All language subtitles for Rams.heb.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

BARANY

ZIMA

Witajcie, moje piękne.

Chodźcie...

Proszę...

Ty jesteś śliczna.

Ty też.

Ale ty jesteś najlepsza.

Masz.

Chodź.

O co chodzi, Kip?

Co się dzieje?

Wskakuj.

Floss, chodź tu!

Dobry piesek.

Chodź tu, Kip.

WITAMY W MOUNT BAKER

Dobry tryk.

-Jak się masz, Col? -Nieźle.

Mój baranek.

-Oto i faworyt. -Lionel...

Colin...

Mogę trochę...

-Tak. -Dzięki.

-Witaj. -Matt...

Jak ty to robisz?

Cześć, Frenchie.

-Pewnie będzie bardzo zajęty. -Dlaczego?

Widzisz tych wystrojonych ważniaków?

To hodowcy merynosów.

Mają miliony merynoskich mamuś i szukają najlepszych

tatusiów. Rasy Kalgan Horn.

Chcą, by z tego urodziły się pyszne jagniątka.

-Możemy mieć merynosy u nas. -Nie. My ich nie hodujemy.

Merynosy są...

-Jeśli chcesz hodować owce... -Hoduj takie, jak trzeba.

Merynosy są jak piwo.

-A Kalgan Horny - jak szampan. -Lubisz szampana?

-No to jak rum z colą. -Kalgan Horny

są jak piwo rzemieślnicze. Z najlepszych składników.

-Chcę wypróbować ekologiczny chmiel. -Nakarm nim swoje lamy.

Alpaki.

Dobra...

To świetny egzemplarz. Będzie blisko.

Nie dotykaj.

Jackson?

Hodowcy zarejestrowani?

Tak.

A właściwie to...

Nie wpisał się...

Zarejestruję Lesa za ciebie.

Jasne.

Dzięki, mamo.

Raz, dwa, dwa...

Nadeszła chwila, na którą wszyscy czekaliśmy.

Wystawa tryków rasy Kalgan Horn.

O puchar Toma Stocksa.

To mój tata.

Dziś werdykt wyda nowa weterynarz okręgowa, Kat O'Connel.

Która przyjechała do nas z Dorset w Zjednoczonym Królestwie. Stamtąd

wywodzi się przodek Kalgan Horna, Dorset Horn.

Oceniać będzie też Sal,

praktykantka.

Jedną chwilkę...

Nie tak szybko, Frenchie.

Owce tej rasy zaczął

hodować klan Grimursonów w hrabstwie Plantagenet w roku 1924.

Rasa świetnie znosi wilgotne zimy i gorące lata. Jest przystosowana

do naszego mikroklimatu.

Dlatego nie hoduje się jej nigdzie indziej.

Jagnięta z pierwszej krzyżówki są gotowe

do sprzedaży albo mogą być skrzyżowane z owcą krótkowłosą.

-Przepiękna z ciebie sztuka. -Słucham?

Mówię do owcy.

Nos jest nieco za kwadratowy.

-Choć do zaakceptowania. -Nieźle jak na lamę.

Pysk musi mieć fakturę skórki mandarynki.

-Chcemy, by były szorstkie i luźne. -Jak my wszyscy.

Nie miałem niczego złego na myśli.

Niestosowna odzywka.

Niefart, mamo.

Na razie, Frenchie.

-Frenchie odpada. -Nie...

Została ostatnia trójka.

Każdy chciałby zabrać do domu takiego tryka i pokryć nim maciorkę.

Za ten przywilej trzeba zapłacić. Zwycięzca tego dopilnuje.

Kiepska sprawa, Lionel. Dla nikogo nie jest zaskoczeniem,

że na placu boju zostali tylko bracia Grimurson.

Pokryjcie maciorkę ich trykiem, to nie opędzicie się od jagniąt.

Umięśnienie zadu...

jest niezrównane.

-Dużo mięsa na tym korpusie. -Piękny korpus. Brawo.

Wygrywa Les Grimurson.

Puchar jest mój!

Poproszę kufel tego i... Summer Breeze.

Różowe. Dzięki.

Patrz.

-Zachary, przy barze. -Cześć.

-Widziałem cię na wystawie. -Jestem Sally.

Miło cię poznać. Jesteś stąd?

Kiepska sprawa. Twój chłopak to prawdziwy łamacz serc.

Miał po kim dziedziczyć.

Miałem na myśli ciebie, nie Stocksy'ego.

-Chociaż on też był... -Spokojnie. Nic się nie stało.

Col, rozchmurz się.

-Za rok wygrasz w cuglach. -To tylko mięśnie zadu.

-Nic więcej. -On wie.

No myślę. Staram się tylko...

Co tam masz?

Czasami je pijam.

"Czasami je pijam".

Przestań.

Daj mu spokój. Na zdrowie.

Ja też je lubię.

O co chodzi z tymi mięśniami zadu?

Pokaż mi się.

Co to jest?

Chodź, idziemy.

Grzeczny baranek.

Wiejemy stąd.

Dzień dobry.

Sal...

Sally.

Najstarsza córka Gary'ego i Susan.

Zastałem ją?

Dzień dobry.

Właśnie o tobie myślałam.

Serio?

Chętnie oderwę się od próbek kału.

Dzięki za to.

Rzeczywiście pisarstwo niezbyt wysokich lotów,

ale fragmenty o twojej rodzinie, o Grimursonach,

to niezła saga.

Z czym przychodzisz?

Chodzi o tryka Lesa. Chyba ma OJD.

Chorobę Johnego?

Raczej wątpię.

Ma wszystkie objawy.

Napijesz się herbaty, soku?

Nie, dzięki.

Z tego co wiem,

w tej części świata nie było ani jednego przypadku OJD.

I nie zapominaj, że dobrze przyjrzałam się temu trykowi.

Jako jurorka. Zwracałaś uwagę na inne rzeczy.

Mam go obejrzeć jeszcze raz?

-Mogę pogadać z Lesem. -Zrobisz to?

Wy nie rozmawiacie od czterdziestu lat.

-Po co zaczynać teraz? -Jeśli to OJD, jakie są szanse,

-że oba nasze stada... -Wątpię, że to ta choroba.

No tak...

Na razie.

To brednie.

-Skąd ten pomysł? -Wyniki będą za 48 godzin.

Od razu mogę powiedzieć, że to stek bzdur.

Wykonuję tylko swoją pracę.

Baba nie ma pojęcia, o czym gada.

Dobrze się nim zaopiekujemy.

Spokojnie.

Nic się nie dzieje.

Bierz.

Podjedz sobie.

Masz

za swoje, podstępny draniu!

Wymyśliłeś jakieś debilne OJD.

Nie umiesz przegrywać, gnojku.

Słaby z ciebie zawodnik.

Mięczak.

Wyłaź, Col.

Chcesz, by zabili mojego barana.

Myślisz, że ci się uda?!

Morderca!

Wyłaź, mięczaku!

Zastrzeliłem twój but!

Zastrzeliłem go.

Niech to jasny szlag trafi!

Jasny szlag!

-Lionel... -Cześć.

Przywiozłem młodzież.

Co się stało?

Mieliśmy tu wczoraj strzelanie do celu.

DROGA ZAMKNIĘTA POŻAR

Jesteś pewien?

-O co pytasz? -O to, czy tryk Lesa ma OJD.

Nie znam się na tym. Kat się zna.

Nie machaj tak tym.

-Jeśli w dolinie mamy OJD... -Wy nie musicie się przejmować.

Ten samiec pokrył już połowę moich maciorek. Boba też.

Kip, chodź tu!

Chodź, piesku.

Idź do Lesa.

Co tam masz, Floss?

Banialuki.

Miałeś rację. To OJD.

Bardzo mi przykro.

Powinnam była...

Gość z ministerstwa.

Sama dopiero co się dowiedziałam.

Muszą mieć tu swobodny dostęp.

Hodowcy z hrabstwa Plantagenet

są wstrząśnięci odkryciem na farmie w pobliżu

Mount Baker zakaźnej choroby owiec o nazwie OJD.

Powodują ją bakterie, atakujące nabłonek

jelit. Choroba występuje w innych

częściach kraju, ale do tej pory nie wykryto jej w Australii Zach.

Chore owce nie wchłaniają składników odżywczych i umierają.

W regionie Mount Baker choroba może zebrać wyjątkowo ponure żniwo,

gdyż występują tam rzadkie rasy i większe opady.

Ekipa specjalistów z Ministerstwa Rolnictwa pojechała na miejsce,

by przeprowadzić dalsze badania.

W dolinie wdrożono plan dekontaminacji.

Farmerom nakazano ubój owiec.

To cios dla społeczności, która ledwo pozbierała się

po pożarze sprzed dwóch lat, w którym zginął hodowca Tom Stocks.

Co teraz?

-Ktoś wie? -Nie możemy się sprzeciwić.

-To koniec. -Znaleziono tylko dwadzieścia kilka

zainfekowanych sztuk na dwóch farmach.

-Moje są zdrowe. -Chodzi o kontakty między farmerami.

-Oni nie żartują. -Wybiją wszystkie sztuki.

Mogą przy okazji zabić nas.

I będzie z głowy.

-Powinniśmy zaufać ministerstwu. -Jasna sprawa.

Im.

Ta angolka jest do niczego. Na niczym

się nie znają. Przyjeżdżają tu...

Jackson, bądź tak miły...

Przesadzają. To oczywiste.

Mają nas gdzieś. Łatwiej jest wybić owce

w dolinie, niż ryzykować infekcje ich cennych merynosów.

Mogliby trochę odpuścić tak rzadkiej rasie.

-Wybiją rozpłodowców. -To nie pandy.

-Nie twierdzę... -To przesada.

-Ale z biurokracją nie wygramy. -Bzdura.

Mam gdzieś ich decyzje. Nie zabiorą moich owiec.

Nie masz wyboru. Przyjdą i je zabiorą.

Róbcie sobie, co chcecie.

Bardzo proszę!

Słuchajcie rozkazów

cholernych biurokratów!

Ja nie zamierzam.

Nie oddam im stada.

Masz.

Colin, to Brian De Vries.

Wiem. Z ministerstwa.

Co pan robi?

Coś pan naprawia?

Chciałem wymienić deskę

w tarasie, zobaczyłem spróchniałą belkę

i okazało się, że czeka mnie większa robota.

Kompleksowy remont?

Przerabiałem to.

-Świetny moment. -Co?

Będzie pan miał mnóstwo czasu.

Nie będzie się pan musiał troszczyć o owce.

Powiemy ci, jak będzie wyglądać dekontaminacja.

Jasne.

Oczywiście ta stara wełna.

Szmaty i...

worki trzeba spalić.

Za wszystko dostanie pan odszkodowanie.

Te stare narzędzia też.

Najgorsze jest porowate drewno. Wylatuje.

To może pan zachować.

Np. czajnik.

Zostaje.

Całe miejsce jest w całkiem niezłym stanie.

Stalowe pokrycie. Wystarczy dobrze umyć.

Niefart.

Nie zapłacimy za nowe.

Jak tu obok.

Mówię o szopie pana brata.

To ruina.

Stare, spróchniałe drewno.

Całość do wymiany.

Będzie nówka sztuka.

Ucieszy się.

Antyk.

Dziadek zbudował tę szopę.

Razem z bratem. Ponad 90 lat temu.

Z drewna, które same obrobili. Z drzew, które wycieli pod farmę.

Wtedy inaczej się nie dało.

Spędziliśmy tu połowę życia.

Teraz jest nieco łatwiej.

W miasteczku jest taki jeden gość. Wie pan, czym się zajmuje?

Instaluje szopy.

Nie buduje ich, tylko instaluje.

Z prefabrykatów.

Z jakiejś fabryki, prawdopodobnie w Chinach.

Mogę dać panu jego numer.

Palant.

Stado pewnie zabierzemy w piątek.

Trudno o ciężarówki do przewozu. Nikt nie chce tknąć tych owiec.

Ministerstwo przygotowuje obiekt, w którym zrobią to humanitarnie.

-Obiekt? -To kolejny ból głowy.

Nie sposób znaleźć ludzi, którzy znają się na rzeczy.

Tutaj dorastały, na tej ziemi. I tu spoczną.

Oferujemy pomoc psychologa.

A ja zawsze chętnie się czegoś z tobą napiję.

Najchętniej wina.

Chciałabym...

Nie przejmuj się.

Dam radę.

Dla tych ludzi...

owce są wszystkim.

Nie ma zasięgu.

Człowiek zapomina, jak tu jest.

Fakt.

No, dalej...

Jesteś piękna.

Ty też.

I ty jesteś piękna.

Puszczajcie!

-Możemy... -Błagam!

Nie zabierajcie ich.

Są moje!

Oby boksowanie nie było u nich rodzinne.

Dawaj.

Colin...

Nie,

tak nie można.

Widzisz to? Co...

Musisz robić to, co każą.

Potem, za dwa lata...

-Col... -Lionel...

W porządku?

Tak.

Byłeś u niego?

Spytał, z jakiego jestem plemienia.

Na razie...

Dobre

jest to, że za owce, które zostały ubite, należy się

odszkodowanie. Do tego zwrot za przepadłe dochody,

skalkulowany na podstawie trzech lat.

Ale tylko przez dwa lata.

Nie będziemy bez końca płacić za nicnierobienie.

Jeśli będzie się pan trzymał grafiku badania gleby,

po dwóch latach może pan wnieść o odnowienie stada.

Pod warunkiem, że nie będzie pan wykręcać żadnych numerów.

Dobrze? Trzeba przestrzegać zasad.

Po prostu.

Jakieś pytania?

Uwagi?

Poważnie?

Pytania?

-Gdzie mam podpisać? -Muszę przedstawić inne opcje.

-Suma odkupu jest pokaźna. -Nie sprzedam ziemi.

-Jednak muszę... -Nic z tego.

Jeśli zapozna się pan z naszą propozycją...

Świetnie. W porządku.

Mamy pański podpis na dole.

Jeszcze jedno. Mógłby nam pan pomóc porozumieć się z Lesem.

-Z Lesem Grimursonem. -Z domu obok mojego.

Tak. Nie możemy się z nim dogadać.

-Jesteście braćmi? -Tak.

Nie rozmawiamy ze sobą

od dłuższego czasu.

Musi zacząć dekontaminację. Trzeba wszystko zniszczyć.

Jeśli wkrótce nie zacznie palić, nastanie lato.

-Wtedy jest zakaz wzniecania ognia. -Poważnie?

To musi nastąpić teraz,

bo potem będzie trzeba czekać pół roku. Wszystkich

wstrzyma. Będziecie sześć miesięcy w plecy.

Musimy dotrzeć z tym przekazem... do niego.

Dziękuję.

Floss?!

Chodź tu!

Czarna kawa...

Czeka nas kolejny piękny dzień z temperaturą

do 32 st. C. Słonecznie i bez opadów do końca tygodnia.

Albo nawet miesiąca. Obecnie na termometrach mamy 29 st.,

wiatr z północnego wschodu i 75 proc. wilgotności.

Strażaków ochotników prosimy o sprawdzenie systemu alarmowego.

Tego nie chcesz.

Jest kwadrans po. Nie zmieniajcie stacji, bo mamy dla was same hity.

Jest piękna niedziela.

Dzień dobry, moje piękne.

Proszę.

Moje śliczne dziewczynki.

Jesteś urocza.

Kip, zagoń ją!

Dawaj, Kip!

Zaganiaj.

Od tyłu!

Dobry piesek.

Do zagrody z nią.

Nie obijaj się. Zaganiaj.

Słyszysz?!

Dawaj ją tu!

Grzeczna owieczka.

Nie ma tu dla ciebie nic ciekawego.

Co do ciebie...

Piękny chłopak.

Doczekasz się.

Lada dzień.

Wychodzimy.

No dalej.

Grzecznie owieczki.

Świetnie.

Pooddychacie świeżym powietrzem.

Wiem, gdzie jest soczysta trawa.

Moje panie,

miłego wieczoru.

A ty wiesz, co masz robić.

Dobry piesek.

Do zobaczenia.

Wybacz. Nie daję ci spać?

Nie ruszaj się.

Nie robimy tego po raz pierwszy.

Ani mru mru.

Święty Mikołaju?!

Wpadasz z krótką wizytą?

Tyle że nie do biednego Lesa.

Był niesfornym chłopcem.

-Cholernie wesołych świąt. -Bardzo dokazywałem.

Strasznie.

Oto i on.

Nie wiedziałem,

czy zrobiłeś zapasy na Gwiazdkę, stąd prezencik.

Stary...

Wybacz. Czujesz to?

Zalatuje owcami.

Czuję.

To mięso.

Lanolina.

Tak...

Wybacz. Po prostu ciągle myślę o owcach.

Lepiej włóż do lodówki.

-Masz coś zimnego do picia? -Nie.

Przykro mi.

Co porabiałeś?

-To i tamto? -Nie pokazujesz się od tygodni.

Mikołaju?!

Zejdź mi z oczu!

Psujesz widok.

Do zobaczenia!

Na razie.

Śmierdzi owcami, co?

Mogłeś mnie ostrzec.

Genialne.

Twoja strata.

Nie obejrzysz spektaklu.

Proszę...

Akcja na żywo.

Dobry wieczór wszystkim.

Śmiało. Nie wstydź się.

Colin...

Co to za smród?

Z kubła wydobywa się straszny fetor.

To krewetki. Fatalna sprawa.

Wybacz, że przychodzę tak późno, ale...

Wesołych świąt.

Właściwie to, nie przepadam za winem.

Dobra...

Zapamiętam.

-Chętnie zobaczę zmiany. -Co?

Mówię o remoncie.

Co robi Kip?

O co mu chodzi?

Dobry Boże...

Upił się.

Spiekł się na skwarkę.

-Pewnie leżał tu cały dzień. -Być może.

Jest rozpalony.

Colin?

Pomóż mi.

Raz,

dwa...

-Co robisz? -Niosę go do jego domu.

Twój jest bliżej.

Zostaw!

Na litość boską!

To niedorzeczne!

Co się z wami stało?

Jesteście braćmi, a nawet...

Nie zawsze coś się musi stać.

Nie wszyscy są...

tacy sami.

Ty na pewno.

Przynieś wilgotne ręczniki.

Dobrze się do tego zabierasz.

Dawaj.

-Świetnie. -Jest zbyt rozpalony.

Trzeba go wsadzić prosto do...

Przepraszam...

Chodź.

Podłożę mu ręcznik.

Pod głowę.

Powinno być...

dobrze.

Przynajmniej gorączka spadła.

Musi teraz

odespać wódę.

Dzięki, że wpadłaś.

Znowu te cholerne rury. Hydraulika daje mi do wiwatu.

Napijemy się?

Bywało z nim już tak źle?

Dawno temu.

Ale bywało.

Nie miał lekko.

Przeżywał ciężkie chwile.

Nie chcesz słuchać mojej gadaniny.

Tylko nie pomyśl, że jestem wścibska.

Nie ma dramatu.

Jasne.

Uwielbiałam, jak Australijczycy to mówią.

Pewnie dlatego przyleciałam tu z drugiego końca świata.

Nie ma dramatu.

-Dlaczego przyleciałaś... -Nie musisz...

Wiem, że to zabrzmiało tajemniczo. Nie miałam takiego zamiaru.

-Nie znoszę, gdy ludzie to robią. -Ale...

chętnie się dowiem czegoś...

o tobie i twoich sprawach.

Nigdy...

Czy była tu z tobą jakaś kobieta?

Parę by się znalazło, ale...

on je w końcu odstraszał.

Nie mówiąc już

o torbie zepsutych krewetek przy schodach. Też nie pomagała.

To był Slim Dusty z "Christmas on the station".

Dobrze...

Wszystko gra.

Co za noc.

Trochę dramatu,

nieco romansu.

Ciągnij.

-Co wygrałaś? -To...

owca.

Cześć, Sally. Tutaj też pracujesz?

Wybrałam kiepski moment na zostanie pielęgniarką weterynaryjną.

-Do tego trzeba zwierząt. -Przykro mi.

-Kat cię zwolniła? -Nie. To nie jej wina.

-Załatwiła mi coś w Perth. -Na jak długo?

-Kiedy wrócisz? -Pewnie nigdy. Jak przywykniesz

do nocnych klubów, będziesz łamać serca na prawo i lewo.

Przyjdę za chwilę przyjąć zamówienie.

Prawdę mówiąc...

-My też się wyprowadzamy. -Co?

Możemy przyjąć tę ofertę albo potem oddać ziemię bankowi.

Długi nie zostawiają nam wyboru.

-Dokąd pojedziecie? -Na razie do Katanning.

-To będzie sezonowa praca. -Przy merynosach?

Mamy tu siedzieć dwa lata bez owiec?

Bez gwarancji, że OJD nie wróci.

-Na pewno nie. -Skąd wiesz?

Od angolki? Kolesia z ministerstwa? Tego dyletanckiego du...

... dka?

Dziewczynki, idźcie pobawić się w dmuchanym zamku.

Na Tasmanii mieli OJD.

W ciągu dziesięciu lat trzy razy likwidowali stada.

Może to kopniak w tyłek, który jest nam potrzebny.

Szlachetne gatunki nie są specjalnie dochodowe.

Trzeba myśleć kreatywnie i dywersyfikować hodowlę.

-Te twoje cholerne lamy. -Alpaki. Dobrze wiesz.

-Tylko z nich mam dochód. -Wyluzuj.

Ja zostaję. Dostałem propozycję pracy.

-Tak? -Ci z ministerstwa już wyjechali.

Ale ktoś nadal musi badać ziemię.

-Robisz dla tych dupków? -A ty z merynosami.

Ale nie z alpakami. To znaczy - lamami.

-Milcz! -Spokojnie...

Mam dość tego dogadywania! Przynajmniej się nie poddaję.

-Nie wściekaj się. -Ja próbuję, a ty dałeś za wygraną!

Pomyśl o dzieciach. Nie masz jaj!

Dość tego!

Siadajcie.

Nie róbcie tego. Proszę.

Usiądźcie.

My jeszcze nie podjęliśmy decyzji.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Ludzie będą wyjeżdżać.

Trudno nim się dziwić. I co potem?

Nie będzie drużyny piłkarskiej ani brygady strażackiej. Pomyślcie.

Co zrobimy w następną Gwiazdkę?

Jeśli Lionel się wyprowadzi, kto będzie Mikołajem?

Ktoś się znajdzie.

Właśnie pana szukałem.

81,60.

Wesołych świąt.

-Ciężko pana złapać. -Tak?

Dzwoniłem, próbowałam zastać pana w domu.

Parę razy.

Zaraz wracam.

Proszę włożyć kozi ser na chwilę do lodówki.

Póki nie wrócę.

-Jak mówiłem, musimy porozmawiać. -Doprawdy?

Słucham?

Nie przypominam sobie.

Pana brat z nami nie współpracuje.

To budzi obawy. Nie oczyścił terenu, niczego nie spalił.

Cała dolina ucierpi. To pan wie.

Rzecz w tym, że sprawdziłem akt własności.

Ziemia nie należy do niego.

Pan jest jedynym właścicielem.

Mógłby pan...

powiedzieć, o co chodzi?

Tata zostawił farmę mnie.

Tylko mnie.

Ale przed jej śmiercią obiecałem mamie,

że pozwolę Lesowi mieszkać w starym domu.

Zatem...

jak to się stało, że ma połowę...

No tak.

Dobrze... Starałem się być

wyrozumiały,

ale to znaczy, że jest pan za niego odpowiedzialny.

Jeśli on nie chce przestrzegać zasad, pan musi...

Gdy wypełnię formularze, nie będzie tam widnieć jego imię.

-Tylko pańskie. -Zrozumiałem.

Jeśli chce pan zatrzymać farmę, proszę porozmawiać z bratem.

Gdzie jesteś, Kip?!

Dobry piesek.

Zanieś to Lesowi. Słyszysz?

Idź do Lesa.

Czekaj!

Proszę, dziewczynki.

Będzie wam smakować.

Co to za brednie?

Myślisz,

że możesz mi rozkazywać?

Nic z tego, braciszku!

Otwórz drzwi albo je wyważę!

Myślisz, że będę cię słuchać?

Tak myślisz, mięczaku?

Możesz się

podetrzeć swoim parszywym listem!

Mięczak.

To nie jest twoja ziemia, tylko moja!

Moja!

Pupilek tatusia.

Mały gnojek.

Zawsze był mięczakiem.

Panie Grimurson?

Przepraszam. Przyszedłem

powiedzieć, że ma zespół abstynencyjny.

Zostanie w szpitalu jeszcze z tydzień.

Mogę panu pomóc.

Mam na myśli szopę.

Sprzątanie, a nie...

Mówisz, że tydzień?

Sam dam radę.

Pan chyba nie wyjeżdża?

Nie przyjął pan ich propozycji?

A jak myślisz?

Że nie.

Ja też nie chcę wyjeżdżać.

Ale wszyscy inni przenoszą się do Perth. To znaczy nie tylko tam.

-Ale niektórzy jadą do Perth. -Przyszłe pielęgniarki weterynaryjne?

Tak czy siak, chciałbym, by znów było normalnie.

Posłuchaj...

Do wymiany belki nośnej przydałyby się dwie osoby.

Świetnie. Do zobaczenia jutro?

Tutaj. Nie u mnie.

Jasne.

Herbata dla pana.

Ogień zagraża przedmieściom Albany. Mieszkańcom nakazano ewakuację.

Turystom, odwiedzającym oceanarium, zapewniono transport.

Dzień dobry.

Cześć.

Trzy, dwa, jeden...

Strażacy rzucili wszystkie siły, by opanować ogień

w 50-ciu miejscach w regionie.

Największy w pobliżu Albany, gdzie zagraża ludziom i ich domom.

Ogień rozprzestrzenia się coraz bardziej na północ,

w kierunku hrabstwa Plantagenet. Walczą z nim zawodowi strażacy.

Ochotnicy są w pogotowiu.

Col?

Prognoza pogody budzi ogromne obawy.

Może nawet nosisz dwa maluchy.

Nie wiem jak ty.

Też.

Jestem z ciebie dumny. Wszystkie są przy nadziei.

Dobra robota.

Na razie wystarczy.

Schowaj oręż.

Wszystkie brygady z regionu rzeki Calgan

wzywa się na drogę Woodgenella.

Ogień szaleje na obszarach rolnych w pobliżu Albany.

W Lower Calgan spłonął dom i cztery szałasy.

Porywisty wiatr pogarsza sytuację.

Pa, dziewczyny. Bądźcie grzeczne.

Masz. Nie zjadaj wszystkiego na raz.

To może trochę potrwać.

Największym zagrożeniem jest zatrucie dymem.

Każdy, kto przebywa w tym rejonie, jest w niebezpieczeństwie.

Na ewakuację już za późno. Drogi w hrabstwie Plantagenet

nie są teraz bezpieczne.

Kontrolowane wypalanie świetnie wam poszło.

Na razie wiatr nie stanowi problemu,

ale w każdej chwili może się wzmóc.

Jackson, przygotuj zapasowy zbiornik.

Col, trzymaj się tej strony.

Co do was... Wiem, że to kuszące, ale nie wchodźcie za głęboko.

Mamy 10-15 minut. Pamiętajcie o nawadnianiu.

-Słyszałeś? -Nie.

Ekipa z Albany utknęła na starej drodze. Tego nie powstrzymamy.

Jeśli wypalimy tutaj, może uratujemy miasto. Kto wie?

-Dajesz radę? -Tak.

Jestem przy Mariot 416.

Zawróć!

Co on tu robi?

Kiedy wrócił?

Nie wiem. Może... dzisiaj rano.

Nie mam pojęcia.

Miej na niego oko.

Zanim sytuacja się poprawi, najpierw się pogorszy.

Wszystkie brygady się wycofują. Uważajcie na pojedyncze zarzewia.

Zbliża się front pożaru. Wszyscy mają się wycofać.

-Wiem, co masz w domu. -Są moje.

Trzymaj się z daleka.

Nie zbliżaj się!

Kiedy się tu zjawił?

Nie wiem. Zauważyłem go dwie godziny temu.

Właśnie rozmawiałam z komendą okręgową.

Nadal są na wybrzeżu. Przy zmianie kierunku wiatru

tu nie powinno się już palić. Jedźcie do domów. Jutro sprzątamy.

Dobra robota.

-Powinien pan odpocząć. -Nic mi nie jest. Dzięki.

Myślisz, że z nim dobrze?

Jest dość wiekowy.

Podejrzewam, że jak jutro poczuje zapach

-spalonej grzanki, padnie trupem. -Serio?

Nie. Tak tylko mówię.

Dobrze...

Brygady z rejonu rzeki Calgan mają się zgłosić na sprzątanie.

Powtarzam...

Na litość boską.

Kat...

Nie mam czasu na pogaduszki.

Słyszałam o wczoraj.

-Jak się miewasz? -No wiesz...

Ujdzie.

Tak myślałam.

Ale i tak przyjechałam.

Pomyślałam, że chętnie się napijesz.

Nie trzeba. Dzięki.

Colin, odpuść trochę. Po tym wszystkim, co przeszedłeś.

Na litość boską!

Nie chcę, żebyś ciągle sprawdzała, co u mnie.

Ty samolubny draniu... Masz dosyć,

że dowiaduję się, co u ciebie?

Że pytam, czy dobrze się czujesz.

Jeśli chcesz wiedzieć, ze mną wszystko w porządku.

Nie ma żadnego dramatu.

Bo czemu miałby być?

Kretynka ze mnie.

Co jest ze mną nie tak? Chciałam mieć z kim pogadać

i do kogo się zwróciłam? Do niemowy.

Nie potrafisz nawet porozmawiać z bratem. Jest tam.

Tuż obok.

Co ja... Jesteś żałosnym starym człowiekiem.

Potrafisz tylko myśleć o swoich martwych owcach!

-I nigdy się nie zmienisz! -Próbowałem!

Nie chcę być aż tak

żałosny.

Ogromny pożar, co?

Mój dziadek spędził tam kilka sezonów letnich.

Miał niewielkie stado. To trudny teren.

Dlatego uważają, że nasza rasa

jest taka silna.

Oczywiście mówię o owcach.

Czy ja wiem...

Nieźle sobie radzisz jak na staruszka.

Udał się tam w owcami, bo nieco wcześniej przeszedł tamtędy pożar.

Wielki, sięgający aż do plaży.

Wiedział, że po pożarze

wszędzie wystrzela roślinność.

Dym jest nadal z tego samego ognia?

Tak. Wiatr zmienił kierunek.

Cholerne walabie. Wszędzie ich pełno.

Colin?

Lepiej się pośpieszmy.

Zatrzymałeś kilka.

W domu.

Co robisz?

Nie...

Nie ruszaj się.

Nie są zarażone.

Kat, proszę cię...

Musiałem.

Wiem.

Naprawdę.

Właśnie sprzątamy po pożarze.

Co takiego?

Panie Grimurson...

Mam pozwolenie na przeszukanie pańskiej farmy.

-Proszę przeczytać. -On to rozumie.

To prawda?

Nie ma owiec.

Ale mocno pachnie odświeżaczem powietrza.

Można wiedzieć czemu?

Tak mocno pan popryskał.

Gdzie one są?

Niczego nie ma.

Czujesz odświeżacz powietrza?

To nie przypadek.

Przeszukajcie każdy centymetr.

-Nie wiedziała pani o tym? -Słucham?

Jesteście dość blisko.

Nie wiedziałam.

Tak czy siak, to dla niego koniec. Straci farmę.

Myślał, że wykpi się odświeżaczem powietrza.

Naprawdę musieliście?

Wszystkie owce w dolinie?

-Co do jednej? -Tak!

To jedyny sposób...

Nie jestem tym złym.

To choroba jest winna.

My...

To on jest...

ten zły. My staramy się pozbyć choroby.

A on sobie...

Myślę, że byłem dość...

I wszyscy...

Gdy znajdziemy owce, będzie po nim!

Mamy tu ciekawy rozwój wypadków.

Odbiór.

Powiedziałem, że mamy tu...

Szaleniec!

Chwila...

Czy to...

-Jest z... -Lesem?

W mordę!

Tam nadal się pali.

To chyba niebezpieczne.

Tak.

Wywoła pani szefa? Nie odpowiada.

To pański szef, nie mój.

Może jest w domu.

Szaleńcy.

Podejrzewam, że już się połączyłeś z tymi paniami.

Wspaniały z ciebie tryk.

Wspaniały.

Dobra, Kip.

Ruszamy.

Dalej!

Do mnie, Kip.

Dobry piesek.

Masz.

Co sądzisz?

Wiatr zmienił kierunek.

Jedź w stronę plaży.

Stój, Kip! Dobry piesek.

Spróbujmy go podnieść.

Jeszcze raz.

Szlag!

Kip, zagoń je!

Przyprowadź je tu!

Les!

Col!

Jasny szlag!

Ocknij się.

To ja, Les.

Les...

Nie poddawaj się.

Jeszcze trochę.

Będzie dobrze.

Dasz radę.

Jestem przy tobie.

Wszystko będzie dobrze.

Zobaczysz.

Wydobrzejesz.

Mówię ci.

Wszystko będzie dobrze.

Na pewno.

WIOSNA

Świetnie wyglądają.

-Jak na merynosy. -Może teraz nie robią wrażenia,

ale po stu latach hodowli

nadal będą parszywymi merynosami.

Kto wie...

Może pewnego dnia z zarośli wyłoni się

zaginione

stado Kalgan Hornów.

Kto wie...

Właśnie.

Jesteś piękny.

Piękny.

W porządku?

Tak.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.