Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
..:: (XviD asd) :: www.xvidasd.com ::..
Zdobyłem Camaro z 78, oryginalny przebieg.
Stargowałem do 13,5 tysiąca.
Silnik 5,7.
Zostało tylko 1000 sztuk.
Mój ma nawet laleczkę na desce.
Fajnie że ratujesz złom,
ale my przez 12 godzin szukaliśmy skradzionego ładunku leków.
- Nie znaleźliście? - Nie zaczynaj.
Burza zakłóca łączność. Pogadamy później.
Łączność?
I ten facet był oszustem.
Też mi okazja.
Nazywam się Adam Kane.
Byłem pionierem badań genetycznych. Manipulowałem DNA, by ratować życie.
Geny mutowały.
Ludzie zyskali nadprzyrodzone zdolności.
Występują.
Wraz z czwórką najsilniejszych, bronimy nieświadomego świata.
Tworzymy organizację Mutant X.
Zagubione miasto.
Już dobrze.
Nic nie mów.
Jeśli chcą wysłać kradziony towar, to musieli go ukryć.
W jednym z tysiąca magazynów których nie zdążyliśmy sprawdzić.
Na ulicy będą wiedzieli. Robota dla tajniaka.
Dla Brennana, który bawi się w samochodziki.
Spytam gdzie jest.
Brennan.
Odbiór.
Mówił coś o burzy. Kto wie w jakim stanie był samochód?
Bądźmy realistami.
Cammaro, Brennan, ta laleczka.
Pewnie zaciągnął ją do motelu korzystając z tekstu:
Czuję między nami napięcie.
Skontaktowałby się z nami.
Znajdziemy go jeśli ma włączony komunikator.
Wypadek. Ciężarówka wpadła na mój samochód.
Nieważne.
- Dzięki za opiekę. - Nazywam się Miranda.
- Masz moje ubranie? - Było zniszczone.
Mam inne.
Znalazłam to w kieszeni.
Brennan meldował się o 9:18. Był tutaj. 45 kilometrów od Edgarstown.
Jeśli miał kłopoty z wozem, tam pewnie się zatrzymał.
- Burza nie mogła uszkodzić komunikatora. - Poszukajmy go.
Słyszy mnie ktoś?
Twój ojciec mam nieco inny styl, ale to nic.
Wyglądasz świetnie.
Pozostaje tylko spytać dlaczego nie widziałam cię w okolicy?
- Nie jestem stąd. - Mówiłeś, ale mylisz się.
Znajomi pewnie martwią się o mnie. Gdzie tu jest telefon?
W sklepie Breddiego. Chodźmy.
A gdzie samochody?
Cztery koła.
To Ben Gilbert, syn Geralda.
Później ci powiem.
- Napijemy się mrożonej herbaty? - Chętnie. Pójdę tylko zadzwonić.
Czołem.
Przepuść go.
- Ta dziewczyna jest już zajęta. - Mówiłeś jej to?
Mówię tobie. Jest moja.
Nie mam czasu.
Jak zdrowie?
Świetnie.
To dobrze.
Powinieneś być na budowie u Eney.
Jeszcze pogadamy.
Benn Gilbert?
Wracasz na farmę czy zostajesz?
Jeszcze nie wiem. Przyjemnie tu.
- Coś jeszcze? - Na razie nie.
Centrala.
Poproszę zamiejscową.
- Nie ma takiego numeru. - Dzwonię tam codziennie.
Nie ma takiego numeru. Proszę sprawdzić.
- Dziwne miasto. - Wiedziałam że przybędziesz.
Ładne.
- O co chodziło z tym Gilbertem? - Gilbertowie mieszkają pod miastem.
- Dlaczego nie powiedziałaś kim jestem? - Żeby cię wzięli za wariata?
Spadam.
Myślisz że nie jesteś stąd, ale nie da się wyjść za mur.
Jaki mur?
Przy ósmej. To koniec świata.
Czekaj.
- Nie mam mocy? - Co robisz?
- Próbuję się wydostać. - Jesteśmy tu szczęśliwi.
Teraz mi wierzysz.
Poza Nową Nadzieją nie ma innych miast.
Po drugiej stronie nic nie ma. To koniec.
Nie.
To jakieś pole siłowe.
W środku musi być generator. Żadnych samochodów, samolotów.
- Gdybym miał moc. - Jaką moc?
Ktoś ustawił tą barierę żeby zamknąć miast.
Była tu zawsze. Uwierz mi.
Dlaczego? Na zewnątrz mam przyjaciół.
Muszę stąd wyjść.
Nie krzyczałem na ciebie, to frustracja.
Nie płacz.
Nie chcę żebyś zniknął.
Spójrz na mnie.
Nigdzie nie pójdę. Przynajmniej na razie.
- Josh, mieliśmy być na budowie. - Najpierw odwiedziny ojca Bena Gilberta.
Pytaliśmy już w kawiarni i w motelu.
Droga do nas jest prosta. Nie miał dokąd zboczyć.
Nie mógł tak zniknąć.
- Chyba że kupował części. - Zajrzyj tam, my pójdziemy na policję.
Tylko mnie nie zostawcie.
Chcemy pogadać.
Syn Marcusa.
Przyszły Przewodniczący Rady.
Tak?
Czułem że miasto zmierza w złym kierunku.
Zapominasz o wierze. To niebezpieczne.
Wierzę w ideały twojego ojca, które teraz są pustymi słowami.
Lepiej ich słuchaj.
I pilnuj swojego syna. Trzymaj go z dala od Mirandy.
Moi synowie nie byli w mieście od lat.
- To Ben? - Tak.
- Czego chcesz? - Jeszcze tu wrócimy.
Zdarzył się tu ostatnio wypadek z udziałem Camaro.
Nie.
Nasz przyjaciel zniknął 45 kilometrów na zachód stąd.
Muszę wracać do pracy.
Wcale się od nas nie różnisz.
Może tutaj.
- Jak to jest niczym się nie wyróżniać? - Przyjemnie.
Mamy czas na spacery i dla przyjaciół.
Zwłaszcza tych, których kochamy.
Wasza Nowa Nadzieja jest kusząca.
Mówiłam.
Co ty byś beze mnie zrobił?
Mógłby, się tu nawet osiedlić.
Poważnie.
- To miejsce ma urok. - Zdradę ci sekret.
Wierzę że jesteś obcy, ale ponieważ tacy nie istnieją.
To kocham anioła.
Nie znamy nawet numeru rejestracyjnego.
To ten.
Ciężarówka też dostała.
Złomowisko Edgarstown. Ciężarówka należy do nich.
Czuję że mógłbym do tego przywyknąć.
- Co robisz? - Co ci się nie podoba?
- Ty. - Masz coś do powiedzenia?
Nie ufam ci, ale sprawdzę cię.
A wtedy wszyscy dowiedzą się co knujesz.
Nic nie knuję.
A co do Mirandy, sama decyduje z kim się spotyka.
Nie dosłyszałeś.
To jeszcze nie koniec.
- Jesteś ranny. - Drobiazg.
Wejdźmy.
Byłeś taki dzielny. Stanąłeś w mojej obronie
Jesteś tego warta.
- Jak się czujesz? - Jak nowonarodzony.
Mówiłam że przekonasz się co do Nowej Nadziei.
Zabiorę cię do mojego świata. Zobaczysz co tracisz.
Nic. Co w nim takiego jest?
Wszystko.
Tajskie potrawy, dyskoteki, oceany, samochody.
- Żałuj że nie widzisz swojej miny. - Jesteś ze mną szczęśliwy.
Nie mam wyboru.
- Co tu robisz? - Ja do twojego przyjaciela.
- Chyba nic się nie stało? - Nie chciałem porozmawiać.
Możemy.
Wprawdzie jestem zajęty, ale zgoda.
Wiem o świecie za murem.
Mam ci zaufać?
Gdybym chciał cię skrzywdzić, nie przychodziłbym.
Pokażę co coś.
Niedługo wrócę.
Skończcie robotę.
- Znaleźliśmy auto przyjaciela. - I ciężarówkę która w nie wjechała.
- Nie wiem o co chodzi. - Kłamiesz.
To była ciężarówka męża. Wypadek miał miejsce pod Luistown.
- Straszne miejsce. - Dlaczego?
Ludzie gadają, ale jest w tym ziarno prawdy.
- To opuszczona osada górnicza. - Nie widziałam żadnej osady.
- Kiedyś wszystko zniknęło. - Jak Brennan.
Jeśli nasz człowiek nie zjawi się wkrótce,
wrócę tu.
Odkryłem je kilka lat temu.
Wtedy przekonałem się że starszyzna kłamie.
Zdjęcia.
Dziwne miejsca i ludzie w kostiumach.
Kiedy zobaczyłem znaki na twoim ramieniu, wiedziałem że jesteś stamtąd.
Może to szaleństwo, ale marzę, że kiedyś zobaczę to miejsca.
Zobaczysz jeśli się stąd wyrwiemy. Świat na nas czeka.
- Jeśli rada się dowie, znikniesz. - Miranda też mówiła o zniknięciach.
Stawiam przed radą ludzi którzy tracą wiarę, albo naruszają kodeks.
Rada mówi że znikają, że uciekają z miasta przez piwnicę.
Ale oni tam wchodzą i już nie wracają
- Jak to? - Kiedyś tam zajrzałem.
Wszędzie metal, światła i szkło.
Generator pola siłowego.
- Musi istnieć sposób na wyłączenie go. - Znam kilku zaufanych ludzi.
Sprowadzę pomoc. Poczekaj tu.
Możemy zamienić słówko.
Chyba że jesteś na służbie.
O co chodzi?
Miałeś strzec pokoju i egzekwować wolę Rady.
- Zgadza się. - Pomagasz obcemu.
Okłamywali nas. Mur można przekroczyć.
Obcy nam pomoże.
Potrzebujemy odpowiedzi.
Kilka znalazłem, ale są dość dziwne.
Mów.
Albert Marcus był naukowcem, nie cierpiącym współczesnego społeczeństwa.
Marzył o stworzeniu społeczności wolnej od wpływów z zewnątrz.
- Nie da się. - Może jednak.
Pracował nad elektronicznym pęcherzem.
Polem siłowym zdolnym zamknąć całe miasto.
Nie podoba mi się to.
Czy miasto Marcusa leży 45 kilometrów od Edgarstown.
Tak. To Luistown.
Tam zniknął Brennan.
- Zander nie żyje. - Jak to?
Ben Gilbert go zabił.
Nożem. Widziałem.
Zander chciał postawić go przed Radą.
- Niemożliwe. - Widziałem.
Nie znasz go.
Posłuchaj.
Będą chcieli z tobą pomówić, bo z nim byłaś.
Ochronię cię.
Musisz tylko robić co trzeba.
Tu powinno być Luistown.
Rozejrzyjmy się.
Na górze.
Całe miasto cię szuka.
- Dokąd idziemy. - Nie martw się.
Chodź.
Zabiłeś Zandera. Był nie groźny.
- Nikogo nie zabiłem. - Brać go.
Popełniłeś błąd.
Idziemy.
Zaczynajmy.
Bennie Gilbercie, jesteś oskarżony o zbrodnie jakiej Nowa Nadzieja nie widziała.
Morderstwo na osobie naszego Zandera Delassandro.
Chciał mi pomóc. Po co miałbym go zabijać?
To twój nóż?
Tak. Chwileczkę.
Zabrano mi go. Ktoś mnie wrabia.
Geraldzie.
Dziękuję za przybycie.
Poznajesz tego mężczyznę?
To mój syn, Ben.
Nie prawda.
- W życiu nie widziałem tego mężczyznę. - Wznowimy rozprawę za pięć minut.
Mówię prawdę.
Postąpiłeś słusznie.
Zostawcie moją rodzinę w spokoju.
Pamiętaj. Nasz dzień nadejdzie.
- Kobieta ze złomowiska coś ukrywała. - Nie.
Przecież nie rozpłynął się w powietrzu.
Tu powietrze nie jest takie czyste.
Co to było?
- Pęcherz o którym mówił Adam. - Pole energii zakłóca obraz z satelity.
- Shalimar odbiła się właśnie od ściany. - Raj Alfreda Marcusa.
Brennan dostał się do środka.
- A my musimy go wydostać. - Chyba znalazłem sposób.
- Lecę. - Czekam.
Zrezygnować ze wszystkiego z powodu jednego obcego?
Carmone jest najważniejsza.
Postępujemy słusznie.
Ile razy będziemy jeszcze uśmiercali prawdę.
Bennie Gilbercie,
ponieważ nie okazałeś skruchy, ukrywając się za kłamstwem i fantazją,
gwałcąc zasadę Nowej Nadziei, uznajemy cię za winnego.
Wyrok śmierci zostanie wykonany dzisiaj na oczach obywateli.
Przestańcie, nie zabiłem Zandera.
Pożegnaj się z życiem, Ben.
Nie nazywam się Ben, tylko Brennan Mulwray. Za kila minut nie będzie to miało znaczenia.
Nie zrobiłem tego.
Kończmy.
Nie nazywam się Ben Gilbert.
Ładunek gotowy.
Kiedy Brennan zniknął szalała tu burza z piorunami, która musiała zakłócić pole.
Nie możemy czekać.
Pomożemy naturze, rozpylając naładowane cząsteczki jodku srebra.
Dzięki temu powietrze się zaiskrzy.
- Możemy zaczynać. - Teraz.
Moja śmierć nic nie zmieni.
Rada morduje wszystkich, którzy domyślają się prawdy.
Dobrze że go wydałaś. Jesteś jedną z nas.
To ty odwaliłeś czarną robotę, zabijając Zandera.
- Nikogo nie zabiłem. - Josh tak powiedział.
Kłamał. Sam go zabił. Sam go zabił.
Przestańcie.
To ty zabiłeś Zandera. Puśćcie go.
- Czego chcesz? - Wystarczy.
Zostawcie.
Puśćcie.
Obcy nie jest moim synem.
Mówi prawdę. To miejsce zmieniło się w wiezienie.
Dzięki.
- Ryzykowałaś. - Musiałam.
- Reszta milczała. - To zrobiłbyś dla mnie to samo.
- Nie. - Nie ma innej drogi.
Otwieraj. Grozi ci śmierć.
Co to?
Tworzy wasz mur.
- Nie mogę uwierzyć że modlę się deszcz. - Nam zależy tylko na piorunach.
Grom.
I błyskawica.
Już czas. Odpalamy.
To działa.
Tylko nie dotykajcie kadłuba. Ma około miliarda woltów.
Musimy to wyłączyć.
- Zabezpieczenie. - To spotkało mojego ojca.
Ani kroku, albo ja zastrzelę.
Ruszaj, wszyscy czekają.
- Chyba już wystarczy. - Burza mija.
Gotowe, odpalam.
- To na nic, prawda nie zniknie. - Wystarczy że ty znikniesz.
Widzę miasto.
Musimy zneutralizować generator, inaczej utkniemy w środku.
Co robić?
Skup wiązkę pośrodku, tam jest generator.
Odpalam.
Będzie mi cię brakowało Mirando.
Mój Boże. Miałeś rację.
Niedoczekanie.
Nie tym razem.
- Gotowa? - Nie.
Rozumiem.
Twój świat powiększył się właśnie milion razy.
- Zostań ze mną. - Chciałbym, ale nie mogę.
Mam własne życie.
Wiem.
Kiedy będziesz gotowa, zadzwoń.
- Z akwarium do oceanu. - Zazdroszczę im.
Ujrzą świeży świat.
Dla mnie wcale nie jest taki świeży.
Do zobaczenia.
W porządku?
- Nie mógłbym żyć w takim miasteczku. - Wyglądałeś na zadowolonego.
Ma swoje zalety. Chodźmy, nie lubię pożegnań.
Szekspir powiedział, śmiały nowy świat.
Wersja polska HBO Polska tekst Artur Nowak. ..:: (XviD asd) :: www.xvidasd.com ::..
Napiski wklepał AndrzejS. ..:: (XviD asd) :: www.xvidasd.com ::..
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.