Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zareklamuj swój produkt lub firmę. Skontaktuj się z www.OpenSubtitles.org
CLOURRIERES MIASTO PIŁKI NOŻNEJ
90 LAT HISTORII KLUBU SPAC
1974: WYGRANE MISTRZOSTWO REGIONU
1988: 1/8 FINAŁU PUCHARU FRANCJI
To Marco!
Przemówienie!
Wzruszający filmik. Dziękujemy ci, Franck.
Dziś świętujemy 90. rocznicę klubu!
Utworzony został przez dziadka mojej żony, Catherine.
Chciałbym podziękować tobie, Papi.
To nasz senior!
Dziękuję również Stéphanie, naszej cudownej skarbniczce.
I oczywiście Marco!
Nasz najlepszy strzelec do dziś dnia!
Jest też trenerem, ale nie tak dobrym.
Bo nie mam dobrych zawodników!
Na koniec chciałbym...
Mimil, nie skończyłem.
Na koniec chciałbym podziękować wam, kibicom.
Jesteście cały czas z nami. Dziękuję!
Bawcie się dobrze. Niech żyje SPAC!
KRÓLOWE BOISKA
- Wziąłeś stroje? - Tak.
- A apteczkę? - Tak, wszystko wziąłem.
Dzisiaj wygramy.
Tato, mówisz tak co tydzień.
- A ty, dziadku, jak myślisz? - Już nie myślę.
Teraz wracamy.
Rozciągamy się.
Gdzie ten Mimil? Zaraz zaczynamy.
- Wejdź za niego, Marco. - Chciałbym, ale...
Nawet bez nóg zagrałbyś lepiej od nas.
- Starczy, panowie. - Wasze stroje.
Franck, będziesz w obronie.
Greg i Louis, przynieście piłki. Dzisiaj nikt się nie ociąga.
Zostały cztery mecze, brakuje nam jednego punktu.
Nie mówię, że macie wygrać, wystarczy remis.
Mimil!
- Co ty wyrabiasz? - Wybacz, Marco.
Śmierdzisz alkoholem.
Pospiesz się.
Napij się wody, Mimil!
Dalej, chłopaki.
- Zaraz przyjdzie. - Jest 15:02, trenerze.
Stéphanie, pójdziesz po Mimila?
Niech się pospieszy, wszyscy czekają.
Dlaczego jesteś nago?
Nawet w szatniach nie można?!
- To nie jest czas na prysznic! - Nie zdążyłem w domu.
- Wszyscy czekają. - Zaraz będę.
Gdzie moje majtki?
Szuka majtek.
Czekamy od dziesięciu minut.
Ciągle spóźniony, kochamy Mimila!
We krwi ma promila!
- Tato, zamień go! - Ale na kogo?
- Nawet Papi byłby lepszy. - Zdziwiłabyś się!
Dobrze, Franck!
Nie szkodzi, Mimil, wracaj!
Ustawcie się po bokach!
Jak to spalony?
Przestańcie!
Wybacz!
Nie ruszaj się.
- Boli. - Co ja poradzę?
Nieźle oberwałeś.
- To głęboka rana. - Nic mi nie jest.
Pójdź do okulisty. Możesz mieć uszkodzoną siatkówkę.
- Mama ma rację. - Nie trzeba.
- Zawieźć cię do szpitala? - Mówię, nic mi nie jest.
Muszę odpocząć, jadę do domu.
- Cześć. - Na razie, Marco.
Pa, tato. Do środy.
Proszę patrzeć na mój palec. Głowa prosto.
- Na mój palec. - Przepraszam.
Palec.
Doskonale.
Mogę zapytać, z kim pan walczył?
Z bandą starszych pań.
Było ich z dziesięć. Jedna wzięła mnie z zaskoczenia.
Proszę bliżej.
Niech pan popatrzy w lampkę.
Niżej.
Wygląda na to, że siatkówka jest cała.
To zwykłe podrażnienie.
Proszę zapuszczać krople. Za kilka dni zniknie.
- To wszystko? - Tak. Jeśli nie zniknie, proszę wrócić.
Z chęcią.
Jeśli krople nie pomogą, oczywiście.
Mówiłem im.
Muszę lecieć. Oddzwonię później.
Oprócz samego obrażania uczuć piłkarskich,
pana drużyna otrzymała kilka skarg.
Nie mówiąc o pobitym sędzim, który jest tymczasowo niezdolny do pracy.
Ale komisja uważa pana postawę za wzorową,
więc nie zostanie pan usankcjonowany.
Ale postanowiliśmy zawiesić całą drużynę do końca sezonu.
Nie możecie tego zrobić.
To nasi jedyni zawodnicy. Jak mam skończyć sezon?
Nie wiem. Niech juniorzy zagrają.
Nie mamy juniorów! Wszyscy młodzi grają w sąsiednich klubach!
- Graliśmy w 10 przez pół sezonu! - Decyzja komisji jest nieodwołalna.
Zostały trzy mecze!
Jeśli nie zagramy, spadniemy z ligi. Już jesteśmy w najniższej!
Całkiem wypadniemy!
Zabijacie klub!
Taki jest regulamin. Trzeba było uważać.
Cholera.
- Co się dzieje, kochanie? - To koniec klubu.
Naprawdę? Co teraz zrobisz?
A co mam zrobić? To po prostu koniec.
Nie pozwolimy na to, żeby klub zniknął.
Od kiedy interesujesz się klubem?
Wszystko przez tego idiotę Mimila.
Musisz mu wytłumaczyć na spokojnie...
Co tu robicie?
- Co się dzieje? - Miałam wczoraj pomysł.
Na jaki temat?
Na temat sankcji klubu.
Skoro zawiesili całą drużynę i nie masz już zawodników,
może zbierzemy kobiecą drużynę, żeby dokończyć sezon?
O czym ty mówisz?
Moje koleżanki grają jako juniorki. Znajdziemy też inne.
Nonsens.
- Dlaczego? - Bo taki jest futbol i tyle.
- Czemu nie? To nowoczesny pomysł. - Widzisz?
Przekonała cię?
Kiedyś nawet szkoły były podzielone. To to samo. Czasy się zmieniają.
To nie ma nic wspólnego. Nie ma szkoły dzisiaj?
Mówiłem ci, że nie będzie chciał.
Wiesz co? Nic nie rób. Niech zdechnie ten klub.
- Zawsze jest to samo. - Mógłbyś posłuchać córki.
Zagraliśmy najlepszy mecz stulecia.
Nie, to nie był najlepszy.
- A który był? - Francja kontra Niemcy.
- Nie znam. - Rok 1982.
Platini, Giresse, Tigana.
W 93. minucie przewrotka Tresora prosto w okienko.
Od razu potem Platini podaje do Six.
Six robi idealne podanie do Giresse'a, ten strzela bramkę.
Co było potem?
Wszedł niemiecki realizm! Strzelili nam dwie bramki w 5 minut.
Potem rzuty karne. Kolej na Bossissa.
Cofa się.
Pudło! Później tak klęknął.
Widać, że się załamał. Myśli o tym strzale.
„Cholera, dlaczego nie trafiłem?”
- Dlaczego nie trafił? - A dlaczego ja trafiłem na ciebie?
To trochę niemiłe.
Przegraliśmy, bo Schumacher zaatakował Battistona.
- Wygralibyśmy, gdyby nie to. - Nie było karnego?
Nawet nie dostał żółtej kartki.
Sędziowie zawsze są przekupieni.
Wtedy Platini, jako kapitan,
idzie obok noszy, na których nieruchomo leży Battiston.
Trzyma go za rękę, odprowadza go z boiska.
Cała Francja patrzy, wzruszona.
Nawet teraz się wzruszam.
W tej damskiej drużynie mają być tylko prawdziwe kobiety?
Męczysz mnie.
Jak już wiecie, robiliśmy, co mogliśmy, ale to nic nie dało.
- Czyli klub umiera? - Nie ma innych graczy?
Szukałem. Nie ma nikogo w okolicy.
Nie może tak być. Moja rodzina tu gra od 4 pokoleń.
Przykro mi, trzeba się tym pogodzić.
Słuchajcie.
Może mam rozwiązanie.
Pomyślałem sobie...
że skoro nie ma graczy...
może kobiety zagrają ostatnie trzy mecze.
Żarty sobie robisz?
- Czemu się śmiejesz? - Przepraszam.
To strasznie głupi pomysł.
- Nie jest głupi. - Nie ma innego wyjścia!
- Nie ma facetów. Weźmy kobiety! - Kobiety mają zagrać z facetami?
A coś zabrania nam grać przeciwko facetom?
Jacyś goście mają wejść na boisko i podrywać nasze kobiety?
Nie podoba mi się ten pomysł.
Papi, co myślisz?
Za moich czasów tego nie było.
Ale podczas wojny, jak nie było mężczyzn, w fabrykach pracowały kobiety.
Jeśli to jedyna opcja, powinniśmy spróbować.
- Dzięki, Papi. - My też kiedyś grałyśmy.
- Miałyście osiem lat! - To co?
Zresztą sami nie gracie jakoś świetnie.
To prawda! Od lat was wspieramy.
Pierzemy wasze stroje, prasujemy szorty... To też nasz klub!
- Kto chce zagrać? - Ja.
Słuchasz, co mówimy?
Marco, ja się na to nie godzę.
Naprawdę myślisz, że to zadziała?
Mam już pięciu zawodników. Dobry początek.
Ja też mogę.
Czy to jest dom pani Marlène Charriet?
- Ta wydaje się niezła. - Lewonożna, przyda się.
- Czego? - Czy pana żona chce grać w naszym klubie?
Lara Dickenmann. Gra w klubie Arles.
Mogę panu pomóc?
- Ta też jest niezła. - Nie, dziadku.
SEKSOWNA PIŁKARKA
- Długo pani biega? - Od kilku lat, a co?
Zbieram drużynę piłkarską.
- W piłkę nożną? - Tak.
Kochanie, nie mogę znaleźć Noko Czoków.
Tu jest Czoko Pik, Czoko Loko...
Weźmy po jednym z każdego.
Nie ma Noko Czoków!
Nigdy się nie zmienisz. Jesteś nieodpowiedzialny.
- O co chodzi? - O ciebie.
Odwiozłeś naszą córkę o drugiej w nocy, a rano miała szkołę.
Zwolnijmy trochę.
Chcesz kawę?
To wyjątkowa sytuacja, znalazła zawodniczkę.
Widzisz, wciągasz ją do drużyny dwa miesiące przed maturą.
- Ma inne rzeczy do roboty. - Nie moja wina, że lubi piłkę nożną.
Mam dość tej piłki nożnej.
Czemu tak na mnie patrzysz?
Nadal ćwiczysz w niedziele?
Chyba sobie kpisz.
Jestem padnięty.
- Nigdy nam się to nie uda. - Uda się, zobaczysz.
Gdzie ta dziewczyna?
Jest bardzo zdolna, wczoraj podbiła piłkę 35 razy w obcasach.
Cześć, Cindy! To ona.
Ładna, co?
Kurwa, pieprzony chodnik!
Ja pierdolę, rozwaliłam sobie but.
Cholera!
Gdzie jest ten pieprzony burmistrz?
Niech naprawi swoje jebane chodniki!
- Dam ją na obronę. - Na ataku też będzie dobra.
Nowe buty szlag trafił, ja pierdolę.
Dzień dobry.
Miło mi.
Jak tam, Mimil? Fajnie wczoraj było, co?
- A poza tym grasz w nogę? - Poza czym?
Tak sobie mówię.
Chuj z tym. Pijemy?
I wracamy.
Sitko jest w drugiej szufladzie.
A sól stoi przy słoiku z mąką.
Pieprz?
Muszę lecieć, mam trening.
Catherine. Co tu robisz?
Słyszałam, że potrzebujecie zawodniczek.
Jako że mam mnóstwo wolnego czasu i często ćwiczę, myślałam, że dołączę.
A co na to Michel?
Myślę, że nie będzie miał nic przeciwko.
W porządku. Witam w klubie.
Przebierz się i dołącz do nas.
Pięć minut.
Ani minutę dłużej. Podziękujcie tatusiowi.
Dzięki, tatusiu.
Bawcie się dobrze.
Twoje też nie mogą zasnąć?
Daj spokój, coś strasznego.
Cały czas pytają o mamę.
- Co? - Chodź się pobawić.
Nie, pobaw się z siostrą. Macie tam piłkę i zjeżdżalnię.
Enzo, Lola. Nie rozbierajcie się, zostajemy tylko 5 minut.
- Mają to gdzieś. - Nie słuchają mnie. Nieważne, co powiem.
Wiedziałeś, że nie jestem twoim tatą?
Widzisz? Żadnej reakcji.
Rzuć mi fajkę.
- Mówiłem, żebyście trzymali żony w domu. - Przestań.
Patrz, jaki ten jest zmęczony.
Ręce na biodra.
Kręcimy, śmiało. Jak hula hop.
W jedną stronę i w drugą.
Dobrze. Wystarczy.
Jedna ręka w górę.
Wysoko. I uwaga, teraz machamy.
Super, oddychamy. Druga ręka.
Witamy się z daleka. Albo żegnamy, jak wolicie.
Oddychamy głęboko.
- Co to za ćwiczenia dla emerytów? - Hula hop, serio?
Tato, dawaj coś innego. Te ćwiczenia są do bani.
Nie wiem, to nowe dla mnie.
Mają rację. Co to za ćwiczenia? Facetów nie oszczędzasz.
Ruszamy! W niedzielę już mamy mecz!
- Na pewno? - No tak.
Po to tu jesteśmy!
Jedziemy.
Zróbmy przerwę.
Weźcie głęboki oddech.
Już? Napiłyście się?
Wracamy.
Piżamy są pod poduszkami.
Zostaw w zlewie, zajmę się tym.
Jakiś nieporadny twój facet.
To jeszcze nic. Mój nawet nie wkłada szklanek do zmywarki.
- U mnie to nie przechodzi. - Tak?
- Ale ty masz mundur. - Pożyczyć ci?
Kolejny potrzebuje pomocy.
- To mąż Catherine. - Patrz na niego.
Przystojniak.
Cześć, przystojniaku. Kiedy się widzimy?
Gdzie jest moja żona?
Nie może rozmawiać, poszła do klienta.
Proponuję oddzwonić za kwadrans.
Rozłączył się.
- Z czego się śmiejecie? - Z niczego.
Chyba twój mąż dzwonił.
Co tak długo?
Ileż można czekać?
Możesz iść, ja zamknę.
Nie, zostanę. Muszę pogadać z Cindy.
- Pogadać? - Muszę jej coś powiedzieć.
Chłopaki.
- Co on tu robi? - Nie wiem.
A ty, co masz do Cindy?
To prywatne.
Już jest po dziesiątej. Dzieciaki śpią w aucie.
Gdzie jest moja żona?
- Christelle? - No tak.
- Nie przyszła? - Co?
Myśleliśmy, że jest w domu z tobą.
- Wiedziałem. - Zaczekaj, Greg.
Przebiera się w szatni.
Wiecie, że nie bawią mnie takie rzeczy.
- Ale jesteś zazdrosny. - Nie jestem!
Trochę jesteś.
- Co robicie? - Po prostu czekamy.
- Mogę poczekać z wami? - Pewnie jeszcze długo.
Zanim masażysta skończy...
- Robię sobie jaja. - Nie wytrzymam z wami.
- Ciekawe, czy jest tam instruktor jogi. - Wystarczy.
- Gdzie byłaś? - Przestraszyłeś mnie.
Cześć. Ładnie ci w tym swetrze.
Co to za wariatka odebrała telefon?
Nie dramatyzuj. Byłam na treningu piłki nożnej.
- Piłka nożna? - Tam, gdzie zaciągasz mnie co tydzień.
Chyba nie grasz w drużynie?
Czemu nie? Dziewczyny są bardzo miłe.
Tam jest świetna atmosfera. Super się bawiłam.
Zgłodniałam przez ten trening.
Ostrzegam cię, Catherine...
Jadłeś? Chcesz trochę kurczaka?
To nie są zawodnicy.
To zawodniczki.
To nasza drużyna do końca sezonu.
- To niemożliwe. - Dlaczego?
Bo...
Bo co?
Bo to są kobiety.
I co? Nie mieliśmy już mężczyzn, więc wzięliśmy kobiety.
Przepraszam, kim pani jest?
Nową prezeską SPAC-u.
To wszystko jest absurdalne. Wybór nie jest nasz.
Zadecydują nasi przełożeni.
Musimy zapytać federację.
Jak sobie panowie życzą. My w niedzielę zagramy mecz.
Do widzenia.
Kobiety.
Czemu nie emeryci?
Dziewczyny dobrze grają. Moja ulubiona to Cindy.
Tylko mam nadzieję, że nie zostanie lesbijką.
Dlaczego tak mówisz?
Nie wiem.
Podobno jak dziewczyny grają w piłkę, zostają lesbijkami.
Coś w tym jest.
W sumie wczoraj, gdy wszedłem do szatni, było pełno pary.
Jedna z nich, chyba Cindy, podeszła do drugiej.
Zaczęła ją głaskać.
- Delikatnie po sutkach. - Wiedziałem.
- A potem? - Rozkręciło się. Zaczęły się całować.
Oddychały głośno.
Nieźle.
Co później?
Robię cię w chuja.
Zaszło za daleko.
Nie dość, że robisz babską drużynę, jeszcze wciągasz w to moją żonę.
Przyszła sama z siebie.
Na pewno.
Mimil, przestań.
Jeśli zagra mecz w niedzielę, źle się to skończy.
Idiota.
- Ile ważysz? - Nie wiem.
Otwarte!
Cześć, chrześniaku.
- Ma lekką gorączkę. - Właśnie słyszałem. Gorące czoło.
- Jesteście gotowi? - Prawie.
Przygotowałam ci butelkę. Wrzuć tam mleko w proszku, sześć łyżek.
Podgrzejcie sobie zupę na obiad.
Daj mu później antybiotyk, jedną łyżeczkę.
Dobrze?
Zgaś pralkę, jak skończy. Masz wszystko na karteczkach.
- Pa, kochani. - Na razie.
Nic nie zrozumiałem.
Ile waży Enzo?
- Jak się czujecie? - Dobrze.
Mogę coś sprawdzić?
Tak myślałem.
Przykro mi, ale nie użycie tych strojów.
Ale mecz jest za dwie godziny.
Nie nasz problem.
Michel, zaczekaj!
Nie przebieracie się? Zaraz wchodzimy.
- Nie ma strojów. - A gdzie Papi?
Nie odbiera.
Kurczę.
- Szybciej, tato. - Miałem drobny problem.
Masz.
Stroje przyszły.
Co to za stare szmaty?
Mamy w tym grać?
To stroje dziadka?
Miałem kłopoty w pralni, tamte się zepsuły.
Od 20 lat pierzesz stroje bez problemu.
Musicie zagrać w tych strojach. Stéphanie będzie kapitanem.
- Dlaczego ja? - Bo tak. Trener decyduje.
- To niezbyt demokratyczne. - Czemu ty wybierasz?
- Musi być jakiś kapitan. - Kapitanka.
Dziewczyny, zagłosujmy.
Jak chcecie, tylko szybko. Lecimy.
Chwila prawdy.
Nie szkodzi. Wracamy.
Spalony, nie?
Ile już strzelili?
Jak to karny?
Zabraknie mi cyfr.
- Na obronie. - Kryj go!
Nie ta bramka!
Do przodu! Do tyłu!
Dobrze wam poszło.
Były dobre momenty.
Gracie pierwszy raz. Jeszcze będzie lepiej.
Ostatnim razem przegraliśmy z nimi 4-0.
Musimy więcej ćwiczyć, żeby coś wygrać.
Jak chcecie, ale wtedy będziecie rzadziej w domu.
Zostały nam dwa mecze. Musimy dać z siebie wszystko!
Dobrze.
Idziemy do baru? Ja stawiam.
Nie mogę, muszę wracać do domu. Greg sobie nie poradzi beze mnie.
- My uczymy się na maturę. - Też muszę iść, Enzo źle się czuje.
Ja jestem chętna.
Może innym razem.
Lepiej pójść całą drużyną.
- Pokaż, co masz. - Mam fulla!
Cześć wszystkim.
Białe wino, proszę.
Jak tam po dzisiejszym meczu?
W porządku.
Nowa ekipa. Muszą się lepiej poznać.
- Dacie radę. - Franck, grasz?
- Przepraszam, muszę iść. - Jasne.
Kolejka dla wszystkich! Trzeba opić to 9-0.
I jeden, i dwa, i trzy, i dziewięć.
Dobranoc.
- Nie zostajesz u mamy? - Wolę uczyć się tutaj.
- Uprzedziłaś ją? - Tak.
- Miłej pracy. - Tato.
Świetnie się dzisiaj spisałeś. Uzyskamy ten punkt.
Dzięki, córciu.
- Śpij dobrze. - Odpocznij trochę.
- Zamknąć? - Tak, proszę.
Rozmawiam z Marco?
Tak, to ja.
Możemy się spotkać?
- O tej godzinie? - Jeśli to możliwe.
Dobry wieczór.
Chciałbym się zobaczyć z panią Otmani.
- Coś do picia? - Nie, dziękuję.
Proszę usiąść.
Widziałem waszą damską drużynę, jest niezła.
Robimy, co możemy. Nie jest łatwo.
Ja gram od dziecka.
Mama chodziła na mecze, jak była w ciąży. Mówi, że mam to we krwi.
Byłam w pierwszej lidze. Prawie zagrałam w reprezentacji.
Co się stało?
Mała przeszkoda.
Teraz muszę mieszkać w tej dziurze.
Chcę tylko odzyskać moją córkę.
- Słodka, jak ma na imię? - Sofia.
Jak mogę pomóc?
Sędzia polecił mi jakieś słabe grupy, żeby mnie resocjalizować.
Myślę, że gra w klubie to idealna resocjalizacja.
Trudna sytuacja. Muszę to przemyśleć.
Nie macie za bardzo wyboru, patrząc na dzisiejszy wynik.
Gwarantuję, że jeśli mnie przyjmiecie, ten punkt jest wasz.
Tylko proszę im nie mówić, że byłam w więzieniu.
Nic nie ma. Podrażnienie zniknęło.
To dziwne. Wydaje mi się, że widzę trochę niewyraźnie.
- Mogę zrobić kilka testów. - Bardzo chętnie.
Proszę zasłonić prawe oko i odwrócić się w tą stronę.
Pierwszy rząd.
Trochę małe. Nie widzę.
- Teraz cyfry. - To są cyfry? Nie wyglądają.
- A tu? - Nie jestem pewien. Czy to „i”?
Może „o”?
„n”?
Ale jak zasłaniam, robi się ciemno.
A tu?
ROZPIĘTY ROZPOREK
Może zapuszczę dalej krople i wrócę za tydzień?
Dobrze, niech będzie.
- Co z twoim ojcem? - Zwykle się nie spóźnia.
- Dzwoniłaś do niego? - Nie odbiera, pewnie prowadzi.
Marco, co to za ładna koszula?
Przepraszam, byłem u okulistki.
- Wszystko w porządku? - Tak, a co?
- Byłeś tam tydzień temu. - Tak, dzisiaj miałem wizytę kontrolną.
Świetne perfumy. To specjalnie dla nas?
- Nie. - My nie zasługujemy.
- Ładna jest ta okulistka? - Mężatka?
Ale jesteście wścibskie.
Rumieni się!
Dzień dobry.
Poznajcie Sandrę. Wzmocni naszą ekipę.
Cześć. Dobrze, że jesteś.
Zaraz podam wam deser.
Przestańcie biegać, proszę. Już piąty raz mówię.
- Kto tam? - Papi.
Otwarte!
- Nie byłeś na treningu? - Radzą sobie beze mnie.
Tak, skarbie, to Papi.
Chodźcie zjeść. Muszę nakarmić waszą siostrę.
Czekaj, pomogę ci. Też kiedyś to robiłem.
- Dzięki. - Nie ma sprawy.
Nie płacz, kochanie. To tylko czekolada.
Widzisz, jak to jest? Nie wytrzymam.
- Położę ją, zajmiesz się nimi? - Tak. Zjedzcie, dzieci.
Gra jak zawodowa. Gdzie ją znalazłeś?
Długo w tym siedzę. Mam kontakty.
Jest za dobra. Nie będzie chciała tu grać.
Patrz, przecież gra.
- Co się dzieje? - Cholera.
Pójdę zobaczyć.
- Zapłać za prąd, Marco! - Robimy przerwę?
Co wyprawiacie? Mamy trening!
Ostrzegałem cię.
Ja płacę za oświetlenie. Mam prawo je wyłączyć.
Nie rób tego, one są zmotywowane. Pomóż im, zamiast ich sabotować!
To dopiero początek.
Co za drań.
Nie słuchałeś się, to masz!
Chyba nic z tego.
- Na razie. - Nie myjesz się?
Zostawiłam rzeczy w domu.
Cześć, dziewczyny!
Chciałam wam coś jeszcze powiedzieć. Muszę odejść.
Wiem, że Michel nie da nam spokoju, póki jestem w drużynie. Znam go.
Lepiej zrezygnuję.
- Zaczęłyśmy razem, skończymy razem! - Właśnie! Potrzebujemy cię.
Nie będą nam faceci mówić, co mamy robić! Chuje jebane!
- Sorry. Wiem, że to twój mąż, ale... - Nie szkodzi.
Masz rację. Potrafi być jebanym chujem.
A nawet pierdolonym dziadem.
- Przepraszam. - Wyrzuć to z siebie!
Nie wytrzymuję z tym skurwiałym kretynem!
Jebany stary śmierdziel!
Jebać go i jego cuchnące serem stopy!
Cześć, Mimil.
Marco. Wiem, jak uratować klub.
- Znasz klub, z którym gramy w niedzielę? - Trenuje ich mój kolega.
- I co? - Nie łapiesz?
Są teraz w środku tabeli. Moglibyśmy się z nimi jakoś dogadać.
Ustawimy remis po cichu i wszyscy będą zadowoleni.
Ogłupiałeś? Nigdy tego nie robiliśmy.
- To co? Mielibyśmy zagwarantowany punkt! - Nie wierzę.
- Masz. - Co to jest?
Moje oszczędności. 87 euro.
Co zrobisz z taką kwotą?
Próbuję znaleźć jakieś rozwiązanie!
Papi pewnie ma dobrą emeryturę! Może się dorzuci?
Dokąd idziesz?
- Wróć do domu! - Puść mnie!
Przeprowadzisz się do drugiego domu? To bezsens!
Wstyd mi za ciebie!
Zdrówko.
- Dobrze cię widzieć. - Kopę lat, co?
Pamiętasz, jak graliśmy w finale?
- Strzeliłeś dwa gole. - Piękny mecz.
A kiedy wygraliśmy, rzuciłeś swoje szorty kibicom.
Padłem wtedy ze śmiechu.
Ciebie tam nie było.
Jest 23. Po co przyszedłeś?
Słuchaj, Christian...
Pewnie słyszałeś, jakie dostałem sankcje.
Moja damska drużyna nie jest zbyt dobra.
Co ty na to, żeby zrobić remis?
Remis z dziewczynami?
Żartujesz sobie?
Rozumiesz, o co mnie prosisz?
Moi gracze nigdy się na to zgodzą.
Gdyby chodziło o facetów, może byśmy się dogadali.
Teraz ludzie by nas wyśmiali.
Rozumiem.
Poradzimy sobie.
Mówiłem ci.
Nigdy nie lubiłem tego klubu...
Stul się!
Klej.
Ośmieszyłem się przez ciebie.
- Bo... - Zamknij się!
Zawsze coś się psuje, jak próbuję pomóc!
Tak się cieszę, że przyszłyście.
Jak mogłyśmy odmówić?
Szczególnie, że masz taki piękny dom.
Częstujcie się.
- Śliczne filiżanki. - To rosyjska porcelana.
Prezent ślubny od mojej babci.
- Ręcznie malowane? - Tak. Każda jest unikatowa.
- Ta ma inny motyw! - Niesamowite.
Na mojej jest piknik.
Miało być spotkanie dla bab, nie dla babć.
Nie masz nic mocniejszego niż herbata?
Racja, nie jesteśmy w domu opieki. Może napijemy się czegoś innego?
Pójdę zobaczyć w piwnicy męża. Znajdę nam coś.
Dobrze. Leć do piwnicy! Zabierz wszystko!
Gość pyta mnie, czy może skręcić jointa.
Niedobrze.
Coś ty. Byłam po służbie.
Mówię, żeby skręcił. Jestem gotowa na wszystko.
Rozpala jointa i zaczyna mnie całować.
Robi się gorąco i nagle...
Pyta mnie, gdzie jest łazienka.
Chciał uczesać sobie chuja?
Jesteś okropna!
Nie pytałam. Pokazałam mu tą cholerną łazienkę!
Czekam, czekam i nic.
Po jakimś czasie go znalazłam.
Stał nago przed moim mundurem.
Już nie był taki podniecony.
Musisz lepiej ukryć swój mundur!
Ale życie singla nie wygląda tak, że codziennie kogoś mam
i codziennie ukrywam mundur. Nie!
- Jest nudno! - Jak w małżeństwie!
Wolę zobaczyć nagiego faceta w łazience niż brudne pieluchy.
Ja wystarczająco zobaczyłam. Teraz chcę męża i dzieci.
Znajdziesz kiedyś swojego księcia.
Nie znajdę. Już jestem na innym etapie.
Z biegiem lat mam coraz mniej kandydatów.
Teraz jeśli któryś ma ręce i nogi, mogę się chajtać.
Moja babcia mówiła: „każda potwora znajdzie swojego domatora".
Chyba „amatora"!
Przystojniak idzie!
Upiłam się.
- Co robicie? - Malutkie spotkanie.
Moje butelki wina! Do tego jeszcze palisz?
Palę, ile mi się podoba.
Koniec tego!
To zaszło za daleko.
Ciągle spóźniony, kochamy Mimila...
- Twój facet jest pokręcony. - Jakie miasto, takie chłopy.
- Dobranoc. - Cześć.
- A ty, jesteś singielką? - Tak.
- Od dawna? - Od trzech lat.
Sandra nie miała faceta od trzech lat!
Chętnie się zgłoszę.
Zamknij się.
Pójdziesz z nami na drinka?
Nie mogę dzisiaj.
Chodź z nami. Poznamy się bliżej.
Dzięki, ale muszę wrócić przed północą.
Jak Królewna Śnieżka?
Chyba myślisz o Kopciuszku.
Obie mają ciężko.
Dawaj, na jednego drinka.
- No chodź. - Nie lubisz naszego towarzystwa?
Tylko jeden.
Za mną!
Co tu robisz, kochanie?
Tatuś śpi?
Chodź, słońce.
- Hej, kochanie. - Co się tu dzieje?
- Jedzą chipsy przed telewizorem! - Kto go włączył?
Na pewno nie ja. Chodź do łóżka, Enzo.
Mają szkołę jutro.
- Która godzina? - 22:30.
- Wracasz coraz później. - Ciężko się ćwiczy bez świateł.
Słodko wyglądasz w piżamie.
Mówi, że nie może wracać po północy. Jak Pocahontas!
Jak Kopciuszek!
Nie. Stop.
Mimil, jedziemy!
Odwiozę Cindy. Dobranoc!
Jest czwarta!
Nie odzyskasz córki z takim zachowaniem!
Czwarta w nocy!
Spójrz na siebie.
Idź spać.
Pogadamy jutro.
Powoli.
Dobrze, dziękuję.
Dogadałem się z sędzią,
ale muszę pojechać do niego aż do Lilles.
Przepraszam. To się nie powtórzy.
Ale schronisko nie chce mnie słuchać. Wyrzucają cię.
- Gdzie mam teraz spać? - Nie tutaj.
Mam wystarczająco rzeczy na głowie.
- Powiem Cindy. Pomoże ci. - Ona żyje u rodziców.
- Może Jessica? - Żyje nad komisariatem, będzie ciężko.
Zapomniałem.
Zapytam Stéphanie. Coś znajdziemy.
Chodź, pora jechać na mecz.
Sukinsyn. Wiedziałem.
Co za drań.
W linii, wszystkie razem!
I już.
Wybaczcie za spóźnienie. Franck zostawił mnie samą z dziećmi.
- Zajmiecie się nimi? - Tak, leć do szatni.
Dzięki. Pa, skarby.
Teraz mamy więcej kibiców.
Nie zatrzymujemy się!
Ładna obrona.
Rusz dupę, mała!
Powiedz mi to w twarz, skurwielu!
- Stara nie nauczyła cię manier?! - Spokojnie.
- Co robisz na boisku? - Przepraszamy.
Nie można tam wchodzić.
Nie traćmy czasu!
- Co jej jest? - Skurcz?
Łapy precz od mojej żony!
Ja mogę ją pomasować!
Babka cię ograła!
Gratuluję. Porządna ekipa.
Przyjdź poćwiczyć u nas, kiedy chcesz.
Przepraszam. Mogę panu zadać kilka pytań?
- Za pięć minut. Muszę gadać z drużyną. - Nie zajmie długo.
To on! Głośniej proszę.
Na północ Francji po zawieszeniu całej drużyny klubu SPAC,
to kobiety weszły na boisko.
Reportaż Marion Duprès.
Od dziesięciu dni...
Niezłe z nas babki!
Boisko jest nasze!
Są zmotywowane...
Jaki fotogeniczny!
- Co o tym myślicie? - Niewiele. Przegrają i tyle.
Zamknij mordę, wujaszku!
Życzymy im powiedzenia w ostatnim meczu.
Jako nowa prezeska klubu chciałabym coś powiedzieć.
W imieniu wszystkich chciałabym ci podziękować.
Nie jest łatwo, ale dzięki tobie przeżywamy coś niezwykłego.
Może przegrałyśmy, ale i tak dobrze zagrałyśmy.
Jestem dumna. Zgarniemy ten punkt!
Wyłącz muzykę.
Myślisz, że to pora na imprezę?
Ci goście wyzywają nasze kobiety na wizji. Jak to wygląda?
Prawie wygrały mecz.
Wiesz, że wam się nie uda. Wybacz, Stéphanie.
Co ty gadasz?
Skąd wiesz? Został nam jeden mecz! Damy wszystko!
- Gramy do końca. - Łatwo ci mówić, ty już straciłeś żonę.
- Ty ich bronisz. - Jak wszystko rozpierdalają!
A ty? Wiemy, że zabrali ci córkę, bo siedziałaś w pierdlu!
Zostaw ją.
Od kiedy masz dziwki w klubie?
Pewnie Guérin ich wkurzył.
Nasi gracze cię lubią.
Za młodu wszyscy oglądaliśmy twoje mecze. Prawda, Papi?
- Tak było. - Świetnie grałeś.
Długowłosy, charyzmatyczny, elegancki.
Brakowało ci tylko psychiki.
Co masz na myśli?
Wszyscy tak mówią.
„Marco był dobry,
ale nie miał psychiki."
Co się tu dzieje? Co wy robicie?!
Nie możesz tego robić!
To mój klub! Zostawcie to!
Chcesz wojnę?
Skurwysyn!
- Uspokój się, to nic nie da. - Pracujcie dalej.
Za kogo on się ma? Palant!
Uspokój się!
Wsiadaj.
Wezwałam was, bo martwię się o Enzie.
Zwykle udziela się i zgłasza do odpowiedzi.
Teraz nie odrabia prac. Przysypia na lekcjach. Nie jest dobrze.
Zgadzam się. Mówiłem ci, że to odbije się na dzieciach.
Jestem sam w domu. Robię, co mogę, ale nie nadążam.
Przepraszamy. Mamy trudny okres, ale naprawimy to.
Nie zwlekajcie, zbliża się koniec roku.
Dobrze. Zrobimy, co trzeba.
Na zdrowie.
Koniec zabawy w piłeczkę dla Marco.
Tiry na środku boiska. Bramki rozłożone na części.
- Doigrał się. - Mógł nie prowokować.
Nie wierzę, że musiało do tego dojść.
Dobrze! Dalej!
Co tam się dzieje?
Jaja sobie robi?
Ładnie. Teraz lewa.
Obie nogi. Płaską częścią stopy.
Nie kopać za mocno.
Bardzo ładnie.
- Co się dzieje? - Dzieje się, że Marco stracił głowę.
Przemów mu do rozsądku. Nie chcę, żeby do czegoś doszło.
Przypominam, że to wszystko zaczęło się przez was.
Dajcie mu pracować.
- Ostrzegamy cię. Coś może pójść nie tak. - „Nie tak"?
Jeśli coś się stanie, będzie to wyłącznie twoja wina.
- Trochę przesadziłeś. - Musi wybrać swoją stronę.
- To twoja córka? - Tak.
Jaka śliczna.
Bardzo podobna do ciebie.
Nie chcę, żeby żyła jak ja.
Może będzie jej lepiej w rodzinie zastępczej.
Nie. To byłoby okropne dla niej.
Wydaje się tam szczęśliwa.
- Mało was. Gdzie reszta? - Chyba u Stéphanie.
- Co się dzieje? - Nie chciały powiedzieć.
- Co robimy? - Zacznijcie sami, pojadę zobaczyć.
- Wszystkie tam są? - Tak.
Chodźcie się przebrać.
O co chodzi?
Pokłócili się. Franck wyjechał do rodziców.
Mogę ją zobaczyć?
Przykro mi, Marco. Wiesz, że zawsze jestem z tobą.
Ale tym razem sama nie dam rady.
Nie dam rady.
Ma rację. Nie możemy poświęcić rodzin dla klubu.
Jeśli Stéphanie rzuca, to ja też.
Co?
Już jadę.
Co się stało?
Upadł podczas treningu i cały pobladł.
- Karetka przyjechała? - Tak, dość szybko.
- Co mówił lekarz? - Jeszcze nic. Jutro zrobią testy.
Ktoś po pana przyszedł.
Jak się trzyma?
Średnio.
Miał zawał.
- Wyjdzie z tego. Papi jest twardy. - Jesteś lekarzem?
Nie chciałem cię urazić. Przepraszam.
Powiedz nam, jeśli możemy ci pomóc.
Teraz pytacie mnie, czy możecie pomóc?
Pomóżcie mojemu ojcu wyzdrowieć i dziewczynom zdobyć punkt.
Możecie to zrobić?
Nie chcę waszej pomocy.
Przepraszam. Już jest 22. Wizyty się skończyły.
Jak się ma Papi?
- Obchodzi cię to? - Tak, obchodzi.
Nie wiemy.
Czekaj.
Ona pije swoją kawę z mlekiem.
To też lubi.
- Nie jest za bardzo zmęczona? - Nie.
Możesz jej powiedzieć, żeby wróciła?
Powiedz, że byłem za ostry i przepraszam.
- Trochę przesadziłem... - Może ty jej powiedz?
Jak się ma?
Musi jeszcze zostać.
Zagramy ten mecz, tato.
Wczoraj chłopaki wrócili, prowadzili trening.
Uda nam się.
Nie poddawaj się.
Naprawdę? Udało się?
Nie mów, że udawałeś!
Jedziemy do domu!
- Wiedziałaś! - Nie!
- Nabrałem was. - Coś mi nie grało z tym zawałem.
- Jasne. „Nie poddawaj się, tatusiu". - Kompletnie zwariowałeś.
- Papi, jesteś niemożliwy. - Weź moje kapcie.
Przestraszyłeś mnie.
- Nigdy więcej. - Przysięgam.
Zmartwiłem się.
Cholera. Co on tu robi?
- Wszystko dobrze, Papi? - Tak.
Zaszło za daleko.
Przepraszam was.
Nie wiem, dlaczego tak zareagowałem.
Straciłem głowę przez to wszystko.
Słuchajcie.
Przyszedłem, bo...
chcę wam pomóc z meczem.
Jeśli mogę coś zrobić dla klubu...
dajcie znać.
Może mam pomysł.
Nie oszukałeś nas!
Widzicie te maszyny? I przede wszystkim...
Nie jesteśmy na urlopie! Przebieramy się!
Wysoko. Sięgamy do nieba. Dotykamy gwiazd.
I w dół.
Kolana wysoko.
Luźno!
Dobrze. Jeszcze dwa razy.
Teraz krok odstawno-dostawny!
Z powagą. Nie śmiejemy się.
Gramy zespołowo.
Kiedy któraś dostaje piłkę, pomagamy jej.
Wykorzystujmy swoje zalety. Unikamy kontaktu fizycznego.
Słuchajcie trenera. Unikajcie kontaktu, bo jesteście mniejsze, wolniejsze,
macie mniejsze stopy i mniej siły.
Wystarczy, Mimil.
Najważniejsza jest ciągłość ruchu piłki.
Cindy odbiera piłkę, dajemy jej opcje.
Bam! Lecimy na boki. Corinne do przodu.
Bądźcie dostępne. Patrzcie na strzałki.
Stéphanie, szukasz Léi albo Sandry, podasz wzdłuż linii i strzał!
- Wasze... Co? - Ktoś przyjechał.
- Idziemy? - Sam pójdę. Dokończ za mnie.
Wchodzimy na boisko. Bierzcie piłki.
Omówiliśmy waszą sprawę wczoraj w Paryżu.
Nie mogą grać z mężczyznami.
Został jeden mecz. Co ja mam zrobić?
Nie wiem.
Nieważne jaki będzie wynik, nie przyjmiemy go.
Co mam powiedzieć drużynie?
Przykro mi.
Powodzenia.
Co chcieli?
Brakowało im jakichś papierów.
Wyślę wieczorem. Wszystko dobrze.
- Na pewno? - Tak, nie martw się.
Nie chodzi o to, czy był spalony, czy nie!
Piłka nożna to jak pierwsza randka. Serio!
Albo jesteś pewny siebie i lecisz prosto po zwycięstwo,
albo się wahasz. Wtedy nie ma po co wyjść z szatni.
Wiem, o czym mówię. Gram od dziesięciu lat!
Co ty wiesz o piłce? Dzisiaj mówiłeś, żebyśmy grały w 4-4-4.
A my nie graliśmy w 4-4-4?
Przecież nie mamy 12 graczy.
Gra od dziesięciu lat!
Jestem głupi. Ale wiecie, o co chodzi.
Spodziewamy się kogoś?
Ty to zrobiłaś?
Co za niespodzianka.
Proszę, wejdź. Kto cię zaprosił?
Przedstawiam wam Isabelle, moją okulistkę.
Usiądźmy.
Wszystkiego najlepszego, Sandro!
Spodoba ci się.
Przesłodkie, co?
Urocze.
- W porządku? - Tak. Dziękuję.
- Mogę wejść? - Śmiało.
- Macie wszystko? - Tak.
Co jest?
Wypad! Jutro mamy mecz.
- Zdrajczyni. - Wszyscy mieli spać oddzielnie.
- A ty i Isabelle śpicie oddzielnie? - Ona jutro nie gra.
- Idź już! - Dobranoc, kochanie!
Pa, skarbie!
- Stéphanie, zamknij drzwi na klucz. - Dobrze.
Dobranoc.
Kurwa! Spadaj, Mimil!
Dobra.
Cholera. Zazdrosna i tyle!
Kto spędzi kolejną noc w busie? Znowu ja.
Pełno dziś kibiców kobiecej drużyny SPAC-u,
która świetnie obroniła się w pierwszej połowie.
Żadna z drużyn nie zdobyła jeszcze gola.
Drużyny wracają na boisko, żeby zagrać drugą połowę.
Atmosfera w Clourrières jest wybuchowa!
Przypominam, że dzisiaj wystarczy remis, żeby uratować klub!
Nie szkodzi, dziewczyny!
Dobrze!
Ładnie, Sandra!
Nic nie było!
Nic nie było!
Zostały dwie minuty!
Uwaga...
Marco na golasa!
Przemówienie!
Przepraszam, ale rozmawiałam z federacją dziś rano.
Nie zatwierdzą meczu.
- To niemożliwe. - Żartujesz?
Marco, wiedziałeś?
- Tak naprawdę... - Tylko ja wiedziałam.
Nie chciałam wam mówić.
Wal się, Stéphanie.
Sandra, wracaj!
Dlaczego tak im powiedziałaś?
Dużo ci zawdzięczamy. Nie chciałam, żebyś oberwał.
Za to ty oberwałaś.
Przyzwyczaiłam się. Bywało gorzej.
Ale zagrałyście piękny mecz. Dawno nie widziałem czegoś takiego.
- Świetnie było. - Bramka Sandry była niesamowita.
- Sam byś takiej nie strzelił. - Nie wiem. Niejedną strzeliłem.
Co ty strzeliłeś za bramki?
Za moich czasów nie było tak łatwo.
- Wiesz, jak na mnie mówili? - Jak?
Lis Pola Karnego.
Nie wierzę.
To jest wujek Marco. Mówiłam ci o nim.
Włosy ma po tobie.
ZAWODNICZKI SPAC-U
KRÓLOWE BOISKA
Tłumaczenie: Gabriel Kotliński
Wspomóż nas i zostań członkiem VIP, by pozbyć się reklam z www.OpenSubtitles.org
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.