Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
PRZEPRASZAM
Możesz jechać wolniej?
Tak, przepraszam.
Podasz mi butelkę z wodą?
Jasne.
To się nazywa bidon.
A co jest w środku?
Oranżada.
- Dzięki. - Nie ma sprawy.
Nie, dzięki za to.
Za ten wypad. Sam bym w życiu na to nie wpadł.
- Jest pięknie. - Aha.
A poza tym przyda mi się to, bo trochę przytyłem.
Aha. Większość ludzi się odchudza przed ślubem.
Tak.
Ja... ja tego nie zrobiłem.
Aha. Hej, jak wjedziemy na wzgórze, postaraj się utrzymać stałą kadencję.
Co to jest kadencja?
Kadencja pedałów, rytm poruszania się twoich stóp.
- Pilnuj, by się wciąż poruszały. - Dobra.
Czyli naprawdę cię to kręci.
Rowery?
- Tak. - Tak.To jak... Uwielbiam to.
Wiesz, piękne widoki, dużo potu.
To mi pomaga oczyścić umysł, jak...
Może jak wrócę do domu, kupię rower i będziemy jeździć razem.
To mógłby być nasz zwyczaj.
- Tak, byłoby super. - Super.
Mike, biorę ślub. Czy to nie jest ekstra?
Ekstra.
Jest najlepsza.
To najlepsza osoba, jaką znam.
Nie muszę się zmieniać, by z nią być, wiesz?
Pamiętasz, jak Marissa namówiła mnie na fryzurę Roba Thomasa,
a Tina na rok zrobiła ze mnie ateistę?
- Tak, pamiętam. - Tak.
Ava taka nie jest.
Kocha mnie takiego, jakim jestem.
A ja ją kocham za to, kim ona jest.
Chcę z nią spędzić resztę mojego życia.
Kyle, spałem z Avą.
Co?
Jak to „spałeś”?
No spaliśmy razem. Był seks.
Cholera.
No dobra.
O mój Boże.
Zabiję cię, kurwa.
Zajebię cię.
Kiedy?
Kiedy to się stało?
- Nie pamiętam dokładnych dat... - Dat?!
Zwolnij, nie przemęczaj się.
- Jak długo? - Jeszcze z 400 metrów.
Nie, jak długo to trwa?
Kiedy zaczęliście?
Jak się przeniosła do Nowego Jorku.
Trzy lata temu!
To trwało trzy lata?
Nie.
Nie, to nie trwało trzy lata. To było... wiesz.
Zanim zaczęliście się spotykać.
Okej.
Okej, Mike.
Spaliście ze sobą.
Zdarzyło się.
Ale to już przeszłość.
Nie tylko przeszłość.
Kurwa, Mike!
Zmień przerzutkę, musisz jechać na większej kadencji.
Pierdol się, Mike.
Jesteś... Zupełnie jak Judasz.
Plusem jest to, że wtedy ty byłbyś jak Jezus, więc...
To żart?
Robisz sobie żarty?
Masz rację.
To było w złym guście.
- Kyle, co mam ci powiedzieć? - „Przepraszam”?
Nie planowałem tego, to po prostu...
się stało.
Ma coś w sobie, jest mądra i interesująca
i robi z biodrami rzeczy, których nigdy...
Rzeczy z biodrami?
To moja narzeczona. Myślisz, że nie wiem, co robi z biodrami?
Masz rację, przepraszam.
Jak cię złapię, zabiję cię.
Wiem, dlatego czekałem na wzgórze.
Dasz radę, dalej.
- Zamknij się. - Gaz!
Wal się!
Pedałuj.
Czemu to robisz?
- Pomyślałem, że chciałbyś wiedzieć. - Niby czemu?
Nie wiem, stary.
Bierzecie ślub i...
- Jestem drużbą, musiałem powiedzieć. - Już nie jesteś.
Napisałem przemowę.
Mam to gdzieś.
To kto będzie twoim drużbą?
Ktokolwiek, Mike.
Ktokolwiek, kto nie jest tobą, zostanie drużbą.
Ten bidon kosztował 30 dolców.
Co to w ogóle jest za słowo?
To francuskie słowo na butlę wody dla rowerzysty.
Objedź nas!
Objedź nas!
Jedź obok, do kurwy nędzy!
Dupek!
Wal się.
Co za zjeb!
Z drogi, dupku!
Co jest, zasrańcu?
- Wal się! - Chuligan!
Z czym masz problem, gnoju?
Jebany dupek.
Zostaw mnie, kurwa!
Tato, wszystko dobrze?
Tak, kurczaczku. Wracaj na siedzenie, zaraz wrócę.
Przestań, kurwa!
Okej, okej, okej...
O kurwa.
O kurwa.
Jasna cholera.
O, koniki.
Myślałem, że umiesz się bić.
Te buty nie mają przyczepności.
- Przysięgnij, że to się nie powtórzy. - Przysięgam.
Z uczuciem, Mike. Przysięgnij, że nigdy więcej.
Przysięgam, nigdy więcej. Ja...
To siniak. Siniak. Nic poważnego.
Mówi, że jest sine.
Obejrzałem zdjęcia.
Żadnych złamań.
Tylko siniaki.
Zrobię tylko testy, by sprawdzić, czy nie ma urazu czaszki.
Dobrze?
- Co mówi? - Nie wiem, za szybko.
Rozumie mnie pan? Zna pan francuski?
Tak, uczyłem się francuskiego w liceum.
Okej.
Ma mocne siniaki, ale nic nie jest złamane.
Powie to pan przyjacielowi?
To nie jest mój przyjaciel.
Proszę ze mną.
- Proszę, proszę. - Okej.
Hej.
Hej.
Co ci się stało z włosami?
To przez czapkę.
Nic ci nie jest?
Nie, wszystko gra.
- Chyba złamałem żebro. - Gdzie Kyle?
Z lekarzem.
- Nic mu nie jest? - Nie, jest cały.
No może nie emocjonalnie, ale...
Co się stało?
Powiedziałem mu o nas.
A on cię pobił.
Nie, jakiś Francuz mnie pobił.
Chyba umiał krav magę.
- Nie tyle pobił... - Rozmawialiśmy o tym.
- Zakończyliśmy to. - Wiem.
Wiem. Tak powiedziałem, że to już zakończone.
I że nasz romans był głupi i nie miał znaczenia.
Tak. Nie miał znaczenia.
- Tak powiedziałem. - I był głupi.
A wy się kochacie i bierzecie ślub.
Tak, bierzemy ślub.
Cieszy mnie to.
Mnie też.
Posłuchaj, Mike, tak jest lepiej.
Myślałam dużo o naszej historii. Nie zaczęła się dobrze.
To coś znaczy.
- Kocham cię. - Wiesz, że...
Nie powinienem był tego mówić. Nie wiem, czemu to zrobiłem.
Po prostu dużo o tym myślę.
- Co? - I cię kocham.
Wybacz, nie myślę jasno. Chyba mam wstrząs mózgu.
Przepraszam. Nie mów Kyle’owi, proszę. Kurwa.
Kurwa!
Kurewskie gówno!
Co to znaczy?
Że, kurwa, robisz mi gówno z mózgu!
Przepraszam.
O Boże. Mike, pogięło cię? Dopiero co obiecałeś!
Kyle, zaczekaj!
Czekaj!
- Możemy porozmawiać? - O czym?
- O tym. - Nie chcę o tym rozmawiać.
Okej.
Wiesz co? Jednak chcę o tym rozmawiać.
Co się dzieje?
- Ja... - Kochasz mnie? Spójrz na mnie.
- Tak. - Okej.
Dobrze. I wciąż chcesz za mnie wyjść?
ODPUŚĆ
Sam bowiem Pan zstąpi z nieba
na hasło
i na głos archanioła,
i na dźwięk trąby Bożej,
a zmarli w Chrystusie...
A zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi.
Potem my,
żywi i pozostawieni,
wraz z nimi będziemy porwani w powietrze,
na obłoki naprzeciw Pana.
I w ten sposób zawsze będziemy z Panem.
Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Amen.
Pozwolę sobie podziękować wszystkim,
którzy przyszli tu dziś, by wesprzeć rodzinę
i siebie nawzajem.
My, żywi i pozostawieni,
odczuwamy w tej chwili niezmierny smutek.
Ale wiara nam mówi, że ta sama chwila jest...
chwilą niezmiernej radości.
Ona jest teraz pod opieką Ojca Niebieskiego.
A jej mąż, Michael, chciałby powiedzieć kilka słów.
- Dziękuję. - Z Bogiem.
- Niech Bóg ma cię w opiece. - Dziękuję.
Dziękuję za piękne słowa.
Choć dziwnie się ich słucha, bo Ava nie wierzyła w niebo.
Bardziej ją pociągała idea reinkarnacji.
To wszystko stało się tak szybko.
Nie wiedziałem, gdzie szukać księdza, który by o tym
powiedział, więc zgodziłem się na podstawowy pakiet z pogrzebem.
Ja...
Planowałem...
Przepraszam.
Dziękuję, ojcze, że tu jesteś.
Chyba zaraz to zjebię... Przepraszam.
Przepraszam, to cmentarz komunalny, nie mogę panu na to pozwolić.
Chciałem tylko nasypać trochę ziemi.
Przykro mi, nie może pan dotykać sprzętu, chyba że jest pan z Local 365.
- To cholerna łopata. - Michael, już dobrze.
Już w porządku.
Przepraszam, ojcze. Przepraszam pana. Daj mi cholerną łopatę!
Nasypię ziemię i wrócę do domu.
- Do tyłu! - Odłóż łopatę!
- Cofnąć się... - Odłóż ją!
Ava!
Nie, nie. Hej, nie.
Ej! Ej!
Ej! Ej!
Wystarczy!
Mike.
Hej, Kyle.
Cześć.
Nie sądziłem, że przyjdziesz.
Dzięki za przybycie.
Tęsknię za nią.
Aha, rozumiem.
Tak, ty...
Tylko ty to rozumiesz.
Wiesz, że zaczęła ratować psy?
W pewnej chwili miałem w domu siedem psów.
Jak w psiarni, ale to nie były normalne psy, tylko psy z ulicy.
Jeden pies, Gus, na mnie warczał. Bałem się, że...
O to chodzi, wiesz...
Zbudowaliśmy razem życie... Nie było idealne, ale było nasze.
Była cierpliwa i pełna miłości.
Mówili, że po ślubie
seks się psuje, ale nie u nas.
U nas się robił lepszy i to szybko.
Zrobiło się naprawdę ostro.
- Zaczęliśmy... - Chodź tu, chodź.
A teraz zostałem sam z tymi psami.
Byłeś moim najlepszym przyjacielem.
Wiem, że straciłem tę przyjaźń, ale...
Teraz straciłem żonę.
Przepraszam.
Przepraszam.
Nie za to, że z nią byłem,
bo ją kochałem i zrobiłbym to samo.
Ale za to, co to popsuło między nami, wiesz?
DZIĘKI
- Hej. Robiłem uwodzonko. - Aha, widzę.
Myślałem, że cię to bawi.
Bawiło, jak byłeś gruby. Teraz to wydaje się zbyt poważne.
Porozmawiasz z nimi?
- W końcu to Święto Dziękczynienia. - Kyle, mówię serio.
Dobra. Ale jeśli robimy to na serio, to ma być serio.
To jest na serio.
- Kyle, indyk gotowy. - Musisz jej powiedzieć.
- Dobrze, mamo! - Wiesz, że twoja mama mnie nie lubi.
Co ty mówisz? Uwielbia cię.
Nie lubiła mnie w liceum.
Nieprawda. A poza tym nie powinnaś tu palić.
Ona to wyczuje i będzie afera.
Kyle, trzeba pokroić indyka!
- Już idę! - Po prostu powiedz nie.
Co?
Ale mam kroić indyka.
Powiedziałeś kiedyś swojej matce nie?
Tak.
Szczerze mówiąc, nie wierzę.
- Okej. - Poćwiczmy. Powiedz to mnie.
Powiedz nie.
Nie.
Nie wierzę w to.
Dobra, spróbujmy...
Kyle, podwieziesz mnie na lotnisko?
Jasne.
To znaczy nie.
Chwila. Musisz jechać na lotnisko?
- Bo... - Okej, spróbujmy jeszcze raz.
Chodzi o samo nie.
Okej.
Kyle, podwieziesz mnie na lotnisko?
Nie.
Dobra, spytaj mnie o coś.
- Dobra. Podwieziesz mnie na lotnisko? - Nie.
Wykluczone.
- Uwierzyłeś mi? - Tak.
Dobrze.
Podwieziesz mnie na lotnisko?
Nie.
Musisz naprawdę w to wierzyć.
- Nie. - Jeszcze raz.
- Nie. - Nie.
Nie!
- Nie! - Nie. Nie!
Nie!
- Nie! - Nie!
- Nie! Podwieziesz mnie na lotnisko? - Nie. Nie!
Tak.
Tak.
To było dobre.
Tak.
O kurwa.
Kurwa! Kurwa, kurwa.
Mamo, co ty robisz?
- Chyba się kłócą. - Daj im trochę prywatności.
- To mój dom. - Dani, nie lubimy jej.
Co? Czemu jej nie lubimy?
Bo tak.
Kyle, proszę, twój ojciec kroi indyka!
Kto się napije Manhattana?
Babciu, chcesz Manhattana?
Oczywiście!
Tato, nie możesz tak go kroić.
- Nie rozkraja się środka. - Stygł, więc...
- Okej, ja się tym zajmę. - Dobrze. Daj znać, jak skończysz.
Mamo.
- Chcesz Manhattana? - Jasne.
Jasne. O mój Boże. Mamo, to wygląda pysznie.
Kyle, wszystko w porządku?
Tak, czemu?
- Wydawało mi się, że słyszę kłótnię. - Nie, wszystko gra.
- Jeśli macie kłopoty... - Mamo, proszę. Przestań.
Wybacz. Wiem, że wiele przeszedłeś.
Nie lubiłam jej w liceum, a jak polazłeś za nią na uniwersytet stanowy...
- Bo chciałem. - Dostałeś się na Amherst.
- Nie będziemy o tym rozmawiać. - Zerwała z tobą na pierwszym semestrze.
Kyle, jest twoja reklama, chodź!
O mój Boże.
Chodź.
- Gdzie jest pilot? - Nie wiem.
- Nie wiem. - Tutaj.
Musisz siadać za każdym razem?
- Czemu miałbym go brać na górę? - Zawsze to robisz.
- Mam. Okej. - Głośniej, głośniej.
Vulvitra może powodować efekty uboczne:
krwotoki, zawroty głowy i ataki.
- Co się dzieje? - To reklama Kyle’a, babciu.
Zgłaszano też wahania nastrojów i myśli samobójcze.
Jeśli bierzesz antykoncepcję hormonalną, przed zażyciem porozmawiaj z lekarzem.
- Świetnie! - Kyle, jest wspaniała!
Ja tylko zrobiłem dżingiel...
Co ten lek robi?
To viagra dla kobiet, babciu. Robi się od niej mokro.
- Bianca. - Co?
- Miło. - Nie tak głośno.
- Dobry marketing. - Tak, korporacje farmaceutyczne mają...
- Cześć. - Cześć.
- Spódnica ci się... - Dziękuję.
- Hej. - Hej.
- Hej. - Hej.
Cześć.
- Chcesz Manhattana? - Nie, dzięki.
Kyle i ja jesteśmy na diecie bezcukrowej.
W tym jest cukier?
- Myślałam, że tylko alkohol. - Hej.
- Przegapiłaś reklamę Kyle’a. - Widziałam ją.
- Nie jest wspaniała? - Aha.
Nie macie wrażenia, że była pisana dla mężczyzn?
Była pisana dla mężczyzn.
- Mnie się podobała. - Dobrze wyglądasz, Kyle.
- Mi też. - Schudłeś?
- Tak, Marissa mi kazała ćwiczyć. - Nie wątpię.
Co do Nowego Roku, Jim kupił nam wszystkim bilety
na Thomasa Sullivana, nie wiem, jakie mieliście plany,
ale jeśli chcecie iść z nami, możemy załatwić bilety.
Będzie kolacja i muzyka na żywo.
Tak, DJ, Tom i orkiestra.
Brzmi świetnie. W zasadzie to Kyle i ja planowaliśmy wypad na narty na Nowy Rok.
Myślałam, że może wam o tym mówił.
- Nie. - Hej, Kyle?
- Tak? - Przyjdziesz ty na chwilę?
Jasne.
Pijesz teraz?
Wiesz, Kyle, bilety na Thomasa Sullivana
są bezzwrotne, więc może moglibyście
przesunąć waszą wycieczkę o kilka dni?
Nie.
Przykro mi, mamo, nie. Zapłacę za bilety.
Kyle, nie chodzi o pieniądze.
A o co chodzi?
- O rodzinę, wiesz? - Możemy...?
- Rodziny spędzają święta razem. - Zgadzam się.
To co robimy? Mam kupić dodatkowe bilety?
- Nie. - Nie.
- Okej. - Kyle, możesz...?
Musisz jej powiedzieć. Teraz.
Bierzemy ślub.
No to gratulacje.
- Dziękuję. - Gratulacje.
Gratulacje.
- Co się dzieje? - Biorą ślub.
O mój Boże.
Będziemy siostrami!
- O mój Boże. - Co?
Pobieramy się.
- Nie, naprawdę? - Tak.
- Pokaż pierścionek. - Jest... projektuję go.
Tak.
- Biorą ślub? - Świetnie ci poszło.
O mój Boże.
Co się dzieje?
Kyle się oświadczył, babciu.
O mój Boże.
Babciu. Żenię się.
- Tak. - Jak miło.
- Marissa. - Cześć.
- Miło mi poznać. - Poznałyśmy się już.
Przepraszam, mamo.
- Miałem ci powiedzieć wcześniej. - Jeśli jesteś szczęśliwy, to ja też.
- Okej. Dzięki. - Jesteś szczęśliwy?
- Tak. - Dobrze.
Przepraszam za to, co mówiłam o niej wcześniej.
Po prostu jesteś moim jedynym synem.
Chcę dla ciebie tego, co najlepsze. Dobrze? I kocham cię.
A ja ciebie, mamo.
Zaprosiłam Mike’a na Boże Narodzenie.
- Co? - Tak.
- Mike’a? Co ty robisz? - Tak. Wiem. Posłuchaj.
Nic nie naprawi tego, co zrobił. Ale źle sobie radzi.
Byliśmy jego jedyną rodziną, teraz nie ma nikogo.
Powinien pomyśleć o tym, zanim przele...
- Wychowałam cię... - Serio o tym rozmawiamy?
...w duchu współczucia i wybaczenia,
więc może powinieneś uznać to za test, czy umiesz...
- Nie! - Co?
- Nie, Gertie! - O rany! Gertie, serio?
- Co się stało? - Zjadł indyka!
- Gertie! - Nie! Nie, nie.
Na zewnątrz.
O kurwa.
Cholera.
Okej, zrobimy tak.
Schowaj małpkę wódki do schowka na rękawiczki.
Jeśli będziesz mieć wypadek, trzaśnij tę małpkę.
- Tak? - Na ich oczach.
Nie będą w stanie stwierdzić, czy upiłaś się przed czy po wypadku.
- To prawdziwa rada? - Niezawodna.
Dani, otwórz drzwi!
Już idę.
Ciekawa jestem, jak się kieruje pociągiem.
Cześć, Gertie.
- O Boże. Hej, Mike. Wesołych Świąt. - Wesołych Świąt, Dani.
- Cześć, wejdź. - Cześć.
- Miło cię widzieć. - Nawzajem.
Jedzenie jest w jadalni, a drinki w kuchni.
Okej, dzięki.
Nie ma sprawy. Chodź, Gertie.
- To Michael? - Cześć, babciu.
- Co się stało? - Nie wiem.
Ale posłuchaj, musisz zmienić fryzurę, dobrze?
On nie potrzebuje nowej fryzury. To zdobywca kobiet.
Porywa je jak jastrząb.
- W porządku? - Tak, wujku Mark.
- Ten sernik, który uwielbiasz? - To pierwszoroczniak.
Jeszcze nie rzuca jak rakieta, ale ma świetne stopy.
Suzi i ja pojechaliśmy do Carrier Dome, by zobaczyć go w meczu stanowym.
- Ma już oferty z Rutgers... - Tato, patrz, kto przyjechał.
- O mój Boże. Mike. - Cześć.
Dobrze cię widzieć, młody.
- Miło cię widzieć, Jim. - Nawzajem.
Właśnie mówiłem George’owi o nowym rozgrywającym z twojej uczelni.
- Widziałeś już tego dzieciaka? - Nie.
- Chcesz drinka? - Tak.
- Proszę, właśnie zrobiłam. - Dzięki.
Masz sweter tył na przód.
Nigdy nie zapomnę tego meczu z Fox Lane.
Pięknie zamarkowałeś wtedy obronę, prosto w suspensorium.
Stanowiliście świetną drużynę. Powinniście...
- Hej. Mike przyszedł. - Okej.
- Trochę przytył, tylko uprzedzam. - Czemu mnie uprzedzasz?
- Bo... - Kyle, Mike jest w salonie.
- Właśnie mu mówiłam. - Przytył.
- Co nie? - Aha.
- W porządku? - Tak, wszystko gra.
- Pogadasz z nim? - Nie wiem, Dani.
- Dokąd idziesz? - Jak ci idzie strona z biżuterią?
Dobrze. Kyle zaczął pracować ze mną.
Myślałam, że już ma pracę.
Chyba ją rzuci. Mieliśmy tyle zamówień w te święta.
Kyle jest dobry w pakowaniu prezentów.
- Świetna z was drużyna. - Tak.
Idę się przewietrzyć.
Mike to miał! Był urodzonym atletą. Szkoda, że nie grał na uczelni.
- Kto? - Mike.
- Cześć, o czym rozmawiacie? - O modzie.
O modzie? Wie więcej o modzie niż my?
- Czemu się z nią przyjaźnisz? - Jest fajna.
W jakim sensie fajna?
Jim Harrison mówi: „Nigdy nie zrozumiem przyzwolenia Ameryki na złe szynki”.
Muszę się z nim zgodzić. Pomyślcie. Jedna szynka jest dobra.
Po co nam więcej, co? Po co więcej złych szynek?
Wspaniale by było...
uwędzić swoją własną szynkę.
By zrobić prawdziwą szynkę, kopie się dół, wsadza z 50 szynek...
Rozrzuca się je widłami. Coś niesamowitego.
Ale przez większość czasu jemy jakieś rozwodnione podróby.
Przepraszam.
Przyniesiesz drewno, skoro już tu stoisz?
Jasne.
I przestań palić. To ohyda.
Suzi, to jakiś, kurwa, żart? Czemu go zaprosiłaś?
- Bo tak. - To nie jest powód.
Jest częścią rodziny.
Wcale nie. Dorastał z nami, teraz niszczy nam życia...
- Cześć. - Cześć.
- To mój kask futbolowy? - Tak.
Powinienem był grać na studiach.
- Hej. - Cześć.
Jak ci się układa?
Świetnie.
Tak?
Tak.
Na przykład?
- Peaky Blinders jest świetne. - Aha, okej.
Co jeszcze? Poza Peaky Blinders.
To chyba tyle.
- Co robisz? - To znaczy?
Co robisz ze swoim życiem?
Co to? Jakaś akcja ratowania?
Chcesz mi podać pomocną dłoń w święta?
Tak, chcę podać pomocną dłoń w święta.
Bardzo dziękuję, ale nie chcę pomocnej dłoni.
Czego chcesz?
Niczego.
Chcesz, bym był szczęśliwy?
Wiedzieć, że sobie radzę, że wszystko jest dobrze?
Nie radzę sobie.
- Użalasz się nad sobą? - Cały czas.
To przestań.
Czemu mnie zaprosiłaś? Twój syn mnie nienawidzi.
- I powinien. - Wiem. Jestem złym przyjacielem.
I paskudną osobą.
Więc to napraw.
Jak?
Przestań być samolubny.
To, co mu zrobiłeś, było samolubne i go zniszczyłeś.
Przestań myśleć o sobie i swoim smutnym życiu. Pomyśl o kimś innym.
Wiesz, może dzięki temu poczujesz się lepiej.
Okej.
Kyle jest bezinteresowny. Zawsze myśli najpierw o innych. Zawsze tak było.
Ludzie to wykorzystują.
A teraz...
Ma wziąć ślub i sama nie wiem.
Co masz na myśli?
To, że sama nie wiem.
- Co myśleć o Marissie? - Tak.
Po prostu nie wiem.
Cieszę się, że tu jesteś.
Czasem myślisz, że robisz coś dobrze,
a ranisz tych, których kochasz.
A czasem myślisz, że robisz coś źle, a tymczasem
właśnie to było potrzebne.
Jeśli chcesz być częścią tej rodziny, to się tak zachowuj.
Może dziś się poprawi.
- Ale co by robił? - O czym ty mówisz?
Ale jako praca?
- Hej, Mike. - Hej, Kyle.
- Wesołych Świąt. - Wesołych...
- O Boże! Mike. - Co się stało?
- Mike. - O Boże. Tato!
Odsuńcie się.
- Tato. - Obróćmy go.
- Jasna cholera. - Ile on musiał wypić?
- Dałam mu jeden ajerkoniak. - Był mocny?
Nie żyje?
- Tak, dość mocny. - Dajcie mu wody.
Nic mu nie będzie. Nie tak już obrywał, sam widziałem.
- Zostawcie go. - To Mike?
Tak.
Przytył.
- Źle wygląda. - Może stracił równowagę.
Nie wiem, co z tym stołem.
Powinienem z nim spędzić więcej czasu.
- Podniesiemy go? - Lepiej dajmy mu...
- Położymy go do łóżka, tato? - Nie, chyba tu mu najlepiej.
Nie, nie, nie!
ZEPSUTE
Nie, rzuciła.
Pamiętacie burzę śnieżną z 1996?
Tak.
To był obłęd.
Cieszę się, że przyjechałeś.
Jasne. Dzięki za zaproszenie.
- Te buty mają tak uciskać? - Tak.
Wiecie, że tu można też jeździć na desce?
Za duży tłok, a snowboardy spychają z góry cały śnieg.
Kyle jeździ na desce.
Teraz jeździ na nartach.
Będzie dobrze. Uczyłem się jeździć na nartach.
- Następnym razem zjedźmy z Katapulty. - Okej.
To trasa oznaczona czarnym rombem. Chyba nie jesteś gotowy.
- Okej. - To górka. Po prostu się nią zjeżdża.
Tak, ale się rozbije.
- Jest śnieg. Rozbije się w śniegu. - Wolę się nie rozbijać.
- Kyle, nikt nie chce się rozbijać. - O co ci chodzi?
O to, że jesteśmy na górze i zjeżdżamy z dziecięcych zjazdów,
a Kyle jest urodzonym sportowcem.
- Dzięki, stary. - Możesz zjeżdżać wszędzie.
- Spójrz na ten klif. - Okej, super. Kyle, posłuchaj.
To twój wybór, ale ja bym tego nie robiła.
Zjedziemy jeszcze parę razy z Kociaka?
- Tak, jasne. - Spoko.
Ja zjadę z Katapulty.
Pij.
- Pij. - Okej, dobra.
- Ale już to wiesz. - Wiem.
Okej, nigdy nie miałem boreliozy.
- Ale miałeś boreliozę. - Tak, ale ty nie.
Wiem. Nie na tym polega gra. Pij.
- Co? Znowu? - Tak.
Możemy spróbować zagrać w coś innego?
- W co? - „Papier, kamień, nożyce”.
Jeśli wygram, pijesz.
Kamień, papier, nożyce, już.
Jeszcze raz. Kamień, papier, nożyce.
Pij!
- Gotów? Kamień, papier... - Nie, mam dość.
- Nigdy mnie nie złapano na biegu nago. - Co? Zrobiliśmy to razem.
- Ale mnie nie złapano. - To był twój pomysł. Okej.
Ze szkolnym psychologiem
nigdy nie zajmowałem się swoim zachowaniem.
Myślałem: „Czemu Kyle ma tak mały tyłek?”. Jest nieproporcjonalny.
- Nigdy nie łowiłem ryb w przerębli. - Nigdy.
Chciałbym.
Nigdy nie byłem uczulony na masło orzechowe.
Teraz wykorzystujesz moje alergie.
Pij.
- Okej, a ty na co masz alergie? - Nie powiem.
- Co robicie? - Jägermeistera.
- Czemu? - Bo ma alkohol, a jesteśmy na nartach.
- Gdzie jest ser? - Jaki ser?
Ser... duży kawał sera, który właśnie wyjęłam.
- Nie był do jedzenia? - Nie, był do chleba.
- Jakiego chleba? - Który właśnie piekę.
Dzięki, kotku.
Okej, nigdy mnie nie spytano o dotykanie psa.
To się nie stało.
Nie mówię, że molestowałeś psa.
Tylko, że nigdy mnie nie pytano:
„Kyle, co robisz z tym psem?”.
Okej.
Zadajesz pytania, na które znasz odpowiedź.
- Tak, wiem. O to chodzi. - Okej.
Okej, nigdy nie podgrzewałem filetów z kurczaka, by się nimi masturbować.
Proszę bardzo.
Widzisz? To bardzo proste, jak tylko zrozumiesz...
Gracie w „Nigdy” na dwie osoby?
- Nadrabiamy zaległości. - Chcesz zagrać?
Nie, tylko się zrelaksuję i wypiję kieliszek wina jak dorosła.
Wino z Jägermeisterem to zupełnie nowe doświadczenie.
Podziękuję.
- Wygląda super. - Dzięki.
Okej, mam.
Nigdy nie zwaliłem konia na imprezie Johna Nicoli
po balu gimnazjalnym...
- Kevinowi. - Ty świnio.
...Kevinowi Farrellowi.
Nigdy nie zwaliłem konia Kevinowi Farrellowi po balu gimnazjalnym. Pij.
Kyle, pomożesz mi w kuchni?
Zaczekaj.
Nigdy nikt mnie nie prosił o pomoc w kuchni.
Okej, Mike.
Dobra.
Naprawdę?
Przepraszam za...
- Boże! - Właśnie go wyjęłam z piekarnika.
- Ale gorący. - Daj...
Czemu jest taki gorący?
Czemu on wciąż tu jest? Miał tu przyjechać na jeden dzień.
- Złamał nadgarstek. - Wiem o tym.
Spędziliśmy cztery godziny w szpitalu.
Ma samochód. Może odjechać.
Ale wziął środki przeciwbólowe, a teraz się upił, więc...
- A ty pijesz z nim. - No i?
Po prostu chcę się upić z tobą,
być nago
w każdym pokoju i wszędzie uprawiać seks.
Okej.
Posłuchaj, on... musi zniknąć.
- Jutro wyjedzie, więc... - Nie, on musi zniknąć.
Wyjechać gdzieś...
daleko od naszego życia.
Ale to mój przyjaciel.
Wiem.
Jesteś najlepszy.
Ale ja nie mogę tak dalej.
Macie jeszcze wino?
Skończyłeś karafkę?
- Tak. Dziękuję. - Imponujące.
Tak, mamy więcej wina. Jest w lodówce. Częstuj się.
To moje.
Masz...
Kyle, ja się pójdę położyć.
- Okej. - Dobranoc!
Odkręcane. Super.
Cała karafka?
Aha.
Czemu się tak zachowujesz?
Jak?
- Jak pojeb. - Kurwa, gorące!
Dobra, posłuchaj, idę do łóżka.
Poduszka i koc są za kanapą, więc...
Czekaj, Kyle. Dokąd idziesz?
Do łóżka.
- Ale jest sylwester. - Zdaję sobie sprawę.
- Będziesz uprawiał seks? - To nie twoja sprawa.
Ale jest prawie północ.
Jeśli nie będzie seksu, trzeba zrobić koncert na garnki.
- Idę. - To tradycja.
Jak nie poruchasz, to chociaż poruszaj patelnią.
- Idę spać. Szczęśliwego Nowego Roku. - Nawzajem.
Zaczekaj. Czekaj, Kyle. Kyle?
Tak?
Hej, stary.
Chciałem ci tylko podziękować.
Wiesz, za gościnę.
I...
Za to, że znowu się przyjaźnimy.
- Nie ma za co. - Aha.
- Próbuję być mniej samolubny, wiesz? - Teraz? Aha.
Myśleć najpierw o innych. Dużo myślę o tobie.
I wiesz, tak myślę...
Wiem, że jesteście zaręczeni, bierzecie ślub i w ogóle.
Ale sam nie wiem.
Co to znaczy?
Nie wiem.
Chcę naprawić naszą przyjaźń, wiesz?
I...
Czasem, jak próbujesz zrobić coś dobrze, to wychodzi źle.
Wiesz, co mam na myśli?
Nie.
Okej. Dobra.
- Dobra. Okej. - Okej.
- Dobranoc. - Dobranoc.
Nikt nigdy mnie nie nazwał Kyle.
Kyle.
Kyle. Kyle.
Kyle, obudź się.
Kyle, obudź się. Kyle.
Kyle, obudź się, świnio.
Obudź się, chcę się kochać. Kyle.
Kurwa.
Szczęśliwego Nowego Roku!
Wtedy zrozumiałem, że jest moim najlepszym przyjacielem.
Tak.
Czemu za niego wychodzisz?
Ponieważ...
jest lojalny i jest dobrym człowiekiem.
Zawsze będzie przy mnie i...
Nie wiem, seks jest super. Nie wiem, czemu ty poślubiłeś swoją żonę?
Bo ją kochałem.
- Jak się czuje twój brat, Ronnie? - Dobrze. Lepiej.
Wciąż handluje narkotykami?
Nie, nie sądzę. To były środki przeciwbólowe, nie narkotyki.
- Był strasznie fajny w liceum. - Aha.
Tak. Ale ty też byłaś fajna w liceum.
- Serio? - Aha.
To znaczy zdarzało się, że bywałaś fajna, jak...
nie zachowywałaś się jak ty.
- Żartuję. - Pierdol się.
Wiem. Nie, po prostu...
Mam wrażenie, że coś nas łączyło, wiesz? Parę razy to poczułem.
- Tak sądzisz? - Tak.
Oboje jesteśmy jak...
pierwotne bestie, wiesz?
Kurwa, co?
Co jest, kurwa?
Co to, kurwa, było?
Co to, kurwa, było? Hej. Hej.
Co to miało, kurwa, być? Co to...? Czemu to zrobiłeś?
Spójrz na mnie. Chciałeś mnie pocałować?
Nie.
Wal się.
Myślałeś, że co się stanie?
Że mnie uwiedziesz i mnie przelecisz, a potem...?
Potem co, Kyle odwoła ślub?
O to ci chodziło?
Tak. Jeśli miałbym farta.
Ty tępy fiucie.
Bo wiesz co? Jeślibyśmy uprawiali seks, nie zerwałby ze mną.
Zerwałby z tobą.
- Chcesz mnie przeruchać? Boże! - Nie.
- Nie! - Pocałowałeś mnie, do kurwy nędzy.
- Przerżnij mnie. - Nie chcę.
Pierdol się!
Miałeś plan, to go wykonaj, ty chory pojebie!
- Co jest z tobą nie tak? Boli? - Kurwa!
Jesteśmy balastem z dzieciństwa, a on jest zbyt miły, by...
Zjeżdżaj ze mnie!
Ty gruby, smutny, żałosny chuju! Kurwa!
PRZESTAŃ
Co, do kurwy nędzy? Co jest, kurwa?
Skurwiele. Co wy, kurwa, robicie?
Puszczać, kurwa! Puśćcie mnie, wy skur...
Cholera, odpuść.
Idziemy.
No już.
Wielkie dzięki! Dobra.
Kurwa!
Dalej.
Kurwa! Pomocy! Pomocy!
Ratunku! Niech ktoś mi pomoże!
Pomocy! Proszę!
Tutaj.
Zróbmy przerwę. Możemy zrobić przerwę?
Panowie.
Panowie, proszę.
- Zamknij ryj. - Okej. Ale, proszę, posłuchajcie.
- Nie wiem, co jest grane... - Miałeś się zamknąć.
Zamknij się.
Co ty robisz?
- Co? - Czemu mówisz takim głosem?
By zamaskować prawdziwy.
Tak, ale to ja robię taki głos. Wymyśl coś innego.
- Ja tylko udaję Batmana. - To przestań.
Nie umiem robić innego głosu.
Możesz mówić takim głosem.
Super. Ty mów tak, a ja będę mówił po swojemu.
Nie, ja robię głos Bat... Ja będę tak mówił. Ćwiczyłem.
- Ty mów jak ja przed chwilą. - Nie umiem tak mówić.
Nawet się nie starasz. Dobra.
Będę tak mówił,
- ale dlatego chciałem przećwi... - Mike?
- Mike? - Nie.
To ty!
- O rany! O rany. - Cholera, Ronnie!
- Ale super. Cześć, Ronnie. - Cześć.
Nie śmiej się.
Dlatego chciałem wziąć broń. Broń jest straszniejsza.
Chłopaki, to jest super.
I po sprawie. Wszystko zepsułeś.
Wcale nie, jest super. Kontynuujcie. Odegram swoją rolę. No dalej.
Gotów na śmierć?
Nie, Mike. Musisz mówić głosem. Mów głosem Batmana.
- Okej. - Dawaj, dawaj.
- Jesteś gotów umrzeć? - Nie.
Potem ja: „Chcesz, by ci wjebać?”.
Nie, proszę, bij mnie.
A ja miałem powiedzieć: „A chcesz najlepszy wieczór kawalerski w życiu?”.
Tak!
Tak!
To było ekstra.
A moglibyście mnie rozwiązać? Świetna robota, chłopaki.
Co to?
Łowimy ryby w przerębli. Jakoś muszę się zabawić.
- Ja dziękuję. - Dobra.
Chcę wam podziękować. Zawsze chciałem tego spróbować.
Podziękuj Mike’owi, on to zaplanował. Ja chciałem cię wziąć do Atlantic City.
Zrobilibyśmy porwanie,
ale po zdjęciu kaptura byłbyś w klubie ze striptizem.
Wieczór kawalerski bez striptizu się nie liczy.
Nie potrzebuję striptizu.
Kyle, bez striptizu się nie liczy.
Muszę iść siku. Przytrzymaj.
- To naprawdę dobry facet. - Tak.
Najlepszy.
Szkoda, że się żeni z moją siostrą.
Nie zrozumcie mnie źle, lubię ją... Kocham ją, oczywiście.
Ale szkoda, że się żeni z moją siostrą.
Tak.
To dobry facet.
Nie, nie trzeba.
- Potrzymasz? - Jak się nazywam? Pominięty?
- Tak. - Ja wezmę kokainę.
Nie, nie, to nie koka.
- Hej! - Cześć.
- Gdzie jest wieczór kawalerski? - Tam, w środku.
- Dzięki. - Proszę.
Mike.
- Dzięki za imprezę. - Nie ma sprawy.
Posłuchaj...
Ślub się zbliża i dużo o tym myślałem.
Nie mam wielu przyjaciół, którzy by mnie dobrze znali, wiesz?
A muszę wybrać drużbę.
- Więc pomyślałem... - Spałem z Marissą.
Kyle, słyszałeś mnie?
Tak.
Wiem, że pewnie to oznacza ponowny koniec naszej przyjaźni.
I że pewnie odwołasz ślub.
- Wiem, że teraz to boli, ale... - Mike, zamknij się!
Zamknij się, dobrze?
Powiedziała mi, co zaszło.
Powiedziała, że ją podrywałeś po pijaku
i że nazwała cię żałosnym grubasem.
- To nie było tak. - Nie obchodzi mnie to.
Jeśli kogoś kochasz, powinno cię to obchodzić.
Tak, ale mnie nie obchodzi!
Mam dość umartwiania się.
Chcę tylko być z kimś, kto chce być ze mną.
Założyć rodzinę i być szczęśliwy.
I tak powinieneś z nią zerwać.
Jesteś cholernym idiotą.
Myślisz, że nie wiem, co robisz?
Wiem, że jej nie lubisz. Tak jak moja mama i siostry.
- Nikt jej nie lubi! - Ani ciebie, Mike!
Tylko ja cię lubię.
I nie wiem czemu, bo jesteś toksyczny w chuj.
Jesteś hałaśliwym, nieznośnym dupkiem!
Wiem, że jestem dupkiem.
I wiem, że nikt mnie nie lubi. Sam siebie nie lubię!
Okej?
Nie jestem już szczęśliwym człowiekiem.
No i trudno.
Ale ty jesteś Kyle. Najlepszy człowiek, jakiego znam.
Uszczęśliwiasz ludzi wokół siebie tylko tym, że jesteś sobą.
Wybacz, jeśli przeze mnie zgubiłeś część tego. Ale ona nie jest dla ciebie.
I nie mówię tak, bo jej nie lubię.
A jej nie lubię, wcale.
Ona nie chce cię takiego, jakim jesteś.
Chce jakąś inną wersję ciebie,
która pasuje do jej potrzeb, ale jebać to!
Nie na tym polega miłość.
Miłość jest trudna i skomplikowana.
I jest bolesna.
I nie znika.
Ona nie jest dla ciebie wystarczająco dobra.
Ja też nie jestem dla ciebie wystarczająco dobry.
Gdybym naprawdę się o ciebie troszczył, dałbym ci spokój.
- Kyle? Kyle? - Pomocy!
- Kurwa! Kyle! - Pomocy!
- Pomocy! - Trzymaj się!
Kyle!
Kyle! Cholera jasna.
Kyle! Kyle!
Kyle!
- O mój Boże. - O Boże.
Cholera jasna. Okej.
O mój Boże, nic ci nie jest?
Nic ci nie jest.
Kurwa.
Jasna cholera.
O Boże.
Hej, ile właściwie usłyszałeś?
Z tego, co mówiłem.
DOROŚNIJ
Hej, Kyle. Mówi Michael.
Nie wiem, czy odsłuchałeś którąś z wiadomości.
Ale chciałem iść do kina.
Może dziś wieczorem.
Albo teraz, gdybyś miał ochotę.
Możemy też iść jutro, jeśli chcesz,
ale dziś mam urodziny, więc pomyślałem, że tak je uczczę.
Tak. Oddzwoń. Na razie.
- Halo? - Cześć, Marisso. Mówi Mike.
Jesteś z Kyle’em? Próbuję się z nim skontaktować i...
Halo?
Halo?
Zejdź z ulicy!
Jebany dupek.
KINO QUIRINO'S CRANDELL
Poproszę jeden bilet.
Jasne. Na jaki film?
Ten, który teraz leci.
Dobrze. Siedem pięćdziesiąt.
Wciąż wpuszczacie za darmo, jeśli ktoś ma urodziny?
- Tak. - Mam dziś urodziny.
- Mogę prosić prawo jazdy? - Tak.
Właściwie nie. Nie mam go teraz przy sobie.
To cała historia.
Urodziny trzeba potwierdzić dokumentem tożsamości, przykro mi.
To znaczy... Mam...
Mam to.
- Nie wiem, czy mogę to przyjąć. - To karta ubezpieczenia.
Ale to nie jest ważny dokument tożsamości.
- Jak najbardziej jest ważny. - Nie ma pańskiego zdjęcia.
Módlmy się.
Wysłuchaj naszej modlitwy, Panie.
Obdarz łaską tych oto dwoje sług Bożych,
Kyle’a i Marissę,
którzy stoją dziś przed twoim ołtarzem,
by zatwierdzić swą miłość do siebie nawzajem
przez Chrystusa, Pana naszego, amen.
Amen.
Dziękuję wam, że bierzecie udział w tej radosnej uroczystości.
Siostry pana młodego, Bianca i Dana,
będą czytać teraz z Listu do Efezjan.
Właściwie chcę czytać z Apokalipsy.
Rozdział drugi, wers dziesiąty.
„Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał.
Diabeł ma was wtrącić do więzienia, abyście próbie zostali poddani,
a znosić będziecie ucisk przez dziesięć dni.
Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia”.
Czytanie z Listu do Efezjan.
„Żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu,
bo mąż jest głową żony,
jak i Chrystus - głową Kościoła.
On - zbawca ciała”.
Dziękuję.
Przez Chrystusa, Pana naszego, amen.
Amen.
Módlmy się.
NASZA PANI ŻYCIA
Idziemy.
...i przyjąć na siebie obowiązki życia małżeńskiego.
- To będzie dobre. - I w kościele...
Nie zgadzam się.
Przepraszam pana, w tej ceremonii nie ma sprzeciwów.
- To mój najlepszy przyjaciel. - Proszę wyjść z mojego kościoła!
- Dajcie mu mówić. - O rany.
- Nie żeń się z nią, Kyle. - Nie!
Nie, nie, nie!
- Puść mnie! - Hej.
- Już dobrze. - Ej.
- Boże, twój welon. - To mój ślub!
- Jesteś cały? - Tak.
Czasem dostajesz i musisz od razu wrócić na ring.
- Po chuj się ubrał na biało? - Mike!
Kyle.
Co ty robisz, stary?
Zasługujesz, by być z kimś, kto cię kocha...
za to, kim jesteś.
Tym pięknym człowiekiem.
Jesteś pięknym człowiekiem.
I kocham cię.
Tak jak wszyscy tutaj.
Przynajmniej po tej stronie kościoła.
Nie sądzę, by ona cię kochała.
Kyle.
Kocham cię.
- Może, ale ty nie kochasz jej... - Mike, zamknij się.
Czekaj.
- A ty mnie kochasz? - Tak.
Czemu mnie kochasz?
Ponieważ...
Ponieważ jesteś zdeterminowana i zawsze dostajesz, czego chcesz.
I nie przyjmujesz odmowy.
Zawsze mnie popychasz, bym robił to, czego nie chcę, i się zmieniał...
Dlatego... dlatego mnie kochasz?
Myślisz, że to jest mój wielki plan?
Że chciałam wyjść za faceta, z którym zerwałam po liceum?
Bo tak nie jest.
Nie wiem, czego chcę, i nie wiem, czego potrzebuję,
ale wiem, że cię kocham.
Nie spodziewałam się tego, ale tak jest.
Nie dałaś mi skończyć.
Chciałem powiedzieć, że potrzebuję...
tego wszystkiego.
Kocham to, że mnie naciskasz,
bo dzięki temu się zmieniam, a inaczej bym wciąż był taki sam.
A nie chcę być taki sam.
I jesteś taka zabawna i piękna.
Kocham cię.
A ja ciebie.
Mogę powiedzieć...?
- Nie. - Mike.
- Miałem całą... - Jestem w ciąży, bierzemy ślub.
O mój Boże.
Dziecko?
Po prostu idź.
Babcia Suzi.
- To było super. - Dzięki.
Wiedziałem, że jest w ciąży.
- Myślę, że musimy odczekać... - Nie, nie.
Nie trzeba.
Małżeństwo wymaga pełnej zgody obu stron.
Wyrażam zgodę. A ty, Kyle?
- Tak. - Świetnie.
Nalegam, byśmy poczekali, aż oboje będziecie mogli pomyśleć
o tej niezwykle ważnej decyzji, którą chcecie podjąć.
- Ksiądz mówi serio? - Absolutnie.
Aż 51 procent małżeństw kończy się rozwodem,
a ciąża może wywołać nadmierną presję.
Zachęcam was oboje, byście przemyśleli powagę tej decyzji,
byście mogli tu wrócić z własnej i nieprzymuszonej woli.
Kiedy?
Po narodzinach dziecka.
Kurwa, co?
Przepraszam księdza.
Cholera.
Hej, Mike. Wiesz, ile jeszcze to zajmie?
Naprawiam rower, Gary. To nie McDonald’s.
No dobra.
Gdzie nim jeździłeś? Jest cały pordzewiały.
Wygląda, jakby był w morzu.
Zwykle jeżdżę po ścieżkach rowerowych.
Ale tak, ostatnio jeżdżę na plażę.
Próbuję poznawać nowych ludzi, od kiedy zmarła mi mama.
Wiesz, chodzi o rozmowy.
Jak gdy ludzie wyprowadzają psy i rozmawiają o psach.
- Hej. - „Spójrz na mój rower.
Jest różowy? Dobry trening...”.
Gary, mam klienta.
Jasne.
Czego chcesz?
Mogę prosić cappuccino?
Jasne.
Chcesz kupić rower?
Nie.
On tęskni za tobą.
- Słucham? - On tęskni za tobą.
- Dziękuję. - Proszę.
- Ile kosztuje? - Ja stawiam.
- Na pewno? - Tak.
Jeśli rozdajesz kawę za darmo, też wezmę jedną.
O ile...? Łazienka działa?
Gary, proszę, wyjdź.
- Okej, nie ma sprawy. - Już.
Co tutaj robisz?
- Hej. - Tylko chciałam porozmawiać.
Na twoim miejscu...
Chcesz kowboja?
Jaki uroczy.
Chcesz to?
Wiem. Sam też tak mówiłem.
Mówiłem:
- Hej, wymiana? - Tak.
- Proszę, kaktus. - Dziękuję. Kaktus.
Cholera. Zostawiłam tam kartę.
- Przyniesiesz mi? - Jasne.
W PORZĄDKU
NA SPRZEDAŻ
„Ludzie nie są leniwi, po prostu ich cele cechuje impotencja”.
Co to jest „impotencja”?
To znaczy, że nie możesz...
Że masz kłopoty z robieniem rzeczy, wiesz?
„Prawdziwa decyzja jest wtedy, kiedy podejmujesz nowe działanie.
Brak działania oznacza, że nie podjąłeś decyzji”.
- Skończyłeś odrabiać lekcje? - Jeszcze nie.
To może najpierw skończmy je odrabiać,
a potem wrócimy do porad Tony’ego Robbinsa, okej?
- Okej. - Okej.
Chcesz jednego naleśnika czy dwa?
- Jeden czy dwa? - Jeden.
Jeden.
Okej.
Dla ciebie tylko jeden.
Cztery dla mnie.
Jezu Chryste.
- Mamo! - Przepraszam.
- Przepraszam. - Okej.
- Przepraszam. - W porządku.
Przepraszam.
Ten się nie zbił.
Świetnie.
Ja to zrobię. Ja posprzątam.
- Pójdę po klej czy coś. - W porządku.
Hej, co ustaliliśmy ze szkłem?
Że ja biorę szkło, a ty naczynia.
- W porządku? - Tak.
Musisz przestawić ciężarówkę.
Okej, chwileczkę.
Kurwa, przestań trąbić!
- Przestaw ciężarówkę. - Pojedź objazdem!
Zwolnij drogę.
Miałeś przestać trąbić!
- Przestaw ciężarówkę! - Pierdol się!
Kolego! Nie ma, kurwa, szans, bym przestawił ciężarówkę!
Ej! Przestań, kurwa, trąbić!
Serio! Serio! Chodź tu, skurwielu.
- Przepraszam. - No chodź!
- Chodź! - Nie. Kurwa, przepraszam.
Przepraszam! Przepraszam!
Przestaw ciężarówkę, zasrańcu!
Dupek!
- Chcesz coś powiedzieć? - Nie, nic.
- Coś chcesz powiedzieć? - Nie, nic.
Jebany skurwysyn.
Kyle, zaraz wrócę!
Okej!
Co się dzieje?
- Nauka jazdy. - O Jezu!
Wybacz. Mike zbił talerz.
Okej.
To wspaniały dom.
Aha.
Porozmawiam z nauczycielką Otisa o matematyce.
Ach, tak. Dzięki.
Napisałam do niej e-maila, ale rozmowa też się przyda,
bo ciebie lubi bardziej.
Przepraszam. Ten klakson...
Chodźmy.
Do zobaczenia.
Hej, Mike, możesz...? Mam, mam.
Przytrzymasz to?
Mike, samochód. Mike, samochód!
Zaczekaj.
Musisz zaciągnąć hamulec.
Pa.
Czemu wciąż masz kasety?
Tato!
- Uważaj! - Tato, zaczekaj na mnie!
Tato, zaczekaj!
Tato!
- Hej. - Tato, czemu na mnie nie zaczekałeś?
Mój nowy dom jest trzy domy dalej.
Nie martw się, będzie dobrze. Masz czekoladę na twarzy.
Podobno 70 procent odsiadujących długie wyroki to dzieci z rozwodów.
- To nie jest śmieszne. - Zgadzam się. Nie jest.
To tragedia.
- Jak tam? - Dobrze.
To dobrze.
Świetnie ci idzie.
Boczne kółka go spowalniają. Wiesz o tym, nie?
Potrzebuje ich.
Nie potrzebowałby ich, gdybyś go nauczył jeździć.
Mike, rozmawialiśmy o tym. Nie masz nic do gadania.
Nie chcę nic gadać. Tylko mówię, że to urodzony sportowiec, i...
Bez dyskusji. On sam podejmie decyzję.
Hej, Otis.
Chcesz zdjąć boczne kółka i jeździć jak dorosły?
Tak.
Okej, dobra.
- Chcesz? - Tak.
No dobra. Spoko. Zjedźmy na bok.
Proszę. Stój, stój.
Bardzo dobrze. Okej.
Kurwa. Cholera jasna!
Tato!
Przepraszam.
- Pomóc ci? - Nie, dam sobie radę.
Boże!
- Kyle, mam klucz. - Nie trzeba.
No dobra.
Okej, Otis.
Jazda na rowerze jest jak jeżdżenie z bocznymi kółkami, okej?
Patrz się przed siebie, nie w dół.
A jak się przestraszysz, zdejmij nogi z pedałów i stań, okej?
- Okej. - Dobra.
No to wsiadaj. Nie bój się, okej?
- Nie boję się. - Okej.
Dobrze, ale jeśli się boisz, to nie szkodzi.
- Nie boję się. - Okej.
Jak się wywrócisz, po prostu wsiadaj i jedź dalej, okej?
- Serio? - Tak.
Wywróci się, więc powinien wiedzieć, co wtedy się robi.
Czemu go straszysz?
Wcale nie straszę. Tylko mówię, by wiedział... I jedzie.
- Otis! Otis, pedałuj! O mój Boże. - Cholera.
- Otis, stało ci się coś? Jesteś cały? - Tak.
- Tak co? - Jestem cały.
Okej.
Okej.
Posłuchaj.
Czasem w życiu się wywracamy i to boli, okej?
Ale wtedy trzeba wsiąść i jechać dalej.
Wiem. Wujek Mike przed chwilą to mówił.
- Otis, chcesz oranżady? - Nie trzeba.
- Okej. - Po prostu spokojnie, dobrze?
To chwilę zajmie.
Boże, to takie stresujące.
Nic mu nie jest, serio. Znowu jedzie.
O cholera. Okej.
- Jedzie! - Świetnie ci idzie! Pedałuj!
- Świetnie ci idzie, Otis! - Kurde, faktycznie.
- Cholera, szybki jest. - Naprawdę szybki.
- Brawo, Otis. - Dobra robota.
- Ma świetną kadencję, wiesz? - Tak.
- Ma to... - Mike, przestań.
Tylko mówię, to urodzony sportowiec.
Musi mieć to w genach.
Pedałuj dalej. Jedź poboczem, bo mama się na mnie wkurzy.
Właśnie tak.
Patrz tylko!
Popatrz no! Świetnie ci idzie.
O tak.
- Mogę przybić piątkę. - Mike’owi?
Było blisko! Żadnych piątek.
- Jedziemy dalej. - Jedź, ciśniemy!
Nad siodełkiem! Nad siodełkiem!
- Ciśnij! Gazu, gazu, gazu! - Dam radę.
Tłumaczenie napisów: Joanna Kaniewska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.