All language subtitles for For.All.Mankind.S02E08.WEB-DL.x264.-ION10 pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Rosjanie nie dokonali kontrataku na powierzchni Ksiezyca.

Mamy na strazy dwuosobowe zespoly przez cala dobe.

Sowieci w Zwiezdzie funkcjonuja normalnie.

Nie ma tez wzrostu aktywnosci wojskowej na orbicie Ziemi.

Nasza mala operacja zakonczyla sie sukcesem.

Tak, na to wyglada.

Przekaz moje podziekowania za wykonana prace wszystkim w NASA.

Dziekuje. Przekaze.

Panie prezydencie, jesli moge?

Pozostaje kwestia misji Apollo-Sojuz.

Co uwazasz, Ellen? Powinnismy ja kontynuowac czy odwolac?

Wciaz mamy moralna przewage po zestrzeleniu KAL 7.

Powinnismy ja utrzymac.

Wyciagnelismy reke w gescie przyjazni, by caly swiat to widzial.

Jesli Andropow chce ja odtracic, pozw�lmy mu.

Niech wszyscy zobacza, kto pracuje na wojne, a kto na pok�j.

Tez tak uwazam.

- Postepujcie wedlug planu. - Tak jest.

Doceniam to, jak poradzilas sobie z sytuacja,

mimo bardzo trudnych okolicznosci.

Dziekuje. To bardzo mile.

Chce oficjalnie nominowac cie przed Senatem

jako nowa administratorke NASA juz na stale.

To ogromny zaszczyt.

Nie wiem, co powiedziec.

Tw�j kraj cie potrzebuje.

Ale nie spiesz sie i przemysl to.

Dziekuje wszystkim.

Wiec...

Gratuluje.

Prezydent wie, co robi.

Dzieki. Chyba.

Czekasz na wieksze biuro, niz ma Margo?

Chcialabym to po prostu przemyslec.

Co przemyslec, Ellen?

To nasz bilet na Marsa.

Dzieki tobie znowu stanie sie priorytetem.

Byl priorytetem dla Toma. Nie zrobilo to wiekszej r�znicy.

Jestes astronautka. To ci daje inny wplyw.

Ona ma racje. Prezydent uwielbia astronaut�w.

A ty nie jestes jakas astronautka, tylko ta, kt�ra zlapala zbiornik.

Bedzie cie sluchal bardziej niz kogokolwiek innego.

Moze.

Przemysle to.

Generale?

Dziekuje.

Sowieci op�znili start statku Buran.

Pewnie cos naprawiaja.

Przetransportowali go do hali napraw dzis rano.

M�wilem ci. Oni tez maja madrych ludzi.

Pewnie sami zauwazyli problem z uszczelnieniem.

Pewnie tak.

Emmo, skontaktuj sie z Sergiejem Nikulowem.

On i jego zesp�l musza tu wr�cic,

by dokonczyc przygotowania.

Tak jest. Przypominam, ze Columbia startuje o 14.30.

- Columbia? - Lot Gorda.

Pewnie sie zamartwia.

Oby byl trzezwy.

CENTRUM KOSMICZNE IM. KENNEDY�EGO, FLORYDA

MS-2. Prawy nadgarstek. Obrecz i blokada.

Przyjalem. MS-2. Prawy nadgarstek zakonczono.

I jak?

Pasuje.

PLT lewy nadgarstek. Obrecz i blokada.

Przyjalem. PLT lewy nadgarstek.

- Ja sie tym zajme. - Tak jest.

Prosze.

Jezu, Ed.

Nie miales nic lepszego do roboty,

tylko przyjazd na Floryde, zeby zepsuc m�j start?

Chcialem ostatni raz spojrzec na stare statki,

nim m�j Pathfinder sprawi, ze beda przestarzale.

Marne szanse.

Pathfinder jest niczym chihuahua w por�wnaniu do mojej bryki.

Sluchaj duzych dzieci z przodu

i niczego nie dotykaj, a nic ci sie nie stanie.

Jestem z ciebie dumny.

Dzieki.

Bez ciebie nie dalbym rady.

Gotowy?

Powodzenia.

Zblizamy sie do 30 sekund

i rozpoczynamy sekwencje odliczania.

Agregaty hydrauliczne SRB uruchomione.

20 sekund do startu...

Osiemnascie, 17,

16, 15, 14,

13, 12, dziesiec...

Odpalono gl�wny silnik.

Wystartowala Columbia z Gordonem Stevensem na pokladzie

po jego dziesiecioletniej nieobecnosci.

Wr�cilem, kochanie.

Wr�cilem.

TWOJE ZDROWIE

Mozesz sie oprzec.

Cierpisz na cos, co nazywamy jaskra normalnego cisnienia.

To rzadka choroba. Nikt nie wie, co ja wywoluje.

To znaczy, ze cisnienie w galce ocznej jest prawidlowe,

ale nerw wzrokowy zostal uszkodzony.

Moze chodzic o ilosc krwi,

kt�ra jest dostarczana do nerwu

albo moze on byc wrazliwy.

Albo cos innego wplynelo na krazenie.

Jak promieniowanie?

To mozliwe. Nie znam zadnych badan, kt�re sprawdzalyby taka przyczyne.

Bylas narazona na dzialanie niezwykle duzego promieniowania

podczas ostatniej podr�zy?

Nie wedlug pani wiedzy.

Rozumiem.

I rozumiem, ze nie badal cie naczelny lekarz NASA.

Moze mi pani powiedziec, jakie jest leczenie?

Leczenie, by spowolnic utrate wzroku,

polega na podawaniu kropli do oczu,

lek�w doustnych oraz mozliwe, ze operacji.

- Operacji? - Mozliwe.

M�wimy o spowolnieniu pogarszania sie wzroku,

nie zatrzymaniu go, a na pewno nie odwr�ceniu.

M�wi pani, ze chcecie rozkroic mi galki oczne,

ale to i tak nie pomoze.

Nie chce niczego rozkrajac. To tylko mozliwosc.

Ale nie, to niczego nie naprawi.

Przykro mi, pani Cobb. Jaskra jest nieuleczalna.

Moze pani prosic o druga opinie,

ale jestem pewna, ze bedzie pani doswiadczac

stopniowej utraty wzroku.

A ostatecznie trwalej slepoty.

Dziekuje.

Lekarze NASA sa dobrzy. Nie przegapia tego.

Ellington. NASA 9-6-4.

Przyjalem, Molly.

Uruchom W147C.

NASA 9-6-4, Ellington.

Prosze bardzo. W147C uruchomione.

No dalej. Pokaz, co potrafisz.

Daj mi wiecej. Wiecej!

No dalej.

Lec.

Jasna cholera. Lec.

Pierdol sie!

No dalej! Lec.

NASA 9-6-4. Ellington.

Wszystko okej, Molly? Obnizylas wysokosc o 4,5 km.

Przyjelam, Ellington. Wszystko okej.

Wszystko jest wspaniale.

Prezydent postanowil uzbroic Pathfindera.

by pokazac Sowietom, ze to nie jest zabawa w odwet.

Dzieki temu to my mamy kontrole.

Zaladujemy cztery pociski Phoenix do przestrzeni ladunkowej Pathfindera.

Wersja AIM-54C przeznaczona w kosmos

byla opracowywana w Vandenbergu kilka lat.

Miala sie znalezc w statku DOD, ale bedzie pasowac do Pathfindera.

Postanowiono, ze to bedzie wsp�lna misja

NASA i Departamentu Obrony.

Operacje lotu beda kontrolowane z MOCR,

ale dzialania dotyczace pocisk�w Phoenix beda wychodzily z Departamentu Obrony.

Czy wystrzelimy je podczas tej misji?

Przeprowadzimy cwiczenia z zywa amunicja, by pokazac system.

Waszym celem beda drony wystrzelone na niska orbite okoloziemska,

kt�rych sygnatura bedzie udawala rosyjskiego satelite.

Ile pocisk�w wystrzelimy?

- Czyli to statek wojenny? - Nie. Pathfinder nie jest wojenny.

Ale bedziemy miec pociski i bedziemy nimi strzelac.

System Pathfindera zostal zaprojektowany przede wszystkim do samoobrony.

Przede wszystkim, ale nie wylacznie.

Czyli w teorii te pociski moglyby zostac wykorzystane do ataku.

Mam racje?

Nie taki jest plan misji.

Ten lot to test calego systemu Pathfindera

i dlatego powinnismy tez przetestowac jego najnowszy...

komponent.

Ale to tylko test.

Pociski sa naprowadzane radarowo.

Ich zasieg to 185 kilometr�w.

Wykorzystuja system detonacji czujnik�w zblizeniowych.

Gdy znajda sie w ladowni,

r�znica cisnienia wyniesie 882 529 pascali.

- Wszystko w porzadku? - Tak.

O co chodzi?

Prezydent zaproponowal mi stanowisko administratorki NASA.

- A nie jestes nia juz? - Na stale.

To niesamowite, Ellen.

Gratuluje. To naprawde...

Porabane, wiem.

Ale przeciez go nie przyjme.

Na pewno?

Oczywiscie. Czekam na wlasciwy moment, by mu powiedziec.

Tyle sie teraz dzieje.

Tak, ale... to swietna okazja.

Moglabys byc... czlonkinia gabinetu Reagana.

- Brzmisz, jakbym miala je przyjac. - Nie, ja...

Czy nie tego zawsze pragnelas?

Kontrolowalabys NASA. Moglabys wreszcie leciec na Marsa...

Hej.

To ciebie chce.

Tak?

Tak.

WITAJ Z POWROTEM, GORDO!

To miejsce musi ci sie wydawac wielkie w por�wnaniu z ostatnim razem.

Tak, nie za bardzo dalo sie tu chodzic.

Wiem. Szalenstwo.

Jak pomysle, co wy tu zrobiliscie.

Tu jest teraz kuchnia.

Tak, wiedzialem to.

Tutaj stalo twoje l�zko, prawda?

Zgadza sie.

A gdzie teraz spie?

Nie wiem, jak to robiliscie.

Caly czas w jednym pomieszczeniu, chyba bym zwariowal.

Nick.

Nowe l�zko.

Jasne, wybacz.

Masz najlepsze miejsce w kwaterze zalogi A.

Z dala od pompy recyrkulacyjnej.

Cholerstwo wlacza sie co p�l godziny.

Doprowadza wiekszosc do szalu, az naucza sie ja ignorowac.

Spie jak kamien, wiec o to sie nie martwie.

To masz szczescie, bo Vance chrapie jak smok.

Non stop, przez cala noc.

To dobry facet, choc jest jednym z marines.

Troche nerwowy, ale on spi tu.

A naprzeciwko niego

spi twoja byla.

Przykro mi. Kwatery B i C sa pelne. Nie ma tu az tyle miejsca.

- Mam nadzieje, ze ci to nie przeszkadza. - Nie ma sprawy.

Gdzie ona jest?

Jest z marines.

Caly tydzien pracuje przy reaktorze.

Cos zwiazanego z ostatnim transportem Sea Dragona.

Ale to wszystko jest tajne.

Scisle tajne.

Z marines? Tracy?

To mialo bys tymczasowe,

dop�ki jeden z nich nie nauczy sie latac LSAM-em.

Ale podobno kiepsko mu szlo.

Tak, LSAM to cwana bestia.

Jasna cholera, no tak! Latales pierwszym.

Obawiam sie, ze poszedl na zlom.

Wykorzystujemy go na czesci.

Ale pozostale dwa wciaz lataja.

Ale na starosc robia sie kaprysne.

Jak my wszyscy. Nie martwilbym sie tym.

Jestem pewien, ze Trace szybko go nauczy.

Tak. Moze. Prawdopodobnie.

Dam ci sie zadomowic.

W porzadku.

Witaj w domu.

Sp�jrz, te trzy zespoly

pracuja nad komponentami modulu dokujacego,

kt�re musza dzialac razem.

Mechanizmy, elektronika lotnicza.

Ale spotkanie zespol�w odbywa sie,

dopiero gdy kazdy z nich skonczy sw�j projekt.

Standardowa procedura.

Tak, wiem, m�wiles mi.

Ale gdyby pracowaly od poczatku...

Nie.

Jestem inzynierka i patrze na zly projekt.

A to dobre.

Tak zebys wiedziala, dzieki temu zlemu projektowi polecielismy na Ksiezyc,

gdy ty bylas w pieluchach.

Moze ty powinienes nosic pieluchy podczas lotu Gemini.

- Wynocha! - Nie ma sprawy.

Orzeszku.

Przepraszam, ja nie...

Przepraszam.

Witam w Little Saigon. Stolik dla ilu os�b?

Tylko dla mnie.

- Cos do picia? - Cole.

Wiesz, co chcesz?

Nie za bardzo.

Niezbyt czesto jadlam wietnamskie jedzenie.

Jestes adoptowana?

Tak.

- Lubisz chinszczyzne? - Uwielbiam.

To jest podobne. W miare.

Zaczelabym od sajgonek, a potem pho albo banh mi.

Zupa z makaronem albo kanapka z wieprzowina.

Kanapka jest dobra, ale pho to specjalnosc taty.

- Tw�j tata jest kucharzem? - Tak.

Spr�buje �fo�.

Pho.

M�wilam. Rodzinny przepis.

Bylo pyszne.

Usiadziesz?

Tw�j tata nauczyl sie gotowac w Wietnamie?

Od swojej matki, mojej babci.

- Wciaz zyje? - Kto wie?

Tata ucial kontakt z rodzina, gdy wyjechal.

Nie m�wi o rodzinie w Wietnamie.

A twoja mama?

Jest tutaj. Nie dzis, ale zyje.

Nie jest z Wietnamu. Poznali sie po przyjezdzie taty do USA.

Urodzilas sie tutaj?

Tak, jestem urodzona w Stanach Amerykanka.

Prosze. Gdy bedziesz gotowa.

- Prosze. - Dziekuje.

- Reszta. - Mozesz zatrzymac.

Dzieki. Nastepnym razem spr�buj wieprzowiny.

Zakladam, ze wr�cisz

i wydasz wiecej pieniedzy z przyjaci�lmi?

Tak, na pewno o tym pomysle. Dzieki.

Wykrylem cel.

Potwierdzam. Radar pokazuje dwa cele.

Pierwszy w odleglosci 31 km.

Wzgledna predkosc 1,2 m/s.

Jest w zasiegu.

Namierz cel.

Namierzylam.

Potwierdzam. Drugi cel w zasiegu 45 km.

R�wniez znajduje sie w zasiegu namierzania.

Ale wkr�tce z niego wyleci.

Przelaczam sie na drugi cel.

Namierzylam. Drugi cel.

Potwierdzam. Gotowy do strzalu.

Ognia.

Fox trzy.

Mam pierwszy cel.

- Ognia. - Fox trzy.

Cele namierzone, manewruja, pociski wciaz dobrze leca.

Pierwszy cel zniszczony. Zbliza sie drugi pocisk.

Drugi cel zniszczony.

Potwierdzam. Brak cel�w.

Wszyscy nie zyja.

Symulacja zakonczona.

Zabezpieczcie kabine i przyjdzcie na odprawe.

- Dobra robota. - Dzieki, szefie.

Tak, dzieki.

Ide sie przewietrzyc.

Nie tak zle.

Wcale nie najgorzej.

Jezu!

Kurwa.

Uderzyles sie?

Nie.

- Nie. - Szkoda, ze nie widziales swojej miny.

Udalo ci sie.

Wiec tu jestes.

Jestem tu.

Jakie to uczucie? Jest inaczej?

- Zupelnie inaczej. - Tak?

Inaczej pod kazdym...

Hej, Vance. Poznales mojego bylego meza, Gorda?

Gordo, to jest Vance Paulson.

Jest jednym z zolnierzy, kt�rzy maja nas chronic przed czerwona zaraza.

Hej. Milo mi.

Mnie r�wniez.

- Marynarka? - Zgadza sie.

Nie bede ci tego wypominal.

Ta tutaj powinna byc w marines.

Przestan.

To, jak poleciala tym sprzetem podczas nalotu na Rosjan?

Na sam d�l.

Tak nisko, ze gdyby byly tam kr�liki, przycielibysmy im uszy.

Cos pieknego.

Pipki z was. Bylam piec metr�w nad ziemia.

Piec... Nie ma mowy.

Mialem pyl na butach od zahaczania o g�rki.

Na butach?

Tak, wisieli na zewnatrz statku

jak Tarzan.

Tak, spiewalismy �Ride of the Valkyries� w stylu Apocalypse Now.

- To byla zabawa. - Istna zabawa.

Dzieki nim jestem mloda.

Padam z glodu. Ide po cos do jedzenia.

Ja tez. Idziesz z nami?

Stol�wka to twoja stara miejsc�wka.

Tak, wiem.

Nie, dzieki. Pr�buje sie zadomowic.

Moze sie przespie, poczekam do sniadania.

- Milo cie widziec, Gordo. - Ciebie tez.

...raporty wskazuja na eksplozje na terenie Fortu Gulick,

kt�ry jest domem 10 Pulku Piechoty USA

i jednostek Sil Specjalnych w Panamie.

Wedlug zeznan naocznych swiadk�w ciezar�wka przejechala przy wartowni...

Pieprzone zwierzeta.

...i wjechala w baraki, zanim eksplodowala...

Enchilady sa gotowe.

Super. Umieram z glodu.

Nie obrazilabym sie na piwo.

...z dala od Strefy Kanalu,

kt�ra jest terytorium USA zgodnie z prawem miedzynarodowym.

Cos, co mialo byc zwykla misja dostawcza

do Jamestown na Ksiezycu,

stalo sie kolejnym frontem w wojnie na slowa

pomiedzy USA a Zwiazkiem Radzieckim.

Boze... Czemu tak sie skradasz?

Caly czas tu stalem.

Bardzo smieszne.

...NASA twierdzi, ze to rutynowa dostawa,

a na statku moze byc jadrowa...

- Ogladalam to. - Nie widzialas mnie.

Oczywiscie, ze widzialam.

Nie przyszlo ci na mysl, ze moge miec inne rzeczy na glowie?

Tak. Przyszlo mi to na mysl.

I to dwa miesiace temu, gdy wr�cilas

i godzinami siedzialas w wannie, gapiac sie w sciane.

Powiedzialem sobie: �Ma wiele na glowie. Dam jej spok�j�.

Powtarzam to sobie za kazdym razem, gdy na mnie wrzeszczysz bez powodu.

Albo gdy siedzisz cicho

i nie chcesz o niczym rozmawiac.

Mam dosc dawania ci spokoju. Okej? Mam dosc.

Bo cos sie dzieje i musisz mi powiedziec co.

- Co mam ci powiedziec? - Powiedz mi prawde.

Chce, zebys powiedziala mi prawde.

Cokolwiek to jest, damy sobie rade.

Nie wiem, czy damy.

Wyszlam na zewnatrz podczas burzy slonecznej...

po Wubbo.

Nie zostalam w kanale po lawie.

To bylo klamstwo.

Bylam na powierzchni przez godzine.

Moze dluzej.

Umarlby, gdybym nie wyszla.

To dlatego...

To jaskra normalnego cisnienia.

NIE POZW�L, BY TO CI SIE PRZYDARZYLO.

Trace.

Cholera. Gordo, wlaz tutaj.

Wejdz. Badz cicho. Zamknij drzwi.

Chryste.

Co ty robisz?

Puszczam powietrze w obieg, gdy skoncze, a ono idzie cholera wie gdzie.

A nastepnego dnia,

gdy ktos poczuje cos dziwnego, mysla, ze to jedzenie.

Genialne.

- Ile ich jeszcze masz? - Siedem.

Siedem, dop�ki...

dop�ki Jimmy nie wysle nowej partii z kolejna dostawa.

Jimmy? Jimmy wysyla ci kontrabande na Ksiezyc?

Robi dziure w smierdzacym serze i wsadza je w torebke foliowa.

To bystry chlopak.

To zbyt bystre jak na niego.

Tak, nie chce wiedziec, gdzie sie tego nauczyl.

Podzielisz sie?

Tak, czemu nie?

Dobrze wygladasz, Gordo.

Wygladasz na szczesliwego.

Dzieki.

Tak.

Dawno cie takiego nie widzialam.

Wyszedlem na prosta.

Tak? Jak?

O ile nie chcesz, by to byl tw�j ostatni papieros

na kolejne szesc miesiecy, to zacznij m�wic.

Gdy ostatni raz tu bylem...

Stracilem rozum.

Zgubilem swoja droge.

Zaczalem widziec r�zne rzeczy i...

Pr�bowalem zdjac helm, gdy bylem na zewnatrz.

O Boze.

Dani zlamala reke celowo, Trace,

by Ed nie musial m�wic Houston, by wyslali mnie do wariatkowa.

Przykro mi, ze przezywales to sam, Gordo.

Powinienes byl mi powiedziec.

Mnie tez jest przykro.

To miejsce potrafi dac w kosc.

Mimo tego, ze jest tu tylu ludzi, mozesz sie czuc...

samotny, odizolowany.

Nie wyobrazam sobie, o ile bylo gorzej, gdy ty tu byles.

Myslalem o tym przez ostatnie dziesiec lat.

Nie potrafilem zrozumiec, co sie stalo.

Az pewnego dnia

podsluchalem, tak, podsluchalem,

gdy rozmawialas z Jimmym o jego sz�stych urodzinach.

I uslyszalem, ze m�wilas, ze to byly �szczesliwe chwile�.

I nagle wszystko sie ulozylo.

To, co sie stalo, nie mialo nic wsp�lnego z kosmosem czy klaustrofobia,

czy tym, ze stracilem rozum.

Wiedzialem, ze gdy wr�ce do domu, mam sie wyprowadzic.

To byl poczatek konca.

I nie umialem sobie z tym poradzic.

Nie moglem sobie poradzic z utrata tego, co bylo dla mnie najwazniejsze.

Ciebie.

I to byla moja wina. To znaczy, masz swoje za uszami, ale...

Pieprz sie.

To ja schrzanilem nasze malzenstwo, Trace.

Klamstwa, zdrady, nie bylo mnie przy tobie, gdy mnie potrzebowalas.

A nawet gdy bylem, to wiem, ze mnie nie bylo.

Wiem o tym.

I wszystko sie rozpadlo.

I uslyszalem, jak rozmawiasz z Jimmym o szczesliwych chwilach i...

Wiedzialem, ze nigdy wiecej nie bede przezywal szczesliwych chwil,

jesli nie bede z toba.

- Gordo. - Dlatego tu jestem, Trace.

Zeby cie odzyskac.

Szlag, nawet powiedzialem Samowi.

- Slucham, co? - Prosto w twarz.

Powiedzialem: �Zamierzam odzyskac Tracy, Sam�.

O Boze, Gordo. I co powiedzial?

- Powiedzial... - Cholera, Gordo.

Czekaj. Powiedzial...

�Tracy jest jak dziki kon.

Nikt jej nie zlapie�.

Tak.

Ty tez tak uwazasz?

Mysle, ze zaden mezczyzna, kobieta czy bestia cie nie zlapie.

Jesli nie bedziesz chciala byc zlapana.

Zlap mnie, jesli potrafisz.

Nie wiem, czy widziala pani wiadomosci z siedziby NASA

dotyczace szacunkowych koszt�w Pathfindera?

Zrobilam wczoraj analize budzetowa, jesli to pomoze.

Ja wybralabym czerwona.

- Co? - Lubi czerwony.

Kto?

Pan Nikulow. Pierwsze spotkanie.

A co to, co on lubi, ma wsp�lnego z czymkolwiek?

Chyba nic.

Zaraz przyniose te analize budzetowa Pathfindera.

Dzien dobry.

Ladny kolor.

To?

Miales szanse przejrzec analize obciazen dokujacych?

Tak. Sa w porzadku.

Dostalismy nowa dyrektywe z Moskwy.

Biuro Polityczne uznalo,

ze symbolika uscisku dloni jest wazna

i ze powinien sie odbyc...

w r�wnej odleglosci.

W r�wnej odleglosci od obu statk�w.

Wtedy zaden statek nie bedzie gospodarzem i gosciem, rozumiesz?

Modul ma dokladnie 3,15 metra,

wiec polowa to 1,575.

Tak. Tutaj... tutaj.

Ale jest z tym pewien problem.

Sp�jrz.

Ty bedziesz Amerykanami.

Srodek jest tutaj.

Wiec... no chodz.

W teorii, jesli podasz mi reke...

Wlasnie tak... Wszystko wydaje sie w porzadku, nie?

Nie. Tak.

Wydaje sie okej.

Ale problem w tym, ze w tej pozycji

blokujemy widok zar�wno ze strony Sojuza, jak i Apollo.

Na to wyglada. Co...

Gdzie bedzie kamera? Nikt tego nie zobaczy.

Taki symbol pokoju nie ma sensu, jesli nikt go nie zobaczy.

Okej.

C�z...

Gdyby jedna strona musiala byc gospodarzem...

Moskwa bedzie chciala, by byl to Zwiazek Radziecki.

A Waszyngton bedzie chcial, by to byl Apollo.

A moze po prostu... rzucimy moneta?

To by bylo...

do zaakceptowania.

- Masz jakas? Przepraszam. - Tak.

- Brak kieszeni. - Chyba mam.

Okej.

Ty obstawiaj.

Orzel.

- Przepraszam. - Tak, czekaj.

- Chyba jest... - O tak.

Pod spodem.

Przepraszam, musisz sie odsunac. Nie moge...

Spodnie mi sie zaczepily.

Moze ja moglabym...

Pani Madison...

Tak?

Mamy sytuacje, kt�ra musi sie pani zajac.

Przepraszam.

Bill Strausser odszedl. I to ty jestes tego powodem.

Ja? Ja nic nie zrobilam.

Cos musialas zrobic.

�Dzis po rozmowie z pania Rosales stalo sie dla mnie jasne,

ze moi koledzy mnie nie szanuja,

i dlatego nie moge kontynuowac pracy�.

- Cos ty mu, do diabla, powiedziala? - Nic.

Co mu powiedzialas?

Okej... Nazwalam go...

Orzeszkiem.

Nie powinnam byla ci tego opowiadac.

Chcialam byc mila i podzielilam sie...

Wymsknelo mi sie. Nie sadzilam, ze odejdzie.

Nie sadzilas.

Bill Strausser jest cennym czlonkiem tego zespolu,

kt�ry poswiecil 20 lat lojalnej pracy dla tej agencji,

i nie zasluguje na to, by odchodzic, bo g�wniara cos palnela

i go upokorzyla!

Przekonaj go, zeby wr�cil...

albo szukaj sobie innej pracy.

- Slucham? - Aleido, nadstawilam za ciebie karku.

- Jestes mi winna... - Nic ci nie jestem winna.

- Uspok�j sie. - Nie m�w mi tak.

Nie masz prawa mi nic m�wic.

Chcesz mnie zwolnic, prosze bardzo.

Mam to gdzies.

Rozumiem.

To twoja zagrywka, tak?

Co? To, ze walcze o siebie?

To dlatego cie zwolniono z kazdej pracy, jaka mialas.

Gdy robi sie trudno, Aleida sie ulatnia.

Pierdol sie.

Sama sobie swietnie z tym radzisz.

Chcesz to schrzanic, nie ma sprawy.

Ale jesli chcesz byc inzynierka kosmiczna, to nie masz innych opcji.

Wartosc odpowiedzi wzrasta do 500 dolar�w...

SWIATOWI PRZYW�DCY

Czesc.

Moge wejsc i...

Czekaj, nie. Chce tylko porozmawiac.

- Nie chce z toba rozmawiac. - Tylko kilka minut. Piec minut.

Prosze, Bill. Daj spok�j.

Dobra. Chodz.

Szlag, przegapilem. Wiedzialem.

To prawdziwy komunikator z Kosmosu 1999?

Kilka lat temu oprowadzilem Barbare Bain po MOCR

i wyslala mi to w ramach podziekowania.

To rekawica Buzza Aldrina?

Ciebie nie bede oprowadzac. Czego chcesz?

Jestem tu, bo chcialam powiedziec...

Przepraszam.

Spoko. Dzieki, ze przyszlas.

Wr�cisz do pracy? Czy...

Nie.

Prosze, Bill. To byla chwila.

Powiedzialam cos glupiego i nigdy tego nie powt�rze.

Myslisz, ze o to chodzi?

Uzeram sie z ta historia od prawie 20 lat.

Jestes w NASA miesiac? I juz ja slyszalas.

Wiesz, kt�ra to byla misja Gemini?

Co sie dzialo, kiedy Bill sie posikal?

- To nieistotne. - Istotne.

- Naprawde... - Ty byl 16 marca 1966, Gemini 8.

M�wi ci to cos?

Tak, pewnie.

Neil Armstrong i David Scott zaczeli sie krecic na orbicie

i prawie stracili przytomnosc.

Prawie umarli.

Gdy straca przytomnosc, to koniec.

Stalem przy konsoli, konczylem zmiane, i tak, musialem siku.

A nagle Neil m�wi, ze stracil kontrole nad statkiem

i jest coraz gorzej.

I mozemy stracic dw�ch pierwszych Amerykan�w w kosmosie.

Wiec zostalem na stanowisku.

Nawet gdy Neil odzyskal kontrole.

Nie znalismy stopnia uszkodzenia kapsuly.

Wiec zostalem... ze wszystkimi.

Czekalem i patrzylem,

i mialem nadzieje,

modlilem sie.

Wiesz, ze musieli spr�bowac jeszcze raz nad Chinami?

Nie mamy tam zadnych stacji radarowych.

Wiec gdy stracilismy sygnal, to nie na kilka minut.

Tylko na godzine.

Az pilot sil powietrznych zauwazyl ich spadochrony nad Okinawa.

Poinformowano nas, ze nic im nie jest.

Podskoczylismy i wiwatowalismy.

I pierwszy raz uczestniczylem w takiej chwili.

Stalem tam i wiwatowalem.

A Frank Bedlow spojrzal na mnie i zapytal:

�Bill, czy ty sie posikales w spodnie?�.

I ludzie wciaz o tym m�wia 20 lat p�zniej.

Ja...

zostalam postrzelona.

- Co? - Ze strzelby.

S�l kamienna, ale byl tam tez srut.

Troche zostalo w ramieniu...

Nie wiem, co chcesz zrobic...

Wysluchaj mnie.

Okej?

Byl taki moment w moim zyciu, gdy nie mialam gdzie mieszkac.

Nigdzie.

Czasem spalam na kanapach u przyjaci�l,

ale gl�wnie w przejsciach podziemnych, na lawkach w parkach. Na ogr�dkach.

Niekt�rzy maja tak wielkie ogr�dki, ze nie wiedza, co sie dzieje z tylu.

Musialam jesc. Rzecz jasna.

Ale nie mialam pieniedzy...

Wiec ja...

szukalam jedzenia za restauracjami.

Jest taka restauracja przy Bryant Street, mieli tam dobre jedzenie,

wiec tam wracalam,

a wlasciciel wychodzil i wrzeszczal na mnie.

�Wynos sie, Meksykancu.

Przez ciebie smierdzi w okolicy. Znajdz prace�.

Pewnego dnia tam bylam.

Wlasciciel wychodzi. Tylko tym razem... ma bron.

Nawet nie pamietam, gdy mnie postrzelil.

Pamietam tylko halas i to, ze lezalam na ziemi,

a potem ze wstalam i uciekalam.

Po prostu bieglam.

Zatrzymalam sie w parku.

I wtedy zdalam sobie sprawe, ze... koszulke mam przemoczona krwia.

I czulam, jakby lewa czesc mojego ciala sie palila.

Jezu.

Poszlam na pogotowie, a oni mnie ogarneli.

Powiedzialam im, co sie stalo, i wezwali policje.

Bo tak sie robi, gdy ktos zostanie postrzelony.

Dzwoni sie na policje.

Ale bylam tu nielegalnie i nie chcialam gadac z policja.

Wiec...

poszlam stamtad.

Wyszlam, zanim wyciagneli caly srut.

Wiec wciaz mam go w ramieniu.

Mam takie wielkie, wstretne...

blizny...

na calej rece.

Dlatego nie nosze koszulek na ramiaczkach,

kostium�w kapielowych, top�w bez plec�w.

Nikt tego nie zobaczy.

Wiec...

Mam cos, czego sie wstydze, Bill.

I uwierz mi, gdy m�wie, ze...

naprawde jest mi przykro...

ze przeze mnie na nowo przezywales sw�j wstyd.

Gildia Aktor�w Ekranowych, zgadza sie.

Przyw�dcy swiatowi za 200.

Odpowiedz: Pierwsza kobieta premier Wielkiej Brytanii.

Jej popularnosc wzrosla po wojnie o Falklandy. Larry.

Margaret Thatcher.

Kim jest Margaret Thatcher? - Zgadza sie.

- Spr�bujmy Filmy za 400. - Musi byc w formie pytania.

Pieprz sie.

- Masz racje. - Filmy za 300.

Ci gwiazdorzy testowali swoje przebrania do filmu z 1959,

odwiedzajac toalete dla pan w studiu. Larry.

- Czym jest P�l zartem, p�l serio? - Tak.

Jack Lemmon i Tony Curtis.

Musieli sie niezle bawic, chodzac do toalety w tych przebraniach,

ale porozmawiajmy o innym filmie.

Larry, ty wybierasz.

Okej. Mam twoje napiwki.

21,50.

- Niezly wiecz�r. - Nie, super. Dziekuje.

Chcialem tylko powiedziec...

odnosnie do tamtego wieczoru...

- Nie wiem, co sie stalo. - Nic sie nie stalo.

Jasne.

Dw�jka przyjaci�l milo spedzila czas...

i pocalowala sie po przyjacielsku.

Moze bylo troche zbyt przyjacielsko, ale...

Tak.

Przepraszam.

Nie przepraszaj.

Mozemy zyc dalej. Nie musimy o tym rozmawiac.

Jasne.

- Dobranoc, Danny. - Dobranoc, pani Baldwin.

Myslalam, ze wychodzisz.

Ja nie...

Nie wiem, co powiedziec.

Wiem, ze powinnismy...

zapomniec o tym, co sie stalo.

Ale ja...

nie moge.

Caly czas o tym mysle.

Twoje wlosy...

- i usta. - Danny.

Mysle o tym, jak trzymam cie w ramionach.

Przestan gadac.

Przestan gadac.

Zamknij drzwi.

Wylacz swiatla.

Spotkajmy sie na dole.

Idz. Juz.

SCHRON PRZECIWATOMOWY

Naprawde sprzedasz to miejsce?

Z calym wyposazeniem.

Bedzie dziwnie, gdy wlascicielem bedzie ktos inny.

Pierwszy raz tu przyszedlem w dzien otwarcia.

Tak?

To byl fajny dzien.

Kompletna katastrofa.

Nalewaki do piwa nie dzialaly, toalety sie zatykaly.

To byl... balagan. Ale fajny.

Czyli juz nie jest... fajnie?

Mozna tak to ujac.

Ale ludziom sie podoba.

Naprawde. Przychodza tu, patrza na zdjecia z kosmosu

i na modele.

Na wszystko, co ma cokolwiek wsp�lnego z kosmosem.

Widze to w ich twarzach, gdy przechodza przez drzwi.

Rozgladaja sie: �Sa tu jacys astronauci?�.

�Ten zlom byl w kosmosie?�

�To kosmiczny zlom?�

Moglabym sprzedawac zlom.

Gdybym tylko powiedziala, ze byl w kosmosie.

Tak, nie watpie.

Dlaczego?

Wszyscy chca leciec w kosmos.

Ja nie. Nigdy nie chcialam.

Wszyscy poza toba.

Ale... wiekszosc ludzi nie poleci.

Przyjscie tu, kupienie jakiejs glupiej blyskotki

to najblizsze kosmosu, co beda miec.

P�ki NASA nie zacznie sprzedawac bilet�w.

Nigdy tego nie zrobi.

Nie beda sprzedawac bilet�w w kosmos, prawda?

Szczerze w to watpie.

Ale ktos bedzie.

I zarobi na tym krocie.

Karen.

Nazwales mnie Karen.

Kocham cie.

Wcale nie, Danny. Wcale nie.

- Tak. - Nieprawda.

Kocham cie, Karen.

Okej. Wezmy sie w garsc.

Mysle tylko o tobie.

Nie.

- Kocham sie w tobie od lat. - Co? Nie. To nie to.

- Tak. - Nie.

Odejde z akademii. Znajdziemy mieszkanie w miescie.

Co?

Danny, to nie to.

To nie jest milosc.

- I to sie nie rozwinie. - Co?

- Myslalem, ze... - Milo spedzilismy czas.

Tak. Bylo naprawde fajnie, okej?

Oboje tego chcielismy i potrzebowalismy.

Ja nie...

Wiem, ze tego chcialam. I tego potrzebowalam.

Wiec to zrobilam.

I bylo wspaniale.

Hej. Ty byles wspanialy.

Byles swietny, skarbie.

Ale to koniec.

- Nie. - To koniec.

- Nie musi byc. - Musi.

- Dlaczego? - Bo tak powiedzialam, okej?

To koniec. Ubieraj sie.

Wyjdz tylnymi drzwiami, dobrze?

Zamknij je za soba, jakbys wychodzil ostatni.

Ja wyjde p�zniej.

Wsiadz do auta i jedz do domu.

Jutro zadzwon, ze jestes chory.

Pod koniec tygodnia i tak jedziesz do akademii.

Nie martw sie. Dam ci wyplate za ostatni tydzien.

Nie obchodzi mnie to.

W tyl zwrot.

To rozkaz.

Nie odwracaj sie. Po prostu idz.

O m�j Boze.

357 Bravo, LSAM 2,

za piec minut przylece z waszymi zmiennikami.

Przyjelam, LSAM 2.

Cieszymy sie na goracy posilek i prysznic.

Kapitanie Stevens, jestes gotowy popilotowac?

Przyjalem.

Przelaczam na PLT. Przejmujesz kontrole.

Mam op�znienie w silnikach manewrowych.

Rety, nie odpowiada tak jak kiedys.

Okej, chlopcy i dziewczeta, zl�zcie stoliki i ustawcie siedzenia

w pozycji pionowej.

Kolejny zesp�l ma przyleciec o 11.30.

- Ruch. - Co?

Gdzie?

Na dziesiatej. Widzialem jakis blysk na g�rze.

Jestes pewien? Nie widze, by cos sie ruszalo.

Czekaj. Widze.

Mamy towarzystwo.

Wilhelm, utrzymaj fort.

Webster, Lopez, za mna.

Houston, MARDET.

Widzimy nieprzyjaci�l przy 357 Bravo.

Idziemy to sprawdzic.

Przyjalem. Zr�bcie to ostroznie.

Gdy bedziecie ich widziec, nawiazcie kontakt radiowy.

Tak zrobimy, Houston.

Uwazajcie, miejcie oczy otwarte. Rozejsc sie.

Z lewej czysto.

Webster, oslaniaj lewa.

Przyjelam. Utrzymuje.

Ide dalej.

Z lewej czysto. Ide na prawo.

Spoko. Biore lewa.

Dalej nic.

Houston. Kontakt przed nami.

Co widzicie?

Dw�ch kosmonaut�w przy jakims sprzecie.

Jeszcze nas nie zauwazyli.

Lopez, widzisz ich wiecej?

Nie, tylko te dw�jke.

Houston, wasza decyzja.

MARDET 1, przelaczcie sie na czestotliwosc Rosjan

i kazcie im stad odejsc.

Robi sie.

Webster, idz pierwszy.

Przelacz sie na ich czestotliwosc i kaz spadac.

Lopez, oslaniaj ja.

Przyjalem.

Zmieniam czestotliwosc.

Uwaga sowieccy kosmonauci.

Ten teren zajal rzad Stan�w Zjednoczonych.

Ida.

Mam ich.

Spokojnie.

Nie podoba mi sie to. Co on robi?

Co tam jest? To bron?

St�j. Odsun sie od skrzyni.

Padly strzaly.

Wr�g jest ranny.

Ty, odsun sie od skrzyni.

Cholera. Idzcie.

Cholera jasna.

MARDET 1, Houston.

MARDET 1, melduj.

Houston, dw�ch wrog�w jest rannych. Jest zle.

Chwila.

Jezu. Ten gosc sie pali.

Jasna cholera.

Jezu. Co mam robic?

Czekaj, stary.

Masz dziure w kombinezonie, ale ja zalatamy.

Webster, Lopez. Raportujcie.

- Nic mi nie jest. - Mnie tez nie.

Oddychaj, stary. Nic ci nie bedzie.

- Stevens? - Slucham, Vance.

Tego goscia trzeba ewakuowac. Juz.

Kurwa mac.

Jestesmy na wzg�rzu. Okolo 300 metr�w od szczytu.

Przyjelam. Zaraz tam bede.

Webster, zabezpiecz ich bron.

Tak jest.

MARDET 1, Houston. Jak wyglada sytuacja?

Powtarzam, MARDET 1. Houston. Raportujcie.

Houston, MARDET.

Teren jest zabezpieczony.

Mamy dwie ofiary wsr�d nieprzyjaci�l. Jedna nie zyje, jedna ranna.

Czekamy na ewakuacje.

Lacz z Bialym Domem.

Jezu. Szefie.

O co chodzi?

Tu nie ma broni.

To po co siegali?

O m�j Boze.

Napisy: Agnieszka Otawska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.