Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dzieci, jestem bogata.
Lata 1993 i 1994 były okropne dla rynku nieruchomości.
- Ale w 1994 to się zmieniło. - Ile sypialni?
Trzy.
Jedną przerobię na garderobę.
Jest portier, ale nie ma spółdzielni, więc jeśli podpisze pani papiery,
mieszkanie należy do pani.
- Stopy procentowe osiągają 9%. - Mam się zapożyczać? Błagam.
Zapłacę gotówką. Prawnicy się z panią skontaktują.
Idę napełnić moją garderobę.
Poszłam kiedyś do medium. Powiedziała mi, że jestem kolejnym wcieleniem Kleopatry.
Ja na to: "Więc dlaczego nadal jadam w fast foodzie"?
Maurice, niech wezmą resztę rzeczy z taksówki.
- Oczywiście, panno Elektro. - Dziękuję.
Medium miała rację.
Potrzebowałam czasu, żeby królowa odzyskała królestwo.
Zaczęłam codziennie jadać kawior.
Zawiera witaminę B, dzięki czemu mam ostry umysł.
Zapytacie: jak to się stało? To oczywiste.
Było mi przeznaczone być bogatszą niż Sknerus McKwacz.
Jak się dorobiłam? Zaczęłam od czegoś nieoczywistego: kolacji z panną Orlando.
- Więcej szampana. - Co jest grane?
Obrobiłaś bank? Spadek po krewnym?
Masz drogi manicure, świeży lifting, a ten strój widziałam kiedyś w Barneys.
- Sama na to zarobiłam. - Jak?
- Współpracuję z przestępczością zorganizowaną. - Z mafią?!
Tak. Robią interesy w okolicy, a my nawet o tym nie wiedziałyśmy.
Znaleźli mnie i zaoferowali współpracę.
Wypełniacze, silikon, kremy lecznicze.
Importują moje zapasy, chronią przed policją
i biorą sobie część moich zarobków.
Piękni mężczyźni o oliwkowej skórze, z włosami niczym Marlon Brando.
Przedstawić cię?
I przedstawiła mnie. Tydzień później siedziałam z Vincentem Massimo i Marco Ciccone.
Bez związku z Madonną.
Prowadzę seks-telefon. Mały biznes, ale chcę go rozwinąć.
Mam najlepsze telefonistki.
Wiedzą, jak długo utrzymać faceta przy telefonie.
- Wraca 81% klientów. - Z tego są dobre pieniądze.
Jest jeden haczyk.
Prowadzimy gotówkowy biznes, który wiąże się ze sprzedażą czegoś niezwykle dochodowego.
- Szukamy sposobu na wyczyszczenie forsy. - Mam prać dla was pieniądze z narkotyków?
- Tak to działa z panną Orlando. - Duże pieniądze pomogą rozszerzyć twój biznes.
- Ile? - Zgadnij.
A potem pomnóż razy 10. A i to nie wystarczy.
Umowa stoi, panowie.
Wspaniale się z mafią pracowało. Trzymali psy z dala ode mnie,
naprawili moją księgowość i dali koncesję na Newadę i Delaware.
Stałam się McDonaldem telefonicznego przemysłu seksualnego.
Minęło kilka miesięcy i spójrzcie na mnie.
O ile nie oślepi was blask mojej biżuterii.
Jestem nieprzyzwoicie bogata, a nawet nie musiałam dawać dupy.
Nie potrzebuję faceta, a kiedy muszę jakiegoś mieć,
wynajmuję jakiegoś na noc. Prawda, Gorąca Czekoladko?
- Czego tylko sobie życzysz, panno Elektro. - Się wie.
Kategoria to...
Żyj...
Pracuj...
Pozuj!
Dzień dobry, skarbie.
- Jak się spało? - Dobrze. A tobie?
- Świetnie. - Co czytasz?
Planuję ślub.
- Patrz. Olśniewająca. - Urocza, ale nie jest tobą.
Ślub. Zawsze chciałam wziąć go w zimie.
Więc pobierzmy się zimą. Co stoi na przeszkodzie?
Nie wiem.
- Możemy sobie na to pozwolić? - Mam oszczędności na czarną godzinę.
Na suknię wystarczy. Albo pożyczymy jakąś z agencji.
- Nie pomyślałam o tym. - No, ładne tam mają.
Ślub będzie w City Hall, z Blancą jako świadkiem,
a potem spotkamy się na obiedzie w restauracji, którą uwielbiasz.
Skromnie i intymnie. Brzmi idealnie.
Jeśli chcesz wziąć ślub zimą, tak się stanie.
- Wyjdź za mnie. - Oczywiście.
- A ty ożeń się ze mną. - Przecież już znasz odpowiedź.
Wszystko będzie dobrze.
I nie becz. Kiedyś musiałaś się pozbyć tych gratów.
Chyba nie płaczesz za tymi zapchlonymi meblami?
Oddajemy je na dobre cele.
- Nie stać mnie na nowe. - Czy ktoś cię o to pytał?
Matka dostarcza.
Wiem, jak lubisz gospodarzyć. Stół idealny dla ciebie.
Specjalna dostawa. Potrzebne nam talerze.
- Obiad też? - Oczywiście.
Klub 21 nie przygotowuje ich dla byle kogo.
Jedzenie było pyszne.
W życiu nie miałam takiej uczty. Dziękuję, Elektra.
- Zasłużyłaś, córko. - Tylko ona zasłużyła?
Nie zapomniałam o tobie. Matka ma coś dla każdego.
Co dostanę?
Odwyk.
Jestem już zmęczona upokarzaniem mnie.
Żadna z was nie zapytała mnie, jak się czuję po śmierci Candy.
- To żadna wymówka. Wszyscy ją straciliśmy. - To prawda.
Ale dla mnie była wszystkim. Myślicie, że już nie cierpię?
Mam tego dość. Składam życie do kupy.
Mam nową pracę. Prowadzę księgi dla Pat Fields.
- I mam nowego faceta. - Kto to?
Jerome.
- Jerome? - No.
Ten ochroniarz z klubu?
Te dragi chyba ci padły na mózg.
Dlaczego choć raz nie możecie cieszyć cię moim szczęściem, jak rodzina?
Masz rację. Musimy ją wspierać, nie osądzać.
- Tak? - Błagam!
Nie piszę się na kolejny marny monolog.
Wiem, jak wygląda trzeźwy człowiek. Nie tak, jak ty.
Nie mam żadnego problemu. Zejdź ze mnie, matko.
Dajmy jej spokój i cieszmy się tą pyszną ucztą.
Dobra.
Chcę wznieść toast za kobiety mojego życia.
Za moje siostry.
Spójrzcie tylko.
Magnatka, modelka, przyszła księgowa i pielęgniarka.
Mogłyśmy nie oczekiwać nie wiadomo czego, ale wierzyłyśmy w siebie nawzajem.
Kiedy na was patrzę, widzę nieograniczone możliwości.
Widzę przyszłość.
Cieszę się, że żyję.
Kocham was.
My ciebie też.
Ja ciebie też.
Kocham cię, córko.
Wszystkie was kocham.
Ja ciebie też.
Skoro już sobie popłakałyśmy...
Angel, moja droga, co mogę dla ciebie zrobić?
Mam wszystko, czego mi trzeba.
Ale chcę wam coś powiedzieć.
Ustaliliśmy datę ślubu.
- Będę druhną! - Ja jestem jej najlepszą przyjaciółką.
- Ja jestem mamą, więc wiecie... - Wszystkie będziecie druhnami.
Skarbie. To zaszczyt większy niż moje 1104 trofea,
które trzymam teraz w magazynie, bo gryzą się z nowymi meblami.
Zaraz się rozpłaczę. Kiedy?
Zawsze marzyłam o ślubie w Nowy Rok.
Latami oszczędzaliśmy i nie chcemy dłużej czekać.
Pobierzemy się za 4 tygodnie, w Nowy Rok...
w City Hall!
Nie, nie, nie! Po moim trupie!
Będziesz pierwszą z nas, która stanie na ślubnym kobiercu, a City Hall
i zwyczajne suknie nie uchodzą. Ten ślub to coś nadzwyczajnego.
To dla nas wiekopomna chwila. Taka, o jakiej nie śmiałyśmy marzyć.
Zapłacę za twój wymarzony ślub. Za suknię i wszystko.
Pozwól mi to zrobić.
- Toast. - Nadchodzimy, David's Bridal.
Co proszę? Matka zna idealne miejsce.
Tylko dla najlepszych.
- Skarbie! - Co?
Chodź tu.
Co się stało?
To dla nas? Dzięki.
Świętujemy.
Ale co?
To, że będziemy mieć najpiękniejszy ślub pod słońcem.
Będę szła ołtarzem posypanym płatkami róż, wokół mężczyźni w smokingach,
wymyślne przystawki, i ja w pięknej sukni ślubnej,
jak panna młoda na filmach.
Zasługujesz na taki ślub.
- Chciałbym ci taki zorganizować. - Nie musisz nic robić. Elektra zapłaci.
Myślałem, że mamy plan. Coś skromnego i intymnego.
Po co, skoro możemy zrobić to z pompą?
- Tak, ale... - I nie musimy wydawać oszczędności.
Na kogo wyjdę? Nie chcę tak zaczynać małżeństwa.
Wszyscy się dowiedzą, że pan młody nie potrafi zadbać o żonę.
Nie wciskaj mi tego latynoskiego kitu. Ciężko pracujesz, kochanie.
Wszyscy to wiedzą. O tym, że należysz do mnie, też wiedzą.
Ale wiedzą też, że nie jesteś bogaty.
Ale nie szkodzi. To nie powód do wstydu.
Nikt nie powinien się wstydzić. Może poza Elektrą!
Miał być skromny ślub. My i Blanca. Co się stało?
Nawet nie śniłam o tym, że mogę dostać coś więcej.
Nie piszę się na to. Nie chcę wyjść na głupka na własnym weselu.
Robimy po mojemu. Chcesz mnie za żonę? To pobieramy się w Hotelu Plaza,
z szampanem, gołębiami i innymi pierdołami.
Jestem panną młodą. To mój dzień.
Tak? To też mój dzień i zapłacę za niego!
Nie chcę niczyjej łaski. Ustaliliśmy z Angel plan,
a ty weszłaś między nas, żebym wyszedł na jakiegoś żebraka!
Papi chce powiedzieć, że docenia twój wkład,
ale nie jest on konieczny.
Rozumiem, że twoja latynoska duma może ucierpieć przez moją hojność.
Podziwiam to. Ale chyba nie chcesz zacząć małżeństwa od bycia samolubnym?
- Co jest samolubnego w nieprzyjęciu jałmużny? - Twoja przyszła żona jest wyjątkowa.
Będzie pierwszą osobą z naszej społeczności,
która ma szansę na szczęśliwe życie.
Widziałeś na balach dziewczyny w sukniach ślubnych?
Tak, ale ślub to nie bal.
Ta i inne kategorie zostały wymyślone po to,
żebyśmy doświadczyli tego, jak żyją inni ludzie.
Ale żadna z nas, Estebanie,
nigdy nie była prawdziwą panną młodą.
Słyszałeś? Zanim poznałam Christophera,
nawet nie myślałam, że mogę kiedyś wyjść za mąż.
Wszyscy inni żyją w świecie możliwości, które dla nas nie są dostępne.
Więc nie chodzi o nas?
Nie... Mówię tylko,
że kiedy dziewczęta zasiądą na sali,
będą miały szansę zobaczyć prawdziwy ołtarz i suknię ślubną,
nie plastikowe trofeum, ale prawdziwego mężczyznę, który kocha,
i pomyślą, że one też będą mogły tego doświadczyć.
Nie myślałem, że nasz ślub tyle znaczy dla innych.
- Znaczy bardzo wiele. - Ale nie rób tego ze względu na nas.
To święto twoje i Angel.
To chyba dość powszechne, że matka panny młodej płaci za wesele.
Dokładnie.
A jeśli dzięki temu poczujesz się lepiej, możesz opłacić orkiestrę i ryż.
Super. Ryż jest chyba najważniejszy.
Przepraszam. Dziękuję, Elektra.
Dziękuję, że tak bardzo kochasz tę dziewczynę.
A teraz sio z mojego biura.
- Co tak długo? - Niech siedzi, ile chce.
- Czuję, że śnię. - Angel, rusz dupę i pokaż się.
Panie.
Przed wami... panna młoda.
Boże. Wygląda jak Lady Diana z Puerto Rico.
- Słuszna uwaga. - To ta wymarzona suknia?
Jest urocza. Piękna.
Ale przymierzę też inne.
Znajdźmy więc coś, co nie zamaskuje tej figury.
Zgoda.
Myślisz, że mogę zakosić jedną z tych kiecek?
Niczego nie będziesz kradła.
Przyszłyśmy kupować.
Dobra, spadam.
Mamo. Wyglądałabyś w niej obłędnie.
To nie mój ślub. Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy.
- To twój dzień. - Nonsens. To nasz dzień.
Dziś mamy czuć się wyjątkowo. Dominick, suknie dla wszystkich.
Dobry Boże.
Nie zaczynaj. Zaraz każesz mi się przebrać.
Wyglądasz idealnie.
- Jest doskonała, prawda? - Tak jak ty.
W życiu nie widziałam czegoś tak pięknego. Wyglądasz niesamowicie.
Nareszcie.
Dominick, znalazłyśmy tę jedyną.
Doskonały wybór. Właściciel jest wdzięczny i chce osobiście wam podziękować.
- Pójdę po niego. - Przebiorę się.
Dobrze wyglądasz.
To, co dla niej robisz, znaczy bardzo wiele.
Mogłaś się od nas odwrócić, kiedy się wzbogaciłaś,
a stałaś się Dobrą Wróżką. Dzięki.
Skarbie, zasługujecie na wszystko.
Zresztą, nie zabiorę wszystkiego, więc mogę wydawać.
A my możemy brać.
- Gdzie matka panny młodej? - To ja.
Ale ona płaci za wszystko.
Co to jest?
- Co to ma znaczyć? - To platynowa karta kredytowa.
Nie ma limitu. Jesteśmy ludźmi interesu, panie Schmidt.
Cokolwiek siedzi panu w tej łysej główce,
zniknie, kiedy tylko użyje pan tego kawałka plastiku.
Wasze pieniądze nie są tu mile widziane. To salon sukien ślubnych dla kobiet.
Co proszę? Jesteśmy kobietami.
- Dla prawdziwych kobiet. - Wiesz co?
Może pokażę ci prawdziwe lanie?
Doceniam pańską staromodność. Nie musi nas pan akceptować,
proszę tylko wziąć nasze pieniądze.
Nie wziąłbym od was nawet miliona dolarów z złocie.
Nie sprzedam wam niczego.
Ci projektanci to artyści i nie pozwolę zamienić ich pracy w pokaz dziwadeł.
Po twojej smutnej obrączce wnioskuję, że jesteś żonaty.
Ale widać, że od dawna nie miałeś żadnego kontaktu z kobietą.
Nawet kochająca żona unika impotenta, którego obwisłe jaja wycierają się po brudnej podłodze.
Żadna inna nie zawraca na ciebie uwagi, bo nie pociągają ich faceci,
którzy są za niscy na kolejkę w lunaparku.
Gdyby nie litość, twoja ostatnia styczność z waginą
miałaby miejsce podczas twoich narodzin.
Wybaczamy fakt, że nie widzisz pieniędzy przez oczami.
Spotkałam w życiu wielu prawdziwych mężczyzn, i zapewniam cię...
że ty do nich nie należysz.
Panie, wychodzimy.
Moje pieniądze są zbyt dobre na to miejsce.
A ty...
jeszcze o mnie usłyszysz.
Pilnuj się.
Angel, idziemy.
Zabieram szampana.
Dominick, przygotuj się na kolejne spotkanie.
Sam się przygotuj.
Zwalniam się.
Niezłe, ale za krótkie. Dobra robota, David.
Esteban? Przyszła jakaś Jimena.
Jimena?
Wybaczcie.
Esteban Martinez.
- Minęło sporo czasu. - Jimena.
Co słychać? Kopę lat.
- Próbuję sobie radzić. - Dalej mieszkasz w Soundview?
Nie, odkąd stałeś się bezdomny i przestałeś chodzić z moją siostrą.
Pito powiedział, że masz niezłą pracę w centrum.
Musiałam sama to zobaczyć. Ładnie się odbiłeś.
- Nawet biali dla ciebie pracują. - Nieźle mi się wiedzie.
Mam mieszkanie, narzeczoną. To ona.
- Masz gust. - No. Co u Marisol?
Powinniśmy porozmawiać.
Byłeś z Sol przez dwa lata?
Tak.
Kiedy miała ciebie, była taka szczęśliwa.
Kochałem ją.
- To dlaczego zdradziłeś ją z inną? - Nie zdradziłem jej z Angel.
Nie mogłem poradzić sobie z jej uzależnieniem.
Kłamała, że przestała.
- Wiedziałem, że to ją wykończy. - Ciężko wyplenić z siebie narkotyki.
- Tobie się udało. - I nadal walczę. Każdego dnia.
Pamięci Marisol Velasquez
Przykro mi.
Kiedy przy niej byłeś, robiłeś, co mogłeś.
Wiedziała, co może się stać.
- Powinienem tam być. - Dlaczego?
To by nic nie zmieniło. Nie chciała, żeby ją ratowano.
Ani ty, ani nikt.
Dzięki, że dałaś mi znać. Muszę wracać do pracy.
Chwila. Jest coś jeszcze.
Nie przyjechałam powiedzieć ci tylko o jej śmierci.
Równie dobrze mogłabym zrobić to przez telefon.
Przyjechałam, żeby ci powiedzieć,
że zostawiła coś, co należy do ciebie.
Co? Ciuchy, zdjęcia?
Syna. Ma pięć lat. I tak, jest twój.
Kłamiesz. Powiedziałaby mi.
Wiele można Marisol zarzucić, ale nie to, że się puszczała.
Jak ma na imię?
Esteban Alberto Martinez...
Junior. W skrócie Beto.
- Właśnie zaczął chodzić do przedszkola. - Gdzie teraz mieszka?
Ze mną. Nie miał dokąd pójść.
- Nie było łatwo. - Kurwa.
Chcę go poznać.
Papito, odsuń się od telewizora. Szkodzi ci na oczy.
To dobry dzieciak. Nie taki, jak my.
Dzięki Bogu.
Hej, Beto.
- Co robisz? - Bawię się klockami.
- Zbuduję dom. - Dla kogo?
Dla mamusi w niebie, żeby nic się jej nie stało.
- Mogę ci pomóc? - Tak, ale to tajemnica,
bo mamusia mówi, żeby nie rozmawiać z obcymi.
Ja nie jestem obcy. Jestem przyjacielem mamy i cioci Jimeny.
Nie znasz mnie, ale jesteśmy rodziną. Jestem Esteban, tak jak ty.
Jeśli chcesz, możesz mi mówić Papi.
- Elektra, co to jest? Pyszne. - Foie gras. Wątróbki z gęsi.
50 dolarów za pół kilo. Smacznego, bo to twój ostatni posiłek tutaj.
Za bardzo się zadomowiłeś. Nie płacę ci za kruszenie na łóżku.
Może twoje mięśnie dały mi radochę, ale jesteś głupszy niż ta gęś, którą zjadasz.
- Zakochuję się w tobie. - Nic na to nie poradzę, złotko.
- Wykorzystałaś mnie! - Oczywiście.
Dobrze w końcu być po drugiej stronie. Więc dokończ jedzenie, ubierz się i nara.
- Napoje od mafii podano do salonu, madame. - Zejdę za pół godziny.
I przeszukaj tego matoła zanim wyjdzie, żeby nie zwinął mi biżuterii i sztućców.
Nowe centrum telefoniczne w St. Louis radzi sobie znakomicie.
- Już myślimy o Kanadzie. - Napaleńcy nie mają granic.
- Zaprosiłam was, żeby zapytać o inne usługi. - Jakie?
Te, w których chodzi o rozbijanie czaszek.
Zostałyśmy z przyjaciółkami znieważone przez właściciela salonu sukien ślubnych.
Możemy dać mu nauczkę, nie wyrządzając przy tym większych szkód.
Nie. Żadnej przemocy.
Ale nie sprzedał mi czegoś bardzo ważnego, i nie mogę tego tak zostawić.
Chcę mieć tę suknię.
Kiedyś mogłabym mu dokopać,
ale teraz jestem szanowaną businesswoman i nie mogę ryzykować.
Jeśli ją zwiniemy, to będzie trochę podejrzane,
- biorąc pod uwagę, że już tam po nią byłaś. - Zgadzam się.
Kradzież jednej rzeczy nie da mu nauczki.
Macie ukraść każdą suknię z tego sklepu.
Niektóre z nich na pewno będą dobrze wyglądać na córkach waszych współpracowników.
Elektro... Na pewno nie jesteś Włoszką?
- Byłby z ciebie kawał szefowej. - Nie będę się kłóciła.
- Panie. - Dziękuję.
Dziś dopieszczamy się na weekend panieński Angel.
Dzięki mojej nowo odkrytej żyle złota zadbam,
żeby wasza skóra błyszczała, paznokcie lśniły,
a pory były w nienagannym stanie.
Niedoskonałość nie jest zaproszona na ślub marzeń Angel.
Wszystko wykupiłam!
Moje drogie, wszelkie dobra należą dziś tylko do nas.
Mamy dziś siostrzeństwo.
- O rety. - Nie zrobiłaś tego.
Boże, co to?
Ma na imię Christopher i jest lekarzem.
Chcę coś ogłosić. Dziś ucztujemy jak królowe.
Zaprosiłam nasze siostry z sali balowej na imprezę.
Floridę i Veronicę?
Kiki i Afrodytę?
O rety!
Nawet Pretentię i Nefertiti?
O Boże, zaraz się posikam.
Uspokój się. To zbędne.
- Co jeszcze masz w zanadrzu? - Tylko to, co najlepsze, droga córko.
Chcę podziękować każdej, która przyszła tu dla naszej drogiej Angel Evangelisty.
Obiecałam Elektrze, że nie będę płakać,
inaczej pośle mnie na przystań, żebym tyłkiem zapłaciła za wesele.
Ale... jestem spokojna wiedząc, że moja dziecinka wychodzi za Papi'ego.
Wybaczcie. Nie wiecie, ile dla mnie znaczy, że moje dzieci się odnalazły.
Za moją piękną córkę, Angel Evangelistę,
najwspanialszą pannę młodą.
- Kocham cię. - Ja ciebie też.
Za Angel.
Moja kolej.
Nie byłoby mnie tu bez moich matek, Elektry i Blanci.
Pewnie w ogóle bym nie istniała.
Dziękuję za waszą miłość i za pokazanie mi, czym jest prawdziwa rodzina.
Bez wam bym się tego nie dowiedziała.
Wiem, jak ciężko jest dziewczynom takim, jak my,
stać się romantycznymi bohaterkami, znaleźć księcia i żyć jak w bajce.
Być może będę pierwszą, która stanie przed ołtarzem,
ale na pewno nie ostatnią.
Dziś, za namową Matki Elektry... Tak, jest tu z nami.
Mamy dla was niespodziankę.
Nie tylko każda z was weźmie udział w weselu stulecia,
ale zrobicie to, drogie siostry...
w sukniach ślubnych waszych marzeń!
Każda bierze suknię!
Bierzcie suknie!
- Skąd je wzięłaś? - Matka ma swoje sposoby.
Teraz, kiedy macie już swoje suknie ślubne,
Elektra ma jeszcze jedną niespodziankę. Coś, na co sobie zasłużyłyśmy.
Striptizerzy!
- Ciacho. - Ej, zaraz bierzesz ślub.
I co? Dla takich facetów rzuca się wszystko.
Ona wychodzi za mąż. Już nigdy nie zasmakuje mężczyzny.
- Litości, nie mogę. - Cicho. Baw się.
- Czemu nie śpisz? - Czekałem na ciebie.
Nie wypiłam za dużo, przysięgam. Chcę lśnić na ślubie.
Nie martwiłem się o ciebie. Muszę powiedzieć ci coś ważnego.
Co?
Nie chcesz brać ślubu. Wiedziałam, że to zbyt piękne.
Nie. Oczywiście, że chcę.
To o co chodzi? Powiedz.
Pamiętasz moją byłą, Marisol?
Jej siostra przyszła dziś do mnie, żeby powiedzieć, że zmarła.
Osierociła synka.
Mojego synka.
- Co? - Ma na imię Beto.
Ma 5 lat. Nie wiedziałem o nim aż do dziś.
Mam dziecko, Angel.
Dlaczego nie powiedziała wcześniej?
- Czy to ważne? - Tak. A jeśli kłamie?
- Dlaczego miałaby kłamać? - Nie wiem. Dlaczego ludzie kłamią?
Może wykorzystuje dziecko, bo chce kasy, a ty odniosłeś sukces.
Nie kłamie. To mój syn.
Chcę, żeby z nami mieszkał.
Chcę go wychowywać.
- Może kiedyś, ale nie teraz. - Nie teraz? Więc kiedy?
Nie wiem. Dalej trzeźwieję.
Wiesz, jak było mi ciężko. Nadal walczę.
Bardzo ciężko pracowałam, żeby zebrać się do kupy.
A ty chcesz mi jeszcze dołożyć dzieciaka?
Nie jestem gotowa, żeby być matką, Papi.
To moje dziecko. Już i tak dużo straciłem. On mnie potrzebuje.
- Ja też cię potrzebuję. - Wiem o tym. Ale co mam zrobić?
On nikogo nie ma.
Dokąd idziesz?
Więc koniec ze ślubem?
Mogę cię o coś zapytać? Czy nie zawsze byłem przy tobie?
Proszę cię o to samo.
- Mam cię błagać? - Nie.
Błagam, to mój syn.
Nie mogę...
Skarbie.
Angel!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.