Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Jeszcze niedawno większość dziewcząt wyrastała na idealne żony i matki.
Przyszłe gospodynie kształciły się w blisko tysiącu francuskich szkół.
Oto historia Instytutu Van der Becka,
tuż przed wybuchem pamiętnych zamieszek w maju 1968 roku.
Obłęd ogarnął wtedy całą Francję, sięgając aż do Bœrsch,
sielankowej miejscowości w Alzacji, słynącej ze swych winnic i strudli.
Tu zaczyna się nasza opowieść.
- Ile ich będzie? - 18.
O 15 mniej.
- Brzuch mnie boli. - Znowu?
Nie masz gorączki. Pokaż język.
Wygląda zdrowo. Przepracujesz się, Robercie.
Muszę już iść.
- Co na kolację? - Kurczak, jak to pierwszego dnia.
Nie przejmuj się tak, to ci nie służy. Zawołam twoją siostrę.
Gilberte?
Gilberte!
Chodź, już czas!
Schodzisz?
Tak, już idę!
- Muszę panią ostrzec. - Przed czym?
- Mamy rudą. - Słucham?
- Mamy rudą. - Słyszałam. I co?
Nie chcę pani denerwować, ale ruda zawsze wróży kłopoty.
Daruj.
Chcę ją wykluczyć z zajęć o higienie, majonezie i trzepaniu białek.
I z robienia sosów. Zwarzą się.
Na litość, Mario Tereso, to nie średniowiecze.
Mimo to.
Mogłabym zawiesić krzyż nad jej łóżkiem.
Odbyłam rozmowę z panem Van der Beckiem.
Mamy 15 uczennic mniej niż przed rokiem. Piętnaście!
Ruda to nasze najmniejsze zmartwienie.
Będzie miała zły wpływ na resztę.
Gilberte, wszystko dobrze?
Dobrze, dobrze.
Nie spytałam dziś pani, czy z biodrem już lepiej?
Wcale nie lepiej, siostro. Wcale nie lepiej.
Będzie mnie siostra nosiła.
Jeszcze czego.
Gotowe?
Mario Tereso, co do tej rudej...
To nasza pierwsza, prawda? Nie mieliśmy dotąd żadnej?
Nie, nie przypominam sobie.
Obym nie zapeszyła.
Dziewczęta, proszę o ciszę.
Znajdujecie się w poważnej i cenionej instytucji.
Zachowujcie się grzecznie i z szacunkiem.
Możemy zaczynać? Zatem do dzieła.
Wasi rodzice wybrali Instytut Pań Domu Van der Becka.
Słuszna decyzja.
Spędzimy razem dwa lata, podczas których ja i reszta kadry
podejmiemy się trudnego zadania wpojenia wam
siedmiu filarów bycia idealną gospodynią.
Ku uciesze waszych przyszłych mężów.
Fuchs, żujesz gumę.
To nie kawiarnia.
Mówię teraz do was wszystkich.
Filar pierwszy.
Dobra żona powinna być nade wszystko towarzyszką życia.
A zatem być osobą bezinteresowną, wyrozumiałą i dowcipną.
Moim zdaniem, gdyby więcej kobiet było lepszymi żonami i matkami,
mielibyśmy dziś mniej rozbitych rodzin i rozwydrzonych, zepsutych dzieci.
Skorzystaliby na tym ich bliscy, ogół społeczeństwa oraz świat.
Dobrze. Teraz kolejny filar.
Filar drugi: gospodyni ma obowiązek wykonywać swoje codzienne prace,
jak gotowanie, prasowanie, cerowanie ubrań i sprzątanie,
bez szemrania i z całkowitym oddaniem.
Fisch, Finck, Fuchs,
Goetz, Gruber, Guth, Herzog...
Filar trzeci: gospodyni dba o domowy budżet,
na każdym kroku wypatrując możliwych oszczędności.
Dobrze zna potrzeby reszty domowników
i przedkłada je ponad swoje własne.
Macie być powściągliwe, a nie rozrzutne.
Okrycia na wieszaki.
Przebierzcie się w ciszy.
Filar czwarty:
gospodyni stoi na straży
prawidłowej higieny osobistej oraz czystości w całym domu...
Zawsze zgodnie z ruchem zegara.
...dzięki czemu rodzina cieszy się dobrą opinią
oraz sympatią wśród sąsiadów.
Schwartz! Dość tych obscenicznych żartów.
Brawo, Ross.
Filar piąty.
Dobra żona pierwsza wstaje i ostatnia się kładzie. Jest zawsze czujna.
Jej aparycja, życzliwość oraz dobre maniery
sprawiają, że w domu panuje atmosfera zwana "rodzinną aurą".
Mówiąc w skrócie: nigdy nie noście tego samego dwa dni z rzędu.
Filar szósty:
Dobra gospodyni zawsze wystrzega się spożywania alkoholu,
dając dobry przykład innym - zwłaszcza dzieciom.
Ale umie przymknąć oko i być wyrozumiała,
gdy jej mąż oddaje się takim uciechom.
Co ten robi nierzadko.
Filar siódmy.
Ostatnim obowiązkiem dobrej żony jest pomaganie mężczyźnie w jego pracy.
Zwykle przyjemnej, acz czasem żmudnej.
W tył zwrot!
Mowa o obowiązku małżeńskim.
Jeśli się przyłożycie, to z upływem czasu
Przestaniecie zważać na to, jaki jest on niewdzięczny i nieprzyjemny.
Doświadczenie nauczy was, że to on trzyma całą rodzinę w dobrym zdrowiu -
fizycznym oraz moralnym.
JAK BYĆ DOBRĄ ŻONĄ
Nie mazgaj się już.
Co ci się stało?
Sama nie wie.
Jeszcze dwie minuty!
Światła gasimy punktualnie o 20:00.
Nie śmiać się tam!
Cicho być, bo wam spuszczę manto!
Która gada w alzackim?
Nie mówimy tutaj w alzackim!
A ty dokąd?
- Umyć zęby. - Dopiero teraz?
I co to za strój? Męska piżama? Co jeszcze?
- W takiej śpię w domu. - Nie jesteś w domu. Znasz reguły.
Zęby myjemy rankiem, a śpimy tylko w koszulach nocnych.
Dziewczyna w piżamie...
- Mama w takiej śpi. - I jeszcze pyskuje!
Reguły obowiązują was wszystkie, bez wyjątków. Pogódź się z tym.
- Mogę zrobić siusiu? - Słyszałaś dyrektorkę.
Chodzimy się załatwiać tuż po kolacji, a w nocy - do nocnika!
Jest za mały, siostro.
Jeden nie wystarczy na czwórkę. Przeleje się.
Siostro, puść nas na siusiu, prosimy.
Nie wytrzymamy!
Matko Boska, Jezusie Święty, co za słabe pęcherze!
Siostro, siusiu!
Zamilkniecie wreszcie?! Cisza!
Cicho, bo obudzicie panią dyrektor!
Dobra, już dobra.
Pojedynczo.
Ostatnia spuszcza wodę. Są obostrzenia.
W pantoflach, proszę. W pantoflach!
Robbi?
Myślisz, że de Gaulle się wykaże?
Po całej tej awanturze z Algierią...
Co piszą w gazecie?
Co robisz?
Teraz pociąga cię polityka?
AMERYKAŃSKI ZWYCZAJ: OPALANIE SIĘ TOPLESS
Tak, oczywiście.
Mogę nawet pójść głosować.
Proszę: w Besançon strajk robotników, a w Strasburgu - lewicowe związki
nawołują do bojkotu zmian w ustawie dotyczącej funduszu pomocy społecznej.
Zadowolona?
Ta zaraza się rozprzestrzenia. Już do nas pukają.
Kto?
Nie strugaj głupiego. Komuchy, a kto?
Komuchy? Niby kto?
A potem wezmą się za nas. Przerobią naszą szkołę na kołchoz.
Co ty opowiadasz?
Rozpęta się piekło, mówię ci! Tylko czekaj, aż wlezą ci do łóżka.
Może, ale tymczasem... to ciebie zapraszam, pączusiu.
No już, w podskokach.
No nie, znów to samo! Robi to specjalnie!
Co noc te same hałasy! Idź z nią pomówić.
- Teraz? - Tak, teraz!
Zachowaj się czasem jak głowa rodziny.
W samotności brodzę
Ciszy tej nie zniosę
Sama pośród śniegu
Gdyż nie ma cię przy mnie
I jakże mi z tym źle
Śnieg tłumi mój ogień
Cóż ja ze sobą zrobię
To ty.
- Gilberte. - Co?
Złościsz Paulette. Proszę, zlituj się.
Widzisz? Umiem tupnąć.
Co tym razem?
Darujmy sobie dzisiaj, dobrze?
Pierwszy dzień zajęć, zrozum.
Ty też się poświęć. Jestem wyczerpana.
Zostaw.
Przecież sama mówisz, że to zdrowe.
I odciąga od zmartwień.
Dobrze.
Byle szybko.
Wchodzi i wychodzi przez małą dziurkę.
- Kto to? - Nitka.
- Mój wujek. - Która to?
Masz mnie za głupią, Fuchs? Nie urodziłam się wczoraj.
Nie przetrwasz tygodnia, Des-Deux-Ponts.
Posagowa pościel to paszport Do wielkiego świata. Wiecie dlaczego?
Bo kobieta bez niej to kobieta bez przyszłości.
Dlatego właśnie należy włożyć w nią dużo pracy...
i całe serce.
Jeśli istnieje dzieło, którego kobieta musi dokonać przed ślubem...
to właśnie pościel.
Ziegler, leniuchu, wzięłaś stanowczo za dużo nici.
Bierz przykład z Wolf. Pokaż jej, ile należy wziąć.
Bo czyż jest coś radośniejszego, niż ułożenie się pierwszej nocy
razem z przyszłym ojcem waszych dzieci
na nieskazitelnym prześcieradle, na którym wasze inicjały wyszyły...
wasze zwinne rączki?
Co ty znów wyrabiasz?
To nie twój inicjał. Skąd "C"?
Żartujesz sobie? Nie nazywasz się Des-Deux-Ponts?
Nie śmiać się. Wyjaśnisz mi, co ty knujesz?
Nigdy nie wyjdę za mąż.
Co ty powiesz. Dlaczego?
- Bo nie wierzę w małżeństwo. - Nie?
Zatem w co?
- W miłość. - Oj, miłość...
Nie zadzieraj nosa. Sądzisz, że jesteś lepsza od nas?
Znajdziesz męża i się skończy.
Zapamiętajcie.
Męża nie zawsze się wybiera. A ta, która się nie stara...
skończy jako panna stara.
Wyobraźcie sobie, że znajdujecie się w okręgu Forbach.
Ścianę zdobi zdjęcie Generała wśród flag.
To samo, które jest na ścianie w ratuszu.
Nad kominkiem stoi popiersie Marianny,
a z sufitu zwisa ogromny kryształowy żyrandol,
pochodzący ze słynnej huty szkła Saint-Louis. Cały błyszczący.
W pomieszczeniu siedzi żona subprefekta wraz z małżonkiem.
I daje wam znak.
Dostąpiłyście ogromnego zaszczytu podania państwu herbaty.
Teraz otwórzcie oczy.
Która miałaby ochotę spróbować?
Może ty, Fuchs? Pracujesz w branży, pewnie masz wprawę.
Herbata w kawiarni?
Wżyciu.
Nalałabyś mimo to?
Nie szuraj.
Która opowie mi, co zrobiła nie tak? Ziegler?
- Cóż... - Tak?
Narozlewała.
Co poza tym? No dalej, zbudźcie się!
Schwartz?! Jak zawsze w tyle... Des-Deux-Ponts!
Z pewnością pijałaś herbatę w waszym dworku, czyż nie?
Nieźle jej poszło, jak na pierwszy raz.
Ładnie kryjesz koleżankę, brawo.
Pokażę wam, co poszło nie tak.
Fuchs trzymała imbryk jak dzban wody.
To się nie godzi! Gościmy u subprefekta, a nie w stodole.
Sztywniak jakiś i tyle.
Na miejsce.
Spójrzcie na mnie. Przypatrzcie się,
w jaki sposób herbatę nalewa osoba szukająca miejsca w świecie.
Kiedyś mi podziękujecie.
Cebula! Dajcie cebulę.
Albane?
Która mi powie, co mam w ręku?
Czarne porzeczki? Dobrze?
Czarne porzeczki w październiku? Dobre sobie, Goetz.
- Śrut. - Litości.
Śrut to masz w zadzie.
Tam grzebać nie chcę.
Jałowiec, proszę pani.
Dobrze, Des-Deux-Ponts! Jagody jałowca.
I wiecie, co z nimi zrobię?
Wrzucę do sosu!
Ponieważ sos, moje drogie, to nie tylko sos.
To sekret waszego serca.
Przyrządzając królika dla swojego męża,
zawsze pamiętajcie by dodać coś od siebie.
Jakiś drobiazg, który przełoży się na znacznie więcej.
Dlatego mówi się "kochać się jak króliki"?
Dajcie spokój z tymi świństwami.
Przynieście mi butelkę sznapsa.
Tak się składa, że potrawka z królika to ulubione danie pana Van der Becka.
Dlatego zawsze pamiętam,
by obficie polać mięsko sznapsem,
i doprawić sos, w którym pan Van der Beck umoczy...
Pyry. Idźcie po pyry.
Wiecie, co mówi moja mama?
Że kiedyś nie będziemy podlegać mężczyznom.
Twoja mama?
Gdy moja ma dość zajmowania się domem, grozi, że zostanie feministką.
- Że kim? - Feministką.
- Kto to? - Kobiety chcące równych praw.
O raju.
Brat mówi, że wszystkie mają wąsy i kudłate nogi.
Wyobrażacie sobie, by faceci gotowali i przewijali dzieci?
Zniewaga!
Kojarzycie prezenterkę z telewizji, Anne-Marie Peysson?
Nie mamy telewizora.
Przyjdź kiedyś do kawiarni.
Guy Lux... Wiecie, kto to?
Prowadzi kanał muzyczny na jedynce.
Domaga się, żeby przestała pracować. Wiecie dlaczego?
- Bo jest w ciąży. - O raju.
Godzisz się z tym? Matka mówi, że tak nie wolno. Jest feministką?
Co robicie w ogrodzie bez nadzoru?
- Pani Gilberte kazała. - Wysłała nas tu.
Wykopujemy pyry.
Co za paskudne słowo!
Masz na myśli ziemniaki?
Pani pozwoli, ja się tym zajmę.
Na pewno niczego nie zapomniałyście?
Rozejrzyjcie się wokoło.
Zapomniałyście o czymś równie istotnym jak ziemniaki.
O czymś, co ogród daje niemalże za darmo.
O czymś, co uraduje waszego męża i ozdobi każde wnętrze,
nawet to najskromniejsze.
Dziewczęta.
Będę to powtarzała do skutku.
Zawsze jest miejsce na parę kwiatów.
Jesteście nie tylko paniami domu, ale i gospodyniami.
Krwawisz. Siostro!
Odchyl głowę.
Ostrożnie, zaplami okrycie.
Krwawiąca ruda...
Idź się umyć na zapleczu.
Apteczka jest przy piecu grzewczym!
- Krwawiąca ruda... - Co mamroczesz?
Zła wróżba...
Jeśli się zachlapie, przemyjcie chłodną wodą! Chłodną!
- Gdzie te pyry? - Idą.
- A jej co? - Krwawi z nosa.
Odchyl głowę. Poradzimy sobie.
Masz. Twój kaftan!
- Van der Beck mnie zabije! - Bez obaw.
- Prędzej. - Nie schodzi.
Dostałam go od twojej mamy.
Da ci nowy, żaden kłopot.
Dobra.
Wkładaj.
- A ty? - Mój jest suchy.
- Dalej leci? - Chyba nie.
Co jest? Co tak na mnie patrzysz?
Wariatko!
Pobłogosław, Panie, ten posiłek, i nakarm tych, którym go brak.
Amen.
Jesteś wreszcie. Gdzie się podziewałaś?
Damski kłopot.
Usiądź. I zapnij kaftan.
Żyjesz?
Potrawka z królika.
Wystarczy, Gilberte, dziękuję.
Nie mów, że pogardzisz ładnym udkiem.
A teraz sos.
Dodałam jałowca i polałam mięsko sznapsem.
Nie! Jak was uczyłam?
Ramiona po bokach!
Jeśli chcecie jeść jak damy,
podnoście kęsy i podawajcie je sobie do ust. Nie nagarniajcie!
Spójrzcie, jak je pan domu.
Ziegler, widelec to nie łopata!
Siedzieć prosto i zamknąć usta, jak żujecie. Zamknąć!
Schwartz, co ja mówię?
Co tu robisz?
A bo co?
Bogate zwykle idą na studia.
Za co siedzisz z biedotą?
A ty dlaczego?
Rodzice płacą już za studia brata, więc mnie wysłali tutaj.
- Brat co studiuje? - Prawo, w Strasburgu.
- A ty? - Wiesz, co chcesz robić?
Ja?
Otworzę w Strasburgu salon piękności. Matka woli, bym przejęła kawiarnię.
- Rwę sobie przez nią włosy. - Widać.
A ty?
- Ja? - Tak, ty. Co chcesz robić?
Ja tam robię, co mi każą.
Dlaczego wyszyłaś na zajęciach "C", a nie swój inicjał?
- To imię ukochanej osoby. - Nie mówiłam ci.
Ślub z Jean-Yvesem odbędzie się w maju.
- Twój ojciec cię zmusił. - Nie oceniaj mojego.
Twój nas wykorzystywał.
Robercie!
- Dławi się. - Klepnijcie go.
Kostka królika stanęła mu w gardle.
- Zdejmij krawat. - Wypluj ją, Robercie!
Biedak właśnie nie może!
Fuchs, ty umiesz obsługiwać telefon. Wezwij pomoc, prędko!
Robbi!
Słyszysz?
Błagam cię, odpowiedz!
Drodzy bracia, drogie siostry.
W tym oto miesiącu listopadzie,
w którym wszystko przypomina nam, iż lato musi dobiec końca,
nasz Pan postanowił wezwać do siebie naszego brata, Roberta.
Roberta, który, podobnie jak ojciec August oraz dziadek Ernest,
poświęcił całe życie szerzeniu edukacji oraz moralności.
Edukacji nie byle jakiej.
Co?
Albowiem nade wszystko chciał pomagać dziewczętom
odnaleźć swoje miejsce w świecie.
Wznieść się wyżej, zarówno w wymiarze duchowym, jak i w codziennej pracy.
Ile dusz błądziłoby dziś bez celu, gdyby nie on?
Dziś nasz brat Robert
zostawia za sobą żonę oraz siostrę, pogrążone w żałobie.
Życzmy im, aby zwalczyły przeciwności
i odnalazły, mimo tak wielkiego nieszczęścia, siłę,
która pozwoli im przetrwać w domu bez mężczyzny.
Ku Tobie, Boże mój
Ku Tobie wzwyż
Przez ciężki życia znój
Przez trud i krzyż
Choć mi wśród życia dróg
Zagładą grozi wróg
Ku Tobie, Boże mój
Ku Tobie wzwyż
Jak ma na imię? Długo się znacie?
- W zasadzie od dziecka. - Tak?
Robiliście to?
Prawie.
Czekajcie!
Nie idziesz wybrać sukni ślubnej?
Mogę później.
Narzeczony cię z nami puści?
To chodź!
Ruszaj się!
Oranżada czy lemoniada?
Patrzcie.
Teraz ty.
Ostatnia nie je karmelka!
Radio RTL, 15:05.
Odpowiada Ménie Grégoire.
Odpowiada Ménie Grégoire.
Valérie B. z miejscowości Limoges pyta, dlaczego nie orgazmuje z mężem.
Ale nudy. Zmień stację.
Martwi ją fakt, że podczas stosunku nic nie czuje.
Młodej żonie trudno odczuwać przyjemność,
gdy wciąż nie zna swojego ciała.
Często winię za to obecne wychowanie, gdyż kobiety od dzieciństwa
nie uczy się badać granic swojej seksualności i zmysłowości.
Dlatego radziłabym Valérie zacząć dążyć do przyjemności samodzielnie,
nim pójdzie jej szukać z partnerem.
Należy zrozumieć, że masturbacja to nic wstydliwego...
Że co?
- Co? - To coś na "M".
...bywa niezbędna dla wspólnej przyjemności.
Wiele dziewcząt nic nie wie o swoich łechtaczkach
ani o doznaniach, jakich dostarczają.
Ale ohyda.
Musimy zrozumieć, iż jest rok 1967.
Skoro kobiety z pomocą pigułki mogą decydować, kiedy zajdą w ciążę,
oraz cieszyć się swoją seksualnością bez obawy zapłodnienia,
wolno im także dowolnie zmieniać partnerów.
Chłopaki też mają łechtaczki?
Ja swoją widziałam.
Serio?
Jaka jest?
Zobacz sobie.
Zwariowałaś?
Pokażesz Jean-Yvesowi, gdzie celować.
- Masz. - Ja widziałam.
Yvette?
- No zerknij. - Ja nie mam.
Jak to nie masz?
Nie mam i już. Nie chcę się nikomu tłumaczyć.
Szkoda. Nie wiesz, co cię omija.
- Masz. - Dzięki.
Pal.
Poprosiła mnie dziewczyna, bym zagwizdał ze szczytów gór
Bym zaczekał właśnie na nią z mym bukietem dzikich róż
Więc wdrapałem się na szczyt, I gwizdałem ile sił
Lecz ona przyjść nie raczyła, choć swe słowo dała mi
Corinne?
Co się stało?
Chodź. No chodź.
Nie uciekniemy od tego. Nie ma odwrotu, Gilberte.
Gwiazdka to świetna okazja.
Nie wygłupiaj się.
Mogą wziąć dużą walizkę?
Oczywiście, ale chcę ją z powrotem.
Pani dyrektor?
Na pewno?
Mario Tereso, już i tak nam ciężko.
Skoro zamierzam oddać wszystko, to wszystko, co do ostatniej skarpetki.
24 wspólne lata. Wyobrażasz sobie?
W przyszłym roku byłyby srebrne gody.
Kochany Robert.
Nie zawsze było mi z nim lekko.
Ale tworzyliśmy razem... bardzo zgrany duet.
Nie wybaczę sobie tego.
- Nigdy. - Przestań.
Znów zaczynasz.
To przeze mnie zginął.
Nie przez ciebie. To było...
Przeznaczenie. Na pewno.
Wcale nie.
To królik. Mój królik!
Najważniejsze, że ty i ja...
dobrze się dogadujemy.
Tak?
Odwagi.
A to co?
Co znowu?
- A to? - Co z tym?
Jest nowiutka.
Rzecz jasna. Robert nie grał w tenisa.
I tak oddać?
Jak myślisz?
Ja nie wiem.
- Nie wiem. - Niech zostanie.
Nie mamy kortu.
Coś wymyślisz! Mamy większe zmartwienia.
Dobrze się krył.
Jakie słodkie. Jakie delikatne.
Że też nie wiedziałam.
Mogłyśmy je wstawić do szopki.
Spójrz, jakie cudne.
Baranek!
Jaki śliczny.
Prześliczny jesteś!
A gdzie Jezusek?
Widzisz Jezuska?
GONITWA
"Księga rachunkowa".
Chociaż wiemy, że rok się zgadza.
- A to co? - Od komornika.
- Jak to? - Same ponaglenia.
- Ponaglenia do czego? - O matko.
Co znowu?
Kiepsko się czuję.
OSTATNIE PONAGLENIE
Można?
Trudno stać wśród jego rzeczy. Całkiem jakby tam był.
Ma szczęście, że go nie ma, bo dostałby nie lada burę.
Mam dla was bardzo złe wieści.
Jesteśmy spłukane.
Naprawdę chętnie poprowadzę!
Niech pani przyśpieszy.
Szybciej, na Boga.
A teraz wrzuci dwójkę. Dwójkę.
Niech pani wyłączy sprzęgło, skrzynia się zatrze! Dwójka!
- Kobieta za kółkiem, tragedia. - Ani słowa.
Nie moja wina, że Robert mi nie pozwalał.
Wolałabym już dowiedzieć się, że mnie zdradzał,
niż że zrujnował nas, obstawiając gonitwy.
Ja też.
Teraz trójka.
Trzeci bieg.
Ile wynosi ten dług?
22 tysiące.
- Starych czy nowych franków? - Właśnie, których?
Szanowne panie zapomniały, że nowe są już od siedmiu lat?
Bądźże wyrozumiała.
To jasne, że skoro nie wpuszczał żony za kierownicę,
tym bardziej nie pozwoliłby jej zajrzeć do ksiąg.
Miał trochę racji.
Według taty żona nie powinna wtrącać się do spraw męża. To nie przystoi.
No i słusznie.
Mimo wszystko...
przeraża mnie wizja rozmowy z panem...
- Grunvaldem. - Grunvaldem?!
Zaraz zjedziesz do doliny!
Wygrałaś, Mario Tereso.
Możesz prowadzić.
ALZACKI BANK KREDYTOWY
Proszę.
Chcę pani złożyć najszczersze kondolencje.
Dziękuję.
Szwagierka, Gilberte Van der Beck.
- Pani również. - Pannie.
Proszę siadać.
Na początek wyjaśnię, dlaczego chciałam, by szwagierka,
która została bez grosza po śmierci brata, brała udział w rozmowie.
Gdy zmarł nasz ojciec, zostałam sierotą, panie Grunvald.
Jako małżonka odziedziczyłam niemal cały majątek rodu Van der Becków,
ale rzecz jasna nie mogę zostawić szwagierki samej sobie.
Wszystko się pani należy.
Nie muszę chyba tłumaczyć paniom, w jakiej sytuacji znaleźliśmy się,
gdy pań mąż i brat, jeden z naszych najznamienitszych klientów,
postradał z winy gier losowych duszę oraz wszystkie pieniądze.
To się nie mieści w głowie, panie Grunvald.
Brat był wcieleniem prawości.
Człowiekiem tak życzliwym, tak oddanym dla innych...
Czy uda się ocalić szkołę?
Jest nikła szansa na przyznanie kolejnego kredytu.
Jak to... kolejnego kredytu?
Pani Van der Beck.
Z przykrością zawiadamiam, że mąż wziął już cztery.
Cztery?!
Cztery kredyty! Mówił ci coś?
Przepadniemy zatem?
Co z nami będzie?
Jak się panie orientują, gospodarka jest nieco rozchwiana.
Wiem. Nie mogłyśmy kupić prezentów pod choinkę.
Wybuchają kolejne strajki, zagrażając naszej branży.
Cała sytuacja jest bardzo niepewna.
Otrzymałem wyraźne wytyczne od dyrekcji.
- Niemniej... - Niemniej?
Gdyby tak otworzyć nowe konto imienne, na pani podpis...
Nowe konto? Na moje imię?
Przymknęlibyśmy oko na dług męża i mogłaby pani zacząć od zera.
Otworzyłby pan?
Rzecz jasna.
Miałabym własną książeczkę czekową?
- Na siebie? - A na kogóż innego?
Uratował nas pan, panie Grunvald.
Wie pani, pani Van der Beck...
życie... to statek.
Statek popychany przez fale tego świata...
obracającego się wiecznie niczym karuzela.
Gdy więc opatrzność... wyciąga rękę...
i zwraca coś, co omal nie przepadło, mądrze jest to przyjąć.
Nieprawdaż?
Odprowadzę panie.
- Gdzieś ty zniknęła? - A ty?
Wszędzie cię szukałam.
- Listy nie przychodziły? - Jakie listy?
- Spotkajmy się. - Nie!
Torebka została.
Co za przystojniak.
Na pewno nas poratuje.
Choć pani domu nie zna się na liczbach,
musi prowadzić szczegółowy rejestr wpływów i wydatków.
Dla własnej wygody, należy ów rejestr trzymać w łatwo dostępnej szufladzie,
a jednocześnie poza zasięgiem dzieci,
notować w nim wszelkie codzienne wydatki
i oddawać go mężowi do wglądu na koniec każdego miesiąca.
Pamiętajcie, że pieniądze wręczane wam na utrzymanie domu
nie należą do was, a do gospodarstwa.
Dobra żona nie prosi o więcej
i ma dość dyscypliny, by nie ulegać zachciankom.
Jak same zobaczycie, łatwo przyłożyć zbyt dużą wagę do wyglądu.
To co prawda nie grzech, gdyż musimy cieszyć naszych mężów, ale ostrożnie!
Zbytnia rozrzutność nadwyręża rodzinną kasę i moralność.
Czegoś nie rozumiesz, Ziegler?
Co to jest "moralność"?
Nie śmiejcie się, to bardzo trafne pytanie.
Moralnym jest to, co robimy...
a niemoralnym - to, czego nie.
- Jasne? - Chcesz przykład?
Milcz, Fuchs. Już tłumaczę.
Życie pcha nas ku różnym czynom. Inaczej...
natura coś nam dyktuje,
a my ulegamy jej głosowi. Moralne czyny to te dobre.
Wszystkie pozostałe są złe.
Popełniając je, zbaczamy z drogi, na którą weszłyśmy w dniu ślubu.
Teraz rozumiesz, Ziegler?
Jakie są przykłady takich grzechów?
A skąd mam wiedzieć?
Marzycielstwo, lenistwo...
chciwość i nadmierna melancholia.
Wszystkie nieuchronnie prowadzą do deprawacji i rozpusty.
Dobra żona skupia się na swojej pracy, aby przegnać pokusy.
Innymi słowy, gdy ręce są zajęte, rozum nie błądzi.
W piątek zajęcia z higieny intymnej.
Będą ćwiczenia praktyczne. Pamiętajcie o podpaskach.
Przypominam wam, że prasowanie koszuli męża
to ostateczny sprawdzian.
On właśnie czyni kobietę godną miana dobrej żony.
Jak głosi porzekadło: "Kołnierzyk sztywniutki, mąż - wesolutki".
Samo żelazko nie wystarczy.
Potrzebne będą mokre szmatki, które właśnie rozdaje Ziegler.
Każda ma rękawnik?
Tak, siostro.
Zaczynam odliczać siedem minut.
Przypominam, że należy zacząć od czystej, suchej tkaniny.
Czas - start.
Instytut Van der Becka...
Mam oszaleć?
Spotkajmy się.
Nie, André, wykluczone. Nie nalegaj.
Ostatni raz, Paulette.
Nie mogę, jestem mężatką. To niedorzeczne.
Minęły już trzy miesiące!
- Wiem. - To w czym rzecz?
Że... mam swoje zasady.
- Ostatni raz. - Nie, nie ustąpię.
- Droga na Lispach. - Nie.
Będę tam czekał za kwadrans.
Dobrze.
A zatem: bierzemy patelnię w obie ręce.
Wyginamy biodra do przodu, by utrzymać równowagę.
Ściskamy zadki, skupiamy się...
i podrzucamy naleśnik. Ciach!
Wasza kolej.
Na trzy.
Raz, dwa, trzy, ciach!
Blisko! Brawo, Fuchs.
Des-Deux-Ponts...
Schwartz, ciut za słabo.
Ziegler.
Na co czekasz? Chcesz go podrzucić pod niebiosa?
Dalej, z życiem!
Widzisz? Potrafisz!
Wcale nie jesteś głupsza.
Jadę na zakupy. Sprawdziłam i niczego nie ma.
- Serio? - Tak.
Mówiłaś, że mamy zapasy do końca miesiąca.
Tak, ale brakuje cukru i mąki. Bez nich nie będzie chleba, naleśników i tortów.
Nie będzie lekcji gotowania i nie będzie szkoły.
- Brawo, dziewczynki! - Ładne szynki!
- Chłopcy też! - Dużo zjesz!
Jak pamiętamy, przed rokiem,
w marcu 1967 roku, na kilka miesięcy przed wprowadzeniem pigułki,
męscy studenci złamali uniwersytecki zakaz
i spędzili noc w żeńskim akademiku.
Natomiast dziś, pierwszego dnia wiosny roku 1968,
arogancka młodzież posunęła się jeszcze dalej.
Pikietujący uniemożliwili profesorom wstęp na uniwersytet i szaleją...
Czeka pani na kogoś?
Nie powinnam była przyjeżdżać.
Żegnaj więc.
Ależ to niedorzeczne! Mam męża i go kocham!
- Jest martwy! - To żadna wymówka.
Nie oszukujmy się. Nasz los jest zapisany.
- Chodź. - Tam są pokrzywy!
Moje buty!
Byłaś tam kiedyś?
Gdzie?
- W Mado. - Mado?
Każdy wie, że to haniebne miejsce.
Pary bez ślubu urządzają tam schadzki.
- Tym lepiej. - Nie, nie ma mowy!
Przetrwałem dzięki tobie.
Nie chciałem umierać, nie zobaczywszy cię ostatni raz.
Dusisz mnie.
Nie nadrobimy straconych lat.
Nigdy. Za późno.
Wolę więc umrzeć.
Wolę umrzeć, niż nie móc być z tobą.
Przetrwałem wiele na wojnie, ale nie zniosę kolejnej rozłąki.
Chcę zginąć tu, z twojej ręki.
Dalej, zabij mnie.
Uderz.
Tutaj. prosto w skroń, nad blizną. Tylko mocno.
To byłaby najsłodsza śmierć, ukochana.
Kto cię zranił?
Już nieistotne.
To prawda, co mówią?
O obozach?
O twoich rodzicach i braciach?
- Nie odpisywałaś na listy. - Które?
Ostatni wysłałem ze szpitala, 4 czerwca 1946.
Pisałem codziennie. Na pewno przychodziły.
- Dokąd je słałeś? - Do rodzinnego domu.
Dawno go opuściłam.
Tata zginął w obozie, a matka zmarła z rozpaczy.
Byłam samotna i bez pieniędzy.
Zatrudniłam się więc jako sekretarka w Instytucie Van der Becka.
Robert się we mnie zakochał.
Poprosił mnie o rękę, a ty milczałeś...
Nie wierzyłaś, że wrócę?
Czekałam całe wieki. Nie wiedziałam. Czekałam tyle lat!
Wybacz mi.
Wariacie! Stój...
Zajęcia! Mam zajęcia!
- Jakie? - Z higieny intymnej!
- Jadę z tobą. - Nie, zabraniam!
Ja zabraniam ci czekać kolejne 30 lat.
- Masz dzieci? - Dwójkę, a ty?
- A twoja żona? - Co z nią?
Kocham cię, Paulette Van der Beck!
Mamy 22 marca. 150 studentów okupuje dziekanat na uniwersytecie w Nanterre.
Podają się za wrogów imperializmu, brutalności policji i kapitalizmu.
Przywódca anarchistycznego ruchu, Daniel Cohn-Bendit,
grozi radykalnymi krokami w razie interwencji stróżów prawa.
Młodzieńcom z pewnością nie brak ikry.
Postanowiliśmy, że nie ustąpimy, póki wszyscy uciskani nie wyjdą na wolność.
"Drogi panie Grunvald"...
Wprost: "Drogi André"...
"Odkąd spojrzeliśmy sobie w oczy"...
"Odkąd mój wzrok spotkał się z twoim"...
"Odkąd... nasze oczy się spotkały...
i twe słowa...
tak prawdziwe"...
"Nie jesteśmy już dziećmi.
A życiowy ocean,
który pchnął nas ku sobie, bardzo pragnie nas zjednoczyć".
Na pewno?
Corinne?
Wyjechałabyś ze mną do Paryża?
Pojechałabyś?
Corinne?
"Sytuacja finansowa w kontekście zatrudnienia"...
"Sytuacja finansowa w kontekście zatrudnienia"...
KODEKS PRACY
- Przeszkadzam? - Uczę się.
Chcesz się położyć?
Zapraszam.
Chodź.
Fascynujące.
Tyle się dowiedziałam.
Pan Grunvald się odzywał?
Rozmawialiśmy parę razy przez telefon.
A co?
- Zdołamy ocalić Instytut? - Musimy, Gilberte.
Ale trzeba trzymać się razem.
Najważniejsze, że pan Grunvald jest po naszej stronie. Doda nam skrzydeł.
Właściwie...
zrobiłam sobie prezent.
- Po długiej przerwie. Pokazać ci? - Tak!
A później oficjalnie cię przyjmę.
Przyjmiesz?
- Żebyś dostawała pensję. - Pensję? Po co?
Musisz zarabiać.
Robert mówił, że nie ma potrzeby,
bo jako krewna mam wikt i opierunek za darmo.
Nie w tym rzecz.
Ojciec nie ujął cię w testamencie, ale Robert dawno powinien.
Wikt i opierunek to nie godna zapłata, tylko wyzysk.
Robert by się pogniewał, słysząc coś takiego.
Ja będę ci płaciła co miesiąc.
Będziesz miała rachunki, urlopy i emeryturę, moja ty prawa ręko.
Dobrze. Gotowa?
Myślisz, że nie przystoi?
Rozumiem. Już zdejmuję.
Nie, stój.
Pokaż się z tyłu.
Obróć się i pokaż tył.
Masz w nich świetną pupkę.
Tak?
- Tak myślisz? - Wyjdziesz w nich?
Chyba tak. Sama nie wiem.
Przejdź się parę kroków.
Odejmują ci mnóstwo lat!
Co za zmiana.
Jak się w nich czujesz?
Cisną mnie troszkę w kroku, ale poza tym...
czuję się... bezpiecznie.
Gilberte, muszę ci coś powiedzieć.
- Ja też. - Coś bardzo ważnego i coś, co...
- Cię rozzłości. - Ciebie też.
Ciągle myślę: "Jak Paulette to zniesie? Czy się na mnie pogniewa?".
- Ale proszę, mów. - Ty pierwsza.
Umiałabyś...
dusić to w sobie...
gdybyś zakochała się bez pamięci?
Maria Teresa!
- Matko Boska! - Spodnie!
Stój! Czekaj na mnie!
Łapy do góry!
- To ja, siostro! - Jaka "ja"?
- Ja, Fuchs! - Fuchs jest w łóżku!
- Złodziejka! - Straszy mnie siostra!
Anarchistko! Nie ze mną te numery!
Kiedy to ona, siostro! Fuchs!
- To ja, siostro! - Nie, nie ty!
Fuchs, co tam robisz o tej porze?
Mario Tereso, postradałaś rozum?
Ja ci dam, ty komuchu!
To Fuchs, nie komuch!
Odłóż strzelbę, Mario Tereso! To rozkaz!
Nie! Nie wpuszczę jej!
Nie jesteś na wojnie! Zrobisz komuś krzywdę!
Odłóż tę strzelbę! Bo wezwę policję!
A teraz obie marsz do gabinetu!
Zmykajcie. Wracać do łóżek, nic się nie stało.
- Co się dzieje? - Połóż dziewczęta.
Co się dzieje?
Kurde.
Wejść.
Jest naładowana?
- Słucham? - Strzelba jest naładowana?
Chodzisz po domu z nabitą, Niezabezpieczoną bronią?
- Tak. - Co to znaczy?
Co cię opętało?
Nie słyszała pani o zamieszkach w Paryżu?
I co? To powód, by paradować ze strzelbą mojego teścia?
Pan Robert powierzył mi klucz do szafy, pani dyrektor.
Do jakiej szafy?
Tej z bronią, pod schodami.
Mario Tereso, mój mąż nigdy nie dotykał broni!
Właśnie dlatego klucz trafił do mnie. Nauczyłam się strzelać w ruchu oporu.
- Przyda się. - Śmiem wątpić.
Mario Tereso, nie umniejszając twoich zasług podczas wojny,
jestem zmuszona cię rozbroić i poprosić o tamten klucz.
- Pan Robert... - Nie żyje. Teraz ja tu rządzę.
Skoro tak...
składam wymówienie.
- Teraz? - Tak.
Jesteś pewna?
Tak, pani dyrektor.
Wniosek odrzucony.
Dziękuję, pani dyrektor.
Dobrze, Fuchs, twoja kolej. Podejdź.
Pokaż dekolt.
Pokaż dekolt, mówię.
Jak to wyjaśnisz?
To uczulenie, prze pani. Mama też takie miewa.
Naczynka pękają przy pracy.
Masz mnie za głupią. Czyja to sprawka?
Robiłaś to?
Powiedz. Robiłaś?
- Robiłaś? - Wyjdź, Mario Tereso.
Porozmawiam z Fuchs na osobności.
Sądzisz, że pierwsza się wymknęłaś?
I że nie wiem, po co?
Spójrz na mnie.
Właśnie patrzę.
Ostrzegam, że w odróżnieniu od tego chłopaka, możesz skończyć z brzuchem.
Masz 17 lat. Pomyśl o swojej przyszłości.
Przyszłości? Jakiej?
Spędzonej w milczeniu pod męskim butem?
To ma być świetlana przyszłość?
Pragnę żyć. Być wolna i kochać, kogo zechcę.
A co ludzie powiedzą?
A co to panią obchodzi? Ja gwiżdżę na ludzi.
Licz się ze słowami. Mogę cię wyrzucić.
- A co mam do stracenia? - Więcej, niż myślisz.
Wolność nie przychodzi łatwo. Zobaczysz.
Co pani wie o wolności?
Zmienia nas pani w niewolnice, takie jak pani sama.
Marsz do łóżka. Koniec rozmowy.
I nie myśl, że ominie cię surowa kara.
Ty też do spania, Mario Tereso.
Kazałam wam przestać!
Dosyć!
Co za diabeł was opętał?
Puszczaj!
Mówię wam, przestańcie!
Tak.
- Co tak. - Pojadę.
Chcę jechać z tobą do Paryża.
Naprawdę?
Nie chcę być z Jean-Yvesem, tylko z tobą.
Tylko z tobą, już na zawsze.
Ale obiecaj mi jedno.
Chcę zobaczyć morze. Nigdy nie widziałam.
Chcę je zobaczyć z tobą.
Kocham cię.
Nic tak nie czyści marmuru jak wybielacz.
Spójrz tylko. Jak nowy.
Hej, ty kępko mchu. Myślisz, że cię nie widzę?
Cwana.
Dobrze ci, Robercie?
Dobrze o ciebie dbamy?
Lubiłeś, gdy cię rozpieszczano.
Tobie też dobrze, mamo?
Tato, dziadziusiu, babuniu?
Dobrze wam z Robertem?
Jeśli tak, to ja też się cieszę.
Podaj miotełkę.
Popo, zamyśliłaś się?
Miotełka.
Widzisz, jak cierpi, Robercie?
Cierpi, ale nie traci odwagi. Twoja mała żonka.
Na zawsze twoja żonka.
Co się dzieje? Co ci jest, Popo?
To przez to, co mówiłaś.
Przez to, że Robbi jest całkiem sam.
Nabiorę wody do konewki.
Wcale nie jest sam, Popo.
Leży z tatą i mamą.
Jeśli to jakaś pociecha, pamiętaj, że kiedyś spoczniesz z nimi.
Tak będę się cieszyła, że znów będziecie razem.
W komplecie, jak za dawnych czasów.
Wcześniej nie miałem okazji, a więc - po kolei.
Jestem po ślubie, ale żona zmarła.
Dzieci są dorosłe i wyjechały ze Strasburga.
Nieprędko zostanę dziadkiem i nie grywam w brydża ani golfa,
więc będę miał dla ciebie czas.
Ponieważ kazałaś mi czekać tygodniami, ustaliłem, gdzie jest twoja sypialnia.
Wiesz, gdzie jest?
Drugie piętro na tyłach, trzecie okno od lewej, tuż pod pokojem Gilberte.
Rynna jest mocna, sprawdziłem. Już mi się nie wymkniesz.
Wyjdziesz za mnie?
Czy to ty zamówiłaś ten miejscowy specjał?
W żadnym razie.
A jednak ogromna, majestatyczna, wręcz arogancka góra kapusty
wyrosła między nami niczym mur.
Proszę pani?
Przykro mi, ale tego nie zamawialiśmy.
- Słucham pana? - Nie, prawda?
- Nie. - Panie Frantz!
Zaraz wracam.
Zaniosłam państwu kapustę z mięsem, a oni twierdzą, że to pomyłka.
Przykro mi to słyszeć.
Przepraszam, ale tę kapustę z golonką zamówiono u nas wczoraj przez telefon.
Mniejsza o nią. Wie pan dlaczego?
Bo to najpiękniejszy dzień.
15, 14...
11!
I jak?
Widać góry. A u ciebie?
Parking.
Boję się.
"DZIEŃ DOBRY PANI"
Bez urazy, drodzy panowie, ale to program skierowany do pań.
Stoję przed szkołą gospodyń Van der Becka,
wybraną przez wykwalifikowane jury pod patronatem pierwszej damy,
na reprezentację Alzacji na targach gospodyń domowych,
odbywających się w paryskim Centrum Nowych Gałęzi Przemysłu i Technologii.
Kto wie, czy nie patrzymy właśnie na przyszłe laureatki
nagrody dla najlepszej takiej szkoły w kraju.
- Witam panią Van der Beck. - Witaj, Christiane.
Jak rozumiem, rządzi pani tą znakomitą instytucją żelazną ręką.
Cieszy mnie bardzo widok otaczających nas zewsząd
donic z pelargoniami w każdym oknie.
To prawda, w Instytucie Van der Becka...
uczymy nasze wychowanki,
jak istotne są odpowiednio zadbane i dobrane kwiatowe dekoracje.
Ponieważ w naszych oczach ogród to swoisty pierwszy pokój w domu.
Czy można powitać gości w ładniejszy sposób?
Witamy w "Dzień dobry pani"!
Rety, jakie czarujące.
A czy gotowe do wyjazdu do stolicy? Walizy już spakowane?
Byłaś już kiedyś w Paryżu? A ty?
Ani ty? Jakie one urocze.
Paryż, cóż za wycieczka!
Jak państwo słyszą, na prowincji stolica wciąż kojarzy się magicznie.
Innymi słowy: Paryż zawsze będzie Paryżem.
Cięcie!
Instytut Van der...
Na dziś zarezerwowałem 12. Dobrze?
Tak, kochany.
- Do wieczora? - Tak.
- Punkt o 20:00? - Tak, przyjadę.
- Do zobaczenia. - Na razie.
- Myślę o tobie. - A ja o tobie.
- Cały czas. - Kocham cię.
- Kocham. - A ja ciebie!
Pomyłka.
W tym oto pomieszczeniu nasze domowe wróżki doskonalą swoje talenty,
aby karmić krewnych sycącymi, różnorodnymi potrawami.
Witam Gilberte Van der Beck.
Czyżbym wyczuwała słodki zapaszek jabłek duszonych na maśle?
Tak.
- Są... - Aha?
Są do...
- Do? - Są do...
Słuchamy.
Cięcie.
Ech, ta prowincja.
Co się dzieje?
- Nie dałam rady, Popo. - Przecież ćwiczyłyśmy.
Odetchnij głęboko i powtórz: "Tak"...
Tak, są do strudla z...
Tak, są do strudla z jabłkami.
Do strudla z jabłkami, droga Christine.
Znaczy Christiane.
Cóż za wspaniałe dzieła. Tak mnie cieszy, że te młode Francuzki
są gotowe poświęcić się swoim mężom oraz całej Francji.
Ktoś chętny? Ich serca są do wzięcia, ale ostrzegam:
nie ma w nich żadnych sprośnych myśli. Są skupione tylko na swej pracy.
Powtarzamy raz jeszcze, drogie panie:
promieniejąca, zdrowa młodzież dzierży w ręku przyszłość Francji.
A teraz, w imieniu stowarzyszenia młodych francuskich gospodyń,
pod patronatem Yvonne de Gaulle
oraz naszego sponsora i organizatora targów, marki Arthur Martin,
wręczam paniom tę oto pralkę automatyczną,
która z pewnością ułatwi życie młodym gospodyniom.
W imieniu Instytutu Van der Becka
serdecznie dziękuję pani de Gaulle oraz marce Arthur Martin.
Nożyczki.
Gdzie masz nożyczki?
Ziegler.
Ziegler?
No co znowu?
Fuchs, gdzie Ziegler?
- Dostała list. - Jaki list?
- Ze złymi wieściami. - Biegnij po nią!
Żadna nie ma nożyczek?
Yvette!
Ratunku!
Ratunku!
Pomóżcie!
Boże mój.
Postaw ją.
Nikt cię nie zmusi. Nikt.
Otwórz!
- No otwórz! - Nie!
Ależ Paulette, nie wychodzisz z pokoju od dwóch dni.
Ziegler zrobiła pani sałatkę warzywną z jajkiem, pani ulubioną.
Jest cała. Żałuje.
Działała w chwili słabości!
Tak to nazywacie? Chciała się zabić!
Daruj, dramatyzujesz.
Przejrzyj na oczy! Myliłyśmy się we wszystkim.
Niby w czym?
Co ty mówisz? To dziecko.
Robi wiele hałasu o nic!
O nic?
Każą jej wyjść za kogoś, kogo nie kocha!
Kto mógłby być jej ojcem! To jest nic?
Przykładałyśmy do tego rękę!
Robisz z igły widły, Paulette.
Ten ślub to dla niej wielka szansa.
Znam to gospodarstwo. Nigdy nie będzie głodowała.
Ocknijcie się, na litość boską!
To koniec dobrej żony! Idziemy na dno jak Titanic!
Mam dość wmawiania im, że będzie im dobrze w niewoli.
Zrzucam fartuch na dobre!
Ale co będzie z targami?
Nie pojedzie pani?
To dla nas wielka okazja. Pomyśl o panu Grunvaldzie.
O dziewczętach.
Co powiemy dziewczętom?
I pani de Gaulle?
Powiedzcie, co chcecie! Zamykam tę szkołę!
Co tu robisz?
Nie przyszłaś do pensjonatu, to jestem!
Telefony odbierają tylko szwagierka i siostra, jak jej tam?
Udawałem hydraulika, stolarza i żonę rzeźnika. Gonię już w piętkę!
Przykro mi, André, jesteś nie w porę.
Wchodzę.
- Co ty wyprawiasz? - Wejdę do ciebie.
Wybacz mi, ale chcę być sama.
- Jak to chcesz być sama? - Bo tak.
I jednak nie wyjdę za mąż.
Nie "za mąż", tylko za mnie!
Czego?
I rzekł Jezus: "Jestem dobrym pasterzem".
Niedawno byłem mężczyzną twojego życia.
Ale nie chcę być mężatką.
Nigdy więcej nie założę sobie tego sznura na szyję.
Jakiego sznura? Co ty wygadujesz?
Ja cię kocham. Nie chcę niewolnicy, tylko ciebie.
I jeśli to cię przekona...
Świetnie wywijam żelazkiem, ceruję skarpetki i gotuję.
- Umiesz gotować? - Tak.
Paulette, co się dzieje? Wszystko dobrze?
Wszystko w porządku, Gilberte!
Ptak wleciał do pokoju, ale już go nie ma.
Skoro taki z ciebie kucharz, powiedz, jak się robi strudel.
Aby zrobić dobry strudel z jabłkami,
obsmażamy trzy duże jabłka, pocięte...
w równą kostkę, w 50 gramach jak najtłustszego masła.
Dodajemy świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy,
oraz łyżeczkę słodkiego miodu spadziowego.
Gładkiego i kremowego.
Do tego ładne, pękate rodzynki,
które wymoczyliśmy przez noc w cukrzonej wodzie.
Następnie 50 gramów ciemniutkiego cukru
i szczypta... cynamonu.
Dusimy przez góra 15 minut.
Mam przejść do ciasta?
Czekaj, zaraz wrócę.
Dobrze, pojedźmy.
Już ci przeszło?
Nie odmówię dziewczętom wycieczki do Paryża.
Pan nas wysłuchał. Alleluja!
Pomóc ci się spakować?
Nie, nie ma potrzeby.
Ale wolę zwiedzić miasto, niż siedzieć na targach.
- O której wyjeżdżamy? - O 7:45.
Doskonale.
Titanic, słyszała pani? Titanic!
Trzymajmy się razem, a ominiemy górę lodową.
Dobrze. Pójdę uspokoić dziewczęta.
Za chwilkę zejdę.
To jak z tym ciastem?
Pieczesz je na ogniu?
To we mnie jest ogień.
Pytam o strudel, głupku. Na ogniu?
Strudel, na ogniu? Bez sensu!
Dziewczyny, proszę o ciszę!
A gdzie pani Gilberte?
Jeszcze nie zeszła?
Obawiam się, że wzięła sobie pani złą wróżbę do serca.
- O Titanicu. - Co z nim?
O rety!
Gilberte!
Jak pięknie!
Można spytać, ile to pani zajęło?
Doskonałe ściegi i wykończenie.
Nieprawdaż?
Bez dwóch zdań: tak dobrze zszyty statek nie ma szans zatonąć.
Miłość dobrze ci służy.
Jesteś prześliczna.
- Gotowe na wielką wyprawę? - Tak!
Nie słyszałam!
Paryżu, przybywamy!
Paulette!
Proszę pani, ktoś panią woła!
Stańcie!
Mario Tereso, stań! To André!
Postanowiłem, że zwolnię się z banku. Jutro dojadę do Paryża.
Ależ André, jutro...
Będziemy na targach gospodyń.
To nie miejsce dla pana. Żegnam.
- To do jutra. - Tak, do jutra!
Kocham cię.
Panie i panowie, nadajemy na żywo z południowego brzegu.
Tysiące studentów ustawiają barykady i dochodzi do starć z policjantami.
Skala zamieszek grozi wybuchem strajku generalnego i upadkiem rządu,
ponieważ generał de Gaulle przebywa aktualnie w Rumunii.
Odradzamy podróżnym wjazd do stolicy.
Co, do...?
Demonstranci szarżowali trzykrotnie,
a policja dotąd była w odwrocie, jednak właśnie w tej chwili przeszła do ataku!
Stoję w samym środku.
Wkoło fruwają kamienie i wybuchają granaty. Cóż za widok!
- Młodzieńcze, co się dzieje? - Nie ma paliwa.
Wracajcie, i tak nie wjedziecie do Paryża.
Powariowali!
Co robimy, proszę pani?
Właśnie, co zrobimy?
- Wracamy do domu? - Nie, w żadnym razie.
Chodźmy.
Też dołączymy do rewolucji!
Gilberte, Mario Tereso!
Chodźcie!
Filar pierwszy:
nie dla niewolnictwa! Dobra żona to nade wszystko wolna kobieta!
Ani służąca, ani ozdoba! Na wskroś wolna osoba!
Żona dobra, żona dobra
Żona dobra, żona dobra
Żona dobra, żona dobra
Nie należy do męża
Woli być niezależna
Chętnie oddam ci rękę
Lecz cieniem nie będę
Filar drugi:
Dobra żona jest panią własnego losu. Nic nie zdusi jej głosu!
Filar trzeci: dobra żona sama zarabia na chleb!
I sama wydaje własne pieniądze!
Właśnie tak!
Mogę ścierać kurz
Ale ciuchy ty prasuj
Wyszoruję ci bidet A ty będziesz od skarpet
Zapiekanki mogę piec!
Zaparzę nam kawę, ugotuję zupę
Będę mieć karierę, teściową ugoszczę
Najmij sekretarkę!
Galaretkę zrobię, majteczki założę
A kiedy kumpla twego Przy stole złapie chuć...
To w kajdany go skuć!
Simone de Beauvoir, Sarah Bernhardt, Mata Hari,
Gisèle Halimi, Maria Curie, Kleopatra, Louise Michel,
Frida Kahlo, Olympe de Gouges, Juliette Gréco, Virginia Woolf,
Anaïs Nin, Marguerite Yourcenar, Josephine Baker, Isabelle Eberhardt,
Eleonora Akwitańska, Marilyn Monroe, George Sand, Rosa Parks,
Nina Simone, Joanna d'Arc, Alexandra David-Néel.
Dajcie pigułkę
Przez duże "P", proszę
Wybór to zły
Matka - dziwka
Wybór to zły
Święta - szmata
Chcę się cieszyć
Chcę spełniać każdy kaprys swój
Nieposłuszna
Najbardziej chcę
Błądzić
Filar czwarty: dobra żona jest panią własnego ciała.
Filar piąty: i ma równe prawa, co mężczyzna!
Antykoncepcja, rozmnażanie! Liczy się jej zdanie!
Filar szósty!
Dość ucisku, dość motania! Dobra żona wymaga dobrego traktowania!
Kobiety świata, dziewczęta znikąd!
Zakonnice, matki, dziwki!
Powstańcie! Zbudźcie się!
Dość spowiedzi, dość wyrzeczeń
Powstańcie, zbudźcie się Z nami idźcie
Naprzód, naprzód
Rewolucji cud!
Filar siódmy:
niniejszym uznaję "dobrą żonę" za przeżytek.
Dobra żona nie istnieje!
Pilnuj się!
Powstańcie, zbudźcie się Z nami idźcie
Naprzód, naprzód
Rewolucji cud!
Wersja polska: Kino Świat Tekst: Piotr Kacprzak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.