Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
..:: (XviD asd) :: www.xvidasd.com ::..
Spokojnie. Nie budujemy autostrady. Te jaskinie stoj¹ puste pó³ miliona lat.
Mo¿liwe ¿e uda nam siê dowieæ istnienia Protocantha.
Doktorze, zbli¿a siê sztorm. Wracajcie na pok³ad.
Odbiór.
S³yszymy pana kapitanie.
Doktor Koby nie odpowiada. Proszê j¹ ci¹gn¹æ.
Pani doktor, nadchodzi sztorm.
S³ysza³a pani?
Znalelimy. Protocanth istnieje.
Gdzie jeste?
Niedaleka wyspy Palmera pod biegunem pó³nocnym.
Mój ojciec mia³ racjê.
Co nieprawdopodobnego. Mam tu ca³ego osobnika.
Poka¿esz nam?
Zachowa³ siê w lodzie.
wiecisz jak choinka.
Takie odkrycie zdarza siê raz na ca³e ¿ycie.
- Widzisz? - Niewyranie.
Zobacz.
- Dobrze siê czujesz? - Co jest nie tak.
Nazywam siê Adam Kane.
By³em pionierem badañ genetycznych. Manipulowa³em DNA, by ratowaæ ¿ycie.
Geny mutowa³y.
Ludzie zyskali nadprzyrodzone zdolnoci.
Wraz z czwórk¹ najsilniejszych, bronimy niewiadomego wiata.
Tworzymy organizacjê Mutant X.
Przebudzenie.
Musimy zd¹¿yæ na statek przed zmrokiem.
Nie mogli znaleæ tego na Karaibach?
Co z Helix¹?
Jest odporna na wszelkie warunki prócz polarnych.
Powinnimy ja najpierw przetestowaæ.
Bêdzie dobrze.
Chyba ¿e zamarzn¹ turbiny i wpadniemy do Atlantyku.
Widzia³e jak zareagowa³a?
Przeczucie nigdy j¹ nie myli³o.
Mama nadzieje ¿e to wiêcej ni¿ nag³y zryw do archeologii.
To nie jest zwyk³y artefakt, tylko zaginiony gatunek.
Drapie¿nik doskona³y. Wiesz co kryje jego DNA?
Do tego dostaniemy zni¿kê za kilometry.
Jak siê czujesz? Mog³em ciê uprzedziæ.
Nie wiem dlaczego tak zareagowa³am.
Mo¿e to zwyk³y odruch.
Wszyscy dziwnie reagujemy. Ja te¿.
- Kiedy to ¿y³o? - Przed kenozoikiem.
Jest dwuno¿ny. Naukowcy podejrzewaj¹ ¿e by³ spokrewniony z cz³owiekiem.
- Wywodzimy siê od niego? - Ewolucja posz³a inn¹ drog¹.
W¹tpiê by prze¿y³ w takich warunkach.
Wtedy by³y tu tropiki.
Za chwilê ujrzymy brakuj¹ce ogniwo.
Nie wiem co to. Podwozie nie chce siê wysun¹æ.
- Nie usi¹dziemy? - Rozmra¿am.
Teraz.
L¹duj na pok³adzie.
- Tak siê cieszê. - Tego bym nie przegapi³.
Wyjê³am go z lodu i zaczê³am rozmra¿aæ.
Solanka czy metoda Landleya? Nie zapomnia³em nauk twojego ojca.
Metoda Landleya.
Jest powolniejsza, ale nie niszczy tkanki.
Nie mogê siê doczekaæ. Ale zimno.
- Przedstawiam Luise. - Wska¿ê wam kajuty.
Zupe³nie jakby czeka³ na mnie zakuty w lodowcu.
- Jak go wyci¹gnêlicie? - Namêczylimy siê.
Co to?
Dwiêk lodu ocieraj¹cego siê o kad³ub. Te frachtowce s¹ odporne. Przywykniecie.
W¹tpiê.
Trzymaj siê mocno.
Nie musisz schodziæ.
Muszê.
Niesamowite. Zachowany w ca³oci.
- W tej okolicy nieustannie panuje mróz. - Frajer zamarz³ ¿ywcem.
Mo¿liwe ¿e tak by³o.
Ale brutal.
Chod, nie ugryzie.
Muszê odetchn¹æ.
Id z ni¹.
Czyñ honory.
Gruczo³y wci¹¿ aktywne.
- Poparzy³em siê. - Co ty na to?
Znalaz³a Protocantha.
Cieszê siê ¿e to potwierdzi³e.
- Pod¹¿anie ladami ojca nie by³o ³atwe. - To dziêki jego dziennikom tu dotar³am.
Doprowadzi³ do mierci swojej i dziewiêciu ludzi.
Wykaza³a siê odwag¹, kontynuuj¹c poszukiwania.
Sprawdzimy?
Pe³na moc.
Zostawcie baga¿e.
Nale¿ycie pewnie do zespo³u Koby.
Musicie mieæ niez³e fundusze, skoro staæ was na taki samolot.
Wziêlicie na pok³ad niezwyk³y okaz.
Powinien zostaæ tam gdzie by³.
Od lat wyci¹gamy z morza dziwne rzeczy, ale czego takiego nie widzia³em.
Pech przeladuje nas od pocz¹tku. Jeden z naszych zosta³ ranny.
Zerwana lina prawie go przeciê³a. Do tego nie mamy ³¹cznoci.
A od dwóch godzin nie mogê wyjæ z lodów.
Mo¿e to zbieg okolicznoci.
Jestemy na pustkowiu. W razie k³opotów zostaniemy sami.
Jock?
G³ówny silnik nawala. Muszê go wy³¹czyæ.
Nie bêdziemy przeszkadzali.
Szczêcie siê od nas odwraca.
To próbka tkanki z osobnika? Wygl¹da jak ¿ywa.
Ma pó³ miliona lat.
mieræ komórek powinna nast¹piæ natychmiast.
Mo¿e ekstremalna temperatura jej zapobieg³a.
To mo¿liwe, ale ma³o prawdopodobne.
- Boisz siê mro¿onej ryby? - To co powa¿niejszego.
Nie miej siê, ale to emituje silne fale.
Niepotrzebnie ci to mówi³am.
Nie powinienem by³ siê miaæ, ale to...
Wiem.
Uwierz mi.
Mo¿e wyczuwasz fale cz³onka za³ogi.
To nie cz³owiek.
Zimno ci? Ca³a dr¿ysz.
Nie z zimna.
Czy to rozs¹dne?
Nie chcê tego na moim statku. Znajd linê.
Przestraszy³ siê pan?
Przynie linê.
Sam to zrobiê.
To ¿yje.
Zabrania³am go dotykaæ.
Mo¿e kto z ekipy przeniós³ go do laboratorium.
Kapitan zarazi³ za³ogê przes¹dami.
- Podejrzewasz go? - Zadowolony nie by³.
Pewnie chce siê go pozbyæ.
To co ¿yje.
Ucieknijmy waszym samolotem.
Mamy komplet.
To co pozabija nas wszystkich.
- Co ty wygadujesz? - Stwór zabi³ kapitana.
Puæ go. Gdzie on jest?
- Mówi³em. - K³amiesz.
Chcielimy go wyrzuciæ gdy nagle przebudzi³ siê
- Z³apa³ kapitana za twarz jak¹ mack¹. - To ma byæ dobranocka?
Tak by³o.
Puæ go.
Zabierz go do kambuza.
- Znajdcie kapitana. - Uwierzy³e mu?
Poszukajmy kapitana.
Wyczu³am jego strach w chwili mierci.
Chodmy.
Jak to mo¿liwe?
Cz³onek za³ogi twierdzi ¿e stwór chwyci³ kapitana.
W ciele nie zosta³a ani kropla wody.
- Wyschniête na wiór. - Dlaczego to zrobi³?
- Po¿ywia³ siê. - Bez przesady.
Emma jest teleempatk¹. Od pocz¹tku wyczuwa³ energiê stworzenia.
Zabija bo jest g³odny.
Ronie w si³ê.
Musimy opuciæ pok³ad.
Z³apiemy go. To prze³om w nauce.
Tylko na tym pani zale¿y? Zgin¹³ cz³owiek.
- Rozumiem. - Ale co?
- mieræ ojca pani nie wystarczy? - Nikt nie móg³ tego przewidzieæ.
- Nie wiemy czego siê spodziewaæ. - Staniemy siê jego pokarmem.
- Wziê³a to pani pod uwagê? - Chcê temu zapobiec.
- Puszka Pandory ju¿ siê otworzy³a. - Musimy j¹ zamkn¹æ.
Wahania energii. Zaraz wysadzi kot³y.
Idê do maszynowni.
- Wszyscy zostaj¹ na miejscu. - Z czyjego rozkazu? Doktor Koby?
Kapitan nie ¿yje, a oni nie chc¹ nic powiedzieæ.
- To prawda. - Panujemy nad sytuacj¹.
Stwór robi co chce.
Zamknêlimy go w ³adowni. Trzymajmy siê razem.
- Musimy go zabiæ. - Nie wiemy do czego jest zdolny.
Racja. Trzymajmy siê razem.
Nie wtr¹caj siê.
Ubezpieczaj.
Mia³em ciê prosiæ o to samo.
Co jest grane?
Podkrêca ogrzewanie. Zajrzê tam.
- W porz¹dku? - Chwilowo.
Czujê ¿e jeszcze tu wróci.
Mój impuls zabi³by 10 ludzi.
Nie uszkodzi³ nerwów. Boli?
- Jak po meduzie. - Porozrywa³ rury z par¹.
Z par¹?
Gor¹co przywróci³o go do ¿ycia.
Pierwotnie ¿y³ w tropikach.
O ile nie zauwa¿ylicie, zrobi³o siê gor¹co.
Jest ponad 30 stopni.
Zamienia statek w prywatn¹ wyspê karaibsk¹.
- Kambuz jest nad maszynowni¹. - Jesse siedzi tam z za³og¹.
Jess, wyprowad ludzi na mostek.
Dlaczego?
- Stwór szuka gor¹cego miejsca. - Szybko, przechodzimy na mostek.
Zaraz, najpierw powiedz co jest grane.
Nie ma czasu.
- Zaryzykujê. - Ja te¿.
Stwór jest sprytny. Podkrêci³ ogrzewanie i zamierza po¿reæ nas na obiad.
Nie mamy czasu na gadanie.
Zajrzê do kot³ów.
W razie czego nafaszerujê stwora o³owiem.
Pociski zawieraj¹ skoncentrowany pavulon.
- Jedna kropla upi s³onia. - Nawet ja nie zdo³a³em go za³atwiæ.
- Spróbujê. - Sama?
- Przepraszam ¿e was wci¹gnê³am. - Musztarda po obiedzie.
Skopmy mu ty³ek.
Lepiej siê pilnujcie.
Uwa¿ajcie na siebie.
- Co robisz? - Jest g³odny.
Nie ³¹cz siê z nim.
Nie chcia³am.
To on nawi¹za³ ³¹cznoæ.
Wyczuwa mój strach.
Niele siê tu zabawia³.
Co tam siê dzieje?
Jest w kambuzie.
Co siê dzieje?
Zamykajcie.
Wyprowadzi³em po³owê za³ogi. Reszta nie chcia³a.
W porz¹dku. Melduj siê.
Spanikowali.
Poluje wyczuwaj¹c strach?
Jesse, przyjd po Emmê.
Strach go przyci¹ga. Nie mo¿esz tu zostaæ.
- Dam radê. - A jeli nie?
A jeli wiê sprowokuje kolejny atak g³odu?
Nie mieli szans.
Nie wiedzia³am.
Wszyscy winili ojca za mieræ za³ogi. Chcia³am tylko oczyciæ jego nazwisko.
Nie wiedzia³am co uwolniê.
- Ile osób pomieci wasz samolot? - Góra siedem.
300 mil na po³udnie jest stacja. Ewakuujemy siê.
Adam, zwijamy siê.
Gdzie doktor Koby?
Zniknê³a.
- Nie mog³a siê oprzeæ. - Sprowadcie j¹ na mostek.
- Przygotujemy Helixê. - ¯eby tylko Koby wróci³a.
Wyprowadziæ za³ogê.
Nigdzie nie polecimy. Spali³ siê podgrzewasz.
Ile potrwa naprawa.
Nie wiem, ale bez niego nie wystartujemy.
Luise, gdzie jeste?
Zg³o siê.
Jeden strza³. rodka starczy na upienie armii.
Nie wiemy jak zareaguje Protocanth. Wracaj na mostek.
Straci³am po³owê za³ogi. Powinnam by³a ewakuowaæ siê od razu.
Sama nie dasz rady. Wracaj.
Za³atwiê go.
Lepiej dmuchaæ na zimne.
- Rozpraszasz mnie. - Nic nie poradzê.
- Zapuæ sobie co na uspokojenie. - To tak nie dzia³a.
Dodaj mi chocia¿ trochê cierpliwoci, bo zaraz wybuchnê.
Widzielicie j¹?
Luise, otwórz.
- Trafi³am go, ale uciek³. - Nie chod sama.
Musimy pozbawiæ go ród³a po¿ywienia.
Za³atwione.
- Nie spodoba³o mu siê. - Musimy go jako zatrzymaæ.
- Zrzuciæ mu trzy tony lodu na ³eb. - Jaka mrozisz próbki?
- Ciek³ym azotem. - Masz?
Tutaj.
Szybciej, drzwi puszczaj¹.
Mamy srebrn¹ kulkê.
Tyle ¿e srebro siê skoñczy³o.
Trudno uwierzyæ ¿e przele¿a³ pó³ miliona lat i nadal ¿yje.
- Zahibernowa³ siê. - Trzeba go znowu upiæ.
- Azot siê skoñczy³. - Jest w ³adowni.
Mo¿e od razu siê przyprawimy.
Nie mo¿emy go zostawiæ. Zrobi wszystko by przetrwaæ.
- Dotrze do l¹du. - Niemo¿liwe.
Przeciwnie.
D³ugo jeszcze?
Przez te twoje nagabywania tracê czas.
Tylko ty zdo³asz poruszaæ siê po statku.
Musisz przynieæ ciek³y azot z ³adowni.
- Prawoburtowej. - Prawoburtowej.
Ju¿ idê.
Nie czuj¹c strachu, stwór olepnie. Zachowajcie spokój i oczyæcie umys³y.
Ma racjê.
Zamknijcie oczy i oddychajcie g³êboko.
Spójrz na mnie.
We g³êboki oddech.
Lubisz strach?
To chod do mnie.
- Wychodzi na przynêtê. - Musimy dotrzeæ do ³adowni.
Nie bojê siê ciebie.
Koniec?
Nie zupe³nie.
- Za³oga wyci¹gnê³a statek z lodu. - Nie musimy uciekaæ.
To wszystko z laboratorium.
Zupe³nie jakby nigdy nie istnia³. Ustawi³am tablicê ostrzegawcz¹.
Wiem ¿e ci ciê¿ko.
Jeli kto siê o tym dowie, przyjedzie tu chmara ludzi.
Nie chcê by mojego ojca kojarzono tylko z nim.
- Niektóre rzeczy lepiej zostawiæ. - Tê na pewno.
S¹dzisz ¿e wiat jeszcze go zobaczy?
Minie parê tysiêcy lat, zanim ten lodowiec siê roztopi.
Mo¿e wtedy ludzie bêd¹ umieli radziæ sobie z Protocanthem.
Ucieknie i zacznie zabijaæ.
- Tego nie wiemy. - Ja wiem.
- Rozumiem ¿e nawi¹za³a kontakt. - Ostrzega³am was od pocz¹tku.
- Nastêpnym razem ciê pos³uchamy. - Nie dam wam wyboru.
Wersja polska HBO Polska tekst Artur Nowak. ..:: (XviD asd) :: www.xvidasd.com ::..
Napiski wklepa³ AndrzejS. ..:: (XviD asd) :: www.xvidasd.com ::..
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.