujemy.
Wdzięczność czują przegrani.
Świetna rada, dzięki.
Źle słyszysz?
Nie dziękować.
Jasne. Dziękuję.
- Już idź. - Idę. To ja...
Co to znaczy znikły?
To je znajdź!
Horacy, mecz się zaczyna.
Puchar...
Co to ma być? Bestie, nie psy!
Ja na tym śpię!
Chromolę, oglądam mecz.
Lubicie Tottenham?
Jest dla was nadzieja.
Dwie minuty. Jest naszyjnik?
Nie, ale jest cicho. To już coś.
I jeszcze „Dzięki, że to za mnie odwaliliście”.
„Daj spokój, działamy razem”.
DZIŚ WIELKA GALA
Baronesso! Tutaj!
OTO PRZYSZŁOŚĆ MODY
NOWA KRÓLOWA MODY?
„Cruella”. Cruella.
Co to w ogóle za imię? No nic. Wreszcie godna rywalka.
Zniszczę ją, tak jak wszystkie dotąd.
Wytropić. Roger, wykop wszystkie brudy o niej.
Jestem raczej adwokatem, nie detektywem.
Natychmiast.
POLICJA W KROPCE
GDZIE UDERZY TERAZ?
BARONESSA NA WYLOCIE
CRUELLA OLŚNIEWA KOSZTEM BARONESSY
Wciąż nie widzę kreacji flagowej.
Za to Cruella panoszy się dosłownie wszędzie.
Żądam pomysłów.
Estello, spłodziłaś coś?
Coś panią martwi?
Porwano mi psy, zrabowano naszyjnik,
a ta kreatura Cruella jest...
Kolekcja musi być perfekcyjna.
Może ogóreczka? W cieniuśkich talarkach.
Leć.
I rusz tą rachityczną makówką, dopóki ją masz.
Naturalnie. I dziękuję.
Jasne. Jazda na lunch, leniwe cymbały.
Co? Hej!
Estello, to niefortunne, że ukrywasz coś przede mną.
Byłam na przerwie. W miejscu publicznym.
To moja ulica.
Poważnie? Są na sprzedaż? Ulice?
Ulice, ludzie, ich projekty, ich dusze.
Zajrzyj do umowy o pracę.
I proszę, mam swój flagowy projekt.
Co o nim myślisz?
KIM JEST CRUELLA?
OBROTY BARONESSY SPADAJĄ
CRUELLA ZAGADKĄ - POLICJA BEZRADNA
CRUELLA NADCIĄGA
Chcę ją pozwać za zniesławienie,
obrazę uczuć, wandalizm – cokolwiek.
Przestudiowałem kodeks i rozmawiałem z policją:
obawiam się, że nie mamy podstaw...
Przestań już gadać, Roger.
Naprawdę?
Żebym w pauzie mogła cię zwolnić.
W tej pauzie. Jesteś zwolniony.
Roger obwiniał mnie potem o zwolnienie.
Jednak w rzeczywistości Roger został zwolniony,
ponieważ był Rogerem.
Kredka do oczu nie ocali tak banalnej urody.
Muszę jednak przyznać, że sprawdzasz się jako fotograf.
Baronesso.
Kim i, co ważniejsze, gdzie ona jest?
Nie wiem.
Czy ty aby nie kłamiesz?
Nie, ja...
Nie płacz.
Nie płaczę.
Ale będziesz.
Masz coś?
No nie!
- Nic? - Kompletnie!
Wiesz, martwię się o nią.
O Estellę?
Tak.
Wczuwa się w rolę do skoku.
W rolę wrednej małpy. Spokój!
Gdzie są paciorki do tej sukni?
Zamówione. Idiota od przesyłek się spóźnia.
IMPORT Z AMERYKI PŁD.
Uszanowanie panience.
Są te modne rzeczy do robienia mody.
Dziękuję, mój ty przystojny dostawco.
Jest...
Doskonała.
Jestem genialna.
Teraz przejdę do historii.
To należy oblać. Estello, za mną.
Święci pańscy, ile można?
Odejdź.
Moje zdrowie.
A niby za kogo mam wznosić toast?
Za mnie?
Autorkę flagowej kreacji?
Jesteś po prostu przydatna.
Gdy przestaniesz być, znikniesz.
Inspirujące słowa.
Dziękuję.
Nie wolno troszczyć się o innych.
To przeszkody na twojej drodze.
Gdy zaczniesz myśleć o tym, co czują, zginiesz.
Gdybym zważała na kogokolwiek,
skończyłabym jak wiele wybitnych kobiet,
z szufladą pełną nieodkrytych skarbów i duszą pełną goryczy i smutku.
Masz dosyć talentu na własną markę.
Pytanie, czy masz pazur i instynkt prawdziwego zabójcy.
Mam nadzieję, że tak.
Właściwa odpowiedź. Brawo.
Pozostaje się teraz pozbyć
tej całej Cruelli, nie uważasz?
Musi jej pani nienawidzić.
Tak szczerze,
to jestem rozdarta.
Dobra jest.
Odważna, nietuzinkowa.
Ale kazała mi wybierać, ona czy ja.
Wybieram mnie.
Gość nam zepsuje całą frajdę.
Co powiesz...
na to?
Serio?
Bez rękoczynu ani rusz.
Ryzykowne.
Mają wiedzieć, że było włamanie. Słowa Cruelli.
Tak powiedziała.
Panna zaczyna mnie wkurzać.
Tak.
Co się dzieje?
Włamała się tu w nocy.
Kto?
Cruella. To całkiem logiczne.
Suknia jest niewiarygodnie kosztowna, nie mogłaby sama takiej uszyć.
Widzę, że nie cofnie się przed niczym.
Będzie chciała ukraść moje dzieło. Bo co innego pozostaje, jeżeli jest się
nią?
Dobranoc! Idźcie już spać. Jutro wielki dzień.
Bądźcie grzeczni!
Dobranoc.
Co?
Brak mi Estelli.
Gol!
Ależ byłoby z nich boskie futro.
Z psów?
Żartuję.
Wiesz, czego mnie brakuje? Twojego poczucia humoru.
Tak.
Każde z nas miało wpadki,
ale zawsze się wspieraliśmy.
I właśnie o to proszę. To takie trudne?
W przypadku Estelli – nie. Ale jeśli chodzi o Cruellę,
to koszmar.
Znów owijasz w bawełnę.
Cruella osiąga swoje cele.
Estella nie osiąga nic.
A ja mam cel.
Więc jeśli to już wszystko...
Rozmowa skończona.
W drodze wyjątku.
Gdy zjawi się Estella, zaprowadź ją do gabinetu i tam zatrzymaj.
Oczywiście.
Ale sądzę, że to błąd. To nie ona.
Płacę ci za opinie czy za posłuszeństwo?
A teraz pyta pani o opinię?
Wykonam rozkaz.
Słucham.
Nie rozumiem, jak to się zaciął? Goście już tu są.
Zdaje się, że zamek szwankuje.
Nie obchodzi mnie jak, macie go otworzyć!
Ach ty cholerna...
Panie i panowie,
oto staje przed wami...
Cruella!
Fajny kawałek.
W sensie muzyka.
Zabiła moje psy.
I zrobiła z nich futro.
Stać! Za mną!
Fajnie, że zawsze nam dziękuje za pomoc.
Potrafi okazać wdzięczność.
Tyle nam zawdzięcza.
Gdzie ta słodka mała spod fontanny?
Już jej nie ma.
Było ją zostawić w tym parku.
Kłaniam się.
- Witam. - Co mogę pani podać?
- Dwie szahi kormy. - Tak.
Raz kurczak tandoori i ryż.
Już się robi.
W Regent's Park wybuchły zamieszki na tle modowym.
Kim jest Cruella? Dla jednych artystką, dla innych wandalką.
Nasuwa się pytanie, czy jej dzisiejszy strój był faktycznie z dalmatyńczyków?
Czy pani coś dzisiaj świętuje?
O tak.
Królowa umarła!
Niech żyje królowa.
Cruella.
Ty jesteś jednak walnięta.
Miło, że tak mówisz.
Dobrze się zapowiadałaś.
Zresztą tak jak Estella.
Spóźniłam się do pracy?
A jak tam pokaz, pani dyrektor?
To sprawa między nami.
Wypuść Jaspera i Horacego,
tych dwóch imbecyli, którzy nie zauważyli, że ich śledzisz.
Wypuszczę ich. Prosto do więzienia.
Za co?
Za porwanie psów?
Za zabicie ciebie.
Nikt w to nie uwierzy.
Liczę, że obecność twoich zwęglonych zwłok
rozwieje wątpliwości niedowiarków.
Słabe.
Chodź tu. Już.
A to niezłe.
Zabijesz mnie, bo cię przyćmiłam?
To ty zabiłaś moją matkę.
Będziesz musiała doprecyzować.
Co?
O kogo ci chodzi?
Da się zawęzić tę pulę?
Na urwisku.
Twoje psy ją zrzuciły.
Rozumiem. Wszystko jasne.
Dlatego jesteś na mnie cięta.
Stąd ten cały cyrk.
I tak cię zabiję. I twoje psy.
Cała drżę.
Panowie,
może byście mnie rozwiązali?
Na pewno jest okropną szefową.
To koniec.
Żegnaj, Cruello.
Psy.
Bądź grzeczny, Dżyngis.
Powiadomię media.
Chcę, by wiedzieli, że odeszłaś
w blasku chwały.
Tam na górze.
Proszę się cofnąć. To niebezpieczne. Do tyłu.
Z ostatniej chwili:
Cruella, wsławiona ośmieszeniem Baronessy w oczach świata mody,
nie żyje.
Modowa prowokatorka nie żyje.
Baronessa i Cruella walczyły...
Rywalka zginęła w płomieniach.
Cruella, wschodząca gwiazda brytyjskiego designu odzieżowego,
zginęła dziś w pożarze swojej pracowni.
Co?
Herbaty, panno Cruello?
Czemu jeszcze żyję?
Bo wyniosłem cię z płomieni, zanim zdążyły cię strawić.
Mam coś dla ciebie.
Znalazłeś go?
W ogniu, tak.
Został oczywiście dokładnie wyjałowiony.
Mogę coś ci pokazać?
O kluczyku nie wiedziałam.
Co on otwiera?
To.
Akt urodzenia Estella von Hellman
Baronessa ma dziecko?
To ty.
Mogę opowiedzieć?
Jej mąż był poczciwym facetem.
Za to Baronessa kochała tylko siebie.
Wieść, że będą mieli dziecko...
- Jestem w ciąży. - ...niespecjalnie ją zachwyciła.
Baron był w siódmym niebie.
Ze szczęścia podarował jej swój rodowy klejnot.
Przyjęła go, ale co do ciebie miała inne plany.
Poczekaj.
Co do mnie?
Jesteś jej córką.
Byłem tam, kiedy się urodziłaś.
Baron akurat wyjechał, a mnie wydała rozkaz.
Wiesz, co robić.
Żądała szatańskiego postępku.
Musiałem cię jakoś ocalić. Tylko jak?
I wtedy zobaczyłem Catherine, najsłodszą ze wszystkich kobiet.
To ona cię ocaliła.
Baronessa ogłosiła, że dziecko nie żyje.
Twój ojciec umarł z rozpaczy.
Opowiadam to dlatego,
że to ty jesteś prawowitą dziedziczką całej ich fortuny.
Ich posiadłości, tytułów – wszystkiego.
Ta psychopatka nie jest moją matką.
Nie.
To był interesujący dzień.
Mój największy wróg
okazał się moją matką,
która zabiła moją drugą matkę.
Strasznie się bałaś, co?
Że wyrosnę na wariatkę
tak jak moja mama.
Nie chciałaś, żebym się wyróżniała, odstawała od reszty.
Chciałaś miłością wpoić mi normalność.
Próbowałam.
Starałam się, naprawdę, bo cię...
kochałam.
Rzecz w tym,
że nie jestem
twoją słodką Estellą,
pomimo starań.
Nigdy nią nie byłam.
Jestem Cruella.
Trochę genialna.
Trochę zła.
I po części szalona.
Nie jestem jak ona.
Jestem lepsza.
Tak czy owak,
muszę spadać.
Brać odwet, mścić się i niszczyć.
Ale ciebie będę kochać...
do śmierci.
Tamci dwaj siedzą, ale jest pewien problem.
To proszę go rozwiązać. Za co panu płacę?
Nie znaleźliśmy jej zwłok.
Co pan mówi?
Media trąbią o jej śmierci.
Ktoś im podsunął newsa
wyssanego z palca.
Dziękuję za wizytę.
Bezużyteczną, jak sam gość.
Uważaj, gdzie stoisz.
Nie mogę uwierzyć, że ona nie żyje.
Weź się w garść, stary. Pod celą się nie płacze.
Zapamiętamy Estellę.
- Estellę. - Estellę.
I zero łez.
O Cruelli zapominamy.
Słyszałeś?
Coś tak jakby.
Łapać go!
Zostań i pilnuj więźniów!
Co?
Brylant!
Brylant!
Nie sfajczyło cię jednak!
A to co ma niby...
Dziękuję.
Dostaniesz całusa prosto w usteczka!
Nieważne, co jadłeś!
Podrzucić?
- Obejdzie się. - Czyli żyjesz!
Traktowałaś nas jak psy.
Bez urazy, Brylant.
Gliny was złapią.
Dawaliśmy sobie radę, zanim się zjawiłaś.
Nie inaczej.
Głodny jestem.
- Też coś skubnę, ale bez niej. - Tak.
Powiem prosto z mostu.
Baronessa jest moją matką.
Zdziwko i niedowierzanie.
To sporo wyjaśnia.
Wydała mnie na pastwę losu.
I zabiła najwspanialszą kobietę,
choć kłamczuchę,
na świecie.
Dzięki za podwieczorek i za uroczą anegdotkę.
Wszystkiego dobrego.
- Wezmę na drogę. - Jasper!
To sytuacja „zabij albo zgiń”.
Jasne. Tylko ona jest krwiożerczą wariatką, a ty nie.
To się jeszcze okaże. Jak dorosnę.
Fajny żart.
Tylko nie wiem, czy to żart.
Niefajny.
Żartuję!
Chodzi o to, że nie ucieknę.
Ona mnie znajdzie. Wiesz o tym.
Trzeba ją powstrzymać.
Trochę mi wtedy odbiło.
Przepraszam.
Jesteście moją rodziną.
Mam tylko was.
- Wyjechała z rodziną. - Tak, rzuciła asa.
I wygrała.
Tak. Niech będzie.
To jaki plan?
W weekend organizuje galę dobroczynną.
Konieczne będą adresy i wymiary gości...
Na luzie.
Artie i jego banda krawców.
Lubię gościa.
Czarna peleryna, mnóstwo farby.
Ekstra.
Kilka gorsetów...
Powinniśmy notować.
Wybacz, myślałem, że jesteś sama.
John, to jest moja rodzina.
Zamieszkają u nas.
Heja.
Kończą się herbatniki.
ZABÓJCZYNI DALMATYŃCZYKÓW NIE ŻYJE
Remanent.
Akurat czytam o tobie, ty pieskożerco.
Nie mogę się oprzeć cętkom.
Nie zabiłaś ich.
Nie.
Ludziom potrzeba złoczyńcy,
a ja lubię tę rolę.
Bajecznie.
Tak notabene – nie zginęłaś?
Zginęłam.
Szkoda.
Ale nie ma tego złego...
Artie, słonko. Uknułam plan.
Jakżeby inaczej.
Razem wcielimy go w życie.
W zamian za co?
Za noc pełną cudów, kilka chwil piekła, a może i zgon.
Raz tak, dwa tak, drobne wątpliwości co do zgonu.
Nie chodzi o twój.
To idę po płaszcz.
AKCJE BARONESSY SPADAJĄ
ŚWIAT MODY
OPŁAKUJE
CRUELLĘ
ŚMIERĆ CRUELLI SZOKIEM DLA WSZYSTKICH
INWAZJA MOLI
CZY BARONESSA SIĘ PODŹWIGNIE?
LISTA GOŚCI
BARONESSA TRACI KLIENTÓW
OBROTY SPADAJĄ O 27%
CZY GALA
OCALI BARONESSĘ?
To dla mnie?
BARONESSA TO PRZESZŁOŚĆ?
GALA DOBROCZYNNA
ZADECYDUJE
O LOSIE BARONESSY?
Proszę to włożyć - w hołdzie Cruelli
Cześć.
Sorki.
Ważna noc.
To fakt.
Serio tego chcesz?
Pytam poważnie.
Do twarzy ci z powagą.
Jasne.
Wiem, że cierpisz.
I wiem, że to jej wina.
Ale jeśli ją zabijesz, ból wcale nie zniknie.
Nie zabiję jej.
Obiecuję.
Ekstra. Super.
Chyba że naprawdę będę musiała.
Dzięki, że mi pomagasz.
Czasem nie umiem ci odmówić.
Za to między innymi tak cię kocham.
Dzięki?
Dopiero zauważyłem, co to za model.
Wiecie, jak nazwali ten wózek?
Devil, jak demon.
To „De Ville”, misiek.
Czyli też De Mon.
Podoba mi się.
Raz-dwa. Baczność.
Nie garbić się!
Dobrze.
Zaczynamy.
Tamtego dnia, kiedy powiedziałam ci, że wiesz, co masz zrobić,
uznałeś, że co mam na myśli?
Rozważałem różne interpretacje.
Lecz z pewnością nie, że chce pani,
bym zamordował jej jedyne dziecko.
A myślałam, że dobrze się znamy.
No i?
Wyciągniesz ją zaraz zza pazuchy?
Nie, Baronesso.
George, zbliż się.
Będzie tu dziś.
Ujmiecie ją, zanim ją zauważą.
Wszyscy myślą, że nie żyje.
Wasza w tym głowa, by mieli rację.
Naszykowałem coś specjalnie na nią.
Jak ją tym popieszczę, padnie jak kłoda.
Daj mi to.
Rewelacyjne.
Mogłabym to robić cały dzień.
Złapcie ją, kretyni!
Czemu ja zawsze muszę myśleć za wszystkich?
To musi być nużące.
Zapowiada się wyjątkowy wieczór, Baronesso.
I taki będzie.
Panowie, teraz czujnie. Zaczynają się zjeżdżać.
Nieźle, to ona.
Wypraszam sobie.
Nie ona.
Czekaj, tu jest!
To nie ta.
- Jak śmiesz mnie dotykać? - Przepraszam.
Co tu jest grane?
Pora zaszczycić gości, moje drogie.
- Baronesso... - Zjawiła się?
W tym szkopuł. Otóż...
Policja, słucham.
Szykuje się skok na Pałac Hellmanów dziś wieczorem.
Kto mówi?
Do wszystkich: Baronessa wzywa całą ochronę do biblioteki.
Nie jest zadowolona.
Gdzie mogę przypudrować nosek?
Dziękuję za tak liczne przybycie.
I za ten piękny hołd złożony drogiej przyjaciółce,
która odeszła od nas na zawsze.
Niestety.
Wzruszające.
- Za Cruellę. - Za Cruellę!
Brawo!
Ten pies jest dla mnie jak syn.
Nie żyjesz!
Już go miałem.
Nie wyglądało.
Gdzie ona jest?
To nie był toast na konsolację?
Gdzie są moi goryle?
Ona tu jest. Czuję to.
Znajdź ją.
Pchajcie!
Brać ją!
Siad.
Witaj, Cruello.
Nie chcę ci psuć imprezy, ale przyszłam cię eksmitować.
Nie bądź śmieszna.
W naszyjniku ukryty był kluczyk
do pudełka, które skrywało mój akt urodzenia.
Witaj, mamo.
To wszystko wyjaśnia.
Co?
To, że jesteś taka nietuzinkowa.
Naturalnie, moja krew.
Od dawna marzę, żeby mieć u swojego boku kogoś,
kto by mi dorównywał.
Kazałaś mnie zabić.
Zła decyzja.
Wszystko da się jeszcze naprawić. Jestem pewna.
Nie wydaje mi się.
Dobry wieczór.
Baronessa zaprasza
- państwa na taras. - Cudownie.
Baronessa zaprasza na taras.
Nie wróciłaś tu po zemstę.
Wróciłaś, bo jesteś nieprzyzwoicie zdolna i wybitnie niegodziwa
i potrzebujesz pokrewnej duszy.
Mnie.
Swojej prawdziwej matki.
Która popełniła błąd,
wypuszczając z rąk coś tak nadzwyczajnego.
Jesteśmy podobne, to prawda.
Moje uszanowanie. Obłędna kreacja!
Baronessa zaprasza na zewnątrz.
Chcę cię przeprosić.
Naprawdę?
Tak.
Dasz się uściskać?
Tak.
Nie chcesz mnie chyba zrzucić z urwiska?
Zabawna jak zawsze.
Przezabawna.
To urocze.
Kretynka.
Skoczyła.
Widzieliście? Rzuciła się.
Chciała ściągnąć i mnie w przepaść.
Skoczyła. Sama skoczyła.
Czemu tak na mnie patrzycie?
Skoczyła sama!
Co mają znaczyć te kajdanki? Skoczyła!
ESTELLA - PROJEKTANTKA, CÓRKA, MARTWA
Uprzedzałam, że zginęłam.
To znaczy, zginęła Estella.
Biedulka. Nikt się nawet nie pofatygował na jej pogrzeb.
Jakiś taki mało happy ten end.
Zabita w kwiecie wieku
przez rodzoną mamusię.
Kretynka.
Ale jest parę ale.
Tuż przed zejściem Estella zapisała swoją fortunę drogiej przyjaciółce,
Cruelli de Mon.
Idioci, nie rozumiecie,
że ta Estella to oszustka!
To przecież Cruella.
Cruella de Mon.
Jak „demon”, ale wymawia się „de Mon”.
Zobaczysz, jeszcze się zemszczę.
Dobrą stroną złych ludzi jest to,
że zawsze można się po nich spodziewać, wiadomo,
najgorszego.
Estella miała zginąć tak jak matka.
Stało się inaczej.
Dobrze skrojony ciuch może uratować życie.
Zapamiętajcie to sobie.
Baronessa została skazana za zepchnięcie kogoś w przepaść.
Innego kogoś. Ale kto igra z losem, musi się liczyć z jego...
ironią.
Żegnaj, Estello.
Dołączyła do matki.
Dalszy ciąg należy do mnie.
Ale Cruella ma się świetnie.
Dobra, puśćmy jakąś muzykę.
Na poprawę humoru.
Stary, przecież nie umarła. Ona...
I jak tu nie beczeć nad tym wszystkim?
O rajciu.
I takie zakończenie mi pasuje.
DEMON
PAŁAC PIEKIELNY
Coś gruba ta Dżyngis, nie?
No i co dalej?
Mam kilka pomysłów.
NA MOTYWACH POWIEŚCI DODIE SMITH „101 DALMATYŃCZYKÓW”
Oto Pongo. Dobrej zabawy, Cruella
Witaj, Pongo.
Oto Perdita. Do zobaczenia, Cruella
Cruella de Mon
Cruella de Mon
Co wzrokiem poraża
I miną tak złą
Że nawet zuch też zblednie, widząc ją
Cruella, Cruella de Mon
Tekst - Karolina Kremplewska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.